29tc+3
73% ciąży, 74 dni do porodu

Witam się w 30 tygodniu! <3
Wczoraj mieliśmy wizytę :)

U Tosi wszystko dobrze <3 Ma już jakieś 1400g i podobno meszek na głowie :P Szyjka bardzo długa, nawet według pomiaru dłuższa niż ostatnio, więc jakieś cuda :P Rozwarcia żadnego nie ma, Mała się przedwcześnie na ten świat nie wybiera <3
Jedyne co, to wciąż leży pośladkowo - pupą w dół. Teoretycznie ma jeszcze czas na obrót, no ale doktor dziś już sam zwrócił uwagę, że już jest dosyć ciasno, że Mała mocno zwinięta (znów brak sensownego zdjęcia :P) i tak jakoś na ten obrót się nie zanosi. Ale oczywiście dajemy jej czas i nie przestajemy w nią wierzyć Lekarz mówił, że możemy pójść na basen trochę popływać, to może będzie jej lżej zrobić fikołka. Mam w sobie jakiś paraliżujący strach przed cesarką (o dziwo przed porodem sn zupełnie nie), więc bardzo liczę na to, że jeszcze się obróci.
Kolejna wizyta za 3 tygodnie i będziemy też robić pierwsze ktg.

A teraz zbieram się na szkołę rodzenia - dziś będzie o połogu :)

Kolejny dzien... wczoraj wieczorem robilam test... negatywny. Powtorze w czwartek. Sutek juz tylko prawy mnie troche pobolewa, i z prawej strony brzuch... coraz bardziej watpie... choc mam jeszcze troche nadziei... no ale zobaczymy w czw z samego rana.

tc: 39+0, waga 67,2 kg.

Adrenalina po weekendzie spada, mogę zacząć się relaksować.

Po pierwsze byłam u onkologa. Udało się dziś ogarnąć temat. Nawet nie wiedziałam, że mamy takie centrum onkologiczne, gdzie ściany pachną jeszcze farbą. Normalnie zaplecze ekstra (niekoniecznie choroby ekstra, ale samo zaplecze lux torpeda). W jego ocenie to coś (zapomniałam fachowego określenia) zrobiło mi się od antyperspirantów. Mam kategoryczny zakaz ich stosowania. W chwili obecnej robić okłady z łyżeczki sody rozpuszczonej w szklance przegotowanej wody. Nie chciał mnie kroić, nawet w znieczuleniu miejscowym, bo tak jakby, no nikt mu (ani mi) nie zagwarantuje, że nie zaczniemy się rodzić. To coś może pod wpływem okładów pęknąć (i tak ma być), za tydzień do kontroli (chyba że będziemy się rodzić). Ewentualnie do kontroli po porodzie. Ufff. Kamień, który spadł mi z serca był chyba słyszalny w sąsiednich województwach.

Po drugie byłam na KTG. Przed wizytą u onkologa. Chyba z tego stresu nie zapisał się ani jeden skurcz. Nawet mikroskurcz się nie zapisał. Tu kłania się teoria, że do porodu konieczne jest poczucie bezpieczeństwa. A kwestie onkologiczne poczuciu bezpieczeństwa raczej nie sprzyjają. Lekarz po KTG mi powiedział, że poszłam na usg do dobrego specjalisty, który jednak lubi nastraszyć i że żaden z jej znajomych nie chodzi do niej na usg, bo zawsze coś tam wywlecze. 🤦‍♀️ Poza tym zrobił mi masaż szyjki. Bo szyjka dalej zamknięta. Nie bolało mnie, a podobno powinno boleć mocno, nawet mocniej niż sam poród (tak słyszałam). KTG było przed wizytą u onkologa, to się nie dziwię, że nic się nie działo, przecież w swojej głowie już zaplanowałam biopsję na czwartek lub piątek, zrobiłam listę ginekologów-onkologów (przepraszam moja psychiko, przepraszam również Ciebie Moja Córko za ten stres na samej końcówce ciąży). Po wizycie u onkologa - pojawiły się mikroskurcze 😜

Po trzecie: nie wiem, czy to przez końcówkę ciąży, czy przez kwestie koronawirusowe, czy przez kwestie onkologiczne, czy uwarunkowania charakterologiczne - jestem wściekła na prawie wszystkich. Albo łatwo się denerwuję, wręcz wkurzam. Mężuś jeszcze nie złożył papierów rozwodowych, choć kto wie, może po prostu czekam na przesyłkę z sądu. "A gdzie Ty zamierzasz rodzić?", "A gdzie będziesz rodzić?", "A w jakim szpitalu będziesz rodzić?". Ku.wa mać Człowieku. Człowieku zlituj się. Odpuść, w zasadzie odpier.ol się ode mnie. Nie widzisz, co się dzieje? Nie czytasz gazet, internetu, nie oglądasz telewizji? Pierwszej osobie, drugiej, nawet piątej jestem w stanie spokojnie wytłumaczyć, że jest koronawirus, że w każdej chwili mogą zamknąć każdą porodówkę, że ja nic nie mogę teraz zaplanować. Ale przy szóstej, to mi się ulało. Sms "Jak się czujesz?" - "Fizycznie ok, psychicznie słabo, w każdej chwili mogą zamykać porodówki, jest słabo" - sms zwrotny od tej samej osoby - "A gdzie zamierzasz rodzić?". Przysięgam, dostałam białej gorączki. Pier.olec mi wskoczył do głowy i nie chciał odpuścić. To przepraszam łaskawie przeczytaj sobie raz jeszcze pierwszą wiadomość. Koleżanka mi podpowiedziała, żebym sobie myślała "To mnie nie dotyczy". W sensie sytuacja z koroną "to mnie nie dotyczy". To naprawdę działało. Aż do tej szóstej osoby z pytaniem "A gdzie zamierzasz rodzić?". Co ja sobie mogę zamierzać? Dalej, widziałam się z koleżanką, która stwierdziła, że mam wąskie biodra i czym ja zamierzam urodzić. No generalnie to ku.wa tym samym, co Ty, tym dokładnie samym, co Ty. Dołożyło mi to zmartwień na weekend (bo onkolog, koronawirus to przecież zbyt mało). W poniedziałek podczas pogadanki z położną poprosiłam o zmierzenie mnie miednicomierzem. Wyszło 26, 30, 35 i 21. Optymalnie. Położna stwierdziła, że jej zdaniem przez taką miednicę przejdzie bobas nawet 4,5 kg. Choć biorąc pod uwagę wielkość brzucha raczej siedzi tam standardowy Mały Człowiek. Po wizycie u położnej pogadałam sobie z koleżaneczką i powiedziałam subtelnie, żeby nie wtryniała się w takie sprawy, jak nie zamierza lub nie potrafi być wsparciem, to żeby trzymała język za zębami. Ot co. Mężusiowi też się oberwało. Oglądaliśmy jakiś film, niemowlak zaczął strasznie krzyczeć, a Mężuś na to "Mam nadzieję, że nasze też będzie takie rozkrzyczane!!!". On żartował, ja nie zrozumiałam. Podobno żartował. Powiedziałam mu, żeby się przeszedł po osiedlu, ochłonął i zaczął czytać o high need baby, i żeby może tak zażyczył sobie spokojnego dziecka, bo po miesiącu on wróci sobie do pracy, a ja zostanę sobie z Berbeciem i to ja będę mieć przepitolone, a nie on. Tym bardziej, że jak on jedzie do pracy to wyjeżdża np.na 4 dni i noce. I wraca na weekend. Także teges, także ten. Spociłam się z nerwów strasznie, nie dałam się przytulić przez godzinę, tak bardzo mnie wkurzył.

Z tego wszystkiego zaczęłam kompulsywne jedzenie. Chipsy, kawa z mlekiem i cukrem (białym!!!), czekolada do picia, czekolada z kawą, pizza (cała dla mnie), czekoladowa babeczka, kolejna kawa z mlekiem, cukrem (brązowym tym razem) i czekoladą. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Dziś jest lepiej.

Po czwarte: byliśmy na wizycie kwalifikacyjnej w domu narodzin. Pozaszpitalnym domu narodzin. Wiem, wiem, można się teraz stukać w głowę, proszę bardzo. Jak myślę o porodzie, to potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. A ja poczucie bezpieczeństwa mam u boku Mężusia. Nie w konkretnym miejscu, ale przy nim. Poczucie bezpieczeństwa to też pewność sytuacji, że np. w ciągu godziny nie wprowadzą nakazu rodzenia w maseczkach w szpitalach w całej Polsce. Wiem, że z nim nie będzie tak łatwo zmanipulować mnie do podjęcia decyzji, których nie chcę podjąć. Nie chcę być bezbronnym trybikiem w maszynie zwanej procedurą. Zasady w domu narodzin: rodzi się w asyście minimum jednej położnej, a jak są dostępne to w asyście dwóch położnych. Neonatolog oczywiście ogląda dziecko. nie podają szczepionek - ale je można załatwić na NFZ w każdej poradni. Podają wit. K - ale muszą mieć informację, czy jako wkłucie czy jako kropelki. Robią pobranie krwi z pięty, ale jeśli nie chcemy może to zrobić położna środowiskowa na wizycie patronażowej. Jedzenie we własnym zakresie. Weryfikacja rozwarcia następuje przy przyjeździe, a potem w zależności od postępu porodu - czasem się zdarza, że tylko ten jeden raz, a czasem co 2-3 godziny w pozycjach dowolnie przyjętych przez rodzącą. KTG nie robi się, chyba że położna wychwyci, że coś jest nie tak. Badają detektorem. W drugiej fazie porodu detektor idzie w ruch po każdym skurczu. Nie podają oksytocyny, nie przebijają pęcherza płodowego (jako jeden ze skutków ubocznych powiedziała mi, że może wypaść pępowina przed dzieckiem i wtedy na cito cc), oczywiście nie ma możliwości znieczulenia farmakologicznego. Nie rodzi się w maseczkach, Mąż może być cały czas. Potem może mnie odwiedzać, kiedy i ile chce. A może po prostu z nami zamieszkać na ten czas. Oczywiście jest to poród prywatny, płatny, ale nie tyle, ile poród w Medicover. W razie czego - położna jedzie z nami do najbliższego szpitala (oczywiście, jak jest czas to do szpitala z wyboru, jak nie ma czasu do najbliższego), osłuchuje dziecko cały czas). Natomiast takie przypadki zdarzają się super rzadko, bo kwalifikacje to dość mocno ograniczają.

A żeby skończyć nieco lżej - foteczki komody i miejsca do przewijania Malineczki.
https://naforum.zapodaj.net/ee2fcf83dba4.jpg.html

https://naforum.zapodaj.net/7cb2454eadf8.jpg.html

34dc
@ jak nie było tak nie ma. Ale wiem że i tak nic z tego nie będzie.
W końcu zostaliśmy działkowcami! Myśleliśmy o tym już 2 lata ale pasowała nam tylko jedna lokalizacja. I gdy już mieliśmy szukać gdzie indziej pojawiła się opcja :-) Działka jest w stanie tragicznym z przeciekajaca altanka i 2 metry od teściów. Dla mnie to nie problem, że będą tak blisko. Mój mąż trochę panikował. Cena 1200 zł ale znajomi kupili ostatnio za ponad 3000 zł więc nasza to w cenie mega okazyjnej. W sobotę wybieramy się aby ją troszeczkę dopieścić bo jest tam mega dużo roboty! Pewnie kilka lat nam na to zejdzie. Ale nie spieszymy się z tym.
Na wszystko przyjdzie czas ;-)

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 11 września 2018, 15:51

30 DC cykl nr 25

Melduję się z Niemiec. Jutro popołudniu wracamy do Ojczyzny. Szkoda, że urlop nie może trwać wiecznie :D.
To były(a do piątku sa!) najlepsze dni w tym roku. Przypomniały mi się trochę wakacje za dzieciaka. Wiecie, takie bez zmartwień i stresów. Naprawdę odpoczywam i jestem jakaś taka spokojna. No i najważniejsze mam przy sobie męża. Jak obie połówki pracują to czasem jest ciężko z czasem. Codzienne obowiązki niestety przytlaczaja i nie ma się albo sił albo ochoty na cokolwiek innego niż praca łóżko dom...

Podsumowując wakacje bardzo udane. Teraz wylegjwuje się jak jaszczurka na słońcu na leżaku a dookoła mnie szumia drzewa, tak tu spokojnie i cicho. Marzenie! Albo dom otoczony pięknymi drzewami albo dom przy lesie... Tutaj dodatkowo jest na zboczu wiec słońce grzeje mocniej i drzewa tak bardzo nie zasłaniają. Mogłabym tu mieszkać... Póki co zostaje nam niestety ciasne mieszkanie w bloku. Może nagram szum tych drzew i będę sobie puszczala w gorszych chwilach :p

Dzisiaj już 30 DC więc powoli wypatruje @. W tamtym cyklu za 4 dni beta wynosiła 25, a dzisiaj brzuch mnie trochę pobolewal okresowo. Nie chcę się nakręcac, bo to raczej by było science fiction gdyby udało się zajść w ciążę drugi cykl pod rząd, gdy wcześniej przez dwa lata nie wychodziło totalnie nic. Ty bardziej, że się nie staraliśmy, wiadomo jakieś serduszka były, ale żeby specjalnie celowac w dni płodne, to nie. Nie wiem czy była owulacja czy nie była. Z ciekawości wczoraj i dzisiaj sprawdzałam temperaturę i wczoraj 36,6 a dzisiaj 36,8, więc idzie w górę, ale u mnie tak czasem bywało, bo wątpię żeby wczoraj była owulacja. Temperatury tyłka o nie urywaja.
W tamtym roku na wakacjach miałam cykl 37 dni, więc może i ten będzie dłuższy, bo podróżujemy i zmienia się klimat. Poza tym poronienie też mogło zrobić swoje.

Zaczęłam trochę analizować i przypomniałam sobie odnośnie tej mojej mutacji związanej z odkladaniem się kwasu foliowego, że odkąd się staraliśmy czyli od sierpnia 2016 ja brałam non stop kwaas foliowy, odstawilam go dopiero jak zbadalam poziom kwasu foliowego i wyszedł w górnej granicy. Pewnie homocysteina też pozostawała wiele do życzenia, ale jej poziomu nie sprawdzałam...
Podejrzewam że może i to się przyczyniło do braku ciąży przez tyle czasu, a jak nie biorę kwasu od pół roku to zapewne jego poziom spadł i homocysteina tak samo... Może zbadam kwas przy możliwej okazji

no i taka sytuacja... 9t3d -> czekamy na Brunciowe rodzeństwo ;)

10 dpo. tym razem OF nie miał wątpliwości i ja też nie miałam wątpliwości kiedy była owulacja i <3 też było chyba odpowiednio wstrzelone. ale co z tego, armia jest jaka jest i droga do końca marszu tak poskręcana, że trzeba cudu...

Czuję dziwne poddenerwowanie, praktycznie codziennie piję melisę i łykam Valused, żeby mi ręce nie drżały, żeby żołądek się nie skręcał..., żeby nie wariować i żyć spokojnie.
Myślę, że to moje zdenerwowanie wynika za obawy przed październikową wizytą u hematologa, chociaż ukryłam te obawy na samym dnie, olałam, nie myślę o tym w ogóle, planuję normalnie przyszłość. Serio... Ale ten lęk o diagnozę i tak chyba przebija się gdzieś przez skorupę zobojętnienia.

Dlatego też pewnie wkręciłam sobie, że może los sobie zakpił i teraz nam się udało... no ale bolesne piersi przed terminem @ to chyba ostatni z objawów, który powinnam brać pod uwagę. Biorę Naprolac na poziom prolaktyny i dzięki temu od kilku miesięcy nie bolały mnie piersi. Biorę też Duphaston od pół roku i nigdy mnie po nim nie bolały, a tym razem prawie od dnia ovulacji mnie bolą, więc sobie głupia powkręcałam to i owo, wiadomo...
Temoperatura od jakieś 0,2 stopnie wyższa niż zwykle, więc szału nie ma, jajnik prawy czasami lekko zakuje i tyle. Rozum mówi, nie wkręcaj się, opanuj, poczekaj jeszcze 3-4 dni do @ i napijesz się winka, przecież stoi w lodówce i na ciebie czeka.... ach gdyby tak mogło się przeterminować :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2018, 09:11

Tyreotropina (TSH) trzeciej generacji (L69) 1,718 µIU/ml 0,550 — 4,780
Metoda CLIA, analizator ADVIA Centaur XP, firma Siemens
Wolna trijodotyronina (FT3) (O55) 5,32 pmol/l 3,50 — 6,50
Metoda CLIA, analizator ADVIA Centaur XP, firma Siemens
Wolna tyroksyna (FT4) (O69) 17,48 pmol/l 11,50 — 22,70
Moje wyniki z dzisiaj. Jak bym miała mało problemów:/ dlaczego poziom tsh tak skacze?

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 11 września 2018, 19:37

24 dc

Muszę to z siebie wyrzucić bo nie wytrzymam... w jednym tygodniu dowiedziałam się że partnerki braci od M są w ciąży ;(
Dobijcie mnie... Już nie chce cierpieć...

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 11 września 2018, 20:22

Czekam z niecierpliwością na @, wiem że ten cykl się nie udał. Ale był to pierwszy, który nieudolnie monitorowałam, bez leków, bez pomiaru temperatury. Owulacja wystąpiła (prawdopododnie) w 11 dc , sądząc po bardzo skąpym acz przezroczystym śluzie i pozytywnym teście owulacyjnym. Chciałabym już zacząć od początku pełna nadziei na clo. Dziś ostatni dzień brania luteiny, potem czekam do 3 dc na cło.
Momentami cieszę się samym faktem starania. Wiecie jak to jest, przyjemniej gonić króliczka niż go złapać. Cieszę się faktem, że znalazłam mężczyznę, z którym chce stworzyć dom i rodzine. Wyobrażam nas sobie w roli rodziców, kto jak będzie się zachowywać, jak i czego będziemy uczyć dzieci. Które będzie bardziej wymagające, a które na więcej pozwoli? Nie chcę by ten moment oczekiwania przeleciał mi między palcami i nim się obejrzę dzieci wyjdą z domu i założą własne rodziny. Chce ske cieszyć każdym dniem, nawet jeśli dopiero czegoś oczekujemy, a nie już to mamy. A chwilami zastanawiam się czy nie za bardzo się spieszę. Może jednak trochę zaczekać?
Co jeśli clo pięknie zadziała i w ciągu tego roku będę w ciąży? Właściwie chciałam głównie zająć się zaniedbanym przez lata PCO , żeby potem nie obudzić się z ręką w nocniku, gdy naprawdę najdzie ochota. Czy bardziej sobie wkręciłam chęć posiadania potomstwa, czy wiem ze nie mam wyboru, bo potem może być za późno? Ginekolog nie chciała zająć się moimi jajnikami dopóki nie zechce zajść w ciążę. Mimo to odn3 tygodni wyobrazam sobie, co poczuje na widok dwóch kresek na teście i jak powiem o tym P. Czy powiem, czy pokaże test? Czy zaskoczę go, czy zapłakana przybiegnie wtulę się w jego ramiona i wychlipię smarkając „jestem w ciąży”? Przyjemne wyobrażenia :) i takie chwile również chcę łapać ile się da.

Ostatnio zapomniałam wspomnieć o dodatkowej „pomocy” jaką można zastosować:
- herbata miętowa (najlepiej z mięty pieprzowej) 2x dziennie pomaga w obniżeniu testosteronu. Działanie to jest udowodnione klinicznie. Badania znajdziecie na blogu towsrodku.pl
- cynamon pół do jednej łyżeczki do herbaty. Obniża poziom glukozy i jest dobry dla osób z insulinoopornścią. Onfovna ten temat rowniez znajdziecie na powyższym blogu. W badaniach pomogła już dawka 1 grama czyli 1/4 łyżeczki, a 4 gramy, tj. Łyżeczka jeszcze lepsze efekty. Dodaje smaczku każdej herbacie i nie zaszkodzi, a pomóc może. Póki co, stosuje od dwóch tygodni miętę i od tygodnia cynamon.

Kompletnie nie czuje tego cyklu. Chyba już mi jest wszystko jedno. Boje się nawet myśleć ze może się udać bo rozczarowanie potem jest okrutne. I wkurza mnie wszystko. Wszystkie moje koleżanki zachodzą w ciąże i od razu włącza im się narzekanie. Jak ja mam im współczuć? :( nie potrafię.

dawno nie pisałam ale to dlatego, że nie miałam weny
lipiec, sierpień były bez mierzenia temp, odpoczynek, mało starań
jeden urlop, potem drugi we wrześniu a po nim powrót do starań

23.09 monitoring 12 dc monitoring lewy pęcherzyk 14 mm endo 6

dzisiaj 15 dc
jajo 18 endo 8 ..na monitoringu ginka widziała dużo śluzu..przewidywana owu jutro
mam nadzieję, że jutro pęcherzyk pęknie
decyzja podchodzimy do IUI
przy podawaniu nasienia ginka mówi, ze może być nieprzyjemne a nawet lekko zaboleć, bo musiała się przedostać 036.gif bo nie chciałam jej wpuścić ..cokolwiek to znaczy
chwilę polezałam i do domu
przykaz - koniecznie poprawić w domu.. trudno jak trzeba ;-)
i teraz najgorsze... oczekiwanie.. te dwa tyg będą się dłużyć jak nigdy
niby człowiek wie, że skuteczność iui jest mała ale jakaś tam nadzieja w głębi duszy się tli
dawno już tak nie czekałam na termin @
co zrobić ..czekam
idk006.gif


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 września 2014, 19:26

Pinka. Piąty transfer 4 listopada 2019, 19:51

Jestem po wizycie. Serca brak, zarodka brak..moja trzecia ciaza trwala 6/7 tygodni.
Cala podroz powrotna z kliniki wracalismy w ciszy.
Doktor kazal jeszcze zrobic bete, ale ja juz w nic nie wierze.

Juz nie musicie trzymac kciukow :(

Torbiel się wchłonąl. Na szczęście. Znów na lewym jajniku mam pecherzyk 24mm. Musiałam wczoraj sama zrobić sobie zastrzyk z ovitrelle, żeby z tego pęcherzyka nie zrobił się znów torbiel. Nawet to nie było takie straszne, wbrew pozorom nic nie boli, nawet nie mam siniaka.
Jutro mam jechać na kontrolę, żeby sprawdzić czy pecherzyk pękł.
Endometrium mam teraz bardzo cienkie. Do tego skąpe miesiączki i plamienia więc doktor stwierdził, że jednak trzeba zrobić tą histeroskopie + dwa badania z immunologii.

Lady_E , 12 września 2018, 08:46

19 tc (18t 1d)

Będzie córcia!!! <3

A więc moje przeczucia się nie sprawdziły :p Trzeba zacząć kupować dziewczyńskie ciuszki :)

Mieliśmy wczoraj połówkowe. I wszystko ok. Mała waży 200g. Raczki, nóżki, kości, kręgosłup, pęcherz, żołądek, Oczka, nosek, mózg, główka.
Tylko z serduszkiem coś tam nie tak. Tzn ma plamkę na serduszku. Lekarz uspokaja że to nic takiego że tak bywa i to zniknie. Ale następna wizytę mamy za 3 tyg i wtedy będzie się bardziej przyglądał bo wczoraj nie chciała współpracować.

Jesteśmy szczęśliwi bo znamy juz płeć. Chociaż nie powiem zaskoczeni bo byliśmy nastawieni na chłopaka :)
Więc kalendarz chiński się sprawdza :)

Ale wiadomo boimy sie o jej serduszko :(

26dc
Zrobilam rano test... wynik negatywny :-(
W nocy nad ranek mocno jajniki bolaly... ahhh boje sie ze to przed @. Dzis ostatni dzien luteine biore... zobaczymy czy przed weekendem dostane @... :-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(:-(

P.S.
Czytalam ze niektorym kobietom wychodzi pozytywny nawet w30dc i to slaba krecha... zobaczymy jak to u mnie bedzie... brzuch mnie wczoraj wieczorem bolal nie moglam zasnac ... a nad ranem ten bol jajnika i podbrzusza nie wiem czy to juz na okres... ahhh


NEVER GIVE UP !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 września 2018, 09:31

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 12 września 2018, 10:11

Corus,

2 lata temu przyszlas na swiat, ale nie dane nam bylo sie poznac. Tak bardzo mi Ciebie brakuje i nie ma dnia, zebym o Tobie nie myslala. Twoje odejscie boli dzisiaj dokladnie tak samo, jak bolalo wtedy. Pamietam kazda chwile tamtego poranka - moj strach, zalzawione oczy Twojego Taty i ogromna pustke, ktora po sobie pozostawilas.
Jest mi zle, bardzo zle i nie moge darowac sobie tego, co nas spotkalo. Codziennie zastanawiam sie, jak bys wygladala, do kogo bylabys podobna, jak wygladaloby nasze wspolne zycie. I codziennie placze, choc ten placz nie przynosi ukojenia.
To takie trudne...

PannaNikt! Mój miesiąc starań 12 września 2018, 10:13

7 dzień cyklu. Mam jeszcze delikatne plamienia połączone z rozciągliwym śluzem. Temperatura 37. Wydaje mi się wysoka już od początku, ale może jeszcze spadnie. Wczoraj serduszkowaliśmy. Przy schylaniu zaczęło mi się kręcić w głowie i miałam gwiazdki przed oczami. Coś jestem osłabiona. Wczoraj miałam dzień śledzia. Zjadłam na śniadanie i obiad, tak bardzo mi szło.

Magic Niemożliwe 12 września 2018, 10:47

Inessa a dziekujemy i my również ślemy do Was mnóstwo buziakow i pozdrowień :* ciągle donosimy dokumenty do kredytu ale mam nadzieję, zę do końca września dadzą nam znać czy go dostaliśmy. ogólnie strasznie mnie to martwi ale wiem że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy ,teraz musimy czekać.
Marlena kochana dasz radę, z dwójką jest lajcik. Serio. Wszystko wymaga czasu i ustawienia na nowo ale dzielna jesteś to będzie ok :) jeśli chcesz to wyśle Ci kochana zdjęcie na fb co powinno sie robić na początku w nowyn miejscu jak sie my mamy zachowowyać :)

3 DC
Hej. Wlasnie siedze pije w cieniu kawke synek spi. Dzis rano zalatwialam sprawy zwiazane z budowa domu papierologia... Sporo tego :/ no ale bedziemy na swoim :)
Dieta mi idzie. Z tego co mam robie posilki. Dzis:
1. Dwie kromki tostowego zytniego z serkiem smietankowym wedlina chuda jajko na twardo kawa z mlekiem.
2. Jedna kromka tostowego z serkiem i lyzeczka powidel sliwkowych domowych brz cukru kawa z mlekiem.
Na obiad mam warzywa smazone i zjem je z jajkiem sadzonym i kiszonym ogorkiem a na kolacje serek wiejski z pomidorem. Plus dzis chodakowska 45 min. Wczoraj wyszlo mi 4 posilki nie cwiczylam bo kosilam trawe.
Jutro jedziemy na szczepienie. Oby maly nie plakal bardzo.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)