szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 10 października 2018, 07:04

No właśnie największy problem w tym, że wiem, że muszę zrobić tą laparoskopię, ale pytanie czy dobrze robię ją tam gdzie robię. Zdecydowałam się na lekarza, który mnie poprzednio operował. U tego poleconego nawet nie byłam, mam do niego 4h jazdy, więc to nie tak hop siup.
Byłam u starego w sobotę i powiedział dokładnie to samo co ta naprotechnolog, termin za miesiąc. Rozmawiałam z dziewczyną, która się leczyła u tej napro i miała u niego laparotomie. No właśnie, on bardzo często otwiera brzuch, co na dłużej wyłączyło by mnie z życia. Torbiele mają niestety to do siebie, że lubią się nawracać, mojego jajnika przed 1 laparo nie można było nawet znaleźć w gąszczu tych torbieli endometrialnych, nawet nie miałam policzone ile ich jest... Na rezonansie pisało, że "trudno wyróżnić prawidłowy miąższ" Lekarz nr 1 twierdził, że ten jajnik i jajowód należy usunąć, żeby się pozbyć na dobre endometriozy z tego jajnika. A ten lekarz ani razu nie wspomniał o usuwaniu. Wiem, że dobrze czułam się po jego laparo, miałam teraz okres bezbolesny, wiem jak to wyglądało w szpitalu... Zaufam. Ostatni raz. Mężowi po wizycie się śniło, że szliśmy z naszym małym synem na spacer. Uznałam to za dobry znak.

szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 10 października 2018, 07:39

Wicie co? Najbardziej mnie zastanawia lekarz nr 1. - to, że jest najbardziej polecanym lekarzem w powiecie, że jest wiceordynatorem naszej porodówki, że byłam u niego prywatnie i nie zauważył mojego guza w przestrzeni pochwowo-odbytowej o śr. ok. 5cm. Lekarz następny tylko klęknął przede mną "Pani ma tam takiego wielkiego guza (pokazując palcami obwód)".
Cieszy mnie życie już bez niego. Nie mówiłam wcześniej, ale nie zdawałam sobie sprawy, że przy współżyciu bolało mnie właśnie to - uderzanie w tego guza, o którym istnieniu pojęcia nie miałam.

Marti... Goniąc czas 10 października 2018, 09:39

raport chorobowy i wnioski

wydje mi sie, ze jest lepiej w kazdym aspekcie
1. katar
odciagany dzis tylko raz poki co. chrobocze w nosku nadal, ale oddychanie raczej niezaklocone. wydaje mi sie, ze powoli ku koncowi. cale szczescie nie bylo goraczki powyzej 38, wiec moglysmy chodzic na spacery

2. biegunka.
tu trudniej stwierdzic na pewno. bo dopiero wczoraj sie zaczelo. ale od 18 wczoraj wieczorem do 8 rano dzis nie bylo kupy. to dobry znak. pozniej wyszly juz 3 sztuki, ale kolor znowu musztardowy, mniej grudek bialych i zapach bardziej kwasny, a nie jakas zielona maziaja o zgnilym lekko zapachu... takze moze sie uda bez wizyty lekarskkiej

3. odparzenie, a bardziej pieluszkowe zapalenie skory, bo po tym co sie naczytalam w necie, o powodach, objawach i wygladzie, to jestem pewna, ze to zapalnie. jest tez lepiej. pprzy kazdym przewijaniu podmywam ja rumiankiem i smaruje sudokremem. chyba juz ja nie boli, bo nie bylo placzu od wczoraj. skora jest mniej zaogniona, ale nadal widac problem. wazne, ze nie boli. z reszta ja sobie juz poradze :)

wnioski:
pies... to najkochanszy czlonke rodziny. widzac, ze Ola jest chora "schowala sie w cien" domowych zaciszy. nie wymuszala ciastek (psich), nie psykowala bezglosnie szczekajac, zeby juz setny raz z nia wyjsc na spacer. byla potulna, przytulaska, chodzaca wszedzie za nami. psy to bardzo madre stworzenia. kochana jest ta nasza pierworodna "wlochata" ;)
maz... po przedstawieniu obrazu dnia maz zrobil sam wczoraj dla nas kolacje. i to nie byle jaka, bo "zdrowe sajgonki" na zimno w papierze ryzowym z imbirowym sosem sosjowym.... wystarczy, ze zobaczy jak moze byc zle :)
dziecko.... mimo wsystkich trudow do tej pory, to najpiekniejsze co moglo mi sie przydarzyc... kiedy zaczelo jej cos byc naprawde zdalam sobie sprawe, ze serce mi peka, gdy ona cierpi... ja nie wiem co bedzie jak dorosnie i spotka sie z niepowodzeniam. gdy bedzie smutna, zalamana. moje serce bedzie bardzo wiele razy pekac na milion kawalkow. bardzo ja kocham. i tak dobrze jest widziec, gdy ma dobry humor.

dDana Obietnica 8 lutego 2015, 14:40

Ku pamięci - w poniedziałek, 02.02.2015 r. na badaniu USG zobaczyliśmy taką 3,6 milimetrową osobę..

b54ef03b34b9c7e70c85112580a222f0.jpg

Serduszko biło 108 na minutę, odetchnęłam:
e6e23fc6b2c1cfa6e8f27972eea4bf1b.jpg

Komputer obliczył wiek ciąży na 6t0dz, a wg OF to był 6t2dz, znikoma pomyłka. Wg okresu 8t2dz, całe szczęście obserwowałam się i wiem, kiedy mniej więcej była owulacja, oszczędziło mi to schizowania, że ciąża jednak młodsza i co to będzie. Bardzo się cieszę, że trafiłam na owu. Teraz będę prowadzić ten pamiętnik, żeby ciążę mieć pod podobną kontrolą.

Tymczasem mam apetyt wilczy, ojj będę rychło kwadratowa!


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2015, 14:43

Alebazi Na emigracji... w oczekiwaniu na cud 10 października 2018, 11:19

20dc

Hej,

no i wrocilam. Dla nas dlugi weekend tak szybko zlecial... i czas wrocic do rzeczywistosci. ehh
Zmierzylam dzis tempke i caly czas jest bardzo niska. Mialam cicha nadzieje ze grypa, ktora przeszlam nie zakluci cyklu, ale jednak. Zobaczymy jutro, moze tylko sie przesunie, oby...


update

zrobilam test owulacyjny, wynik pozytywny! jupiii!! Tylko, ze obiecalam sobie ze zaczne uzywac testow owulacyjnych dopiero po nowym roku, nie wytrzymalam...

Teraz tylko czekac, az na wykresie temperaturka skoczy :) jestem spokojniejsza przynajmniej


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2018, 14:38

Drugi synek potwierdzony na 100% <3 Przetrawiłam już moje lekkie rozczarowanie i coraz bardziej się cieszę perspektywą moich 2 chłopców :)

Ale chustę w kwiatki sobie kupię, żeby zaspokoić moją potrzebę dziewczyńskich wzorów w wyprawce :D

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 10 października 2018, 11:39

nie przenoszę się na fiolet jeszcze przynajmniej do serduszka, a najlepiej do porodu. uwierzę w pełni w to dziecko jak będę je miała w ramionach.

dziś według terminu om jest 5+6, 14 dni po terminie @. wczoraj badanie, lekarz nie potwierdził zasinienia szyjki, macica niepowiększona (ale w tyłozgięciu). lekarz nie wyklucza prawidłowej ciąży, ale dużo młodszej.
dziś na polecenie lekarza zrobiłam kolejną betę.
w poniedziałek usg. wtedy już będzie MUSIAŁO być serduszko. jeśli nie - nie będzie już na co czekać.

nie mam absolutnie żadnych objawów.

najgorsze jest odpowiadanie na pytania najstarszego, który widzi, że chodzę co kilka dni na badania. ja generalnie zdrowy człowiek jestem, internistę widziałam ostatnio... już nie pamiętam, kiedy :)
a tu co kilka dni pobieranie krwi.
ja jestem zwolenniczką rozmawiania z dziećmi o nawet najtrudniejszych rzeczach wprost i bez owijania w bawełnę. nawet maluchy mają prawo wiedzieć. oczywiście przekaz musi być dostosowany do możliwości poznawczych dziecka.
kiedy mój najstarszy zapytał, po co te badania, musiałam mu powiedzieć o ciąży. musiałam też ostudzić jego entuzjazm informacją, że nie każda ciąża kończy się dzieckiem...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 10 października 2018, 13:10

Wczoraj rozmawiałam z naszym pediatra przez tel o skorze Emila. Czy mam pilnie isc do przychodni? Czy trzymac dalej diete bezmleczna? Jak żyć?
Super babka; pow, ze:
1)moze to byc jakas nietolerancja na bialko krowie, ale nie alergia (uff)
2)nawilzac nawilzac nawilzac
3)nabial mam ograniczyc o 70% i wybierac ten dobrej jakosci (eko jaja, jogurty bez dodatkowego białka etc)
4)kąpać w siemieniu lnianym
5)na świąd i drapanie można podac 2/3 krople fenistilu w kroplach

Wczoraj pierwsza lniana kapiel. Dzis znow poprawa na skórze! Ale stosuje tyle środków, ze nie jestem w stanie powiedzieć co pomoglo...
I na dodatek dziś dzień aniołka! Nie zaplakal ANI RAZU. Lezy i bawi się sam. I zaciesza przy tym. Zaczyna chwytać zabawki i pakowac do pyszczka-extra! I tak myślę, ze moze ta skora go jednak draznila/swedziala...

Leksa Ile jeszcze ? :( 25 września 2021, 12:51

5+1

Wczoraj przed godz. 20 miałam tel z pracy odnośnie tego ile mam przepracowanych nadgodzin oraz czy wracam we wtorek do pracy. Odpowiedziałam, ze nie wiem, ale raczej tak. A tak szczerze mówiąc to wolałabym nie wracac. W poniedziałek mam pierwsza wizytę ciążowa u ginekologa. Modlę się codziennie żeby to była zdrowa ciąża, żeby nie było pustego jaja płodowego (nawiasem mówiąc nienawidzę tego określenia) ani żeby dziecku nie przestało nagle bić serduszko. Modlę się tez o to żebym urodziła w terminie zdrowego malucha. Gdy zobaczyłam tel z pracy to czułam jeszcze długo po zakończonej rozmowie, że cała w środku się trzęsę. Potem ogarnął mnie strach, ze przez te nerwowe emocje zaszkodziłam dziecku :( tak bardzo cieszę się z tej ciąży, że aż panikuje nad wyraz. Tak bardzo boje się ponownie stracić ciąże, ze przez wczorajszy stres nie czuje już, ze będzie dobrze. Mam nadzieje, że to tak działa tylko moja psychika, a nie ze jest tak naprawdę. Tak bardzo pragnę żeby było dobrze. Żebym w maju urodziła zdrowego maluszka.

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 10 października 2018, 13:46

10 dc. Od wczoraj wieczora bardzo boli lewy jajnik, czasem pociągnie tez prawy, a czasem przyjdzie na całe podbrzusze. Nie dałam rady znaleźć dziś kogoś w zastępstwie w pracy ale oddziałowa wykazała się zrozumieniem i dała mnie na lzejszy obszar. Jakoś ta dobę muszę pociągnąć. Jutro wolne, pojutrze dniówka i urlop. Cieszę się, że będę w domu w dni przed - w trakcie - po owulacji, bo będziemy mogli zadziałać :)
Jajnik wczoraj bolał tak bardzo, że zaczęłam się stresować. Gdyby było to możliwe podejrzewałbym ciąże pozamaciczną, okropne rozrywanie od środka. Od razu próbuje się diagnozować, łącze objawy ale tu nic prócz tych leków nie pasowało. Po prostu sie przestraszyłam.

Mam głęboką nadzieje, że ten bol zwiastuje pecherzyki, że coś się mogło wykluć. Ale nie będę sieć cieszyć zanadto, bo mogą w wielu innych kwestiach jeszcze nawalić. Mogą nie pęknąć, nie zagnieździć się , nie utrzymać. Wiele bym dała, żeby się udało, jak każda z nas. Ma się poczucie, że jest się tak blisko, że tylko wyciągnąć rękę i będzie twoje. Odwiedziłam dziś mamę w pracy (siedzi budynek dalej) i tak: kuzynka zaszła w niechciana ciąże bliźniacza, a dlatego niechcianą, bo ma już rocznego synka o którego długo się starali. Koleżanka z którą mama pracuje w ciąży. Moj kuzyn będzie miał bliźniaki, a tez długo się starali. Nie jestem zazdrosna, daje to przynjamniej nadzieję. Że może się udać mimo wieku powyżej 30 lat, mimo chorób, problemów hormonalnych, problemów z utrzymaniem zarodka. Potrzeba czasu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2018, 22:58

Patt1002 Czekamy na Aniołka 10 października 2018, 14:15

Dziś jestem w takim miejscu, w którym chciałabym powiedzieć światu co dzieje sie w mojej duszy. W duszy kobiety, ktora musi mieć świadomość, ze nie poczuje nigdy pierwszych ruchów swojego dziecka, ani nie zobaczy rosnącego brzuszka. Nie doswiadczy glaskania go przez męża i bliskich, nikt nie bedzie życzył jej szczęśliwego rozwiązania. Chce wykrzyczeć swój ból, który ostatnio doskwiera mi coraz to usilniej.
Każdydy dzień jest dla nas wyzwaniem. Możnaby pomyśleć, ze jak dla każdego, a jednak nie do końca. Wiesz jak zająć sobie dzień po brzegi, byle tylko nie myśleć, nie analizować, nie płakać?
Jestem w miejscu, w którym pogodzilam sie z tym co nas spotkało, a mimo to coraz to bardziej mam ochotę plakac, kiedy dowiaduje sie o kolejnych ciazach w swoim otoczeniu. Coraz mocniej placze słysząc o rodzinach patologicznych, o porzuconych dzieciach.... Coraz mocniej reaguje na krzywdę dzieci. Cdn.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 10 października 2018, 14:46

Dziś jestem w miejscu, w którym wiem, że jesli sie nie uda naturalnie skorzystamy z adopcji. W miejscu, w którym wiem, ze po kocham to dziecko nad życie, ze to bedzie nasze dziecko, nasz aniołek, którego odnajdziemy. Sklamalabym mówiąc, ze nie boli mnie fakt, ze nie poczuje nigdy swojego maleństwa pod swoim sercem, cierpię z tego powodu bardzo mocno, jednak nauczyłam sie pokory i wiem, ze nie zawsze dostajemy od zycia tego czego chcemy. Staram sie pokornie przyjąć to zadanie jakie przede mną stawia Bóg. I pragnę tej adopcji z całego serca.

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 10 października 2018, 14:49

10 PAŹDZIERNIK - 3 miesiące 1 tydzień i 2 dni OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ

Dziś miałam sen, przepiękny. Poznałam w śnie Kosmitę, był cudowny, piękny, idealny. Miał ogromne niebieskie oczy i pucołowatą uśmiechniętą buzie. Byliśmy w pomieszczeniu, które wyglądało jak szpital ale było jakąś placówką (dom dziecka?). Na dużej sali było mnóstwo par, każda bawiła się z jednym dzieckiem. Kosmitę przyniosła pielęgniarka. Od razu wiedziałam, że jest nasz, był uśmiechnięty od ucha do ucha. Wyglądał na 5 - 6 m-cy ale ja wiedziałam, że jest młodszy. Nie wiem tylko czy to ON czy ONA. Pamiętam bardzo dokładnie uczucia, ogromną radość. Wiem to tylko sen a wszystko tak bardzo realne, niesamowite :-D :-D :-D Pamiętam jeszcze, że musieliśmy go oddać a ja wykrzyczałam (komuś), że nie ma mowy i zabieramy go do domu. Ot i zadzwonił budzik.... witaj rzeczywistość.

Pinka. Piąty transfer 10 października 2018, 15:32

21dc

Wracam z kliniki. Owulacja sie odbyla. Ma o tym świadczyc pekniety pecherzyk i obecność ciałka żółtego. Endometrium 9mm.
Doktorek kazał powtarzać taką stymulacje jeszcze 2 razy. Chce aby poczecie bylo naturalne gdyz juz raz udalo sie zajsc w ciaze.
Gdybym chciala testowac (z krwi) mam to zrobic 17go czyli za tydzien.

Chyba bylam zbyt optymistycznie nastawiona co do tej wizyty. Niby sie ciesze ze owulacja hula itd, ale mialam iskierkie nadzieji ze moze "cos" bedzie widac. Tak wiem, ze na usg ciaza jest widoczna najszybciej od 4tygodnia.

Slonecznie dzis prawda?:)

Rano zrobialm dodatkowo badania na tsh i prolaktyne. Chce sprawidzic co sie dzieje i jak najlepiej to kontrolowac.

Edit.
Przyszly wyniki.
TSH piekne 1.4
Prolaktyna 2.6 znow ponizej normy. Chyba mam zle dobrana dawke lekow.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2018, 21:22

Monika18071 Ciągle w niedoczasie 10 października 2018, 16:40

2nb7ynn.jpg
Łatka mój słodziak największy! <3

34tc (33+2)

Trudny czas. W nocy źle śpię. Chodzę sikać średnio 5-6 razy. Na szczęście kochany mąż kupił i założył mini lampkę do kontaktu, żebym się nie przewróciła po ciemku. Biodra bolą, ciężko mi przewracać się z boku na bok. No i pojawiają się pierwsze skurcze. Póki co bezbolesne, ale co raz mocniejsze. Młoda ma już mało miejsca, ale jest strasznie ruchliwa. Mimo mojej sporej oponki na brzuchu wyraźnie widzę jak się przeciąga i porusza, a myślałam, że to widoki zarezerwowane tylko dla szczupłych dziewczyn :)

Wyprawka praktycznie skompletowana. Został tylko fotel do karmienia (zamawiam w przyszłym tygodniu), śpiworek i torba do wózka. Jutro odbieramy w końcu wózek (ostatecznie zdecydowaliśmy się na Maxi Cosi Adorra 2w1). Śpiworek i torbę zamówię jak już będę miała wózek w domu i mam nadzieję, że w końcu coś wybiorę.

Co raz bliżej...

LadyRuuU Wiedźmi notesik ;) 10 października 2018, 17:41

Wrrr... Zgadnijcie co!

Byłam dziś u nowej lekarki ginekolożki i co?
Badanie trwało jakieś 3 minuty, zerknęła gdzie trzeba i powiedziała że wszystko super, książkowo wręcz.
Przejżała badania, powiedziałam jej że u męża też jest spoko i stwierdziła że ona pomóc nie może bo wszystko jest ok. Ba! Nawet nie pytajcie - oczywiście że rzuciła tekstem - jeszcze jest Pani młoda i ma czas...Serio?!

Mam 26 lat, nie jestem stara czy coś, ale nie jestem super hiper młoda. Uważam że jestem wręcz w idealnym wieku żeby starać się o dziecko tymbardziej że trwa to już 2 i pół roku i nadal nic. Moja siostra była w takiej samej sytuacji - wszystko było ok, nikt nic nie znalazł, u jej męża też ok, starali się 10 lat aż w końcu adoptowali dziecko. Mały jest cudowny, uwielbiam go ale marzę o własnym dziecku, ba! Marzę o duuuużej rodzinie.
Nie mam 19 czy 20 lat choć wiem że są matki które świadomie starają się w tym wieku o dziecko i to ich prawo, współczuję im bo widząc że mnie traktują jak kogoś za młodego na zmartwienia to już widzę jak traktują tamte dziewczyny.
To że wiek w którym kobiety decydują się na dziecko się podniósł to nie znaczy że każda kobieta jest taka sama.

Jedyne co mogę powiedzieć na plus tej wizyty to że wprost mi powiedziałą że w moim mieście nikt nie zajmuje się niepłodnością a jeśli twierdzą inaczej to kłamią. Kazała mi się udać bezpośrednio do kliniki leczenia niepłodności do Szczecina...

Chyba faktycznie muszę w końcu ruszyć na Szczecin, 200 km ale jak trzeba to trzeba...
Pierwsze podejście w grudniu albo styczniu.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 10 października 2018, 19:36

Dzis byl najpiekniejszy (do tej pory) moment mojego macierzynstwa.
Gadalam z mezem przez kom i maz mowi, ze sie obawia, ze Emil go nie pozna po miesiacu i sie przestraszy. Skonczylismy gadac i mowie do Emila: "stary sie boi, ze go nie poznasz" a wtedy on w glosny śmiech uderzyl! Pierwszy raz chichotal. To bylo cudne! Zaczelam sie smiac sama i on wtedy znow chichot. Niesamowite. Potem mama i ciocia probowaly go naklonic do smiechu, ale juz nic z tego;o) dla takich momentow warto zyc, naprawdę! Ten wpis dedykuje Jeżykowi na poczatku jej "mamowania"


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2018, 19:36

MaBi Marzenia o rodzinie... już spełnione :) 10 października 2018, 20:18

Dziękuję Wam Kochane za wszystkie kciuki i słowa wsparcia :*. To bardzo budujące :*.

Obecnie do końca tygodnia mam urlop, zwolnienie dostałabym tylko na dzień histeroskopii, a jednak wolę uniknąć sytuacji, że w pracy zobaczą pieczątkę kliniki.

Czuję się już dobrze, plamię nadal i trochę boli mnie brzuch. Ale doktor mówił, że przez 3 dni tak może być, więc nie przejmuję się tym za specjalnie. Boli mnie też trochę ręka, bo po "motylku" na nadgarstku został mi piękny siniak, ale przejdzie i to.
Dużo odpoczywam, śpię i szydełkuję. Byłam dzisiaj na spacerze, przeszłam się do apteki po antybiotyk zapisany przez lekarza. Teściowie chcieli dać mi samochód, ale była tak piękna pogoda, że aż szkoda było z niej nie skorzystać.

Apropo teściowie... Od wczoraj obchodzą się ze mną jak z jajkiem. Co chwila przychodzą i pytają czy czegoś nie potrzebuję, że może obiad, może herbatkę, może kanapkę, może kocyk, może podusię?
Pomimo tego, że wszystko robiłam sama to i tak doceniam ich troskę :).
Strach pomyśleć co będzie jak kiedyś zajdę w ciążę :D. Zagłaszczą mnie :D.
I mój Mąż :) jest taki kochany i czuły :). Wczoraj, gdy spałam po zabiegu cały czas trzymał mnie za rękę. Po powrocie do domu dużo mnie przytulał i powtarzał jaka jestem dzielna i że jest ze mnie dumny, że tak dobrze przez to przeszłam.
On też mocno przeżył ten zabieg, stresował się razem ze mną. Wiem jednak, że trochę się zawiódł wynikiem. Myślał, że po łyżeczkowaniu zrobiły mi się nie wiadomo jakie zrosty, a tu tylko jedna blizna. Jedna... Ale być może skutecznie uniemożliwiała mi zajście w ciążę.
Mąż również wczoraj pierwszy raz pozytywnie wypowiedział się o in vitro. Zaskoczył mnie tym. Do tej pory mówił, że to jest "dziwne" i nie miał o tym dobrego zdania.
Wydaje mi się, że zobaczył, że to jest normalna rzecz. Na 5 kobiet czekających na zabieg tylko ja miałam histeroskopię, reszta Pań miała pobierane komórki jajowe właśnie do in vitro. Może to troszkę otworzyło mu oczy :)

MaBi Marzenia o rodzinie... już spełnione :) 11 października 2018, 13:50

Może mi ktoś powiedzieć dlaczego za każdym razem jak podejmę decyzję o tym, że zwalniam się z pracy to przychodzi mi wypłata wyższa od przeciętnej? Co prawda to tylko dwie stówy ale zawsze wprowadza to u mnie wątpliwość. No bo przecież wracam na studia, no bo przecież jak się nie uda to być może Mąż nagle zechce in vitro, no bo przecież mogę nie znaleźć innej pracy. A przecież potrzebne są pieniądze.

Dramat...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)