biedronka1982 W poczekalni 19 września 2013, 16:20

Jestem niesamowicie zmeczona! Ciezki dzien w pracy. Zaraz fundne sobie drzemke, tylko najpierw ubiore w slowa pewne mysli, ktore od paru dni nie daja mi spokoju.
Czy znacie kogos, kto pochodzi z krajow islamskich i ma ciemna karnacje, a nie ma dzieci i jest bezplodny/a? Tak sie rozgladam po ulicach i kazda kobieta z chusta na glowie prowadzi za reke lub w wozku co najmniej jedno dziecko. Jak to jest, ze brak potomstwa dotyka glownie "biala" rase?!

Europa wiek XXIV. Biali ludzie sa zamknieci w klatkach w muzeum historii naturalnej. Swiatem rzadza mulzumanie. Katolicyzm upada. Tocza sie swiete wojny. Dzihad. Po jakims czasie bialych nie ma juz nawet w muzeach. Swiat zamienia sie w jeden wielki harem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2013, 19:55

Przez pół roku miałam z głowy opryszczkę a tu dziś poszłam do sklepu i mnie warga troszkę smyra i troch czerwona jest...wiec już wiadomo że niezadługo się pojawi. Na razie smaruje maścią cynkową i czekam na odpowiedz od lekarza co mam robić:(

Zaczarowana A miało być tak pięknie… 19 września 2013, 17:38

Dzisiaj 15 dc i znowu byłam na monitoringu. Endometrium tym razem wydaje się być właściwe: 8,22 mm, prawy jajnik pęcherzyk 15,89 mm, lewy jajnik pęcherzyk 13,03 mm. Za jakieś 2 dni powinna być owulacja, ale ginekolog nic nie mówił o przyjściu na następny monitoring żeby potwierdzić tę owulację ;/ Zauważyłam, że już któryś raz z kolei mam owulację z tego samego jajnika, wspomniałam mu o tym, ale nie zmartwiło go to... Powiedziałam o zapaleniu pęcherza i o leku, który biorę. Doktor stwierdził, że może faktycznie dobrze byłoby odpuścić sobie ten cykl, ale kiedy zapytałam co byłoby gdybym jednak zaszła w ciążę w tym cyklu, odpowiedział że pewnie nic, bo od momentu zapłodnienia do zagnieżdżenia trochę minęłoby czasu i wtedy już nie będę brała tego leku, a w ulotkach leków zawsze piszą żeby nie stosować w ciąży, bo wolą się zabezpieczyć.
Stwierdził, że stymulacji nie ma sensu robić, bo pęcherzyki rosną. Nic nie mówił o badaniu drożności, chociaż jak ostatnio go o nią pytałam, to stwierdził, że zawsze warto wykonać to badanie. Pytałam o wyniki nasienia Męża, podpytałam czy może ilość plemników o prawidłowej budowie i żywotność jest problemem (wg mnie te dwa parametry mogłyby być o wiele lepsze), to powiedział, że mogłyby, ale on andrologiem nie jest i się na tym nie zna.
Może więc trzebaby zrobić jeszcze raz badanie nasienia i pojechać do innego miasta, do androloga ? Co powinno być pierwsze ? Sprawdzenie drożności jajowodów, czy wizyta z Mężem u androloga ?

I sama teraz nie wiem co robić. Jeszcze nie daje mi spokoju to, że podczas poprzedniego monitoringu opisując pęcherzyk powiedział zdaje się, że jest dwukomorowy, a ja zapomniałam zapytać go co to oznacza. Może coś złego ? Nie wiem, chyba powiedziałby jakby to oznaczało jakąś wadę ? Głupieję już. Może powinnam do niego jutro zadzwonić i zapytać co to znaczy ? Nie jestem jednak pewna czy dobrze zapamiętałam to określenie, nie chcę wyjść na idiotkę :(
Pytałam Męża, co robimy w tym cyklu. Powiedział, że próbujemy i że powinnam zadzwonić i zapytać... chyba tak zrobię.

Zauważyłam, że chodzenie do ginekologa jest dla mnie bolesne, a raczej to, co spotyka mnie w poczekalni. Jak byłam jakiś miesiąc temu, to w poczekalni czekał facet. Po jakimś czasie wyszedł doktor i poprosił go, żeby popatrzył na USG. Z gabinetu dochodziły okrzyki radości i piski. Kiedy wyszedł z dziewczyną, dalej głośno rozmawiali i śmiali się. Dziś z kolei siedziała koło mnie młoda, modnie ubrana, umalowana dziewczyna. Kiedy weszła do gabinetu, przyszedł młody mężczyzna z bukietem czerwonych róż, na co starsze panie siedzące koło mnie stwierdziły: "O, ten pan na pewno czeka na tą panią, która weszła". Kiedy dziewczyna wyszła z szerokim uśmiechem z gabinetu, rzuciła się na szyję chłopakowi i zaczęła popiskiwać: "Jest, jest, wiedziałam, że jest!". A ja momentalnie poczułam gulę w gardle i łzy w oczach. W takich chwilach budzą się we mnie negatywne uczucia, złość... sama nie wiem dlaczego, nie jestem przecież złym człowiekiem i nikomu źle nie życzę. Przecież to nie wina tej dziewczyny, że mi się nie udaje, kto wie, może ona też starała się kilka miesięcy i dopiero teraz jej się udało ? Racjonalne tłumaczenie jednak niewiele mi daje. Dławi mnie smutek, złość, poczucie niesprawiedliwości i zazdrość. Może to po prostu mój sposób na obronę, na nierozklejanie się ?

A dziś miałam taki piękny sen. Śniło mi się, że urodziłam piękną, zdrową córeczkę. Byłam taka szczęśliwa, sen był tak boleśnie realny, przerwano mi go jednak telefonem z pracy :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2013, 20:11

Patuchna W oczekiwaniu na największy cud 19 września 2013, 19:01

Jednak w końcu testu nie zrobiłam... Doszłam do wniosku, że nie ma sensu bo znów sobie wszystko ubzdurałam... Nawet nie mam ochoty na serduszkowanie z mężem :( Załapałam mega doła... Wcześniej doszłam do wniosku, że odpuszczamy, że co ma być to będzie... ale nie potrafię... Kolejna koleżanka urodziła bobasa, kilka innych jest w ciąży... Dziś kupiłam przyjaciółce rożek. Wzięłam go w ręce i tak strasznie żałowałam, że nie ma w nim mojej kruszynki... Czemu nic mi się nie udaje, nie układa ....:(

Nie rozumiem dlaczego niektórzy nie potrafią zamknąć danego tematu i wciąż do niego wracają pomimo tego, że nie jest to przyjemny temat....
Ale nie o tym miało być. Tematem notki miał być autyzm lub pokrewne zaburzenia.
Skąd ten temat? To proste, mój 8 letni siostrzeniec jest chory na autyzm. Ale może znaczne do początku. Moja siostra 8 lat temu urodziła małego chłopczyka i nazwała go imieniem Mateusz. Chłopczyk był zdrowym, normalnym maluchem. Jedyną skazą w beztroskich dniach były zaburzenia w trawieniu. W wieku 6 miesięcy trafił do Centrum Zdrowia Dziecka. Badania nic nie wykazały i wysłano małego do domu, pomimo tego że w kółko miał albo zaparcia albo biedunki. Do tego dochodził płącz po każdym karmieniu. Ale pomimo tego rozwijał się dobrze. Zaczął chodzić około roku. Przez cały ten czas dostawał szczypionki według kalendarza szczepień. Niestety do czasu. Mając 15 miesięcy siostrzeniec dostał szczepionę na odrę, świnkę i różyczkę. Niestety jeszcze tego samego dnia dostał wysokiej gorączki w granicach 40 stopni, taka temperatura utrzymywałą się przez następne 3 dni. Dziecko było prawie nieprzytomne. Niestety po tych strasznych 4 dniach Mateusz utracił kontakt ze światem. Pomimo tego, że jeszcze tydzień wcześniej dziecko ślicznie mówiło "mama" , "tata" i "baba" przez następne 6 lat nie wypowedziało tych słów. Pomimo tego, że tydzień wcześniej mały pięknie patrzył się w oczy i reagował na swoje imię, to przez następne 7 lat trzeba walczyć o każdą reakcję i akceptację dotyku. Dla mojej siostry takia zamiana zachowania była nie do zaakceptownia. Rozpoczęła się wędrówka po lekarzach i prawie każdy odpowiadał "Nie wiem czego Pani się czepia, normalne dziecko" Dopiero w wieku 3 lat Mateusz otrzymał diagnozę. Był to AUTYZM. Diagnoza ta brzmiała jak wyrok. Ale moja siostra się nie poddała, rozpoczęła mozolną walkę o synka. Probemy z żoładkiem okazały się nieswoistym zapaleniem jelita grubego. Zdiagnozowano liczne alergie pokarmowe, wyszła bardzo duża alergia na mleko i jego przetwory (tez mleko kozie i owcze), jajka, część zbóż (owies żyto jęczmień, kasza gryczana pszenica), niektóre warzywa i owoce.
Pomimo wielu lat różnych terapii Mateusz w wieku 8 lat nie mówi WOGÓLE. Cały czas musi być na diecie. Na chwile obecną jest na wyjeżdzie na Ukrainie gdzie przeprowadzaną ma delfinoterapię. Najgorsze jest w tym wszystkim jest to, że gdyby dostał wcześniej diagnozę, siostra mogłaby dużo wcześniej rozpocząć terapię. Dlatego drogie przyszłe mamy mam jedno przesłanie z tej notki dla was : JEŚLI CZUJECIE, ŻE WASZEMU DZIECKU COŚ JEST NIE DAJCIE SOBIE WMÓWIĆ, ŻE JEST INACZEJ ! DZIAŁAJCIE I BROŃCIE SWOICH POGLĄDÓW ! ZDROWIE WASZYCH DZIECI JEST NAJWAŻNIEJSZE !


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2013, 19:49

Tak dla odmiany, moje ostatnie dni upływają pod hasłem...
"czekanie na owulację"... :D

Kochane mam pytanko kiedy jest najlepiej badać szyjke macicy?bo już sama nie wiem dziś rano była nisko twarda i zamknięta a teraz jest bardzo wysoko twarda i zamknięta.... i jak mam wpisać ?????

Patuchna W oczekiwaniu na największy cud 19 września 2013, 20:16

Kochane jesteście, wiem, że zawsze mogę na Was liczyć :*

Sandra89. Myślę, że nie tylko tabletki mają na Niego takie działanie. Do tego przyczynia się również ruch:) Tzn właściwie siłownia od czasu do czasu. Przed siłownią wypije izotonik jakiś rozpuszczony w wodzie a po siłowni białeczko. I tak 2, max 3 razy w tygodniu.
Z tabsów bierze L-karnitynę, bodymax, Salfazin na poprawę nasionek:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2013, 20:20

MILA jak będzie tym razem?? 19 września 2013, 21:50

Ehhhh dopadają mnie złe myśli.

Naoglądałam się rożnych wykresów na OVU i stwierdziłam że DUPA :-(

Te zaciążone - myślę sobie, hmmm podobne wykresy do mojego (niektóre rzecz jasna ) jest GIT :-)

potem te nie zaciążone - hmmm też podobne do mojego - jest DUPA

powiem wam że ........... nie wiem ale nie potrafię pozytywnie myśleć, tzn mając doświadczenie z przed lat że nie dało się tak po prostu tylko z pomocą to znowu ogarnia mnie zwątpienie, ze się nie uda.

Tak lubię oglądać wasze wykresy i cieszyć się razem z Wami i kibicuję każdej z Was całym sercem i wiem że wy też , ale niestety włączył mi się znowu pesymista do potęgi ............
nie wiem nie wiem nie wiem

"...tylko in vitro....."

Klaudia93 starania po stracie córeczki 20 września 2013, 10:40

dziś jest 20.09.. 2 miesiące temu o 15.50 urodziłam spiaca coreczke Anastazje... bardzo za nia tesknie.. bol rozrywa mnie od srodka.. znow mam dzień załamania..ehh teraz moje zycie jest koszmarem.. poki co nie spotkalo mnie nic ,,dobrego'' az się zyc człowiekowi odechciewa;/

Lolek Blup :) 25 czerwca 2014, 08:10

Witam drogie koleżanki :-)

Od kilku dni mam problemy ze snem. Czy Wy też miewacie kłopoty z zasypianiem? Nie mogę zasnąć, kręcę się do 1-2 w nocy, a wstaję o 4. Chodzę potem cały dzień nieprzytomna.

Tydzień mam niestety intensywny. W poniedziałek Tajfun skaleczył się w łapę i miał założone szwy. Oczywiście nikt mi nie pomógł zawieść psa do lekarza. Nie mam teraz auta, a nasz wet na drugim końcu miasta. Musiałam iść do lecznicy, którą mam pod domem i której nie lubię. Jest tam brudno, sterylizują bezpańskie koty i byłam przerażona ilością syfu - świetne miejsce dla kobiety w ciąży. Miałam szczęście, że była kolejka ( 1,5 godziny czskania na niewygodnym krzesełku) i Piotrek dojechał w ostatnim momencie, bo musiał zanieść Taja do domu i wnieść go na 4 piętro. Nie mówiąc już o tym, że weterynarz chciał żebym włożyła 30 kg psa na stół. Jak mu powiedziałam, że nie zrobię tego bo jestem w ciąży (nwet gdybym nie była to i tak bym go nie wniosła) popatrzył na mnie jak na kosmitkę. Czekam już na wieeeeelki brzuch, bo nikt mi nie wierzy jestem w ciąży i ciągle słyszę głupie komentarze. Dzięki Bogu za wzdęcia i zaburzenia trawienne, bo bez tego chodziłabym wręcz wklęsła na brzuchu. ;))

A z tą pomocą to jest w ogóle śmiesznie. W czwartek kontola szwów i chętnych do pomocy oczywiście brak. Piotrek ma imprezę firmową, na której musi być i niestety muszę sobie poradzić sama. Nie mam teraz samochodu i wszyscy się zarzekali, że będą mi pomagać i mają pretensje, że nie dzwonię i narażam się na wysiłek. Ale jak dzwonię, to wszyscy zajęci albo poza zasięgiem! Nie mówiąc już o tym, że jak zdecydowałam się za kupno auta to zostałam skrytykowana, że wydaję pieniądze, które przydadzą się przy dziecku i oferowali ochoczo pozyczanie auta. I co? I g...no. Na szczęście auto zamowiłam i będzie w przyszłym tygodniu. Rzadko proszę o pomoc i teraz nie będe musiała prosić o nią w ogóle. Juhu!!!!

Tak mnie namawiali na zwolnienie, że odpocznę, że mi pomogą, w sprzątaniu, gotowaniu itd. Mama ugotowała mi obiad dwa razy. Ale musiałam z nią pojechać po zakupy, targać siaty, kroić i wysłuchiwać, że nie taka kostka miała być. Sprzątamy sami, bo inaczej byśmy zginęli w brudzie czekając na tę pomoc. Moja teściowa wie o ciąży od Wielkanocy i ani razu do mnie nie zadzwoniła. Jak rozmawia z Piotrkiem to mnie "pozdrawia" ale nigdy nie spyta jak się czuję, czy mi w czymś nie pomóc. Niech nie myśli, że jej pozwolę przyjść do szpitala. Na miano Babci trzeba zapracować.
Ale temat mojej teściowej pominę, bo nie znosimy się od zawsze ;)))

Ale wiecie jak jest, ja muszę być na każde zawołanie!!!! Wozić, pomagać, wysłuchiwać bredni. I pretensje, że tu nie przyjdę, że nie mam siły odwozić mamy o 21 itd. Itp.

Ufff, zeszło ze mnie powietrze. Jestem w złym nastroju bo muszę pojechać po zaświadczenie o zarobkach do pracy. Mój tata mógł je odebrać, ale przecież musiałby mi je podrzucić, a to taki kłopot... Biedaczek. Mam nadzieję, że nie napotkam się na życzliwe koleżanki. Plus taki, że może uda mi się odebrać autko w poniedziałek. :-) wiem, że moja mama zaciera ręce i liczy na podwózki ale nic z tego. Ma auto, a że nie jeździ - jej problem.

Wiecie co jest najśmieszniejsze? Zaczęłam się stresować Bożym Narodzeniem! I uwierzcie mi, z głową mi nic nie jest. Ponieważ termin mam na 26 litopada, siłą rzeczy temat świąt się pojawia. Cała rodzina jest napalona, że zobaczy uroczego bobasa w świątecznym stroju. A ja nie planuję wycieczek w tym dniu. Co roku jest problem z pogodzeniem naszych rodzin (przez teściową) i Wigilia jest bardzo męcząca. Nie zamierzam z miesięcznym dzieciątkiem (o ile się urodzi w terminie) jeździć po rodzinie. Zresztą, nawet jeśli, to nie czas żeby o tym teraz myśleć! Odpowiedziałam rodzinie dyplomatycznie, że zobaczymy jak to będzie, że jeśli będziemy czuli się dobrze, to być może na jedną wigilię wpadniemy itd, itp i co? Afera! No ręce opadają. Jedynie mój mało pomocny tata to rozumie. O dziwo. Dobijają mnie czasem ludzie :( i dobija mnie, że należą do mojej rodziny.

Ciekawa jestem, co będzie jak się dowiedzą, że po porodzie Piotrek bierze wolne i dwa tygodnie zamierzamy spędzić wyłącznie we trójkę - no licząc futrzaste to w szóstkę. Na razie siedzę cicho i postawię ich przed faktem dokonanym. Najwyżej wywołam wojnę domową, trudno.

Zbieram się powoli do tej pracy. 3majcie kciuki, żebym tę wizytę jakoś przetrwała bezboleśnie ;)) miłego dzionka!!!






I co? mierze dziś temke a tu dupa ....stoi w miejscu i program anulował poprzednią owulacje ....

Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 20 września 2013, 08:03

No i nadszedł ten dzień...

Odkąd dowiedziałam się o ciąży i przez całe tygodnie stresu myślałam tylko o tym aby dotrzeć do tego dnia. Wydawał mi się nieskończenie daleko, a dni ciągnęły się niemiłosiernie długo...

No i jest 20 września - zaczynam DRUGI TRYMESTR, to miało być jak magiczna granica za którą nic nam już nie grozi...

To oczywiście tylko fantazja, badania za kilka dni i się okaże czy tak na prawdę dotarłam do tej granicy szczęśliwie. A co za nią?

Na razie cieszę się chwilą i jestem absolutnie szczęśliwa bo Dziś Jesteśmy Tu:
na razie ja i mój okrągły brzuszek... a KTO w brzuszku? :) no kto?

Chciałam Wam bardzo podziękować za pomoc i wsparcie na tym trudnym pierwszym etapie.
Cieszę się też, że mogę towarzyszyć Wam w Waszych niezwykłych podróżach...

No i cóż... Nasza podróż ciągle trwa :) Nasze podróże ciągle trwają :)
Zapinamy pasy i jedziemy Kochane dalej :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2013, 08:10

Potrzebuję zmian, niestety nowa fryzura to nie wszystko. Jest taki moment , taki punkt , kiedy człowiek czuje że brakuje mu powietrza , że jest w czarnej dupie i coś musi się wydarzyć zanim zgnuśnieje albo popadnie w mniejszy lub większy obłęd. Myślałam że dziecko , będzie tym nowym rozdziałem , nowym etapem mojego życia ale jak widać nic na to nie wzkazuje. Nie wiem czy owulacja już była ,pierwszy raz odkąd mierzę temperaturę mam wykres ,który tego nie potwierdza , a biorąc pod uwagę długość moich cykli, raczej już nic z tego nie będzie, zresztą D. i tak jeszcze nie wrócił , będzie w sobotę może w niedzielę. Patrząc wstecz na ostatnie dwa lata ,z przykrością stwierdzam że dałam się zdominować, zamknąć , zapuszkować.. Mam tego dość. Wyjechałam , zostawiając mój stary , brudny , kochany Śląsk za sobą - nie załuję , nie tęsknie za miejscem , tęsknie za ludźmi. Za tym moim niewielki gronem znajomych, którzy wiedzą jaka jestem , na co mnie stać , szanują moje poglądy i humorki . Czas ruszył z kopyta do przodu , Madlene wyjechała do Gorzowa , Karola do Oświęcimia , reszta albo założyła rodziny albo rozjechała się po świecie , ale dla nas wszystkich Śląsk jest właśnie wspólnym mianownikiem , zbiorem , który nas łączy przynależnością wynikającą z kultury , miejsca , wspomnień. Część więc mojego serca , pozostała na śląskich ulicach, między kamienicami , wielkimi miastami i parkiem chorzowskim. Przyjechałam tutaj , i powoli usycham. Nie mam tutaj znajomych , mam znajomych mojego D. którzy są mi obojętni , ani nie czuję do nich niechęci ani sympatii, to po prostu inna bajka. W poprzedniej pracy było kilka dziewczyn z którymi nawiązałam kontakt i bardzo je lubię ale zbyt mało czasu miałśmy żeby się poznać i zaprzyjaźnić. Żyje jak muzułmanka , i to mnie uwiera. Nigdzie nie wychodzę , nie mam znajomych , mój świat kręci się wokół psa , sprzątania i gotowania. Punktem tego wszechświata jest moje Słońce, ale odkąd nie pracuję zamęczam go sobą , czekam na jego powrót z pracy jak na ratunek i złoszczę się o każde spóźnienie czy nieobecność. Popadam w skrajną zazdrość , bez powodu i zupełnie nie w moim stylu. Zaczełam to analizować , i dochodze do wniosku , że to nie fair po pierwsze on jest za mnie w 100% pewny, i wcale się nie dziwię. Z racji sytuacji , tego że zmieniałam numer telefonu, gg, usunęłam facebooka , tylko że to dla mnie gówno warte. Powinno się być pewnym za człowieka wystawionego na pokusę , i do cholery mi można ufać. A może jakoś to sprawdził?. Ja jemu ufam umiarkowanie , nie myśle że coś odwala , mam tylko żal że nie poświęcił tyle co ja. Chce iść do pracy , chce poznać nowych ludzi , rozmawiać ,żyć , nie wisieć na jednej osobie zamęczając ją sobą. Kiedyś myślałam że mogłabym wyjechać z nim do tej cholernej Norwegii i żyć tam, być szczęśliwa, na dzisiaj jest we mnie lęk, że oddalam się od domu zbyt daleko. Mam dość tych jego wyjazdów, co wyraziłam zresztą wyraźnie. Nie jestem nastolatką nie mogę na niego czekać w nieskonczoność i myśleć że na wszystko przyjdzie czas. Fakt, powiedział że to potrwa jeszcze rok albo dwa , minął rok a nic nie wskazuje na zmiany. Jeśli jemu to pasuje , ok ale beze mnie .Mogę iść do byle jakiej pracy, mogę harować ale żeby to miało jakiś sens , czemuś służyło, żebyśmy byli razem w innym wypadku zostanie ze mnie suchy badyl , zamęczony własną frustracją . Stąpamy po cienkiej linie...


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 września 2013, 09:24

asienkaa nadzieja... 20 września 2013, 09:18

kolejene 2 cykle monitorowane... Obserwacja przez gin, usg co 2dni....Owulacja wystapiła, pecherzyk pękł... Ciązy wciąz nie ma. Poszłąm do innego gina na konsultacje. Opinie rożnią się diametralnie. Komu wierzyc?? Kto ma racje. Moj lekarz prowadzący twierdzi ze owulacja wystepuje, ze leki są niepotrzebne, kolejny że owulacja przy mojej prolaktynie nie ma prawa występować, natychmiast zapisał leki na obniżenie. ...

Hormony zrobione dzis do odbioru TSH i morfologia, za tydzien w czwartek reszta hormonow do odbioru. Niby mozna raz w roku sprawdzac hormony ale jak nowy lekarz to wypada miec nowe wyniki. Ciekawa jestem morfologii bo cos wydaje mi sie ze moze wyjsc slabo ostatnio robilam 5lat temu

Estera Czary-mary hokus-pokus 20 września 2013, 09:47

Dziś zainspirował mnie wpis innej użytkowniczki forum :)

Opiszę więc pewną sytuację sprzed kilku lat: Mój syn wydawał mi się chory, ale lekarze mówili - jest TYLKO SPOKOJNIEJSZY OD INNYCH DZIECI. Ale ja się uparłam na przyjęcie do szpitala - i co? Po trzech godzinach już był zupełnie odwodniony z powodu biegunki z krwią. Gdybyśmy nie byli już w szpitalu, nie wiem co byłoby dalej.

MATKA NAJLEPIEJ ZNA SWOJE DZIECKO, A NIE LEKARZ, KTÓRY OBSERWUJE JE PIĘĆ MINUT!

Po wielu badaniach okazało się, że Mały zaraził się salmonellą. Miał wtedy 5 miesięcy. Gdyby nie moje SILNE, WEWNĘTRZNE PRZEKONANIE, że coś jest nie tak... Szkoda nawet mówić...

Bolesne jest to, że lekarze traktują matki, jak jakieś głupie niedouczone kury, zaślepione miłością do dziecka, która rzekomo odbiera zdolność zdroworozsądkowej oceny sytuacji. Otóż, czasem chłodny, zdystansowany osąd jest właśnie niemiarodajny, bo nie uwzględnia mikro-sygnałów, które daje nam dziecko.

PS. Jutro rozwinę kwestię "nawiedzonych mamusiek", bo nie sprecyzowałam o jakiego typu kobietach pisałam, a oczywiście byłoby krzywdzące wrzucić wszystkich do jednego worka!

Dziś mam fatalny dzień nie umie poradzić sobie z emocjami .... cały czas płacze ....tak strasznie za nią tęsknie tak bardzo mi jej brak!!!Co dziennie walczę z tą niesprawiedliwością upadam i wstaje... ale nie mogę zrozumieć czemu akurat ja!!! co takiego zrobiłam?! patrzę w lustro i jest mi żal samej siebie przecież jestem dobrym człowiekiem zawsze staram się pomagać zawsze potrzeby innych są na 1 miejscu ... za każdym razem jak dzieje się coś złego to tłumacze sobie że dam rade że jestem silna że to nic takiego....ale wiecie co? mam już tego dość już nie chce nie mam już sił!!!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)