Właśnie się dowiedziałam, że mój brat spodziewa się dziecka.
Trudno się cieszyć.
Jestem załamana.
15.10. - coroczne święto przez jednych pamiętane ...przez innych mniej bądź wcale...
DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO
Wspierajmy modlitwami rodziców, którzy przeżywają utratę swoich dzieci.
Zapomniałam napisać - w sobotę byłam na zabiegu refleksologii. Na pozbycie się stresu. Moja pani Monika od terapii czaszkowo - krzyżowej wyjechała się urlopować, znalazłam taki zamiennik. I oczywiście, co najbardziej się odezwało??? Macica. I miednica. Jako moje schowki na stresy. W związku z powyższym, moje stresy żegnam Was czule i znajdźcie sobie inne miejsce do ukrycia się, najlepiej poza moim organizmem.
Muszę się wyżalić...
Pęcherzyk dalej widoczny na USG, dziś 15 dc., prawie 33 mm. Dostałam mimo to Pregnyl na pęknięcie, bo gina powiedziała, że do 35 mm udaje się coś z takich wyłuskać po lekach. Teraz na forach też spotkałam się z takim zdaniem. Nie mam już wielkich nadziei. Lek działa po ponad 30 h, jutro pęcherzyk może być jeszcze większy i bezwartościowy. Gina trochę nadziei mi dała, myślę, że nie pakowałaby mnie w leki wiedząc, że nie ma żadnych szans ale nie nastawiam się. Jedno dobre, że endometrium powiększyło mi się dwukrotnie, dzisiaj ma 14 mm. Zostałam pocieszona, że nawet gdyby wtedy pęcherzyk pękł nie miałby szans na zagnieżdżenie się, a teraz ma. Także tak czy siak by nie wyszło, a po pregnylu jeszcze jest szansa. Spróbować trzeba.
Wszystko tam na dole boli podczas seksu, czytałam że bywa tak przy torbielach itp., a że pęcherzyk jest spory myślę, że to przez niego. Jak przestanie boleć będę wiedziała, że pękł.
No cóż, nie zawsze się udaje. Nastawiam się bardziej na następny cykl zapowiedziany też z zastrzykiem. Zrobię go w odpowiednim momencie z dobrze rozwiniętym pęcherzykiem to i szanse będą większe.
Mam nadzieję, że u was lepiej
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2018, 22:20
36 dni po poronieniu
Wczoraj wizyta u ginekologa (prywatnie). W końcu ktoś przejrzał moje wszystkie usg, wypisy ze szpitala, wyniki badań... Tego mi brakowało przez cały czas, takiego zainteresowania.
Usłyszałam, że mogę się zacząć starać, że nie ma żadnych przeciwwskazań ani wskazań by czekać 3 miesiące. Był piękny pęcherzyk.
Mam popróbować jakiś czas i jakby nic nie wyszło naturalnie, wrócić i pomyślimy co dalej.
Niedługo powinna pojawić się miesiączka. Zabawnie, bo lekarz proponował zrobić test tak dla zaspokojenia ciekawości, bo skoro już było
to kto tam wie... No ale negatyw 
Pewno za kilka dni @ i zaczniemy zabawę od nowa. Niech no tylko wszystko wróci do normy. Powoli się wkręcam w mierzenie temp, prawie nie zapominam rano o tym 
Wczoraj był dzień dziecka utraconego. I dobrze, że taki dzień jest 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2018, 10:19
17tc ukończony. Czas z jednej strony pędzi, a z drugiej mi się dłuży. Z jednej strony za chwilę zaczynam 5 miesiąc - kiedy to zleciało?! Z drugiej tak bardzo nie mogę się doczekać regularnych ruchów maluszka. Czuję go delikatnie od czasu do czasu i to jest cudowne, ale bywa dzień lub nawet dwa, które przechodzą bez żadnego znaku od niego. Przedwczoraj jednak miałam zabawną sytuację. Leżałam na kanapie, kot położył mi się na brzuchu i mruczał jak mały traktor. I nagle poczułam bardzo wyraźnie, jak coś w moim brzuchu usilnie próbuje kota kopnął
Oczywiście maluch jest jeszcze za malutki, żeby kot cokolwiek poczuł, ale ja od środka czułam bardzo wyraźnie i szczerzyłam się od ucha do ucha.
Zamówiłam 6 książek dla Adasia, 3 na urodziny, a 3 o pojawieniu się młodszego rodzeństwa. Chyba trzeba go powoli zacząć przygotowywać na zmiany.
Dzis 14 dc... 7 cyklu ze świadomości
Wczoraj mialam glupi sen- niedźwiedź, ten przyjaciel Maszy ( kto dzieci ma i oglada z nimi bajki ten kojarzy) stanął przede mna i powiedzial " musisz za kilka dni zrobic progesteron, bo jak nie to tylko in vitro. Invitro. In vitro..." i ten poglos in vitro tak dlugo brzmial... dobrze ze D mnie obudzil... caly dzien zlecial na depresji. D wieczorem wrocil do domu,polozylismy Bubsona spac. Oczywiscie z nim zasnelam, wiec D musial mnie budzic, bo pilnuje dni plodnych i mowil ze mamy szanse. ( Boze, on tak wierzy, ze uda nam sie naturalnie...) Wstalam, wykapalismy sie razem , a pozniej kochalismy sie w sypialni. Nie myslalam wtedy o niczym. Lubie ten nasz seks.
Czuje, ze juz po plodnych jest. Juz niem mam melodii do przytulanek....
MAM DOSYC ŻYCIA W TRÓJKĄCIE. Ta Oligoasthenozoospermia doprowadza mnie do skraju. Nie wiem ile jeszcze zdolam udźwignąć. Mialam jedno marzenie w zyciu- miec dzidziusia z D. Widocznie zbyt wiele chce. Serce mi peka jak widze ze on mimo tego ze wolałby schabowego pije koktajl z chia i mango i owocow ktorych nie potrafie nazwy przytoczyc ale ponoc wiele witamin maja.
Mam teraz jedna nadzieje, zeten jego wysilek zaprocentuje...
W nastepnym miesiacu mam zamiar wdrożyć mu L- karnityne mace i Q10 w odrebnych pastylkach.
Jeszcze troche i w nocy bedziemy swiecic oboje bo tych wszystkich tabletkach.
Tymczasem odprowadzilam dzis kubsona do przedszkola na 8.30, wrocilam zjadlam sniadanie, poczytalam o in vitro ktore w snach niedźwiedź mi proponuje i zaznelam na kolejne 4 godziny. Obudzil mnie telefon. Mam spiaczke afrykanska...
Muszę opisać Wam mój wczorajszy dzień i się was poradzić.
Wczoraj 15.07
9dc, 10cs (mamy dwu cyfrówkę
"Dwie wizyty u ginekologów."
Może jestem przewrażliwiona. Ale po tym jak ostatnio mój ginekolog, nazwijmy go gin.Z nie odpisał mi na smsa o moim spadku bety a parę minut wcześniej byłam u niego po receptę i mówił żebym się plamieniami nie przejmowała to że tak powiem straciłam do niego zaufanie. Dlatego Zapisałam się do innego ginekologa nazwijmy go gin.W, który ogólnie strasznie był zachwalany przez moją ciotkę i kuzynkę i podobno pomógł tylu dziewczyną które latami starały się o dzieci lub wcześniej miały poronienia. I do nowego gin.W byłam wczoraj zapisana przedpoludniem a po południu miałam już wcześniej zaplanowaną wizytę i mojego gin.Z która miała być pierwszą ciążową. 
Wizyta u gin.W
Ogólnie bardzo luźna atmosfera i u położnej i u samego lekarza. Chociaż wywiad u położnej mnie zdenerwował. Po pierwsze standardowe pytania, czy już rodziłam, czy były poronienia musiałam odpowiadać przy panu który przyjechał po krew do badań
serio może dla nich to chleb powszedni ale mi ciężko mówić o tym na głos i jeszcze przy świadkach. W wywiadzie np nikt mnie nie zapytał o termin ostatniej miesiączki! Dla mnie to trochę dziwne. Wizyta u gin.W. przeglądał moje wyniki nie zapytał nawet w którym tygodniu poroniłam (a to chyba istotne). Przeglądnął dokładnie moje wyniki badań i powiedział, nawet trochę się śmiał, że po co przyszłam jak wszystko mam. Wszystkie potrzebne badania mam zrobione nic nowego on nie wymyśli, że jestem dobrze prowadzona, że tak tak dotychczas to taki jest schemat postępowania w moim przypadku, jedynie co to może jednak w ciazy zwiększyć dawkę folianów i heparyny. I się mnie zapytał czy zdaję sobie sprawę, że tak kuracja jest skuteczna tylko w 50%? Pierwszy raz o tym słyszałam gin.Z nigdy tego mi nie mówił.
Badanie ginekologiczne u gin.W trwało może 6 sekund a usg to przepraszam za wyrażenie ale ledwo włożył to już wyciągnął i jakoś nic mi nie skomentował co tam zdążył (czy nie zdążył) zobaczyć. Po wizycie wyszedł ze mną do położnej i kazał jej pobrać mi krew na badania immunologiczne, które mam zrobione ale żeby zobaczyć jak się zmieniły po tym ostatnim poronieniu. I dał jeszcze mężowi zlecenia na badanie nasienia na seminogram i chromatynę plemnikową (bo może ona może być przyczyną). Jak będą winiki to żebym przyszła i się zastanowimy nad lekami czy trzeba zmieniać czy coś dokładać.
Koszt: wizyta + moja krew = 440 zł + badanie mojego M.
Odczucia średnie. No bo co to za pytanie: Z czym przychodzę skoro mam wszystko zrobione? No może z tym że mam wszystko, jedne są dobre wyniki, na złe biorę leki, postępuję według schematu a dziecka brak? No ale chyba mój wzrok wyraził co chciałam powiedzieć. I nawet się nie dowiedziałam czy możemy się już starać czy lepiej poczekać ale stwierdziłam po tej wizycie że lepiej poczekać. Może jest on dobrym lekarzem, a ja mam jakieś wygórowane oczekiwania ale ja po tej wizycie nie rozumiem tych zachwytów nad jego osobą.
Popołudnie wizyta u starego gin.Z
Naturalnie od razu będę porównywać. Wchodzę do położnej i rozmowa jest za zamkniętymi drzwiami (na szczęście). "A więc jest Pani w ciąży" słyszę. A ja że nie. Dziwna mina tej Pani. Pewnie miała zapisane że mam przyjść na wizytę ciążową. (pewnie wyglądają inaczej, nie wiem bo nie miałam jeszcze okazji mieć takiej). Kiedy była ostatnia miesiączka? (W końcu ktoś dziś o to zapytał!) 7.10 więc 9dc cyklu. Skserowała ostatnią cytologię ( mam nie za dobrą
) lekarz już jest. W gabinecie jest pacjentka Pani jest następna. Owa pacjentka oczywiście w ciąży wysoko a że wszystko jest dobrze i radości i ach słyszałam przez drzwi.
Wizyta u gin.Z
-Witam Panią i jak przeszły te krwawienia?
-Tak ( no już jestem po okresie)
-No to dobrze, czyli ostatnia miesiączka 1 września...
-No nie, 7go października.
Zdziwiona mina.
I tłumaczę mu że beta spadła, że już heparyny nie biorę że encorton dalej. Że dwa dni po spadku bety dostałam krwawienia. Był zdziwiony. No ale pociesza mnie, że dobrze, że chociaż w te ciążę zachodzę no ale rozumie, że ciężko zachować spokój. No to badanie. Badanie ginekologiczne trwa chyba 5 razy dłużej niż u gin.W. Czy tu mnie boli, czy tam... I nagle on do mnie przecież ta beta Pani dobrze rosła tam na początku było chyba 10 ale potem szła ładnie w górę (przypomniał sobie!). Tak było 8,40,92 i potem 19... A on do mnie, że już miał wtedy taką nadzieje, ze będzie dobrze... (mi to mówisz?)
Usg: Trwało chyba z 10 min, serio: Zaczął mnie badać i się mnie pyta znów to kiedy była ta ostatnia miesiączka? no 7go. Czyli dziś 9dc. "Hmmm no tego się po Pani nie spodziewałem"
No ja też. U niego w gabinecie jest bardzo duży ekran przed tym łóżkiem żeby pacjentka dokładnie widziała co on widzi na usg. Więc już się trochę znam.
Jak już zaczął namierzać jakieś punkty i się tak zastanawiać wiedziałam, że coś jest nie tak. Widoczne ciałko żółte w lewym jajniku, więc jestem już po owulacji! Dlatego się tego po mnie nie spodziewał. Jak zawsze miałam bardzo późno owulację 15-17dc. A tu 9dc a ja już po. I mówi że nie takiego obrazu się spodziewał. Pytał kiedy było współżycie. 7dc... I to jest najgorsze. Możliwe, że jest szansa.
Wnioski: mam za 14dni zrobić betę (dostałam skierowanie nie będę musieć płacić)
Leki: acard dalej brać, Folian dalej brać, B6 i B12 dalej brać, Vigantol dalej brać, encorton dalej brać, dodatkowo przepisał duphaston brać przez 14 dni jak beta będzie pozytywna to dalej a jak nie to odstawić, i jeszcze estrofem na śluzówkę bo trochę ciemna brać przez 10 dni.
Powiedział, że jestem wyjątkową pacjentką (no bo nic ze mną nie jest ok).
Mam mu napisać smsa jak zrobię betę. I mówi powodzenia.
Koszt 150 zł wizyta + 98 zł leki.
Wieczorem rozluźniałam się na jodze i tak myślałam, którego lekarza wybrać po czym sobie uświadomiłam, że nie muszę wybierać bo nie jestem w ciąży więc nie muszę się określać kto mnie będzie prowadził.
Ale przed wizytami sobie wyobrażałam, że ten W będzie taki super że się mną przejmie że mi od razu powie coś takiego że pójdę do Z i mu powiem jaki mam żal że mnie wtedy nie zbadał i mi nie powiedział że już po wszystkim tylko dowiedziałam się z wyników krwi. A tu wychodzi na to, że bardziej się przejął Z.
Nie wiem co wy myślicie?
Jeszcze ta przesunięta owulacja. I te nasze sobotnie baraszki. Kurczę tak na pewniaka bo do płodnych tyle czasu. Ale jak teraz tak myślę to faktycznie pod koniec @ bolał mnie tak dziwnie brzuch. Gdyby to był środek cyklu to bym była pewna że to owulacja. A tak to mi do głowy nie przyszło. Ale dlaczego tak się stało?
Zdajecie sobie sprawę, że ja przez 2 tygodnie będę miała cały czas nadzieje, że jestem w ciąży? I będę udawać, że wcale nie a głowa i tak swoje będzie wiedzieć. A mój M nie jest lepszy bo on czuje że coś z tego będzie... Boje się rozczarowania kolejnego.
26dc, 4d po ovu
No i sie zaczelo, cicha nadzieja, ogladanie wykesu ciagle w kolko, doszukiwanie sie jakichkolwiek oznak (mimo ze zdecydowanie za wczesnie!!), ciagle liczenie dni, kalkulowanie.
Do tego dostalam dzis grafik pracy na listopad i jest masakra, baaaardzo duzo pracy. Zapowiada sie naprawde ciezki miesiac. I tak sobie pomyslalam, ze jesli zajde (jestem) w ciaze w tym miesiacu, to nawet nie bede miala czasu na prywatne usg w 8tyg (bo w kraju, w ktorym mieszkam o ciazy mowi sie od 12tyg oraz wykonuje sie usg tylko polowkowe - chyba ze cos niepokojacego sie dzieje)! Do tego praca, ktora wykonuje do lekkich nie nalzey.
Ehh... Przeciez ten miesiac spisywalam na straty! Nie ma co sie martwic na zapas...
"Opłacz to, wykrzycz to, a później weź się w garść, stań na nogi i zacznij żyć. Możesz żyć tak szczęśliwie, że głowa mała."
— Adam Szustak
Taki cytat na dzisiaj!
Będę starać się tego trzymać! W końcu przecież musi się udać 
Probowalam wczoraj caly dzien sie dodzwonic zeby sie umowic na scan....ale nikt nie odbieral...czyli zostaje jutro w domu i bede pracowac z domu, bo musze isc do szpitala. Zaczynamy drugie podejscie, dobrze ze mamy leki, to moj maz dal mi pierwszy zastrzyk, zeby nie stracic tego cyklu.
Moje odczucia po pierwszej probie.....mam slabe przeczucia, czuje ze duzo jeszcze przede mna........tak bardzo chcialabym sie mylic.
1dc
Jestem w drodze do endokrynologa. Cos za bardzo spadla mi ta prolaktyna. Mimo, ze zmniejszylam dawkowanie doatinex to nadal utrzymuje sie na za niskim poziomie.
Dzisiaj juz mnie nie cieszy tak bardzo piekno pogody. Mam za to uderzenia goraca i oczywiscie mokro w kroku.
Tak sobie mysle ile to juz kasy poszlo na tych lekarzy, badania i leki. Sa tacy, ktorzy sobie nie zdaja sprawy ze to dla zwyklego zjadacza chleba istny majatek. Panstwo nie refunduje walki z nieplodnoscia. Wycofali in vitro, a ci co plodza dostaja jeszcze nagrody w wysokosci 500+.
Obilo mi sie o uszy ze PO z Nowoczesna chca wprowadzic dofinansowanie do in vitro. A w zasadzie przywrocic je.
Ciezki los nieplodnej i bezdzietnej..
Bylismy u audiologa (skierowanie po porodzie, bo bral antybiotyk). Na luzie, bo przeciez wiem, ze słyszy. Badanie nie wyszlo na lewym uszku. Lekarz kazal psikac akustone czy innym sprejem i powtorzyc za 2tyg. W sumie się nie przejęlam. Tzn wierze, ze to tylko błąd pomiaru albo faktycznie nadmiar wydzieliny...
Dzis popsuło mi się kolo w wozku. Na nowe trzeba czekac kilka dni. Zwariowalabym kilka dni bez wychodzenia z domu. Mąż organizuje na jutro "prowizoryczna" naprawe zebym mogła funkcjonować zanim kolo przyjdzie...
Wyszlam wyrzucić śmieci. SAMA! Bylo cudownie. Dziwnie to moze brzmi ale serio. Te 30m do smietnika szlam powoli. Rozkoszowalam sie. Podgladalam ludzi w oknach. Wróciłam i okazalo sie, ze Emil krzyczal (lezal już w lozeczku i mial zasypiac), bo chcial dokładki cycka. Widac, ze jestem niezbedna. I dobrze... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2018, 19:52
24 tc (23t1d)
Moje plecyy!! To chyba jedyna dolegliwość ciążowa teraz. W dzień jakoś daje rade ale na wieczór jest żle... Noo ale aki urok.
Mąż pojechał w delegacje wróci dopiero za ponad tydzień. Więc ja mam czas na pranie i prasowanie ubranek 
11 kg na plusie. Staram się trzymać dietę ale i tak tyję 1 kg na 2 tyg.
Maleńka szaleje oczywiście. Kopię matke w najlepsze 
Już nie możemy się jej doczekać 
Byłam w poniedziałek w Invimedzie. Dostaliśmy zielone światło do rozpoczęcia procedury. Ale w międzyczasie okazało się, że tu na miejscu w jednej z klinik są dostępne zarodki do adopcji. Przeszłam się do tej kliniki na rozmowę, dostałam kwalifikację i zarezerwowałam sobie wstępnie zarodka. No i teraz sami nie wiemy, co robić. Chyba wolelibyśmy najpierw transferować zarodka, głównie ze względu na o wiele niższe koszty, ale i ze względu na to, że to w ogóle pierwsza próba.
W I. zrobiliśmy już z kolei badania, które nie mało kosztowały, właśnie procedury z KD, a wyniki są ważne tylko przez określony czas. Potem trzeba je powtórzyć. Do tego wczoraj w nocy przyszła @. I jeszcze zrobiłam dzisiaj badania do AZ i dowiedziałam się, że... wynik będzie za jakieś 12 dni. No i co? Znowu będziemy musieli czekać
No chyba że od razu z marszu chcielibyśmy do KD podejść, ale to już musiałabym brać leki, bo dzisiaj jest 1 dc. Z drugiej strony za 2 tyg. będą wyniki badań do AZ. Wtedy można lekami wywołać miesiączkę i startować... albo z jednym... albo z drugim. Bo do AZ wcześniej przez te badania nie podejdę, a do KD... Na razie mieliśmy do tego nie podchodzić, bo zmieniliśmy plany. Zastanowimy się jeszcze z D.
Na Ovu trafiłam dzisiaj na wątek o adopcjach (OA czy jakoś tak). Strasznie żałuję, że nie mamy ślubu, bo już dawno bym zaczęła się starać o adopcję albo przynajmniej o RZ 
Jeżeli chodzi o moje samopoczucie... Na co dzień w pracy niby ok, jakoś się trzymam. W weekendy dopada mnie nieraz deprecha, ale D. jej nie toleruje, więc też muszę się jakoś trzymać (chociaż raz jakiś czas temu już nie wytrzymałam i wpadłam w histerię). W niedzielę i w pon. byłam u rodziców no i mnie dopadło... Płakałam przy rodzicach jak głupia, nie mogłam się wręcz uspokoić, a oni biedni nie wiedzieli już, jak mnie pocieszyć
Straszne, dom rodzinny, wspomnienia dzieciństwa, dorastania, młodości, lat wspólnie spędzonych z D., zmarnowanych, bo nie staraliśmy się o dziecko. Łzy płynęły same niepowstrzymane. Żal, smutek, złość na siebie, na swoją głupotę, wszystko to mnie ogarnia raz po raz, rozdziera mi serce...
Wydaje mi się, że ta iskierka nadziei, że mi się uda zajść w ciążę, też już powoli gaśnie. Cały czas słyszę, że jeszcze coś może nam przeszkodzić w poczęciu. Wysoka homocysteina, niska Vit. D, upośledzona implantacja zarodka przez immunologię endo, toksyczna endomenda, fragmentacja DNA plemników D., mój wiek (tak, też przy KD/AZ ważny). I jeszcze mutację MTHFR muszę zbadać, bo też jest podejrzana. Na pewno to jeszcze nie wszystkie przeszkody. Więc powoli zaczynam wątpić, zaczynam chyba przestawać wierzyć? Chociaż nadal bardzo bym chciała, wiadomo czego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2018, 22:31
10 tydzień 4 dzień 
Miałam dziś wizytę u diab. Walczymy dalej bez insuliny o poprawę wyników na czczo. Jaka ulgę poczułam. Jakoś nie chcę tej insuliny. Cały dzień mam ładne wyniki, tylko rano szwankują. Zobaczymy jutro. Mam zamienić ciemny chleb na pszenny, gdy jem kanapkę na sen. Oby to pomogło jakoś.
Poza tym pozytywnie się zdziwiłam, bo nie czekałam długo pod gabinetem. Miałam na 10.00, a przez jakieś opóźnienia w kolejce były osoby z godzin wcześniejszych, nawet pani w widocznej ciąży. Weszłam przed nimi. Na poprzedniej wizycie też tak miałam. Nie wiem, czy to przywilej cukrzycy we wczesnej ciąży czy co? no ale, nie narzekam
Następna wizyta za tydzień, z wynikami hemoglobiny glikowanej. Tego się boję, nie wiem czemu.
A, i jakoś mi szybko czas leci
myślałam, że się będzie dłużył na zwolnieniu.
22+1
Adam, syn mój wspaniały, dzisiaj pierwszy raz dał się poczuć ojcu.
Chciałam tylko zbadać jego tętno, ale tak się rozszalał, że i dłoń ojca oberwała.
Wzruszyłam się. No.
2dc
Jak to mozliwe?
1. Pecherzyk ladnie urosl
2. Pecherzyk pekl
3. Cialko zolte sie pojawilo
4. Endometrium grube
5. Stusunek byl codziennie
6. Hormony prawidlowe
7. Nasienie prawidlowe.
Co jest nie tak, ze sie nie udaje? 
Robimy jeszcze z dwie stymulacje z ovitrelle i bedziemy dzialac z in vitro. Uwazam ze inseminacja w naszym przyapdku nic nam nie pomoze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2018, 08:13
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.