Mijają kolejne dni. Jestem załamana. Nie wiem jak się pozbierać z myślą o tym wszystkim. Ciężko podjąć mi wewnętrzną decyzję: tak chcę iść na in vitro. Ciężko jest mi się kłócić z mężem. Mówi tylko: ,,to ja Ci nie wystarczam? Boję się że odejdziesz. A jak nie będziemy mieć dziecka to co?". No właśnie to co...? Nigdy go nie zostawię to oczywiste. Ale chciałabym, żeby on chciał tak bardzo jak ja tego chcę, ale tak bardzo się boję, a on mnie w jakiś sposób nie wspiera tak jak tego potrzebuję. Wiem, że po tej informacji i on się podłamał. Tylko że ja stawałam na uszach bo tak chciałam, a on... ciężko mi powiedzieć tak jakby nie chciał, tak jakby trochę się poddał. Czy zdecydujemy się na in vitro? Nie wiem. Też chciałabym naturalnie, ale ile można czekać na to, że coś się zmieni i ruszy do przodu? Ile można się łudzić, że kolejny cykl może coś przyniesie i będzie to mój prywatny cud? Że będę mogła powiedzieć z dumą: "udało się nam choć nie było szans". Jak w to wierzyć, że tak może być...?
Hejka Hej mamuśki ...
91% ciąży 37 tydzień
Chciało by się napisać kiedy to zleciało, ale mnie ten ostatni trymestr się bardzo dłuży.
Do CC zostało 20 dni. Jagusia w brzuszku ładnie mamie daje znać, że już kluseczka
.
Potem z miłości bo dzidziuś kopie ogarnia mnie przerażenie macierzyństwiem. Przeraża mnie koniec wolności i beztroski. Czy ja dam radę?
Czy ja się w ogóle nadaje?
Czy myśmy zdawali sobie z tego sprawę?
Co z tym połogiem?
A jak mnie dopadnie depresja? Ja kocham swoją pracę !
Mój pojechał rano w delegacje pod Warszawę. Wróci jutro pod wieczór. Nieistotne bo i tak do 21 będę w pracy... panował się rano a ja wylam. Jak małe dziecko w poduszkę. Myślał że to przez to ze wyjeżdża a ja znalazłam pretekst żeby móc przy nim płakać. I nie chować łez. Myślał że płacze bo juz tęsknię a ja płakałam bo sobie uświadomiłam ze znowu się nie udało. Staram się krzesłach w sobie siłę ale...dziś już nie dama rady ani iskry wytworzyć... zalaly mnie lzy, żal, gorycz, smutek i złość. Na siebie. Na świat. Na Boga. Na wszystko.
Mojemu kierownikowi dziś w nocy urodziła się trzecia córeczka. Spora, prawie 4kg wagi
.
Przygotowałam się do tego, wiedziałam że zaraz to nastąpi przecież nie można być w ciąży w nieskończoność. Cieszę się, że wszystko jest dobrze, że Mała jest zdrowa.
Jeszcze trochę i takie informacje w ogóle nie będą mnie ruszać...
A u mnie po staremu, temperatura nadal 36,8, nie powiększył mi się biust, śluz mam kremowy - dzisiaj tylko był nieco rozciągliwy, jestem cały czas zmęczona - zapewne przez moją "ukochaną" pracę i częściej mam bóle miesiączkowe. Ostatnio brzuch tak mnie bolał, że poleciałam do łazienki myśląc, że o wiele za wcześnie przyszła @, ale nie było nic.
I nie plamię, tylko nie wiem czy to dobrze czy źle.
Z jednej strony dobrze, bo może ta blizna na dnie macicy była powodem tych plamień, a że ją usunęli to plamienia się skończyły.
Znów z drugiej strony plamienia były moim wyznacznikiem zbliżającego się okresu, a teraz gdy ich nie ma to powoli wpadam w panikę, bo nie wiem kiedy ten okres będzie i czego mam się spodziewać.
Wiem, że po histeroskopii często rozjeżdża się cykl, ale jakoś nie potrafię sobie przetłumaczyć że jest wszystko dobrze i muszę spokojnie poczekać na miesiączkę.
Ale postanowiłam wziąć się trochę za siebie. Mąż zaczął ostatnio ćwiczyć i postanowił kupić Orbitrek, żeby się rozgrzewać przed treningiem. Więc ja też będę z niego korzystać, codziennie po godzince i zgubię trochę boczki 
6 miesiąc starań rozpoczęty
3 dzień cyklu
Dziś zrobiłam badania, które radziły dziewczyny z forum. Wszystko w normie oprócz prolaktyny.
FSH 5,2 mlU/ml norma: 3,5 - 12,5
LH 7,7 mlU/ml
estradiol 114,9 pg/ml norma: 12,4 - 233,0
prolaktyna 45,9 ng/ml norma: 6,0 - 29,9
Martwi mnie ta prolaktyna.
Dawno nie było wpisu,nadrabiam bo mam chwilę na laptopie i o ludzkiej porze
zaraz napiszę czemu tak 
otóż co do owu..była-trafiona idealnie w terminie przez mojego lekarza
oczywiście starania były mimo przeziębienia całej trójki ( ja z Polą jakies 2,5 dnia, T. tydzień
) .
Obecnie 9dc. 2 dni temu T. był na szkoleniu w Łodzi, mnie u mamy zmogło,zrobiło się słabo,serce zaczęło walić a później mega mdłości. Od wczoraj skurcze w macicy, ból miednicy,podbrzusza,kręgosłupa i jajników. Wpierdzielam ananasa i liczę,że to udana implantacja. Testuję w czwartek.
Jak się uda to w piątek mam zamiar pisać/ dzwonić do lekarza i wpychać się na wizytę tak jak kazał i chcę wymusić duphaston. Taki plan a co wyjdzie to zobaczymy za kilka dni.
Dzisiaj na zakupach czułam zmęczenie, w trakcie szycia też muszę robić przerwy- stąd właśnie mój wpis o tej porze. 
nie wiem czy to pełnia tak działa,czy Pola czuje podświadomie a może meliska,ale zasypia mi ostatnio o 19:15 -20
zobaczymy jak długo bo pochwaliłam 
W czwartek byłyśmy u przyjaciółek na plotkach, Pola mogła się troszkę pobawić a ja pogadać,odpocząć i przestać myśleć. Na pewno powtórzymy,bo Pola widzę,że też potrzebuje kontaktu z rówieśnikami 
nie ćwiczę od 2 tygodni, nie ryzykuję,boję się.
Koniec laby,uciekam dalej do pracy
Jednak jestem niereformowalna... Kurła, po co ja ten test robiłam???
Został mi jeden owulacyjny i zrobiłam bo miałam dzisiaj rozciagliwy śluz i oczywiście co? Pozytyw! Druga krecha aż podchodzi pod ciemny fiolet.
Czy to możliwe żebym miała owulacje dopiero teraz? Ale wcześniej też były pozytywne i mialam śluz bardzo wodnisty więc sama nie wiem
.
Mogłam nie robić...
Górka dołek górka dołek. Mąż 4 dobre noce pod rząd... potem jedna bardzo słaba bo kaszel. I aktualna - zapowiadała się bardzo źle, ale może jednak taka zła nie będzie (nie jest). Od 3 nie śpię (ja), w mieszkaniu cisza - Wit nie kaszle, mąż nie kaszle - raczej obaj śpią.
Sen to podstawowa potrzeba człowieka. Banał, banał straszny - a jednak podstawa.
24.10 (środa) Witek skończył 3 lata. W tym roku świętujemy intensywnie
* środa - w przedszkolu i w domu
* piątek - z wujkiem, ciocią i Tymkiem
* sobota, 3 babcie oraz wujek i ciocia AAB.
Do tego we wtorek były wagary (pojechaliśmy po fotelik samochodowy dla Jasia i sprawdzić czy fotelik Witka nadal ok). A w piątek było jeszcze w przedszkolu pasowanie na przedszkolaka. Także... dzieje się, dzieje!
Ja czuję się słoniowato, dużo osób dookoła mówi, że brzuch większy niż z Witkiem. No większy - musiałam dokupić dodatkowe spodnie ciążowe bo te z poprzedniej ciąży zrobiły się za małe... Waga też ciągle w górę, w jakimś kosmicznym tempie...
Udało mi się załatwić wszystkie najważniejsze punkty z listy -
* kwalifikacja do domu narodzin jest
* badania i dokumenty do szpitala są, fibrynogen jest (podwyższony - tak ma być), morfo i mocz aktualne
* torby do szpitala spakowane
* foteliki do auta - są dwa 
* zapasy spożywcze są
* buty jesienne i zimowe dla Witka - wreszcie są, kurtki zimowe i spodnie przeciwdeszczowe też kupione, dziś jeszcze dokupiłam szlafrok z zygzakiem oraz kilka bluzek i spodni w większym rozmiarze - z pojazdami/autami 
* kanapa wyprana, mieszkanie wyozonowabe
* bank krwi załatwione
* wybory - zagłosowane
Zieeew... może jeszcze przysnę 
Adaś wczoraj po raz pierwszy wstał od zabawy i po kolei podchodził do mnie i do męża, żeby nas przytulić i pocałować
Przytulał się do nas oczywiście wcześniej wiele razy, ale po raz pierwszy widziałam, żeby robił to tak celowo i spontanicznie. Cała się rozplynelam w środku.
A dziś rano mąż po raz pierwszy poczuł ruchy młodszego synka 
12dc
Wczoraj doktorek sprawdzil pecherzyk. Mial on 15mm w lewym jajniku. Odkad sie staramy i sprawdzam owulacje przez usg to zawsze mam owulke w lewym jajniku. Czy to normalne? Na lewym jajniku mam ta mala torbielke endometrionalna, moze ona szkodzi? Doktorek zaprzeczyl ale mam przeczucie ze z lewego jajnika nic nie wyjdzie. Ovitrelle mam wstrzyknac w poniedzialek. Stawiam ten cykl raczej na przegranej pozycji.
W przyszlym miesiacu dzialamy z dwojona sila. Clostybegyt + ovitrelle. Tylko podczas zastosowania clo mialam pecherzyki w obu jajnikach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2018, 10:44
"Urodziny"
Skończyłam 28lat!
Oczekiwania: jedno dziecko i staranie o drugie.
Rzeczywistość: jeden pies i staranie o dziecko w Ogóle.
Rok temu strasznie przeżywałam negatywny test ciążowy. To był dla mnie dramat. A większym dramatem jest chyba to że kolejny urodzinowy negatywny test nie dziwi. Ten ostatni rok był bardzo ciężki. Dużo bólu. Rozczarowań. Strat.
Mam nadzieję że i bardzo chciałabym w wieku 28 lat zająć w ciążę. Bardzo tego potrzebuje. Czuje się nie spełniona przez brak dziecka. Mój instynkt macierzyński jest strasznie rozbudzony.
Mimo negatywnego testu zostaje mi świętować piwem bezalkoholowym. W poniedziałek i tak pójdę na krew skoro mam skierowanie. Przynajmniej bez oczekiwań. Czekam na następny cykl i działanie.
Mój M. Dał mi piękny prezent. Ale on kochany. ❤ dostałam dużo wspaniałych życzeń. Mam tyle kochanych ludzi wokół mnie. Nie załamie się. Nie poddam. Próbujemy dalej! Mam nadzieję. Mam wiarę że w końcu się uda.
Od wczoraj kolejna wredna @ i choć w tym miesiącu doskonale wiedziałam, że nic z tego nie będzie, nie nastawialam się na nic to i tak naszla mnie nostalgia. Mam chwilę, gdy w końcu pierwszy raz od dłuższego czasu mam by usiąść, odpocząć, pobyć sama ze sobą. To 30 okrągła miesiączka odkąd podjęliśmy decyzję, że pragniemy powiększyć naszą rodzinkę. Łzy same lecą po policzkach. Bezsilność zabija.
18t2d
Kopa lat! Wreszcie jestem na L4 więc i czasu będzie więcej, przynajmniej do czasu remontu bo ZNALEŹLIŚMY MIESZKANIE! Dużo, dużo lepsze od tamtego, bo w centrum miasta, a jednak z dala od ruchliwych ulic, blok obok mojej babci, 10 min do mojej mamy, do teściowej, do kuzynek, do imprezowego centrum też (tak, wiem, długo z tego nie skorzystam), ma 63 m2 i 3 pokoje! Co prawda na 4 piętrze, ale za to sąsiadów będziemy mieć tylko pod sobą, z boku i nad nami nikoguśko! Balkon na południe, okna na zachód, no po prostu bajka! Jak to w życiu wszystko ma swój sens! Tak mi było przykro, że nie udało się z tamtym mieszkaniem a tu okazuje się, że za parę groszy więcej mamy tyle powierzchni więcej! Jestem prze-szczęśliwa, czekamy na kredyt i możemy działać. Moje dzieciątko nie spędzi w ani dnia w tym śmierdzącym fajkami i moczem patologicznym wieżowcu 
Co do dnia codziennego - wszystko cacy (tfu, tfu, tfu). Póki co nie nudzę się, mam dużą przyjemność z pichcenia, rozwiązywania sudoku, załatwiania wszystkiego "z buta", a nie wożąc się autem. Poza tym dziś byłam pierwszy raz od początku ciąży na siłowni. Było super! Jakbyście miały ochotę, to podsyłam trening dla ciężarnych - niecałe 40 min z rozgrzewką i stretchingiem. Bardzo fajny - czułam, że krew krąży szybciej, ale praktycznie się nie spociłam, po prostu temperatura się podniosła. Bardzo, bardzo dobrze się po nim czułam:
https://www.youtube.com/watch?v=Uq6PDnL3Yj0&index=9&list=PLrrWrpp5_1IkldfDysHy7G6mB_qvY7C7c&t=0s
Co do konkretów..
Niby nie miałam żadnych przeczuć odnośnie płci, oprócz tego, że chłopak mi jakoś nie pasował oraz tego, że 2 dni przed tym jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży, śniła mi się córeczka - noworodek z którym chodziłam po plaży. Ostatnio myślałam o tym śnie i skakałam sobie po kanałach w TV. Pykam i myślę, o tej "mojej córci", a tu rzuca mi się w oczy tytuł "Mama się myli" no i zgłupiałam
Niby bzdet, ale ja jakoś zwracam uwagę na takie rzeczy. Tak czy siak w środę miałam wizytę i byłam bardzo ciekawa czy już da się coś zauważyć na sprzęcie nie ma co się oszukiwać gorszym niż ten w prywatnych placówkach. Pani dr jeździ po moim bębnie i pyta:
- Zna Pani płeć?
- Nie znam.
- A chce Pani poznać?
- Oczywiście!
- Chłopak.
- Wow, na ile procent?
- Na 100. Ustawił się pupą i rozłożył nogi.
- Bezwstydny po ojcu.
Tak więc będziemy mieć syna! Wreszcie mogę kupować ubranka w innym kolorze niż szary i brąz
Szkoda tylko, że te różowe są najsłodsze! Będę matką bezwstydną i zaprezentuję Wam przyrodzenie mojego syna:

Co do imion, na razie Leon, którego byłam tak pewna ustąpił miejsca Brunowi. Wkurza mnie, że ciężko to imię zdrobnić i odmienić, ale chyba trochę się zraziłam po tym jak moja "kumpela" je zagarnęła (długa historia), poza tym ostatnio bardzo dużo Leonków, a pamiętam, że zawsze byłam taka dumna, że tak mało dziewczynek z moim imieniem dookoła. Także na razie Bruno, zobaczymy co jeszcze wymyślę
Myślę, że będzie czarny i kosmaty po ojcu, to będzie pasować
Do usłyszenia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 października 2018, 18:37
Mily, spokojny, rodzinny dzień. Emil w super humorze, bo atmosfera istnie dzidziusiowa: spacerek, lezenie na macie turlanki i przytulanki na łóżku z rodzicami. Żadnych gosci, zadnych sklepow etc. Najlepsze? O 16 mąż zabrał Emila na spacer a ja zrobilam sobie kapiel. W wannie. Z odzywka na włosy, z goleniem nog, z peelingiem twarzy. Pierwsza wanna z pianą od porodu. Zapaliłam nawet świeczkę do aromaterapii. Odlot.
Jutro kończymy 25tyg 
Dzięki dziewczyny za wsparcie 
@anemic, nie za bardzo mogę odblokować ten kanalik,a wyciskanie nie wchodzi w grę,bo mam w tym miejscu pogryziony sutek tak, że jednym miejscu zrobiła się ranka...juz nie mam pomysłu...
@Marti, kurcze nie wiedziałam o tym jacuzzi...eh, mam nadzieję,ze nie się do nas nie przyplacze. W razie co pojade zrobić Młodemu badanie moczu.
Filipek zaczął pokazywał swój lęk separacyjny.Maz się śmieje ,że zrobił się Mamisynek z niego
,bo zaczyna piszczeć,gdy wychodzę z pokoju w którym on się znajduje- urocze to jest. Jak się do niego zbliżam i wyciągam ręce by go na nie brać,to tez je wyciąga do mnie 
Najlepsza zabawa to ukrycie się za stołem/lozkiem/kanapa i pojawianie sie-smieje się jak szalony.
Aaa no i właśnie, przez to,ze się dziś tak śmiał zauważyłam,ze jedynki już się całkowicie przebily, zaczęły już schodzić na dół i są widoczne gołym okiem, ale to nie wszystko,bo...ida mu równocześnie dwie górne dwójki!
chyba dlatego tak Dzieciaczek cierpi.Ciekawe kiedy zacznie znów ładnie spać...
Sobota w dresie. Nawet na chwilę nie wyszłam z domu. Trochę posprzatal am mieszkanie, powoli ogarniam rzeczy potrzebne i nie potrzebne. W ciągu miesiąca będziemy mieć nowe okna, tak samo ogrzewanie miejskie. Z mężem w tym tygodniu zaczęliśmy dopiero palenie w piecu.
Miewam różne dni, raz jest lepiej, raz gorzej. Potrafię nie zaglądać tutaj przez kilka dni, a innym razem sprawdzam kilkanaście razy dziennie czy są nowe wpisy do pamiętników.
Z mężem ostatnio też nie najlepiej, częste kłótnie, ehhhh... Szkoda gadać.
38 dc, a okresu jak nie było tak nie ma. Dzisiaj rano obudziłam się z delikatnym bólem brzucha, który nasilił się w pracy, ponad to pierwszy raz bolały mnie pachwiny (???). Myślałam, że a nóż widelec hrabina @ raczy się pojawić, ale oprócz kremowego śluzu nie mam nic.
Z Mężem podjęliśmy decyzję, że jutro jedziemy na badanie progesteronu i betę. Wyniki będę miała ok. 15 więc przed wizytą u dr Wojewódzkiego do którego wybieramy się po pracy. W ciąży na 99% nie jestem, ale chcę mieć podkładkę dla lekarza, żeby dał mi leki na wywołanie okresu.
Nie chcę czekać, naprawdę boję się, że tam w środku dzieje się coś niedobrego... Gdy dwa lata temu miałam torbiel to oprócz braku okresu nie miałam żadnych objawów.
A teraz? Codzienne bóle brzucha jakbym zaraz miała dostać @, zmęczenie i nachodzące bóle piersi. Dramat...
W tym tygodniu morale mi opadły. Tydzień obfitował w róże atrakcje - to dobrze ale ogólnie temat dzieci bardziej dobija. Może właśnie przez te fajne wydarzenia, paradoksalnie? Tak sobie pomyślałam, że takie będzie moje życie? Bez dzieci? Tylko wymyślanie sobie czasozapychaczy? 
#będziemyrodzicami: niiiic się nie dzieje, telefonu z OA nie było, w głowie szumi mi wpis jednej z forumowiczek skierowany do mnie - "nie przywiązywałabym się do terminu 3 lat oczekiwania na dziecko bo ja czekam już 5 i nic". Na pocieszenie przywołuję sobie przykłady 2 osób, które znam osobiście, które adoptowały w moim mieście w ostatnich 3 latach i na pewno nie czekali 5.
W tym tygodniu chciałam pisać o stylu życia. Mam 36 lat, dużo? mało? Ale dawniej mogłam robić cokolwiek - nie wysypiać się, nie jeść śniadań, nie pić płynów i była szybka regeneracja a teraz? Ewidentnie jak zaniedbam ww czynności to od razu klapa. Ok ja rozumiem upływ czasu i konsekwencje z tym związane ale nie za wcześnie to do mnie przyszło??
rany po laparoskopii już się prawie wygoiły. z tej z prawej strony i w pępku poodpadały już strupki. ta z lewej goi się źle. tam był dren, rana podsiąkała, była luźniej zszyta i teraz wciąż jest na niej strup, jest większa. ale już niedługo i ta rana się wyleczy, zostanie mała blizna.
a ja chciałabym, żeby nie wyleczyła się jeszcze.
znów zdradzieckie ciało twierdzi, że wszystko w porządku, kiedy zupełnie tak nie jest.
szkoda, że nie można zeszyć zranionej psychiki. może wtedy...?
Wczoraj rano kłótnia z mężem, a dziś rano już sex na zgodę. Nie lubię się z nim kłócić, tym razem ma rację. Zupełnie niepotrzebnie robię te testy i popełniłam błąd, że w ogóle zrobiłam ten owulacyjny.
Aplikacja w telefonie przypomina, że okres ma być we wtorek, ale raczej będę miała go w piątek albo jeszcze później. Nie nastawi się że nie przyjdzie wcale.
Chociaż dziś w nocy śniło mi się że zrobiłam test bo nie dostałam okresu, były dwie kreski i mówiłam do męża że boję się iść do lekarza. Mój umysł już wariuje...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.