Oczywiście negatyw. Wielka biel vizira i prawie fioletowa jedna kreska krzycząca: Ty glupia i naiwna, przecież to jasne że nie jesteś w ciąży, bardzo nie jesteś!

Nie będę czekać, w poniedziałek jadę po leki na wywołanie.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 listopada 2018, 08:21

Dziewczyny, jestem wlasnie na koszmarnym wyjeździe weekendowym u tesciow. Jestem tak zła na meza, ze zaraz wybuchne, ale musze tu pozory utrzymywac, bo przy tesciach nie chce awantur. Potem Wam napisze co i jak.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 3 listopada 2018, 08:57

Poranne , sobotnie lenistwo- tak,my jeszcze w łożku :p
Niestety dostalam @- po 46 dniach. Nowy zaczęłam 31 października. Ehh.
Wczoraj zrobiłam badania:
Lh 3.23
Fsh 5.14
Estradiol 12
Lh/fsh 0.65
Napisałam do dr ale nie odpisal,wizyta 30.11. Jak mi nie da leków to wracam do starej gin.

We wtorek mamy z mężem 10 lat wspólnego życia <3 winko będzie na pewno haha.
Trzeba robić śniadanko moim głodomorom i jedziemy na miasto ;)

Pinka. Piąty transfer 3 listopada 2018, 10:22

19dc

Znow musialam zagladac w kalendarz, sprawdzac ktory to dzien cyklu. Nawet mnie to cieszy. Wmawiam sobie, ze zalezy mi mniej..tiaaaa. No ale fakt ze brak monitotingu KAŻDEGO dnia pomaga.

Wiem to i jestem pewna, ze ten cykl jest stracony. Oczekuje miesiaczki, moglaby przyjsc szybciej wtedy zaczne brac clo.

Wczoraj moj ojciec przekazal "radosna nowine" moj kuzn zostanie po raz drugi ojcem. Malo by brakowalo a ich dzieci urodzilyby sie w jednym roku, bo jego zona urodzila niedawno. To jest ta sytuacja kiedy pisalam ze podczas moich 2 lat staran mozna urodzic dziecko i zajsc w nastepna. Moj ojciec jakby nie kumal naszej sytuacji. Z drugiej strony mialby ukrywac ta wiadomosc?

Mam dzis impreze zakrapiana alkoholem. Od dluzszego czasu unikam duzych ilosci alkoholu. Czasami lylne sobie piwko albo lampke wina. Czy skoro jestem pewna ze ten miesiac nie jest TYM miesiacem to moge sobie pozwolic na wiecej?


5 tyg po zabiegu.
(33dni)

Wygląda na to, że zbliża się okres, bo pojawiło się pierwsze plamienie.
Ten cykl po zabiegu chyba był owulacyjny i tak bo raz po raz mierzyłam temperaturę i po tym jak pojawił się sluz plodny temp skoczyła do góry. Gin.mi mówił na wizycie że jest dominujący pęcherzyk w prawym jajniku i chyba owulacja parę dni po tej wizycie wystąpiła. Nie żeby mnie to jakoś ruszało. Nie mam ochoty na serduszkowania wogole. Odpoczywam psychicznie. Rzadko tu zaglądam, bo po co. Abonament się skończył, więc nie zapisuje obserwacji, narazie mam to w nosie. Do starań wrócimy w grudniu. Narazie jest mi dobrze w tej blogiej nieświadomości i dobrze nie czytając o poronieniach, staraniach itd. Niestety ale musze:) Reset się udaje póki co.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2018, 10:32

adriette Dążąc do pełni szczęścia 3 listopada 2018, 12:27

11 dzień cyklu
Wczoraj byłam u gina. Przepisał mi dostinex na obniżenie prolaktyny, 1tabl. na tydzień przez 4 tygodnie. W piątym tygodniu kontrola poziomu prolaktyny. W związku z wynikiem amh (0,75) powiedział,że jest bardzo niskie, że nie chce mnie oszukiwać więc nie ma co stymulować płodności lekami tylko trzeba przejść do kolejnego kroku, czyli in vitro. Powiedział żebym powtórzyła badanie w innym laboratorium, bo zdarzają się pomyłki. Oczywiście powtórzę, ale chyba nie ma co się łudzić. Dał mi zestaw badań do wykonania przed procedurą in vitro. Tak naprawdę jestem zielona w temacie. Zdolowala mnie ta wizyta. Ogarnął mnie ogromny smutek i nie mogłam powstrzymać łez. Mąż mnie pocieszal, mówił że kocha i że przecież mamy siebie.Ze nie można się załamywać po pierwszych niepowodzeniach. On chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że mamy bardzo mało czasu.Wiem, że nie można tracić nadziei, że dziewczynom z jeszcze niższym amh się udało zajść w ciążę naturalnie, ale jakoś tak ta niepewność mnie zasmuca. Nie wiem czy nadal prowadzić obserwacje, mierzyć temperaturę czy wyluzowac z tym wszystkim. Pewnie będę walczyć mimo wszystko. Może jakoś bardziej zadbam o siebie, wprowadzę jakieś suplementy.Jakos tak to wszystko wiele mnie kosztuje. Wiem, że są dziewczyny, które są w gorszej sytuacji, nie mają w ogóle dzieci, wiem, że mogłoby być gorzej, ale i tak smutek jest.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2018, 12:29

17t+4d

Cztery dni po amniopunkcji. Trochę świruje. Jak tylko poczuję wilgoć następuje sprint do toalety.
Pocieszam się że przy luteinie takie atrakcje to całkiem normalne, przed amnio a nawet w każdej ciąży było tak samo a przy Brunku sączenie wód czułam zupełnie inaczej.

We wtorek wizyta w klinice w której miałam zabieg.

Muszę się też umówić na połówkowe. Ta ciąża mija jak szalona. Prawdę mówiąc to z chwilę czas na pranie i szykowanie wszystkiego. Dziwne tym razem się czuję. Niby wiadomą ciąży jestem ale chyba póki nie poczuję kopa to nie dotrze tak oficjalnie do głowy.

Miał być też szew na szyjkę ale jak się okazuje z szyjką czyste szaleństwo - w poniedziałek miała 6,5cm! szew więc odpuszczam i będziemy sprawdzać co wizytę czy się nie skraca. Może akurat wytrzyma do kwietnia.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 listopada 2018, 13:02

W skrocie: wczoraj rano pakowanie na weekendowy wyjazd na mojej glowie. A wiadomo, ze pakowanie na 2 dni nie rozni sie od pakowania na 2tyg. Wszystko trzaba zabrać dla dziecka. Latalam jak z pieprzem zeby wszystko dla siebie i malego ogarnac, jednocześnie zjesc sniadanie, nakarmic Emila, ogarnac chate, a maz w tym czasie spal, robil jeszcze na kompie cos do pracy, jadl sniadanko, pil kawke., siedzial sobie na kibelku. W koncu sie rozryczalam ze zmeczenia, bo noc tez byla ciezka a maz na to "czemu sie spinasz? Na spokojnie popakujemy i pojedziemy jak pojedziemy". Otoz nie. Z dzieckiem trzeba pore wyjazdu dostosować do drzemki etc. Na koniec hit: mielismy zabrac nasz lezaczek-bujaczek zeby Emila miec gdzie wsadzic na parterze w domu tesciow (kiedy my np obiad jesc będziemy). Wieczorem mowie: spakuj juz do samochodu lezaczek. On na to "on sie latwo sklada, wiec jutro rano". Rano w koncu wychodzimy a ja mowie "a lezaczek?". I okazalo sie NAGLE, ze jednak on sie TRUDNO rozkreca i tak w ogole nie ma juz czasu ani miejsca w aucie! Myslalam ze zabije. No k*** mac. Z tego wszystkiego nie zabralam kurtki (bo mamy hale garazowa wiec nie ogarnelam ze bez kurtki ide) ani folii na wozek (a dzis deszcz), ALE JA SERIO NIE MOGE MYSLEC O WSZYSTKIM!!! A jak przyjechalismy na miejsce to tez nie bylo lepiej... Cdn

Patrycja28 Z pamiętnika młodej żony. 3 listopada 2018, 18:23

Kolejny dzień czekania. Czekania na (nie)przyjście okresu. Cały dzień w pracy tylko o tym myślę, mam wrażenie, że te myśli owładnęły mną całkowicie. Ale nadzieja jest i to właśnie mnie nakręca. Dziś temperatura cały czas wysoko, szyjka też i taka rozpulchniona. Śluzu brązowego nie ma. Jutro testuję. Jak tylko rano nie obudzi mnie @ to robię test. Już dzisiaj mnie korciło. Ale nie chciałam robić tego w tajemnicy przed Mężem. Chciałam żeby przy tym był, bo jakby coś było nie tak, to znów powie, że zawsze test robię sama i sama płaczę, a tak to on będzie przy mnie. Ma rację. Choć dziś przed pracą zaszłam do sklepu i chciałam kupić coś dziecięcego, jakieś buciki czy smoczek. Chciałam obudzić jutro Męża takim oto prezentem, w ten sposób powiadomić go, że będzie Tatą. Jednak opamiętałam się, nie kupiłam nic, po prostu pozytywny test będzie najlepszym dowodem i modlę się, aby jutrzejszy dzień był kolejnym najpiękniejszym dniem naszego życia. Czy ja tak wiele wymagam?

Poza tym dziś skończył mi się okres testowy na ovufriend. Miałam nie kupować pakietu, ale jednak wciągnęło mnie to zaznaczanie wykresu, jakoś lepiej mi się tutaj patrzy na to niż np na aplikację w telefonie. Może wykupię na miesiąc?

EDIT !
Udało się ! Test zrobiony 4 listopada okazał się pozytywny ! Nie wiem nawet jak opisać nasze szczęście ! Przez przypadek usunęłam przekierowanie do pamiętnika na stronie ciążowej, ale tam będę go również pisała :) Cudzie trwaj <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2018, 11:19

Anuśla Musisz dać życiu szansę 3 listopada 2018, 19:17

Kolejna sesja. Trudno nagle zacząć gadać o tym co się czuję. Nie wiem czy ten rodzaj terapii do końca mi odpowiada. Na siłę szukałam sobie tematu przez cały tydzień, po czym właściwie nic mi nie wpadło do głowy. Pani psycholog powiedziała, że tutaj właśnie objawia się moja planowość, nawet na terapię przychodzę i chcę mieć plan, już teraz, żeby to się stało i pomogło. A to tak nie będzie. No ok, domyślam się, że nie. No ale jakoś poszło, skupiłyśmy się na uczuciu zazdrości. Że to nie jest coś złego, a ja się za to piętnuję. Czuję zazdrość kiedy przyjaciółka zajdzie w ciążę lub gdy uda jej się znaleźć pracę o jakiej marzyła, zazdroszczę siostrze, że bardzo dużo zarabia. Pani psycholog mówi, że większość ludzi tak ma. To dobrze, bo myślałam już, że jestem złym człowiekiem. Mój mąż na przykład nie zazdrości i widać, że szczerze cieszy się z innymi. No, ale ten typ już tak ma. Mówiłyśmy też o mojej chęci bycia najlepszą i tłumaczenia innych z wszystkiego i że to zaczęło się już we wczesnym dzieciństwie, ponieważ moja siostra była bardzo trudnym dzieckiem i były z nią problemy, to ja musiałam nadrabiać. Kiedy mówiłam o zazdrości przyjaciółce, która zaszła w ciążę, a potem poroniła dwa razy pod rząd, psycholożka zapytała dlaczego ściszam głos. No bo się tego wstydzę. Wstydzę się po prostu mówić o tych rzeczach gdzieś głęboko we mnie zakopanych, o których nawet mój mąż czasami nie wie. Zaczynam się stresować tymi sesjami. Czy to dla mnie? Ponoć tak jest na terapii, że są wzloty i upadki chęć rezygnacji, chyba zaliczam pierwszy dołek. W dodatku terapia kosztuje mnie 500 zł miesięcznie. To i tak nie tak dużo, bo standardowa cena to 200 zł za wizyte. Dam sobie jeszcze szansę, w końcu tak naprawdę terapia dopiero się zaczęła.

Dziś strasznie mglisto. My z M. uwielbiamy taką pogodę, poszliśmy więc do lasu pospacerować i porobić klimatyczne zdjęcia. Jakie to jest szczęście, że przekroczymy furtkę, przejdziemy ulicę i jesteśmy w lesie. To skarb taka lokalizacja mieszkania. I było super, no ale pożarliśmy się w drodze do domu, bo przypomniało mi się, że w poniedziałek jesteśmy umówieni do naprotechnologa i zapomnieliśmy odwołać wizyty, a nie pójdziemy, bo bez powtórzonego HBA to bez sensu, a nie wyrobiliśmy się. Wkurzyłam się, że zawsze ja muszę pamiętać o wszystkim, M. mógł mi przypomnieć żeby odwołać lub sam zadzwonić. Kurczę, mam wrażenie, że tylko ja walczę o to dziecko, a jemu tak naprawdę jest to obojętne. On nie słyszy tykania zegara biologicznego. No a M. wypomniał mi, że to ja o wszystkim zapominam, na niego zwalam i że nawet herbatę zawsze on musi zalewać, bo ja zapominam. No, biedny królewicz! Wkurzył się i poszedł się przejść a ja do domu łzy wylewać. Przyszedł, przeprosił oczywiście, bo ja przepraszać nie umiem. Ja wiem, że jestem nerwowa, bo myślę już o świętach z jego rodziną i jego piękną siostrą, która przyjedzie zza granicy z mężem i dwójką małych dzieci. I o opłatku, przy którym padną życzenia wiadomo jakie, tak mi się przynajmniej wydaje. A niech se w dupę wszyscy włożą życzenia. Nienawidzę tego zwyczaju, i tak to się nigdy nie sprawdza.

A, no i na dodatek miałam dzisiaj lekko widoczne plamienie. 14dc, zrbiłam test owulacyjny ClearBlue, żeby sprawdzić czy to plamienie owulacyjne. Ale owulki nie ma, zresztą czułam, że była kilka dni temu. Więc WTF, coś mi się pieprzy? Prolaktyna podwyższona, zamieniłam bromek na castagnus, może to dlatego?


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2018, 10:39

Jaś 3900, 56cm, 04.11.2018 g.1:30
Akcja ekspresowa - 4h (21.30-1.30)
Ten sam pokój co Witek, ta sama położna... i nawet finał ten sam - stołek i mąż za plecami. Przyssał się od razu jak pijawka, będzie żarłok. Teraz przysnął i ja też zasnąć spróbuję. Witaj na świecie Synku!
P.s. Wody poszły dopiero przy 9 prawie 10cm. Ale z takim chlustem, że ho ho ho ;) A na wejściu do szpitala 'tradycyjnie' rozwarcie 8cm.

Jutro wizyta. Będzie ostateczna decyzja w sprawie porodu. Choć moja dr skłania się ku naturalnemu. Twierdzi że dam radę bo choć zawsze byłam szczupła z wąskimi biodrami, to miednicę mam całkiem w porządku. A ja się tak bardzo boję. Orientuję się jak wygląda poród, ale mimo wszystko niesamowicie się stresuję. Wiem, że boli i ja wyjątkiem nie będę. Bardziej boję się, że sobie nie poradzę i wystąpią komplikacje. A zdrowie synka jest najważniejsze.
A z drugiej strony, tyle przeszłam w trakcie starań i dałam radę, to z porodem sobie nie poradzę?
A co do bólu to do tej pory żaden ból fizyczny nie równał się z tym psychicznym cierpieniem, z tym rozdzierającym bólem serca, który towarzyszył mi przy kolejnych niepowodzeniach.
Synku mama da sobie radę, już niedługo się zobaczymy.

NIEDZIELA
byliśmy wczoraj u koleżanki obejrzeć jej 4 miesięczne dziecko. Jaki słodziak <3 zakochałam się :) bawiłam sie z maluszkiem cały dzień, nosiłam na rączkach, ono się tak cieszyło... uroczy dzidziuś :) i niby było ok, cieszyłam się bardzo z zabawy z nim, a potem... poryczałam się w domu :( smutno mi, bo zbiegło się to z moim terminem @, zaczał mnie boleć już brzuch wczoraj, śluz też zaczyna powoli ciemnieć... Dziś powinien być 1dc, zrobiłam test - oczywiście ulubiona wszystkich staraczek biel wizira... no bo co innego mogłam zobaczyć :( jeszcze tylko lada moment czekam aż zobaczę plamki krwi na papierze... ech tak strasznie mi smutno :( a dziś... idziemy znowu do drugiej koleżanki z 2jka dzieci... mąż stwierdził wczoraj, że jestem masochistka... no ale wszystkie moje koleżanki mają dzieci więc musiałabym nikogo nie odwiedzać, z nikim nie utrzymywać kontaktu, a tak się nie da przecież :( to nie ich wina, że im się udało a my mamy problem... dziewczyny jak zatrzymać miesiączkę, żeby jednak nie przyszła? :D może jakieś czary, modły, cośkolwiek? :D

18dc
W tym miesiacu znowu zaczelam brac estrofem. Niestety, bo jakby dobrze bylo zaczelabym protokul w poprzednim cyklu, mialam Torbiel, a przynajmniej "MIALAM " niech bedzie dobrym okresleniem.
Lekarz nie wie czy to zbieg okolicznosci czy moze po leku... takze zobaczymy, co wyjdzie w badaniu podczas @. Mam nadzieje, ze nie bedzie torbieli I wszystko potoczy sie w jak najlepszym kierunku.
Pozostaje czekac I miec nadzieje.

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 5 listopada 2018, 11:02

5 dc., od 3 biorę już Lamettę, jutro wchodzi clo. Jedyne na co teraz czekam, to znowu ten ogromny ból podbrzusza, jak ostatnio. Jak boli to ponoć bardzo dobrze, więc niech napierdziela ile sił ;) Będę o tyle spokojniejsza, że już wiem czym spowodowany jest ten ból, bo wtedy się trochę przestraszyłam, a gina nie uprzedziła.
Trochę się martwię, czy w tym cyklu będę miała szczęście i pęcherzyk urośnie, przecież to nie powiedziane.
Tak jak od 1 cyklu starań czułam duże napięcie związane z ogólnym zachodzeniem w ciążę, tak teraz troszkę przeszło. Wciąż zależy, ale nie jestem już taka "napędzona" w myślach z tym związanych :) Nie przeglądam codziennie forum, nie wchodzę na ovu kilka razy dziennie, zapominam o nim na kilka dni. Tak sobie też myślę, czy by nie zrezygnować z abonamentu i wykresów, a pozostać tylko przy pamiętniku i forum. Temperatury nie mierzę, na owulację nie ma co patrzeć, bo i tak jestem monitorowana, to ovu potrafi wskazać zupełnie inny dzień, testom owulacyjnym już nie wierzę, poza tym przy monitoringu nie mają aż takiego znaczenia. Prowadzenie kalendarzyka jest dla kobiet, które nie znajdują się pod opieką lekarską i pod ciągłym USG... Wydaje mi się to wszystko bez sensu po prostu.
Wszystkie objawy odpuściły. Nie jestem już wzdęta jak balon, nie mam problemów żołądkowych i tak często nie chodzę siusiu. Domyślam się, że szczególnie to ostatnie mogło być spowodowane wzrostem macicy i uciskiem na pęcherz. Zmieniam trochę taktykę i już nie będę prowadzić dogłębnych obserwacji ciała. Zrozumiałam w końcu, że PCO to nie normalny cykl zdrowej kobiety i tu wszystko może być zmienne i popieprzone, a najważniejszy jest monitoring i to co realnie dzieje się w środku, a nie domysły. I zamierzam iść na USG również po zastrzyku, upewnić się, że co miało, to pękło.
Już kilka dni temu zaczęłam czytać książkę "Wylecz PCOS". Autorka zapewnia, że z jej 21-dniowym planem ćwiczeń, odżywiania i sposobu postępowania pomoże wyeliminować objawy choroby. Póki co nie doszłam do rozdziału planu, najpierw tłumaczy podstawy, co to jest i z czym to się je, ale wydaje się sensowna. Pocieszający jest fakt, że autorka mająca przed diagnozą bardzo brzydkie objawy PCOS i wszystkie możliwe skutki uboczne z tym związane dziś ma 3 zdrowych dzieci, czuje się i wygląda zdrowo. Jak dobrnę do konkretów na pewno się podzielę radami :)

29 DC/ 13 DPO.
Hej @ nadal brak, tempka się trzyma. Może i wpadliśmy?? Wczoraj wieczorem już w śluzie coś się pojawiło ciut ciemniejsze, dziś już czysto. Zobaczymy. Jutro jak rano tempka będzie wysoko to kupię test i zrobię popołudniu bo jadę na zakupy. Ale wydaje mi się że jutro przyjdzie. W sumie przed ciążą miałam cykle po 28-31 dni a teraz się skróciły do 27 dni więc może teraz już się będą stabilizować? Jak by się okazało że jestem w ciąży to chyba nici z lotu bo w ciąży chyba bym się bała. No ale póki co czekam.
Synek śpi już półtorej godz! błoga cisza :D W sumie to mi się nudzi, wypiłam ciepłą kawę, w tv jak zwykle nic nie ma... rosołek dla małego gotuję na obiad.
Zauważyłam że mały mocno mi wyhamował z rośnięciem. Tzn wagowo jest na 50 centylu cały czas ale chodzi mi o ubranka. Już dwa mc mamy 74 rozmiar i nadal są dobre. fakt że nosi dużo z lidla a tam rozmiarówka łamana. I to trochę wkurza bo nie wiem jaki rozmiar kupować z innyj marki np z pepco, a tam teraz takie super ubranka. No ale biorę na 80 i 86. I leżą już zapasy w szafie.
Zmieniłam pieluchy. Do tej pory używałam pampers premium care. Ale już zapas się kończył, nie ma fajnej promki na nie i kupiłam DADA premium rozm 4 w biedronce za 100 szt 45 zł. I jestem zadowolona. Są miłe, dobrze pasują, mały w nich trochę pochodzi bo ma spory zapas. Mają wskaźnik nasikania, kupa nie wyszła bokiem. Jestem na TAK po za tym są o prawię połowę tańsze niż pampersy. Żałuję że wcześniej nie kupowałam dady. zaoszczędziło by się sporo kasy. No ale mam już teraz nauczkę. A pieluchy jeszcze będą używane pewnie min rok? Więc już teraz będą oszczędności :) A i przy następnym już od początku będą DADA.
O moje maleństwo się obudziło. Uciekam robić kaszkę! :)
Buziaki! :)

Wczorajszy podglad jajek i zawód: lewy jajnik nie zareagował na stymulację, mam tam jeden pecherzyk. W prawym lepiej bo siedem 18stek. Pani doktor powiedziała że jak na moje amh to jest bardzo dobrze i na więcej nie liczyła. No więc trzymam się kurczowo dobrych myśli choć nie powiem, mam ogromnego cykora przed jutrzejszym pick upem i całym nadchodzącym tygodniem niepewności!
Biorę L4 więc zamierzam sobie dogadzac wszelkimi możliwymi sposobami :) wczoraj kino (i zastrzyk z pregnylu w kiblu, haha), dziś koncert. Wszystko żeby nie myslec za dużo i się nie stresować.

trzymajcie kciuki...

Adaś ma bostonkę, ale na szczęście przechodzi bardzo łagodnie. U nas od czwartku teściowie, więc wybawiony tak, że wieczorami pada ze zmęczenia. Bardzo się cieszę, że pomimo odległości (teściowie mieszkają 800km od nas, więc widujemy się 4-5 razy w roku) ma z dziadkami taką fajną więź :)

Czuję maluszka często i wyraźnie, więc i humor od razu mam lepszy :)

Jeszcze tydzień do połówkowego. Nie mogę się doczekać!

Z rzeczy mniej optymistycznych: uparcie od 3 tygodni męczy mnie kaszel. Lekarka, u której byłam, stwierdziła, że to wirus, a tak w ogóle to według niej ciężarnych się nie leczy, bo nie ma leków bezpiecznych w ciąży. Ponieważ nie kojarzyła również, do czego służy kod B na zwolnieniu nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia. Od środy mam mieć prywatną opiekę medyczną z pracy męża, może uda mi się umówić do bardziej sensownego lekarza.

#będziemyrodzicami: W tym tygodniu wizyta z OA! Do kwalifikacji i adopcji dłuuuuuuuuuuga droga ale każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, prawda? Ucieszyłam się, że osoba dzwoniąca miała przyjazny głos. Wrażenie co do drugiej osoby jest bardzo ważne. Trochę się denerwuję.

Refleksja z ubiegłego tygodnia - dobrze wychodzić do ludzi. Od kilku miesięcy nie miałam ochoty, teraz trochę mi lepiej. Spotkałam się z jedną grupą znajomych, gdzie było aż 4 małych dzieci i miałam obawy czy nie będę cierpieć po tym spotkaniu ale okazało się, że nie. Hmmm nawet pojawiła się myśl czy ja aby na pewno mam w sobie instynkt macierzyński...? Może chcę dziecka dla samej idei? Druga grupa znajomych była bezdzietna więc nie trzeba było się martwić o takie tematy. Jak spotykam osoby bezdzietne w moim wieku lub starsze to trochę się pocieszam tym, że oni jakoś też muszą żyć.

Przy okazji chodzenia na cmentarze oglądałam małe dzieci. W OA mamy szansę (pewności nie ma) na kwalifikację do adopcji dziecka 0-2 lata i o ile początkowo miało być, że tylko niemowlę i koniec kropka to teraz kiełkuje we mnie odczucie, że mogę pogodzić się z tym, że dziecko będzie miało np 1.5 roku, to też są maluszki, może jeszcze będzie dało się je przekonać żeby nas pokochały?



Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2018, 12:41

Mam dzisiejsze wyniki! 💜

23099-C81-5-A1-B-4-A39-A459-DF0381-C52-B78.jpg

💜💜💜💜💜🙏🏻🙏🏻🙏🏻🙏🏻

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)