Bergamutka, książka z podglądaniem dzidziusia to Puk, puk, jest tam kto? W brzuchu naszej mamy Jo Witek.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4343920/puk-puk-jest-tam-kto-w-brzuchu-naszej-mamy
Tekst mi nie podszedł, jak na mój gust za sentymentalny i przesłodzony, ale ilustracje bardzo fajne i mój dwulatek uwielbia otwierać okienka i zaglądać do coraz większego malucha 
24 dzień cyklu
Miałam wyluzować, zdystansować się. Nic bardziej mylnego. Wkręciłam się jeszcze bardziej, do tego stopnia, że nawet zrobiłam dziś test. Oczywiście negatywny, bo jakby inaczej. A wszystko przez temperaturę. Dziś 10 dzień po owulacji. Temperatura od dnia owulacji stopniowo rośnie z jednodniowym spadkiem w 5 dniu po owulacji. Już nawet nie wiem kiedy spostrzegłam, ze temperatura się podnosi cały czas, wczoraj czy wcześniej, ale codziennie rano z duszą na ramieniu spoglądam na termometr. Podczas wcześniejszych cykli miałam zygzakowate wykresy, tym razem sukcesywnie temperatura pnie się do góry. Okres powinnam mieć na dniach. W poprzednim cyklu był to 24 dzień. Ale tak się wkręciłam, że oczami wyobraźni już widziałam się w ciąży. Już sobie myślałam jak to będzie w pracy i w ogóle. Objawy ciążowe też by się znalazły, ale bywały i wcześniej. Zatem nic nowego. Już zaczęłam planować, ze zrobię test w poniedziałek rano żeby wiedzieć czy brać dostinex czy nie, bo przecież w ciąży trzeba odstawić. Już nawet rozważałam wstąpić do apteki po jakiś solidniejszy test ciążowy, bo te z allegro, które mam w domu może nie takie czułe. Ostatecznie nie kupiłam, ale będąc w domu stwierdziłam, ze może jednak zrobię ten test dziś, co prawda po południu, ale przecież już 10 dpo, więc może już będzie wiarygodny. Oczywiście test biały, bez najmniejszego nawet cienia. Na wszelki wypadek jeszcze zostawiłam, a nuż cudem coś się pojawi.Oczywiście w to nie wierzę, jestem też zła, że nie wytrzymałam z tym testem, że znówdopadło mnie nakręcanie się, obsesyjne oglądanie po kilkanaście razy w ciągu dnia wykresu,analizowanie, przeglądanie forum. Masakra jakaś. te starania ciążowe odbierają mi rozum. Dziś miałam nowy pseudociążowy objaw, a mianowicie odbijanie.
1 DC
Długo mnie tu nie było, bo trochę się działo. Kupiliśmy dom, dom z marzeń a później urządzaliśmy się w nim. Mamy dom i dalej pustkę w sercu. I tyle pokoi do zapełnienia. A ja tracę nadzieję, że się uda. Właśnie dostałam okres po 5 już próbie insyminacji. Po drodze zaliczyliśmy hiperstymulację i przerwę w staraniach ... no i zero ciąż! Podchodzę do tej 6 próby IUI, bo właściwie tego wymaga ubezpieczyciel żebyśmy mogli później mieć trzy procedury in vitro refundowane. Ale nie mam już za grosz nadzieji. Ogólnie moje w miarę pozytywne nastawienie wyparowuje z każdym dniem. I siedzę w tym domu z marzeń, bo nie mam ochoty wychodzić do ludzi, i myślę, że po co nam on skoro może nigdy go nie zapełnimy...
Jest na świecie jakaś ostateczna sprawiedliwość. Moje 3 miesięczne dziecko śpi więcej, niż w czasach kiedy miałą 3 tygodnie. Za dnia. Zdarza jej się ciągiem przespać ciurkiem od 2,5 do 5 godzin. Czasem są 2 drzemi po 2,5 h, czasem 2-3 małe i jedna popołudniowa długa. I nie wiem,czy to dobrze, że zasypia nam o 17. Raz spała do 21:30 i wykąpałam ją, trochę się pobawiła i poszła spać na noc. Wczoraj spała od 17 do 20.Po kąpieli pobawiła się znowu, zjadła i poszła spać na noc. Wstawała tylko zjeść (udało mi się wstrzymać imprezkę o 4 bo zaczeła się śmiać podczas zmiany pieluchy
) i tak zgramoliłyśmy się ostatecznie przed 9.
Uff, jak dobrze, że dała mi odespać bo myślałam już że wyląduję w Tworkach.
Kłóciłam się z mężem o głupoty zamiast miło spędzać czas, naskoczyłam na niego jak mi wywalił zakupy na blacie kuchennym wprost na mój świeżo wyparzony laktator w częściach (odciągam codziennie pokarm do leków i zapasów). Dostałam wkurwa jak zaczął wypominać bałagan w pralni. Wiem, że jest bałagan ale nie daję rady ogarnąć wszystkiego pod linijkę. Wiem, że dom nowy i ładny i chce żeby było ładnie, ale czasem albo brak czasu alby sił i trzeba odpuścić.
Jakie to głupie. Masz wymarzony dom a w nim największe Szczęście, którego uśmiech rozwiewa najgorsze myśli a kłócisz się o ścierki.
Jak mam chwile zwątpienia to małż już się nauczył, że trzeba mnie przytulić i pocieszyć, bo zdarza mi się zwątpić we wszystko co robię. Zauważyłam też, że mamy często
na zgodę. Mój stary ma okropne libido i chciałby 2 razy dziennie, a ja czasem nie wyrabiam. Sam przyznał, ze potrzebuje. Jak jest za długa przerwa to robi się zgryźliwy, jak stary dziad.
I przyznał, że nie może patrzeć na mnie, kieyd chodzę smutna i niezadowolona. Że zmieniłam się po urodzeniu dziecka. Eh faceci traktują zbyt osobiście niezadowolenie swojej kobiety. Nie rozumie chyba że jestem szczęśliwa, wdzięczna za to co mam. Że mimo, iż jestem chorą antylopą z worodznym przerostem nadnerczy urodziłam zdrową dziewczynkę. Donoszona, zdrowa ciąża mimo sterydów. Dziecko bez zmionionych narządów płciowych (tego się bałam jak cholera). Czekałam na ten moment w życiu.
Jeszcze myślę jak pogodzić to wszystko z życiem zawodowym. Klienci ciągle dzwonią i piszą wiadomość. Myślałam, że zapomną o mnie kiedy to podjęłam ryzykowną decyzję o natychmaistowym przejściu na L4 w ciąży, dla dobra małej istoty. A niepotrzebnie się bałam. Bo nawet w aptece mnie zaczepiają obcy ludzie w kolejce i pytają czy można się do mnie zapisać. Chyba jednak nie jestem tak do końca anonimowa (to jednak małe miasta a nie stolica)
Nie wiem, czy nie wrócę na zasadzie działalności on-line. Przy Malej wchodzą w grę tylko elsatyczne godziny pracy.
W przyszłym tygodniu mam już 2 wykłady. W tym jeden duży. Odwykłam. Mam stres. Ale prędzej, czy później będę musiała wrócić. Wyjść z domowej strefy komfortu. Zwłaszcza, że obiecałam sobie, że będę niezależna finansowo bo pieniądze dają wolność pod jednym warunkiem - że są twoje (cytując doktoranię). Jeśli śledzicie moje wpisy to już możecie się domyślać o co chodzi.
Antybiotyk przedłużony o 3 dni bo powoli się uszko leczy. Ja na L4 opiekuńczym cały przyszły tydzień i dobrze, bo czuję się fatalnie. Nie mam gorączki, ale węchu też (smak mam). Aż mnie brzuch boli od kaszlu. Kurczę mam nadzieję że nie Covid bo nie bardzo miałam gdzie się zarazić nawet, a w przyszłą sobotę mam 2 dawkę Pfisera....jak żyć. Nie chorowałam przez ostatnie lata w ogóle 😰
Haneczka skończyła dzisiaj 6 msc.
Ostatnio ciężki czas za nami. Myślałam, że to zęby, ale to chyba był skok rozwojowy. Z resztą nadal ciężkawo. Głównie noce- są takie, że przesypia je na rękach- i nie na kangurka,tylko przy piersi- wystarczy samo przystawienie i zasypia, ale odłożyć się nie da. Czasami rano mam wrażenie, że jestm na rauszu- kręci mi się w głowie, słabo mi- jak po grubej imprezie 
Dni też różne- raz lepsze raz gorsze. Ostatnio zrezygnowała z karmienia przed spacerem/drzemką o 11-12. Miałam w piątek trochę załatwieni, podrzuciłam ją siostrze. o 11 Siostra dzwoni, że musze wrócić bo Hanka chyba jest strasznie głodna...zjadła pierś jakbym ją głodziła z tydzień. Sobota, niedziela znowu bez karmień.
- płynnie odwraca się na brzuszek
- zaczęła podnosić pupę
- wysoko i długo utrzymuje się na wyprostowanych rękach
- pojawiły się nowe dzwięki, chętnie się śmieje, łatwo ją rozśmieszyć
- uwielbia kota- woła go co jest strasznie śmieszne, a jak się schowa to się denerwuje 
- kąpiel jest szaleństwem- jestem mokra-cała
- zmienia drzemki- po południu chodzi spać godzinę wcześniej- zaczyna spać po 45 min
- gondola robi się mała
- ubranka 68 mamy takie na akurat
- jest bardzo towarzyska- lubi ludzi
- kupy nadal 1 na kilka dni
- pięknie pije wodę z dodiycup- łapie za uszka, trzeba jej przychylać, ale słychać jak przełyka, bardzo to lubi
- przy posiłkach zaczyna się wkurzać w leżaczku i czasami biorę ją na kolana- pcha ręce do talerza, ciągnie obrus
Mieliśmy zacząć rozszerzanie diety dzisiaj, ale od kilku dni nie robiła kupy i poczekam, aż zrobi, żeby w razie W mieć jasność dlaczego dokucza brzuszek. Dzisiaj wypiła ssporo wody, mam nadzieję, że ruszy.
Zdecydowałam na BLW, ale nie będę gardziła papkami- choć będę robić sama.
Miałam i ja ciężki czas. Ale czas skończyć to użalanie się nad sobą bo powodów nie mam. Tzn może mam, ale sama mogę zacząć coś działać żeby ich nie było. Narzekanie do nieczego mnie nie doprowadzi, a truje mnie od środka.
Z D. zaczynamy rozmawiać- na razie są to ostre wymiany zdań i żali, ale między tym pojawiają się rozmowy "treściwe".
Teraz jak Hanka wybudzała się po milion razy nie było nawet jak pogadać o codziennych sprawach, nie mówiąc o poważnych.
W sobotę skończyłam 33 lata.
Poszukujemy spacerówki- przód/tył, daszek xxl, i najważniejsze- po złożeniu musi być w miarę mała. Jeżdżę subaru impreza- i on w sumie nadaje się gównie na imprezę żeby do bagażnika szpilki włożyć 
A, spadam z wagi. Starczyło nie żreć tyle czekolady.
Zastanawiamy się nad zapisaniem się na basen dla niemowlaków. Raz, że miałabym kontakt z mamami z okolicy, dwa Hanka mogłaby się socjalizować no i być w żywiole. Trochę mnie tylko przeraża to "ogarnięcie" się po basenie- suszarka, ubieranie itd. Hania nienawidzi się ubierać- zaraz po założeniu body się zaczyna denerwować.
Zaczynam też ogarniać i siebie bo na prawdę czas przestać spać w piżamie do karmienia rozciągniętej do granic możliwości- choć jest to opcja nadal kusząca 
MIałam jeszcze popisac ale się wybudziła 
Dzisiejszy dzien.. masakra.. jajniki bola dalej, ale jednak troszke mniej.. Zwleklam sie dzisiaj po nocce na silownie I zalowalam ze tam poszlam(chyba pierwszy raz w zyciu). Nie mialam ani sil do cwiczen,ani checi.. trening odbebnilam I wrocilam do domu pod kocyk
obecnie jestem w pracy od 22-6 I weekend
Maz wraca z trasy (jezdzi na ciezarowce 4-5dni w tyg) weekendy zawsze sa nasze wiec humor wraca na wlasciwe tory :)W nastepnym cyklu wybiore sie chyba do ginekologa, ale gdzies przeraza mnie wizja wizyty u ginekologa tu w UK
ehh... Ja chce do Polski ;(((((
@@@@@@
Obudziłam się już z ogromnym bólem brzucha, wzięłam proszek i wytrzymam
. Miesiączko dobrze że jesteś

Od jutra zaczynam brać Lamette 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2018, 08:16
20 tydzień (19t 1d)
Ja to nie mogę mieć chwili spokoju w tej ciąży. Ciągle coś. W zeszłym tygodniu ukruszył mi się ząb, który był dawno temu leczony kanałowo. Poszłam do dentysty. Generalnie spiłowała go do połowy i powiedziała, że najlepiej odbudować go protetycznie, bo wypełnienie nie będzie się trzymać. Nie mogę się tym teraz zająć, bo trzeba by zrobić zdjęcie rtg itp. No to chodzę sobie ze ściachraną szóstką i boję się, że jednak do porodu nie wytrzyma i trzeba będzie usunąć, a potem pewnie implant, bo kto "bogatemu" zabroni...
Oczywiście to nie wszystko. Na ostatnim wymazie z pochwy wyszedł mi grzyb i jeszcze na dodatek bakterie E. coli. O ile grzyb, to pikuś, to bakteriami już się przejmuje. Na szczęście moja ginka reaguje błyskawicznie, od razu zadzwoniła z wynikiem i informacją, że recepta czeka już na mnie w przychodni. Byle by tylko leki zadziałały, bo już też się naczytałam, że to cholerstwo czasami trudno wytępić.
I tak sobie żyję w dwupaku od infekcji do infekcji i naprawdę już mi ręce opadają
.
24dc
Bez sensu... Temperatura leci na łeb na szyję. Do tego dostałam Wczoraj plamienia. Nigdy coś takiego mi się nie zdarzyło. Nie rozumiem...
Witam studiuję i piszę pracę magisterską pt ''Wpływ zapłodnienia pozaustrojowego na relacje w związku partnerskim z punktu widzenia kobiet''. Zapraszam Panie do wypełnienia ankiety w linku: http://www.ebadania.pl/ffd46cea6365341c Dziękuję za poświęcony czas
Kolejna sesja. Zawsze na początku nie wiem o czym gadać. Tym bardziej, że o dziwo miałam dobry humor. To dziwne, bo sesja była dzień po @. Może już się uodparniam? Chyba najważniejszy temat jaki na tej sesji poruszyłyśmy to moja wizja ciąży i macierzyństwa. Wyidealizowana do potęgi ętej. Jak to widzę? Zachodzę w ciążę, szalejemy ze szczęścia, mówimy rodzicom, wszyscy płaczą no i ogólna euforia. Potem sukienki ciążowe, dumne chodzenie z brzuszkiem, szkoła rodzenia. Poród mnie nie przeraża, bo z powodu naczyniaka, którego mam w pachwinie i wardze sromowej, poród naturalny nie wchodzi w grę. Przygotowujemy pokój dla dziecka. Łóżeczko jest troszkę w korytarzu. Mamy małe mieszkanie i łóżko zajmuje całą sypialnię, łóżeczko się nie zmieści, a w salonie go przecież nie postawimy. No więc stoi w przejściu między sypialnią i kuchnią. Białe, z IKEI. Na ścianie kolorowy napis WIKTOR lub MELANIA i obrazek z aniołkiem stróżem, namalowany przez moją ciocię. No i cotton ballsy. Spacery z wózkiem po parku. Jesteśmy szczęśliwi, spełnieni, mijamy ludzi, rozpiera nas duma: jesteśmy rodzicami!!! M. wychodzi do pracy, a my się bawimy, doimy cyca, dzidzia się śmieje, ja ją całuję. Jeździmy w góry, dziecko w foteliku na plecach, już nawet widzę te zdjęcia.
No i się trochę popłakałam. Teraz. W pokoju u psychologa nie płaczę. Nie opowiadam swojej wizji tak dokładnie, bo bym się rozkleiła. Pani psycholog mówi mi, że ten obraz jest wyidealizowany, zafałszowany. Ja na to, że nie mam innego. Że walające się zabawki, zarwane noce i dodatkowe kilogramy to dla mnie nic w porównaniu z tym co przechodzę. Że koleżanki z pracy, które narzekają, że spały 4 godziny mnie wkurzają. Ja czasami też tyle śpię, a nawet mniej, bo myślę o tym dlaczego spotkał nas taki los???
Ale oczywiście psycholog ma rację. I w sumie mnie trochę zszokowała ta moja wizja, że faktycznie taka idealna i że ja się nigdy nie zastanawiałam nad tym, że maluję sobie idealny obrazek.
Czy wy też tak widzicie ciążę i macierzyństwo?
A z tematów staraniowych to czekamy na wizytę u naprotechnologa 30.11. W grudniu planuję zrobić NK i KIR, bo teraz kasy już nie ma i muszę immunologa przesunąć. Jakiś instynkt mi podpowiada, że coś bęzie z tą immuno.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2018, 20:13
17 L I S T O P A D A - ŚWIATOWY DZIEŃ WCZEŚNIAKA
Małgosia i Szymon - 30tc... 1380 i 1780g.
Szpital na Żelaznej uratował moje dzieci... Cudowny szpital, cudowne położne, zawsze będzie w mej pamięci. Ukłony po pas.
Uwierzcie, nie ma lepszego szpitala.
2 DC
Moje plany towarzyskie na ten cykl:
25 listopad rozkladanie nog do monitoringu do ostatniej już 6 IUI
28 listopada spotkanie z naszym lekarzem w sprawie omowienia, wprowadzenia i zaplanowania in vitro.
Pewnie dla niektórych to pesymizm dla mnie czysty realizm (po 9 nieudanych próbach), ale za grosz nie wierzę w powodzenie ten ostatniej próby. Ostatnio sugerowałam mojemu ginekologowi czy nie moglibyśmy tego olać i przejść do konkretów. No, ale niestety takie wymogi ubezpieczalni w NL. W końcu jestem młoda (31 no prawie 32) i nic totalnie mi nie jest (oprocz chorej glowy). Czekam trochę z nadzieją na to in vitro, a z drugiej strony się boję. To taka próba ostatniej szansy. I co potem? Przed ciązą często powtarzałam, że jak nie uda nam się mieć dzieci to skupię się na karierze i będziemy podróżować po świecie. Teraz nie wyobrażam, że moglibysmy byc bezdzietni. W końcu już jednego aniołka mamy teraz chcę tulić żywe, nasze dziecko. Kiedyś podjeliśmy wspólną decyzję, że adopcja odpada bo się do tego nie nadajemy. I to in vitro to taka ostatnia szansa. Z jednej strony patrze z nadzieją a z drugiej z przerażeniem na to wszystko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2018, 11:34
To mamy 18dc i...owulka! Wczoraj estradiol 353!! dzisiaj test pozytywny! No ale żeby nie bylo za dobrze- mam jakąs infekcje...mam masć,globulki..ehh zobaczymy.
T. W środę jechal na 2 dni na spotkanie słuźbowe i w środe Pola dostala kataru. Biedna,leciało jej z noska i do tego mówila,źe boli ząbek. Wizytę mamy 5 grudnia póki co a katar na szczescie na drugi dzień o wiele zelżał. Pola jak choruje to raz w roku przed Mikolajem
o!
Prezenty dla Poli i chrześniaka juź mamy-dla Poli poszaleliśmy i my i babcia z siostrą-ale gdzie my to pomieścimy to nie wiem ;p
Pola łobuziak,ale kochany
poglaszcze,nakarmi,zatroszczy się.. zadania super rozwiazuje,uwielbia zagadki i szlaczki! Kolorowanki tez staly sie fajne 
Kocham 
25dc
Bóle podbrzusza jakby co raz mniejsze, przypominające trochę jak na miesiączkę.. Zauważyłam, że w drugiej fazie cyklu moje treningi są dużo delikatniejsze.. nie robię ćwiczeń na brzuch, przysiadów i ciężkich ćwiczeń. Idę po prostu dla własnego zdrowia psychicznego i robię delikatne ćwiczenia na maszynach z małym obciążeniem.. Bo wiadomo, jeżeli to akurat TEN cykl to nie darowałabym sobie gdyby coś złego się wydarzyło..
Mój mąż wrócił, jutro po południu znowu wyjeżdża, a ja na nockę lecę.. Śmieszy mnie jak tu w UK praca różni się od prac w PL. Tutaj czasami siedzę na tym biurze, zrobię co mam zrobić i siedzę sobie bezstresowo (np na Ovufriend
) W Polsce jak pracowałam na podobnym stanowisku (w firmie transportowej) to 8h pracy nie wystarczało na ogarnięcie wszystkiego.. No i wiadomo pieniązki lepsze, a że wymyśliliśmy, że chcemy dom wykończyć bez kredytu, to trzeba trochę tu posiedzieć.. Tęsknię za domem, za Polską.. Już chciałabym urządzać nasze gniazdko..
Czasami się boję, że niepotrzebnie kupowaliśmy dom z 3 sypialniami, boję się że nigdy nie zostanę mamą i będą stały puste...ale ciągle wierzę, gdyby nie wiara bym chyba oszalała.
Miłej niedzieli!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2018, 08:10
"Żyjemy przecież po to, żeby się rozmnażać. Rozmnażanie jest konieczne, by zamknął się krąg życia. Rodzimy się, rozmnażamy, wychowujemy potomstwo, umieramy, nasze potomstwo się rozmnaża, wychowuje swoje potomstwo i samo umiera. Pokolenie za pokoleniem – narodziny, życie i śmierć. Piękny krąg, w którym nie ma miejsca na wyrwę. Tymczasem… ja jestem tą wyrwą. Urodziłam się. I tyle – pewnego dnia po prostu umrę. Stoję poza kręgiem życia, patrząc, jak świat wiruje, a ja tkwię w miejscu." - Wszystkie nasze obietnice
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2019, 17:32
Dziewczyny kochane, jestem u mamy. Jest extra ale robie sobie maly detox od internetu i telefonu. Przebodzcowana jestem haha. Ale bede zagladac do Was na bank, tylko troszke rzadziej.
Nie wiem czy czekać na @ czy liczyć na późną owulację. Mój organizm się ze mnie nabija
Szyjka raz zamknięta i twarda, dziś otwarta i miękka. Temperatura na równym poziomie...
Jeśli chodzi o samopoczucie to nie jest źle:) Humor dopisuje, mimo kilkunastu ciężarnych w otoczeniu. Powoli zaczyna się czas porodów, co miesiąc ktoś z bliskich mi osób będzie rodzić. Staram się nastawiac pozytywnie, bo przecieź kiedyś w końcu się uda!!!! MUSI 
#będziemy rodzicami - czekamy, jesteśmy pełni nadziei, ja wierzę, że jakoś to będzie chociaż raz na czas się denerwuję czy dołuję - a to ktoś wyjątkowo depresyjnie wypowie się na forum (np. nie ma dzieci zdrowych do adopcji) a to komuś się uda zajść w ciążę ot tak sobie a to jakaś znajoma matka opowie o problemach zdrowotnych swojego dziecka... Na razie czekam na @ i od jej terminu zależy czy pójdę do lekarza od ivf w grudniu czy styczniu. Nie czuję się dobrze z myślą, że miałabym zakończyć ivf po 2 razach, chcę i muszę zakończyć ten temat mimo, że mam ochotę na 3 podejście tak bardzo jak turlać się gołym ciałem po rozżarzonych węglach. Ale czuję, że po tych 3 podejściach odzyskam spokój. Pogodzę się, że ivf nie jest dla mnie.
Mijający tydzień obfitował w wiele trudnych momentów, emocjonalnie był bardzo wyczerpujący ale doszło to do mnie dopiero dziś. Osoba z rodziny zachowała się wobec mnie paskudnie i z jednej strony czuję, że jest to jakaś pochodna tego, że ta osoba cierpi, może ma depresję ale nic do tej osoby nie dociera i jak to ma być tak, że ona będzie mnie chłostać żeby się wyżyć to ja tak nie mogę. I dlatego mam w sobie taki wewnętrzny konflikt bo i muszę siebie ochronić (mało mam problemów?) i wypadałoby zrozumieć drugą stronę. W pracy jeden dzień to był koszmar - sytuacja typu, że powiedzmy klient przez godzinę miał pretensje do mnie, coś w stylu dlaczego Pani nie dopilnowała żebym zrobił to czy tamto. I tutaj byłam w kropce bo na usta cisło się - ja mogę tylko wskazywać co i gdzie pan ma robić ale jak pan nie pójdzie na wyznaczony termin to jak mam to niby sprawdzić? Poza tym starałam się tak odpowiadać żeby nie wyszło, że się tłumaczę. Bardzo wiele mnie to kosztowało. A potem ta godzina skutkowała opóźnieniem i potem presją, że inni czekają i też mają przecież swoje sprawy.
Spotkałam też kilku starych znajomych, jedna osoba - o matko ja ja jej nie lubię spotykać. Osobowość (mnie) przytłaczająca. Bardzo inteligentna i bardzo pewna siebie. Ma podstawy do tego - najlepsza na egzaminach, dokładna itd. Ale ona zawsze musi to podkreślać sto razy - ja zrobiłam to najlepiej ze wszystkich, jak on mógł tego czy tamtego nie zrobić i ja musiałam poprawiać, mnie dziękowali... Hmmm ciężko się tego słucha, jak na mój gust niech wykonuje swoją pracę bo robi to świetnie i wystarczy;) O swoim dziecku opowiada używając wyłącznie fachowych określeń np moje dziecko cierpli na zaburzenia równowagi i koordynacji ruchowej zwanej dezintegracją sensoryczną i obawiam się na przyszłość, że będzie kandydatem do ADHD lub będzie wymagała większej pomocy podczas edukacji szkolnej. Słuchałam tego i sobie nieładnie pomyślałam, że mając taką matkę sama bym dostała tej dezintegracji. Jak to dziecko ma 2 lata to bym mu jeszcze dała szansę na rozwój... Ale co jak tam wiem, nie jestem matką. Nie wiadomo też jaką tą matką będę. Mam też inną koleżankę, której dziecko wymaga stałej rehabilitacji ale jakoś normalnie o tym opowiadała, tak po ludzku....
Tyle rzeczy może pójść nie tak podczas starań o dziecko - od braku ciąży przez nieprawidłową ciążę, chore dziecko a nawet zdrowe ale i tak z problemami. Lepiej o tym nie rozmyślać zbyt dużo....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2018, 12:31
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.