Ciąża zakończona 23 listopada 2018

Będę trzymała kciuki dziewczyny i za Was!
Aby udało się bez hiperki i z dobrymi jakościowo jajeczkami

Pinka. Piąty transfer 23 listopada 2018, 17:42

15dc

Ostatnio skontaktowalam sie ze stara znajoma z pracy. Czytajac wpisy na blogu o nieplodnosci natknelam sie na historie, ktora pasowala mi wlasnie do tej znajomej. Potwierdzila ze to ona!!:)
Urodzila sliczne blizniaczki z in vitro i wcale sie z tym nie kryje. Ta radosc jest tak ogromna ze jest dumna z siebie i dzieci. Powiedziala ze ma w d... opinie innych. Najwazniejsza jest jej rodzina.
Wydaje mi sie ze jest to bardzo sluszne podejscie. Podziwiam ja.

Niedlugo sie z nia spotkam, mam nadzieje ze mi wiecej poopowiada.

Tymczasem czekam na przed ostatnia @ w tym roku. Szczerze powiedziawszy juz sie nie moge doczekac calej tej procedury. Chce dzialac, isc do przodu, nie marnowac czasu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2018, 17:43

Patrycja28 Z pamiętnika młodej żony. 26 listopada 2018, 23:46

Dziś moje 28 urodziny. Wyjątkowe. Pierwsze jako Żona i pierwsze jako przyszła Mama <3 Maleństwo jest najpiękniejszym prezentem jaki mogłam dostać. Dzisiaj wszyscy dzwoniąc z życzeniami i pisząc smsy gratulowali dzidziusia, to jest takie miłe jak się cieszą razem z Nami <3 Jestem szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa <3

Poziomka6 Wieczne czekanie 23 listopada 2018, 18:12

Lekarz do którego poszłam aby umówić się na operację, powiedział że mięśniak jest duży ale on wytnie mi go laparaskopowo. To była duża ulga. Na operację czekałam 4 miesiące. Czekałam z nadzieją, że może jednak w między czasie zajdę w ciąże naturalnie. Ale oczywiście cud się nam nie przytrafił. Pobyt w szpitalu był okropny. To jak traktują w szpitalu człowieka jest straszne. Po operacji usłyszałam, że mam teraz odczekać pół roku, aż macica się zagoi. Nie wolno mi było zajść w ciąże. A co się stało podczas pierwszej owulacji - pękła prezerwatywa. Aby nie ryzykować musiałam wziąć tzw. tabletkę po. To było dla mnie straszne, przecież ja chciałam mieć dziecko. Tyle czasu, pieniędzy na to poświęciłam, aby być w ciąży, a ostatecznie musiałam łykać tą durną tabletkę, aby macica mogła się w spokoju zagoić.
pół roku od operacji minie w styczniu. Przez te pół roku niby miałam odpocząć od tematu dziecka, ale nie potrafię. Ten temat i tak jest przy mnie codziennie. Nie ma dnia, abym o tym nie myślała. Są momenty, że nawet jestem skłonna zrezygnować ze starań, ale po innych dziewczynach na forum, widzę że chyba od tego tematu nie da się odciąć. Ostatecznie i tak do mnie wróci.
Moja koleżanka, która długo starała się o drugie dziecko urodziła we wrześniu. Myślałam, że pojadę do niej zobaczyć małego synka. Myślałam, ze może warto spróbować, bo może nam też w przyszłym roku się uda. Przez chwilę miałam pozytywne nastawienie. Przez chwilę, bo 3 tygodnie temu dowiedziałam się, że znajomi od razu w pierwszym cyklu starań zaszli w ciąże. Tak po prostu. Ja i mój mąż tyle przeszliśmy, tyle badań, tyle cierpień, prawie się rozstaliśmy, a oni tak po prostu bez problemu będą mieli dziecko. Uważam świat za niesprawiedliwy. Nie rozumiem czemu musimy przez to przechodzić. Przestałam spotykać się ze znajomymi, którzy mają małe dzieci lub od których mogę usłyszeć, że będą mieli dziecko. W niedzielę mąż sam jedzie do znajomych aby zobaczyć ich nowego syna, bo ja nie dam rady. Od stycznia znowu możemy się starć, ale lęk przed tym, że znowu się nie uda zniechęca mnie do tego. Nie wiem jak poradzę sobie z tym. Na in vitro nie mamy pieniędzy, a z drugiej strony nie wiem czy nawet jakbym je miała to oddałabym je klinice niepłodności w zamian za jakąś tam szanse, ze może się uda. Nie chcę próbować, bo boję się, że się nie uda. Nie chcę znowu tak cierpieć i przeżywać co miesiąc, że znowu się nie udało. Ale z drugiej strony nie potrafię zmusić siebie aby nie myśleć o dziecku.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 23 listopada 2018, 19:11

Dziewczyny, dziecko mi sie wscieklo. Wije sie jak wąż, drapie, jeczy, sapie jak parowoz, steka bardzo nawet na rekach, caly napiety, kurwiki w oczach. To narastalo od kilku dni, dzis apogeum. Zaraz wybuchne sama... Powody ewentualne widze 3:
-skok-nic nie poradze
-pelnia-u mnie dzis wielki łysy na niebie, wiec zaraz sie polepszy
-za duza dawka fenistilu zalecona przez lekarke-jako skutek uboczny jest wymieniona nerwowosc... Przestaje mu dzis podawac...
A najgorsze, ze mam wrazenie, ze on sam sie meczy tym ciaglym napieciem. Pieluchy nie moge mu zmienic, bo tak sie wije. Ale nie dolega mu nic konkretnego typu bol brzuszka tylko wlasnie ten nerw...

anemic Wielkie chcenie ... 4 września 2019, 19:14

Dostalam pierwszy okres po porodzie

Poziomka6 Wieczne czekanie 23 listopada 2018, 20:57

Mój mąż właśnie poszedł do sąsiada. Ja zostałam w domu, aby nie patrzeć na jego małe dzieci. Łatwiej jest mi żyć w samotności, z dala od ludzi z dziećmi. Chętnie pobawiłabym się z małymi sąsiadkami, ale po co skoro potem będzie mi smutno z tego powodu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2018, 21:04

Mendosa Start 23 listopada 2018, 22:21

Boję się, że mi się nie uda zajść, bo mam nieregularne cykle, krwawienie niby okoloowulacyjne ale trwające za długo. Poza tym hormony męskie za wysokie. No nic, jeszcze nawet nie było tej owulacji a tak panikuje. Lekarz kazał minimum rok się starać za nim do niego wrócę. Uświadomiłam męża o zaistniałej sytuacji i do dzieła. Pierwsze co to przeszukałam internet. Jak kontrolować cykl, jak zwiększyć szansę na ciąże. Mierze temperaturę, dziś zrobiłam pierwszy test owulacyjny. Negatywny. Ja się jeszcze boję że może nie będę miała owulacji.
Boję się, ale niesamowicie cieszę. Mogą być problemy, ale nie muszą. Może się nigdy nie udać, a może za pierwszym razem.
Jestem na etapie marzeń.
W tym cylku zaciążymy, a na święta oznajmimy rodzicom. Co roku podczas świat moi tesciowie pytają dlaczego nie mamy dziecka, dwie siostry męża maja juz dzieci, jedna z wpadki. Moja inna koleżanka też zaszła przez przypadek. Od paru lat marzę o dzidziusiu, niestety nie mogłam. Wmawialam wszystkim, że nie chcemy i jest ok, ale nie było... Tak naprawdę obwinialam się, momentami nie czułam się kobietą... Nikomu o tym nie mówiłam. Cieszę się że znalazłam ta stronę. Mogę się wypisać.

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 24 listopada 2018, 05:13

31dc

No I dzisiaj juz plamienie konkreniejsze sie pojawilo.. takze nici z moich weekendowych, erotycznych planow..:/
Wiecie co? Ja mam normalnie wrazenie, ze ta @ zawsze ze mna bedzie.. ze nawet jak kiedys zajde w ciaze, to ona bedzie.. jak przekwitne tez bedzie.. A nawet jak bede miala 100 lat to tez bedzie! uuuu... szlag by to.. O tyle dobrze, ze narazie brzuch mnie nie boli, bo mam bardzo bolace malpiszonice..
Standardowo uczucie zalu, plakac sie chce..ale coz.. nie ma co sie poddawac!

trillian Lepiej późno niż wcale 28 listopada 2018, 13:02

Poranny pomiar temperatury mnie trochę przybił. Znów w dół. Niewiele, ale w dół. Cóż, zobaczę za kilka dni czy @ się pojawi.
Na razie trzeci drugi dzień delikatnego plamienia i okrutny ból piersi - i dziś również lewego sutka.
Mogłabym cały czas spać - i tylko płakać w przerwach. NIe mam siły, mam problemy z koncentracją.
Niech już będzie weekend...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 24 listopada 2018, 07:53

Dziekuje Wam kochane. O dziwo noc spoko... Tzn w normie a nie gorsza hehe. Poki co nie moge w krochmalu, bo on zostawia śliska warstewke na skórze, a ja sterydem smaruje. Jak skoncze terapie, to wtedy. Oby dzis bylo lepiej w ciagu dnia, bo gosci mamy... Hehe i znow bedzie nadmiar wrazen z kolei...

Przegląd tygodnia

Piątek, 2 dni przed chrzcinami
Grzecznie proszę moją mamę, aby podczas uroczystości nie wyskakiwała entuzjastycznie do mojego dziecka. Wiem, że nie może się powstrzymać. Wiem, że uwielbia małą. Inni też. Ale ona niekoniecznie dobrze to znosi w tłumie.
A kiedy moja mama ją weźmie, to teściowa też zechce (już nawet widziałam o to oznaki zazdrości), a potem wszystkie ciotki. I ja będę miała nockę z głowy, jak ostatnio - ryki, rzucanie się w nocy, niepokój.
Mężowi również oznajmiłam swój plan. Uznał, że to chamskie, jak jakaś ciotka będzie chciała Małą, a ja nie dam. To pytam, co jest ważniejsze - dobro dziecka czy sprawienie chwilowej przyjemności ciotce? Moja siostra z kolei uznała, że jak ktoś jest kulturalny, to zrozumie.

Sobota, dzień przed chrzcinami
Ryk i płacz. Pół dnia. Ropiejące oko. Myślę - zajebiście, tego właśnie nam trzeba.
Dzwonię do pediatry co robić. Poinstruowała. Na szczęście miałam w domu ziele świetlika i krople do oczu z antybiotykiem (które podawałam też małej do nosa jak miała ten paskudny katar 1,5 miesiąca temu). Zakropiłam chore oczko solą fizjologiczną. Łkające dziecko zasnęło na mojej klatce piersiowej jak żaba. Mąż jeszcze pojechał po jakieś specjalne chusteczki do oczu. Po kilku godzinach ani śladu ropy z oczu.

Niedziela
Dziecko jak zdrowe. W świetnym humorze. Wyszykowaliśmy się na luzie. Moja mama wpadła do nas, bo była pewna że sobie nie radzimy (nadopiekuńczość) i chciała mnie instruować jak mam przyszyć mirt/mertę czy jak to zwą. W każdym razie gałązki ziela. Przyszyłam kilka, delikatnie. To ona mówi, że myślałam, że ja to inaczej zrobię. Spokojnie oznajmiłam, że to moje dziecko i ja decyduję jak mu te zielska poprzyszywam i nie będzie wyglądać jak na dożynkach. No niestety moja mama przy dobrych chęciach lubi się wtrącać i zapomina, że ja już jestem duża.
W kościele było całkiem OK. Chrzciny odbyły się po mszy. Po wejściu do kościoła młoda zaczęła mardzić a goście zauważyli, że buty ma ubrany lewy na prawy. Mąż jej ubierał :D Z resztą ja jestem nie lepsze, bo na imprezie zapiełam jaj body w kroku na rajstopach - jak supermenowi. Na szczęście miała sukienkę to nie było widać.
No więc w kościele na początku marudziła, pod chrzcielnicą już była spokojna, a kiedy ksiądz polewał ją wodą ze spokojem i oczami jak 5 zł wpatrywała co się dzieje. A potem, przy modłach, już zasnęła. Wszyscy w szoku, jaki aniołek.
Ksiądz powiedział, że jest przekochana i chce z nią zdjęcie. I ma fajne - jak ksiądz ją trzyma, a ona śpi z rękami rozłożonymi "jak do Boga" czy też "w górce serca".

Bałam się trochę o ubiór. Bo było dość zimno. Miała na sobie płaszczyk podszyty futerkiem, czapkę dookoła obszytą futerkiem (wyglądała jak mała caryca czy też śnieżynka - tak komentowali),kieckę, rajstopy, getry, buciki ocieplane i od dołu otuliłam ją grubym kocykiem - barankiem. Nie zmarzła.

W restauracji, gdzie odbyło się przyjęcie dziecię nadal grzeczne. Jadła, bekała, pooglądała gości, pobawiła się w wózku pałąkiem i spała. Dużo spała. Wzięłam z domu jej ulubiony gruby rożek, w którym zasypia (kij, że wystają jej już nogi...)
A czemu dziecko spokojne? I wszyscy tacy zdziwieni, że nagle aniołek? Teście przestali mi aż dogadywać pełni podziwu. A to dlatego, że nikomu nie dałam jej na ręce. Tak, taka wredota ze mnie. Moja mama nie startowała, to teściowa też się powstrzymała. Jedna ciotka ją chciała to wytłumaczyłam, co się działo na ostatnej imprezie jak ją wszyscy nosili (te krzyki i darcia). Spojrzała na mnie dziwnie, trochę jak na oszołoma.
Podchodziłam z dzieckiem do wszystkich gości przy stole, robiliśmy wspólne zdjęcia, a mała się śmiała i gaworzyła. Inne dziecko. Podejrzewam, że czuła się przy mniej bezpiecznie. Bo po powrocie, już w domu dalej spokojna, po kąpieli poszła ładnie spać i żadnych objawów przebodźcowania nie było, chociaż na przyjęciu mieliśmy 30 osób.
Mąż z niechęcią przyznał mi rację - z tym nie dawaniem dziecka.

Po minionym tygodniu jestem WYKOŃCZONA. Wczoraj tak kręciło mi się w głowie, że przywaliłam w pralni w skos sufitowy. Nie zauważyłam go. Bo nałożyły się dwie rzeczy:
1. miałam w tym tygodniu 2 wykłady. I musiałam się do nich przygotować merytorycznie (prezentacje) i taktycznie (odciąganie mleka - dużo bo mój ssak zjada 130-170 ml na raz). I to mi tak wypełniło czas, że w połączeniu z obowiązkami domowymi okazało się, ze w zasadzie mało odpoczywam.
2. Młoda je w nocy co 1,5-2 godziny. W dzień nieraz co 3-4 h a w nocy częściej. I to bez pośpiechu, po 25 minut. A potem sika, więc często trzeba ją przebierać. Ok, cieszę się że nie kupczy, bo to by już była masakra. Ale jak wstawała w nocy 1-2 razy, tak teraz nieraz je po 4-5 razy.

I jest duża. Wyrasta mi z niektórych ubrań r.68. Wyrosła mi ze śpiworka zimowego, który był kupion z "luzem" a kosztował prawie 2 stówy. Dobrze, że mam drugi po mojej siostrze. W ogóle to zajmuje już prawie cały przewijak i gondolę - na długość)

Na dziś starczy bo przydługawy wpis wyszedł.

13 listopada o 9.28 na świat przyszła nasza wymarzona, wyczekana, wymodlona córeczka Antosia <3 <3
Dając nam 2980g szczęścia i 52cm największej miłości <3

Wciąż nie wierzę, że jest z nami - nasz CUD

No i spełniło się moje marzenie o tyle, że nie było cc na zimno!
O 23.30 12 listopada odeszły mi wody - zupełnie znienacka! Potem cała noc skurczy (naprawdę mocnych) i rano cesarka, bo niestety Malutka do końca była ułożona miednicowo.
Ale to wszystko nie ma już żadnego znaczenia :)

17 listopada, równo w moje 27 urodziny wróciłyśmy razem do domu - jest PIĘKNIE <3

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 24 listopada 2018, 12:32

Taki dzien, ze nic mi sie nie chce. Najchętniej przelezalabym z lozku, pod kocem, z ksiazka i herbata. A nie walczac z dzieciem... Na szczescie usnal mi na podworku. Siedze na murku i grzeje sie w listopadowym sloneczku. I tak mysle, ze slabo sobie radze. Tylko jeden dzieciak, a ja nieogarnieta. Kilka marudnych dni, a ja juz u kresu sil. Mimo, ze jestem u mamy i gotować/prac/sprzatac nie musze (ale jasne, ze pomagam ile sie da). Kurde, od dziecka nie ma urlopu. Nie ma przerwy kawowej. Nie ma weekendu. Jest dyżur 24/7. Ot, moje madrosci.

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 24 listopada 2018, 23:18

4 dc

Dzisiejszy dzień jakiś taki sobie... Nie zrobiłam niczego co chciałam, bo zepsuła mi się maszyna... Mąż siedzi nad nią 4 dzień, co wieczór obwieszczał, że już gotowa, naprawiona, po czym okazywało się, że coś jednak nie działa albo działa, ale nie tak jak trzeba. I tak ma nerwy do tego, nigdy nie naprawiał maszyn do szycia, a siedzi i czyta, patrzy w internet co mogło pójść nie tak. Główną usterkę naprawił dość szybko, ale żeby później dobrze wszystko zsynchronizować, stopkę, bębenek i transporter... masaaakra. Dlatego Go podziwiam ! Taki mąż to skarb :)

Wczoraj wzięłam dawkę lametty 3x1, dzisiaj trochę kłują jajniki. Ciekawa jestem, czy to coś da, czy owulacja będzie szybciej? Może ziółka przyspieszyły owu w ostatnim cyklu, w sumie nie wiem co pomogło.

Zastanawiam się ile jeszcze? To już 4 cykl pp..... Za 20 może znowu się uda hehe.... Czuję, że nigdy nie będę mamą. Pewnie Bóg wie co robi. Może jestem złym człowiekiem i nie zasługuję ? Różne myśli przychodzą mi do głowy.



Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 25 listopada 2018, 06:38

2dc
Wczoraj"umierałam" z bólu.. naprawdę mam @ bardzo bolesne :/ dobrze, że są regularne to już z góry wiem kiedy mieć przy sobie Ketonal, bo tylko on mi pomaga.. dzisiaj postanowiłam pójść do fryzjera i coś zmienić.. Mam długie, gęste włosy.. nigdy nie miałam krótkich.. zastanawiam się nad long bobem + sombre. Tak sobie wymyśliłam, a co :D ! teraz jestem bohaterka, a jak zajdę do fryzjera to będę obsrany Mietek :) zobaczymy.. w każdym razie Miłej niedzieli!

Beta z wczoraj 40, Progesteron 30. Martwi mnie trochę ten progesteron bo wcale nie jest wysoki biorac pod uwage jakie dawki leków zażywam. Badania robiłam w innym labo, wiec beta moze być nawet trochę wyższa bo to labo ma z reguły niższe wartości. Na razie staram się cieszyć, nie martwić, tylko że zwykle wygląda to tak, że siedzę spanikowana.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada 2018, 07:11

#będziemyrodzicami - opadło mnie zwątpienie, czuję, że niewiele tak naprawdę ode mnie zależy hmmm. Ivf - poddaję się leczeniu ale natury nie oszukam, może nasz materiał genetyczny po prostu do siebie nie pasuje... Adopcja - bardzo dobrze, że kwalifikacja tyle trwa, to jest czas aby przemyśleć dużo spraw, to musi być proces. Natrafiłam w sieci na bloga faceta, który napisał, że jego adopcja nie była udana, cały czas były problemy z córkami.

http://adopcjanie.blogspot.com/

To tylko 3 wpisy sprzed lat. Opublikował też książkę pt Nie podejmujcie pochopnej decyzji o adopcji - boję się jej przeczytać. Zrozumiałam, że on wini zachowania córek (dorosłe już prawie - narkotyki, brak chęci do nauki, do pracy itp) tym, że takie miały predyspozycje genetyczne, pochodziły z rodzin patologicznych, miały FAS czy tam RAD i na to już nie było rady, ich mózgi nie działały prawidłowo. Ponoć na 3000 rocznie adopcji w Polsce, do sądu wpływa ok. 100 wniosków o rozwiązanie adopcji... Moja myśl jednak była taka.... Czyż nie znamy historii, że biologiczne dzieci z tzw dobrych rodzin też sprawiają kłopoty? Poza tym nie wiadomo jakim rodzicem był autor książki.... Ale jednak jeżeli to wszystko geny to nie mamy na to wpływu...

A kurna moje przyjaciółki zamiast powiedzieć mi - wszystko będzie dobrze, mówią - no tak wszystko się może zdarzyć, dziecko uszkodzone też.

Powiedzieliśmy rodzicom o problemach z płodnością. Częściowo bo oni by nas zamęczyli dobrymi radami. Moja mama stwierdziła, że dla ciąży zrobiłaby wszystko - od ivf i adopcji zarodka aż do dawcy itd itp. Łatwo powiedzieć...

Okazało się, że raczej w grudniu mogę jednak przygotować się do ivf (zielonazestrachuzielonazestrachu). I kto wie czy do 2 tygodni nie zadzwonią z OA celem spotkania.

Ok sadzę, że podczas rozmów z psychologami, podczas kursów dojrzeję do decyzji co do adopcji. Człowiekowi może się wydawać, że to jest droga dla niego ale to nie jest takie proste jak się wydaje.

Wpis sprzed tygodnia o koleżance - przy pani psycholog doszłam do wniosku, że ona mi przypomina moją mamę - moja mam jest taka, że wszystko wie najlepiej a inni to nic nie wiedzą he he. Byłam na takim wykładzie ostatnio ze znanym profesorem psychiatrii i on tłumaczył, że czasami w obcych osobach widzimy jakieś ważne figury ze swojego życia i dlatego różnie reagujemy na ludzi.

Może jest mi pisana bezdzietność...

gozik "Miłość na szkle" po stracie 25 listopada 2018, 09:34

Skończyliśmy 29tyg.
Ten wpis nie będzie tryskal optymizmem.

Mam dosc po dzisiejszej nocy...Maly budzil sie co godzine.Wstawalam do niego 8razy.I wlasnie sie niedawno obudzil,bo sie przesikal na nasz materac.Nie mam na nic sily.Najchetniej poszlabym spac.Jestem zla, ze mam zarwana kolejna noc.Nie wiem ile takich nocy jeszcze bedzie przede mna...nie chodzi o ząbki na bank.Nie jest mu za ciepło z pewnością,bo mamy 20stopni w sypialni.Filip budzi się, gdy ma się przekręcić na brzuszek i spać na nim.Nie ważne czy go od razu położę spać na brzuszku, czy na pleckach,bo i tak się budzi.Zawsze przed snem go odbijam.Czuje się jak wypluta...Nie wiem co mu jest.Przed snem dostaje kaszkę i cyca.Zasypia w ciągu 15min i budzi się już po 30minutach.Nie wiem co robić,by jemu i mnie pomóc.Za dużo w ciągu dnia nie spi, bo może ze 2,5-3h.
Chyba zacznę w nocy budzić Męża,bo nie mam siły na nic...
Jeśli to skok, to ile jeszcze potrwa...boje się pomyśleć.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)