Powracam 
Po roku (!!!).
Po drodze zaliczyłam dwie cb (kwiecień i maj), drożność jajowodów- lewy niedrożny, 3 cykle stymulowane- pęcherzyk tylko po niedrożnej stronie. Dwie histeroskopie z usuwaniem polipów. Mąż badanie nasienia- rewelacyjne.
Obecnie ostatni cykl na CLO- i jest! pęcherzyk po dobrej stronie.
W piątek pierwsza IUI.
Tyle to wszystko trwa, tyle czekam żeby chociaż SPRÓBOWAĆ że już nie umiem się cieszyć. Mąż kupił szampana jak usłyszał o tym pęcherzyku na prawym jajniku, a ja sobie myślę, że to właśnie dobrze odzwierciedla nas- staraczki i staraczy. Kto normalny pije szampana z okazji pęcherzyka owulacyjnego? Ano jednak. My.
Dziś już nie ma śluzu plodnego jest tylko mleczny wodnisty. Piszę to wszystko tutaj bo nie mam komu o tym powiedzieć mąż od razu wszędzie widzi objawy ciąży - po każdym przytulaniu w tym cyklu całuję mnie w brzuch i mówi dobranoc fasolko. Strasznie się nakręca dlatego wolę trochę mu oszczędzić wiadomości. Siostra z którą zawsze mogę pogadać niestety też ma problem bo poronila 6 razy a z 2 ciąży ma szescioletniego syna. I teraz bardzo się starają chociaż od 2 lat kompletnie się zablokowała i nie może zajść w ciążę. Chociaż wyniki ma książkowe,nie chce jej obarczac moimi problemami. I takim sposobem zostalam sama bo mama też ciągle się martwi i ciągle nakręca mnie żebym zrezygnowała z pracy bo mąż spokojnie utrzyma rodzinę i jeszcze dużo zostanie. Ale ja jestem z tych ludzi którzy nie pracują dla pieniędzy tylko dla zabicia czasu i po to żeby spotkać się z ludźmi a że jestem sprzedawca to z ludźmi widzę się ciągle
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2018, 14:37
27t5d
Świruje od wczoraj lekko. Wolałabym chyba nie wiedzieć o tej pępowinie, bo się boje
Położna mówiła, że raczej się już nie odkręci z niej. Do tego poczytałam w necie i to była głupotaaaaa. Dużo babek pisało, że przecież 50% płodów owija się pępowiną i że rodziły naturalnie i super. Ale ja się boje tego, że on się owinął tą pępowiną JUŻ, a przecież ciągle rośnie i ta pętla będzie coraz mniejsza. O ile nie dojdzie kolejna... Co jeszcze wyczytałam w necie to sobie daruje i nie będę Wam przytaczać. W każdym razie o wiele uważniej obserwuje ruchy. Czy są, czy nie są za silne itp. Paranoja. Skąd mam wiedzieć, że ruchy są za silne? Ogólnie pomimo, że do tej pory byłam mega za naturalnym porodem to teraz gdyby mi zaoferowali to wole cc. Ale podobno pępowina wokół szyi to nie jest wskazanie do cc, bo przecież pępowina jest długa (słowa położnej). Ginekolog powiedziała, że przepływy są ok, że pępowina jest luźna i że mam się nie przejmować. Że jedynie w trakcie porodu będę musiała być pod większą kontrolą. Czyli moja wizja skakania na piłce, chodzenia po korytarzu itp. legła w gruzach. A wiadomo, że poród leżący trwa dłużej i jest cięższy eh. I ogólnie wkurza mnie ten nfz. Praktycznie do samego porodu mam wizyty raz w miesiącu. Zapisane mam póki co dwie- 10 stycznia i 14 lutego (z KTG). Poród planowo na 8 marca. Chyba pomiędzy jeszcze zajdę na jakieś prywatne... Ernest jest duży. Jak już wspominałam poród wg miesiączki 8 marca, wg USG 28 lutego. Waży coś pomiędzy 1200-1300g, nie pamiętam dokładnie.
I po co się tak wierciłeś synu... teraz matka się stresuje.
Jutro mamy szkołę rodzenia. Chyba podpytam o tę sytuacje położną ze szkoły, bo to super babka i liczę, że mnie uspokoi.
27dc /11dpo
No i spadek temperatury ☹️ już tylko czekać na @ mi pozostało, powinna być w czwartek/piątek
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2018, 12:05
Po alergologu. Nic nowgo. Lekarka kazala mi się wyluzować i ‘pogodzic’ ze schorzeniem. Bo na to nie ma lekarstwa i wszelkie upierdliwosci trzeba po prostu znosic. I mieć nadzieje, ze trafi się na lek/kosmetyk, który skutecznie wyciszy objawy. Na plus to, ze dostaliśmy receptę na podawany na noc ‘uspokajacz’. Żeby lepiej spal i swiad go nie wybudzał. Dzis ide do apteki.
A teraz cos o czym od dawna chciałam napisac. Dlaczego Em pozostanie (niestety) jedynakiem. Żadne wielkie odkrycie, ale napisze.
Nie chciałam mieć dzieci. Jak już zechciałam, to ustaliliśmy z mezem, ze 2, aby miały siebie. Jeszcze w ciąży gadaliśmy, ze trzeba szybko jedno po drugim robic. Najlepiej zebym w ogole nie musiala do pracy wracac. A potem… No coz. Przyszla rzeczywistość, inna nieco od oczekiwan. Jest mi mega ciężko z jednym dzieckiem (jak wiecie), mimo ze mam pomoc i wsparcie (np. to, ze mogę sobie tygodniami siedzieć u mamy jak w hotelu). Nazwijcie mnie slaba, niezorganizowana, do du**. Trudno. Taka jestem. Była ost u mnie przyajciolka z synkiem. Niecale 2 lata. I jak tak zobaczyłam ich razem (Emila i jej synka) na macie i pomyslalam, ze miałabym taka dwojke mieć w domu, to mi się slabo zrobilo. Mega zywotny dwulatek i niemowlak. O nie nie nie nie. No i ciaza, która dość ciężko zniosłam… Jak sobie pomysle, ze strach, zgaga, bezsenność spowodowana niemoznoscia oddychania, ociezalosc, bole zoladka i to w polaczeniu z NIEMOŻNOŚCIĄ wylezenia tego, bo przeciec mam dziecko, za którym trzeba biegac… Emil nie jest bardzo uciążliwym dzieckiem. Ale to drugie mogloby okazac się gorsze… Co wtedy? Poza tym bardzo bardzo bardzo bałabym się choroby typu zespol downa. Mam już 33 lata. Ryzyko rosnie. Łzy mi się cisna do oczu jak pomysle, ze kiedy nas kiedyś zabraknie, to Em zostanie sam (mam nadzieje, ze będzie miał super zone hehe), ale po prostu nie dałabym sobie rady. Nie wiem nie wiem nie wiem jak ludzie to robia. Znajome z fb maja po 4 dzieci. Serio? Serio? I nadal zyja?
24t6d
I po wizycie. Młody ma już 800 g co odpowiada 25+1 czyli znów minimalnie przyspieszył, ale nie ma co przesadzać, choć pani dr powiedziała, że może planować urodzić się w okolicach 3500g. Ja miałam 2900g, mąż 3300g, więc mam nadzieję, że pomimo wszystko wda się w rodziców
W dalszym ciągu leży główkowo, choć jeszcze może się to zmienić. Przepływy ok, ilość wód ok, szyjka 35-36mm. Jej długość zależy min. od ułożenia dziecka, ale skoro moja trzyma długość, to jest ok i następna wizyta już normalnie za 4 tygodnie. Fajnie bo pierwszy raz L4 poszło elektronicznie i nie muszę iść do mojej głupiej pracy ze świstkiem. Zastanawiam się tylko kiedy ZUS zdecyduje mi się przelać kasę, bo za ostatni okres w dalszym ciągu nie dostałam, a kurde po tych wszystkich kredytach przydałby się jakiś wpływ..
Na następną wizytę mam powtórzyć Coombsa i może uda się podać immunoglobulinę anty-D, choć ponoć w dalszym ciągu wszędzie jej brakuje. Jak się nie uda, to dostanę receptę i będę musiała szukać na własną rękę, a czytałam, że dziewczyny nawet do Czech po nią jeżdżą
Paranoja. Mam nadzieję, że uda się bez większych przebojów..
A jeszcze chciałam powiedzieć, że Bruno podczas badania albo do nas gadał, albo zajadał się wodami, bo otwierał cały czas buźkę, nawet jęzorek pokazał 
(oczywiście ja go nie dojrzałam, ale wierzę pani dr) 
Jeśli któraś z Was potrafi na 100% odpuścić, to podziwiam. Ja nie potrafię. Myślę o tym na każdym kroku, na zakupach, przeglądając fb, w pracy, przed snem.
Mogę odpuścić, nie mierzyć temperatury, nie sprawdzać kiedy powinno być
tylko, że to mi nic nie pomoże. Problem lezy w mojej głowie, a jej nie da się ot tak wyłączyć na zawołanie.
Nie pomaga zajmowanie się czymś innym, może też dlatego, że nie mam na nic ochoty, a jak już coś zacznę robić, to nie mogę się skupić. Wymyślam sobie zajęcia, wyznaczam cele, robię jakieś plany, ale wszystko to słomiany zapał. Zacznę i nie kończę, albo kończy sie tylko na 'chceniu'.
I tak jak zawsze byłam światełkowym freakiem, tak teraz mimo wywieszenia świątecznych lampek, nawet nie chce mi sie ich zapalać. Mój mnie ciągnie na miasto, żebym się nasyciła światełkami (bo serio uwielbiam) ale nawet nie chce mi się nigdzie iść. Czuję się jak Grinch.
Czuję jak ogarnia mnie mrok.
A na końcu języka mam słowa... jestem nieszczęśliwa (których mój nienawidzi, bo od razu bierze to do siebie)
edit.
grudzień i tak stracony jeśli chodzi o starania,więc miesiąc luzu.
moze sie ogarnę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2018, 12:23
Okres nie przyszedł... upławy ciemne, skrzepy i byłoby na tyle.
Dziś mi się śniło że byłam w ciąży ale poroniłam w 5/6 msc...
Strasznie dołujący sen.
W sb mam jechać do lekarza ale nie jadę
Muszę odpocząć nabrać dystansu, a może dać chwilę spokoju dla siebie i ciała
Z nową energią w nowym roku zaczać
10dc. Jutro pierwszy monitoring w tym cyklu, wyjątkowo 2 dni później niż zawsze ale to i tak nie szkodzi bo cykle mam dość długie. Już zaczynam odczuwać stres, robię się nerwowa, byle impuls i wybuch gwarantowany. Najgorsze jest to życiowe "fuj", które odczuwam... Wszystko jest niedobre, niefajne, nie warte uwagi. W pracy nie mogę się skoncentrować. Wizytę u psychologa też odwołałam i dopiero po świętach pójdę. Doszłam do wniosku że przecież i tak to spotkanie nie miałoby sensu. No bo jedyne co mogłaby mi doradzić to żeby zająć głowę czymś innym... Ale jak to zrobić? Jak nie myśleć o tym że być może zbliża się czas owu i że to będzie szansa? Jak wyłączyć myślenie, kiedy czeka się już tak długo?
Kiedyś myślałam sobie że jak już będą rosły pęcherzyki to będę najszczęśliwsza na świecie - bo przecież coś się będzie działo. Jednak u mnie tak to nie działa niestety. U mnie albo wszystko albo nic. Jeśli nie zajdę w tym cyklu w ciążę, to po co mi owulacja... wiem... chore myślenie...
Mam nadzieje że to już ostatni cykl starań, że w końcu się uda... jeśli nie, to już sama nie wiem co robić. Uderzać dalej i ciągnąć to dalej, czy dać sobie trochę czasu i odpuścić na jakiś czas? Tylko czy będę potrafiła odpuścić? Coś muszę zrobić bo czuje się zmęczona tym życiem od cyklu do cyklu. To taki wieczny rollercoaster... Z euforii do depresji i na odwrót. Czasem to już sama siebie mam dość i tylko współczuję mojemu M że musi to znosić. Jeszcze tylko 28h i 45 min i się dowiem co dalej... Jeśli nie oszaleję do tego czasu z nerwów
Do zapisania: Wczoraj 11dc, rano po wstaniu wodnisty śluz poleciał po nogach aż do kostek, potem w ciągu dnia dwa razy zalanie, no szok, chyba pierwszy raz wreszcie mam taki śluz.
Wczoraj wybrałam choinkę, i sobie tak czeka biedna... bo my ubieramy dopiero w wigilię/dzień przed 
W pracy zapierniczam, rzygam dziś już wyciągami, ale cóż, trzeba nadrabiać. Robię już wszystko, całkiem już zapomniałam o laparo, a jeszcze miesiąc nie minął
Vivienne, załóż nowe konto i pisz. Umieram z ciekawości co u Ciebie i Nika!!!
No i miały być piękne Święta a tu h.. bombki strzelił ;(
Niestety nasienie było tak słabe że nie udało się uzyskać dawki inseminacyjnej
nie mam pojęcia co dalej bo mąż jest od ok 8 miesięcy na suplementach a wyniki spadają a że przyczyny takich wyników nikt nie zna więc nie wiadomo co robić żeby była poprawa więc albo kolejna wizyta u androloga i czekanie pół roku czy po zmianie leków coś drgnie albo musimy zacząć odkładać na invitro
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2018, 17:48
Zastanawiam się jak to będzie z dwójką. Jak Adaś zareaguje, jaki będzie Sami. Czy będę chciała uciec na księżyc czy też ogólnie dam radę. Czy nie przejdzie nam zupełnie ochota na trzecie
Co prawda to trzecie chcemy warunkowo, jeżeli się właśnie okaże, że rzeczywistość z dwójką nas nie przerosła 
Patrzę na Adasia i to, jaki z każdym dniem robi się bardziej interesujący i kochany i czuję całą sobą, że chcę więcej dzieci. Bywa cholernie ciężko (mały wciąż nie przesypiać całych nocy, więc ostatni raz wyspałam się 2 lata temu...), zwłaszcza, że nie mamy wiele pomocy od rodziny tylko musimy ogarniać z mężem we dwoje. Ale oboje czujemy, że warto i że tego właśnie chcemy. Mam dalej swoje ambicje zawodowe, plany dotyczące zdobywania kolejnych kwalifikacji, można nawet mówić, że kariery. Ale mam też silne poczucie, że nie muszę się z tym spieszyć. Jestem zawodowo w fajnym miejscu, a pracować będę jeszcze pewnie ok 30 lat. Teraz czuję, że jest mój czas na zwolnienie tempa i dzieci. I dobrze się czuję z tą świadomością.
Ale nie powiem, naprawdę się czasami obawiam jak ciężka okaże się rzeczywistość bycia mamą dwójki dzieci.
Niedawno zmieniłam pracę. Prawie wszystkie moje koleżanki mają dzieci. Gdy słucham ile mają obowiązków to doceniam to, że jednak nie mamy dzieci. Ostatnio doszłam do wniosku, że ja tak w sumie nie chcę już dziecka. Kiedyś bardzo chciałam, a teraz w sumie dochodzę do wniosku, że ja po prostu obawiam się samotności i wykluczenia. A to chyba słaby powód na posiadanie dziecka. Och, aby takie nastawienie już ze mną zostało. Nie chcę wracać do poprzedniego nastroju. Takie podejście jest lepsze. Tylko w sumie gdy czytam inne wpisy to chyba zawsze pragnienie dziecka powraca. Oby nie w moim przypadku
W zusie zaskoczyła mnie bardzo sympatyczna i pełna zrozumienia kobieta. Dała mi nr tel do swojej dr endo-gin i kazała długo odpoczywać żeby się nie zablokować i zyczyla powodzenia. Dziś u psychiatry kolejne L4, jutro psycholog i w piątek podróż do Warszawy na wizytę do dr Jerzak.
19dc
26cs
Pierwsza konsultacja nieplodnosciowa za nami. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jestem prze prze prze szczęśliwa, bo Pani doktor patrząc na badania, które robiliśmy do tej pory powiedziała, że nie powinniśmy miec sporych problemów i myśli, że jak się nami dobrze zaopiekuję to powinno nam się szybko udać (przysięgam, że kolejne słowa, które mnie tak w życiu ucieszą, będzie to "mama" wypowiedziane przez moje dzieciątko). Z drugiej strony zleciła nam sporo badań, żeby poznać "głębszą" przyczynę, no bo jednak u mnie niby wszystko ok, a biorąc pod lupę wyniki M i nasze 2 lata starań twierdzi, że nawet z takimi wynikami powinno nam się już udać po takim czasie.
Ogólnie jestem zadowolona z wizyty. Mamy swojego koordynatora opieki medycznej, do którego możemy zadzwonić w każdej chwili jeśli tylko mielibyśmy jakieś pytania. Pani Doktor również bardzo cierpliwa, miła, uprzejmie tłumaczyła i rozwiewala wszystkie moje wątpliwości. Nawet pochwaliła, że "czytam dobre fora" haha, biorąc pod uwagę badania których nikt nam nie zlecił, a były wykonane oraz suplementy, którymi karmię M. Po moim zapytaniu kazała jednak wymienić androvit na fertilman. Sama też chciałam wymienić po skończonej 3 miesięcznej kuracji w poniedziałek, jednak na profertil, ale oczywiście zdaje się na Panią D. I co dziwne powiedziała, że mogę odstawić witaminę C dla M, ja jednak wolę zostawić, na pewno nie zaszkodzi. 
Plan dla mnie:
AMH, TSH, p/C p. plemnikowe, homocysteina.
Mam także wykonać PCT- test (wrogość śluzu szyjnego dla plemników) ok. 11-13 dc, do 10 godzin po stosunku. Jeśli się uda zrobię to w przyszłym cyklu, zobaczymy.
Plan dla M:
Powtórzyć rozszerzone badania nasienia, SCD, MSOME.
Niby nie tak dużo jak się spodziewałam, a jak przeczytałam ile nas to będzie kosztowało na stronie kliniki to głowa mała. Ale dla nas to na prawdę nie jest teraz ważne. Mogę sobie odmówić wszystkiego. Dosłownie. Wszystkiego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 grudnia 2018, 21:14
21 d.c. temperatura wzrosła 37,00, ale dzisiaj się źle czuje, myślę, że to przez pogodę...Dzisiejszy dzień zaczął sie dobrze, ale później przyszło zmęczenie i ból głowy. Na szczęście udało mi się napisać kolokwium, mam nadzieję, że zaliczyłam
Teraz chwilę odpocznę, a później może jakiś film z mężem pooglądam i może jeszcze uda się coś posprzątać
grr... zadzwonili po mnie dzisiaj wczesniej do pracy.. spalam raptem 4h.. jak do 6 rano nikogo nie zabije to jeszcze cos na dniach napisze..
W moim podbrzuszu nadal cisza, nic sie nie nieje I nie mam sobie nawet jak powkrecac
moze to I lepiej.. dzisiaj mam kolejny cel..trzymac kciuki za seksik mojej szwagierki
ona z kolei ma aktywny lewy jajnik I jajowod.. dzisiaj ma z tamtej strony owulacje potwierdzona monitoringiem:) Boze niech chociaz im sie uda...
27 DC 16 dzień po IUI
Okresu dalej nie mam, jutro mam zamiar znowu sikać. Choć naprawdę jestem pewna, że się nke udało. Ja po prostu chciałam dostać normalnie okres, 14 dni po IUI. Temperaturę mam ciągle podwyższoną, więc okres jutro na bank nie przyjdzie. A ja mam wszystko w styczniu zaplanowe i jak się poprzesuwa to mi okres wypadnie na hsg i na wakacje. Po prostu ja nie mogę nic planować, bo moje ciało zawsze mnie wyru...
A bez kitu byłam pozytywna! Nie liczyłam na ciążę, tylko na pieprzoną @ na czas ! Jak żyć !?
Uwaga, uwaga! Ogłaszam wszem i wobec, że dotychczas (co prawda w ciągu ok. miesiąca) schudłam 3,5 kilo z tych 8 kilo które przytyłam od sierpnia. Jestem z siebie dumna. W przeszłości miałam nawet nie taki mały epizod z niejedzeniem a teraz proszę - wcinam 1700 kcal i nawet coś tam chudnę. Już prawie znów mieszczę się w granicach normy w moim BMI
Postanowiłam jednak, że dietę będę kontynuować i chciałabym jeszcze schudnąć nie tylko pozostałe 4,5 kilo ale tak właściwie jakby mi ubyło 10 kilo byłoby nieźle. Nie pogardziłabym też mięśniami.
Nie wiem tylko czy to wynik diety, braku ćwiczeń, pory roku, wszechobecnego nieporządku w mieszkaniu czy znów ilości pracy ale zaczynam odczuwać coraz większe zmęczenie zrobieniem czegokolwiek. Staram się wysypiać, zdarza się, że budzę się sama ale już od rana jestem bardzo zmęczona, zaczynają się zawroty głowy i problemy z koncentracją. Najmniejsza czynność sprawia mi problemy. Trochę mnie to zaczyna martwić. Kawa niestety wydaje się nie pomagać, a co do yerby to kiedyś próbowałam ale ze względu na smak by mi nie przeszła przez gardło. Podobnie ma chyba działać żeń - szeń, chyba spróbuję. Zacznę też ćwiczyć na orbitreku. Dużą nadzieję żywię w tym, że ruch, generalne porządki i urlop mnie rozrusza (ajajajaj to już od 20 grudnia!)
Jestem trochę zawiedziona tymi strajkami w sądach. Tzn. super, że się dopominamy o swoje, bo zarabiamy bardzo malutko, w pierwszym lepszym miejscu można zarobić więcej, niestety. Gdyby nie dalsze plany zawodowe to na pewno by mnie tutaj nic nie trzymało, a na pewno nie $. Tylko jesteśmy jednym z niewielu sadów ze 100 % frekwencją hehehe
Nie liczę jednak na żadną podwyżkę..
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.