16dc
Dzisiaj z samego rana Doktor mnie przyjął na monitoring i jest!
PĘCHERZYK 23mm, endo też już lepsze bo 9mm, od razu z rana miałam zastrzyk z ovitrelle no i wieczorkiem zaczynamy maraton <3
Nie wiem co mi przyniesie ten cykl, nie nastawiam się na nic ale cieszę się że znowu coś się dzieje. Ponad 3 lata nie miałam reakcji na leki, nareszcie karta się odwraca. To już 3 cykl w którym coś się dzieje... Teraz tylko czekać na 2 kreski.
W sobotę już wyjeżdżam na święta w góry, cieszyłam się bo w naszym pensjonacie jest sauna a ja uwielbiam się wygrzewać w niej no ale będę musiała sobie odpuścić żeby nie przegrzać organizmu, tym bardziej że to będzie czas implantacyjny. Winko też sobie odpuszczę, tak na nie czekałam, czekałam na reset psychiczny a tu taka niespodzianka. No ale dla kruszynki wszystko... Jeśli będzie owu to testowanie wypadnie w styczniu, więc mielibyśmy piękny prezent na rocznicę ślubu. ALE... prrrryyyy... nie nakręcaj się kobieto. Pojadę i będę się cieszyć mężem, świętami, śniegiem i wycieczkami w góry. Postaram się nie myśleć o tym co się dzieje i cieszyć życiem. Tak zwyczajnie...

Pinka. Piąty transfer 18 grudnia 2018, 10:20

16dc

Siedze przed laboratorium i czekam na pobor krwi do badania kariotypu. Bylam w przychodni gdzie koszt tego badania byl najtanszy, ale przyjechalam 20min za pozno i pielegniarka mnie nie przyjela. Bylam pewna ze punkt pobran jest czynny do 9.30 (nikt w recepcji od rana nie odbieral telefonu!!). Musialam zatem jechac do innej, nieco droższej przychodni.
Wprawdzie jeszcze nie dostalam @, ale na wynik kariotypu czeka sie do 5tygodni(!) Nie chcemy marnowac kolejnego miesiaca.
Pragne z calego serca rozpoczac procedure do ivf. Jesli zaczniemy pod koniec stycznia to wszystko bedzie rozgrywac sie w lutym-w miesiacu moich 30ych urodzin. Zabijcie mnie :( (!) Jak ten czas szybko leci.
30tka to taka magiczna liczba, juz nie bede dwudziestoparolatka tylko dojrzala,bezdzietna kobieta..

Jedna ze staraczek po ivf (Kalija) pochwalila sie pieknym wynikiem bety. Jeszcze raz gratuluje - daje mi to nadzieje, ze mi tez sie uda!!

Czas tak szybko leci, maly ma juz prawie 7 tygodni i wlasnie spi obok mnie a mama wpatruje sie zakochana.
Mój porod mial odbyc się 31 pazdziernika tak wiec stawiłam się 30 z rana do szpitala. Dzien wczesniej caly wieczor - sraczka - ze stresu co mnie czeka ale to nic. Stawilam sie punkt 9 na patologii ciazy a oni do mnie, ze ciecia jutro nie bedzie ... wtf .... nie maja miejsca na porodowce a lekarze mają bardzo duzo cięc i nie sa w stanie fizycznie się wyrobic. Do godziny 12 czekałam co ze mna zrobią, miedzy czasie przyszły inne panie na planowaną cesarke, niestety wypisali mnie dp domu. Tak więc stawiłam sie do szpitala 1 listopada i ciecie bylo 2. Caly dzien przelezalam na patologii, w ten dzien bylo bardzo duzo porodów, normalnie jedna za drugą szły a ja lezalam sama na sali. Ale do rzeczy. 2 listopada o 5 rano przyszła do mnie polozna i zrobiła mi ktg na ktorych pisaly się skurcze (ktorych wogole nie czulam) i od tamtej pory juz nie spalam. Po 7 przyszla pielegniarka na nastepne ktg, potem kazali mi sie spakowac i czekac. No to czekalam cala w stresie na prawde w zyciu sie tak nie stresowałam. Po 8 przyszla Pani i zalozyla mi wenflon. Czekalam dalej. Po 9 przyszedl anestezjolog mowie super ruszy sie cos, porozmawialismy i czekałam dalej. Po 10 przyszla do mnie pielegniarka i mowi do mnie : zapraszam!! To ja szybko sms do B ze idę. Nogi trzesly mi sie jak z waty jak mi zakladali cewnik to mi bylo wstyd ze nie moglam tego opanowac. Przyszedl moj B. Zobaczyl mnie w koszuli z cewnikiem w stresie, blada i ze lzami w oczach mowi dasz rade, dal buziaka i poszedl. - zapraszamy na sale wszyscy czekaja - uslyszalam no to ide. Wchodze na blok a tam pelno ludzi w zielonych fartuszkach. Mily anestezjolog z rana i jego asystentka wzieli mnie na stol zeby podac znieczulenie. Bolało, jak diabli. Polozylam się. Czulam jak cieplo mi w nogi i jak mo dretwieja, za chwile nie czulam nic. Zalozyli mi czepek na glowe, postawili przed nosem parawan ( i tak odbijalo sie wszystko w lampie nad stolem) i zaczeli smarowac brzuch czyms zoltym. Zerknelam w lampe i widze jak lekarz trzyma w reku skalpel. Odplywam czuje ze chce mi sie wymiotowac. Asystentka w panike, pani nam sie zestresowala! Od tamtej pory slyszalam tylko chwile rozmowy lekarzy o takich pierdolach ze masakra, minelo moze 2 minuty i slysze najpiekniejszy dzwiek mojefo zycia, placz mojego syna. Ale mial glos ( do tej pory mu zostalo ) a ja oczywiscie w ppacz razem z nim. Tak sie cieszylam ze to juz koniec, ze juz po wszystkim. Po paru minutach podeszla do mnie mila Pani z malym zawiniatkiem spiacym i mowi : gratuluje ma pani syna, 3470 i 53cm 10 puntkow. Dalam mu buzki i plakalam ze szczescia. - no to teraz syn idzie sie przytulac z tata - ahh cudownie!! Miedzy czasie slysze, dziecko urodzone 10.58, zakonczenie operacji 11.25. Gratulujemy i dziekujemy. Reszta dziala sie tak szybko, zszywanie no masakra niewiem kiedy. Przyjechalam na pooperacyjna z mega drgawkami. Lezalam na plasko i slyszalam tylko mojego B jak mowi do Marcela, po jakiejs chwili pielegniarka polozyla mi go na klatce takiego cieplego, pieknego, moj B stal obok wpatrzony w nas. Byla to najpiekniejsza chwila w moim zyciu...

Przyszły mi już wyniki AMH
Wynosi u mnie 6,88 wydaje mi się że chyba jest ok ale ja się za bardzo nie znam.
Myślę że się zakwalifikujemy do dofinansowania lekow

Anuśla Musisz dać życiu szansę 18 grudnia 2018, 11:14

Umowilam sie do immunologa na 12.02. Co za termin! Może dobrze, bo zrobie wszystkie badania. Zrezygnowalam z psychoterapii, bo wydam krocie na rehabilitację reki. 31.12 to moj ostatni dzien pracy, koniec luxmedu akurat wtedy kiedy mi potrzebny na rehabilitację, mialabym za darmo. Co za los. Ale od 18.02 zaczynam nową prace, mam nadzieje, że ręka bedzie w miare sprawna.

28t4d
Kryzys senny póki co zażegnany. Od czasu wpisu wszystkie noce względnie dobrze przespane, wspaniale. Co bym nie zapeszyła ;)

gacka89 W oczekiwaniu na mój mały cud 18 grudnia 2018, 12:07

Dlaczego, jakiś problem albo smutek pojawia się w czasie kiedy nie powinnyśmy się denerwować?

Dziekuje za gratulacje...

Przyjęli mnaie na patologie właśnie do Wojewódzkiego, poleżałam tam pół dnia, podłaczyli mnie do ktg..niby było wszystko dobrze, ale słabo ktg wyczuwało tętno..zapadła decyzja zeby przenieść mnie na porodówkę, żeby podpieli mnie do lepszego ktg..na porodówce było wszystko ok...przeleżałam tam 8 godzin..maz dzielnie dociskał mi ktg do brzucha. Wody dalej sie sączyły, rozwarcia brak, akcji brak...koło 17 stwierdzili ze podaja mi oksytocyne bo nie ma na co czekać..po ok 70 minutach skurcze sie nie pojawiły..wpadł ordynator i mówi ze robimy cesarkę bo nie ma postępu..cała akcja potoczyła sie juz bardzo szybko..w 5 minut podpisałam papiery i byłam gotowa..zaczęłam sie cała trząść..nie wiem czy z nerwów czy z zimna..nie mogłam sie uspokic..bałam sie ze anestezjolog zle mi sie wkłuje przez to..ale daliśmy rade..o 18.34 pojawił sie na świecie mój SYN..muszę przyznać ze cc jest nieprzyjemne..niby nic nie czujesz a jednak grzebią Ci w brzuchu..

Mój Syn dostał 10pkt w skali apgar, wazył 2020g, i mierzył 48 cm. Lekarz zajmujący sie synkiem przyłożył mi go na sekundy do policzka, a później zabrali małego do inkubatora.

Nie pamiętam tamtego czasu kiedy mały lezal w inkubatorze..bałam sie go dotknąć..nic do mnie nie docierało..Synek leżał w inkubatorze albo 3 dni..dostawał kroplówki, był karmiony sondą..ale niedługo..szybko przeszedł na mój pokarm bo juz w niedziele..czyli dwa dni później..Odkąd przełożyli go do zwykłego łóżeczka moj dzien polegał na odciąganiu mleka i wizytach u małego. W miedzy czasie dostałam zakrzepicy zył..czyli musiałam lezeć..było ciezko ale jakoś to godziłam..dzieki Bogu trafiłam na super dziewczynę na sali i razem sie wspierałyśmy ( tez urodziła wcześniej bo w 36tc). Generalnie nie było zle..sytuacja małego polepszała sie z godziny na godzine..najpierw nie chciał jesc..potem zjadł 14 ml, później 20, 25, itd..nadszedł czas kiedy i ja go mogłam karmić piersią na oddziale noworodków. W piątek czyli tydzień po cc zapadła decyzja ze moge go dostać na sale i sie nim zajmować..było mi ciężko bo wydawało mi sie ze mały mało jadł..ale wytłumaczyli mi ze wcześniaki tak maja, ale będzie lepiej..wiec docieraliśmy sie..waga małego stała w miescy..tzn najpierw spadł do 1950g, waga długo stała w miejscu az zaczęła powoli rosnąc..1960..1964..1980..2005 i wtedy zapadła decyzja wychodzimy do domu!!

W szpitalu w sumie byliśmy dwa tygodnie..to był bardzo trudny czas dla mnie..dobrze ze miałam męza, siostrę..nie zycze tego nikomu...

Czemu urodziłam wcześniej? Najprawdopodobniej przez infekcje którą zlekceważył mój gin..nie wybaczę mu tego :( tym bardziej ze w środę byłam u niego, a w czwartek odeszły mi wody..pisze to i patrze na małego..kocham go najbardziej na świecie..wiem ze będzie ciężko..ale damy rady..bo mamy siebie..to w takim wielkim skrócie..

23 DC pojawiło się plamienie. Ale ból brzucha minął. Chyba dostanę na głowę.... Masakra, czekam co będzie dalej

Taka jest moja gadka z Mężem:

Ja: Wiesz, że dzisiaj raczej musimy zajechać po test?
Mąż: A po co?
J: No przecież jutro nie kupimy, bo mamy Wigilię firmową i nie wiadomo o której wyjdziemy.
M: A to na już chcesz?
J: No a na kiedy, jak jutro mam termin okresu? A jak okaże się, że nic z tego to muszę odstawić leki.
M: Łeeee, ja to myślałem, że będziesz robić w przyszłym tygodniu jak Ci się będzie długo spóźniał.

Nosz kurła zabić to za mało !!! W ogóle jest odrealniony, mówiłam mu tyle razy, że jeżeli się nie uda to mam odstawić Duphaston bo tak lekarz kazał, ale on nigdy nie pamięta!
Poza tym sam mnie prosił, żebym poczekała do terminu okresu.... Dramat.

No dobra to ulozylam diete:
Sniadanie:
-2 kromki zytniego pieczywa z musztarda i chuda wędlina plus pomidorek
II śniadanie:
- mały jogurt naturalny z 2 łyżkami płatków owsianych, 1 duży owoc
Obiad:
-filet z kurczaka grilowany na 2 lyzeczkaxh oliwy z oliwek, gotowany kalafior lub brokuł
Podwieczorek:
-jogurt naturalny ze śmieciami i jeden grejpfrut
Kolacja:
-sałata, ogórek, pomidor, rzodkiew, tuńczyk polane sosem czosnkowym
2l wody dziennie i 20 minut ćwiczeń z Cindy Crawford
Start 27 grudnia!!!!

Przyznam szczerze że ta dietę prowadziłam na początku tego roku (niestety tylko 3 tygodnie) i schudłam 7 kg. A co najlepsze w niej jest to to że nigdy nie chodziłam głodna. Oczywiście nie zawsze to było to samo na obiad bo fileta dusilam czasem w 2 porach i też było pycha i sycace. Diete mam z nature house.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2018, 16:58

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 grudnia 2018, 17:27

Przyznaje, krzyknelam dzis na synka. Wiercil się tak, ze nie moglam ani go posmarowac ani zalozyc pieluchy. I unioslam glos mowiac "uspokoj sie". Przestraszyl sie chyba bardziej mojego wyrazu twarzy. Ale zaraz go utulilam i przeprosiłam. Zwierzylam sie mezowi. Powiedzial zebym nie krzyczala na takiego slodziaka. Bo fakt, ze jak maz wrocil to Emil zamienil sie w aniolka. Widocznie wyczuwa moje napiecie i stres...

16 dc

Chciałoby się rzec: cóż za wspaniały dzień! W końcu pogoda przepiękna, ja mam wolne i nie muszę pędzić do pracy... Jednak wcale nie jest tak różowo, bo właśnie moje ostatnio w miarę pozytywne nastawienie do starań legło w gruzach przez jeden jedyny czynnik. Temperatura delikatnie spadła (jakim cudem?!), pomimo faktu, iż nie udało mi się wczoraj uniknąć % świętowania z matką. Nie mam ochoty jej mówić o naszych problemach, a bez tego powoli kończą mi się już wymówki tłumaczące dlaczego nie mam ochoty napić się szampana czy lampki wina:( Strasznie to męczące. Żeby nie ryzykować, zaczęłam tak planować wszelkie spotkania z rodziną i znajomymi, by wypadały jedynie w dni okresu lub resztę początkowej fazy cyklu. Nie jest to jednak takie proste, bo świąt\urodzin i wszelkiego typu uroczystości niezależnych ode mnie nie przesunę:( Tym sposobem wczoraj nie wiedząc jak wybrnąć trochę nabroiłam:( Mam nadzieję, że nie zepsułam cyklu:(

Na pocieszenie zaczęłam sobie czytać fioletowe forum, gdzie dziewczyny raportują jak to im się udało po stymulacji clo zajść w ciążę już w 1 cyklu!:) W dodatku sporo tam informacji o ciążach bliźniaczych, o których sobie ostatnio marzymy, bo to idealne rozwiązanie skoro chcielibyśmy się dorobić trójki dzieciaków, a przy moim AMH nie zostało nam już wiele czasu... Uh, obyśmy do nich szybko dołączyli!

Dla równie zainteresowanych, ku pokrzepieniu - wklejam linka;)
https://bellybestfriend.pl/forum/w-ciazy-ogolne/ciaza-po-clo-komu-sie-udalo,2646,1.html

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 18 grudnia 2018, 19:22

Wczoraj pojawiło się lekkie brązowe plamienie, jednorazowo połączone z ćmieniem jajnika. Nie wiem jak to nazwać, bo na pewno nie bólem, po prostu go czułam. Z przerwami czułam cały dzień i dziś tak samo. Plamienie nie pojawiło się ponownie, za to jest przeźroczysty śluz. Chwilami czuję, jakbym miała "tam" mokro. Czekam z niecierpliwością co będzie dalej *_*

Dziś wdzięczna jestem za wolny od pracy dzień, w którym mogę się zrelaksować. Joga, dobra książka, odpoczynek.

Agusia_pia testowanie dopiero we wigilię przypada o ile się @ nie rozkreci...

Abilify05 u mnie też tylko troszkę raptem plamka wielkości paznokcia u dużego palca. Coś czuję że to niestety nie jest ten cykl, nie wiem dlaczego, chociaż bardzo pragnę dzidziusia... A Ty kiedy testujesz?? Bo dzieli nas kilka dni z tego co wiem.

5 lat temu wigilia była dla mnie magiczna bo mąż mi się oświadczył - bardzo chciałabym kiedyś dać nam takie maleńkie szczęście

28dc

Wczoraj myślałam że dostałam @, ale może nazbierało mi się krew i wyglądało to jak początek lekkiego krwawienia miesiaczkowego.
Dzis zrobiłam test niestety dalej negatywny :(

17 DC/ 3DPO.
Hej, owvf już wyznaczyło mi owulkę na 14 dc, ja obstawiam raczej na 15 dc bo wtedy był skok tempki ale może przesunie, chociaż 14 dc miałam taki ból w podbrzuszu i z lewej strony jak na owulkę. Od porodu mam bolesne owulacje, czuję jak jest. Ale nie nastawiam się na ten cykl, niby był mąż i było <3 ale jakoś nie wierzę. Bardziej liczę na styczeń bo mąż jak wróci na święta to jedzie dopiero 14 stycznia więc będzie długo w domu, żołnierzyki będą się na bieżąco produkować, tak jak było w lipcu w szczęśliwym cyklu z którego mamy synka. Więc teraz się nie nakręcam na nic. Zaraz święta, zjedzie się rodzina będzie wesoło.
Bartusiek sobie raczkuje już aż miło, wszystko u nas dobrze. Chodzimy sobie na spacerki w tą super pogodę. Od soboty deszcz i będziemy się kisić w domu :(

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 21 grudnia 2018, 12:15

Dziś test negatywny. Wieczorem mieliśmy spotkać się z przyjaciółmi więc zrobiłam, ale nie z porannego moczu. Spotkanie i tak odwołane. Trochę smutno ale cóż. Dopóki nie ma @ zawsze jest nadzieja, tak to działa ;) A tam na dole cisza.

24 dc i kolejna "plama" i teraz narazie cisza i spokój. W nocy spać nie mogłam - dla mnie to nowość... Czekamy dalej.

FASOLKAa Nasza historia starań 19 grudnia 2018, 08:54

Dzisiaj 28 d.c., temperatura skoczyła do 37.2. Powinnam dzisiaj dostać okres, ale jeszcze go nie ma. Zrobiłam test, wyszedł negatywny, ale z bardzo słabo widoczną drugą kreską. Powinnam odczytać wynik po 5 min., a odczytałam prawie po 7, więc być może wyszła po czasie. Poszłam zrobić betę, ale wyniki będą dopiero jutro po 14 -,-. Jestem strasznie niecierpliwą osobą i to czekanie mnie dobija, wolałabym znać najgorszą prawdę, a nie czekać i czekać... Zobaczymy jaka jutro będzie temperatura, jak sie utrzyma, to jest nadzieja, a jak spadnie, to znaczy, że za późno odczytałam wynik z testu i już był nieważny :(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)