Bałam się tu przejść, ale chyba najwyższy czas. Co ma być to będzie. 10t1d wg owulacji, 10t2d wg usg. Czy się boję? Chyba jeszcze tak, choć z każdym dniem coraz mniej. Wszystko wygląda dobrze więc nic tylko zacząć się cieszyć 
4dc
Małpa przyszła w sobotę i zepsuła cały weekend... Rozmawialiśmy z Mężem na temat przerwy w staraniach bo ostatnio nie najlepiej na nas działają. Mam wrażenie że presja jest na tyle duża, że w jakiś sposób oddalamy się od siebie. Takie kilkuletnie bezoowocne starania to wielka próba dla związku. Nie obwiniamy się niby o to dlaczego i z kogo winy nam nie wychodzi, ale mimo wszystko czuje się winna. Sama siebie nakręcam a to nie jest zdrowe. Szukam problemu tam gdzie go nie ma. Mąż mówi, że jeśli się nie uda to trudno, będziemy we dwoje i będziemy się cieszyć sobą, ale ja wiem że przyjdzie taki moment kiedy to we dwoje mu nie wystarczy, że będzie chciał czegoś więcej... Paraliżuje mnie strach że wtedy odejdzie, że znajdzie sobie kobietę, która da mu dziecko... Choć wiem, że mnie kocha...
W każdym razie postanowiliśmy nie odpuszczać... 3,5 roku leczenia dopiero teraz zaowocowało owulacją. Dwa ostatnie cykle owulacyjne były pierwszymi i jedynymi w całym okresie leczenia, więc stwierdziliśmy że szkoda zaprzepaszczać tyle czasu i poświęceń... Jeszcze trochę wytrzymamy.
Póki co wracam na terapię, bo głowa zaczyna się znowu sypać, znowu robię się płaczliwa z byle powodu i ogarnia mnie wielkie życiowe "fuj". Mam nadzieję że moja Pani psycholog znowu postawi mnie do pionu. No i oczywiście monitoring w przyszłym tygodniu w poniedziałek i czwartek i zobaczymy co z tego będzie.
Cukinia bio, dokladnie wyszorowana. Nie obieram. Skorki i tak nie jadl, tylko miąższ ssal.
Pani na Sorze, od razu zaprowadzila mnie na oddział ginekologiczny kazała poczekać, aż położna mnie przyjmnie. Pierwsze pytanie jakie usłyszałam to: a niby czemu przypuszczam, że mam ciążę pozamaciczną i czy mam coś na potwierdzenie. Pytanie bardzo logiczne oczywiście, ale zostało zadane w sposób tak lekceważący jakbym to ja głupiutka coś sobie wymyśliła. Ręce mi się zatrzęsły, głos złamał i tylko wydukałam, że mam wyniki beta, zdjęcie usg macicy bez pęcherzyka i skierowała mnie tutaj moja ginekolog. Kazali mi jeszcze chwilę poczekać na panią doktor, która zrobiła mi badanie USG. Na zdjęciach lewy jajowod był znacznie powiększony także najgorsze obawy zostały potwierdzone. Powiedziano mi, że muszą jeszcze omówić te zdjęcia z innym lekarzem i że najprawdopodobniej trzeba będzie wykonać laparoskopię. Uprzedzono mnie również, że istnieje taka możliwość że jajowod może pęknąć w trakcie operacji i wtedy trzeba będzie go usunąć. Świetnie, same dobre wiadomości. Przydzielono mi salę, łóżko i kazano czekać. Była pani anestezjolog zrobić wywiad przed narkozą, jednak wieczorem poinformowano mnie ze zabieg odbędzie się o 8:30 następnego dnia, ponieważ dobrze się czuje i tak będzie dogodniej dla wszystkich. Rano obudzily mnie krzyki na korytarzu, do mojej sali, świeżo po ciężkim porodzie, wjechała młoda mama. Ledwo żywa, ale szczęśliwa. Dzidziuś musiał zostać pod opieką, a jej kazali odciągać dla niego pokarm. I teraz musicie mnie zrozumieć, to nie tak, że kobieta która traci ciążę ma za złe tym kobietom, którym się uda urodzić dziecko. Po prostu kiedy widzi szczęśliwą matkę, ból jest jeszcze silniejszy. Cieszy się razem z nową mamą jej szczęściem, ale jednocześnie ból, rozpacz i niesprawiedliwość jaka ją spotkała okropnie się pogłębia. Dlatego uważam, że kobiety, które poroniły, są po zabiegach związanych z usunięciem macicy itp. nie powinny mieć styczności z nowymi mamami i płaczem ich pociech. To tylko pogarsza stan w jakim już są niedoszłe mamusie. Na przykład, moja kuzynka, na którejś już z kolei wizycie u ginekologa, usłyszala: Nie ma bicia serca, płód nie żyje, siostro proszę wykreślić ciążę! Będzie pani miała łyżeczkowanie. Koniec rozmowy. Nosz.... I oczywiście łóżko w szpitalu dostała ze świeżo upieczonymi mamami i ich dzidziusiami. Dopiero po kłótniach z pielęgniarkami, położyły ją na innym oddziale. A więc ja, leżąc obok świeżo upieczonej mamy wycierałam tylko łezkę za łezką i błagałam, żeby to moje serce nie popękało za bardzo. Nowa mama zaczęła wypytywać co tu robię, na co czekam i szybko się dowiedzialm, że ma za sobą już dwa poronienia i również tej ciąży miała nie donieść, ale się udało i wierzy, że mi również się uda. Dodała też, że mało kto o tym mówi, ale każda kobieta po stracie (i nie tylko) ma możliwość zadzwonić do szpitalnego psychologa i porozmawiać o tym jak się czuje. Numer telefonu powinien być na korytarzu, ona z tego skorzystała i bardzo jej to pomogło. Przez całą wizytę w szpitalu, ani lekarze, ani pielęgniarki nie poinformowały mnie o takiej możliwości. Może zapomniały, może nigdy tego nie robią, nie wiem.. Odświeżyłam się trochę przed zabiegiem, podłączono mi weflon, zaproszono do salki obok. Musiałam się rozebrać, położyć na łóżko, założyć czepek. Dostałam tabletkę uspakajającą (rutynową czynność) i przewieziono mnie, leżącą na tym łóżku, na salę operacyjną. Okropne doświadczenie, ale chyba tabletka robiła swoje, bo nie odczuwałam stresu. Na sali zabiegowej wszystkie okna otwarte, zimno jak w lodówce, a ty golutka pod papierkiem. Musiałam przejść na fotel zabiegowy, podobny do ginekologicznego, związano mi nogi i ręce pasami i podano coś znieczulającego weflonem. Maska tlenowa i Cię nie ma......
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2022, 11:25
Tosia ma dziś 8 miesięcy!!! Zaraz będzie rok! Boże, no nie wierzę! Siedzi już od dawna, raczkuje od dawna i od dawna próbuje się wspinać, ale na razie tylko na kolankach
Ładnie je, ale tylko to co lubi
Z dużymi kawałkami radzi sobie znakomicie, chociaż nadal boję się, że się zakrztusi
Teraz bawi się na macie. Nawet potrafi się zabawić sama, ale oczywiście ktoś musi być w pokoju. Z drzemkami w ciągu dnia mamy nadal problem... Co prawda zdarza się, że pośpi 2h ciągiem, jak wczoraj, ale oczywiście na rękach
nie wiem jak ją tego oduczyć... Macie jakieś złote rady? Nocy nadal nie przesypiamy, ale nie ma źle. Raz w nocy Tosia je mleczko, a zazwyczaj raz/dwa się przebudza i muszę ją wziąć na chwilę do łóżka. Śpi zazwyczaj do 8/9
lubi się bawić wszystkimi paściami i notorycznie wyciąga nam narożniki z listew przypodłogowych 
Samotnie mi tylko czasami, bo nie mam tu nikogo, a mąż 3 razy w tygodniu do 17, w piątki nie widzimy się prawie w ogóle, bo mąż jeszcze studiuje. Weekendy też spędzamy same z Tosią
Dzisiaj mąż rozmawiał z kolegą, żeby się zamienili w środy, żeby mąż przychodził o 14, ale nie ma szans. Dostał tylko zjebkę, a kolega się obrazil, bo on tez ma dziecko i musi je odbierać ze świetlicy. Nie ma znaczenia, że przez ostatni rok, albo i dłużej 3 razy w tygodniu chodzi na rano, a R. do tej 17... i to, że ich dziecko ma 8 czy tam 9 lat. A ja też mam szkolę, mam praktyki w podstawówce i też mam egzaminy i sesję. Ale kogo to obchodzi 
Tośka właśnie ściąga książki z półki, więc trzeba interweniować.
11dc
Nazywam ten cykl cyklem czystym, bez stymulacji clo, bez ovitrelle. Po prostu mamy juz postanowione in vitro i w tym miesiacu nie zamierzamy sie spinac w kwesti staran- po raz pierwszy od 2.5 lat! Czuje sie lekko i nawet mam ochote na
, az moj Malz jest zadowolony
.
Dzisiaj dostalam wyniki badan z posiewu czekam jeszcze na cytologie i kariotyp. Tak bardzo chcialabym rozpoczac stymulacje wraz z nowym cyklem (czyli koniec stycznia).
Trzeba dzialac!
21 DC - Chce mi się wyć... Koleżanka z pracy załamana bo jest w ciąży, a ja tak bardzo chce i nie jestem i nie wiem czy kiedykolwiek będę... Tak bardzo chciałabym być teraz na jej miejscu ;(
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2019, 21:19
WTOREK
Dziewczyny! Któraś staraczka całkiem niedawno polecała film "maybe baby". Obejrzałam przed chwilą... i jestem niesamowicie poruszona! Jakbym oglądała film o sobie!!! Widać, że ktoś to musiał przechodzić, albo reżyser albo ktoś... bo normalnie oglądając głównych bohaterów czułam się tak jakbym widziała siebie i te cholerne starania! Nieobce mi były ich sytuacje, rozterki, uczucia... moja pierwsza myśl po tym filmie: "jak ja dobrze to znam" ...
AMH 2,94 - chyba ok?
Zliczyłam dotychczasowe koszty leczenia, tak dla siebie.
14.205,39 zł + 2.300 zł
Tych 2.300 zł nie jestem pewna, są jakieś wydatki z rachunku przez payu albo dial24 i one są trudne do zidentyfikowania, więc nie biorę ich za pewnik.
W 14.205,39 zł nie wchodzą dojazdy, przejazdy. Za to mieszczą się tam też badania nietolerancji pokarmowej i moje zaszłości reumatologiczne. Od których w sumie zaczęło się całe leczenie.
Czy sobie postawić granicę? Jeśli tak, to gdzie?
Dostałam mapę zdrapkę. Może to znak, że trzeba się zająć też życiem, poza-staraniowym życiem. Dlatego teraz czytam o Sri Lance, o Madagaskarze, może się uda. A przynajmniej mam zajęcie 
No to mamy 38tc
jak kiedyś w oczekiwaniu na @, tak teraz sprawdzam czy w gaciach czopa nie ma
Oesu zawsze coś.
Całe życie z okiem w gaciach 
a i byłam na 3D, ale niestety niewiele było widać, bo szczenie jest już spore (2606g) i ma ciasno
trochę za późno podjęłam decyzję
szkoda
Blw day 2
Znow cukinia. Troszke ja possal :o) no pressure
Bylismy u alergologa. Pytalam o diete dla Ema skoro ma reakcje alergiczne:
-zero nabialu
-zero bialka kurzego
-1gr glutenu dziennie
Trzeci dzień pozytywny owulak, temperatura dzisiaj poszła w górę, nie czułam tego ukłucia więc ciężko stwierdzić czy już po owu. Zobaczymy co przyniesie jutrzejszą tempka.
Nie wiem co o tym sądzić wierzyć w zabobony czy też nie
Dziś rano stłukłam lusterko nie i naszły mnie straszne myśli że z maleństwa nici
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 06:56
Tak się cieszyłam na urlop w lipcu do Zakopanego. A przez teściowa nici z wyjazdu. Ta głupia baba ponownie swoimi kopytami wchodzi w naszym życie. Wymyśliła sobie że jedzie z nami na urlop, mój już znalazł dla niej pokój i dla nas. I nawet był skłonny rezerwować. Ja mu nie pozwoliłam powiedziałam że w tym roku nie jedziemy bo w lipcu podchodzimy do ivf. Dopóki ten babsztyl będzie się wpierdzielac, nie będzie żadnego wyjazdu. Taki spokój był 2 lata a teraz znów baba odstawia szopki.
Mam ochotę przywieść jej bimbru bo jest alkoholiczką aby zaczęła pić i by się skończyły problemy.
I do tego bardzo hamsja jest , chwaliła się. Że jak była teraz na imprezie, powiedziała teściowej syna ( ja ta powiedziała aby palił na dworzu) aby sama wypierdalaj na dwór sikać i miała zaszczyt się śmiać. Uważała siebie za bogatą. Wstępna alkoholiczka. Kto wie czy nie będzie rozwodu, kto to wie.
I na dokładkę baba mówi że każde dziecko zabiera mamusie na urlop. Co ja do niej tylko kiedy mają dzieci aby mamusia pilnowała ich.
Bo gdzie kobita 65 lat będzie miała siłę łazić po górach jak w nich nie była
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 07:31
Siedzę w domu chora (już całe szczęście coraz mniej) i nadrabiam pracowe zaległości. Oj nazbierało się tego trochę. Jak człowiek wpada w szał staraniowy to czyta, czyta i odkłada całe swoje życie na bok. Z jednej strony to źle, bo w końcu dopada człowieka bezsilność i zniechęcenie ale z drugiej strony jakoś obniżona motywacja zawodowa ostatnio u mnie. To wszystko pozwala mi się nieraz zatopić w krainie spełnionych szczęśliwych marzeń a ja tak chętnie ostatnio uciekam od rzeczywistości. Są dni, w których przestaje mi się cokolwiek chcieć. Mam wrażenie, że jestem non stop smutna. Wszystkim narzekam, marudzę. Ciągle w czarnych myślach.
Dalej wymiotuje z rana. W ogóle lekko się poddenerwuje i już brzuch mnie boli. A jak jelita dają w kość... Czemu styczeń/luty zawsze musi być taki ciężki.
Koleżanka ze średniej co mówiła, że będzie mieć problem mieć dzieci urodziła własnie drugie. Dowiedziałam się ostatnio o ciąży kiedyś mojej przyjaciółki. No cóż, taka kolej rzezy, wszyscy będą zakładać rodziny... Najgorzej się boję czasu, kiedy dużo młodsze rodzeństwo i kuzynostwo męża będzie zaczynać spładzać potomstwo. To pewnie będzie boleć.
Po za tym widzę, że mąż ostatnio sobie nie radzi. Jest przygaszony, nie potrafi w nocy spać, widać po nim, że się męczy. Skala problemów chyba nas powoli przerasta. W żadnym kierunki nie idzie nam ostatnio do przodu. Mąż niby na swoim, ale rypie się ostatnio mocno, a ja mu nie potrafię pomóc.
Może niedługo już będzie więcej słońca to odżyjemy.
Mam takie lekkie podlamanie. Mam tyle spraw do zrealizowania l, ale jakoś wpadłam w mały dołek. W marcu wykonamy pierwszy telefon do ośrodka by umówić sie na nasze pierwsze spotkanie.Nie mogę sie doczekać. Ale tez chciałabym by wszystko bylo w miarę zapiete na ostatni guzik... Najgorsze jest to, ze bardzo bym chciała zrobic wszystko juz... To chyba tez sie przyczynia do tego mojego nastroju. Bo tak czuje, ze juz juz... A to jeszcze jednak trzeba czekać...
29cs nie wiem który dc i nie chce mi się liczyć
Siedzę w robocie, powoli zdrowieję. Przez 5 dni miałam pracę w terenie. Zmarzłam niemiłosiernie. -10 stopni było w poniedziałek a w czwartek wiał przeokrutny wiatr. DLatego zachorowałam. Gorączkowałam. Juz jest lepiej ale robię sobie inhalacje bo jakaś flegma spływa mi z gardła i podraznia je, przez co kaszlę non stop.
Kupilismy bilety do Szkocji. Teściowie mieszkają ponad 10 lat tam, a ja ani raz z mężem nie byliśmy. Lecimy 23 marca a wracamy 28. Udało Nam się bardzo tanio kupic bilety - za 380 zł za dwie osoby w dwie strony. Dokupiliśmy jeszcze walizkę i parking.
Tak więc czekam na urlop 
Wyniku histopatologicznego nadal nie ma.
Juz 28 dc czekam na rozwoj wydarzen. Obiecalam sobie, ze tym razem test zrobie dopiero w 38dc jezeli okresu dalej nie bedzie... Karce sama siebie bo juz robie sobie nadzieje I widze u siebie objawy ciazy. Zaczelam chodzic na basen I cwiczyc w domu na bole kregoslupa, jest lepiej, ograniczam tez podnoszenie I noszenie dzieci bo mysle,, ze najwiecej moich problemow z kregoslupem jest z powodu noszenia ich.
Zaczelismy robic laurki na dzien babci, dziadka I prababci. Wyszly pieknie, mimo wszystko wysylamy do wszystkich babc I dziadka. To pierwsze prace wykonane przez moje dzieci, nabazgrali jak umieli najpiekniej, dolaczamy ich zdjecia I zyczenia I zamierzam wyslac. Serce boli, jak moga tylko porozmawiac przez telefon z moja babcia a nir moga jej odwiedzic I przytulic, ale nie damy rady wybrac sie teraz do Polski. Wiec choc laurki, kartki I zdjecia wyslemy, zwlaszcza ze msmy jeszcze trzy prababcie kochane w Polsce.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 14:56
Jutro moja pierwsza IUI
Wczoraj byliśmy na wizycie, naturalny pęcherzyk w lewym jajniku miał rozmiar 19,5 - endometrium też ładne no to nie ma co czekać.
Zlecono nam wczoraj jeszcze wirusologię z krwi i bakteriologie - posiew. Na chlamydie jeszcze czekam pozostałe badania wyszły ok.
Wczoraj o 22 zastrzyk - gonapeptyl i jutro na 10:00 umówiona inseminacja. Sama nie wiem co myśleć, chyba troszkę się nakręciłam, więc poziom nadziei wzrósł.... pewnie sie nie uda i do drugiej podejdę już z większą rezerwą.
Niepokoi mnie tylko że od godziny bardzo wyraźnie czuję mój lewy jajnik - czuję go jak nigdy - już oczywiście się nakręcam, że pewnie pęka i do jutra będzie po zawodach...
Ratuje mnie spokój i cierpliwość, przyda się na nast 2 tygodnie jeszcze.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.