Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 8 stycznia 2019, 10:26

Cukinia bio, dokladnie wyszorowana. Nie obieram. Skorki i tak nie jadl, tylko miąższ ssal.

Pani na Sorze, od razu zaprowadzila mnie na oddział ginekologiczny kazała poczekać, aż położna mnie przyjmnie. Pierwsze pytanie jakie usłyszałam to: a niby czemu przypuszczam, że mam ciążę pozamaciczną i czy mam coś na potwierdzenie. Pytanie bardzo logiczne oczywiście, ale zostało zadane w sposób tak lekceważący jakbym to ja głupiutka coś sobie wymyśliła. Ręce mi się zatrzęsły, głos złamał i tylko wydukałam, że mam wyniki beta, zdjęcie usg macicy bez pęcherzyka i skierowała mnie tutaj moja ginekolog. Kazali mi jeszcze chwilę poczekać na panią doktor, która zrobiła mi badanie USG. Na zdjęciach lewy jajowod był znacznie powiększony także najgorsze obawy zostały potwierdzone. Powiedziano mi, że muszą jeszcze omówić te zdjęcia z innym lekarzem i że najprawdopodobniej trzeba będzie wykonać laparoskopię. Uprzedzono mnie również, że istnieje taka możliwość że jajowod może pęknąć w trakcie operacji i wtedy trzeba będzie go usunąć. Świetnie, same dobre wiadomości. Przydzielono mi salę, łóżko i kazano czekać. Była pani anestezjolog zrobić wywiad przed narkozą, jednak wieczorem poinformowano mnie ze zabieg odbędzie się o 8:30 następnego dnia, ponieważ dobrze się czuje i tak będzie dogodniej dla wszystkich. Rano obudzily mnie krzyki na korytarzu, do mojej sali, świeżo po ciężkim porodzie, wjechała młoda mama. Ledwo żywa, ale szczęśliwa. Dzidziuś musiał zostać pod opieką, a jej kazali odciągać dla niego pokarm. I teraz musicie mnie zrozumieć, to nie tak, że kobieta która traci ciążę ma za złe tym kobietom, którym się uda urodzić dziecko. Po prostu kiedy widzi szczęśliwą matkę, ból jest jeszcze silniejszy. Cieszy się razem z nową mamą jej szczęściem, ale jednocześnie ból, rozpacz i niesprawiedliwość jaka ją spotkała okropnie się pogłębia. Dlatego uważam, że kobiety, które poroniły, są po zabiegach związanych z usunięciem macicy itp. nie powinny mieć styczności z nowymi mamami i płaczem ich pociech. To tylko pogarsza stan w jakim już są niedoszłe mamusie. Na przykład, moja kuzynka, na którejś już z kolei wizycie u ginekologa, usłyszala: Nie ma bicia serca, płód nie żyje, siostro proszę wykreślić ciążę! Będzie pani miała łyżeczkowanie. Koniec rozmowy. Nosz.... I oczywiście łóżko w szpitalu dostała ze świeżo upieczonymi mamami i ich dzidziusiami. Dopiero po kłótniach z pielęgniarkami, położyły ją na innym oddziale. A więc ja, leżąc obok świeżo upieczonej mamy wycierałam tylko łezkę za łezką i błagałam, żeby to moje serce nie popękało za bardzo. Nowa mama zaczęła wypytywać co tu robię, na co czekam i szybko się dowiedzialm, że ma za sobą już dwa poronienia i również tej ciąży miała nie donieść, ale się udało i wierzy, że mi również się uda. Dodała też, że mało kto o tym mówi, ale każda kobieta po stracie (i nie tylko) ma możliwość zadzwonić do szpitalnego psychologa i porozmawiać o tym jak się czuje. Numer telefonu powinien być na korytarzu, ona z tego skorzystała i bardzo jej to pomogło. Przez całą wizytę w szpitalu, ani lekarze, ani pielęgniarki nie poinformowały mnie o takiej możliwości. Może zapomniały, może nigdy tego nie robią, nie wiem.. Odświeżyłam się trochę przed zabiegiem, podłączono mi weflon, zaproszono do salki obok. Musiałam się rozebrać, położyć na łóżko, założyć czepek. Dostałam tabletkę uspakajającą (rutynową czynność) i przewieziono mnie, leżącą na tym łóżku, na salę operacyjną. Okropne doświadczenie, ale chyba tabletka robiła swoje, bo nie odczuwałam stresu. Na sali zabiegowej wszystkie okna otwarte, zimno jak w lodówce, a ty golutka pod papierkiem. Musiałam przejść na fotel zabiegowy, podobny do ginekologicznego, związano mi nogi i ręce pasami i podano coś znieczulającego weflonem. Maska tlenowa i Cię nie ma......


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2022, 11:25

Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 8 stycznia 2019, 13:04

Tosia ma dziś 8 miesięcy!!! Zaraz będzie rok! Boże, no nie wierzę! Siedzi już od dawna, raczkuje od dawna i od dawna próbuje się wspinać, ale na razie tylko na kolankach :D Ładnie je, ale tylko to co lubi :D Z dużymi kawałkami radzi sobie znakomicie, chociaż nadal boję się, że się zakrztusi :( Teraz bawi się na macie. Nawet potrafi się zabawić sama, ale oczywiście ktoś musi być w pokoju. Z drzemkami w ciągu dnia mamy nadal problem... Co prawda zdarza się, że pośpi 2h ciągiem, jak wczoraj, ale oczywiście na rękach :/ nie wiem jak ją tego oduczyć... Macie jakieś złote rady? Nocy nadal nie przesypiamy, ale nie ma źle. Raz w nocy Tosia je mleczko, a zazwyczaj raz/dwa się przebudza i muszę ją wziąć na chwilę do łóżka. Śpi zazwyczaj do 8/9 ;) lubi się bawić wszystkimi paściami i notorycznie wyciąga nam narożniki z listew przypodłogowych :D
Samotnie mi tylko czasami, bo nie mam tu nikogo, a mąż 3 razy w tygodniu do 17, w piątki nie widzimy się prawie w ogóle, bo mąż jeszcze studiuje. Weekendy też spędzamy same z Tosią :/ Dzisiaj mąż rozmawiał z kolegą, żeby się zamienili w środy, żeby mąż przychodził o 14, ale nie ma szans. Dostał tylko zjebkę, a kolega się obrazil, bo on tez ma dziecko i musi je odbierać ze świetlicy. Nie ma znaczenia, że przez ostatni rok, albo i dłużej 3 razy w tygodniu chodzi na rano, a R. do tej 17... i to, że ich dziecko ma 8 czy tam 9 lat. A ja też mam szkolę, mam praktyki w podstawówce i też mam egzaminy i sesję. Ale kogo to obchodzi ;)

Tośka właśnie ściąga książki z półki, więc trzeba interweniować. <3

Pinka. Piąty transfer 8 stycznia 2019, 15:57

11dc

Nazywam ten cykl cyklem czystym, bez stymulacji clo, bez ovitrelle. Po prostu mamy juz postanowione in vitro i w tym miesiacu nie zamierzamy sie spinac w kwesti staran- po raz pierwszy od 2.5 lat! Czuje sie lekko i nawet mam ochote na <3, az moj Malz jest zadowolony :).
Dzisiaj dostalam wyniki badan z posiewu czekam jeszcze na cytologie i kariotyp. Tak bardzo chcialabym rozpoczac stymulacje wraz z nowym cyklem (czyli koniec stycznia).

Trzeba dzialac!:)

21 DC - Chce mi się wyć... Koleżanka z pracy załamana bo jest w ciąży, a ja tak bardzo chce i nie jestem i nie wiem czy kiedykolwiek będę... Tak bardzo chciałabym być teraz na jej miejscu ;(


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2019, 21:19

WTOREK
Dziewczyny! Któraś staraczka całkiem niedawno polecała film "maybe baby". Obejrzałam przed chwilą... i jestem niesamowicie poruszona! Jakbym oglądała film o sobie!!! Widać, że ktoś to musiał przechodzić, albo reżyser albo ktoś... bo normalnie oglądając głównych bohaterów czułam się tak jakbym widziała siebie i te cholerne starania! Nieobce mi były ich sytuacje, rozterki, uczucia... moja pierwsza myśl po tym filmie: "jak ja dobrze to znam" ...

AMH 2,94 - chyba ok?

Zliczyłam dotychczasowe koszty leczenia, tak dla siebie.

14.205,39 zł + 2.300 zł

Tych 2.300 zł nie jestem pewna, są jakieś wydatki z rachunku przez payu albo dial24 i one są trudne do zidentyfikowania, więc nie biorę ich za pewnik.
W 14.205,39 zł nie wchodzą dojazdy, przejazdy. Za to mieszczą się tam też badania nietolerancji pokarmowej i moje zaszłości reumatologiczne. Od których w sumie zaczęło się całe leczenie.
Czy sobie postawić granicę? Jeśli tak, to gdzie?

Dostałam mapę zdrapkę. Może to znak, że trzeba się zająć też życiem, poza-staraniowym życiem. Dlatego teraz czytam o Sri Lance, o Madagaskarze, może się uda. A przynajmniej mam zajęcie :)

No to mamy 38tc

jak kiedyś w oczekiwaniu na @, tak teraz sprawdzam czy w gaciach czopa nie ma
Oesu zawsze coś.
Całe życie z okiem w gaciach chytryke.gif


a i byłam na 3D, ale niestety niewiele było widać, bo szczenie jest już spore (2606g) i ma ciasno
trochę za późno podjęłam decyzję
szkoda

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 8 stycznia 2019, 19:35

Blw day 2
Znow cukinia. Troszke ja possal :o) no pressure

Bylismy u alergologa. Pytalam o diete dla Ema skoro ma reakcje alergiczne:
-zero nabialu
-zero bialka kurzego
-1gr glutenu dziennie

gacka89 W oczekiwaniu na mój mały cud 8 stycznia 2019, 23:19

Trzeci dzień pozytywny owulak, temperatura dzisiaj poszła w górę, nie czułam tego ukłucia więc ciężko stwierdzić czy już po owu. Zobaczymy co przyniesie jutrzejszą tempka.

Nie wiem co o tym sądzić wierzyć w zabobony czy też nie
Dziś rano stłukłam lusterko nie i naszły mnie straszne myśli że z maleństwa nici


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 06:56

Tak się cieszyłam na urlop w lipcu do Zakopanego. A przez teściowa nici z wyjazdu. Ta głupia baba ponownie swoimi kopytami wchodzi w naszym życie. Wymyśliła sobie że jedzie z nami na urlop, mój już znalazł dla niej pokój i dla nas. I nawet był skłonny rezerwować. Ja mu nie pozwoliłam powiedziałam że w tym roku nie jedziemy bo w lipcu podchodzimy do ivf. Dopóki ten babsztyl będzie się wpierdzielac, nie będzie żadnego wyjazdu. Taki spokój był 2 lata a teraz znów baba odstawia szopki.
Mam ochotę przywieść jej bimbru bo jest alkoholiczką aby zaczęła pić i by się skończyły problemy.
I do tego bardzo hamsja jest , chwaliła się. Że jak była teraz na imprezie, powiedziała teściowej syna ( ja ta powiedziała aby palił na dworzu) aby sama wypierdalaj na dwór sikać i miała zaszczyt się śmiać. Uważała siebie za bogatą. Wstępna alkoholiczka. Kto wie czy nie będzie rozwodu, kto to wie.

I na dokładkę baba mówi że każde dziecko zabiera mamusie na urlop. Co ja do niej tylko kiedy mają dzieci aby mamusia pilnowała ich.
Bo gdzie kobita 65 lat będzie miała siłę łazić po górach jak w nich nie była


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 07:31

Monika18071 Ciągle w niedoczasie 9 stycznia 2019, 10:55

Siedzę w domu chora (już całe szczęście coraz mniej) i nadrabiam pracowe zaległości. Oj nazbierało się tego trochę. Jak człowiek wpada w szał staraniowy to czyta, czyta i odkłada całe swoje życie na bok. Z jednej strony to źle, bo w końcu dopada człowieka bezsilność i zniechęcenie ale z drugiej strony jakoś obniżona motywacja zawodowa ostatnio u mnie. To wszystko pozwala mi się nieraz zatopić w krainie spełnionych szczęśliwych marzeń a ja tak chętnie ostatnio uciekam od rzeczywistości. Są dni, w których przestaje mi się cokolwiek chcieć. Mam wrażenie, że jestem non stop smutna. Wszystkim narzekam, marudzę. Ciągle w czarnych myślach.

Dalej wymiotuje z rana. W ogóle lekko się poddenerwuje i już brzuch mnie boli. A jak jelita dają w kość... Czemu styczeń/luty zawsze musi być taki ciężki.
Koleżanka ze średniej co mówiła, że będzie mieć problem mieć dzieci urodziła własnie drugie. Dowiedziałam się ostatnio o ciąży kiedyś mojej przyjaciółki. No cóż, taka kolej rzezy, wszyscy będą zakładać rodziny... Najgorzej się boję czasu, kiedy dużo młodsze rodzeństwo i kuzynostwo męża będzie zaczynać spładzać potomstwo. To pewnie będzie boleć.
Po za tym widzę, że mąż ostatnio sobie nie radzi. Jest przygaszony, nie potrafi w nocy spać, widać po nim, że się męczy. Skala problemów chyba nas powoli przerasta. W żadnym kierunki nie idzie nam ostatnio do przodu. Mąż niby na swoim, ale rypie się ostatnio mocno, a ja mu nie potrafię pomóc.
Może niedługo już będzie więcej słońca to odżyjemy.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 9 stycznia 2019, 12:23

Mam takie lekkie podlamanie. Mam tyle spraw do zrealizowania l, ale jakoś wpadłam w mały dołek. W marcu wykonamy pierwszy telefon do ośrodka by umówić sie na nasze pierwsze spotkanie.Nie mogę sie doczekać. Ale tez chciałabym by wszystko bylo w miarę zapiete na ostatni guzik... Najgorsze jest to, ze bardzo bym chciała zrobic wszystko juz... To chyba tez sie przyczynia do tego mojego nastroju. Bo tak czuje, ze juz juz... A to jeszcze jednak trzeba czekać...

Jeheria No kiedy? 9 stycznia 2019, 12:35

29cs nie wiem który dc i nie chce mi się liczyć

Siedzę w robocie, powoli zdrowieję. Przez 5 dni miałam pracę w terenie. Zmarzłam niemiłosiernie. -10 stopni było w poniedziałek a w czwartek wiał przeokrutny wiatr. DLatego zachorowałam. Gorączkowałam. Juz jest lepiej ale robię sobie inhalacje bo jakaś flegma spływa mi z gardła i podraznia je, przez co kaszlę non stop.

Kupilismy bilety do Szkocji. Teściowie mieszkają ponad 10 lat tam, a ja ani raz z mężem nie byliśmy. Lecimy 23 marca a wracamy 28. Udało Nam się bardzo tanio kupic bilety - za 380 zł za dwie osoby w dwie strony. Dokupiliśmy jeszcze walizkę i parking.

Tak więc czekam na urlop <3
Wyniku histopatologicznego nadal nie ma.

Juz 28 dc czekam na rozwoj wydarzen. Obiecalam sobie, ze tym razem test zrobie dopiero w 38dc jezeli okresu dalej nie bedzie... Karce sama siebie bo juz robie sobie nadzieje I widze u siebie objawy ciazy. Zaczelam chodzic na basen I cwiczyc w domu na bole kregoslupa, jest lepiej, ograniczam tez podnoszenie I noszenie dzieci bo mysle,, ze najwiecej moich problemow z kregoslupem jest z powodu noszenia ich.

Zaczelismy robic laurki na dzien babci, dziadka I prababci. Wyszly pieknie, mimo wszystko wysylamy do wszystkich babc I dziadka. To pierwsze prace wykonane przez moje dzieci, nabazgrali jak umieli najpiekniej, dolaczamy ich zdjecia I zyczenia I zamierzam wyslac. Serce boli, jak moga tylko porozmawiac przez telefon z moja babcia a nir moga jej odwiedzic I przytulic, ale nie damy rady wybrac sie teraz do Polski. Wiec choc laurki, kartki I zdjecia wyslemy, zwlaszcza ze msmy jeszcze trzy prababcie kochane w Polsce.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 14:56

Jutro moja pierwsza IUI
Wczoraj byliśmy na wizycie, naturalny pęcherzyk w lewym jajniku miał rozmiar 19,5 - endometrium też ładne no to nie ma co czekać.
Zlecono nam wczoraj jeszcze wirusologię z krwi i bakteriologie - posiew. Na chlamydie jeszcze czekam pozostałe badania wyszły ok.
Wczoraj o 22 zastrzyk - gonapeptyl i jutro na 10:00 umówiona inseminacja. Sama nie wiem co myśleć, chyba troszkę się nakręciłam, więc poziom nadziei wzrósł.... pewnie sie nie uda i do drugiej podejdę już z większą rezerwą.
Niepokoi mnie tylko że od godziny bardzo wyraźnie czuję mój lewy jajnik - czuję go jak nigdy - już oczywiście się nakręcam, że pewnie pęka i do jutra będzie po zawodach...
Ratuje mnie spokój i cierpliwość, przyda się na nast 2 tygodnie jeszcze.

Jesteśmy po dniu pełnym wrażeń.

Mężuś rano strzelił sobie badania z krwi, przyjechał do mnie, żebyśmy mogli iść do naprolekarza i naproinstruktorki. Ja za to z rana zrobiłam wymazy, w celu sprawdzenia, czy ureaplasma jeszcze u nas jest. Mężuś teraz pojechał jeszcze na badanie nasienia, po powrocie, ja idę na jogę, a on ma doczytywać wszystko.

Była to nasza pierwsza wizyta u naprolekarza po okresie 3 cykli obserwacji metodą Creightona. Zrobił mi usg, stwierdził, że widzi prawdopodobnie ciałko żółte, że owulacja prawdopodobnie była z prawego jajnika, nic niepokojącego nie zauważył, gdy mnie badał, pytał, czy mnie boli tak, a tak, a jeszcze tak, w pewnym momencie powiedziałam, że "Boli tak na 2 lub 3 w 10 stopniowej skali" - skąd Pani zna tą skalę? - "moja własna" - to ogólnoświatowa skala bólu, bezskutecznie próbuje się ją wprowadzić w Polsce.

Z fajnych rzeczy - pierwszy raz miałam robione usg w spódniczce. Wiecie z jakiego materiału są wdzianka na oddziałach? Taki, lekki, przejrzysty, kazał się przebrać w taką spódniczkę. I tak wszystko widać - ale kurde, jaki to komfort!!! Zarąbiste to było.

Dopiero teraz przeczytałam w opisie usg, że endometrium ma 8 mm, jeszcze o grubości endometrium nie czytałam, ale chyba to za mało, jak na 19 dc i 9 dpo, lub jak kto woli P+9?
I jeszcze zatoka Douglasa wolna. O tym też jeszcze nie czytałam, więc nie wiem, co to znaczy.

Stwierdził, że on nie wie, co to była za akcja ze szpitalem u mnie i czym można związać ten ból brzucha. Stwierdził, że zapewne mam niski próg bólu. Wkurzyłam się ostro, bo prób bólu chopie, to ja mam wysoki i to, że się tak wtedy darłam, to znaczy, że mnie napieprzało. Nawet mój Mężuś, który zna mnie trochę dłużej niż naprolekarz stwierdził, że człowiek nie powinien mówić takich słów wobec mnie. Chodzenie ze złamaną nogą, samodzielne przemieszczanie się z tą nogą między dwoma budynkami szpitala, łatanie dziur w zębach bez znieczulenia? Niestety, bardzo nietrafne.
Gdzieś w międzyczasie padło słowo "endometrioza". Trzymałam się, żeby się nie spłakać. Stwierdził, że na razie nie położy mnie na stół, bo nie wytacza się armat, na razie spróbujemy Aromka, Dostinexu, ACC Optima i wit. C.

Ponadto stwierdził, że mam cykle ze słabym śluzem i mogą być bezowulacyjne. Pomyślałam sobie - ej Doc., przecież Ci to mówiłam 2 listopada. 2 miesiące temu. Ale wtedy mnie skierowałeś do naproinstruktorki. Ale nic, siedzę twardo. Dlatego mam mieć stymulację Aromkiem. 3 dc 5 tabletek. Od naproinstruktorki dowiedziałam się, że Aromek ogranicza śluz. Jeszcze kuźwa bardziej!!!! Ja tyle walczyłam, żeby mieć ten śluz. ACC Optima w dawce 3x600 mg od ostatniego dnia miesiączki do dnia P+2. ACC Optima tylko, że w dawce 1x600 mg i inne leki wykrztuśne, zastosowałam, dzięki Niutek87, w ostatnim cyklu i to było to, co na mnie podziałało. Niestety wiesiołek, siemię lniane, ocet jabłkowy, b6 - nic ze mną nie robiły.
Stwierdził też, że w ulotce Aromka nie znajdę tego zastosowania, ale z powodzeniem jest stosowany i jest lekiem nowszej generacji niż Clo. Aromek - przynajmniej mi się obiło o uszy.

Dostinex dostałam na zbicie prolaktyny. Mimo moich wątpliwości, odnośnie wiarygodności badania prolaktyny, o których mu powiedziałam, stwierdził, że jest ewidentnie hiperprolaktynemia. Dostinex 1x na tydzień. Aaaa, zdaniem naprolekarza, ACC Optima również ma właściwości leczące endometriozę. O tym dopiero będę czytać. No i wit. C w dawce 1000 mg od dnia P do pierwszego dnia okresu. Wspomniałam mu, że przecież biorę wit. C w takiej dawce. Wzruszył ramionami i zapytał, czy mam wykształcenie medyczne. No nie mam, doktor google może jest i słaby, ale doktor ovufriend jest zaje....ty i w chwili obecnej najwięcej supli i leków bez recepty oraz badań mam właśnie stąd.

Dalej, okrzyczał mnie, że nie biorę naltreksonu w niskiej dawce. Że już mogłam od 2 miesięcy brać. A kurka, nie znalazłam nikogo, kto zaszedłby po tym w ciążę. Poczytałam u Fumy, że bierze i poleca, teraz już nie pamiętam, na co jej pomógł. I mi zapisał to. Biorąc pod uwagę moje przygody z leczeniem reumatologicznym i ilość kasy wydanej na nieudane eksperymenty na mnie, mam pewne wątpliwości. Mężuś zaordynował "Bierzesz!".

Jestem z nim umówiona na monitoring, ale to mam dzwonić. Wypisze mi L4 na dni płodne, przynajmniej tyle, że nie będę się musiała zwalniać i drałować do niego z pracy. O stan zdrowia Mężusia nie padło nawet słowo. Ale na wizycie powinniście być oboje. No mnie to wkurzyło, bo Mężuś nie ma teraz łatwego okresu, jutro jedzie na szkolenie do Białowieży, od nas to około 340 km. Ale Mężuś bardzo spokojnie. Podsumował wizytę "Widać, że ma plan, Ty mu przeszkadzasz, bo pytasz i chcesz wiedzieć.".
Ah i jeszcze stwierdził, że niepotrzebnie robiliśmy badania na kiłę, różyczkę, toksoplazmę, "to robią invitrowcy". No nie powiedziałam mu, że na 25 stycznia jesteśmy umówieni na wizytę w 2 różnych klinikach. Chcemy zweryfikować wiedzę, może ją poszerzyć, skonsultować, zobaczyć, jak to jest.

W zakresie wyników, z ciekawych rzeczy: "Ma Pani płaską krzywą cukrzycową, tzn, że Pani bardzo szybko trawi. szybko robi się Pani głodna? Boli Panią głowa?" - Zaczęłam się śmiać, bo tak jest, ja muszę zjeść śniadanie do 8, w sobotę do 9, bo inaczej robię się marudna, głowa mnie nie boli. Mężuś potwierdził, na co naprolekarz powiedział, że on się nie dziwi, bo z takim cukrem każdy by się robił upierdliwy z głodu.

Edit: i jeszcze mam pić 2,5 litra wody. Mówię, że piję i wyliczam dokładnie kiedy. Był delikatnie zszokowany. Ja delikatnie zszokowana, że daje takie rady. Ale potem sobie wytłumaczyłam, że nie każdy musi to wiedzieć.

Ah i życzył mi cierpliwości.

Naproinstruktorka - coraz bardziej mnie przekonuje do siebie. Mieliśmy dziś test z pewnych zasad, całkiem dobrze nam poszło, na 20 pytań, udzieliliśmy tylko 1 błędnej odpowiedzi. Opowiedziałam o wizycie w szpitalu, wyliczyła mi ten wskaźnik śluzu, MCS, i tu zaskok nawet dla mnie (bo oczywiście, że znalazłam to w wątku metoda naprotechnologii, i wyliczyłam sobie na 5,00), a ona mi mówi 6,34. Ponad dwukrotna różnica w porównaniu do poprzedniego i ja wiem, że od 9,00 przyjmuje się prawidłowy śluz, ale dla mnie to jest meeeeeega różnica i barrrrrdzo dziękuję raz jeszcze Niutkowi za podpowiedzi. Na następnym spotkaniu ma mnie nauczyć wyliczać ten wskaźnik. Powiedziała o skutkach ubocznych Aromka.

Zapytała również o satysfakcję ze stosowania naprotechnologii. I ja już wiem, co mi tu nie pasuje. Za mały udział mężczyzny i za mały nacisk na zdrowie mężczyzny. Powiedziałam o tym, bo zakładając, że jestem w 100% zdrowa, to z takimi parametrami nasienia, naprawdę są marne szanse na ciążę. (Wczoraj przeczytałam pamiętnik Reni, daje super nadzieję i wzmacnia wiarę w wygraną, 10 lat walki o cud, i cud :)) I powiedziała, że po pierwsze cieszy się, że dzielę się swoimi wątpliwościami, a po drugie wynika to, że w sumie od niedawna tak bardzo kładzie się nacisk na zdrowie mężczyzn i w zasadzie mamy mało andrologów. Natomiast, jest w Wawie ginekolog androlog - dr Maksym - i on, jak bierze parę, to faktycznie jako parę. Mi może nie chodzi o lekarza, a bardziej o wyczuwalny, 90-cio procentowy nacisk czy też przechylenie szali odpowiedzialności na kobietę. I ona jeszcze powiedziała, że w przypadku normalnych par, żyjących codziennie ze sobą, nie jak my, na odległość, ona prosi, żeby to mężczyzna wypełniał tabelę, kobieta bada śluz, opisuje go, a mężczyzna wpisuje pod konkretne oznaczenia.

Ogólnie zadanie dla mnie: poczytać o endometrium 8 mm w 2 fazie cyklu i wolnej zatoce Douglasa. Pamiętać na przyszłość, żeby w gabinecie przeczytać opis usg i zadać nurtujące mnie pytania. Pomyśleć, czy nie wrócić na 1 wizytę do standardowego ginekologa ze wszystkimi badaniami i popytać, może podpowie coś innego, może zauważy coś innego.

Zadania dla Mężusia: poczytać o endomendzie, endomendzie i ACC Optima, endomendzie i wit. C, endomendzie.

Zadanie dla obojga: nie zwariować.

Uściski dla Wszystkich!


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2019, 16:44

Marti... Goniąc czas 9 stycznia 2019, 16:54

dzis szybki wpis aby daty mi nie uciekly.

wczoraj Ola zaczela pelzac jak gonsiennica. odpycha sie do przodu nozkami, tak, ze tylek idzie w gore. raczki jeszcze nie ogarniaja koorydnacji ruchowej, przez co czasem tylek w gorze, raz prawie ja przewazyl. udalo mi sie nagrac filmiki. moja tesciowa mowi, ze jeszcze z tydzien i bedzie raczkowac..... no takze sie zacznie :)

i siadac probuje z pozycji p bocznej lezacej. wyglada smiesznie, ajk mala modeleczka co nozke na nozke zaklada i i trzyma jedna raczke na kolanie. jak pociagnie sie ja lekko za raczke (tzn poda jej sie reke do podciagniecia), to siada... nie jest stabilna siedzac sama na macie czy lozku, ale jest duzy postep. stabilnie siedzi tylko w foteliku do karmienia :)


je pieknie. nagralam nawet jak jest zdeterminowana. jesli np banan jest za sliski i zostal maly kawalek, to schyla sie i buziakiem zmiata kawalek z tacy... tak tak. jak widac raczki ine sa potrzebne jak cos smakuje. a zadowolona z siebie!!! na maxa!


dzis pierwszy raz usypialam na poobiednia drzemke w jej pokoju. latwo nie bylo. umeczylam sie godzine, troche placzu.... ale spi juz od godizny. zastanawiam sie, czy na noc juz ja klasc, czy stopniowo wydluzac ilosc snu w lozeczku.
z jednej strony moglabym stopniowo, zeby szoku nie bylo. z drugiej strony zobaczy, ze moze negocjowac warunki zasypiania :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)