14.01 - beta 134
17.01 - beta 470
progesteron 24,2.

rośnie!

"Któregoś dnia rzucę to wszystko
i wyjdę rano, niby po chleb
Wtedy na pewno poczuję się lepiej..."

Czy na pewno lepiej?
22dc/13cs

Chociaż wiem, że nikłe szanse na to żeby w tym cyklu się udało to jednak ciągle ta nadzieja się tli.
Muszę trochę tu popisać bo jak gdzieś nie opuszę z siebie żali i negatywnych emocji to kiedyś i gdzieś niespodziewanie wybuchnę. Co mnie denerwuje i złości?
1. Ten cykl bez stymulacji, bez serduszkowania w czasie owulacji, zero objawów jakichkolwiek a ja i tak się zastanawiam kiedy będę mogła zrobić test czy iść na betę. Wkurza mnie to, że nawet jak wiem, że nic z tego sama się torturuję takimi nadziejami.
2. Przeziębiłam się i co? I zastanawiam się czy dany lek wziąć czy nie. Przecież nie ma szans na ciążę to weź to lekarstwo- biorę- kurde a jak jestem w ciąży i ten lek zaszkodzi?
3. Odmawianie sobie tylu rzeczy bo być może jestem w ciąży! Nie pójdę do sauny bo może jestem w ciąży, nie napiję się wina z koleżanką bo zaszkodzi, więc może w ogóle nie będę się z nią na razie spotykać, spotkam się jak będę pewna że jestem w ciązy. Nie pojadę na narty z siostrami bo może jestem w ciąży przewrócę się i zrobię sobie krzywdę i sobie nie wybaczę. Nie będę ćwiczyć żeby w razie czego nie przerwać zagnieżdżenia. Urlop za granicą! Super! Ale na razie nie, bo może jestem w ciąży. Pojadę jak będę wiedzieć na 100% i nie będzie przeciwwskazań. I co? Coraz mniej spotkań ze znajomymi, coraz mniej przyjemności, coraz więcej kg (bo nie ćwiczę) i ciągły brak ciąży...
4. Żal, że bratowa bez problemu z drugim dzieckiem w ciąży. To straszne. Powinnam się cieszyć ich szczęściem a ja trochę zazdroszczę. Nie chcę tak się czuć!
5. Spotkanie z siostrą mojego M i jej gatki o dzieciach i ciążach. Wiem, że nie chciała mnie w żaden sposób urazić, tym bardziej, że nie wie dokładnie o mojej sytuacji, nie wie o ciąży pozamacicznej czy poronieniach. Ale dobrze wie, że byłam w szpitalu na histreoskopii. I nie wiem czy ona myśli, że nie mamy dziecka ze względu na wygodę życia? Teksty typu:
-"Dobrze, że to drugie nam się tak przytrafiło bo bym się nigdy nie zdecydowała na dziecko..."
-"A to czasem jest tak że się nie udaje za pierwszym razem..." (!) SERIO?! Czasem nie udaje się i za 20!!!
-"Moja koleżanka jest w ciąży bliźniaczej ale to wiesz przez jakieś leki bo musiała się leczyć..." no tak to powiedziała, jakby to, że musiała brać leki żeby zajść w ciążę było jakąś ciążą gorszej kategorii
-"A taka tam znajoma była w ciąży z trojaczkami ale jedno wiesz, no jak to powiedzieć umarło a drugie już wiadomo, że będzie chore, masakra jakie rzeczy są na świecie" a to było opowiedziane jaki to super ploteczki ma.
Wróciłam wykończona emocjonalnie od nich i utwierdziłam się w tym, że nie będę się zwierzać ze swoich problemów.
6. Czasem wydaje mi się, że bardziej zależy mi niż mojemu M. :( i tak może jest bo wiem, że problem leży po mojej stronie i ja muszę się więcej starać, lepiej o siebie dbać, to ja staram się za wszelką cenę udowodnić, że dam radę urodzić i wychować dziecko.
7. Obiecuje sobie mniej wchodzić na fora i tutaj, ale i tak codziennie tu jestem.
8. Razem z M musimy zajmować się problemami wszystkich dookoła a tak na prawdę nikt nie zdaje sobie sprawy z czym my się borykamy. I nawet widzę, że nie chcą wiedzieć. Przecież siostra mojego M mogłaby go zapytać czy staramy się o dziecko czy coś. Ale nie po co? Lepiej zajmować się swoją rodziną tylko. Jego brat tak samo, przeżywa tą ciąże i w ogóle ale nie pomyśli co my przezywamy...

Dobrze, że przyjemniej mogłam się wygadać tutaj. Zrzucić to z siebie.
Teraz widzę czarno na białym co mnie trapi i może po punkcie będę nad tym pracować.

Test sikany negatywny jakoś trudno mi uwierzyć że beta wyjdzie pozytywna

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 18 stycznia 2019, 16:24

22 dc

Jesteśmy po krótkich feriach w Zakopcu - było pięknie i nawet się rozluźniłam nieco i nie myślałam w kółko o tym samym.

Moje wyniki tarczycowe:
ATG mam 56,12
ATPO mam 256,38.
TSH 1,294

Dziś powtórnie badaliśmy męża. Wyniki jutro. Oby nie były gorsze jak w moim przypadku.

HSG ze znieczuleniem ogólnym 900 zł. Masakra. Po hsg, jeśli będzie oki i wyniki męża ok to 2 max 3 inseminacje i in vitro. Takie sugestie od pani doktor. Tylko skąd wziąć pieniążki na to? ;/ sam dojazd do kliniki to ponad 100 km...


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2019, 16:25

Za pięć dni mam ostatnie szczepienie. Czuję się fatalnie. Dwie doby po szczepieniu byłam osłabiona i lekko obolała, chociaż drugą dawkę zniosłam o wiele lepiej niż pierwszą. Przede wszystkim następnego dnia mogłam spokojnie założyć spodnie. Czego z powodu bólu przedramion nie mogłam zrobić za pierwszym razem.
Mąż powoli chudnie ale to ja jestem najgorszym kapo w mieście. Kiedy tylko mówi że nie chce mu się ćwiczyć albo kupuje colę i przynosi do domu- wtedy wychodzi ze mnie potwór. Macham mu przed nosem gotowym pozwem rozwodowym i każę podpisywać.

Każdy nadprogramowy kilogram to coraz gorsze parametry nasienia, które się najgorsze odkąd zaczęliśmy się starać.

Co się polepszy, to się popieprzy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2019, 02:41

Pinka. Piąty transfer 17 września 2019, 10:41

4dc

Małpa juz sie skonczyla (?), to dziwne ze tak szybko, poniewaz zazwyczaj trwala 5 bitych dni. No ale zakladam ze to wszystko troszke rozregulowane. Od wczoraj biore estrofem+acard. Szykuje sie do transferu. Wyniki wszystkie poprzychodzily, sa ok. Takze najpewniej transfer bedzie 28.09 - sobota, tylko nie mam pewnosci czy w sob klinika jest czynna.
Poki co wizyte mam umowiona na 25.09 i wtedy sie dowiem kiedy dokladnie bedzie transfer. Blagam niech tym razem sie uda, uda do konca!!!

Jestem po laparoskopii. To co się okazało strasznie nami wstrząsnęło... Okazało się, że obydwa jajowody są niedrożne :( podczas operacji próbowali je udrożnić, ale się nie udało. Jedyną możliwością dla nas jest in vitro... Jestem w szoku i nie spodziewałam się takiej diagnozy. Jestem zła, że wielu lekarzy nie szukało u nas przyczyny, tylko mówili,żeby się starać, bo przecież młodzi jesteśmy. Nigdy nie rozważałam in vitro, dlatego wciąż nie mogę w to uwierzyć :( ale teraz wiem, że to jedyny sposób żeby mieć dzieci. Nasza determinacja podpowiada nam, że musimy iść za ciosem i zaczynamy przygotowania do IVF. Jutro idę do lekarza, żeby się dowiedzieć szczegółów i jak to u nas będzie wyglądać. Nie daje mi spokoju to, że obydwa są niedrożne...ale dlaczego? Nigdy nie miałam torbieli, cyst, infekcji...nie rozumiem dlaczego mnie to spotkało :(. No ale niestety nie mamy na wszystko wpływu i nie ma co się nad sobą użalać, tylko działać dalej. Z drugiej strony cieszę się, że wiem dlaczego się nie udaje...wiem z czym muszę się zmierzyć i jakie mam możliwości.
Teraz pokładam duże nadzieje w IVF... może i nawet w tym roku zostaniemy rodzicami :).

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 18 stycznia 2019, 19:51

Emil spi w skarpetkach naciagnietych po lokcie. A i tak ściąga... Musze byc czujna nawet w nocy. Niedrapki za "plytkie" juz od dawna. Ale przeciez nie moze cały dzień miec tych chwytnych lapek zniewolonych. Musi chwytac, maca, badac. Kupilam cicaplast krem. Może pomoze... I usteczke mu spierzchly. Pewnie od plucia na mrozie. Posmarowalam lanolina...

2 tygodnie

Mój synek kończy dziś 2 tygodnie. Ignaś jest z nami. 🐻💙

O poranku dzień po wizycie maluch zrobił nam niespodziankę. Zaczęło się bólami miesiączkowymi. O 5:30. Potem pojawił się różowy śluz, który zamienił się w lekkie krwawienie. Ze 2-4 lekkie skurcze. O 7:40 obudziłam męża. Na luzie i bez spiny. O 8:00 wyjechaliśmy z domu, a o 8:40 byliśmy na parkingu pod szpitalem. Skurczy nowych brak. O 9:07 zbadali mnie na ip i okazało się, że mam 6 cm rozwarcia. Kolejne dwa lekkie skurcze. O 10:00 badanie lekarza i 9 cm rozwarcia.
Skurcze parte prawie przeze mnie niewyczuwalne.

13.10.2021 r. godzina 10:25 nasz cud był już z nami 💙
3300 gram najczystszej miłości i 56 cm ogromu szczęścia 🎈
Idealny… nasz… wymarzony… wyczekany. Synek. 🐻💙

Docieramy się. Nie jest łatwo. Poród i połóg mnie dojeżdża.
Nasz maluch ma małe problemy. Napięcie w buzi, wędzidełko do podcięcia. Ćwiczymy. Walczymy o kp. Nie jest łatwo.

Ale staram się myśleć ile przeszliśmy by był z nami. I jest. A ja wciąż nie mogę w to uwierzyć. 🥺
Że leży mi przy piersi, że zasypia w ramionach, że wierci się na przewijaku. Że był w brzuchu, a teraz jest tutaj. Magia. 🥺

Są momenty, gdy sama się biczuję. Że nie podnoszę i nie przewijam prawidłowo, że nie mogę wykarmić piersią i muszę dać butlę z odciągniętym mlekiem (wywalczonym ze łzami), że denerwuję się na niego jak gryzie mnie w sutki.


Przychyliłabym mu nieba, ale czasem tęsknię za przespaną nocą, za wyjściem z domu, za swoim ciałem i kontrolą nad nim.

Chcę być najlepszą mamą jaką może mieć. Ale jestem tylko człowiekiem. Daję sobie czas. Staram się. Bo połóg i macierzyństwo nie jest łatwe. To, że jest wywalczone z zaciśnietymi zębami i łzami w oczach tego nie zmienia.

Kocham go nad życie. 💕
Ale wciąż to do mnie nie dociera.
Warto walczyć.
Mam syna.
Jestem MAMĄ 🥺


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 października 2021, 00:20

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 8 grudnia 2021, 16:00

Dwa dni później znowu było źle. Lekarze podjęli decyzję o drugiej operacji. Wyglądało na to, że jelitko zgięło się tak jak rurka i to co miało przez nie przechodzić zamiast wylatywać cofało się górą. Twierdzili, że trzeba zrobić to jak najszybciej ale nie jest to nic skomplikowanego. Łatwo powiedzieć. Moje dziecko ma niecałe 2 miesiące a to jej druga operacja. Druga narkoza. Kolejne rozcięcie brzuszka. Myślałam o cholernym bólu jaki czułam po cesarce. O tym, czy w przyszłości będą widoczne blizy na jej ciele. W dniu operacji z samego rana przyjechałam do szpitala. Ale chyba zabrali ją szybciej. Wydaje mi się, że nie zdążyłam się pożegnać. Nie pamiętam. Czekałam w pokoju dla rodziców. Godzina, dwie, trzy... Powoli traciłam cierpliwość. Nie chciałam wyjść ze szpitala. Chciałam być obecna gdy tylko wróci. Nikt nic nie wiedział. Nikt nic nie mówił. Poznałam ojca dziewczynki, która była w szpitalu już 9 miesięcy. Ciągłe problemy z jelitami powracały, ale dzieciątko ważyło 500 gram gdy się urodziło. Masakra... Wtedy pierwszy raz miałam styczność z rodzicami dzieci naprawdę chorych. Czwarta godzina. Piąta. Szósta. Po sześciu godzinach usłyszałam, że operacja się skończyła i zaraz będę mogła ją zobaczyć. Rozpędziłam się do sali w której leżała od początku, jednak zostałam zawrócona i skierowana do TEJ sali. Była to sala na której leżały ciężko chore dzieci, które potrzebowały większej opieki. Poczułam ukłucie w sercu. Gdy ją zobaczyłam miała podłączonych jednocześnie około 15 kroplówek. Spała. Usłyszałam od lekarzy, że operacja była bardzo, bardzo trudna. A jej stan jest stabilny. Od tamtego momentu to słowo wyprowadzało mnie z równowagi. Zauważyłam, że wypowiadali je wtedy kiedy było po prostu kiepsko. Stabilnie=kiepsko. Jelita małej skleiły się w jedną kulkę. Musiały być wyciągnięte w całości i pokolei rozklejane. Pod narkozą była ponad 6 godzin. Sześć pieprzonych godzin. Teraz trzeba czekać i zobaczyć co wydarzy się w kolejnych dniach. Ale następnego już dnia sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej. Nerki przestały pracować. I to był wyrok. Nie miałam pojęcia jak to dalej się potoczy. Ale każdego dnia modliłam się chociaż o jedną kroplę moczu. Od tego dnia jeździliśmy do niej na zmianę. Ja rano na kilka godzin, mąż popołudniu. Utrzymywana była w śpiączce farmakologicznej. Codziennie czytaliśmy jej bajki, śpiewałam jej piosenki. Próbowałam przy niej nie płakać chociaż zdarzało już mi się coraz częściej. Prosiłam Boga o cud. O to żeby zabrał moje zdrowie, ale oddał jej. 3 dni po operacji usłyszałam, że nie jest stabilnie. Wtedy ugięły mi się nogi. Moja córka od 3 dni nie siusiała. Kiedy ją zobaczyłam zaczęłam się rozpadać. Woda w jej organizmie ważyła tyle samo co ona cała. Była w główce, na twarzy, brzuszku, nogach, rączkach. Wszędzie. Wyglądała jak balonik. Dopiero wtedy lekarze podjęli decyzję o dializowaniu. Widziałam, że oni też są przerażeni. Jak się potem okazało, nie wszyscy potrafili nawet włączyć tą maszynę. Tego dnia wychodząc ze szpitala, żegnając się z lekarzem wybuchłam. Właśnie wtedy rozpadłam się na kawałeczki. I nie byłam pewna czy będzie co ze mnie zbierać. Wytrzymałam wiele, ale wtedy nie dawałam już rady. Dostałam ataku paniki. Nie mogłam oddychać. Dusiłam się płaczem. Miałam wrażenie, że tracę przytomność. Przez następne 3 tygodnie dni wyglądały podobnie. Dzięki dializom woda zeszła z jej ciałka ale co jakiś czas i tak lekko puchła. Nerki dalej nie pracowały. Dalej była w śpiączce. Przez trzy tygodnie, budząc się każdego ranka nie wiedziałam co przyniesie dzień. Czy myślałam o tym, że może umrzeć? Nie. Nie przeszło mi to przez myśl nawet przez chwilę. Dalej byłam pełna nadziei. Jelita w tym czasie podjęły pracę. A lekarze drugiego czerwca podjęli decyzję o wybudzeniu Mai ze śpiączki.

Zzoorraa Odskocznia dziewięćdziesiątki 18 stycznia 2019, 21:57

Za cztery dni testowanie według Ovu ... jeżeli temperatura się utrzyma, to chyba zrobię w niedzielę, wtedy będzie 12 dzień po ...
Jeżeli nic ma z tego nie być, to ja już chcę ten okres ...
By zacząć kolejny cykl ...
Jednak zawsze jest cień złudzeń i nadziei, że może jednak zdarzy się cud ... <3

I zaczęło się plamienie. Oby jak najszybciej pojawiła się @...


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2019, 21:00

Magic Niemożliwe 19 stycznia 2019, 11:22

Witamy się w Nowym Roku :) wiem,że zaraz będzie koniec 1 miesiaca ale dopiero teraz mam chwile żeby cos napisać a i tak ledwo pewnie cośna skrobię.
Zaraz po świętach pojechaliśmy do siostry męża. Zostaliśmy tam aż do 2 stycznia. Potem w planach mieliśmy wyjazd do Gdańska ale Nelcio miał temp i strwiedziałam,że z chorym dzieckiem nie jade nigdzie :) Sam sylwestre dla mnie stał sie od momentu pojawienia dzieci rqczej dniem powszednim niż jakimś wielki mega wydarzeniem i trzeba KONIECZNIE go fetować na maksa. ale ten kto nie ma dzieci nie wie ze maluch do 2rż budzi sie w nocy-tu mamna mysli raczej najmłodszego bo dwojka strazych spi jak suseł w nocy :) a Ty zarywasz noc bo Sylwester i Ty MUSISZ go uczcic bo inaczej to świat sie zawali. Rano budzi sie dziecko albo lrzykiem bo sie zesrało albo wali Cie centralnie w ryj żebyś sie obudzila :D taaaak i dla dziecka nie ma wytłumaczenia że siedziałaś do 2 w nocy bo jakis debil nakazał Ci świętowanie:) dlatego ja po 24 poszlam lulu bo sylwka i tak spedziałam w piżamie ;) po takiej przerwie dzieci byly tak rozregulowane,że musiałam odwołać ich nieobecności. Poszli do swoich zajęć a ja mogłam odkopać sięz tony prania :) i mam jedno postanowienie- kupuje suszarkę bebnową do prania :) bo oszaleje z tymi porozstawianymi suszarkami... wilgoć nam weszla do domu. Koniec-przelała sie czara :) tym bardziej że 31 grudnia nam odmowili kredytu :) w dupie ich mam. Mamy juz plan co robimy. Odbieramy w tym tygodniu nasza kase od dew i szulamy działki. Pobudujemy sie za 4 lata za gotówkę. Powiedziałam mężowi że jak mam wybrać kredyt na całe życie-do 60tki bym go miała- to wolę zacisnąć pasa przez 3-4 lata i odlożymy na dom. Bo na działkę mamy kase. Dzieci chodzą do przedszkola i żłobka a za miesiąc rekrutacja do przedszkola Oliska. Odejdzie nam jego żlobke ale Kornel idzie wiec bedzie i tak wydatek.Ale co zrobię. musze do pracy wrócić. Przygotowania trwają,chce trochę odstrelic salonik zeby byl.przytulniejszy. Jakies obrazy, poduszki kolorowe ,stolik. Chce także zakupić autoklaw do dezynfekcji narzędzi metalowych. Niestety spory to koszt ale moze na raty wezmę.
Ale aktualnie siedze w domu z Olsiiem bo prawdopodobnie ma ospe :( jestem załamana bo Lilka ma w przyszlym tygodniu wolne bo strajkują w przedszkolu :( ja wiem ze oni walczą w dobrej wierze i absolutnie nie mam pretensjibo w naszym durnym kraju tylko tak ludzie cos zyskują...
o 13 idziemy do lekarza zeby go obejrzał. Poinformowałam o podejrzeniu pania z rejestracji.
Tymczasem czekam az wróci mąż z Nelciem i Lilka z przedszkola.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 19 stycznia 2019, 21:55

Nowy rok trwa już trochę a ja dopiero dzisiaj mam chwilę na wpis.
Rok zaczęłam pracowicie,ręce pełne pracy ale nie narzekam :)
Pola ma jakiś skok na 4 latka, towarzyszy jej strach. Już jest ok,ale było kilka dni ciężko. Tylko do mnie. Prawdopodobnie przestraszyła sie gry jakiejś i od tej pory soboty są bez telefonu.
Pola odwiedziła dzisiaj dziadków, przytulasek wyprzytulał <3
Pomału planujemy też urodzinki Poli :)

U mnie cykl trwa.. wizyta pomyślna była ,po tygodniu kolejna i monitoring. W 14 dc był pęcherzyk 22,7 mm (albo 23?) już nie pamietam :P endo urosło z 4mm na 10 mm,więc ładnie. Obecnie 7 dpo,brak wyraźniejszych znaków prócz lekkiego bólu piersi i kręgosłupa. Wizyta albo 31(jak ciąża) albo 7/8 luty na podgląd .

21 dc
7 dpo
Jestem taka dumna z siebie. Zrobiłam niesamowite postępy na terapi. Monika Rybak mindatory.life jest przegenialną terapeutką, polecam ją każdej staraczce.
Dzięki niej otrzymałam niesamowite zaplecze narzędzi, dzięki którym w 1,5 miesiąca wyszłam z głębokiej depresji! Jestem tak niesamowicie szczęśliwa ! 💜
Od dzisiaj w terapii wprowadziłyśmy hipnozę 😍
Jest niesamowicie, w życiu bym nie powiedziała, że hipnoza może działać. Celem naszych sesji ma być osiągniecie autohipnozy w 30 sekund i możliwość zaprogramowania dowolnego nastroju czy samopoczucia na jakie tylko mamy ochotę 💜 dodatkowo w przyszły wtorek mam operację osteofitów w dużych palcach u stóp, i w poniedziałek - dzień przed będzie mnie uczyć autohipnozy, w której można się totalnie odciąć od bólu, który czujemy. Jestem niesamowicie podekscytowana, praca ze swoim własnym mózgiem jest niesamowita. Nie spodziewałam się w życiu, że kiedykolwiek będę się tym zajmować 😅💜
Jestem taka szczęśliwa, spełniam się zawodowo, spełniam się jako matka i żona. Nie spodziewałam się, że powrót do pracy zawodowej dostarczy mi tak pozytywnego kopa w życiu.
Dzisiaj przyszła przesyłka z test DNA, zamówiłam pakiet po poronieniu. Póki co nie mam możliwości zapisania się do immunologa, codziennie staram się dzwonić do Dr S ale jeszcze nigdy nikt nie odebrał 🤷🏼‍♀️ Stwierdziłam, że w takim razie zrobię ostatnią diagnostykę, która została nam przed immunologią. W tym cyklu nie mogłam zrobić badań po owulacji ze względu na przyjęcie 3 dawki moderny w ubiegły piątek, no ale nic nie dzieje się bez przyczyny.
Dojrzałam chyba do tego, że możliwe, że nie będzie mi dane być jeszcze raz mamą.
Żyje w końcu w totalnej zgodzie ze sobą.
Koniec użalania się nad sobą, to nie koniec świata, że się nie udaje. Mam przecież moją kochaną córeczkę, mam męża, mam cele w życiu, mam rzeczy, które mnie do tego życia napędzają.
Podjęliśmy decyzje, że jeżeli w przyszłym roku się również nie uda, to pod koniec roku bierzemy naszego wymarzonego od lat psa. Póki mieszkamy w Krakowie będę miała rok na wychowanie go i na wyszkolenie w szkole. Myślałam o kursie posłuszeństwa i obronnym. A marzy nam się od lat Owczarek Staroniemiecki w kolorze czarnym 💜 Nazwiemy suczkę Furia 💜
Zaakceptowałam to, że mogę nie być mamą kolejnego dziecka. Natomiast w zgodzie ze sobą podjęłam decyzje, że będę chociaż podwójną psią mamą.
Dziękuje losowi, że mamy Florcię, bo życie bez niej byłoby okropne.

13t+1d (14tc)
W pracy wszyscy już dowiedzieli się (oczywiście ode mnie), że jestem w ciąży. Czekaliśmy do II trymestru aby się tym pochwalić. W zasadzie każdy sympatycznie pogratulowal, nawet szef. Nie odczułam żadnej nieprzyjemności, a tak bardzo się tym denerwowałam! :)

Zapomnialam wcześniej napisać! Od 10 tygodnia posiadamy wspaniałe urządzenie dla kobiet w ciąży! Najlepiej wydane 200 zł, przyznał to nawet mój małżonek :) Detektor tętna płodu. Ile ten dźwięk: tu-dum, tud-um, tu-dum daje nam radości! 160 najwspanialszych, najsłodszych uderzeń serca na minutę. Oczy mokre za każdym razem :)

8 dc (Estrofem 3x1)
@Marronek dzięki za radę, po zastrzykach przy stymulacji trzeba było masować, więc pewnie bym rozmasowała 😎😅

Pamiętam kiedy pierwszy raz straciłam ciążę lekarz zapytał mnie o zęby, od razu odpowiedziałam, wszystkie które tego potrzebowały są zrobione. Ponoć zęby potrafią siać na cały organizm i są kwalifikowane jako przyczyna poronień. Do dentysty nie chodzę kiedy boli, tylko regularnie, więc uznałam, że tu jest wszystko ok. Ponieważ ceny u mojego stomatologa zaczęły sięgać sufitu, poszłam do innego, tańszego z polecenia. Dentysta odznaczył 4 zęby, w których trzeba wymienić wypełnienie (trochę się mnie to zaskoczyło, bo na kontroli 4 mc temu usłyszałam, że jeszcze jedno i mam znowu spokój na jakiś czas). Stwierdziłam, że chce to zrobić jeszcze przed transferem. Nowy dentysta jest turbo fajny pokazuje mi w lusterku co było w zębie po zdjęciu wypełnienia, nie czuję się przez to naciągana. Wczoraj byłam na drugiej wizycie, wymieniane były plomby w 6 i 7, o wymianę których prosiłam w międzyczasie 2 stomatologów, ale każdy uznał, że nie ma potrzeby. Okazało się, że wypełnienie zrobione ponad 10 lat temu zostało spierd.. miałam wbity fragment plomby pod dziąsłem, w sposób uniemożliwiający wynitkowanie szczeliny, co stworzyło idealne warunki do próchnicy wtórnej i obumarcia dziąsła, mam ok 1 mm tkanki martwiczej, smród po otwarciu tego miejsca był niebywały, ból dziąsła wczoraj wieczorem kosmiczny, czułam jakbym miała tam otwartą ranę aż do kości. W samym zębie pod plombą zrobiło się coś jakby błoto, bo bakterie miały idealne warunki do bytowania, nie miałam szans wyczyścić tego miejsca, jeszcze trochę i doszłoby do zapalenia miazgi.. Jestem wściekła, gdybym nie chodziła regularnie do dent to ok, ale latam z zębami do dentysty jak wariat, bo zwyczajnie mam na punkcie zdrowych zębów pierdolca, a tu takie coś, coś co mogło być przyczyną utary ciąż.. Nawet nie chce o tym myśleć, bo mam ochotę się zwyczajnie rozpłakać i zabić poprzedniego stomatologa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2019, 10:51

Jestem po 3 sesji pijawkowej tym razem krzyż. Cały dzień się męczę krewka sączy się, tyle przy wątrobie nie miałam jak tu. Mąż pojechał.o 18 do pracy a ja już o 19 w luzku z myślą aby dużo krwi nie poleciało.
Po tej sesji strasznie mi gorąco nogi jak i ręce wulkan do tego kot wtulony w nogi istny wulkan. Dobrze że mąż w pracy bo bym nie wytrzymała. Oby rano już krewka nie leciała.
Tyle mi teraz krwi wyleci jak nigdy. Okresu takiego nigdy nie miałam. Teraz czekam na @ i potem kolejny zabieg. Liczę że zioła i pijawki rozwala mi torbiela
A od 19 godziny oglądam dawno nie oglądanie seriale nadrabiam zaległości.


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2019, 22:25

8dc 10cs
W czwartek kolejna wizyta u ginekologa... Ostatnim razem wspomniałam, że chciałabym zrobić badanie drożności jajowodów i tym razem mam zamiar o tym wspomnieć. Chciałabym w końcu usłyszeć jakieś konkrety od mojego lekarza bo jak na razie to tylko monitoring i badania krwi. Mąż idzie we wtorek na badanie nasienia, mam nadzieje, że u niego będzie wszystko w porządku. Za 2 tygodnie mamy spotkanie rodzinne, zobaczę się z kuzynkami, których nie widziałam od ślubu, każda z nich ma już 2 dzieci. Mam nadzieje, że nie będą pytać o nasze plany rodzinne... Może to głupie ale gdy ktoś mnie pyta o to czy chce mieć dzieci i mam tutaj na myśli osoby, którym nie chce się zwierzać to albo mówię, że nie lubię dzieci (niczego bardziej w tej chwili nie pragnę) albo, że mam jeszcze czas (nie mam czasu !), myślę, że w tym wypadku powiem, że praca jest dla mnie najważniejsza... Tylko najbliżsi wiedzą jak jest naprawdę... Obecnie sporo gwiazd jest w ciąży i strasznie mnie denerwuje jak się z tym obnoszą :( Czuję, że należę do osób, którym to się nigdy nie przytrafili :(

Monika31446 Starania o drugie dziecko 19 stycznia 2019, 22:32

7 DC. W końcu nadeszła @. W sumie to już miałam dość PMS. Podejrzewałam się już o jakąś chorobę psychiczną. W pierwszym DC odrazu polepszyło mi się. Oby ten cykl też nie miał 40 dni, bo to nie jest na moje siły.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)