21 dc.
Czy my się właściwie staramy? Nie lubię tego określenia. Wolę mówić, że otwieramy się na dziecko, zapraszamy je. Jest chciane i kochane już teraz, chociaż jeszcze nie wiem, czy już do nas przyszło. Dzieci, szczególnie siedmioletni Jędruś, od ponad roku wypytują, kiedy będzie siostra. Kłócą się nawet, jak będzie mieć na imię, każde ma swoje typy. Czy to dobrze, że nie powiedziałam im, że dwa miesiące temu stracili braciszka?
A dziś 21 dzień cyklu.
Właśnie wróciłam z odkładanej od prawie roku biopsji guzka w piersi. Zawsze albo nie było terminu, albo miałam rzut zapalenia stawów, albo jeszcze coś innego się waliło. Uprzedziłam lekarza o ciążowych planach, powiedział, że w takim razie tylko piknie lidokainą zamiast ostrzykiwać. Było do przeżycia, wyniki jutro. Nie boję się, chcę tylko upewnić się, że to włókniak.
A w podwoziu delikatne kłucia jajników i co jakiś czas uczucie przypominające skurcze Braxtona-Hicksa.
Nie nastawiam się, ale czuję się dziwnie, potrzebuję się wygadać, a z nikim mi się ostatnio tak dobrze nie rozmawia jak z moimi zmarłymi synkami. Chyba tylko oni słuchają bez komentarzy w stylu "przecież dopiero zaczęliście" albo "jeszcze jedno? Przecież macie JUŻ TRÓJKĘ , nie starczy wam? " Dziś nie dam rady, bo przyjeżdża biurko do pokoju średniaka, ale jutro muszę pojechać na cmentarz, choćby się waliło i paliło.

Już 23 tydzień ciąży. :) Zdążyłam się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy, choć o dziwo dość długo to trwało. Właściwie - można powiedzieć, że dotarło to do mnie dopiero wtedy, kiedy poczułam ruchy dziecka, czyli jakoś w 18/19 tygodniu. :)

Pierwszy trymestr był dla mnie zabójczy. Nie wychodziłam z domu z powodu mdłości i wymiotów, które trwały aż do 14 tygodnia. A później - jak ręką odjął. :) Siły witalne wróciły, zaczęłam w końcu odżywać.

Teraz? Teraz boli mnie kręgosłup kiedy dłużej stoję lub chodzę. Czasem mam zgagę. Mdleję przy kasie w sklepie, jeśli czekam dłużej niż 3 minuty. A podobno to dopiero początek. ;)

Ale, żeby nie było aż tak kolorowo... Moje dziecko ma pępowinę dwunaczyniową (czyli brak jednej tętnicy), o czym dowiedziałam się na szczegółowym USG w I trymestrze. Już wtedy zaczęła się lawina stresu i płaczu, bo co dalej. Ano na szczęście testy genetyczne nie wykazały zwiększonego ryzyka wad genetycznych, jedynie co, to przyszło nam kontrolować rozwój. Na USG połówkowym małe ułożyło się tak niefortunnie, że nie dało się za bardzo obejrzeć serduszka (cała reszta została oceniona pozytywnie), dlatego wysłano nas na echo serca płodu. No, i byliśmy. Okazało się, że jest mała wada serduszka, na szczęście niegroźna. Od tamtego momentu bujanie się po kontrolach i liczenie na to, że dziurka się zrośnie. Lekarz powiedział, że nawet jeśli się tak nie stanie - nie będzie to specjalnie rzutowało na samopoczuciu dziecka. Więc ogólnie historia potoczyła się ok, choć stres był niemały, ale - strach ma wielkie oczy, przynajmniej w naszym przypadku.

A, zapomniałabym. To prawdopodobnie dziewczynka. :) Moja córka.

Życzę wam, żeby wasze życie przyniosło wam wymarzony prezent. :)

Mam schiza. Zaczynam się martwić o moja szyjkę macicy. A najlepsze jest to, że nie mam żadnego powodu. W poniedziałek byłam na wizycie i szyjka długa na ponad 4 cm i zamknięta. 3 dni minęły a ja schiz czy się nie skraca. Jestem jakaś nienormalna. Dodatkowo w poniedziałek lekarz stwierdził, że będzie dziewczynka. No i co? Jeden, ze chłopiec, drugi, że dziewczynka. To ja poczkam do tych połówkowych, żeby się przekonać co tak naprawdę będzie :)

Niestety kolejny 1 dzień cyklu.

Nie mam siły. Smutno mi, nie sądziłam, że to wszystko będzie takie trudne :(
Jak jeszcze raz usłyszę o jakiejś ciąży znajomych, która się udała po 1. Cyklu starań to mnie szlag trafi. Już mnie trafił jak mi kolega powiedział, że ojcem zostanie, a dopiero, co się ochajtali w pazdzierniku i pyklo od razu....
Dlaczego nie u nas :/
Obym nie czekała znów 9 miesięcy albo dłużej na cud.
Co do testowania, to nawet nie zdarzyłam zatestowac, w 26 dc pojawiła się delikatna plamka sluzu z krwią, aż się zdziwiłam, że jak to na okres za wcześnie, ale może plamienie implantacyjne ... To by się zgadzało.. Niestety dzień później znów plamienie i temp. Spadala, kolejnego dnia znów plamienie no i dzisiaj okres... takze nawet nie zmarnowalam testu ciazowego:p
Przykro mi, że nic z tego nie wyszło i ciągle myślę, czemu bo czas był idealny, tak mi się wydawało. Za dużo nadziei sobie narobiłam.
Już zaczynam myśleć o odprawianiu nowenny pompejanskiej, chociaż do zagorzałych i praktykujących katoliczek nie należę :/ może czas chwytać się za siły wyższe... I wiarę... I iść wreszcie do Kościoła, bo nawet w święta nie byłam. Może to kara za moja ignorancję.

U mnie w kwestii ciąży niestety bez zmian. Mój poprzedni cykl trwał 28 dni więc wraz z powrotem do starań moje cykle się wydłużają, może to mieć również związek ze zmniejszeniem leków. Tak jak postanowiłam w sylwestra ograniczyłam dawkę metizolu do 2,5 mg co drugi dzień i badanie wykonane 23.01.2019 pokazało:
TSH 2,17 [0,38-5,33]
FT4 0,86 [0,65-1,48]
AST 20 [3-37]
ALAT 12 [3-34]
morfologia OK
Tak więc FT4 było lepsze ale jest pięknie w normie i to tsh w końcu na akceptowalnym poziomie :) Yeaaaah!!! :) To mój mały sukces :)
Aktualnie wciąż biorę ta dawkę leku. Badanie chce powtórzyć po 2 tyg od poprzedniego, max po 20 dniach. Wtedy zobaczę czy znalazłam już swoją dawkę czy jeszcze coś muszę manewrować. Jestem ogólnie dobrej myśli jeśli chodzi o moją tarczycę.
W pracy jako tako. Rewelacji nie ma... traktuję to jako pracę lepszą niż nic, a jak wiadomo w takiej nie zostaje się na dłużej. Dostałam 1 wypłatę i o mało się nie popłakałam. Jest zapierdol, z uwagi, że jestem nowa wciskają mi wszyscy wszystko, zarbki do doooopy i stanowisko też.... tak więc same wiecie :/ szału nie ma.
Starania... ach... chyba znowu mam kryzys. W pokoju do którego trafiłam same matki, jedna właśnie się dowiedziała, że jest w ciąży. Także tylko jeden temat. Ona udaje, że nie chciała... ja cierpię....
Boli mnie to, przyznaję otwarcie i bez bicia, że udaję, że mnie to nie rusza, a nie czuje nic oprócz bólu. Nie wiem co z tym zrobić, wiem tylko, że cierpię i nie umiem znaleźć sposobu żeby to jakoś zaleczyć. Wiem, że pomogłoby mi tylko jedno... ciąża... pragnę zostać matką, a nie mogę :(
Jak już zostajemy w pesymistycznym tonie to jeszcze ponarzekam na moją wielkie dupsko. Kiedy zachorowałam na tego gravesika to niestety nic nie schudłam, a na lekach tylko przytyłam. Niestety jest zima, chodzę w szerokich swetrach i nie mam motywacji aby coś ze sobą zrobić. Podziwiam koleżankę, która pięknie radzi sobie z dietką, kilogramy lecą w dół, chciałabym też tak umieć. Nie mam motywacji, że jak schudnę to zajdę. Nie mam sposobu co może mi pomóc zajść... Zmiana męża?? Tak! Zdarza mi się mieć nawet takie pojebane myśli choć męża nie mam zamiaru wymieniać na nowszy model.
Włosy... wypadły mi już 2/3 włosów. Jestem prawie łysa. Jutro idę ściąć moje włosy do pasa, a raczej te kilka pasm, które z nich zostało. Znowu zaboli. Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chce patrzeć w lustro i widzieć choroby. Wolę udawać, że jestem zdrowa jak koń. Ale wyglądam źle... Chyba mnie tak kłopoty z sercem nie martwiły jak te włosy... jednak dużą uwagę jako kobieta przykuwam do tego co w sobie lubię, a oprócz cycków są (BYŁY) to właśnie włosy...
Kupiłam biotebal, ale trzeba go odstawić tydzień przed badaniem tarczycy bo zmienia wynik. Póki co za często robię badania aby w ogóle był sens łykania tych pigułek.

trillian Lepiej późno niż wcale 31 stycznia 2019, 07:56

Owulacja jednak była.
Temperatura utrzymuje się na plusie i nie mam takich negatywnych sensacji jak w ostatnich dwóch cyklach.
Może choć trochę mi się hormony ustabilizowały..
Dziś spałam nrmalnie całą noc - i to bez melatoniny! Fakt, dziwne sny miałam, ale lepsze to niż przewracanie się z boku na bok i zastanawianie ile zostało do budzika.
Zima cały czas trzyma, miało się ocieplić niby nieco, ale znów poniżej zera i ślisko. Nie lubie zimy, oj nie. Byle do wiosny...
Zobaczymy co przyniesie najbliższy tydzień. Dziś temperaturka ładnie skoczyła... Może??

10tc+5

Wróciłam właśnie z laboratorium z wynikami badań.
Ogólnie chyba są w normie, tylko ja panikuję jak zawsze...

Wyniki:

Nie stwierdzono przeciwciał odpornościowych do antygenów krwinek czerwonych

TSH: 2,11
FT4: 15,57
Progesteron: 21,88
Toxoplazma IGM - niereaktywny - 0,14
Toxoplazma IGG - < 0,2
Różyczka IGM - niereaktywny - 0,3
Różyczka IGG - 338,0 - byłam szczepiona

Martwi mnie ten dość niski progesteron :(, od kiedy go badałam wartości były wyższe, raz miałam tylko wartość 28, a tak wszystko powyżej 30. Ale nie plamię i nie krwawię więc chyba jest w normie.

Zestresowałam się też wartością TSH, teoretycznie jest ok, bo mieszczę się w normach, ale też nigdy nie przekroczyłam wartości 2. Widocznie ciąża mnie trochę rozregulowała.

Mam nadzieję, że z Maluszkiem jest wszystko dobrze, jutro się dowiem.

Przesadzam prawda?

Marti... Goniąc czas 31 stycznia 2019, 08:58

U nas Camilia dala radę. Po10 min widać było zmianę w zachowaniu.

Już chyba po wszystkim. Karmienie co 2h w nocy, ale już bez bólu i płaczu. Dziecko rano już nie zalzawione. Katar o połowę mniejszy. Pierwsza fala za nami.... szczepienie przełożone na 5 lutego. Ktoś odwołał wizytę. Więc fart

Wczoraj na prawdę w pracy myślałam, że umrę z bólu. Ale wieczorem już było ok i wróciłam do stanu plamienia. Potraktowałam wczorajsze zdarzenie za 1 dc. a dzisiaj już mi skoczyła temp. (36,54C) ale to może dlatego, że od kilku dni boli mnie gardło. chociaż temp. ciała pod pachą to tylko (36,25C), więc gorączki nie mam.

Byłam też wczoraj u endokrynologa. 1 wizyta. Pani coś napomniała o Hashimoto... ja??? Jeszcze mi tego brakowało, pffff!!! W Instytucie Reumatologii już mi tą chorobę wykluczono, no ale lepiej być dwa razy diagnozowaną, więc zobaczymy co wyjdzie. Jutro mam zrobić kilka badań (tym razem całkowita nowość - na NFZ o_O) jako, że niby wczoraj miałam 1 dc. Jakoś wątpię by wyszły miarodajnie, skoro pewnie mam organizm rozchwiany po krótkiej ciąży, ale zrobić nie zaszkodzi, najwyżej powtórzę po kolejnej @ na własną rękę. Dodatkowy plus - dostałam receptę z refundacją Euthyroxu i Metformaxu , zawsze to jakaś oszczędność :P Ale jaki ten NFZ beznadziejny - jutrzejsze wyniki zobaczę dopiero na następnej wizycie czyli 6 marca.

Właśnie przeszłam się po pokojach w pracy z dobrą nowiną, że moja koleżanka z pokoju urodziła dziecko. Tylko mi napisała to info, bo się najbliżej trzymałyśmy. Wszyscy w euforii, a ja w środku się gotuję.
Ale sobie myślę - teraz k.... my!!!

Plan mam też taki żeby się zapisać się na badanie usg do kliniki na dzień przed wizytą u doktorka i mam nadzieję, że doktorek ustali nam plan działania. Szybki plan działania. Mąż dzielnie łyka Clo i Babystarta, więc armia powinna się polepszyć. Nie dopuszczam do siebie myśli, że w tym roku się nie uda.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2019, 11:19

Pinka. Piąty transfer 31 stycznia 2019, 10:19

9dc

Mija 7 tydzien od pobrania krwi do kariotypow. Wynikow nadal brak a ja jestem umowiona na poniedzialek na wizyte do kliniki w celu omowienia szczegolów odnośnie ivf. To jest idealny termin gdyz bedzie owulacja, ktora bedzie mozna podejrzec.
Biednemu zawsze wiatr w oczy.

Siedze na L4, wypoczywam i duzo czytam o nieplodnosci (można oszaleć).

Oczekujac na te wyniki czuje, ze jestem w stagnacji. Nic nie wiem, nie wiem jak to bedzie wygladac w moim przypadku, ktory protokol, jakie leki itd.
Chce tego wszystkiego, chce dzialac i probować.

Siedze w domu i doceniam zime. Tak, na dworzu nie widac gromady dzieci na placu zabaw. Nie ma co krok matek z wózkami, nie widać ciężarnych. Jest mi z tym na prawde dobrze. Kocham wiosne, a jednocześnie sie jej obawiam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2019, 13:25

A mówiłam? Mówiłam, że @ przyjdzie dziś? 2. dzień zawsze najgorszy, a wiadomo, jutro mam gości. Dobrze, że mama zgłosiła ochoczo, że upiecze mi torta i ciasta. Niby to przesądy, ale mi w @ biszkopt nawet potrafił wyjść niebieski.

Dziś mam 12 DC byłam na kolejnym monitoringu i okazało się że wcześniejszy pęcherzyk urósł do 22mm ale w gratisie dojrzał drugi 20mm a jego nie było widać we wtorek.

Dziś ovitrelle i dużo ❤️ a później czekanie.

Gin aż się uśmiechnął i do mnie z tekstem że walentynki mogą być owocne w II albo zupełnie odwrotnie. Ja nie liczę na nic co będzie to będzie. Jestem tylko prze szczęśliwa że w końcu jakiś lek na mnie zadziałał :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2019, 13:27

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 31 stycznia 2019, 13:33

Hej!

Malo mnie tu ostatnio, bo dni wypelniaja mi wizyty. Non stop ktoś u mnie jest. W większości ciężarne koleżanki hehe. Jest wesoło. A Em przyzwyczaja się do nowych twarzy, żeby dzikus z niego nie wyrosl.

Cos się we mnie ostatnio zmienia. Na lepsze. Odczuwam coraz większe przywiązanie do synka. Może to głupio brzmi (jakbym wcześniej nie bylam do niego przywiazana?) ale tak jest. Odkad robi się coraz bardziej kontaktowy, a mniej dzidziuskowaty (chociaż jeszcze długo będzie dzidziuskiem hehe) jest coraz fajniej. I to uczucie, kiedy uspokaja się u mnie na rekach. I kp, które NAPRAWDE pokochałam. Już kilka razy o tym wspominałam, ale widok małego ssacza słodko przytulonego jest boski…

Marti, zycze wytrwalosci!

"Hope is a dangerous thing for a woman like me to have"

1dc/14cs

Nadzieja.
Przecież dobrze wiedziałam, że w poprzednim cyklu nie było szans. Że ewidentnie PMS wskazuję na @. Ale wystarczyło aby ta wredna @ się spóźniała i już nadzieje się budzą. Testy ciążowe idą w ruch i chociaż wychodzą negatywnie to dalej wiara jest, że mimo wszystko się udało.
Plus taki, że na wizycie u gin nie miałam jeszcze @. No ale wizyta...
Nie miałam w sumie jako takiej wizyty. Lekarz stwierdził, że wszystko mam porobione na bieżąco, że szkoda mnie dodatkowo męczyć. Jeszcze 3 razy próbujemy stymulacji a dalej będziemy myśleć nad inseminacją.
Nic nowego w sumie.
Mam nadzieje że coś zaskoczy w najbliższym czasie! Tego się będę trzymać. A na razie wszystko boli. Ledwo żyję ale dziś mam zamiar świętować. Planuję wypić lampę wina pod ten nowy cykl ;)

Marti... Goniąc czas 31 stycznia 2019, 17:00

1dc

Nosilam sie z zamiarem tego wpsiu od rana, ale dopiero Lentilka mnie zmotywowala swoim zapytaniem.

nostalgicznie bedzie.

przeszla burza zabkowania. w sensie pierwsza ciezka fala. juz 4 razy leczylam katar. za kazdym razem inna odmiane. za kazdym razem kiedy widze, ze Ola zaczyna chorowac kroi mi sie serce, ale tez doswiadczylam czegos nowego ostatnio. poczulam sie pewna siebie. nie spanikowalam, wiedzialam dlaczego cos sie dzieje, wiedzialam jak sobie z tym radzic. kiedys panicznie balam sie, ze choroba wiaze sie z antybiotykami i faszerowaniem malucha. teraz widze, ze inhalacje dzialaja cuda. ze konsekwentna higiena nosa nawet przy katarze (od strony tylnej z kaszlem) daja efekty. ze nie kazdy stan podgoraczkowy jest alarmujacy itd.. itp... wiadomo nic powaznego sie nie dzialo. ale te sytuacje zbudowaly we mnie wieksza pewnosc siebie. czuje sie odpowiedzialan i swiadoma. dobrze mi z tym. i oczywiscie mam nadzieje, ze ciezkie choroby nas nie dotkna, bo niczym jest to co napisalam w obliczu prawdziwych problemow zdrowotnych.

tak czy siak. ostatnio coraz czesciej wychodzac z domu na spacer, gdyt pruszy snieg, ja jestem cieplo odziana, Ola opatulona w wozeczku wyglada na swiat, a psiak beztrosko tarza sie w sniegu, coraz czesciej lapie sie na refleksji nad swpim zyciem.

ziesze sie z momentu w jakim jestem. ciesze sie, ze jest Ola. i wcale nie zaluje, ze nie wczesniej. ten moment jest idealny.. moze ona wiedziala kiedy sie pojawic w naszym zyciu, gdy tak dlugo staralismy sie powolac ja na swiat. [...] tak czy siak. wlasnie wychodzac na spacer, gdy jest mozliwosc zjedzenia z dzieckiem sniadania (blw jest cudowne, bo mala je sama), wypicia goracej kawy do tegoz sniadaia, posprzatania bajzlu po tymze jezeniu, puszczenie dziecka na podloge, gdy ona podaza za mna po mieszkaniu ( pelza za mna do kuchni, uwielbia podgladac ,mnie pod prysznicem, gdy sprzatam), ubrania sie i wyjscia aby nigdzie sie nie spieszyc. jest piekna.
czesto mysle sobie, ze czuje sie spelniona. nparwade to nowe uczuscie. czuje sie... kompletna. gdy widze, ze daje sobie rade. gdy widze, ze mala sie rozwija, ze dajemy rade pokonywac trudnosci losu. rozpiera mnie milosc. serio. naprawde. taka czysta, bezinteresowna, dumna milosc.

te ciezkie dni zabkowania usowadomily po raz kolejny jak duzo znaczy dla mnie moje dziecie. jak cierpie razem z nia i jak ulga splywa na moje srece, gdy widze, ze mala czuje sie lepiej, ze moze spokojnie spac....

naprawde jestem szczesliwa. nie wyobrazam sobie nie miec Oli. choc oczywiscie. macierzynstwo to tez wyrzeczenia. ale to nic w porownaniu do tego ile mozemy zyskac. zawsze uwazalam, ze jestem dojrzala emocjonalnie i siwadoma wielu uczusc abstrakcyjnych. ale to ile nowego doswiadczam dzieki mojej corce... jest nie do opisania. jestem szczesliwa. Ola dzis czuje sie zuplenie dobrze <3

i ten moj dol z powodu nadwagi. no coz. sa rzeczy wazniejsze niz to :) co nie zmienia faktu, ze stawiam temu czola. musze byc zdrowa i silna nie tylko dla siebie. musze zyc jak najdluzej dla swojej corki. w chorobie widac, jak bardzo dziecko potrzebuje matki... jak bardzo tylko moje ramiona przynosza jej ulge.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2019, 17:24

Marti... Goniąc czas 31 stycznia 2019, 17:31

101015.

przede wszystkim oddychaj Ty i spokojnie. tak. wiem latwo mowic, ale przechodzialm przez to. oto co robie.

gdy wstaniemy i Ola juz sie obudzi, biore ja do jej pokoju na przewijak. tam ubieram. poniewaz nie da sobie zakroplic/wyczyscic nosa na lezaca (wije sie , jakbym ja zabic chciala, a jest tak silna , ze dwie osoby nie daja rady przytrzymac).. znalazlam inny sposob.

siadmy na podlodze i tam biore ja w pozycji siedzacej miedzy swoje nogi. jedna reka przytrzymuje broniace nosek raczki i przytrzymuje buzie w jedna strone, a dryga psikam duuuzo wody morskiej. czy katar mokry, rzadki, gesty.. nie ma znaczenia. duzo. to oczyszcza. i potem stosujemy katarek (podlaczany odciagacz do odkurzacza). a potem inhalacje. ja 3-4 razy na dobe inhaluje ja polowa ampulki nebu-dose (zielone przy katrzarze tylko, niebieskie nebu-dose gdy jest kaszel, bo wspomaga odksztuszanie). u nas tez nie lubila inhalacji, ale ja biore ja na wyprostowane moje nogi (nadal na podlodze) i udajemy patataj z podskokami (konika), prrrrrrrrrrr (gdy konik staje pochylam sie do przodu), spiewam ulubione piosenki, ale koniecznie poruszam Ola w rytmie. podobac jej sie zaczelo i to przyglusza tez dzwiek inhalatora. ogolnie robie z nia cwiczenia z zajec muzycznych. trzymajac maske druga reka. naprawde zaczela to lubic. a wieczorem przed snem pod koniec inhalacji zaczynam spiewac cicho.. kolysanki zeby ja tez wyciszyc :)

ciag dalszy nastapi. Ola wola

Edit.

czyszczenie nosa tak czestko, jak czesto slysze, ze sie zatyka.
inhalacje na poczatku choroby nawet 5x dziennie (2x z soli fizjo, 3x z nebu dose)
nawilzacz w sypialnie z olejkiem eukaliptusowym (bakteriobojczy)
przy cieknacej wodzie z nosa masc majerankowa max 2 na dobe, bo moze podrazniac skore pod noskiem, ale pomaga
plastry aromactive cala dobe na poczatku choroby. pod koniec tylko na noc.
pozycja do spania z glowka wyzej. (nasza dostawka miala taka opcje, teraz mala spi ze mna i robie jej taka gladko spadzista poduszke, zeby gil splywal a nie w nosie siedzial)


u nas to sie sprawdza poki co.oczywiscie przy goraczce ibuprofen/paracetamol.

lekarz na katar zalecil nam Nasivin. osobiscie niw widze,zeby pomagalo. nebu dose lepsze :)


aaaa i jeszcze jedno. 101015: na pewno nie robisz nic zle. kazda akcja oczyszczania noska jest na plus. najgorzej, to nic nie robic, bo dziecku nie pasuje. sa sytuacje, kiedy musimy... i tyle... trzymajcie sie. zycze Wam zdrowka. Maly pewnie zachorowal, bo nadal oslabiony i nie mial pewnie jak sie bronic pred infekcja. pierwsze chorowanie jest najgorsze. mnie sie rece trzesly, gdy musialam kroplic nosek.... to jest duzy stres, ale jak we wszystkim. mozna nabrac wprawy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2019, 17:53

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 31 stycznia 2019, 20:25

W wieku 6,5 miesiaca Emil zaczal sie przemieszczac. Do tej pory krecil sie w kolko i w ten sposob troczke sie przemieszczal, ale nie mogl za bardzo tym sterowac. Dzis siedzialam obok niego na macie i od niechcenia budowalam wieze z klockow w pewnej odleglosci od niego (budowalam bardziej dla siebie niz dla niego, hehe). I on nagle nerw, ze tej wiezy nie moze dosiegnac, podniosl sie na rekach (rece wyprostowane w lokciach jak do raczkowania) i na tych rekach sie podciagnal do przodu pomagajac sobie kolankami. Czyli nie jak gasienica z tylkiem do gory, bo tylek ciagle w dole, tylko takie polowiczne raczkowanie. Czadowo to wyglada. Ale widac, ze kosztuje go ogrom wysilku! Jestem taka dumna z niego!

Skora za to tragicznie. Tak zle jezcze nie bylo. Jakies rany na nozkach mu sie porobily, takie dziwne strupki. Musze to dezynfekowac... Drapie sie bardzo agresywnie. Moje mleko do kapieli nie przynioslo poprawy. Od jutra jestem znow na diecie bezlmecznej i bezjajecznej. Od dzis kapiemy go w wodzie przegotowanej. Taka porade dostalam. Bede probowac wszystkiego...

20dc
Na ogół w drugiej połowie cyklu żyłam nadzieją, że tym razem się uda i doszukiwałam się jakiś objawów ale teraz już tylko czekam na okres, żeby iść do lekarza i wyznaczyć dzień w którym pójdę do szpitala na laparoskopie. Nawet mój mąż, który do tej całej sprawy podchodził z większym optymizmem powiedział, że nie wierzy, że w tym miesiącu się uda... V. był dzisiaj u lekarza bo od jakiegoś czasu coś go uciska na drogi oddechowe. V. wspomniał lekarzowi o tym, że w zeszłym tygodniu był na badaniu hormonów i nasienia. Lekarz powiedział, że ten ucisk na drogi oddechowe może być spowodowany stresem związanym ze staraniami i powiedział, żeby nie czekać z tym dość długo i udać się do klinki leczenia niepłodności. Ostatnio mam sporo stresu w pracy bo parę osób się rozchorowało i spadło na mnie więcej obowiązków a na dodatek mam bardzo surową szefową. Obiecałam sobie, że w tym cyklu nie będę się stresować pracą, ale nie bardzo wiem jak sobie z tym radzić. Jutro jedziemy do Polski bo moja ciocia z którą mam bardzo dobry kontakt będzie miała 50 urodziny i zjadą się wszystkie kuzynki ze swoimi dziećmi, ale tym się nie przejmuje. Ciocia, która będzie miała urodziny niestety nie ma dzieci bo jej mąż ma bardzo słabe nasienie, próbowali nawet in vitro ale im się nie udało:(

CZWARTEK
Mieszkam na takim ciężkim zadupowiu, że nie można nigdzie zrobić badania PCT (na wrogość śluzu). Nawet jak piszą na stronie internetowej, że robią, to jak dzwonię się umówić to jednak nie. Potem setki tysięcy problemów. Rano nie ma lekarza, ja musze byc tuż przed owulacją, mąż musi nie mieć nocek (bo wtedy sie mijamy) i jeszcze laboratorium też musi być otwarte w tych godzinach! No żesz szlag by to trafił! I tak od pół roku próbuję zrobić ten test i za cholerę nie idzie. Umówiłam się na środę rano, oby w środę dopiero była owulka (dziś 8dc).... Bo inaczej chyba nigdy nie zrobię tego testu. Na razie jeszcze nie ma śluzu płodnego więc jest nadzieja. Po co chcę robić ten test? Żeby w razie czego po laparo wiedzieć, że jest sens się starać naturalnie bądź nie ma. NIe chcę marnowac kolejnych miesięcy, a 80zł za to badanie to nie majątek. Za dużo czasu już niepotrzebnie straciłam. Ciągle bolą mnie te jajniki, niepokoi mnie to :/ psychicznie jest średnio, mam jakiś ciężki dołek, ale wierzę, że z tego wyjdę. Wakacje na pewno mi pomogą :) zresztą teraz też trochę się będzie działo, więc może nie bede tak tego wszystkiego rozkminiać. Są momenty, że odechciewa mi się żyć. Może to już znak, że czas sięgnąć po jakąś pomoc psychologiczną? Zima też nie sprzyja pozytywnemu myśleniu... Ech... No i na koniec wisienka na torcie. A raczej na twarzy. I nie wisienka tylko truskawka. Mam tyle pryszczy co truskawka tych czarnych kropek!!! Wyglądam okropnie :( coś mi sie z twarzą stało i jest cała opryszczona! Takiego trądziku nie miałam jako nastolatka :( dramat :( mąż mówi, że mam ospę :( nie wiem czy nowy dermatolog coś wymyśli. Leczę się od 15 lat i dermatolodzy już ręce rozkładają z bezsilności :( a mnie się płakać chce :( i wstyd wyjsc z taką twarzą do ludzi, do pracy, dramat :(

stayaway W oczekiwaniu... 31 stycznia 2019, 23:41

Jutro się poznamy Kropeczko ❤
Tak bardzo nie mogę się doczekać. Chcę wykrzyczeć całemu światu, że noszę Cię pod sercem. Moja duma. Nasza Kropeczka.
Modlę się żeby wszystko było dobrze.
Kocham Cię.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)