EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 6 lutego 2019, 22:43

Chorujemy wszyscy. Mąż przyniósł nam jakąś zarazę, sprzedał ją mi i Małemu. Sam już wybrał antybiotyk, ja swój zaczęłam wczoraj, Syn dziś dostał gorączki. W sb byliśmy u pediatry i Mały miał tylko zaczerwienione gardło i deko pokasływał, dostał na to tantum verde i inhalacje, teraz doszła gorączka. Ciekawe czy to to gardło czy co, bo idą mu też trzy zęby na raz i mam nadzieję, że to z tego.

Z innych rzeczy - przenieśliśmy Małego do drugiego pokoju, bo do tej pory spał na dostawce w naszej sypialni. Wygodniej mu teraz, ma łoże niemalże królewskie, 140x70 :) W przyszłym tygodniu kończy 8 miesięcy to już chyba czas najwyższy na przeprowadzkę "na swoje" ;) Aaa i byliśmy u neurologa, wszystko jest ok :)
Ze śmiesznych rozwojowych rzeczy - Synek jak go trzymam na rękach i z nim tańczę macha rękami i kręci główką. Chyba też tańczy :D

Temat działki ogarniamy, czekamy aż właściciel wróci z wyjazdu i będziemy umawiać notariusza, o ile pan się nie rozmyśli.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2019, 22:53

8 dc.
W pn ginekolog. Muszę zacząć wycieczkę po lekarzach, wziąć się za siebie...
Mam wrażenie, że od poronienia mam osłabioną odporność, ciągle jakieś katary, bóle głowy mnie częściej nawiedzają, i to takie konkretne, z zawrotami, mdłościami... Gdzie pomaga tylko sen, a więc dzień wyjęty z życia. Ostatnio w pracy byłam wręcz nieprzytomna, pokładałam się na biurku. Może to ciśnienie, bo mam je za wysokie - no i chce z tym iść do lekarza, pewno dostanę jakieś leki i zalecenie, żeby schudnąć. Waga rośnie niebezpiecznie... upasłam się przez te kilka miesięcy i jakoś nie mogę się zorganizować. Ciągle ciągoty na słodkie... Tylko zastanawiam się czy leki na nadciśnienie nie przeszkodzą w staraniach?

Wybaczcie, że nie każdej komentuję pamiętnik, ale po tych zmianach na portalu po prostu nie mogę!

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 7 lutego 2019, 08:37

Kochane, czasem nie ogarniam na Wasze komenty odpisać.
Świąd caly czas. Ost dniami skora sucha jak na sloniu.
Wczoraj pediatra. 7700 gr. 68cm. Dolne jedynki zaraz beda, sa już na progu, już pukaja do drzwi hehe.
Noc koszmarna. Kreci sie jak owsik. Serio tracę nadzieję ze kiedys będzie lepiej.

CZWARTEK
PCT ostatecznie nie zrobiłam - nie podołaliśmy, szkoda gadać :/ Jestem po wizycie u doktora: owu jeszcze nie było, dziś 23mm ma pęcherzyk, oby pękł (test owu dzisiaj pozytywny). Endometrioza, może być (ze względu na moje bardzo bolesne miesiączki), ale nie wiadomo, wyjdzie na laparoskopii czy faktycznie jest coś na rzeczy, na usg nic nie widać, wszystko jest ruchome tak jak powinno być, no może lekko prawy jajnik jest trochę mniej ruchliwy, ale mimo wszystko się rusza. Nie jest całkiem przyrośnięty. Więc dalej nic nie wiemy. Jedyne co to polecał zrobić najpierw hsg (ale z drugiej strony hsg nie spowoduje, że wyleczymy przyczynę bóli jaką może być endometrioza - o ile w ogóle jest). Więc mamy się zastanowić czy lepiej hsg czy od razu na laparo. Będziemy analizować sytuację z moim lekarzem prowadzącym z kliniki pod koniec lutego. Jedyne co to się zdziwił, że tyle czasu się staramy a hsg nie było jeszcze robione. Że może to być strata tego czasu. Cóż. Też mnie to dziwi, no ale co zrobić :/ takie życie jak to mówią :/

MIka1988 Utracona nadzieja 7 lutego 2019, 08:51

Kobieta zmienna jest kilka razy byłam na forum ale tez kilka razy znikalam wiec temat dziecka przychodzil i odchodzil do konca nigdy nie pogodzilam sie z tym, że dziecka nie mozemy z mezem miec ale teraz starania nie sa takie jak na poczatku
1. Bez lekow na ten krok zdecydowalam sie gdy moim postanowieniem bylo ze staramy sie z medycyna do konca roku i tutaj na jednym z forum niezle oberwalam pojawily sie osoby ktore uszaniwaly decyzje ale tez pelno bylo takich , które rzuciły sie na mnie jakbym zabila kogos strasznie mi bylo przykro moja decyzja nie byla jedno dniowa a leki, które brałam zle na mnie wplywaly
2. Nie narzucany seks kiedy mamy ochote to sobie pozwalamy a nie ze dzisiaj dni plodne to musimy
3. Odrzucilam tez wszystkie metody zwiazane z mierzeniem temperatury czy sluzu a nawet szyjki macicy.

Aktualnie jestem przed okresem chodze na silownie. We wtorek dalam sobie niezle w kosc na zajeciach zumby i bylo to po owulacji a wczesniej bym dmuchala na siebie :D ale to i tak nic nie dalo. W sobote wybieram sie na trampoliny chyba ze miesiaczka mnie zaskoczy.... przestalam chodzic do lekarza na monitoringi i inne badania teraz juz nie mam pomyslow jak zajsc w ciaze wiem jak ,,nie zajsc " i wiem, ze kazdy wykonany test zmniejszal moje poczucie wlasnej wartosci nie raz chcialam kupic moze tym razem sie udalo... ta napewno... Aktualnie jestem na etapie oczyszczania organizmu robie sobie co piatek detoks sokami, cwicze i staram sie zdrowo odzywiac czasami pojawi sie jakies smieciowe jedzenie niestety pod wplywem bliskich a to maz cos kupii faceci... Mezowi mówiłam ze staram się zdrowo odzywiac a ten ma chyba skleroze bo kawe zrobil z cukrem kupil pączka :D Miłego dnia ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2019, 08:53

6 miesięcy minęło
Napiszę na szybko, bo jestem w niedoczasie - organizuję sobie właśnie wszystko na nowo.

Wczoraj minęło dokładnie pół roku. Narodziny Małej wydają się teraz takie odległe, a jednocześnie ten czas leciał tak szybko...

Wczorajszy dzień szalony. mała od rana marudziła, strzeliła 3 kupy jak nigdy, zadzwoniłą fizjoterapeutka (bardzo dobra), że ma czas podjechać, aj w proszku bo pakowałam sprzęt do pracy (dzień wcześniej się nie udało... Młoda nie chciała iść spać po kąpieli, a zasypiała na cycu) i zasnęła po 22. A jeszcze musiałam ugotować obiad na 2 dni. I podrukować rzeczy do pracy. Mąż zajmował się dzieckiem przez popołudnie i stwierdził, że to pracochłonne i czas ucieka przez palce.

Fizjoterapeutka zauważyła obniżóne napięcie mięśniowe, Mała nie napina mięśni brzucha, nadaje się do rehabilitacji :( FUCK. Nikt mi nie powiedział, że jako noworodek nie powinna unosić głowy do góry. Teściowa zachwycała się jakie silne dziecko, a ja byłam nazbyt nieogarnieta wtedy, rozklekotana baby bluesem, nie wiedziałam... W każdym razie zauważyłam, że od jakiegoś czasu nie chce się obracać na boki, chętnie leży na brzuszku ale nie turla się...
W ogóle to fizjo stwierdziła, że dziecię duże, że do 8 miesięcznych takich jeździ... W sumie ubrania mamy 74, a pajace 80. Może i duża.

Tak czy siak jestem przepełniona wyrzutami sumienia, że nikt nie kareślił problemu wcześniej. Rehabilitacja ma potrwać około 2 miesiące, 2 razy w tygodniu.

Byłam też w pracy. Przed moim wyjazdem wymeiniliśmy się z mężem na styk... Przyjechał jakieś 15 minut przed moim wyjściem. Młoda zasnęła, dokarmiłam ją trochę na śpiocha (bałam się w ogóle moje cycki to znioną, kilkugodzinną rozłąkę - w pracy taki ogień, że brak czasu na odciąganie pokarmu).
W międzyczasie przyjechali teście, siedzieli ponoć całe popołudnie, Młoda zjadła prawie cały duży słoiczek, potem odmawiała mleka i nie chciała nic jeść do mojego powrotu. Akurat jak wróciłam o 20 to mąż ją kończył kąpać i tyle co ubrał, więc nakarmiłam (były wrzaski, płacz, krztuszeni się, aż w końcu padła... musiałam ją nosić). O północy też się wybudziła i płakała, tak że musiałam ją nosić.

Wiedząc, ze przyjada tescie zostawiłam mężowi na kartce zalecenia od fizjo. M.in. zakaz zadzania dziecka na kolanach (ma być karmiona w krzesełku, poza tym nie sadzać) a teściowa to tak lubi całe popołudnie przesiedzieć, bo nie ma siły jej nosić, w końcu już klocek...

Przez te kilka godzin w pracy strasznie stęskniłam się za Małą, jak wróciłam to nie mogłam się natulić, i w ogóle miałam wyrzuty że tak ją zostawiłam... to chyba hormony. To tylko jedne dzien w tygodniu, poza tym chcę w tym systemie pracować do jej 3 roku życia.
Pracy mam dużo, jak na 1 dzień wyjdę na swoje, zarobie więcej niż wynosi moja "zapomoga" od zusu.

Marlena Szukając motyla. 18 marca 2016, 10:41

Tak sobie myślę że warto by zapisać tutaj opis mojego porodu.. Może kiedyś wydrukuje sobie te wszystkie wpisy z Pamiętnika i pokaże Roszpunce ;-)

Coś zaczeło się już dziać w sobotę 12.03 koło 2 w nocy. Wybudziły mnie skurcze które trwały ok 1minuty i były co 8-11 minut. No i od samego początku bóle krzyżowe przy skurczach. Ale pomyślałam sobie że nie ma co za szybko świrować, może jeszcze się uspokoi. Koło 3.00 zauważyłam po wizycie w wc troszke więcej śluzu podbarwionego na brązowo, no ale brąz więc jest ok. I tak sobie leżałam w łóżku do 8 rano ze skurczami i bólami krzyżowymi co 5-10 minut. Koło tej 8.00 czas mięczy skurczami zaczął się wydłużać, myślę: to jeszcze nie teraz. Poszłam do wc a tam wylało się ze mnie mwga dużo czysto żywej krwi, i wypadło coś przypominające kurzą wątróbkę. Byłam mega przerażona, szybko sie ubrałam i decyzja że jedziemy do najbliższego szpitala a nie do Poznania jak zaplanowaliśmy.

W szpitalu po sprawdzeniu pulsu małej troche sie uspokoiłam, przyjeli mnie do szpitala i pojechałam na porodówke. Później usg, wszystko ok. Szyjka zgładzona, widocznie z niej to kewawienie. Podłączamy pod ktg i obserwujemy. Chyba do 13 cały czas leżałam z tym ktg, a skurcze stawały się coraz rzadsze. W końcu decyzja że to jeszcze nie dziś, przenosimy na patologię ciąży i obserwijemy. Już byłam gotowa się wypisać i jechać do Poznania. Tymbardziej że lekarze sypali docinkami odnośnie posiadania lekarza z Poznania, q i twierdzili że mam jeszcze dużo czasu i nawet jeszcze z tydzień mogę w ciąży pochodzić. W końcu stwierdziłam że poczekam do poniedziałku, jak nie zechcą wywoływać to wypisuje się na własne rządanie i hop do Poznania.
W między czasie podłączali mnie czasem pod ktg, raz mała grasownica znowu miała puls 180+, więc przed 24 powtórzyli zapis. A tam skurcze na 120! No ale jak mówiłam lekarzowi że mam te bóle krzyżowe to stwierdził że to normalne bo ciało się przygotowuje.
Około 00.30 byłam na porodówce z Łukaszem. Na badaniu chwilę wcześniej wyszło że jest 4-5 cm rozwarcia. Zrobili mi lewatywę, usiadłam na piłce a Łukasz masował plecy. Po chwili rozwarcie na 5-6 cm. Później podali mi gaz, jejku jakie to fajne :-D Czułam ból ale czułam się też jakbym za dużo wypiła, może nawet troche przesadziłam z tym gazem ;-)
W końcu po 2:30 zaczełam czuć parte, jakieś 5 parć i Milenka była poza brzuchem :-)
Podobno poród ekspresowy jak na pierworódke. Zważyli i znierzyli Milenę, dali mi ją na brzuch a ja automatycznie zapomniałam o całym bólu. Coś niesamowitego!
Później kontakt skóra do skóry, moje mdlenie w łazience i przejazd na sale poporodową :-)
A Milena to takie prześliczne dziecko <3 i nie mówię tak bo to moje dziecko, naprawde w takich sprawach jestem obiektywna.
Jest mega ładna, coraz bardziej ją poznaje i coraz bardziej sie wysypiam :-)
Mamy małego baby bluesa ale mam nadzieje że szybko minie.

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/0c9e42b33465.jpg

Od taka historia :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2016, 11:07

Klamka zapadła, w sensie powiedziałam już szefowi żeby grafik czynności na październik układał beze mnie.
Najśmieszniejsze to to, że mu powiedziałam, że mnie nie ma od listopada. On na to, że ok i dziękuje za info (od lipca wie że jestem w ciąży, więc rozmowa była krótka).
Listopad... tiaaaa... ta chęć pracy w październiku była tak mocno we mnie zakodowana, że chyba wyparłam fakt, że mamy dopiero wrzesień, a ja nie będę pracować od października :P no więc wróciłam do niego po minucie refleksji i mówię, że nie od listopada, tylko od października mnie nie ma, a on na to, że chyba mnie nie słuchał, bo przyjął, że mnie nie ma od października :D więc luzik i tak jak pisałam klamka zapad ;)

Po czwartkowych stresach na IP w piątek wzięłam wolne na żądanie i mało się w domu nie poryczałam, bo JUŻ mi się za pracą tęskniło :| Mam świadomość, że jak wrócę to zespół w większości będzie inny, że będę pracować pewnie w innym referacie itd... że pewnie moi obecni friendsowie zdążą zmienić pracę itd. Poza tym praca to jest jedyne miejsce, gdzie mam kontakt z ludźmi w liczbie większej niż ja + mąż... Na szczęście koleżanka zza biurka kupiła mieszkanie na sąsiednim osiedlu, więc może od czasu do czasu chociaż w sklepie na siebie wpadniemy.

Z drugiej strony...
- od stycznia będę miała ukochaną Córeczkę <3 więc już nigdy nie będę sama :D
- coraz więcej czasu spędzam na forum BBF i moja produktywność spadła;
- przeziębiłam się (jakoś mi spadła odporność w ciąży) a sezon przeziębieniowy dopiero się zaczyna;
- dzieciaki wróciły do szkoły, a od października ruszą studenci, więc w moim pociągu coraz tłoczniej, nie mam szans siedzenia (chociaż jadę tylko 7') później w tramwaju też tłok (jadę ok 10') ogólnie - przesiadki, schody, tłoczno, coraz mniej bezpiecznie dla brzuszka w wielkiej Warszawie :P
- w końcu mąż mi obiecał wykupić Netflixa (do tej pory nie kupowaliśmy dostępu, bo i tak mało czasu spędzaliśmy w domu by mieć czas na tasiemce)
- będę miała dużo czasu na przygotowanie wyprawki bo to nadal dla mnie terra incognita ;)
- znajdę czas żeby podszkolić moje umiejętności kulinarne bo ja to jeszcze w życiu nic nie upiekłam poza sernikiem na zimno z torebki (wiem smutne) i pierogów też nie robiłam :|
- nauczę się chińskiego - no dobra, przesadzam, ale może chociaż trochę angielskiego liznę tak w razie czego gdyby jednak mężulek zafiksował się na tą Maltę;
- będę się wysypiać :D
- masa innych rzeczy

No dobra, poprawiłam sobie nastrój i już chcę to L4 :D Jeszcze 4 dni pracy :P

Jutro echo serduszka naszej Dziewczynki. Trzymajcie kciuki!!!

Aha i tak w ogóle to jestem w szoku, bo wg kalendarza BBF to JUŻ zaczęłyśmy 6 mc (wow!)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2019, 13:38

16dc
Myślałam, ze to już koniec z tym poronieniem, lecz we wtorek pod koniec pracy znowu zaczelam plamic, az do dzisiaj.
Byłam dziś na usg…. myslalam ze od dzisiaj będę brala antyki aby przyszykować się do stymulacji... Niestety w szyjce mam jeszcze skrzepy temu od wtorku znowu plamie i boli podbrzusze.
Lekarz zastanawiał się co ze mna robić... bo nie chciał, abym szła do szpitala.... a skoro plamię, może samo wyjdzie. Szyjka jest zamknięta.
W opisie mam ze na " wysokości ujścia szyjki wew. mam skrzepy 10mm".Za bardzo lekarz bał się , że jeżeli wypisze mi tabletki może się ze mnie lać. A do szpitala nie chce ingerować bo wtedy dłużej będę musiała czekać, aby znowu zacząć starania.
Nadzieja w tym , że skoro plamie to może pozbędę się moich małych artefaktów :). Staram być optymistką.
Ale... jeśli będę gorączkować, źle będę się czuła to mam natychmiast odezwać się do niego, bo może to być zakażenie.
Mam nadzieję, że nie będzie to potrzebne i samo wyjdzie cholerstwo... Czekam, aż mąż będzie mógł rozmawiać w pracy i przekaże mu te wiadomości. Chciałabym, aby udało się, mam dosyć przeciwności :(. I w sumie jakby nie ovu… to bym dusiła w sobie, bo tylko 3 osoby wiedzą , oprócz męża, że jestem w takiej a nie innej sytuacji. A w pracy o tym nie gadam. Koleżanke uprzedziłam tylko, i raczej ona bardziej się o mnie martwi niż ja o siebie, ale ja nie lubie być w środku zainteresowań i że ze mną ciągle coś nie tak. A latka lecą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2019, 17:01

s1985 walcząc 7 lutego 2019, 17:28

Wyszlo mi dodatnie ana plamisty 1:160
Amh 4,08

followka Nic nowego, nic odkrywczego 8 lutego 2019, 11:50

A chuj... jestem zmęczona tymi staraniami. Może to nie jest mój czas. Moja siostra podróżuje i spełnia marzenia. Głaszcze i tuli małe tygryski, karmi słonie w sanktuarium na Tajlandii. Zwiedziła całe USA, we wrześniu wybiera się w podróż do Chin. A co ja robię? Nic nie planuję bo MOŻE zajdę w ciążę, bo pieniędzy mało a remont się robi, a bo może mężowi będzie przykro. Mam dość życia pod ciążę. Teraz jeszcze mam zaburzenia snu, budzę się kilka razy w nocy, nie wiem jak mierzyć tempkę, żeby była względnie miarodajna. Czy jak się przebudzam o 1 w nocy, czy później jak się budzę po 4 jak mąż wraca z pracy czy o 5:30 kiedy ja wstaję do swojej? Wydawało mi się, że miałam owulację w poniedziałek. Statystyka, śluz, szyjka i kłucie w jajnikach tak mi mówiły. Ale ani temperatura (4 dni po owulce) ani testy tego nie potwierdziły. Wczoraj test owulacyjny pokazał mi nawet trochę ciemniejszą kreskę niż w niedzielę, choć nadal dużo jaśniejszą niż kontrolna. Zgłupiałam od tego wszystkiego. Jeszcze mój gin przepisał mi duphaston na regulację cyklu po 1 tabletce od 16 dpo przez 10 dni. Już zdążyłam się naczytać, że potrafi hamować owulację, powoduje brak miesiączki itp. Czuję się tak mega skołowana obserwacją własnego ciała i tymi staraniami. A te też nie są idealne. Mąż pracuje na zmiany, a "kochana" matka natura tak mi "reguluje" cykl, że płodne wypadają wtedy gdy on ma nocki. Ja wracam późno, on zmęczony, bo praca fizyczna po 8-10h i tym samym mamy dla siebie tak mało czasu, że jak raz uda nam się wtedy pobzykać to jest cud. Czuję coś jakby mieszankę potężnej frustracji wymieszanej z rezygnacją. Już sama nie wiem czego chcę, co mogę robić i kiedy, co mogę osiągnąć. Czuję się zagubiona, skołowana i w potrzasku. Nie mam wpływu na nic. Zaczynam tracić siły. Od jutra nie mierzę tempki. Może zacznę na nowo z nową @. O ile będzie w terminie i duphaston nie narozrabia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2019, 11:52

19 DC. Dni się ciągną w nieskończoność...
Dzisiaj zalapalam mega doła-dotarlo do mnie że nic nie czuje - nie czułam pęknięcia, zero śluzu, zero bólu, zero CZEGOKOLWIEK. Tylko od czasu do czasu lekkie uklucie a gdzie moje bóle? Przeciez zawsze były. Gdyby nie stluczenia (po omdlenie) kolano ręką i żebra mialabym wrażenie że przestałam czuć swoje cialo


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2019, 20:56

nie potrafię regularnie pisać pamiętników, a szkoda! Oglądam ostatnio na youtubie wyklady Kasi Sawickiej apropo związkow i wychowania dzieci i dzisiaj właśnie oglądałam o tym dlaczego warto pisać pamiętnik. Leże zmęczona, padnięta i ostatnie na co mam ochotę i moj mąż też to SEX, a przydałoby się bo przy moich nieregularnych cyklach ten i następny tydzień może przynieść owoce:):):) heh. Dzisiaj no wstałam i do poludnia żyłam w przekonaniu, że jest piątek, dopiero po południu zorientowałam się, że mamy dpoiero czwartek. Jby zorientowała się wcześniej to napewno nie sprzatalabym chaty. Wstałam o 5, dzieciaki jak codzien nie chciały już spać, oczywiscie w nocy obydwoje przywedrowali do naszych łóżek z poduszkami bo " boje się wszystkiego i przecież lubię się przytulać" powiedziała księżniczka. Odeslanie jej do swojego pokoju skończyłoby się płaczem i nocka wszystkich z głowy. Także śpię jak co noc na skraju łożka, nie mogąc się nawet odwrocic z boku na bok, a mąż ma to samo z drugiej strony łożka. Idę spać bo padam, nie widzę na oczy. Kurcze jakoś głupio czuję się pisząc tutaj o moich dzieCiach, a narzekając to już wogole, mam nadzieję że nikomu nie zrobię przykrości.

Witam się nieśmiało po fioletowe stronie mocy.
Dziś skończyłam 4 tydzień, a jutro druga beta. Wczorajsza ładna, 330.
Drżę o maluszka. Bądź silny, mój mały-wielki Skarbie, mama z tatą już Cię kochają.

Ciąża rozpoczęta 10 stycznia 2019

zrobiłam wymaz, zamówiłam witaminy, zaczełam brać tabletki anty ( na wyciszenie pracy jajników) jesteśmy co raz bliżej... co prawda jeśli wymaz wyjdzie nie prawidłowy to bedzie trzeba wyleczyć bakterie, co też nas opóźni w czasie tak do marca/ kwietnia... no ale cóż widzę w tym i dobre strony, ponieważ będę brała dłuższy czas witaminy, a i na diecie będę dłuższy czas...
zrobię wszytsko co mogę żeby się udało !

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 8 lutego 2019, 00:15

20dc
Dzisiaj mi jakos smutno..:( na jednym z watkow, na ktorym jestem dzisiaj 3 dziewczyny dowiedzialy sie, ze jest cos nie tak z ich ciazami.. u jednej prawdopodobnie cb, a u dwoch beta spada.. tak sie cieszylam jak wrzucily pozytywne testy! Zycie jest niesprawiedliwe czasami..caly czas o nich mysle.. I w glebi wierze,ze jeszcze wszystko bedzie ok..moze jakies pomylki, nie wiem.. Jednak czlowiek bardzo sie zzywa na forum z innymi staraczkami..
Ja z kolei mialam dzisiaj sen dziwny.. ze mojego meza babcia umarla, a ja zobaczylam 2 grube krechy na tescie..I tak realny sen byl, ze pomyslalam, ze z tym testem mogloby wyjsc..zobaczymy :) oby pierwsza czesc snu sie nie sprawdzila.. bo babcia kochana :)
temp u mnie troche bardziej stabilna niz w poprzednim mies, co raz cos kluje..ale to taki comiesieczny standard:)

MIka1988 Utracona nadzieja 8 lutego 2019, 07:18

Dzien drugi pamiętnika
Od miesiaca dzień rozpoczynam od modlitwy od kad uslyszalam hitorie ze dziewczyna po dwoch miesiacach modlenia rozanca zaszla w ciaze stwierdzilam ze nic nie trace a moge zyskac moze oni nie dlugo sie starali bo 9 miesiecy no ale kazde wyczekiwanie jest denerwujace chcemy juz teraz a tak sie nie da.

Dzisiaj jestem na detoksie owocowym w piatek mam taka pokute ;) troche ciezko wytrzymac poza tym duzo wody pic. Ale nastepnego dnia jest rewelacja. W tamtym tygodniu bylam chora i to bardzo pozamiatalo mna rowno nie moglam isc na dodatek na l4 wiec sie meczylam do dzisiaj mam katar i juz tak podraznione wszystko ze czasem krew poleci a choruje od tamtego wtorku. To wszystko jest dla mnie barzo dziwne bo przy braniu lekow ani razu infekcja chorobsko mnie nie zaatakowalo a bylam przeciez na immunosupresji a potem wciskalam steryd byla tez konska dawka wit d i zastanawia mnie czy to ona nie wplynela na to ze moj organizm w ogole nie zaaregowal od tej strony bo od innej w postaci zlej cery wypadajacych wlosow czy opuchniecia nie mialam problemu ciezko mi bylo w ubrania sie zmiescic i w bielizne. Na moja cere tez wplywa m.in kawa rozpuszczalna nie wiem co jest grane ale ewidentnie mi nie sluzy ale jak to z kobietami zla cera wypadajace wlosy i opuchniecie = brak poczucia wlasnej wartosci samopoczucie idzie bardzo w dol ...

Zycze Wam nilego dnia i przyjemnego spokojnego weekendu


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2019, 07:19

Dzyzia Nuuda 8 lutego 2019, 07:35

Dzisiaj mój mężu ma urodziny. Kończy 39 lat. Za tydzień z kolei urodziny mają moja mama i babcia. Jak podchodziliśmy do pierwszego transferu to wyliczałam sobie, że jeśli by się udało to mniej więcej teraz bylibyśmy w stanie pierwszy raz usłyszeć serduszko naszego dziecka. No ale z tych wyliczeń nic nie wyszło, więc musiałam rozejrzeć się za innym prezentem ;)

Po pracy zamierzam zabrać męża na jakiś obiad, kupić torta i spędzić wieczór na wymyślaniu marzeń na następny rok. Wiem, co będzie na pierwszym miejscu, ale na tym jednym pragnieniu życie się nie kończy. Ja miałam plan zostać mamą przed 30stką - nie wyjdzie nam to, niestety. Ale może uda się do 40stki męża. A poza tym może jakieś wakacje? Dziwnie to brzmi, ale my nigdy nigdzie razem nie wyjechaliśmy. Poznaliśmy się, po dwóch miesiącach już razem mieszkaliśmy a po niespełna roku zaczęliśmy starania o dziecko, ale nigdy nie byliśmy razem na wakacjach. Ba - nawet nie zaliczyliśmy żadnego wypadu weekendowego! Trzeba to kiedyś nadrobić. W kwietniu chcemy pojechać do Poznania na Pyrkon. Znaczy - bardziej ja chcę, a on musi XD Zawsze to jakiś początek.

Czas jest bardzo dziwnym zjawiskiem przy okazji starań o ciążę. Z jednej strony pędzi niesamowicie - no bo przecież dopiero mieliśmy 18 lat, a tu BACH - jesteśmy za starzy na wpadkę. A z drugiej strony każdy dzień trwa tydzień. Odmierzany 8 godzinnymi okresami między przyjmowanie kolejnych leków. Każdy miesiąc odmierzany okresem i owulacją. 2 tygodnie czekania na wizytę monitorującą przed transferem ciągną się już trzeci miesiąc ;) Ale jak spojrzeć na kalendarz -kurczę, kiedy minął styczeń?!

Takie są efekty skupiania uwagi na tylko jednej rzeczy, jednym aspekcie życia. Zatracamy się w staraniach a w międzyczasie życie przecieka nam przez palce. A przecież posiadanie (lub nie posiadanie) dzieci nie powinno nas definiować całkowicie. Powinnam mieć jakieś swoje zainteresowania, pasje, marzenia, taki stary dobry bucket list - wszystko, co chcę zrobić do 30, 40, 50. Podróżować, skoczyć na bungee, pojechać na safari, zobaczyć piramidy - gdzie się podziały te wszystko plany? Ostatnie miesiące to takie kompletne zafiksowanie się na ciąży, że już nawet nie pamiętam kim chciałam być, jak dorosnę.

Próbuję sobie powtarzać, że muszę się wyluzować, odpuścić, skupić trochę na sobie, na tym kim ja jestem i chcę być w oderwaniu od marzeń o ciąży. To wszystko pięknie brzmi w mojej głowie, ale później i tak spędzam dnie przeglądając forum, czytając porady na polepszenie stanu organizmu i wspomaganie implementacji, itd. itp. I wiem, że mój mąż ma podobnie.

Czasami zastanawiam się jednak w jakim stopniu jego marzenie o dziecku jest tak naprawdę odpowiedzią na moje pragnienia. Ja chcę mieć dziecko, a on - ponieważ chce żebym była szczęśliwa - też bardzo chce je mieć. Dla mnie. Przychodzi mi czasami do głowy, że może tym swoim dążeniem (naszym dążeniem, ale jednak jakoś rozpoczętym przeze mnie) coś mu odbieram, jakąś beztroską radość życia. Czy to bez sensu, gadam bez sensu? Może. Wiem, że on chce mieć dziecko, nie jest mu ta sprawa obojętna. Ale wiem też, że to jak bardzo ja chcę mieć dziecko jakoś wzmacnia jego dążenie do tego, skupienie na tym. Boję się, że odbieram mu jego wolną wolę, jego samego i robię z niego takie przedłużenie siebie. Kurczę, ale bredzę.

Mam totalny mętlik w głowie, za dużo tych hormonów, robią mi wodę z mózgu :/

Lidianna W trakcie starań 8 lutego 2019, 08:40

Ovufriend pokazuje dni płodne więc już od kilku dni przytulamy się z K<3 Najgorsze jest to, że mam spadek libido. Wszystko jest takie na zawołanie, mechaniczne. Trzeba więc to zróbmy. Nie czerpię już nawet z tego przytulania przyjemności. Przyczyną może być zmęczenie i przepracowanie bo fakt, wzięłam w tym miesiącu dodatkowe godziny ale jakoś taki stan utrzymuje się od ostatniej @. Spóżniała się 8 dni i za dużo robiłam sobie nadziei, że to właśnie to...
Dzisiaj obudziłam się z głupią myślą, że i tak w tym miesiącu nic nie wyjdzie..Wróciłam do testów owulacyjnych. Uzywałam ich przez jakiś czas kiedyś ale zniechęcona ich negatywnym wynikiem odłożyłam je do szuflady. W tym miesiącu postanowiłam jeszcze raz je sprawdzić i o dziwo test wczoraj wyszedł pozytywny! Ale wzrostu temperatury jeszcze nie bylo i bardzo mało mam śluzu płodnego. Moje pytanie do Was czy skok temperatury świadczy o tym, że owulacja się odbyła? CZy może do niego dojsć nawet w cyklach bezowulacyjnych? I czy w takich cyklach test owulacyjny też wyjdzie pozytywny? Dziekuje za odpowiedź dziewczyny. Jeszcze jestem zielona w tym temacie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)