21 tc (20t4d.) -> 51% ciąży :)

Dzisiejsze tętno Małej Ludki 129, a czas AV 118 - doktor mówi, że wszystko ok.
To tylko takie 3 min. badanie przepływów, ale przy okazji zapytałam o ruchy Małej, bo nadal ich nie czuję :| Ale doktor powiedział, że łożysko z przodu może tłumić ruchy, no i w I ciąży (ciężko mi zawsze traktować ją jaki I, bo przecież jest III, ale tak praktycznie to I) ruchy czuje się później, a poza tym taka rozmowa:

Dr: poza tym spokojnie, rusza się [chwila podglądu na usg] no akurat teraz nie, ale przed chwilą Mały Człowiek się pięknie ruszał [nadal na monitorze spokój]. A to chłopczyk czy dziewczynka?
Ja: dziewczynka
Dr: a jak ma mieć na imię?
Ja: jeszcze nie wiemy
Dr: [trącając mój brzuch energicznie głowicą od usg] nooo 'Jeszcze Nie Wiemy' rusz się ;)
[chwilka czekania i jeeeest - ruszyła się, pomachała mamusi <3 ]

Zatem, jest dobrze :)

Kurczę badanie miało trwać 5 minut, więc wyszłam z pracy na godzinkę, ale system się w szpitalu zawiesił, więc była spora obsuwa i w konsekwencji nie było mnie w pracy 2h. Jutro o 11 mam EEG, więc też ze 2 h wypadną, a pojutrze mam odebrać wyniki biopsji z Centrum Onkologii - wizyta o 13.30, więc wyjdę z pracy po 12 i nie wiem czy w ogóle będzie mi się opłacało wracać. Dzisiaj wróciłam głównie dlatego, żeby cokolwiek popracować (przed badaniem zawsze się tak jakoś stresuję i jestem rozkojarzona, że nie mogę się skupić na robocie, za to zamówiłam sobie z Allegro stolnicę - wreszcie - i torebkę :D ) i zjeść obiad, który zostawiłam w biurku. Ogólnie... błogosławiony moment, w którym dostałam od prezesa zgodę na zadaniowy czas pracy :D przynajmniej nie muszę się rozliczać z godzin i nic nikomu tłumaczyć. Generalnie to ten wrzesień tak fatalnie się poukładał, bo w październiku nie mam już tylu wyjść i badań zaplanowanych (jeszcze :P ), a najpóźniej od listopada idę na L4 ;)

Od dwóch dni mam takie parcie na pęcherz, ze mogłabym wychodzić z wc i zaraz wracać, tak trochę to przypomina zapalenie pęcherza :(. Zrobiłam wczoraj badanie ogólne moczu i wszystko jest ok. poza tym, że krew - mało (zamiast nieobecna) i bakterie - nieliczne. Dzisiaj oddałam mocz na posiew i zrobiłam pozostałe badania na wizytę do doktorka za tydzień. Zastanawiam się czy nie zadzwonić do doktorka dzisiaj i nie dopytać się co brać na ten pęcherz. Nic mnie nie piecze, nie boli, więc może to tylko Mała Ludka naciska, ale żeby tak non stop? Hmm...



Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2019, 15:35

9 dzień stymulacji
Czuję się bardzo dobrze, tylko czasem jajniki zakłują. Zastrzyki też o wiele lepiej idą, już chyba to opanowałam :). W sobotę był kolejny monitoring. Niestety nadal jest 8 pęcherzyków, ale może to i dobrze...bo i tak możemy tylko 6 zapłodnić...a nie miałam zamiaru mrozić jakby było ich więcej. Oby w każdym było dojrzałe jajeczko :). W sobotę pęcherzyki miały ok. 10-15mm. Dzisiaj rano znowu monitoring i mają tylko 15-17mm :( i niestety nie rosną równo. Nie wiem czy w jeden dzień nie podałam za małej dawki...bo nie przytrzymałam tłoku w penie i mi zaciągnęło lek z krwią do fiolki...na szczęście już pustej. No trudno, oby do jutra podrosły...jutro popołudniu decydujący monitoring :). Jeśli będzie wszystko OK to punkcja w czwartek <3.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 10:43

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 18 marca 2019, 11:10

O rodzenstwie jeszcze napisze...
Kurde,z kazdym dniem u nas gorzej. Nie spi w ciagu dnia. Drzemka trwa 3min... Na spacerze tez nie spi. Albo spi chwilke i jest i tak ryk i trzeba go niesc. Jak tu zrobic zakupy? W nocy jak nie placze to jeczy. Sen ma plytki jak kałuża. Z niedospania oczy ma podkrazone co w połączeniu z podrapana skora na polikach daje efekt dziecka wojny. Ehh. Meczymy sie obydwoje. Oby to przeszlo.

26 dc, 10 dpo
Brzuch niespecjalnie mnie boli, test biały, brunatne plamienie przy wizytach w toalecie (nie wszystkich) obecne.
Cholera wie co to... na implantację za długo, na okres za słabo bo powinien mnie potok zalać. Zobaczymy jutro...
A może już dziś @ przyjdzie?
Przekopałam cały internet. Zero konkretów, nikt nie miał tak jak ja. Były trzy dni, pół dnia, może dłuższe i potem ciąża ale na teście w trakcie plamień. U mnie test negatywny, to o co chodzi?
Może ginekolog za mocno dziubała przy cytologii, może mąż kolejnego dnia "poprawił".
Czytałam, że jeśli to implantacja to trzeba zrezygnować ze sportów i zbliżeń. Więc już jutro na sztuki walki nie pójdę, czyli kolejny trening stracony bo "może ciąża" i za każdym razem nic z tego...tylko czas i pieniądze w błoto. Mąż odganiany odkąd śluz się pojawił, a młodzi jesteśmy, podobamy się sobie i nie wiem jak długo dam radę mu się opierać.
Najgorszy jest ten stan zawieszenia. Niewiedzy... czy to "to" a może okres? Iść czy nie, kochać się czy pluć sobie potem w brodę? Zaczynam być znużona, a to dopiero 4 cykl takich konkretnych starań. Bo te na luzie i bez celowania nie wyszły.
Czuję się źle, słaba, senna z wahaniami nastroju. Smutna, wściekła, radosna, zrezygnowana. Raz mnie przepełnia nadzieja, raz staję w płomieniach jak Hades z Herkulesa, raz mam wszyskiego dosyć i zapuściłabym emo-grzywkę.
Niech w końcu to ruszy w jedną lub drugą stronę! Z tej wściekłości chyba wezmę męża w obroty

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 18 marca 2019, 13:31

23 dc
10dpi

Jutro idę do pracy. Nie wiem co to będzie. Ogólnie osłabiona jestem.

Leczenie domowymi sposobami podziałało połowicznie:
1. Temp spadła do 36,9-37,2 - niżej spaść nie chce ;/
2. Wymioty, mdłości i częstomocz - brak od piątku.
3. Gardło - prawie ok.
4. Migdały/węzły - prawie ok.
5. Doszły dziś: zawroty i szybkie bicie serca.

Jeśli chodzi o cykl to - śluzu prawie nie ma, ale jak jest to jest białawy czyli taki jak przed @ ale ogólnie czuje się dobrze i nie boli mnie brzuch na @. Cały czas tylko czuje lewą stronę - niby jajnik (chociaż teraz myślę, że źle to interpretuję od samego początku i to może moje jelita dają mi znać, że coś jest nie tak).

W środę idę na betę - to będzie 12dpi i 10 dzień jak biorę duphaston. Według zaleceń lekarza wtedy mam ją zbadać. Stresuje się tym bo z całych sił chciałabym, żeby się udało a z drugiej strony rozum dobitnie podpowiada "kobieto nie łudź się!" ;/ to będzie moja pierwsza beta - nigdy jej nie badałam.

@ według mnie powinna być w piątek - sobotę. Chociaż przy wywołaniu owulacji pewnie się poprzesuwa.

Zupełny mętlik w głowie. Nie wiem jak dziewczyny mogą robić kilka razy iui i in vitro. Ja się chyba do tego nie nadaje ;/

japonka Życie z fasolą 18 marca 2019, 14:52

Ciąża po stracie jest trudna, zwłaszcza tak niespodziewanej. Zamiast chodzić cała w skowronkach myślę co będzie, jeśli za kilka tygodni na badaniach genetycznych i USG znowu usłyszymy, że ciąża nie rozwinęła się prawidłowo albo co gorsza tym razem będą wady genetyczne (których nie było poprzednio). A z drugiej strony uważam, że zasłużyłam na to, żeby wreszcie coś poszło dobrze i na urodzenie zdrowego dziecka. Staram się myśleć pozytywnie, rozmawiam z fasolą, umawiam się, że tym razem wszystko będzie dobrze i już czuję więź z dzieckiem, chyba nawet mocniej niż poprzednio. Tym trudniej będzie pogodzić się jeśli cokolwiek pójdzie nie tak... Mam nadzieję, że pisanie tutaj trochę pomoże pozbyć się tych wszystkich emocji i nie zwariować do badań prenatalnych.

Dzisiaj mój 29 dzień cyklu . Brzuch nie boli jak na okres ... Czekam

Poniedziałki nie należą do najlepszych dni. Chociaż sama się w poniedziałek urodziłam. Zadzwonili z poradni genetycznej - wizyta 29 marca godz. 16:20. Super. Tylko, że jest problem, moje skierowanie nie dotarło. Mężusia tak, moje nie. Były wysyłane oddzielnie, bo mojego nie mogłam znaleźć. Ale znalazłam i następnego dnia wysłałam. Poleconym priorytetowym, bo przecież trzeba dosłać w terminie 14 dni od dnia zapisania się na wizytę. Mam zdjęcie potwierdzenia nadania, mam zdjęcie skierowania. Wysłałam do poradni, oni to rozumieją, ale nie mają tego. Na stronie śledzenia przesyłek poczty polskiej - adnotacja: doręczono. Pani z poradni mówi, że na poczcie nie potrafią powiedzieć, kto pokwitował odbiór. Dzwonię do Naczelnika tejże jednostki pocztowej. On słysząc całą historię - skierowane do genetyka, wizyta za 2 tygodnie, oddzwania do mnie po 4 minutach. Super. Naczelnik informuje mnie: Proszę Pani, poradnia ma uproszczony sposób doręczania listów poleconych, tj. poprzez wrzucenie do skrzynki pocztowej. Dużo korespondencji tam przychodzi. Ale nikt nie ma prawa od nich nic podpisywać, bo zrezygnowali z tej formy doręczenia. - Aha, mówi Krąsi, dziękuję Panu za Pana czas i uwagę oraz nakierowanie na rozwiązanie problemu. Dzwonię do poradni. Pani już mnie zna i mówię jej swoją wersję wydarzeń - aha, no ja rozumiem, ale my nie mamy tego skierowania, nic takiego w skrzynce nie było, to pierwszy raz się nam zdarza (Pani sobie blablabuje, a Krąsi włącza się tryb "Pani", czyli co 3 nanosekundy rzuca "rozumiem", "rozumiem", "rozumiem") - I co mam teraz zrobić? - Iść do lekarza rodzinnego, może wystawi kolejne skierowanie - A jak nie wystawi? - To będziemy myśleć. - Ze swojej strony, rekomenduję Pani udanie się do kierownika placówki czy też dyrekcji i rozmawianie, co zrobić z tej sytuacji, chciałam dowieźć to skierowanie, ale oczywiście byłoby to grzechem, dowieźć skierowanie na wizytę, bo przecież świat się skończy, jak nie będziecie mieć skierowania na miesiąc prze wizytą, a na 15 minut przed wizytą, a teraz to ja mam problem.

Z tego, co wiem, nie istnieją żądne przepisy ustawowe czy żądne rozporządzenie, w którym jest napisane: dostarczyć skierowanie 14 dni od dnia rejestracji, to są jakieś wewnętrzne regulaminy przychodni. Być może się mylę i coś takiego jest.

Ja p....dolę.

Dwa wyjścia widzę w chwili obecnej: jadę w przyszły piątek do tej poradni, wchodzę na pewniaka, wszak nadałam skierowanie i mam wydruk ze strony śledzenia przesyłek, że doręczono oraz obwiniam za zgubienie niekompetentnych pracowników. Dwa: próbuję dostać się do rodzinnego (sezon grypowy) i opowiedzieć mu ponownie moją historię oraz tym razem historię skierowania oraz liczyć na to, że nie istnieją żadne przepisy zabraniające mu wystawić ponowne skierowanie do tej samej poradni.

Pomysły???


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2019, 07:48

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 18 marca 2019, 13:20

Zaszczepiliśmy się! Wzieliśmy 6w1 i płatne pneumokoki. Mały całkiem nieźle to zniósł. Miał trochę gorączki, ale już mu przeszła. Przesiedzieliśmy przez to wczorajszą wiosenną pogodę w domu, ale dziś już pójdziemy na spacer. W końcu nie będę się bała wyjść z nim do ludzi, w sensie na basen, czy na dłuższe zakupy.

Mamy ostatnio okropne problemy ze spaniem. Mały usypia się po 40 minut... Widać, że brakuje mu smoka, którego sam się pozbył 3 miesiące temu, a jak mu go daję to gryzie zamiast ssać. Ręce mi opadają, bo jego samodzielne zasypianie poszło się kochać...

Synek w zeszłym tygodniu skończył 9 miesięcy. Nie raczkuje, nie siada, a ja wychodząc z założenia, że usiądzie jak będzie gotowy, sadzam go tylko do jedzenia. Fizjo go obejrzała i twierdzi, że to przez złe pełzanie - używa tylko rączek, nie odpycha się nóżkami wcale. Moim zdaniem to przez śliską podłogę. Nic, dajemy sobie miesiąc (dostaliśmy zalecenie jednego mini ćwiczenia) i będziemy myśleć co dalej.

A ja... mam dosyć siedzenia w domu. Bardzo lubię swoją pracę, chciałabym wrócić do uczenia od września, chociaż na 10 godzin zajęć indywidualnych. Do szkoły państwowej się nie wybieram, z resztą i tak rozliczam się na własnej działalności. Brakuje mi kontaktu z ludźmi, takimi dużymi, potrafiącymi mówić, składać zdania. Obecnie wychodzę raz w tygodniu na pilates i tyle mam rozrywki. Nawet rodziny nie odwiedzam, ani oni mnie, bo cały czas ktoś u nich jest chory i nie chcemy żeby mój Mały znowu chorował. Bardzo kocham moje dziecko, ale przez to ciągłe siedzenie w domu coraz częściej mam wrażenie, że moja poporodowa depresja wraca...

Z rzeczy bardziej pozytywnych - kupiliśmy działkę! Teraz ogarniamy geodetę, szukamy architekta, który deko 'podrasuje' wybrany przez nas projekt i modlimy się żeby Jahwe, czy kto tam w co wierzy, zesłał nam 50 tys żebyśmy mogli ogarnąć formalności i na jesieni wylać fundamenty.

Anovi Szewc bez butów chodzi 20 marca 2019, 18:59

No nic, czas zacząć na fioletowej stronie. Ovu nie pozwala mi dopisac nic do starego pamiętnika.
W skórcie - do transferu podeszlismy w styczniu, po 2 miesięcznym odroczeniu ze względu na powiekszone jajniki i ryzyko hiperstymulacji. po 10 dniach płakałam jak dziecko, gdy to mąż odczytywał w internecie wynik badania HCG - nie zrobiłam testu sikanego, bo nie byłabym w stanie znowu zobaczyć jednej kreski. U nas to mąż poinformował mnie, że się udało :) Nieopisana radość! a za chwilę u obojga myśl...ok.. to co teraz? sztukę walki o dziecko mielismy opanowaną do perfekcji ale ciąża? to było jak garniec złota na końcu tęczy, idziesz i idziesz ale nie sądzisz , że kiedykolwiek dotrzesz do niego :)

początek był pełen obaw ale i optymizmu, nie wiem skad znalazłam w sobie tyle jego pokładów.
w 5 tygodniu zaczęłam lekko plamić w trakcie wizyty, miałam zalecone leżenie, plamienie trwało 2 dni, bardzo lekkie, przeszło, ale tryb kanapowy pozostał, po tygodniu po odważeniu się na spacer ponownie plamienie, znowu tryb kanapowy.

W 6 tygodniu zaczęły się mdłości i wymioty. Oberwało mi sie za marudzneie, że nie czuję się jak w ciąży i nie mam objawów.

Węch miałam jak pies myśliwski, mąż nie mógł otworzyć lodówki nie zamykając uprzednio drzwi od sypialni, gdzie rezydowałam. Wymioty nasilały się, dochodziło do kilkunastu serii bardzo silnych torsji w ciągu dnia. Dwukrotnie przyjmowałam metokroplamid ( lek przeciwwymiotny), inaczej skończyłoby się spzitalem. Schudłam 3-4kg. Nie mogłam patrzeć na słodycze, na mięso, każdego dnia nie wiedziałam na co będe miała ochotę, co sie utrzyma w żoładku, bywało że sam chleb i woda nawet się nie utrzymały. Było cięzko.

Obecnie za 2 dni kończę 13. tydzień :) Jest coraz lepiej, w ciągu dnia moge jeść, chociaż mniejsze lub większe mdłości sie utrzymują, no i wieczorem zwykle jeszcze z 1-2 razy zwymiotuję, więc kolacja zwykle ląduje w kibelku.

Na badaniach prenatalnych w USg wszystko dobrze, czekamy jeszcze na wynik testu podwójnego i modle się , żeby nie zadzwonili, bo to będzie oznaczało , że jest ok i tylko czekamy na papierek pocztą :)

Będę pisac od czasu do czasu :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2019, 21:45

14dc

Dzień Matki.

Życzę każdej z nas, abyśmy za rok w ten dzień mogły tulić w ramionach nasze maleństwa, lub przynajmniej czuć ich ruchy pod sercem.
A kiedyś dostać tę pierwszą laurkę. I buziaka. I usłyszeć "kocham Cię mamo".
Spojrzeć w te cudne, wielkie oczy i wiedzieć, że było warto czekać. Warto było wylać każdą łzę i wydać ostatnią złotówkę.

Ja dzisiejszy dzień rozpoczęłam na SORze. Na łóżku szpitalnym dużo myślałam o tym, ile jestem w stanie zrobić dla naszego dziecka. I że jestem tu już 3 raz, ostatni raz byłam, by potwierdzić, że serduszko naszej córeczki już nie bije.

Może zacznę od tego, że w środę, w 12 dc coś mnie podkusiło, by zrobić test owulacyjny. Miałam zamiar testować przez najbliższe dni i wyłapać peak, który miał być w niedzielę. I nagle kreska testowa wybarwiła się przed kontrolną, a później stała się fioletowa, ciemniejsza niż ta druga. Prawie przegapiłam owulację! Chyba to prenacaps ovi z NAC i mioinozytolem tak zadziałało, bo to jedyne, co zmieniłam w ostatnim czasie. W Polsce mieliśmy być w weekend, wtedy też planowałam wykupić zarzio, ale jak widać sprawy potoczyły się szybciej. Nie miałam więc innego wyboru jak wsiąść w samochód i jechać pod granicę. Około północy zrobiłam pierwszy zastrzyk, a półtorej godziny później obudziło mnie dziwne samopoczucie.. Poszłam do łazienki i zemdlałam na toalecie. Na szczęście mąż był ze mną, najpierw próbował ocucić na siedząco, później położył na ziemię i dopiero po którymś plaskaczu się obudziłam. Boże, widziałam, jak on się bał.. Biedny. Też bym nie wiedziała, co zrobić w takiej sytuacji. Gdy odzyskałam przytomność zaczęłam mieć straszne dreszcze, cała się trzęsłam i nie mogłam oddychać. Miałam wrażenie, jakby samochód swoją oponą stał mi na klatce piersiowej. Całe płuca bolały. Po kilkudziesięciu minutach jako tako doszłam do siebie, położyłam się do łóżka.. I nagle złapał mnie taki skurcz w podbrzuszu, jakiego jeszcze nie doświadczyłam. Kilka razy gorszy niż ból poronny. Po prostu nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, zaczęłam skręcać się z bólu i ciężko mi było złapać powietrze. Mąż stwierdził, że jedziemy na izbę przyjęć. Do samochodu ledwo doszłam, w ostatniej sekundzie zdążyłam się położyć na tylnym siedzeniu, bo już miałam czarno przed oczami i uginały się pode mną nogi. Szybko mnie przyjęli. Zrobili mnóstwo badań. Podobno te wszystkie objawy, które miałam, były ze strony układu krążenia, pasowały do siebie. A zarzio ma na to wpływ. Tych bóli w podbrzuszu nikt nie umiał wytłumaczyć, ale zaczęłam się czuć lepiej, więc koło 4 wypuścili nas do domu.

Wystraszyliśmy się nieźle, dziś będę dzwoniła do pani doktor podpytać, czy mam ten lek nadal brać. Ale naprawdę zrobię wszystko, aby tego dzidziusia mieć..

Mam mieszane uczucia co do tego cyklu, czy się uda. Nie nastawiam się, szczególnie po tych skurczach.

Zobaczymy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2023, 10:07

stayaway W oczekiwaniu... 18 marca 2019, 16:29

13+1
I po prenatalnych. Mamusie czy Wy też się tak wzruszacie na usg? Nie tylko prenatalnych, ale też tych normalnych? Ja normalnie nie potrafię nie uronić choć jednej łzy ze szczęścia. To hormony? A może to normalne?
Dobra, do rzeczy. Co najwazniejsze- dzidzia zdrowa! Ryzyko wystąpienia wad mamy bardzo niskie, więc się nie martwię. Jeszcze tylko odbierzemy wyniki testu podwójnego i kamień z serca.
Płci jeszcze niestety nie poznaliśmy. M pytał, ale Pani doktor stwierdziła, że to jeszcze za wcześnie, nawet nie próbowała się tam czegoś dopatrzeć. A wiem z forum wiem, że sporo dziewczyn w moim tygodniu już znało płeć, tzn tak wstępnie oczywiście:), więc widocznie co lekarz to inne podejście. Ale najważniejsze że zdrowe! Co prawda leniuszek po mamusi- cały czas chciała spać, musiałam kaszlec i kaszlec, Pani doktor dociskala że wszystkich stron, no i coś tam ledwo się ruszała, ale zachwycona to tym faktem nie była :D pięknie widziałam rączki, nóżki, brzuszek, wszystkie narządy i co najlepsze mamy jedno takie śliczne zdjęcie z sama buzia 😍 no Aniołek! Lekarka też kapitalna, bardzo szczegółowo opowiadała o tym co się dzieje na monitorku, dla mnie może ciut za szybko wszystko przewijała, no ale nie marudzę. Bardzo się cieszę. Cudownie było posłuchać serduszka i pooglądać Dzidzię- która waży już 72g i mierzy 7cm długości CRL :)

6dc pomalu @ odchodzi w niepamiec zaczyna sie euforia radosc jak co miesiac u mnie w pierwszej fazie, czasami fajna mam z tego polewke bo wszystkie zachowania jak w zegarku. Ostatnio pisalam o smoczku niebieskim a dzisiaj na mojej drodze toz to różowy smoczek no to kuz przegiecie myslalam ze to zbieg okolicznosci ale czy los chce mi coa powiedziec :D moze nie bedzie tak calkiem do kitu i w koncu sie uda ;)
Aaa przyszly mi produkty z natural mojo zobaczymy jak to mi.pojdzie :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 16:47

Pinka. Piąty transfer 18 marca 2019, 16:57

29dc

Dostaje szału. Od 11 dni mam uderzenia goraca, poczatkowo byly one tylko w nocy, aktualnie mam je tez w dzien ( potrafia przychodzic co godzine). W jedna sekunde oblewa mnie goracy pot, jest mi slabo i kreci mi sie w glowie. Czuje sie jakbym miala menopauze. Bol glowy, oslabienie, katar, lzawienie, bol na okres. Kiedy pojawi sie @?? Leki odstawiłam 3 dni temu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 17:01

Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 18 marca 2019, 17:02

10 dni temu Antonina skończyła 10 miesięcy! Boże, za chwilę będzie rok.
Szogun taki z niej się robi (chyba zawsze był), że masakra. Jak raczkowała było jeszcze spoko, bo się bawiła ładnie na macie i mogłam coś zrobić, ale odkąd zaczęła wszędzie wstawać i chodzić przy meblach to armagedon! Na stoliku nic nie może być, na półkach też, bo ciągle ściąga. Od jakiegoś miesiąca wszystko jest "mama", nawet tata to mama. Czasem zdarzy jej się powiedzieć baba, kilka razy nawet tata było :D Ale mama i "ama" (kiedy chce jeść) rządzi. Ładnie pokazuje na zdjęciach gdzie kto jest, wie gdzie jest ucho, nos... wie jak nazywają się zabawki i chętnie po nie idzie jak się ją poprosi.
Kupiłam nocnik, bo nie mam już siły zmieniać pampersów! Jest taka histeria, takie zanoszenie się płaczem, że nawet na szczepieniu tak nie ma! Serio, nie mam pojęcia o co chodzi.Dzisiaj udało jej się nawet nasikać obok nocnika. Nie bardzo chce na nim siedzieć, ale myślę, że nie o nocnik chodzi tylko o samo siedzenie, bo to jest taka wariatka, że nie posiedzi nigdzie! W chrzestną się chyba wdała, bo my z mężem spokojni ludzie! Zobaczymy co będzie z tego odpieluchowania. Gdyby nie to, że dość często robi luźne kupki, to ściągnęłabym pampersa i sprzątałabym bobki, a tak :D no nie da się.
Dobra lecę zrobić mężowi frytki z batatów, bo zaraz pewnie wstaną z młodą :D

Anuśla Musisz dać życiu szansę 18 marca 2019, 18:08

Dzwoniłam do przychodni i są moje wyniki histopatologii. Jutro je odbieram, ale pani powiedziała, że są w normie. No nieeee, niby spoko, ale myślałam, że jednak moge mieć to zapalenie jamy macicy skoro mąż miał paciorkowca i że to była przyczyna naszych niepowodzeń. Ale nie, nadal jesteśmy w dupie!! No nic, czekam na ta histeroskopie. W moim miescie w jednej klinice jest program badań klinicznych i duże dopłaty do in vitro. Chyba umowie sie na wizyte i wpisze na listę w razie czego. Po wakacjach chcialabym juz startować z ivf bo ileż można...

Effa Zwariowane próby 14 października 2015, 19:46

o i odkrylam suwaczki!

3jgxs65gz490fgz3.png

Zrobiłam test i cała się trzęsę !!!!!!!!

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/b43da4e60486.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2015, 08:30

17tc + 2 (18tc)

Pięknie zaczęłam tydzień <3 <3. Dzisiejsza kontrola u lekarza po raz kolejny bardzo mnie uspokoiła i potwierdziła, że będziemy mieli Synusia <3 <3 <3. Nasze Dziecię tym razem było bardzo ruchliwe i wydawało się, że ucieka przed USG :D. Śmieszne to było :D. Tętno i przepływy są w normach, szyjka twarda, długa, ogólnie wszystko jest w jak najlepszym porządku :). Kilka parametrów z morfologii mam podwyższonych, ale doktor mówi, że to normalne więc się tym nie przejmuję :)

aufn7t.jpg

Gdy patrzę na zdjęcia w USG 4D to jestem przekonana, że nasz Synuś <3 będzie podobny do mojego Męża <3. Dzisiaj w nocy znów mi się śnił :) zdecydowanie za dużo o tym wszystkim myślę :).
W dodatku wczoraj byliśmy z Mężem w niedawno otwartym parku z placem zabaw do dzieci. Było tam tyle Maluchów :). Niedługo będziemy tam chodzić z wózkiem <3

Koleżanka sprzeda mi swoją poduszkę do snu z której korzystała w ciąży. Czuję, że niedługo może mi się przydać, bo coraz ciężej mi się układać na łóżku. Gdzieś wyczytałam, że najlepiej spać na prawym lub lewym boku i tak sobie to wbiłam do głowy, że panikuję jak w nocy obudzę się leżąc na plecach. Brawo ja ;). Pewnie nie ma to za specjalnego znaczenia, ale wiadomo jak to jest jak człowiek sobie coś wbije w mózg ;).


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca 2019, 19:17

anemic Wielkie chcenie ... 18 marca 2019, 21:58

Zrobiłam zajebiście długi wpis, Hanka się wybudziła, poszłam ją uśpić, komp się zaktualizował, wpis szlak trafil.
Już mi się nie chce pisać więc w skrócie.
Ospy nie ma- dzisiaj 16 dzień. Za tydzień umówię się na szczepienie.
Ząb się przebija
Nocki dalej masakra, wieczorne usypianie masakra, ilośc wybudzeń graniczy z absurdem, czasami w ogole nie schodzę do salonu bo się nie oplaca, czasami wybudza się o 5. Więc od 18 śpi na mnie do 23, później wybidza się co 1 h +/-, i jak jeszcze wstaje o 5 robi się wesoło.
Dni cudowne, śmieje się z wszystkiego, nawet z tego, że pluje, gaworzy, gada z kotem, lubi towarzystwo, ostatnio w lidlu śpiewala prawie całe zakupy, jak nie spiewała to pluła, zaczepia ludzi- uśmiecha się do nich, gaworzy. Zaczeła przyjmować pozycję na czworakach i buja się przód tył. W koszu Mojżesza, tak się buja, że jeździ tym koszem po salonie.
Rozszerzanie diety idzie nam fajnie, zaczęła interesować się całymi kawałkami, myślę, że od przyszłego tyg zaczniemy wprowadzać mięsko. Je 2 posiłki dziennie, mam nadzieję, że nie zaburzy to na razie laktacji- bo jeszcze nie dojrzałam do odstawienia :D
Chyba zacznę ją wkładac do krzesełka na czas karmienia. Myslę ze jak w sumie w ciągu dnia posiedzi 20-30 min to się nic nie stanie (sama jeszcze nie siedzi).
Nosimy rozm 74
Wózek wybrałam, musze pojechać go tylko obejrzeć na żywca.
W sobote pojechaliśmy do chrzestnego Hanki. Nie zasneła w samochodzie więc już miałam wizje horroru, a Hanka zadowolona, śmiała się, zainteresowana, w ogołe nie szukała mnie wzrokiem (!!!). Podkarmiała się ładnie (ale w oddzielnym pokoju), zasneła jak tylko uruchomiliśmy silnik samochodu. Wszyscy myślą, że mam z głową mówiąc, że czasami żyć nie daje… Nawet szczekający maltańczyk wprawiał ją w głupawkę- chyba rzeczywiście ja jestem zbyt roztrzęsiona nad nią.
Tak więc w połowie kwietnia jedziemy ze znajomymi na termy- autokarem :D Wczesniej się nie zgodziłam bo głośno, bo ludzie, bo mała. Teraz sobie myślę, że moje trzęsienie się nad nią powinno się skończyć, przecież krzywda jej się nie będzie działa.
Z D. pracujemy żeby znowu było dobrze- idzie nam nieźle.
Razem z wiosną nadchodzi fajny czas.
Włosy tak mi wypadają, że chyba będę zmuszona je ściąć na krótko. Nie mogę patrzeć na te wszędzie walające się kłaki. Próbuję na razie wcierkę z Jantar - oby pomogła.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)