Ciąża prawidłowa, wewnątrzmaciczna 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/c3018d79dd8e.jpg
Lekarz fajny, rzeczowy, poświęcił mi tyle czasu ile potrzebowałam 
Za wiele nie było widać, ciąża wiekowo 5+0 . Na usg pęcherzyk ciążowy 10.3 mm 
Kolejna wizyta na 14 kwietnia,16.30.
super!
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2015, 10:43
Dla tych co jeszcze tu zaglądają, przepraszam, ze nie zaglądam do WAS za czesto i w ogole sie nie udzielam, ale przy malutkim czas jest bardzo mało, ostatnio nawet moich ulubionych pamietników nie mam kiedy poczytac
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/a7165179c6a9.jpg http://naforum.zapodaj.net/thumbs/6de3efb0787b.jpg
6tc
Wróciłam.
Tak zupełnie niespodziewanie,kiedy już się wyciszyłam,uspokoiłam i zrozumiałam,tak po cichutku...życie daje mi taką niespodziankę.Aż trudno mi uwierzyć,boję się,ale mam też wielką nadzieję i wiarę,że będzie,że musi być już dobrze.
2marca
poczułam się dziwnie/niedobrze,przeliczyłam dni i było po terminie@
4 marca
Rano przed pracą zrobiłam test,a kiedy po chwili zobaczyłam dwie krechy,serce podeszło mi do gardła i mało co nie dostałam zawału
Po południu pojechałam zrobić betę hcg,wynik 470
6 marca
Pierwsza wizyta u ginekologa,jest pęcherzyk ciążowy!!!
Druga beta hcg ,wynik 1070
9 marca
Trzecia beta,wynik 4120
19marca
Druga wizyta,jest Maluszek,który ma 6mm i pięknie bijące serduszko!!!
Czyż to nie Cud???
Jak to możliwe?tyle starań,łez,badań,dwie nieudane IUI ...i tak zupełnie niespodziewanie JEST.
I niech to będzie prawda!!!Zostań z nami Malutki Wielki Człowieczku.Niech to będzie właśnie ten czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2019, 21:37
Miałam pisać dość systematycznie, ale jakoś nie wyszło...
Kropka jak nie było, tak nie ma, a czy w ogóle będzie??!
Zacznę od początku.. Ostatnio pisałam, że znów rozpoczynamy starania. Mężuś jednak się zgodził ze mną co do słuszności tworzenia nowego potomka
o alleluja!! I pięknie. Od października nie ma wymówek- jedziemy po całości. W listopadzie udaje mi się dostać na NFZ do cudownego lekarza z Bydgoszczy, który tylko raz w tygodniu przyjmuje w naszym mieście, i do którego lista na rok zamknięta jest już z początkiem stycznia. Lekarz fantastyczny, profesjonalny, a przy tym stwarzający atmosferę zrozumienia - pobiera cytologię, robi USG - piękny pęcherzyk 20 mm i przykaz serduszek na najbliższe dni. Pełna euforii wracam do domu, do normalności czekając II kresek przez kolejne 14 dni. Ku mojemu zaskoczeniu zamiast pozytywnego testu otrzymuję telefon z przychodni, że Pan Doktor chciałby mnie widzieć. Wynik cytologii nie jasny, ale nie jest zły - ASC US. Dla pewności wysyła mnie do Bydgoszczy do Polikliniki na kolposkopię. Wizyta za miesiąc - wycinki pobrane i test na HPV - ??! WTF??!! No nic trzeba czekać, choć Doktor mówi, że to nie jest zły wynik. Wizyta umówiona na 5.03, ale przeciwwskazań do ciąży nie ma, to znów pełni nadziei nie zaprzestajemy starań.. No nic do marca czas leci jak szalony, ciąży nie ma, ale za to pojawia się wymarzona oferta pracy, nawet się nie waham, żeby ją przyjąć. Od czasu kiedy skończyłam studia marzyłam by tam pracować, a teraz wiem ,że przez to będę musiała zawiesić starania... KUR... dlaczego to tak zawsze jest, że nie można mieć wszystkiego tego czego pragniemy?? No dobra, udaję, że jestem dorosła i wiem co robić, pomimo tego, że w środku wszystko krzyczy! ok . popracuję kilka miesięcy i wtedy zaciążę.. Jeszcze tylko odebrać wyniki. Plan ułożony. Działamy.
05.03.19 wynik HPV - dodatni - genotyp 16 - wysokoonkogenny; wynik histopatologiczny : CIN 3. Diagnoza : Rak szyjki macicy in situ. TA DAM!!! Pamiętaj : JAK CHCESZ ROZBAWIĆ PANA BOGA, TO POWIEDZ MU O SWOICH PLANACH!!
Na drugi dzień mam się stawić na komisję, która zadecyduje co dalej. Komisja w składzie chirurga ONKOLOGA przedstawia sytuację i podejmujemy decyzję, że życie jest najważniejsze, mam przecież już dwójkę dzieci więc wycinamy wszystko razem z moją chęcią, wielkim pragnieniem i marzeniem o 3 dziecku. To moja decyzja- strach o moje życie i zdrowie na chwilę przysłania wszystko inne. Operacja za 6 dni.
Zjawiam się w Centrum Onkologii w poniedziałek, tych 6 dni nie pamiętam za dobrze, jestem gotowa?? na to co ma być. Opieka fantastyczna, sam szpital jak hotel, normalnie all inclusive. Przychodzi "mój" chirurg onkolog na rozmowę. Uświadamia mnie jaka była moja decyzja, mówi, że jestem młoda, że mam jeszcze wiele lat na decyzję o dziecku, że taka decyzja jest nieodwracalna i proponuje KONIZACJĘ. Operację oszczędzającą, która prawdopodobnie ma wystarczyć i dać szansę na wyleczenie i na urodzenie dziecka!!! o alleluja miód na moje uszy! Tak Tak Tak - zgadzam się bez wahania, przecież zawsze można wyciąć wszystko później jeśli, by się miało jednak okazać, że jest to konieczne.. Pfu Pfu Pfu!!!
Mija właśnie tydzień od operacji - czuję się fatalnie fizycznie - obolała i bezsilna, ale psychicznie świętuję. Mimo wszystko cieszę się, że ktoś dał mi nadzieję i że jeśli się wszystko uda, to decyzję o 3 dziecku podejmiemy MY, a nie jakiś tam rak!!
A te chwile uwielbiam
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2019, 12:51
Teraz już na pewno wiem że zaczynam przygotowania do crio transferu.jeszcze wczoraj byłam u lekarza i myślałam że ten cykl będzie stracony bo odezwała się moja choroba ( choruje na SM) ale wyszło że strach ma wielkie oczy nie skończyłam w szpitalu pod kroplówkami i od razu napisałam do gina że alarm odwołany i czy mogę zbadać hormony w 3 dc i czy to nie będzie za późno.
Wyniki mi wyszły takie progesteron 0,168 mg/ml estradiol 33,34 PG/ml
Lekarz stwierdził że jest ok i zaczynamy
Od dziś biorę 1 tabletkę estofem 2 mg dziennie
Wizyta ok 8-10 DC tylko muszę się zapytać jeszcze czy jak zaczęłam brać tabletki w 3 dc to czy wizyta nie powinna przesunąć się o dwa dni czyli być w 10-12 DC ale to jutro
Na razie jestem podekscytowana tym że niedługo wrócę po maluchy
11 dzień stymulacji
Wczoraj byłam znowu na monitoringu...nastawiona totalnie negatywnie bo miałam w poniedziałek za niski estradiol. A tutaj: 2x16mm, 1x21mm, 4-5x19mm (7-8 pęcherzyków), endometrium 15mm. Byłam w szoku co usłyszałam po tych "liczbach"... czwartek punkcja. Byłam pewna, że najwcześniej w piątek. Lekarz mówi, żebym się nie stresowała (bo pewnie było to po mnie widać) i wszystko będzie dobrze. Żebym też nie przejmowała się tym estradiolem, bo jest dobry i ostatnio coś u wszystkich pacjentek wychodzi niższy niż powinien...może zmienili w laboratorium jakieś odczynniki (czy czym to badają
)? Nie wiem...w każdym razie jest bardzo dobrze
. Wczoraj o 21.15 jechaliśmy do jakiejś przychodni po zastrzyk z Pregnylu, bo klinika była już zamknięta i jutro o 9 punkcja... Jestem tak podekscytowana a zarówno zestresowana... Ale będzie dobrze, musi być!
Obiecałam lekarzowi, że nie będę czytać już Internetów
bo to mnie tylko stresuje...a już dzisiaj rano zaczęłam patrzeć jakie powinno być endometrium...aż mąż mówi, że zaraz napisze sms-a do lekarza na mnie nakablować
. Oby jutro było 6 dojrzałych komórek 
Co jest dziwnego...lekarz i położna z kliniki kazali nam wczoraj serduszkować..nie wiem czemu...tak nas namawiali, że skorzystaliśmy
. Jutro wielki dzień, a we wtorek prawdopodobnie transfer
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2019, 08:39
Rzadko tu ostatnio zaglądam, ale zwyczajnie jakoś mi lepiej psychicznie. Chyba wreszcie dążę do harmonii, wracam do życia realnego. Biorę leki, staramy się, mierzę temp. ale traktuje już to jak coś pobocznego. Myślę wreszcie o przyszłości nie tylko w kontekście dzieci. Rozplanowywuje urlop 
W lutym byłam u napro, 3miesiące testuje inaczej trochę z lekami. Ten cykl stracony, obstawiłam, że owulacji to już nie będzie, przyszła za późno. Trudno, przegapiliśmy, nic na siłę 
I w pracy wreszcie wszystko ogarnięte uff, czekam na ciepełko i biorę wolne
10.03.2022
Miesiąc 5..
Niestety nadal nie wyszliśmy na prostą w kwestiach brzuchowo - żołądkowych.. okropnie jest patrzeć na swoje dziecko, któremu coś ciągle doskwiera i nie wiadomo do końca co..
Szymuś to gigant - przekroczył 10kg, nosimy już niektóre ubranka na 80cm.. mój stan fizyczny jest fatalny.. psychiczny też nienajlepiej, ale bywają lepsze dni i staram się je doceniać. Ostatnio więcej słońca, więc jakoś tak człowiekowi lżej na duchu wtedy.
Najbardziej wkurzają mnie moje najbliższe przyjaciółki.. obie mają dzieci, ale trafiły im się te łatwiejsze egzemplarze i średnio mnie rozumieją, gdy wywalam swoje różne frustracje.. przez to czuję się coraz bardziej samotna.
Martwi mnie fakt, że Szymon od stycznia nie wydłuża czasu aktywności.. gadałam o tym z fizjo i ona mówi z że dopóki on nie wydłuży drzemek to nie ma szans na wydłużenie czasu aktywności.. i tkwimy w błędnym kole (5 drzemek po 30min) zamiast 3 po około 60min.. nawet nie chcę mówić jak cholernie jest to dla mnie trudne, zważywszy na fakt że usypiam Szymonka na rękach i piłce fitness..
To tyle, czekam na jakiś przełom..
Dziś byłam w pracy na ranną zmianę. Jadąc autem do domu stwierdziłam, że zboczę z drogi i udam się do parku na spacer. Poświęcę kilka chwil dla siebie i swojej wewnętrznej energii. Trzeba częściej uskuteczniać emitowanie pozytywnej energii i ładowanie baterii. W parku znajduje się knajpka więc posiliłam się na miejscu zagrzewającą zupą tajską. Była lekko pikantna.
Czytałam ostatnio, że w drugiej fazie cyklu, gdzie ma dojść do implantacji, należy zjadać dużo ciepłych posiłków i pić ciepłe napoje, wygrzewać ciało i nie wyziębiać się. Tak też czynię. Pospacerowałam, zjadłam rozgrzewająca zupę i mały deser. Teraz wróciłam do domku i grzeje się pod kocem z moimi futrzakami (kitku, sztuk dwie).
Może dziś jeszcze skoczę na basen... Jakoś nie mam energii na pływanie. Odkładam ten plan na jutro rano 😊
(17dc) acard, witaminy, foliany, czekam na dalszy rozwój akcji, po jutrze konsultacja u genetyka.
Dzisiaj 3 dzień stymulacji a ja jeszcze nie czuje jajcorow nie wiem czy to jeszcze zbyt wcześnie czy mam za słabe leki. Wizyta w piatek
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2019, 22:10
4 tygodnie... Tyle czasu zostało do wizyty a ja już ledwo wytrzymuje. Chyba nawet nie mogę powiedzieć, że to stres. Raczej powiedziałabym, że ciekawość tego co nas czeka, nadzieja na sukces i ogromna chęć zostania mamą. Staram się zająć głowę czymś innym ale średnio mi to wychodzi. Może od jutra będzie lepiej 
Mąż zazwyczaj pracuje w delegacji a od jutra będę go miała codziennie na miejscu przez jakieś 2 miesiące
Już się nie mogę doczekać. Oboje lubimy spędzać czas aktywnie więc oby tylko pogoda dopisała a będzie i rower i rolki i długie spacery. Dobrze mi to zrobi przed stymulacją bo mam jeszcze trochę zbędnego balastu. Odkąd zmieniłam w zeszłym roku endokrynologa i Pani Doktor wzięła się porządnie za moją tarczycę to na dobrze dobranych lekach waga zaczęła powoli spadać. Mam już 15 kg mniej. To mój największy sukces... Wcześniej czego bym nie robiła to nawet jeśli zeszło kilka kg to później wszystko stawało i waga ani drgnęła, aż w końcu rosła ponownie. Teraz proszę, tendencja spadkowa już od roku i baaaardzo mi się to podoba.
Chyba bo wczorajszym koszmarnym dniu dziś nastał ten lepszy... Dziś mogę nawet powiedzieć że czuję się szczęśliwa:)
Czas wracać do pracy;)
Miłego dnia Kochane :*
Wczoraj
28dc/14cs -> beta: 284!
Taka niespodzianka. Nie chciałam wczoraj jechać na to badanie. Nie dość, że rano dostałam lekkich plamień to ogólnie samopoczucie na @. Ale niestety muszę sprawdzać bo przez trombofilię muszę brać zastrzyki. Przez parę godzin czekania na wynik było ok. Ale od 15:00 zaczęłam się denerwować i sprawdzać co 5 min czy już są. Później powiedziałam sobie w duchu: Uspokój się i nastaw na negatywny wynik. I wtedy właśnie ta niespodzianka!
Jeszcze nigdy nie miałam tak wysokiego wyniku bety i to w 28dc. Więc nie jest źle. Nie jest to jakiś niepewny wynik.
Teraz stres w jaką stronę to pójdzie. Niestety doświadczenie życiowe jest jakie jest i takie myśli od razu się pojawiają.
Muszę jakoś wytrzymać do jutra i jeszcze raz zbadać betę. Żeby chociaż na chwilę się uspokoić.
Trzymajcie kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lutego 2019, 10:20
Nie wchodzę na facebooka od dłuższego czasu. No, ale dziś weszłam. Na chuja, ja się pytam? Pierwsze zdjęcie uśmiechnięte bobo koleżanki ze studiów, która później ode mnie wyszła za mąż i która była taką lebiodą, że nikt chyba nie myślał, że w ogóle wyjdzie za mąż. Ech, to chamskie, wiem, ale tak było. Z klasy licealnej z kolei została nas trójka bez dzieci. Zaraz zostanę ja jedna haha, jaja jakieś. Złość mnie ogarnęła, a taki dobry humor dzisiaj miałam. Choć prawda jest taka, że mam zajebiste życie. Kochany mąż, kochane mieszkanko, za oknem las. Spokojnie, życie samo napisze scenariusz.
Diagnostyki ciag dalszy. Endokrynolog przepisała Euthyrox na zbicie TSH (mówiła że gdyby nie starania, to by mi nic nie dawała i że jak już będzie po - albo zrezygnujemy, to raczej nie będę musiała tego brać) i biopsję guzka na tarczycy - mam za tydzień w czwartek.
Dziś byłam w klinice fizjopatologii szyjki macicy. Lekarka bardzo sympatyczna. Kolposkopia w porządku, żadnych zmian wizualnie nie zauważyła. Pobrała materiał do testu na HPV i wycinek szyjki do histopatologii. Wyniki za 5 tygodni, ale jestem optymistką.
Bałam się, ze cykl w tym miesiącu na straty, bo miałam mieć owulację dzisiaj. A tymczasem była jakoś na przełomie niedzieli i poniedziałku
Dużo nie podziałaliśmy, zresztą od niedzielnego wieczora już wstrzemięźliwość ze względu na przygotowania do dzisiejszego badania - ale moze sobota lub niedziela były udane
Szczególnie że bez spiny etc. 
W tym cyklu w pierwszej fazie brałam olej z wiesiołka - i jestem zachwycona! Już dawno nie miałam tyle pięknego śluzu! Na forum gdzieś wyczytałam, że dziewczynom zwiększał ilość śluzu praktycznie od początku brania - i muszę się pod tym podpisać, dosłownie z dnia na dzień zrobiło się go więcej
Jakby któraś z Was szukała preparatu - to mi pomógł Oeparol, zwykły, średnio 4 kapsułki dziennie (choć czasem zapominałam o wieczornej dawce i zostawały 2).
A w ogóle wiosna nadchodzi, rośliny się budzą z zimowego uśpienia, ptaki świergolą za oknem, jest pięknie 
Wizyta u doktorki duzo mi dala, wiem wiecej niz mniej i jestem bardziej spokojna. Jednak rozmowa z fachowcem pomaga! Generalnie tak:
Komplet badan hormonalnych do zrobienia
USG zeby sprawdzic czy mamy pecherzyk
No i co mnie zdziwilo(nie wiedzialam o tym) witaminy dla kobiet a witaminy dla kobiet starajacych sie o bobasa to nie to samo😲. Teraz kupilam nowe lepsze. Teraz tez z innym nastawieniem podchodze do naszych staran🙂
Czekam na @, mąż dziś zdał do badania nasienie na posiew, w sobotę wyniki i wizyta u urologa z usg moszny. Musi ogolić jajka 😂 śmiesznie. Ciekawe kiedy zacznie być strasznie.
Już po usg "połówkowym". Maluch - uparty - nie chciał się za bardzo dać podglądać ale Pani doktor była cierpliwa i nakłoniła Uparciuszka do sesji 
Nasze Maleństwo rozwija się prawidłowo i waży już 358g
i dziś po raz kolejny dostaliśmy potwierdzenie, że czekamy na Synka.
W końcu Moj K dostał kuksańca od naszego Maluszka. Nie mógł się doczekać. Jak tylko poczułam ruchy K przykładał ręce do brzuszka, mówił do naszego Uparciuszka i nic... Mały akurat wtedy tracił ochotę na fikołki. Aż w niedzielę się udało. Nie umiem opisać tego jaki zachwyt i szczęście malowały się na twarzy Mojego K...
16dc
Nie wiem zupełnie co myśleć o tym cyklu. Ovufriend też nie wie, bo zaznaczył owulację przerywaną linią. Nie było śluzu płodnego, testy owu negatywne poza dwoma bardzo bladymi kreskami, temperatura niby w końcu skoczyła, ale też jakoś tak dziwnie stopniowo. Pierwsze dni temperatura około 36.50, potem spadek do 36.21, 12dc mini wzrost do 36.28 i potem kolejne dni 36.48, 36.68, 36.78, 36.88. Niby skok jest, ale jakiś taki dziwny rozwalony na kilka dni. Ale co z tego, i tak zdążyłam już się nakręcić. Ovu wyznaczył niepewną owulację na 13dc, czyli cykl będzie pewnie 26-28 dni, kolejne 2 tygodnie to czas nadziei. Ale przynajmniej mierząc temperaturę będę widziała, jeśli nastąpi spadek, oszczędzę sobie tych 1-2 dni stresu.
Schemat jest zawsze ten sam, zawsze. 1-2dc to rozpacz, dół, często płacz pomieszany z apatią i zobojętnieniem. Końcówka @ to czas planów, zastanawiania się co mogę zrobić, żeby w tym cyklu się udało. Emocjonalnie totalna huśtawka, dołek miesza się z nadpobudliwością i oczekiwaniem na nowy początek. Czas około owulacji to czas przeważnie lepszego humoru, ale też nerwowe sprawdzanie objawów nadchodzącej owulacji i stres, jeśli ich nie ma. Potem nadzieja, afirmacje, modlitwy, próby pozytywnego myślenia. Na tydzień przed okresem pojawia się ścisk w żołądku, zaczyna się nerwowe bieganie do łazienki i sprawdzanie, czy nie ma śladów krwi na papierze. Każde kłucie podbrzusza odczytuję albo jako ból implantacyjny albo jako zapowiedź @, w zależności od nastroju, który zmienia się jak w kalejdoskopie. W tym miesiącu nie będę biegać do łazienki tylko po to, żeby sprawdzić, czy nadeszła @.
Walczę z tym, walczę, żeby moje życie przestało być wegetacją w oczekiwaniu na kolejny cykl. Wczoraj odwiedziłam tatę na cmentarzu, prosiłam go, żeby czuwał nade mną, żebym w końcu mogła odwiedzić go z upragnionym wnukiem lub wnuczką.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.