Siła rozmowy...
No właśnie, dla mnie to niesamowite ile szczera rozmowa może zmienić w postrzeganiu wielu rzeczy, jak potrafi diametralnie zmienić nasze nastawienie, zmotywować do działania i sprawić, że ta iskierka nadziei jeszcze mocniej się tli..
Taką rozmowę odbyliśmy z mężem wczoraj. To nie tak, że unikaliśmy rozmowy o problemie, z którym się zmagamy, wręcz przeciwnie - często padają słowa "uda się nam, musi się udać...", ale... chyba nigdy nie mieliśmy takiej rozmowy o tym, a co jak się nie uda? To nie tak, że nie wierzymy w powodzenie naszego planu - wierzymy cholernie!! Ale gdzieś w środku serca już od jakiegoś czasu męczyło mnie pytanie i myśl "a jeśli nie? czy to będzie koniec nas?".
Na początku padły mocne słowa typu, że mąż nie wyobraża sobie wychowywać nieswojego dziecka (rozmawialiśmy o adopcji komórek/plemnika). Ja powiedziałam, że nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Lały się łzy... Mąż mówił, że nie byłby w stanie... Powiedziałam też, że jedna z alternatyw to rozwód... Przemyśleliśmy sprawę, porozmawialiśmy, popłakaliśmy i wyrzuciliśmy żale i wiecie co? Ta rozmowa tylko nas umocniła w tej WALCE.
I jak bardzo pocieszyły mnie słowa męża, że gdy nie uda się nam jeszcze wiele razy to przejdziemy do negocjacji i sprawdzenia, jakie mamy możliwości bez zamykania się na nie z góry...
To trudne. To cholernie trudna walka, ale... jesteśmy w niej razem. Kochamy siebie i nie chcemy żyć oddzielnie. Musimy być silni. Uda nam się, zrobimy wszystko... ❤️
Takiej siły i szczerej rozmowy życzę każdej z Was. Nie zamykajmy emocji w sobie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2019, 13:04
Synek był we wrzesniu 3 dni w żłobku. Najpierw 3 tyg zapalenia oskrzeli, potem kilka dni w domu po upadku na głowę (zaliczylismy wizyte na sorze, bo wymiotował po tym jak sie uderzył i balismy się wstrząśnienia). Poszedł do żłobka 1 października, we wtorek. Wczoraj juz miał katar, w nocy doszła gorączka. Ludzie naprawdę nie myślą przyprowadzając do żłobka kaszlące i zakatarzone dzieci. I serio, nie obchodzi mnie, że idą do pracy i muszą je gdzieś zostawic. Niech sobie znajdą nianię. Zero wyobraźni.
***
Czekamy na pozwolenie na budowę. Mamy projekt domu, przydomowej oczyszczalni, wszystkie warunki techniczne. Złożyliśmy projekt i czekamy na pozwolenie. W tym roku nic już nie zrobimy więc wiosno przybywaj szybko!
***
Nie chcę mieć wiecej dzieci. Serio. Mąż też nie. Padamy na ryj przy tym jednym. Doszliśmy do wniosku, że za bardzo się wczuwamy w opiekę nad nim, zapewnianie mu rozrywek, rozwijanie jego umiejętności itp. i nie mamy czasu na nic innego. Na zwykłe życie nie mamy czasu, na odpoczynek. Nasz syn ostatnie miesiące baaaardzo kiepsko śpi. My przez to też kiepsko śpimy. To się przekłada na brak energii i chęci do robienia czegokolwiek. Również do powrotu po kolejny zarodek.
24dc
Prawdopodobnie za 5 dni powinna być @. Ciekawe czy ten 3 cykl też będzie miał 28 dni a nie tak jak zawsze 31-34. Suplementy łykam regularnie. Aż jestem w szoku, ale zawziełam się i pilnuje. Chcę zrobić jakieś wyniki. Z tym że z lekarzami w mojej przychodni zawsze jest problem. Na pewno poziom żelaza, hemoglobine, Wit. D, prolaktyna. Nie wiem co jeszcze. TSH robiłam rok temu, nie wiem czy powinnam znowu. FT3 i FT4 wyszły ok, ale w sumie nie konsultowalam tego z nikim. Progesteron to chyba po owulacji się robi. Muszę poszukać informacji w Google.
A ja jestem w psychicznym dołku, jednego dnia jest spoko a następnego rozsypuje się na milion kawałków. Wszystko jest ok, a po chwili łzy stają w oczach. Postanowiłam podjąć rękawice, walczyć, czytam, szukam suplementów. Jak z mężem? Po ostatniej kłótni spokój. Co będzie dalej? Czas pokaże. Na razie wiem jedno. Muszę walczyć o Nas. Nawet jeśli mam ochotę go zabić na sto różnych sposobów.
NIEDZIELA
Po zastrzykach czułam się kiepsko. Po kilku godz od podania (2-3) zaczynała mnie boleć głowa, nie chciałam brac nic przeciwbólowego (bo w sumie nie wiedziałam czy można), szłam spac licząc, że przejdzie - nie przechodziło, rano budziłam się z tym samym bólem głowy. Trudno wzięłam ibum - dopiero wtedy przeszło. Dodatkowo jeszcze biegunka z rana, zaraz nastepnego dnia po zastrzyku (brałam co 2gi dzień). No i mega totalne rozdrażnienie i wkurw. Wszystko mnie irytowało/irytuje. Mam ochotę ludzi pozabijać, a na klinikę prawie sie tak obraziłam (na kobity w rejestracji), że o mały włos zrezygnowałabym z wizyty
plus jeszcze momentami bierze mnie na płacz, mam takie fale gorąca albo zimna
jest jazda, a to tylko delikatna stymulacja, boję się co bedzie przed ivf, czy moje małżeństwo to przetrwa
ale doktor teraz mi zmieniła zastrzyki na Puregon codziennie i po pierwszym zastrzyku (odpukać) czuję się zdecydowanie lepiej. Głowa nie boli i rano nie było biegunki
no i jednak nie mogę brać nic przeciwbólowego 
Po wczorajszej wizycie usg: na razie mamy dwa pęcherzyki po 11 mm, które być może szykują się do wzrostu (nie wiadomo), jeden z lewego jajnika, drugi z prawego, śluzówka dopiero 7mm. Inseminacja gdzieś pod koniec tygodnia prawdopodobnie.
Mam takie przeczucie, że się uda. Oby mnie nie zawiodło
25tc + 6 (26tc)
Za chwilę zaczynamy trzeci trymestr, ostatnia prosta
.
Dzisiejsza wizyta jak zwykle przyjemna, nasz mały akrobata miał stopę przy czole
, ja nie wiem co on tam wyprawia
, znów odkręcił się głową do góry
. U mnie to chyba nie ma za specjalnego znaczenia, bo będzie cesarka. Ale dzisiaj nie bardzo chciał się pokazywać
, zasłaniał się rączkami
. Waży 850 gram
, ja przytyłam 0,5kg w dwa miesiące
, że tak powiem się trochę zdziwiłam że tak mało. W sumie to nie za bardzo się zmieniłam, jestem taka sama tylko mam piłkę z przodu
, z tyłu nie widać że jestem w ciąży
A no i biust jest dużo większy niż wcześniej 
Ale muszę przyznać, że czuję Go już przez większą część dnia i nocy
. Czuję gdzie ma główkę i gdzie nogi
. Często sobie rozmawiamy
, tzn ja gadam do brzuszka a on na moje pytania mi odstukuje
.
Bardzo żwawo reaguje też na głos mojego Męża
. Jeszcze 3 miesiące 
W sumie temat wyprawki mam prawie zamknięty, kupiłam rzeczy kosmetyczne, apteczne, rożek, przewijak, łóżeczko, materacyk, kocyk, pieluchy tetrowe i rogal do karmienia. Czekam jeszcze na pościel i wanienkę na stojaku, ale przyjdą na dniach.
Wózek zamówię na początku czerwca, jak będzie dostępny bo wszędzie czekają na dostawę gondoli.
Ubranka kupuję na bieżąco.
34 tydzień. Te tygodnie lecą jak z bicza strzelił.
Zaczyna mi już być coraz ciężej. W toalecie na numerze "dwa" mam wrażenie, że robiąc swoje daje kokoszanel trochę wolnego miejsca do wierzgania choć tak naprawde tego miejsca biedne dziecko nie ma już za dużo...
Już nie kopie tak bardzo, nawet przestała się już rolować. Teraz wypycha kulasy w lewym boku, a w prawym albo dupsko albo łokieć. Jak leże na prawym boku to jej nóżki pod me żebereka się wsuwają... Jak leżę na lewym to tupta stopami tak jakby jej się siku chciało! Zmieniając pozycję "na plecy" ona wyciąga się jak długa wypychając dwa rogi, które to ja próbuję delikatnie upchać z powrotem. Nie daje za wygraną więc siadam, podskakuję a czasami nawet się przechadzam, żeby tylko zwinęła się w jakiś normalny kłębek. Wstając z pozycji siedzącej muszę odczekać z 5 sekund żeby zjechała wygodnie z dół i wtedy mogę stawić pierwsze kroki rozstawiając nogi tak szeroko jakby mnie motor przez krocze przejechał!
Fajna jest gościówa. Wepchała we mnie już 15 kilo i dalej je co popadnie. Uczulenie zeszło więc wracamy do menu srzed swędzeń - czekolada, mleko, owoce, sery i jajka. Pizzą też nie wzgardza, choć tu ją pochwalę, w Makdonaldzie była raptem RAZ. Uwielbia za to rosół, ziemniaczki, makarony, maślankę i smażoną cukinie. Wina dalej nie pija, co to, to nie. A mamie już się tak marzy nawalić się jak żbik. Ciekawe kiedy taki dzień przyjdzie? I czy do fajek mnie będzie kiedyś ciągnąć? Mogłoby nie. Głupi nałóg. I dużo kosztuje...
Zaczynam też puchnąć... Jak zdechły kot w lecie. A właśnie, mój kot nie wrócił. Ktoś chyba go otruł. Jestem chrześcijanką i nie mnie osądzać innych, ale tak się do Boga ciągle modlę, żeby sprawiedliwą karę wymoerzył temu co mi kota zgładził. I jakoś tak nie po chrześcijańsku wszystkie myśli mi na mego sąsiada się kierują. A żeby mu w życiu źle było, tfu tfu!!!
Poza tym, wszystko jakoś zaczyna powoli układać się w całość. Strzeliłam focha gaszkowi - w 2 dni pomalował i Atheny pokój i kuchnie. Wygląda cudnie. Kuchnia. Bo pokój małej jeszcze potrzebuje babskiego dotyku. A jakoś mi się jeszcze nie chce. Choć plan jest - na coś takiego:

A nawet na 1 zdjęcie ślubne...

Tylko panicz nosem kręci, że ludzie się z niego będą śmiali
![]()
Zaczynam myśleć
2 z 21 przyjęte... jeszcze 19
chyba sobie zrobię takie kreski na ścianie jak mają więźniowie do odliczania dni do wyjścia
w przyszły piątek wizyta, podpisanie umowy, rozpisanie stymulacji... ale się jaram
jutro robię resztę wyników z krwi, M w sobotę i będziemy mieli komplet
Nie wiem już nawet, który to cykl starań. Dawno nie pisałam ... Za nami dwie nieudane próby in vitro. Podczas pierwszej próby byłam pozytywnie nastawiona, liczyłam, że może nam się udać, nawet pierwszy raz w życiu widziałam jakiś cień na teście ciążowym. Kolejny test nie pokazał już nic... Być może byłam to cb... Po porażce wiedziałam jedno, w kolejnym cyklu walczymy dalej. Tym razem nie byłam już tak pozytywnie nastawiona, bałam się. W tym cyklu byłam bardzo senna, niekiedy o 20 kładłam się już spać, wręcz zasypiałam na sofie. Dwa miesiące - cztery zarodki, żaden nie został z nami. Nazywaliśmy je kropeczkami. Mąż zawsze jak wracał z pracy pytała czy są jeszcze kropeczki ... Wydawało mi się, że muszą tam być bo bardzo czułam podbrzusze. Dziś już wiem, że to od progesteronu, który przyjmowałam dopochwowo. Powiedział nawet (nigdy tego nie zapomnę) "kocham cię i kropeczki też" ... myślałam, że pęknie mi serce. Tak bardzo bym chciała uczynić go szczęśliwy...
Najgorsze jest to, że na razie nie mogę walczyć, czekam na biopsje endometrium. Lekarz chce sprawdzić dlaczego zarodki się nie zagnieżdżają.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2019, 20:59
7 dpo
Próg 30,30 ng/ml
Oby to był dobry znak 🙏🙏🙏
Niestety dopadł mnie katar, ale mam nadzieję że szybko przejdzie
może organizm zajmie się chorobą a nie zagnieżdżającym się zarodkiem? Haha, taka moja teoria 😂
Wczoraj mój mąż po długiej rozmowie trochę "przestawił" mi w głowie. W tej sytuacji myśli dużo bardziej racjonalnie niż ja. Ma w sobie siłę spokoju i jego nastawienie jest raczej pozytywne. A ja przecież nie mogę wciąż płakać, bo co to da? Najpierw musimy poczekać na to, co powie lekarz. Cieszę się, że mam możliwość wygadać się tutaj. Nic jeszcze nie mówimy naszym bliskim, a we mnie to siedzi i ciąży, tzn. nawet nie mówimy, że się staramy. Czytam pamiętniki innych dziewczyn i wiem, że nie jesteśmy sami, że nie jesteśmy wyjątkiem, że inni też zmagają się z problemami i są dobre zakończenia tych historii. Chciałabym, żeby wszystkim nam się powiodło...
Na ulicy widzę same wózki, mamy i dzieci i myślałam do niedawno, że to nic trudnego "zrobić" dziecko. A tych historii nie widać gołym okiem. Muszę przestawić się z myślenia, że tylko my mamy problem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2019, 08:52
Beta <0,1 uff. Zaczynamy akt drugi. Jeszcze trochę się wacham, czy nie odpuścić października. Kiedy wyrwałam się z tego letargu, zauważyłam, że mój mąż nie jest wcale ósmym cudem świata. W tym całym obłąkaniu nie zwracałam uwagi na moje potrzeby. Teraz widzę, że nie jest tak jakbym chciała. Nie zwraca na nie wogóle uwagi, ciągłe "ja", "mi", "chcę". Łatwo było mną manipulować, kiedy byłam taka mocno rozedrgana. A teraz jest duży zgrzyt. Nie wiem co z tego będzie. Dam mu jeszcze szansę przywyknąć do tego, że znów jestem sobą. W końcu to tak, jakby 3 lata mnie nie było Musi się chłop przyzwyczaić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2019, 11:06
PIĄTEK
Dziś było USG i mamy tak: dwa pęcherzyki, jeden na lewym jajniku 21mm, drugi na prawym jajniku 16mm. Doktor trochę zdziwiona, że po takiej dawce tak słabo rosną... ale na szczęście są
tak więc dostałam Pregnyl i... jutro IUI
proszę trzymajcie kciuki, tak bardzo bym chciała, żeby to było rozwiązanie naszego problemu! prawie 2,5 roku starań!
40t(39t4d) brzunio
i w tle moja piłka na której sobie skaczę 
http://static.pokazywarka.pl/i/6173346/119183/p1030456.jpg
http://static.pokazywarka.pl/i/6173346/666042/p1030457.jpg
http://static.pokazywarka.pl/i/6173346/592784/p1030458.jpg
10+0
11 tydzień 
Małymi krokami zbliżamy się ku bezpieczniejszemu okresowi w naszym życiu
jeszcze 2 tygodnie 
Od kilku dni z przerwami męczy mnie ból krzyża, najlepsze, że nigdy wcześniej nie bolał
zamówiłam sobie podusie 
o taka tylko kolorystyka inna 
http://wrzucaj.net/images/2014/05/27/imagesSS7Q0OZ7.jpg
i czekamy z nadzieją na lepsze sny
mam nadzieję, że warto 
Następna wizyta w piątek 13 czerwca:D data szczęśliwa :)mąż pierwszy raz idzie ze mną i to będą te badania 1 trymestru z dokładnymi pomiarami
i znow zaczynamy odliczanie :)17 dni 
Tym razem trzeba bylo poczekac pol godziny. Przed nami czekali: para lesbijek, facet z zona na badania nasienia do ivf i blondynka z playboyem chyba pierwszy raz. Przyjal nas doktor, ktorego zupelnie nie kojarze, a ktory twierdzil, ze swietnie nas pamieta z poprzedniej procedury. Zdziwil mnie brak ordynatora, w koncu po to tam pojechalam. Okazalo sie, ze jest na urlopie, stad zastepstwo. Dalej poszlo bardzo sprawnie, podpisalam dokumenty, doktor doskonale zorientowany w sytuacji wyjasnil , co trzeba i obiecal plyte ze zdjeciami z zabiegu. Niesamowicie trzesly mu sie rece, gdyby robil mi usg, bylaby szansa na orgazm, takie mial drgawki. Nie bylo jednak potrzeby badania, obejrzal sam pepek, zeby ocenic blizne i zapewnic o tak precyzyjnym cieciu i szyciu, ze gorzej nie bedzie, bo klinika dba o estetyke, a zabieg robi sam ordynator, ktory sie na tym zna. Jesli znajdzie cos malego, usunie od razu, wieksze zmiany wymagaja dluzszej narkozy, wiec ewentualnie innym razem. Na koniec przeszlam do recepcji dopasowac moj cykl do urlopu ordynatora. Stanelo na tym, ze jak dostane nastepny okres, mam do nich dzwonic i w przeciagu tygodnia mnie wtedy wpisza w grafik. Nastepnie udalam sie do anestezjologa na wywiad. Krew byla badana poprzednio i pani z recepcji upewnila sie, ze za te okolo trzy tygodnie, zgodnie z prognozowanym okresem, badania beda jeszcze wazne. Anestezjolog zebral wywiad, pouczyl co i jak, dal nowe papierki do podpisu i poinformowal, ze zabiegi sa tylko w czwartki o 7:45. Mi to pasuje, czwartki w robocie mam luzne, duzo nie strace.
Czyli mam, co chcialam. W czwartek po nowym okresie bedzie laparoskopia i wiedza, co gdzie siedzi. Ciesze sie, ze to juz. Wolalabym zalapac sie jeszcze w tym cyklu, bo sie obawiam okresu i bolu, ale mam nadzieje, ze to jeden z ostatnich tak meczacych.
28dc
Czekam na @. Mam nadzieję że jutro już będzie i rzeczywiście cykl mi się skrócił.
Mam w końcu dostęp do placówek Lux Med. Ściągają mi za to miesięcznie śmieszne pieniądze.
Z mężem jak na razie na plus. Dwa tygodnie bez kłótni, widać że ostatnio się stara. Zobaczymy jak się to potoczy. U mnie nastrój zdecydowanie się pogorszył. Znowu rozmyślam, śni mi się że jestem w ciąży (2 raz w tym tygodniu). Nie mam ochoty totalnie na nic. Mogłabym siedzieć i patrzeć się w ścianę.
Weekend ma być piękny (nawet do 24 stopni). Planujemy gdzieś pojechać. Ale nie nastawiam się za bardzo. Pewnie będę zdychac przez @ i zostaniemy w domu.
No i zaczyna się największy koszmar...
W nocy obudził mnie TEN ból. Ten jakże charakterystyczny, niemożliwy do pomylenia z żadnym innym. Ale tak jak pisałam wczoraj - tego należało się spodziewać. Wszystkie objawy wskazywały, że ból za chwilę się pojawi. No i przyszedł. Na razie jeszcze się nie zaczęło, ale to u mnie normalne. Ból zawsze trwa około 2 dni, a potem znika (by dać fałszywą nadzieję), by pojawić się wraz z krwawieniem dzień później. Czyli wychodzi na to, że około czwartku/piątku się zacznie.
Oczywiście dalej mam nadzieję (chodź już coraz mniejszą i mniejszą), że to jednak fałszywy alarm. Albo w najgorszym wypadku powtórka z rozrywki czyli utrata jednego zarodka...
Teraz pozostaje mi, a raczej nam bo mąż też to strasznie przeżywa, czekać. Co będzie potem nie wiem.
Samopoczucie na dziś - beznadziejne, ale jak można się temu dziwić?
10/11 dpo (12 dpovi)
Po ovitrelle nie ma śladu. A przynajmniej tak mi się zdawało bo jeszcze na teście z przedwczoraj widoczna kreseczka, na teście z wczoraj widoczna kreseczka, na teście z dzisiaj praktycznie nie widoczna. Temperatury mam piękne, już 3 dzień trzyma się ponad 36.9 a nawet wskoczyło powyżej 37. Ale boję się, że jak nic się nie pojawi jutro to będę zawiedziona 😪 że pójdę, wydam kupę pieniędzy na badanie beta hcg i wyjdzie ujemna 😪 od owulacji cały czas mam wrażliwe sutki, można powiedzieć nawet że bolą. Piersi też zaczynają boleć ale myślę, że to działanie progesteronu jeśli chodzi o piersi. Nie wiem już sama 😪 bardzo bym chciała żeby się udało ale boję się porażki 😪 jeżeli się nie uda to jeszcze raz spróbujemy stymulacji i zastrzyku. Ale później stop. Bo szkoda mojej rezerwy a leczenie P. da jakiekolwiek skutki dopiero za kilka miesięcy.
Z dobrych informacji - kariotyp prawidłowy! Więc myślę, że mamy szansę na to że leczenie nam pomoże ❤️
20dc
Według testu owulacyjnego 3 dzień płodny. Według aplikacji, drugi. Nie ważne, ważne że serduszkowanie było wczoraj, czyli 19dc. Dzisiaj sobie odpuścimy, mam zamiar iść spać wcześnie. Ale jeszcze jutro podziałamy 
Czemu te cykle są tak okrutnie długie?
Obiecuję sobie zrobić test ciążowy nie wcześniej, niz w dniu spodziewanej miesiączki. Czyli chyba 24.10. Pewnie nie wytrzymam, jednak warto mieć jakieś założenia. Jeśli wytrzymam do 24 to będzie to dla mnie lekcja cierpliwości.
Zrobiłam test owulacyjny, robię je raczej z ciekawości. Wyszedł negatywnych i teraz się zastanawiam.. przez ile dni fest powinien wychodzić negatywnych? W celu obserwacji, w poprzednim cyklu, robiłam testy 5 dni z rzędu i wychodziły pozytywne. W tym cyklu były pozytywne tylko 2 dni. W pierwszy dzień dolna kreska była dużo ciemniejsza niż górna. W drugim dniu była taka sama. Dzisiaj, w trzecim jest bardzo blada czyli test negatywny.
Nie wiem, nie znam się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2019, 10:59
6 dc (Estrofem 2x1)
Mam wynik progesteronu, jest prawidlowy (niski tak jak się spodziewałam po temp.) co oznacza, że ciałka żółte powstałe po stymulacji poszły do krainy niewykorzystanych ciałek żółtych. W związku z mutacją PAI mam brać Acard, a po transferze do końca ciąży coś tam w zastrzykach przeciw zakrzepowego. Perspektywa 38 tygodni zastrzyków, nie jest jakaś super fajna, ale jeżeli to ma pomóc to z radością pomiędzy mdłosciami będę się nakłuwać. Pierwszy raz od jakiegoś czasu mam poczucie, że tym razem naprawdę może się udać ☺️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.