Dziś idę na drugą wizytę sprawdzić, czy serduszko już bije. Szczerze to często gęsto zapominam że jestem w ciąży. Przypominają mi o tym tylko mdłości 🤮 z córeczką ich nie było prawie że wcale. Nie śledzę jak w danym tygodniu rozwija się płód, nie staram się na siebie uważać... Mój dzień wciąż kręci się wokół opieki nad córką. Aż czasami mam wyrzuty sumienia.
Jestem wkurzona. Odstawiłam luteinę już dawno a okresu ani widu ani słychu... Wizytę w klinice prxekładałam już ze 4 razy, Chciałam iść między 1 a 5 dc, ale się nie da. Chciałam umówić histeroskopię, ale nie wiem kiedy będzie właściwy dc. Dzisiaj jest 42 dc. Nie wi co się dzieje:/ Dzisiaj idę do kliniki. Mam nadzieję, że mi jakoś pomogą. Mam wrażenie, że wszystko się sprzysięga przeciwko mnie. Z nastrojami znacznie gorzej. Z mężem już w miarę. Chyba rozumie dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że wszystko się poukłada.
Ostatnio rozmyślałam nad tym, że jak się nie uda do jakiegoś rozsądnego wieku, to chcę zwrócić mężowi wolność. Z resztą on nie chce słyszeć o adopcji, a ja bym bardzo chciała. On chce mieć dzieci bardzo i wiem, że byłby ze mną nieszczęśliwy. Ja z resztą też. Zobaczymy co przyniesie jutro.
Dziewczyny, wiem że wyobraża sobie życie beze mnie. Ostatnio staram sie patrzeć na to wszystko "na zimno" Zawsze planowalismy mieć dzieci. Marzyła nam się conajmniej 3. Od początku naszej znajomości. Kiedy się oświadczał, nie zapytał czy będę jego żoną, tylko matką jego dzieci. To przykre, ale kiedy okazało się, że będą z tym problemy, jego pierwsze zdanie brzmiało "ja pie@#$e, z tobą zawsze musi być pod górkę?" Obydwoje uważamy, że małżeństwo bez dzieci nie ma sensu. I wiecie co, ja już na początku drogi chciałam mu tę wolność zwrócić. Od początku wiedziałam, że będą wymówki, krzywe kluski. Co awantura przypominał mi, że nie mamy rodziny z mojej winy. Ostatnio nawet walnął, że z nim jest wszystko w porządku. Zaczęłam się nawet wachać, czy ja chcę mu te dzici rodzić. Czy to właściwy człowiek? Strasznie się zmienił przez te całe atarania, niby stara się wspierać, ale widzę że coś jest nie tak
Że uczucie usycha. i co bym nie robiła, to nie udaje się tego wzniecić na nowo. My poprostu za dużo razem przeszliśmy, nie byliśmy obydwoje na to gotowi. Mówiąc o rozsądnym wieku mam na myśli jego 35 lat. Żeby miał jeszcze czas, żeby sobie to poukładać. Tak to u nas wygląda. po prostu do dupy...
Zaczynamy 39 tc...
My dalej w dwupaku. 🤦♀️
Na dzisiejszej wizycie u dr dowiedziałam się tylko, że szyjka krótka ok 1,5cm ale średnio twarda, rozwarcia nie dało się nawet ocenić bo się schowała tak głęboko do kości krzyżowej, że doktor miał problem dosięgnąć ujście. Główka ustalona we wchodzie, tyle dobrze 
Waga 3560g. Wychodź już Maluszku, bo oszaleje:) Ciekawe z jaką waga się urodzi faktycznie. Kolejną wizyta jak się nic nie wydarzy, to za 2 tyg. Ale w sumie nie było na nią nawet terminów i zapisały mnie na godzinę 21:00
więc nic mi nie pozostaje jak tylko urodzić wcześniej:p bo o 21 to będzie logistyczne wyzwanie się tam dokulać po skończonym 40tc. Na wizyty jeżdżę sama autem... Bo nie mam wyjścia... mąż pracuje, a autobusami dotrzeć do tej przychodni to też chyba na 2 przesiadki i czas dojazdu kiepski. Już wolę powoli autem niż się kisić w autobusach w przyciasnych butach 😂
Chciałabym już by nasze słońce było z nami
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2019, 20:50
20 dc, 1dpt
(Estrofem 3x1, Utrogestan 3xR, 2xP, 3xW, Acard)
No i po transferze
nie jest bolesny, był trochę jak cytologia, najgorsze było wstrzymywanie moczu, "pani przyjedzie z pełnym pęcherzem", no to przyjechałam, a później pielęgniarka w czasie transferu radośnie wciskała głowicę od usg w sam środek tego wypełnionego po samiuśkie brzegi pęcherza ^!$@&#(&%#* !!!! Po transferze usłyszałam "pani poleży godzinę", no to poleżałam. Mniej więcej w połowie tego leżenia poczułam dwa maleńkie ukłucia w macicy "to jest to! zainstalował się!"... eeeem.... mózg wrócił do mnie zanim skończyłam w myślach to zdanie, kolejne brzmiało "i co jeszcze? może już czujesz ruchy dziecka?", to niebywałe jak durnie czasem reaguję na pewne rzeczy i objawy, później oczywiście sama się z tego śmieję. Kiedy minęła godzina leżakowania, biegłam do wc szybciej niż Usain Bolt na olimpiadzie w Pekinie, odprawiając w myślach zdrowaśki, aby nie było zajęte. Modlitwy zostały wysłuchane, nie było. To był zdecydowanie najprzyjemniejszy moment tego dnia (kto choć raz długo wstrzymywał ten wie).
Widziałam wczoraj naszą blastocystkę na monitorze, to niesamowite, że każdy z nas był kiedyś takim kropkiem. Jestem spokojna, przygotowana na każdą opcję (pogodzona z tym, że może się nie udać, jednocześnie oczekując na pozytywny wynik testu). Oczywiście jest to stan na dzisiaj, na ok 11 rano, za godzinę nastrój może się zmienić o 180 stopni. Wszystkie cykle starań, sukcesy i porażki, nauczyły że samopoczucie potrafi być bardzo chwilowe, już nie łudzę się, że do końca dnia będę szczęśliwa i spokojna, ale też nie stanowi to dla mnie problemu, po prostu tak jest i tyle. Zrobiłam wszystko co mogłam, reszta jest po stronie matki natury i dopochwowego progesteronu 
Oficjalnie odliczam do 07.11, w tym dniu lekarz zlecił zrobienie bety 
Już widzę oczyma wyobraźni jak nie robię wcześniej sikacza (taaaa na pewno)
@czekamynadzidzie myślę, ze to dobra decyzja, trzymam kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2019, 11:20
13 dc, prawdopodobnie 6 dpo. Strasznie mi się rozjechały cykle 
Dzień staraniowy: akupunktura + posiewy + wizyta u dr Jerzak.
Ostatnio babka od akupunktury powiedziała, że poprawimy jakość endometrium i jakość komórek jajowych. Zadałam jej dziś pytanie - czy możemy sprawić, żeby zrosty się nie pojawiły? - "Drogie Dziecko! W książkach ze starożytnych Chin nie ma pojęć takich jak endometrioza, torbiel, zrosty, ale są choroby. Choroby to stan zapalny. Ten stan zapalny u każdego inaczej się objawia. U Ciebie zrostami, u kogoś innego endometriozą. A nakłuwanie igłami powoduje, że w miejscu ukłucia odbywa się reakcja Twojego organizmu immunologicznego. I on się orientuje, że musi zacząć działać. I produkuje komórki, które mają zwalczyć stan zapalny. Dlatego ja nakłuwam tak wiele miejsc." Fajnie wytłumaczone. Gdyby nie to, że kilka lat temu po serii zabiegów i masaży rehabilitacyjnych, z bardzo dużych problemów z barkiem wyprowadziła mnie właśnie akupunktura - to bym nie chodziła. Ale po tamtej akcji - biorę w ciemno.
Później podjechałam na wymazy w kierunku chlamydii i czystości. Z dofinansowaniem za oba badania - 14 zł. Miło.
No i wisienka na torcie. Jerzak.
Hm. No zerknęła na glukozę, zerknęła na usg z przepływami i ilością pęcherzyków i stwierdziła "PCOS Pani nie stwierdzam, bo stwierdza się powyżej 12 pęcherzyków w jajniku, aczkolwiek zdrowy jajnik powinien mieć 5-6 pęcherzyków. U Pani jest tak na granicy, ale jednak nie. Insulinooporności Pani nie stwierdzam, bo te wyniki glukozy są ok, natomiast na leczenie PAI 1 zapiszę Pani formetic 500 mg."
- "No, ale ja na tą mutację, która chyba odpowiada za krzepliwość krwi dostawałam heparynę?!"
- "Nieee, jedynym lekiem na PAI 1 jest metformina"
- "A czy może Pani zerknąć na wyniki Męża?"
- "Ta dieta, na której Pani jest - również dla niego."
Już wiem, że metformina działa na wszystko i w ogóle jest super lekiem (żart taki), ale jakim cudem ma mi leczyć mutację genu, która powoduje krzepliwość krwi??? Na którą dostawałam heparynę i biorę acard?
Zalecenia mam takie: nie przyjmować żadnych supli od dietetyka (dietetyk niedużo mi zmieniła, podwoiła dawkę NAC, zmieniła mi cynk na cynk z miedzią, kazała wrócić do olejku z wiesiołka, bo nawet jak nie powoduje - u mnie akurat - poprawy jakości śluzu, to zawiera kwasy GLA, które są istotne, na pozostałą część cyklu dodała mi olej z ogórecznika i kazała wrócić do inozytolu), a przyjmować jedynie jej listę leków i supli:
- acard 75 mg (i tak przyjmuję);
- od transferu heparyna 0,4 (poprzednio miałam 0,2);
- wit. D3 2000 j (przyjmuję 5000 jednostek, bo mam za mało i chcę, jak najszybciej wyrównać - jak ktoś zna jakieś przeciwwskazania - słucham);
- kwas foliowy 5 mg (mimo, że na poprzedniej wizycie powiedziała, że jego poziom mam świetny i 800 jednostek jest wystarczające) - wiem, że ona uwielbia ten kwas foliowy i przepisuje go wszystkim - no ale się zgubiłam gdzieś między pierwszą a drugą wizytą, z jednej strony mam świetny, z drugiej strony mam przyjmować?! I to syntetyczny, jak powinnam metylowane - raczej nie będę tego przyjmować.
- miovelia 1 kapsułka i 1 saszetka (absolutnie nie może być mioinozytol zalecony przez dietetyk, musi być ten i już - muszę poczytać, czym to się różni);
- formetic 500 mg (Mamie podwędziłam ostatnio i od tygodnia sobie przyjmuję 425 mg dziennie, także fajnie sobie dawkę ustaliłam ;P)
- prograf - 2 dni przed transferem 2x1 tabletka i kontynuować przez 15 dni - nie mam jeszcze pojęcia o co chodzi;
- accofil - zastrzyk podskórny w dniu transferu i potem w odstępach tygodniowych, łącznie 5 sztuk - na brakujące KIRy. Paśnik stwierdził, że brakuje mi 2 lub 2,5, ale tych mniej ważnych, a najważniejsze mam i nie ma konieczności podawania accofilu, który kurka wodna nie jest cukierkiem (w porównaniu do metforminy czy kwasu foliowego), a lekiem powodującym poważne skutki uboczne. I ja nie wiem, czy chcę w to brnąć.
W dalszym ciągu nic nie wiem.
Kolejny piękny weekend za mną. Ostatnio żyję od weekendu do weekendu. W piątek jadąc do lasu puszczaliśmy różne piosenki. Na jednej złapała mnie refleksja. Ja się poprostu strasznie boję, że nigdy się nam nie uda. Ta myśl poprostu mnie zaczęła już przerażać. Co wtedy? Co będzie sensem życia? Dla kogo to wszystko budujemy, planujemy? Komu będę pokazywać ten piękny świat? Dzisiaj koledzy z pracy strasznie narzekali na planowane przebiegi urlopów z dziećmi. Mówili, że mi zazdroszczą, że będę miała na urlopie spokój. Miałam ochotę im powiedzieć, że nawet nie wiedzą ile bym oddała, żeby się z nimi zamienić. Ale powiedziałam im, że wiem że mi dobrze... Z uśmiechem na twarzy. W pracy utrzymuję weraję, że nie chcę mieć dzieci. Za każdym razem kiedy to mówię, czuję jakby mi w serce nóż wbijali. Chyba muszę zmienić pracę, bo strasznie się tutaj morduję;/
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2019, 17:15
58 dni do przeprowadzki...
Moje życie w tej chwili to ciągły ruch - praca, dom, budowa ... Doba wydaje się za krótka. Na nic nie mam czasu. Pośpiech, stres.... oj marzę o chwilę oddechu, pobyciu w czwórkę. Moją głowę teraz mocno zajętą domem - chciałabym aby wszystko było idealne, choć to niemożliwe. Boję się tego co nas czeka. Na budowie - na razie bez zmian, dom ogrzany, powoli kupujemy wszystko, podpisujemy umowy z wykonawcami. Wniosek o kredyt złożony - trzymajcie kciuki. Efektów na razie brak - no może poza półkami w wc i sufitem w kuchni. Tylko tyle, a wyprowadzka tuż, tuż...
Czwartek 22 dc / 27 cs
Receptywność endometrium... 19-max22 dzień cyklu zakładając że owulacja była 14 dc. U mnie była. Czyli dziś ostatnia szansa na zagnieżdżenie ewentualnego zarodka.
Wczoraj jeszcze nadzieja się tliła, ale dziś już myślę że się nie udało. Plamień nadal nie ma, ale pamiętam sytuację jak 2 cykle temu też wystąpiły później, więc czekam. Dodatkowo wczoraj też mąż mnie sprowadził na ziemię... Za kilka tygodni lecimy do Azji i rozmawialiśmy o tym i pyta czy okres mam za tydzień, przytaknęłam ale mówię "ale wiesz, może w końcu zajdę i będę w ciąży w trakcie wyprawy" na co on " Nie będziesz, tyle czasu nie zachodzimy, więc w to wątpię. Trzeba się zacząć przyzwyczajać" Kubeł zimnej wody. Ale ma rację. Tyle czasu nie zachodzimy, to czemu teraz miałoby się udać? Podświadomie czuję że jeszcze trochę poczekamy.
Dobra strona to taka że lot będzie na pustej macicy, zawsze jeden stres mniej. Wolałabym mieć ten dylemat niż nie mieć
Cóż nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Podróż musi mi zastąpić dziecko.
Chyba zaczął się PMS już.
27+6
Wczoraj jednak pojechałam do szpitala. Niepokoił mnie ten "twardy" brzuch. Pan doktor zważył małą 1400g ( co jest dziwne bo nie cały tydzień temu na wizycie w Poznaniu mała ważyła niby 1000g. więc ewidentnie któryś z lekarzy się nie przyłożył i niestety wszystko wskazuję na to że ten pierwszy. No ale wracając do tematu- Mała waży 1400g szyjka ponad 3cm, rozwarcia nie ma, brzuch miękki, lekarz stwierdził, że nic nie wskazuję że to jakieś skurcze, brzuch oczywiscie wtedy był miękki. Kazał brać nospe nawet 3 razy dziennie jeśli będzie się to powtarzało. Ale tak to wszystko jest ok, takżę troszkę się uspokoiłam, w drodze powrotnej zajechaliśmy do sklepów z wózkami żeby się rozejrzeć i chyba mamy już swój ostateczny typ 
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Jestem już po konsultacji wyników z Docentem. Powiedział, ze generalnie walczymy z po pierwsze zbyt wysokie komórki nk a po drugie ze złymi cytokinami. W tej walce maja pomoc kroploweczki z intralipidu, najpierw na początku cyklu, potem około owulacji opcja negatywna, a opcja pozytywna to jeszcze wlew w dniu pozytywnego testu i już w ciąży. Kombinuje zeby zrobila mi to jakaś pielęgniarka, koszt w klinice to 400 zl na jeden raz, w aptece pytałam o lek to około 80 zł ... jest przebicie cenowe... do tego Acard 75 mg od owulacji do 12 tygodnia ciąży, heparyna przez cała ciaze. Ciesze się, ze nie musimy czekać i możemy zacząć działać już, w końcu mam już 49 dzień cyklu, wiec okres liczę, ze będzie niedługo. Trzymajcie kciuki dalej. Jak macie jakieś doświadczenia z intralipidem, to piszcie w komentarzach. Nie powiem, nadzieja jest, święta w trójkę 🥰
Noce to znowu jakiś armagedon. Siada, płacze,woła kota (przez sen), pada i spi, albo płacze przez sen tak długo az ja zabiorę. Chyba żeby, ale po natężeniu objawów, pewnie wychodzą wszystkie razem, łącznie z ósemkami.
Zaczeła jeść dużo więcej. Śniadania- różnie. Czasami nic, czasami dwa gryzy, czasami normalnie. Ale o 12- zawsze zupa +piers x2, 14.30/15 obiad, 16/17 podwieczorek- zawsze solidny, żadna przekąska, dodatkowo jak tata wraca z racy zdarza jej się zjeść z nim (ostatnio ćwierć płata łososia), ok.19 kolacja, piersi do spania, w nocy dużo mleka.
Przed wczoraj do szewskiej pasji doprowadziła mnie babcia "koleżanki" od Hani. Spotkałysmy się na spacerze i ta dała Hance petisia lubisia. Tłumacze jej, ze my nie dajemy Hani takich rzeczy, tym bardziej jako zapychacz między posiłkami. Ta mi odpowiada, że oni "wciskają marysi deserek tak". I kij, jak Hanka to zobaczyła, że papierek, ze błyszczy, ze szeleści, to rozmakowała. Nie zjadła, ale tym zasranym dżemem wysmarowała ledwo wyprana tapicerke wózka. Miałam ochote wrocic do babci marysi i trzepnąć ja tym lubisiem. Ludzie są nieodpowiedzialni. A gdyby mloda była np. alergikiem i nie mogłaby jesc takich rzeczy, albo cukrzykiem? Bezmyślni.
A podpowiedzcie ile razy w tyg gotujecie mięso na obiad? Ja trochę boję się dań bezmięsnych/bezryb, że się nie naje.
Chodzenie przybiera na sile- przechodzi międzi kanapą a stolikiem (cały czas trzymając się czegoś jedną ręką), sprężynuje na nóżkach, stopy łanie przylegają, Natomiast czytałam ostatnio o wstawaniu, u mamyfizjo.- napisała, że na początku dzieci wstają na obu nóżkach, Hania wstawała od razu z kolana. Po schodach wchodzi (na czworakach) nóżkami na przemian gdzie tylko się da.
Wchodzi na jeździk. Nie chce raczkować po piasku ani trawie.
Próbowałam jej ostatnio przymierzyć buty... O rety, nie wiem jak my je kupimy. Myślałam, że kupimy dopiero zimowe, ale chyba jednak będą potrzebne na teraz trzewiki. Kupowała któraś z Was emelki przez internet? I na zimę jakie wybieracie buty? Czytałam, że powinny być do kostki?
Mamy odroczone szczepienie i nie mamy się kiedy umówić. Na szczepienia nie przychodzi po 5 osób,ale nie odwołują wizyt i tym sposobem my nie mamy się jak zapisać.
Od dzisiaj przechodzę trochę na dietę, tzn bardziej na zasadzie ograniczania się.
10 tygodni i 3 dni 
Waga: coś ok 6kg
Wzrost: 56-62cm
Tydzień temu mieliśmy wizytę u neurologa. Od pierwszego wejrzenia pokochałam tą kobietę
, widać było że to jej powołanie, udało jej się nawet wywołać uśmiech u Jasia, co do tej pory udawało się tylko mnie i Mężowi
. Ogólnie powiedziała, że Jaś bardzo dobrze się rozwija pod względem neurologicznym, co prawda ma lekkie napięcie mięśniowe z lewej strony, ale doktor pokazała nam ćwiczenia do robienia w domu, które to napięcie zniwelują
. Kolejna wizyta w okolicach 7 miesiąca, przed wizytą mamy zrobić USG przezciemiączkowe.
Wczoraj mieliśmy pierwsze szczepienie, na szczęście tym razem nic nie wyszło, pediatra zadowolona, Jaś zdrowiutki, więc decyzja: szczepimy! Dobrze, że Mąż był ze mną i trzymał Jasia bo ja bym chyba go schowała pod bluzkę
. Jaś był aż purpurowy od płaczu, ja też prawie się popłakałam. Pielęgniarka poklepała mnie po plecach i powiedziała, że jestem dzielna bo rodziców zawsze bardziej boli niż dziecko
.
Na szczęście dostaliśmy od neurolog zaświadczenie uprawniające do bezpłatnych szczepionek skojarzonych 5w1, bo gdyby miał dostać zwykłe to chyba bym tego nie przeżyła... Dostał jeszcze szczepionkę na WZW i pneumokoki. Po wszystkim Jaś wtulił się we mnie i zasnął tak mocno, że nawet nie obudził się gdy po 30 minutach od szczepienia ubieraliśmy go na powrót do domu
.
Strasznie bałam się tego szczepienia, a raczej tego co będzie później. Czytałam różne opinie o dolegliwościach dzieci po szczepionkach, zaopatrzyłam się w paracetamol w czopkach i sodę na okłady.
Okazało się, że to wszystko (odpukać!) było całkowicie zbędne
. Nasze Dziecię oprócz ogromnej senności i nieco mniejszego apetytu nie ma żadnych dolegliwości, zupełnie jakby nic się nie stało
.
Jest pogodny i uśmiechnięty, nie ma gorączki, na nóżkach ma tylko małe kropeczki tam gdzie było kłute. Wczoraj miał dużą potrzebę przytulania, zasypiał na mnie i nie dawał się odłożyć, taki przytulak, nie ukrywam, że lubię gdy to robi
.
Jestem dumna z Niego, że tak dobrze to zniósł 
Jestem już prawie 5 tygodni bez metizolu, trzymam się dzielnie choć oczywiście kilka razy dziennie męczą mnie natrętne myśli o nawrocie choroby. Jeszcze nie byłam na badaniach krwi. Póki co badam ciśnienie żeby wyłapać czy puls nie szybuje w górę. Wizytę u endokrynologa mam dopiero za miesiąc i zastanawiam się ile jeszcze wytrzymam z badaniami. Chciałabym jak najdłużej. Nie chce już męczyć moich biednych żył...
Poza tym to mój 3 dc. Cykl z laparoskopią trwał 28 dni (moje cykle ostatnio około 26) także wszystko wygląda ok. Oczywiście poza bólem... jest bardzo źle. Okropny ból kręgosłupa, nóg, rwy kulszowej, brzucha, całej miednicy... normalnie koszmar. 3 razy dziennie piję nimesil, zaczęłam od dexac sl ale nie podołał. Do tego no-spa łykana jak dropsy.
Trafiały mi się bolesne miesiączki ale zazwyczaj jeden, dwa proszki przez max dwa dni i był spokój. Ostatnio w ogóle było lepiej. Potrafiłam wytrzymać cały okres bez leków czy tam na jakimś paracetamolu. Dlatego teraz takie zderzenie z bólem trochę mnie dobiło. Mam nadzieję, że to chwilowe i wkrótce będzie lepiej, a nie gorzej.
Rana pooperacyjna wygląda już całkiem schludnie. Początkowo panikowałam, że mam pępek frankensteina ale teraz widzę, że jest całkiem ładnie
za chwile nie będzie śladu 
No i najważniejsze: zaczęłam antykoncepcję przed ultra długim protokołem. Nie poddaję się! Jeszcze zawalczę o moje dziecko!
Wczoraj rota dopadla mnie. mysalam, ze umre. wieczorem dreszcze i totalny bol wszystkich miesni i kosci. poszlam spac o 19. wstalam jak nowo narodzona.
Ola tez juz wrocila do formy. dzis na sniadanie nawet zjadla 2 jajka na miekko!!! w srode nic nie zjadla, tylko pila wode i mleko, a wczoraj juz zjadla 3 miski krupniczku. wiec wraca do formy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2019, 12:40
Mam za sobą długa noc. Chyba nigdy nie mialam tak bolesnej @. Normalnie jeczalam z bolu, mąż mi przyniosl miednice bo myslalam ze bede wymiotować z bólu. Ogólnie mam bolesny pierwszy dzien ale zawsze do przezycia. Czy to możliwe, że to przez scratching endometrium i histero? Może zluszczylo sie to co zle? Tak sobie tlumacze, bo dziś juz nie boli, ale leje sie jak za licealnych czasów. Po nocnych ekscesach nawet nie pojechalismy na badania kariotypow i kirow. Pojedzie się w środę. Planuje zatestowac z kubeczkiem menstruacyjnym w tym cyklu. Skoro prawdopodobnie ostatni naturalny to co mi zalezy. Nie wiem tylko jak go włożyć.
Dzis w pracy mile zaskoczenie. Dostałam przedluzenie umowy na czas nieokr. plus 250 zl podwyzki. Szef nawet nie wie, że pomoże nam z in vitro. Fajny chłop hehe. Jak do tego dodac te kilka stowek z drugiej pracy to może z torbami nie pojdziemy, choć 2 wesela sie szykuja jeszcze w tym roku i wyjazd na weekend, wiec kasa plynie caly czas.
Piątek 23 dc / 27 cs
Dziś zrobiłam kolejne badania potrzebne do histeroskopii: cytologia i w kierunku chlamydii. Za 2 tygodnie powinien być wynik. Pozostał tylko posiew na ok. 1 miesiąc przed zabiegiem. Wykonam go w II połowie listopada.
W trakcie pobierania kolejny raz usłyszałam że mam bardzo wąski kanał rodny. Człowiek coś tam w życiu stara się czytać a i tak pierwsza myśl na fotelu "no tak, pewnie sperma się tam blokuje, pływaki nie mogą się przedostać," umieraja" i dlatego rano zazwyczaj wycieka wszystko ze mnie, no i nie ma ciąży
Ale głupia baba ze mnie. Człowiek już nieracjonalnie myśli przez te starania. Przed 40 całkiem chyba zgłupieje. Matko, Boże chroń mój mózg i ześlij w końcu tą ciążę!
Dodatkowo ostatnio zastanawia mnie ten słynny śluz kilka dni po owulacji jak się zajdzie w ciążę. Kilka razy taki miałam, nawet w tym cyklu, ale trwa 2-3 dni i koniec. I faktycznie jest go bardzo dużo, uczucie wilgoci etc nawet wtedy się cieszę, ale zawsze znika. Czyli co, kolejny znak z organizmu że z ciąży jednak nici? Czy on jest faktycznie takim wyznacznikiem?
W sumie to jest już weekend, kieliszek wina na wieczór możnaby się napić... Ale mam opory. Czemu? W sumie nie wiem. Jakaś nadzieja może, że jednak, że jakimś cudem w tym cyklu, że mimo braku śluzu ciążowego, wszelkich wczesnych objawów. Tak, to chyba ta nadzieja, ale już zdecydowanie niska, malutka.
Jestesmy w górach, w pięknym drewnianym domku, a ja jakoś nie umiem się z tego cieszyc. Wczoraj bylismy na ślubie znajomych i od razu myśl: zaczna sie starac o dziecko. Co zrobimy jak nam powiedza? Mój mąż też ma takie myśli. Nie potrafimy już cieszyć sie szczesciem innych. Przykre to, ale tak jest. Nie jest to zdrowe ani miłe. Śluby przypominaja mi o moim slubie, jaka byłam wtedy szczesliwa. Tak szczesliwa, że sama nie dostrzegalam nieszczęścia innych par. Nie chciałam go widzieć. Teraz inni nie widza naszego nieszczescia.
Dzisiaj reszta naszej ekipy poszla na wycieczkę, ja, pod pozorem pracy zostałam w domku. Gapilam sie na góry, wygrzewalam na sloncu. Myslalam że przyniesie mi to ukojenie, ale zmeczyl mnie ten dzien. Czuje taki wewnętrzny niepokoj. Pewnie przez pms, jutro lub e niedziele powinna przyjść @. Taka @, która nie jest staraniowa, bo mialam histero, więc nie bedzie oplakana.
Ech wiem, czemu humor taki do dupy. 2 tabletki estrofemu dziennie i huśtawka hormonow murowana. Do tego glowa cmi codziennie.
W poniedzialek robimy kiry i kariotypy. Mąż już nie może sie doczekac.
- To jak zrobimy te "kory" to mozna zacząć stymulacje?
- Nie kochanie, mam usg w 11dc, lekarz chce zobaczyc jak na priming zareagowalam.
Wcześniej zawsze robil badania, ale czasami krecil nosem. Teraz sam wypytuje. To ciagle czekanie daje już sie we znaki.
Modlę sie do sw. Kingi. To moja patronka i mam taka teorie, że ta księżna dlatego cale życie żyła w bialym małżeństwie z Bolesławem Wstydliwym, bo nie mogli miec dzieci, ale mowili, ze ksiezna jest tak pobozna ze nie chce wspolzycia. Jakos nie leżą mi modlitwy do sw. Rity. Co ta swieta miala wspolnego z nieplodnoscia? I nagle mnie olsnilo: módl sie do swojej patronki! No i modle się.
no i mamy oficjalnie 1 dc
zastrzyki zaczynam od jutra zgodnie z planem bo nie będę ryzykować i zobaczymy co lekarz odpisze 
@Niki345 obawy wynikają z tego że lekarz kazał przyjść 6 dnia, ewentualnie 5 lub 7 żeby zobaczyć jak zareagowałam i ewentualnie zmodyfikować dawki leków ale nie przeskoczę tego i zostaje mi mocno wierzyć że będę stymulować się książkowo i w tym 8 dniu będą takie jak powinny
dzisiaj już jestem spokojniejsza i nie panikuję jak wczoraj
13+0 (14 tc)
Jeee! Zaczęliśmy 2 trymestr!
Jak ten czas szybko leci!
Dziś mieliśmy badania prenatalne. Wszystko wyszło bardzo dobrze! Przezierność karkowa 1,7 mm (drugi wynik 1,5), crl 65 mm, fhr 159. Kość nosowa obecna i długośc w normie, pępowina trójżylna, kręgosłup piękny, serduszko ma 3 płaty, mózg dwie półkole, czaszka ładna, żołądek schowany w brzuszku, wszystkie łokcie, kolana, stópki, paluszki obecne.
Leniuszek tylko by spał. Trzeba było go pobudzać aby się przemieścił. Ale on tylko połykał płyn owodniowy i trochę pomachał rękoma. Oby po urodzeniu był taki grzeczny 😁
Tak to On! Chłopiec! Mój synuś! ♥️
Abonamentu już nie mam dlatego nic nie uaktualnieniam.
Teraz mam od połowy listopada combo wizyt.
14 listopad Białymstok przychodnia patologii ciąży
18 listopad diabetolog
20 listopad ginekolog NFZ
22 listopad ginekolog prywatny
7 grudnia endokrynolog
Przelano mi 80% pensji zamiast 100... Trzeba wiecznie kłócić się o swoje 
Ale jestem szczęśliwa ♥️♥️♥️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.