24cs. 13 dc.
I tak to mija 2 lata odkąd podjęliśmy starania o Maleństwo. Pierwszy rok był taki na luzie. I dokładnie rok temu udało Nam się zajść w ciążę. 8. 11 zobaczyłam II piękne kreski na teście. Dokładnie wiem kiedy nastąpiło zapłodnienie bo był to jeden seks w cyklu. Szczęście potrwało do 23.11. W 6 tyg straciłam ciąże.
Wracając do obecnego cyklu. Ovufriend pokazuje owulacje na jutro/pojutrze. Test owu z kreska dość wyraźną ale wciąż negatywny. Powtórzę wieczorem.
Poki co działamy. Dziś jeszcze powtórzymy. I pozniej dopiero z moim K widzę się w piątek.
A w piątek mam wizytę u ginekologa. I będę wiedziała na czym stoimy ☺️
Napisałam maila do immunolog z prośbą o zalecenia i plany dalszego leczenia mojego ANA. Czekam na odpowiedź. Liczę że w tym temacie także się coś zadzieje. Bo czekam już od lipca na jakiś krok w tym kierunku. Ale cały czas byłam odsyłana do naprotechnologa. Napisałam jej wprost że znalazłam fajną ginekolog i chce aby to ona mnie poprowadziła.
Tak więc czekam piątku. A później testowania. Trzymajcie mocno kciuki żeby i ten listopad okazał się dla mnie szczęśliwy i żebym jednak została Mamusią lipcowego dzidziusia ❤️✊☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2020, 11:45
Wczoraj byłam na kolejnym usg. Endometrium jakoś tak rosnie. 11 dc - 7.7 mm, 13 dc - 8.2 mm. Pecherzyk juuz duży. Doktor przewidzial owilacje na noc i miał racje, bo już ją czuję. Czyli priming zadzialal, pierwsza faza sie wydluzyla.
Wczoraj poznaliśmy przyczynę naszych niepowodzeń - mam kir BX, brak prawie wszystkich kirow implantacyjnych. Mąż ma zrobić jeszcze HLA-C. Prawdopodobnie będzie transfer z accofilem. Ależ życie pisze scenariusze. Jak tylko przeczytalam na forum o tym leku to byłam zdecydowana przeciwniczka. Że za silny, zniszczy zdrowie. Ale wczoraj mąż przekopal internet i accofil niekoniecznie taki zly jest, trochę jednak obrosl w mity. Zdecyduje się na niego jeśli tak ma być. Dostaliśmy wszystkie papiery i liste badań. W sumie mamy wszystko oprócz usg piersi. Mamy sie zgłosić 18 dc. Biorąc pod uwage że na kariotypy czeka sie 4-8 tygodni, transfer pewnie będzie w styczniu. Ale moze uda sie w grudniu, zobaczymy.
Wiadomość o kir wbrew pozorom mnie nie dobila. Wreszcie znamy przyczyne. Wiemy na czym stoimy, nie musimy sie ludzic i zwlekac z ivf. Wczoraj bylam na koncercie, wyspiewalam sie wybawilam. Mialam stresujacy tydzien, bylo mi to potrzebne. Dziś wesele kumpla. Beda ludzie z bylej pracy którzy wiedza że mamy problemy. Nie chce sie z nimi widziec bo beda patrzyc tym wspolczujacym wzrokiem. Byleby tylko przetrwać ten dzień. Jakoś to bedzie. Jakoś to wszystko sie ulozy. Niech sie dzieje wola nieba.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2019, 08:29
Wczoraj stuknęlo nam 6 tygodni!! Koniec połogu:o wizyta w środę.
We wtorek bioderka a w środę szczepienia. Szczepionka już dostarczona do przychodni.
Teraz o dzieciach !
Oluś słodziak,wystarczy że się uśmiechnie i wszystko mu się wybacza
lubi spać, najbardziej na kimś lub przy cycku;p w dzień na bujaczku A wieczory to pobudki na cyca lub siedzenie ze mną a na noc lądujemy w.trojke w lozku;p. W sumie rytmu nie ma bo wczoraj spal od rana do 14,dzisiaj jeszcze spi,ale wstanie pewnie zaraz z nami.Jest coraz bardziej ciekawski,rozgląda się,cieszy,zaczyna wydawać fajne dźwięki
jest bardzo ruchliwe,główkę targa do góry i jak nie krzyczy to jest pogodnym,małym ksieciuniem 🥰
Polą jest zakochana w bracie nadal. Pomaga mi,rozczula się nad nim,śpiewa mu. Jak widzi,że płaczę a ja coś robię to mu śpiewa,daje smoczka,przytula.💕 ostatnio ma czas na "mamunie","mamusie" 
I stwierdzam,że mam najfajniejsze i najsliczniejsze dzieciaczki 
Ja się wzięłam porządnie za siebie. Dieta,ćwiczenia,od czwartku w końcu Choda
do tego szyję chociaż tu jest ciężej od kiedy Olo wieczorami się wybudza.
Jestem na kolejnym antybiotyku (silnym) na ósemke, po tym jak już buzi nie mogłam otworzyć i ropa poszła na ucho i gardło:/już jest ok,o niebo lepiej,a 26 ide na spotkanie w sprawie wyrwania....boję sie🙈
Trzeba wstawać bo niedługo teście, to trochę sobie porobie w domu a później spokój i cisza w domku bo ma lać
Pisałam o takiej grupie, którą tworzymy z dziewczynami z kliniki. Jest nas 7, jedna już zdążyła zmienić klinikę. Nie zmienia to faktu, że to, poza ovufriendem - solidne wsparcie. Teraz 6 jest już w ciąży. W ubiegłym tygodniu wyszły dwie pozytywne bety. Ta z najbardziej zaawansowaną ciążą będzie rodzić w marcu. No i zostałam sama na placu boju. W tej konkretnej grupie. Zrobiło mi się przykro. Tak po prostu. Cieszę się ciążami dziewczyn, wywalczone, wystarane, ale chyba nikt nie lubi zostać sam na placu boju?
Wrzucam niżej linki do artykułów o metforminie i nasieniu. Przy okazji, ten lek, co mam mieć z niego wlew to lacipil. Słyszał coś ktoś? No i między mną a Mężusiem trwa debata, kiedy startować z ivf.
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4200661/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26166607
http://scielo.br/scielo.php?script=sci_arttext&pid=S1984-82502016000400591
https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fendo.2018.00675/full
https://www.jrmds.in/articles/metformin-effects-on-abnormal-semen-parameters-in-patients-with-metabolic-syndrome.pdf
Mutacja PAI 1 i metformina: https://szaregeny.pl/gen-pai-1/
ja już po telefonie do doktorka... wiem tylko tyle że transfer jutro 
początkowo załamka, jakbym dostała obuchem w łeb bo na pytanie "czyli jednak jest źle że jednak jutro" usłyszałam "tak sugerują embriolodzy, porozmawiamy jutro" nie wróży zbyt dużej liczby zarodków ale nie dopytywałam bo słyszałam ze dr nie chce mnie stresować ani nakręcać a przecież i tak już nic nie zmienię... teraz po 2 godz od telefonu mam podejście: zajebiści. że w ogóle mamy co transferować bo przecież najbardziej się bałam scenariusza że nic się nie zapłodni... moje przypuszczenia, że nasienie może nie dać rady sprawdziły się gdzieś w połowie
ale w sumie jakbym miała 10 zarodków to by mi życia nie starczyło żeby je odebrać
mimo, że nie jestem specjalnie wierzącą osobą to tym razem się modliłam o tyle zarodków ile będę w stanie przyjąć więc liczę, że tak miało być
zawsze wychodzę z założenia i życie nie raz mi to potwierdziło, że nic co mnie spotyka nie dzieje się przez przypadek i nawet jak w danym momencie uważam że to najgorsze co mnie spotkało to za jakiś czas się okazuje że to było po coś więc mocno wierzę, że i tym razem tak będzie! że mój mały niepodległościowiec którego zabiorę do domu da radę u mamy a nie w inkubatorze a czy będzie miał rodzeństwo to już nie jest zależne od nas...
także jutro ok 11 zabiorę mojego najważniejszego kropka do domu!!!
Nie jestem w ciąży pomylka
W poniedziałek w 30 dc byłam w klinice pobrać krew, zrobiono mi też usg, okazało się że jest dość spory pęcherzyk 23mm i albo jest to pęcherzyk owulacyjny albo mała cysta. We wtorek gdy były już wyniki okazało się, że LH jest wysokie i lada dzień dojdzie do owulacji ok.30-31 dnia cyklu czyli bardzo późno. Na ogół miałam owulacje w 17 dc. W 34 dc byłam umówiona na biopsje, strasznie się stresowałam, że wcześniej dostane okres i do badania nie dojdzie. Na szczęście się udało. Teraz ok 2-3 tyg czekania na wyniki. Z badań na krzepliwość okazało się, że wszystko jest porządku. Pani dr powiedziała, że czekając na wyniki możemy przygotowywać się do kolejnego transferu. Jeśli wyszły by podwyższone komórki nk dostane kroplówkę przed transferem, a jeśli wyjdzie jakieś zapalenie to do transferu nie dojdzie i będę musiała zaprzestać brania estradiolu. Może rozsądniej byłoby poczekać na wyniki biopsji, ale my jesteśmy niecierpliwi i nie chcemy tracić czasu tym bardziej, że klinika w grudniu na tydzień przed świętami nie robi już transferów. Nie sadziłam, że w tym roku będziemy mieli jeszcze szanse podejść do transferu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2019, 13:13
Pisanie zawsze pomagało. Bawiło, leczyło, odstresowywało, zachowywało cenne chwile. Rok prawie nie pisałam. Gdzieś, coś, ukradkiem, strzępkiem, na kolanie, ale nie tak porządnie.
To był trudny rok. Chciałabym napisać, że trudny, ale piękny. Ale nie. Ten rok był po prostu trudny. I nadal jest.
(...)
Myślałam przez chwilę, że słowa same przyjdą... ale nie. Przychodzą różne, a ja nie wiem, które są moje, naprawdę nie wiem. Albo, co gorsza, wiem, a nie chcę wiedzieć. Nie wiem.
===
Chłopcy, Synkowie moi, są wspaniali. Wykończyć potrafią, jak mało kto i co... ale to cuda. Wit coraz bardziej rezolutny, Jaś nadal niezwykle pogodny. Kochają się... i gryzą, drapią i przytulają. Wita wiosną męczą pyłki (alergia olcha/brzoza), Jasiowi w pierwszych miesiącach życia musieliśmy pomóc trochę ćwiczeniami fizjo... ale poza tym, odpukać, zdrowie im dopisuje.
Z innych inszości... Wit zaczął przesypiać nocy mając 3 miesiące bez 3 dni (22-6). Jaś, mimo skończonego roku, nie spieszy się by pójść w ślady brata
Może dziś?
Wypiłam za mało aby zapomnieć, za dużo aby kontrolować własne myśli.
Ciąża biochemiczna.. za mało aby zostać matką, za dużo aby o tym nie myśleć. Słynne II..
Dlaczego ze mną nie zostałeś dzieciaku? Co robię źle?
Obiecuję, że będę się starać na maxa, że będę mamą jakiej sama nie miałam, tylko zostań ze mną. Zostań z nami..
Rozpadam się na tryliard kawałków.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2019, 11:29
16 dc
Od jutra biorę Duphaston w weekend nie mierzyłam temperatury bo byłam u rodziny odpocząć. Nie było jak nawet zmierzyc. Chyba coś mnie bierze bolą mnie płuca 
A owulacja nawet nie wiem czy była. Postanowiłam odpuscic. Nie ma co się nakręcać i wariowac. Dobrze mi zrobił ten weekend poza domem. Wszystko sobie poukładałam i wymyśliłam plan. 3 grudnia idę do mojej gin i poproszę ja żeby zleciła mi więcej badań. A teraz daje na luz. Co będzie to będzie.
W poniedziałek 28 października o godzinie 9.18 urodził się nasz Cud,córeczka Emilka.
Waży 3150,ma 52 cm i dostała 10 punktów.
Od razu po wyjęciu z brzucha,głośno płakała.
Jest przecudowna,perfekcyjna, niesamowita.Cały czas wpatruję się w tę kruszynę i nie mogę uwierzyć że jest,że spełniło się moje marzenie,że doczekałam się takiego Cudu.
Jestem przeszczęśliwa!!!
Bardzo dobrz zniosłam cesarkę,szybko zaczęłam ruszać nogami a po 8 godzinach wstałam.
Rana po cięciu boli,ale wiadomo że musi,a ten ból rekompensuje widok spełnionego marzenia.
Najpierw chcę podziękować każdej za komentarz, dziękuję, że jesteście, że trzymajcie kciuki i przede wszystkim, że ktoś mnie rozumie 
6dc
W sumie nie wiem czy mam jeszcze okres czy nie... Podpaska brudna od śluzu jakby płodnego brudnego brązem (dziwne) ale jak się podcieram to na papierze zostaje również smuga jasnoróżowej krwi...
Zaznaczę to chyba już jako plamienia bo nie ma tego super dużo. Nie wiem zresztą 
Głupia ja... Zrobiłam wczoraj test ciążowy... Ale ten dziwny okres namieszał mi w głowie i do tego poprzedniej nocy obudziłam się z odruchami wymiotnymi, rano to samo i cały dzień mnie mdliło ostro, nie chciało mi się jeść i głowa mnie bolała.. ale wyszła oczywiście jedną kreseczka 🤣
Dziś jest już o wiele lepiej, powiedziałam narzeczonemu, że na ten cykl się nie nastawiam, że się uda, że traktuję go jako eksperymentalny przez ziółka i czekam na wyniki nasienia mojego i moje wyniki cytologię i jak się dowiedziałam, że też kolposkopii ;p
Zmartwiło mnie poinformowanie przez ministra zdrowia, że brakuje od chuuuuja leków... W tym, większości, które bierzemy my z tego forum... A jest nad tu pełno... Tragedia...
Boje się też o tatę bo jest cukrzykiem, pozawałowcem i co?! Jego leków brakuje!!! Na moją insulinooporność biorę to samo co tato na cukrzycę... To jest żenada, że w tym wieku brakuje podstawowych leków!!! PODSTAWOWYCH!
No nic, mam nadzieję, że szybko znajdą ku temu rozwiązanie a najwyżej będę leki tacie sprowadzać z de, dobrze, że mam choć taki luksus mieszkając tu.
Miłego dnia 
Dzisiaj telefon i nie wiem czy bardziej się cieszę czy boję....
Jak na razie fatalnie znoszę duże dawki progesteronu (300 mg jednorazowo- 200 luteiny dopochwowej i 100 besins łącznie 3 razy dziennie) od pierwszej dawki jakieś 2 godziny po przyjęciu luteiny i bensins jestem nie do życia... Mam tak okropne zawroty głowy że nie jestem w stanie siedzieć a co dopiero stać czy chodzić...
Czuje się jakbym wypiła z pół litra wódki, śmigło w głowie i trudności z podniesieniem ręki czy czołowy
Muszę leżeć i za każdym razem kończy się to drzemką, godzina snu i wstaje i jest wszystko ok
Po wizycie u gina odstawilam od razu leki, nie czekalam na wyniki bety. Zrobilam bete pro forma po 48h byl nawet lekki przyrost-wtedy lekarz kazal przerwac. Dwa dni pozniej dostalam brunatnych plamien, a w sobote sie zaczelo. Skurcze miesni i ronienie, kladlam sie i co chwile chodzilam do wc kiedy to wydalalam z siebie tkanki. Wzielam nospe max, ketonal i termofor. Obawialam sie gorszego. Stracilam duzo krwi i nadal ja trace, ale ogolnie fizycznie czuje sie na silach. Dobrze ze to wszystko dzieje sie w weekend..
Mam poczucie besilnosci, obawiam sie ze cos u nas szwankuje z genetyka..ale co?
Jestem wsciekla na caly swiat
Piątkowa wizyta dała mi sporo do myślenia ale raczej zamartwiam się co może być jeszcze ze mną nie tak skoro wszystko wydaje się być w porządku 
Wyniki mojego męża są super jak powiedział gin z takimi wynikami śmiało ciąża naturalna a do iui to już wgl są świetne. Przynajmniej o męża nie muszę się martwić.
Ja: I tu się zaczyna... Niby wszystko dobrze bo szyjka czyściutka, trzon macicy jak to powiedział lekarz ''jak nowy'', macica czysta bez zmian. Pod znakiem zapytania stoi moja owulacja. Lewy jajnik cisza, prawy jajnik pęcherzyk ale nie wiadomo czy pękł czy ma pęknąć czy nie pęknie. Ogółem bez sensu i nic nie wiadomo.
Plan gina był taki bym spokojnie poczekała jeszcze do wakacji z iui i próbowała naturalnie. Po operacji płodność musi dojść do siebie i nawet po wycięciu mięśniaka może to trochę zająć. Tyle że ja nie chcę już tak długo czekać. Do wakacji bd już o rok starsza
zatem zmiana planu. W grudniu zapisałam się na monitoring z racji niewiadomej owulki. Gin chce jeszcze zobaczyć i w razie czego stymulacja. Jeśli owu będzie to startujemy z iui. Poza tym nie mamy innego planu. Martwi mnie że wszystko ok a jednak coś jest nie tak że tej ciąży nadal nie ma i to wiadomo że ten problem tkwi po mojej stronie
Co jest nie tak?
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 listopada 2019, 14:05
Dzień zaczął się dobrze... I nie wiem czemu wszystko runęło... Mam straszne wahania nastroju.. w jednej chwili myślę pozytywnie i snuję plany a za chwilę żyć mi się odechciewa... Co chwilę łzy napływają mi do oczu i powstrzymuje się żeby nie płakać bo po co? Zafarbowałam sobie rano włosy bo miałam już meeeega odrosty, aż wstyd 🤮
Wyregulowałam brewki, chyba muszę powtórzyć sobie testosteron bo wydaje mi się, że szybciej mi włosy na ciele rosną i pojawiają się też w miejscach w których ich wcześniej nie było ;p
Ciągle myślę o tym cyklu, staram się nastawiać, że to nie ten cykl, podejść do tego na spokojnie a za chwilę się napalam, że to będzie ten cykl a jeszcze za chwilę łapię doła, że napewno nie ma szans.... Kur*a
Jestem poje****
Chce już mieć te wyniki mojego w rękach i zobaczyć jak to wygląda bo ta niepewność mnie wykończy w końcu... Ale już blisko ;p
Narzeczony coś się skarży że go jądro boli, a w sumie hmm z tyłu jakby jąder nie wiem nawet jak to opisać, oglądnęłam je, wymacałam i nic niepokojącego nie wyczułam, dobrze że wyniki mają przyjść i pójdzie do andrologia , może też w krwi mu coś wyjdzie bo miał robione razem z nasieniem, USG miał niedawno i wyszło dobrze więc mam nadzieję, że po prostu czas na zmianę bielizny bo trochę mu się przytyło w ostatnim czasie a majtki mają rozmiar dalej S-M ;p
Ciąża zakończona 19 listopada 2019
Mam ciężki okres w pracy. Stres mnie zjada. Przygotowania do ivf to nie najlepszy czas na stres w pracy, ale tym bardziej na jej zmianę. Maz dZwonil do kliniki i okazuje sie ze 24.12-2.01 maja przerwe więc naszej ivf musi byc w styczniu. Ciężko nam z tym. Znów czekanie. Mój mąż zaczął znów jeździć na rowerze do pracy. Stwierdzil, że jemu jest wiecznie gorąco i pewnie przegrzewa jądra. Kiedy dostalam teraz @, to jednak poplakalam sobie wieczorem i mówiłam że to moja wina. Mąż zakazal mi tak mówić, powiedzial że wina jest niczyja i może to jego spermatozoidy sa za słabe żeby walczyć z moim organizmem. Wzial to chyba do siebie stąd ten rower. Poza tym stwierdził, że 2 lata temu, kiedy nam sie chyba na chwile udalo, jezdzil właśnie do pracy na rowerze. To był nasz 5 cykl staran. Pamietam że kolega z kolezanka podeszli do mnie w pracy i mowia: jesteś w ciąży. Przyznaj sie, to widac, widac na twarzy. Powiedzialam im ze bzdury gadają. Bylam pewna ze nie, bo dzien wczesniej akurat test robilam. Ale @ sie spozniala o tydzień i postanowiłam nastepnego dnia rano powtorzyc test. Widzialam jakis cien cienia, ale olalam to. Myslalam ze to ma być gruba krecha. Poszlam do kuchni robic herbate a maz wszedl do łaZienki i pyta ile ma być kresek. Mówię ze 2. - No to sa 2! Pobieglam do lazienki. Byla 2 kreska. Na zegarku nie minelo 10 minut- nie minal termin ważności testu, krecha byla. Dosc slaba, ale widocZna. Nie pomyslalam nawet o becie, poszlam do pracy. Maz wyslal mi w środku dnia smsa ze czuje ze to to. Po przyjsciu z pracy krecha byla juz gruba i mocna. Pojechalismy tego dnia do moich rodzicow. Wymigalam sie od picia wina. Wieczorem robilismy jeszcze 2inne testy, za kazdym razem przed uplywem 10 min wychodzila druga kreska, ale juz dużo slabsza. Kladlismy sie spac z mysla: bedziemy rodzicami. Takie dziwne uczucie nas rozpieralo. W nocy dostalam okres. Bardzo obfity. To bylo duze rozczarowanie, pomyśleliśmy że testy kłamią, ze blada kreska to nie ciąża. Żałuję, ze nie zrobiłam bety ani zdjec tych testów. Mysle jednak że byla to ciąża biochemiczna. To byl grudzień 2016. Mogliśmy miec już 2 letnie dziecko. Ale widocznie tak mialo być. Może nie bylismy gotowi, moze dziecko byłoby chore. Moj maz teraz jeŹdzi na rowerze, a ja zaczynam sie modlić. Jakies slabe te moje modlitwy byly, nigdy tak naprawdę gorąco o ciaze sie nie modlilam. Teraz tylko Bóg moze nam pomoc. Wczoraj dzwonilam do polecanej bioenergoterapeutki. Okazalo sie, ze ona sama jest w szpitalu. Poprzedni bioenergo do którego się wybierałam umarl. Uznaje to jako znak, że bioenergoterapia nie jest dla mnie. Od dzisiaj szczerze się modle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2019, 17:25
6dc
5 dzień stymulacji
Dziś podglad usg i na lewym jajniku 4 pecherzyki a na prawym 8. Doktore mówi ze z czasem cześć odpadnie i finalnie będzie mniej. Największy miał 9 mm i Dr twierdzi ze super. Stymulacja dobrze dobrana - dalej tak samo. Endo 6 mm - nędza ale nigdy nie miałam z nim problemu wiec bankowo jeszcze urośnie. W piątek znowu podglądamy. W poniedziałek tez - pewnie ostatni raz i wtorek lub środa wypada punkcją. Cieszę się na maksa i w ogóle się nie martwię - to mnie przeraża bo wolałabym mieć jednak trochę dystansu żeby tak nie przezywać jak coś nie wyjdzie ale nie jestem w stanie sobie racjonalnie przetłumaczyć. Cieszę się i już.
Od wczoraj straszne ból głowy mam , nie wiem może to od duphaston ... A jeszcze kilka dni muszę go brać, pół dnia leżę albo śpię 
Co zrobić ? Odstawić to czy przetrzymać ?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.