zakochanaaw A może to pomoże? 28 listopada 2019, 11:28

Chyba ten cykl jednak bezowulacyjny :(
Mierze temperature o różnych porach i dziewczyny doradziły mi by mierzyć o równej, a jeśli się nie uda o tej samej to w zależności -0,05* lub +0,05* i spisałam sobie wszystkie temperatury, ustaliłam godzinę główna na 7:00 rano, i zrobiłam sobie wykres na kartce z tymi temperaturami już i przykro mi :(
https://zapodaj.net/35d577e1ccf08.jpg.html

zakochanaaw A może to pomoże? 27 listopada 2019, 23:55

Pokazałam narzeczonemu wpis jednej ze staraczek, którą już mocno łapie deprecha i stara się 14 miesięcy, narzeczony powiedział, że jak ona stara się tak długo to On to rozumie... A ja mu powiedziałam że by się w sumie staramy jakoś 36 miesiący a kiedy ja mam chwilę załamania to On tego nie potrafi zrozumieć... Po czym stwierdził, że według niego staramy się dopiero od marca tego roku odkąd znaleźliśmy dobrą ginekolog, która zajęła się nami i zdiagnozowała.... 🤦‍♂️🤦‍♂️🤦‍♂️ A wcześniej się nie liczy bo nie miałam owulacji 🤦‍♂️🤦‍♂️🤦‍♂️
Powiedziałam mu, że liczy się bo decyzję o dziecku podjęliśmy dawno temu i wtedy zaczęły się starania... Że przecież po ponad roku zaczęliśmy szukać przyczyny u ginekologów dlaczego wciąż nie zachodze i było po drodze kilku ginekologów zanim znaleźliśmy tą... Stwierdził, że rzeczywiście 🤣🤣🤣
A ja mu się przyznałam, że po kryjomu łykałam kwas foliowy na długo przed zaczęciem starań bo wiedziałam, że nadejdzie ten czas że się zdecydujemy na dziecko a często nie używaliśmy gumek i trochę liczyłam na najwspanialszą wpadkę 🤣🤣🤣 A On mi się przyznał, że dobrze wiedział, że biorę kwas foliowy!! Haha 🤣

Zosis Pamiętnik starań Zosi 5 października 2023, 07:56

28-my cykl starań, 2 dc, drugie podejście do IUI
No i przyszła 🐒, trzy dni spóźniona. Tym razem nie było mi przykro, czekałam na nią, wiedziałam że gdyby się udało zajść w ciążę to trzeba byłoby zgłosić gdzieś jakiś cud. Przed owu mieliśmy zakaz zbliżeń aż do dnia IUI, w trakcie owu – no cóż…

Plan na ten cykl jest dokładnie taki sam, jak na poprzedni.
- 3-7 dc letrozol,
- 10- 12 dc badanie estradiolu + monitoring (muszę dzisiaj zadzwonić i się jakoś umówić, ciekawie będzie, bo "najlepsze" dni na monit wypadają akurat w weekend),
- później jeszcze jeden monit, pewnie Ovitrelle dla pewności pęknięcia pęcherzyka ,
- no i IUI.

Robimy tylko jedną zmianę. Z punktu widzenia poprzedniego podejścia - kluczową. W dniu IUI zabawimy się w "szybkich i wściekłych" i będziemy dowozić nasienie do kliniki z domu. Stary ostatnio stwierdził, że "trudno, jak mnie Policja zatrzyma to powiem im gdzie jadę i jak muszą to niech wstawiają mandat, ale na miejscu, bo ja się nie zamierzam spóźnić, bo mam w słoiku zamknięte dzieci". 🤣 To będzie emocjonująca trasa - co prawda, teoretycznie mamy do kliniki jakieś max. 20 minut, a nasienie dostarczyć musimy w ciągu pół godziny, ale wiadomo jak to jest, jak się człowiek śpieszy - zawsze coś...

Staram się nie myśleć o tej inseminacji. W zasadzie chyba bardziej nawet Mąż ostatnio zagaduje o ten temat jak ja. A ja? Nie wiem. W sumie czuję się trochę wypalona. Jakieś takie surrealistyczne wydaje się być to, że w ogóle będę w ciąży. Oczywiście, suple łykam, dbam o siebie i suple Męża i podejdę do IUI, ale jakoś tak... Jakoś tak nie ma we mnie tych emocji, co ostatnio.

zakochanaaw A może to pomoże? 27 listopada 2019, 00:35

23dc
Wczoraj narzeczony zadzwonił do kliniki zapytać kiedy możemy się spodziewać wyników bo już minęło 4 tygodnie i pani powiedziała, że dziś w środę dopiero siądzie do nich jakiś profesor bo on jest tylko w środy itp. i on je przeanalizowuje.. także myślę, że w przyszłym tygodniu już chyba będą... Oby..
W piątek idę do swojego ogólnego lekarza wyprosić badania różne żeby mieć ładny komplecik do kliniki i mojej ginekolog. A koniecznie chcę zrobić progesteron zobaczyć na jakim jest poziomie itp. gdzieś tu na forum czytałam, że dziewczyna napisała że jeśli bolą piersi mocno po owulacji to może być za wysoki progesteron a właśnie ja mam problem z cycuchami bo mnie nakurwia*a ;p

inaa Mama,Tata i ...? 27 listopada 2019, 00:56

Zaczyna chodzić...

Moja najwspanialsza kokoszka.

Wiem, że teraz przez ten pamiętnik będzie wylewać się tęcza <3 haha, ale tak to czuje. W ogóle piszę tutaj by zachować wspomnienia- te lepsze i te gorsze.

Imprezka urodzinkowa w miare sie udała, ale wiecie jak to jest... szykowanie i ja cała sparzona, spocona, obiad ledwo udało mi sie zjesc póki go nie zabrali. Tylko wiecie co ? Mam to gdzieś - moje najcudowniejsze dziecie coraz bardziej mnie potrzebuje i coraz wiecej jest miedzy nami kontaktu.

Tydzien zleciał nam pod znakiem choróbska. Zaraziłam Jagunie katarem :/oh... pierwsza noc katarowa to masakra. Moje dziecie nie da sobie odciagnac, wytrzec ani psiknąć do noska. Indywidualistka :D ... po starym oczywiscie hehe.

Mega sie ciesze i mega jestem dumna z niej. Powinnam pisac tak od poczatku, ale dopiero moze ta depresja mineła i widze uroki tego całego macierzynstwa.

Wszystkim koleżankom z ovu i belly, które sa w drugiej i kolejnej ciąży bardzo gratuluje i trzymam kciuki <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2019, 00:58

21dc

Temperatura zaliczyła spadek w dół. W ogóle dziś mam ciężki dzień. Totalny spadek mocy, czuję się okresowo chociaż planowany dzień przyjścia @ będzie dopiero za tydzień w czwartek.
Dziś zdecydowanie dzień śpiocha. Ale lada moment idę na nocną zmianę, a rano idę na paznokcie więc położę się spać około 11.
Progesteron będę badać w piątek. To będzie 6 dpo. Wyczytałam że należy być na czczo. Pół biedy nie jeść w pracy, ale jak nie pić? No ale dam radę, bo z uwagi na pracę zmianowa zawsze mam problem z robieniem wyników, tym bardziej tych które muszę robić w danym dniu. Jutro chyba pojadę w końcu zarejestrować się do lekarza ogólnego, by zlecił mi w końcu badania z krwi. Gdyby nie to że kobiety w przychodni maja problem z podniesieniem słuchawki już dawno miałabym to za sobą. A tak to mogę dzwonić nawet 50x dziennie a i tak nikt nie odbierze.

inaa Mama,Tata i ...? 20 listopada 2019, 00:38

15 listopada 2018 godz. 10:10
Stres, ból, szczęście - no i płacz noworodka :)

Tak... to już rok. Niesłychanie ciężki dla mnie i męża rok. Szok poporodowy, babyblues, nowa rola, wyczerpanie, zaprzepaszczona laktacja, denerwująca położna, złote rady, kolki, nadwrażliwość ... pierwszy uśmiech, pierwsze jedzenie, pierwsze słowa, samodzielne siedzenie, pierwsze zęby, raczkowanie, wstawanie, wygłupianie, kombinowanie, stawianie na swoim, wymuszanie i w koncu swiadome MAMA.

Jagoda

Moja córka

Ma już rok

Zleciało? Z tej perspektywy tak, ale wiem, że nie :D.

Ciekawe co będzie dalej <3

21 DPO/4t+5d

No to na spokojnie po wczorajszej wizycie :-) Moja dziecina kończy dzisiaj 3 tygodnie :-P Jest jedna, wygląda na to że drugie jajco w ogóle nie pękło i dalej sobie siedzi w jajniku. Nie ma torbieli ani niczego niepokojącego tylko "lekko przejrzały" pęcherzyk. Zaczęłam się zastanawiać czy on sobie teraz nie pęknie przy rosnącej Hcg - przecież ovitrelle to właśnie Hcg! :-D Żeby się jeszcze nie okazało, że będę w dwóch ciążach, jednej o miesiąc młodszej :-P

Pęcherzyk jest ładnie zacumowany -wysoko- w prawym górnym rogu macicy, co podobno jest bardzo dobrą dla niego miejscówką.

Mam się już niczym nie denerwować, relaksować, odpoczywać, dużo spać, nie pracować, nie męczyć się, nie forsować. Nie robić na razie żadnych kolejnych badań, czekamy na serduszko. Pani doktor przeglądając moją teczkę medyczną stwierdziła, że jeszcze nie miała tak zorganizowanej i uporządkowanej pacjentki :-D Co ta ciąża robi z ludźmi!! Przecież ja zawsze byłam jednym wielkim wirującym huraganowym bałaganem :-D

Było mi miło, że szczerze ucieszyła się z tej mojej ciąży, wciąż powtarzała jak się cieszy mogąc mi przekazać takie dobre wiadomości. Ostatni raz widziałyśmy się między moją pierwszą a drugą operacją, miałam wtedy gigantycznego guza w macicy którego wszyscy przez jego ekspresowy wzrost podejrzewali o bycie złośliwym. Na szczęście był łagodny.

Na moje wątpliwości w sprawie łagodzenia niektórych dolegliwości, czy nie lepiej je znosić dla dobra ciąży, powiedziała coś, co bardzo mi się spodobało. Ciąża to ja. Nie ma mnie osobno i ciąży osobno. Jeśli ja cierpię, to cierpi ciąża. Ból, strach, zmartwienie, dyskomfort, wszystko to powoduje produkcję hormonów stresu, które są niezdrowe dla fasolki. Dlatego my ciężarówki musimy szczególnie dbać o swój dobrostan - psychiczny i fizyczny. Tak łatwo nam kobietom o tym zapomnieć ;-) Tak łatwo przychodzi nam poświęcenie...

:-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2019, 07:36

zakochanaaw A może to pomoże? 28 listopada 2019, 09:53

Haha no dziewczyny mnie też tym rozśmieszył 🤣 ale dzięki temu, że tutaj piszę, że mam Was czuje, że między mną a narzeczonym jest dużo lepiej ☺️ wypiszę co czuje tutaj a nie truję mu, On się nie denerwuje i możemy rozmawiać o wszystkim a nie tylko o ciąży... A już miał tego mocno dość, że ja tylko gadam o lekarzach, lekach, owulacji i ciąży...
****
Dziś mam 24dc
Od wczoraj pobolewa mnie podbrzusze okresowo? I rwą jajniki obydwa tak, że raz mnie zgięło aż a dziś przy kaszlu okropnie boli... Nie wiem co może być :/ na ciążę się nie nastawiam a nawet jak zacznę to mają przyjść wyniki mojego i zależnie jakie będą albo się napalę albo trochę zdołuje. Ale.. mimo wszystko czuję nadzieję, i na dobre wyniki i na świąteczny cud haha
Czuję też tak jak w poprzednim cyklu, że się nie załamię jak przyjdzie @ przyjmę to na klatę i po prostu będę znów odliczać dni do owulacji, do lekarza i tak w kółko Ehh 🤪

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 28 listopada 2019, 11:11

Wiem, miałam nie pisać i nie wchodzić do końca roku, ale zrobię wyjątek, bo mamy wyniki męża i chcę na bieżąco wszystko wpisać i "odłożyć" temat na półkę. Ogólnie ta przerwa bardzo mnie uspokoiła. Jeszcze niedawno byłam na granicy totalnej załamki, teraz temat ciąży został odłożony. Niestety w rodzinie pojawił się kolejny trudny problem - nowotwór w bliskiej rodzinie :( mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. U nas chodzą trójkami - przyszły niemal w jednym czasie. Śmierć babci męża, zmaganie z naszą niepłodnością, a teraz nowotwór u taty męża... Niech ten rok już się skończy. W tym roku życie uczy mnie intensywnie pokory i tego, że niczego nie można zaplanować. Trzeba brać na barki to co dostajemy i starać się iść dalej, chociaż nieraz jest ciężko.

Wracając do wyników. Mąż miał robione badanie 2 x w odstępstwie 1 godziny. Co dobre - ruch postępowy jest ok ;) zmiana niebywała w stosunku do pierwszego badania. niestety morfologia to tylko 2% w pierwszym badaniu i 4% w drugim.

Aglutynacja - pierwsze badanie - brak, drugie badanie - brak
Koncentracja plemników- pierwsze badanie- 25,1255, drugie badanie - 50 mln/mL
Całkowita liczba plemników w ejakulacie - pierwsze badanie - 75,375, drugie badanie - 11,00 mln
Ruch postępowy - pierwsze badanie - 65%, drugie badanie - 50%
Całkowita liczba plemników z ruchem postępowym - pierwsze badanie - 48,994, drugie badanie - 5,50 mln
Ruch całkowity - pierwsze badanie - 70 %, drugie badanie - 56%
Brak ruchu - pierwsze badanie - 30%, drugie badanie - 44%
Żywotność (test z eozyną) - pierwsze badanie - 84%, drugie badanie - 74%
Całkowita liczba plemników żywych - pierwsze badanie - 63,315, drugie badanie - 8,14 mln
HOS-test - pierwsze badanie - 81%, drugie badanie - 72%
Plemniki o prawidłowej budowie - pierwsze badanie - 2%, drugie badanie 4%
TZI (teratozoospermic index) - pierwsze badanie - 1,61, drugie badanie 1,60
Koncentracja komórek okrągłych - pierwsze badanie - 0,20, drugie badanie - 0,00 mln/mL
Koncentracja leukocytów peroksydazo-dodatnich - pierwsze badanie, 0,45, drugie badanie - 0,00 mln/mL
Ocena statusu chromatyny plemnika(Halo-spermtest): pierwsze badanie - 8%, drugie badanie - 12%.

Posiewy nasienia (ogólny, na mycoplasma i ureaplasma) - ujemne.

Nie mamy informacji o upłynnieniu. Nasz lekarz ma rozszerzone wyniki, pewnie dowiemy się więcej 11.12.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2019, 11:14

Czwartek 28 dc / 28 cs

W oczekiwaniu na miesiączkę, nie spodziewam się niczego innego. Czuję się dobrze, pms baaardzo łagodny, cera super. Zapewne to wynik przyjmowania większej dawki estrofemu. We wtorek była ostatnia dawka. Odstawiłam bez robienia testu, nie mam w zwyczaju go robić. Poza tym wszystko przychodzi idealnie na czas.

Orientowałam się w badaniu immunnofenotypu. Kurcze czy to możliwe aby w Wawie robiła to tylko jedna firma? Znalazłam tylko testdna.pl, no bez kitu, serio?? Zastanawiam się bardzo poważnie aby go wykonać. Chyba zacznę od niego, bo doczytałam, ze kolejne badania robi się jak w nim coś wyjdzie nie tak.

A tymczasem trwa blackweek ;) szkoda, że nie można sobie kupić badań w mega promocjach ;)

<3 15 tygodni i 2 dni <3

Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi, że kiedyś wypomni mi siedzenie w domu... Zaczęło się od tego, że Jaś nie chciał spać i popłakiwał. Trzymałam go na rękach, ale siedziałam na łóżku. Było późno, mi po całym dniu już pękał kręgosłup. Mąż oczywiście rzucał dobre rady, żebym z Jasiem pochodziła itp, ale sam leżał na łóżku z nosem wetkniętym w telefon.
Powiedziałam, że skoro sądzi że to pomoże to niech Go weźmie i pochodzi po domu. Mąż stwierdził, że on jest zmęczony po pracy, a ja siedzę w domu, więc mam się Jasiem zająć.
No tak, ma rację: przecież ja siedzę w domu, który sam się sprząta, obiad sam się gotuje, pranie samo się wstawia i rozwiesza, Jaś sam się karmi, przewija, przebiera i sam się sobą zajmuje, zakupy same się robią.
Wstaję o 5 rano, kładę się o 22 przy dobrych układach. Wstaję do Jasia 3 razy w nocy. Ale przecież siedzę w domu...
Czasem nie mam siły nawet wziąć prysznica czy umyć włosów.
Ale kogo to obchodzi?

Kocham Jasia najbardziej na świecie, opieka nad nim jest cudowna mimo całego zmęczenia i osłabienia. Widzę, że mnie kocha, że jestem dla Niego całym światem. Śmieje się, gdy tylko otworzy oczy i mnie zobaczy, dużo się do mnie przytula, gada do mnie i wyrywa się do mnie, gdy ktoś inny ma go na rękach.

Ale czasem chciałabym wrócić do pracy, żeby Mąż zobaczył że to wcale nie jest tak fajnie, gdy calutki dom jest na głowie, że dzień nie zawsze jest poukładany, że czasem padam na twarz i pęka mi kręgosłup, ale przecież jeszcze muszę wykąpać i nakarmić Jasia.

Organizacja Chrzcin też jest na mojej głowie, dzisiaj mieliśmy jechać na salę, żeby obgadać szczegóły przyjęcia. Oczywiście nie pojedziemy, bo Mężowi zachciało się zostać dłużej w pracy. Rece mi już opadły, następnym razem nie będę się prosić, ogarnę wszystko sama, jak zawsze.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2019, 12:41

Ostatnio zrobiłam się jakaś pewniejsza siebie. Czy to efekt pozytywnego myślenia.???
Często nachodzą mnie kosmate myśli ale.z.nimi walczę, nie dam.sie, nie teraz.

Atmosfera w pracy coraz gorsza. Koleżanka broni wszystkich, chce innym pomagać kiedy mają ja gdzieś.
ja jej powiedziałam.nie wiem jak sobie poradzisz kiedy mnie nie będzie pójdę.na L4 wtedy będziesz musiał jednak zastosować się do.nowych zmian bo sama nie dasz rady.
Ale mam.pewnosc że się uda 😁 ciekawe skąd ona jest że takie słowa.potrafilam.wyglosic

Ostatnio po raz pierwszy złapała mnie.infekcja od.luteiny zamienilam.na inną dodatkowo biorę lek na grzybka i wkoncu przechodzi.

Wczoraj tak sobie siedziałam i myślałam że.jak uda mi się sprawnie cykl przedłużyć. To wizytę u gina już mam po świętach 27.12
Matko jak szybko.
Z jednej strony się cieszę że to już teraz, ale z drugiej bardzo się boję chyba to normalne.
Mimo wszystko powtarzam sobie że się uda. Myślę.ze etap porażki tez przerobiłam. Zdałam sprawę że gdyby się nie udało.....to.mam.inne marzenia.
Ale uda się.
Śmiałam.sie do.meza jakby się udało od razu to kto wie czy nie będzie wrześniowy malec jak rodzice 😊


4dc.

Dzięki dziewczyny za odzew! Im dłużej przeglądamy fora i czytamy Wasze opinie, to utwierdzamy się w przekonaniu, że skuteczność inseminacji jest niska a koszt jednak spory. Ponadto wyczytaliśmy, że to właśnie pary z niepłodnością idiopatyczną obniżają inseminacji statystyki. Takie "strzelanie na oślep", może akurat zadziała.

Z drugiej strony, mam w pracy koleżankę, która kiedyś pracowała w tej klinice (przebranżowiła się- nie, nie była lekarzem 😂). Postanowiłam więc wykorzystać trochę jej wiedzę o tym miejscu 😉 Wg niej szanse wcale nie są takie małe! Może po prostu szczęśliwe pary, którym udało się za pierwszym podejściem po prostu nie udzielają się na forach? 😁 Ale z drugiej strony, jeżeli byłaby to tak skuteczna metoda to czemu kliniki nie chwalą się statystykami na swoich stronach?
I bądź tu człowieku mądry.

Odpowirdajac na pytania: mam 26 lat, idę do invicty w wawie, do dr Pałaszewskiego. Po wizycie zobaczymy, co dalej.

15 ms starań, 13 cs, 15 dc

Zbierałam się trochę, żeby napisać po histero ale musiałam uporządkować swoje emocje. Nie spodziewałam się tego co usłyszę. Ze wszystkich diagnoz nie spodziewałam sie właśnie tej.

Samo histero nie bolało. Bolała biopsja. Cholernie bolała. Bolała tak, że zadwałam sobie pytanie po co ja to w ogóle robię. Ale dziś już tego bólu nie pamiętam. Szyjka w porządku, prawidłowa. Ale po wejściu histeroskopu głębiej zobaczyłam całe endometrium usłane mikro polipami. Jak okiem sięgnąć. Do tego małe obrzęki i przekrwienia. Podejrzenie przewlekłego zapelenia endometrium. Ujście jajowodu ładne, okrąglątkie, wygląda na drożne. Nawet woda tamtędy uciekała. Ale jak jest głębiej nikt nie wie.

Byłam tak zszokowana diagnozą i poskręcana bólem, że nie byłam w stanie o nic zapytać. Dostałam antybiotyk, końskie ale to na prawdę końskie dawki na 20 dni. Łącznie biorę 2g antybiotyków dziennie. Od pierwszego dnia mdli mnie niemiłosiernie. I takich dni przede mną jeszcze 13. Od razu po skończeniu terapii idę na kontrolę i prawdopodobnie ponowną biopsję.

Dziś dostałam wyniki z histopatu. Obecność komórek CD138. Właściwie niewiele rozumiem z tego. Tylko tyle, że jakiś stan zapalny faktycznie jest.

Od tygodnia mam mętlik w głowie. Ja wiem, że powinnam cieszyć się, że jest diagnoza, jest leczenie. To najważniejsze. Bo nie walczę z wiatrakami a z konretną przypadłością. Ale ja czuję jedynie smutek i żal. Chyba dlatego, że w końcu pogodziłam się z myślą o niedziałającym jajowodzie, podejściu do ivf. A tu nagle wyskakuje znowu coś... Boję się, czy leczenie będzie skuteczne, czy będę się z tym męczyć jeszcze dłużej. Boję się, bo przy problemach z endometrium nawet ivf nie jest już takim „pewniakiem” (choć i tak nie jest, ale mam wrażenie, że przy problemach z endo, z implantacją to jest jeszcze trudniej). Martwię się co dalej, ile będziemy musieli czekać. Czy w ogóle się uda. Zastanawiam się czy ten stan zapalny nie przeniósł się na jajowód? Czy przez to nie zrobił się niedrożny lub ze zrostami, czy po leczeniu będzie działał? Czuję się z tą diagnozą jak z wyrokiem. Mimo, że nie powinnam.

Dziś mąż był u androloga/urologa. Lekarz powiedział, że dawno nie widział tak dobrych wyników. Doszły nam wyniki Fragmentacji na poziomie 21%. Generalnie on nie miał się do czego przyczepić. Żylaków brak. Rekomendacja starań naturalnych ew. inseminacji jeśli chodzi o problem męża. I też powinnam się cieszyć. Bo to jeden problem z głowy. Mąż ma dobrą armię. A mnie to przytłoczyło. Cieszę się, że jest okej ale to jeszcze dobitniej pokazuje, że to u mnie jest problem. Że to JA jestem problemem. Że to przeze mnie on jeszcze nie ma dziecka.

Wiem, że to błędne myślenie, że to niczyja wina. Ale czuję się tym okropnie przytłoczona. Niby zrobiliśmy dwa a nawet trzy kroki do przodu, a ja w głębi serca czuję się jakbym zrobiła 10 wstecz. Co jest absurdalne.

Jak na szpilkach czekam na kolejną wizytę. Chcę poznać nasze rokowania.... moje rokowania. Jeśli okaże się, że muszę powtórzyć histero będę już musiała czekać do marca na histero-laparo. To mnie wykończy.

UWOLNIENIE

Dziś piszę tu z zupełnie innego świata. Ze świata bez bólu że nie mam dziecka...
Jak wspaniale...
Zakończyliśmy starania, nawet temat ivf. Czuję że jestem tak szczęśliwa jaka nie byłam od wielu, wielu lat ...
Od lat z czasów beztroski... Od czasów studiów, od czasów wolnego i pięknego życia.
Coś się kończy, coś zaczyna.
Przede mną ciężki emocjonalnie okres w życiu osobistym ale przetrwam to bo w końcu zaczynam poznawać siebie, w końcu zaczynam rozumieć to czego JA chcę i potrzebuję a nie mój mąż, moja rodzina, znajomi czy w końcu- czego oczekuje odemnie jako jednostki, społeczeństwo.
Czego ja wymagałam od siebie a wcale tego nie chciałam.
Przez te 5,5 roku starań zadałam sobie niewyobrażalny ból, pięknie niszczyłam swoje zdrowie psychiczne ale i fizyczne. Wszystko dla złudzeń. Zderzenie z rzeczywistością bolało. Podjęte decyzje bolały. Bardzo.
Bittersweet.
W końcu muszę zrobić coś dla tej kobiety która zabijałam każdego dnia.
M. może kiedyś to przeczytasz, może zrozumiesz...
Ale i tak rozumiesz, prawda ?

22 dc (jutro transfer)
(Estrofem, Utroestan, Acard, Encorton, Medargin, Metafolin, Wit D, Wit C, B12, Magnez)

@Krąsi w związku z HLA-1 mam mieć zwiększoną dawkę Encortonu, aby organizm nie odrzucił zarodka, ale czekam jeszcze na wyniki dodatkowych badań: wirusy i borelioza, których ujemny wynik warunkuje zwiększenie leku

Tym czasem ciąg dalszy życia pod górkę - na transfer jadę sama, mąż nie dostał wolnego w pracy, nawet nie komentuje - przecież zawsze może być gorzej, a po co wywoływać wilka z lasu. Niemniej jednak ten cykl wykończył mnie tak psychicznie, że ze stresu powieka chyba trenuje breakdance, bo podskakuje jakby miała bliżej niesprecyzowany atak drgawek. Sfrustrowany i znerwicowany organizm - idealne warunki na transfer, nie ma co. Nie dostąpiłam również luksusu entuzjazmu i pozytywnego myślenia jak ostatnio, pewnie dlatego, że sobie na nie nie pozwalam. Smak porażki mniej boli jak jest się przygotowanym, a mimo to coś jest inaczej, cieszy mnie sama myśl, że technicznie choćby przez krótką chwilę po transferze będę w ciąży i mimo iż wpis ten powiewa pesymizmem to pesymistyczy nie jest, po prostu cokolwiek się wydarzy, jestem z tym pogodzona, trochę tak jakby było mi już wszystko jedno (chyba).


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2019, 19:53

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 28 listopada 2019, 20:27

owłada mnie poczucie bezsilności i niesprawiedliwości. patrzę na te wszyatkie kobiety, które są matkami i zadaję sobie jedno pytanie. w czym ja jestem gorsza? czego mi brakuje?

dzisiaj w pracy była dyakusja, że ludzie którzy nie mają dzieci to nigdy nie zrozumieją...
miałam ochotę się rozpłakać. miałam ochotę wyć. ja nigdy nie zrozumiem, ja nigdy nie poczuję, ja nigdy nie zaznam... dzisiaj popatrzyłam w lustro i zadałam sobie pytanie - ile jeszcze? ile jeszcze przede mną : porażek, łez, chwil radości i rozpaczy? ile jeszcze dam radę? ile wytrzymam? ile jeszcze łez wyleję? mam dość. mam już poprostu dość. nie mam już sił. a ten pieprzony okres mógłby poprostu przyjść, a nie dawać nadzieję, że coś z tej krwi jeszcze wyjdzie. że sie udało. mam dość...

Jeheria No kiedy? 28 listopada 2019, 15:12

17+5
Czuję ruchy 😍 takie puknięcia, to może też być czkawka :) tak mówi siostra.
Ogólnie czuję je zazwyczaj jak leżę, w ciagu dnia zajęta jestem i nie zwracam uwagi.
Byłam u gina 22 listopada. Mały ważył 181 g. Od teraz będziemy już tylko ważyć. Szyjka macicy miała 3,5 cm czyli w normie. 23 grudnia połówkowe :) od 25tc będziemy sprawdzać przepływy.
Aktualnie nie mam już skurczy. Chyba brakowało mi magnezu. Biorę magneb6 forte i aspargin. Wczoraj byłam na basenie, takim w domu u znajomych i trochę podchodziłam w wodzie i wszystko dobrze.
Znowu jest super ♥️
Tylko jakoś mało tyję. Narazie 2,8 kg na plusie. Było już 3,2 kg i spadło :/
Ale to pewnie takie skoki będą, domyślam się.

aleszu Zaczynamy. 5 stycznia 2021, 20:41

40 i mam nadzieję ostatni tydzień. 09.01 wizyta i mam nadzieję skierowanie na wywołanie. Jeszcze troszkę i będziemy we 3 👪

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)