Oluś skończył 9 tygodni a tym samym 2 miesiące 
Ssie już piąstki jak chce cyca do spania,ślini się jak śliniak i jest przesłodki:D
Zrobił się okrąglutki,bardzo ruchliwy.
Spi ładnie i póki co bez względu czy go w dzień wybudzam czy nie to wieczorem się zdrzemnie 30 min.i wojuje do północy 🙈
Mamy codziennie ten sam rytm dnia,wczoraj byłam z dziećmi w Zusie, wszystko udało się załatwić
T.mi bardzo dużo pomaga. Robi zakupy,bawi się z dziećmi bym mogła poćwiczyć czy siedzi z Olkiem bym poszyla 
Pola odlicza do Mikołaja, prezenty dla dzieci mamy już ustalone,została całą reszta.
Zaszalalam na Black Friday,więc liczę na hojnego Mikołaja w tym roku 😂
Dzisiaj cały dzień w domku więc w planie obiadek,porządki jakieś szafkowe, zabawy itd😁
33+1
Od jakiegoś czasu poprzestawiał mi się tryb dnia - TOTALNIE. W nocy nie śpie do 4 a jak w końcu usnę to albo wstaje o 7 wyspana, albo śpie do 13 i nie mogę się wyspać. Ostatnio pojawiła się też opcja, że usnęłam po północy, natomiast o 4 obudziłam się i miałam oczy jak 5zł. W każdej z tych opcji, wstaje i robie coś w domu, ostatnio posprzątałam łazienkę, zrobiłam dwa prania, nawet śniadanie zdarzyło mi się zjeść o 4.
A jak słyszę słowa bliskich " musisz się zmusić do spania" to sobie myślę "serio??? zmusić do spania?? To tak się da??" nie wydaję mi się..
Także dziś kolejny dzień, jest po 5, a ja nadal nie śpie, tym razem kończę książkę bo jest bardzo dobra, a jakoś nie mogłam się do niej zebrać...
Malutka fika i strasznie się wypina
coś niesamowitego jak taki mały człowieczek może takie akrobacje wywijać w brzuszku

Mój M wrócił, co prawda tylko na weekend, wiec jutro już jedzie, no ale przynajmniej dokończy te nasze remonty... 
Wizyta za 11 dni
Więc czekamy ( jak zwykle zresztą wielkie odliczanie)
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Kupiliśmy choinkę. Sztuczną, bo dla mnie święta to sztuczna choinka, zawieszone cukierki i kolędy Mazowsza w tle. Tak to pamiętam. Nie zapach lasu i spadających igieł, bo wychowałam się w starym, powojennym bloku, gdzie z dzieciakami z podwórka całą zimę ganialiśmy po polu, zjeżdżaliśmy na sankach, a kiedy nadszedł grudzień tata szedł na strych po tą sztuczną choinkę, której gałęzie trzeba był długo rozprostowywać. Mama wyciągała z pawlacza stare tradycyjne lampki, bombki i mnóstwo kochanych, komunistycznych ozdób. Potem nawlekało się cukierki na nitkę i były kłótnie, bo siostra zawsze je zjadała. Przy wigilii zawsze w tle leciały kolędy Mazowsza ze starej kasety w magnetofonie. Dlatego właśnie święta to dla mnie sztuczna choinka i kolędy w tle.
Kupiliśmy z mężem białą choinkę, do niej będą niebieskie lampki i srebrne bombki. W poprzednich latach nie mieliśmy choinki, co najwyżej taką malusieńką. Myślałam, że to nie są prawdziwe święta, bo nie jesteśmy pełną rodziną, więc nie ma czym się cieszyć. Ale życie jest tu i teraz i nie chcę, żeby to były kolejne smutne święta, przecież w styczniu ma powstać z nas nowe życie.
16 DC 8cs
Dawno mnie nie było 😁. W sumie dosyć ciężki czas ostatnio, ale to nic nowego u mnie. Praktycznie cały listopad przesiedziałam w domu. Zaczęłam tygodniem wolnego, a później stwierdziłam że pójdę na chorobowe bo byłam bardzo przemęczona i przybita. Poszłam do lekarza i ściemniłam,że umarł mi ktoś w rodzinie i poprostu nie jestem w stanie pracować... Wiem, głupie! Ale nie chciałam wymyślać sobie jakiś chorób, poprostu chciałam tydzień chorobowego bez zbędnych pytań.
Po 2 dniach dostałam telefon od ojca... Zmarła moja ukochana prababcia, która właściwie mnie wychowała. Serce rozpadło się na miliony kawałków. Szybki wyjazd do Polski, potem pogrzeb i całkowity młyn emocjonalny. Całe szczęście miałam po tym wszystkim jeszcze wolne + urlop. W międzyczasie wymyśliłam sobie jeszcze,że Grudzień to idealna okazja żeby zmienić pracę. W zawodzie pielęgniarki trzeba co roku wybierać dyżury w święta lub sylwestra. Nie wyobrażam sobie spędzać Świąt tylko z mężem z dala od rodziny, dlatego od kilku lat przepłacamy to brakiem sylwestra, ponieważ ja zawsze pracuję. W tym roku stwierdziłam że będzie inaczej! Tym samym złożyłam przedwczoraj wypowiedzenie i przez okres wypowiedzenia poprostu będę na chorobowym. Brzmi pięknie... Ale wiele mnie to kosztuje. Stres,że jeszcze nie mam nowej pracy, i że w zasadzie nie jest to wszystko do końca fear wobec pracodawcy przytłacza mnie. Ale w głębi serca czuję że potrzebuję pauzy i że wszystko będzie dobrze. Ten rok nocnych dyżurów naprawdę nie był łatwy. Po 4 tygodniach czuję dopiero że mój organizm wraca do równowagi. Zajrzałam ostatnio w mój kalendarzyk i okazało się że przed rozpoczęciem pracy nocnej, moje cykle były różnej długości ale często było to 27 dni lub 29 dni. Odkąd pracuję w nocnym rytmie, nie miałam krótszego cyklu niż 33 dni!! Przypadek?? Nie sądzę. W tym miesiącu ( 1 cykl z Castagnusem) cykl trwał 31 dni. Być może Castagnus coś zadziałał a być może powrót do normalnego trybu robi swoje. No ale do konkretów!! Moja wizyta u ginekologa już za mną. Byłam u niego w 14 dniu cyklu. Lekarz zajrzał tylko wziernikiem i mówi ,,wow, tu wygląda jakby Pani miała dziś dostać owulację''! A ja na to- no tak Panie doktorze, śluz zazwyczaj mam bardzo obfity, ale owulacji jeszcze poniżej 20 DC jeszcze u siebie nie zaobserwowałam...No to zrobimy USG i zobaczymy.
Rzut okiem na monitor no i tekst- ,,ma Pani rację... jajniki wyglądają dobrze ale pęcherzyki jeszcze małe, tu jest jeden większy ale mimo wszystko jeszcze mały''.
Pobrał mi krew, nie wiem dokładnie na co. Widziałam FSH i coś tam jeszcze, więc pewnie podstawowy zestaw. Kazał przyjść w poniedziałek na USG żeby zobaczyć czy ovu była i omówić wyniki.
Jak dla mnie super bo w końcu coś do przodu. Bałam się że odeślę mnie z kwitkiem i powie żeby się nie martwić i starać dalej.
Także czekam na Poniedziałek i dam znać co tam wyszło
3dc
Poprzedni cykl trwał 24 dni. Brałam luteine od 16 dc i miałam brać do 25dc, lecz 9 dnia z rana zaczęłam plamic.. Nie wiem czemu taki krótki cykl miałam. Dużo roboty w pracy? Czy co... Może cykl bezowulacyjny lub może wcześniej miałam owulacje niż ok 15 dc. W sumie pracowałam 9 dni bez dnia przerwy.
Jeśli z końcem grudnia dostanę @ to w okolicy 10 stycznia idę na cytologie. Oczywiście wcześniej będę też brała gynofloru oraz lactovaginal, który kupię niebawem i będzie czekał w lodówce.
Mam nadzieję, że z nowym rokiem będzie tylko lepiej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2019, 09:55
6/7tc
Juz sama nie wiem jak mam liczyc te tygodnie. Na niektorych kalkulatorach pokazuje 6 tydzien a gdzieniegdzie 7 tydz. Dobrze ze mamy wizyte, doktorek specjalista od in vitro sam mi wyliczy. Wg usg wielkosc naszego kropka wskazuje juz 7 tydz.
Czuje sie okropnie, wciaz mi jest niedobrze, ale nie wymiotuje. Ciagle bym cos jadla ale nie wiem co. Zmeczona i senna wrecz bezsilna. Mam wolne wiec moge sobie pozwolic na odpoczynek, ale obiad i pranie same sie nie zrobia.
Zrobilam sobie napar z imbiru- specjalnie wepchalam sie do lidla aby zakupuc korzen. Dodalam miodu i jest calkiem pyszne-mam nadzieje ze pomoze na mdlosci. Jeden czy dwa dni mozna wytrzymac,ale kolejne tygodnie? Czuje sie tak jak podczas choroby lokomocyjnej
przez 3 tygodnie. Wierze w dzialanie imbiru!!
Byłam w październiku u doktora B. Potwierdził,że mam brac to co doktor G. plus zalecił duphastone w drugiej fazie.
No ale w listopadzie prawie nic nie brałam bo jakoś tak choruje już miesiąc.Zaczęło się od tego,że ujawniło się wysokie ciśnienie i rodzinny zapisał mi betabloker.Czułam się po nim koszmarnie więc mi łaskawie zamienił na inny ale po nim też się źle czuje. Do tego przytrafiło się najpierw przeziębienie a potem zapalenie żołądka i zapalenie mięsni. Chodzę jak zombi, lekarstwa odstawiłam, poza tymi na ciśnienie bo żołądek szaleje. Masakra.
Do tego dowiedziałam się od teściowej,że rodzina się powiększy.Brat Fuma ,ten sam,który zaliczył z żoną wpadkę i potem wiecznie byli z czegoś niezadowoleni a ta żona to własnym dzieckiem zainteresowała jak skończyło rok bo wczesniej podrzucała komu się dało.No i teraz wpadli drugi raz. I znowu rozpacz bo jak sobie teraz poradzą,przecież z jednym dzieckiem ledwo dają radę.Już więcej dzieci nie planowali ale tak jakoś się zdarzyło.Kurczę, chyba wiedzą skąd się dzieci biorą? Jak nie chcą to może by się jakoś zabezpieczali albo co. I nie chodzi tu o kasę bo oboje dużo zarabiają tylko o to jak tu ogarnąć dwoje dzieci.Normalnie tragedia/
I jeszcze przykazali teściom,żeby nam nie mówili bo czasem im oczarujemy z zazdrości.Super ,ze nasze uczucia mają w d... tylko zabobony są ważniejsze. Paranoja.
Umówiłam się do doktora B. na grudzień, chociaż jeszcze badań nie mam ,może coś tam porobię jak się lepiej poczuję.Idę do niego głownie ze względu na tarczycę bo nie wiem czy znowu nie wariuje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2019, 15:03
24 dc, 1dpt
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Kropki na pokładzie, zaraz po transferze prowadziłam auto 7h w ramach "ułatwień implantacyjnych na starcie". Myślę o tym, czy zostaną ze mną na dłużej, ale zgubiłam gdzieś po drodze chęć posiadania dzieci. Przy takim pakiecie dziadostw, które mam odpuścilibyśmy starania już teraz, rozsądek przewyższa chęć bycia rodzicami. Powołaliśmy jednak do życia przez ivf kilka małych istnień, zarodków, czy zlepek komórek, jak kto woli. W tych kilku komórkach zakodowany jest kolor oczu, wzrost, płeć, wszystkie cechy fenotypowe tylko w formacie zip. Na tym etapie są dla mnie jak dzieci, być może jedyne jakie kiedykolwiek będziemy mieli - nienarodzone. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby umożliwić im przyjście na świat. Reszta w rękach Siły Wyższej jakkolwiek by jej nie nazwać.
Jeżeli drobinki we mnie skapitulują, jeszcze tylko dwa transfery i wszystko się skończy. Definitywnie kończymy starania. Czuję niesamowitą ulgę w związku z tą decyzją.
34+0 waga 57,3
Ten czas bardzo zasuwa. Nie mogę uwierzyć że już 34 tc.
Wczorajsza noc była koszmarna.
Jak chciałam zasnąć to śluz mi zacząć cieknąc, to za chwilę komar zaczął gryźć, to kot głośno mialczal to mały strasznie się wiercił i nawalał w pęcherz. Co godzinę musiałam wstawać siku. Istny horror a dziś ledwo się trzymam.
W sobotę mąż skończył prasowanie a ja dopiero w niedzielę kiedy się lepiej czułam ułożyłam ubranka
Łóżeczko skręcone mialobyc późnij. Ale mąż się uparł że na czas i teraz to zrobi niz na ostatnia chwilę. Do tego chciał sosnowe ja kupiłam szare, wiedziałam że mu się nie podobało , powiedziałam że sosny już nie mieli 🤣
![]()
Łożeczko narazie stoi w pokoju małego bo strasznie śmierdzi farbą. Potem przeniesiemy do nas do pokoju.
Kot już stracił swój drapak musieliśmy go rozmontować, bo nie ma miejsca na niego a on mało z niego korzystał. Teraz to śpi na fotelu do karmienia jego ulubione miejsce.
Torba do szpitala spakowana została kupić podpaski i jakieś herbatniki w razie głodu wilczego.
Z tymi wyciekami u mnie raz lepiej raz gorzej. Rozmawiałam z dziewczynami na FB że niektóre tak mają, ale mniejsze ilości. I niekiedy lekarze są zaskoczeni bo w ich historii leczenia takich przypadków nie bylo. Przecież zawsze ktoś musi być wyjątkowy 🤣
A tak czy siak trzeba to kontrolować czy to nie wody, więc mój mnie namawia znów na wizytę do bardzo dobrego gina. Jak wody pozostana bez zmian wtedy już tak częstych wizyt nie będzie.
Tylko mam nadzieję że poznam jak mi wody spływają do porodu 😁 bo wtedy będzie jazda na maksa.
Ostatnio myślałam nad zakupem chicco baby hug 4w1 oczywiście używane bo ceny z nowego z kosmosu.
Tylko pytanie czy to dobre i czy się faktycznie przyda.
Łożeczko będzie na górze. Na dole wózek pewnie w pokoju bo korytarz mały.
Kokon się przyda na łóżko na dole albo na górze w mamy pokoju, jak mój będzie spal po nocy, albo ze mną będzie leżeć jak mój na nic do pracy pójdzie.
I w takim razie będzie mi to potrzebne. Hmmmm albo kupić osobno leżaczek Bujaczek a potem krzesełko do karmienia wszystko osobno
Kiedyś nie było tylu wynalazków i ludzie sobie radzili.
Mama stwierdziła że jak będzie wózek to nim będzie można jeździć po pokoju czy iść do kuchni. Tylko wiadomo wózek też jest duży. A po 2 dzieci tak szybko rosną że przyda się do 4-5 miesięcy i koniec trzeba będzie z tego zrobić krzesełko do karmienia.
Po prostu nie wiem co robić. Czy to faktycznie mi się przyda czy będzie zbędne.
18+4
Jak na razie wszystko ok. Było ciagniecie w podbrzuszu, aż na nogę lub posladek, ale lekarz mówił, że się zdarza. W sumie czuje się dobrze.
Po świętach czas na badania połówkowe. Powoli zaczynam myśleć, planować i ogarniać.
Po nowym roku szał zakupów... Bo czas leci i to jest takie piękne...
Tak się broniłam przed detektorem, a wczoraj zamówiłam i czekam aż dojdzie... Kto babę zrozumie...
Wydaje mi się, że sporadycznie czuje jakieś ruchy w podbrzuszu, w okolicy pępka. Co któryś dzień się zdarza... Fajnie...
Jak dotąd waga na minusie, ale czuję, że teraz przystopowało. Dieta cukrzycowa w pełni, ale przyznaję się do grzechów. Np. Wczoraj wjechało rafaello wieczorem a cukier niższy niż po sałatce... Paradoks.
Brakuje mi soków z kartonika hehe...
Ciśnienie się unormowalo, nie ma skoków. Zastrzyki z heparyny nadal, mam brać niemal do porodu i jeszcze potem jakiś czas.
Korzystam z wolnego, odpoczywam, czytam. Jest dobrze, w końcu.
@Niki345
W sumie to mnie nie kusi aż dziwne haha ale zdaję się na tę temperaturę, dzięki niej jakaś spokojniejsza jestem. Dziś wydawało mi się że miałam bardzo lekko zaróżowiony śluz ale to była jak narazie jednorazowa sprawa ;p
***
Znów miałam sen, już 3 tego typu w ciągu cyklu. Śniło mi się, że zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytyw! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, nie potrafiłam się cieszyć bo było to nasączone strachem czy ja przypadkiem nie śnie i śniłam haha pamiętam jak szłam do narzeczonego spokojnie bo tym razem w pracy byłam i żeby nikt nie widział z kieszeni pokazałam mu dwie kreski na teście a on spojrzał na mnie niedowierzając a jakaś nowa dziewczyna, która okazała się Polka podeszła do mnie i powiedziała, że gratuluję bo widzi, że jestem w ciąży... Heh?
Wcześniej śniły mi się lekkie ciebie na testach i powtarzałam te testy bo myślałam że to fałszywe dodatnie ;p
Szkoda, że to tylko sny.
9dc
Od kilku dni czuje podbrzusze oraz jajniki. Czasami zastanawiam się czy coś znowu złapałam jakąś infekcje czy to może to zapalenie, czy może przed owulacja moje "podroby" pracuja.
Mam nadzieję, że to ta druga opcja. Ostatnio jestem jakaś bardziej zmęczona, mam problem ze spaniem. W tygodniu udało mi się 1 raz zasnąć o przyzwoitej porze jo tuż po 22, a przeważnie jeśli się kładę przed 22 to średnio do 24 przynajmniej kręcę się. Kawy nie pije. Jeśli już to z rana kawę inke. Kawa rozpuszczalna okazjonalnie średnio raz w miesiącu. Może to przez pogodę czuje się zmęczona. Raz zdarzyło mi się po pracy, i wizycie u babci wrócić do domu i przysnac na sofie gdy oglądałam tv. Mój mąż się aż zdziwił, bo nigdy nie śpię. N ok i oczywiście wtedy miałam problem aby zasnąć przed 24 wrr a czasami muszę wstać tuż po 4 do pracy. Także niewyspany, zmęczona, sfrustrowana brakiem czasu lub chęcią na cokolwiek, a w pracy zaraz będzie dużo roboty jak to przed świętami.
Czekaja mnie ciężkie chwile. Najgorsze 2 tyg w roku w pracy a na domiar wszystkiego jeszcze wizyty i opieka nad babcia.
Dziś dzień sprzątania mieszkania, mieliśmy już taki burdel, że w głowie się nie mieści..
Do tego wszystkiego dziś mam straszne zawroty głowy i mega mocno ciągnie mnie w podbrzuszu... Już w sumie nie boli tak mocno okresowo ale rwie...
NIE NAKRĘCAJ SIĘ GŁUPIA!
Nawet nie wiem czy doszło w ogóle do owulacji... Ehh... Głupia... Ale cóż niech tam się tli na nadzieja.. do tego narzeczony mi nie pomaga bo jak mu wspomniałam, że mnie ciągnie w podbrzuszu itp. to od razu zapytał czy to może zwiastować ciążę i, że on myśli, że się udało 😭 a jeszcze powiedziałam, że nie chce się nakręcać i się uszczypnełam to podniesionym głosem powiedział, że mam tak nie robić bo nasze dziecko będzie miało myszki 😭❤️
***
Umówiłam się do ginekolog na 21.12 bo leki się kończą, do tego czasu mam nadzieję, że przyjdą już wyniki nasienia, będę też miała parę badań co lekarz mi zrobi i zobaczymy, fajnie bo jeśli wszystko pójdzie w cyklu jak powinno to będę akurat przed samą owu i dowiemy się czy jest pęcherzyk jakiś i jak duży, a 28.12 wizyta w klinice i też się czegoś może dowiemy. Lubię mieć taki plan działania wtedy jestem spokojniejsza.
Staranie o pierwsze 👶/ 4 cs /33 dc
Nie było mnie tu jakiś czas, bo powolutku godziłam się z myślą, że nasze starania o dzidziusia trochę się przeciągną.
W poprzednim cyklu dostałam skierowanie na histeroskopię, bo polip odkryty na USG nie wchłonął się, ale nie dałam rady zrobić jej od razu...
W ostatnich dniach dokuczał mi ból podbrzusza i jeszcze wczoraj czekałam, aż ta złośliwa @ pojawi się, żeby na spokojnie zacząć kolejny cykl starań o bobasa. Choć już od 24 listopada miałam kilka pozytywnych przeczuć, to jednak nie chciałam sobie robić zbytniej nadziei, bo w tym cyklu zupełnie odpuściliśmy sobie z mężem starania (przestałam mierzyć temperaturę i robić obserwację śluzu, a zakupionych testów owulacyjnych nawet nie odpakowałam, bo wiedziałam, że i tak się nie uda).
24 listopada (27 dc) poczułam ból podobny do tego, który zwykle towarzyszy owulacji, ale wydało mi się to dziwne, bo moje cykle średnio trwają 29 dni. Nie chciałam robić sobie złudzeń, więc zrzuciłam to na karb PMS, ale właśnie wtedy pojawiła się w mojej głowie pierwsza myśl - może jednak się udało?
27 listopada (30 dc) rano obudziły mnie mdłości, ale znowu szybko stwierdziłam, że to pewnie z głodu.
30 listopada (33 dc) już od 3 rano nie mogłam spać, bolał mnie brzuch i było mi niedobrze. W zamyśle miałam czekać, aż pojawi się @ i nie marnować kolejnych testów ciążowych, ale jednak w sercu tliła się iskierka, że może jednak... Około 3:30 nie wytrzymałam, wstałam i poszłam zrobić test. Robiłam go raczej z myślą, że przynajmniej potwierdzę "nie jestem w ciąży" i może się uspokoję, ale NIESPODZIANKA - na teście od razu pojawiła się kreseczka testowa. Patrzyłam na wyraźne 2 kreseczki i uśmiechałam się do siebie. Niby czułam, że te dziwne objawy to może być upragniona ciąża, ale jednak chciałam podejść do wszystkiego z większym dystansem niż w poprzednich cyklach.
Jestem szczęśliwa i za chwilę idę z mężem kupić pierwszy ciuszek dla naszej dzidzi, bo już od 3 miesięcy marzył mi się taki właśnie zakup. Na razie podchodzę do wszystkiego z powściągliwą radością, bo badania beta HCG podobnie jak USG u ginekologa mogę zrobić dopiero w przyszłym tygodniu i wiem, że w rodzinie dużo osób straciło dzieci w pierwszym trymestrze, ale co jak co na pewno nie jestem przesądna...
Życzę wszystkim starającym się o bobasa, żeby szybko pokazały się upragnione dwie kreseczki 
@ przyszła szybciej o jeden dzień. chociaz juz nie wiem czy ciemne plamienia uznawac za @ czy nie. bo jeżeli nie to powinnam liczyc od wczoraj, ech... bankowo byla biochemiczna bo tylko po biochemach mam takie obfite i bolesne miesiaczki. chyba wstrzymam starania do zrobienia wszystkich badan, przede mna trombofilia, toczen i zespol antyfosfolipidowy. poczytam co jeszcze zrobic, co jest w tych pakietach i zrobie wszystko na raz. juz mam takie zrosty na zylach, ze boli jak cholera pobieranie:/
Wyniki bety z 05.12 to 338 kurcze sporo jeszcze jest ale z wysokiego poziomu startowałam powtórka w środę i w środę prawdopodobnie gin o ile @ nie przyjdzie
Kreski na teście ciążowym coraz jaśniejsze to może dobrze swiadczyc
jestem zalamana. pecherzyki urosly o 1 mm... dzisiaj dostałam gonal, jutro menopur a w niedziele rano ovitrelle. w poniedzialek wieczorem bedzie owu - w pon i wtorek jestem w delegacji...
z kasy zczyscilam sie kompletnie. dzisiaj wydalam 320 zl. stwierdzilam ze bede ewidencjonowac koszty. bo nie moge sie juz polapac ile i na co wydaje:/
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2019, 10:44
Dwa dni temu brak pęcherzyków wzrastających na usg. A dzisiaj pozytywny test owulacyjny. Od dzisiaj przestaje ufać testom, nie dają nic oprócz tego, że wychwytują stężenie LH.
Do tego ból po lewej stronie, tylko co tam może boleć? Eh te jajniki..
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2019, 19:52
24dc
Jeszcze kilka dni temu zylam nadzieja ze może tym razem się udało. Wczoraj totalny pms. Dziś zaliczyłam totalny spadek humoru. Mój ex z którym spędziłam dobre kilka lat został ojcem. Totalnie mnie to przybilo, zaczęłam płakać, mam już dość tej niesprawiedliwości. Mam dość tych ciągłych porażek, tej pieprzonej zazdrości w stosunku do każdej matki i ojca. Zaczynam się nienawidzić za to że nie mogę być w ciąży. Wysiadam psychicznie z każdą nowa wiadomością o ciąży wsrod znajomych. Ile jeszcze razy los rzuci mi kłody pod nogi?
Topie dziś smutki w winie. I tak czuję się tak samo jak co miesiąc. Za kilka dni będzie @. Wiem to aż za dobrze.
Dziękuję dziewczyny ❤️❤️
Ale nie mam złudzeń już haha tempka spadła poniżej kreski do 36.46*c bodajże także czekam aż mnie zaleje 🤣 trochę mi smutno, że napewno już w tym roku nie będę w ciąży ale się nie załamuje. Jakoś ze spokojem na to wszystko teraz patrzę. Oby przyszły rok był dla nas wszystkich łaskawszy ❤️
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.