Hej. Pierwszy wpis w 2020 r. Troche mnie nie bylo.
Hedgehog w swieta nie zwolnilam ale mialam meza i duzo mi pomagal wiec bylo ok.
Swieta to byl okropny czas wbrew pozorom. Glownie przez gosci. Zjechala sie rodzinka z dzieciakami. Moj Bartus nie panowal nad soba i o ile w wakacje sie ladnie z nimi bawi to teraz klepanie po glowie popychanie bicie codziennie przez dwa tyg. Mialam dosc! Musialam za nim chodzic krok w krok i to z Kacprem na rekach bo znowu mial skok i nie dal mi spokoju. Takze odliczalam dni kiedy wyjada. Oczywiscie zachowanie Bartka mnie mocno martwi bo od wrzesnia chce go dac do przedszkola o ile sie odpieluchujemy a tu takie kwiatki. Do tego tesciowa strasznie mi dogryzala ciagle i ogolnie byla przez caly pobyt coreczki z rodzina nie mila dla mnie i dla moich dzieci. Bo Bartus nie dobry bo dran itp. Juz mialam dosc jej gadania.
Kacperek skonczyl 4 mc. Dalam mu juz dwa razy marchewke i dwa razy kaszke manna. Poki co nic sie nie dzieje. Przeszlismy regres snu. Masakra chodzil spac 23-24 po godzinnym usypianiu bujaniu itp. W sob mamy wizyte u ortopedy znowu. Po za tym ze lubi na rekach to slodkie dziecko. Smieje sie bawi zabawkami a na macie fika sie na brzuch.
Bartus ma ciezki charakter. Z nim bede miec wesolo. Licze ze wyrosnie ze nauczy sie panowac nad emocjami. Poki co jak ma nerwa to rzuca czym popadnie. Bije mnie jak np jest na rekach. A mi czesto nerwy puszczaja i krzycze na niego. Chociaz wiem ze to nic nie da. Ale Jak mi sie obaj na raz drą to juz mam dosc. A tesciowa za sciana w du**e ma zeby przyjsc i pomoc. Dzis sie juz poryczalam w wc z bezsilnosci jak Bartek wywalil talerzyk z kanapkami bo zdjelam go z lawy na ktora wszeld i skalal po niej. Ehh.
Plus z takich nerwowych i zalatanych swiat ze nic nie przytylam. Teraz znowu jestem na diecie i zegnam kolejne kg
Yeah, torbiel sie zmiejszyla, z 13 mm na 11 mm, mimo tego ze jestem na estrofemie. Modlilismy sie o to już od jakiegoś czasu! Wiec nie rośnie to pierwsza dobra wiadomość, a druga, ze nie ma przeciwwskazan do stymulacji! Doktor stwierdziła też, że doktor która robila usg chyba sie rypnela w opisie, bo nie jest to torbiel ani podejrzana, ani do wyciecia. Jedyne to, że mam bardzo nabrzmiale i gruczolaste piersi i musza mnie bolec bardzo. A tu zaskoczenie, nie bola mnie wcale i w ogóle nie bolaly nigdy, jedynie ta torbiel przy dotyku i to nie zawsze.
Tak że zaczynamy nasza walke. @ powinna się pojawić w piatek. Muszę dzisiaj podzwonic do aptek i zamówić ovaleap. Wydaje sie to na razie nie takie straszne jak myslalam. Nie mam tony lekow, jedynie zastrzyk ovaleap na razie. Przed transferem wlew z accofilu. W srode usg godzina 11:30. No i co ja wymysle? Ledwo zmienilam zespół a juz kombinuje. Dzisiaj też musiałam sie zwolnić na 12:30.
Idąc za wzorem Ewy robię sumowanie wydatkow:
- kariotypy, Kir i Hla-c - ok 1500
- badania do procedury - 110 zl
- wizyta przed stymulacja z usg: 180 zl
- usg piersi: 150 zl
Razem: niecale 2 000 zl.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2020, 14:08
11 cs 1dc
Witamy 11 cykl.. ranyyy jak to brzmi.
Oczywiście dziś nastrój fatalny, jak zwykle 1 DC to dzień pogrzebanych nadzii, łez, poczucia totalnej bezsilności i złość.. generalnie gama samych złych emocji.
Plan na ten miesiąc: powtórne badania nasienia męża 12.10 (będzie defragmentacja, SORP, MAR, posiewy, chlamydia ureaplazma i mycoplazma). Koszt nas powalił: ok. 1500zl. Do tego dodatkowo koszt konsultacji z dr Wolskim.
Z mojej strony monitoring cyklu USG- chcę zobaczyć czy torbiel na lewym jajniku już zniknęła i jak pracuje mój prawy jajnik bo wg mojej wiedzy właśnie w tym mc powinna być z tej strony owu.
Myślę również, że październik to będzie ostatni miesiąc z termometrem. Stwierdzam, że zbyt dużo nerwów wprowadza u mnie śledzenie wykresu temperatury (niepotrzebnie się nakręcam, że wykres ładny, a potem i tak małpa przychodzi). Zwyczajnie mam dość.
ŚRODA
Dziś wizyta w klinice. Dostałam raport z pierwszej procedury in vitro... i co tam mamy. Wszystkie zarodki były klasy B w trzeciej dobie... Natomiast żaden zarodek po 3ciej dobie nie przekształcił się w morulę. 5tego dnia dalej były na poziomie stadium 3ciej doby
doktor mówi, że najprawdopodobniej wina plemników. Trzeba zrobić kariotypy, mąż odesłany do androloga (chociaż wszystkie badania z nasienia mamy dobre
). Czuję, że jesteśmy tymi szczęściarzami i któreś z nas jest nosicielem jakichś wad
następna procedura na ultradługim protokole (3 miesiące zastrzyków wyciszających i dopiero potem stymulacja). Doktor nie kazała zajmować się immunologią na razie. Uważa, że za wcześnie. Ale ja i tak zrobię. A przynajmniej skonsultuję wyniki. Może coś tam też jest nie halo 
Zmieniamy trochę styl życia. Tona supli dla męża. Pół tony dla mnie. Zapisałam się do dietetyka. Potrzebujemy jakiejś takiej zdrowej, zbilansowanej diety. Zeby nie brakowało witamin i minerałów. A suple żeby były tylko jako dodatek. Żadnych słodyczy. Mąż ma zrezygnować z energetyków które pije na wiadra (ma zamienić na kawę). Ja wracam na siłownię - bardzo dobrze się po niej czułam i psychicznie i fizycznie - pomogła mi przetrwać ten trudny okres przygotowawczy do in vitro... Intensywnie myślę nad redukcją godzin pracy. Nie da się tyle pracować co ja do tej pory... Bardzo się męczę psychicznie tam. Myślę znaleźć sobie też jakieś zajęcie zupełnie inne niż praca. Jakieś hobby, albo może wolontariat... Jeszcze sama nie wiem
ale coś co by mnie odciągnęło od tych starań...
Jakby tego było mało... mąż zaczyna mieć problemy z potencją... no tego nam jeszcze brakowało. I teraz nie wiadomo czego to wina. Leków na nadciśnienie które bierze? coś z prostatą nie halo? Za dużo pracy i obowiązków? prawdopodobnie nasz mechaniczny seks na siłę również nie sprzyja sytuacji
mąż mówi, że trzeba coś zmienić. Ale ja nie wiem co. Mamy takie fajne gry erotyczne, to on nie chce. Ja już nie mam sexy-ciuszków w które bym się miała ubierać, żeby było lepiej. Ku*wa. Jeszcze co 2 dni... Mnie też się rzygać chce jak musze to robić
nie sądziłam, że seks może tak obrzydnąć
płakać mi się chce do czego te starania nas doprowadziły 
Psychicznie jest fatalnie. Chyba ta cała sytuacja się teraz na mnie dopiero odbija
mam takie stany depresyjne, jestem płaczliwa, rozdrażniona, mam jakieś takie myśli, że może to znak, że nie pasujemy do siebie i dla tego nie możemy mieć dzieci, że może nie powinniśmy być razem i takie tam...
rozważam jakąś terapię... teraz już chyba poważnie. Nie potrafię sobie poradzić z tą całą sytuacją
nawet mąż zasugerował, że powinnam się nad tym zastanowić, bo on nie może patrzeć jak się męczę
nie wiem ile jeszcze dam radę tak to wszystko ciągnąć... może nie każdemu jest dane wejść na szczyt
8 dc
Wkraczamy w fazę "działania" , ale jakoś nie czuje na razie ekscytacji z tego powodu. Moze jeszcze przyjdzie...
Kryzys rodzinny na razie zażegnany, wciąż jednak mam trudną decyzję do podjęcia. Taką typu "cokolwiek zrobisz, ktoś na tym straci" i najpewniej będę to ja... wkurza mnie to, bo nie tak miał wyglądać ten rok, mieliśmy się z mężem gdzieś wyrwać, odpocząć od rodziny, skupić na sobie. A tu jak zwykle trzeba ratować świat 😑 I, jakkolwiek durnie to nie zabrzmi, zajście w ciążę teraz bardzo by mi było na rękę. No, to teraz na pewno się uda, haha 😂
Z innej beczki, chyba znalazłam przyczynę moich ostatnich problemów intymnych. Otóż nie była to żadna infekcja, tylko... uczulenie na wkładki higieniczne. Kupiłam always daily, bo tych, których przeważnie używam nie było w sklepie. Serdecznie nie polecam. Objawy bardzo podobne do infekcji, dlatego nie skojarzylam. Dopiero, kiedy po skonczonej miesiaczce zalozylam wkladkę i poczułam momentalnie swędzenie to mnie olśniło! Od razu polecialam po sprawdzone, bezzapachowe i jak ręką odjął. Jeju ile się wycierpialam przez taką głupotę...
Dobra, koniec pisania, robota sama się nie zrobi 😝
Dzień dobry. Jakiś kryzys poszedł na bok. Antybiotyk działa w końcu można funkcjonować z tymi moimi zatokami 👍 siedzę i tak
Czytam wasze historie to było tobie posunięcie z ta aplikacja a tym bardziej ze kontakt jest z tu z wami. Miłego dnia i duuuzo zdrówka!! 😘😘😘
17 miesięcy - tyle nam wybiło na liczniku kilka dni temu a zorientowałam się dziś. Od lutego chcę zacząć przygodę z nocnikiem (ale bez spiny). Póki co czytamy m.in. Kicię kocię i Nunusia "Na nocniku". Siada na nocnik i woła "psi psi".
Nasłuchuje, czy ktoś jest w wc i komentuje "pruk" "sik" i be/eee. Nic nie ukryjesz.
Zaczyna świadomie (choć prosto) komunikować się. Bierze coś do rąk i dumna oznajmia "TRZYMAM". Chce zakręcać syropy i mówi SAMA, ja SAMA (trochę poległyśmy przez chorobę w okresie międzyświątecznym, ale cóż - życie, u mnie skończyło się antybiotykiem a u Młodej na szczęście nie).
Chyba powinnam spisać jakiś dziecięcy słownik 
Hopsasa - krasnoludki
Tu jest! - gdy coś znajdzie
Siądź, usiądź - mówi tak do siebie, gdy siada do zabawy. Albo do mnie, abym dołączyła do niej.
Bzium - inhalacja
Ciato, ciuciu - jak widzi coś słodkiego
anasans -ananas (na początku, teraz już mówi dobrze)
Mimi - Mirek
Nadal uważa, że imię męża to także moje imię. Chociaż moje też umie powtórzyć.
Jestem w trackie lektury "Twoje kompetetne dziecko" Julla. Jestem pod wrażeniem. Wychowanie dziecka, odpowiedzialność za jego emocje to trudna sprawa (podkreśla, że za wybuchy agresji w rodzinie ostatecznie odpowiedzialny jest dorosły) a jednocześnie pokazuje przykłady jak bez przemocy wyznaczać granice. I zadbać o siebie.
Jesteśmy też w trackie oglądania "13 powodów" na netflixie. Wciąga. Serial ujawnia okoliczności samobójczej śmierci nastolatki (opowiada jak do tego doszło).
Wkurza mnie podejście starszych pokoleń (już nie chcę wymieniać o kogo chodzi ale jak ktoś mnie czyta to się domyśli).
Chwalenie za jedzenie pominę, bo wiele osób to robi nieświadomie.
Ale straszenie niespełna 1,5 rocznego dziecka laniem po dupie za to że wysypało klocki z pudełka (bo co, dorośli sobie nie życzą aby się bawiło?) lub za to, że biegając z wózkiem dla lalek uderza w zabawkową kuchnię doprowadza mnie do białej gorączki. Nawet, jeśli to są tylko słowa.
Bo moje dziecko nie reaguje na takie wrzaski, tylko uderza dalej. Podeszłam do niej spokojnie, powiedziałam stop i mówię, że tak zrobi bach, dziurę w kuchni i zniszczy (tłumacząc po dziecięcemu). Efekt? Dziecko przestało. Zaczęło głaskać meble. Oznajmiłam krzykaczom, że jest dzieckiem i musi się dopiero nauczyć wszytskeigo. Cisza.
"TO TWOJA WINA" ... i od roku takich słów Mój Mąż powiedzieć nie może, gdyż mogę Mu powiedzieć to samo i co? oboje będziemy mieli rację.. "WINA" ... Nasza historia starań zaczęła się od tego, że zrobiłam rundkę po lekarzach... najpierw ginekolog, zanim jeszcze odstawiłam antykoncepcję, który nie widział żadnych problemów, także wystartowaliśmy w styczniu 2018r. po pół roku małżeństwa... Potem endokrynolog, bo słyszałam, że problemy z tarczycą mogą być przyczyną niepowodzeń - tutaj wszystko ok.. Także pełni nadziei wystartowaliśmy.. I tutaj się zaczęły schodki.... rozjechane totalnie cykle.. po 40-50 dni.......... Wiedziałam, że będzie problem po MOJEJ stronie... także zaczęły się wizyty u ginekologa... Na szczęście trafiłam na Wspaniałego Lekarza, który mnie nie odesłał, pomimo iż przyszłam w 7 miesiącu starań... Zaczęło się... AMH dosyć wysokie, obraz jajników policystyczny... Monitoring owulacji - pierwszy policzek - pusto... Stymulacja, jedna, druga, trzecia - nic......................... Także mój Mąż pozwalał sobie mówić - "To Twoja wina"... w głębi uważałam, że to "NASZ problem" i nie ma tutaj miejsca na obwinianie... ale nie kłóciłam się, bo jednak to mnie trzeba było leczyć.. Na leki reagowałam ładnie, mieliśmy owulacje, kochaliśmy się wtedy kiedy trzeba i dalej nic....... Więc czas było zając się Mężem... Bardzo niechętnie poszedł na badanie nasienia... Najpierw były moje prośby, groźby, krzyki, płacze... byłam załamana, że nie chce iść się zbadać, skoro niby bardzo pragnie dziecka... W końcu się udało! I tak oto w styczniu odebrałam wyniki Męża i.... z jednej strony się załamałam, bo było bardzo kiepsko... wszystko poniżej normy... morfologia na poziomie 2% , ruch poniżej norm... Objętość mała.. pamiętam ten piątkowy wieczór... pokłóciliśmy się strasznie, bo ja załamana, a Mąż na zasadzie wyparcia twierdził, że wyniki są dobre... Teraz wiem, że bardzo się tym wszystkim przejął tylko tak zareagował i nie potrzebne były moje pocieszania i dramatyzowanie... Od tego czasu to bez wątpienia "NASZA WINA" .. Czy jest mi łatwiej - zdecydowanie "nie", bo ciężko mi z tym, że ja i Mąż nie jesteśmy w równym stopniu zaangażowani ... Efekt jest taki, że od połowy kwietnia do dziś nie wspomagamy się leczeniem tylko "czekamy na cud", który nie nadejdzie... Dobrze, że mam wizytę u mojego starego Lekarza za tydzień w piątek i zobaczymy co tam się dzieje... I jaki jest dalszy plan.. Także reasumując zawsze trzeba pamiętać, że to WSPÓLNY PROBLEM i PARA RAZEM się z nim zmaga.. I to niczyja wina.. Bardzo ważne, w tej walce jest żeby być dla siebie nawzajem wsparciem.
8 dc
Kolejny monitoring
Rano byłam na pobraniu krwi miałam zbadać estradiol a zrobiłam lH by sprawdzić czy cetrotide na mnie działa.
Wynik lh 1,05
Estradiol 1113
O 13 wycieczka na kolejne USG.
Tym razem mniej stresu, byłam nastawiona pozytywnie. A wczoraj afirmowalam że mam 10 jajek
6 na prawym i 4 na lewym 😊
I wynik 6 ładnych pęcherzykow 4 mniejsze które trzeba jeszcze nakarmić by rosły. Największy 17mm Endo 9mm
I okazało się że jest 6 na JP i 4 na JL 😄
W końcu gin zadowolony z obrotu sprawy.
A ja w szoku że tamten urósł tylko 3 mm w ciągu 2 dni. Bo myślałam że już 20mm ma lub więcej.
Dziś kolejne leki dostałam
Rano cetrotide, wieczorem mensinorm 150 i fostimon 150 tym razem inny lek. Zobaczymy jego działanie.
W sobotę kolejny monitoring. Punkcja pod znakiem zapytania albo poniedziałek albo środa. Okaże się już w sobotę.
Coś czuję że jednak poniedziałek ale ufam lekarzowi, wie co robi.
Sam mi powiedział że dobrze zrobiłam jadąc wcześniej dzięki temu w porę był podany cetrotide. Inaczej stymulacja poszłaby w diabły. Ja mu powiedziałam tak czy siak bym przyjechała nawet wtedy co mnie nie chciał, ale dał się przekonać. Intuicja jednak jest niezawodna.
Teraz byle te maluchy rosły i aby komoreczki były idealnej wielkości i jakości by jak najwięcej zapłodnić.
Pytałam się jego o Estrogen priming że może trzeba było to zastosować. Powiedział że kiedyś tego używali schematu, ale nie sprawdził się. Wiele pacjentem potem miało problem ze stymulacja FSH nie chciało ruszać stąd odstąpili od tego. Ja idę jakimś innym.protokokem, w którym dodaje się w odpowiednim czasie przy wielkości największego 14mm cetrotide by nie popękały a inne mogły dojrzewać.
Dziękuję dziewczyny za modlitwę i za to że jesteście.
Cały kolejny dzień porażek z butelką. Panie/ciocie pozwalają mi próbować karmić butelką, ale kończy się tak samo 😔 tylko ta sonda i sonda😔 Dopiero na koniec dnia Marysia wypiła całe 20 ml ode mnie 😊 (jej porcja to 45ml) No może prawie, bo pewnie co nieco uciekło, ale jednak coś ruszyło 💪💪
10 doba. Za jednym razem odciągam 30ml z obu piersi łącznie. To jakieś 250 ml na dobę. Dramat 😰
Matka produkuje minimalne ilości jedzenia, a dziecko nie umie zjeść nawet tego... tośmy się dobrały 😧
Jak wychodzę ze szpitala to mam wrażenie jakby mi ktoś ją odbierał😰
Wiem, że są tu mamy od 3 miesiecy, ale dla mnie każdy dzień to wieczność. A w mieszkaniu puste łóżeczko, pusty wózek, wanienka, cały nasz dom czeka na Marysię... nawet choinka jeszcze czeka...
Nasza Calineczka ur. 2070g spadła do ok 1950g kilka dni po porodzie, a dziś w 10 dobie waży już 2130g - idzie jak burza ☺️
Kontakty z rodzicami ograniczam, znaczy z mamą, bo tata jest chyba śmiertelnie na mnie obrażony za ostatnia rozmowę sprzed paru dni jak ich zapytałam - gdzie byli wcześniej.
Po prostu jestem zmęczona i nie mam ochoty marnować energii nawet na zbędne gadanie.
Czuje że dostane okres. Wygląda na to, że Moje cykle znów będą miały 25-26dni. Szlak mnie trafi jeżeli dostanę dziś lub jutro. Wtedy możliwość zabiegu przypadnie na weekend,bo gdybym wstawiła się w poniedziałek a zabieg miałby być we wtorek to będzie akurat czas owulacji. Chyba ze jakiś cud nastanie i w 8dc będę "czysta" , wtedy zabieg o ile to możliwe byłby w piątek i wszystko byłoby dobrze. Ale z moim szczęściem..
W tym miesiącu obserwuje się trochę bardziej. I nie rozumiem nic. Śluz płodny zaraz po miesiączce i zmienił się w niepłodny w 12dc. W 11dc ból podbrzusza, 13dc mała różowa plamka w wydzielinie. Czyżbym była już po owulacji? Moje cykle zwykle trwały Ok 30 dni, ostatni 28, chyba ze przez te plamienia już nie umiem liczyć. Zobaczę ile będzie trwał ten cykl. Być może to cykl bezowulacyjny...? 😕 Od następnego miesiąca będę robic testy owulacyjne, nie mogę za bardzo mierzyć temperaturę, bo Fifi w nocy budzi się zazwyczaj dwa razy, wiec sen jest przerwany. Wizyta u ginekologa dopiero 20 lutego, jestem nowa pacjentka dlatego tyle każą czekać. No to czekam.
27 DC - OVF nadal nie zamierza wskazać mi owulacji, a ja już czuje, że zbliża się TO czego nie chce, TO czego nie lubię, TO co zaczynam nienawidzić!
Na październik obstawiałam wszystko, chyba moją cała nadzieję, energię i miłość... Cykl po histerolaparoskopii, który musi być TYM CYKLEM... Musi!
Po cichu robię testy, a nawet samej przed sobą jest mi z tego powodu wstyd. Bo miałam poczekać do 30-31dc. ale czuję taka potrzebe, więc robię.
A potem patrzę na tą BEZNADZIEJNĄ BIEL i mam dość wszystkiego!!!
BEZNADZIEJNA ja 😔
Edit: ostatecznie dodatalm "sztucznie" owulację na 18 DC
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2020, 07:42
Wczoraj po południu zdrzemnęłam się przez chwilę na kanapie. Śniło mi się, że rodziłam martwe dziecko. Byłam taka radosna, kiedy nagle uświadomiłam sobie, że brzuch jest o wiele za mały, a dziecko przecież nigdy nawet się nie poruszyło. Straszny sen... Później przez cały wieczór o nim myślałam. Przeżyłam to tak mocno, że w nocy śniło mi się, że opowiadam M. o tym śnie :o
Wróciły moje znane i lubiane objawy depresji. Codzienne pobudki o 4-5 nad ranem, nie mogę spać. Nie umiem rozmawiać z nikim, kontaktuję się tylko z mężem i ze swoim psem. Jedzenie nie ma żadnego smaku. Nie poznaję siebie w lustrze. Chciałabym coś ze sobą zrobić - przez te wszystkie leki przytyłam kilka kilo i mam straszny cellulit. Ten cellulit to moja udręka. Moje włosy to tragedia. Zapuściłam piękne długie blond włosy i mnie wkurwiaja, zastanawiam się, czy nie ciachnąć ich na krótko. Nie utożsamiam się z osobą w lustrze, pewnie to ma jakąś ładnie brzmiącą, specjalistyczną nazwę. Ech, co robić...
W temacie starań mamy jakiś plan... W połowie lipca wizyta w klinice, zobaczymy, co zaproponuje lekarz. Chcemy jeszcze raz podejść tutaj do IVF, a jeśli się nie uda - ministymulacja w Czechach. Później kończymy - jeśli nadal nie będzie bąbelka, planujemy adopcję komórki. Jeśli i to się nie uda, adopcja zarodka. A zatem plan jest - teraz tylko trzeba go zrealizować krok po kroku. Na ten moment wydaliśmy na starania jakieś 50-60 tysięcy i pewnie wydamy drugie tyle. Kilka lat badań, IUI, dwa IVF, setki wizyt. Człowiek by sobie coś kupił, wyjechał na wakacje, ale nie może
tzn. może, ale przecież trzeba oszczędzać na leczenie.
Na ten moment nie wyobrażam sobie skorzystania z komórki dawczyni - to trochę tak, jakbym wychowywała dziecko mojego męża i innej kobiety
ale pewnie po kilku kolejnych podejściach do in vitro zmienię zdanie. Tylko nie wiem, jak wytrzymam komentarze rodziny, że bardziej podobne do tatusia niż do mamusi. Czemu dziecko nie odziedziczyło tego czy tamtego po mnie...? Ech, ciężka sprawa. Pozostaje wierzyć, że uda się któreś IVF na moich komórkach. O ile kiedykolwiek jeszcze uzyskamy jakiś zarodek.
I jeszcze na dobitkę straszna miesiączka, moja ciało pozbywa się naszego zarodeczka, ech. Trochę się do niego przywiązałam, czekając na efekty transferu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2022, 06:56
8tc+4d (41 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Od rana prawie brak mdłości, piersi dziwnie miękkie, brzuch płaski, niby człowiek wie, że tak może być, ale gdzieś tam z tyłu głowy zaczyna się wiercić durny robak niepewności. Mdłości źle, brak mdłości jeszcze gorzej. Szczęśliwie co tygodniowe wizyty usg uspokajają moje ataki paniki, po wizycie około 2-3 dni jestem spokojna, a kiedy zaczyna się coś dziać i zaczynam świrować myślę sobie "wrzuć na luz, za kilka dni masz kontrolę" i tak tydzień za tygodniem. Na każdym usg ten sam schemat "jest serduszko?" i zaraz drugie pytanie "jaki jest rozmiar", a ponoć rozmiar nie ma znaczenia 🤭
Krewetka ma się dobrze i pięknie rośnie 2,1 cm 🥰 Dzisiejszy dzień bez chęci zwymiotowania wszystkim co jest poniżej linii gardła sprawił, że mogłam cieszyć się ciążą i przyznam, że to naprawdę niesamowite uczucie.
Czara, ostatnio myślałam o Tobie.
Wiem co czujesz, doskonale to rozumiem. Ja też nie brałam witamin, do teraz biorę w kratę bo ciągle rzygam. Czekam na wieści co ulekarza. Powiedz co u Frania.
wczoraj monit 11dc.
jl 2 pecherzyki 11 i 12 mm
jp 1 pecherzyk 14 mm
endometrium ok 8mm
dołożone 3 ampułki menopuru -na wczoraj, dzisiaj i jutro.
monit w sobote.
krótkie podsumowanie wydatków:
1 listek letrozolu - ok 15 zł
1/3 op estrofemu - ok 5 zł
7 ampułek menopuru + strzykawki - ok 600 zł
monitoringi - ok 360 zł
podsumowanie ok 980 zł + witaminy
...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2020, 08:40
Niedawno kupiłam nową partię testów owulacyjnych i standardowo dołożyli parę ciążowych. Akurat wczoraj byłam w 28 dc więc pomyślałam, że przetestuję
piersi wciąż bolały, generalnie nie czułam się jeszcze na miesiączkę. A więc zrobiłam test, oczywiście negatywny (a jak), a następnie na papierze toaletowym zobaczyłam krew. Los jaśniej nie mógł mi dać do zrozumienia, że NIE JESTEM W CIĄŻY
wręcz jakby chciał to wykrzyczeć mi prosto w twarz 
Ale niepokoi mnie moim zdaniem zbyt krótka faza lutealna. W tym cyklu pierwsze plamienia pojawiły się już w 9 dniu po owulacji. Generalnie 2 faza wynosi u mnie około 10 dni, moja najdłuższa do tej pory do 14 dni, ale średnio 10-11, w tym plamienia zdarzają się już w 8 dniu po owulacji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2020, 10:40
Noce generalnie były ciulate, ale to co ostatnio się dzieje sprawia, że jestem psychicznym wrakiem.
Wieczorne zasypianie kończy się godzinnym wyciem,wrzaskiem i noszeniem. Kładę ją jak zwykle o ok. 19,45, pije cztery łyki mleka i zaczyna się, pokazuje, że mam ją przytulić i nosić. Nie tulić, nie stać, nie bujać, tylko nosić= chodzić. I to też nie daje gwarancji, że będzie cicho. Zasypia o 21.
Wstaje godzinę wcześniej, dzienną drzemkę śpi godzinę krócej (na rękach), chodzi spać godzinę później. Ja nie wiem co mam robić. Ilość moich wylanych łez można w hektolitrach przeliczyć. Wkurzam się już na nią, a ona tak płacze więc serce mi pęka. No i noce, chce na ręce, ciumka pierś, ale nie tak jak zwykle, tylko ciągnie za nią, gryzie, łapie zębami.
Wiem,że może to wynika ze stresu związanego ze żłobkiem, próbuję to przetrwać, ale ciężko jest.
Prenatalne ok, druga córka.
14 dc
Aaa nie mam pojęcia co się dzieje... Od dwóch, może trzech dni mam takie delikatne bóle, jakby okresowe, a na papierze zauważyłam blade ślady plamienia. Myślałam, że może to ze stresu przed zabiegiem. A dziś silne plamienie, jakby @ się miała rozkręcać. Cholera jasna, 14 dzień cyklu, co jest?! Owulację mi wczoraj potwierdzili, na usg było widoczne ciałko żółte.
Jeszcze pół roku temu chwaliłam się książkowymi cyklami, a teraz wszystko takie rozpieprzone, cykle 35-dniowe, przeciągające się krwawienia, plamienia 😖
Nie wiem, co w takim układzie z tym zabiegiem, a nie mam lekarza prowadzacego, którego mogłabym o to zapytać. 😟
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.