Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 21 czerwca 2022, 06:54

Wczoraj po południu zdrzemnęłam się przez chwilę na kanapie. Śniło mi się, że rodziłam martwe dziecko. Byłam taka radosna, kiedy nagle uświadomiłam sobie, że brzuch jest o wiele za mały, a dziecko przecież nigdy nawet się nie poruszyło. Straszny sen... Później przez cały wieczór o nim myślałam. Przeżyłam to tak mocno, że w nocy śniło mi się, że opowiadam M. o tym śnie :o

Wróciły moje znane i lubiane objawy depresji. Codzienne pobudki o 4-5 nad ranem, nie mogę spać. Nie umiem rozmawiać z nikim, kontaktuję się tylko z mężem i ze swoim psem. Jedzenie nie ma żadnego smaku. Nie poznaję siebie w lustrze. Chciałabym coś ze sobą zrobić - przez te wszystkie leki przytyłam kilka kilo i mam straszny cellulit. Ten cellulit to moja udręka. Moje włosy to tragedia. Zapuściłam piękne długie blond włosy i mnie wkurwiaja, zastanawiam się, czy nie ciachnąć ich na krótko. Nie utożsamiam się z osobą w lustrze, pewnie to ma jakąś ładnie brzmiącą, specjalistyczną nazwę. Ech, co robić...

W temacie starań mamy jakiś plan... W połowie lipca wizyta w klinice, zobaczymy, co zaproponuje lekarz. Chcemy jeszcze raz podejść tutaj do IVF, a jeśli się nie uda - ministymulacja w Czechach. Później kończymy - jeśli nadal nie będzie bąbelka, planujemy adopcję komórki. Jeśli i to się nie uda, adopcja zarodka. A zatem plan jest - teraz tylko trzeba go zrealizować krok po kroku. Na ten moment wydaliśmy na starania jakieś 50-60 tysięcy i pewnie wydamy drugie tyle. Kilka lat badań, IUI, dwa IVF, setki wizyt. Człowiek by sobie coś kupił, wyjechał na wakacje, ale nie może :( tzn. może, ale przecież trzeba oszczędzać na leczenie.

Na ten moment nie wyobrażam sobie skorzystania z komórki dawczyni - to trochę tak, jakbym wychowywała dziecko mojego męża i innej kobiety :D ale pewnie po kilku kolejnych podejściach do in vitro zmienię zdanie. Tylko nie wiem, jak wytrzymam komentarze rodziny, że bardziej podobne do tatusia niż do mamusi. Czemu dziecko nie odziedziczyło tego czy tamtego po mnie...? Ech, ciężka sprawa. Pozostaje wierzyć, że uda się któreś IVF na moich komórkach. O ile kiedykolwiek jeszcze uzyskamy jakiś zarodek.

I jeszcze na dobitkę straszna miesiączka, moja ciało pozbywa się naszego zarodeczka, ech. Trochę się do niego przywiązałam, czekając na efekty transferu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca 2022, 06:56

8tc+4d (41 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Od rana prawie brak mdłości, piersi dziwnie miękkie, brzuch płaski, niby człowiek wie, że tak może być, ale gdzieś tam z tyłu głowy zaczyna się wiercić durny robak niepewności. Mdłości źle, brak mdłości jeszcze gorzej. Szczęśliwie co tygodniowe wizyty usg uspokajają moje ataki paniki, po wizycie około 2-3 dni jestem spokojna, a kiedy zaczyna się coś dziać i zaczynam świrować myślę sobie "wrzuć na luz, za kilka dni masz kontrolę" i tak tydzień za tygodniem. Na każdym usg ten sam schemat "jest serduszko?" i zaraz drugie pytanie "jaki jest rozmiar", a ponoć rozmiar nie ma znaczenia 🤭

Krewetka ma się dobrze i pięknie rośnie 2,1 cm 🥰 Dzisiejszy dzień bez chęci zwymiotowania wszystkim co jest poniżej linii gardła sprawił, że mogłam cieszyć się ciążą i przyznam, że to naprawdę niesamowite uczucie.

anemic Wielkie chcenie ... 10 stycznia 2020, 10:56

Czara, ostatnio myślałam o Tobie.
Wiem co czujesz, doskonale to rozumiem. Ja też nie brałam witamin, do teraz biorę w kratę bo ciągle rzygam. Czekam na wieści co ulekarza. Powiedz co u Frania.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 10 stycznia 2020, 08:25

wczoraj monit 11dc.
jl 2 pecherzyki 11 i 12 mm
jp 1 pecherzyk 14 mm
endometrium ok 8mm
dołożone 3 ampułki menopuru -na wczoraj, dzisiaj i jutro.

monit w sobote.

krótkie podsumowanie wydatków:
1 listek letrozolu - ok 15 zł
1/3 op estrofemu - ok 5 zł
7 ampułek menopuru + strzykawki - ok 600 zł
monitoringi - ok 360 zł

podsumowanie ok 980 zł + witaminy

...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2020, 08:40

Niedawno kupiłam nową partię testów owulacyjnych i standardowo dołożyli parę ciążowych. Akurat wczoraj byłam w 28 dc więc pomyślałam, że przetestuję :P piersi wciąż bolały, generalnie nie czułam się jeszcze na miesiączkę. A więc zrobiłam test, oczywiście negatywny (a jak), a następnie na papierze toaletowym zobaczyłam krew. Los jaśniej nie mógł mi dać do zrozumienia, że NIE JESTEM W CIĄŻY :P wręcz jakby chciał to wykrzyczeć mi prosto w twarz ;)
Ale niepokoi mnie moim zdaniem zbyt krótka faza lutealna. W tym cyklu pierwsze plamienia pojawiły się już w 9 dniu po owulacji. Generalnie 2 faza wynosi u mnie około 10 dni, moja najdłuższa do tej pory do 14 dni, ale średnio 10-11, w tym plamienia zdarzają się już w 8 dniu po owulacji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2020, 10:40

anemic Wielkie chcenie ... 10 stycznia 2020, 10:50

Noce generalnie były ciulate, ale to co ostatnio się dzieje sprawia, że jestem psychicznym wrakiem.
Wieczorne zasypianie kończy się godzinnym wyciem,wrzaskiem i noszeniem. Kładę ją jak zwykle o ok. 19,45, pije cztery łyki mleka i zaczyna się, pokazuje, że mam ją przytulić i nosić. Nie tulić, nie stać, nie bujać, tylko nosić= chodzić. I to też nie daje gwarancji, że będzie cicho. Zasypia o 21.
Wstaje godzinę wcześniej, dzienną drzemkę śpi godzinę krócej (na rękach), chodzi spać godzinę później. Ja nie wiem co mam robić. Ilość moich wylanych łez można w hektolitrach przeliczyć. Wkurzam się już na nią, a ona tak płacze więc serce mi pęka. No i noce, chce na ręce, ciumka pierś, ale nie tak jak zwykle, tylko ciągnie za nią, gryzie, łapie zębami.
Wiem,że może to wynika ze stresu związanego ze żłobkiem, próbuję to przetrwać, ale ciężko jest.

Prenatalne ok, druga córka.

aster Plan B. 24 września 2020, 14:33

14 dc
Aaa nie mam pojęcia co się dzieje... Od dwóch, może trzech dni mam takie delikatne bóle, jakby okresowe, a na papierze zauważyłam blade ślady plamienia. Myślałam, że może to ze stresu przed zabiegiem. A dziś silne plamienie, jakby @ się miała rozkręcać. Cholera jasna, 14 dzień cyklu, co jest?! Owulację mi wczoraj potwierdzili, na usg było widoczne ciałko żółte.
Jeszcze pół roku temu chwaliłam się książkowymi cyklami, a teraz wszystko takie rozpieprzone, cykle 35-dniowe, przeciągające się krwawienia, plamienia 😖
Nie wiem, co w takim układzie z tym zabiegiem, a nie mam lekarza prowadzacego, którego mogłabym o to zapytać. 😟

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 10 stycznia 2020, 22:34

Po wizycie.

Co tu powiedzieć.. Amh mam chyba niższe niż 0,53 (w końcu badanie jest z marca 2019). Mimo maksymalnej dawki leków po 5 dniach stymulacji mamy 3 niewielkie pęcherzyki i kilka malenstw, których nie ma co brać pod uwagę. Pani dr mówiła, że nie spodziewała się lepszego wyniku patrząc na naszą sytuację i mam się nie załamywać.
We wtr się widzimy znów.

Moje czarnowidztwo się chyba sprawdza.. Psychicznie dziś kiepsko..

Mimo wszystko nadal mam wiarę, że wszystko będzie dobrze. Tego teraz się muszę trzymać.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 11 stycznia 2020, 08:34

To już 15 tygodni Olusiowych <3

Oli jest wesołym, kochanym i rozgadanym chlopczykiem ;) składa rączki,bawi się i łapie zabawki,spi ładnie,uwielbia gugać i wydawać dźwięki:) zapatrzony jest w Pole jak w obrazek,zresztą w męża tez😁
Nosimy rozmiar 68 z którego pomału wyrasta ;o
W środę mamy szczepienie,zobaczymy ile puciek waży;)
Pola też kochana,ostatnio powiedziala ostatnio " mamuś,jestem zadowolona z Ciebie że urodzilas Olusia" <3 moje miłości. Kocham ich nad życie!

Przed nami intensywny czas.
Dzisiaj jedziemy milion rzeczy załatwić plus teście. W środę mamy szczepienie. W weekend znowu zakupy. 22 mam giną,24 okulista,odebranie tortu bo 25 na 11 chrzciny Olusia <3 mam nadzieję,że chrzesniak mi nie zarazi niczym Poli bo 1.02 chcemy jechać do Ikei.
Po chrzcinach będę dawać Olusiowi pierwsza marchewkę:o
Wciąż debatujemy na temat trzeciego malucha, jest mnóstwo przeciw niestety. Zobaczymy co czas pokaże.
Trzeba wstawać i gonić moich ;D

11+0

Dziś pierwszy dzień mitycznego dwunastego tygodnia. Wczoraj BBF poinformował, że okres największego zagrożenia dla ciąży dobiegł końca. Powinnam w związku z tym zamieścić hurra-optymistyczny wpis, a tu będzie miągawica 🤭

Niestety, humor nie słucha ciążowego kalendarza ani kolorowych stereotypów.

Po pierwsze: MDŁOŚCI 🤦‍♀ Mdłości połączone z zawrotami głowy, wirującym światem, dreszczami, skórą cierpnąca na głowie jakbym w miejscu włosów miała igły i rozmywającym się widokiem przed oczami. Od kilku tygodni nie wychodzę z domu. Ba, nawet nie jestem w stanie podnieść się z łóżka. Ledwo udaje mi się zmusić do pójścia pod prysznic, a i to tylko przy otwartym na oścież oknie i butelką wody z cytryną pod ręką bo inaczej niechybnie zaryłabym facjatą o krawędź wanny. W ustach kwaśno-gorzka gęsta ślina, której nie da się przełknąć. Taki kleisty glut wędrujący wciąż między krtanią a migdałkami. Niżej, w żołądku, coś zimnego, obślizgłego i jakby żywego, próbującego wydostać się do przełyku. Dociera do połowy klatki piersiowej i wraca. A potem znowu. Znacie scenę z Harrego Pottera jak Ron rzyga takimi śluzowatymi ślimakami? Myślę, że to właśnie jest to 😒

Podobno pod koniec 3 miesiąca powinno zacząć się poprawiać. Gówno prawda. Pogarsza się. Już nawet nie pomaga zagryzanie czymś kwaśnym, albo słodkim, albo neutralnym jak suchy chleb. Nic już nie pomaga.

Jeszcze fajniej jest jak ktoś po raz setny z bananowym uśmiechem na twarzy pyta mnie jak się czuję. Na moje "fatalnie" odpowiada "no ale najważniejsze że dziecko ma się dobrze" 🤨Noż kurwa, don't get me wrong jak mówi poeta, do tej pory nawet nie wzięłam żadnych leków łagodzących mdłości bo zdrowie tego malucha jest dla mnie najważniejsze, ale traktowanie kobiety jak inkubatora, którego samopoczucie czy emocje nie mają żadnego znaczenia dopóki nie zakłócają "jej pracy" chyba jest trochę kurwa słabe? 🙄 Czy się kurwa mylę... kurwa.

😄 No to mi trochę lepiej teraz.

"Podrugi" problem jest bardziej ulotny. Wciąż nie mogę cieszyć się ciążą. Wciąż tak naprawdę nie mogę uwierzyć, że w niej jestem. Nie czuję więzi ze swoim brzuchem. Czuję więź ze zdjęciem z USG, z nagraniem, na którym to szkrabiątko tak się pięknie przeciąga - to rozczula mnie do łez, ale nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się W MOIM BRZUCHU.

Przez długie lata niepłodności wyobrażałam sobie, że jak się wreszcie uda to będę z tym brzuchem rozmawiać, głaskać go, puszczać mu muzykę itp. A tu nic. Jakby ta informacja o ciąży ślizgała się po powierzchni mojego mózgu, ale nie była w stanie przeniknąć głębiej do prawdziwej świadomości. To do mnie po prostu nadal NIE DOCIERA. Dosłownie.

Tylko czemu? To przez to, że tak źle się czuję? Czy to przez te lata porażek i rozczarowań? Nie umiem już uwierzyć w nic dobrego? Czy podświadomie boję się, że coś się spierdzieli, więc lepiej się nie przywiązywać? Czy mi się już tak na zawsze skóra znosorożcowała? Tylko ja tak mam? Czy inni też? Bo P to mi nawet nie pozwala mocniej dotknąć brzucha "żeby nie uszkodzić dziecka" 😄A ja w nim po prostu nic nie czuję 😒I nie chodzi mi oczywiście o ruchy, tylko tak transcendentalnie 😜Że ktoś tam jest. Że coś tam się dzieje.

Zwariowałam? 🙄😒

W każdym razie generalnie czuję się jak kupa.



Oby do tych prenatalnych. Jeszcze 7 dni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2020, 18:44

Ja jestem chyba nienormalna bo aktualnie mam nadzieję że w ciąży nie jestem .We wrześniu prawdopodobnie zaczęła bym pracę marzeń w żłobku który otwierają a tak to na wrzesień miałabym termin.Odliczam dni do miesiączki której wyczekuje z utęsknieniem.Zawsze chciałam pracować w budżetówce i mieć wyrypane i nie bać się że Ce zwolnią.I to marzenie może się we wrześniu spełnić popracowała bym z 1,5 roku i wtedy wrócilibyśmy do starań a jakby się udało to swoje dziecko też bym do żłobka zapisała i miałabym go na oku😊o dwie poprzednie ciążę staraliśmy się po dwa lata więc zajście w ciążę w moim przypadku w pierwszym miesiącu starań byłby mego cudem

followka Nic nowego, nic odkrywczego 10 stycznia 2020, 21:25

Moje szczęście kończy jutro 14 tygodni. Nie wiem nawet kiedy te 3 mce minęły. Łatwo nie bylo i nie jest ale warto.
Zdałam sobie sprawę, że rodzicielstwo ani przez chwile nie jest lekkie. To jest ciągły stres czy dziecku nic nie bedzie, czy nie stanie mu sie krzywda. Dzisiaj na przykład gdy obrocilam małego w wannie żeby mu umyć plecki usłyszałam jak dziwnie oddycha, ja patrze a on ma cała twarz w pianie 😥 i teraz siedze i patrzę na niego czy wszystko w porządku. Nie wiem jak ja w nocy będę spać. Każdej nocy nastawiam budzik żeby do niego zajrzeć upewnić się że oddycha. A im będzie starszy tym potencjalnych zagrożeń będzie więcej. I tak cale życie teraz 😓
Heh jestem panikara i nie potrzebnie się nakręcam ale na pewno nie jestem jedyna, która tak ma 😂 cieszę się każda chwilą jaką spędzam z synkiem, te chwile kiedy sie do mnie uśmiecha i próbuje juz coś gadać, kiedy łapie mnie swoja małą rączką za palce... Robi to codziennie a mi ciagle mało 🙂
Jest dobrze, oby juz tak zostało.

34+3
No i moje przeczucia stały się prawdą. Pojechałam na USG do gina. Zrobił pH pochwy 7 USG pokazało wody 3,8. Spadek więc płyn się sączy to nie śluz.
Natychmiast skierowanie na szpital
Waga małego to 2183.
Oczywiście nie przygotowana na szpital byłam. Pojechaliśmy do Matki Polki tam mnie gin wysłał. Bo mają dobry sprzęt dla wcześniaków.
Szpital to najgorsze co może być.
Przyjęli mnie na oddział. Zbadali. Trafiła mi się mila Pani doktor.
Też stwierdziła że to wody bo na USG się sączyły.
Przepisała sterydy na płuca małemu, kroplówki z magnesem , kroplówki z antybiotykiem ktg 2 *1
Wczoraj podali po 3 kroplówki dziś rano też. Wody mi popłynęły w nocy znów nerwy. Spać nie mogłam bo dziewczyna obok strasznie chrapala.
Czuję się jak zombie.
Malucha badali kilkakrotnie 17, 20,24, 3,6. Widać że był wkurzony bo przed ktg przemieścił się z prawej na lewą stronę a teraz na środek. Widać że ma dosyć.
Dziś AFI 7 tyle co wczoraj ale dziwne bo w nocy leciało i trochę rano. Potem minimalnie oo 15 ale już lepiej. Tylko leże nie chodzę. Dziś na obchodzie stary cap się trafił boleśnie szyjkę zbadał myślałam że umrę potem stwierdził że to nie wody bo nic nie leci. Ja mu mówię że w nocy cała podpaska, no dobra zrobimy USG. Niektórzy lekarze są tragiczni.
Ten co mi USG robił jakid młody powiedział że porodu nie będą mi wywoływać bo brak skurczy szyjka 5cm i brak rozwarcia. Jedynie jak braknie wód to wtedy poród teraz tylko obserwacja.
Szybko mnie nie wypuszcza z z jednej strony chce do domu a z 2 tu jest opieka. A w domu byłby stres czy wody są czy nie ma bo kolejny stres a tak jestem spokojna o małego.
Lepszych urodzin nie mogłam wymarzyć.
Ehh ale bym chciała aby mały wytrwał ten tydzień czy dwa. Niech będzie październikowy nie wrześniowy. Choć zawsze chciałam dziecko blisko moich urodzin. Ale zmienilam zdanie
Mąż do mnie z tekstem to kara za złożenie łóżeczka wcześniej. Ja do niego to przeczucie stąd miałam nacisk na wyprawkę i prasowanie. Chyba jednak intuicja.

Pierniki zjedzone, światełka i bombki jeszcze obecne, choć już trochę mówią do mnie "schowaj nas do szafy, widzimy się w przyszłym roku" :)

Pochwalę się troszkę prezentami. Od Mężusia dostałam ekslibris. Przedstawia on baletnicę, która się wspina na skałę. Skała jest zbudowana z... nutek!!! A lina asekurująca wspinającą się baletnicę przekształca się w moje imię i nazwisko :) no czad, dawno nie dostałam takiego super prezentu!!! Część książek jest już ostemplowana, a część czeka na ostemplowanie. A od Rodzinki dostałam książkę z przepisami na fit słodycze. Wypróbowałam z niej przepis na chałkę orkiszową. Dłużej trzyma świeżość niż normalna, jest znacznie ciemniejsza od normalnej, ale smakuje fajnie. Z masełkiem i dżemikiem domowej roboty. Mniam.

Gadałam z koleżanką. Koleżanka ta utożsamia pojęcie idealnej kobiety i rodziny. W moim wieku, dziecko w kwietniu skończy 3 lata, po ślubie lat 5, mieszkanie na kredyt w Wawie, dwa autka (oczywiście, że znacznie nowsze niż moja Sardynka, która skończyła właśnie 15 lat). Mąż 4 lata od niej starszy, świetny zawód, super dobrze zarabiający, a jednocześnie pracujący 8 godzin dziennie, więc luz. Ich córka wiecznie choruje. I okazało się, że ma do wycięcia trzeciego migdała. Żeby to zrobić mała musi być zdrowa. Żeby być zdrową nie może chodzić do przedszkola, więc oni się nią muszą zajmować. Koleżanka więc stworzyła kilka planów (urlop wychowawczy odpada, gdyż "no wiesz, ciężko wyżyć z jednej pensji, poza tym kredyt, no i zastanawiamy się nad zmianą telewizora na większy - wyobraźcie sobie moją minę /rozmowa była rozmową telefoniczną na szczęście/, gdy to usłyszałam, a ja nie mam telewizora i nie zamierzam nabywać go), jednym z nich jest zajście w drugą ciążę. No i rzuca hasło takie "Wiesz, staramy się już od dwóch tygodni, no i wiesz, natura nie zawsze jest sprzymierzeńcem".

Trzymajcie mnie. No trzymajcie mnie, bo po prostu zeświruję. Nie pomoże joga, medytacja, modlitwa, no po prostu nie pomoże. Laska zero empatii, zero, a może nawet mniej niż zero. Kur.a. Ona się od DWÓCH tygodni stara o KOLEJNE dziecko, żeby iść na płatny urlop i zajmować się starszym dzieckiem, które musi przygotować do zabiegu. Nam stuknie 3,5 roku starań pierwsze dziecko. Nie to, żebym porównywała! Skądże znowu! W ogóle nie porównuję. Jest mi to totalnie obojętne!
A jednak. Porównuje się samo, w mojej głowie, myśli same układają się na wadze. I Temida stoi i waży te myśli. Z zamkniętymi oczami. Jak to Temida. I porównuje. Nie ja. Ona. Ona je porównuje. I wychodzi jej na to, że trzeba ograniczyć kontakt z koleżanką, gdyż koleżanka widzi czubek własnego nosa. Moja własna, nieomylna Temida. Nie chodzi mi o to, że ona się stara o kolejne, ale raczej o całokształt. Nie, nie wybuchnęłam. Brawka dla mnie!!! Takie jak w "Legalnej Blondynce". Wystarczą mi. Nie wybuchnęłam. Potem się przeszłam na spacer szybkim tempem.

Przy okazji, jak się kiedyś widzieliśmy z tymi samymi ludźmi, to zadzwonił telefon mojego Mężusia. Akurat zapomniał wyłączyć dzwonek. I słyszę pytanie od koleżanki: "Krąsi, a nie irytuje Cię dźwięk jego dzwonka? Ja bym kazała mu zmienić". :D:D:D:D no i jak sobie przypomnę to hasło, to naprawdę mam polewkę. Kurczę, chyba jestem zbyt tolerancyjna. Nie wnikam w dźwięk dzwonka mojego Mężusia, baaaa, nigdy nie dotykam jego telefonu i portfela. Nigdy. Jakby mnie denerwował dźwięk dzwonka telefonu, to co ja bym musiała przeżywać np. stojąc w korku, obsługując nerwowego interesanta, odpowiadając za zaległości przed przełożonym albo w sytuacjach spotykanych w codzienności Staraczek? :D Także ludzie potrafią mieć powody do kłótni i denerwowania się :D

Rok 2019 obfitował w wiele, różnych wydarzeń. Sporej ilości osób pomogłam w przejściu na tzw. fioletową stronę mocy. Sporo osób tu na ovu przyszło później niż ja, a już jest w stopniu super zaawansowanym na fioletowej stronie mocy. Przejechałam się na wielu lekarzach, w związku z czym nieustannie cierpi moje zaufanie do tych lekarzy, na których się nie przejechałam. Co miesiąc żegnałam się z dotychczasowym życiem i układałam plany ciążowo-macierzyńskie. Znalazłam nam ośrodek adopcyjny, do którego się udamy, gdy wyczerpiemy już wszystkie możliwości medyczne. Ograniczyłam jedną bardzo zażyłą znajomość z jedną osobą. Sprawdziłam się w roli Szefa. Wzięłam udział w moich pierwszych zawodach wspinaczkowych. A potem w kolejnych :) Zaczęłam być asystentem na jodze. Uzyskałam pozwolenie na przekształcenie strychu na mieszkanie. Podniosłam swój poziom cierpliwości wobec Rodzinki. Przeszłam kilka poważnych rozpaczy, czy też załamań nerwowych związanych ze staraniami. Wygadałam się przyjaciółce z problemu. Ulżyło mi. Przeszłam od początku do końca całą procedurę ivf. Nieudaną. O wiele za dużo kłótni z Mężusiem. Dobrych chwil było wiele, bardzo wiele, trzeba zadbać o to, żeby było ich jeszcze więcej. I oto jestem, tu i teraz. Spokojna. Spokojniejsza. W 2020 rok patrzę z nadzieją i spokojem. I ze swoją chęcią niesienia pomocy innym. I ze swoją organizacją. I już wiem, że to po prostu kolejna lekcja cierpliwości. Kolejna w życiu. Tym razem na poziomie mistrzowskim.

20dc (7dpo).

No i wróciłam, natchniona wynikiem badania progesteronu 7 dnia po owulacji (potwierdzonej monitoringiem). Badanie zrobiłam po raz pierwszy, podpowiedziała mi je p. ginekolog przy okazji leczenia infekcji. No i progesteron wyszedł marniutki... 1,27ng/ml, podczas gdy norma dla fazy lutealnej zaczyna się od 1,83 do 23,9. W związku z tym chyba mamy punkt zaczepienia, czyżby odnalazła się przyczyna niepowodzeń? Ciekawa jestem co na ten wynik powie lekarz, który proponując inseminację uparcie odmawiał jakiejkolwiek stymulacji. No i co tu robić dalej?


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2020, 09:08

1 dc (8dpo)

Nie wiem co tu się wydarzyło.
Wczoraj rano zrobiłam progesteron (1,27ng/ml 7dpo), wieczorem natomiast zaczęłam intensywnie bordowo plamić (z jakimiś "dodatkami") a w nocy spadł wodospad krwi.
Okres? Teraz? 8 dni po potwierdzonej owulacji? Cykl 20dniowy? A może samoistne poronienie? 😳
Czy w takim razie wynik progesteronu był miarodajny, jeżeli był to dzień przed okresem a jednocześnie 7dpo?
Zgłupiałam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2020, 09:20

Anuśla Musisz dać życiu szansę 11 stycznia 2020, 09:49

Pierwszy zastrzyk za mna. Oczywiście była zamotka, bo obejrzelismy dwa filmiki i w kazdym trochę inaczej tego pena przygotowywali. Suma sumarum udalo mi sie zrobic, ale mąż wstrzyknal dawke bo mnie sie tak ręce trzesly ze nie moglam nacisnąć. Trzymalam igle 10 sekund, ale kiedy wyjelam wyleciała duza kropla. Mam mala dawke leku, więc teraz oczywiscie schiz, ze wiekszosc wyleciala...ale jajniki czulam. Tyle, że mam okres wiec rownie dobrze mogly ciągnąć z tego powodu. Najlepsze jest to ze na obrazku ulotki pokazane bylo żeby wyjac fiolke z zawartoscia leku z pena, więc tak zrobiliśmy, ale potem sie zorientowalismy że tak sie robi jak trzeba wymienic wklad. Wiec znowu go zaladowalismy. Tloczek jest przesuniety o te 150 j, czy przesunie sie o kolejne 150 j jutro? Nie wiem jak to dziala, wole juz strzykawe i zastrzyk.
Dzień zaczal się smutno, bo jedna weteranka z watku ivf poronila. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Czy kiedyś sie dowiemy za co ludzi spotykaja takie rzeczy?

Aktualnie 10t2d. Mamy serduszko ❤ Na ostatniej wizycie 23.12 maleństwo miało 1,45 cm. Termin porodu z USG 5.08 a z okresu 8.08.
Ciąża inna od pierwszej. Mdłości, ból żołądka, niestrwaność, kwas w buzi, wstręt do mięsa i wędlin, zmęczenie po niewielkich aktywnościach nadal trwają w najlepsze. Nic nie przytyłam a nawet spadłam na wadze. Lekarze uskokajają i mówią że nadrobie.
Brzuszek ponad linią majtek zaczyna odstawaś, spodnie już ciaśniejsze w pasie się robią.
Jestem jakaś spokojniejsza niż za pierwszym razem ale i tak martwie się czasem czy wszystko ok. Dobrze, że mamy detektor tętna płodu, serduszko już słyszalne a w poniedzialek na 10:00 kolejna wizyta ❤❤❤

34+3
No i moje przeczucia stały się prawdą. Pojechałam na USG do gina. Zrobił pH pochwy 7 USG pokazało wody 3,8. Spadek więc płyn się sączy to nie śluz.
Natychmiast skierowanie na szpital
Waga małego to 2183.
Oczywiście nie przygotowana na szpital byłam. Pojechaliśmy do Matki Polki tam mnie gin wysłał. Bo mają dobry sprzęt dla wcześniaków.
Szpital to najgorsze co może być.
Przyjęli mnie na oddział. Zbadali. Trafiła mi się mila Pani doktor.
Też stwierdziła że to wody bo na USG się sączyły.
Przepisała sterydy na płuca małemu, kroplówki z magnesem , kroplówki z antybiotykiem ktg 2 *1
Wczoraj podali po 3 kroplówki dziś rano też. Wody mi popłynęły w nocy znów nerwy. Spać nie mogłam bo dziewczyna obok strasznie chrapala.
Czuję się jak zombie.
Malucha badali kilkakrotnie 17, 20,24, 3,6. Widać że był wkurzony bo przed ktg przemieścił się z prawej na lewą stronę a teraz na środek. Widać że ma dosyć.
Dziś AFI 7 tyle co wczoraj ale dziwne bo w nocy leciało i trochę rano. Potem minimalnie oo 15 ale już lepiej. Tylko leże nie chodzę. Dziś na obchodzie stary cap się trafił boleśnie szyjkę zbadał myślałam że umrę potem stwierdził że to nie wody bo nic nie leci. Ja mu mówię że w nocy cała podpaska, no dobra zrobimy USG. Niektórzy lekarze są tragiczni.
Ten co mi USG robił jakid młody powiedział że porodu nie będą mi wywoływać bo brak skurczy szyjka 5cm i brak rozwarcia. Jedynie jak braknie wód to wtedy poród teraz tylko obserwacja.
Szybko mnie nie wypuszcza z z jednej strony chce do domu a z 2 tu jest opieka. A w domu byłby stres czy wody są czy nie ma bo kolejny stres a tak jestem spokojna o małego.
Lepszych urodzin nie mogłam wymarzyć.
Ehh ale bym chciała aby mały wytrwał ten tydzień czy dwa. Niech będzie październikowy nie wrześniowy. Choć zawsze chciałam dziecko blisko moich urodzin. Ale zmienilam zdanie
Mąż do mnie z tekstem to kara za złożenie łóżeczka wcześniej. Ja do niego to przeczucie stąd miałam nacisk na wyprawkę i prasowanie. Chyba jednak intuicja.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 11 stycznia 2020, 13:21

stymulacja przerwana.
pecherzyki zaczęły się wchłaniać.
nie czuje nic. pustka...

dzisiaj pierwszy raz usłyszałam o in vitro.
i jak na początku bałam się o tym pomyśleć, tak teraz chcę to zrobić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2020, 13:27

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)