1dc.
Miesiączka nadeszła. Całe szczęście (co za ironia! 😒), bo 17.02 prawie będzie 11 dc. więc na spokojnie załapię się w terminie, żeby zrobić sono hsg.
Myślę, że w tym cyklu skorzystam z kubeczka, na forum dużo dziewczyn polecało, napewno nie zaszkodzi, a czy pomoże? Jak to mówią - tonący brzytwy się chwyta. Okres dopiero się zaczął, a ja już myślę co będzie w połowie cyklu 🙈 niestety, my staraczki żyjemy od owulacji do owulacji. Spokojnie mogliby nam przesuwać czas, żebysmy nie musialy tyle czekać na kolejną szansę.. 😑

Jeheria No kiedy? 24 października 2020, 21:07

5,5 miesiąca
Maciej od dwóch dni trenuje pozycję czworaczą, nawet w śnie 😂🥰 przez co nie może często zasnąć po wybudzeniu, pewnie niedługo usiądzie... Dzięki temu wzmocnił sobie mięśnie i już coraz mniej ulewa a czasami w ogóle 😮 tak się cieszę :) chociaż mamy wizytę u gastrologa 2.11. Byłam u alergologa, dostał inne mleko ale nie chciał go pić więc odpuściłam skoro mniej rzyga. Pełza też do tyłu i na boki (piwoty).
14.10 mieliśmy szczepienie. Maćko ważył 8700 i ma 72 cm wzrostu 😱 to jak 8 miesięczne bobo. No ale wzrost też... Jje 170x7 mleka ale czasem nie dopije i też część zwróci. Może jak przejdzie na mleko nr 2 to będzie bardziej się najadał? Skoro tyle waży to musi się najeść, a te mleko to noworodki przecież jedzą. No ale jeszcze pół miesiąca i nr 2 będzie.
O 10 na drugie śniadanie wprowadziłam mu kaszke z owocem (własnym), dodanym). Tak narazie z 50-70 mi mleka, a resztą popija. A jak skończy 6 miesięcy, 10.11 to biorę się już poważnie za rozszerzenie diety.
Kupiłam doidy cup, mam fartuszek, a, więc zaczynamy :D
A ja dziś sprzątnełam szafę z Ciuchami. I jeden worek oddam, a drugi muszę wystawić na vinted. Ale najpierw popiore i poprasuje.
Mały oczywiście leżał obok na macie i eksplorował nowy pokój.
A i dodam że czasami Maćko zaśnie już zupełnie sam, beze mnie, bez smoka i bez szumisia 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2020, 21:09

Patt1002 Czekamy na Aniołka 7 listopada 2020, 15:56

Miałam dzisiaj bardzo dziwny sen... Szłam miastem z jakąś grupą dzieci, jakąś panią. Była tam bardzo maleńka dziewczynka (wzrostem jakby miała ok roczku), ale jak to w snach ta maleńka istotka też szła... Wzięłam ją za rączkę "chodź pójdziemy razem". Pojawiły się jakby schody, ona usiadła i nie chciała iść dalej... Zapytałam ją co się stało, dlaczego nie chce iść, a ona pokazała mi i poinformowała, że pod takimi jakby papciami nie ma żadnych bucików i już ma mokre nóżki (byłą brzydka pogoda). Pojawił się mój mąż i nagle przenieśliśmy się do sklepu w poszukiwaniu bucików dla tej maleńkiej istotki. Wysłałam męża do Pepco, bo było niedaleko, a ja zostałam w jakimś strasznie koszmarnym i dziwnym sklepie... Miałam ogromny stres związany z tymi bucikami, bo kompletnie nie wiedziałam jakiej wielkości mają być. Wiecie tak instynktownie czułam, że pojawiła się nasza córeczka. W tym śnie było trochę negatywnych i dziwnych scen, część pominęłam, bo jak to w snach... Wszystko na opak... Rano opowiedziałam o tym śnie mojemu mężowi. Tak strasznie zapragnęłam znaleźć moją córeczkę...
"Nie wiem czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką... a może będzie Was dwoje? Może nawet troje? Nie wiem gdzie jesteś? Ile masz lat? Czy teraz cierpisz? Czy jesteś jeszcze w brzuchu swej mamy? Czy tęsknisz już za nami? Nie wiem czy masz ciemne, czy jasne oczy? Czy Twoje włosy się kręcą? Czy ktoś czyta Ci bajkę na dobranoc? Tęsknimy za Tobą nasze maleństwo..."

Dziękuje Dziewczyny za komentarze 😘 spieszę tylko donieść, ze wracam do walki w końcu ze stanu oczekiwania, do stanu działania, ufff. To był gigantycznie długi cyjl, rozum mówił - „nic z tego nie będzie”, serce- „A moze”.. ale nic jak zwykle... zrobiłam chyba z 5 testów, czekałam tyle dni i w końcu po 69 dniach pojawił się okres... ufff. Także ten cykl mnie wymęczył, ale zaczynamy, działamy, gonadotropiny, intralipid, acard. Zobaczymy, czy z takim zestawem się uda! Jestem nastawiona pozytywnie, ale z tylu głowy jest lampka żeby się nie nastawiać za bardzo, bo rozczarowanie boli...

Urlop :) Dziś mam dzień wolny od pracy.. na relaks i odpoczynek, żeby złapać oddech :) Co prawda póki co średnio mi to wychodzi, ale już siadam na tyłku i odpoczywam :) Wczoraj się widziałam z Koleżanka i Jej Mężem w lutym poród.. Myślałam, że jestem już na tyle twarda, że mnie to nie ruszy... ale niestety mnie to rusza... Zwłaszcza, że nie widzę u Nich w ogóle radości (zresztą od początku ciąży), a tylko narzekania... a to, że w ciąży jest się grubym- litości???!!! To logiczne, że jak ktoś zachodzi w ciążę, to musi liczyć się z tym, że brzuch mu urośnie, ale żeby od razu twierdzić, że się jest grubym i brzydkim...he? kolejne żale to kwestia tego, że niby ciężko z finansami..... serio????? Przecież to też da się ogarnąć, nikt od nikogo nie wymaga żeby wydał na wyprawkę dla dziecka tysiące złotych .... Można dostosować to do budżetu domowego.... I tak ciągłe narzekania... A ja robię dobrą minę do złej gry i w środku we mnie się gotuje i mam ochotę krzyczeć - "Daj mi tą ciążę, zniosę wszystko"... ale niestety tak nie jest... A z drugiej strony sobie myślę, czy ktoś zdrowy jest w stanie zrozumieć osobę chorą? Czy ktoś kto zaszedł w ciążę bez pomocy medycznej i to jeszcze powiedzmy w ciągu kilku cykli starań... jest w stanie to docenić... Docenić jak wielki cud go spotkał.. i że ciąża to nie jest "nic".. (bo i takie usłyszałam słowa od ciężarnej).... Niepłodność jest straszną chorobą ... Raz że nie wiadomo, czy kiedyś zakończy się szczęśliwie, dwa wiążę się z niezrozumieniem... trzy czasem wyklucza nas społecznie... nie pozwala normalnie żyć... Staram się jak mogę żyć, cieszyć się życiem, brać z niego garściami, ale czasem coś pęka (tak jak wczoraj) i siadam i wyję, że chcę tak bardzo... tak bardzo... bardzo dziecka... I choćbym miała czekać wiele lat i walczyć to będę! Życie niepłodnej pary jest niestety ciężkie...

Żeby jednak nie było tylko smutno, to muszę przyznać, że z Mężem udaje nam się póki co nadal czerpać radość i przyjemność z bliskości.. Może dlatego, że taki seks pod usg mieliśmy w życiu tylko raz (było to straszne),po czym stwierdziłam, że czy czas płodny czy nie, to będziemy się kochać wtedy kiedy mamy na to ochotę a nie wtedy kiedy trzeba... być może tym podejściem czasem tracimy szanse na ciążę, ale nie straciliśmy przyjemności z intymności :)

Jutro mam podgląd tego dużego pęcherzyka... Zobaczymy co tam się zadziało, czy udało się, pękł była owulacja, czy też jest nadal i w kolejnym cyklu zastrzyk na pęknięcie w razie gdyby znowu coś tam samo urosło... Chyba, że mój Lekarz już nas odeśle to nic... poczekamy do czerwca :) A kto wie, może jakiś naturalny cud... który się ludziom zdarza to i może nam...

6 tydz. + 0 dni
Dziś miałam w planach powiedzieć w pracy mojej kierowniczce o ciąży. Po porannej kawie poszłam do toalety a tam żywo czerwona krew. Telefon do męża, zwolnilam się z pracy i pędem na IP. Tam czekanie w długiej kolejce (bo najpierw przyjmują pacjentki do planowanych zabiegów) i sugestie żeby iść do jakiejś przychodni. Gdyby mój lekarz przyjmował codziennie to od razu bym do niego dzwoniła ale że przyjmuje 2 razy w tygodniu i nie mieszka w moim mieście to i tak wysłał by mnie do szpitala. Po wywiadzie i usg okazało się że jest zarodek i serduszko <3 a obok niego wielki krwiak (na moje ok 2-3 razy większy od pęcherzyka). Wiek ciąży według usg 5+6,według owulacji 6+0 więc się zgadza. Dostałam duphaston 3x1, zwolnienie i mam odpoczywać. Zobaczymy co będzie w czwartek bo wtedy wizyta u mojego gina. Cieszę się że z dzidzusiem ok ale i martwię co będzie dalej. Czas pokaże.

Jeheria No kiedy? 20 stycznia 2020, 13:37

25+2
Synek waży 863 g. Termin znowu się przesunął na 29.04. No ale od daty wg om jest +-2 tygodnie więc wszystko możliwe. Szyjka 3,6 cm. Mocz czysty. Jak zwykle hematokryt, erytrocyty poniżej normy (od 12tc tak mam). Leukocyty za wysoko. Hemoglobina 11,2 (norma 12, zwiększono mi do 2 tabletek Hemofer), a naprawdę staram się dietą i nic nie działa, teraz wstawiłam zakwas z buraków (jest wstrętny!). Cukier na czczo 86 z krwi. W środę krzywa (boję się- na forum koleżance po tym badaniu spadł cukier do 32!- wezmę cukierki i śniadanie i mąż mnie odbierze). Straciłam endokrynologa bo nie podpisał umowy z NFZ, został jeden w mieście ale muszę go osobiście spytać czy mnie przyjmie, rejestratorki nie chcą zapisać mimo ustawy! NFZ... porażka. W lutym chcę kupić wózek i łóżeczko. Wózek wstępnie anex Sport, bo mieszkam na wsi. Ciuszki mam komplet po siostrze, dostałam też od teściowej i sama kupiłam trochę. Zrobiliśmy w końcu sypialnię, mogę prać i zapełniać komodę rzeczami dla malucha :) w koszyku w Gemini i na allegro mam już większość rzeczy dla Małego. Proszki, płyny, kremy, oliwki itd kupione. Od siostry mam laktator, materac, nosidełko, pościele, reczniki, chustę, bujak Tiny live, butelki, smoczki no wszystko! od szwagierki kosz Mojżesza, kocyki, zabawki. Tak się cieszę bo to wszystko kosztuje fortunę. Od marca pewnie zacznę szkołę rodzenia. U nas tak późno. Przytyłam już sporo 8 kg. Mam nadzieję że nie przekrocze 15 kg. Ostatnio dręczy mnie straszną bezsenność w nocy, nie mogę zasnąć :/
Byliśmy nawet na Litwie z mężem i znajomymi w Druskiennikach w aquaparku. Było super. Tylko kręgosłup mnie bolał od jazdy autem (2,5h w jedną stronę). Ale pyszne kartacze wynagrodziły drogę. Już pół roku zastrzyków w brzuch za mną (robię od 15 lipca) i jeszcze zapewne do 6 tygodni po porodzie. Damy radę 💪

Przestałam stawiać ciążę na pierwszym miejscu. Chcieliśmy mieć dziecko ale przestało ono być moją obsesją. Zajęłam się sobą, pracą, spotkaniami z przyjaciółmi. Dalej robiliśmy badania i przygotowywaliśmy się mentalnie i finansowo na in vitro.

I właśnie zdarzył się CUD. Test w 32 dc (17 dpo) wyszedł pozytywny, kreska nie jakaś mocna ale jednak :) beta 923! No więc jestem w ciąży :) CUDZIE trwaj!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2017, 12:01

Jest jeszcze gorzej niz było 13 tc to dramat dzisiaj dwa razy zasłablam i zaliczylam przed chwilą pawia i jeszcze sie posikałam no piekna ta ciaża wymarzony mój stan :( Dzisiaj uwierzylam, że jestem.w ciąży zwrócilam caly dzisiejszy dzień ale mi ulzyło czuje teraz kwas na gardle może dzisiaj w koncu zasnę o normalnej porze . Prosze trzymajcie kciuki aby mi to przeszło bo nie umiem funkcjonować jedynie wchodzą mi paluszki i cola :(
Wyniki glukozy lepsze 86 ale oczywisciw zgapilam sprawę z cytomwgalia i nie bede miec wyników na wizytę.

Dziekuje Wam dziewczyny za wizyty i miłe słowa 😘

Mogę na chwile odetchnąć, serduszko bije ♥️

Ale powrót do szpitala był ciężki. Miałam łzy w oczach i próbowałam powstrzymać się by nie rozbeczeć się na środku korytarza 😢
Za dużo wspomnień z tym miejscem..tyle miesięcy...W lutym do tego czeka mnie powrót do szpitala w którym zmarła Alice. Powinny być już wyniki sekcji.
Musze sobie skonstruować nowe wspomnienia z tym miejscem, tym razem pozytywne, bo przecież nie mogę płakać za każdym razem jak będę przychodzić na wizytę.

Jeśli chodzi o wizytę to moja lekarka jest wysoko w ciąży także niestety nie doprowadzi mnie do końca, co ja mówię w sumie to nawet nie do połowy ciąży. Ale w pierwszej ciąży byłam chyba u wszystkich tamtejszych lekarzy wiec w sumie to jakoś specjalnie nie robi mi to różnicy.
Dostałam skierowanie na badania krwi morfologię, tsh t4, rai, serologie, toxo.
Usg mam mieć co miesiąc. Prenatalne już 6 lutego :)
Niby mnie uspokoiła ta wizyta, widziałam przecież serduszko ale pomiędzy tym uspokojeniem jest we mnie ogromny strach! Do sierpnia jeszcze tak daleko!! Ja całkiem osiwieje...Chyba to moja ostatnia ciąża, więcej stresów nie dźwigne.

Już jestem w domu :) Jajowody drożne! Chociaż jak był wpuszczany płyn to na początku był mały opór i przeleciał z opóźnieniem. To mogło świadczyć o tym, że gdzieś tam mogły być zrosty, których teraz być nie powinno :) Badanie samo w sobie nie należało do przyjemnych, ale na szczęście nie trwało długo. Dłużej trwało zakładanie rurki, przez którą płynął kontrast ;) Ból porównałabym do bolesnej miesiączki. Dostałam na 3 dni biseptol i clotrimazolum i potem możemy wrócić do starań. Na szczęście nie powinna ominąć nas owulacja, bo mimo że jestem 11 dc, to lekarz nie potrafił jeszcze stwierdzić, z którego jajnika ona będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 14:17

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 października 2020, 21:35

33tc.
Złapało nas przeziębienie. Brr nikomu nie życzę przeziębienia w 3 trymestrze. Nie dość, że macica uciska na wszystko i oddychanie jest utrudnione, to jeszcze katar i nos zatkany. W nocy spać nie mogę, bo do tego zgaga gigant.

Miałam jakieś doły w tym tygodniu. Ten koronawirus, groźba zamknięcia szpitali, cesarka bez odwiedzin męża, poczucie samotności i narastającej paniki. Miałam w tym tygodniu robić zapasy obiadowe na połóg, a czuję się okropnie. Nie mam sił na nic. Jutro chcemy kotlety zrobić i zamrozić. Na pierogi nie mam sił. Co jeszcze można sobie pomrozic?

W tym tygodniu cały czas czuję w dole ukłucia. Jest to bardzo nieprzyjemne, wręcz bolesne. Jakby mi cewnik ktoś wkładał i ruszał nim mocno. Boję się, że szyjka mocno się skraca, lekarz dopiero 5.11. Ogarnia mnie przeczucie tak jak Esperanze, że urodzę wcześniej. Dobrze, że mam juz skierowanie na CC, więc nikt mnie nie będzie zmuszał do porodu sn. W związku z moimi obawami skompletowaliśmy już prawie całą wyprawkę. Czekam tylko na zamówienie z Gemini. Niepotrzebnie robiłam zakupy w Doz. Mają drożej i w Gemini większy wybór. Codziennie przyjeżdżają kurierzy lub mąż jeździ do paczkomatu. Na OLX udało mi się ustrzelić pachnący jeszcze nowością podgrzewacz do butelek lovi 4 w 1 za 90 zł, sprzedająca z Krakowa. Kuzynka mówi po co mi to już i po co mi też mleko modyfikowane, a ja chcę być przygotowana. I tak sie potem przyda.

Wczoraj trochę sie uspokoiłam po szkole rodzenia. Zajęcia były podzielone na grupy damsko-meskie. Zajęcia były o cesarce, bo to kurs dedykowany pod CC. Ja, mimo że jestem nastawiona na CC od lat i nie boję się operacji, bo kilka ich w życiu miałam, boje się braku pomocy ze strony męża. Jednak po tych zajeciach strach się zmniejszył. Prowadziła fizjoterapeutka, która w kwietniowej koronie już rodziła. Mówi, że położne są teraz bardziej wyrozumiałe, że sytuacja jest trudna i jednak większość z nich to ludzie, kobiety, nie pozbawione empatii. Polecała jeden szpital w KRK, więc jak okaże się że mój gin nie może mnie ciąć to wybiorę właśnie ten szpital, jeśli oczywiście będzie w czym wybierać. Mówiła, że można poprosić o morfinę przed nocą po operacji, żeby się wyspać. Morfina się wypłukuje przez noc i można karmić na drugi dzień. Hmm pomysł niezły, ale muszę to z lekarzem skonsultować. Generalnie jestem zdania, że cierpienie nie uszlachetnia i nie mam zamiaru zgrywać bohaterki. Boli to biorę środki i tyle. Było też o rehabilitacji, o tym że już w pierwszych 2 godz po operacji można ją zacząć i szybciej się dojdzie do siebie. Mąż też bardzo zadowolony z zajęć meskich, były one z psychologiem, m.in o tym jak być wsparciem dla kobiety w połogu. Myślę, że to otwiera oczy i każdy pan powinien takie zajęcia mieć. Na koniec była nauka wiązania chusty. Proste to!
Mąż wczoraj do mnie mówi: Nie mogę się już doczekać jak ona tu będzie. Będę się nią cały czas opiekował. Jak tylko pozwolisz oczywiście.
No jasne, że pozwalam! 😀

Na koniec kilka foteczek z dzisiejszego spaceru, zamówień ksiazkowych i linii produkcyjnej teściowej. Ma kobieta talent.

75677239a865.jpg

24bcb3f406ca.jpg

92ee350eb548.jpg

f2559c4fee1b.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2020, 21:39

zakochanaaw A może to pomoże? 20 stycznia 2020, 09:42

Dziękuję dziewczyny za wsparcie.
A więc los jednak troszkę nas oszukał, dołowałam się wcześniej, że stracimy cykl itp. a okazało się, że owu się nie zjawiła 🤷‍♀️ będzie może dziś lub jutro i pięknie działamy ❤️
Pojechałam w piątek do ginekologa żeby zobaczyła co tam się dzieje, okazało się, że owulacja przede mną, dwa pęcherzyki dominujące (ten trochę większy miał 15mm) endometrium miało 8-9mm nie pamiętam dokładnie.
Wczoraj wieczorem wyszedł mi test owu pozytywny, dziś rano testowa była dużo ciemniejsza niż kontrolna więc dziś uważam za szczyt. Pojechaliśmy do ginekologa i okazało się, że jeden z pęcherzyków przestał rosnąć (ten mniejszy) a ten większy ma 20mm, endometrium 12,8mm ale jeszcze nie pękł raczej bo dalej ma ładny kulisty kształt. Zalecenie? Mamy działać bo może dziś lub jutro dojdzie do owu ;) więc czekam na piękny wzrost temperatury bo muszę zacząć brać Duphaston ;)

Anuśla Musisz dać życiu szansę 20 stycznia 2020, 16:00

Już po punkcji. Wszystko poszło gładko, ja narkoze uwielbiam. To w sumie trzecia w ciągu 14 miesiecy więc ciekawe o ile krocej pozyje hehe. L4 wzielam tylko na dziś, jutro pracuje z domu. Mąż dostal na dziś opieke.

Pobrano 9 kumulusow. Jutro ma dzwonic embriolog, ale stres!!! Boże pomagaj im sie rozwijać!

Planowany transfer w sobotę. Jutro jeszcze wlew z accofilu, encorton, dupek i utragestan.

Koszt:
punkcja i hodowla: 5700 zl
leki: 350 zl


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 20:33

dagmara Mój wyścig z czasem. 27 stycznia 2020, 09:29

22dc
po co ja to w ogóle liczę? Chyba po to, żeby określić swoje położenie w próżni starań. Wiem, że na pewno jestem już po owulacji, bo bolą mnie piersi i świadczy o tym temp. Kiedy miałam owulację, niestety nie umiem określić. Mój pomiar temp nie jest na tyle dokładny, bo budzę się w różnych godzinach, dodatkowo w nocy wstaję z 3 razy do dziecka. Starania mieliśmy 13 i 15 dc. Ból macicy 17 dc zniechęcił mnie do dalszych starań w tym miesiącu. Zobaczymy jak będzie. Póki co wybieram się na badanie TSH. W pierwszej ciąży moje TSH było lekko powyżej 1. W drugiej ciąży (straconej) urosło do 4. Czy to miało wpływ na moją stratę? Nie wiem. Kiedy zapytałam lekarza, dlaczego tak się stało? odpowiedział, że czasem po prostu tak się dzieje. Jedno co jest pewne, w badaniu histopatologicznym wykryto bakterie. Myślę sobie, że to one były sprawcą mojego nieszczęścia. Może gdzieś w organizmie miałam jakieś zapalenie o którym nie wiedziałam? Dziwne to wszystko.

23dc

#Niki akurat 3 dzień z rzędu mąż pracował od 2 w nocy do 14. Tak więc pozwoliłam mu się położyć i nie był to dla mnie problem. Po prostu wstał chyba lewa noga, a Ci goście byli mu totalnie nie na rękę. Tak więc od słowa do słowa i była wielka awantura.

#Czekamynadzidzie z moim mężem podobnie że wystarczy mnie rozsmieszyc i zapominam o co się w ogóle klocilismy. Na razie temperatura w górze, po prostu w 3 dpo spadła do poziomu 35,5. Nie mam żadnego logicznego wytłumaczenia dlaczego. Jestem przeziębiona więc zwalilam to na chorobę.

Weekend zleciał bardzo szybko, w sobotę ja zaliczyłam drzemke a później ledwo wyrobiłam się z robieniem sałatki. Przyszli moi rodzice, napilismy się piwa, było sympatycznie. Wczoraj za to cały dzień w domu z uwagi na alert smogowe. Z psem wyszłam to zaslanialam twarz szalikiem bo taki smród było. Wietrzenie mieszkania też mogłam sobie wybić z głowy.
Dzis pierwsza nocka, wstałam o 7 rano więc będę musiała zdrzemnac się przed pracą. Teraz lecę na paznokcie ☺️

Mamy tylko 2 blastki ponoć najwyższej jakości.
2 jeszcze nie doszły do blastki ponoć słabo dochodzą a byly wcześniej silne. Jutro się dowiem czy przetrwały czy zdegradowaly się. W sumie szansy nie ma. Wiem jakie dostanę info.

Mąż załamany wie że to jego wina. Stwierdził że pogada z kolegą i chce mnie we wrześniu gdzieś za granicę zabrać na urlop. A mi obiecał kupić kota syjamskiego jak.moj obecny odejdzie z tego świata.

Zaczęłam pogłębiać immuno i szukać ludzi którym po accofilu i kir bx się udało. I co fajnego nie znalazłam takich osób. Udaje się osobom z kir AA.
Jedynie może szczepienia pomogą.
Ja już w to nie idę.
Zrobię te 2 próby i pewnie w kwietniu zakończę starania.
Jestem zadowolona ze tak daleko zaszłam, że zrobiłam wszystko co mogłam. Że podeszłam.pod ivf. Że były blastki. Mam czyste sumienie. A będzie co na być. Jeśli się uda będę szczęśliwa jeśli.nie to po prostu może moim celem jest co innego. Poświęcę się podróżom i kupię kota sjamskiego to moje kolejne marzenie, które jest realne.


aster Plan B. 20 stycznia 2020, 19:18

19 dc
W weekend wyskoczylismy z mężem na narty. Jakiż to był rewelacyjny pomysł! Głowa na maxa przewietrzona, ciało całe obolałe od zakwasow... lubię ten stan 😊
A na stoku znalazłam zagubione dziecko 😁 dokładnie dziewczynkę, jakieś 6-7 lat. Zobaczyłam, że siedzi na śniegu sama i płacze, wiec pytam co się stało. . A ona, że zgubiła tatę. No więc zgarnęłam ją do stacji, a mąż poszedł nadać komunikat. Tata się znalazł po prawie godzinie, a my do tego czasu uspokajalismy małą bo była bardzo zestresowana. Nawet się do mnie przytuliła 💜
A dziś już w pracy na nowo zapierdziel i taki chyba będzie cały tydzień... i dobrze, bo mało obowiązków mi nie służy, za dużo wtedy myślę 😜


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 19:19

Nowy rok, nowa ja. Próbuję się wyciszyć, staram się nauczyć medytacji, żeby nie zwariować. Powraca do mojej głowy również temat zmiany pracy, chciałabym coś zmienić... Trochę rozwoju chyba nie zaszkodzi, tylko jakoś motywacji brak. Jak to w nowym roku to i postanowienie o większej dawce ruchu, nawet nieźle mi idzie. Już doszłam do siebie po zabiegu więc mogę trochę się zmęczyć 😊 Dopadają mnie nieźle wahania nastrojów, jakiś strasznie krótki cykl się przyplątał też, zobaczymy jak to dalej pójdzie. Na każdym kroku prześladują mnie ciężarne znajome lub niemowlęta. Myślałam że daję radę, a potem rozpłakałam się w poczekalni u ginekologa. Ale biorę się w garść i czekam na wyniki badań

Czas studniówek. Z witryn lokalnych wyskakują powiadomienia o wyborach miss studniówek z takiego i takiego obszaru. I tak sobie myślę, jakbym bardzo chciała mieć problemy tej dziewczyny, która była mną w czasie studniówki: za mały biust (no ok, ten problem dalej jest ze mną), proste włosy (dalej są proste jak druty, tylko nie świruję już z tego powodu i nie kręcę ich jak szalona), brak sensownej osoby towarzyszącej na studniówkę, konieczność wyjścia na studniówkę, ktoś ma taką samą sukienkę jak ja (i wygląda w niej sto razy lepiej!!!), chwilowe zauroczenie w człowieku, który poświęcił mi 5 minut, gdyż no przecież poświęcił mi 5 minut (z grzeczności raczej), brak umiejętności umalowania się. Wtedy wydawało mi się wszystko szalenie istotnym. Teraz mam niepłodność. Jak sobie też myślę o tej dziewczynie, która mną była w czasie studniówki, to nie chciałabym, by wiedziała o tym, że będzie się mierzyć z czymś tak olbrzymim i niełaskawym. Z tak trudnym przeciwnikiem. Jako urodzony tchórz, który miewa oznaki odwagi w wyjątkowo absurdalnych sytuacjach, ona już wtedy spanikowałaby. Schowałaby się do szafy (tej samej, co "Lew, Czarownica i Stara szafa") i nie wyszłaby nigdzie. Możliwe nawet, że w tej szafie znalazłaby lustro i przeszła na drugą stronę tegoż lustra korzystając z imienia własnej, rodzonej matki. Schowałaby się jeszcze głębiej. Ona nie była gotowa. Sama się sobie dziwię, że jestem w stanie znaleźć w sobie odrobinę odwagi, tak bardzo potrzebnej, by wsiąść do największego rollercoastera na ziemi, zwanego "In vitro". Hm. Niby pół roku temu tam byłam. Pamiętam dość dobrze te emocje, te rozpędzone gnające do mnie krzyki przerażenia, peany nadziei i wiary, cysterny łez.
Wczoraj w klinice przeczytałam kilkadziesiąt stron z książki Rozenek o ivf. Słabe trochę to jest. "Było ciężko, bywało ciężko, było ciężko". No ok. Ciężko to jest wstać do pracy o 6:00 jak człowiek zasnął o 4:00, ciężko to jest wstać zza stołu w czasie świąt, ciężko jest iść na łyżwy tegorocznej zimy, jak temperatury na plusie są. Taka płaska ta książka. Może miała, co innego na celu niż pokazanie emocji, które są obecne w walce z niepłodnością. Natomiast samo opisanie całego procesu ivf, niepłodności jako "ciężko" w mojej ocenie znaczenie spłaszcza wszystko i nie pokazuje światu tego, z czym my się mierzymy. Przecież to jest je.ana huśtawka emocjonalna, tam jest też radość, wyczekiwanie, nadzieja, wiara, miłość, miłość na czas, wsparcie, złość, rozczarowanie, zawiedzione nadzieje, aspołeczność, spokój, niepokój, nuda, uzależnienie (od walki przecież też można się uzależnić), zniechęcenie, wypalenie. Jeśli ta książka miała przybliżyć przeciwnikom ivf ten temat, to sformułowanie "ciężko" jest zbyt mało oddającym wyrazem.

21 dc, 13 dpo. Temperatura spada. Ja wiem, co to znaczy. Jak dziewczyny pod wykresami pytają - czy będzie coś z tego - nigdy nie napiszę "nie". I mam nosa do ciążowych i nieciążowych. Tylko u siebie samej gram wyobraźnią i sobie wmawiam, że odbije. Otóż, nie odbije. Wczoraj byliśmy w klinice. Doktor rozpisała stymulację. Zastanawiała się nad dawkami. Niby dobrze zareagowałam, ona teraz chciałaby uniknąć wysokiego estradiolu i chciałaby podejść do transferu w tym samym cyklu. Powiedziała, że jestem pół roku starsza, że nadal jestem chuda, że z kolei AMH wzrosło. Stanęło na bemfoli 112,5 jednostki od 2 dc do 5 dc. Podgląd ma być 5 dc z uwagi na wczesne owulacje. No i dostałam cudo nazywane e-receptą. Zamiast RODO wolałabym, żeby ten portal nie istniał. Z jakiej kurka paki ktoś ma wiedzieć, jakie leki i kiedy kupuję??? I tam jeszcze jest pokazane recepty zrealizowane, recepty do realizacji. Inwigilacja pełną gębą.

Poza tym poprosiłam również o kwas foliowy 5 mg (Jerzakowa przepisała, wtedy tej recepty nie zrealizowałam, bo stwierdziłam, że to przegięcie, a potem się okazało, że na metylach poziom mojego kwasu foliowego delikatnie zmalał, to teraz sobie go podwyższę). Lekarz poprosiła Mężusia o wykonanie badania nasienia, bo ostatnie było jakoś w listopadzie. Umówił się na 30 stycznia, zobaczymy, co tam wyjdzie. Lekarz idzie na urlop dopiero 17 lutego, mam nadzieję, że ze wszystkim wyrobimy się do tego właśnie czasu. Wstępnie wybraliśmy picsi, odmrożenie przechowywanych oocytów i zapładnianie wszystkich jajeczek. O immunologii i stosowaniu leków subtelniejszych niż te od Jerzakowej mamy rozmawiać po punkcji. Na usg powiedziała mi, że jajniki wyglądają bardzo dobrze. Stwierdziła, że ostatnio wyglądały na delikatnie pulchniejsze, w normie, ale jakby przepracowane. Stwierdziła, że teraz jak wyglądają ładnie, to będzie to też objaw powrotu do normy w zakresie owulek. Od razu wpisała w system, że lekarzem zamiennym ma być wskazana dr. Bo tam jest jedna taka franca, której absolutnie nie znoszę. Ma świetne recenzje, ale podejście w stylu "next, next, next" i z forum wiem, że wali bardzo nieprzyjemne teksty do pacjentek. Nie potrzebuję tego słuchać. Natomiast tuż po punkcji ma wpisać w system, że mam delikatnie przekrzywioną szyjkę, żeby ułatwić transfer, gdyby ona go nie wykonywała. Powiedziała, że jak teraz to wpisze, to zdąży to do transferu zniknąć z pola widzenia, ale żeby koniecznie przypomnieć po punkcji i będzie to zrobione.

Po wizycie poszliśmy sobie na akupunkturę. Dawno nie byłam, a to mnie relaksuje. W czasie stymulacji też będę chodzić, bo jak już odwiedzam stolicę, to sobie załatwię dwie rzeczy jednocześnie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)