25 dc / 29 cs - 1 po histeroskopii

Dziś 7 dzień po owulacji. Raczej nic z tego nie będzie... Tak myślę.

2 dzień po owu kłucie naprzemiennie w jajnikach,

5 dzień po doszło pobolewanie w podbrzusza plus cięższe piersi, lekki ból, bez zmian w ogólnym wyglądzie

Dziś dużo rzadsze kłucie, częste pobolewanie brzucha. Niby to dopiero tydzień ale ja już wiem. Dolegliwości zbliżone do tych jak w poprzednich cyklach. No może kłucia jajników nie było, ale w sumie nigdy nie miałam podwójnych owulacji,nawet na stymulacji z clo czy letrozolem. Natura sama z siebie tak zadecydowała.
Humor paskudny... Nie wiem jak sobie pomóc i czy w ogóle tu coś pomoże.

Aniaw89 Tak bardzo chcę 19 stycznia 2020, 19:42

Prawdopodobnie dzisiaj lub wczoraj mialam owulacje, ale rano nie mierzylam temperatury bo mialam w pracy dyzur nocny. Z mężem serduszkowalismy w piatek i dzisiaj wiec może się wstrzelilismy w dobry moment.
Boli mnie jajnik z prawej strony, ale zawsze mnie boli ten. Jak dwa miesiące temu mialam monitoring to też wydawało mi się ze owulacja jest z prawego jajnika, a lekarz mówił ze najwiekszy pecherzyk jest w lewym.
Może w prawym mam wiecej torbieli bo przecież mam te PCOS nieszczesne..
Ciekawe tez czy nie powinnam ograniczyc nocnej pracy podczas staran, pewnie to tez ma duzy wplyw na hormony.

Niedziela... Dzisiaj postanowiłam lenić się cały dzień 😀 Pogoda sprawiła że ziewam co chwilę. Jakieś niskie ciśnienie? Czy może te chmury zasłaniając słoneczko?

Wykres w tym cyklu bardzo równy... Małe wahania temperatury, porównując z poprzednimi to wygląda bardziej jak prosta kreska a nie jak zygzaki...
Może tym razem zaniosę jajo? 🤔


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2020, 20:33

Jutro badanie HSG. Przez ostatni tydzień zajęta byłam robieniem badań (co 2 dni pobieranie krwi, bo Ob było za wysokie...), 2 razy przekladalam badanie, bo jak na złość miesiaczka najpierw się spóźnia, a potem nie chciała odpuścić :-P aż w końcu w piątek dostałam zielone światło żeby jutro stawić się w szpitalu na badanie. Z tego wszystkiego wcale nie myślałam stricte o badaniu. A dzisiaj wieczorem przyszedł stres i lekki niepokój. Boję się, że będzie bardzo bolało. I boję się, że jajowody mogą być niedrożne, a to będzie powodowało jeszcze większy ból. Pociesza mnie myśl, że jutro o tej porze będzie po wszystkim ;-) Chyba jestem przygotowana na każdy wynik badania. Diagnostyka męża trochę mnie zachartowała w tej walce i nawet jeżeli wyjdzie niedrożność to będzie to kolejny problem, z którym trzeba będzie się zmierzyć, a nie powód do załamania się.

I jeszcze tak ku pokrzepieniu serc 😜

61bcf9e35c06.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2020, 20:13

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 20 stycznia 2020, 05:55

22dc, 10 dziń luteiny.
test ciążowy negatywny.
lece w delegację...


12t+1d

Wczorajsze USG prenatalne super.

Wszystko jest tak jak trzeba, kość nosowa, przezierność, główka, brzuszek, organy wewnętrzne, rączki, nóżki, dłonie, stopy, serce zdrowe i silne - 160 uderzeń na minutę. No i chyba jest też siusiak 😜😄To na razie ostrożne "domniemania", więc jeszcze może być wolta i zwrot akcji, ale ja już od ostatniego USG z Zumbą mam niemalże pewność... 😄

CRL 6,8 cm - olbrzym! Znowu jesteśmy ponad 95 centylem, ciąża wygląda na tydzień starszą niż jest. Obwód brzuszka jest natomiast odpowiedni do wieku, więc ta wielkość raczej nie jest pokłosiem "utuczenia" dziecka jak się dzieje przy cukrzycy ciążowej, ale i tak kupię glukometr i zacznę regularnie kontrolować cukier na wszelki wypadek. Zwłaszcza, że przez te cholerne mdłości ostatnio moja dieta opierała się głównie na chlebie, makaronie i różnych słodkich przekąskach bo tylko to dawało mi jako taką ulgę. A mój organizm nie jest do tego przyzwyczajony, od lat byłam na "prawie" wege diecie bez glutenu i cukru czyli tylko warzywka, owoce, kasze, jajka, kefir, czasem jakieś sery i mięso mocno ograniczone - może raz w tygodniu i to też tylko eko drób albo ryba. No ale na szczęście rzyganko zaczyna odpuszczać, więc od przyszłego tygodnia powrót do zdrowego żywienia i codziennych "leśno-plażowych" wypraw z psem. Przed ciążą robiłyśmy z moją sunią ok. 10-12 km, myślę że teraz ograniczę się do 3-6 km w zależności od samopoczucia.

Czekamy jeszcze na wyniki Pappy i wolnego bHCG. Jeśli to będzie ok, to mogę zacząć oswajać się z myślą, że jestem w zdrowej ciąży 😉

Niesamowite, co? 😄

Ach i mały ma chyba nochal po tatusiu! 😄 Piękny prosty idealny nos, wyraźny ale nie za duży i nie za mały (facet nie może mieć małego nosa bo to jak mały wiadomo co 😜 ) Uwielbiam profil P 🥰

Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten siedmiocentymetrowy człowieczek ma już tyle charakterystycznych cech, właściwie to ma je wszystkie! 😄A my je teraz będziemy powoli odkrywać 😉To jak nowe plansze w grach komputerowych z mojego dzieciństwa 😄

9tc+3

Jutro wizyta w szpitalu.. w szpitalu w którym urodziłam Alice i w którym spędziliśmy wiele tygodni.. Tyle tam wspomnień ..
Wizytę wzięłam z lekarka która mi robiła cc zaraz po śmierci córki, chciałam się spotkać by porozmawiać o tym kiedy będę mogła zacząć starania.
Korespondencja była mailowa, lekarka „uświadomiła mi” że muszę odczekać min rok od cc by uniknąć komplikacji, dała mi wizytę 20 stycznia by porozmawiać na „żywo”...no i pare dni później okazało się że za późno na ustalenie planu działania bo jestem już w ciąży.
Aż mi głupio było pisać kolejnego maila, ale napisałam i nie dostałam „przysłowiowej zjebki” że za szybko, tylko wysłała mi recepty na luteinę, wymaz i na pierwsze usg.
Także jutro wizyta o planie działania ale już w ciąży :)

Kurcze boje się, boje się tego miejsca, boje się usg..
Niby w 8tc byłam na usg i biło serduszko i się uspokoiłam i staram się myśleć cały czas pozytywnie że przecież był zarodek, było serce, teraz już do przodu..a mimo wszystko gdzieś z tylu głowy mam historie dziewczyn które straciły dzieci w 10 czy 13 tyg..... I cały czas zastanawiam się jak to możliwe. Przecież jeśli w pęcherzyku pojawił się zarodek, pojawiło się serce, rośnie ładnie wraz z tyg ciąży to dlaczego później nagle się zatrzymuje?! Tyle radości i planów a tu okazuje się że jest jedno wielkie G..niesprawiedliwe to wszystko.

Zazdroszczę pokolenia mojej mamy, gdzie nie było usg, nie było tyle problemów, nikt nie słyszał o żadnych mutacjach i sracjach.
Nie było internetu, zachodziło się w ciąże i tak chodziło do rozwiązania. Nie było usg, nikt nie straszył że „noga o tydz za krótka”, kość nosowa o milimetr za długa...Mam 15 kuzynostwa, żadna ciotka nie doświadczyła żadnego poronienia. Teraz czasy się zmieniły tak jak ciotki problemów nie miały tak z kuzynostwa każdy ..
No nic jutro wizyta, mam nadzieje że Alice czuwa nad braciszkiem czy siostrzyczka i że jest równie silny/a i waleczny/a jak ona!


39+2

Nie wiem czy mój poród był straszny i mam uprzedzac.. Chyba nie. Skończył się dobrze ale miał swoje momenty 😉

O 11 zwolniła się porodówka. Położna przeleciała ze mną plan porodu i wszystko wyjaśniła. Szyjka ponoć dalej była gruba a główka wysoko. Podłączyła mnie do KTG i jeśli po podaniu oksy byłoby ok, to miałam iść sobie pochodzić. O 11:30 podała mi oksy. Po paru minutach pierwszy skurcz, po 5 kolejny, potem po 3 i nagle tętno młodego ponad 200. Maszyna zaczęła wyć. Położna poruszała mi nogami ale maszyna wyła dalej. Szybko zadzwoniła po neonatologa, mnie przewróciła na kolana, zgięła mi łokieć a drugą rękę musiałam mieć prosto bo kroplówa, wsadziła rurki z tlenem do nosa. Kazała ruszać biodrami. Ale główka za bardzo napierała na pęcherz. Zeszły się jakieś 2 babki i uznały że szybko przebijają. Poleciała woda (całkiem sporo jak na malowodzie 🤔) i się uspokoiło. To było dość mocne. Bujałam się tak na klęczkach z 15 min, potem pozwoliła się położyć bo już byłam cała mokra. Było ok. Kilka silnych skurczy, potem nagle 2 zajebiście mocne, nie wiedziałam co mam zgniatać. Podeszła, sprawdziła mnie i zdziwiona mówi, że mam pełne rozwarcie i to już są parte! Jak już parłam to nie były takie straszne, tylko nie spodziewałam się takiego uczucia rozpierania. Na początku nie umiałam przeć. Tłumaczę jej, że całą ciążę na to uważałam, żeby nie mieć hemoroidów i teraz jakoś to jest wbrew mnie. Po paru skurczach się nauczyłam 🤭 Położna uznała, że przeszkadza mój pełny pęcherz. Zgięta w pół, z kroplówką leciałam do kibla. Nie udawało się wysikać bo młody był za nisko. Siadalam na kibelek, wstawałam na skurczu. Nie udało się, wracam na łóżko. Przy partych coraz większe napieranie i powiedziałam mężowi, że chyba jednak bym chciała cesarkę. Prawie płacząc mówię, że to rozpieranie tak boli, że chyba nie jestem w stanie z własnej woli przec bo to wbrew naturze robić coś co sprawia ból. Naprawdę w siebie zwątpiłam. Ale położna mówi, że już kończymy.. Zeszły się znów te dwie i fajnie mnie dopingowały choć rozpieranie było tak silne, że już się chciałam poddać. I wtedy go zobaczyłam. Wychodził z ręką nad głową i pepowiną wokół szyi i barku. Jakby w szelkach. Gdyby nie to, urodziłabym ponoć jeszcze szybciej. Choć od podania oksy, do Brunka na mojej piersi minęła tylko 1 godz 30 min! W 39+2 tc o 13:05 dnia 23.03 urodził się mój synek ❤️ 2930g. Jeszcze nie wiem ile mierzy. 2 godziny już mnie cyckał, potem go zabrali. Teraz poszedł drugi cycuś i oddałam chłopaka bo jestem padnięta. Udało mi się załapać na salę 1-osobową zaraz koło łazienki, więc jest super. Troszkę pękłam ale ponoć tylko skóra ucierpiała. To wszystko jest surrealne. Jeszcze tego nie ogarniam rozumem ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2020, 10:40

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 25 września 2020, 11:20

7 dc
Dawno nic nie pisałam, może nie działo się nic szczególnego, a może po prostu nie miałam weny. Dzisiaj mam taki dzień, że mam wszystkiego dość. Wiem, że powinnam być wdzięczna za różne rzeczy i cieszyć się życiem jednak nie potrafię. Nic mnie już nie cieszy. Staram się bardzo, ale jest co raz gorzej. Chciałabym kłaść się spać bez tego natłoku myśli, bez analizowania każdego dnia, co mogłabym jeszcze zrobić aby zajść w tą wymarzoną ciążę.
Jestem przebadana ginekologicznie, hormonalnie i do pełnej diagnozy brakuje mi tylko immunologii. Czekałam miesiąc aby zapisać się na telewizytę do najlepszego specjalisty w Polsce. Dzisiaj jest właśnie ten dzień, dzień rejestracji, jeden dzień w miesiącu który daje tak wiele nadziei na dziecko. Traktowałam go jako ostatnia deska ratunku i co? Najpierw 15 minut telefon był cały czas zajęty i jak już byłam zrezygnowana udało mi się dodzwonić … byłam 14 w kolejce. Tak bardzo się cieszyłam, jednak szybko spadłam na ziemię bo gdy doszło do rozmowy to usłyszałam, że niestety wszystkie terminy są już zajęte. To był dla mnie cios porównywalny do poronienia. Poczułam się bardzo podobnie, tak jakbym straciła ciążę. Poryczałam się w drodze do pracy i jak już usiadłam do komputera. Przeraża mnie myśl, że dopiero za miesiąc kolejne zapisy na wizytę, która odbędzie się w listopadzie i pewnie znowu mi się nie uda dodzwonić. Te starania mnie wykończą. Mam poczucie, że tracę czas, którego już nie odzyskam.

Wrzesień to miesiąc, w którym mogłabym rodzić gdybym donosiła ciążę. Ta myśl mnie paraliżuje, nie mogę patrzeć już na czyjeś niemowlaki, w głowie mam tylko tą jedną myśl, że ja też byłabym teraz mamą. Na Internety nie mam ochoty wchodzić bo mam wrażenie, że każda dziewczyna, którą znam jest w ciąży, albo przed chwilą urodziła.

Na koniec małe podsumowanie moich postanowień z tamtego miesiąca:
ONA:
- dostałam skierowanie na krzywą cukrową
* Nie zrobiłam jeszcze tej krzywej :/ zawsze było mi nie po drodze. Z urlopu wróciłam chora, potem koleżanka z pracy wzięła 2 tyg urlopu i nie mogłam się zwolnić z pracy, potem wyrwałam zęba i wolałam przeczekać okres rekonwalescencji. Planuję iść w poniedziałek.
- planuję zapisać się na telewizytę do doc.Paśnika + zrobić potrzebne do niej badania
* Nie udało się zapisać, ale badania zrobię jeszcze w tym miesiącu.
- muszę wyrwać 4 zęby (ósemki) !!
* 1 wyrwana, drugiej pozbędę się 5.10

Za 3 miesiące miną 4 lata starań.

Dżasta113 Czekając na motyle 20 stycznia 2020, 11:16

10 dpo...
Temp zaczyna spadać, miałam delikatny ból miesiączkowy wiec @ jest tuż za rogiem. Czuje to. Humor przez to wszystko kiepski i w ogóle z chęcią ukryłabym się dzisiaj przed wszystkimi...P tez już nie wierzy ze uda się to wszystko ogarnąć samemu.
Coś jest na rzeczy, gdzieś jest jakiś błąd

Jak ten czas szybko mknie...już prawie koniec stycznia a tym samym pierwszego miesiąca Nowego Roku.
U mnie to samo co zawsze...lekarz - badania i tak w kółko.
Na chwilę obecną gdybym miała podsumować robione notorycznie w kółko badania to...wszystko wychodzi raczej na plus.
Przeciwciała przeciwjądrowe - ujemne
Przeciwciała przeciwplemnikowe - ujemne
Przeciwciała jajnikowe - ujemne
Przeciwciała przeciwko endomysium (celiakia) - ujemne
Badanie nasienia - w porządku
Hashimoto - uśpione
Winowajca - endometrioza???, która też jest raczej uśpiona...wszelkie markery nowotworowe w normie, nic nie jest podwyższone. No chyba ona...bo co innego to już nie wiem .

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 25 września 2020, 14:26

30t + 7d

Znów mam cukrzycę 😤 i lekką anemię... jeszcze nie widziałam się z lekarzem od badań, więc nie mam glukometru, nie mierzę poziomu cukru we krwi po każdym posiłku, jak robiłam to w pierwszej ciąży. Staram się nie jeść cukru, ale tylko staram się. Wczoraj dodałam cukier do kakao, nie mogłam się oprzeć. Na wadze +8kg od początku ciąży, nie dużo ale i nie mało. Przede mną ponad dwa miesiące, podczas których dziecko najwiecej przybiera na wadze.

Za 2 tyg mam usg 3 trymestru. Nie mogę się doczekać. Mały czasami daje mi popalić. W sensie mocno kopie, czasami wykrzykuje głośne „auuu!!”, ktoś z boku może mnie wziąć za wariatkę 😁

Zoastalam z Fifim sam na sam w domu. Ten chłopak jest aniołem. Jest bardzo spokojny, aż się zastanawiam czasem czy nie za bardzo. Bardzo lubi czytac, wiec potrafimy spędzić na kanapie ponad pół godz na czytaniu i tak kilka razy w ciągu dnia. Jego drzemki się wydłużyły ostatnio do 2 godz, wiec naprawdę nie mogę narzekać na zmęczenie. Kocham tego chłopaka! Kocham nasze poranki, kiedy biorę go do siebie do łóżka i on cierpliwie czeka aż się oboje rozbudzimy, przytulając mnie, kładąc się na mnie (tak, jeszcze dajemy radę, nie uciska za bardzo brzucha 😉). Czerpiemy ile możemy z tych ostatnich tygodni razem sam na sam. Wiem, ze to minie bezpowrotnie, ale na pewno będziemy tak urządzać czas, by Fifi miał mamę czy tatę tylko dla siebie od czasu do czasu. Wiem, ze będzie tego potrzebował.

Bardzo martwiłam się i przeżywałam nasza rozłąkę, kiedy pójdę do szpitala na poród. Jeszcze nigdy nie rozstałam się z Fifim na cały dzień. Uspokoiłam się trochę, bo ostatnio byliśmy na weselu, a Fifi został z babcia i dziadkiem. I tak po drzemce nas już nie było, a Fifi doskonale sobie poradził włącznie z kąpielą, kolacja i położeniem się do łóżka :) To był pierwszy raz. A muszę powiedzieć, ze z dziadkami widuje się rzadko. Czasem nawet jak zostaje z tatą beze mnie potrafi przepłakać godzinę.

Na weselu była jedna para z miesięcznym dzieciaczkiem. Już zapomniałam, ze noworodki są takie malusieńkie... zdałam sobie sprawę, ze do mnie to jeszcze nie dochodzi, ze wkrótce powitamy na świecie taką właśnie kruszynkę. Cieszę się, ale jednocześnie wiem ze będzie ciężko. W pierwszej ciąży bardzo czekałam na Fifiego, a wyobrażałam sobie same słodkości 😄 i tak oczywiście było, ale zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie... takiego zmęczenia sobie nie wyobrażałam. Tym razem zdaje sobie z tego mooocno sprawę, teraz będę mieć dwójkę dzieci. A jeśli młodszy będzie w spaniu taki jak jego brat, to już sobie współczuje 😅

Także moje odczucia na dziś: radość z oczekiwania na przygodę życia, ale i trochę przerażenie. Mimo wszystko tej radości jest więcej ;)

1dc.
Miesiączka nadeszła. Całe szczęście (co za ironia! 😒), bo 17.02 prawie będzie 11 dc. więc na spokojnie załapię się w terminie, żeby zrobić sono hsg.
Myślę, że w tym cyklu skorzystam z kubeczka, na forum dużo dziewczyn polecało, napewno nie zaszkodzi, a czy pomoże? Jak to mówią - tonący brzytwy się chwyta. Okres dopiero się zaczął, a ja już myślę co będzie w połowie cyklu 🙈 niestety, my staraczki żyjemy od owulacji do owulacji. Spokojnie mogliby nam przesuwać czas, żebysmy nie musialy tyle czekać na kolejną szansę.. 😑

Jeheria No kiedy? 24 października 2020, 21:07

5,5 miesiąca
Maciej od dwóch dni trenuje pozycję czworaczą, nawet w śnie 😂🥰 przez co nie może często zasnąć po wybudzeniu, pewnie niedługo usiądzie... Dzięki temu wzmocnił sobie mięśnie i już coraz mniej ulewa a czasami w ogóle 😮 tak się cieszę :) chociaż mamy wizytę u gastrologa 2.11. Byłam u alergologa, dostał inne mleko ale nie chciał go pić więc odpuściłam skoro mniej rzyga. Pełza też do tyłu i na boki (piwoty).
14.10 mieliśmy szczepienie. Maćko ważył 8700 i ma 72 cm wzrostu 😱 to jak 8 miesięczne bobo. No ale wzrost też... Jje 170x7 mleka ale czasem nie dopije i też część zwróci. Może jak przejdzie na mleko nr 2 to będzie bardziej się najadał? Skoro tyle waży to musi się najeść, a te mleko to noworodki przecież jedzą. No ale jeszcze pół miesiąca i nr 2 będzie.
O 10 na drugie śniadanie wprowadziłam mu kaszke z owocem (własnym), dodanym). Tak narazie z 50-70 mi mleka, a resztą popija. A jak skończy 6 miesięcy, 10.11 to biorę się już poważnie za rozszerzenie diety.
Kupiłam doidy cup, mam fartuszek, a, więc zaczynamy :D
A ja dziś sprzątnełam szafę z Ciuchami. I jeden worek oddam, a drugi muszę wystawić na vinted. Ale najpierw popiore i poprasuje.
Mały oczywiście leżał obok na macie i eksplorował nowy pokój.
A i dodam że czasami Maćko zaśnie już zupełnie sam, beze mnie, bez smoka i bez szumisia 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2020, 21:09

Patt1002 Czekamy na Aniołka 7 listopada 2020, 15:56

Miałam dzisiaj bardzo dziwny sen... Szłam miastem z jakąś grupą dzieci, jakąś panią. Była tam bardzo maleńka dziewczynka (wzrostem jakby miała ok roczku), ale jak to w snach ta maleńka istotka też szła... Wzięłam ją za rączkę "chodź pójdziemy razem". Pojawiły się jakby schody, ona usiadła i nie chciała iść dalej... Zapytałam ją co się stało, dlaczego nie chce iść, a ona pokazała mi i poinformowała, że pod takimi jakby papciami nie ma żadnych bucików i już ma mokre nóżki (byłą brzydka pogoda). Pojawił się mój mąż i nagle przenieśliśmy się do sklepu w poszukiwaniu bucików dla tej maleńkiej istotki. Wysłałam męża do Pepco, bo było niedaleko, a ja zostałam w jakimś strasznie koszmarnym i dziwnym sklepie... Miałam ogromny stres związany z tymi bucikami, bo kompletnie nie wiedziałam jakiej wielkości mają być. Wiecie tak instynktownie czułam, że pojawiła się nasza córeczka. W tym śnie było trochę negatywnych i dziwnych scen, część pominęłam, bo jak to w snach... Wszystko na opak... Rano opowiedziałam o tym śnie mojemu mężowi. Tak strasznie zapragnęłam znaleźć moją córeczkę...
"Nie wiem czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką... a może będzie Was dwoje? Może nawet troje? Nie wiem gdzie jesteś? Ile masz lat? Czy teraz cierpisz? Czy jesteś jeszcze w brzuchu swej mamy? Czy tęsknisz już za nami? Nie wiem czy masz ciemne, czy jasne oczy? Czy Twoje włosy się kręcą? Czy ktoś czyta Ci bajkę na dobranoc? Tęsknimy za Tobą nasze maleństwo..."

Dziękuje Dziewczyny za komentarze 😘 spieszę tylko donieść, ze wracam do walki w końcu ze stanu oczekiwania, do stanu działania, ufff. To był gigantycznie długi cyjl, rozum mówił - „nic z tego nie będzie”, serce- „A moze”.. ale nic jak zwykle... zrobiłam chyba z 5 testów, czekałam tyle dni i w końcu po 69 dniach pojawił się okres... ufff. Także ten cykl mnie wymęczył, ale zaczynamy, działamy, gonadotropiny, intralipid, acard. Zobaczymy, czy z takim zestawem się uda! Jestem nastawiona pozytywnie, ale z tylu głowy jest lampka żeby się nie nastawiać za bardzo, bo rozczarowanie boli...

Urlop :) Dziś mam dzień wolny od pracy.. na relaks i odpoczynek, żeby złapać oddech :) Co prawda póki co średnio mi to wychodzi, ale już siadam na tyłku i odpoczywam :) Wczoraj się widziałam z Koleżanka i Jej Mężem w lutym poród.. Myślałam, że jestem już na tyle twarda, że mnie to nie ruszy... ale niestety mnie to rusza... Zwłaszcza, że nie widzę u Nich w ogóle radości (zresztą od początku ciąży), a tylko narzekania... a to, że w ciąży jest się grubym- litości???!!! To logiczne, że jak ktoś zachodzi w ciążę, to musi liczyć się z tym, że brzuch mu urośnie, ale żeby od razu twierdzić, że się jest grubym i brzydkim...he? kolejne żale to kwestia tego, że niby ciężko z finansami..... serio????? Przecież to też da się ogarnąć, nikt od nikogo nie wymaga żeby wydał na wyprawkę dla dziecka tysiące złotych .... Można dostosować to do budżetu domowego.... I tak ciągłe narzekania... A ja robię dobrą minę do złej gry i w środku we mnie się gotuje i mam ochotę krzyczeć - "Daj mi tą ciążę, zniosę wszystko"... ale niestety tak nie jest... A z drugiej strony sobie myślę, czy ktoś zdrowy jest w stanie zrozumieć osobę chorą? Czy ktoś kto zaszedł w ciążę bez pomocy medycznej i to jeszcze powiedzmy w ciągu kilku cykli starań... jest w stanie to docenić... Docenić jak wielki cud go spotkał.. i że ciąża to nie jest "nic".. (bo i takie usłyszałam słowa od ciężarnej).... Niepłodność jest straszną chorobą ... Raz że nie wiadomo, czy kiedyś zakończy się szczęśliwie, dwa wiążę się z niezrozumieniem... trzy czasem wyklucza nas społecznie... nie pozwala normalnie żyć... Staram się jak mogę żyć, cieszyć się życiem, brać z niego garściami, ale czasem coś pęka (tak jak wczoraj) i siadam i wyję, że chcę tak bardzo... tak bardzo... bardzo dziecka... I choćbym miała czekać wiele lat i walczyć to będę! Życie niepłodnej pary jest niestety ciężkie...

Żeby jednak nie było tylko smutno, to muszę przyznać, że z Mężem udaje nam się póki co nadal czerpać radość i przyjemność z bliskości.. Może dlatego, że taki seks pod usg mieliśmy w życiu tylko raz (było to straszne),po czym stwierdziłam, że czy czas płodny czy nie, to będziemy się kochać wtedy kiedy mamy na to ochotę a nie wtedy kiedy trzeba... być może tym podejściem czasem tracimy szanse na ciążę, ale nie straciliśmy przyjemności z intymności :)

Jutro mam podgląd tego dużego pęcherzyka... Zobaczymy co tam się zadziało, czy udało się, pękł była owulacja, czy też jest nadal i w kolejnym cyklu zastrzyk na pęknięcie w razie gdyby znowu coś tam samo urosło... Chyba, że mój Lekarz już nas odeśle to nic... poczekamy do czerwca :) A kto wie, może jakiś naturalny cud... który się ludziom zdarza to i może nam...

6 tydz. + 0 dni
Dziś miałam w planach powiedzieć w pracy mojej kierowniczce o ciąży. Po porannej kawie poszłam do toalety a tam żywo czerwona krew. Telefon do męża, zwolnilam się z pracy i pędem na IP. Tam czekanie w długiej kolejce (bo najpierw przyjmują pacjentki do planowanych zabiegów) i sugestie żeby iść do jakiejś przychodni. Gdyby mój lekarz przyjmował codziennie to od razu bym do niego dzwoniła ale że przyjmuje 2 razy w tygodniu i nie mieszka w moim mieście to i tak wysłał by mnie do szpitala. Po wywiadzie i usg okazało się że jest zarodek i serduszko <3 a obok niego wielki krwiak (na moje ok 2-3 razy większy od pęcherzyka). Wiek ciąży według usg 5+6,według owulacji 6+0 więc się zgadza. Dostałam duphaston 3x1, zwolnienie i mam odpoczywać. Zobaczymy co będzie w czwartek bo wtedy wizyta u mojego gina. Cieszę się że z dzidzusiem ok ale i martwię co będzie dalej. Czas pokaże.

Jeheria No kiedy? 20 stycznia 2020, 13:37

25+2
Synek waży 863 g. Termin znowu się przesunął na 29.04. No ale od daty wg om jest +-2 tygodnie więc wszystko możliwe. Szyjka 3,6 cm. Mocz czysty. Jak zwykle hematokryt, erytrocyty poniżej normy (od 12tc tak mam). Leukocyty za wysoko. Hemoglobina 11,2 (norma 12, zwiększono mi do 2 tabletek Hemofer), a naprawdę staram się dietą i nic nie działa, teraz wstawiłam zakwas z buraków (jest wstrętny!). Cukier na czczo 86 z krwi. W środę krzywa (boję się- na forum koleżance po tym badaniu spadł cukier do 32!- wezmę cukierki i śniadanie i mąż mnie odbierze). Straciłam endokrynologa bo nie podpisał umowy z NFZ, został jeden w mieście ale muszę go osobiście spytać czy mnie przyjmie, rejestratorki nie chcą zapisać mimo ustawy! NFZ... porażka. W lutym chcę kupić wózek i łóżeczko. Wózek wstępnie anex Sport, bo mieszkam na wsi. Ciuszki mam komplet po siostrze, dostałam też od teściowej i sama kupiłam trochę. Zrobiliśmy w końcu sypialnię, mogę prać i zapełniać komodę rzeczami dla malucha :) w koszyku w Gemini i na allegro mam już większość rzeczy dla Małego. Proszki, płyny, kremy, oliwki itd kupione. Od siostry mam laktator, materac, nosidełko, pościele, reczniki, chustę, bujak Tiny live, butelki, smoczki no wszystko! od szwagierki kosz Mojżesza, kocyki, zabawki. Tak się cieszę bo to wszystko kosztuje fortunę. Od marca pewnie zacznę szkołę rodzenia. U nas tak późno. Przytyłam już sporo 8 kg. Mam nadzieję że nie przekrocze 15 kg. Ostatnio dręczy mnie straszną bezsenność w nocy, nie mogę zasnąć :/
Byliśmy nawet na Litwie z mężem i znajomymi w Druskiennikach w aquaparku. Było super. Tylko kręgosłup mnie bolał od jazdy autem (2,5h w jedną stronę). Ale pyszne kartacze wynagrodziły drogę. Już pół roku zastrzyków w brzuch za mną (robię od 15 lipca) i jeszcze zapewne do 6 tygodni po porodzie. Damy radę 💪

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)