Przestałam stawiać ciążę na pierwszym miejscu. Chcieliśmy mieć dziecko ale przestało ono być moją obsesją. Zajęłam się sobą, pracą, spotkaniami z przyjaciółmi. Dalej robiliśmy badania i przygotowywaliśmy się mentalnie i finansowo na in vitro.

I właśnie zdarzył się CUD. Test w 32 dc (17 dpo) wyszedł pozytywny, kreska nie jakaś mocna ale jednak :) beta 923! No więc jestem w ciąży :) CUDZIE trwaj!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2017, 12:01

Jest jeszcze gorzej niz było 13 tc to dramat dzisiaj dwa razy zasłablam i zaliczylam przed chwilą pawia i jeszcze sie posikałam no piekna ta ciaża wymarzony mój stan :( Dzisiaj uwierzylam, że jestem.w ciąży zwrócilam caly dzisiejszy dzień ale mi ulzyło czuje teraz kwas na gardle może dzisiaj w koncu zasnę o normalnej porze . Prosze trzymajcie kciuki aby mi to przeszło bo nie umiem funkcjonować jedynie wchodzą mi paluszki i cola :(
Wyniki glukozy lepsze 86 ale oczywisciw zgapilam sprawę z cytomwgalia i nie bede miec wyników na wizytę.

Dziekuje Wam dziewczyny za wizyty i miłe słowa 😘

Mogę na chwile odetchnąć, serduszko bije ♥️

Ale powrót do szpitala był ciężki. Miałam łzy w oczach i próbowałam powstrzymać się by nie rozbeczeć się na środku korytarza 😢
Za dużo wspomnień z tym miejscem..tyle miesięcy...W lutym do tego czeka mnie powrót do szpitala w którym zmarła Alice. Powinny być już wyniki sekcji.
Musze sobie skonstruować nowe wspomnienia z tym miejscem, tym razem pozytywne, bo przecież nie mogę płakać za każdym razem jak będę przychodzić na wizytę.

Jeśli chodzi o wizytę to moja lekarka jest wysoko w ciąży także niestety nie doprowadzi mnie do końca, co ja mówię w sumie to nawet nie do połowy ciąży. Ale w pierwszej ciąży byłam chyba u wszystkich tamtejszych lekarzy wiec w sumie to jakoś specjalnie nie robi mi to różnicy.
Dostałam skierowanie na badania krwi morfologię, tsh t4, rai, serologie, toxo.
Usg mam mieć co miesiąc. Prenatalne już 6 lutego :)
Niby mnie uspokoiła ta wizyta, widziałam przecież serduszko ale pomiędzy tym uspokojeniem jest we mnie ogromny strach! Do sierpnia jeszcze tak daleko!! Ja całkiem osiwieje...Chyba to moja ostatnia ciąża, więcej stresów nie dźwigne.

Już jestem w domu :) Jajowody drożne! Chociaż jak był wpuszczany płyn to na początku był mały opór i przeleciał z opóźnieniem. To mogło świadczyć o tym, że gdzieś tam mogły być zrosty, których teraz być nie powinno :) Badanie samo w sobie nie należało do przyjemnych, ale na szczęście nie trwało długo. Dłużej trwało zakładanie rurki, przez którą płynął kontrast ;) Ból porównałabym do bolesnej miesiączki. Dostałam na 3 dni biseptol i clotrimazolum i potem możemy wrócić do starań. Na szczęście nie powinna ominąć nas owulacja, bo mimo że jestem 11 dc, to lekarz nie potrafił jeszcze stwierdzić, z którego jajnika ona będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 14:17

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 października 2020, 21:35

33tc.
Złapało nas przeziębienie. Brr nikomu nie życzę przeziębienia w 3 trymestrze. Nie dość, że macica uciska na wszystko i oddychanie jest utrudnione, to jeszcze katar i nos zatkany. W nocy spać nie mogę, bo do tego zgaga gigant.

Miałam jakieś doły w tym tygodniu. Ten koronawirus, groźba zamknięcia szpitali, cesarka bez odwiedzin męża, poczucie samotności i narastającej paniki. Miałam w tym tygodniu robić zapasy obiadowe na połóg, a czuję się okropnie. Nie mam sił na nic. Jutro chcemy kotlety zrobić i zamrozić. Na pierogi nie mam sił. Co jeszcze można sobie pomrozic?

W tym tygodniu cały czas czuję w dole ukłucia. Jest to bardzo nieprzyjemne, wręcz bolesne. Jakby mi cewnik ktoś wkładał i ruszał nim mocno. Boję się, że szyjka mocno się skraca, lekarz dopiero 5.11. Ogarnia mnie przeczucie tak jak Esperanze, że urodzę wcześniej. Dobrze, że mam juz skierowanie na CC, więc nikt mnie nie będzie zmuszał do porodu sn. W związku z moimi obawami skompletowaliśmy już prawie całą wyprawkę. Czekam tylko na zamówienie z Gemini. Niepotrzebnie robiłam zakupy w Doz. Mają drożej i w Gemini większy wybór. Codziennie przyjeżdżają kurierzy lub mąż jeździ do paczkomatu. Na OLX udało mi się ustrzelić pachnący jeszcze nowością podgrzewacz do butelek lovi 4 w 1 za 90 zł, sprzedająca z Krakowa. Kuzynka mówi po co mi to już i po co mi też mleko modyfikowane, a ja chcę być przygotowana. I tak sie potem przyda.

Wczoraj trochę sie uspokoiłam po szkole rodzenia. Zajęcia były podzielone na grupy damsko-meskie. Zajęcia były o cesarce, bo to kurs dedykowany pod CC. Ja, mimo że jestem nastawiona na CC od lat i nie boję się operacji, bo kilka ich w życiu miałam, boje się braku pomocy ze strony męża. Jednak po tych zajeciach strach się zmniejszył. Prowadziła fizjoterapeutka, która w kwietniowej koronie już rodziła. Mówi, że położne są teraz bardziej wyrozumiałe, że sytuacja jest trudna i jednak większość z nich to ludzie, kobiety, nie pozbawione empatii. Polecała jeden szpital w KRK, więc jak okaże się że mój gin nie może mnie ciąć to wybiorę właśnie ten szpital, jeśli oczywiście będzie w czym wybierać. Mówiła, że można poprosić o morfinę przed nocą po operacji, żeby się wyspać. Morfina się wypłukuje przez noc i można karmić na drugi dzień. Hmm pomysł niezły, ale muszę to z lekarzem skonsultować. Generalnie jestem zdania, że cierpienie nie uszlachetnia i nie mam zamiaru zgrywać bohaterki. Boli to biorę środki i tyle. Było też o rehabilitacji, o tym że już w pierwszych 2 godz po operacji można ją zacząć i szybciej się dojdzie do siebie. Mąż też bardzo zadowolony z zajęć meskich, były one z psychologiem, m.in o tym jak być wsparciem dla kobiety w połogu. Myślę, że to otwiera oczy i każdy pan powinien takie zajęcia mieć. Na koniec była nauka wiązania chusty. Proste to!
Mąż wczoraj do mnie mówi: Nie mogę się już doczekać jak ona tu będzie. Będę się nią cały czas opiekował. Jak tylko pozwolisz oczywiście.
No jasne, że pozwalam! 😀

Na koniec kilka foteczek z dzisiejszego spaceru, zamówień ksiazkowych i linii produkcyjnej teściowej. Ma kobieta talent.

75677239a865.jpg

24bcb3f406ca.jpg

92ee350eb548.jpg

f2559c4fee1b.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2020, 21:39

zakochanaaw A może to pomoże? 20 stycznia 2020, 09:42

Dziękuję dziewczyny za wsparcie.
A więc los jednak troszkę nas oszukał, dołowałam się wcześniej, że stracimy cykl itp. a okazało się, że owu się nie zjawiła 🤷‍♀️ będzie może dziś lub jutro i pięknie działamy ❤️
Pojechałam w piątek do ginekologa żeby zobaczyła co tam się dzieje, okazało się, że owulacja przede mną, dwa pęcherzyki dominujące (ten trochę większy miał 15mm) endometrium miało 8-9mm nie pamiętam dokładnie.
Wczoraj wieczorem wyszedł mi test owu pozytywny, dziś rano testowa była dużo ciemniejsza niż kontrolna więc dziś uważam za szczyt. Pojechaliśmy do ginekologa i okazało się, że jeden z pęcherzyków przestał rosnąć (ten mniejszy) a ten większy ma 20mm, endometrium 12,8mm ale jeszcze nie pękł raczej bo dalej ma ładny kulisty kształt. Zalecenie? Mamy działać bo może dziś lub jutro dojdzie do owu ;) więc czekam na piękny wzrost temperatury bo muszę zacząć brać Duphaston ;)

Anuśla Musisz dać życiu szansę 20 stycznia 2020, 16:00

Już po punkcji. Wszystko poszło gładko, ja narkoze uwielbiam. To w sumie trzecia w ciągu 14 miesiecy więc ciekawe o ile krocej pozyje hehe. L4 wzielam tylko na dziś, jutro pracuje z domu. Mąż dostal na dziś opieke.

Pobrano 9 kumulusow. Jutro ma dzwonic embriolog, ale stres!!! Boże pomagaj im sie rozwijać!

Planowany transfer w sobotę. Jutro jeszcze wlew z accofilu, encorton, dupek i utragestan.

Koszt:
punkcja i hodowla: 5700 zl
leki: 350 zl


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 20:33

dagmara Mój wyścig z czasem. 27 stycznia 2020, 09:29

22dc
po co ja to w ogóle liczę? Chyba po to, żeby określić swoje położenie w próżni starań. Wiem, że na pewno jestem już po owulacji, bo bolą mnie piersi i świadczy o tym temp. Kiedy miałam owulację, niestety nie umiem określić. Mój pomiar temp nie jest na tyle dokładny, bo budzę się w różnych godzinach, dodatkowo w nocy wstaję z 3 razy do dziecka. Starania mieliśmy 13 i 15 dc. Ból macicy 17 dc zniechęcił mnie do dalszych starań w tym miesiącu. Zobaczymy jak będzie. Póki co wybieram się na badanie TSH. W pierwszej ciąży moje TSH było lekko powyżej 1. W drugiej ciąży (straconej) urosło do 4. Czy to miało wpływ na moją stratę? Nie wiem. Kiedy zapytałam lekarza, dlaczego tak się stało? odpowiedział, że czasem po prostu tak się dzieje. Jedno co jest pewne, w badaniu histopatologicznym wykryto bakterie. Myślę sobie, że to one były sprawcą mojego nieszczęścia. Może gdzieś w organizmie miałam jakieś zapalenie o którym nie wiedziałam? Dziwne to wszystko.

23dc

#Niki akurat 3 dzień z rzędu mąż pracował od 2 w nocy do 14. Tak więc pozwoliłam mu się położyć i nie był to dla mnie problem. Po prostu wstał chyba lewa noga, a Ci goście byli mu totalnie nie na rękę. Tak więc od słowa do słowa i była wielka awantura.

#Czekamynadzidzie z moim mężem podobnie że wystarczy mnie rozsmieszyc i zapominam o co się w ogóle klocilismy. Na razie temperatura w górze, po prostu w 3 dpo spadła do poziomu 35,5. Nie mam żadnego logicznego wytłumaczenia dlaczego. Jestem przeziębiona więc zwalilam to na chorobę.

Weekend zleciał bardzo szybko, w sobotę ja zaliczyłam drzemke a później ledwo wyrobiłam się z robieniem sałatki. Przyszli moi rodzice, napilismy się piwa, było sympatycznie. Wczoraj za to cały dzień w domu z uwagi na alert smogowe. Z psem wyszłam to zaslanialam twarz szalikiem bo taki smród było. Wietrzenie mieszkania też mogłam sobie wybić z głowy.
Dzis pierwsza nocka, wstałam o 7 rano więc będę musiała zdrzemnac się przed pracą. Teraz lecę na paznokcie ☺️

Mamy tylko 2 blastki ponoć najwyższej jakości.
2 jeszcze nie doszły do blastki ponoć słabo dochodzą a byly wcześniej silne. Jutro się dowiem czy przetrwały czy zdegradowaly się. W sumie szansy nie ma. Wiem jakie dostanę info.

Mąż załamany wie że to jego wina. Stwierdził że pogada z kolegą i chce mnie we wrześniu gdzieś za granicę zabrać na urlop. A mi obiecał kupić kota syjamskiego jak.moj obecny odejdzie z tego świata.

Zaczęłam pogłębiać immuno i szukać ludzi którym po accofilu i kir bx się udało. I co fajnego nie znalazłam takich osób. Udaje się osobom z kir AA.
Jedynie może szczepienia pomogą.
Ja już w to nie idę.
Zrobię te 2 próby i pewnie w kwietniu zakończę starania.
Jestem zadowolona ze tak daleko zaszłam, że zrobiłam wszystko co mogłam. Że podeszłam.pod ivf. Że były blastki. Mam czyste sumienie. A będzie co na być. Jeśli się uda będę szczęśliwa jeśli.nie to po prostu może moim celem jest co innego. Poświęcę się podróżom i kupię kota sjamskiego to moje kolejne marzenie, które jest realne.


aster Plan B. 20 stycznia 2020, 19:18

19 dc
W weekend wyskoczylismy z mężem na narty. Jakiż to był rewelacyjny pomysł! Głowa na maxa przewietrzona, ciało całe obolałe od zakwasow... lubię ten stan 😊
A na stoku znalazłam zagubione dziecko 😁 dokładnie dziewczynkę, jakieś 6-7 lat. Zobaczyłam, że siedzi na śniegu sama i płacze, wiec pytam co się stało. . A ona, że zgubiła tatę. No więc zgarnęłam ją do stacji, a mąż poszedł nadać komunikat. Tata się znalazł po prawie godzinie, a my do tego czasu uspokajalismy małą bo była bardzo zestresowana. Nawet się do mnie przytuliła 💜
A dziś już w pracy na nowo zapierdziel i taki chyba będzie cały tydzień... i dobrze, bo mało obowiązków mi nie służy, za dużo wtedy myślę 😜


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2020, 19:19

Nowy rok, nowa ja. Próbuję się wyciszyć, staram się nauczyć medytacji, żeby nie zwariować. Powraca do mojej głowy również temat zmiany pracy, chciałabym coś zmienić... Trochę rozwoju chyba nie zaszkodzi, tylko jakoś motywacji brak. Jak to w nowym roku to i postanowienie o większej dawce ruchu, nawet nieźle mi idzie. Już doszłam do siebie po zabiegu więc mogę trochę się zmęczyć 😊 Dopadają mnie nieźle wahania nastrojów, jakiś strasznie krótki cykl się przyplątał też, zobaczymy jak to dalej pójdzie. Na każdym kroku prześladują mnie ciężarne znajome lub niemowlęta. Myślałam że daję radę, a potem rozpłakałam się w poczekalni u ginekologa. Ale biorę się w garść i czekam na wyniki badań

Czas studniówek. Z witryn lokalnych wyskakują powiadomienia o wyborach miss studniówek z takiego i takiego obszaru. I tak sobie myślę, jakbym bardzo chciała mieć problemy tej dziewczyny, która była mną w czasie studniówki: za mały biust (no ok, ten problem dalej jest ze mną), proste włosy (dalej są proste jak druty, tylko nie świruję już z tego powodu i nie kręcę ich jak szalona), brak sensownej osoby towarzyszącej na studniówkę, konieczność wyjścia na studniówkę, ktoś ma taką samą sukienkę jak ja (i wygląda w niej sto razy lepiej!!!), chwilowe zauroczenie w człowieku, który poświęcił mi 5 minut, gdyż no przecież poświęcił mi 5 minut (z grzeczności raczej), brak umiejętności umalowania się. Wtedy wydawało mi się wszystko szalenie istotnym. Teraz mam niepłodność. Jak sobie też myślę o tej dziewczynie, która mną była w czasie studniówki, to nie chciałabym, by wiedziała o tym, że będzie się mierzyć z czymś tak olbrzymim i niełaskawym. Z tak trudnym przeciwnikiem. Jako urodzony tchórz, który miewa oznaki odwagi w wyjątkowo absurdalnych sytuacjach, ona już wtedy spanikowałaby. Schowałaby się do szafy (tej samej, co "Lew, Czarownica i Stara szafa") i nie wyszłaby nigdzie. Możliwe nawet, że w tej szafie znalazłaby lustro i przeszła na drugą stronę tegoż lustra korzystając z imienia własnej, rodzonej matki. Schowałaby się jeszcze głębiej. Ona nie była gotowa. Sama się sobie dziwię, że jestem w stanie znaleźć w sobie odrobinę odwagi, tak bardzo potrzebnej, by wsiąść do największego rollercoastera na ziemi, zwanego "In vitro". Hm. Niby pół roku temu tam byłam. Pamiętam dość dobrze te emocje, te rozpędzone gnające do mnie krzyki przerażenia, peany nadziei i wiary, cysterny łez.
Wczoraj w klinice przeczytałam kilkadziesiąt stron z książki Rozenek o ivf. Słabe trochę to jest. "Było ciężko, bywało ciężko, było ciężko". No ok. Ciężko to jest wstać do pracy o 6:00 jak człowiek zasnął o 4:00, ciężko to jest wstać zza stołu w czasie świąt, ciężko jest iść na łyżwy tegorocznej zimy, jak temperatury na plusie są. Taka płaska ta książka. Może miała, co innego na celu niż pokazanie emocji, które są obecne w walce z niepłodnością. Natomiast samo opisanie całego procesu ivf, niepłodności jako "ciężko" w mojej ocenie znaczenie spłaszcza wszystko i nie pokazuje światu tego, z czym my się mierzymy. Przecież to jest je.ana huśtawka emocjonalna, tam jest też radość, wyczekiwanie, nadzieja, wiara, miłość, miłość na czas, wsparcie, złość, rozczarowanie, zawiedzione nadzieje, aspołeczność, spokój, niepokój, nuda, uzależnienie (od walki przecież też można się uzależnić), zniechęcenie, wypalenie. Jeśli ta książka miała przybliżyć przeciwnikom ivf ten temat, to sformułowanie "ciężko" jest zbyt mało oddającym wyrazem.

21 dc, 13 dpo. Temperatura spada. Ja wiem, co to znaczy. Jak dziewczyny pod wykresami pytają - czy będzie coś z tego - nigdy nie napiszę "nie". I mam nosa do ciążowych i nieciążowych. Tylko u siebie samej gram wyobraźnią i sobie wmawiam, że odbije. Otóż, nie odbije. Wczoraj byliśmy w klinice. Doktor rozpisała stymulację. Zastanawiała się nad dawkami. Niby dobrze zareagowałam, ona teraz chciałaby uniknąć wysokiego estradiolu i chciałaby podejść do transferu w tym samym cyklu. Powiedziała, że jestem pół roku starsza, że nadal jestem chuda, że z kolei AMH wzrosło. Stanęło na bemfoli 112,5 jednostki od 2 dc do 5 dc. Podgląd ma być 5 dc z uwagi na wczesne owulacje. No i dostałam cudo nazywane e-receptą. Zamiast RODO wolałabym, żeby ten portal nie istniał. Z jakiej kurka paki ktoś ma wiedzieć, jakie leki i kiedy kupuję??? I tam jeszcze jest pokazane recepty zrealizowane, recepty do realizacji. Inwigilacja pełną gębą.

Poza tym poprosiłam również o kwas foliowy 5 mg (Jerzakowa przepisała, wtedy tej recepty nie zrealizowałam, bo stwierdziłam, że to przegięcie, a potem się okazało, że na metylach poziom mojego kwasu foliowego delikatnie zmalał, to teraz sobie go podwyższę). Lekarz poprosiła Mężusia o wykonanie badania nasienia, bo ostatnie było jakoś w listopadzie. Umówił się na 30 stycznia, zobaczymy, co tam wyjdzie. Lekarz idzie na urlop dopiero 17 lutego, mam nadzieję, że ze wszystkim wyrobimy się do tego właśnie czasu. Wstępnie wybraliśmy picsi, odmrożenie przechowywanych oocytów i zapładnianie wszystkich jajeczek. O immunologii i stosowaniu leków subtelniejszych niż te od Jerzakowej mamy rozmawiać po punkcji. Na usg powiedziała mi, że jajniki wyglądają bardzo dobrze. Stwierdziła, że ostatnio wyglądały na delikatnie pulchniejsze, w normie, ale jakby przepracowane. Stwierdziła, że teraz jak wyglądają ładnie, to będzie to też objaw powrotu do normy w zakresie owulek. Od razu wpisała w system, że lekarzem zamiennym ma być wskazana dr. Bo tam jest jedna taka franca, której absolutnie nie znoszę. Ma świetne recenzje, ale podejście w stylu "next, next, next" i z forum wiem, że wali bardzo nieprzyjemne teksty do pacjentek. Nie potrzebuję tego słuchać. Natomiast tuż po punkcji ma wpisać w system, że mam delikatnie przekrzywioną szyjkę, żeby ułatwić transfer, gdyby ona go nie wykonywała. Powiedziała, że jak teraz to wpisze, to zdąży to do transferu zniknąć z pola widzenia, ale żeby koniecznie przypomnieć po punkcji i będzie to zrobione.

Po wizycie poszliśmy sobie na akupunkturę. Dawno nie byłam, a to mnie relaksuje. W czasie stymulacji też będę chodzić, bo jak już odwiedzam stolicę, to sobie załatwię dwie rzeczy jednocześnie.

@ przyjdzie jutro. Wiem to. Mam szanse na zabieg w październiku...
Chociaż oczywiście z tyłu głowy mam myśl MOŻE STAŁ SIĘ CUD. Naprawdę byłby to cud, jeden jedyny raz w tym cyklu... Ale mi się cuda nie zdarzają. Dziś praktycznie cały dzień pobolewa mnie brzuch. Zwykle było tak, że bolał i w ciągu pół godziny- godziny przychodziła miesiączka. W poprzedniej i jedynej ciąży też miałam bóle. Tym razem to napewno przez to, że wszystko musi wrócić do normy po lamettcie. Nie mogę się nakręcać. Muszę przestać się łudzić.

19dc
3dpt
7 dni do testowania
Fizycznie - bez zmian. Przypominam balonik a w macicy od czasu do czasu odczuwam kłucie.
Psychicznie - na huśtawce. Wczoraj do poludnia było w miarę. Wieczorem już sobie coś wkręciłam ze się nie udało. Biorąc wieczorem prysznic myślałam o tym co zrobię jak się nie uda, ze może wezmę następny dzień w pracy wolny żeby popłakać w spokoju kiedy nagle poczułam ból w zębach i uświadomiłam sobie jak mocno zaciskam szczęki. Niby staram się być spokojna i zrelaksowana ale ta jedna rzecz pokazała mi jak bardzo to wewnętrznie przeżywam i jak dużo inwestuje wysiłku żeby się nie rozsypać.
Dzisiaj dół totalny. Od rana jestem przekonana ze się nie udało. Staram się patrzeć na to realnie, przecież jeszcze nic nie wiadomo ale łezki czają się za zakrętem i w każdej chwili utraty stabilności mogą popłynąć niepowstrzymanym strumieniem. Na razie zwalam na hormony. Ale ten ciężar w duszy, ze znowu się nie udało strasznie mnie przygniata. Zasypiając miałam takie przemyślenia ze zanim zatestuję to właściwie jednocześnie jestem w ciąży i nie jestem w ciąży (coś jak z kotem schrodingera który jednocześnie jest żywy i martwy zanim się zajrzy do pudełka i sprawdzi). No wiec tak na dobrą sprawę tak samo jestem w ciąży jak i nie jestem - na razie nie powinnam się tak tym przejmować i myśleć ale łatwo powiedzieć a trudniej zrobić. Miałam się zająć pracą a tu luzy takie ze mam tylko więcej czasu żeby rozmyślać. Żałuje ze nie wzięłam L4 - leżałabym w domu i oglądała Netflixa i przejmowała się bardziej życiem serialowych bohaterów niż własnymi przeżyciami. A tak tylko tu siedzę i szlag mnie trafia. Muszę słuchać zachwytów nad koleżanką która właśnie urodziła drugie dziecko i gratulować koledze z pokoju narodzin synka. Boli to bardzo w tej niepewności i potęguje strach. W domu bym się zamknęła przed wszystkim i udawała ze świat dzidziusiów nie istnieje. 🥺 a tu muszę być dzielna i stawiać wszystkiemu czoła z godnością. Ehh i tak trzeba pchać dalej przed sobą ten wózek obłędu...byle do przodu.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 21 stycznia 2020, 13:40

Ostatni cykl trwał 25 dni. Najkrótszy w moim życiu. Oczywiście poprzedzony plamieniami. Wychodzi na to, ze w 11dc kiedy pobolewalo podbrzusze być może miałam owulacje. Jak się tylko skończy zacznę robic testu owulacyjne. Jeśli znów zaobserwuje ten ból i pokryje się w miarę z dodatnim testem i śluzem płodnym, to będę miała trochę więcej pewności co do dnia owulacji.

W międzyczasie mąż stwierdził, ze cieszyłby się jeśli bym zaszła teraz w ciąże, ale wolałby żeby to nastąpiło za kilka miesiecy, ogólnie w tym roku. Mówi, ze udało nam się za pierwszym razem, to znaczy ze z nami wszystko w porządku i ze nie musimy się spieszyć.
Tez tak myślałam, aż w grudniu zaczęły się te dziwne rzeczy, plamienia w drugiej części cyklu, skrócony cykl. Teraz boje się, ze coś się pochrzaniło i może nie być tak łatwo.

13tc+1

Jesteśmy po usg prenatalnym i prawdopodobnie mam w brzuchu zdrowego Bąbla <3 <3 A to jest największe szczęście na świecie!
Początkowo nie chciał współpracować w ogóle. Nie dość, że zakopał się w tym brzuchu gdzieś tak głęboko, że próbując zrobić usg przez brzuch było widać tylko i wyłącznie moje jelita :P I nawet doktor stwierdził, że serio głęboko siedzi. No to jeszcze przy usg dopochwowym wyszło, że w ogóle śpi, ma nas w nosie, jest wypięty plecami, czasem machnie ręką jak go szturchniemy, ale generalnie mamy spadać :P No i jedyne co się dało to zmierzyć go na długość. Żadna przezierność, żaden nos itd.
Zostaliśmy z mężem wysłani na randkę (kawa i ciasto :P) z poleceniem powrotu za godzinę. Ustaliliśmy już wtedy, że zrobimy podejście o 9:00 i jeszcze ewentualnie o 10:00, a jak nadal nic to widzimy się czwartek/piątek (już mnie szlag trafiał na samą myśl :P). Doktor mówił, że ogólnie każe pacjentkom w takich sytuacjach skakać, ale ja jestem krótko po tym krwotoku i wiadomo - jeszcze bez szaleństw.
Poszliśmy zatem na ciasto (Tosia była w domu z babcią) i to była całkiem spoko opcja :D
Po powrocie pan doktor nas skwitował, że z nami zawsze coś i że "Jak nie zus, to .... (nazwisko wykropkowałam)" :P
Byłam pewna znając te moje dzieci, że nadal będzie leżeć tak samo, ale nie! Książę lub księżniczka obrócił się!
Doktor zmierzył raz nt, a ten znowu się na nas wypiął :P Mówię wam te dzieci!
A prenatalne przecież są turbo ważne, dla nas to w ogóle. No i mówi nam lekarz, że on musi to nt zmierzyć trzy razy, a nie raz, bo raz to się nie liczy. Ile my się namęczyliśmy dziś z tym dzieckiem :P Szturchane z każdej strony, ja się śmiałam, kaszlałam na zmianę, a ono tylko ciągle rękami nas odganiało, jak natrętną muchę :P
No, ale dobra już kończąc! Bąk na usg wydaje się być całkowicie zdrowy <3 <3 Nt malutkie, kość nosowa widoczna z daleko, serduszko prawidłowe, nie ma żadnej niedomykalności, w głowie wszystko prawidłowo i równo rozwinięte. Dwie rączki i dwie nóżki, a co pomiędzy nóżkami to jeszcze nie wiadomo - i się wcale nie zdziwię jak z tym dzieckiem się prędko nie dowiemy :P
Krew na pappe pobrana, jutro prawdopodobnie wyniki.
Dostałam też nowy glukometr, który łączy się ze smartfonem, ma aplikacje sweet pregna i w ogóle 😅
Kolejna wizyta 18 lutego. Zdjęcia żadnego sensownego nie mam, bo to dziecko ewidentnie nie miało ochoty dzisiaj z nami współpracować.
6,4cm Bąbla! Widzimy się w lipcu 😍😍😍

Z jednej strony jest mi lżej jeśli mogę z kimś pogadać o staraniach, badaniach, wizytach u lekarza itp. Ale z drugiej strony czasami myślę, że może lepiej byłoby milczeć. Po rozmowie z moją siostrą żałuję, że zaczęłam jej się zwierzać z naszego problemu. Ostatnio powiedziałam, że idziemy na konsultację do invicty. Ona na to, że jej znajomej siostra leczyła się w invikcie i to był niewypał i mamy iść do gamety. Ok, może w jej przypadku tak było, ale nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka. Każda historia jest inna... Poza tym to tylko bezpłatna konsultacja, więc czemu by nie skorzystać? Następnie zaczęła mi udzielać "dobrych" rad typu musimy się kochać jak najczęściej, nawet parę razy dziennie, bo to na bank pomoże. Robiła to niezwykle natarczywie, a na każde moje sceptyczne słowa (np. dokładnie wiem, kiedy mam owulację i uwierz mi, wykorzystujemy każdą okazję, ale myślę, że co dwa - trzy dni było wystarczające, żeby przez 10 miesięcy zajść w ciążę) reagowała złością bo przecież "ona wie co mówi, bo ma dzieci, a ja nie" (sic!). Stanowczo i grzecznie powiedziałam, że nie oczekuję od niej żadnych rad. I myślę, że na tym skończę informowanie jej o naszych staraniach.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 7 listopada 2020, 15:59

Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy znalazłam dla dziecka... Czuję taką pustkę...
Miałam czas, w którym nie myślałam o tym wszystkim tak intensywnie... Wiem, że na wiosnę chcemy zacząć budować dom i byłoby nam o wiele wygodniej zostać rodzicami dopiero po jego ukończeniu. Zaczęłam też studia. Ale rzuciłabym wszystko by móc przytulić moje dziecko...

Dzisiaj spędziłam pół dnia na czytaniu o immunosupresji...skutki uboczne jednak raczej w większości się zdarzają, ale jestem w stanie przetrwać wszystko...tylko czy to da pozytywny efekt? Zapisałam się już do reumatologa i immunologa po to,aby przepisali mi badania, które należą mi się na nfz po 3 stracie...zobaczę czy dadzą mi cokolwiek z listy, którą mam zrobioną...
Od poniedziałku nie piję słodkich napojów, ograniczam słodycze i spróbuję częściej wychodzić na spacery... na początek mój cel to 5kg...wiem, że waga także jest ważna przy staraniach, więc i dla swojego samopoczucia przy okazji coś postaram się zrobić :)
Stan emocjonalny na dziś? Obojętność, chęć działania, strach.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)