Iza_Malarka Zaczynamy! 17 stycznia 2020, 16:24

Wszystkie moje myśli skupiają się na chęci posiadania dziecka. Wszędzie widzę i słyszę o kolejnych ciążach i tak bardzo się z tego cieszę i wzruszam i myśle jak wspaniale będzie „dołączyć do tego grona”.
Poprzedni miesiąc był kubłem zimnej wody - jasne wiem, to dopiero pierwszy cykl starań. Ale w tym cyklu nie stąpam po ziemi - marzę i wierzę, ze nam się udało. Mimo, że szanse są mniejsze niż w poprzednim. Studiowanie i pracowanie na pełen etat to bardzo wyczerpujące zajęcie. Szczególnie ze teraz jestem w okresie największej liczby zaliczeń na uczelni i wielu nowych projektów w pracy. Wiec i tu i tu brakuje mi czasu, a zmęczenie jest ogromne. To samo mąż, praca i studia - maksymalnie wypełniony czas. Niestety ale bardzo często wracaliśmy do domu i po prostu zasypialismy ze zmęczenia albo ucząc się na kolejne zaliczenie.
Mimo to, wydaje mi się ze mogło się udać. Nie mierze temperatury, ale mniej więcej w 13/14 dniu cyklu czuje bardzo wyraźnie jajnik i podejrzewam ze to dziej owulacji. Jeśli się nie mylę, to w tym cyklu serduszkowanie i owulacja była tego samego dnia - wiec co? Udało się ?

10tc+5d (56 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)

Dziękuję za każde dobre słowo, naprawdę dużo dla mnie znaczą 💛💛💛 chyba nikt inny niż druga staraczka nie jest w stanie tak dobrze zrozumieć emocji jakie nami targają. Pamiętam zanim zaszłam w ciążę i czytałam pamiętniki dziewczyn, którym się udało, to były jedyne ciąże, które mnie cieszyły i może to jest dziwne, bo każda informacja o ciąży wśród znajomych, czy każda ciężarna na ulicy były jak cierń w sercu, a informacje o ciążach z OF dawały nadzieję, że w końcu może i mi się uda. Możliwe, że to trochę hipokryzja, ale takie miałam emocje. Kibicuję każdej z Was i tym, które czekają na pozytywną betę i tym, którym pod serduchem rośnie już życie. Bardzo, bardzo mocno.

Dziś przekroczyłam swoją psychologiczną granicę, nigdy w żadnej ciąży nie byłam tak daleko. Dzieć ma 3,55 cm i zanim zobaczyłam serduszko zaczął tak wieżgać girkami, że się rozpłakałam jak dziecko. Chyba mam w brzuchu małego karatekę, bo tam się działa istna kapuera. Kamień z serca.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2020, 10:34

Pinka. Piąty transfer 25 stycznia 2020, 12:09

2dc

Mam tłuste włosy, wodospad miedzy nogami, niezrobione paznokcie i melancholijny nastroj.
Wczoraj na fejsie dziewczyna z ktora bylam w szpitalu (z blizniaczkami) urodzila dziewczynke. Dlaczego jednym sie powodzi w zyciu a drugim nie? Moja forma spadla o 80%, a na prawde dobrze sobie radziłam. Przeklęty fb.

We wtorek mam wolne, ide do kliniki zapisac sie na transfer. Niech mi tylko doktorek z czyms wysloczy to go zamorduje golymi rekami!!
Ma byc transfer w lutym i koniec. To bedzie nasza ostatnia proba w tej klinice. Z dniem transferu pozegnam sie z nia- nie wroce tam nawet na usg.

Musze umyc te włosy.. ehh


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2020, 12:21

Ana 81 Jak nie zwariować ? 28 kwietnia 2020, 19:00

Potem zycie sie toczy jakos zmieniam lekarza, najpierw robie wywiad wsrod kolezanek, polecaja jedna pania doktor. Chodzilam do niej przez pol roku, bralam clo bez zadnych efektow, lekarka mowi zeby sie starac naturalnie bo przeciez zachodze w ciaze.... zmieniam lekarza, kolejny wywiad wsrod kolezanek polecaja chodze do pana O. Monitorujemy owu,wszystko super pecherzyki pieknie rosna i jest ich duzo... uspokajam sie, ale ciazy jak nie ma tak nie ma. Zniecierpliona naciskam na droznosc jajowodow. Ustalamy termin ide, ból jak sto pięćdziesiąt... czy ja przezyje..czy ja wogole wstane..komentarz lekarza najlepszy no widzi pani w prawym cos bylo ale sie udrożnił... lewy niestety dlatego tak pania boli...mowie ze wiecej nie wytrzymam... konczymy...blada bez sil, lekarz kaze mi lezec i upewnia sie ze ktos po mnie przyjedzie, lekarz idzie do nast. pacjentki... ja zostaje... nie mam sily wstac, przychodzi pielegniarka pyta jak sie czuje przynosi wode czuje sie zaopiekowana... odzyskuje sily, wychodze spotykam lekarza przy wyjsciu mowi mi zebym odstawila te leki co mi przepisal bo owulacja bedzie z tego niedroznego... trzymam sie zalecen odstawiam i olewam wszystko ile czlowiek musi sie nacierpiec, do konca cyklu sie relaksuje i pije duzo wina ... potem pod koniec cyklu dopadaja mnie mdlosci nie do wytrzymania... tylko imbir pomaga... robie test bo w koncu mam ich duzo... co??? Pozytywny?? Ale jak to???? I mega wysoka beta, co drugi dzien, przyrost prawidlowy...od testu zaczynam brac duphaston plus neoparin.. oczywiscie mojego lekarza nie ma, wiec ide w zastepstwie do lekarki, jest zarodek!!! Mala kochana kropeczka... :) potem ide do lekarza na koleja wizyte... lekarz nie wierzy :) naprawde? Tak, beta wskazuje ze tak... wzasta pieknie jest juz ponad 10 tys, ale serduszka brak...czekamy ale sie nie pojawia. Pojawia sie plamienie jade do szpitala, tak zarodek jest, ale powinno bic juz serce... wychodzi ze to 8 tydzien... nie bilo :( robia bete zaczyna spadac... pytaja czy chce jakies tabletki, aby to przyspieszyc... lekarka pow. ze to sie czesto zdarza puste jajo... ból tego juz za duzo... 3 razy i sie zdarza...? Nie sadze.... Po dwoch miesiacach wyladowalismy w klinice niepłodności i tak minal tam rok i nic, mamy za soba jedno nie udane in vitro, komorek coraz mniej, troche badan zrobionych... i co najgorsze jest takie oczekiwanie bo w koncu musi sie udac... tylko czy ja bede miec jeszcze sile aby sie tym cieszyc?...


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 19:11

Mela Zaczynamy! Zaczynamy?! 25 maja 2023, 10:09

Jestem załamana. Raczej tylko in vitro wchodzi w grę. Szanse na naturalne zajście w ciążę znikome (skoro od 4 lat się nie udaje to w sumie nie powinno mnie to dziwić).

Dostałam właśnie maila od Chirurga, że przekładamy jednak operacje na za 3 miesiące, bo doszedł do wniosku ze swoją Żoną (moją ortodontką), że jednak potrzebuje do operacji innego ułożenia zębów 🤷🏼‍♀️
Przedyskutowaliśmy temat z mężem i podchodzimy do stymulacji. W momencie, gdy uda się uzyskać owulacje z lewego jajnika robimy badania immunologiczne w drugiej części cyklu 3-6 dni przed @.
Póki co odstawiam tabletki i lecimy ze stymulacją lamettą.
Wykupiłam właśnie badania w alabie i planuje je wykonać w 3 dc:
- AMH
- morfologia
- Homocysteina
- LH
- Sód
- Potas
- Wapń
- Magnez
- Kwas foliowy
- Testosteron
- Androstenedion
- Glukoza
- ALT
- AST
- Lipidogram
- Kreatynina
- Ferrytyna
- FSH
- Panel tarczycowy TSH FT3 FT4
- Prolaktyna
- Witamina B12
- Witamina D
Na początku października mam wizytę u naszego endokrynologa, wiec połączę zalecenia odnośnie badań z jego strony z badaniami staraczkowymi.
Napisałam zgłoszenie do kliniki EF w Ostravie w sprawie ivf. Aktualnie zapisy są na styczeń odnośnie kwalifikacji do in vitro, wiec trafimy idealnie na czas po operacji.
Byliśmy u jednych rodziców i u drugich i razem z nimi wypełniliśmy ankietę kwalifikacyjną ze strony genetycznej do ivf w EF.
Rozmawiałam z Mamą na temat starań i powiedziała mi, żebyśmy to może odłożyli na czas po budowie domu, bo będzie nam mega ciężko pogodzić ciąże, a później dwójkę małych dzieci razem z budową. Z jednej strony ma rację, a z drugiej strony jeżeli chodzi o poród, to najbliższy szpital o 3 referencyjności jest w Lublinie, wiec 90 km od naszego nowego domu. Aktualnie mieszkamy 3 minuty autem od szpitala 3 referencyjności w Krakowie, a w dzisiejszych czasach gdyby coś się działo, to nie ma co liczyć na karetkę, która by mogła nas gdzieś dowieźć.

Hej. Poludnie. Chlopaki spia. Ja pije CIEPLA kawe :) delektuje sie cisza. Chociaz wiem ze ona wrozy ciezki wieczor. Bartus nie chce usypiac u sievie w lozeczku. Przez to biega po pokoju do 21... Meczace to. Wczoraj nie mial drzemki w poludnie to padl o 19:30 i Kacperek tez tak poszedl spac. Jaka byla moja radosc z wolnego wieczoru. Az sobie strzelilam dodatkowy trening :) u mbie ogolnie dobrze. Trwam w swojej zupomanii. Kg oowoli leca. Czuje sie lepiej. To najwazniejsze.
BARTUS:
Powoli bunt chyba mija. Mniej juz psoci. Chociaz ma pomysly wchodzi na wszystko aby wyzej. Przez to w sob zalal sie goracym sokiem. Troche ma slad na reku ale to sie wygoi. Apetyt raz ma a raz nie chce nic jesc. Juz sie az tak tym nie przejmuje. Widze ze jak zglodnieje to zje wszystko. Ciezko z mowieniem. Mowi podstawowe slowa. Pokazuje poszczegone zwierzatks palcem. Kilka umie nazwac dzwiekiem. Nie wola na nocnik. Nie chce nawet siadac. Jak zrobi kupe to to pokazuje. Ral sie przytulasny :) daje caluski i pokazuje czesci ciala.

KACPEREK:
Za tydz konczy juz 5 mc! Ale czas leci! Dopiero co sie urodzil. Drzalam o niego w szpitalu na kardiologii ale dzieki Bogu wszystko dobrze. Chlopak rosnie zdrowo. Nie wiem ile wazy. Szczepienie mamy za tydz to sie dopiero. Ubranka juz przechodzimy na 74. Pieluchy rozm 3. Mamy rytm drzemek. Dwie krotkie i jedna dluga :) w nocy ladnie spi. Je zwykle nad ranem 3-5. Rozszerzam mu diete. Je juz marchewke dynie brokula i kaszke manna i ryzowa. Juz jeden posilek to albo zupka albo kaszka. Pije mm kolo 150 mln. Czasem 170 mln ale to sporadycznie. Bawi sie zabawkami
Guga ladnie. Lapie sie za stopy. Obraca sie na brzuch. Uwielbia lezec w lozeczku bez pieluszki. Dzis bawil sie tak godzine :) ale ma dni ze wcale nie chce lezec tylko na rekach a jak nie to ryk okropny. Po za tym smieje sie i jest slodkim dzieckiem.

JA:
Ja czasem mam dosc. Ze wszystko tylko sama. Ale kocham moja rodzine. Nie zamienilambym sie z nikim. Jest ciezko. Ale dla tych usmiechow. Calusow. Warto! I chociaz czasem lzy leca wieczorem to rano wstaje z nowa energia. Za oknem budowa domu. Odliczam dni do przeprowadzki. Jeszcze ponad rok... Wytrzymam.
Walcze z kg. Jeszcze 10 kg minimum do wiosny. Dam rade!

Dzieki dziewczyny za slowa otuchy, bylo mi to potrzebne. Caly weekend spedzialam w domu troszke uzalajac sie nad soba i jedzac tony slodkiego. to bylo potrzebne. Niestety w moim przypadku nigdy nie jest mi dane bycie totalna egoistka. Moj maz otrzymal wiadomosc od mojej mojej kolezanki, ktora napisala, ze oczywiscie rozumie moja systuacje i ze nam bardzo kibicuje, ze wreszcie nam sie uda.....ale chciala ze mna porozmawiac z innego powodu. Miala badania prenatalne i okazalo sie, ze dziecko ma wysoki procent prawdopodobienstwa ze sie urodzi z zespolem Downa. No to jak to uslyszalam poczulam sie jak najgorsze gowno......Bede dzisiaj do niej dzwonic, bo tylko sobie moge wyobrazic przez co przechodzi. Mam nadzieje, ze lekarze czesto sie myla podczas tych badan.

A tak z innej beczki to zaczelam brac witaminy: kwas foliowy, omega 3, wit A & D. Teraz jeszcze przeczytalam o dobrym wplywie selenu wiec tez go dzisiaj kupie. Maz zaczal brac cynk od soboty. Suplementacja, chinskie ziolka i miejmy nadzieje, ze cialo sie do invitro przygotuje.

Nieidealna Zaczynamy 1 maja 2024, 20:58

Jeszcze tydzień temu był ten piękny czas kiedy byłam w ciąży. Chyba nadal do mnie to nie dociera (najbardziej to, że w ogóle w niej byłam).

Z moim partnerem jesteśmy razem od roku. Właściwie nie rozmawialiśmy nigdy o dziecku, ale delikatne zaczepki ze strony rodziny i przyjaciół, że teraz nasza kolej spowodowały, że z dnia na dzień przestaliśmy się zabezpieczać.

Z poprzednim partnerem staraliśmy się (nie zabezpieczaliśmy się) jakieś 5 lat. Byłam pewna, że to moja wina, bo choruje na Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Do tej pory bardzo ciężko było mi uregulować hormony. Nigdy nie podjęliśmy tej walki na tyle by iść do lekarza, zrobić badania itd. Bardziej podeszliśmy do tego, że jak będzie to będzie.

Mój J. pracuje za granicą, widzimy się przeważnie co 2 miesiące. I po jego ostatnim przyjeździe na święta wielkanocne pod koniec kwietnia nie dostałam okresu. Spóźniał się 4 dni. Nigdy mi się to nie zdarzało, ale to jeszcze nie skusiło mnie do zrobienia testu. Następnego dnia jechałam samochodem z bratem, i miałam wrażenie, że wylał na siebie 2 butelki perfum, zapach był tak intensywny, że prawie zwymiotowałam w samochodzie. Zażartowałam do koleżanki w pracy, że chyba jestem w ciąży I wysłała mnie po test.

I tu przeżyłam szok, że wyszedł pozytywny. Ucieszyłam się, bardzo. Tego samego dnia powiadomiłam J.

Następnego dnia poszłam do ginekologa, pani dr zrobiła USG, nic nie było widać. Dostałam skierowanie na betę, tsh, ft3, ft4, krzywą cukrową. Wyniki były tego samego dnia. Wszystko w normie a beta 216. Sądziłam, że wynik jest dobry jak na 5tc według moich obliczeń kiedy był J.
Nie mogłam się powstrzymać i tego dnia poszłam jeszcze na wizytę do prywatnej przychodni. Mamy pęcherzyk, ale na zarodek za szybko, jeszcze go nie widać. Z objawów czułam bardzo zmęczenie, zaczynały się mdłości, piłam 4l wody dziennie i siusiałam chyba co 20 min.

Po 48h kolejna beta. Czekając na wynik, zastanawiałam się dlaczego objawy złagodniały. I po odebraniu wyniku byłam przerażona, wynik 108. Wizyta u lekarza nfz tego samego dnia. Mówi, że nadal nic nie widać. Ale jak beta spada to raczej nic z tej ciąży nie będzie. Przepłakała cały wieczór, nie sądziłam, że to może być prawda.

Kolejny dzień zaczął się w miarę spokojnie, nie dopuszczałam do siebie myśli, że to koniec, może błąd w laboratorium. Po jakiś 2 godzinach zaczęło się krwawienie. Pojechałam na IP. Opowiedziałam lekarzowi ostatnie kilka dni, pokazałam zdjęcie usg. Powiedziałam, że jak byłam u lekarza NFZ nie było widać jeszcze pęcherzyka. Zrobił usg, mówi że pęcherzyka nie ma (wziął tylko pod uwagę zdjęcie z prywatnej wizyty). Chciał zostawić w szpitalu na łyżeczkowanie, nie zgodziłam się. Wróciłam do domu, ból brzucha był już nie do zniesienia a krwawienie coraz mocniejsze. Przeleżałam w domu 3 dni, z łóżka wychodziłam tylko do toalety. Na początku jeszcze myślałam, że to pomyłka, że może jednak się uda. Ale z godziny na godzinę dochodziło do mnie co się stało.

Nie płacze już. Dotarło do mnie, że w ogóle nie byłam na to przygotowana, nie brałam żadnych witamin ani suplementów, żeby pomóc temu maleństwu przetrwać.

Jeszcze plamię, w poniedziałek idę na kontrolę do ginekologa. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Być może da skierowanie na inne badania.
Zrobię wszystkie.
Chcę być przygotowana na kolejną ciążę.
Chcę być mamą.

SOBOTA
Zrobiłam badania różne przeróżniaste i teraz czekam pokornie na wyniki. Niektóre już przyszły i co mi wyszło? Oczywiście rozjechana immunologia. No przecież! jak mogło wyjść inaczej dostal.gif
ana dodatnie, nk za wysokie. Oh yeah... więc z utęsknieniem czekam na resztę niespodzianek. Mam nadzieję, że nie dobiją mnie kolejne wyniki jeszcze bardziej boisie.gif

Psychicznie jest mi nieco lepiej. Odbijam się od dna. Staram się nie przesiadywać tyle na forum. Czytam książki, idę na siłownię (hahah nie wiem już które z kolei podejście, ostatnio dałam radę 2miesiące regularnie chodzic, a potem było in vitro wiec siłą rzeczy musiałam przerwać tuż przed transferem i tak do tej pory sie nie zebrałam jeszcze by wrócić, ale wiem, że już czas 8P.gif). Staram się nie myśleć o tym wszystkim tyle, bo pewnych spraw i tak nie przyspieszę. Takie w kółko myślenie mnie dołuje i zabiera chęc do życia. Muszę cierpliwie czekać na wyniki i potem sie zastanawiać. Na badaniach już byłam. Wizyty do specjalistów mam umówione. Nie pozostaje mi nic więcej jak tylko zająć się po prostu czyms innym. I cierpliwie czekać. Ulubiona słowa staraczki na dziś? "cierpliwie czekaj" dobani.gif taaaaaaaaaa...

Najgorsze jest chyba jeszcze to, że mój mąż być może będzie musiał wziąć antybiotyki przez miesiąc na żołądek jeśli wyjdzie mu bakteria. Więc z automatu nam się wszystko przeciągnie o 4 miesiące. No i potem co najmniej 3 miesiące suplementacji, żeby poprawić te plemniki... Oj coś czuję, że w jak dobrze pójdzie to kolejna procedura najwcześniej w okolicach wakacyjnych, albo dopiero we wrześniu.

Także tak... cierpliwie czekaj muza.gif

Mamy to! Termin do Pani Doktor - ide w czerwcu, takze teraz 5 miesięcy czekania.. na szczęście w miedzy czasie mam sporo planow związanych jeszcze z moim dotychczasowym Lekarzem, takze kto wie, czy bedzie ta wizyta potrzebna 😉

inaa Mama,Tata i ...? 23 stycznia 2020, 00:43

o kurka...kolejne praiwe 2 miesiace przerwy w pisaniu :o.

Jagoda ma sie całkiem nieźle <3, chodzi - nabija pierdyliard kilometrów dziennie :D. Jest najwspanialsza hahaha ( tak, pisze to MAMA :D) !

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz- dlaczego niektórzy ludzie nie maja własnego życia, a raczej maja ale wolą żyć życiem innych ludzi. Współczuje. Rozumiem, że nie zastrzegłam sobie pamietnika. Wiem też, że nie miałam zamiaru tutaj nikogo osobiscie urazic. Chcę tylko przekazać ( tak - pewnie te osoby to teraz czytaja), że mam Was w dupie :D. Od zawsze moim motto życiowym było - Nie ważne o czym , ale ważne, że mówią <3. Sprawdza się jak nic hehe. Nawet nie wiecie ilu fałszywych ludzi macie wokół. Oczywiscie dowiadujecie sie o tym po dłuższym czasie.

No... wracajac do tematu dzieciowego - Święta przeminęły z wiatrem haha, na sylwestra starzy zaszaleli :) - zostawilismy Jagódke w domu z teściami. Przespała wszystko wiec super. Mamy kamerke online nad łóżeczkiem dzieki czemu spokojnie dogladałam moj cud. Zaliczylismy tez narty w tym roku. Wszystko płynie tak jak powinno. 15sty miesiac życia rozpoczełysmy szczepieniem MMR - Jaga źle zniosła z powodu bólu nóżki i goraczki, ale mineło. Czekamy zatem na ostatnie pik pik.

Moje dziecko mówi :

* am
* puk puk ( pukajac w drzwi)
* a kuku - ahaaa albo a jeeeeeeest
* mama
* tata
*baba
* dziadzia
* baja
* naja ( pies)
* kolka ( pies mamy )
* bam
* tak
* si ( jak cos boli)
* daj
* tam
* lampa
* kok ( upiecie z włoskow)
* kotka
* kosc
* buuu - odkurzacz
* potrafi nasladowac kurki, koguta, krowke, kotka, psa, owce, małpke, kaczki, gęsi, świnke

5dpo, mam ogromne piersi i sutek pociemniał na jednej 😅 chyba progesteron znów mi wywaliło 😁 nie nakrecam się, że to co innego bo w tamtym cyklu prog ponad 25 i co? Za chwilę przylazła 🐒 więc.... "you can never know", ale baaaaardzo, bardzo bym chciała, żeby to było to.. Bobo przyszedł by na świat miesiąc przed naszą 5 rocznicą ślubu 🥰
Wgl 5 lat po ślubie to już brzmi poważnie, a jeszcze bez 👶 to już wgl 😩

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 23 stycznia 2020, 08:25

Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję! wczoraj zapłaciłam za egzamin, dzisiaj wyślę wniosek o kwalifikację.
dzisiaj mam umówiony monit, ale cała seria zdarzeń przekonała mnie, że go odwołam. kase jakoś na wizyte wysupłałam, ale na leki już bym nie miała - miałam teraz dostać zastrzyki od początku, więc to już kilka stówek, do tego nie ma mojej lekarki, ma urlop a miejsce było tylko do jesnego lekarza, do którego nie mam zaufania. dlatego też, licząc się z konsekwencjami - że nie urodzę przed 30, rezygnuję z tego cyklu. strasznie mi żal, ale niestety nie przeskoczę tak prozaicznego problemu, jakim są pieniądze. pozadłużałam się już po rodzinie, muszę to uregulować. poczucie straty czasu mnie nie opuszcza. trudno...

21dc
5dpt
5 dni do testowania

Niektóre dziewczyny już na tym etapie testowały i widać było ze beta ruszyła. Ja się na razie powstrzymuje- ponieważ za bardzo mi bije na mózg to za wszelką cenę staram się zdystansować. Na razie nie mam ani dołka ani górki wiec jest w miarę ok. Po prostu powtarzam sobie ze nie mam żadnych szans żeby już teraz się zorientować czy wyszło czy nie wiec staram się nie rozwodzić nad tym. Poza tym staram się sobie uświadomić ze tak naprawdę nawet gdyby ta beta wyszła to się tak od razu nie uspokoję- czekają mnie kolejne tygodnie w napięciu oczekiwania. Tak ze trzeba się uzbroić w cierpliwość choćby nie wiem co. Tylko w pamiętnikach które czyta się wstecz czas płynie szybko. 😓 tak naprawdę to są dni tygodnie i miesiące oczekiwania, zwykle dni wypełnione zwykłymi nudnymi obowiązkami, podobne do siebie i z perspektywy czasu zlewające się w jedno. Ale trzeba je przeżyć - każdy dzień przeżyć osobiście godzina po godzinie, wypełnić mniej lub bardziej pożytecznymi czynnościami, przepchnąć je dalej aż do pewnego etapu od którego rozpocznie się nowe oczekiwanie i odliczanie, ale już nie mam złudzeń ze to się kiedyś skończy. Pamietam jak czekałam na pierwszą wizytę w Artvi, potem czekałam na pierwsza inseminację, potem na rozpoczęcie procedury, potem na punkcję, potem na info jak rozwijają się zarodki, potem 2 ciągnące się w nieskończoność miesiące w oczekiwaniu na transfer..... to wszystko jakoś przeminęło i przetrwałam wiec tym razem tez tak będzie. Chociaż jak się jest w środku tego wszystkiego to trudno o tym pamiętać 😅

Patt1002 Czekamy na Aniołka 23 stycznia 2020, 11:30

Tak juz sobie czekamy na tego naszego Aniołka i jesteśmy coraz bliżej. Dzisiaj jedziemy na pierwsze szkolenie w oa ;)
Jestesmy podekscytowani bardzo, bardzo. Nie mozemy się doczekać tych zajęć ;)

Mam takie opóźnienie z pisaniem, że chyba nie jestem w stanie wszystkiego nadrobić.
Skupię się na konkretach i staraniach choć w moim życiu ogólnie dużo się dzieję i to są w sumie złe rzeczy...
No ale wróćmy do moich problemów dupkowych. Byłam u proktologa. Badanie nie było złe. Żadnych hemoroidów tam nie widać, na szczelinę też nic jednoznacznie nie wskazuje. Lekarz stwierdził, że jeśli dolegliwości mam po zabiegach ginekologicznych to musi być coś od strony macicy. A jak dowiedział się o endometriozie to mówił, że też ona może tam siać kłopoty. Zalecił kolonoskopię ale nie jakoś na cito. Mówił, że jeśli to będzie się powtarzać to wtedy. Póki co mam spokój.
Za to przyplątała mi się infekcja intymna... a to u mnie rzadkość :( i to jeszcze na tyle mocna, że zwykłe leki z apteki nie pomogły. Miałam pół opakowania globulek na receptę ale z uwagi na fakt, że zaczęłam je brać w 25 dc (przy moich cyklach 25-26) to raczej nie miałam szans na wyleczenie przed stymulacją do transferu. Zgłosiłam to mailowo mojej pani doktor i kazała się najpierw wyleczyć. No i tak się jakoś złożyło, że dziś mój 35 dc a okresu dalej brak...
2 dni temu wybrałam się do kliniki i jednak miałam wizytę. Niestety moja lekarz prowadząca jest na urlopie to trafiłam do kogoś innego ale całkiem spoko. Dostałam leki na infekcję jeszcze na doleczenie. Jeden strzał z aplikatora z maścią i po kłopocie. Muszę zapamiętać tę nazwę GYNAZOL. Jeśli kiedykolwiek złapie mnie jakiś parch to tylko to :) a nie męczarnia z globulkami przez 2 tyg.
Tak więc podsumowując zdążyłam się przeleczyć i może niedługo ruszę z przygotowaniami do transferu. a kiedy? Nie wiem. Pani doktor pisała jeszcze, że powinnam zrobić biocenozę ale nie wiem czy iść już teraz? Czy po @? Jeśli pójdę po @ to czy zdążę z wynikiem? Póki co zaczęłam dupka na wywołanie bo @ ani widu ani słychu... Ale nie... w ciąży nie jestem. Zdążyłam nasikać na 2 testy, a po wizycie w klinice i wyniku proga 11 to nawet poszłam na bete ale jest tylko wynik <0,0001.... także lipaaaaa.... chyba się psychicznie zablokowałam.

A co jeszcze? Mam już wynik trombofilii. Mam mutacje MTHFR_1298A-C heterozygotyczny i PAI-1 4g homozygotyczny. Także foliany metylowane, które i tak już wcześniej miałam oraz heparyna i acard przy transferze. Może to coś da... modle się aby dało.
A co z moją tarczycą? Jakoś ciągnie ten cały mój popieprzony styl życia polegający na wzlotach i upadkach oraz milionie tabletek. Po stymulacji moje tsh urosło do 4! Ale to ponoć efekt estrogenu, który przy tyle pęcherzykach był bardzo duży.
Aktualnie po 2 miesiącach tsh 2,6 :) Boje się tylko, że na estrofemie znowu będzie rosło :( oby nie jakoś dużo :( Cieszę sie, że moja tarczyca jakoś sama normuje te hormony. Przecież jestem bez leków a euthyroksu nie mogę wziąć bo jeszcze wróci mi nadczynność.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2020, 11:51

Agiii37 Do trzech razy sztuka 23 stycznia 2020, 12:53

Dzisiaj zaczęłam 24 tydzień, chociaż mam dwie aplikacje i jedna mi pokazuje 22t6d A druga 23t0d, więc już sama nie wiem.

Dzisiaj mam kiepski dzień mój Łukaszek strasznie kiepsko śpi w nocy, ma 22 miesiące, wiem że zaczął mu się już bunt dwulatka, ale to co odstawia w nocy przechodzi ludzkie pojęcie, chodzi spać około 20 wstaje różnie kilka dni temu wstał 4:30 , a tak to ogólnie budzi się już po 5 w ciągu dnia ma jedną drzemkę około 2 godzin i to wszystko, czasem pada już tak około 19, a czasem dopiero po 21 Nie ma to znaczenia i tak budzi się po 5, ale dzisiaj przegial , wstał przed 3 około 4 zrobiłam mu gofry zjadł półtora i dołożyliśmy się w salonie na kanapie przed 5 zasnął na siedząco, wstał przed 7, już sama nie wiem czemu ma taki problem ze spaniem , zmieniliśmy mu łóżko na to rosnące z Ikei i przez kilka dni spał super, oczywiście do 6 Max, ale wcześniej przychodził w nocy po kilka razy do naszego łóżka, teraz straszy syn jest na obozie i jesteśmy sami w domu może tęskni bo ciągle mówi jego imię, ja już się stresuje jak ja sobie poradzę z niemowlaków i jego tym spaniem .

Trochę nad ranem na niego nakrzyczalam i teraz mam mega wyrzuty sumienia, ogólnie jest bardzo posłuszny i grzeczny, ale dzisiaj już mi nerwy puściły, siedzę w pracy i się zagryzam, mam nadzieję że nie pamięta on tego :( smutno mi

Mala się rusza cały czas ciągle najbardziej jak jestem w pracy , nie liczę ruchów bo jakoś jeszxze chyba za szybko, byłam w pepco i kupiłam trochę rzeczy dla małej bo fajne ceny są, no i oczywiście króluje róż :)


Prenatalne z krwi wyszły źle.

Jeszcze nie wiem jak bardzo. Zadzwonili, że muszę odebrać osobiście bo wynik wymaga omówienia.

😔😔😔😔😔

aster Plan B. 23 stycznia 2020, 14:38

22 dc
Mój pms nabiera rozpędu. Od dwóch dni irytuje mnie wszystko i wszyscy. W pracy nic mi się nie klei. Mam ochotę nie wychodzić z domu, tylko zamknąć się w ciemnym pokoju z netflixem, zapasem popcornu i czekolady... Nie mam złudzeń, i tym razem się nie udało. W ogóle, zajście w ciążę wydaje mi się teraz tak samo realne, jak zaproszenie mnie na prywatną audiencję u królowej Elżbiety. No nieosiągalne po prostu. Myślę sobie, że jeśli kiedyś zobaczę pozytywny test, to nie uwierzę. Niesamowite, jaki hormony potrafią zrobić bigos w głowie 😟
Mjeszcze mąż ma codziennie ciągoty na ❤, a ja go odrzucam. On chodzi sfrustrowany... Czuję się z tym źle, ale jak czasem się zgadzam i robię to na siłę, to czuję się jeszcze gorzej... sama siebie mam dość 😧

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)