W tym roku nie mieliśmy nigdzie jechac na wakacje aby odłożyć na ocieplenie dachu. Ale w pracy jest tak ciężko, ze muszę gdzieś się ruszyć, bo zwarjuje. Może krótki wyjazd do Chorwacji. Nocowanie pod namiotem, może nie będzie aż tak drogo. Niby w marcu ma być in vitro, ale jakoś nie potrafię uwieżyć, że się uda. Miałam zacząć nowe życie po in vitro, ale przecież negetywny wynik w naszym przypadku to będzie tylko formalność. Już teraz planuję co będę robic po marcu 2020. To będzie koniec naszych starań nowy etap w życiu i w sumie to sie cieszę z tego końca i nowego początku naszego zycia. W końcu będziemy wolni.
Jesteśmy już po.
Z rana lekkie śniadanko, kubek ciepłej wody, a potem kubek wody z imbirem, kurkumą, cynamonem i cytryną oraz ogrzewanie brzucha suszarką. No jak ma być ciepło, to po całości. Założyłam na siebie bieliznę termoaktywną i voila. Łyknęłam nospę, magnez i acard 150 mg. Jechaliśmy transportem publicznym, bo niestety trasa samochodowa jest częściowo w dziurach, zresztą najgorzej jest w samej stolicy, pełno studzienek kanalizacyjnych, dziur i łat asfaltowych. Nie chcieliśmy ryzykować, a pociągi i tramwaje elegancko i bez trzęsiawki suną po torach.
W klinice, zupełnie przypadkowo, spotkaliśmy naszą lekarz prowadzącą. Powiedziała nam, że "Ładny jest, dobry (o zarodku), zostawiam Państwa w dobrych rękach".
Tuż przed transferem dostałam od koleżanki grupowej, która wkrótce rodzi, info wspomnieniowe o transferze. Tyle wystarczyło, żebym się rozkleiła. A tak dzielnie się trzymałam!
Podczas transferu lekarz powiedział, że mam bocznie ułożoną szyjkę macicy (o tym akurat wiedziałam), ale również poskręcany kanał macicy. Tego nie wiedziałam. I mówi do położonej "Poproszę kulociąg", a ja ze sprzętem już w środku, podniosłam się do pozycji siedzącej i mówię "Słucham?!?!?!?!". Gdzieś wyczytałam o transferze z kulociągiem, że niefajnie, że zmniejsza szansę powodzenia transferu. I stąd była moja reakcja. Lekarz coś tam gadał do położnych, a Mężuś położył swoją dłoń dość mocno, solidnie na moim ramieniu i sączył mi do ucha "Ciii, spokojnie, nie dzieje się nic złego, spokojnie". Tu już mnie puściło, 2 wielkie łzy sobie popłynęły, ze strachu, z niedowierzania, z nadziei. Powiedział, że poczuję ukłucie, ale nic takiego nie poczułam. Powiedział też, że po użyciu kulociągu będę dziś plamić, ale żeby się nie przejmować, to będzie plamienie z szyjki. Nie poczułam nic, do tej pory nie plamię. Chyba bardziej przestraszyłam się słowa "kulociąg". Podał mi Zarodeczek. Migający punkcik. Jeszcze mi tłumaczył, że cewnik ma podziałkę, żeby Zarodek umieścić dokładnie 1,5 cm od dna macicy. Poprosiłam go o przepisanie relanium, bo ja nie mogę spać ze stresu (faktycznie od kilku dni budzę się około 3.00, 4.00 i potem dosypiam, chodzę nieprzytomna, bo się boję jak się dzielą) - "Czy Pani zdaje sobie sprawę, że w ciąży ten lek jest w kategorii C?" - "Tak, tak samo jak z tego, że w niektórych klinikach jest podawany po transferze" - "Dawkę 2 czy 5?" - tu już zareagował Mężuś, bo ja nawet nie wiedziałam, że są różne dawki - "Mniejszą Panie Doktorze, mniejszą!".
No i jeszcze poinformował nas o pozostałych zarodkach. Gdy tak zaczynał mówić, to z tyły głowy miałam "obumarły/zdegenerowały", a tu nie! Proszę Państwa! 😊Pozostałe 7 zarodków walczy, dzieli się i pozostaje do obserwacji do jutra lub do poniedziałku - w zależności od tego, kiedy osiągną stadium blastocysty i wtedy będą mrożone. 😍
Jak tylko lekarz wyszedł, to się poryczałam ze szczęścia, z radości, stopy zaczęły mi drgać z tych emocji. Mężuś stwierdził, że jest zarąbiście i widać było jak mu się buzia cieszy, a potem mówi "Ale bardzo Cię proszę, ciesz się mentalnie, wyłącz tryb Tygryska!" (mam tak, że z radości skaczę w miejscu i przybijam piątki! te drgające stopy to był przejaw chęci skakania!).
Nawet nie potrzebowałam iść od razu do łazienki (w klinice byliśmy o 10.30, skorzystałam z wc i następnie wlałam w siebie 700 ml płynów, transfer był około 11.25). Leniuchowałam elegancko. Mężuś poszedł wykupił relanium. Okazało się, że w dawce wyższej, od razu przyjęłam. Doczytałam o tym kulociągu. Zobaczyłam w ogóle, co to jest. I stwierdziłam, że nazwa jest przerażająca. Sam sprzęt nie, ale nazwa tak, bo ja sobie wyobrażałam jakieś ciężkie kule, które zostaną przyczepione do mojego krocza i będą mnie ciągnęły. Taaaak, wyobraźnia, mój pomocnik w odwadze. Yhm. Kulociąg może wywoływać skurcze macicy. Tylko u mnie to byłyby skurcze ze strachu, a nie z bólu powodowanego kulociągiem, bo ja takiego bólu nie czułam. Przestraszyłam się i jednocześnie przestałam się bać. Wiedziałam, ze zaraz przyjmę relanium i że w razie W będę chroniona. Natomiast pierwsze półtorej godziny po relanium, to jest jazda. Bez trzymanki. Znaczy się z trzymanką, bo Mężuś cały czas mnie mocno trzymał za rękę. Następnym razem biorę na wieczór i połowę tabletki. Czułam jak tak jakby się robię miękka, jak chodzenie staje się cięższe i wolniejsze, myślenie nie istnieje. W tramwaju zasnęłam. Dopiero świeże powietrze i obiad mnie postawiły na nogi. Teraz jest już ok.
Przy poprzednim transferze lekarz nie używała kulociągu. W międzyczasie zadzwoniła do nas lekarz prowadząca i jak jej powiedziałam o moich obawach, to powiedziała, że być może poprzednio pęcherz miałam bardziej pełen, bo wtedy macica się wydłuża, a teraz mogłam mieć mniej napełniony i stąd inne ułożenie i konieczność zastosowania kulociągu, ale że Zarodek był ładny, porozmawiałyśmy o lekach - czy mi wystarczy i powiedziała na koniec, że trzyma kciuki. No ja myślę!
Mężuś załatwił fakturę oraz kwestię wizyty u psychologa. Nasza klinika organizuje darmowe spotkania dla pacjentów (raz na jakiś czas) i jak mu o tym powiedziałam (dzięki Dobrej Duszy się o tym dowiedziałam), to stwierdził "Krąs, chętnie pójdę, ale sam, bez Ciebie, bo te nerwy przy drugim razie są nieporównywalne i chętnie zrzucę trochę tego ciężaru". Ok i super. Bo nawet teraz cały dzień chodził tak poddenerwowany, że to bardzo dobrze, że jechaliśmy komunikacją publiczną. A teraz - ja opatulona kocykiem, z herbatką, poleguję, a on znowu zasnął jak stał. Znowu odcięcie adrenaliny, wyjęcie duracelli i zjazd. Nie pamiętam, żeby poprzednio tak przeżywał.
Z leków: nie stosujemy ani accofilu ani prografu ani gonapeptylu. Mężuś był tak kategoryczny w kwestii accofilu i prografu, że przez chwilę był Panem Mężem. A to o czymś świadczy. Stwierdził, że nawet jak będzie 1 Zarodeczek, to on nie chce ryzykować moim zdrowiem i życiem aż do tego stopnia. Co było spójne z moją intuicją. A zobaczymy, czy intuicja się pomyli. Natomiast o gonapeptylu po transferze Mężuś znalazł kilka artykułów (nie podam namiarów, bo on szukał, on tego nie zapisuje) z czasopism branżowych zagranicznych. I on skutkuje wyższym odsetkiem implantacji o 23% (jest o co walczyć), ALE przy kriotransferze na cyklu sztucznym. Jak endometrium nie chce rosnąć, to jest podawany przed w odpowiednich dawkach, stopniowo zmniejszanych. I wtedy faktycznie powoduje wzrost implantacji (w grupie zwykłej 21% powodzenia, w grupie z gonapeptylem 44%). Tylko u nas się go podaje po transferze i to najczęściej na świeżo. A jak znalazł coś u nas, to nie były to wypowiedzi naukowe, poparte badaniami, tylko "No można tak zrobić", bez wyjaśnienia dlaczego. Brak accofilu i prografu: to nie tak, że ja chcę ryzykować utratę Zarodeczka, tylko to Dziecko ktoś musi wychować. I fajnie byłoby, gdyby miało ono dwoje, zdrowych, sprawnych rodziców. Jeśli (odpukać w całe niemalowane drewno świata!) teraz się nie uda, pewnie przemyślimy sprawę raz jeszcze. Heparyna 0,4. Od wczoraj. Lekarz prowadząca wskazała na 0,2, ale Jerzak powiedziała, że powinnam przyjmować 0,4. W tym zakresie słucham się Jerzak. Mam 0,2 więc robię 2 zastrzyki. Siniaków brak.
Nie wiemy, jakiej klasy był podany Zarodek, nie znamy rokowań pozostałych Zarodków.
Ah, jeszcze jedno. Mężuś kilka dni przed punkcją wykonał badanie nasienia i było ono 2,5 raza gorsze niż nasienie zastosowane do lipcowego ivf. Podłamało nas to. Dziś, już po wszystkim dostaliśmy skrócone badanie nasienia użytego do zapłodnienia teraz (5 dni różnicy między badaniem a punkcją). Jest katastrofa. 6,8 razy gorsze nasienie niż to z lipca i 3 razy gorsze niż to sprzed kilku dni!!!
Porównanie użytego przy punkcji oraz nasienia sprzed kilku dni z badania.
Objętość: 3,6 ml (spadek w porównaniu do 3,8 ml);
Ilość w całości: 4,32 miliony (spadek w porównaniu do 13,26 milionów);
koncentracja: 1,2 mln/ml (spadek w porównaniu do 3,49 mln/ml);
ruch progresywny: 35% (spadek w porównaniu do 41,81%).
Plan na najbliższy tydzień: L4, zero pracy, zero jogi, zero wspinania. Zajęcie się sprawą rozmieszczenia gniazdek w naszym przyszłym mieszkaniu, poczytanie kilku, zaległych książek oraz ewentualnie, jak już betowa szajba będzie mi strzelać do głowy narysowanie drzewa genealogicznego Windsorów. Obejrzałam sobie "The Crown", super serial, wciągający, przeczytałam dzięki niemu 2 książki biograficzne, wciągnął mnie do tego stopnia, że miałam ochotę porysować to drzewo genealogiczne, ale nie tam Willego i Katie, o nie, Elżbiety II i wstecz
najważniejsze to znaleźć sobie bzika, zajmującego bzika, czy to będzie szydełkowanie, malowanie po numerkach lub kolorowanki dla dorosłych, czy drzewo genealogiczne Windsorów - to nieistotne, istotne jest to, żeby aż tyle nie myśleć.
Mężuś odradził malowanie paznokci u stóp (i trochę nieswojo się czuję bez ulubionego "fuck - me - red" na paznokciach), to jednak miał rację, należy zrobić, co w naszej mocy. Mimo tego poczucia "nieswojo" z uwagi na paznokcie, to generalnie czuję się spokojna. Będzie dobrze.
1dc.
Po dwóch dniach plamień @ się rozgościła na dobre. Na szczęście jest to ta delikatniejsza wersja bez silnych bóli. Tzn. narazie. Zobaczymy co będzie w kolejnych dniach. Czy się rozkręci. Plan na ten cykl?
💊Wiesiołek do owu jeżeli nastąpi
💊Ovarin 2x1
💊 kwas foliowy
💊 wit D.
Badanie progesteronu w 21dc i kontrola z wynikiem u ginekologa 🙂.
28dc 12dpt
Beta 308!!! 
Dziewczyny jeszcze w to nie wierze. Szczescie miesza sie ze strachem. Czytajac wpisy staraczek, ktorym sie udalo- widzialam ze pisza o leku i obawach. Myslalam sobie wtedy: kobieto ciesz sie chwila. Teraz kiedy jestem w podobnej sutuacji mam przerazenie w oczach. Czy wszystko bedzie dobrze? Czy nasza blastka 4ab bedzie chciala z nami zostac do szczesliwego zakonczenia?
Narazie nie przenosze sie na fioletowa strone. Czekam do "bezpiecznych" 3 miesiecy.
Nikomu nic nie mowimy. Wiemy tylko ja z mezem i doktorkiem. Na wizyte mam sie umowic za 3 tygodnie. Leki brac nadal.

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2020, 11:36
34+6
Nigdy bym się nie spodziewała że będę mieć urodziny w szpitalu.
Z dala od wszystkich i wszystkiego.
Codziennie mam kroplówki z antybiotykiem i antybiotyk dożylnie.
Codziennie pobierają krew czy nie ma infekcji.
Dziś rano polało się więcej wód myślałam że będę już rodzić. Na obchodzie to zgłosiłam i zrobili USG. Na szczęście szyjka długa zamknięta brak rozwarcia. Powiedziano mi że w każdej chwili mogę rodzić..jeśli dojdzie do infekcji będzie poród od razu.
Tak się boję, każdy dzień jest ważny.
Jutro już 35 tc. Żeby mały chociaż tydzień wytrzymał. Wytrzymam w tym szpitalu byle tylko mały jak najdłużej siedział.
35dc
Nic się nie dzieje. Na szczęście.
W poprzedniej ciąży od zrobienia testu, bardzo na siebie uważałam. Nie przemęczałam się. Nie schylałam, starałam się nie dźwigać. I co to dało? Nic! Przeznaczenie mnie dopadło. Dlatego teraz żyję i robię, to co dotychczas. Za dużo staram się nie myśleć o swoim stanie. Ale nie ukrywam, że moje serce wyrywa się i chce się cieszyć. Jednak wiem, że jest jeszcze za wcześnie na to. Jeszcze kilka tygodni musi upłynąć zanim wskoczę do drugiego, bezpiecznego trymestru. Bardzo się boję, czy mi się to uda?
17 dc 3dpt blastka 4bb
Znów delikatne zabarwienie, tym razem bardziej brązowe. Martwie sie okropnie. Milion mysli. To nasza ostatnia mrożynka, co bedzie gdy sie nie uda? Cala machineria od nowa?
Zabarwienia, krew, plamienia w moim przypadku zawsze zwiasyowaly najgorsze..
.
Okruszku proszę zostań ze mna ♡
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2020, 16:01
Oluś skończył 19 tygodni ❤
Czas pędzi za szybko..Oli jest już dużym chłopcem,który dzisiaj postanowił się nagle przekręcić na brzusio
po zabawie zjadł całą miseczkę zupki (marchew,ziemniak,brokul). Ale dobre to było:)
Jest wesoły i przekochany. Jak się dzisiaj przekrecil to przeczolgal się po zabawkę 
Niestety dostał jakiejś alergii,bo ma czerwone policzki..cieciorka,czekolada? Muszę obserwować..
Jest niesamowity ten Oluś,bo zasypia ze smoczkiem,a jak tylko dam na boczek w wózku to odpływa 
Pola 4.02 miała wielkie wydarzenie- wyleciał jej pierwszy ząbek;) oczywiście była wróżka zębuszka i przyniosła piłkę do skakania z Angry birds ;p oczywiście przyszedł dzień po 
W czwartek dzwoniła ciotka ze Śląska. Już wiemy że na wesele i cały tydzień aż do babci 70tki kuzyn będzie u nas A ciocia M.u mamy
Polą ja uwielbia,była u nas jak szłam rodzic więc fajne mam wspomnienia 
T.ma niepewna sytuację w pracy,czekamy co się rozwiąże i wtedy dopiero możemy pokoik Poli robić.
Ja ćwiczę,szyję cudeńka na wiosnę,spełniam się jako mama- jestem przeszczesliwa;)
A teraz zmykam pogadać z Olusiem bo wzywa hihi 
15tc+1
38% ciąży, 174 dni do porodu!
Tak, zaczynam odliczanie! zaczynam odliczanie, zaczynam cieszenie się, zaczynam dzielenie się radosną nowiną
Zaczynam po prostu wierzyć w to, że rośnie nam kolejny cud. I że poznamy ten cud w lipcu 
Czuję się bardzo dobrze, jest już spokojnie, nic złego się nie dzieje. A i brzuszek powoli, powoli zaczyna się zmieniać.
Chcę czerpać z tego czasu ze wszystkich sił, bo pewnie to już ostatni raz w życiu
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2020, 11:43
43 dc...
Na grupie na fb widziałam dużo wpisów o olejku z wiesiołka, dziś trochę poczytałam na jego temat i zdecydowałam, że ja również zacznę go stosować. Nie zawsze wiem, że jest owulacja, więc na wszelki wypadek muszę pomyśleć przez ile dni go stosować.
5dc
🐒 już powoli odpuszcza, jutro wracam do mierzenia temperatury. W tym cyklu postawiłam na tabletki 💊 Dong Quai które mają o usprawnić pracę jajników. Biorę je do owulacji a później koniec. Damski żeń-szeń.
Sobota i niedziela aktywnie na siłowni 🏋🏻♀️. Przyszły weekend imprezujemy z okazji urodzin męża👨🏻💼. W sumie cały luty mam jakiś taki intensywny. Za dwa tygodnie muszę upiec torta 🎂 bo będzie imprezka rodzinna.
Jeszcze trochę i wiosna, zrobi się ładniej, ciepłej, wrócą chęci na długie spacery. No i działka ☺️👩🏻🌾👨🏻🌾🌞
Jakiś taki ten cykl bez nadzieji 🤷🏻♀️ Może mi się jeszcze zmieni ale na razie nie mam wewnętrznego POWERA 🤰🏻🙇🏻♀️
Jesli chodzi o tabletki to zawsze 1 dc mam skurcze, i wtedy biorę coś przeciwbolowego. Kiedyś potrafiłam wziąć 3/4 💊 IBUPROMU Max, teraz gdy w domu mam nimesil to sięgam po niego. 1 saszetka, 15 minut i po bólu. A na ból jestem raczej słabo odporna. Mogłabym sięgnąć po NOSPE ale nie wiem jak z działaniem. O ile byłabym w domu to żaden problem, ale w pracy nie planuje eksperymentować.
Wizyta u nowego lekarza wyglądała obiecująco. Po USG stwierdził że @ powinna przyjść. Mam się zgłosić po luteine jeżeli nie przyjdzie w ciągu najbliższych 3 tygodni ale już mnie podbrzusze i plecy bolą, więc będzie na dniach.
Endometrium 12 mm więc bardzo ładne. Jajniki nie powiększone i bez cyst, ale ze sznurem pęcherzyków- standard przy PCOS. Lekarz przejrzał moje wyniki oraz wykresy temperatury i kazał jedynie zrobić progesteron w 21 dc. i zgłosić się z wynikiem. Po tym badaniu będę mogła zacząć stymulację clo. Mam nadzieję że po stymulacji się uda i zostanę mamą ☺️
Kurcze, za szybko po odstawieniu dupka dostalam @. Wczoraj plamienie, więc dziś licze jako 1dc. I mam teraz dylemat, bo wizyta w klinice dopiero w środę, czyli 3dc. Od 2dc powinnam brac estrofem, który mam w domu, ale jeśli lekarz zleci inaczej? Chyba nic mi sie nie stanie jak zjem ten estrofem, nawet jak lekarz bedzie mial inny plan?
Kolejny zawód, na próżno pokładałam nadzieję w HSG. W ciąży nie jestem. Po co głupia robiłam test ciążowy, po co się łudziłam, że "13" będzie szczęśliwa
Miesiączka i tak przyszła, bo czemu by nie. 12 miesiąc starań odkładam na półkę i idę dalej.
36dc 5t+1dz
Powoli zaczynam odliczanie tygodni ciążowych. I oto jestem w szóstym tygodniu
Ciągle strach jest wielki i ryzyko wielkie. Ale cieszę się z każdego minionego dnia.
Zauważyłam u siebie dolegliwość, którą miałam także w drugiej (nieudanej) ciąży. Wieczorem robi mi się bardzo zimno. Ogarniam synka do spania i w końcu idę pod prysznic. Stoję tam 20min i ogrzewam się gorącą wodą. I wtedy wszystko wraca do normy. Słyszałyście o czymś takim?
Jeśli w tym tyg moje TSH będzie mieścić się w normie, to do lekarza zamierzam się wybrać dopiero 2 marca. Będzie to 8 tyg trwania ciąży. Poprzednio poszłam po 5 tyg i lekarz kręcił nosem, że za wcześnie, że ledwo mały pęcherz płodowy widać.
Poniedziałek, 18 dc, 2 dpt 4-dniowca.
Wczoraj relanium przyjęłam na noc. Najpierw o 20.30 przyjęłam 0,5 tabletki (czyli około 2,5 mg). Przez półtorej godziny nie czułam jego działania. W porównaniu z sobotą i pierwszą dawką nie czułam zupełnie nic. Tuż przed snem, około 22:00 przyjęłam drugie pół tabletki. Spałam normalnie. To też chyba nerwy zaczęły schodzić.
Poza tym magnez 2x1, nospa 2x1, duphaston 2x1, crinone 1x1, wit. D3, kwas foliowy metylowany, kwas foliowy syntetyczny 5 mg, wit. B kompleks metylowana, l-arginina 1500 mg, NAC 1000 mg, heparyna 0,4, cholina 1 tabletka, jod 1 tabletka.
Brzuch mnie pobolewa czasem. Czasem w nim coś "bąbelkuje", przelewa się, czasem pobolewa krzyż. Takie to wszystko nieznaczące, że może oznaczać ciążę i brak ciąży
tak, wiecie, dla odmiany Staraczki 
Elena ma rację - jest sezon grypowy, o czym zapomniałam, a już w ubiegłym tygodniu na moim piętrze nie było 3 osób, bo albo oni sami chorzy, albo dzieciaki im się pochorowały. Nie ma co ryzykować.
Jeśli dobrze pamiętam, to u Eleny przy pierwszej inseminacji lato nie bardzo chciało być latem i było zimno i deszczowo i praca w takich warunkach, też nie sprzyja.
Ostatnio 6 dpt blastki musiałam zatestować, a już od 3 dpt poplamiałam. 14 lutego wydaje się być taką idealną datą do testowania 😉 wtedy byłby to 6 dpt 4-dniowca. A ja chciałabym dać mu szansę. Niech się zagnieżdża. Póki co nie mam ciśnienia betowania. Jedyne strachy jakie się pojawiają to: czy endometrium nie było za grube, bo miałam poprosić przed transferem o zwykłe usg, żeby sprawdzili, jak tam jajniki i endometrium (a że rosło jak szalone, to mam bzika, że może było za grube), ale przez opóźnienie i ogólny stres zapomniałam; a drugi strach to dotrwać i przetrwać również cały 6 dpt bez plamień. Ogólnie są to takie małe "straszki", gdzieś tam obecne z tyłu i tylko od czasu do czasu. W zasadzie jest dobrze, jest na tyle dobrze, że zdarza mi się zapomnieć, że jestem po transferze. Nie na tyle, żeby skakać
mam wrażenie, że psychicznie jest inaczej niż poprzednio. Może to tylko wrażenie?
Mam też, co robić. Pisałam o remoncie strychu, który przekształcamy na mieszkalny. Myślałam, że to będzie sobie szło też powoli (bo też i kasa na remont się skurczyła z uwagi na Operację Truskawka). Czekamy sobie na okna. A mój Tata, z zawodu Złota Rączka, mówi mi wczoraj tak: "Przemyślałaś rozkład tych gniazdek? Wiesz, musisz też pomyśleć o parapetach, jakie byś chciała, w kuchni to ma być gaz czy indukcja, rozkład grzejników też musisz przemyśleć..." - przerwałam szybko i mówię "Ty jesteś strasznie szybkim człowiekiem, wiesz, ja taka nie jestem, ja muszę pomyśleć i w ogóle" - "Tak, ale ja Ci mówię, o czym masz myśleć" - "No dobra, ale tam nie ma jeszcze nic, absolutnie nic, dlaczego ja mam teraz decydować o parapetach?' - "Bo na parapety się czeka około miesiąc czasu" - "Wiesz, ja tych gniazdek nie zdążyłam jeszcze przemyśleć tak dokładnie" - "To nie ma problemu, bo gniazdka montujemy po rogach na wysokości 15 cm od poziomu podłogi, a włączniki do świateł to wiadomo, że przy drzwiach na wysokości 130 cm." - "Eee, a ja mam coś do powiedzenia?" - "Jak będziesz szybciej myśleć, to tak" 😁
Ogólnie sprawa wygląda tak, że mam całą listę zadań do przemyślenia, bo wiadomo, że kable trzeba będzie teraz położyć. A Mężuś stwierdził - "Ja jadę do pracy, a Ty będziesz mieć zajęcie, żeby nie myśleć"
Dziękuję zatem Tato, nawet nie wiesz, co dla mnie zrobiłeś
P.S. Wczoraj od Taty (to już po prostu muszę się pochwalić!!!) dostałam świeże liście laurowe!!! Wyhodował drzewko laurowe, na razie takie na parapecie się mieszczące, szacun!
P.S. Jak się dowiem, co z pozostałymi Zarodkami, to opracuję plik do pobrania, co zmieniliśmy między pierwszą a drugą procedurą, żeby każdy mógł skorzystać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2020, 09:42
Zaraz mnie szlak trafi. Szpital do mnie dzisiaj dzwoni, ze mam przyjsc z moim mezem na rozmowe z lekarzem zeby przedyskutowac nieudane IUI. Naprawde? Po co mam isc dyskutowac cos co mialo miejsce we wrzesniu a teraz rozpoczelam ivf?! Logika panstowych instytucji czasami mnie zadziwia. Widac, ze tabletki, ktore zaczelam brac zaczynaja na mnie dzialac, bo jestem jak tykajaca bomba obecnie. Male rzeczy mnie irytuja! Nie to ze wczesniej bylam oaza spokoju, ale widze roznice.
Dzisiaj jestem 6 dzien na progynovie, w czwartek ide na usg no i zobaczymy co bedzie dalej.
2 dc
odebrałam wyniki i jest źle, znowu bedzie trzeba brać tabletki.
TSH-4,074
Prolaktyna-53,25 norma to 4,79-23,3
Progesteron w 23 dc wynosi 10,98 czyli miałam cykl bezowulacyjny faktycznie.
AMH-3,57 norma 0,7-7,59 czyli tu dobrze
Od jutro zaczynam brać Lamette 2x1 tabletce, w 10 dc mam wizyte
Mąż łyka FertilMan Plus niecały miesiąc, chciał żebym go umówiła na badanie nasienia ale to bez sensu moim zdaniem, trzeba brac 3 miesiace zeby były efekty?
15 dc
Dziś miałam ciężka noc, przez wichury nie mogłam spać. Wydawało mi się że zaraz wiatr zerwie dach. Przy takiej pogodzie cała w strachu jestem.
O 6 pobudka sił nie miałam wstać, ale musiałam.
O 8 byliśmy w klinice krew oddałam prosiłam aby wynik był do 12.
Nie było co robić tyle godziny, pojechaliśmy do careefurra, potem do galerii. Wpadliśmy na pomysł że po lekarzu pójdziemy do kina choć bilet drogi bo 30 zł na osobę ale co tam
Wybraliśmy nowy film 365 dni
Bo chcieliśmy iśc w naszym mieście w piątek ale biletów już nie było...
Wyniki były już koło 11 wynik dobry 0,16
O 12 weszliśmy do gina musiałam kupić zastrzyk a potem dostałam wlew. Był bezbolesny 2 min polezalam.
Endometrium 11 mm...Gin w szoku. Ale przyznałam się że brałam viagrę 2 razy 😄 powiedzial aby więcej nie brać.
Gin mi dał rozpiskę leków , kazał kupić i progesteron szybko podać..
No cóż nici z kina, musieliśmy szybko jechać aby wziąć 2 utrogestan i prolutex.
Gin mi powiedział że ivf to 25% szans na 3 transfery 1 się udaje.
W walentynki mam znow zbadam progesteron jak będzie powyżej 10 dzwonić do embriolog aby ustaliła mi godzinę transferu.
Oby prolutex podniósł proga jak powinien.
A kino przełożyliśmy na wtorek jeśli się będę dobrze czuła, jak nie to kiedy indziej sobie gdzieś pójdziemy.
W piątek nam jeszcze Akumpukture na rozgrzanie organizmu.
Jakoś jestem spokojna. Pewnie w piątek albo sobotę dotrze do mnie.
Już wiem, że beta 1,6 w 6dpt to nie był przypadek. Właśnie wydaliłam część doczesnej. Skąd wiem, że to to? A no, niestety, wiem na 100%.
W 2017 roku, po ponad roku starań przyjaciółka poleciła mi swojego gina z Katowic, miał być cudotwórcą. Jeździliśmy do niego z Krakowa 8 miesięcy, stymulował mnie i robił 2 IUI. Po drugiej IUI zalecenie miałam zrobić betę 21 dni po IUI i jak będzie negatywna to zastrzyk z pregnylu. Tylko i wyłącznie dzięki forum wiedziałam, że pregnyl zawyża betę, więc kiedy w 21 dniu beta wynosiła 0, a ja zrobiłam zastrzyk i beta była 80 to wiedziałam, że lekarz oszukuje. A jednak wierzyłam, że może ma jakiś plan. Po kilku dniach miałam znów powtórzyć zastrzyk i znów. Łącznie miałam 3 zastrzyki z pregnylu 21 dni po IUI. Lekarz powiedział wtedy, że coś jest na usg, że widać, ale że beta spada (oczywiście że spadała, bo była fałszem po lekach), więc jak dostanę okres to mam nasikać na sitko i tę błonę którą wysikam to mam włożyć do sterylnego kubka i w wodzie zimnej przywieźć do nich na badanie histopatologiczne. Kupiłam wtedy to sitko, ale popukaliśmy się w głowę, nie użyłam go. Tak się złożyło, że jak dostałam okres, to przy podcieraniu na papierze toaletowym ta błona faktycznie ze mnie wyszła. Wyglądała jak kawałek meduzy, oczywiście zakrwawionej. Zawieźliśmy to do badania i więcej się w tej "klinice" nie pokazaliśmy. Wyniki otrzymaliśmy jednak, były oznaczone jako materiał z poronienia, opis: decidua gąbczasta. Tak się nazywa błona macicy w czasie ciąży, czyli doczesna. Poszłam wtedy do innej kliniki, wiedziałam, że beta była fałszywa, ale o co chodzi z ta doczesną? Skąd ona? Gin wytłumaczył mi, że pregnyl to to samo co beta hcg, więc organizm się oszukał, hcg było, więc zaczęła rosnąć doczesna.
Teraz nie miałam żadnych pregnyli i im podobnych, a właśnie podcierając się, zupełnie się nie spodziewając zobaczyłam na papierze to samo co wtedy, oczywiście kawałek był mniejszy, bo wtedy po tym pregnylu miałam betę dużą. Ale to było dokładnie to samo. Popłakałam się, wiem, że nasz Zarodeczek walczył, że próbował. Teraz ja muszę się wziąć w garść i walczyć dalej.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.