12tc

I po prenatalnych!
Ale był stres! Dzidziuś wielkoludek, z pomiarów wyszło 12+3, także duży. Wyszedł termin poczęcia 25 listopada co jest akurat niemożliwe 🙄 No ale lepiej że większe dziecko, bo Alice zawsze była do tylu...
Morfologicznie ok, dwie ręce, dwie nogi, pępowina tym razem 3 naczyniowa :) NT 1.3. Dziecko i kosmówka daleko od blizny cc.
I tak jak lekarz zbliżał się do końca usg mówiąc że żadnych nieprawidłowości nie widzi to stwierdził a!zobacze jeszcze jajniki! I zaczął jeździć ta sonda po macicy i nagle do mnie, mówił ktoś kiedyś Pani że jest przegroda? Słucham, że jak? Jaka przegroda? Z Alice miałam z 50 usg, po cesarce histeroskopie, co on znowu widzi 🙄 Zawołał jedna lekarkę, przyszła patrzy...zadzwonili po następna... Finalnie na niczym nie stanęło, „coś” widza nie wiedza co, może to malutka przegroda, może krwiaczek...a może na następnym usg już nic nie będzie widać...Taaaa i zasiali mi znowu ziarno niepokoju 😞
Mam nadzieje że tym razem uda mi się donosić ciąże bez komplikacji..
Płeć nie znana, pytałam się i powiedział że może nam dać swoje przypuszczenia, ale ja przypuszczeń nie chce, niech powie jak będzie pewny 😊
Krew na pappe oddana. Nastepne usg 17 lutego ☺️

Evelle28 Walka o Małe Szczęście 27 września 2020, 10:18

22 cs. 13 dp.
Poki co jeszcze nie testowałam. Jade dziś do mojego i jutro po południu wracamy. Wiec zatestuje jutro rano. Chociaż czuję że okres się zbliża bo brzuch juz boli.

11 dp miałam male plamienie różowo - czerwone bylam pewna ze dostalam okres. Ale rano bylo tylko delikatne brudzenie i tyle..

Tak po za tym to u Nas wszystko ok. Mamy już ustalone od kiedy Mój K ze mna zamieszka. Więc teraz jeszcze kilka miesięcy na odległość. Ale już mamy plan i jakoś inaczej się żyje z tą świadomością.

A tymczasem zycze Miłej Niedzieli 😍☺️☺️


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2020, 10:19

Myślę o tym niewyraźnym pęcherzyku, spytałam wujka google, poczytałam na ovufriend i przeanalizowałam swoje dotychczasowe cykle i teraz wkręcam sobie, że mam zespół LUF. Niech ktoś mnie puknie w łeb!!!

sunrose Macierzyństwo po 40 7 lutego 2020, 08:40

1 d.c.

Wczoraj miałam kryzys emocjonalny i oboje z mężem na poprawę nastroju napiliśmy się winka. Lepiej nie było, tylko nas wzięło na smutki i żale związane z naszym zdrowiem. Usłyszałam, że w sprawie dziecka to on jest zrezygnowany i brak w nim wiary, że się uda. Bo za późno się staramy, wiek nie ten już, no i oboje mamy problemy zdrowotne a on ma problemy z nasieniem, nie sądzi że można je poprawić. Słowo "suplementy" nie działa na niego pozytywnie. Będzie ponawiał badanie i pójdzie do androloga ale uważa, że on mu nie pomoże. W ubiegłym roku jak chodził to mu wykrył bakterie które wyleczyliśmy.
Próbowałam go podnieść na duchu i mówiłam, że jeszcze się nie poddajemy, że jeszcze walczymy! ale te słowa raczej do niego dotarły.. nie wiem co zrobić żeby zmienił nastawienie. Za dwoje nie będę miała na tyle siły aby udźwignąć nasze starania..

Nea Zostawić po sobie ślad 13 lutego 2020, 11:18

Jestem ciagle sama w Pl czekam na @.Jeszcze nigdy tak bardzo nie czekałam na tą małpę.Wtedy już realizacja zgodnie z planem.Od 2 dnia stymulacja cło i bemfola.Tylko te zastrzyki mnie trochę osłabiają, ale poradzę sobie.Niech już przyjdzie.Plan trzymaj się planu i realizuj tak sobie mowię.Tylko ze nie wszystko zależy ode mnie.Chcialabym już być po IUI. Nie nastawiam się jakoś pozytywnie ale może życie mnie zaskoczy.

zakochanaaw A może to pomoże? 7 lutego 2020, 23:59

3dc
Od 2dc biorę clo, tym razem biorę po całej tabletce a nie pół bo mam możliwość znów ze 2-3 razy podjechać na monitoring.
Aktualnie @ pełną parą, dziś po niecałych dwóch godzinach przeciekł mi tampon... Dobrze, że miałam jeszcze podpaskę na sobie bo by było w pracy nieciekawie...
Wisielczy humor mi minął, teraz jestem na etapie "miej wyjebane a będzie Ci dane". Mam akuratnie wszystko w dupie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2020, 00:09

Heloł OvuFriendsy, OvuFriendki!

Transfer jutro! Dobrze, że byłam w pracy i dzień był dość intensywny, to nie myślałam cały czas niestrudzenie o braku kontaktu ze strony kliniki. Ten nastąpił około 14.00.

Dalej mamy 8 Zarodeczków! 2 są idealne, 2 delikatnie za szybkie, a 4 były w stanie, że za wcześnie, żeby coś więcej powiedzieć, ani pozytywnie ani negatywnie! :) Przy poprzedniej procedurze w 3. dobie mieliśmy tylko 3 Zarodeczki, bo 2 już obumarły.

Roznosi mnie z radości :) nie, że jutro transfer, ale że już tyle jest lepiej niż w poprzedniej procedurze!

Śnił mi się mój Bratanek, jak się przytulał do mojego ciążowego brzuszka, niewidocznego dla innych, ale mój Bratanek już wiedział :) na szczęście był w takim wieku, że tylko gugał i nikt go nie rozumiał, ale intuicja nigdy nie zawodzi :)

Przed poprzednią procedurą widzieliśmy z Mężusiem mnóstwo bocianów, w tym też tych w powietrzu. Roznosiły dzieci innym. Teraz boćków nie mam szansy nawet zobaczyć, bo są w Afryce. I nie przejmuję się tym.

Muszę przemyśleć jeszcze leki: gonapeptyl, accofil, relanium, prograf. To wszystko przede mną, dzisiejszej nocy do zrobienia. Damy radę z Mężusiem.

Estradiol z dzisiejszego poranka: 1191,39 jednostek, progesteron 91,04 jednostki. Teraz pytanie: duphaston nie wpływa na wynik proga we krwi, a crinone? Wie ktoś coś? Lekarz zapytała, jak się czuję - no czuję się dobrze, normalnie, brzuch jest normalny, lekko mnie pobolewa z rzadka, chyba bardziej ze stresu, czy się dobrze dzielą czy nie.

Znowu nie było mnie trochę. U mnie dzień za dniem w sumie taki sam. Roboty z dzieciakami mam dużo. Bartus nie śpi mi już w dzien. Ale za to wieczorem. Zasypia k 19 i mam długie wieczory dla siebie. Mogę ogarnąć prasowanie. Trening i puzzle :)
Bartuś miał mały wypadek. Spadł z łóżka i rozbił głowę o miskę. Ma 4 szwy na czole. Ciężko go upilnować. Taki jest postrzelony :/ ale i potrafi się bawić jak z nim siedzę.
Kacperek rośnie. Ładnie je. Rozszerzamy dietę na całego. Tylko ciągle chce byc na rękach.
Biore się za trening :)

Ciągle brakuje mi czasu, by pisać na bieżąco. OF i BBF przeglądam na komórce, ale słabo się na niej pisze dłuższe wpisy, laptopa nie chce mi się uruchamiać, ale wydobyłam notebooka i teraz postaram się nadrobić i być na bieżąco.

Według położnej środowiskowej Marysia rozwija się bardzo ładnie. Zero odparzeń (chociaż ja sama mam zastrzeżenia co do fałdki na szyjce i w pachwinkach nóżek), przybiera prawidłowo 35-37 g/dobę, skóra ładna, nie ulewa, nie ma kolek, jedynie męczą ją gazy, ale nie płacze, a jedynie stęka i się pręży z tego powodu. No i co do zasady je bardzo ładnie, nie odmawia ani cyca, ani butelki... TYLKO/ ALE...

Marysia bardzo lubi mamlać cyca. Tak, "mamlać" to chyba dobre określenie, bo wyciąga każdorazowo z obu łącznie 10-30 ml :( maluteńko, a tak dzielnie pracuje operując swoim języczkiem i kocham patrzeć jak kręcąc główką w sposób bardzo profesjonalny otwiera dziubek i łapie brodawkę. Jedynie serce mi się łamie gdyż mam świadomość, że biedna się napracuje i niewiele uzyska. Nadal będzie głodna. Według płożnej i cdl ma za mało siły, ale może jeszcze tydzień, dwa i zaskoczy...

Byliśmy w poradni laktacyjnej w szpitalu na Karowej. Diagnoza - Malutka ma za mało siły, a do tego odniosłam wrażenie, że cdl nie była zachwycona, że na patologii noworodka tak późno dostawili mi ją do piersi (po 3 tyg.) i obawiam się, że to plus sam fakt karmienia sondą mogły spowodować nasze problemy. To wszystko wiem, ale poza tym poprawiłyśmy trochę technikę przystawiania i układu buźki - na razie nie widzę poprawy z tego powodu, no ale przynajmniej robimy wszystko co w naszej mocy...

... o tak, położna i cdl były, serio, pod wrażeniem moich starań i determinacji. Pełne podziwu, że mimo takiego startu Mała nadal je więcej mojego pokarmu niż mm. Podobno rzadko się zdarza by mama tak walczyła o kp i podobno udaje mi się (jeszcze) bo mam poukładane w głowie, a pokarm jest w głowie (jak to mówi moja mama, a ja się na nią za to wściekałam). Faaajnie, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że robię coś nadzwyczajnego. Cdl twierdziła też, że nie wie skąd, ale mam bardzo dobrą intuicję by wiedzieć jak dozować kp, kpi, mm. No i super, że zapisuję każdą godzinę podania jedzonka i jego ilość, ilość z laktatora i z kp.
Normalnie jestem super przygotowana i w ogólne, tylko... dzisiaj po praz pierwszy odkąd prowadzę statystki Marysia zjadła więcej mm niż mojego pokarmu (kp+kpi) :( więc obawiam się, że moje dobre chęci i samozaparcie nie wystarczą :( pokarmu mi nie przybywa, chyba wręcz odwrotnie, a przecież Malutka będzie jadła coraz więcej :(

Dzisiaj koleżanka, mama rocznego synka, napisała mi, że ona też walczyła z laktatorem co 3 godziny, bo mówiono jej, że się pokarm zwiększy, a tu d... i po 6 tyg, przeszła na mm. Mam wrażenie, że z tym kp, to tak trochę jak ze staraniami o dziecko. Nie mówi się o problemach, jedynie głośno jest o tym, że dziecko jest, że karmienie piersią jest, a co się za tym kryje, to już nikt nie wnika, zaś przejście na mm to z góry ocena, że matka wyrodna i leniwa.
Ale fakt - czuję, że przejście na mm pozwoli mi na więcej snu i zmniejszy stres i presję. Podobno ok 90% dzieci w Pl jest karmione piersią tylko do końca 1 miesiąca życia, więc w sumie i tak wychodzimy poza statystyki.

Czasami leżę na łóżku i ryczę, jakbym nadrabiała brak huśtawki nastroju w ciąży i połogu. Wiem, że przejście na wyłączne mm będzie dla mnie traumatyczne, ale już powoli się na to nastawiam, mam nadzieję, że dam radę to psychiczne udźwignąć... wszak miałam w ogóle nie karmić, więc ogólnie jest nieźle, by nie powiedzieć - jest dobrze! Na razie...

Właśnie siedzimy z mężem w salonie i oglądamy Aqumena. Marysia śpi w sypialni. Oczywiście mamy monitor oddechu (na nianię elektryczną jednak się nie zdecydowaliśmy, wszak mieszkanie ma tylko 65 m2) i zaglądamy do niej. To pierwszy mój/nasz film od początków listopada!

Inne tematy do opisania:
- jestem przewrażliwiona na punkcie córki i strofuję męża ponad miarę
- niedoskonała pielęgnacja
- historia mojej kuzynki
- chrzest Marysi a mój brat
- wizyta moich rodziców
- neurolog, ortopeda, szczepionki

Każdej nocy przed zrobieniem testu mam sen, że wychodzi on pozytywny. Rano gdy się już obudzę, wstaję, idę do łazienki i widzę znowu jedną kreskę. Już wczoraj czułam że dostanę okres. Dzisiaj 11dpo a mi nie pozostaje nic, tylko czekać aż przyjdzie.

dagmara Mój wyścig z czasem. 8 lutego 2020, 08:48

34dc
Miałam wczoraj mnóstwo przemyśleń i niestety złych myśli. Powodem były wyniki TSH=2,2. Te wyniki zabiły cały mój optymizm. Wiem, że nie są tragiczne i jeszcze mieszczę się w normie (podobno do 2,5 jest norma). Jednak boję się, że wszystko dzieje się tak samo jak w drugiej ciąży.
Wyczytałam w internecie, że wzrost hCG powoduje obniżenie TSH. To ile ja miałam przed ciążą? Przecież z wysokim TSH w ogóle bym nie zaszła.
Teraz trochę moich statystyk z poprzedniej (nieudanej) ciąży:
Między 52-65 dniem coś się stało. I serduszko przestało bić... Te dni wyznaczyłam na podstawie wizyt u lekarza. 52 dzień było ok, 65 dzień już nic nie było...
TSH w 54 dniu=3,12
TSH w 61 dniu=3,30.
I tak się zastanawiam, czy mój trop myślenia jest dobry... Jeśli między 54-61 dniem TSH rosło, to hCG spadało. A jeśli hCG spadało, to może już serduszko nie biło?
Plan działania na tą ciążę mam taki:
TSH w 33 dniu = 2,2.
W 40 dniu robię badanie TSH i ft4 (czytałam, że ft4 też ważny!) Jeśli TSH wzrośnie, to się załamię chyba. A może razem z TSH zacząć robić hCG? Jeśli hCG będzie stale rosło, tzn. że wszystko jest ok. Czy się mylę?
Nie ma u mnie w okolicy dobrego lekarza, który mógłby rozwiać moje wątpliwości i wytłumaczyć domysły. Lekarz do którego chodzę uważa, że "czasami tak po prostu jest" albo "tylko Bóg wie". Inny lekarz do którego próbowałam chodzić, na moje pytania odpowiadał: " Będzie dobrze, będzie dobrze, do widzenia!" I już byłam wypchnięta za drzwi! A to była prywatna wizyta. Kolejny lekarz, tak głośno mówił, że cała poczekalnia słyszała. Więc też przestałam chodzić. Do kolejnych kilku już nie próbowałam chodzić, bo wystarczyły mi opinie koleżanek.
Teraz liczę na swoją intuicję, dr Google i Was. Jak czasem czytam Wasze pamiętniki, to mam wrażenie, że dziewczyny tutaj wiedzą więcej niż niejeden lekarz. Wiem... Problemy z którymi przyszło Wam się zmierzyć dają ogromną wiedzę. Jeśli ktoś orientuje się w TSH, to chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach.

Ledwo ruszyłam a już stoję w miejscu.
Urósł mi polip.
Czeka mnie histeroskopia.
Transfer odwołany.

Pinka. Piąty transfer 8 lutego 2020, 10:37

16dc 2dpt

No i mam checę. Dzis przy porannej toalecie zauważylam na pepierze lekko różowata wydzieline. Tak jakby zabarwiony sluz (?). Nie mialam tego przy poprzednich transferach i teraz ogarnal mnie strach.
Czytam w internetach o implantacji, ale jakos nie wierze ze w moim przypadku zwiastuje to cos dobrego.

Okruszku trzymaj sie tam dzielnie ♡


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2020, 16:30

Poziomka6 Wieczne czekanie 8 lutego 2020, 19:01

W tym roku nie mieliśmy nigdzie jechac na wakacje aby odłożyć na ocieplenie dachu. Ale w pracy jest tak ciężko, ze muszę gdzieś się ruszyć, bo zwarjuje. Może krótki wyjazd do Chorwacji. Nocowanie pod namiotem, może nie będzie aż tak drogo. Niby w marcu ma być in vitro, ale jakoś nie potrafię uwieżyć, że się uda. Miałam zacząć nowe życie po in vitro, ale przecież negetywny wynik w naszym przypadku to będzie tylko formalność. Już teraz planuję co będę robic po marcu 2020. To będzie koniec naszych starań nowy etap w życiu i w sumie to sie cieszę z tego końca i nowego początku naszego zycia. W końcu będziemy wolni.

Jesteśmy już po.

Z rana lekkie śniadanko, kubek ciepłej wody, a potem kubek wody z imbirem, kurkumą, cynamonem i cytryną oraz ogrzewanie brzucha suszarką. No jak ma być ciepło, to po całości. Założyłam na siebie bieliznę termoaktywną i voila. Łyknęłam nospę, magnez i acard 150 mg. Jechaliśmy transportem publicznym, bo niestety trasa samochodowa jest częściowo w dziurach, zresztą najgorzej jest w samej stolicy, pełno studzienek kanalizacyjnych, dziur i łat asfaltowych. Nie chcieliśmy ryzykować, a pociągi i tramwaje elegancko i bez trzęsiawki suną po torach.

W klinice, zupełnie przypadkowo, spotkaliśmy naszą lekarz prowadzącą. Powiedziała nam, że "Ładny jest, dobry (o zarodku), zostawiam Państwa w dobrych rękach".

Tuż przed transferem dostałam od koleżanki grupowej, która wkrótce rodzi, info wspomnieniowe o transferze. Tyle wystarczyło, żebym się rozkleiła. A tak dzielnie się trzymałam!

Podczas transferu lekarz powiedział, że mam bocznie ułożoną szyjkę macicy (o tym akurat wiedziałam), ale również poskręcany kanał macicy. Tego nie wiedziałam. I mówi do położonej "Poproszę kulociąg", a ja ze sprzętem już w środku, podniosłam się do pozycji siedzącej i mówię "Słucham?!?!?!?!". Gdzieś wyczytałam o transferze z kulociągiem, że niefajnie, że zmniejsza szansę powodzenia transferu. I stąd była moja reakcja. Lekarz coś tam gadał do położnych, a Mężuś położył swoją dłoń dość mocno, solidnie na moim ramieniu i sączył mi do ucha "Ciii, spokojnie, nie dzieje się nic złego, spokojnie". Tu już mnie puściło, 2 wielkie łzy sobie popłynęły, ze strachu, z niedowierzania, z nadziei. Powiedział, że poczuję ukłucie, ale nic takiego nie poczułam. Powiedział też, że po użyciu kulociągu będę dziś plamić, ale żeby się nie przejmować, to będzie plamienie z szyjki. Nie poczułam nic, do tej pory nie plamię. Chyba bardziej przestraszyłam się słowa "kulociąg". Podał mi Zarodeczek. Migający punkcik. Jeszcze mi tłumaczył, że cewnik ma podziałkę, żeby Zarodek umieścić dokładnie 1,5 cm od dna macicy. Poprosiłam go o przepisanie relanium, bo ja nie mogę spać ze stresu (faktycznie od kilku dni budzę się około 3.00, 4.00 i potem dosypiam, chodzę nieprzytomna, bo się boję jak się dzielą) - "Czy Pani zdaje sobie sprawę, że w ciąży ten lek jest w kategorii C?" - "Tak, tak samo jak z tego, że w niektórych klinikach jest podawany po transferze" - "Dawkę 2 czy 5?" - tu już zareagował Mężuś, bo ja nawet nie wiedziałam, że są różne dawki - "Mniejszą Panie Doktorze, mniejszą!".

No i jeszcze poinformował nas o pozostałych zarodkach. Gdy tak zaczynał mówić, to z tyły głowy miałam "obumarły/zdegenerowały", a tu nie! Proszę Państwa! 😊Pozostałe 7 zarodków walczy, dzieli się i pozostaje do obserwacji do jutra lub do poniedziałku - w zależności od tego, kiedy osiągną stadium blastocysty i wtedy będą mrożone. 😍

Jak tylko lekarz wyszedł, to się poryczałam ze szczęścia, z radości, stopy zaczęły mi drgać z tych emocji. Mężuś stwierdził, że jest zarąbiście i widać było jak mu się buzia cieszy, a potem mówi "Ale bardzo Cię proszę, ciesz się mentalnie, wyłącz tryb Tygryska!" (mam tak, że z radości skaczę w miejscu i przybijam piątki! te drgające stopy to był przejaw chęci skakania!).

Nawet nie potrzebowałam iść od razu do łazienki (w klinice byliśmy o 10.30, skorzystałam z wc i następnie wlałam w siebie 700 ml płynów, transfer był około 11.25). Leniuchowałam elegancko. Mężuś poszedł wykupił relanium. Okazało się, że w dawce wyższej, od razu przyjęłam. Doczytałam o tym kulociągu. Zobaczyłam w ogóle, co to jest. I stwierdziłam, że nazwa jest przerażająca. Sam sprzęt nie, ale nazwa tak, bo ja sobie wyobrażałam jakieś ciężkie kule, które zostaną przyczepione do mojego krocza i będą mnie ciągnęły. Taaaak, wyobraźnia, mój pomocnik w odwadze. Yhm. Kulociąg może wywoływać skurcze macicy. Tylko u mnie to byłyby skurcze ze strachu, a nie z bólu powodowanego kulociągiem, bo ja takiego bólu nie czułam. Przestraszyłam się i jednocześnie przestałam się bać. Wiedziałam, ze zaraz przyjmę relanium i że w razie W będę chroniona. Natomiast pierwsze półtorej godziny po relanium, to jest jazda. Bez trzymanki. Znaczy się z trzymanką, bo Mężuś cały czas mnie mocno trzymał za rękę. Następnym razem biorę na wieczór i połowę tabletki. Czułam jak tak jakby się robię miękka, jak chodzenie staje się cięższe i wolniejsze, myślenie nie istnieje. W tramwaju zasnęłam. Dopiero świeże powietrze i obiad mnie postawiły na nogi. Teraz jest już ok.

Przy poprzednim transferze lekarz nie używała kulociągu. W międzyczasie zadzwoniła do nas lekarz prowadząca i jak jej powiedziałam o moich obawach, to powiedziała, że być może poprzednio pęcherz miałam bardziej pełen, bo wtedy macica się wydłuża, a teraz mogłam mieć mniej napełniony i stąd inne ułożenie i konieczność zastosowania kulociągu, ale że Zarodek był ładny, porozmawiałyśmy o lekach - czy mi wystarczy i powiedziała na koniec, że trzyma kciuki. No ja myślę!

Mężuś załatwił fakturę oraz kwestię wizyty u psychologa. Nasza klinika organizuje darmowe spotkania dla pacjentów (raz na jakiś czas) i jak mu o tym powiedziałam (dzięki Dobrej Duszy się o tym dowiedziałam), to stwierdził "Krąs, chętnie pójdę, ale sam, bez Ciebie, bo te nerwy przy drugim razie są nieporównywalne i chętnie zrzucę trochę tego ciężaru". Ok i super. Bo nawet teraz cały dzień chodził tak poddenerwowany, że to bardzo dobrze, że jechaliśmy komunikacją publiczną. A teraz - ja opatulona kocykiem, z herbatką, poleguję, a on znowu zasnął jak stał. Znowu odcięcie adrenaliny, wyjęcie duracelli i zjazd. Nie pamiętam, żeby poprzednio tak przeżywał.

Z leków: nie stosujemy ani accofilu ani prografu ani gonapeptylu. Mężuś był tak kategoryczny w kwestii accofilu i prografu, że przez chwilę był Panem Mężem. A to o czymś świadczy. Stwierdził, że nawet jak będzie 1 Zarodeczek, to on nie chce ryzykować moim zdrowiem i życiem aż do tego stopnia. Co było spójne z moją intuicją. A zobaczymy, czy intuicja się pomyli. Natomiast o gonapeptylu po transferze Mężuś znalazł kilka artykułów (nie podam namiarów, bo on szukał, on tego nie zapisuje) z czasopism branżowych zagranicznych. I on skutkuje wyższym odsetkiem implantacji o 23% (jest o co walczyć), ALE przy kriotransferze na cyklu sztucznym. Jak endometrium nie chce rosnąć, to jest podawany przed w odpowiednich dawkach, stopniowo zmniejszanych. I wtedy faktycznie powoduje wzrost implantacji (w grupie zwykłej 21% powodzenia, w grupie z gonapeptylem 44%). Tylko u nas się go podaje po transferze i to najczęściej na świeżo. A jak znalazł coś u nas, to nie były to wypowiedzi naukowe, poparte badaniami, tylko "No można tak zrobić", bez wyjaśnienia dlaczego. Brak accofilu i prografu: to nie tak, że ja chcę ryzykować utratę Zarodeczka, tylko to Dziecko ktoś musi wychować. I fajnie byłoby, gdyby miało ono dwoje, zdrowych, sprawnych rodziców. Jeśli (odpukać w całe niemalowane drewno świata!) teraz się nie uda, pewnie przemyślimy sprawę raz jeszcze. Heparyna 0,4. Od wczoraj. Lekarz prowadząca wskazała na 0,2, ale Jerzak powiedziała, że powinnam przyjmować 0,4. W tym zakresie słucham się Jerzak. Mam 0,2 więc robię 2 zastrzyki. Siniaków brak.

Nie wiemy, jakiej klasy był podany Zarodek, nie znamy rokowań pozostałych Zarodków.

Ah, jeszcze jedno. Mężuś kilka dni przed punkcją wykonał badanie nasienia i było ono 2,5 raza gorsze niż nasienie zastosowane do lipcowego ivf. Podłamało nas to. Dziś, już po wszystkim dostaliśmy skrócone badanie nasienia użytego do zapłodnienia teraz (5 dni różnicy między badaniem a punkcją). Jest katastrofa. 6,8 razy gorsze nasienie niż to z lipca i 3 razy gorsze niż to sprzed kilku dni!!!

Porównanie użytego przy punkcji oraz nasienia sprzed kilku dni z badania.

Objętość: 3,6 ml (spadek w porównaniu do 3,8 ml);
Ilość w całości: 4,32 miliony (spadek w porównaniu do 13,26 milionów);
koncentracja: 1,2 mln/ml (spadek w porównaniu do 3,49 mln/ml);
ruch progresywny: 35% (spadek w porównaniu do 41,81%).

Plan na najbliższy tydzień: L4, zero pracy, zero jogi, zero wspinania. Zajęcie się sprawą rozmieszczenia gniazdek w naszym przyszłym mieszkaniu, poczytanie kilku, zaległych książek oraz ewentualnie, jak już betowa szajba będzie mi strzelać do głowy narysowanie drzewa genealogicznego Windsorów. Obejrzałam sobie "The Crown", super serial, wciągający, przeczytałam dzięki niemu 2 książki biograficzne, wciągnął mnie do tego stopnia, że miałam ochotę porysować to drzewo genealogiczne, ale nie tam Willego i Katie, o nie, Elżbiety II i wstecz :) najważniejsze to znaleźć sobie bzika, zajmującego bzika, czy to będzie szydełkowanie, malowanie po numerkach lub kolorowanki dla dorosłych, czy drzewo genealogiczne Windsorów - to nieistotne, istotne jest to, żeby aż tyle nie myśleć.

Mężuś odradził malowanie paznokci u stóp (i trochę nieswojo się czuję bez ulubionego "fuck - me - red" na paznokciach), to jednak miał rację, należy zrobić, co w naszej mocy. Mimo tego poczucia "nieswojo" z uwagi na paznokcie, to generalnie czuję się spokojna. Będzie dobrze.

1dc.

Po dwóch dniach plamień @ się rozgościła na dobre. Na szczęście jest to ta delikatniejsza wersja bez silnych bóli. Tzn. narazie. Zobaczymy co będzie w kolejnych dniach. Czy się rozkręci. Plan na ten cykl?
💊Wiesiołek do owu jeżeli nastąpi
💊Ovarin 2x1
💊 kwas foliowy
💊 wit D.
Badanie progesteronu w 21dc i kontrola z wynikiem u ginekologa 🙂.

Pinka. Piąty transfer 15 kwietnia 2019, 17:25

28dc 12dpt

Beta 308!!! <3

Dziewczyny jeszcze w to nie wierze. Szczescie miesza sie ze strachem. Czytajac wpisy staraczek, ktorym sie udalo- widzialam ze pisza o leku i obawach. Myslalam sobie wtedy: kobieto ciesz sie chwila. Teraz kiedy jestem w podobnej sutuacji mam przerazenie w oczach. Czy wszystko bedzie dobrze? Czy nasza blastka 4ab bedzie chciala z nami zostac do szczesliwego zakonczenia?

Narazie nie przenosze sie na fioletowa strone. Czekam do "bezpiecznych" 3 miesiecy.

Nikomu nic nie mowimy. Wiemy tylko ja z mezem i doktorkiem. Na wizyte mam sie umowic za 3 tygodnie. Leki brac nadal.

:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2020, 11:36

34+6

Nigdy bym się nie spodziewała że będę mieć urodziny w szpitalu.
Z dala od wszystkich i wszystkiego.

Codziennie mam kroplówki z antybiotykiem i antybiotyk dożylnie.
Codziennie pobierają krew czy nie ma infekcji.
Dziś rano polało się więcej wód myślałam że będę już rodzić. Na obchodzie to zgłosiłam i zrobili USG. Na szczęście szyjka długa zamknięta brak rozwarcia. Powiedziano mi że w każdej chwili mogę rodzić..jeśli dojdzie do infekcji będzie poród od razu.
Tak się boję, każdy dzień jest ważny.
Jutro już 35 tc. Żeby mały chociaż tydzień wytrzymał. Wytrzymam w tym szpitalu byle tylko mały jak najdłużej siedział.

dagmara Mój wyścig z czasem. 9 lutego 2020, 13:28

35dc
Nic się nie dzieje. Na szczęście.
W poprzedniej ciąży od zrobienia testu, bardzo na siebie uważałam. Nie przemęczałam się. Nie schylałam, starałam się nie dźwigać. I co to dało? Nic! Przeznaczenie mnie dopadło. Dlatego teraz żyję i robię, to co dotychczas. Za dużo staram się nie myśleć o swoim stanie. Ale nie ukrywam, że moje serce wyrywa się i chce się cieszyć. Jednak wiem, że jest jeszcze za wcześnie na to. Jeszcze kilka tygodni musi upłynąć zanim wskoczę do drugiego, bezpiecznego trymestru. Bardzo się boję, czy mi się to uda?

Pinka. Piąty transfer 9 lutego 2020, 12:33

17 dc 3dpt blastka 4bb

Znów delikatne zabarwienie, tym razem bardziej brązowe. Martwie sie okropnie. Milion mysli. To nasza ostatnia mrożynka, co bedzie gdy sie nie uda? Cala machineria od nowa?

Zabarwienia, krew, plamienia w moim przypadku zawsze zwiasyowaly najgorsze..:(.

Okruszku proszę zostań ze mna ♡


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2020, 16:01

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)