Dwa lata w domu.
Mam galaretkę zamiast mózgu.
Nie jestem w stanie zapamiętać nic.
Rozmawiam tylko o glutach, chorobach i dzieciach.
Zaniedbanie. Bo ciągle coś jest ważniejsze niż nakremowanie twarzy. Maseczka hahaha
Podomowe dresy są niezniszczalne. Chodzę w trzech parach na zmianę non stop od tych dwóch lat. Już patrzeć na nie nie mogę a dziady się zeszmacić do reszty nie chcą.
Niewyspanie. Bo zamiast polozyc się wcześniej chce korzystać z tych krótkich chwil dorosłego życia. A noce bywają różne. Czasem.spi do rana bez pobudki a czasem Bajlando.
Pewność siebie zerowa. Raczej jestem przekonana że do niczego się nie nadaje.
Nadal dużo czytam i robię na drutach.
Synek z dnia na dzień staje się coraz fajniejszym chłopcem.
Ostatnio bawi się w udawanie. Daje misiowi pić, robi psik sprejem do noska. Miesza w garach i daje mi ta wirtualna potrawę do spróbowania.
Umie pić z normalnego kubeczka. Sam sobie włącza odkurzacz, wkłada katarekdo rury i odciąga katar.
Mowa w zasadzie stoi.
A przy tym jest jeszcze nadal małym słodkim nieporadnym bobasem. Taki wiek przejściowy.
Wczesniaczek przyjaciółki walczy już dwa miesiące a jeszcze powinien być w brzuchu. Jedna infekcje zwalcza to pojawia się kolejna. Jest dość stabilny ale niestety dziecko wcale nie oddycha i nie wiadomo dlaczego
a było już tak że miał wspomaganie. Niestety od długiego czasu jest całkowicie na respiratorze 
21 dc
Czas leci jeszcze kilka dni i testowanie.Ciagle czuje taki bol okresowy .Są dni ze mocniej czuje a tez sa takie ze minimalnie.Piersi tez bolą i takie jakieś pełne i napięte.Pewnie to nic nie znaczy.Malo wierze w powodzenie.Od soboty próbuje sprowadzić męża z Londynu.Jeszcze tylko z lotniska go przetransportować kwarantanna nie wiem tez gdzie bo nie chce mnie narażać.Boi się tam zostać bo ma wzjg i odporność na poziomie 20%.Nerwy mam tak napięte ze byle co i wybucham złością i płaczem.Wszedzie tylko wirus wirus mam już dość tego.Nie wiem tez czy będę miała gdzie zrobić betę.Lab gdzie zawsze robiłam już zamknięte będę bliżej piątku obdzwaniac resztę.Mam dość wszystkiego.
Zaczelam krwawic. To już chyba koniec... Lezalam sobie i brzuch mnie rozbolal okresowo. Ale tak z 10 min, myślę- oho, fasolka sie rozciąga. Ide do lazienki, sikam i juz chce splukiwac a na papierze toaletowym krew. Leje sie jak na 1 dzien okresu. Dzwonie do lekarza, powiedział ze na usg i tak nic nie zobaczy. Dostalam recepte na prolutex, do podania natychmiastowego plus zwiekszyc dupka. Odstawic heparyne. Mąż byl od początku heparynie przeciwny, moze mial racje...Rano robilam bete. Jest duza 2566. Ale teraz krwawie... Jezu chroń nasze dziecko!
Jest środek nocy. Nie mogę spać... o czym myśle?
O Kim?
Czuję ->nicość<-
Nie lubię się tak czuć.
Prawie 5 miesięcy Olusia 
Smutno mi..smutno,że to już tyle..Oluś nie jest już bobaskiem A dzidziusiem..Przekochnym😍❤
Spodobało mu się przekrecania na brzuszek i jak mu się nie chce leżeć na wprost to się przekreca na brzucho- slodko to wygląda 
Ciągle je rączki i kciuki,dużo gaworzy i krzyczy,mimika bużki mnie roztapia 
Zębów na horyzoncie nie widać.
Mamy rytm dnia z pobudka 6-7,drzemka 9-10,12-13 i 16-16:30 ostatnia. Na wieczór 19:30 spi i na ogół jest pobudka po 30 min.na chwilę i śpi . Noce przytulone ale i przespane;)
Alergia na czekoladę i brokuly wykluczona wiec byla to raczej cieciorka. Na szczęście jej nie jadam ;p
Pola w sobotę skończyła 5 lat. ❤ nie wiem kiedy te lata zlecialy..jest już taka duża A ja bym chciała ją cały czas mieć przy sobie . Mamy etap bania się. Jest mega wrażliwa i kochana. Lubi malutkie zabawki,rozwiązywanie zadań i prace plastyczne;)
W piątek byliśmy w hydropolis ,było super.! Polą była bardzo zadowolona,pytała czy jeszcze przyjedziemy
Oluś cały pobyt bardzo grzeczny
były 3 drzemki jak w domu -idealnie;) w domu byliśmy dopiero o 17
po drodze był obiad w Ikea i zakupy
prezenty również były trafione;)
W sobotę był piękny tort i goście. Pola była przeszczesliwa 
W pracy T.wszystko na szczęście uformowane;)
W piątek robiłam wyniki i wyszło mi tsh=18.5!!dzisiaj na 12 z dziećmi jechałam do Endo i póki co jestem na euthyrox ale na usg widać zmiany Gravesa więc zobaczymy jak to się potoczy dalej.
Dzwonił do Poli kuzyn z życzeniami,chwilę pogadaliśmy i cieszę się, że wpadają w czerwcu:D
Mamy maraton lekarzy.
Wczoraj udało mi się dostać do Endo . Doatałam euthyrox na zbicie,ale po widoku usg może być różnie.
Do kontroli.
Jutro jadę z Polą do nowej dentysty,w piątek mamy okuliste A w kolejny czwartek diabetolog. Zostanie jeszcze mój dentysta.
Jeszcze w tym miesiącu są bioderka i szczepienia.
51/33
7t+2d
Zapisałam się wczoraj na badania prenatalne. Będę je miała 31 marca - mam nadzieję.
Jutro mam w planach iść zbadać TSH. Ostatnio naszły mnie wątpliwości, czy lekarz nie przepisał mi za wysokiej dawki. Moje koleżanki przy podobnych wynikach TSH dostały dawkę 50 lub 25, a ja 88... Jestem ciekawa co tam się dzieje w moim organizmie z tym TSH.
Poza tym czuję się nie najlepiej. Codziennie od 16.00 mam poczucie, jakby przejechał po mnie walec. Zasypiam na stojąco i nie mam siły na nic. Wczoraj bawiąc się na dywanie z moim synkiem - zasnęłam. Za długo nie pospałam, bo mój synek zaczął karmić mnie ciasteczkami
Ale kompletnie nie miałam siły na cokolwiek. Nikt nie mówił, że będzie łatwo 
Wtorek 3 dc / 31 cs - 3 cykl po histeroskopii
Rano pobranie krwi na badania hormonalne + p/ciała plemnikowe . Wyniki hormonalne będą dziś, a p/ciała do piątku maksymalnie. Już dawno nie badałam, więc się przydadzą. Postanowiłam sobie w tym cyklu pobadać hormony tzn teraz , na początku cyklu wszystkie, przed owulacją estrogen, a po owulacji tydzień poziom progesteronu. Będzie dobry obraz.
Co do naturalnych sposobów na endometrium, niestety one na mnie nie działają. Serio! Byłam sumienna, jadłam orzechy, wino czerwone, dobre kwasy tłuszczowe, ale endo wciąż było na tym samym poziomie. Niewiarygodne. Ruszyło dopiero po zabiegu histeroskopii. Nie ma jakiegoś szału, ale 2 mm więcej. Jako, że mam często monitoringi to wiem, że pod koniec miesiączki jest w okolicach 3-4, dni płodne - owulacja 7-8 mm, a kilka dni po owulce, na ogół 3 dzień po niej ( sprawdzamy czy pękł pęcherzyk ) 9 mm. Biorę estrogen i luteinę w II fazie cyklu, kompletnie nie ma odpowiedzi z endometrium. Wciąż takie samo + plamienia jak były tak są. Jako, że w pierwszej fazie cyklu dominuje estrogen, stąd chciałam przyjmować 1 mg podczas jej trwania. Może tu zaskoczy. Choć słabo w to wierzę. Jestem jak widać oporna na wszelką ingerencję z zewnątrz 
Czekamynadzidzie - in vitro na pewno tak, rozważamy. Ja to pewnie już dawno byłabym po procedurze, ale moja prowadząca ostudza mój zapał, mówiąc, że po histeroskopii, po usunięciu zrostów należałoby poczekać trzy cykle dając szansę na naturalne poczęcie. Oczywiście ma rację. Tak, więc poczekałam. Jestem w 3 decydującym cyklu. Swoją drogą nie wiem czy powinnam podchodzić wciąż nie znając przyczyn tych plamień. Obawiam się, że z nimi to ja nie zajdę, biorąc pod uwagę, że one zawsze występują w okolicach dni implantacyjnych i receptywności endometrium. Coś się nie udaje, coś gdzieś jest przeszkodą, tylko co... Tym samym in vitro w tej kwestii nie jest rozwiązaniem, ponieważ może być to samo. Zapłodnienie to zagadka!! niestety.
14 dc
Odebrałam wynik na P-ciała p/jądrowe i p/cytoplazmatyczne , wyszedł wynik dodatni. Co oznacza? któraś to miała?
Ok, w końcu @ się pojawiła. To dobrze. Teraz będę dbać o siebie i rodzinę i zobaczę co przyniesie przyszłość.
10 dc
Jestem po wizycie. Lekarz tak się rozgadał, że siedzieliśmy kolo 30 minut w gabinecie
. Po stymulacji Lamettą w lewym jajniku dwa pęcherzyki: 17mm i 20mm, w prawym brak pęcherzyków. Także idealnie trafiłam z wizytą
dostałam receptę na zastrzyk Ovitrelle i jutro mam go sobie zrobić. Endometrium trochę cienkie bo 6-7 mm ale ponoć jeszcze ma czas na poprawę. Mam brać witaminy Pregna Start (zamiast zwykłego kwasu i wit D)
Zrobiłam również badania ANA (przeciwciała przeciwjądrowe i cytoplazmatyczne) oraz Przeciwciała przeciw antygenom jajnika, z kolei ASA lekarz mi odradzał(przeciwciała przeciwplemnikowe)
Mąż ma zrobić badanie nasienia SCD i MSOME (w sumie koszt 670 zl) z wynikami udać się do androloga.
Ja powtórzyć prolaktynę, zrobić antyTPO i antyTG z wynikami do endokrynologa.
Jeśli @ przyjdzie czyli ciąży brak, nast cykl tak samo stymulacja i 10dc wizyta. To by było na tyle 
PS: macie jakieś sposoby na lepsze endometrium? wiem, że czerwone wino lampka dziennie a może coś jeszcze?
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2020, 11:47
6 miesięcy i 12 dni 
Rozszerzania diety ciag dalszy... Dziś do menu wjechał ziemniaczek, który Jasiowi nie za specjalnie posmakował :p, już po 1 łyżeczce nie chciał więcej i zaciskał usta. Rozumiałam, nie naciskałam, zwłaszcza że nawet mi to nie smakowało
. Taka papka o konsystencji budyniu :p.
Jaś jest taki ciekawy tych nowych smaków
otwiera szeroko buzię na widok łyżeczki, nie pluje ( na razie) i co najważniejsze nie ma odruchu wymiotnego, co czasem się zdarza u dzieci.
Nauczył się pełzać, obracać wokół własnej osi. Zazwyczaj pełza do tyłu 
W czwartek mamy kolejne szczepienie, sprawdzimy ile waży - podejrzewam że ok 8,7 kg
. Ciężki się robi, zwłaszcza gdy usypia na rękach i jest całkiem bezwładny :p.
Co do mnie:
Ważę ok 48kg, nadal mało. W czwartek byłam u lekarza, udało się wyleczyć nadżerkę powstałą po ciąży i nie będzie potrzebny laser. Ufff. Generalnie wszystko ładnie, pięknie, zagojone, mięśnie trzymają się mocno. Następna wizyta dopiero w połowie maja więc mogę trochę odetchnąć.
Pokarmu mam nadal bardzo dużo, aż chwilami bolą mnie piersi. Był czas, że zmieniałam wkładki laktacyjne 4 razy dziennie bo tak ciekłam...
Ogólnie czuję się trochę zmęczona i osłabiona, niby morfologię mam w porządku ale muszę zrobić jeszcze tsh.
5+0, waga 55,9 kg, w dniu transferu 56,8 kg.
Dalej nie wierzę. Dalej nie wierzymy. Mężuś czasem okazuje swoją radość w przypadkowych miejscach i o przypadkowych porach, np. stoimy w korku, czerwone światło, On układa ręce, jakby miał w nich kastaniety i przerzuca raz w lewo, raz w prawo, po czym sobie mówi "No, ale ja się cieszę, jak głupek, ale jaaaa sięęęęę cieszęęęęę". Po czym jedziemy sobie dalej. Albo siedzę sobie i czytam normalnie coś do pracy (bo chciałam załatwić sprawy syfiaste - sprawy syfiaste nie są sprawami syfiastymi ot tak - nad nimi trzeba dłużej pomyśleć, skonsultować z kilkorgiem znajomych po fachu, odłożyć na półkę, przespać się, i dalej myśleć) - podchodzi tak blisko, blisko, naruszając wszelkie normy intymności, patrzy się w oczy (widzę doskonale te jego zmarszczki od uśmiechu wokół oczu) i rzuca półszeptem "Cieszymy się?" - nie potrzebuje mojej odpowiedzi, by samemu sobie odpowiedzieć na pełnej petardzie (nie zmniejszając odległości ode mnie, czyli do moich uszu jest równie blisko) "No ba! Bardzo się cieszymy".
W zeszłym tygodniu bardzo produktywnie (jak się chce, to można nie tracić czasu w pracy - odkrycie roku!!!) wyczyściłam biurko i szafy. Żeby zostawić po sobie porządek. Póki co L4 mam na bóle brzucha, bo w firmie, by się rozeszło. Tak myślę, że chyba w każdej firmie by się rozeszło, bez znaczenia pozostaje branża.
Brzuch już tylko rzadko pobolewa, piersi są tkliwe i wrażliwe pod naciskiem, stały się odrobinę bardziej pełne. Trzy-, czterokrotnie wstaję nocami do toalety. Wstaję niewyspana i dosypiam w ciągu dnia. Martwi mnie trochę spadek wagi, jem normalnie, wydaje mi się, że dostarczam składniki odżywcze, a schudłam jednak. Czytałam i słyszałam, że na samym początku to normalne, zwłaszcza u osób dość drobnych, niemniej troszkę się martwię i w chwili obecnej jest to moje jedyne zmartwienie.
No i heparyna - ale to już takie czepianie się
Brzuch jest już jednym wielkim siniakiem, przerzuciłam się na uda. Mężuś zrobił mi dwa zastrzyki. Po pierwszym jego miałam ślad średnicy 3 mm. Siniaczek niewielki. Po drugim - absolutnie zero śladu, nawet nie bolało jak się wkłuwał!!! Ogólnie powiedział, że powinien iść na pielęgniarstwo, że ja odwalam fuszerkę, bo przecież, ile więcej heparyny już sobie podawałam, a on tylko dwa i idealnie zrobił. Po czym dodał "No tak, ale mam jednak dużo więcej doświadczenia, gips Ci zdejmowałem, szwy ściągałem, teraz zastrzyki, może pojadę do jakiegoś kraju, gdzie medycyna trwa 2 lata, wrócę, nostryfikuję dyplom i będziesz mieć własnego lekarza w rodzinie, co? Nie przydałby Ci się?".
Gips - stłukłam nogę dość mocno, założyli mi półgips, a po tygodniu gips, po dwóch tygodniach stwierdziłam, że dosyć tego dobrego i Mężuś mi go ściągał. Łatwo nie było. Ale noga odżyła. To był jeden wielki siniak pod gipsem (od kolana do koniuszków palców u stopy), potem znalazłam rehabilitanta, który założył mi taśmy usztywniające i mogłam śmigać. Noga przez te 3 tygodnie strasznie schudła i zwiotczała.
Szew - miałam usuwany pieprzyk. I zapomniałam o tym, że po tygodniu mam się zgłosić na zdjęcie szwów. Jak mi się przypomniało była sobota. Szukałam pielęgniarki prywatnie, ale nie mogłam nikogo znaleźć. Youtube, nożyczki ostre z apteki, zestaw jednorazowych rękawiczek, jednorazowe waciki do odkażania i jedziemy. Bałam się czekać do poniedziałku, żeby nie wrósł. A nie sądzę, by na pogotowiu byli szczęśliwi, że przyjechał ktoś z taką pierdoletą.
Byłam w sobotę na ściance wspinaczkowej. Na zawodach.
Nie rzucać kamieniami!!! Wstrzymać się!
Jako publiczność i fotograf. Pierwszy raz od niepamiętnych wręcz czasów. Było dziwnie. Jeszcze dziwniej było walić ściemę do sporej liczby osób, które pytały "A dlaczego nie startujesz?". Emocje, kibicowanie, sprawiło mi tyle frajdy, jakbym prawie sama uczestniczyła. Wróciłam taka szczęśliwa i wypoczęta psychicznie, bo mogłam pobyć "ze swoimi", oderwać się, pogadać o górach, wspinaniu, asekuracji, o tym wszystkim, co nie jest staraniem się, utrzymywaniem ciąży, suplementami. Warto raz na jakiś czas odłożyć te tematy na bok. Moja aplikacja ciążowa znalazła miejsce (dziwnym zbiegiem okoliczności!!!) obok aplikacji wspinaczkowej 😁 Nawet nazywają się podobnie: Vertical - Life i PregLife 😂
Lekarz dalej nie wybrany. Ale Mężuś już jednego odrzucił. Rewelacyjne opinie na znanym lekarzu. Pytam dlaczego - "Właśnie dlatego, że pytasz. Ona, tak myślę, nie lubi odpowiadać na pytania, a Ty nie lubisz, jak ktoś nie odpowiada na Twoje pytania i drążysz". Ok. Jeden z głowy.
Suple za to wybrał. Stanęło na prenatal uno, do tego zażywam magnez 2x1, l-argininę 1500 mg, NAC 1000 mg, duphaston 2x1, crinone 1x1, acard 75 mg, kwas foliowy 5 mg, wit. B metylowana kompleks 1x1, kwasy omega 3 1000 mg, clexane 0,4, wapń 1x1, żelazo 1x1, mioinozytol 1500 mg dziennie, dodatkowo wit. D3 (jest już w prenatalu) 3000 jednostek. Biorąc pod uwagę brak słońca oraz poprzednie moje przeboje z szybką utratą właściwego poziomu wit. D3, stwierdziliśmy, że te 2000 jednostek, które są w prenatalu uno - dla mnie będzie zbyt mało.
Wit. D3 jest super ważna w kwestiach immunologiacznych, czyli dla mnie super hiper ekstra ważna. Poza tym poprawia mineralizację kości, a clexane powoduje, że kości niszczeją, dbając o odpowiedni poziom wit. D3 staram się delikatnie równoważyć negatywne skutki clexane. Poza tym zmniejsza ryzyko stanu przedrzucawkowego (a tu też mam pewne pstryczki wskazujące na większą możliwość wystąpienia) i cukrzycy ciążowej. Niedobory u dzieciaków mogą powodować niską wagę urodzeniową, powolniejszy rozwój dziecka w 1 r.ż. Także pakujemy w siebie wit. D3.
Kwasy omega 3 - zmniejszają ilość antygenów PAI 1, dlatego przed ciążą brałam 2000 mg dziennie. Do tego świetnie wpływają na schorzenie reumatoidalne. Wpływają pozytywnie na czas trwania ciąży, masę urodzeniową dziecka, prawidłowy rozwój psychoruchowy dziecka w pierwszych latach życia. Zmniejszają ryzyko wystąpienia depresji poporodowej. Dawka to 600 mg dziennie, a jak jemy mało ryb to 1000 mg dziennie. Jem sporo ryb, ale akurat mam takie kapsułki po 1000 mg, takie biorę.
Żelazo - tworzenie krwinek czerwonych, regulacja systemu odpornościowego, metabolizm, regulacja poziomu cholesterolu. Anemia w ciąży może wpływać na ryzyko porodu przedwczesnego i niższą masę urodzeniową. Moje żelazo zawsze było w niskich granicach normy. Buraczki, pietruszka, wołowinka, szpinak - też pakujemy w siebie. W ciąży dawka dzienna to 26-27 mg, najlepiej przyjmować z wit. C, bo ułatwia jego wchłanianie.
Wapń - podstawowy budulec zębów i kości, regulacja pracy serca i układu krwionośnego. Tu muszę się jeszcze dokształcić, bo przy mutacjach MTHFR powstają mikrozwapnienia, przy clexane szkielet się odwapnia, czy wskazane zatem byłoby przyjmowanie wapnia? Dawka 1200 mg dziennie, ja przyjmuję 100 mg (póki co).
Mioinozytol - przeciwdziała cukrzycy ciążowej. W ciąży organizm jest na ciągłym wyrzucie glukozy, a co za tym idzie na ciągłym wyrzucie insuliny, żeby go równoważyć. Dziecko musi być cały czas podpięte do glukozy. Organizmy czasem nie dają rady i prowadzi to do powstania cukrzycy ciążowej. Mioinozytol może temu przeciwdziałać. Poza tym, reguluje tempo podziału komórek w Zarodku, tym samym niwelując skutki defektów, jakie powstałyby w wyniku rozszczepu podniebienia. Wpływa, podobnie jak kwas foliowy, na układ nerwowy. Tak sobie myślę - może stąd mój spokój i brak świrowania? Znalazłam też info dla borykających się z problemami męskimi: jest składnikiem spermy, przeciętnie na 100 g spermy przypada 53 mg inozytolu.
Tu link: https://www.recepta.pl/artykuly/inozytol-witamina-b8-dzialanie-skutki-uboczne-i-wskazania
Resztę opiszę następnym razem.
Inne kwestie: jesienne postanowienie o modlitwie za nas wszystkie w takiej internetowej wspólnocie, dało dużo siły i spokoju, zatem mam takie postanowienie dla siebie samej, żeby raz w tygodniu przez całą ciążę (poza niedzielą i Świętami) iść na nabożeństwo w intencji wszystkich starających się.
Oddam za darmo ból głowy, ból krzyża, mdłości, odbijanie się, przemęczenie i częste wizyty w toalecie. Zupełnie za darmo.
Gdybym miała balkon - rozważałabym rzucenie się z niego.
7+6, waga 57 kg. Dni do wiosny - 5, dni do zmiany czasu - 12.
Tłumaczę sobie, że organizm musi się przyzwyczaić, że to hormony i leki, które przyjmuję. Litości, błagam, litości, nie ma dnia, żebym na coś nie narzekała. W zeszłym tygodniu odbijało mi się notorycznie. Siedziałam, leżałam, stałam, chodziłam, brałam prysznic, jadłam dużo, jadłam mało, jadłam lekko, piłam dużo. Któregoś dnia usypiałam 3 godziny i cały czas mi się odbijało. Nie byłam w stanie z nikim rozmawiać, bo aż wstyd, co chwilę bekać. Całkiem serio rozważałam strzelenie sobie do głowy. Nie mam czym, więc nic by z tego nie wyszło. Zelżało, jak się poskarżyłam. Jak kiedyś sobie myślałam, czy heparyna nie mogłaby być w tabletkach, tak teraz jestem zdania, że acard, duphaston, wszelkie witaminy mogę przyjmować w zastrzykach. Bo przez to odbijanie się nie byłam w stanie (i nadal nie jestem) przyjąć wszystkich tabletek. A zastrzyki wchodzą jak w masło.
Potem miałam bóle głowy. Śnieg naprzemiennie ze słońcem nie pomagały. Mężuś znowu uciskał punkty na stopach. Dziś napitala mnie krzyż. Jak na miesiączkę, tylko bardziej. Łyknęłam polopirynę czy tam pelarginę (to, co w ciąży można, a nazwy nie pamiętam) sztuk 1. I okładam sobie krzyż na ciepło. Generalnie słabość mojego organizmu mnie wykańcza i rozpłakuję się bez okazji. Najlepiej znoszę pobolewanie brzucha. Z czymkolwiek innym - nie jestem w stanie funkcjonować.
Najczęściej o naszym Dziecku mówię "On" lub używając rzeczowników wskazujących rodzaj męski. Nie wiem, czy to samospełniająca się przepowiednia czy nie. Mężuś twierdzi, że to dlatego, że na samym początku tych wszystkich dolegliwości najczęściej używałam sformułowania "Sabotażysta", "Terrorysta", "Rządziciel" - a są to rzeczowniki rodzaju męskiego. Mężuś dziś rzucił hasło - "No wiesz, jak już teraz Tobą rządzi, to co będzie, jak będzie miał 13 lat?" - "Wtedy nie będzie powodował mdłości, bóli brzucha, krzyża i głowy..." - "Zakład? Stawka standardowa."
Dziś podniosłam się z rana na badania krwi i była to taaaakaaa wyprawa, że po powrocie zjadłam i spałam 2 godziny. A potem i tak nie wstałam z łóżka i byłam w stanie podnieść się o 15.00. Tylko w takim celu, żeby o 17.00 się położyć na nowo. 
Na badaniach spoko. Jest Pan, który wpuszcza do laboratorium pojedynczo. Kolejka była w ilości zero ludzi. Mężuś więc był pozbawiony swojego zadania - zadbania o to, żebym nie usłyszała (jak poprzednio) "ciąża to nie choroba". Pracownicy w środku w maskach, płyn do dezynfekcji udostępniony. Dodatkowe Panie tłumaczące konieczność dezynfekcji przy wejściu i przy wyjściu. Mój standard - czyli mdłości i wilczy apetyt - zachowany. Pielęgniarka się aż zapytała, co mi jest, bo jestem strasznie blada - "Źle znoszę pobieranie krwi na czczo" - "Ma Pani coś do jedzenia?" - "Tak".
Morfologia wyszła ok, mocz ok.
TSH 1,577 (norma dla ciężarnych 0,34 - 2,5)
ft4 13,29 (norma 7,50 - 21,10)
ferrytyna 82,05 (norma 11 - 306) - to zasoby ustrojowe żelaza
czynnik Coombsa - prawidłowy
progesteron 149,08 (norma dla 1 trymestru 2,8 - 147,3).
Progesteron po zmniejszeniu ilości dupka zmniejszył się i to dość fajnie (dziś 11 dzień mniejszej dawki). Nadal jest 5,5 krotnie wyższy niż powinien być w moim tygodniu ciąży, ale to już nie jest ponad 9 razy większy!!! I ja to czuję, bo choć mam szerszy wachlarz dolegliwości, to jednak nudności są mniejsze. Na razie zostaję przy dupku 1x1, a zobaczę, co powie lekarz - bardzo chciałabym go odstawić. Głównie przez problemy z łykaniem leków.
Najbliższa wizyta w piątek. Mam nadzieję, że do tego czasu nie ograniczą ruchu wewnątrz kraju, bo zostanę wtedy bez lekarza. Na miejscu - no nie sądzę, by mnie ktoś przyjął, tak z dnia na dzień, tym bardziej, że przychodnie ograniczają wizyty pacjentów. Liczę na to, że mojej wizyty nie odwołają i że się odbędzie.
Jedzenie fast foodów wyszło mi już bokiem. W sumie to jedzenie pszenicy i nabiału. Pszenicę ograniczyłam prawie 2 lata temu i jadłam tylko w ciastach. Nabiał ograniczyłam mocno prawie 2 lata temu i jadałam tak mniej więcej raz na dwa tygodnie. Od listopada ograniczyłam do jedzenia raz na półtora miesiąca albo i rzadziej. A teraz rzuciło mnie na domowe hot dogi, domowe pizze. No i kanapki z twarożkiem. W piątek dostałam takich pryszczy na plecach, że nie byłam w stanie spać na plecach - tak mnie bolały. Wracam do ograniczenia pszenicy. Nabiału niestety jeszcze nie potrafię aż tak ograniczyć. Organizm się domaga.
14dc. 6dpo.
Ovarin chyba pomógł. W prawdzie owulka była szybko i nie zdążyliśmy zaserduszkować ale była! Od października na nią czekałam! Jestem dobrej myśli i liczę na kolejne cykle.
Mały problem w tym że powinnam progesteron zrobić w 21dc i obawiam się że do tego czasu dostanę @. Zobaczymy co będzie. Najwyżej w kolejnym cyklu zrobie tego proga.
Dzien dobrych wieści 😁 mamy wyniki hba - 80% dna poniżej 10 jupi!!! Jestesmy dumni z Męża a mi ulżyło... możemy zatem spokojnie isc na wizyte 🙂 jeszcze tylko pozostaje nam uzyskać owulacje i kto wie 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2020, 18:13
5 dc
Zrobiłam wczoraj hormony na nfz, pierwszy monitoring we wtorek, 11 dc. Przy okazji dowiedziałam sie, że lekarka, u której byliśmy na pierwszej wizycie była na zastępstwo. Cóż... to by wiele wyjaśniało 😄 A dzisiaj poszłam za ciosem i zrobiłam jeszcze na własną rękę 5 tarczycową, by mieć pełny obraz.
Wczoraj oglądaliśmy dokument o in vitro Małgorzaty Rozenek. Wszystko, co było tam powiedziane, wiedziałam już z Waszych historii. Ale mąż się trochę doedukowal 😉 Widzialam, że utożsamił się z bohaterem programu, który ma wadliwe nasienie. I mimo, że nie pokazuje tego na codzien, to w środku go to boli. Ale nie ma oporów przed ivf, co mnie uspokoiło. W głębi duszy czuję, że to może być nasza droga, nasz plan B. Nie wiem, ile jeszcze będziemy próbować naturalnie. Może do końca roku, może do mojej 30... a może wcześniej lekarz nam powie, że już szkoda czasu i to dla nas najlepsze wyjście. Już 2 razy to usłyszeliśmy, ale to było za wcześnie... chcemy zrobić wszystko co się da, zanim podejmiemy decyzję o ivf. Sumiennie co miesiąc odkładamy oszczędności. Miały być rezerwą, może na mały remont, może na większy samochod, na marzenia... Ale coraz częściej myślę o nich, że to fundusz na in vitro. Zobaczymy. Pieniądze zawsze warto mieć 🙂
Czuję się bezpiecznie, kiedy wiem, że jest alternatywa.
15tc+2
Heh cóż tu pisać...zastanawiam się jak ja mam wytrzymać do następnej wizyty... Za długie są te przerwy 😔 Wizytę mam w szpitalu dopiero 11 marca ale to tylko „wizyta”, normalnie bez usg. Oczywiście jak będzie sprzęt w pokoju to będę nalegać na szybki pogląd. Wizytę z usg taką przed-połówkową mam 19 marca wiec jeszcze 3 dłuuuuuugie tygodnie. Chciałabym poczuć już ruchy by być bardziej spokojna, tak nie wiem co tam się dzieje w tym moim brzuchu.. Eh stresujące to czekanie...
W piątek jadę do szpitala odebrać wyniki sekcji córki😓😓😓 znowu się napłacze😓 okaże się jaką przyczynę znaleźli.
Ostatnia wizyta monitoringu. Owulacja była, endometrium ok. Trochę mały progesteron, ale mam brać luteinę. No i usłyszeliśmy diagnozę - niepłodność idiopatyczna. Test po stosunku nie był za dobry, ale nie na tyle zły żeby stwierdzić wrogość śluzu. Generalnie nie ma konkretnej przyczyny naszych niepowodzeń. Lekarz zaproponował nam dać sobie jeszcze ok. pół roku i jak się nie uda rozpocząć procedurę in vitro. Powoli będziemy zbierali pieniądze...
Długo mnie tu nie było, jakoś nie miałam weny, chęci ani niczego. Ten cykl totalnie odpuściłam.
Oczywiście kochaliśmy się sporo, ale wszystko z inicjatywy mojego lubego, nic z mojej chyba, że naprawdę miałam ochotę a nie "bo trzeba".
Dziś mój (musiałam sprawdzić) 22dc, ile dni po owulacji nie wiem.
Śluzu płodnego miałam w tym cyklu od cholery już od 9dc, bólu owulacyjnego brak, w 11dc po seksie miałam mega dużo płodnego śluzu z krwią, później do końca dnia kolor śluzu był brązowy i tyle. W 15dc pojechałam do ginekolog, endometrium 11,8mm ale jak to ona (drugi raz się to zdarzyło) powiedziała, że nie potrafi stwierdzić czy była już owu, coś tam widzi jakby ślad po pęcherzyku ale nie jest pewna a może któryś z tych mini co zostały urosną i dopiero będzie owu? Oczywiście się wkurwialam, jakby to było w Polsce to bym powiedziała co myślę itp. ale po niemiecku nie potrafię pytać i gadać o tak szczegółowych rzeczach...
Muszę podpisywać wszystkich ginekologów u mnie w mieście i poświęcimy dzień na jeżdżeniu do nich czy któryś będzie mnie przyjmował bo przez telefon każdy odmawiał "nie przyjmujemy nowych pacjentów" może jak zobaczą jaki mam zdesperowany ryj to przyjmą.. mam dość jeżdżenia 20km, czekania po półtora godziny by być 3 minuty w gabinecie i usłyszeć, że ona nie potrafi stwierdzić czy była owulacja...
Plan mam taki by tu na miejscu ktoś prowadził mi starania, zlecał badanie bo mam dość jeżdżenia do Polski do gin by coś robić a później kombinowania jak z badaniami, gdzie zrobić i płacić za nie. Wystarczająco dużo już wydaliśmy.
Ja myślę, że to cykl bezowulacyjny. Nie wiem dlaczego ale tak myślę. Niby temp trochę skoczyła, ale tak nie za bardzo ją mierzyłam w tym cyklu i taka średnia ta temp. Dziś poszła trochę bardziej do góry ale godzinę wcześniej wstałam siku.
***
Im mniej ja gadam o wszystkim tym widzę jak mój luby się w to angażuje i przeżywa. Ciągle pytal jaki śluz, codziennie brał mnie na bzyk bo "trzeba zaaplikować nową dawkę plemniczków" 😂
I... Co najdziwniejsze zaczął "Musimy o czymś porozmawiać. Dużo nad tym myślałem i muszę poznać Twoją opinię... co wiesz o inseminacji? Opowiedz mi. Dowiedz się proszę od dziewczyn z forum ile wyniósł ich całkowity koszt tego, jakie badania dokładnie są potrzebne i gdzie we Wrocławiu najlepiej to zrobić najlepiej w maju."
Byłam w szoku 😳 ale też uszczęśliwił mnie tym, nie chodzi o samą inseminację ale o to, że pokazał, że naprawdę też to przeżywa i o tym myśli.
Dowiedziałam się, że koszt to ok. 2,5tys z wizytami i badaniami wszystkimi i przeraziło mnie to... Strasznie boję się wydać tyle kasy bo boje się porażki, a w sumie jestem jej pewna. Niestety życie nie rozpieszcza nas wiec w tej kwestii przy wsparciu takim i tak nie wierzę w powodzenie. Powiedziałam mu, że muszę to przemyśleć bo za rok skończę 25 lat, do tego czasu może weźmiemy ślub i wtedy będziemy się kwalifikować do inseminacji ale też do in vitro w Niemczech, nasza ubezpieczenia pokrywa 70% kosztów, jest inna co pokrywa 100%. Warunek to małżeństwo i ukończone 25 lat u obojga. Wiec na początku 2022 byśmy mogli przystąpić do tych spraw... Ale.... Ja chyba zwariuje i umrę do tego czasu...
Serce już mi pęka a kolejne dwa lata?
Muszę to przemyśleć.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.