Oddam za darmo ból głowy, ból krzyża, mdłości, odbijanie się, przemęczenie i częste wizyty w toalecie. Zupełnie za darmo.

Gdybym miała balkon - rozważałabym rzucenie się z niego.

7+6, waga 57 kg. Dni do wiosny - 5, dni do zmiany czasu - 12.

Tłumaczę sobie, że organizm musi się przyzwyczaić, że to hormony i leki, które przyjmuję. Litości, błagam, litości, nie ma dnia, żebym na coś nie narzekała. W zeszłym tygodniu odbijało mi się notorycznie. Siedziałam, leżałam, stałam, chodziłam, brałam prysznic, jadłam dużo, jadłam mało, jadłam lekko, piłam dużo. Któregoś dnia usypiałam 3 godziny i cały czas mi się odbijało. Nie byłam w stanie z nikim rozmawiać, bo aż wstyd, co chwilę bekać. Całkiem serio rozważałam strzelenie sobie do głowy. Nie mam czym, więc nic by z tego nie wyszło. Zelżało, jak się poskarżyłam. Jak kiedyś sobie myślałam, czy heparyna nie mogłaby być w tabletkach, tak teraz jestem zdania, że acard, duphaston, wszelkie witaminy mogę przyjmować w zastrzykach. Bo przez to odbijanie się nie byłam w stanie (i nadal nie jestem) przyjąć wszystkich tabletek. A zastrzyki wchodzą jak w masło.

Potem miałam bóle głowy. Śnieg naprzemiennie ze słońcem nie pomagały. Mężuś znowu uciskał punkty na stopach. Dziś napitala mnie krzyż. Jak na miesiączkę, tylko bardziej. Łyknęłam polopirynę czy tam pelarginę (to, co w ciąży można, a nazwy nie pamiętam) sztuk 1. I okładam sobie krzyż na ciepło. Generalnie słabość mojego organizmu mnie wykańcza i rozpłakuję się bez okazji. Najlepiej znoszę pobolewanie brzucha. Z czymkolwiek innym - nie jestem w stanie funkcjonować.

Najczęściej o naszym Dziecku mówię "On" lub używając rzeczowników wskazujących rodzaj męski. Nie wiem, czy to samospełniająca się przepowiednia czy nie. Mężuś twierdzi, że to dlatego, że na samym początku tych wszystkich dolegliwości najczęściej używałam sformułowania "Sabotażysta", "Terrorysta", "Rządziciel" - a są to rzeczowniki rodzaju męskiego. Mężuś dziś rzucił hasło - "No wiesz, jak już teraz Tobą rządzi, to co będzie, jak będzie miał 13 lat?" - "Wtedy nie będzie powodował mdłości, bóli brzucha, krzyża i głowy..." - "Zakład? Stawka standardowa."

Dziś podniosłam się z rana na badania krwi i była to taaaakaaa wyprawa, że po powrocie zjadłam i spałam 2 godziny. A potem i tak nie wstałam z łóżka i byłam w stanie podnieść się o 15.00. Tylko w takim celu, żeby o 17.00 się położyć na nowo. :(

Na badaniach spoko. Jest Pan, który wpuszcza do laboratorium pojedynczo. Kolejka była w ilości zero ludzi. Mężuś więc był pozbawiony swojego zadania - zadbania o to, żebym nie usłyszała (jak poprzednio) "ciąża to nie choroba". Pracownicy w środku w maskach, płyn do dezynfekcji udostępniony. Dodatkowe Panie tłumaczące konieczność dezynfekcji przy wejściu i przy wyjściu. Mój standard - czyli mdłości i wilczy apetyt - zachowany. Pielęgniarka się aż zapytała, co mi jest, bo jestem strasznie blada - "Źle znoszę pobieranie krwi na czczo" - "Ma Pani coś do jedzenia?" - "Tak".

Morfologia wyszła ok, mocz ok.

TSH 1,577 (norma dla ciężarnych 0,34 - 2,5)
ft4 13,29 (norma 7,50 - 21,10)
ferrytyna 82,05 (norma 11 - 306) - to zasoby ustrojowe żelaza
czynnik Coombsa - prawidłowy
progesteron 149,08 (norma dla 1 trymestru 2,8 - 147,3).

Progesteron po zmniejszeniu ilości dupka zmniejszył się i to dość fajnie (dziś 11 dzień mniejszej dawki). Nadal jest 5,5 krotnie wyższy niż powinien być w moim tygodniu ciąży, ale to już nie jest ponad 9 razy większy!!! I ja to czuję, bo choć mam szerszy wachlarz dolegliwości, to jednak nudności są mniejsze. Na razie zostaję przy dupku 1x1, a zobaczę, co powie lekarz - bardzo chciałabym go odstawić. Głównie przez problemy z łykaniem leków.

Najbliższa wizyta w piątek. Mam nadzieję, że do tego czasu nie ograniczą ruchu wewnątrz kraju, bo zostanę wtedy bez lekarza. Na miejscu - no nie sądzę, by mnie ktoś przyjął, tak z dnia na dzień, tym bardziej, że przychodnie ograniczają wizyty pacjentów. Liczę na to, że mojej wizyty nie odwołają i że się odbędzie.

Jedzenie fast foodów wyszło mi już bokiem. W sumie to jedzenie pszenicy i nabiału. Pszenicę ograniczyłam prawie 2 lata temu i jadłam tylko w ciastach. Nabiał ograniczyłam mocno prawie 2 lata temu i jadałam tak mniej więcej raz na dwa tygodnie. Od listopada ograniczyłam do jedzenia raz na półtora miesiąca albo i rzadziej. A teraz rzuciło mnie na domowe hot dogi, domowe pizze. No i kanapki z twarożkiem. W piątek dostałam takich pryszczy na plecach, że nie byłam w stanie spać na plecach - tak mnie bolały. Wracam do ograniczenia pszenicy. Nabiału niestety jeszcze nie potrafię aż tak ograniczyć. Organizm się domaga.

14dc. 6dpo.
Ovarin chyba pomógł. W prawdzie owulka była szybko i nie zdążyliśmy zaserduszkować ale była! Od października na nią czekałam! Jestem dobrej myśli i liczę na kolejne cykle.
Mały problem w tym że powinnam progesteron zrobić w 21dc i obawiam się że do tego czasu dostanę @. Zobaczymy co będzie. Najwyżej w kolejnym cyklu zrobie tego proga.

Dzien dobrych wieści 😁 mamy wyniki hba - 80% dna poniżej 10 jupi!!! Jestesmy dumni z Męża a mi ulżyło... możemy zatem spokojnie isc na wizyte 🙂 jeszcze tylko pozostaje nam uzyskać owulacje i kto wie 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2020, 18:13

aster Plan B. 26 lutego 2020, 09:18

5 dc
Zrobiłam wczoraj hormony na nfz, pierwszy monitoring we wtorek, 11 dc. Przy okazji dowiedziałam sie, że lekarka, u której byliśmy na pierwszej wizycie była na zastępstwo. Cóż... to by wiele wyjaśniało 😄 A dzisiaj poszłam za ciosem i zrobiłam jeszcze na własną rękę 5 tarczycową, by mieć pełny obraz.

Wczoraj oglądaliśmy dokument o in vitro Małgorzaty Rozenek. Wszystko, co było tam powiedziane, wiedziałam już z Waszych historii. Ale mąż się trochę doedukowal 😉 Widzialam, że utożsamił się z bohaterem programu, który ma wadliwe nasienie. I mimo, że nie pokazuje tego na codzien, to w środku go to boli. Ale nie ma oporów przed ivf, co mnie uspokoiło. W głębi duszy czuję, że to może być nasza droga, nasz plan B. Nie wiem, ile jeszcze będziemy próbować naturalnie. Może do końca roku, może do mojej 30... a może wcześniej lekarz nam powie, że już szkoda czasu i to dla nas najlepsze wyjście. Już 2 razy to usłyszeliśmy, ale to było za wcześnie... chcemy zrobić wszystko co się da, zanim podejmiemy decyzję o ivf. Sumiennie co miesiąc odkładamy oszczędności. Miały być rezerwą, może na mały remont, może na większy samochod, na marzenia... Ale coraz częściej myślę o nich, że to fundusz na in vitro. Zobaczymy. Pieniądze zawsze warto mieć 🙂
Czuję się bezpiecznie, kiedy wiem, że jest alternatywa.

15tc+2
Heh cóż tu pisać...zastanawiam się jak ja mam wytrzymać do następnej wizyty... Za długie są te przerwy 😔 Wizytę mam w szpitalu dopiero 11 marca ale to tylko „wizyta”, normalnie bez usg. Oczywiście jak będzie sprzęt w pokoju to będę nalegać na szybki pogląd. Wizytę z usg taką przed-połówkową mam 19 marca wiec jeszcze 3 dłuuuuuugie tygodnie. Chciałabym poczuć już ruchy by być bardziej spokojna, tak nie wiem co tam się dzieje w tym moim brzuchu.. Eh stresujące to czekanie...

W piątek jadę do szpitala odebrać wyniki sekcji córki😓😓😓 znowu się napłacze😓 okaże się jaką przyczynę znaleźli.

Ostatnia wizyta monitoringu. Owulacja była, endometrium ok. Trochę mały progesteron, ale mam brać luteinę. No i usłyszeliśmy diagnozę - niepłodność idiopatyczna. Test po stosunku nie był za dobry, ale nie na tyle zły żeby stwierdzić wrogość śluzu. Generalnie nie ma konkretnej przyczyny naszych niepowodzeń. Lekarz zaproponował nam dać sobie jeszcze ok. pół roku i jak się nie uda rozpocząć procedurę in vitro. Powoli będziemy zbierali pieniądze...

zakochanaaw A może to pomoże? 26 lutego 2020, 18:46

Długo mnie tu nie było, jakoś nie miałam weny, chęci ani niczego. Ten cykl totalnie odpuściłam.
Oczywiście kochaliśmy się sporo, ale wszystko z inicjatywy mojego lubego, nic z mojej chyba, że naprawdę miałam ochotę a nie "bo trzeba".
Dziś mój (musiałam sprawdzić) 22dc, ile dni po owulacji nie wiem.
Śluzu płodnego miałam w tym cyklu od cholery już od 9dc, bólu owulacyjnego brak, w 11dc po seksie miałam mega dużo płodnego śluzu z krwią, później do końca dnia kolor śluzu był brązowy i tyle. W 15dc pojechałam do ginekolog, endometrium 11,8mm ale jak to ona (drugi raz się to zdarzyło) powiedziała, że nie potrafi stwierdzić czy była już owu, coś tam widzi jakby ślad po pęcherzyku ale nie jest pewna a może któryś z tych mini co zostały urosną i dopiero będzie owu? Oczywiście się wkurwialam, jakby to było w Polsce to bym powiedziała co myślę itp. ale po niemiecku nie potrafię pytać i gadać o tak szczegółowych rzeczach...
Muszę podpisywać wszystkich ginekologów u mnie w mieście i poświęcimy dzień na jeżdżeniu do nich czy któryś będzie mnie przyjmował bo przez telefon każdy odmawiał "nie przyjmujemy nowych pacjentów" może jak zobaczą jaki mam zdesperowany ryj to przyjmą.. mam dość jeżdżenia 20km, czekania po półtora godziny by być 3 minuty w gabinecie i usłyszeć, że ona nie potrafi stwierdzić czy była owulacja...
Plan mam taki by tu na miejscu ktoś prowadził mi starania, zlecał badanie bo mam dość jeżdżenia do Polski do gin by coś robić a później kombinowania jak z badaniami, gdzie zrobić i płacić za nie. Wystarczająco dużo już wydaliśmy.
Ja myślę, że to cykl bezowulacyjny. Nie wiem dlaczego ale tak myślę. Niby temp trochę skoczyła, ale tak nie za bardzo ją mierzyłam w tym cyklu i taka średnia ta temp. Dziś poszła trochę bardziej do góry ale godzinę wcześniej wstałam siku.
***
Im mniej ja gadam o wszystkim tym widzę jak mój luby się w to angażuje i przeżywa. Ciągle pytal jaki śluz, codziennie brał mnie na bzyk bo "trzeba zaaplikować nową dawkę plemniczków" 😂
I... Co najdziwniejsze zaczął "Musimy o czymś porozmawiać. Dużo nad tym myślałem i muszę poznać Twoją opinię... co wiesz o inseminacji? Opowiedz mi. Dowiedz się proszę od dziewczyn z forum ile wyniósł ich całkowity koszt tego, jakie badania dokładnie są potrzebne i gdzie we Wrocławiu najlepiej to zrobić najlepiej w maju."
Byłam w szoku 😳 ale też uszczęśliwił mnie tym, nie chodzi o samą inseminację ale o to, że pokazał, że naprawdę też to przeżywa i o tym myśli.
Dowiedziałam się, że koszt to ok. 2,5tys z wizytami i badaniami wszystkimi i przeraziło mnie to... Strasznie boję się wydać tyle kasy bo boje się porażki, a w sumie jestem jej pewna. Niestety życie nie rozpieszcza nas wiec w tej kwestii przy wsparciu takim i tak nie wierzę w powodzenie. Powiedziałam mu, że muszę to przemyśleć bo za rok skończę 25 lat, do tego czasu może weźmiemy ślub i wtedy będziemy się kwalifikować do inseminacji ale też do in vitro w Niemczech, nasza ubezpieczenia pokrywa 70% kosztów, jest inna co pokrywa 100%. Warunek to małżeństwo i ukończone 25 lat u obojga. Wiec na początku 2022 byśmy mogli przystąpić do tych spraw... Ale.... Ja chyba zwariuje i umrę do tego czasu...
Serce już mi pęka a kolejne dwa lata?
Muszę to przemyśleć.

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 2 listopada 2020, 16:28

Już miesiąc jak siedzimy sami w domu. Totalnie sami. Wszycy albo chorzy albo w kwarantannie.maz też chory, wywieźli go w pracy w inne miejsce na odizolowanie. Tylko my się trzymamy.
Zapasy zrobiłam wzorowo. Tylko raz potrzebowałam zakupów jak do tej pory. A tak to tylko do okienka do piekarni chodzimy.
Na podwórku zero dzieci. Przez ostatni miesiąc tylko 2razy spotkaliśmy dzieci z którymi mógł się pobawić. Serce boli kiedy wychodzimy, rozgląda się i mówi smutno "dzidzi nie". A jak już jakieś spotkany to chodzi za nim jak pies przy nodze tak pragnie się bawic :( i nawet wszystkie swoje zebrane liście odda :(

Smutno mi że jedyną gębę jaka ogląda jest moja. Jest to też obciążające dla mnie no i żadna stymulacja dla niego. Czekam niecierpliwie aż mąż wróci do domu i choć popołudniami to on będzie się z nim bawił a nie cały czas ja. No ale to jeszcze prawie miesiąc. Poza tym bunty bez zmian. Buczy bo chce pić, buczy bo dostał pić, buczy bo chce inny bidon, buczy bo przelalam do innego bidonu i takie tam. Ostatnio ledwo wstał o 5 i tak o wszystko krzyczał 2godziby. Czasem już ledwo wytrzymuje . A czesto nie wytrzymuje i potem sobie wyrzucam. Jestem w końcu introwertykiem a dwulatek żąda ciągłej interakcji. Psychicznie jestem wyżuta.... A to półmetek eh.

Ale tak bardziej poważnie to jest bardzo wesoły chłopaczkiem. I gdyby nie to wydziwianie to byłby dzieckiem idealnym. Chętnie je i dużo, śpi w nocy bez żadnej pobudki, ma przewidywalny rytm dnia. Jest pomocny , dość chętnie się dzieli (no chyba że to auto to nie), kkocha wszystkie zwierzątka i wszystkie inne dzieci, grzecznie obcina włosy itd.

W tym miesiącu 18 nowych słów ale i tak nadal się martwię. No nic na to nie poradzę. Dopóki rozmowa nie zacznie przypominać normalna to pewnie tak będzie. Czasem ciężko odróżnić te słowa np. cie chce , dzie gdzie, dje dwa, bziebzie dobrze. Ale są też normalniejsze jak mniam, tsy trzy, Daj(czasem dań) , dzidzi.
Zdania skada wielowyrazowe już dłuższy czas. Tylko ta ilość i jakość słów.a
Dużo gotujemy razem. To spora odmiana bo przez te 2 lata nie byłam w stanie przy nim zrobić zupełnie nic w kuchni a teraz na jego drzemce mogę wypoczywać a obiadem zajmiemy się jak wstanie.
Odpieluchowanie bez zmian. Czasem jest nocnik czasem nie. Nie mam siły się za to zabrać poważniej póki co.
Z nowych zabaw to lubi ostatnio memłac ciastolinę ale zabawy logiczne typu puzzle to nadal zero zainteresowania. Próbowałam ostatnio zdjęcia pociąć (taką metodę wyczytałam) ale też go nie zachęciło do tego typu zabaw. A wiadomo puzzle=lewa półkula=mowa. Choć może ja mam po prostu zbyt wysokie wymagania co do tego mówienia

Hasłem miesiąca jest zdecydowanie "ja siam". Wszystko siam :)

Edit: pierwszy wyraz 3sylabowy : kakao :)
A chłop powinien być jednak w domu trochę szybciej


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2020, 11:00

9dpo...
Jestem nerwowa, ciągle się złoszczę bez powodu. Dziś ból miesiączkowy i ogólnie ból wszystkiego. Samopoczucie jak przed miesiączką. Pewnie znowu przyjdzie za szybko i faza lutealna będzie za krótka żeby w ogóle były jakieś szanse na ciążę :(

32+5tc

Samopoczucie: ☺️

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej. Helena grzecznie ułożyła się głową w dół ☺️ Oby już się nie obróciła, chociaż dr mówi, ze wód jest dosyć dużo wiec ma jeszcze relatywną swobodę ruchu. Całe badanie usg mała spała wiec po raz pierwszy mam trochę zdjęć z badanie na których nie wyglada jak potwór bagienny, tylko jak mój maleńki dzidziuś 🥰 Wazy 1910g i to jest dokładnie w środku siatki centylowej. Powoli przestaje się martwić ze będzie bardzo duża. Ja wazę 64,2 od początku ciąży przytyłam niecałe 9kg i tez już nie świruję ze Nadmiernie przybiorę. Generalnie czuje się dobrze i nie oszczędzam się nadmiernie - na budowie, w ogrodzie - staram się jak najwiecej ruszać żeby urodzić w terminie.
Już się nie mogę doczekać, wiem ze jeszcze 5 tygodni, ale odkąd mam większość rzeczy kupionych to zrobiłam się niecierpliwa. W zasadzie kupione mam wszystko. Poprałam tekstylia w Loveli i wszystko pięknie pachnie dzidziusiem. Jeszcze zostało mi pranie moich ręczników i mogę się spakować na porodówkę. Zastanawiam się jeszcze nad kupnem:
- chusty-moja mama mnie ofkors skrytykowała ze jestem leniwa bo nie chce małej nosić na rękach- chce kupić używaną bo nie wiem czy mała się przystosuje wiec poluje na olx
- fotel uszak do karmienia- nie wiem czy to nie wymysł 🤷🏻‍♀️
- termoforek z pestek wiśni - szczerze to zapomniałam o nim wcześniej a chciałam zamówić a teraz się nie wiem czemu waham
- szlafrok do szpitala - mam jakiś domowy ale jest puchaty i nie wiem czy mi wejdzie do torby -
Kupiłabym cieńszy ale nie wiem czy mi się potem przyda
- ładowarka i szczoteczka do zębów do szpitala - bo ciagle z tego korzystam i wygodnie będzie mieć osobne żeby spakować i nie musieć szukać na ostatnią chwilę.
Udało mi się wczoraj umówić u Dominikanów na spowiedź osobistą - mąż się zgodził bo nie było innych ludzi w pobliżu, wiec nie było ryzyka 👑. Strasznie się cieszę bo nie byłam u spowiedzi od grudnia a na Mszy od lutego. Czułam się okropnie myśląc ze będę przeżywała poród i wejście w role mamy bez wsparcia w wierze, które jest dla mnie ważne bardzo. Teraz się uspokoiłam.
Z nowości jeszcze to przyszedł maltan i smaruje nim brodawki. Jeżeli chodzi o karmienie to w moim domu rodzinnym panuje przekonanie ze to jeszcze gorszy hardkor niż sam poród wiec staram się choć trochę do tego przygotować. No odkąd przeszło mi zapalenie pecherza to robię masaż krocza. Kupiłam już herbatkę z liści malin i olej z wiesiołka - bardzo jestem ciekawa czy to coś pomoże, ale zamierzam się dobrze do tego porodu przygotować 🥰

Nea Zostawić po sobie ślad 29 lutego 2020, 11:49

5 dc
Jestem wypompowana.Na nic nie mam siły spac mi się chce a jest dopiero południe.Nie wiem może to te leki tak na mie działają.Co dwa dni mam zastrzyk z Bemfoli może to on tak na mnie działa.Sama się dziwie ze brzuch może być taki wzdety masakra.No ale czego się nie robi.U nas to normalne ze musimy brać pod uwagę tez inne rzeczy.Chcialabym bardzo żeby sie udało jak najszybciej.Musze brac pod uwagę męża chorobę autoimmunologiczną i badania okresowe związane z nią.Jak to cyklicznie wychochodzi znów parametry nasienia będą tragiczne i znów czas żeby wrócilo do normy, a przecież ma zakaz na cynk i selen.Ot ironia losu.W środę wieczorem przylatuje mąż wreszcie tak bardzo się stęskniłam.To nic codziennie rozmawiamy w każdej wolnej chwiliJak jedzie do pracy jak ma przerwę czy tez jak wraca do domu.Niestety dochodzi kolejne drobne zmartwienie coś się wczoraj zrobiło w oko i ma całe napuchnięta i boli.Nie chce iść do okulisty w Londynie bo mówi ze wydłubie mu oko tacy oni fachowcy.Wcale się nie dziwie bo po naszych doświadczeniach ze służba zdrowia na wyspach czego innego się spodziewać.Stwiedzil w jak nie przejdzie to w jak przyleci to załatwi sprawę.Cierpie z nadmiaru czasu chyba coś poszukam w Pl coś tymczasowego.W najbliższy czwartek będę cis wiedziała.Mamy kontrol oby wszystko było Ok.

Dzisiaj bylo drugie USG i znowu z tym samym fajnym konsultantem. Decyzja zapadla pobieranie jajeczek w piatek o 7:30 rano i embriony ida do zamrazarki. Nie chca ryzykowac transferu ze wzgledu na ilosc wyprodukowanych jajek. Chca zebym odpoczela i nabrala sil. Szczerze nawet nie mam sily z nimi dyskutowac ani dociekac. Widocznie tak ma byc ze musze poczekac. Wlasnie siedze i probuje nie zasnac, bo musze sobie zapodac zastrzyk o polnocy dokladnie a potem w poludnie jutro na pobranie krwi. Padam na pysk, bo ostatnio slabo spie i dzisiaj chce isc do lozka, ale nie moge. Poza tym zaczynam sie zastanawiam czy mnie przypadkiem przeziebienie nie dopada a to przeciez nie dobrze przed zabiegiem. Ah zawsze cos.

18dc (robię wpis o koło 2:00 w nocy więc teoretycznie to już kolejny dzień i 19dc, ale opiszę 18 ;)

Zgodnie z Waszymi sugestiami opoznilam branie Duphastonu o 2 dni. Nie brałam od 15dc tylko od 17dc czyli od wczoraj. Jedna tabletka rano 10mg a druga wieczorem. I tak przez 10 najbliższych dni.

W 13 dc temperatura wynosiła 36,7. Potem wzrosła i przez kilka ostatnich utrzymywała się na poziomie 36,85. W 17dc było 36,7 i w 18dc skok do 37.
Tak się zastanawiam czy możliwe że w 17dc było ovu skoro kolejnego dnia taki skok. Niestety pewności mieć nie będę bo troszkę zaszalalam z alko właśnie 17dc więc 18dc mógł dać skok. A dodatkowo od 17dc biorę dupka, który też powoduje skok temperatury. Mam cykle 31-32 wiec ovu raczej w okolicach właśnie 17-19dc. Od tego cyklu dopiero regularnie mierzę tempke wiec nie wiem dokładnie kiedy ta ovu mogła być. Najbardziej prawdopodobny jest ten 17dc bo czułam większą ochotę na <3 i kłucie w lewym jajniku.
Obserwuję też śluz i w sumie od 14dc jest już bardziej wodnisty. Niestety rozciagliwego nie zauważyłam. Zawsze mam dużo śluzu więc z nim problemu nie mam. Często się śmiejemy z mężem, że mogłabym produkować i pakować w słoiczki dla tych co mają problem ;D

Wy dziewczyny dużo lepiej znacie te wykresy itp. Jak myślicie kiedy u mnie mogła być ovu biorąc pod uwagę skoki trampki (wykres udostępniony)?
Kupiłam test ovu ale dopiero dzisiaj wiec za późno na pomiary.

Czytam też ostatnio wypowiedzi na temat częstotliwości kochania się i w sumie zdania są podzielone. Oczywiście regularnie co 3-5 dni przez cały cykl ale jak już dochodzi do terminu okoloowulacyjnego to każdy mówi inaczej. Jedna szkoła każe robić przerwy i co 2 dzień, że wtedy nasienie jest lepszej jakości, a inna szkoła mówi, że lepiej zmaksymalizować szanse na trafienie w ovu więc codziennie.
Jak sądzicie, macie zdanie w tym temacie? Z własnego doświadczenia przy Waszych próbach albo może wasi lekarze coś mówili... bo ja już mam mętlik.

Po moim ostatnim przeżywaniu @ jest już OK. Ale postanowiłam, że chcę się wyluzować bo za bardzo się spięłam i stąd ten zawód co miesiąc. Nie piłam alko od początku sierpnia kiedy dowiedziałam się o ciąży aż do stycznia. Nawet po poronieniu i odczekaniu tych kilku miesięcy stwierdziłam, że przecież uda się od razu ponownie i nie będę zaczynać. Wolę dmuchać na zimne i nie pić nic i tak nie piłam ani kropli. Potem zdarzyło się jakieś piwko lampka wina. Ale po tej zalamce w lutym powiedziałam sobie dość! Ja się tu ograniczam przy tym cały czas w pełnej gotowości na ciążę i sama się blokuje tym wszystkim. Stwierdziłam, że zacznę żyć normalnie i nie odmawiać sobie alko jak będzie okazja mimo starań. I tak oto wyciągnęłam kumpla na lunch i wypiłam lampke wina, już wesoła ;) A potem piwo 13,5% no i to był mój dzień! :D Dawno się tak nie wyluzowalam. Wróciłam do domu pełna energii, a że były płodne i miałam ochotę 17dc, zaszalelismy z mężem. Do tego jeszcze w domu 2 drinki i ja gotowa, po takiej abstynencji wiele mi nie trzeba:D Mąż był tak zadowolony jak dawno. Nawet stwierdził że muszę częściej się tak upijać z tym kolegą (co prawda kolega pił bardziej dla mojego towarzystwa bezalkoholowe). Ale i tak dostałam od męża pozwolenie na częstsze wyjścia z alko.

To było takie moje utopienie smutków i zamknięcie pewnego smutnego etapu, tego rozpaczania. Czułam, że było mi to potrzebne...
Z jednej strony żeby zmaksymalizować zajście w ciążę trzeba unikać alko. Ale z drugiej to trochę odblokowuje umysł i jakoś jest tak na luzie wszystko. Nie myśli się o tym czy się uda czy nie, tylko się żyje chwilą.
Przyjaciółka dzisiaj mi powiedziała, że właśnie po takiej zakrapianej imprezie jej znajoma zaszła w ciążę bo się odblokowala. Nie chcę o tym myśleć teraz żeby nie zasiewac żadnej nadziei. Ale jednak zawsze się rozważa, że może się udało i teraz już az do @ nie będę pić nic, żeby w razie W nie mieć do siebie pretensji.
Zastanawiam się jakie jest Wasze zdanie... czy faktycznie alko ułatwia zajście w ciążę bo się człowiek luzuje, czy raczej unikać?

Bardzo jestem ciekawa mojej tempki jutro/dzisiaj rano w 19dc czy jest wysoka czy spadła. Tak czy siak statystycznie jeszcze tylko jutro są płodne. A potem pozostanie tylko się nie nakręcać (heh jak to łatwo powiedzieć, kiedy z tyłu głowy jest jednak ta iskierka nadziei).
Mimo, że nie będę się jakoś nastawiać to i tak obserwować objawy trzeba i notować. Ech, ten cholerny Duphaston... tak miesza i znowu będzie dawał wszystkie objawy ciąży. Ile jeszcze...

Bardzo pozytywnie nastawiają mnie Wasze ostsnie wpisy. Tyle się dzieje, rety!!! :D Tak wielu z Was się udało. Bardzo trzymam kciuki za Wasze maleństwa. Przeczytałam już tyle Waszych historii a że jestem tu od niedawna to mieszają mi się jeszcze Wasze nicki, sorki ;)
Czytam regularnie Wiki, Krąsi, Esperanze, czekamynadzidzie, Frufru i jeszcze kilka ale zapomniałam nicków.

Pamiętam, że kilka z Was czeka na pozytywne wyniki bety, przeżywam to razem z Wami i ściskam Was mocno.
Którejś z Was tym razem się nie udało i przyszła @. Będzie jeszcze pięknie. Los nam wynagrodzi takie rzeczy, wierzę w to!

Krąsi jak sytuacja u Ciebie? Bardzo trzymam kciuki. Póki co czytam same dobre wieści i oby tak dalej :)
Esperanzo czekam na aktualne wieści od Ciebie. Trzymam mocno kciuki. Moim zdaniem beta przyrasta ładnie. Chcę usłyszeć od Ciebie tylko dobre wieści. Innych się nawet nie spodziewam :) Ja mierzyłam betę tylko 3dpt a potem 6dpt i sądziłam że skoro ciąża wykryta i beta rośnie to potem już do końca nie mierzyłam i się nie stresowałam. Tylko wtedy myślałam że będzie OK a okazało się, że zarodek w którymś tygodniu przestał się rozwijać. Miałam zbyt niski poziom proga i ogromny stres przez tydzień w pracy.
U Ciebie myślę, że póki co nie ma powodów do niepokoju i niepotrzebnego stresu. Nadasz betę regularnie i rośnie, Ty czujesz się dobrze. Najgorsze są silne skurcze i ewentualne bladoczerwone plamienia. To trzeba skonsultować od razu i nie czekać ja już to wiem, wtedy myślałam że tak musi być. Także wierzę, że wszystko będzie dobrze. Odpocznij, wyluzuj się, postaraj się zająć czymś głowę, może jakaś książka :)
Frufru piękny brzuszek! Tak fajnie się czytało, że po tych wszystkich staraniach i przeżyciach się udało i jest pięknie! Trzymajcie się ciepło 😘

Więc dajcie dziewczyny znać co u Was i jak rozwija się sytuacja, bo wypatruję cały czas Waszych wpisów:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2020, 13:30

12 cs 24dc
Dziś filozoficznie..
Co tak naprawdę jest najtrudniejsze w staraniach?
- Ciągły lęk i niepewność, że się nie uda. To wieczne czekanie- na wyniki, na lekarza, na test owulacyjny, na miesiączkę, na jakieś sygnały organizmu, które mogłyby wzniecić choć trochę nadziei..
- Układanie scenariuszy w głowie, o tym jak powiem mężowi, rodzicom i zobaczę na ich twarzach niesamowitą radość..
-Rozmyślanie po nocach..
-Smutek, który pojawia się widząc ciężarne kobiety.. i to uczucie zazdrości, że komuś to przyszło tak łatwo..
-Gonitwa myśli i ciągłe udoskonalanie planu, który ma przybliżyć mnie do upragnionego celu.. jednocześnie wiedząc, że taki plan mogę sobie wsadzić głęboko w kieszeń bo życie już dawno przygotowało ten plan za mnie
-Upadek psychiczny i godzenie się z comiesięczną porażką, żeby znów zacząć walkę

Jakoś mnie tak naszło, żeby zebrać tu swoje przemyślenia. 4 dni do okresu- czas w którym natłok myśli zaczyna osiągać zenit. Każdego dnia modlę się, żeby kolejny wpis tutaj był tym przełomowym.

Do Wszystkich! Wszystkich Lasek i Lasków obecnych tutaj! Dla tych starających się o poczęcie, dla tych zafasolkowanych, dla tych po porodzie i w trakcie laktacji - bierzcie cholinę.

Po pierwszym transferze, lekarz wykonująca transfer (inna niż prowadząca) powiedziała, żeby sobie suplementować cholinę, bo "tyle się teraz mówi o jej dobroczynnym wpływie na ciążę". Po transferze - zaaferowani - nie dopytywaliśmy dlaczego. Kupiłam cholinę z solgara 300 mg. I tyle łykałam. Jak wyszło, że transfer nieudany, to najpierw miałam chyba z tydzień czy dwa przerwy od supli, a potem wróciłam do nich. Cholinę przyjmowałam jeden raz na 3 dni, wychodziło 100 mg dziennie.

Teraz, samowolnie, również włączyłam sobie 300 mg choliny dziennie po transferze. Jerzak zapytałam o cholinę, to stwierdziła "Jak Pani chce, to proszę przyjmować prenatal uno, tam jest cholina". A dziś wyczytałam jak jest to ważne!!!

Minimum to 450 mg, z pożywieniem przyjmujemy około 330 mg dziennie, ostatnie badania mówią o dawce nawet 930 mg dziennie. Trudno jest ją przedawkować, bo rozpuszcza się w wodzie i wydalamy ją bardzo szybko. Jest tak samo ważna jak kwas foliowy! Tylko o kwasie foliowym wie każda kobieta, każda dziewczyna nawet! Myślę, że sporo facetów niezainteresowanych tematem poczęcia również wie o konieczności przyjmowania kwasu foliowego (wszędobylskie reklamy). A kto wie o cholinie?! Czy ja zawsze, ale to zawsze muszę przeczesywać internet, bo medycy łaskawie nie powiedzą, co powinni powiedzieć??? Gdzieś tam jest strzępek informacji, zakotwiczony w mej niezawodnej pamięci i traktuję to niczym inspirację, punkt wyjścia do zdobycia odpowiedniego poziomu wiedzy?! Eh.

Cholina, inaczej B4, zapobiega wadom cewy nerwowej u płodów. Pozytywnie wpływa na rozwój mózgu. Potrafi 8-krotnie zmniejszyć ryzyko wystąpienia Zespołu Downa. Obniża poziom kortyzolu, obniża ryzyko wystąpienia u dziecka chorób cywilizacyjnych. Obniża poziom homocysteiny (a ta mała szmata odpowiada za prawdopodobieństwo stanu przedrzucawkowego i niektóre rodzaje poronień nawykowych!).

Aktualnie wróciłam do mojej choliny z solgara i przyjmuję te 300 mg oraz 125 mg, które znajdują się w prenatalu uno.

Podrzucam kilka linków:
https://zdrowie.radiozet.pl/Ciaza-i-dziecko/Ciaza-i-porod/Cholina-w-ciazy-jej-stezenie-ma-znaczenie!-Jak-suplementowac
https://www.mjakmama24.pl/ciaza/dieta-i-suplementy/cholina-suplementy-w-ciazy-wystepowanie-dzialanie-preparaty-aa-bQGk-ifmo-9ZA6.html
https://dietetycy.org.pl/cholina-ciazy-wplyw-spozycia-procesy-poznawcze-dzieci/
https://www.forumginekologii.pl/artykul/rola-choliny-w-suplementacji-ciezarnych
https://zywienie.abczdrowie.pl/cholina-charakterystyka-funkcje-wystepowanie-dawkowanie-niedobor-nadmiar

Tak myślę, że damy sobie 3 miesiące luzu i jak się nie uda zasięgniemy porady gdzieś indziej. Może ktoś pod innym kątem spojrzy na nasz przypadek. Po drodze zrobię jeszcze cały profil tarczycowy. Do tej pory robiłam tylko tsh i było ok. Ale np. ft3 i ft4 odpuściłam. Moja mama i siostra zmagają się z tarczycą więc może powinnam wgłębić się w ten temat... Po drugie miałam za wysoką prolaktynę. Lekarz nam powiedział, że w ogóle mamy na to nie patrzeć, bo ona na nic nie wpływa. Nie jestem żadnym ekspertem, ale regularnie czytam Wasze historie na forum i pamiętniki i wydaje mi się, że prolaktyna może jednak stanowić jakiś problem, chociaż póki co mam owulację... Po trzecie wg mnie mam krótką II fazę - 9-10 dni. Od miesiąca się suplementuję i w tym miesiącu owulację miałam w 16 dc, a nie jak w 2 ostatnich cyklach dopiero w 19. Ponadto dostałam teraz luteinę 3 razy dziennie dopochwowo - mam nadzieję, że to załatwi sprawę. O obniżonej morfologii lekarz mówił, że jeżeli inne parametry są ok, to nie powinno być problemu z zapłodnieniem, problemem mogłyby być późniejsze poronienia. Ja póki co w ciąży nie byłam ani razu...
Wracając do wczorajszego wpisu to lekarz nie zaproponował nam niczego innego jak tylko in vitro z racji tego, że nie widzi wskazań do inseminacji czy stymulacji cyklu - bo wszystko ok. To jest strasznie irytujące! Gdyby był problem, można by było się z nim rozprawić. Teraz też jest problem, tylko nie wiadomo gdzie. Boję się, że może coś z genami jest nie tak... Mentalnie powoli nastawiam się na in vitro. Najgorsze jest to, że ono też nam nie zagwarantuje, że się uda, a też mamy ograniczenia finansowe. Adopcji póki co sobie nie wyobrażam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2020, 07:33

dagmara Mój wyścig z czasem. 27 lutego 2020, 09:42

53/31
7t+4
Wczoraj zrobiłam badania hormonów tarczycy. TSH 4,0, ft3 i ft4 w normie. Cały czas biorę Euthyrox, ale nie za bardzo to TSH spada. Zastanawiam się czy nie poszukać endokrynologa na przyszły tydzień , czy jeszcze zaczekać?
Dziś miałam sen. Śniło mi się, że byłam w szpitalu. Chodziłam po korytarzu i szukałam sali z dziećmi. W końcu znalazłam. Weszłam na salę, gdzie leżało dużo noworodków i rozglądałam się za moim dzieckiem. Jakaś piguła zapytała co robię? Powiedziałam, że szukam mojego dziecka. Ona na to: po co? Odpowiedziałam, że chcę je stąd zabrać do siebie na salę. Chcę, żeby było przy mnie! Zaglądałam po kolei do szpitalnych łóżeczek i sen się skończył.

23+3
Dawno mnie tu nie było... Leci już 24 tydzień ciąży, półmetek za nami. Wiemy już że nasza rodzina powiększy się o 2 chłopców. Dzisiaj byłam na badaniach prenatalnych, Maluszki miały echo serduszek. Na szczęście wszystko jest w porządku. Rosną jak na drożdżach co zaczynam już coraz mocniej odczuwać. Bóle podbrzusza, bioder i w pachwinach towarzyszą mi każdego dnia, ale dla nich zniosę wszystko. Mam nadzieję, że uda mi się wytrwać tak długo jak to będzie potrzebne.
Za wszystkie walczące nadal mocno trzymam kciuki :*

Nea Zostawić po sobie ślad 27 lutego 2020, 10:45

3 dc
Doczekałam się @.Wyjatkowo cieżko przechodzę.Jest wszystko co możliwe ból brzucha i pleców wymioty biegunka.paracetamol srednio na mnie działa a nic mocniejszego nie chce brać.Przezyje dam radę mając na uwadze cel.Od wczoraj leki.Tabletki znam bo w uk miałam je ale zastrzyk już jest nowością dla mnie.Po podaniu czułam dodatkowo rozpieranie w jajnikach.Psychicznie tez lepiej.Cisjiejie schodzi ze mnie powili.Dobrze mi mąż mówi ze nie powinnam mieć tych wszystkich wyników badań przy sobie bo sprawdzam czytam i przypisuje sobie.Dzis mąż miał piękny sen.Mial małego pomocnika przy swoich ulubionych pracach.To był nasz mały synek.Mowil ze był drobniutki tak jak on jak był mały.Widział tez swoją mamę która nie żyje już wiele lat.Dawno nie było jej w śnie.Ostatnio chyba przed naszym ślubem czyli 2,5 roku.

Właśnie calkiem przypadkiem trafiłam na mój pamietnik o ktorym niestety zapomniałam będąc w ciąży. Teraz mam zdrowego synka ktory jest calym moim i męża światem.

Jeśli komuś to pomoże to warto dążyć do celu. Nasze serduszko ma 4,5miesiaca i juz niedlugo bierzemy się za próby o kolejne szczęście oby i tym razem los dał nam szanse.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2020, 22:26

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)