11 dc
Diagnostykę zaczęłam praktycznie od początku, dlatego napiszę tutaj co zrobiłam do tej pory, żeby sobie to jakoś usystematyzować 🙂
Morfologia krwi
Dalej lekka niedokrwistość ale w porównaniu z poprzednim badaniem parametry ładnie poszły w górę. Biorę Szelazo, bo ma oprócz żelaza B6, B12 i kwas foliowy.
AMH: 15,66 pmol/L (wg przelicznika to ok 2,19 ng/ml)
(wynik pól roku temu 2,02 ng/ml)
TSH: 2,04 uIU/ml
wiem, że powinno być bliżej 1, ja cały czas mam około 2, ale żaden lekarz nie uważał tego za problem...
FSH: 7,87 muIU/ml [wartość ref. 3,5-12,5]
LH: 9,53 muIU/ml [wartość ref. 2,4-12,6]
Prolaktyna: 342 uIU/ml [102-496]
Estradiol: 130,0 pmol/l [46-607]
Testosteron: 0,28 nmol/l [0,29-1,67]
DHEA-S: 3,49umol/l [2,68-9,23]
SHBG: 81,1 nmol/l [26,1-110,0]
Aha, jeszcze pakiet tarczycowy z diagnostyki:
TSH: 2,04 2,04 uIU/ml [0,27-4,20]
FT3: 3,16 pg/ml [2,04-4,40]
Ft4: 1,09 ng/dl [0,93-1,71]
anty-TPO: <9,00 IU/ml [0-34]
anty-TG: 12,90 IU/ml [0-115]
No nie ma się do czego przyczepić...
Monitoring w 11 dc
Dzisiaj wizyta w ramach programu przebiegła znacznie lepiej, było 30min opóźnienie, ale ja też się trochę spóźniłam przez korki 
Lekarka zrobiła bardzo dobre wrażenie, szybka i konkretna, a do tego miła.
Pęcherzyk 16mm w prawym jajniku. Powiedziała, że podejrzewa polipa/zrosty endometrialne w jamie macicy... Kurczę, tego się nie spodziewałam, USG miałam tyle razy i za każdym inny dr, a takie coś pierwsze słyszę. Powiedziała, że powinnam się umówić z lekarzem prowadzącym na hsg, a następnie histeroskopię. Trochę mnie to zmartwiło, ale z drugiej strony wreszcie ktoś chce mnie zbadać. I jeszcze mam pewność, że nie dla wyciągnięcia kasy, bo to przecież na nfz.
Mam wrażenie, że do tej pory jak lekarz miał wyniki moje i męża przed sobą, to skupiał się głównie na nim, a "Pani przecież jest zdrowa". No jasne, mam wielką nadzieję, że tak jest, ale jeśli coś rzeczywiście jest na rzeczy, to wolałabym od razu wiedzieć, a nie tracić kolejne miesiące w bezczynności.
Plan: Jutro mąż ma seminogram, trzymam mocno kciuki za niego 😁 Ja - kolejny monitoring w piątek (14 dc).
W tak zwanym międzyczasie staramy się ❤️ 😃
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2020, 19:19
Niestety nie jest dóbrze, wczorajsza beta to potwierdziła.
9 dpt 181
11 dpt 286
Przyrost poniżej normy 58%
Widać że już organizm walczy z zarodkiem. Wczoraj wstałam z bólem gardła czułam że rozbiera mnie grypa. Dziś wstaje zdrowa jak nigdy.
W nocy spać nie mogłam, co dobre kiedyś na swój koniec.
Dziś mnie strasznie kości bolą od accofilu do tego brzuch boli, a od encorton mam krew w nosie, pewnie leukocyty są wysoko. W organizm szykuje się na poronienie.
Najgorsze że jak wyjdzie zła beta będę czekać do 6 tyg do usg i wtedy poronienie. Wolałabym już teraz a już bardziej wogole nie zajść to by mniej bolało.
Paśnik miał rację mówiąc, proszę się jeszcze nie cieszyć. Taka prawda.
Plan.... Ostatnie 2 zarodki
Myślę że ten sam zestaw nie da rady jaki dał, albo szczepienia pullpulowe albo daje spokój. Bo nie mam sił i pieniędzy na taką zabawę.
Ewidentnie organizm jest bardzo agresywny i nic go zatrzymać nie chce.
Objawów nie mam cycki jakie są takie są.
Więc czego tu oczekiwać. jak beta nie rośnie jak powinna to skąd objawy mają być.
Jutro beta ostateczna i żegnajcie marzenia. Czas się pogodzić z bezdzietnościa a to będzie dobry moment
Jedynie co mnie dobrego w życiu spotkało to że mam cudownego kota.
Wczoraj przyszedł.o 2 w nocy i znów położył się blisko brzuszka ogrzewał go , cały czas był ze mną dopki.nie wstałam.
Ostatnio było mi strasznie gorąco a teraz już zimno tak jak było zawsze
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2020, 12:30
Dziś byłam na zakupach... Będąc w pepco miałam zamiar kupić jakiś ciuszek dla mojej szwagierki już dla jej córeczki (6 miesiąc) przeglądając te malutkie ubranka nie dałam rady jej nic kupić ☹️ bo aż mi łzy w oczach stanęły na myśl czy kiedykolwiek będzie mi dane kupić takie coś dla naszego dziecka... No niestety nie dałam rady tego kupić.....
Wizyta u androloga zbliża się wielkimi krokami.. Tak się boję co tam usłyszymy ☹️
Codziennie modlę się o to, żeby znalazł się jeden zdrowy plemnik u mojego męża, który będzie w stanie mnie zapłodnić... I że urodzę nam zdrowe i silne dziecko.. Tak bardzo się boję... Często myślę o tym jak będziemy strasi... To co wtedy??? Nie będziemy mieć nikogo bliskiego, kto nas odwiedzi nawet... No kurcze ciężkie to wszystko jest...
Zaczynając starania nikty bym nie pomyślała, że to się tak potoczy... Ze dotknie nas ten problem niepłodności.. A może nawet bezpodności....
Ale się rozpisałam dziś... Wcześniej zawracałam głowę moimi wywodami i żalami dziewczynom z forum, teraz na nie tylko zaglądam i podczytuję.. One mają jeszcze nadzieję, ja coraz mniejszą niestety, a nie chce ich dołować moimi dołującymi przemyśleniami... W sumie dobrze, że zaczęłam pisać ten pamiętnik... Przynajmniej wyżale się sama przed sobą....
5 dc, 35 cs.
W kwestii starań mamy zastój. To znaczy, dalej próbujemy, ale żadne z nas już specjalnie nie czeka na samoistną ciążę. Bardzo mało mówimy o dziecku, za to więcej się kłócimy. Mąż namawia mnie do rzucenia pracy. W sumie, sama o tym myślę od jakiegoś czasu, ale nigdy nie miałam w sobie na tyle odwagi by postawić wszystko na jedną kartę. No bo licząc 3-miesięczny okres wypowiedzenia - z pracą pożegnałabym się pod koniec czerwca. Jest trochę czasu na znalezienie nowej pracy, chociaż może być ciężko w mojej branży. A za miesiąc wizyta w klinice. I na dwoje babka wróżyła, może szybko zaskoczy, a może i nie. Mąż mówi, że to nie problem, że mogę się gdzieś zatrudnić i za chwilę pójść na macierzyński. (Naprawdę, patrząc na niego wcale się nie dziwię, że faceci mają zawodowo lepiej, po prostu nie przejmują się i robią co im wygodnie). A w najgorszym wypadku z jego pensji się utrzymamy. Pewnie tak... ale jestem osobą, która musi mieć solidne podstawy, i strasznie ciężko jest mi rzucić się na głęboką wodę. Przeczytałam "Powrót z Bambuko" i jeden rozdział wszedł mi bardzo mocno do głowy. Kasia pisze, że przez długie lata siedziała w miejscu obudowując się w bezpiecznej fortecy. Tyle, że to była forteca z kart. Więc bała się ruszyć palcem czy kichnąć, bo wszystko by się zawaliło. Lata mijają i jedyne co się zmienia to wiek. I niestety zobaczyłam w tym siebie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2021, 11:37
Pierwszy raz nie mogę się doczekać @... Od 2dc mam zacząć brać anty i między 1 a 5 dc iść na badanie krwi. Później czekanie do 11.03 - mamy na tej wizycie podpisać dokumenty i ustalić od kiedy brać zastrzyki . Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to lekarz chciałby zrobić pick-up w okolicach 6.04.
Tak bardzo bym chciała, żeby się udało
Dzisiejsza wizyta dała nam cień nadziei 😊😊😊 wszystko prawidłowe na usg wyszło, tylko że jądra małej wielkości... Ale 17 marca mamy zrobić kariotyp i to on o wszystkim przesadzi... Jestem pełna nadziei, że jednak wyjdzie dobrze 😍😍😍
Za dwa tygodnie zaczynamy stymulację przed in vitro. Nie nastawiam się ani źle ani dobrze. Myśle ze to najrozsądniejsze rozwiązanie. Myślałam ze uda się nam jeszcze wyjechać przed rozpoczęciem procedury aby odpocząć, zwiedzić jakieś ciekawe miejsce, ale z uwagi na panujący wirus zostaniemy w kraju.
Miałam dużą trudność aby dostać w aptekach leki do stymulacji. Byłam świadoma ze będę musiała zamówić leki i raczej nie będą dostępne od ręki w aptece, ale żeby były braki w hurtowniach... hmmm. Na szczęście pomogła mi aplikacja gdziepolek.pl i wiedza farmaceutów w których hurtowniach leki występowały ostatnio i które apteki mogły je zamawiać ufff 
Zaczęłam czytać informacje o skutkach ubocznych kuracji hormonalnej... ale stwierdziłam ze dalsze czytanie nie ma sensu, świadomie decyduje sie na ten proces.
Cieszę się ogromnie ze udało się nam zakwalifikować do programu mazowieckiego, przynajmniej kieszeń tak nie odczuje $$$.
16dc
A to ci zaskoczenie u gina. Mam nowy pecherzyk 14mm,okazało się że ten poniedziałkowy zaniknął. Za to endometrium zrobiło się dużo grubsze. Gin stwierdził, że nowy pecherzyk rośnie prawidłowo, endometrium ładnie się zgrubiło. Już nie jest jednolinijne a trójlinijne. Chciałby mnie widziec w poniedziałek jeszcze raz, żeby zobaczyć co się z nim stanie. Jak wydam kolejne 150 zł to chyba wyjdę z siebie. Powiedział też, mlże niektóre niektóre kobiety mimo stymulacji mają późne owulacje. Nie wiem czy iść do niego... nie chce tych starań
18t+2d
Podobno 150 dni do porodu 😜
Znacie jakieś fajne poradniki "dla dziadków"? Chciałabym sprezentować takowy mojej mamie, ale trochę się obawiam wyboru "na ślepo". Po ostatnich aferach z "instrukcjami tresury chłostą" w naszych księgarniach, wolę zachować ostrożność 🙄
Chciałabym jakiejś fajnej książeczki opartej na założeniach rodzicielstwa bliskości ale bez fundamentalizmów, niereligijnej, pozbawionej stereotypów, że niby z babcią to tylko gotowanie i szydełkowanie a z dziadkiem majsterkowanie... 😒 Da się tak? Znacie jakieś tytuły?
Z frontu ciążowego - wciąż nie czuję ruchów, a przynajmniej wydaje mi się że czuję tylko jelita. W zeszłym tygodniu miałam bardzo nieprzyjemny atak jakiegoś takiego "skurczopodobnego" bólu w dole brzucha, już nawet prawie prawie dzwoniłam do ginki, ale w końcu obyłam się Nospą... Generalnie znowu zaczęłam się martwić i zadręczać czarnymi myślami, ale staram się zaprzątać umysł czymś innym i to ignorować. Zwariować można. W przyszłym tygodniu mam listę upierdliwych badań w labie, krzywą cukrową i inne takie "nasiadówki", a na początku kolejnego tygodnia wizyta u mojej ginki i dzień później połówkowe prenatalne... Uch chyba jakoś dotrwam 🙄
Niech już się ten mały łotr zacznie wreszcie ruszać i kopać bo doprowadzi matkę do nerwicy w końcu! Chyba będzie z niego typ kanapowo-intelektualny 😄Nie jakaś tam piłka czy jogging. Ulubiony sport to filozofowanie przy winku 😜Nie będę udawać, że nie wiem po kim to ma... No siła genów, co zrobić.... 🤦♀😄
I zaczęłam nowy cykl.
W tym postanowiłam suplementowac olej z wiesiołka, dzięki komentarzom (za które bardzo dziękuje! ❤️) zaczęłam czytać różne artykuły o tym oleju i nie zaszkodzi a może pomoc wiec czemu by nie 🤷🏻♀️
Akurat tak się złożyło ze w tym cyklu mój mąż jest poza domem w związku z delegacjami, a u mnie wiele się dzieje (studia, nowe projekty w pracy, rozwód rodziców) na codzień nie mam czasu myśleć o ciąży.
Te myśli najczęściej nachodzą mnie wieczorem, ale są pozytywne!
Bardzo żałuje ze wspólny wyjazd do lizbony się nie udał. Mój mąż pojechał tam sam - wyjazd służbowy, widząc te piękne zdjęcia bardzo chciałabym tam być, ale mam ogromna nadzieje ze niedługo to nadrobimy!
Dziś dzień deszczowy, pochmurny, do niczego... tak samo jak mój nastrój. Wczoraj na domiar złego padł mi samochód przy powrocie z pracy... dzisiaj burzliwie z mężem, właśnie z powodu auta. Szukamy nowego, ale nic nie ma... przynajmniej nie myślę o mojej "owulacji niewidce" niby jest ale nie ma...
Macie jakieś pomysły na to? Dlaczego odczuwam jej objawy (podwyższona temp, ból jajników), ale testy wychodzą negatywne, śluzu właściwie też nie ma... właściwie to żadnego śluzu nie mam 
24dc
Jutro moje urodziny. Ciekawe czy w piątek los będzie złośliwy po raz kolejny?!
34 dc
Nadal nic. Pierwszy raz od tak dawna czekam na @ I nie mogę się doczekać.Zalamuje mnie to coraz bardziej.Przez ostatnie kilka dni czas mi szybko leciał.Byl u mnie na kilka dni siostrzeniec 8 lat. Pomysłów co nie miara tyle rzeczy.Codziennie zestaw startowy - napisz mi działania do rozwiązania no i kaligrafii też trochę zrobię.Zlozylismy wóz bojowy z lego tor wyścigowy puzzle i sama już nie wiem co.Smiali się z niego jak się pakowal czy trzeba przyczepke przypiąć.Udalo się bez.Najlepsza zabawa i tak była w kuchni razem robiliśmy sałatkę.Odkad pamiętam zawsze mówił że będzie kucharzem lodziarka i ciastkarka.Lodziarka robi lody A ciastkarka rozdaje słodycze 😝 nigdy bym na to nie wpadła.Teraz powrót do rzeczywistości.
13 dpt 33 dc
Beta przyrasta tak jakby chciała po swojemu
11 dc. 286
13 dc 446
Znowu mały przyrost tym razem 56 %
Wcześniej 58%
Kontaktowałam się z ginekologiem. Stwierdził że jak nie mam boli ani plamien to teraz nic się nie zrobi.
Na USG za szybko bo tylko zobaczy się czy jest pęcherzyk prawidłowy.
Immuno odpisał tylko że leki nam nadal brać
Dzwoniłam do mojej embriolog kazała się przyrostami nie przejmować może mój organizm produkuje wolno betę. Wg niej na ten dzień beta jest ok. Kazała powtórzyć w poniedziałek jak będzie rosła w tych samych granicach to nam się nie przejmować i czekać na USG bo tylko ono wyjaśni wszystko na tym etapie. Teraz ważne że rośnie.
Znajoma mi doradziła aby jechać do innego ginekologa który na dobry sprzęt i sprawdzić czy pęcherzyk jest dobrze usytuowany. W poniedziałek beta a we wtorek jak będzie ok , I nie wiem co robić. Bo u mojego gina wizyta dopiero 12 Marca.
Wczoraj jakos się uspokoiłam, zostawiłam dziecko w rękach Boga. Bo ja nic już nie zrobię.
Ale widać że maluch jest bardzo silny, walczy mimo wszystko. Cos czuję że ta beta taka jest przez immuno, mam bardzo agresywny układ on atakuje wszystko co nie swoje, więc pewnie maluszka chce zwalczyć, ale on się nie daje.
Zauważyłam że spadły mi Limfocyty były przy 1 badaniu około 14 teraz już tylko 9 wzrosły neutrofile które dbają o zarodek. Więc odporność mi siada stad 2 dni temu bóle gardła itd.
Mam nadzieję że wkoncu mój organizm się podda a wtedy beta ruszy z kopyta.
Bo czuję że tu jest problem przyrostu bety.
Dziękuję wam za wsparcie i modlitwę to dużo dla mnie znaczy ❤️❤️❤️
Dziś na szczęście nie pobierali już krwi. Kolejne dopiero w sobotę. Dwa dni luzu. Punkcja we wtorek. Jest ok. 10 pęcherzyków. Teraz zastanawiam się czy brać zwolnienie po punkcji, chyba wezmę dwa dni.
Jak będę zarodki to podadzą mi je w przyszły piątek i nie wiem czy brać zwolnienie lekarskie czy iść do pracy. A jeśli brać to na ile?
Dzięki dziewczyny 😊💚
Wzięłam wasze sugestie do serca. Mąż już mi kupił dzisiaj Koenzym q10 z Wit. E.
Choliny nigdzie nie ma w aptekach ale nic jak znajdę to kupię. Więc od dzisiaj zaczęłam brać ten koenzym. Może zacznę od 1tab. dziennie a potem przejdę na dwie.
Nie zapytałam też gino czy mam od dzisiaj zmienić dupka na luteinę ale zmieniłam. I wieczorem poszła pierwsza tabletka dopochwowo 100 mg. Trochę przeskok z 10mg dupka. I tak zostało mi tylko 2 dni brania tego dupka więc już sobie od dzisiaj wieczorem zmieniłam na luteinę.
Jesli źle robię to dajcie znać.
Tak myślę o tym monitoringu. Dostałam jedno skierowanie na jedno USG. Chodzę do LuxMed bo mam pakiet. Chyba można samemu dokupić USG żeby zrobić dokładnie ten monitoring przez 3 wizyty. Ciekawe jaki to koszt... no nic zobaczę może uda mi się jeszcze od innego gino dostać skierowanie.
Dzięki wielkie ❤
Tak z wagą też macie rację. Ja przy 60 kg czułam się już ociezala, choć nadal byłam szczupła. Jestem chyba ciężkiej kości. Ale czułam się niekomfortowo. Najlepiej dla mnie tak między 56-57 kg. Wtedy tak w sam raz. Więc jeszcze z 1kg dobrze byłoby przytyć.
Chociaż to ciekawe ale zawsze słyszę od ludzi, że to zimą się tyje a latem chudnie. Ja mam zupełnie odwrotnie. Zimą nie mam na nic ochoty, nie chcę mi się jeść i mało jem. Za to latem jem bardzo dużo. Nie lubię takiej wiosennej i jesiennej chandry może to dlatego tak organizm reaguje. Za to latem czuje się jak ryba w wodzie 😊
Zresztą już Wam pisałam, że ja to jestem dziwny przypadek. Każdy lekarz się dziwi, że wszystko u mnie działa odwrotnie. Bo i leki działają odwrotnie niż powinny i przy niedoczynności powinnam tyć a ja chudnę. Przy insulinoopornosci też nie tyłam. Ciekawy przypadek.
Mam nadzieje, że nie na tyle żebym miała problemy z zajściem w ciążę. Już mam ale obym nie miała większych... ostatnia nadzieja w AMH. Jeśli wyjdzie źle to tylko klinika... a to kosztuje... i pieniążki i dużo stresu.
Wiadomo, że dam wszystkie pieniądze żeby mieć dziecko ale nie zdawałam sobie sprawy że może być aż tak. Zbieramy z mężem na mieszkanie a tutaj miały dojść jeszcze takie koszty... 😞 nie wiem czy nas będzie stać na to wszystko. I tyle stresu 😞
Na razie nie dopuszczam do siebie tej myśli. Bo ludziom udaje się zajść w ciążę naturalnie po wielu próbach, po wielu miesiącach. Może trzeba czasu. Moze mój organizm się zablokował, bo jest taka pogoda taka chandra, tyle wirusów. Od wielu osób słyszę, że organizm sam wie najlepiej kiedy jest czas na ciążę. Może jak będzie lato to wtedy się odblokuje i mój organizm będzie gotowy nie będę się jeszcze nastawiać na tę klinikę. Dam nam szansę naturalnie, mamy czas. No do cholery mam jeszcze 26 lat, dopiero za parę miesięcy 27, nie jest to możliwe żebym wykorzystała całą rezerwę komórkową... chcę bardzo w to wierzyć... Tym bardziej, że nie należę do osób, które szybko zaczęły dojrzewać. Ja dojrzewalam późno. W wieku 15,5 roku miałam dopiero pierwszą miesiączkę, więc tak myślę, że to też może oznaczać, że nie zdążyłam wyczerpać wszystkich komórek 😞
Wszyscy lekarze mówili spokojnie ma Pani czas jest Pani młoda. A dzisiaj taka informacja mnie zawaliła z nóg, że jednak może być inaczej.
Skonsultuję ten mój niski prog z innym gino i zobacze co powie i czy jest się czym martwić. Staramy się dopiero 4 miesiące. Moze nie trzeba mnie "straszyć"od razu kliniką.
Dziękuję Wam dziewczyny za wszystko... ❤
Ja wierzę, że uda się naturalnie. Wracam do sił, do badań i na spokojnie w końcu się uda.
P.S. Jak znajdę chwilę opiszę Wam tę historię, że cuda się zdarzają 😊 Jest nadzieja dla wszystkich.
Zaczęłam symulacje do in vitro. Na razie 3 dzień i jest ok. Czasem coś w brzuchu zakłuje i tyle. Oby dalej też było do zniesienia.
27 dc
Temperatura rośnie więc owu postanowilo wyznaczyć mi owulacje. Wg aplikacji miała miejsce 23 dc czyli zaliczyłam 6 dniowe spóźnienie. Serduszek w tamtym terminie nie było, ten cykl ma rzekomo trwać 36 dni więc bardzo długo.
Pozostaje mi cierpliwie czekać do przyjścia @, a w marcu bardziej się przyłożę do robienia testów owulacyjnych. Z jednej strony niby nie jest mi smutno, a z drugiej mam lekki niedosyt że zmarnowaliśmy ten cykl.
Ostatnio mój mąż stwierdził że on chciałby jeszcze w tym roku zostać ojcem. Szanse są jednak niskie, bo albo się uda w marcu, albo o dziecku z rocznika 2020 możemy zapomnieć. Wcześniej to bardziej ja czułam parcie na zostanie mama, on po prostu chciał ale nie z takim zaangażowaniem jak ja. Teraz to on ma parcie, a jak planuje różne atrakcje które czekają mnie w tym roku. Może lot na parolotni, Survival Race, park rozrywki Energylandia (jeździmy co 2 lata). Dla takich atrakcji ciąża nie jest wskazana.
Rocznica!
Mija dziś rok od jednego z najszczesliwych dni w życiu. Rok temu zobaczyłam pozytywny wynik testu który dawał największą nadzieję na szczęśliwe zakończenie. I tak po roku mam wspaniałego synka który dokładnie dziś kończy 4 miesiące! Ale się super poskładało.
Nawet nie mogłabym przypuszczać rok temu tak w ciągu minionego roku zmieni się moje życie.
Największa rzeczą z którą musiałam się zmierzyć i dalej się zmagam jest to że cały czas martwię się o syneczka. Wiadomo to nie jest paniczny lek jakby coś miało się mu lada moment stać. Ale zamartwianie się czy sobie pojadl. Czy się wyspal. Czy nie za zimno czy nie za gorąco. Czy kichnął bo kichnął czy go coś nabiera. Ale też czy znajdzie dobra żonę. Czy będzie szczęśliwy. I czy nie wybuchnie wojna.
Kolejna rzeczą którą się nauczyłam że nic nie można zaplanować w 100 procentach. Że praktycznie nic nie można zaplanować bo Niuniu może miec całkiem inne plany. Oczywiscie nie będę dużo narzekać bo jest generalnie grzecznym dzieckiem i nie mamy już z nim większych problemów. Jednak nauczyłam się że każdy plan może nie wypalić. A czasem można się bardzo pozytywnie zaskoczyć że plany idą lepiej niż się marzyło.
Niuniu przesypia praktycznie całe noce. Budzę się do niego czasem kilka razy ale to żeby smoczka dać albo pogłaskać ale już się w nocy nie karmimy i nie powiem bo odżyłam od tego czasu. Lubi spacerki więc jak tylko pogoda to idziemy a on to lubi więc to mnie cieszy.
Cieszy mnie też że mąż wszystko robi koło niego. Ok tylko ja mu odkurzam nosek bo do tego coś nie chce się przekonać.
Minusem to moje KP. W ciąży planowałam że będę karmić rok. Hahaha. Jak się synuś urodził to stwierdziłam że tak pół roku. A teraz walczymy o każdy dzień. Dokładnie miesiąc temu zaczęły się schody. Nagle potrzebne były częstsze dokarmiania mm. A teraz to już tylko rano karmię tylko piersią. Ubolewam nad tym. Wiek że to moja wina bo mogłam więcej czasu poświęcić na tą walkę o pokarm. Jednak wygoda że mogę go zostawić z każdym i jest jedzienis ile mu potrzeba jest ogromna. Że wiem ile zjadł i nie martwię się czy jest pojedzony. I jest teraz bardziej spokojny i lepiej śpi. Je już w miarę o regularnych porach więc z tym planowaniem dnia jest coraz lepiej. Tyle że już potrzeba więcej uwagi mu poświęcać. Ale te rozumne oczka i ten uśmiech rekompensuje wszystko. Innymi słowy nigdy nie byliśmy szczęśliwsi.
No i po wizycie w szpitalu. Myślałam że powrót do tego miejsca będzie ciężki, ale jakoś przetrwałam.
I co tu pisać, wyć mi się chce 😭😭😭 Głowa mi pęka..
Ogólnie sprawa jej nagłego ataku nie została wyjaśniona. W tym momencie dostawała jeść sondą, czy ją brzuszek bolał, „coś” spowodowało atak ciśnienia płucnego? Nie wiadomo. Pielęgniarka weszła do pokoju bo zapchała jej się sonda, zmieniła rurkę, podłączyła z powrotem. Za pare minut wróciła i ogłosiła alarm bo Alice płakała i miała siny kolor, reszta wiadoma, podkręcenie tlenu, w końcu intubacja, bez skutku ...nie zdołali jej pomóc.
Dowiedziałam się mimo wszystko istotnej rzeczy. Biopsja płuc wykazała płuca wielkości płuc płodu, czyli małe, niewykształcone. Pęcherzyków płucnych bardzo malutko. Lekarka porównała je do wielkości boiska, zdrowe płuca maja pęcherzyków płucnych wielkości boiska, jej pecherzyki były wielkości tylko pola karnego...z takimi płucami miałaby wielkie problemy w jedzeniu -które już zreszta miała- nie miałaby siły chodzić, normalnie funkcjonować, reasumując to była kwestia czasu, z takimi płucami żyć NIE można .... ta walka była już przegrana na początku 😭😭😭 Ten dzień, czy następny, czy za tydzień, czy za miesiąc..by umarła.
Męczyła mnie również jedna rzecz. W dniu jej śmierci jak już mąż dotarł do szpitala, po rozmowie z lekarzami, po chrzcie, po ubraniu, po przeniesieniu jej na dorosłe łóżko, w momencie kiedy się położyliśmy obok niej jej serduszko zaczęło się zatrzymywać i po chwili odeszła.
Rozmawiałam o tym z mężem dlaczego akurat w „tym momencie” tak się zaczęło dziać. Stwierdził że pewnie lekarze zatrzymali leki i dlatego tak się stało.
Dziś zadałam to pytanie lekarce która z nami była w tym momencie i powiedziała że absolutnie nic nie było ruszane, nie maja prawa nic zatrzymywać bez naszej zgody... czyli wychodzi na to że nasz króliczek czekał na ten moment kiedy się się obok niej położymy i przytulimy i wtedy mogła odejść...
Brakuje mi Ciebie moja mała wojowniczko, mimo Twojej wielkiej siły, miesięcy stoczonych bitw o życie, Twoja walka była nierówna, skazana od początku na klęske... Ale warto było walczyć!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.