Anemic jeszcze do wakacji w domu. Zleci... Choć wydaje się tak długo, a pewność siebie przez to siedzenie tak leży że nie wiem jak sobie poradzę. Już dwa lata nie mówię po ang.... A ang to moje narzędzie pracy. Chodzi do żłobka około tygodnia w miesiącu. Reszta to choroba i okres zdrowienia. Niestety to taka trochę norma. Większość dzieci ma podobną frekwencję z tego co pytałam sasiadek i opiekunek w żłobku. Choć zdarzają się wyjątki.
Myślę że już wkrótce będzie sezon na rowerki i grabki do piasku
oraz na przelewanie wody na balkonie . Trzeba przeczekać ten okres i jakoś zająć dziecko garnkiem i trzepaczką. A po lecie to już całe spektrum nowości Duplo, puzzle, tory wyścigowe
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 12:48
Moll widzę już poprawę w chorowaniu. Wirusy już nie łapią go tak mocno. Już lżej przechodzi oskrzela. Ostatnie dwa razy to nawet bez obturacji. Uff bo obturacja jest okropna!!! Szybciej dochodzi do siebie. No i idzie ciepełko więc powinno być lepiej. Nawet jeśli pracując nie będę mogła z każdym katarkiem zatrzymać go w domu. Ale tak, będę jedyna osoba biorąca L4. Między innymi dlatego uparłam się na ten żłobek. Wiedziałam że tak może być w pierwszym roku. i wiedziałam że pierwszy rok w żłobku plus praca plus tylko ja biorę zwolnienie to bardzo trudna sytuacja. Mam nadzieję że dzięki temu kolejna jesień zima będa lepsza. Chodź z reguły to pierwsze 2 lata są najgorsze.
Anemic ja nie płacę kiedy dziecko jest nieobecne. Płace tylko za dni (godziny) która faktycznie był w żłobku. No chyba że zapomnę zgłosić nieobecnośći do 7:00
to wtedy i tak muszę zapłacić za wyżywienie bo nie zdążą odwołać cateringu.
Poza tym tak jak pisałam wyżej idzie ciepełko. Będzie mniej wirusów to ci może córa nie będzie chorować :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 13:55
Nie chce mi się liczyć nawet który cykl itp...
Jestem w dość podłym nastroju. Chociaż podły to złe słowo. Jestem najzwyczajniej znerwicowana. Załamaliśmy się wynikami fragmentacji DNA plemników - 38%. Mój mąż przez 2 dni był ścianą nie do przebicia. W dodatku był przerażony badaniem wymazu z cewki moczowej, który był w zaleceniach, ale bez słowa się zapisał. Stwierdziłam, że odwołamy to badanie. Nic go nie boli, nie piecze, oprócz mnie nie miał żadnej partnerki seksualnej, więc nic też nie mógł podłapać. Jeśli posiew nasienia wyjdzie ok, to daje mu święty spokój. Dla mnie cewnikowanie było najgorszym co mnie spotkało w szpitalu, więc oszczędzę mu tego.
Czuję się totalnie załamana. Myślę o in vitro, ale nie stać nas teraz (zgadnijcie w czyim mieście przez 8 lat dofinansowywali, ale akurat w tym przestali?). Mój mąż jest na nie. Czuję, że nie mam siły z nim walczyć. Nie wiem jak się to skończy jeśli nie uda nam się naturalnie. Słuchałam dzisiaj podcastu Kliniki Płodności, a one, że przyszedł do nich facet ze złą fragmentacją (38%!!) i przez dietę spadło mu do 18 i chwilę później jego partnerka była w zdrowej ciąży i urodziła zdrowe dziecko. Ale czy ja w to wierzę?
Nawet nie wiem czy chciałabym zajść w ciążę, skoro jest duże ryzyko, że znowu straciłabym ją. Czuję jakbym była zawieszona w czasoprzestrzeni. Czekam na ten wynik posiewu, który powinien już być, jutro umawiamy się na kariotypy i dzwonimy umówić eMka do androloga. Daje nam 3 miesiące na suplach i zobaczymy co z tego będzie. Pocieszam się, że 2 razy zaszłam już w ciążę (druga tylko 3 miesiące po pierwszej). Może akurat ma gorsze nasienie, ale uda się poprawić? Czort wie.
W nocy śniło mi się, że przyszły złe wyniki i obudziłam się przerażona. Niech już ten rok się skończy.
19dc/4dpo
Nastrój 9/10
Czuję się bardzo dobrze, nastrój też mam świetny😊
Zastanawia mnie jedno. Dlaczego w swoim życiu muszę tak bardzo o wszystko walczyć? Jestem naprawdę dobrym, empatycznym człowiekiem. Nic nie przyszło mi łatwo. Czy to dlatego, że mam takiego wspaniałego męża? Wyczerpałam już mój limit szczęścia? 🤷♀️
Kurczę, minęło znowu trochę czasu.
Trochę chorowałyśmy - w sumie to z miesiąc ciągiem katar, chyba każdy rodzaj - najpierw spływająco do gardła (był suchy kaszel), potem lało jej się z nosa jak niagara tak, że momentami wypływało ustami aż w końcu katar zgęstniał i baj baj, odszedł mam nadzieję w niepamięć. Bo noce były kiepskie, czasem zasnęłam dopiero o 5... bo kaszel, odciąganie, zakrapianie. Osłuchowo na szczęście była czysta.
Odniosę się do waszych komentarzy.
Anemic, nie odpieluchowujemy jeszcze, nie wiem czy czekam aż się ociepli, czy jeszcze troszkę zmądrzeje. Chociaż umowie powiedzieć, że ma mokro albo kupę. Czasem komentuje np. kupka mała.
Nie zawsze mam anielską cierpliwość. Kilka razy krzyknęłam, z bezsilności (zwłaszcza po nieprzespanych nocach) a potem miałam wyrzutu sumienia. Wiem skąd to się bierze - z przemęczenia, nadmiaru wszystkiego. Dzieci choć kochane i słodkie potrafią też wystawić naszą cierpliwość na próbę.
No ale potem patrzy mi w oczy, a ja pytam: "co chcesz?" i odpowiada "mamę" i zakłada mi ręce na szyje. I wszystko przechodzi.
Teraz jest mi trochę łatwiej, bo bawi się sama, głownie klockami duplo - wszędzie je przynosi, jak ja coś robię w kuchni to przychodzi do mnie i bawi się. W restauracji to samo, jak chcemy by siedziała chociaż te 15-20 minut to klocki pomagają.
Byliśmy parę dni w górach i odpoczęłam. Młoda od tego czasu przesypia noce bez cycka (jak się obudzi w nocy to biorę ją do łóżka, jak czuje mnie/męża nogą to śpi dalej). Więc od tygodnia śpię w miarę i czuję znaczącą poprawę komfortu życia. Bo niedawno jeszcze zastanawiałam się, czy jakiejś depresji nie mam.
Niemniej wyjazd dobrze robi też dziecku. Młodej podobała się papugrania a w niej najbardziej żółw, które robił kupy jak owczarek niemiecki. Serio.
Kocha książki. Odkryliśmy ulicę czereśniową i "Rok w lesie" - nie ma tam tekstu tylko barwne ilustracje, dziecko obserwuje losy bohaterów i opisuje własnymi słowami co widzi. I to poszerzyło słownictwo, bo nauczyła się mówić: kura, lisek, bażant, miś, szop, żółw, rybka, dzik, bonka (biedornka:D) i jak pytam, co widzi to odpowiada: szopa, bażanta - odmienia zazwyczaj poprawnie, ale są takie perełki jak "mamusi i tatausi". Biega za mężem i krzyczy" tatausiu"
I mówi na głos co myśli. Np. na jadalni (podczas wyjazdu) komentowała gości: przyszli, poszli, kawę itp.
Ostatnio przyjechał monter wyregulować drzwi, porozkładał narzędzia i trochę nabałaganił to podeszła do niego i powiedziała "bałagan, masssakra!"
No to tyle.
24dc, 13 dni po ovitrelu
rano test negatywny, biel wizira, z objawów to ból piersi i sutków, czasem ból brzucha jak na @
Przyszły wyniki na P-ciała p/antygenom jajnika wynik ujemny. Jutro powtórka testu...
Długie starania wzloty i upadki
Chcę to napisać od dłuższego czasu, ale nie mam na to sił.. I chyba nie chciałam tego napisać, zobaczyć na ekranie..
Podeszliśmy do transferu naszego ostatniego (jedynego) zarodka 14.01.. Cykl rozpoczął się 24.12 (piękna data napawała mnie nadzieją) i niestety się nie udało:( 25.01 i 27.01 beta 0,1..
Załamałam się bardzo.. Przed transferem obiecałam G., że nie będziemy już próbować, że jak los da drugie dziecko to fajnie, jeżeli nie to mamy jedną ukochana iskierkę.. A teraz czuje ogromny brak, co chwila płaczę i nie mogę się z tym pogodzić.. Żyjemy obok siebie i w ogóle się nie rozumiemy.. Nie wiem czy będę w stanie zabić w sobie to pragnienie.. Marzę o rodzeństwie dla mojego dziecka bo wiem, że rodzeństwo to ogromny skarb.. Dla G. największym problemem jest bariera finansowa.. Mam na to jakiś plan.. Zobaczymy czy jak się powiedzie to uda mi się wtedy go namówić.. Wydaje mi się, że to że G. nie chce się już starać wpędza mnie w jakiś stan nerwowy.. Czuję się rozbita, płaczliwa, mam nerwobóle, moje myśli uciekają mi tylko w ten temat.. Mój organizm zwariował, mam złe wyniki krwi, pierwszy cykl po transferze był z ciągłymi plamieniami, kolejna miesiączka 12 dni i plamienia.. Chyba powinnam iść do ginekologa:(
Na domiar złego w najbliższej rodzinie jest ciąża, będzie Maleństwo, które będzie 2 tygodnie młodsze niż byłoby nasze gdyby się udało.. Nie wiem jak przeżyję każdą imprezę rodzinną patrząc na rosnący brzuch..
29, 30 tydzień
Mam mnóstwo energii.. Jak szaleje z rozwagą to brzuszek miękki
remontowo, ogarniająco - sprzątający czas:-D
31 tydzień
Prawie cały przespałam.. Pogoda łaskawsza, upały ustały a ja się słabiej czuję niż wcześniej :'(
poza tym to kobiecie nie dogodzisz.. Wcześniej martwiłam się że przytyłam 9kg i mi ciężko.. A teraz przez 3 tygodnie waga cały czas waha się w okolicach 9kg i zaczęłam się martwić o hipotrofie płotu.. Zwłaszcza że ostatnio Pani profesor mówiła że Malutka jest idealna wg ostatniej miesiączki a nie wg transferu.. I że musimy obserwować czy rośnie.. Nie wpadałam w panikę.. Tłumaczyłam sobie że póki czuję Małą Wiercipiętkę to jest dobrze.. Na szczęście mieliśmy na początku 32 tygodnia prenatalne i Mała ma ponad 1800g i wszystko w porządku..
Plany na 32 tydzień
Dostałam ciuszki od znajomych, muszę je posegregować rozmiarami, wyprać i popracować.. Planujemy też kupić fotelik:-D
6+3, waga 56,2 kg
Byliśmy na pierwszej wizycie u gina. Jest serduszko
Gin powiedział, że nie będzie go mierzył, żeby nie przegrzać Dzieciaka, ale super migało na ekranie
Gin wyliczyła datę porodu na 30 października. Wielkość odpowiada 6+2. Pytam, czy liczy po transferze - "Nie, po wielkości Dziecka". Dziecko, ten mały Rządziciel, co każe mi wstawać i jeść np. parówki w sosie pomidorowym (danie z dzieciństwa) albo 11 kanapek z twarożkiem ze szczypiorkiem (jedna z niewielu rzeczy, która wchodzi to twarożek ze szczypiorkiem), ma aktualnie 0,51 cm CRL. Generalnie chyba ok. Oczywiście najpierw się przestraszyłam, bo było widać taką czarną dziurę na usg. I sobie pomyślałam - aha - pusty pęcherzyk, na pewno pusty pęcherzyk. Od wczoraj złapałam takiego stracha, ale Mężuś stwierdził, że poczytał o tym i że owszem nudności może powodować, ale zmiany w apetycie już nie. Wytłumaczyła mi, że ta czarna dziura to pęcherzyk ciążowy, a taka biała plamka w nim to Zarodek, a taka mini migająca kropka w białej plamce to serduszko. Czyli wszystko ok. No i znów - nie było łez radości, okrzyków szczęścia, nie wiem, może my wypaczeni jesteśmy, czy coś. Tylko u Mężusia widziałam takie powiększone kurze łapki od śmiechu. Nie chciał podejść do ekranu (ostatecznie podszedł na zaproszenie gina). Pytam go potem dlaczego - "No wiesz, myślałem, że będziesz miła przez brzuch, a jak masz tą pałkę wielką w sobie, to niekomfortowo się czuję" 
Gin wypytał o piersi - mówię więc, że raz są bardziej wrażliwe raz mniej - a ona na to: "Czy urosły?" - "Moim zdaniem nie, w ocenie Męża - tak" - "Zaufam zatem Mężowi" 
Powiedziałam o braku apetytu, utracie wagi, rzucaniu się na fast foody, mdłościach i jednoczesnym wilczym apetycie, niechęci do zieleniny ("Oh, to rozumiem"), o częstym wstawaniu, spuchniętych kostkach, awersji do ciepła. Skwitowała to tak "Zmieni się jeszcze kilka razy, każdy trymestr jest inny".
Zapytałam o wzmożoną higienę - ma być normalna.
Zapytałam o możliwość picia kawy "Tu zawsze mam problem, bo w trakcie moich ciąż piłam tylko kawę i wodę, po herbacie strasznie wymiotowałam i nie byłam w stanie pić herbaty, więc piłam kawę, więc myślę, że jak się Pani napije - ale nie takiej >>siekiery<< to nic się nie stanie. Zioła również mogę pić, poza rumiankiem, rumianek uczula.
Dalej mam zalecony crinone 1x1, duphaston 2x1, clexane 0,4, mam nie suplementować żelaza ani witaminy B12 (choć odrzuca mnie od mięsa), bo w chwili obecnej wyniki są bardzo ładne. Powiedziała, że mniej więcej do 12 tc chciałaby mnie widywać, a potem mnie może wypuścić, gdzieś bliżej domu. Ona pracuje w szpitalu, gdzie nie mają oddziału położniczego i w przychodni też nie prowadzą ciąż. Także rodzenie w miejscu, gdzie ona pracuje odpada. Powiedziała, że rozejrzy się za "kumatym" lekarzem dla mnie, gdzieś w naszej okolicy. Aaaa, no i na usg te takie obowiązkowe i tak mnie będzie odsyłać, bo "To musi robić ktoś, kto w zasadzie tylko to robi i tylko tym się zajmuje".
Porozmawiałyśmy też o heparynie. Pierwsza kwestia: mogę robić, gdzie mi się podoba, niby w brzuch najwygodniej, bo można łatwo złapać fałdkę "ale Pani fałdek nie ma". Druga kwestia: dzień lub dwa dni temu znalazłam wpisy o najnowszych rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego odnośnie mutacji MTFHR. Bez względu na to, czy ma się mutacje MTHFR 677 czy MTHFR 1298, bez względu na to czy występują w wersji hetero/homo - najnowsze zalecenia są takie, żeby nie przyjmować heparyny i nie zlecać heparyny. Niektóre kobiety odstawiały to, nic się nie dzieje. Tylko u mnie w rodzinie - mama po udarze, siostra po wylewie. I tak sobie pomyślałam, może nawet jak ktoś ma taki sam zestaw mutacji jak mój, to jego mutacje oddziałują na niego inaczej - lżej. A np.u mnie będą one działały ciężej. I nie zdecydowałabym się jednak na odstawienie heparyny. Mój lekarz powiedziała, że zna te zalecenia i zna wiele przypadków ciąż, gdzie z heparyną udało się donosić, a poprzednie bez heparyny - nie. I że zostajemy przy heparynie.
Mamy założoną kartę ciąży 😊 głupia rzecz, a cieszy 
Badanie szyjki: "tu jest długo, długo, długo". Oczywiście - zapomniałam zapytać, co to znaczy. A na karcie mam wpisane ocena szyjki macicy 3/0.
Kolejna wizyta za 2 tygodnie. Mam zrobić badanie moczu, morfologię, TSH, toksoplazmozę, TSH, FT4, przeciwciała odpornościowe. Oboje z Mężem mamy grupę krwi A Rh-. Mimo wszystko mamy weryfikować poziom przeciwciał.
Z mniej fajnych informacji: mam torbiel na jajniku. Zapytałam lekarza, czy mam się czym przejmować - "nie". No i potem otworzyłam internet "może zamienić się w zmianę nowotworową, może doprowadzić do poronienia, może doprowadzić do porodu przedwczesnego". I zamknęłam internet. I nie otwieram go już na dupnych stronach. Lekarz powiedział, że nie ma się czym przejmować, to nie ma się czym przejmować. Z uwagi na torbiel nie możemy się sobą rozkoszować, czekamy więc. Zresztą - szczerze - zapomniałam czym jest libido. Chodzę niewyspana od częstego wstawania do toalety, albo ze schizowaną psychą, bo mdli mnie od rana, albo po prostu wściekła, że nie ma nic, co mogłabym zjeść (oczywiście lodówka pełna). Mam ogólnie ważniejsze sprawy na głowie niż libido. Pierwsza - oby Dzieciaczek był zdrowy. Druga - oby mnie nie mdliło. Trzecia - jeść normalnie (zielenina też jest w porządku). Czwarta - przespać, tak choćby co drugą noc 8 godzin bez przerwy.
Dziś przed wizytą zrobiłam badanie stężenia białka PAI oraz antygen HPA (od hematologa) - wyniki za około 10-12 dni roboczych. A cały dzień generalnie upłynął mi na mega apetycie i jednoczesnym odbijaniu się. Po wizycie musieliśmy pospacerować pół godziny żwawym tempem, żeby mi przeszło.
Trzymam kciuki dalej za Wszystkich!
Piątek 13 dc / 31 cs - 3 cykl po histeroskopii
Dziś wizyta w laboratorium - pobranie krwi na estradiol - wynik 326, czyli mamy jeden dobry jakościowo, dojrzały pęcherzyk.
Dodatkowo spotkanie w klinice z Panią dr. Podsumownie:
* jest pęcherzyk,
* endometrium w okolicy 8 mm
* śluzowka jakościowo zdecydowanie lepsza niż przed histeroskopią
* nie ma ovitrelle, jakieś problemy, więc 1 raz dostałam Pregnyl
* na badania genetyczne nie ma wskazań, ale jak bardzo chcemy to możemy wykonać.
Po pregnylu czuje się koszmarnie. Rozbita, bóle mięśni i stawów. Jeśli będzie wybór to następnym razem będę jednak za ovitrelle.
Esperanza - mąż HBA ma 95%, dna też zbadane. Generalnie wyniki w porządku. U mnie ANA zrobione - ujemne. Myślałam o NK, ale to już chyba cały immunofenotyp wtedy. Nie wiem kiedy wykonam. Zbieram się ale coś mi nie wychodzi 😉
Z Panią dr poruszyłam temat co dalej ze mną, że ja już jestem zrezygnowana, że nic nie działa, że nadal występują plamienia. W sumie to i Ona powoli traci nadzieję. Mówi że ten cykl 3 po histeroskopii jest ostatnim. Później już chyba rozpoczniemy in vitro. Problem w tym że skoro nie znamy przyczyny niepłodności to skuteczość in vitro jest niższa. Nie wiem jak to będzie.
16tc+4d
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)
Kubełek KFC o 18 nie jest dobrym pomyslem, w ogóle jedzenie po 18 powoduje ostatnio, że brzuch dokucza do późnej nocy. Powrócił również mój ulubiony nocny częstomocz, nawet Małż się zaczyna zastanawiać jak to jest możliwe, że co godzinę odprawiam dotoaletowy spacering 🤷♀️. Niech mi ktoś powie, że teraz mam czas, aby się wyspać, bo po porodzie będę wstawać do dziecka to dokonam mordu.. jakie wyspać? Już nawet nie pamiętam co to jest faza snu głębokiego, ale i tak jest super! 🤩
Samopoczucie coraz lepsze, mam coraz więcej siły do działania, tylko muszę obudzić do życia mięśnie, które przez 4 miesiące głównie leżały.
Brzuch zaczyna się uwidaczniać i przerzuciłam się na portki ciążowe, żeby nie cisnąć dziecia, rety jak dziwnie.. Moje pierwsze portki ciążowe 💛 czasami staje przed lustrem patrzę na brzuch i nadal nie dowierzam.. To naprawdę niesamowite, że tam w środku produkuje się dziecko, a tak nie wiele brakowało, abyśmy się poddali..
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2020, 09:08
Miałam dzisiaj sen, byłam w ciąży. Był tak realistyczny, że chwilę po przebudzeniu byłam pewna, że to prawda. Wypukły brzuszek, większe piersi... nawet test ciążowy w ramce wisiał pięknie oprawiony
ah... ból głowy i ogólne zmęczenie do tego deszcz sprowadził mnie na ziemię
do tego chyba przeziębiłam pęcherz, w nocy obudził mnie ból i parcie, prawie godzinę spędziłam w łazience
furagina w każdym razie poszła w ruch. Kiedy ten pech się odwróci...
Dziś Marysia znowu miała problem z zaśnięciem. Mamy teorię, że jak zje wieczorem kanapeczki to ładnie śpi, a jak nie to jest nocne szaleństwo.
Ze 3 razy zasypiała mi przy cycu, a jak tylko ją odkładałam do łóżeczka to oczy jak spodki😶 W końcu po 2h się poddałam i oddałam ją tacie.... zasnęła mu na rękach, a ja w ryk 😭 Czuję się jakbym zdradziła Marysię, bo się poddałam i ją oddałam mężowi. Wiem, nienormalna jestem 🙈 ale jakoś mi było strasznie smutno że nie zasnęła u mnie, a u niego🤷♀️🤨
Poza tym ja jednej z grup na FB trafiłam na historię kobiety, której 18mc córeczka zmarła, bo się zadławiła w nocy podczas snu. Nie wiem kiedy odważę się odłączyć z łóżeczka Marysi monitor oddechu 😶
Kolejny raz kładę się spać po północy (wczoraj zamawiałam jeszcze o tej porze prezenty bo ja zawsze z tym jestem w niedoczasie).
Jestem 🧟
14 dc
Masz plan? Życie go zweryfikuje.
Zapisując nas do programu diagnostyki niepłodności zakladalam, że zrobią nam badania, potwierdzą występowanie owulacji (raczej nie mam z tym problemu), skierują mnie na hsg, ewentualnie zrobią inseminację i albo się uda, albo zaczniemy myśleć o in vitro, że względu na wyniki męża.
Dziś w szpitalu miałam usłyszeć że pęcherzyk ładnie urósł, lub już pękł i że starać się trzeba. A wyszłam... terminem operacji.
Histerolaparoskopia.
Dziś na dyżurze była inna lekarka, ale potwierdziła polipa, lub może nawet przegrodę w jamie macicy. Powiedziala, że nie ma co czekać na termin u lekarza prowadzącego i od razu wypisała mi skierowanie na zabieg oraz wszystkie wymazy przed. Termin? Wymazy pod koniec kwietnia, histero... 10 sierpnia 😦 za 5 miesięcy... Wtedy będzie nam mijać 2 lata starań. No i co do tego czasu?? Polip może uniemożliwiać zagnieżdżenie, może to jest przyczyna. Teraz mam czekać kolejne pół roku na zabieg, a po nim? Nawet nie wiem ile się powinno czekać że staraniami po operacji...
ALE, żeby nie załamywać się całkiem doszukalam się kilku pozytywów sytuacji:
* Mamy przyczynę (?)
* Można z czystym sumieniem wyluzować. Jeśli polip jest przyczyną, nie mam na to wpływu. Może wróci spontan serduszkowania 😉
* Mam czas na rozwinięcie swojego biznesu
* W lipcu mamy plany wakacyjne (dość wymagające 🙂) ciąża zmusiła by mnie do zrezygnowania z nich.
* Mogę "odciążyć" psychicznie Męża. Czuł się trochę podłamany że z nim jest problem, a teraz możemy sobie przybić piątkę 😛
P.S.
Pęcherzyk owszem urósł do 20 mm. Mamy kontynuować współżycie, najlepiej co 2 dni. Ale już nie mam takiego ciśnienia 🙂
Ale dziś zastrzyki bolały. Już chyba nie ma się gdzie wkłówać dlatego taki ból. Po każdym zastrzyku musiałam się położyć, bo myślałam że zemdleje. Jeszcze dwa razy. Nie wiem jak dam radę. Jutro 2 zastrzyki a w niedzielę 4. Jak ja mam zrobić 4 zastrzyki?
Ostatnio się tak wszystko układa! W życiu zawodowym, studencko-absolwenckim, prywatnym.
Ciężko mi nawet opisać szczegóły - jestem totalnie zakręcona, i chyba przeżywamy z mężem drugi miesiąc miodowy Hahaha po 9latach związku i 2.5 latach małżeństwa.
I oczywiście, ze istnieje ogromna nadzieja na to, ze to będzie cykl zakończony ciąża - chyba nigdy nie przestaje się o tym myśleć.
Do tej pory to ja byłam taka zafiksowana punkcie ciąży, dziecka. Mąż tez chcial, jasne, ze tak. Ale to ja mu pokazywałam słodkie dzieci, ubranka, akcesoria. A widzę, że w teraz oboje jesteśmy zwariowani na tym punkcie. Czy to znak? Hahaha muszę przestać się doszukiwać znaków wszędzie i we wszystkim! 🤪🤪
31 dc
Dzis zdecydowanie mega depresyjny dzień w moim wykonaniu. Ledwo dawałam radę w pracy, czułam ogromny wewnętrzny smutek 😔 😢 z pracy wróciłam na nogach ponieważ bardzo chciałam pobyć sam na sam z myślami. Niewiele to dało, raczej złapałam jeszcze większy dołek. 🤷🏻♀️
Wróciłam do domu, obraziłam się na jedzenie z tej bezsilności i poszłam spać. By nie myśleć o tym co mnie trapi.
Ostatnio myślałam dlaczego akurat nam się nie udaje. I wymyśliłam... A co jeśli nasze dziecko będzie chore? Jeśli będzie miało wadą wrodzona lub po prostu zachoruje a mój anioł stróż chce uchronić mnie przed cierpieniem i dlatego nie mamy dzieci. Cierpimy żeby nie cierpieć.
W następnym cyklu wracam do Castagnusa bo lepiej mi się po nim żyło między owulacja a @. Od dwóch miesięcy mam taki zjazd humoru przed okresem, że sama siebie mam dość. 🙈
W marcu mój mąż ma zrobić badania nasienia. Ciekawe jak będzie z terminami, bo przypominałam mu już tydzień temu by zadzwonił to standardowo zapomniał 🤬 😠
W życiu nie sądziłam, że odważę się otworzyć tutaj pamiętnik, ale...moja beznadziejność zaczyna mnie pożerać od wewnątrz. Zaczynam się dusić sama w sobie.
Moja niepłodność odarła mnie już ze wszystkiego. Z mojej kobiecości, seksualności. Czuję się mentalnie wrakiem.
Wczoraj byłam na badaniach w medycynie pracy. Lekarka musiała wyjść z gabinetu, zostawiając mnie samą w nim. Rozejrzałam się. A na tablicy korkowej wisiała ogromna laurka podpisana niezgrabnym, przedszkolnym pismem MAMA. Oczy mi się zaszkliły.
Bo ja też chcę powiesić sobie nad moim biurkiem laurkę od mojego dziecka. Moją laurkę od mojego dziecka....
W ciągu 5 lat test ciążowy oszukał mnie dwa razy. Drugi raz wczoraj. Blada kreska, ale kreska. Stopowałam się. Próbowałam dystansować. Powtarzalam w głowie: Pamiętasz 4 lata temu? W Dzień Matki? Pamiętasz tą piękną kreskę? A pamiętasz ból po negatywnej becie? Chcesz to znowu przechodzić?
Ale jak się dystansować kiedy jest ciut nadziei, że skończy się ten cholerny koszmar?
Powtórzyłam dziś test. Chajzer byłby dumny z tej bielości.
Próbuję nie płakać, chcę być silna, ale demony niepłodności ciągną mnie w czarną otchłań beznadziei.
Czuję ból, tęsknotę za moim człowieczkiem, którego nigdy nie miałam. I nie wiem czy będę mieć...
Jeżeli gdzieś jesteś mój mały, to chcę, abyś wiedział, że mama Cię kocha i czeka na Ciebie aż w końcu przybędziesz...
16tc+4
Leci dzień za dniem w środę w końcu wizyta!
Myślałam że nie wytrzymam tak długo ale chyba dam rade 😆 wizyta najprawdopodobniej bez usg...także zobaczymy. Mam nadzieje że będzie sprzęt w gabinecie, no bez sensu takie widzenia... No może później, jak już będę czuć ruchy, ale teraz ? Bez sensu jak dla mnie... Śikne do kubeczka, zważą, zmierza ciśnienie, szyjkę? I co dalej? Hmmm zobaczymy jak to będzie. Mąż mi przebąkuję że mam nigdzie nie jechać bo przecież „nic mi nie jest” a koronawirus szaleje w regionie. Już ponad 600 przypadków. No dobra trochę strach ale równie dobrze może mi go przynieść do domu z pracy 🙄
Wizytę przedpołówkową mam 19 marca. Ciekawe co tam się dzieje w moim brzuszku 🧐 mam nadzieje że dzidziuś sobie zdrowo rośnie 😊
Wzięłam się w tym tygodniu za robienie albumu Alicji. Miałam już go zrobić dawno temu ale ilość zdjęć mnie przerażała i tak zeszło.
Z polecenia dostałam adres stronki internetowej i znalazłam album z motywami królików 🥰 Jak go zobaczyłam to wiedziałam że to będzie TEN a nie inny♥️ Na początku nadenerwowałam się trochę zanim ogarnęłam program i myki jak co wstawić i ulepszyć. Jejku tak przeglądałam te zdjęcia od początku jak była taka maleńka, miałam wrażenie że spędzam z nią czas od nowa.... Zeszło mi też trochę na szukaniu dat i wagi, bo chciałam dołączyć co i kiedy i zrobić opisy typu- pierwsze przytulanie-pierwszy uśmiech- pierwsza kąpiel, dołączyłam również komentarze niektórych minek 😆😜
Oczywiście nie obyło się bez płaczu... do tego zgubiłam jedynie zdjęcia z moim tatą jak trzymał Małą...przepłakałam i naszukałam się pół wieczoru, by na koniec okazało się że moja mama miała te zdjęcia na swoim telefonie! Ufff! Już widziałam smutną minę mojego taty że nie ma go na żadnym zdjęciu w albumie... Mężowi co pokazywałam jakie strony zrobiłam to płakał, wiec stwierdziłam że pokaże mu jak skończę... No i płakaliśmy oboje...😭
Także bo 4 dniach album skończony, 104 strony! I „prawie” zamówiony - na końcu się okazało że nie można zapłacić kartą tylko przez blika! Którego nie mam.. Jutro to ogarnę.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.