Wow,miesiąc mnie tu nie było a tyle się dzieje..
Obecnie jest strach,panika co dalej. Siedzimy w domu przez niego- koronawirus..
Od początku..
Oluś skończył pół roczku! Cudownego, wspaniałego czasu z moim synkiem❤ Kochamy go wszyscy A on jest najcudowniejszy! Taka moja pociecha i nagroda. Uśmiechnięta i śpiąca oaza spokoju i radości 
Oluś nosi już rozmiar 74 i jest klopsikiem
ząbków nie widać póki co;) klęka do raczkowania, próbuje w bok siadać,uwielbia leżeć na brzuszku i się bawić. Łapie zabawki w rączki,ogląda je,przygląda się nam i nas poznaje, rozpoznaje głosy,uwielbia Pole i łaskotki
lubi wózek i auto,zasypia tam szybko. Lubi smoczka do spania, lubi jeść
dziecko skarb! To niesamowite jak szybko rośnie. Rozszerzanie diety nam ruszyło, od 2 dni dostaje chrupka kukurydzianego i ogarnia o co z nim chodzi
wpatrzony jest w Pole jak w obrazek;)
Pola Kochana siostra. Zabawi,przytuli, pomoże i pocieszy;) składa mu rano matę,rozmawia z Olusiem
potrafi jeździć na dwóch kółkach na rowerze!!❤ moja duma!
U dentysty była już 2 razy,trafiona jest ta nowa 
Obecnie wszyscy jesteśmy w domu,ja z dziećmi wychodzę na dwór lub na rowerek w 4 ale się rozdzielamy.
Szyję maseczki co zajmuje mi dużo czasu ,ale pomoc trzeba . Muszę skontrolować to tsh i chyba pojadę w czwartek. Wczoraj byłam na dużych zakupach więc na razie mamy spokój. Szczepienie i Olka i Poli były odwołane więc nadal czekamy. Nawet wesele siostry jest pod znakiem zapytania..No zobaczymy jak to będzie.
Ostatnio nie dosypiam,postaram się pisać częściej;)
Dziś przypływ energii
znalazłam sobie zajęcie, głównie papiery i telefony więc całkiem bezpiecznie
Zdecydowanie będę męczyć doktora o wznowienie transferów w przyszłym miesiącu. Okres mi się szykuje na Wielkanoc więc niedługo. Tylko jak koszyki święcić?
Nasze zabezpieczenie to stosunek przerywany
20dc 9dpo
Czy mam jakieś objawy? Niezbyt. Pobolewa mnie brzuch od czasu do czasu, delikatnie mnie wysypało na policzku, jestem zmęczona, ale ja przez większość cyklu czuję się zmęczona. Wczoraj na wieczór nie wytrzymałam i zjadłam pół paczki chipsów, których nie jem już od ponad miesiąca. Dzisiaj, na przeprosiny mojego organizmu, planuję zrobić jakiś dobry, zdrowy obiad. Zostało kilka dni do okresu, a ja zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Staram się nie myśleć zbyt dużo, ale wiadomo jak jest. Za dużo czas spędzam sama i mam wtedy natłok myśli. Próbuję namówić męża na jakieś zwierzątko, bo na prawdę czuję się samotna kiedy go nie ma, ale uparciuch nie chce się zgodzić. Za rok wprowadzamy się do swojego mieszkania, może wtedy da się przekonać. A może do tego czasu będziemy już we 3
kto wie, kto wie.
13+4tc
Samopoczucie: coraz lepiej
Byłam wczoraj na wizycie - było dziwnie ale chyba trzeba się do tego przyzwyczaić. Doktor był w maseczce i mówił niewiele. Zobaczył opis badania usg 1. trymestru i mówi ze gites- wszystkie ryzyka małe. Trochę miałam wątpliwości czy ryzyka preeklampsji i przedwczesnego porodu nie wyszły za duże ale mówi ze nie i nawet nie ma wskazania żeby brać acard. No to ok, komuś muszę wierzyć. Tak samo z badaniami moczu - wychodzą mi cuda i dziwy - w badaniu osadu - bakterie liczne, w posiewie z tej samej próbki - posiew jałowy. Ja już sobie wyobrażałam jakiś patogen atypowy, ale doktor mówi żeby się nie przejmować. No to się nie przejmuje. Generalnie ciąża przebiega prawidłowo, wszystko ok, dzidzia rośnie, rusza się, ma serduszko, główkę i wszystko co potrzeba. Prawdopodobnie będzie dziewczynka 🥰 Skoro planujemy kilkoro dzieci to chciałam żeby chłopczyk był najstarszy ale reszta rodziny trzymała tak mocno kciuki za dziewczynką ze widocznie podziałało 😂 Ale cieszę się i tak, będę miała małą córeczkę 🥰 Szyjkę mam długą, zamkniętą, wiec doktor kazał koniecznie współżyć. Następna wizyta za miesiąc. Skoro wszystko ok i wyglądam wg dr „kwitnąco” mam się nie przejmować, dbać o siebie i nigdzie nie łazić. Nie wiem jak z tym kwitnąco - troche jednak wciąż źle się czuję, miewam mdłości bywam bardzo słaba i nic mi się nie chce. Cera- katastrofa. Oprócz tego pracuje z domu wiec mam jednak wrażenie ze trochę się zaniedbuję, No ale nie będę przecież po domu łazić w biurowych ciuchach. Aha ważyli mnie i nic nie przytyłam przez ostatni miesiąc - waga stoi na 56 kg - moze dlatego ze ograniczyłam słodycze. Za to wczoraj zjedliśmy wieczorem w maczku - bardzo niezdrowo ale tylko raz na jakiś czas, obiecuje! Skończyły mi się witaminy prenatalne i teraz będę chciała kupić coś z kwasami omega - trochę się wkurzam bo nie ma takiego produktu żeby mi pasował w 100% a w dodatku są niedorzecznie drogie ale zależy mi żeby nie mieć jakichś niedoborów tym bardziej ze z jedzeniem to różnie bywa, w czasie kwarantanny mam trochę ograniczony dostęp do świeżych warzyw i owoców, do porządnych ryb z resztą tez.
Mam dzisiaj taki plan żeby umyć okna i wyprać firanki - bardzo mi się nie chce ale po zimie są straszne - mamy w mieszkaniu tylko 2 okna wiec to nie jest jakiś niewiarygodny wysiłek dlatego może się zmuszę chociaż do tego.
29 dc
Miesiączki nie ma. Szyjka macicy wysoko zamknięta. Śluz biały kremowy. A także rozciagliwy jak podczas dni płodnych
22dc a ja już wiem, ze znowu nic z tego. Znowu będzie trzeba pozbierać się z podłogi...
12 maja czeka nas ponowne badanie nasienia, w czerwcu planujemy pojawić się w klinice niepłodności.
Skąd brać siłę?????
13 dc
Dziś owulacja
22+6
Ciężkie dni za mną, a kto wie jakie jeszcze przede mną 😒Muszę tu trochę tego gówna wylać bo już mi się czerep przepełnia 🤦♀️
Fizycznie czuję się ok, mniej więcej od połowy marca WRESZCIE NARESZCIE czuję ruchy kluseczka, ostatnio to są już sążniste kopniaki - aż mi cały brzuch podskakuje. Bardzo przyjemne uczucie.
Psychicznie niestety jest gorzej. Luby utknął na dobre we Włoszech, nie widzieliśmy się od stycznia. Zamknięcie granic zastało nas 3 dni przed jego lotem powrotnym (i to tylko dlatego, że uparł się na dobrowolną 14 dniową kwarantannę przed przyjazdem, żeby mieć pewność że jest zdrowy - taka cena za odpowiedzialną postawę). Ponieważ nie mamy jeszcze ślubu, a on nie ma polskiego obywatelstwa - nie ma możliwości wjazdu do PL. Bycie ojcem "polskiego" dziecka nie ma dla ustawodawcy żadnego znaczenia. Trzy dni wisiałam na telefonach - infolinie MSZ to oczywiście fikcja, straż graniczna nic nie może, wojewoda nic nie wie, a w ogóle to skoro dziecko nie ma pesela to nie jest Polakiem 🤨🤷♀️🤦♀️Nie sądziłam, że dożyję czasów w których będzie mnie można rozdzielić z najbliższą rodziną ze względu na narodowość albo brak urzędniczego zaświadczenia o tym, że tą rodziną jesteśmy.... Naprawdę w pełni rozumiem zastopowanie ruchu turystycznego, ale to???
W efekcie zostałam zupełnie sama w ciąży na odludziu. Luby to samo w Rzymie, sam jak palec bo jego rodzina mieszka na drugim końcu kraju i to na wyspie odciętej w tej chwili od świata - nie ma samolotów, promów, nic.
Żeby było jeszcze fajniej, to on tak się tym wszystkim zestresował, że otworzyły mu się wrzody (o których istnieniu nawet nie miał do tej pory pojęcia) co poskutkowało masywnym krwotokiem wewnętrznym. Był sam w domu kiedy zaczął tracić przytomność 😔Na całe szczęście zdążył zadzwonić po karetkę, ze mną cały czas na drugim telefonie. Chyba nie muszę mówić co ja w wtedy przeżywałam....
Na szczęście w środkowych Włoszech epidemia nie szaleje z taką mocą, karetka przyjechała szybko, w szpitalu sprawnie się nim zajęli. Okazało się, że poziom jego hemoglobiny był na granicy przeżywalności. Gdyby tego wieczora nie znalazł się w szpitalu bo np wcześniej położył się spać, to rano mógłby się już nie obudzić.
Tych kilka dni to był dla mnie koszmar na jawie. Nawet jak już wyszedł ze szpitala (krwotok zatrzymany ale wciąż spora anemia), świadomość że jest tam zupełnie sam, że jeśli znowu się pogorszy, zemdleje, zasłabnie, cokolwiek, to nie będzie tam NIKOGO, nikt mu nie pomoże. A ja tutaj, uwięziona, nie latają samoloty, lądowe granice pozamykane, nie mogę nic. Nie życzę tej bezradności najgorszemu wrogowi.
Oczywiście przez cały czas albo ryczałam albo rzucałam mięsem, jakoś próbując z siebie te emocje wyrzucić. Moja rodzina, nie wiedzieć dlaczego, uznała że najłatwiej będzie mnie uspokoić i wspierać próbując wpędzać mnie w poczucie winy. Więc oliwy do ognia dolewały ich "złote rady" typu "nie denerwuj się bo zaszkodzisz dziecku" albo "przestań płakać bo poronisz" .............. 🤦♀️🤦♀️🤦♀️🤦♀️🤦♀️No po prostu JA PIERDOLĘ....!!!!
Do tego coś okropnego stało się z ludźmi dookoła. Ta zasrana pandemia wyciąga z nich najgorsze cechy. Wszyscy nagle zaczęli bać się tylko o własną dupę, zero empatii, współczucia. Chorzy traktowanie jak "zdrajcy", piętnowani i hejtowani, ostracyzm nawet w stosunku do pielęgniarek, bo "roznoszą wirusa".... serio?? Co z tymi ludźmi jest nie tak? Od bliższych i dalszych znajomych (na szczęście nie wszystkich) ciągle słyszałam pytania o lubego i w swej naiwności myślałam, że wynikają z życzliwej troski... A gdzież by tam, po moim "no niestety wciąż w IT" padało niezmiennie "UFF TO DOBRZE, niech tam siedzi bo jeszcze coś tu przywlecze!"
😒
Czuję się podwójnie osamotniona, sama fizycznie, sama psychicznie, bez wsparcia i zrozumienia. W takim stanie łatwo przyklejają się do mnie kolejne paranoje, np ta porodowa. W mojej najbliższej rodzinie połowa dzieci umarła przy porodzie, moje własne rodzeństwo również. Powody były różne i pewnie to tylko taki parszywy pech, ale krąży nade mną coś w rodzaju "rodzinnej traumy". Dlatego mój poród miał być od początku idealnie zaplanowany, wyeliminowane do możliwego minimum wszelkie ryzyko "nieprzewidywalnego", z lubym 24 h przy mnie, zaplanowana cesarka z zaprzyjaźnionym lekarzem w znanym mi szpitalu, wszystko według scenariusza. A teraz?
Ojciec dziecka na drugim końcu kontynentu, konsultacje z moim chirurgiem niemożliwe, nie ma porodów rodzinnych ani nawet odwiedzin, kolejne szpitale są zamykane. Jedna wielka niewiadoma. Niby mam jeszcze ponad 3 miesiące do porodu, ale ciągle gdzieś czytam, że to może jeszcze potrwać nawet rok. Czyli co? Że moje dziecko pozna swojego ojca za rok? 🤨
Jak to się stało, że nagle znalazłam się w jakimś pieprzonym filmie katastroficznym??? Po kurwa siedmiu latach niepłodności, wreszcie zachodzę w ciąże i co?? JEBANA PANDEMIA?? No litości....!!!
🙄🙄🙄😞😞😞
Oczywiście nasze plany "biznesowe" też leżą i radośnie kwiczą nad naszą beznadzieją.
Nie tak to miało wyglądać.
W tym wszystkim jest tylko jedna pozytywna rzecz. Jedna, ale ogromna. NA RAZIE JESTEŚMY ZDROWI I ŻYWI (a było blisko żeby było inaczej). I za to dziękuję opatrzności. ❤️❤️❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2020, 09:46
Po wielu próbach i kontaktach z pomocą techniczną okazuje się, że nie mogę prowadzić dalej mojego pamiętnika z ovufriend, bo automatycznie "przerzuca mnie" na bellybestfriend. No cóż, w końcu już jestem jakiś czas w tej ciąży, może faktycznie czas zmienić barwy 
Także kontynuuję mój pamiętnik tutaj.
Dziś 9+4, waga 62,5. Ponieważ przed ciążą miałam płaski brzuch, to zaczynam dostrzegać różnicę i to już nie tylko wieczorami, chyba wszystko tam się rozciąga i powiększa po prostu. Równo za tydzień mam drugą wizytę u mojego ginekologa, równo po miesiącu, z jednej strony bardzo bym chciała, żeby się odbyła, ale z drugiej strony w obliczu aktualnej sytuacji i tych obostrzeń nie wiem czy mato sens, skoro dobrze się czuję, i czy nie skończy się teleporadą i wystawieniem skierowania na usg prenatalne (na które na wszelki wypadek się już umówiłam na 22.04). No zobaczymy. Póki co w ciąży czuję się jakoś tak spokojnie, aż jestem zdziwiona. Inna rzecz, że nie mam żadnych plamień, mam objawy (mdłości i zgaga
), więc obiektywnie nie mam chyba powodów do zmartwień
Biorę tylko witaminy dla 1 trymestru, metylowany kwas foliowy i acard (ze względu na mutacje). Z pracą też dobrze się złożyło, bo pracuję zdalnie od prawie 3 tygodni, mam co robić, ale na pewno jest to mniej intensywne życie, niż prowadziłam dotychczas
Doceniam, że mam pracę i nie muszę martwić się o zatrudnienie, a tak wiele osób jest teraz w trudnej sytuacji...
Jedyne czego mi brakuje, to przebywania na świeżym powietrzu i spotkań z rodziną, ale to akurat chyba wszystkim doskwiera..
Ciąża rozpoczęta 26 stycznia 2020
U mnie w 19 dc ostatecznie 2 pecherzyki z których cos moze byc- 18,3 i 16,4 . Endometrium ładnie podrasowalam do 10mm, zastrzyk jutro, starania jutro i w poniedziałek! Potem czekanie na betę ... kolejny cykl gdyby sie nie udało to juz na gonatropinach - tak czy siak bedzie dobrze, musi!
tc: 10+3, waga 57,4 kg
Od poniedziałku jakoś tak mi lżej. Objawy mam może po około 15 - 30 minut dziennie. Nie mam porannych nudności, odbijanie się ledwie zauważalne, apetyt dopisuje (wieczorami mogę jeść co godzinę). Wychodzę do łazienki tylko raz w nocy!!! Bardzo mnie to cieszy. Mam problemy z zasypianiem i teraz się przestawiło, zasypiam około 1.00 w nocy, otwieram oczy około 9.00 (z jedną przerwą na toaletę - czasem w tej przerwie mieści się też garść orzechów i pół szklanki wody). Dalej się nie martwię, wydaje mi się, że ilość zużytych emocji na in vitro, a potem ilość objawów i stopień mojego zmęczenia tymi objawami - nie pozwoliłyby mi aktualnie stresować się w jakikolwiek sposób.
A w tym tygodniu miałam tyle siły, że zmieniłam pościel, nastawiłam i wyjęłam pranie (wcześniej mnie odrzucał jego zapach), pogotowałam sporo. Dalej mam mnóstwo snów. Ale są one teraz mocno krwawe. Przykłady z ostatnich dni: pobiłam (nie wiem za co) własnych rodziców, aż im krew się lała z twarzy; zabiłam (własnymi rękoma!!!) kogoś, kto próbował się włamać do mojego mieszkania; jeździłam nową, przeszkloną windą w budynku swojej uczelni, która to kursowała między piętrami minus 7 i plus 3 - nie chciała się zatrzymać na parterze i nie mogłam wysiąść, a tylko na parterze świeciło się światło, nie chciałam wysiadać, gdzieś indziej; byłam śledczym i badałam sprawę zniknięcia 4-osobowej rodziny, w lesie niedaleko ich domu znalazłam zakrwawioną odzież; robiłam domową kiełbasę, którą potem gotowałam, w trakcie gotowania urosła do rozmiarów salami, a po przekrojeniu lała się z niej żywa krew. 😔 jestem zmęczona tymi snami. Nigdy nie oglądałam horrorów, bo one pobudzały moją wyobraźnię, ale teraz to przekracza już pojmowanie ludzkie. Mężuś skwitował tą krew słowami "No, a może Ty jesteś taka spokojna, o tu i teraz, a jednak gdzieś w środku boisz się stracić dziecko? Stąd tyle krwi?". Nie wiem, być może.
Swędzi mnie skóra. Jeszcze przed erą koronawirusa byłam w drogerii wybrać jakiś balsam na rozstępy. Zniechęcona olbrzymią dostępnością towarów (co tu wybrać? co tu wybrać?) poczytałam, że to jednak genetyczne i że jeśli już to najlepsze są oparte na olejach naturalnych. No to hyc smaruję się 2-3 razy dziennie olejem rzepakowym lub lnianym. Kokosowy, sezamowy czy oliwa z oliwek pachną zbyt intensywnie. Zazwyczaj wieczorne smarowanie przejmuje Mężuś.
Trochę, powoli, na spokojnie, rozmawiamy o imionach. Z rzadka w zasadzie. Czarno to widzę. Dla córki już od dawna jest wybrane. Dla syna pojawiają się propozycje z mojej strony i są torpedowane - zawsze rymowanką. Np. "Ireneusz?" - "Irek - Świrek, będzie chodził do psychiatry, bo dzieci od przedszkola będą go przezywały" 🤦♀️ Innych nie pamiętam, ale to coś w tym stylu jest.
Umówiłam się w 3 różne miejsca na test PAPP-A. Pierwsze to moja własna klinika - ale wiem, że tam sprzęt może nie najwyższych lotów. Stwierdziłam, że znajdę kogoś innego. Znalazłam. Przyjmuje w dwóch miejscach. Pierwsze z nich to Novum. Dzwonię, a babeczka z rejestracji mówi mi: "Ale ja nie wiem, czy my 15 kwietnia będziemy działać. Zapiszę Panią, w razie czego będziemy odwoływać wizytę." - "No, ale zdaje sobie Pani sprawę, że to badanie należy wykonać w konkretnym przedziale czasowym. Co będzie, jeśli nie znajdę nikogo na Państwa miejsce?" - "Nikt Pani nie zagwarantuje, że nie będzie zamknięty, sytuacja zmienia się z godziny na godzinę, a kliniki się zamykają" - "Owszem wstrzymują stymulacje, nie robią transferów, ale ciężarne są przyjmowane /moja klinika tak zrobiła/" - "Nikt Pani gwarancji nie da. Jednocześnie informuję, że każdy pacjent wchodzący na teren przychodni ma mierzoną temperaturę i wizyta może się nie odbyć, jeśli będzie wysokie prawdopodobieństwo infekcji, a ponadto brak jest możliwości przyprowadzania osób towarzyszących na wizytę". - "Ok, ok, proszę mnie zapisać". A w drugim miejscu - "Pani wizyta na pewno się odbędzie, to ten rodzaj badania, że musi zostać wykonany, my to rozumiemy, nie odsyłamy takich pacjentów z kwitkiem".
Rozumiem czysto zawodowo - zakaz wchodzenia osób towarzyszących - ale jako pacjent nie. Bo przecież Mężuś mnie tam zawiezie. Pod drzwi odstawi. Potem mnie odbierze. Jakby miał wirusa, to przecież szansa, że ja mam wirusa wynosi jakieś, no na mój chłopski rozum - ze 100%.
Jeszcze coś mi się przypomniało: badanie PAPP-A to test z krwi i badanie usg. To badanie usg i u mnie i w Wawie kosztuje mniej więcej 200-250 zł. Natomiast za sam test w Wawie musiałabym zapłacić między 420 - 450 zł. U mnie w mieście, w moim ulubionym lab - 160 zł. Pielęgniarka mnie poinformowała, że maksymalny odstęp czasowy między testem a badaniem usg to 48 godzin (co zabawne, bo w Novum kazali tydzień wcześniej przyjechać na pobranie krwi, dopiero jak wyjaśniłam, że nie zamierzam, bo za długa droga i ciężko znoszę, to odpuściła). Na wynik testu z krwi z mojego lab czekam 24 godziny.
5t6d
Czuję się dobrze, jestem nieco bardziej zmęczona, a dziś rano bolał mnie nieco brzuch i dol pleców, ale poza tym wszystko jest jak przed ciążą. Plamień nie ma, ale zaprzestałam ćwiczenia. Nawet nie z lenistwa, po prostu ciężko mi, mam ochotę leżeć. Może gdybym jednak poćwiczyła, nabrałabym trochę energii?
Zastanawiam się czy czekać do końca kwarantanny, która może potrwać jeszcze dobrych kilka tyg, czy zadzwonić wcześniej do ginekolozki po skierowanie na ewentualne badania... Mysle, ze z usg mogę śmiało poczekać do prenatalnego, ale badania raczej trzeba porobić. W poprzedniej ciąży miałam cukrzycę, więc mam teraz zwiększone ryzyko, miałam tez niedobór żelaza.
Zaczynam rozmyślać o tym jak to będzie z dwójka dzieci, napewno będę zmęczona. To potrafię sobie wyobrazić. Fifi budzi się conajmniej raz w nocy, a nocki przespane mogę zliczyć na palcach u ręki 🙈 mam nadzieje, ze to się zmieni w ciągu najbliższych miesięcy. Zaletą drugiej ciąży jest to, ze nie ma potrzeby kupować wózka, łóżeczka itp. A jeśli będzie drugi chłopak, to i ubranka są
Fifi śpi jeszcze w łóżeczku małym, planuje go przenieść po wakacjach letnich na duże łóżko (80/200) i dokupić barierkę. Będzie miał 2 latka. Nie chce zmieniać tęgo dużego łóżka na małe dziecięce, bo po pierwsze jeśli będziemy mieć gości, będzie to łóżko dla gości (można je rozłożyć i dołożyć materac). A po drugie jeśli Fifi będzie źle spał, zawsze jest szansa, ze mąż się położy z nim podczas gdy ja będę musiała zostać z malutkim.
Wydaje mi się, ze to będzie chłopczyk
u męża w rodzinie już drugie pokolenie tak się rozkładają narodzenia wg wieku i płci, ze wiek już się zgadza, a co do płci to wypadałoby właśnie, ze będzie to chłopiec. Przy pierwszej ciąży byłam mocno przekonana, ze będzie dziewczynka, nawet trochę się zawiodłam, gdy okazało się ze to chłopiec. Ale zaraz po narodzinach przepadłam, zakochałam się bez pamięci 🥰 i nie zamieniłabym na nikogo w świecie. Teraz tak jak wspomniałam, mam przeczucia, ale byłabym równie szczęśliwa, gdyby okazało się, ze to dziewczynka.
Ahh... jeszcze jedno mi przyszło do głowy. Coś o czym zupełnie zapomniałam. Seks w ciąży... orgazmy są intensywniejsze, łatwiej przychodzą. Tak było 2 lata temu i tak jest teraz
to jest super. W poprzedniej ciąży miałam nawet sen erotyczny, w trakcie którego doszłam 🙈 nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło.
Jeśli miałabym szukać podobieństw z pierwsza ciążą, to na tym się kończy. W poprzedniej byłam aktywna zawodowo, codziennie się malowałam, ubierałam elegancko, czułam się piękna, a nawet seksowna z biustem, który zwiększył chyba ponad dwukrotnie swą objętość (gdzieś w 2 trymestrze), włosy mi się nie przetłuszczały w ogóle (!), nie miałam nigdy „bad Hair day”. Nigdy wcześniej nie czułam się piękniejsza, dumna ze swojego ciała i zaokrąglającego się brzuszka.
Teraz hmmmm... nie wychodzę z domu, nie maluje się, koło 10 zmieniam koszule nocną na dres, wiążę włosy w kitkę. Czuje się jak 💩 muszę się wziąć w garść.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2020, 14:38
Każdy dzień to takie mini wyczekiwanie.
Łykam witaminki, piję wodę, jem w miarę zdrowo - czyli robię co w mojej mocy
chyba jeszcze pozytywne nastawienie mnie trzyma (a może to wewnętrzne przeczucie?)
spodziewana @ : w najbliższą niedzielę
(pozostało 5 dni)
1dc.
Poprzdni cykl niestety znów bezowulacyjny. Zaczynam od początku z nową nadzieją. Może tym razem cóż się zmieni. Będzie to kolejny cykl z duphastonem. Wizytę z omówieniem Clo mam na maj. Czekam z niecierpliwością. Jedynie obawiam się czy przez sytuację z koroną nie odwołają mi wizytę.
Plan na ten cykl :
💊 folik 1x1tabl
💊 olej z wiesiołka 2x2tabl. do owulacji
💊 wit D 2000j
💊 ovarin 2x1tabl
💊 duphaston 2x1tabl od 15dc przez 10 dni.
Zwariować można. Nie mogę nigdzie umówić się do lekarza. Wszystko zamknięte. Kto mi ciążę potwierdzi. Może już nie jestem w ciąży, a okresu nie dostaje, bo progesteron ciągle biorę. Jest szansa na wizytę we wtorek w klinice niepłodności, ale tylko szansa. Laboratoria zamknięte więc nie mogę zbadać nawet bety. Chciałabym już wiedzieć czy to nie przypadkiem ciąża biochemiczna lub pozamaciczna, a co jeśli to drugie przecież do szpitala jest ciężko się dostać.
18dc/31
Dawno nie pisałam bo i nie było o czym. Pewnie działa to tak, że jak przychodzi @ to się człowiek luzuje i czeka na tą ovu. A jak się zbliża ovu to się znowu włącza tryb nakrecania.
Nie wiem może sama siebie oszukuję, ale ten cykl stosunkowo na luzie przechodzę.
Ubiegły miesiąc był dla mnie pełen emocji. Bo i te wszystkie badania i te dziwne wyniki, rozpacz że dookoła ciążę równolegle do mojej straconej, potem jeszcze info ze mogę nie mieć ovu. To było dla mnie dużo... za dużo.
Więc może dlatego w tym miesiącu nie nastawiam się na nic, bo celem dla mnie było obserwowanie siebie, objawów, cyklu i czy w ogóle mam owulacje, jeśli tak to kiedy.
No i teraz mam też 18dc, yy jest już po północy więc 19dc, no i tak... tempka sobie delikatnie spada od 3 dni ale nie gwałtownie i czekam na skok, który by mi potwierdził, że ovu była.
W ogóle ten mój wykres jest dziwny.. myślałam że dokładne mierzenie tempki cos zmieni, a tu nic.. widocznie mam takie skoki i spadki.
Niby mam objawy ovu jak co miesiąc.
Od kilku dni pobolewanie jajnika i obfity śluz raczej kremowy. Od dwóch dni leje się ze mnie taki bardzo wodnisty. Piersi są jakby większe, ale nie nabrzmiałe. Od dwóch dni mam też katar i takie ogólne osłabienie.
Dzisiaj doszły mdłości i brak energii. Podejrzewam, że ovu była dzisiaj, oby jutro był skok temperatury to bede miała pewność.
Robiłam te testy ale nie są jednoznaczne bo ta kreska nie jest wcale najciemniejsza. Prawie identyczna ale jednak jasniejsza odrobinkę od kontrolnej była wczoraj i dzisiaj wiec zaznaczyłam że pozytywny test.
Zgodnie z waszymi radami nie biorę jeszcze luteiny. Gino podtrzymuje 16 dc, ale nie chcę sobie zablokować ovu. Skoro rok temu zaszłam w ciążę bez żadnych wspomagaczy to jeśli nawet teraz wezmę luteinę kilka dni później to nic się nie stanie. Jak wzrośnie tempka jutro i bedzie wyższa tez pojutrze to właśnie od soboty tj.20dc zacznę brac luteine 2x dziennie 100mg.
Pytanie tylko ile dni ją wtedy brać jak myślicie? Mam brać niby 10 dni, ale od 20dc to skończę w 30dc i znowu przesune @. Moze skończyć brać w 27 dc czyli po 7 dniach? Ewentualnie zrobię test ciążowy w razie czego żeby wiedzieć czy odstawić i już..powiedzcie co sadzicie.
Dzięki za komentarze i wsparcie pod wykresem
Trzymam kciuki za Was. Czytam choć nie zawsze się udzielam, czasem nie wiem co mądrego napisać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2020, 01:20
2dc
Wczoraj późnym wieczorem pojawiła się miesiączka. Dziś boli i tak boli jeszcze przez 2 dni. Dziś brak energii i jestem smutna.
35+6
Waga Maciusia przez wszystkie USG (ten sam sprzęt):
21+2 448 g HC (obwód głowy):75 centyl, AC (obwód brzucha): 70 centyl, FL (długość kości udowej): 94 centyl, ogólnie 80 centyl
25+2 863 g - nie mam wymiarów, ale to wychodzi 82 centyl
28+2 1339 g - nie mam wymiarów, ale to wychodzi 83 centyl
33+0 2095 g HC:48 centyl, AC:36 centyl, FL:51 centyl, ogólnie 39 centyl, hemoglobina w 2 tyg skoczyła z 10,8 do 11,9 - mniej pobiera ode mnie
Dziś: 2561 g 35+6 g HC:32 centyl, AC:25 centyl, FL:33 centyl, ogólnie 14 centyl wg wymiarów
Przepływy dzisiaj wyszły lepsze niż ostatnio. Ale widać że już coraz mu gorzej u mnie 
Nie wytrzymałam dzisiaj i rozpłakałam się przy doktorze. Wszystko się skumulowało. Jestem kłębkiem nerwów, często nie śpię po pół nocy, zamartwiając się czy On żyje. Liczę ruchy bo czasami słabo z tym... i jeszcze ten koronawirus. W Szpitalu w Olsztynie zorganizowali spotkanie BHP lekarzy z roznych oddziałów na 50 osób i jedna lekarka była chora... obecnie 3 lekarzy jest chorych, no tragedia! I ja mam tam rodzić? W USA zmarło na koronawirusa 6 tygodniowe niemowlę. Jak się mam czuć z takimi newsami? Jeszcze od miesiąca siedzę w chacie, brak spotkań z ludźmi strasznie mnie przytłacza, jestem towarzyska... Ogólnie dno... Trochę mi lepiej bo do mamy zajechałam z tego wszystkiego, wypłakać się w rękaw. Te spotkanie było mi potrzebne. Mimo tych zakazów.
Oxalis nie ma już porodów rodzinnych ani odwiedzin, żadnych, nawet ojciec dziecka nie może wejść na oddział. TSH 40? To Ty jeszcze żyjesz? Jak się czułaś? W śpiączkę można zapaść...
Co do porodu lekarz powiedział że ze słabymi przepływami tez możliwy jest poród sn, zalezy jak dziecko reaguje na oxy. To dobra wiadomość.
Zrobiłam badanie prób wątrobowych bo mnie skóra swędziała. Na szczęście wyniki w normie. TSH 1,57.
Za tydzień doppler.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.