#1 IVF: 18.02.2019 - start; 14.03 - punkcja (6 oocytow, 3 zarodki, 2 zatrzymane w 5 i 6 dobie); 19.03 - ET (morula); 29.03 - beta <0,1
14 dc 2/3 dpo
Byłam dzisiaj na usg, owulacja była z lewego jajnika 🙂 pik w sobotę 06.08, nie na darmo w niedzielę przez 12 h odczuwałam ból owulacyjny więc owulacja niedziela/poniedziałek 😆 to co na wizycie to widoczny poszarpany pęcherzyk i endometrium 1.89 cm 🤯 19 mm ?! Przecież kiedy jak owu w 11-12 dc .. jeśli się nie uda to sama współczuję sobie tego okresu który przyjdzie 🤦🏼♀️
Mamy kwiecień, wiosna pełną gębą.Cieplutko juz sie zrobiło, ale jak ro zawsze bywa na święta musi się zepsuć. i tradycja jest zachowana
śmiałam się,że na lany poniedziałek bałwana będziemy robić
ale nie,spokojnie, ma być aż 12 stopni.
Jak się mamy? A no jako tako..Maż dostał propozycję szycia maseczek ochronnych do banku rezerw materiałowych. Ja póki co stoję w miejscu
oszaleje...zrobiłam sobie paznockie, bardzo ładne
Dzieciaki już siksują! Idzie oszaleć, nie chcą współpracować,a z Olisiem musimy rozpocząć terapię ręki. Zle trzyma ołówek cz długopis. Ale jak tu pracować jak oni nie słuchają ;( nie mam już sił.
Chciałabym by dzieciaki się słuchały, nie wiem juz co mam zrobić. Zrobimy kilka dni tez bajek na tv to może coś się zmieni. Oby! Dzisiaj nawet im basenik wstawiłam żeby mieli zajęcie. Szkoda, bo pół podworka mamy w ciemnej ziemi
więc w połączeniu z wodą wyszło nam niezłe bagno 
Podjęłam wyzwanie,by odpieluchować Kornelka.Idzie słabo, nie chce siadać na nocniku. Ale jie poddam się,póki jeat w domu będę z nim uczyć się robienia na nocnik.
Póki co jesteśmy zdrowi, wirus nas niw dosiegnął. Jest jużponad 5tyś zakażonych i prawie 200 zmarło. Trzeba jakoś ro przetrwać, ja wiem,że zaraz będziemy juz żyć normalnie. Póki co mamy nakaz chodzenia w maseczkach non stop. Ale na podwórku jie chodzimy. Mam nadzieje,że zaraz będziemy to wspominać z dreszczykiem emocji.
Oby jak najszybciej .
Przekroczone 4 kg, czyli młoda podwoiła swoją wagę 💪💪 Super, ale...ja to muszę mieć to ale....jak sobie pomyślę że ma 3,5 miesiąca a wielkością nie odbiega za bardzo od noworodka, to mam masę obaw czy wszystko jest ok. A tu na lekarza możemy jeszcze wiele tygodni czekać 🙄
Maryśka uśmiecha się szeroko na widok karty kontrastowej z kropkami i na widok lamp 🙈 ja mogę robić gimnastykę buzi i języka, a i tak patrzy na mnie z powagą 🤷♀️ Z kolei jak ją coś cieszy i ma dobry humor, to macha rączkami i nóżkami tak energicznie, że boję się że jej odpadną 🤣
Nabawiła się wczoraj nowego triku - przygryza dolną wargę i to dość mocno. Na szczęście nie cały czas i czytałam, że maluchy tak mają. Mam nadzieję że się oduczy tego 🙃
Podobno dzieci mają rytm dnia. Marysia nie ma, a jak już zaczyna mieć to od razu zmienia swoje przyzwyczajenia nabyte przez max dwa trzy dni 😁
Wczoraj zasnęła koło 17 u mnie na rękach (przez ostatnie dni była to jedyna forma żeby spała przez dzień - cyc+mama). Później był problem by zasnęła po kąpieli. Aha i wczoraj wózek na balkonie ją parzył i dłużej niż 5 minut w nim nie leżała. Dzisiaj spała w wózku na balkonie 15-17.... Pierwszy raz taka drzemka od wieeeelu dni. I weź tu człowieku zaplanuj sobie dzień 🤷♀️ stół mamy przy drzwiach na balkon i pierwszy raz od miesiąca zjadłam z mężem jednocześnie obiad ☺️
Dopadła mnie depresja koronna.... Kupiłam w styczniu Marysi taki komplecik polarowy by miała na wiosnę (r. 56) z planem, że pojedzie w nim Pendolino na Wielkanoc do moich rodziców..... Ubranko pasuje, tylko lekko luźne, dzisiaj miała je ubrane...na balkonie, bo nie wsiedliśmy dziś w planowany kurs Pendolino....ba, nawet odwołali ten pociąg....a pogoda taka piękna. Na tarasie
u moich rodziców byłoby cudownie.....k#@$ cholerny koronawirus 😭😰
Dzień pełen wrażeń i pożegnań, wszyscy byli dla mnie bardzo mili dostałam nawet prezent
tylko szefowa potraktowałam mnie bardzo ozięble, nie rozumiem jak można być tak złym człowiekiem, wychodząc od niej z gabinetu rozpłakałam się. Takie pożegnanie po 6 latach pracy... Nadal bardzo boli mnie w krzyżu to pewnie też zastrzyk na obniżenie komórek nk.
Kolejny wpis przy kolejnym spadku nastroju. Myślę, że ten pamiętnik będzie mi głównie służył do wywalania moich negatywnych emocji. Ostatnim razem pomogło, więc czemu ma nie pomóc teraz. Mam przynajmniej taką nadzieję. Zresztą, ostatnio uświadomiłam sobie (w sumie powinnam sobie już to uświadomić po ostatniej ciąży), że, no niestety, z momentem zajścia w ciążę wcale stres się nie kończy.
Niezbadane są wyroki Boskie. I jak mi to dzisiaj jeden klient w pracy powiedział - człowiek planuje, Pan Bóg kieruje. Nie żebym była jakąś zagorzałą chrześcijanką, katoliczką, czy coś, ale w Boga wierzę i to bardzo i wierzę, że to co się mi przydarza, jest po coś... to moje nieidealne życie, które w moich planach miało być takie idealne, a którego nie zamieniłabym na żadne inne. Mam szczęście. Mam ogromne szczęście. Mam wspaniałego męża, satysfakcjonującą pracę, stabilność finansową nawet w dobie koronawirusa i mnóstwo marzeń. Mam trochę kilo za dużo, ale pracuję nad tym na swój sposób. Jest mi w życiu dobrze. Dzisiaj może ciut gorzej, bo też mniej słońca na zewnątrz, ale ostatnie dni po prostu tak mnie cieszyły... Pracuję z domu (jak cudownie jest pracować z domu!). Czasami tęsknię za wystrojeniem się do biura, jasne, ale później przypominam sobie dojazdy, niektórych męczących w pracy ludzi i już mi przechodzi tęsknota
Wstaję sobie na spokojnie, bez pośpiechu, kawka, śniadanko, youtube przy tym, chwila na balkonie (zasadziłam kwiatki!!! Mam w planach jeszcze zioła i takie osłonki z bambusa, żeby sąsiadki nie zaglądały) i można zacząć pracę. Potem wspólny obiad (mąż pracuje na zmiany i albo ma na po południe, albo wraca tak że i razem zjemy), a wieczorkiem telefony z koleżankami, rower (to ten mój sposób na zrzucenie). Jest fajnie! A potem przychodzi taki dzień jak dzisiaj, a w zasadzie zaczęło się już od wczoraj... i zaczęło się tak:
Moja koleżanka też się stara. Stara się już pewnie z półtora roku i ostatnio dowiedziała się, że jej szwagierka jest w ciąży z drugim dzieckiem. Napisała do mnie. Zaczęłyśmy pisać o staraniach, potem gadałyśmy przez tel i wróciło, wróciło do mnie jak bumerang, wrócił ten pesymizm, te negatywne myśli, że może nam się nigdy nie udać. I już wczoraj zaczęłam chodzić jak struta, ale dopiero dzisiaj konkretnie mnie złapało. Te czarne myśli, że coś jest nie tak, że nie będzie nam dane, że teraz się nie udało (prawdopodobnie już po owu u mnie). Badania wyszły ok, ale jak czytam dziewczyny na forum, jak one same dzień w dzień czytają, same na własną rękę badają różne rzeczy to głowa mi pęka. Czuję się spanikowana. Nie wiem od czego zacząć. Raz mi wychodzi (wg forum), że mam za wysoką prolaktynę (choć wg lab. i doktor w normie), badam za 2 miesiące - już jest ok. Potem ktoś coś pisze o mutacjach, więc myślę, pewnie też mam - nakręcam się. Potem ktoś, że dieta (zero słodkości... ale jak to?). Tego jest tak dużo, że ja czytając to i próbując się jakoś w tym odnaleźć panikuję... dziewczyny piszą jak szalone
i widzę, że najwidoczniej im to służy - wiele z nich zachodzi też w niedługim czasie. Większość w przeciągu roku, czyli tak jak mówią statystyki. Są też weteranki - wojowniczki, które walczą np. o drugie dziecko (o pierwsze też długo walczyły), ale to pierwsze mają, więc sukces! Dziewczyny czerpią z forum pozytywną energię, myślałam, że ja też będę ją czerpać. Nie. Ja nie czerpię z tego pozytywnej energii... forum mnie nakręca. Widząc, że inne tyle robią badając się, czuję, że coś robię nie tak, mam wyrzuty sumienia, chociaż po ponad 3 miesiącach (3 cyklach) od poronienia wybrałam się do kliniki. Czuję się źle... więc postanowiłam tam już więcej nie zaglądać. Muszę od tego odpocząć, zawierzyć klinice i lekarzowi. I nie dołować się, inaczej zwariuję. Ostatnie 2 tyg. bez myślenia o ciąży dały mi tyle radości... starań nie zawieszam, ale... czekam. WSZYSTKO JEST Z NAMI OK. JESTEŚMY W KLINICE. LEKARZE NAM POMOGĄ. BĘDĘ MAMĄ. A teraz muszę żyć, chcę żyć - chcę sadzić kwiatki i zioła! Chcę kupować nowe ciuchy na wiosnę (raczej zamawiać online)!Chcę jeździć rowerem i troszkę zadbać o swoje ciało! Chcę zadbać o siebie i swoją samoocenę, bo spadła... ale powoli znów wzrasta...
Muszę zapamiętać, że to, że jestem kobietą bez dziecka, wcale nie oznacza, że jestem gorsza...!!! Mogę być piękna, uśmiechać się, realizować zawodowo i w małżeństwie i dbać o mój dom z mężem.
Oglądałam ostatnio Anne with an e na Netflixie i wiecie, płakałam za każdym razem kiedy przedstawiona była miłość Maryli i Mateusza do Ani... bardzo bym chciała mieć biologiczne dziecko, bardzo, ale adopcja na 100 % wchodzi w grę!
1 miesiąc +2 dni
Nie mam ki dy zabrać się za napisanie czegoś, czas tak leci a przy maluchu lepiej nie mówić.
Ostatnie tygodnie są dla mnie mega ciężkie. Maluch nie odróżnia dnia od nocy. W dzień śpi a w nocy nie chce spać.
Do tego nie lubi spać w łóżeczku, raz wzięłam go do łóżka to zasnął jak suseł.
Walczymy z kolkami ciąg dalszy, szkoda mi malucha bo tak bardzo cierpi. Daje mu leki nawet zmieniłam mleko na antykolkowe. Są dni kiedy jest super a są takie jak dziś że wije się z bólu.
Musieliśmy zmienić mleko, bo mały za bardzo przybierał na wadze. W ciągu tygodnia raz przytył az koło 500 g.
Dostał mleko dla wcześniaków. A tam pisało duża zawartość białka i innych składników które powodują że dziecko szybko nadrobi wagę. I tak też było. Na twarzy zrobił się pulpet. Więc zmiana mleka potrzebna , z racji że ma kolki postanowilam zmienić na NAN kolki zaparcia. Jak to nie pomoże to zmienię na zwykły Nan. Zobaczymy czy poprawa bedzie. Teraz przytył 180 gram w ciągu tygodnia. I pewnie będziemy już zwiększać porcje mleka.
Piotruś waży już 3680. Zjada porcje 90ml + 20 ml wody do posiłków dziennych
W nocy chce go uczyć jedzenia na żądanie czyli wtedy kiedy się obudzi. Jak jest głodny masakrycznie krzyczy. A smoczek szpitalny jest okropny . Szybko się zakrztusza i mleko bokami leci po brodzie. Zaczęłam mu wprowadzać butelkę z canpola bo z tej jakiś wychodzi mu picie mleka. Choć musi się mega natrudzić niekiedy zje 50 ml a potem za 1,5 h zje pozostała część. Oby szybko się nauczył z tej butli pić.
Niestety cyca się nie nauczył ciągnąć. Mimo prób, położna nawet nie chciała mi pomóc. A była tylko 2 razy reszta wizyt na telefon.
Na początku udawało misie do 70 ml na dzień ściągnąć. Teraz widzę że pokarm mi zanika. Max 30 ml udaje się. Dobre i to. A szkoda. Gdyby w szpitalu by mi go przestawili byłaby inna bajka a tak..... Nauczony jest szybkiego podawania pokarmu bez wysiłku.
Mąż dużo mi pomaga. Na początku nie umiał się przestawić do nowej sytuacji. Krzyczał na małego w nocy itd. dopiero sen mu uświadomił że źle robił i już jest ok.
Zawsze kiedy mój ma wolne to on nocki przejmuje a ja śpię, a kiedy do pracy to ja.
Dziś ładnie przespal o 21.30 zjadł posiłek a potem obudził się o 2.30 na kolejny i o 5.30. Tylko że musiałam go godzinę tuląc bo oczy jak 5 złotówek. Ale to lepsze niż bolące kolki.
Tydzień temu zaczął po malu unosić główkę. Aż byłam w szoku że tak potrafi. Są dni kiedy się wkurzy to nie chce ćwiczyć. Czasem widzę w nim swój charakter. Więc nic na siłę, kiedy będzie chciał pokaże co potrafi.
Już ładnie potrafi oczkami wodzić. Ostatnio spodobał mu się tv. Pewnie dane ruchy bo kolorów nie widzi jedynie czarno białe. Lubi jak go się nosi wtedy wodzi wzrokiem.
Macierzyństwo to ciężka droga. Nie jest łatwo. Okres ciąży był łatwiejszy teraz wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale na nudy nie ma co narzekać.
Postanowiłam z racji tego że wcześniej urodziłam wziasc 2 miesiące rodzicielskiego. Więc zamiast do pracy wrócić pod koniec lutego wrócę w kwietniu. Zawsze te 2 miesiące dłużej. A mały prawie 7 miesięcy bedzie mial.
Po tej wtorkowej becie jest mi znacznie lepiej. Przespalam pól ostatnich dwóch nocy, to już coś. Zanim zasne i tak męczę sie kilka godzin i co jakiś czas zalewa mnie fala paniki i taki przukurcz w klatce. Ale śpię, to jest najważniejsze.
Wczoraj dziwnie się czułam. Może to hormony i reakcja organizmu na stres. Myślałam sobie: kurcze, nie zdążyliśmy pojechać tu i tam. Marzył nam sie festiwal winobrania w Zielonej Górze. Przez te kilka lat nie rezygnowaliśmy z niczego, podrozowaliśmy gdzie sie da, alkoholu sobie nie odmawialismy, ogólnie nie rezygnowalismy z normalnego życia, ale bylo to życie podszyte lekiem i smutkiem. I denerwowalo mnie jak ktoś mówił: korzystajcie póki możecie. Znacie ten tekst? Wrr, włosy się jeza. I jak tutaj na forum czytalam, ze dziewczyny zachodza w ciążę i sa przerażone to też sie wkurzalam. Ja tak nie bede gadac! Ha! Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamien. Bo ja wczoraj też mialam takie mysli: życie się zmieni o 180 stopni, nic już nie bedzie takie jak było, dlaczego żyliśmy te kilka lat martwiac sie? Naprawdę, mówię to ja i nie moge uwierzyć. To pokazuje, że chyba tak naprawde nigdy się nie jest gotowa na ciążę. Nawet jak sie stara latami, robi ivf itd. To jednak ogromna zmiana w życiu, a hormony szaleja. Ale wieczorem już przyszedl spokój. Dziś rano bylo troche niedobrze kiedy wstałam. Na śniadanie zrobilam pyszne świeże buleczki z wedlinka, serem, pomidorkiem i rzodkiewka. Drugiej nie dojadlam, ble ale mi sie niedobrze zrobiło, musiałam sie położyć. Czyżby pierwszy objaw? Ochotę na seks mam nadal straszna, nawet się boje o tym myslec, że jakies skurcze wywolam. Na samo słowo "skurcz" oblewa mnie zimny strach. Dodatkowo wczoraj klulo mnie pod zebrami i dosyć często czuje uklucia w okolicach pepka, mam nadzieje, że to ok.
Schudlam 1 kg. Waga wymarzona: 59 kg - tzn kiedyś wymarzona. Mimo że przy wzroście 175 waze od liceum 60 kg, co i tak jest trochę za mało, to cale życie marzylam, zeby zejść ponizej 60. Krejzol!!
Mimo, że cycki milcza, itd to dzisiaj pierwszy raz poczułam się jakoś tak ciążowo. Zaczynam myśleć nad ustawieniem suwaczka, ale nie mam pojecia jak to sie robi. Nie moge znalezc nawet żadnego sensownego kalkulatora na ciążę po ivf. Podrzuci jakaś dobra duszka? Cieszę się, że wzielam to l4, dało mi trochę spokoju. Może w końcu bede miała czas zacząć nasz blog podrozniczy, na ktorego domenę juz płacimy kilka lat, a jeszcze go w eter nie wypchnelismy.
Poczytalam wczoraj u Pana Tabletki o witaminach prenatalnych. Okazuje się, że witaminy z Solgar, które biorę zostały przez Pana Tabletke ocenione najslabiej. Sklad przesycony, a najważniejszych witamin za mało. Jakoś tak mi oczy zacmila firma Solgar, ktora kojarzy sie z jakością, jak i fakt, że moja przyjaciolka brala je przy udanym ivf. No cóż, ja też, więc może to po części ich zasluga? Chyba jednak lepiej zażywać je przed ciążą - wtedy wydaje mi sie ok, bo to jest bomba witaminowa. Na czas ciąży jednak wybraliśmy Duphavit Pregna. Bede też jadla choline, omega 3 1000 j. i wit d 2000 j. Co z witamina c w ciazy? Nie wiem, musze doczytać.
Mam na l4 kochana domowa rutynke. Odmawiam różaniec, czytam Biblie, slucham mantr, robie medytacje oczyszenia i czytam. Obecnie chce nadrobić klasyke - "Czerwone i czarne" Stendhala. Idzie mi jednak jak po grudzie, to jednak prawda, że klasyke trzeba czytac jak się jest jeszcze bardzo młodym. Potem jakoś tak razi.
Na urodziny zamowilam u męża wazonik i kubki blaszane z Muminkami (kocham muminki). Ponieważ nie było jednego kubka, który chcialam, wzielismy inny, z tatusiem Muminka no i pije z niego mój mąż. Jest przecież teraz tatusiem Muminka, bo w sumie dziecko przez długi czas wyglada jak Muminek😃
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2020, 10:21
23t1d

Wizyta wreszcie spokojniejsza...malutka ok, urosła. Waży 490 g ( 22t5d) dwuciemieniowy 5,61 cm, główka 22,4 cm, brzuszek 16,4 cm, udziątko 4,03 cm i ramionko 3,78 cm. Drobniutka chyba będzie jak jej brat przy porodzie. Wagowo jest obecnie na 32 percentylu wg. USG. Leży na boczku, główką w dół i zasłania twarz rączkami, tylko takie zdjecie 3d mamy :p wstydzioch mały 
Przepływy i płyn owodniowy ok. Łożysko na ścianie przedniej. No i szyjka - na szczęście jest jak było. Nie drgnęła dalej, nie skróciła się tfu tfu. Cała zamknięta na długości 23-30 mm ( część bez LEEP/całość z wyciętym lejkiem po LEEP) Leżenie i leki póki co dają radę. Plan jest taki że chyba do 28 tc postawa jak to p. dr nazwala zachowawcza/wyczekująca a po tym terminie szew....
To z pozytywów. Bo psychicznie mam doła. Za dużo tego wszystkiego na raz się dzieje. Zagrożona ciąża z dnia na dzień,strach codzienny o dziecko, synek 4latek który tak od połowy dnia już jojczy, marudzi bo się nudzi, zresztą co on ma robić jak ja leżąca od 3 tyg i przedszkola i dzieci brak., mąz w pracy do 16:00, izolacja totalna od świata, od bliskich, rodziny, znajomych, pracy; samotne święta na horyzoncie i jeszcze kolejne zakazy/nakazy na zewnątrz. Wczoraj mi się już ulało, po kolejnej informacji o obowiązku noszenia maseczek. Zrobiło mi się duszno, gorąco jakby słoń usiadł na klatkę, jakiś atak paniki.
Mały jest kochany, dużo rozumie ale ciągle chce być przy mnie co czasem tez mnie już męczy strasznie...Wczoraj musiałam na chwile chociaż wyjść na dwór, przewietrzyć głowę. Potem wieczorem wypłakałam sie jeszcze w rękaw meżowi...
Jedyne pocieszenie w tej całej sytuacji że jesteśmy razem, mamy siebie, żyjemy, zdrowi, jest praca, dach nad głową. Reszta to stres....
Ruchy małej tez mnie niezmiernie cieszą, uspokajają i radują

Zamówiliśmy tez upragniony wózek. Babyactive mommy peony 3 w 1 . Jasny z kwiatowym wzorem i gołabkami
Zakochałam się w tym powozie
Jest leciutki i piękny. Polski wyrób. Mialam z Maksem jego starszą wersję Shell Eko Morski i byl niezawodny. Sprzedałam jak nówkę a inna mama przeszczęsliwa
Także to akurat mnie uradowało. Za 4-5 tyg będzie Nasz
20 dc / 32 cs - 4 po histeroskopii
Ależ dziś na mieście armagedon. Polecenie siedzieć w domu w święta i spędzać tylko w gronie domowników chyba nie działa... Wysyp dodatkowych zarażonych korona po weekendzie murowany. Takie wysunęłam wnioski po kolejkach do wszystkich sklepów i po zawartości koszyków kupujących. Załadowane po brzegi, kupa mięsa, napojów tych alko i bez %, ciast etc My z mężem spędzamy je we dwójkę, pierwszy raz... Trochę smutno, ale odbijemy to sobie letnimi grillami 😁 Będziemy napastować rodzinkę ile wlezie. Dobrze że wyrobiłam się z zakupami przed 10 przed emerytami... Miałam niecały ręczny koszyk, zakupy w 20 minut, ale wszystko co chciałam na dwuosobowy stół wielkanocny zakupiłam. Po 12 też widziałam że nie było lepiej. Stojąc w kolejce po tulipany, policzyłam osoby w kolejce do Lidla - 43 osoby! 😲 Wspomnę tylko, że nie jest to jedyny sklep w tej okolicy. W Biedronce i Carrefourze też było ciemno od ludzi. Szok.
Miałam też dziś niemiłą sytuację w aptece. Ja jestem raczej przyjemna i bezkonfliktowa. Jako, że sama pracuję z różnymi ludźmi, staram się mieć serce dla innych zawodów, które wymagają kontaktów międzyludzkich. Natomiast Pani farmaceutka ewidentnie albo wstała lewa nogą, albo jest zmęczona swoim zawodem, albo w ogóle zły zawód wybrała, bo nie można się denerwować na ludzi, że przychodzą do apteki pracując w tejże aptece. Czyż nie? Sytuacja mianowicie była taka, że musiałam pilnie wykupić leki estrofem i luteinę. Byłam pewna że jeszcze mam, ale niestety. Więc chwilę po 10, po zakupach spożywczych podeszłam do apteki. Patrzę na zegarek, hm.. Pora dla emeryta, ale widzę że drzwi szeroko otwarte, nikogo nie ma na zewnątrz, zaglądam do środka też pusto, to myślę wejdę i zapytam. Może obsłużą. Grzecznie się witam, mówię że wiem że jest po 10, ale czy mogłabym zrealizować receptę. Na co Pani farmaceutka ( nie wiem czy to ma w Jej przypadku znaczenie, ale Pani z pewnością po 50) krzyczy na mnie, że nie umiem czytać, nie znam się na zegarku, bo ona teraz ma przerwę do 12 albo obsługuje tylko osoby po 65 rż. Ja odpowiedziałam, że właśnie dlatego się zapytałam czy mogę. Ona znowu krzykiem czy to są leki ratujące życie. Hm momencik się zastanowiłam po czym stwierdziłam, że drobne kłamstwo nie zaszkodzi, a może Panią czegoś nauczę np. Empatii, więc mówię, że moje życie nie jest zagrożone, ale kogoś we mnie tak ( bo jakby nie było i luteina i estrofem są na podtrzymanie ciąży 😉) Dziwnie się spojrzała, poprosiła o nr recepty, po czym przeprosiła, powiedziała że niestety luteiny nie ma niestety tylko estrofem i że może mi sprawdzić gdzie mogę go w pobliżu dostać. Podziękowałam życzyłam wesołych i zdrowych świat i wyszłam. Pojechałam do domu na zieloną herbatkę i po 12 spokojnie pojechałam do innej apteki. Gdzie kupiłam leki już w dużo milszej atmosferze 😉 Człowiek człowiekowi wilkiem. Sami siebie pomordujemy.
Wczoraj Dudu skończył 6 tygodni. Nocki nadal są trudne. Dziś trzeci dzień, kiedy mąż wrócił do pracy a ja zostałam sama z dziećmi i... jak narazie jest ok. Dudu przyzwyczajony spać na rekach, od kiedy męża nie ma, nie ma innego wyjścia, muszę zostawić małego w łóżeczku płaczącego w niebogłosy, bo muszę się tez zaopiekować jego starszym bratem. Tak wiec stwierdziłam, ze koniec z drzemkami na rekach, cierpliwie kładę go do łóżeczka jak tylko zaśnie, oczywiście oznacza to ze się wybudza i płacze. Bywa że przez godzine zasypia-odkładam-płacze-podaje smoczek/biorę na ręce-zasypia-odkładam-płacze itd. itp. I czasem w końcu uśnie na 40 min. 😅 ale nie poddaje się, musi się nauczyć spać sam.
Fifi jest grzeczny 🥰 w miarę
serce mi się rozpływa, kiedy widzę jak się troszczy o brata, np kiedy karmie podchodzi i głaszcze Dudu delikatnie a potem poprawia kocyk ❤️ Kiedy Dudu płacze, Fifi podchodzi z zabawka i nią macha przed oczami 😄 albo przybiega do mnie i mówi mi, ze dzidziuś płacze i trzeba go wziąć na ręce. Czuje, ze będą zżytymi braćmi, to szczęście mieć taka rodzine, moje marzenie się spełniło ❤️
6 tyg po porodzie a ja nadal plamie... kiedy już myślałam, ze to koniec plamienie wróciło. Tzn cały czas było, tylko coraz jaśniejsze, a teraz znów weszło w blada czerwień. W połogu po pierwszej ciąży minęło szybciej.
Mezowi brakuje zbliżeń, brakuje mu mnie. A ja? Brakuje mi porządnego snu, brakuje mi czasu na zadbanie o siebie. Seks mi ciagle nie w głowie. Kiedy myślałam, ze już praktycznie skończyło się plamienie, pomyślałam czemu nie, spróbujmy, ale chwile potem stwierdziłam, ze nie jestem gotowa. Bo i kiedy? Wieczorami Dudu nieodkładalny, a jak zaryzykujemy, obudzi się z płaczem, co może obudzić Fifiego, co więcej wieczorem jest największy problem z zaśnięciem, wiec ryzykujemy godzinna rundkę płacz/na rekach co oznacza wielka frustracje, bo przecież miało być tak pięknie. Druga opcja: drzemka Fifiego i Dudu, tutaj oboje śpią w miarę fajnie, ale to jedyna pora w ciągu dnia, gdzie mogę odetchnąć, zajrzeć do tel., zdrzemnąć się chwile. Seks przy takiej opcji wydaje się być męką, nie przyjemnością... wierze, ze sen Dudu się ustabilizuje, a wieczory znów będą nasze ❤️
13 dc
Już sama nie wiem co mam ze sobą zrobić.To ciagle siedzenie w domu dobija mnie.Oczywiscie wszystko pozamykane nawet wizyt w kwietniu nie ma.Czekamy na wynik kariotypow i tyle.Jestem przygotowana psychicznie do in vitro tylko ze nie wiem kiedy.Chce mi się płakać nie budzić się i nie czuć tej pustki.Nigdy nie zobaczyłam nawet cienia a czuje się tak jakbym każdego miesiąca traciła kolejne dziecko.Biore suple.Obecny zestaw pregna start, ubichinol 100, proceive max women,flavon max,flavon Green,flavon protect,flavon kids,kwasy omega 3 i olej z wiesiołka.Zaczelam brać Dhea ale straszne migreny miałam wiec odstawione.Obecny cykl - owulacji nie widać wiec może być bezowulacyjny.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2020, 19:24
Wracamy ze szpitalaz lekarz zaleca dwa miesiace przerwy w staraniach, ale nie sluchamy go zrobilismy tylko miesiac. Potem bach dwa miesiace pozniej przy wyjazdem do norwegii na dwa tygodnie robie test pozytywny
omg co tu robic leciec i jechac na objazdowke po Norwegi pod namiotami? Tak, jade raz sie żyje!!! Pobyt super, tylko mdlosci okropne czulam, odliczam dni do powrotu do PL. Dzien wyjazdu czuje sie super:) pelna nadzieji i szczescia moze tym razem sie uda
Wsiadamy do samolotu, na jutro umowiona wizyta do poleconej ginekolozki i co bol brzucha, skurcze... o nie zaczelo sie... w domu do spania i oczekiwanie na jutro... wieczorem dla pewnosci powtarzam test.. sa dwie krechy
Nastepnego dnia rano, budzi mnie krew.... placz i zalamka a mialo byc tak pieknie ide do lekarza mimo wszystko kaze mi zrobic bete... beta jest za niska powtarzam za dwa dni spada ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 19:06
32 dc
To odliczanie dni cyklu skojarzyło mi się z odliczeniem przez skazańca dni do końca kary 🙄😉
No więc, dzień 32 cyklu, objawów @ nadal brak, piersi zawsze tydzien przed @ są jak balony i bolesne że nie można spać, teraz są pełniejsze ale miękkie i nie bolą, mam wrażenie że bolą brodawki🤷 brzuch zawsze boli kilka dni wcześniej, wczoraj pobolal może z dwie godziny delikatnie i tyle. W nocy obudziły mnie mega mdłości i jeszcze troszkę mnie teraz mdli, zastanawiam się co mogłam wczoraj zjeść, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Od kilku dni rano po wstaniu boli mnie gardło, ale po ok godzinie przechodzi zupełnie 🤷 i mam zatkany nos, ale nie mam kataru, organizm robi sobie ze mnie jaja.
Wczoraj w szufladzie znalazlam test ciążowy o czułości 25, rano bardzo mnie kusiło żeby go zrobić ale byłam twarda, już tyle razy widziałam biel na testach a dzień później przychodzila małpa, że poczekam do poniedziałku, jak będzie jeden dzień spóźnienia (już zakładam że @ się spóźni, wrrr).
Cieszy mnie to że dzisiaj ostatni dzień w pracy, a później 3 dni wolnego, dwa dni do pracy i urlop.😍 Dzisiaj mój małż dostał listę zakupów na weekend a jutro będzie gotował żurek. Muszę go pochwalić, bardzo dobrze gotuje, ale kuchnia po jego gotowaniu wygląda jak po przejściu tornada, praktycznie każda łyżeczka, garnek, talerz są mu potrzebne. Po obiedzie zawsze pytam jak sytuacja w kuchni, żeby mieć czas na przygotowanie strategii do sprzątania. Umowa jest taka że jak on gotuje ja sprzątam, szkoda że nie działa to w drugą stronę. Ale ja sprzątam na bieżąco w trakcie gotowania.
Wczoraj dowiedziałam się że w ciąży jest żona mojego kuzyna, która nigdy nie chciała mieć dzieci, znam ją ponad 10 lat i zawsze mówiła że to nie jest jej potrzebne. Kolejna koleżanka pisała mi, że okres jej się spóźnia 9 dni ale robiła test z ateki i wyszedł negatywny wiec
na pewno nie jest w ciąży, mowie jej jedź zrobić badanie z krwi, a ona że po co jak testy są w aptekach. Wytłumaczyłam jej że z krwi jest wiarygodny. Pojechała, zrobiła i wyniki bety ponad 300. 🙂
Pięknie 🙂
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 kwietnia 2020, 07:46
12 dc
Pełnych strań dalej brak. Ale jestem pełna nadziei czekam na wakacje
Wracam, jeden może dwa cykle, jeśli sie nie uda zostaniemy 2+1. Wiek, walka z wagą i praca... za duża presja...
36+6
Jutro ciąża donoszona!
Jak ten czas szybko mija! Tyle czekałam aby być w ciąży, a sama ciąża trwa naprawdę szybko. To nie był łatwy czas ale staram się nie marudzić i być wdzięczna za ten cud. Byłam 2 razy w szpitalu, ciągle skurcze, anemia, problemy z przepływami a teraz ostatnie 2 mięsiace w chacie przez koronę... poród bez męża, brak szkoły rodzenia. A tak chciałam chwalić się brzuszkiem. No nic, tak miało być, najważniejsze aby Maciuś był zdrowy! Obym mogła karmić piersią.
Dziś miałam Dopplera. Przepływy wyszły takie jak ostatnio więc jest ok. Za tydzień ważenie. Jestem spokojna.
Przytyłam 14 kg.
Lala chora, byłam dziś z mężem u weta. Miała gorączkę i ma ostre zapalenie gardła. Od 3 dni nie chce jeść... Gdzie to labrador więc jest łakomczuchem.
Doktorka na NFZ nie przyjmuje a miała mi gbs pobrać. We wtorek prywatny mi pobierze. Dobrze że do niego chodzę.
Brzuch już się obniżył, lekarz potwierdził. Często sikam i czuję jakby kości krocza się rozchodziły.
Już niedługo zobaczę synka ❤️❤️❤️
33 dc
Jutro powinna przyjść @, objawów na nią nadal brak, ściskam te biedne piersi a one nie bolą 😅 w brzuchu cały czas przelewanie, bulgotanie, jajniki czasami zabola delikatnie, a z nowości to krew z nosa w nocy, na szczęście niedużo. Boje się, żee znowu sobie tak strasznie wkręcam ciążę a test nic nie pokaże. Nie chce psuć humoru mężowi w poniedziałek wielkanocny, wiec swoje żale wyleje tutaj. Dziękuję Wam dziewczyny za kciuki. Uciekam robić sałatkę. Wesołych Świąt 🐣🐥🐤
🐣🌸23t2d🐰🌸
Wielkanoc jutro a jakoś w ogóle nie czuję tych świąt. Bez rodziny całej, bez święconki, bez wielkanocnego spaceru to nie to samo....
Dobrze, że mamy dziecko to chociaż dom troszkę przystrojony swiątecznie dla Niego. Mamy bazie, pisanki, stroik, wielkanocną girlandę.... mąż pitrasi w kuchni na jutro ja wysyłam znajomym i dalszej rodzinie życzenia, mały gra na plejce.
Wczoraj zaszalałam i kupiłam przez neta mnóstwo przepięknych ciuszków dla Naszej królewny 👸 wiem że powinnam oszczędzać w tych czasach ale nie mogę się powstrzymać. Wszystko takie piękne, słodkie i malutkie. Będą i przepiękne pajace do szpitala, zestawy bodziaków ze spodenkami, słodkie sukienunie i tuniczki, opaski pin-up, czapeczki, turbanik, chustka na szyjkę, a i moje odkrycie sukienko- bodziaki 🤱 Ciężko sie przestawic w zakupach, że garderoba dla dziwczynki jest bogatsza o te wszystkie sukienki i spódniczki. Z Maksem tAk nie miałam 😋 Nie mogę sie już doczekac paczuszek po świętach 😁
Kochane Madu, Evi, i wszystkie dziewczynki, które mnie czytacie jeszcze życzę Wam zdrowych, spokojnych i mimo wszystko rodzinnych oraz serdecznych świąt, pełnych wiary i nadzei na lepsze jutro ❤🐣🐏🐰
Leżę plackiem. Mąż posprzatal dom i zrobił pierwszy w życiu żurek. Smaczny wyszedł! A ja, ponieważ mam za dużo wolnego czasu zaczęłam sie zastanawiać czy moja beta nie jest za wysoka. Mało kto taka ma w 14 dpt. A wysoka beta może oznaczać zasniad groniasty, tylko nie wiem jak wysoka ma być żeby zasniad stwierdzić. Moja beta prezentuje się tak:
7 dpt 39
9 dpt 168
11 dpt 484
14 dpt 2556
Nie wiem co mam o tym myslec
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia 2020, 17:39
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.