Dziękuję Wam bardzo za wsparcie w moich dołkach. Już z ostatniego się odkopałam na szczęście. Wiem, że będą kolejne, ale tak wyglądają niestety długoterminowe starania. Jestem na nie skazana dopóki się nie uda. Póki co jest dobrze. Ostatnio usłyszałam od znajomej jedną z najbardziej okrutnych rzeczy, jaką można powiedzieć osobie mającej problemy z płodnością. Otóż najpierw rozpływała się nad tym, jak to z mężem mamy dobrze, jesteśmy sami, mamy dużo czasu, możemy robić co chcemy itp. A ona ma męża, oboje pracują i jeszcze na dodatek mają dwójkę dzieci. I na koniec dodała, że jej przynajmniej na starość będzie miał kto podać szklankę wody, a u nas nie wiadomo jak to będzie. Wryło mnie totalnie, zwłaszcza, że nigdy nie zaczynałam z nią tematu dzieci, tak naprawdę nic o mnie nie wie. Jakby z góry założyła, że nie mamy dzieci dla wygody. Próbowałam zrobić dobrą minę do złej gry i nawet tego nie skomentowałam, ale potwornie przykro mi się zrobiło.
Brzuch mnie boli ciagle jak na @. Ale to moze byc stresik (powrót do roboty po 3 latach...). Lekarza mam 13.10. Poszlabym nawet później, ale akurat wtedy był termin popołudniowy. Bede wtedy w 7mym tygodniu, ale chyba bedzie już cos widać, nie?
14 ms starań, 11 cs, 15 dc
Na monicie jeden pęcherzyk z prawego jajnika zniknął. Nie ma dziada. Pozostałe były identyczne jak w poniedziałek. Wygląda na to, że ten jeden musiał pęknąć. 🤷🏻♀️ Mam nadzieję, że tak jest.
Endo wciąż 9 mm. Ale podobno wygląda bardzo ładnie. Myślałam, że coś większe będzie. Chociaż z cm będzie miało ale nie roztrząsam tematu. Jak lekarz mówi, że ładne to znaczy, że ładne.
Wczoraj sobie uświadomiłam też, że dokładnie rok temu zaszłam w cp. Nawet owulacja wypadała mi w miarę podobnym okresie. Nie wiem kiedy to zleciało. Tak szybko 🤦🏻♀️ Troszkę to smutne. Ale wolę się skupić na tych wszystkich krokach „w przód” które zrobiłam. Przeszłam stymulację clo, nieudaną próbę z lamettą, zaczełam zastrzyki. Mam wrażenie, że lekarz wierzy, że już na tych zastrzykach musi sie udać.
Mam dużo czarnych myśli w głowie. Przeczucie, że mój organizm totalnie się rozregulował. Że mój jedyny jajowód jest cholernym leniem. Ale jie chcę się na tym skupiać. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę się negatywnie nastawiać. Najchętniej wolałabym nie myśleć w ogóle.
Od dziś zaczynam dupka 2x1. Mam brać aż do pojawienia się okresu. 🤷🏻♀️ Ciekawe co z tego wyjdzie. Z jednego zagubionego w czasoprzestrzeni pęcherzyka.
35+4
Dziś po obchodzie wzięli mnie na USG.
Szyjka długa i zamknięta. Infekcji brak.
Lekarz stwierdził że nie będziemy długo czekać i będziemy wkrótce wywoływać poród aby nie wdała się infekcja. Bo przecież cały czas nie będę brać antybiotyków.
W poniedziałek będę mieć USG na obecność wód. Jak będzie ich nadal dużo to poród będę mieć wywoływany po 13 października czyli w 37 tc.
Jeśli mało to w następnym tygodniu.
Lekarz chce przedłużyć ile się da do ciąży donoszonej.
Inny lekarz stwierdził że jestem teraz w 36 tc. Ja mu tłumacze jestem w skończonym 35 tc a zaczetym 36. Ale brany jest 35 tc. Ważne że tamten lekarz guru jest lepiej obeznany i stwierdził że jestem w 35+4
Chciałabym wytrzymać te 10 dni. Choć od wczoraj zauważyłam że więcej się że mnie leje. Dlatego dużo pije i leżę...
Oby USG poniedziałkowe wyszło prawidłowe. Bo każdy dzień dla małego jest waży i się liczy.
Już bym go chciała zobaczyć, ale wolę poczekać dla jego zdrowia.
I tak czy inaczej w ciągu 2,5 tyg się zobaczymy.
41!!!
Tak, nadal u mnie bez zmian. Nie wytrzymałam i kupiłam kolejne testy.
Zaraz po powrocie zrobiłam kolejny, z dużą nadzieją.
Z bardzo dużą nadzieją.
Z ogromną wiarą w tą drugą kreskę.
Patrzę na niego i nie widzę nic - NEGATYWNY.
Chyba w 41 dc już mogę przestać się łudzić, że w tym cyklu coś się zmieni, że tym razem nie będę płakać przy miesiączce...
Taaa obiecałam, to przecież i sobie i MK
🥵
6t + 1d
Dziś dowiedziałam się, że Sylwia jest w ciąży (Sylwia to żona brata ciotecznego mojego narzeczonego). Dodatkowo obie mamy termin praktycznie na Boże Narodzenie. Wszystko było by super, byłabym podekscytowana tym zbiegiem okoliczności, szczególnie, że oni starali się ponad rok i akurat teraz im się udało, gdyby nie to, że poczułam się jakby ktoś mi wbił sztylet w serce. Nie wiem skąd takie uczucie, ale mój skrzywiony umysł po dwóch stratach od razu przerobił sobie tą wersję wydarzeń w taki plan: ja zachodzę w ciążę, Sylwia zachodzi w ciążę, ja tracę dziecko, Sylwia rodzi dziecko na święta, ja dostaję depresji i Bóg wie co jeszcze. Wiem, że to głupie, wiem, że to tylko moje obawy, ale chyba nic mnie już nie zdziwi na świecie. Życzę jej jak najlepiej, żeby donosiła ciążę i urodziła zdrowego dzidziusia, ale mam wrażenie, że nie mogą być dwie ciąże w tym samym czasie, w jednej rodzinie.., że coś pieprznie, że coś zostało zaburzone, jakaś harmonia.. i że mi tą harmonię przyjdzie przywrócić...
Wiem, piszę jak obłąkana, ale jeśli ktoś stracił ciążę, przynajmniej dwa razy, z dwóch różnych powodów, to nie wierzy w coś takiego jak zbieg okoliczności czy pech... i mnie zrozumie..
W sumie, piszę ten pamiętnik dla siebie, by wyrzucić z głowy nawet takie obłąkane myśli, więc nie powinnam się przejmować co ktoś sobie o mnie pomyśli. Mam nadzieję, że 29 kwietnia o godzinie 15:30 mój świat stanie się bardziej pozytywny i będzie mi dane uwierzyć, że wszystko będzie dobrze...
Misiaaa narazie na tapecie jest imię Nina. Niby jesteśmy zgodni co do niego ale i tak co jakiś czas oby dwoje rzucamy innymi propozycjami wiec mam wrażenie że nie jesteśmy pewni w 100 procentach. U nas imię musi być takie żeby Francuzi nie połamali sobie języka a w Polsce umieli wymówić 🙆♀️
Mamy w sumie czas ale z drugiej strony chciałabym zwracać się do brzuszka po imieniu 😊
Niki nie, moja jeszcze nie opanowała kopniaków w pęcherz na szczęście 😅 nawet nie latam często do ubikacji. W nocy tylko raz wstaje wiec nie jest źle.
Alice za to miała głowe wbitą w mój pęcherz i robiłam non stop wycieczki do wc 😜 To było wyzwanie, siusiu, szybko szłam spać, i pytanie zdążę zasnąć czy znowu muszę wstać ? 🙈
A zapomniałam wczoraj napisać że jestem na +4 kg 🙆♀️ Podobałam mi się waga w szpitalu, zawsze pokazywała mi mniej niż w domu, teraz się chyba zepsuła 😅 Masakra 🤦🏻♀️ Nie no zdaje sobie sprawę z tego że nie jest źle, muszę przecież przytyć ale boje się na ilu skończę, chyba jak każda z Was zreszta.
Pytałam też o poród, czy będę mogła próbować naturalnie. Dowiedziałam się tylko tyle że będzie zebranie lekarzy i będą decydować. Wszystko okaże się na późniejszym etapie. 6 miesięcy miedzy cesarka a ciążą to mało .. Nie nastawiam się na nic w sumie, byle wszystko skończyło się dobrze i w terminie 🙏🏻
Niedługo przyjdzie na świat córeczka mojej szwagierki... Dziś teściowa zapytała czy bym nie kupiła dla niej jakiegoś ciuszka bo chcą jechać do niej i zawieść coś, żeby do szpitala wzięła dla maleństwa... Zgodziłam się, ale teraz tak myślę, że jak będę kupować to cudo to chyba serce mi pęknie z żalu, że to nie dla mnie... Poprosiła mnie dlatego bo od tej pory co jest koronawirus boi się chodzić po sklepach. Wiem, że to nie było złośliwe, dlatego zgodziłam się od razu. Kurcze ale też myślę z drugiej strony, że powinnam sobie potrafić radzić w takich momentach... Przecież to że my mamy problem to nie jest wina wszystkich wokół. Powinnam nauczyć się z tym żyć... Tylko to tak cholernie trudne jest....
37 dc
Ostatnie dni minęły mi cudownie, całkowicie się zresetowałam 😊 i ochota na męża wróciła a tu trzeba czekać cholera 😠
Krew na kariotypy pobrana, czekamy teraz na wynik, jestem dobrej myśli że wyjdą prawidłowe.
Endo kazała brać dalej euthyrox i miesiąc przed staraniami znów zbadać tsh
@ dalej nie ma i się nie zapowiada 😑
12 dc.
Przemyślałam sobie na chłodno temat leczenia i podjęłam decyzję. Piszecie, że warto zaczekać na dobrego specjalistę i tak zrobimy. Wizyta umówiona za kilka miesięcy, ale może faktycznie uda się wskoczyć wcześniej 🙂 W każdym razie, myślę, że to dobra decyzja.
Czas ten wykorzystamy na zrobienie kilku badań i wprowadzenie zmian w diecie.
Jestem teraz w gorszej kondycji psychicznej. Przytłacza mnie siedzenie na pracy zdalnej, przez krótki dzień i smog praktycznie nie wychodzę z domu. Mam bardzo skomplikowane relacje z mamą i niestety nie widzę perspektywy, żeby mogły się w najbliższym czasie poprawić... Do tego zbliżające się święta, które przeciez miały w tym roku wyglądać inaczej i ten cholerny covid. Niech ten rok sobie już idzie 😒.
Moim promyczkiem nadziei niezmiennie jest mój kochany Mąż, który potrafi mnie pocieszyć w najbardziej beznadziejnym czasie.❤️ Dla niego mogę się starać dalej.
Byłam u specjalisty od niepłodności, o którym pisałam parę wpisów wcześniej. Jestem pod ogromnym wrażeniem jego wiedzy, sposobu patrzenia na problem, dociekliwości. Już na wstępie wyznaczył 3 czynniki, które mogą przyczynić się do tego, że się nie udaje:
1. Hormony tarczycy - TSH powinno być bliżej 1 a u mnie jest bliżej 2. W jego ocenie mogę mieć ukrytą niedoczynność tarczycy i włączyłby leczenie. Tak samo zwrócił uwagę na podwyższona prolaktynę. Inni nie widzieli w tym problemu. Wczoraj miałam konsultację z endokrynologiem i on stwierdził, że wszystko jest ok...
2. Mam polipa w macicy. Jeżeli nie zniknie trzeba będzie obejrzeć go kamerą bo ewentualnie wyciąć. Przez to prawdopodobnie mam plamienia przed i po miesiączce. Nikt na to nie zwracał wcześniej uwagi, a mówiłam o tym 2 poprzednim lekarzom. Nikt nie zauważył tego polipa.
3. Morfologia męża skacze i powinien jeszcze wykonać badania hormonalne.
Generalnie podejrzewa, że problem nie tkwi w zapłodnieniu, a implantacji. Rozmawialiśmy o in vitro. Mówił, że nie skieruje nas na zabieg dopóki nie będzie miał pewności, że wszystko zostało sprawdzone. Trochę to potrwa, ale czuję, że jest to osoba, która może i chce nam pomóc. Jeżeli nie będzie nam się udawać to z czystym sumieniem podejdziemy do in vitro.
I na koniec stwierdził, że parę godzin wcześniej musiałam mieć owulację 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2020, 20:13
- 1cs - 22dc -
Czuję się tak kompletnie inaczej podczas tych starań. Mam wrażenie jakby się miało niedługo udać. Nie wiem skąd to przeświadczenie, chciałabym moc je nazwać matczyną intuicją ale tak w sumie to się troszkę boję tego uczucia. Boję się, że wrócę do tego wpisu za ileś tam cykli i zgorzkniała i zawiedziona będę czytać te słowa. Ale póki co czuję się taka spokojna i optymistyczna.. Odkąd potwierdziłam owulację nie sprawdzam temperatury. Tak samo zrobiłam w szczęśliwym cyklu. Wydaje mi się, że dzięki temu nie funduję sobie codziennej jazdy emocjonalnej tylko dlatego, że wykres opadł o jedną tysięczną stopnia. Tak poza staraniami to jestem zestresowana bo za półtora tygodnia wracam do pracy (jajks!) ale jak tylko skupiam myśli na naszych staraniach, to od razu mi lepiej. Taki spokój się we mnie wlewa. Nie wiem tylko jak mocno inwestować w żel i suple i kiedy pytać lekarkę czy mogę użyć CLO skoro już nie karmię tak często ale nie mam takiej napinki jak za pierwszym razem "kupować? nie kupować? a co jeśli kupię na marne? a co jeśli przyjdą za późno?" Luz. W pierwszy dzień kolejnego cyklu się o kupię. Bo przecież te kilka dni wytrzymam. A może nie będzie takiej potrzeby? Kto to wie? Czy ktokolwiek umie to zaplanować? No nie! Nawet jeśli się komuś udało, to to nie jest jego zasługa, tylko czysty fart. Dar od losu. Ja już swój dostałam, a teraz zachłannie proszę o drugi, ale tak jak już kiedyś tu napisałam (tu albo na Belly) - kto mi zabroni marzyć? Dziecinko dołączysz do nas? Do naszej rodziny? Od razu na starcie dostaniesz w prezencie kozackiego brata, będzie z niego niezły aparat. Chodź... Jeszcze Cię nie ma, a ja już Cię kocham. Słuchaj matki i chodź tu szybciutko ❤️
23 września wizyta z hormonami, estradiol i progesteron w normach, niestety w lewym jajniku wciąż torbiel ma już 5,5 cm 😰, podobno od estrofemu urosła. Dobra wiadomość że nie wygląda na torbiel endometrialna, nie wyklucza zabrania zarodka. Dostałam leki na endometrium dziś ma 8,6 mm, od dziś prolutex, lutagen, lutinus, estrofem. Transfer umówiony na 28 września 👍👍👍👍😊😊😊😊
15 dc
U mnie bardzo pozytywnie, a to wszystko dzięki wczorajszej wizycie w Gamecie.
Lekarz bardzo miły i rzeczowy. Na spokojnie przejrzał wszystkie wyniki i wysłuchał tego co miałam do powiedzenia. Pierwszy raz czułam, ze ktoś na serio chce pomóc.
Wstępna diagnoza - książkowe wyniki a efektów brak.
Więc działamy dalej, tym bardziej, ze tak jak czułam długość cyklu wraca do normy i jutro będzie owulacja 💪🏻💪🏻💪🏻
Pierwsze wrażenie z Gamety - nie chcą naciągnąć na kasę, mimo częstych opinii, że jest ona najdroższa. I co najważniejsze wchodząc do gabinetu w ogóle się nie stresowałam. Czułam się jak u dobrego znajomego - a to bardzo ważne.
I ten ogrom zdjęć bobasów w gabinecie lekarza 🥰
9+0
Czuję, że już po wszystkim. Dostałam ciemnych plamień, ból boli jak na okres, do tego szyjka nisko i otwarta. Jutro mam wizytę na 16:30 ale napisałam do gina czy przyjmie mnie rano. Nie wiem jak zniosę noc, serce mi pęka. Nie poradzę sobie z trzecim poronieniem..
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2020, 12:09
9 dc
Jak ja lubię urlop, nawet taki bez wyjazdu, w domu, we własnym ogródku 🥰 można pospać dłużej, zjeść spokojnie śniadanie, polezakowac na tarasie. Wczoraj trochę się opalałam, chciałam opalić nogi, ale oczywiście nogi pozostały blade, za to plecy są czerwone. Może dzisiaj uda mi się trochę te blade przeszczepy opalić bo od jutra zapowiadają deszcz, na który też czekamy, żeby w końcu posiana trawka ruszyła.
Codziennie dwa trzy razy wchodzę na stronę kliniki sprawdzac czy zmienił się komunikat, ale nadal nie robią zabiegów. Chciałbym już wiedzieć czy w następnym cyklu mogłabym zacząć stymulacje, mam czas do drugiej połowy maja bo wtedy wypada mi okres. Dziewczyny piszą że w ich klinikach już zaczynają procedury, może u mnie też coś ruszy. Ostatnio dużo czytałam na temat immunologii, niewiele z tego rozumiem, a mam wrażenie że u mnie w klinice nie przywiązuja wagi do immunologii. Boje się że nie mam zrobionych pod tym kątem badań i np. mam problem z implantacją zarodka, chociaż może to że byłam już w ciąży to wyklucza?? Ale było to puste jajo więc powód tego też musi być, może moje słabe komórki jajowe.. ehhh, mogloby to być prostsze. Ostatnio dowiedziałam się, że 3 nasze znajome są w ciąży, poczułam uczucie zazdrości bo dla nich to drugie albo trzecie dziecko, a ja nie nawet nie jestem w ciąży z pierwszym a czas ucieka.
Idę rozbiegać te mało pozytywne myśli.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2020, 09:06
38+6
Nadal w dwupaku. Chyba doczekam do terminu... choc bole okresowe coraz czesciej i dzis w nocy znowu czop odpadał. Ile go tam jest??
Maciuś waży ok 3100 g. Wg kalkulatora w necie na podstawie wymiarów zmierzonych przez lekarza 3011g (17 centyl). Przepływy są w normach. Ja juz nie tyję.
Zauważyłam ze po seksie często mi ten czop odpada, problem w tym że mąż niechetnie daje się namówić
Stymuluję tez sutki - wtedy sa od razu skurcze przepowiadające. Czyli to działa.
Hehe Oxalis usmiałam się z tym Hitlerem

Mam tylko nadzieje ze urodzę naturalnie. GBS ujemny. Musze przedzwonic do Białegostoku i dowiedziec się co w razie przenoszenia ciąży, kiedy mam się zgłosić. Nie byłam tam na ostatnich dwóch wizytach z uwagi na koronę.
To kiedy rodzimy? Jak obstawiacie? Bo ja juz odpuszczam
Niech się dzieje wola Nieba...
Dziś 2 październik 4 dpt, od 4 dni jestem na zwolnieniu lekarskim, odpoczywam w domu. Z objawów nie mam nic , tylko wczoraj o 22.00 silny ból brzucha brałam nospe
To już jutro... Ale się niesamowicie stresuje! 😱😱😱
39+5 tc
Finiszujemy 🥰 już tak bardzo chciałabym urodzić! Jestem gotowa od przeszło miesiąca, wiec zdecydowanie zbyt wcześnie zaczęłam się przygotowywać. Przez to może tak bardzo nie mogę się doczekać. Ale teraz dodatkowo wszystko komplikuje sytuacja epidemiologiczna 😔 na ten moment porodówka przyjmuje, ale zachorowań jest coraz więcej, od jutra miasto jest żółtą strefą i tak naprawdę wystarczy przecież ze wykryją jeden przypadek na porodówce to ją zamkną 🤷🏻♀️ Tak ze do tego stresu czysto porodowego dochodzi jeszcze stres związany z niepewnością przyjęcia na oddział 🤷🏻♀️ Chciałabym w związku z tym urodzić jak najszybciej. Termin mam na poniedziałek 5 października. Wczoraj miałam ostatnią już wizytę - doktore zrobił masaż szyjki- twierdzi ze nadal zamknięta ale chociaż zmieniła już trochę konsystencję na bardziej miękką. Czyli jest jakiś postęp, uf. Mała nadal leży dosyć wysoko- można jej jeszcze spokojnie robić zdjęcia buźki na usg. Szacunkowa waga wyszła trochę ponad 2800 czyli mało, ale wiadomo - błąd jest około 400 g, czyli pewnie wazy około 3 kg. Maleństwo. Doktor twierdzi ze powinnam urodzić SN bez problemu. Ze względu na to ze Helenka jest mała to dostałam skierowanie na wywołanie dopiero tydzień po terminie - lepiej żeby poród zaczął się sam, wiadomo ze wtedy dużo lepiej postępuje, a nie ma dużego ryzyka ze mała będzie zbyt duża żeby ją urodzić SN. Na KTG zapisał się jeden skurcz o mocy 60, ale po tym całym masażu szyjki dzisiaj nad ranem obudziły mnie skurcze okresowe - mała bardzo się ruszała wiec tez je czuła. Teraz już nie odczuwam tych skurczy, ale trochę kłuje mnie w pochwie. Liczę ze wszystko jakoś powoli się rozkręci. Tak czy inaczej liczę mocno ze za tydzień już będę tulić moją córeczkę w ramionach a nie w brzuszku 🥰
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.