Liversiak Pamiętnik nadzieją pisany 22 października 2020, 17:38

Drogi pamiętniczku!
Dziś 11 DC zawaliłam ! Zjadłam dzisiaj paczkę chipsów. W sumie to nawet nie miałam ochoty, ale jak wzięłam jednego to już później nie mogłam się powstrzymać. Teraz wyrzut sumienia. Klasyk. Ten cykl stymulowany i to pewnie ostatni w tym roku, bo albo zajdę albo później już bez stymulacji. Epidemio idź sobie! Jak na 11 DC to objawów płodności prawie brak. Czasami pobolewa brzuch, raz na dzień widzę jakiś znikomy śluz , ale boje się bo kurde serio taka susza. W weekend pykniemy sobie jakieś winko z małżem na miły wieczór, mam nadzieję, że trochę zluzuje i ten śluz się pojawi... Od poniedziałku 15DC i taki chyba u mnie najbardziej tydzień w którym musiałabym się ogarnąć, bo w sumie i nawet do 25 dnia może się coś odezwać. W sercu jakoś czuję, że się nie uda, serio. Sama nie wiem co tak naprawdę powinnam robić, myśleć, żeby się udało. Jak narazie czuję, że bez tych monitoringów nie wiem nic. Co będę robić przez najbliższe dni ? Zapewne będę wpieprzac ananasa i podnosić nogi po stosunku jak to piszą pewne mądre grupy. No i mam nadzieję, że ten seks nie będzie taki wymuszony.
Nadziejo ogarnij mnie!


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2020, 17:39

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 22 kwietnia 2020, 10:11

7dc
Wczorajszy dzień spędziłam na robieniu porządków w szafie z moimi ubraniami, chyba 70% ciuchów wyciągnęłam do oddania. Mąż jak to zobaczył to pytał czy będę miala się w co ubrać. Fakt ubrań mniej, ale zostały te w których rzeczywiście chodzę a nie takie (chociaż ładne), które czekają na specjalną okazję albo są w głębinach szafy i nie pamiętam, że je mam. Od ok 2 lat staram się kupować ubrania uniwersalne, które pasują do większości innych moich ubrań i tak w szafie królują biele, beze, czerń, granat, szarości i brązy. Chociaż znajdzie się jakaś jedna żółta bluzka. Jedynie sukienki na wyjścia z mężem są w kolorze soczystej czerwieni 😈 O ile z ubraniami nie mam problemu się rozstać o tyle z butami jest problem, szczególnie z tymi ulubionymi, najwygodniejszymi. Jak już sama stwierdzam, że czas się pozbyć jakiejś pary szpilek bo już nie da się ich naprawić ( zdarty obcas, albo czubki buta) to i tak odkładam je na pół roku na koniec półki i dopiero jak uda mi się kupić takie same to zniszczona para ląduje w koszu. Moja siostra zawsze czeka na te moje porządki w szafie 🤣 wczoraj była przeszczęśliwa że dostanie ode mnie dwa pudła ciuchów, z czego skorzysta ona i jej koleżanki. Oddać jakis ciuch siostrze nie mam problemu ale pożyczyć już gorzej 🤭 ja dbam o rzeczy bardzo a siostrze nie przeszkadza że sukienka po jednym założeniu nie nadaje się do niczego. 🙄
Od dwóch dni mam plamienia brązowe więc tak naprawdę ,, prawdziwego,, okresu było 5 dni, zazwyczaj jest pełne 7 a później delikatne plamienia. W sumie mogłoby już tak zostać jak jest teraz, zawsze wkurzało mnie 7 dni @, kiedy koleżanki miału 3 dni, max 5. Od dwóch dni kłuja mnie jajniki, zaczął prawy a wczoraj dołączył lewy. Nie kłują cały czas, ale tak co chwilę raz jeden raz drugi. Najważniejsze że koniec @ i można zacząć 💓😈
Miłego dnia dla wszystkich, idę podlewać trawkę. Niech już w końcu popada ( najlepiej w nocy) bo zbankrutujemy. 😉

6t + 0d

Mdłości delikatne. Zastanawiam się czemu tym razem mnie nie męczą? I chyba mam odpowiedź. W poprzednich ciążach mieszkaliśmy z teściami, którzy palili w domu. Bardzo mi to przeszkadzało, nie mogłam spać, bo ciągle czułam ten zapach, budziłam się na dźwięk zapalniczki, chodziłam zmęczona. Mieliśmy własny pokój, odizolowany, szczelnie zamknięty, oczyszczacz powietrza wstawiony, oczyszczał powietrze z dymu papierosowego, ale mój ciążowy nos nie dawał się oszukać. Na szczęście w końcu skończyliśmy remont nowego domu i mieszkamy na dwóch osobnych kondygnacjach, a teściowie palą na tarasie lub gdzieś w swoich pokojach na szarym końcu domu. W każdym razie dymu nie czuję, wysypiam się. Śpię po 10-12 h a nie po 5-7 jak w poprzednich ciążach. Może też dlatego się lepiej czuję, mam więcej energii i moje ciało już się nie buntuje, aż tak, bo po prostu czuję się dobrze? Dowiem się za równe 7 dni. Na wizycie. Jeśli dzidziuś jest cały i zdrowy to moja hipoteza może się potwierdzić :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2020, 12:03

Patt1002 Czekamy na Aniołka 22 kwietnia 2020, 12:31

Czy Wy tez macie taki spadek formy przez tego wirusa? Mam wrażenie, ze popadłam w jakąś depresje, moze zbyt wiele do mnie dotarło. Czuje sie fatalnie, nie umiem sie odnaleźć w domu. Chciałabym gdzieś uciec z moim mężem i tam sie zaszyc, a jednocześnie mam wyrzuty. Straszne uczucie. Nie pisze tutaj nic o szkoleniach, bo one odwołane do odwołania... Wiec czekamy cierpliwie a odwołanie odwołania ;)

Ana 81 Jak nie zwariować ? 29 kwietnia 2020, 08:48

Dokladnie tydzien temu bylam na wizycie u gin wtedy to byl 20 dc, starania naturalne, cialko zolte widoczne na usg, czyli owu byla ;) dopytuje lekarza czy moze ze wzgledu na wiek i na mala ilosc komorek moglabym zazywac Dhea? Mowie mu, ze czytalam w necie i czy to np mogloby mi pomoc? Lekarz z usmiechem, bo ja na kazdej wizycie wynajduje jakies rzeczy i zawsze mam pytania :) Powiedzial, ze nie ma udowodnionych badan na to, ze pomaga, ale jak chcialabym to musialabym przyjmowac cykl przed stumulacja. A teraz co pan proponuje? Sprobujmy z aromkiem od 2-5 dnia cyklu, potem prosze sie zglosic na usg w 5 dniu i zobaczymy czy cos tam jest :) Dzisaj jest 27 dc, wczoraj skurcze straszne i bol, zazylam magnez i nospe, pomoglo. Kurcze takie skurcze i bol mialam po transferze - nieudanym. Czlowiek to sobie tak wkreca, moze po prostu idzie okres, a ja sie martwie ze nie wiadomo co. Obiecuje sobie ze w kolejnym poscie opisze wszystkie badania co zrobilam, moze ktoras z Was mi cos podpowie, bo ja troche nie czaje tych wynikow badan, a lekarz jak mi tlumaczyl, to bylam tak zaaferowana, ze nic nie pamietam co do mnie mowil :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2020, 20:12

35tc+4
10 dni, ale dzisiaj trochę mniej o samej ciąży, chociaż może właśnie bardziej...
Za dużo już nie mogę robić, więc dużo leżę i oglądam głupoty w tv... i właśnie słowo "głupoty" to słowo klucz...
Słucham o tej hodowli dzieci i nie wierzę... o tym kto będzie kochał te dzieci... ja będę kochać moje dziecko, ktoś mi zabroni?
Zastanawiam się czy ktoś naprawdę jest tak głupi? Skoro tak łatwo można mieć dziecko z hodowli, to moze czas zacząć hodować rozum? Niektórym by sie przydał przeszczep i to w trybie pilnym...
Jak można powiedzieć cos takiego tym dzieciom? Jak mozna oceniać rodziców, których jedyna "wina" jest to, ze tak bardzo pragną mieć dziecko?
Pomijając zs temat dotyczy mnie osobiście, to na logikę, takie dzieci sa nawet bardziej kochane, bo tak bardzo chciane, wywalczone ogromnym kosztem... tu nie ma przypadku...
Naprawdę matka która zachodzi w przypadkowa ciążę i nie wie z kim, kiedy, jest lepsza matką ode mnie? 😢 nawet jak pobije i zabije to dziecko z bo nigdy go nie chciała, ktoś powie ze ona kochała, a moje dziecko nadal będzie "z hodowli "?
Z jednej strony chcemy jako państwo zeby było więcej dzieci... z drugiej strony nijak państwo nie pomaga ludziom którzy tak bardzo chcą miec te dzieci... skoro od tego państwa z kartonu i tekstury nie dostałam złamanego grosza pomocy w walce o dziecko, to niech sie ode od... 😢
Gdzie było nasze cudowne państwo, jak umarło moje dziecko z naturalnej ciazy? Teraz beda mnie oceniać? Jakim k*wa prawem? Nikt nie wie, ile mnie to wszystko kosztowało... jak cholernie ciężko było podjąć decyzję o IVF... a im się wydaje, że kobiety tak łatwo podejmują takie decyzje?
Za każdym IVF idzie jakaś trudna historia, lata starań, diagnoza ze to jedyna szansa... w moim przypadku śmierć dziecka... mam takie poczucie, ze gdybym nie była wtedy w ciąży, z czasem nauczyłabym się zyc z tym ze sie nie da... ale po tym jak mała umarła nie potrafiłam sobie wyobrazić zycia bez dziecka, wypełnić tej pustki, która zabrała mi sens życia...
Czy ktos kto nie przeżył tego wszystkiego ma prawo mnie oceniać?
Dla mnie to była cholernie trudna decyzja... Boze tylko Ty wiesz jak bardzo... tylko Ty wiesz jak bardzo nie wyobrażałam sobie życia bez dziecka... ale z drugiej strony, to Ty stworzyłeś kobietę do roli matki... czy naprawdę to ze tak bardzo chciałam miec żywe dziecko to cos złego?
Czy to ze jestem np przeciwnikiem aborcji, daje mi prawo do oceniania innych? Dopóki nikt mnie nie zmusza do IVF czy aborcji uważam ze to ich sumienie... zwłaszcza ze państwo mi nie pomoże w mojej walce z niepłodnościa...
Tacy to wielcy katolicy, a juz osadzili mnie i moje dziecko...
Nie myślałam nigdy o tym, ale żyjemy w takim kraju ze nie chcę zeby moje dziecko wiedziało ze jest ze sztucznej hodowli... wystarczy ze bedzie wiedział, ze jest kochanym i tak bardzo chcianym dzieckiem ...
Trochę mi zalpost wyszedl, ale gdzieś mnie to dotknęło 😢

Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏

Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 22 kwietnia 2020, 14:06

14dc, 1dpo
Jestem z powrotem bez dobrej nowiny, ale to nic. 27dc rozpoczęłam nowy cykl: nowe szanse, nowe nadzieje. Jestem wyjątkowo spokojna, nie przeżyłam rozczarowania. Już chyba idzie się przyzwyczaić do tej bieli na testach po 3 latach starań i człowiek nie spodziewa się niczego innego. Ale to będzie zaskoczenie jak pojawi się jakiś cień, chyba nie uwierzę.
Ostatnimi czasy bardzo wkręciłam się w duchowość i próby pełnej akceptacji siebie. Przez tyle lat straciłam pewność siebie, nie czułam się kobietą, głównie przez komentarze matki, która wmawiała mi, że może jestem jeszcze niedojrzała skoro nie udaje mi się zajść w ciążę. Staram się myśleć, że wszystkie komentarze na temat mojej osoby i ciąży są wypowiedziane w dobrej wierze i osoby, które je wypowiadają chcą dla nas dobrze. Długi czas ukrywaliśmy, że się staramy, ale męczyło mnie to psychicznie, musiałam się wygadać. Myślałam, że mi to pomoże, ale teraz czuję jeszcze większą presję, każdy czeka na nowinę, a ja już nie wiem co mogę więcej zrobić. W tym cyklu biorę metylowany kwas foliowy, wit.E, wit.D i staram się zdrowo jeść. Chciałabym pójść na monitoring, bo ostatni raz byłam w lutym, ale na tą chwilę korona dalej rządzi światem.

Byłam dzisiaj w laboratorium, zostawiłam tam 380zł. Musiałam "odświeżyć" wyniki bo coś czuję, że moja tarczyca, a raczej jej połowa (drugiej połowy nie mam), niedomaga. Zrobiłam TSH, FT3, FT4, D-dimer, Ferrytynę, Fibrynogen, Homocysteinę, Wit.B, Wit.D. Czuję się zmęczona, w pracy nie mogę się skupić, jestem nerwowa i mam suchą skórę. Może to tarczyca, a może co innego. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na wyniki.

Dzisiaj mam w planach przygotować romantyczną kolację z dobrym jedzonkiem i winkiem. Nie byłam ostatnio żoną marzeń, wypadałoby się jakoś zrehabilitować w oczach męża :) Niech chłop też ma coś z tego życia. W tych staraniach często myślimy egoistycznie i traktujemy partnerów jako samców zapładniaczy, nie zapominajmy, że oni też mają uczucia.

Poniedziałkowy test był negatywny, zadzwoniłam do kliniki żeby zapytać czy odstawić lekki, kazali iść na betę. "Nie znając" jeszcze wyniku odstawiłam lekki. Wynik dostałam dopiero dzisiaj rano, oczywiście negatywny. Okres już przyszedł. Najchętniej już teraz zaczęłabym stymulację ale jak mam pogodzić te wszystkie wizyty no i przede wszystkim punkcje z nową pracą :( Tak naprawdę nie chce tej przerwy :( Jutro ma zadzwonić moja Pani dr, mamy omówić dalsze leczenie ...

Wera Nasze początki 22 kwietnia 2020, 18:24

21 dc
Biorę pregna start już 8 miesiąc

AsiaKK Odpowiedni czas na dziecko istnieje! 22 kwietnia 2020, 19:27

Dzisiaj był dzień pt. "Nie uda się.".

Kiedyś z tym walczyłam, z tym, żeby każdego dnia nie myśleć o ciąży, "wyluzować się" i nigdy nie udawało mi się, także za każdym razem, kiedy przyłapałam się na tych myślach i towarzyszących im negatywnych emocjach (w 90 % towarzyszą mi wtedy niestety negatywne emocje) to byłam zła na samą siebie, miałam wyrzuty sumienia, że marnuję czas, marnuję energię etc. Teraz sobie pozwalam. Tak to jest podczas długich starań z przebojami (czyt. poronienia).

No więc dziś był TEN dzień (dlatego piszę :D). Byłam zła, nabuzowana, wymiotować mi się chciało z nerwów, ale siedziałam cicho, nie robiłam dramatu mężowi... z czego jestem mega dumna! Poza tym miałam ochotę napisać do wszystkich koleżanek, że mi źle, że nie mogę zajść w ciążę (kilka o tym wie, kilka nie) i ogólnie takie wołanie o pomoc. NIE NAPISAŁAM. Z czego również jestem mega dumna. Nie wolno mi wtedy do nikogo pisać, nikomu się żalić. Prawda jest bowiem taka, że ludzie mają swoje problemy i i tak ci nie pomogą. No bo co? Po napisaniu do nich dostaniesz cudowny przepis na zajście w ciążę? Nie! Pożałują ciebie, powspółczują i tyle, wrócą do swoich codziennych obowiązków. Może docenią swoje rodziny - na pewno!

Także nie napisałam do nikogo, poszłam na godzinny spacer - a raczej marsz, przy okazji na zakupy. Dobrze mi to zrobiło. Teraz już wiem, że jak mnie najdzie taki dzień, wychodzę - spacer, rower, marsz, cokolwiek. I żadnego spontanicznego użalania się do znajomych, koleżanek - niestety przyjaciółki nie mam, nad czym bardzo ubolewam. Przez chwilę myślałam, że jednak mam, ale przyjaźń okazała się jednostronna, i owszem dziewczyna zaszła w ciążę i mnie to zabolało, ale pisałam, troszczyłam się, zawsze pierwsza - ona, od kiedy jest w ciąży już się do mnie nie odzywa... Doszłam do wniosku, że dopóki wiedziała o moich staraniach i mogła podpytać (bardzo często wtedy sama pisała i podpytywała o starania, suplementy itd. chociaż sama twierdziła, że się nie stara jeszcze) to byłam jej niejako potrzebna. Poza tym jej się też nie udało w 1 cs, więc miała koleżankę na równi, a w sumie to nawet w gorszej sytuacji, bo koleżanka już po poronieniu i nadal z brakiem ciąży, także nie dość, że można było podpytać o starania to jeszcze się podbudować, że nie jest się samemu, że inni mają gorzej. No a teraz, kiedy wyszło, to już ma się inne koleżanki - ciężarne - i ma się oczywiście inne tematy. Dziewczyna się do mnie nie odzywa, zero, nic, jeszcze informując mnie o swojej ciąży nie omieszkała wspomnieć jak to jest jej mnie żal i że życie jest niesprawiedliwe. Potem poinformowała, że z ciążą wszystko ok (po tym jak zapytałam kilka razy - żadne tam jednorazowe pisanie, ja się wkręcam :D) i cisza. Na zasadzie "Ten etap mamy już dzięki Bogu za sobą, a ona niech się męczy dalej sama". No i po tym doświadczeniu wiem, że nie każdemu wolno mówić, pisać o swoich uczuciach. Jestem bardzo wylewną i szczerą osobą i myślałam, że inni, a przynajmniej ci z mojego otoczenia też tacy są, no to nie, nie są. Więc teraz pysk na kłódkę i jak mi źle to ruszam moją pulchną D... i wybywam. Pogoda dopisuje, zakazu na wyjścia nie ma, wiec ciao. :)

Jest takie powiedzenie, że kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę - zgadzam się w 100 %.

Kiedy będę w ciąży?

dagmara Mój wyścig z czasem. 2 października 2020, 09:02

Dużo się dzieje. Świat nagle przyspieszył. Ale po kolei.
Dokładnie przeanalizowałam mój wykres temp. i wyszło, że owulacja była 25-26dc. Co oznacza, że jestem w 4t+5d.
Umówiłam się do mojej ginki na 15.10.2020 i to będzie pierwsza wizyta (6t+5d). W kolejnym tygodniu (7t+5d) mam wizytę u gina z NFZ. Jeśli ta ciąża się uda, to będę ją prowadzić u dwóch lekarzy.
Zrobiłam kilka badan w labie i tak: mocz ok, morfologia ok, TSH 3,39 => wdrożyłam od razu Euthyrox 50, glukoza 91 (norma do 92), progesteron... 56ng/ml. Jak zobaczyłam ten progesteron, to się przeraziłam. Dlaczego taki wysoki??? Przeczytałam pół internetu i doszłam do wniosku, że jest coś nie tak. Wysoki prog może być np. przy ciąży bliźniaczej, o czym nie marzę... Druga rzecz: zaśniad groniasty. Przeczytałam, że dziewczyna miała wynik 58ng/ml i okazało się, że to zaśniad. To mi wystarczyło, żeby pół dnia przepłakać...
Przeczytałam także, że przy zaśniadzie jest wysoka beta. Nie wiem ile to jest "wysoka", ale postanowiłam sprawdzić tą moją betę... W związku z tym dwa dni później znów poczłapałam do labu. Beta wyszła 465. Znów do internetu i ... doszłam do wniosku, że ta beta "wpasowuje się" w mój wiek ciąży. Czyli może nie jest "za wysoka"? Trochę mnie to uspokoiło. Ale postanowiłam iść za ciosem i zrobić drugą betę po 48h. Chociaż mówiłam, że jej nie zrobię, bo:
- dobry przyrost bety nie jest gwarancją sukcesu (w drugiej ciąży miałam 133% i zarodek umarł),
- zły przyrost bety odbierze mi nadzieję.
Tak czy inaczej dziś zrobiłam drugą betę i będę czekać na wynik. Jak będzie dobra, to będę się cieszyć, bo w moim rozbiciu psychicznym potrzebuję choćby najmniejszych promyków nadzieji, że będzie dobrze. A jak będzie źle, to przynajmniej od razu będę wiedziała i nie będę żyła nadzieją przez kolejne dwa tygodnie do wizyty.
Wyniki będę miała o 18.00, ale przeczytam je dopiero jak mój synek pójdzie spać. Póki co na dzień dzisiejszy wiem tylko tyle, że JESTEM W CZWARTEJ CIĄŻY!

Niemalże 3 m/ce. W najbliższą niedzielę Malina po tej stronie brzucha będzie z nami 3 miesiące. Czas zapiernicza. Raczej nam się udało poznać, ma swoje pory snu, ma swoje "muszki w nosie". Jest męcząco i cudownie. Na przemian. Ogarniamy się. Chata dalej nieogarnięta, ale potrafię się już wykąpać bez niczyjej pomocy, zrobić sobie jedzonko bez niczyjej pomocy :)

Mężuś spełnia się w roli Tatulka, ostatnio rzucił, że jest przy niej szczęśliwy, ale też mega zmęczony. Po czym dodał (a on przyjeżdża do domu w czwartki wieczorem, wyjeżdża w poniedziałki rano, więc trochę go nie ma, zalicza ten reset psychiczny), że musimy znaleźć jakiś klub malucha, bo zajmowanie się Maliną (1,5 godziny intensywnego zajmowania się, bez aferek i draczek, jedynie zabawianie) zabija mu szare komórki. Tak. Zabija mu szare komórki. To, co ja mam powiedzieć? Jak on chyba nigdy nie był dłużej z Maliną jak 30-45 minut. To ja już po takim okresie nie powinnam mieć mózgu. Może i zabija niektóre szare komórki, ale też inne - odpowiedzialne za wymyślanie rozrywek - się budują. Ma swoje momenty, np. jest taki grzybek mombella, niby gryzak, niby smoczek, większość dzieciaków za tym szaleje, Malinka też. Grzybek ma dwa uchwyciki. Po prysznicu wchodzę do pokoju, Malina z grzybkiem w ustach (jeden uchwycik). Do drugiego podczepiony Mężuś. Komedia. Staję, już chyba nic mnie nie zdziwi, ło co chodzi chłopie, bo nie czaję, spłukałam resztę szarych komórek z wodą i nie czaję. "O śmiech i zabawę, zobacz jak się chichra". Malina faktycznie radochę miała niezłą. Momentami mam ochotę go udusić. Jak przyjeżdża się zająć Maliną, to ja chciałabym mieć czas dla siebie - choćby w drugim pokoju. Czas na poleżenie i popatrzenie w sufit. A on co? Malina na ręce i hop, do tego samego pomieszczenia, gdzie Krąsi siedzi. 🤦‍♀️ Jestem w kuchni, słyszę zasuwa do kuchni, przechodzę do salonu - siup, znowu wszyscy razem w salonie jesteśmy. Wiem, że się stęsknił, że może się niepewnie czuje, że chciałby ze mną pogadać i tysiąc pewnie innych powodów. A kurka wodna w tych chwilach mam tak wielką potrzebę bycia samej. Ostatnio się złapałam na tym, że jak Malina śpi i szybko szykuję kolację lub się kąpię, to nawet wtedy nucę piosenki 🤦‍♀️ siła nawyku. A Mężuś, jak się nią zajmuje, to i tak często słyszę "Krąsi, podaj chusteczki", "Krąsi, gdzie są czyste myjki?", "Krąąąąąsi, o co jej może chodzić?", "Krąsiiii, pooomooooocyyyy!".

Byłam pierwszy raz na ściance wspinaczkowej. Przepraszam. Byliśmy. Zapakowaliśmy Malinę, Tatulek miał ją ogarniać, a ja tylko w razie konieczności na karmienie. Udało mi się pogadać z innymi ludźmi, udało mi się delikatnie powspinać :) Po tym wysiłku fizycznym przestały mnie boleć biodra :) W domu wróciłam do jogi, a od przyszłego tygodnia będę sobie raz w tygodniu na 1,5 godziny wychodziła na jogę. Nie mogę się doczekać.

Kiedyś w pracy jedna koleżanka, wówczas mama 4-latka powiedziała mi, że ona wychodzi z domu na pedicur. Dziwiłam się jej, bo lubiłam sama sobie raz na dwa tygodnie zrobić. Taka godzinka tylko dla mnie. Już rozumiem. To konieczne, jeśli chcesz mieć odrobinę świętego spokoju.

Oh i jeszcze jedno. Miałam takie wyobrażenie, że po ciąży nasze życie seksualne wróci do etapu sprzed starań. O taaakiego. Wtedy, kiedy można człowiek odpoczywa. Udało nam się może ze dwa czy trzy razy być bliżej.

10 dzień po owulacji
Rano zrobiłam test a tam jaśniutka kreska! Pokazałam mężowi, on też ją widzi.
Przyjęliśmy to na spokojnie, jestem po 2 stratach więc nie chcemy się cieszyć za wcześnie. Jutro pojadę na betę a w poniedziałek zrobię powtórkę. Coby nie było dalej, na chwilę obecną jestem w ciąży!

Edit.
Nie wiem dlaczego nie mogę dodawać nowych wpisów.
Jednak nie pojechałam na betę, nie chce się narażać na wirusa. Wczoraj koleżanka skutecznie mnie sprowadziła na ziemię pytając czy dałam sobie zastrzyk Ovitrelle. O szit... Zastrzyku.... Ja kompletnie o nim zapomnialam! Niby utrzymuje się do 10dpo, ja zrobiłam gest w 11. Miałam obawy ze mogło coś pozostać po zastrzyku. Dzisiaj 13 dzień od podania Ovitrelle a kreska dalej na teście! I to ciemniejsza niż dwa dni temu :) Nie wiem czy jutro jechać na tą betę... Serio obawiam się wirusa


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2020, 13:15

Dziękuję Wam bardzo za wsparcie w moich dołkach. Już z ostatniego się odkopałam na szczęście. Wiem, że będą kolejne, ale tak wyglądają niestety długoterminowe starania. Jestem na nie skazana dopóki się nie uda. Póki co jest dobrze. Ostatnio usłyszałam od znajomej jedną z najbardziej okrutnych rzeczy, jaką można powiedzieć osobie mającej problemy z płodnością. Otóż najpierw rozpływała się nad tym, jak to z mężem mamy dobrze, jesteśmy sami, mamy dużo czasu, możemy robić co chcemy itp. A ona ma męża, oboje pracują i jeszcze na dodatek mają dwójkę dzieci. I na koniec dodała, że jej przynajmniej na starość będzie miał kto podać szklankę wody, a u nas nie wiadomo jak to będzie. Wryło mnie totalnie, zwłaszcza, że nigdy nie zaczynałam z nią tematu dzieci, tak naprawdę nic o mnie nie wie. Jakby z góry założyła, że nie mamy dzieci dla wygody. Próbowałam zrobić dobrą minę do złej gry i nawet tego nie skomentowałam, ale potwornie przykro mi się zrobiło.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 października 2020, 09:53

Brzuch mnie boli ciagle jak na @. Ale to moze byc stresik (powrót do roboty po 3 latach...). Lekarza mam 13.10. Poszlabym nawet później, ale akurat wtedy był termin popołudniowy. Bede wtedy w 7mym tygodniu, ale chyba bedzie już cos widać, nie?

14 ms starań, 11 cs, 15 dc

Na monicie jeden pęcherzyk z prawego jajnika zniknął. Nie ma dziada. Pozostałe były identyczne jak w poniedziałek. Wygląda na to, że ten jeden musiał pęknąć. 🤷🏻‍♀️ Mam nadzieję, że tak jest.

Endo wciąż 9 mm. Ale podobno wygląda bardzo ładnie. Myślałam, że coś większe będzie. Chociaż z cm będzie miało ale nie roztrząsam tematu. Jak lekarz mówi, że ładne to znaczy, że ładne.

Wczoraj sobie uświadomiłam też, że dokładnie rok temu zaszłam w cp. Nawet owulacja wypadała mi w miarę podobnym okresie. Nie wiem kiedy to zleciało. Tak szybko 🤦🏻‍♀️ Troszkę to smutne. Ale wolę się skupić na tych wszystkich krokach „w przód” które zrobiłam. Przeszłam stymulację clo, nieudaną próbę z lamettą, zaczełam zastrzyki. Mam wrażenie, że lekarz wierzy, że już na tych zastrzykach musi sie udać.

Mam dużo czarnych myśli w głowie. Przeczucie, że mój organizm totalnie się rozregulował. Że mój jedyny jajowód jest cholernym leniem. Ale jie chcę się na tym skupiać. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę się negatywnie nastawiać. Najchętniej wolałabym nie myśleć w ogóle.

Od dziś zaczynam dupka 2x1. Mam brać aż do pojawienia się okresu. 🤷🏻‍♀️ Ciekawe co z tego wyjdzie. Z jednego zagubionego w czasoprzestrzeni pęcherzyka.

35+4

Dziś po obchodzie wzięli mnie na USG.
Szyjka długa i zamknięta. Infekcji brak.
Lekarz stwierdził że nie będziemy długo czekać i będziemy wkrótce wywoływać poród aby nie wdała się infekcja. Bo przecież cały czas nie będę brać antybiotyków.
W poniedziałek będę mieć USG na obecność wód. Jak będzie ich nadal dużo to poród będę mieć wywoływany po 13 października czyli w 37 tc.
Jeśli mało to w następnym tygodniu.
Lekarz chce przedłużyć ile się da do ciąży donoszonej.
Inny lekarz stwierdził że jestem teraz w 36 tc. Ja mu tłumacze jestem w skończonym 35 tc a zaczetym 36. Ale brany jest 35 tc. Ważne że tamten lekarz guru jest lepiej obeznany i stwierdził że jestem w 35+4
Chciałabym wytrzymać te 10 dni. Choć od wczoraj zauważyłam że więcej się że mnie leje. Dlatego dużo pije i leżę...
Oby USG poniedziałkowe wyszło prawidłowe. Bo każdy dzień dla małego jest waży i się liczy.
Już bym go chciała zobaczyć, ale wolę poczekać dla jego zdrowia.
I tak czy inaczej w ciągu 2,5 tyg się zobaczymy.

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 23 kwietnia 2020, 18:07

41!!!

Tak, nadal u mnie bez zmian. Nie wytrzymałam i kupiłam kolejne testy.
Zaraz po powrocie zrobiłam kolejny, z dużą nadzieją.
Z bardzo dużą nadzieją.

Z ogromną wiarą w tą drugą kreskę.
Patrzę na niego i nie widzę nic - NEGATYWNY.

Chyba w 41 dc już mogę przestać się łudzić, że w tym cyklu coś się zmieni, że tym razem nie będę płakać przy miesiączce...

Taaa obiecałam, to przecież i sobie i MK


🥵

6t + 1d
Dziś dowiedziałam się, że Sylwia jest w ciąży (Sylwia to żona brata ciotecznego mojego narzeczonego). Dodatkowo obie mamy termin praktycznie na Boże Narodzenie. Wszystko było by super, byłabym podekscytowana tym zbiegiem okoliczności, szczególnie, że oni starali się ponad rok i akurat teraz im się udało, gdyby nie to, że poczułam się jakby ktoś mi wbił sztylet w serce. Nie wiem skąd takie uczucie, ale mój skrzywiony umysł po dwóch stratach od razu przerobił sobie tą wersję wydarzeń w taki plan: ja zachodzę w ciążę, Sylwia zachodzi w ciążę, ja tracę dziecko, Sylwia rodzi dziecko na święta, ja dostaję depresji i Bóg wie co jeszcze. Wiem, że to głupie, wiem, że to tylko moje obawy, ale chyba nic mnie już nie zdziwi na świecie. Życzę jej jak najlepiej, żeby donosiła ciążę i urodziła zdrowego dzidziusia, ale mam wrażenie, że nie mogą być dwie ciąże w tym samym czasie, w jednej rodzinie.., że coś pieprznie, że coś zostało zaburzone, jakaś harmonia.. i że mi tą harmonię przyjdzie przywrócić...
Wiem, piszę jak obłąkana, ale jeśli ktoś stracił ciążę, przynajmniej dwa razy, z dwóch różnych powodów, to nie wierzy w coś takiego jak zbieg okoliczności czy pech... i mnie zrozumie..
W sumie, piszę ten pamiętnik dla siebie, by wyrzucić z głowy nawet takie obłąkane myśli, więc nie powinnam się przejmować co ktoś sobie o mnie pomyśli. Mam nadzieję, że 29 kwietnia o godzinie 15:30 mój świat stanie się bardziej pozytywny i będzie mi dane uwierzyć, że wszystko będzie dobrze...

Misiaaa narazie na tapecie jest imię Nina. Niby jesteśmy zgodni co do niego ale i tak co jakiś czas oby dwoje rzucamy innymi propozycjami wiec mam wrażenie że nie jesteśmy pewni w 100 procentach. U nas imię musi być takie żeby Francuzi nie połamali sobie języka a w Polsce umieli wymówić 🙆‍♀️
Mamy w sumie czas ale z drugiej strony chciałabym zwracać się do brzuszka po imieniu 😊

Niki nie, moja jeszcze nie opanowała kopniaków w pęcherz na szczęście 😅 nawet nie latam często do ubikacji. W nocy tylko raz wstaje wiec nie jest źle.
Alice za to miała głowe wbitą w mój pęcherz i robiłam non stop wycieczki do wc 😜 To było wyzwanie, siusiu, szybko szłam spać, i pytanie zdążę zasnąć czy znowu muszę wstać ? 🙈

A zapomniałam wczoraj napisać że jestem na +4 kg 🙆‍♀️ Podobałam mi się waga w szpitalu, zawsze pokazywała mi mniej niż w domu, teraz się chyba zepsuła 😅 Masakra 🤦🏻‍♀️ Nie no zdaje sobie sprawę z tego że nie jest źle, muszę przecież przytyć ale boje się na ilu skończę, chyba jak każda z Was zreszta.

Pytałam też o poród, czy będę mogła próbować naturalnie. Dowiedziałam się tylko tyle że będzie zebranie lekarzy i będą decydować. Wszystko okaże się na późniejszym etapie. 6 miesięcy miedzy cesarka a ciążą to mało .. Nie nastawiam się na nic w sumie, byle wszystko skończyło się dobrze i w terminie 🙏🏻

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)