Hello!
Beta w poniedziałek 11go - 197. Jednak niechcący w złym laboratorium wiec nie porównuje 🤷🏼‍♀️

Jestem po wizycie w klinice :) mamy pęcherzyk! 4 mm ;) mega mega mega szczęście!
52eb17618d17.jpg

Xgirl 🤷‍♀️tak mi powiedziano... Tak czy siak wszystko wyjdzie w praniu na późniejszym etapie, narazie się nie nastawiam na nic. Chce urodzić w terminie, zdrową córkę, jak to już nie ma znaczenia, byleby bezpiecznie :)

Jeheria pojechałam w końcu do szpitala. Stresowałam się wczoraj cały wieczór, dziś już od rana się rozbeczałam bo naczytałam się wujka Google.
Raz pisało że to nic takiego, raz że można urodzić...
W szpitalu uspokoili mnie że odejście czopa to nic groźnego, że może się tak zdarzyć i wcale nie znaczy że się za chwile urodzi. Zrobili mi ktg, usg, sprawdzili szyjkę, długa, zamknięta. Wszystko w jak najlepszym porządku 😊 Mam nie czytać internetu i się nie stresować 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja 2020, 20:45

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 13 listopada 2020, 10:34

33 cs. 25 dc. w oczekiwaniu na 🐷 bo już nawet nie na małpe...

Jutro mam w planach wstać rano i iść zrobić badania:
Tsh, ft3, ft4, atpo, atg, d3, kwas foliowy, ogólną morfologię i do tego krzywą cukrową z obciążeniem.

Jakieś pomysły co ewentualnie jeszcze?
W poniedziałek wizyta u gina na usg, chce sprawdzić czy ciałko żółte jest. Eh... mam powoli dość wszystkiego. Najbardziej marzy mi się teraz łóżko, koc i szklanka kakao


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2020, 10:37

Dosza Wielkie wyczekiwanie 14 grudnia 2020, 21:09

Dziś wykonywałam badanie sono-hsg. Po ostatniej rozmowie z lekarzem i sugestii inseminacji, brakowało mi tylko tego badania.. nie spodziewałam się, że badanie może tak boleć.. mialam operację kolana i ból przy hsg jest nie porównywalny- chyba mam niski próg bólu. W badaniu jeden jajowód nie przepuścił kontrastu.. sama nie wiem co dalej. Po badaniu czułam sie fatalnie, bladość, słabość, mdłości i potworny ból brzucha.. na szczęście po drzemce przeszło. Na poprawę humoru poszłam do fryzjera i podcięłam moje mega zniszczone włosy :) Później pojechalam na zakupy i wygrało (jak ostatnio często) zajadanie emocji i bez większego zastanowienia pochłonęłam słodką bułkę i batonika.. a miałam być na diecie płodności :(
Mąż chyba ciągle liczy na cud i jakoś bardzo nie przejął sie wynikiem mojej drożności.. czasem nie mam siły po prostu wyjaśniać mu tych wszystkich mechanizmów..
Jutro idziemy do androloga z jego wynikami badań, ciekawe czy namówi go do zmian w stylu życia..

7t4d
wczorajszy dzień trochę nerwowy. znowu pojawiło się plamienie ale dużo mniejsze niż poprzednim razem. Generalnie wczoraj czułam się nienajlepiej - było mi słabo, mdliło mnie i ogólnie byłam trochę rozbita. musiałam odbyć drzemkę, bo nie dałabym rady. zaspecjalnie głodna nie chodzę, ale jak już usiądę do jedzenia to wciągam jak odkurzacz :)
zapisałam się na jutro do lekarki u której chciałabym prowadzić ciążę - chce sprawdzić czy wszystko z dzieckiem jest w porządku.
będziecie się śmiały, ale te plamienia występują w dni kiedy mam sny dla dorosłych 😁 generalnie po poprzednich mamy bana na współżycie, wiec jest ciężko- głównie mężowi. wcale mu się nie dziwię 😐
zobaczymy co tam jutro u kropeczka :)
mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze, bo sny o braku serduszka nawiedzajaą mnie coraz częściej, ale wiem ze to ze strachu. musi być dobrze !
pozdrawiam,
Lena

Moja maleńka kruszynko dzisiaj skończyłabyś 3 latka..mamusia kocha Cię najbardziej na świecie i nie ma dnia, abym o Tobie nie myślała. Przyjdzie czas, że się spotkamy i już nigdy Cię nie zostawię samej..nadrobie każdą straconą minutę. Tak bardzo Cię kocham serduszko moje.. i tak cholernie tęsknię.
Tak. To dzisiaj jest ten dzień, który zmienił mnie na zawsze. Od 17.05.17 stałam się zupełnie inną osobą..zobojętniałam, zgorzkniałam i codziennie od 3 lat nie potrafię być szczęśliwa.

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 12 listopada 2020, 09:36

Boże znowu krwawienie....ufffff nie wiem czy to polip tak działa...kurcze...ostatnio i dzisiaj te krwawienia pojawiły się akurat jak musiałam się trochę naprężyć w kibelku...może jak cislam to coś strzeliło...a wizyta dopiero 30listopada ahhh mam nadzieję że to tylko chwilowe krwawienie...jak będzie trwało dłużej to dziwnie do lekarza...

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 17 maja 2020, 15:47

26dc
62cs

Jestem po konsultacji.
Oczywiście dzień pełen stresów. Wysłałam w piątek wyniki badań. W sobotę rano dowiedziałam się, że nie mają moich wyników. I nie dowiedziałabym się o tym gdyby nie to, że jeszcze jedna forumowiczka też miała konsultację i jej też nie dotarł mail do nich. Dlaczego dowiedziałam się od niej ? Bo docent napisał nam maila ale w rejestracji pomylili mój adres email. Najprostszy email świata, moje imię i nazwisko.... I ona poznała mój adres (docent wysłał jednocześnie do nas) i mi napisała na fb. Od razu zadzwoniłam do rejestracji i nie było mojego maila, tylko ten z potwierdzeniem przelewu. Łącznie wysłałam im chyba 4 czy 5 razy. Nawet na jej prywatny adres. W końcu za którymś razem doszło. Po godzinie Pani znowu dzwoni, że nie może otworzyć zdjęć (miałam zeskanowane badania których nie miałam w pdfie). I tu pomógł stary. Podpowiedział jak zdjęcia przerobić na plik pdf.
Bardzo mnie to zestresowało. Aczkolwiek okazało się, że lekarz zdążył zapoznać się z wynikami i jak dzwonił i to od razu przeszedł do rzeczy.

Wynik KIRów mam bardzo dobry, bo nie mam tylko jednego implantacyjnego a to tylko kropla w morzu.
Profil limfocytarny (test IMK) mam dobry, powiedział, że widać po tym wyniku, że biorę immunosupresję
NK mam mało i może to mieć wpływ na liczbę komórek endometrialnych (?) Tego nie zrozumiałam, czasami przerywało połączenie.
z ANA nic nie robimy, bo w ANA 3 nie wyszły żadne antygeny. Nie ma wskazania do encortonu.
Heparynę na pewno od dodatniego testu ciążowego. Mogę brać od owulacji ale wtedy nie ma refundacji. Refundacja tylko w ciąży. Powiedział, że nie dajemy w ciemno, ale wystarczy wykupić 2 opakowania i jak będzie ciąża to następne już z refundacją. Powiedział, że nie sądzi aby w tym się upatrywać, że hepka od owulacji pomoże.
Mówił, że bardzo dobrze, że mi spadłą homocysteina. Dobrze suplementuje.
Moja choroba (wzjg) + dodatnia beta w 2017 roku mogła wytworzyć odpowiedź mojego układu immunologicznego (cytotoksyczność) na następne kropki. Możliwe, że mój układ odpornościowy zwalcza każdą ciąże (półobce komórki).

Mam zrobić jeszcze dwa badania
1) test limfocytotoksyczny inaczej "cross match"
2) test CBA czyli cytokiny

i dopiero na tej podstawie będzie mógł powiedzieć razem z moimi poprzednimi wynikami czy moja niepłodność na pewno wynika z immunologi.
Jeżeli badanie nr 1 wyjdzie dodatnie to odstawiam mój lek na jelita (immunosupresja -mercaptopuryna) i dostanę cyklosporynę na 3 tygodnie i wtedy mam 3 miesiące na zajście w ciążę.
Mówił coś o innym sterydzie w trakcie ciąży Calcort (?) zamiast Metypredu czy encortonu bo podobno nie ma skutków ubocznych.

Jak będę miała wyniki badań to mam mu wysłać na maila. Wtedy da mi zalecenia i jak będzie potrzeba konsultacji to umówimy się na telefon

Jedyny minus ? Przerywało. Musiałam się mocno wsłuchiwać. Byłam na słuchawkach aby lepiej słyszeć.
Pytał też co ginekolog powiedział na moje amh. I czy planuje działać ze wspomaganiem (in vitro) czy naturalnie.
Prosił też o wysłanie powtórkę badania nasienia.

W czerwcu jadę do Warszawy na rezonans i postaram się wykombinować aby tego samego dnia zrobić te badania plus stary pójdzie oddać nasienie do badania.
Trzymajcie kciuki :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2020, 15:49

"Mama – to najpiękniejsze słowo w języku świata. Oznaczają miłość...miłość prawdziwą, która nie zdradza.
Miłość to wierność i wielka ofiara, a wszystko to dla dobra i szczęścia swojego dziecka".

Życzyłabym sobie i wszystkim parom borykającym się z problemem niepłodności za rok móc również obchodzić Dzień Matki (tutaj na ziemi).

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 16 maja 2020, 17:23

4 dc
Mój okres, który zazwyczaj trwał 7 krwawych dni, skończył się wczoraj w 3 dc, dzisiaj delikatne brązowe plamienia ale tylko jak jestem w toalecie. Taka zmiana, żeby nie było nudno, że chociaż długość @ jest przewidywalna 😁 bylam dzisiaj biegać, zero bólu podbrzusza, jak ręką odjął. Małż, który był w pracy i w razie mocnego bólu nie mógłby przyjechać zgarnąć mnie z trasy, był zaniepokojony, że idę biegać w trakcie okresu. Ja też zazwyczaj starałam się przez te 7 dni nie ćwiczyc bo lało się ze mnie, że tampon i podpaska czasami nie dawały rady. A dzisiaj na spokojnie można było biegać.

Może zanim na stronie kliniki pojawi się informacja o wykonywaniu zabiegów, uda mi się wcześniej dowiedzieć, kiedy ruszają. Czekam na wiadomośc od koleżanki i będę atakować telefonicznie klinikę, żeby wbić się jak najszybciej w kolejkę do procedury. Moja gin mówiła, że w związku z korona muszą tak ustawiać pacjentki, żeby nie spotykały się w poczekalni, więc ilości wizyt jest ograniczona w ciągu dnia.

Chyba jestem trochę śpiąca po tych antykach. Wczorajsze popołudnie przespałam ale nie miałam później problemów z zaśnięciem. Mam nadzieję, że taki stan nie będzie się utrzymywał bo szkoda mi dnia na spanie.

W sobotę pojadę chyba zrobić krzywa glukozowa i insulinowa. Oby mi tylko nie wyszła insulinooporności ✊🍀

Spać mi się chce...
Ale idę na taras pogrzebać w roślinach, może mnie to obudzi.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2020, 17:25

7 dpt nie wytrzymałam:D beta 109 !!!!! Jestem w szoku


🤰28t3d 🤰 💕💕💕

Jest Nas coraz więcej ( 65,5 kg - 8,5 na + od początku ciąży), mi jest coraz ciężej - zgaga, zaparcia, siku co 20 minut, poobiednie drzemki a ostatnio ból krzyża, skurcze łydek i puchnięcie stóp ( przy temp. 20st) to już nieodzowne elementy Naszej codzienności. Chodzę jak kaczka z kijem w tyłku i słoniątko w składzie porcelany jednocześnie aleeee... wiem , że tak po prostu już musi być i kocham ten stan <3 Pomimo trudnej sytuacji ( medycznej z szyjką) i ogólnie epidemiologicznej staram się czerpać garściami i cieszyć się ciążą, nagrywam filmiki jak mała fika, pstrykam fotki, robię kolaże i pamiątki, kończę wyprawkę powoli. Staram cieszyć każdą chwilą w dwupaku bo wiem, że to już ostatni raz. Więcej nie będzie mi dane....trzeba zająć się wychowaniem i wykształceniem tej dwójki, zarobieniem na ich utrzymanie, a przecież jesteśmy jeszcze my - ja i mój powrót do formy i figury,zadbanie o siebie, powrót kiedyś do pracy, podnoszenie kwalifikacji, realizacja zawodowa, marzenia - mniejsze i większe, marzenia i plany męża i wspólne o większym M czy podróżach...oby życia starczyło :D

Zastanawiam się jak to będzie z dwójką dzieci...podobno mówią że łatwiej...ja nie wiem...Ostatnio nawet śmialiśmy się co My najlepszego zrobili - Było już tak spokojnie, dziecko w miarę samodzielne i odchowane to wpakowali się głupki na nowo w karmienie piersią, pieluchy, kolki, słoiczki, ząbkowanie, drzemki, szczepienia, i te wszystkie dziecięce pierwsze choroby, dziecięce sprzęty, gadżety i pierdoły, szukanie i kombinowanie opieki po macierzyńskim :P
A tak poważnie to strasznie się cieszę, czekałam na to większość dorosłego życia by być rodziną 2+2 i mieć córcię. To zawsze było moim największym marzeniem..Rodzina...Damy radę, wiem to. Na początku na pewno ciężko, męcząco ale nie zamierzam się już tak wszystkim stresować.
Z malutkim Maksem stresowałam się wszystkim - KP, kupami, szczepieniami, skokami rozwojowymi, kolkami itp podejrzewam że przez tak silny stres moja przygoda z karmieniem zakończyła się dużo za szybko :-( Po 4,5 latach bycia rodzicem jednego dziecka mam pewne żelazne postanowienia:

-> podobnie jak z Maksem tak i z Liwią planuję by malutka spała od początku w swoim łóżeczku, nie była usypiana na rękach, miała swoją przestrzeń. Z synem poza chorobami i kolkami udało Nam się to całkowicie zrealizować, nigdy nie spał z Nami w łóżku

-> również podobnie jak z synem zamierzam córkę karmić piersią jak najdłużej, ale uwaga uwaga - NIE STRESOWAĆ się tak tym że źle przystawiam, że za mało leci, że trzeba ściągać, że trzeba być na ścisłej diecie, że dziecko mało przybiera na wadze, że wkurza mnie zapach mleka i mokre cycki, że wstydzę się karmić w msc publicznych - muszę podejść do tego bardziej na LUZIE i bez spiny. Lepiej się przygotować, mniej używać laktatora a jeszcze częściej przystawiać na początku dziecko, bo to najlepsza regulacja laktacji, w razie czego szukać pomocy u specjaliscy i nie wstydzić się tego...

-> a tak z obserwacji wychowawczych - NIE PODPORZĄDKOWYWAĆ WSZYSTKIEGO POD DZIECKO - cały rytm dnia, wszelkie wyjścia, odwiedziny, wycieczki wszystko pod Maksia a potem Maksiu to zaczął wykorzystywać. Rezygnowaliśmy całkowicie z własnego Ja a potem złość i frustracja...

-> NIE POŚWIĘCAĆ WSZYSTKIEGO DLA DZIECKA - całego swojego czasu, energii, planów, marzeń i kasy... tak było z Maksem przez bite 2 lata a nasz związek bardzo na tym ucierpiał....dobrze, ze w porę przyszło opamiętanie... Nasza cierpliwość tez ucierpiała. Dziecko do szczęścia nie potrzebuje najdrożśzych gadżetów i najmodniejszych ciuszków i atrakcji - a jedynie miłości, troski i wyznaczania granic

-> no właśnie TRZYMAĆ GRANICE i NIE ROZPIESZCZAĆ - Maks z racji, że był bardzo wyczekanym i planowanym dzieckiem, miał wszystko, rozpieściliśmy go do granic możliwości i potem były tego efekty....Dobrze, ze opamiętaliśmy się w porę... Dziecko trzeba dyscyplinować od początku ( oczywiście adekwatnie do wieku) wyznaczać granice i być konsekwentnym w ich trzymaniu. Dogadywać oczekiwania wobec dziecka między sobą, i twardo sie ich trzymać. Dzieci bardzo wykorzystują dysonans wychowawczy między rodzicami...

-> NIE BIEC NA KAŻDE KWILENIE DZIECKA, dać mu możliwość i czas zabawienia się z samemu, posiedzenia chwilki samemu w bezpiecznym otoczeniu - bo potem mamy małego egoistę, dla którego liczą się tylko własne potrzeby a każde przeciwstawienie powoduje bunt i krzyk. Dziecko, które jest bardzo absorbujące i nie umie często zabawić się samo...

NO to tak w skrócie...Mam nadzieje, że uda się wprowadzić w życie :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2020, 21:44

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 5 października 2020, 10:44

68cs
13dc

u mnie albo nie dzieje się kompletnie nic albo dzieje się wręcz za dużo.

Tydzień temu w poniedziałek kończyła mi się @ więc zadzwoniłam do gina aby zapytać o to hsg chociaż nie nastawiałam się na nic. A on żeby jutro przyjść na oddział ! Wow
Tak daleko jeszcze nie doszłam. Byłam na Izbie przyjęć, nawet miałam już tą szpitalną "bransoletkę". Okazało się jednak, że dupa z tego. Ordynator się nie zgodził. Przyszedł do mnie mój lekarz mnie przeprosić. Powiedział, że sam jest wściekły, bo przed pandemią robili tych badań mnóstwo. A teraz szef mu powiedział, że "nie, bo nie"
Kazał mi do siebie napisać smsa za dwa tygodnie, on wtedy zrobi zapotrzebowanie na specyfiki do sonoHSG i to spróbujemy zrobić. No właśnie znowu to SPRÓBUJEMY.
Ehhh
Mąż wziął wolne na ten dzień, przynajmniej skorzystał na tym, bo zrobił hormony przed wizytą u androloga.
Wyszło nieciekawie :/
LH 0,00
FSH 0,3
testosteron z 423 (w czerwcu) wzrosło na 993 (norma do 870,7)
w piątek badanie nasienia i też wyszła masakra :(
0,14mln/1ml
no dramat :/
w sobotę wizyta u androloga
czekamy jeszcze tylko na wyniki posiewu

Mąż ma libido jak nigdy (może przez ten wysoki testosteron ?) a u mnie libido -1000. Po tych wynikach w piątek tym bardziej. Wczoraj mu odmówiłam. Aż chciało mi się płakać z tej bezsilności.

A wiecie co jest najsmutniejsze ?
Ja mu w piątek powiedziałam tylko, że mam złą wiadomość, bo wyniki się nie polepszyły. Nie powiedziałam, że spadła ilość i o ile. Powiedziałam tylko, że się nie polepszyły. Polepszył się ruch (a to myślę, że za sprawą krótszej abstynencji, ale tego mu nie powiedziałam). A on był tak ucieszony, że się ten ruch polepszył....
Ja siedziałam potem w kiblu i ryczałam po cichu i słyszałam jak on chodzi po domu i nuci i podśpiewuje.... serce mi pękło. Nie miałam sumienia mu psuć humoru....
Czekamy do soboty na wizytę ....

Ciąża zakończona 6 czerwca 2016


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 06:17

21+2tc
Samopoczucie: 🥰☺️

Dzisiaj Dzień Matki - mój pierwszy taki który mogę obchodzić - z maluszkiem pod sercem. Długo się na niego naczekałam, dużo przeszłam - chociaż relatywnie miałam tez na swojej drodze dużo szczęścia. Mam takie przemyślenia ze jeżeli ktoś się zmaga z niepłodnością to tak naprawdę nic nie przynosi mu trwałej ulgi - tylko zajście w ciąże. To naprawdę sprawia ze z pleców spada gigantyczny ciężar i ja naprawdę czuje się już teraz innym człowiekiem. Wiadomo ze jest strach o malucha, obawa o to jak będzie i pojawiają się zwyczajne problemy ale to nie jest już tak bardzo niszczące jak ta niepłodność której się wcześniej doświadcza. Dziewczyny, które staracie się ciagle o maluszka - bardzo trzymam kciuki za Was wszystkie - żeby Wam się udało zaznać tej ulgi.
Ja miałam dzisiaj badanie usg połówkowe. Wszystko wyszło w porządku - dziękuję Niebiosom za moją przenudną ciąże. Mam wiadomo jakieś dolegliwości typu zgaga, zaparcia, bóle pleców - ale to są naprawdę takie drobiazgi których człowiek w ogóle nie bierze pod uwagę. Nie mam fajnych zdjęć z badania bo malutka się zasłaniała nóżkami- tak, zasłaniała twarz nogami - ja ćwiczę w ciąży jogę i ona najwyraźniej tez, ale nie jestem jakąś wielką fanką tych zdjęć 3D wiec nie żal mi. Wazy już 357g -ja nie wiem ile wazę - dopiero jutro mam wizytę u położnika a ważę się tylko tam. Może i lepiej bo widzę ze nadal się trochę nakręcam ze tyje za mocno wiec w domu bym się pewnie ważyła po każdym posiłku. Brzuch jest już dosyć wypukły i zaczynam się martwić o moją bliznę- oprócz takiej niewielkiej z prawej strony brzucha, po usunięciu wyrostka mam drugą, dużo większą - po usunięciu fragmentu niedroznego jelita. Ta druga blizna biegnie od wzgórka łonowego, prosto do góry i sięga ponad pępek - omija go z lewej strony. Dzieli brzuch na dwie strony, które teraz coraz bardziej zaczynają się uwypuklać - a ze blizna jest stara i zrośnięta z podskórnymi warstwami to miejsce na brzuchu gdzie ona się znajduje jest dużo bardziej spłaszczone. Trochę dziwnie to wyglada - tzn. Przez ubrania brzuch wyglada normalnie, ale jak się rozbiorę to jest trochę niesymetryczny. Staram się tą bliznę mobilizować ale teraz to już ponad 20 lat od operacji wiec nie idzie to tak szybko. Nawilżam tez i natłuszczam żeby była elastyczna ale i tak zastanawiam się co będzie dalej, jak brzuch się będzie musiał dużo mocniej naciągnąć. Lekarz jak widzi mój brzuch to zawsze mówi: Matko jedyna, musi Pani urodzić siłami natury! Lepiej nie ruszać tego brzucha! 🥺
Zaczęłam sobie ogladac bezpłatne szkoły rodzenia online, ale na razie nie dowiedziałam się niczego przełomowego. Chciałam się zapisać na prawdziwą szkole rodzenia ale mój mąż zastrajkował - nadal się boi koronawirusa. W takim układzie poszukam jeszcze może czegoś innego - jakichś książek albo płatnych szkół rodzenia online - może tam będzie więcej treści. Na razie tez stopuję z wyprawką - będę chciała zabrać się za to jak już nie będę pracować - jeszcze tylko miesiąc w robocie i spadam na wolne! 🥰

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 5 października 2020, 11:22

Bardzo dawno mnie tu nie było. Potrzebowałam odpocząć, choć starań nie zaniechałam. Niestety, wciąż nie mogę się pochwalić sukcesem, choć coś się do przodu ruszyło, a mianowicie pierwsze podejście do inseminacji. Czekam tylko na owulację, której od 3 miesięcy nie miałam (mimo Lametty). Te 3 miesiące ogólnie były do dupy. Ciągłe plamienia śródcykliczne, prawdopodobnie za niski progesteron spowodowany brakiem owulacji. Nie pomagała luteina ani duphaston, dopiero Orgametril, ale biorąc go, teoretycznie nie wolno starać się o dziecko, bo może mu zaszkodzić.
Teraz biorę podwójną dawkę Lametty i 13.10 wizyta w klinice w Gdyni - USG i decyzja co dalej. USG wykonuję sobie sama przez brzuch w pracy, więc jadąc tam będę wiedziała, czego się spodziewać.
Muszę przyznać, że mocno odpuściłam. Gdy przypomnę sobie siebie sprzed roku, tą znerwicowaną, wiecznie smutną i płaczliwą dziewczynę, to jestem w szoku, że mogłam doprowadzić się do takiego stanu. Dziś jest dużo lepiej, nie skupiam się tylko na posiadaniu dziecka, zaczęłam studia, uczę się angielskiego, robię coś dla siebie.
Dołuje mnie jedynie to, że każdy cykl jest zupełnie inny, nic z niczego nie wynika, nie wiem skąd biorą się niektóre patologie, pomimo brania leków i suplementów, które mają wspomagać hormony. Robię badania krwi, patrzę że wszystkie hormony są super, włącznie z TSH, prolaktyną, testosteronem, estriadiolem, LH, FSH. Już nawet udało się wyrównać dwa ostatnie, między którymi różnica powinna wynosić 1 (powyżej świadczy o PCOS). Jedynie AMH >10. I głowię się dlaczego np. nie ma owulacji, skąd plamienia. Ta inseminacja odbyłaby się już 4 miesiące temu, gdyby nie sabotujący mnie organizm.
Najpierw miałam problem z P. Nie chciał zabiegów, musiał dobrze przetrawić fakt, że nie uda się naturalnie. Na początku byłam załamana, myślałam, że czekają mnie miesiące jak nie lata bezczynności, przecież nie mogę go zmusić.
W końcu wyluzowałam, przestałam o tym myśleć, byłam szczęśliwa. Pewnego dnia leżę w ogrodzie, opalam się na słoneczku, piję mrożoną kawę i czytam książkę. Jest cudownie i ciepło. Za mną 3 miesiące samoistnej owulacji, bez leków, bez lekarzy. Mimo że pilnowałam czasu i jajeczko na 100% pękało do ciąży nie doszło, ale cieszyłam się, że organizm sam ruszył. I wtedy podchodzi P. mówiąc, że chce spróbować w klinice. Od tamtej pory owulacji brak. Jak na złość, jakby coś nie chciało i nie pozwalało nam na szczęście. Nie stresuję się aż tak, bo wiem że istnieją leki (zastrzyki), które tą owulację wywołają czy organizm tego chce, czy nie. Jednak fakt, że wszystko popsuło się w tym momencie jest bolesny.
Najgorsze było to, że obie wizyty w klinice odbyły się w czasie, gdy organizm dobrze funkcjonował, więc lekarze potraktowali mnie jako lekki przypadek, bo w końcu hormony ok i wszystko chodzi jak należy.

Jestem cierpliwa, tutaj popsioczę, ale nie pali mi się. Kiedyś nie dopuszczałam myśli o ciąży w wieku 30 lat. Panikowałam, że musi udać się przed. Teraz nie widzę w tym problemu, a mam 27. Mam czas. Nie będzie tragedii jeśli urodzę krótko przed 30stką albo po. Ważne, żebym w ogóle urodziła ;)

Wypiszę suplementy, które brałam podczas cykli bezowulacyjnych i z plamieniami, bo wydaje mi się, że mogła to być też ich zasługa tej beznadziei:
Niepokalanek mnisi - 800 mg >3 mcy , trochę za długo, powinno się max. 3 brać
Różeniec górski - >3 mcy
Ashwaganda - 1-2 tabletki
Maca
Proovulin - x2 saszetka
Falvit mama
Sądzę, że winnym może być różeniec, bo od niego wszystko się zaczęło. A niepokalanka brałam za długo, powinnam zrobić przerwę. Reszta raczej wspomaga, chociaż teraz odpuściłam mace i ashwagandę. Dodałam zioła o. Klimuszko, które piłam w tamtym okresie następujących po sobie owulacji. Potem zioła się skończyły i tak samo owulacje.
Będzie co będzie. Postanowiłam wrócić do pisania, żeby dokumentować inseminacje i inne badania. Bo wiem, że na jednej się nie skończy, nie łudzę się nawet. Zwykle trzeba ok. 3 przeprowadzić, a i tak szanse bywają marne. Ale nim przejdziemy do in vitro, trzeba spróbować tego.

tc: 18+0 (wg apki), waga 59,6 kg - stabilnie do przodu.

Dzień Matki.

W ubiegłym roku, przed popełnieniem samobójstwa, a przynajmniej przed zaryczeniem się na śmierć, uratował mnie ten artykuł:

https://www.chcemybycrodzicami.pl/dzien-matki-a-kobieca-nieplodnosc-kogo-boli-swieto/

Od tamtej pory wiem, że ja Matką byłam już wcześniej. W momencie kompletnego uświadomienia sobie, że tego właśnie pragnę, że tego z Mężusiem pragniemy. I już w ubiegłym roku to było moje święto. Znalazłam dziś takiego mema, że Matka nosi dziecko w łonie 9 miesięcy, na rękach 2 lata, a w sercu do końca życia. Nie zgadzam się. Tam trzeba dodać jeszcze - wiele miesięcy, a czasem i lat nosi dziecko w myślach, sercu, duszy i każdej komórce swojego ciała, zanim ono fizycznie pojawi się na świecie. Wiem, że Matką nie zostanę w chwili porodu, Matką nie zostałam w chwili poczęcia Małego Człowieka. Matką zostałam dobrych kilka lat temu, gdy dopiero zaczęliśmy podporządkowywać nasze życie temu celowi. Teraz cel się urzeczywistnił. W tym przekonaniu utwierdza mnie również podejście Mężusia. Choć to nie jego Święto, choć nie znalazłam podobnego artykułu o Dniu Ojca, to kurde tak bardzo widać było już wcześniej, że On ma już w sobie pierwiastek ojca, choć na pierwszy rzut oka - nie miał dziecka. Ale dla wszystkich spotkanych dzieci - On był tym ojcem, od zabaw, nauki, przytulasów. A jak oglądaliśmy coś o dzieciach na Netflixie, to padło tam hasło - po urodzeniu się dziecka, w mózgu rodziców uruchamia się mały obszar odpowiedzialny za strach i troskę o dziecko - bez względu na tyle, ile dziecko ma lat - ten ośrodek działa cały czas. Komentarz Mężusia - "Mój mózg nie raczył czekać do porodu, jest aktywny od dawna.". Brak potomka wpędzał mnie w poczucie winy, że nie jestem pełnowartościową osobą, jednostką przydatną społeczeństwu (szczególnie teraźniejszemu obrazowi społeczeństwa). Bez względu na wszystko, po coś się pojawiłam na świecie i jestem wartościową osobą. Jasne, beze mnie świat się nie skończy, ale skończyłby się kawałeczek świata mojego Mężusia. Rodzicielstwo jest równie ocenne, co brak potomka. Trzeba się na to przygotować już teraz. Każdy jest ekspertem od rodzicielstwa i musimy już teraz nauczyć się z tym żyć, przygotowujemy się psychicznie na "dobre rady" od ledwo poznanych ludzi i na krzywe spojrzenia, bo np. nie karmimy piersią tak długo, jak jest to przyjęte/bo karmimy piersią za długo; bo używamy pieluch wielorazowych/jednorazowych, bo nie wprowadzamy produktów stałych metodą BLW czy jakąś tam inną popularną tylko tradycyjną, bo nie poślemy dziecka do żłobka i przedszkola montesorri/bo poślemy do żołbka i przedszkola montesorri (przykłady można dobierać dowolnie i mnożyć w nieskończoność). Także teraz szykujemy się na to, że pojawienie się potomka wystawi nas na inny rodzaj ocen. I dochodzi do mnie, że żeby żyć w tym kraju to trzeba mieć twardą dupę i być na tyle tolerancyjnym, żeby tolerować ludzi, którzy nie mają szacunku do inności, do innych pomysłów na wychowywanie i dbanie.

Z bardziej przyjemnych rzeczy: byłam na jodze. Na trawie. W piąteczek. Piękna, słoneczna pogoda, ciepło, z delikatnym wiatrem. 90 minut ruchu. Oczywiście sekwencja dopasowana do stanu zaawansowania ciąży i robiona przy drzewie, żeby mieć podporę. Super się czułam, skupienie się na oddychaniu, na tym, żeby oddechem dotknąć poszczególnych części ciała - miodek. W tym tygodniu zajęć nie ma (widział ktoś gdzieś słońce? u mnie zapomina wstawać) - kiepska pogoda. Zaskakujące jest to, że te 90 minut nie było bardzo intensywnym wysiłkiem. W domu jak ćwiczę 30-35 minut jest to odczuwalne i mi się nie chce więcej, a tu dałam radę i się nie zdyszałam :) a w sobotę Mężuś zrobił mi niespodziankę i zrobiliśmy sobie 4 km na rowerach w ustronnym miejscu po ubitej drodze. Przypomniało mi się, że mam łydki 💪 tempo ślimacze, ale za to - jak można się skupić na otaczającej zieleni :) aaaa, pierwszy raz od kupna założyłam kask rowerowy, bezpieczeństwo (psychiczne głównie Mężusia) najważniejsze!

Dziś idę na refleksologię, bo zawsze mnie odprężała i dobrze działała na bóle głowy, a jutro na masaż i ćwiczenia (nie dam się tak łatwo rwie kulszowej!!!).

Wyniki z moczu paskudne. Szyjka zaczyna się skracać. Plamienie sie wznowiło. Mam krwiaka pod kosmówką. Wymioty ustąpiły. Płęć prawdopodobnie dziewczynka. Czekam na wyniki z posiewu i założenie szwu prędko nie wyjdę. Zostalam też sama na sali sąsiadka wyszła było weselej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 11:28

PONIEDZIAŁEK
Jesteśmy w trakcie czekaaaaaaania. Ulubione zajęcie każdej staraczki :)
Z wyników które już dostałam to: ASA dodatnie, przeciwciala antykardiolipinowe dodatnie, cytokiny skopane, il 2 za wysoko, il 10 dramatycznie nisko, i co najgorsze u mojego meza asa nie wyszły w ogóle :( a tak liczylam na to badanie, ze to jest przyczyna naszych porażek z zarodkami... a tu niestety... nie tym razem :( opadam już z sił przyznam szczerze, nie mam pomysłu, nadziei, a deszczowa i ponura pogoda również nie sprzyja mojemu samopoczuciu... Do wizyty u immunologa jeszcze miesiąc... mam wrażenie że to cała wieczność :P

Rozmawialiśmy z mężem już tak na poważnie o adopcji prenatalnej o moich wątpliwościach... Mąż pyta co za różnica czy bedziemy mieli swoje genetycznie dziecko czy od kogos innego. To i tak będzie nasze dziecko. A ja mam mieszane uczucia co do tego... a co jesli dziecka nie pokocham? Albo jeśli bedzie mialo okropny charakter? jednak wybierajac sobie partnera wybieramy go na zasadzie pasujacych nam cech charakteru i wyglądu... a tutaj? co jesli bedzie patologicznym dzieckiem z patologicznego plemnika albo komorki jajowej? genów często nie da sie oszukać, jesteśmy podobni do swoich rodziców mimo wszystko... co jesli bede na to dziecko patrzyla i czula niechec bo nie bede widziala w nim nas? Nie wiem wydaje mi sie ze to strasznie niedojrzałe myslenie, ale z drugiej strony nie chcialabym takiego dziecka potem skrzywdzic :( jak sobie poradzić z takimi myślami? Czy to jest normalne?

Syla87 Projekt dziecko - zrealizowany 😉 16 kwietnia 2021, 15:34

1dc

Tak, przyszedł okres.

W zeszłą środę miałam piękne urodziny z przyjęciem niespodzianką a ja marzyłam tylko o tym żeby zniknąć. Test w tym dniu pokazał biel i miałam już wszystkiego dość. Pod to konto napiłam się kilku drinków i zapaliłam papierosa a co. Pocieszające jest to że na urodziny życzyłam sobie żeby mój mąż dostał nową prace i następnego dnia po urodzinach zadzwonili do niego że się udało 😍 w maju on ma urodziny i testowanie przypada na dzień urodzin wiec powiedział że teraz na swoje życzy sobie żebym była w ciąży ❤️ W maju są jego urodziny i nasza 3 rocznica ślubu. Niech będzie magiczny bo oszaleje.

O ile wszyscy narzekają na pogodę mnie ona wycisza i uspokaja, sorry ale niech leje 🤷‍♀️

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)