Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 5 października 2020, 11:22

Bardzo dawno mnie tu nie było. Potrzebowałam odpocząć, choć starań nie zaniechałam. Niestety, wciąż nie mogę się pochwalić sukcesem, choć coś się do przodu ruszyło, a mianowicie pierwsze podejście do inseminacji. Czekam tylko na owulację, której od 3 miesięcy nie miałam (mimo Lametty). Te 3 miesiące ogólnie były do dupy. Ciągłe plamienia śródcykliczne, prawdopodobnie za niski progesteron spowodowany brakiem owulacji. Nie pomagała luteina ani duphaston, dopiero Orgametril, ale biorąc go, teoretycznie nie wolno starać się o dziecko, bo może mu zaszkodzić.
Teraz biorę podwójną dawkę Lametty i 13.10 wizyta w klinice w Gdyni - USG i decyzja co dalej. USG wykonuję sobie sama przez brzuch w pracy, więc jadąc tam będę wiedziała, czego się spodziewać.
Muszę przyznać, że mocno odpuściłam. Gdy przypomnę sobie siebie sprzed roku, tą znerwicowaną, wiecznie smutną i płaczliwą dziewczynę, to jestem w szoku, że mogłam doprowadzić się do takiego stanu. Dziś jest dużo lepiej, nie skupiam się tylko na posiadaniu dziecka, zaczęłam studia, uczę się angielskiego, robię coś dla siebie.
Dołuje mnie jedynie to, że każdy cykl jest zupełnie inny, nic z niczego nie wynika, nie wiem skąd biorą się niektóre patologie, pomimo brania leków i suplementów, które mają wspomagać hormony. Robię badania krwi, patrzę że wszystkie hormony są super, włącznie z TSH, prolaktyną, testosteronem, estriadiolem, LH, FSH. Już nawet udało się wyrównać dwa ostatnie, między którymi różnica powinna wynosić 1 (powyżej świadczy o PCOS). Jedynie AMH >10. I głowię się dlaczego np. nie ma owulacji, skąd plamienia. Ta inseminacja odbyłaby się już 4 miesiące temu, gdyby nie sabotujący mnie organizm.
Najpierw miałam problem z P. Nie chciał zabiegów, musiał dobrze przetrawić fakt, że nie uda się naturalnie. Na początku byłam załamana, myślałam, że czekają mnie miesiące jak nie lata bezczynności, przecież nie mogę go zmusić.
W końcu wyluzowałam, przestałam o tym myśleć, byłam szczęśliwa. Pewnego dnia leżę w ogrodzie, opalam się na słoneczku, piję mrożoną kawę i czytam książkę. Jest cudownie i ciepło. Za mną 3 miesiące samoistnej owulacji, bez leków, bez lekarzy. Mimo że pilnowałam czasu i jajeczko na 100% pękało do ciąży nie doszło, ale cieszyłam się, że organizm sam ruszył. I wtedy podchodzi P. mówiąc, że chce spróbować w klinice. Od tamtej pory owulacji brak. Jak na złość, jakby coś nie chciało i nie pozwalało nam na szczęście. Nie stresuję się aż tak, bo wiem że istnieją leki (zastrzyki), które tą owulację wywołają czy organizm tego chce, czy nie. Jednak fakt, że wszystko popsuło się w tym momencie jest bolesny.
Najgorsze było to, że obie wizyty w klinice odbyły się w czasie, gdy organizm dobrze funkcjonował, więc lekarze potraktowali mnie jako lekki przypadek, bo w końcu hormony ok i wszystko chodzi jak należy.

Jestem cierpliwa, tutaj popsioczę, ale nie pali mi się. Kiedyś nie dopuszczałam myśli o ciąży w wieku 30 lat. Panikowałam, że musi udać się przed. Teraz nie widzę w tym problemu, a mam 27. Mam czas. Nie będzie tragedii jeśli urodzę krótko przed 30stką albo po. Ważne, żebym w ogóle urodziła ;)

Wypiszę suplementy, które brałam podczas cykli bezowulacyjnych i z plamieniami, bo wydaje mi się, że mogła to być też ich zasługa tej beznadziei:
Niepokalanek mnisi - 800 mg >3 mcy , trochę za długo, powinno się max. 3 brać
Różeniec górski - >3 mcy
Ashwaganda - 1-2 tabletki
Maca
Proovulin - x2 saszetka
Falvit mama
Sądzę, że winnym może być różeniec, bo od niego wszystko się zaczęło. A niepokalanka brałam za długo, powinnam zrobić przerwę. Reszta raczej wspomaga, chociaż teraz odpuściłam mace i ashwagandę. Dodałam zioła o. Klimuszko, które piłam w tamtym okresie następujących po sobie owulacji. Potem zioła się skończyły i tak samo owulacje.
Będzie co będzie. Postanowiłam wrócić do pisania, żeby dokumentować inseminacje i inne badania. Bo wiem, że na jednej się nie skończy, nie łudzę się nawet. Zwykle trzeba ok. 3 przeprowadzić, a i tak szanse bywają marne. Ale nim przejdziemy do in vitro, trzeba spróbować tego.

tc: 18+0 (wg apki), waga 59,6 kg - stabilnie do przodu.

Dzień Matki.

W ubiegłym roku, przed popełnieniem samobójstwa, a przynajmniej przed zaryczeniem się na śmierć, uratował mnie ten artykuł:

https://www.chcemybycrodzicami.pl/dzien-matki-a-kobieca-nieplodnosc-kogo-boli-swieto/

Od tamtej pory wiem, że ja Matką byłam już wcześniej. W momencie kompletnego uświadomienia sobie, że tego właśnie pragnę, że tego z Mężusiem pragniemy. I już w ubiegłym roku to było moje święto. Znalazłam dziś takiego mema, że Matka nosi dziecko w łonie 9 miesięcy, na rękach 2 lata, a w sercu do końca życia. Nie zgadzam się. Tam trzeba dodać jeszcze - wiele miesięcy, a czasem i lat nosi dziecko w myślach, sercu, duszy i każdej komórce swojego ciała, zanim ono fizycznie pojawi się na świecie. Wiem, że Matką nie zostanę w chwili porodu, Matką nie zostałam w chwili poczęcia Małego Człowieka. Matką zostałam dobrych kilka lat temu, gdy dopiero zaczęliśmy podporządkowywać nasze życie temu celowi. Teraz cel się urzeczywistnił. W tym przekonaniu utwierdza mnie również podejście Mężusia. Choć to nie jego Święto, choć nie znalazłam podobnego artykułu o Dniu Ojca, to kurde tak bardzo widać było już wcześniej, że On ma już w sobie pierwiastek ojca, choć na pierwszy rzut oka - nie miał dziecka. Ale dla wszystkich spotkanych dzieci - On był tym ojcem, od zabaw, nauki, przytulasów. A jak oglądaliśmy coś o dzieciach na Netflixie, to padło tam hasło - po urodzeniu się dziecka, w mózgu rodziców uruchamia się mały obszar odpowiedzialny za strach i troskę o dziecko - bez względu na tyle, ile dziecko ma lat - ten ośrodek działa cały czas. Komentarz Mężusia - "Mój mózg nie raczył czekać do porodu, jest aktywny od dawna.". Brak potomka wpędzał mnie w poczucie winy, że nie jestem pełnowartościową osobą, jednostką przydatną społeczeństwu (szczególnie teraźniejszemu obrazowi społeczeństwa). Bez względu na wszystko, po coś się pojawiłam na świecie i jestem wartościową osobą. Jasne, beze mnie świat się nie skończy, ale skończyłby się kawałeczek świata mojego Mężusia. Rodzicielstwo jest równie ocenne, co brak potomka. Trzeba się na to przygotować już teraz. Każdy jest ekspertem od rodzicielstwa i musimy już teraz nauczyć się z tym żyć, przygotowujemy się psychicznie na "dobre rady" od ledwo poznanych ludzi i na krzywe spojrzenia, bo np. nie karmimy piersią tak długo, jak jest to przyjęte/bo karmimy piersią za długo; bo używamy pieluch wielorazowych/jednorazowych, bo nie wprowadzamy produktów stałych metodą BLW czy jakąś tam inną popularną tylko tradycyjną, bo nie poślemy dziecka do żłobka i przedszkola montesorri/bo poślemy do żołbka i przedszkola montesorri (przykłady można dobierać dowolnie i mnożyć w nieskończoność). Także teraz szykujemy się na to, że pojawienie się potomka wystawi nas na inny rodzaj ocen. I dochodzi do mnie, że żeby żyć w tym kraju to trzeba mieć twardą dupę i być na tyle tolerancyjnym, żeby tolerować ludzi, którzy nie mają szacunku do inności, do innych pomysłów na wychowywanie i dbanie.

Z bardziej przyjemnych rzeczy: byłam na jodze. Na trawie. W piąteczek. Piękna, słoneczna pogoda, ciepło, z delikatnym wiatrem. 90 minut ruchu. Oczywiście sekwencja dopasowana do stanu zaawansowania ciąży i robiona przy drzewie, żeby mieć podporę. Super się czułam, skupienie się na oddychaniu, na tym, żeby oddechem dotknąć poszczególnych części ciała - miodek. W tym tygodniu zajęć nie ma (widział ktoś gdzieś słońce? u mnie zapomina wstawać) - kiepska pogoda. Zaskakujące jest to, że te 90 minut nie było bardzo intensywnym wysiłkiem. W domu jak ćwiczę 30-35 minut jest to odczuwalne i mi się nie chce więcej, a tu dałam radę i się nie zdyszałam :) a w sobotę Mężuś zrobił mi niespodziankę i zrobiliśmy sobie 4 km na rowerach w ustronnym miejscu po ubitej drodze. Przypomniało mi się, że mam łydki 💪 tempo ślimacze, ale za to - jak można się skupić na otaczającej zieleni :) aaaa, pierwszy raz od kupna założyłam kask rowerowy, bezpieczeństwo (psychiczne głównie Mężusia) najważniejsze!

Dziś idę na refleksologię, bo zawsze mnie odprężała i dobrze działała na bóle głowy, a jutro na masaż i ćwiczenia (nie dam się tak łatwo rwie kulszowej!!!).

Wyniki z moczu paskudne. Szyjka zaczyna się skracać. Plamienie sie wznowiło. Mam krwiaka pod kosmówką. Wymioty ustąpiły. Płęć prawdopodobnie dziewczynka. Czekam na wyniki z posiewu i założenie szwu prędko nie wyjdę. Zostalam też sama na sali sąsiadka wyszła było weselej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2020, 11:28

PONIEDZIAŁEK
Jesteśmy w trakcie czekaaaaaaania. Ulubione zajęcie każdej staraczki :)
Z wyników które już dostałam to: ASA dodatnie, przeciwciala antykardiolipinowe dodatnie, cytokiny skopane, il 2 za wysoko, il 10 dramatycznie nisko, i co najgorsze u mojego meza asa nie wyszły w ogóle :( a tak liczylam na to badanie, ze to jest przyczyna naszych porażek z zarodkami... a tu niestety... nie tym razem :( opadam już z sił przyznam szczerze, nie mam pomysłu, nadziei, a deszczowa i ponura pogoda również nie sprzyja mojemu samopoczuciu... Do wizyty u immunologa jeszcze miesiąc... mam wrażenie że to cała wieczność :P

Rozmawialiśmy z mężem już tak na poważnie o adopcji prenatalnej o moich wątpliwościach... Mąż pyta co za różnica czy bedziemy mieli swoje genetycznie dziecko czy od kogos innego. To i tak będzie nasze dziecko. A ja mam mieszane uczucia co do tego... a co jesli dziecka nie pokocham? Albo jeśli bedzie mialo okropny charakter? jednak wybierajac sobie partnera wybieramy go na zasadzie pasujacych nam cech charakteru i wyglądu... a tutaj? co jesli bedzie patologicznym dzieckiem z patologicznego plemnika albo komorki jajowej? genów często nie da sie oszukać, jesteśmy podobni do swoich rodziców mimo wszystko... co jesli bede na to dziecko patrzyla i czula niechec bo nie bede widziala w nim nas? Nie wiem wydaje mi sie ze to strasznie niedojrzałe myslenie, ale z drugiej strony nie chcialabym takiego dziecka potem skrzywdzic :( jak sobie poradzić z takimi myślami? Czy to jest normalne?

Syla87 Projekt dziecko - zrealizowany 😉 16 kwietnia 2021, 15:34

1dc

Tak, przyszedł okres.

W zeszłą środę miałam piękne urodziny z przyjęciem niespodzianką a ja marzyłam tylko o tym żeby zniknąć. Test w tym dniu pokazał biel i miałam już wszystkiego dość. Pod to konto napiłam się kilku drinków i zapaliłam papierosa a co. Pocieszające jest to że na urodziny życzyłam sobie żeby mój mąż dostał nową prace i następnego dnia po urodzinach zadzwonili do niego że się udało 😍 w maju on ma urodziny i testowanie przypada na dzień urodzin wiec powiedział że teraz na swoje życzy sobie żebym była w ciąży ❤️ W maju są jego urodziny i nasza 3 rocznica ślubu. Niech będzie magiczny bo oszaleje.

O ile wszyscy narzekają na pogodę mnie ona wycisza i uspokaja, sorry ale niech leje 🤷‍♀️

dagmara Mój wyścig z czasem. 18 maja 2020, 10:14

Od piątku wytoczyłam dodatkowe działa przeciwko mojej homocysteinie. Oprócz metyli B-right, zaczęłam brać modulator homocysteiny z Solgara. Kolejna kontrola 5 czerwca, czyli po 3 tygodniach brania. Myślę, że zrobię wtedy oprócz homocysteiny także poziom B12.
Póki co czekam na wyniki mutacji i walczę z jelitami.
W tym tygodniu powinnam dostać też drugi okres po zabiegu. Po okresie umówię się do gina na USG i biocenozę pochwy. Zastanawiam się czy każdy gin wykonuje to badanie? Po ostatnich przejściach nie mam najlepszej opini o ginach, których spotkałam na swojej drodze. Więc póki co, sama jestem sobie lekarzem prowadzącym we współpracy z dr Google. :)

Iza_Malarka Zaczynamy! 18 maja 2020, 13:42

W tym cyklu również będziemy mieć jedna jedyna szanse by nam się udało. I chyba żadne z nas nie wierzy ze się uda. Choć nadzieja zawsze jest i zawsze będzie. Mimo, ze wcześniejsze cykle były lepiej obstawione - przede wszystkim wtedy tez byliśmy razem, i seks po prostu był. Nie był wymuszony bo owulacja bo dziecko bo tamto. Nigdy tak nie było... Tym bardziej jest mi złe i dziwnie ze w tym cyklu seks będzie tak zaplanowany...

Przez pandemię, a co za tym idzie zawód mojego męża to wszystko się tak strasznie rozmyło. Drugi miesiąc koedy nie ma go w domu. I prawdopodobnie nie ostatni. Bo w czerwcu zapowiada się tak samo. To nawet nie kwestia braku starań mnie dobija, a kwestia braku bliskości - smsy, telefony, kamerka, zdjęcia. Jasne, ale to nie jest ta bliskość..

25tc+3

Dzisiaj miałam wizytę u kardiologa. Dobre wieści, wszystko w porządku, serduszko zdrowe ❤️
Sprawdzała tylko serduszko ale pytałam o wody ( jestem przewrażliwiona na tym punkcie po l ciąży ) i mi sprawdziła są na swoim miejscu 😁
Powiedziała mi tez jak leży. Ninka siedzi sobie na mojej miednicy, główkę ma przy moim pępku a nóżkami mi gmera w okolicy pęcherza 😅

Ostatni raz byłam u tego lekarza w l ciąży w 28tc. Dziś poszłam na wizytę, opowiadałam co się wydarzyło po tym 28tc, cesarka, szpital, operacja Alicji i tak ciągnę i ciągnę i w końcu lekarka mówi do mnie a teraz jak się córka miewa? Ehh... zmarła...... Była w szoku.. no ja też...miała wyjść do domu 😞
Także cudowne wiadomości córeczkę mam zdrową, ale wróciłam wspomnieniami do pierwszej i to takie szczęście pomieszane ze smutkiem...

A i zapomniałam dodać, mój problem z noszeniem brzuszka minął, uwielbiam go ❤️❤️❤️
Ide ulicą i się oglądam w szybach, kiedyś w coś wejdę 😅


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2020, 19:39

7t5d
z Maluchem wszystko dobrze 😍
bardzo urósł od zeszłego tygodnia. ale tak jak myślałam ciąża jest o ok. tydzień młodsza niż z terminu miesiączki.
wyniki badań mam podobno rewelacyjne.
ehh tydzień spokoju dla wariatki 🙃🙃🙃

20dc

Juz po owulacji, raczej nic z tego nie będzie z uwagi na jedno jedyne serduszko. Mąż mi sprzedał zarazki, on się męczył 4-5 dni a ja dwa tygodnie. Ból gardła nie do zniesienia, problemy z przelykaniem, kaszel, kaszel i jeszcze raz kaszel. Jestem pełna podziwu, że nikt nie zadzwonił na sanepid.

Tak więc udało nam się zaliczyć 1 ❤ w dniu owulacji. Od poniedziałku jest coraz lepiej, ale do pełnej sprawności jeszcze mi trochę brakuje.

Dzis po 22 wybrałam się do tesco w poszukawiu lodów o smaku chalwy. Ja po prostu kocham chalwe 💛. Gardło jeszcze boli, ale ja po prostu musiałam sprawdzić czy one tam są. Nigdy ich nie jadłam a znalazłam info ze Grycan robi lody w tym smaku. Pełna nadzieji parkuję pod tesco, ruszam w kierunku drzwi wyobrażając sobie jak podchodzę do lodówki i one tam są i na mnie czekają. Czy czekały? Nie wiem. Sklep był do 22. Spoznilam się 13 minut. 🤷🏻‍♀️

Zmykam spać bo już późno a mam plan wstać przed 9. Może dziś wybiorę się do tego tesco. I może do Kauflanda. Gdzie mogę znaleźć te lody?

Seminogram nasienia

Wrzesień2021/styczeń 2022/Luty 2022
Objętość : 5,2 ml/ 5,6ml/ 4,9ml
Aglutynacja: brak /brak /brak
Koncentracja: 40,8 /49,2 /65,5
Upłynnienie: 40min /<60min /25min
pH: 7,8/ 7,8/ 7,8
L.komórek okrągłych: 1,9/ 0,4 /1,3
L.lekocytów: 0,8 /0,1 /0,5
Całkowita liczba w ejakulacie: 212,3 /276 /321,2
Żywotność: 58% /82% /68%
Ruch postępowy: 28%❌ /41% /39%
Ruch niepostępowy: 11%❌ /12% /11%
Nieruchome: 61% /47% /50%
Morfologia: 1%❌ /3%❌ /0%❌


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2022, 21:19

Ania_1003 Powrót na OF po 5 latach 14 sierpnia 2022, 16:04

2c(bez)s, 11dc

15:40

Na ten moment podium:
1) Clearblue
2) Facelle
3) OneStep Allegro i Domowe Laboratorium
Horien - nie radzi sobie tak dobrze 🤷🏼‍♀️
IMG-20220814-155617.jpg

IMG-20220814-154809.jpg

19:00

Horien w dalszym ciągu pozytywny ale bez przewagi koloru.
Polish-20220814-192048634.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia 2022, 19:22

14cs 27dc
Hej 🥰 Długo nie pisałam, a to przez to, że dużo się działo. Byliśmy na urlopie, później krótki wypad nad morze, wesele w rodzinie. W każdy weekend coś robiliśmy i na tyle pochłonęło to moją uwagę, że zanim się obejrzałam, jest połowa sierpnia.
Ciężko powiedzieć, że nie myślałam o staraniach - codziennie mniej lub bardziej ten temat przewijał się przez moje myśli, ale nie skupiałam się na nim. Nie zaglądałam do kalendarzyka, nie wpisywałam tam żadnych objawów, jedynie obserwowałam swój organizm. Owulacja przyszła dopiero w 22 dc- dość późno, ale cieszę się, że w ogóle była po przebytym w zeszłym cyklu covidzie i naszym urlopie za granicą.
Według obliczeń z początku cyklu jutro powinnam dostać okres, ale z racji przesunięcia muszę poczekać jeszcze około tygodnia. Jak tylko zacznie się krwawienie to dzwonię do kliniki umawiać się na sono hsg. W dodatku, w przyszłym tygodniu mój mąż wybiera się do androloga, takie zalecenie dostaliśmy przed planowaną IUI. Cieszę się, że mamy jakiś plan, bo wtedy czuję, że idziemy do przodu!
Mąż pije codziennie szklankę soku pomidorowego i dodaje do niego łyżkę oleju z czarnuszki. Do tego zażywa suplement diety z kwasem foliowym. Nie jest to jakiś specjalny suplement dla mężczyzn, ale zawsze coś. Chciałam mu kupić fertilman plus, ale gdzieś wyczytałam, że dobieranie sobie samemu takich suplementów może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Jak z tym jest? Mąż ma co prawda jedynie 3% prawidłowych plemników, ale łączna ich ilość w 2 ml to prawie 700 milionów.
Problemem jest także ich krótka żywotność, bo po 24 h nie było ani jednego żywego 😔 Nie dziwię się, że ciężko się nam było wstrzelić w dzień owu.
Z tych pozytywnych rzeczy - poznałam dzidziusia mojej dobrej koleżanki. Przez cały wieczór i pół kolejnego dnia nosiłam go na rękach, karmiłam, woziłam w wózku. Mamie to było na rękę, miała chwilę dla siebie, a ja byłam wniebowzięta. Jak myślę o tych dniach, to uśmiecha mi się buzia i czuję motylki w brzuchu. Tak bardzo się cieszę jej szczęściem, i póki nie mam własnego dzieciątka, to był świetny sposób aby naładować baterie i zaspokoić matczyny instynkt. W dodatku moja najlepsza przyjaciółka niedawno urodziła i jestem tak z tego dumna, że pierwszego dnia pochwaliłam się tą informacją z kim tylko mogłam 😀 cieszę się, że nie czuję zazdrości.
Jestem fajną ciocią!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia 2022, 23:40

- 2cs - 23dc -
Końcówka cyklu. Nie lubię tego czasu. Dziś w ciemności sprawdzałam termometr, pipczał dość szybko więc wiedziałam, że temperatura będzie niska. Patrzę, chyba 36,52 ale jednak włączam latarkę w fonie dla pewności i jednak nie: 36,92°C. Już byłam zmartwiona nawet nie zmarnowanym cyklem, ale krótką FL. W tamtym cyklu niby tylko 9 dni, w tym owulka 15 dc więc mamy niby dopiero 8 dpo. Boję się troszkę, że tu już mam wykupione CLO, a tu jeszcze inne rzeczy nie wyregulowane. Tak więc temperatura jeszcze dziś fajna, aż się boję sprawdzać przez kolejne dni. Brzuch okresowo pobolewał mnie wczoraj i dziś rano ale naprawdę minimalnie, tak jak przy pierwszej ciąży więc staram się tym nie martwić ale znów nie lubię tego uczucia. Tak więc CLO od przyszłego cyklu.. Udało mi się załatwić receptę przez teleporadę ale musiałam się zobowiązać, że do końca cyklu skończę karmić... Z tym jest mi bardzo ciężko bo na dobrą sprawę nie wiem czy nie karmię ostatni raz w zyciu.. I ta myśl, że może robię to na marne.. Prześladuje mnie ta myśl dość mocno. Tak czy siak, ostatnio karmiłam do spania w piątek 15.05. Dzień później chciałam sprawdzić czy weźmie butelkę zamiast piersi i nie będzie się po niej domagał. Udało się. Więc dzień później uznałam, że dam pierś bo grzecznie udaje się ją zastąpić. Ale jakoś tak wyszło, tak pojadł na kolację, że nie domagał się już niczego. Szok. Ale zobaczę jeszcze, teoretycznie do 1 dc mogę karmić, bo CLO mam brać od 2 dc. Pojedyncza dawka. Także działamy. W tym aktualnym, 2. cyklu znów ładnie zaszła owulacja, więc z tego się cieszę. Tylko jeszcze ta faza lutealna.. Jeśli nie uda się zajść w tym cyklu, to proszę chociaż o ładną 12-dniową FL. Myślę, że to rozsądna prośba 😉
***
Wiem co jeszcze chciałam dodać. Żeby zaczarować rzeczywistość, tak jak przy pierwszej ciąży, a raczej przed nią, kupiłam smoczusia dla swojego przyszłego dziecka 💛💚
Jeden kupiłam Brunkowi, żeby miał świeżaczka na wypadek gdyby miał potrzebę skoro mu chcę pierś zabrać (😭), a drugiego, rozmiar mniejszego kupiłam przyszłemu maluszkowi. Nie mogę się doczekać kiedy będę mogła go użyć ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 15:01

12 dc / 34 cs

Bardzo, bardzo dziękuję za Wasze komentarze. Wiem, że w swoich uczuciach nie jestem osamotniona. Mamy do nich prawo... Bo przeżywamy, bo pragniemy, bo marzymy...

Dziś rano byłam w klinice. Dostałam wytyczne co do badań dla siebie i dla męża. Robimy je i
w kolejnym cyklu inseminacja. Wypada to jakoś w drugiej połowie czerwca. Taka rozgrzewka przed in vitro. Następnie od razu spod kliniki wyjechaliśmy na relax time na zachód Polski. Weekend psychicznego odpoczynku. Od starań, od myśleń, od pandemii, od stresu. Dziś spacer, pyszna kolacja w restauracji z degustacją rzemieślniczego piwa, a teraz drink w pokoju hotelowym. Jutro trochę zwiedzania, a po poludniu spa z zabiegami oczyszczająco-relaksującymi. Nie wiem czy zapomnę ale postaram się nie myśleć. Pora zakończyć naturalne starania. Trudno. Nie potrafimy.

Co do samej wizyty... Masa badań zlecenie + jest pęcherzyk 16mm + endometrium 6,5 mm. Tyle z faktów.

Wracam do męża. Rozwód póki co nam nie grozi 😁 Pandemia nic a nic nam nie zagroziła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2020, 22:16

Weekend był piękny wybralismy sie z mezem w Bieszczady juz tęsknie za tym miejscem wiem, że napewno tam jeszcze kiedyś wrócimy ;) w tym roku marza mi sie jeszcze góry albo morze 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 19:37

Pierwszy zastrzyk za nami, ręce mi się trzęsły jak staremu alkoholikowi, nie mogłam utrzymać pena 🤣, potem próby i wahanie się, wkłuwać się czy nie, aż w końcu odważna decyzja i atak... Udało się, nic nie bolało, nic nie czułam, nawet się zastanawiałam czy na pewno sobie coś wstrzyknęłam, ale ilość płynu się zmniejszyła, więc tak 🙈 Jest super, mam co jakiś czas bóle w podbrzuszu, ciekawe czy to oznacza, że coś już tam rośnie? to chyba trochę za szybko 🤷‍♀️ Mąż powiedział, że jest ze mnie bardzo dumny, że jestem taka odważna, ale to pewnie dlatego, że on boi się igieł 🙈😂

16+0 waga 50,5

Dawno nic nie pisałam.
W zeszłym tygodniu miałam USG z małym wszystko dobrze.
Odebrałam wyniki posiewu, niestety wyszła bakteria paciorkowiec kałowy. Ta bakterie miałam z 8 lat temu. Nie myslalam że znów powróci. Dostałam antybiotyk od rodzinnego i w zeszły czwartek skończyłam kurację. Oczywiście po niej nagroda grzybica masakra.
Dziś byłam zrobić pakiet tarczycowy bo kazała mi zrobić endokrynolog po poprzednich złych wynikach wskazujących nadczynność tym razem TSH 1,42 czekam na resztę wyników, ale myślę że jest super i nie będę musiała brać leków.
Brzuszek nie rośnie jest ciągle mały ale to dobrze bo jeszcze w niektóre rzeczy się mieszcze, będę musiała dokupić bluzeczki L i XL bo M jest dopasowana a nie ma to jak luźniejsze.
Dziś wystawiłam urlop . Zostanie mi 19 dni to wykorzystam za rok.
Jak mnie w pracy zostawia będę musiała wrócić po krótkim macierzyńskim 20 tyg. Bo zawsze warto mieć te parę groszy. A z małym albo zostanie moja mama albo żłobek.
Ostatnio pogryzkam się z moim o mało nie doszło do tego a by się wyprowadził. Zobaczymy jak dalej z kryzysem będzie.
Wkurza mnie też jego matka zaczyna już się mieszać. Tym razem poszło o to że po wizycie u mamy zachciało mu się zmiany 2 imienia bo powinno to być imię po dziadkach. Jak mnie wkurzył tym. Powiedziałam że hak mi zmieni to pójdę do urzędu i zmienię mu i nazwisko też. A mamusia jak chce to nie h sobie urodzi dziecko i niech nazywa jak chce a od mojego niech się odczepi. Trzeba będzie jej wszystko ustnie wytłumaczyć.

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 18 maja 2020, 18:22

6 dc
Wczoraj dostałam wiadomość o d koleżanki, że dzisiaj na stronie ma pojawić się info o rozpoczęciu wykonywania zabiegów w klinice. I najlepiej jakbym umówiła się na wizytę w połowie cyklu bo ponoć odczekuja dwa tygodnie od wizyty do kolejnej wizyty ( chodzi o wirusa). I faktycznie ok 15.00 pojawiła sie wiadomość o rozpoczęciu procedur. Ale jednocześnie pojawiły się informacje do zapoznania dotyczące sposobu postępowania w koronasytuacji. I tylko to, że otworzyłam ta wiadomość na tel a już kończyłam pracę i nie miałam czasu dokładnie przeczytać, nie pozwoliło mi zadzwonić i od razu umówić się na wizytę. A już sobie wszystko ładnie w kalendarzu zaznaczyłam kiedy wg mnie 🙈 po skończeniu 21 dni brania antyków rozpocząłby się nowy cykl. W informacji było coś o możliwym wzroście cen 😳🤔 i konieczność zrobienia badań na koronawirusa, ale może coś mi się pomyrdalo. Jutro sobie to wszystko wydrukuje i przeczytam na spokojnie a później zadzwonie umówić się na wizytę. Jest radość ale też strach, nie wiem co teraz bardziej dominuje. A cały czas sobie powtarzam żeby się nie nakręcać 🙄

Akurat teraz kiedy pojawia się światełko w tunelu ivf dostałam w pracy bardzo wymagający i stresujacy ,, projekt,,, podobnie było przy pierwszej stymulacji. 🙄 Taki pech..., znowu myślenie jak pogodzić pracę z wizytami.

Zastanawiam się czy mówić rodzicom o ivf, oni byli przeciwni (może nie mówili tego wprost) inseminacji. Tato 3 razy dopytywal się jak zaszlam w ciążę, o to czy zaszłam naturalnie 😒 małż jest zdania że to nasze życie i nasze wybory, i ok, też tak uważam, ale nie potrzebuje dodatkowych stresow, nerwów i wysłuchiwania lamentow pod tytułem ,,co Wy wyprawiacie, jak tak można, po co Wam to, a zastanowiliscie się,, itp. Narazie postanowilam, po rozmowie z małżem nie mówić rodzicom o ivf. Jak się uda to wtedy zastanowię się czy ta wiedza w jaki sposób doszło do zapłodnienia jest im potrzebna.

Testy białe, ale skoro dr kazał zrobić betę zrobiłam dla formalności.
Macie tak, że jak czekacie na wynik to czujecie odrobinę nadziei?
Szczerze miałam odrobinę nadziei, że może coś się wykluło. Pierwszy cykl, w którym zauważyłam, że nie bolały mnie piersi oraz nie wysypało twarzy. Do tej pory już na ok 9 dni przed okresem zaczynały mnie boleć moje bimbałki i pojawiały się pojedyńcze wypryski. Teraz nic, null. To zawsze był mój wyznacznik, że się nie udało.
Ale gdyby miało się udać to chociażby cień cienia był widoczny, prawda?
Chociaż uważam, że na tyle mam już spaczony umysł ciągłym staraniem, że doszukuję się tej kreski. Do tego stopnia, że głowa potrafi sobie zwizualizować cień.
Póki co czekam na betę.
Rano byłam w dwóch punktach, kolejki mnie odstraszyły. Finalnie wykonałam badanie w innej miejscowości.
Czekam na wynik.
Miał być dziś.
Tymczasem awaria na stronie Diagnostyki...
Jak żyć!?

Edit:
Beta: 0.57

Brak mi już sił 😭


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja 2020, 19:25

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)