Ana 81 Jak nie zwariować ? 6 czerwca 2020, 21:19

Mamy dwie komórki, jestem w szoku :) chyba sie udalo trzymanie kciukow :*

Dzisiejszy dzień, tzn wieczór.. Masakra jakaś...
Pierwsza poszłam się wykąpać, potem mój mąż i tak pomyślałam żeby zrobić nastrój na dziś... Zapaliłam świece, wybrałam muzyke, na stoliku postawiłam dwa kieliszki z czerwonym winem i truskawki... Zalozylam sukienkę... Mój przyszedł i tak go zamurowało... Niby się uśmiechnął a potem o do czego złapał masakrycznego doła...
Mam teraz, dni płodne (dziś prawdopodobnie owulacja). No i zaczął gadać, że on tam nic nie ma, że nic z tego nie będzie.... Że tylko on jest taki do dupy... W sumie seks był potem, ale mam wrażenie że trochę go na nim wymusiłam dziś..

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 6 czerwca 2020, 22:58

Byliśmy wczoraj robić badania.
Robiłam rezonans, krew - pozostałą immunologię z zalecenia Paśnika oraz mąż badanie nasienia + posiew.
Plus taki, że udało się wszystko ogarnąć w czasie nawet z zapasem.

Minus taki, że jak wracaliśmy dostałam telefon z przychodni w której pobierają krew (i wysyłają do Synevo), że okazało się, że Synevo przyjmuje na te badania próbki tylko od poniedziałku do czwartku.... że co??? Dzwoniłam wcześniej, pytałam czy na pewno 5 czerwca w piątek będę mogła zrobić badania i Pani mówiła, że tak. Bardzo mnie wczoraj przepraszała. Mówiła, że nie wiedziała..... Będę musiała jechać jeszcze raz. I brać urlop bo labo ode mnie 100km.

Druga sprawa już w drodze do domu sprawdzałam maila czy są wyniki nasienia. Były już po niecałych 40 minutach. Wyszły tragicznie...... tak źle jeszcze nigdy nie było :( dwie złe wiadomości w odstępie 1 minuty.....
Brał CLO i Polfirin plus suple i tak bardzo się pogorszyły wyniki...... w ml tylko 0,75 ml :/ Ruch postępowy tylko 15,8 przy normie od 32. Bardzo się starałam w samochodzie nie rozpłakać ale nie udało mi się....
Wszystkie badania które robiłam u siebie są w tej chwili o kant dupy potłuc.... Dlaczego tak bardzo nas życie doświadcza :(

Jednak mam najwspanialsze dziewczyny z wątku. Bez nich pewnie bym leżała i płakała do tej pory. Podniosły mnie na duchu i dały kopa do działania. Zabroniły się poddawać. Dostałam nawet namiary na polecanych andrologów w Warszawie.
Jutro będę szukać i sprawdzać (trochę już patrzyłam) i robię listę i w poniedziałek będę dzwonić. Chciałabym połączyć wizytę u androloga z tym moim nieszczęsnym pobraniem ponownej krwi. Za jedną podróżą. Mąż się zgodził. Polecono mi plastry chłodzące na mosznę. Jutro zamówię.
Zadzwonię też do mojego labu czy pracują w piątek 12.06. Wtedy mój ma urlop to zrobilibyśmy badania.
wiecie jakie badania powinien zrobić facet ?
Może macie jakiś sprawdzonych andrologów w Warszawie ?


Jestem załamana, nawet w tym cyklu nie testuje, bo po co ?
Pójdę po @ zobaczyć czy jest polip. Mąż mówi, żebym w tej sytuacji nie robiła drożności. Ja jednak chyba zrobię, bo jak się okaże, że jajowody mam niedrożne i nie będzie się dało nic z tym zrobić to zaniecham wszelkiej dalszej diagnostyki, bo wtedy nadziei już nie ma. Szkoda kasy, której poszło już baaardzo dużo. IVF nie wchodzi w grę.
Zrobiłam wszystko co mogłam :(

Life is a bitch.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca 2020, 23:00

Stefffcia88 Tu i teraz! 7 czerwca 2020, 22:51

Okresie, mój drogo okresie, czemu każesz mi na siebie tak czekac. Ostatnio platałeś mi figle i przychodziłes za wcześnie, zaskakując.
Pierwszy raz przyszło mi na ciebie wyczekiwać jak na słońce po burzy i choć wysyłasz drobne sygnały pod postacią bólu podbrzusza, Ciebie wciąż nie ma. Czy to jakaś zabawa ? Czy ćwiczysz moja cierpliwość? Napewno wydaje Ci się to zabawne, ale mi nie jest do śmiechu. Choćbym miała zwijać się z bólu, przyjdź już proszę.

8 miesięcy Olusia ♥️
Troszkę z opóźnieniem,ale ciągle czasu mało ..
Oluś już jest dużym chłopcem. Po szczepieniu waży 8100 kg.💪 biedny miał po 5(!) Wkłuciach lekką gorączkę i 2 dni był niespokojny ale już jest dobrze.
Misiu jest coraz bardziej mamusiowy ❤
Nosi rozmiar 80 i MA ZĘBA! Drugi w drodze :) co śmieszne,dzień przed go nie czułam A na kolejny był już duży:D
Ciekawią go już..właściwie wszystko! Kontakty,robot sprzątający, wszędzie raczkuje i wstaje. Non stop🙈
Nadal zasypia jak wcześniej,zasypia na spacerach,w aucie,jak biegam z wózkiem.
Nadal wpatrzony w Pole,z którą się coraz lepiej dogadują i bawią:) ostatnio w ganianego na czworakach. Pola się nim super zajmuje w poranki kiedy jeszcze drzemiemy😍
Oluś robi już papa i daje część🤩 coraz więcej gaworzy,ma więcej włosków i jest moim slodziakiem❤❤
Mieliśmy mały kryzys z cycem bo mało dawałam i mleka było mało ale działamy i Oluś lubi się przytulić i wraca spokojnie mleko <3 Oluś jak zapytam czy chce cici to od razu się cieszy i przychodzi szukać:)
Poli wypadl drugi ząbek ! Na dzień dziecka dostała nowy rowerek więc jest szał na zmianę z hulajnoga ;) wczoraj byliśmy w górach i Pola przeszła sama na szczyt i spowrotem,Oluś również był grzeczniutki. Kochane te nasze dzieci,wyszły nam one zdecydowanie💪♥️🍀
Za tydzień miało być wesele ,za kilka dni miał przyjechać kuzyn no ale..
Ja ćwiczę,staram się trzymać dietę,szyję,firma się kreci-jest fajnie;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2020, 23:33

x


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 czerwca 2020, 01:11

🤰32tc(31t4d) ciąży🤰

79 % ciąży
59 dni do TP(usg) 61 dni do TP (OM)

No i poszedł ! Mój syn na nowo wstąpił w szeregi przedszkolaków, po 3 mc przebywanie zs mną w domu.To była dla nas trudna decyzja, rozważenie wszystkich za i przeciw, czas pandemii ale myślę, że dobra. Zresztą Jego uśmuechnięta mina i popędzanie męża kiedy wchodzili do przedszkola mówią same za siebie 😁 Mam ten komfort, że przedszkole jest ulicę stąd, mąż zaprowadza małego rano a ja mogę odebrać go już kilku godzinach, np. po I obiadku tak by nie kwitl tam zbyt długo.
On zawsze był dzielny ❤ pamiętam Jego pierwszy dzień z nianią albo pierwszy dzień w żłobku, praktycznie nigdy nie płakał przy rozstaniach. To zawsze ja wyłam jak bóbr, jak szedł do żłobka, schowałam się za krzakami i szlochałam 🤧 A tym czasem to już 4,5 latek 😍 Panie jak go zobaczyły po takiej przerwie, przeżywały jak wystrzelił w górę a jaki wygadany 🙃 Oj tak gadać to Maks mógłby non stop a chudy i długi się zrobił...Jak zapałeczka. 110 cm wzrostu ( 116 rozm) i 17,5 kg wagi. Mój Kochany dzielny chłopczyk 😍

A Matka ? Matka jeszcze jakiś czas temu miała tyle planów gdy dzieć wróci do przedszkola- miało być spanie do południa w ciszy, potem zakupy, czytanie książki, może tel do koleżanek/mamy, ogarnianie bierzących spraw domowych 😛 a tymczasem za oknem leje, ponuro, chłodno,mnie się nic nie chce, ze spania lipa bo emocje już od rana wzięły górę , dwa śniadania zjedzone, leki wzięte, pralka ,zmywarka wstawione i tak sobie leżymy z malutką w łóżku, głaszczemy się i rozmawiamy 😄 Może wreszcie bede miala czas pogadać do brzuszka na spkojnie, poczytać bajkę, popuszczać w słuchawkach muzykś ( Maks w brzuchu bardzo to lubił ) 😍😍 Zobaczymy


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 09:23

Anuśla Musisz dać życiu szansę 8 czerwca 2020, 10:05

13tc + 1
Od dwóch dni jest jakby lepiej. Trochę muli, ale nie rzygam. Zostaję ten tydzień u rodziców. Muszę ich rozweselic po śmierci Karloska, widzę że co jakiś czas oczy wycieraja. Nigdy nie widzialam mojego taty w takim stanie. Jak to sie człowiek potrafi przywiazac do zwierzecia...
Poza tym dom z ogrodem i domowe jedzonko - tego mi potrzeba. Trochę się boję, bo nie jestem w miejscu zameldowania na l4, ale przecież jak ktoś się zle czuje to chyba może u rodziców siedzieć, najwyzej mama potwierdzi jak będzie kontrola.
Mama uparcie twierdzi, że mam już brzuch. Mówię, że to po jedzeniu, a ona dalej, że po jedzeniu nigdy takiego nie miałam. No to zrobiłam dziś rano na czczo fotke i faktycznie jest już brzusio:

https://zapodaj.net/e598c3c142fc7.jpg.html

Nierealne, niedosiegle, staje się rzeczywistością😄

Abbigail, powiem Ci nawet, że w Krk są dwie Wole: Duchacka i Justowska. Twój brat i ja mieszkamy na Justowskiej😄


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 10:07

Wera Nasze początki 8 czerwca 2020, 19:24

14 dc
Strań ciag dalszy. Jutro jadę na kontrol do ginekologa.

Poniedziałek 22 dc / 34 cs

Weekend był boski :) Od dziś ruszamy z badaniami. Dziś jadę na posiew z pochwy + posiew z kanału szyjki. Środa obydwoje na badania krwi - mąż już przeżywa od kilku dni, bo przecież będzie kłucie i musi wejść samodzielnie do gabinetu, a on bardzo, ale to bardzo boi się wszelkich badań, szpitali, i tych co chodzą w białych fartuchach ;) Panowie mają fantazje erotyczne z seksownymi paniami pielęgniarkami...Gdybym taką przebierankę zaserwowała pewnego wieczoru to mój by chyba na zawał padł hahaha
Wracając do badań to jeszcze w piątek mój mąż ma badanie nasienia. Mnie pozostało do umówienia jeszcze usg piersi,ale to już pójdę jak dostanę miesiączki, wtedy jest najbardziej pewne - generalnie 1 faza cyklu. No i by było tego tyle. Ten cykl zachowuje się na prawdę normalnie, to znaczy nie zwracam uwagi na nic. Zawsze w 2 fazie cyklu odstawiałam alkohol , treningi spokojniejsze, prysznice zimniejsze etc W tym cyklu mam to w dupce. Zawierzam już totalnie medycynie. Alkohol był 3 razy w zeszłym tygodniu, co prawda nie jakieś wielkie dawki i to było wino / prosecco ale był, treningi tez 2x po 2 godziny. Mam dość i tak będzie inseminacja a najprawdopodobniej i in vitro, a może i w ogóle nic się nie uda?? Miesiączka za tydzień i będzie to dobry tydzień. W czwartek wolne - nie odmówię alkoholu, dodatkowo zaplanowane 3 treningi - nie zrezygnuje z żadnego.

tc: 19+6 wg apki, waga 61 kg

U nas spokojnie. Zrobiłam w ubiegłym tygodniu badania kontrolne, morfologia spadła - mam zapisane dodatkowe żelazo. Kwas foliowy 5 dni po skończeniu 5 mg wynosił 13 jednostek. Norma w moim lab między 5 a 20. Nie jest źle. Witamina B12 tylko 372 jednostki, przy normie 180 - 960. W styczniu przy suplementacji i stabilnej diecie było coś około 870 jednostek. A tu przestałam ją suplementować, mam sporo momentów braku apetytu na mięso i spada. Badania pokazujące pracę wątroby wyszły bardzo dobrze (a metformina ją zaburza, dlatego chciałam skontrolować). Byłam też u mojego ginekologa z dawnych lat (era przed leczeniem niepłodności), stwierdziłam, że zobaczę, czy będzie krzywo patrzył na zalecenia. "Nie, ja się na tym nie znam, jeśli ma Pani zapisaną metforminę z uwagi na mutację PAI i ma Pani ją kontynuować do końca ciąży - tak będzie". Spoko. Mężuś dalej nie mógł wejść na wizytę. A ja z tej radości o mecie, zapomniałam zapytać o długość i wagę Dziecka. Sierota, po prostu sierota ze mnie. Pan doktor mówi "Piękny kręgosłup, śliczny dzieciaczek, troszkę starszy niż wynika z om, ale w granicach normy". Schodzę z fotela i zadaję pytania, najpierw od siebie, potem od Mężusia. To od Mężusia rozwala lekarza na łopatki, przyłbica mu się trzęsie ze śmiechu "Czy Mąż jest istotnie przydatny podczas porodu?" - mój Mężuś ma pobieraną krew na leżąco, bo jest z tych delikatnych i na razie myśli czy będzie podczas porodu czy nie (staram się namówić, bo wolałabym, żeby moja Siła była wtedy przy mnie!) - "Oh, Pani Krąsi, to jest tak indywidualna sprawa każdej pary i ile par, tyle argumentów, to Państwo muszą podjąć tą decyzję". Wychodząc z gabinetu jeszcze pytam "Aaaaaa!!! Panie Doktorze, a jaka płeć Dzieciaczka?" - "Oj, wie Pani, za płcią się nie rozglądałem, główka w porządku, kręgosłup śliczny, ale niech się Pani nie martwi, zaraz będzie mieć Pani usg połówkowe, tam wszystko będzie widać" 😁 no generalnie były inne, ważniejsze kwestie do omówienia 😜

Byliśmy też na pierwszych zajęciach w szkole rodzenia. I zaczęłam się bać. Nie czytałam nic o porodzie, nie znałam jego faz, stwierdziłam, że no raczej dam radę, gdyby kobiety się poddawały, to wyginęlibyśmy dawno temu. A teraz już wiem, czego się bać, to i się boję. Trwały 3 godziny, z uwagi na koronkę, byliśmy sami (i tak się cieszę, że otworzyli, bo już się bałam, że skończymy z internetową szkołą rodzenia). Dowiedziałam się, że w zasadzie znieczulenie zewnątrzoponowe (czyli takie od pasa w dół, widzisz i słyszysz wszystko) raczej nie jest dla mnie, bo w przypadku problemów z krzepliwością krwi, nie podaje się go. Głupi Jaś również raczej nie jest dla mnie, bo mam problemy z oczami i uszami, a w takich przypadkach nie jest rekomendowany. Z farmakologicznych pozostają nam opioidy oraz znieczulenie ogólne. Po tych zajęciach wyszłam i się popłakałam. Nie chcę rodzić. Mam jeszcze kilka miesięcy, zamierzam intensywnie pracować nad nowatorską metodą przyjścia na świat. Jak ją opracuję, dam znać. W chwili obecnej, bardzo chcę poznać Małego Człowieka, ale strach przed porodem zalewa mój umysł. Od tamtych zajęć, Mężuś stwierdził, że on będzie przy porodzie, będzie mnie pilnował, będzie pilnował personelu, będzie siebie pilnował, żeby nie zemdleć, będzie wszystkiego pilnował, a my się będziemy "po prostu" rodzić. Pochlipuję to tu, to tam, jak sobie przypomnę.

Zaczęliśmy szukać wózka. Na razie przegląd w sklepach stacjonarnych, jak coś nam się upatrzy, może się uda znaleźć na olx.

Pierwszy sklep: wózki i nosidła, rozglądamy się, podchodzi Pan z obsługi i rzuca nam "Proszę postawić na klasykę" - pokazuje wózek retro, z wielkimi kołami, wielkim metalowym koszem, w sumie dość podobny do wózka, w którym się woziłam ja i moje rodzeństwo. Mówię więc, że moja klasyka być dostosowana do mnie i Mężusia, a raczej do naszego wzrostu, czyli mieć wysoko osadzoną gondolę, długą rączkę, najlepiej regulowaną teleskopowo i nie mieć tylnej belki. Mieliśmy kilka typów z for internetowych, niestety większość okazała się nietrafiona (rączka do 105 cm, a gondola zawieszona standardowo). My szukamy rączki na wysokości minimum 110 cm (najlepiej 115 cm, która po złamaniu nie będzie nad gondolą, a jednak zostawi odległość między wózkiem a ciałem). Pan nam pokazał dwa Adamexy (Vicco i Encore). Minusy tych wózków - rączka łamana, czyli ustawiam ją na najwyższą wysokość ("łamię" w górę) i wtedy momentalnie jestem ciałem przy wózku, czyli możliwość zrobienia normalnego kroku jest żadna. Ale Pan się postarał przynajmniej i odpowiadał cierpliwie na nasze pytania, dał nawet miarkę do mierzenia poszczególnych elementów wózków :)

Drugi sklep: wózki, nosidła, zabawki, wszystko dla dzieci (2 kondygnacje). Szukamy takiego i takiego wózka, wie Pan "dla wysokich ludzi". "Proszę Pani /pan knypek - nie ujmując nikomu - pan mierzył 160 cm wzrostu, no przy moich 177 cm różnica spora/ - nie ma wózków dla wysokich osób, każdy wózek można dostosować do każdej osoby, o jak złamiemy rączkę, to proszę Pani to też pasuje" - "Eeee, nie bardzo, bo jak zrobię krok, to moja noga ląduje w koszyku". Ostatecznie przejęła nas Pani. "Emmaljunga, emmaljunga, proszę Państwa, moje dziecko od 7:00 do 19:00 spało tylko w wózku emmaljunga, w łóżeczku nie chciało, nigdzie indziej nie chciało, a spało w takim wózku". Wózek starego typu, po złożeniu nie zmienił znacząco gabarytów, nie zmieści się do naszego - było nie było sporego kombi - brak regulacji wysokości pasów w spacerówce (trudno oczekiwać, że nasze dziecko będzie mikrego wzrostu), nie odpinany pałąk w spacerówce. No i jak ja tą kolumbrynę wniosę na trzecie piętro? Potem się okazało, że te Emmaljunga to ostatnie modele, bo sklep kończy z nimi współpracę, więc chcą się ich pozbyć. I później padło "O, a może taki wózeczek - ma świetny design, najmodniejsze kolory". Patrzę na Mężusia, on patrzy na mnie "A rączkę teleskopową ma? A na jakiej wysokości zawieszona gondola?" - mina zrzedła i Pani przeszła nam pokazać Roan Bass Soft. Też troszkę wyższy niż standard, ale rączka łamana. Dodatkowym utrudnieniem przy tej piep.zonej łamanej rączce jest to, że torba, która na niej wisi w pozycji neutralnej, po jej złamaniu kładzie się na bok, uderzamy więc naszym ciałem w torbę, która jest przekrzywiona. Tak, tak, wózek ma być dla dziecka, nie dla rodzica, ale rodzic potrzebuje zdrowego kręgosłupa i zdrowych nadgarstków, warto o to zadbać już teraz.

Trzeci sklep: podobnie jak drugi - dwie kondygnacje ze wszystkim. "Proszę Pani szukamy wózków dziecięcych dla wysokich rodziców, czyli rączka wysuwana teleskopowo, wysoko zawieszona gondola i brak belki tylnej" - "Nie ma takich wózków, z czegoś trzeba będzie zrezygnować, w tym sklepie nie ma ani jednego wózka, który nie miałby belki tylnej" - "Eeee, ale właśnie obok takiego stoję". Mam kalafiora w mózgu, ale są granice tego kalafiora. "A tak, to jedyny egzemplarz" - "Może ma Pani jakieś inne, które ominęliśmy?" - "Nie. Mogę pokazać takie." Pokazała Baby Jogger City Premier, Tutis Viva, Camarello Sevilla.

Wykończeni, zaczęliśmy przeczesywać internet. Łącznie z markami premium. Byliśmy pewni, że marki premium robią wózki dla ludzi wysokich. Bzdura. Robią wózki droższe, z prawdopodobnie lepszymi podzespołami do składania, lepszymi amortyzatorami, czy "ładniejszym" kolorkiem, nawet myśleliśmy, że może lżejsze, ale tu też byliśmy z błędzie. Internet mi nie pokazał wózka zgodnego z moimi oczekiwaniami. Mam więc pomysł na biznes - stworzyć wyszukiwarkę idealnego wózka. Znaleźliśmy nawet taką stronę, ale działa koszmarnie, bo nie można wybrać ważnych dla nas parametrów. Kalafioro-mózg pracował na pełnych obrotach i znalazł kilka rozwiązań (jak się okazało, po wpisaniu ich w google wyskoczyły, tylko jakim cudem Państwo sprzedający wózki, nie byli w stanie mi powiedzieć o nich?). Rozwiązania oba wzięły się od chęci przerobienia rączki składanej w rączkę składano - teleskopową i przedłużenia jej tym samym. Jest coś takiego jak przedłużka do rączki wózka. Można zamontować i dać swobodnie krok :) czad! Płacisz mniej więcej 2000 zł za wózek i musisz dokupić przedłużkę za 150 zł, bo nie ma produktu spełniającego Twoje oczekiwania. Wszyscy muszą być równi (jak ze spodniami ciążowymi, kobiety różnią się jedynie rozmiarem w biodrach, a nogawki wszystkie są równiuteńkie, nieważne, czy S czy XXL, nogawkę masz 75 cm!!!). Poza przedłużką znaleźliśmy też wózek z rączką składano-teleskopową - Mutsy Icon. Nie widzieliśmy go na żywo, nie wiemy, jaka jest odległość dna gondoli od podłogi i jaka jest maksymalna wysokość rączki. W internetach znaleźliśmy też super wysoko osadzoną gondolę w wózku Bexa Line 2.0. Jako jedyny producent na stronie podaje ten parametr. Gondola osadzona na wysokości 66 cm od podłogi - dobre 10 cm od średniej!!! Polskie wózki, a w żadnym sklepie nam go nie pokazano.

Mężuś podsumował, że jesteśmy niewdzięcznymi klientami. Bo wiemy, czego chcemy. A powinniśmy nie wiedzieć, przyjść, powiedzieć, że szukamy wózka, usłyszeć w odpowiedzi "Oooo, mamy taki świetny, włoski/francuski/nowoczesny design, kubełkowa spacerówka, super schodzą teraz, w zasadzie to ostatnie egzemplarze" i zakupić tenże zaprezentowany wózek. A nie, że my wchodzimy "kolor nieistotny, pokaż nam wysoko osadzone gondole". No i spacerówki kubełkowej nie chcemy. Rozmawialiśmy z kilkoma fizjoterapeutami (pewnie, ilu fizjo, tyle opinii) i każdy z nich powiedział, że nie udowodniono negatywnych skutków, natomiast oni swoje dzieci wozili/wożą/zamierzają wozić w spacerówkach tradycyjnych. Trzymamy się ich zdania i spacerówka tradycyjna.

W środę połówkowe i echo serca płodu.

Mała Mi 2020 Ciągłe staranie 16 października 2020, 20:32

Cześć kochane kobietki przychodzę do was z kolejnym pytaniem w poszukiwaniu porady. Ogólnie rzecz biorąc teraz mam dni płodne dzisiaj miałam nerwowy dzień i naprawdę był mocno nerwowy aż musiałam melisę wypić żeby się uspokoić. Jutro mam mieć owulacje. Dzisiaj wieczorem robiąc siku zauważyłam taki rozciągliwy śluz miał taką delikatną kreseczkę krwi, mój gin nie odbiera. Przychodzę do was z tym pytaniem no może któraś z was tak miała i może któraś mi poradzi co i jak. Nie wiem już co mam robić czasami boję się że popadam w paranoje i co miesiąc myślę (a może jestem w ciąży) i gdy mam okres myślę że coś jest nie tak a jednak to była miesiączka.

Kolejny dołujący dzień. Tak mi dziś przyszło do głowy, że już nic mnie w życiu nie spotka, że niczym mnie już życie nie zaskoczy... Czuję że wszystkie piękne chwilę mam już za sobą.. Poznałam miłość mojego życia, wzięliśmy ślub... I to na tyle... Czuję że w naszym życiu już nic wielkiego się nie wydarzy, że nic się nie zmieni... ze juz do końca będziemy tylko my dwoje... A co jeśli jednego z nas kiedyś zabraknie??? Przecież nie będziemy mieć nikogo bliższego, kogoś kto na starość poda nam przysłowiową szklankę wody.... Do dupy takie życie..
Jesli nie będziemy rodzicami, to dziadkami w przyszłości też nie... Nasza rodzina po prostu się skończy... Nic po nas nie zostanie... Nawet nie będzie kto nas miał wspominać kiedyś... Smutne takie to... Ale niestety tak realne w tej chwili...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 czerwca 2020, 22:05

40+0

Bang! Dziś termin porodu. Wspomnienie św Faustyny, wiec idealny dzień żeby Helena się urodziła. Ale ona ma to gdzieś i wyglada ze nie zamierza wychodzić. Przekręca się tylko z boku na bok w moim brzuchu. 🤷🏻‍♀️ Objawów żadnych nowych nie mam, nadal jakieś kłucia w pochwie i słabiutkie skurcze przepowiadające. Poza tym spokój, cisza, niczym niezmącona tafla jeziora. To jest to o czym mówił doktore - niby znamy dokładny dzień zapłodnienia, ale jest jeszcze względność trwania ciąży... cóż - moja widocznie musi potrwać trochę dluzej niż 40 równych tygodni 🤷🏻‍♀️

5dc

Przeziębienie trochę odpuszcza, rano czułam się fatalnie teraz jest już trochę lepiej. Jutro drożność, moja głowa żyje tym. Strasznie się boje, bólu ale przede wszystkim wyniku. To co bym chciała usłyszeć to to, że „jajowody drożne ale trzeba było je przeczyścić i teraz są lux torpeda” bo to da mi nadzieje że było trochę nie tak a teraz musi się udać 🙏 trzymajcie kciuki żeby było dobrze 🍀🍀🍀🍀🍀

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 28 października 2020, 18:27

31 DC - dzień testowania, dzień spodziewanej miesiaczki, dzień bieli - niestety.
Wytrzymałam te kilka dni bez maniakalnego robienia testów,parę osób się dziwiło jak wytrzymuję a ja mam jeden powód - nie chcę patrzeć na tą biel. Nie mogę jej znieść. Boli mnie brak drugiej kreski... Chyba sierpniowy cień był dla mnie kolejnym etapem w całych staraniach... Dał mi realną szansę, uwierzylam, że mogę być w ciąży.
Od tego momentu pragnę tego jeszcze bardziej (a myślalam, że bardziej już nie idzie) i dlatego testowanie mnie przeraża.

Poranny pink jakoś zaniosłam, ale oczywiście musiałam popołudniu zrobić jeszcze jeden innej marki, bo pinki źle się wybarwiaja... Nadzieja, nadzieja...
Najgorsze/ najlepsze jest to, że w ogóle nie czuje objawów zbliżającego się okresu, a tak to zawsze tydzień przednie wszystko bolało. Czuję się dziwnie, inaczej...

No i zaczyna się ostatnia prosta - zaczyna się 36 tydzień, czyli ostatni miesiąc.
Siedzę już (chodź zdaniem większości dopiero) na L4 i trochę się nudzę. Znaczy ogarniam chałupę - gotuje obiady wymagające więcej czasu, sprzątam na bieżąco, prasuje itp. Ale brakuje mi innych bodźców. Jakoś tak za spokojnie, za nudno, za monotonnie. Na szczęście w tym tygodniu się nowy semestr zaczyna więc jakieś zajęcia chociaż poprowadzę. To będzie miła odmiana.
Ten pobyt na L4 uświadamia mi jedno - będę "wyrodną" matką i podzielę się z mężem urlopem rodzicielskim. Znaczy on, przynajmniej na razie, twierdzi że chętnie zostanie z synem w domu. Pierwsze pół roku ja, drugie on. Ewentualnie jak mąż będzie na rodzicielskim to przejdę na pół etatu albo zdalnie i tylko doraźnie będę jeździć do pracy. Na uczelni i tak wszystko zdalnie, chyba że od października się zmieni. Wtedy też będę jeździć. No ale wiadomo, że to też od kilku rzeczy zależy. Jak syn będzie karmiony piersią i nie będzie chciał nawet odciągniętego mleka z butli pić, to będę musiała urlop przedłużyć. Zobaczymy jak to wyjdzie. Oczywiście już się pojawiają głosy że po co mi dziecko jak chce je "porzucić"... Tak, bo dziecko nie ma ojca, który też potrafi się nim zająć. A jak kobieta zajdzie w ciążę to traci tożsamość i scala się z dzieckiem do jego 18 urodzin albo dłużej... No nie sory. Kocham mojego nienarodzonego syna, jestem w stanie zrobić wszystko aby mu było jak najlepiej, ale trzeba pamiętać o najważniejszej rzeczy - szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Zajmując się od tylu lat ciekawymi projektami naukowymi ciężko mi tak z dnia na dzień przejść w tryb kury domowej. Nie mam zamiaru być męczennicą, co to po forach internetowych wypisuje jak to jej ciężko i nie ma czasu na nic bo dziecko. Sory, ale to nie ja. Uważam, ze mąż w takim samym stopniu ma pomagać przy dziecku jak ja. Od początku chce go angażować, ba już go angażuje we wszystkie sprawy dziecięce - razem wybieramy mebelki, materace, ubranka i wszystko co dla dziecka potrzebne. W dodatku już zaczął w ogródku szykować miejsce na piaskownicę :)

A co do samego syna - rośnie wzorcowo. Jak utrzyma tępo wzrostu to do terminu porodu powinien osiągnąć wagę 3,2 kg czyli w sam raz. Ułożony też jest prawie prawidłowo. Tzn. jest głową w dół, ale leży na moim prawym boku, przez co w nocy tylko na prawym boku mogę spać. Każda inna pozycja powoduje bunt objawiający się kopaniem po żołądku. Więc muszę spać w pozycji której lekarze nie zalecają, no ale cóż mam poradzić.
Ogólnie jeśli chodzi o dolegliwości ciążowe to poza coraz większym ciężarem (chodź zdaniem lekarza przybieram na wadze bardzo ładnie, na razie tylko 11 kg) i wynikającymi z tego niedogodnościami jak zadyszki, zmęczenie czy lekko opuchnięte stopy to nic mi nie jest. Wiadomo, mały wiercący się pasożyt czasem przeszkadza, czy to buty ubrać, czy jak przy jedzeniu zacznie się wiertać i walić nogami po żołądku. Poza tym nic. Ciąża przebiega prawidłowo i wszystko zmierza do szczęśliwego finału :)
Jedyne co to mnie rodzina znowu trochę wkurza... Już pojawiają się pytania typu: Będziesz karmić? No nie, zamierzam dziecko głodzić... No i mój faworyt: Ale jak to nie chcecie dziecka chrzcić? Oczywiście to zaskoczone pytanie pada najczęściej od osób, które do kościoła chodzą TYLKO na śluby, chrzciny, komunie kogoś z rodziny, a z wiarą i przestrzeganiem jej zasad nie mają nic wspólnego. No ale trzeba ochrzcić, bo taka tradycja. A dupa a nie tradycja. Ja nie wierzę, mąż też nie. Czarnej mafii nie mamy zamiaru wspierać, więc nasz syn nie będzie ochrzczony. Nie jesteśmy hipokrytami.


Samopoczucie na dziś - lekko zmęczona, rozespana, ale szczęśliwa.

Wynik holtera ciśnieniowego nie wyszedł bardzo źle, ale dobrze też nie. Wierzę że dopegyt pomoże i nie położą mnie na kilka miesięcy do szpitala. Posranowiłam po 01.11 zrobić sobie reżim łóżkowy..muszę wytrwać choć do 35tc, po prostu muszę. Jutro wieczorem wizyta u ginekologa. Oby tylko były dobre wieści...

2dc (9cs...)

Wczoraj miałam naprawdę ciężki dzień... Pierwszy raz się tak załamałam. Łzy same cisnęły mi się do oczu i nie mogłam przestać płakać przez pół dnia... Nie chciałam tego pokazać, więc ryczałam po cichu w łazience albo ukratkiem wycierałam łzy w rękaw 😥 Oczywiście w głowie już sobie obliczyłam, że marzec to ostatni miesiąc, żeby załapać się na #rodzęw2021 ... i czułam jak czas przeleciał mi przez palce. W przyszłym roku będę mieć już 35 lat, a więc szanse na dziecko coraz mniejsze. Magiczna bariera zostanie przekroczona. Zaczęłam żałować, że jestem już taka stara i że nie podjęłam decyzji o macierzynstwie wcześniej, kiedy nie było jeszcze za późno. Przecież warunki do tego miałam tak naprawdę od jakiś 8 lat, jak nie lepiej.
Z tego żalu i smutku postanowiłam spędzić wieczór na kanapie z Netflixem i przyjacielem Jackiem Danielsem, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jest to ani zdrowe, ani tym bardziej rozsądne. No cóż, nie mogłam się powstrzymać. Dzisiaj mój przyjaciel połączył siły z wredną małpą i w efekcie moja głowa boli jak diabli :/ mam za swoje...

Na pocieszkę włączyłam sobie Bridgetonów... No nie mogłam wybrać gorzej :/ temat ciąży i dzieci jest tam wałkowany non stop, a przecież wszystkie bohaterki są tam takie młode... no i jeszcze to zakończenie... (nie spojleruje, ale nie polecam oglądać przy okresowej załamce)... W sumie wiedziałam i mogłam przewidzieć, że ten serial mnie tylko dobije, ale jeszcze parę dni temu oglądałam go z wypiekami na twarzy myśląc, że może ja też już niedługo będę mogła cieszyć się stanem błogosławionym.

Dzisiaj powoli podnoszę się z kolan i już prawie nie płaczę. Wprowadziłam sobie trochę zasad na nowy cykl, żeby ograniczyć sobie poziom dramatu, jeśli znowu się nie uda. Martwię się tym plamieniem , które pojawiło się w poprzednim cyklu, bo to była dla mnie nowość. Znając moje szczęście to może być jakaś kolejna przeszkoda do pokonania na drodze do ciąży...

Już niedługo drożność - i tego nie mogę się doczekać. W sumie nieco przewrotnie myślę sobie, że jak wyjdzie coś nie tak, to przyjmę to ze spokojem i może nawet uśmiechem - przynajmniej od razu pójdziemy na invitro i zaoszczędzimy nieco czasu i energii. Bo ścieżka będzie jasna i wiadomo będzie co trzeba zrobić. Głupia jestem, że tak myślę... Ale w głowie mam nadal ponure myśli i podły nastrój mnie nie opuszcza.

Zastanawiałam się ostatnio nad zamrożeniem komórek, dopóki jeszcze nie skończyłam 34 lat, żeby w razie czego mieć jakieś zabezpieczenie. Pogadam o tym ze Starym, jak już zrobi swoje badania i będziemy mieli większą jasność sytuacji.

Tymczasem idę trochę jeszcze popracować i pochlipać cichutko... Licząc na to, że marzec jednak będzie chociaż trochę łaskawszy...





gosia89 udało się po 9 latach 2 marca 2021, 16:52

28dc
Wciąż czekam na @ eh dziś powinna być ale cisza. Czekam i liczę że do wieczora przyjdzie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)