Już ponad 2 lata starań... Ile to było kombinacji, które miały ułatwić zajscie w ciążę... Leżenie z nogami w górze po seksie przez pół godziny, użycie kubeczka menstruacyjnego aby sperma nie wylewała się, Wiesiołek na poprawę śluzu, różne inne suplementy których była niezliczona ilość, żel ułatwiający zajscie w ciążę. No cudawianki... Teraz gdybym miała komukolwiek cos doradzić... To na pierwszym miejscu byłoby to badanie nasienia.... Szukałam problemu u siebie, zmieniałam lekarzy..... A tu jedno badanie męża i trach 🌩️, ale jak to się mówi po burzy powinno wyjść słońce... Mam nadzieję, że to słońce i dla nas w końcu zaświeci 🌞...
Imiona dla dzieci mieliśmy już wybrane przed ślubem... WOJTUŚ i BASIA...

Stefffcia88 Tu i teraz! 30 czerwca 2020, 16:17

Posłuchałam swojej intuicji - i rano zaaplikowalam sobie dodatkowo 2xluteine dopochwowo. Mimo, ze ostatnio miałam podrażnienie po niej, zdecydowałam ze lepiej zwiększyc dawkę progesteronu..
Dobrze zrobiłam, lekarz potwierdził ze poziom progesteronu jest za niski i należy zwiększyć dawkę Leku. Potwierdził tez ze duphaston nie wyjdzie we krwi wiec pewnie rzeczywiste stężenie jest wyższe, ale mimo to podwajamy crinone :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2020, 16:17

21+6 waga 54

Mąż był tak kochany że spontanicznie zaprosił mnie na wypoczynek nad morze. W piątek zszedł z nocki rano i przekazał mi informacje że poniedziałek i wtorek jego firma stoi więc ma wolne, więc możemy gdzieś jechać.
Wiadomo nogi chciały góry, marzyły mi się Bieszczady ale rozum stwierdził że nie dam rady i wybiorę morze.
W sobotę rano po 6 a zawsze wyruszaliśmy po 3 ruszyliśmy na Gdańsk.
Ceny pokoi były tam jak z kosmosu 180 zł za pokój strasznie drogo, znaleźliśmy tańszy za 120 ale wyglądał jak speluna. Jak wyliczyłam za 5 dni 800 zł tragedia.
Wpadłam na pomysł znalazłam pokój we Władysławowie na booking za 460 zł na 5 dni, powiedziałam jedziemy tam, zadzwoniłam do gostka i jeszcze cenę spuscil na 410 zł. Stwierdziłam że kasa na jedzenie będzie.
I tak zrobiliśmy. Minus taki że do plaży 20 min ale nie przyjechałam się opalać.
Wczoraj ledwo zdążyliśmy na zachód słońca i posiedzieliśmy sobie do 23 na plaży było cieplusio.
Dziś wybraliśmy się na Hel pociągiem, dużo zwiedziliśmy. Że względu na alergię na słońce zabalsamowalam się filtrem 50. Minimalnie słońce zlapalo. Jedynie twarzy nie wysmarowalam to Lesko piecze. Mój to murzynem zostal. Na koniec dnia poszlismy na plażę posiedzieć ale zaczęli padać i musieliśmy wrócić. W kolejnych dniach planujemy zwiedzić Gdynię i Sopot, w Gdańsk zwiedziliśmy 2 lata temu.
Niekiedy takie spontaniczne wypady są najlepsze.
Choć długo chodzić nie mogę bo szybko się mecze.
Boje się o wagę strasznie ostatnio tyję. W ciągu tygodnia kilogram. Aż się boję wagi aż wrócę. Będę wyglądać jak hipopotam. Tragedia.

Evelle28 Walka o Małe Szczęście 29 czerwca 2020, 13:04

Urlop zaplanowany ❤️
Dokładnie za 2 miesiące zaczynamy Nasz wspólny urlop ❣️ tak bardzo potrzebuje takiego czasu tylko z Moim K. Sam na sam :)
Zarezerwowalam Nam fajny pokój w przepięknej willi. Moj K kończy w lipcu 30 lat więc ten wyjazd co prawda w późniejszym terminie będzie takim prezentem dla Niego :)

W tym cyklu starania przerywamy. Mam lekarzy więc zobaczymy jaki plan działania podejmiemy ☺️
Jestem troszkę spokojniejsza ale w głębi duszy siedzi ta myśl że będzie ciężko, że będzie wiele przeszkód. Jakoś nie czuję że uda mi się szybko zajść w ciążę...

No ale poki co remont mojego salonu fryzjerskiego a pozniek urlopik 😍

Cudownego tygodnia ☺️☺️

miska122 Tęcza po burzy :) 29 czerwca 2020, 13:43

10dc
Pogoda jest okropna, non stop pada, a ja czuję ból w stawach. Wczoraj siedziałam w komisji wyborczej i nawet tam usłyszałam, że "chyba czas zrobić sobie dziecko". Czasem się zastanawiam czy ludzie serio są takim betonem umysłowym, czy po prostu nic złego ich w życiu nie spotkało.
Jestem kilka dni przed owulacją, więc zaczynam mieć spadek psychiczny. Bo co jak "zmarnuję" ten cykl? Jak będziemy się kochać w złym dniu, jak coś wypadnie co przeszkodzi nam w staraniach? Czuję, że jeśli w tym cyklu znowu się nie uda to dostanę mocnego doła. Bo sierpniowy cykl też będzie na straty, a do września tak daleko... Na szczęście pobolewa mnie lewa strona i pokładam duże nadzieję, że owulacja będzie z tej strony.
Dałam sobie czas do listopada. Jeśli do tego czasu nie będę chodzić z brzuszkiem to idę do lekarza, może przepisze mi jakieś leki? Sam mówił, że mam jak najszybciej zajść w ciążę, ale to nie takie łatwe jak wycięli mi jajowód. Nie wiem też czy te leki na owulacje w ogóle będzie chciał mi dać, skoro mam książkowy cykl i owulacje w każdym miesiącu. Już sama nie wiem co o tym myśleć, wiem, że powinnam wyluzować, ale jest to nierealne. Planuję sobie więc jak co miesiąc, co będę robić jak już będę w ciąży, jak powiem rodzinie itd. I tak sobie w tym trwam.
Ciążo przyjdź!

Martagow Czekam i czekam... 29 czerwca 2020, 15:38

No i jestem po wizycie u gastrologa. Odebrałam wyniki krwi i niby lepiej niż ostatnio, ale żelazo bardzo niskie. Dostałam też na miesiąc steryd działający miejscowo, ponoć bardzo lekki. No ale to steryd i od razu się zdenerwowałam u lekarza. Dostałam też żelazo do brania, za 2-3mies. kolejne badanie krwi i zobaczymy...
Przez to choróbsko wszystko jest nie tak...


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2020, 15:39

Poniedziałek 14 dc / 35 cs

Monitoring piątkowy tragiczny jeśli chodzi o endometrium, bo tylko 5,5 mm. Pęcherzyków rokujących 3 więc nieźle. Dziś kolejny monit, endometrium nieźle 8,5 mm, ale za to dorósł z tych trzech tylko jeden - miał 19 mm, reszta padła. W klinice dostałam ovitrelle. Jutro inseminacja,praktycznie w środku dnia więc do pracy nie idę, bo ani to przyjść później, ani się zwolnić.

Nadzieja jest, zawsze jest, mniejsza wieksza ale jest. Jest to pierwsza inseminacja. Więcej nie chcę. Szkoda czasu. Mam świadomość że szansa raczej nikła, ale co ja poradzę że łudzę się mimo wszystko.....

Podsumowane do tej pory koszta : 1500 zł - jutro pewnie dojdzie drugie tyle.

🤰35tc (34t6d) 🤰

35 dni do TP
87 % ciąży za Nami

Jakoś źle się dzisiaj czuje, ciśnienie mierzyłam wychodzi 113/88, więc chyba w normie, w nocy zdrętwiała mi dłoń i spuchła i trzyma do teraz. Pogoda tez się skiepściła, słońca nie ma więc i to nie działa na mnie dobrze :-(

Jęczę ostatnio mężowi żeby bardziej o mnie dbał ( a dba - sprząta, czasem gotuje, masuje, całuje, przytula, wozi, ogarnia małego, bawi się z Nim, spaceruje) także nie mam na co narzekać a jednak jęczę. Musi być ze mną bardzo ciężko wytrzymać :-( Brakuje mi bliskości z mężem, takiej większej, jak tylko oboje mamy chwilę wtulam się w niego całą sobą, przytulam, uwielbiam czuć jego ciepło, oddech, zapach. Chyba mentalnie przygotowuje się już na burzę, która rozpęta się w Naszym życiu za chwile. taką samą burzę która zmieniła Nasz świat 4,5 roku tamu ;-) No i jęczę mu ze boję się porodu, boję się czy zdążymy do szpitala, czy zdążymy odwieźć wcześniej Maksa do moich rodziców...

Ostatnio moje trzy znajome urodziły dzieci w ekspresowym tempie - dwie po raz drugi, jedna pierwszy raz. Wszystkie trzy od wejścia do szpitala rodziły 2-3 godzin, a na izbie już pełne lub prawie pełne rozwarcie i od razu po formalnościach na porodówkę... Czaicie 2 h ? Gdzie ja Maksa rodziłam 10 h od wejścia do szpitala ( nie licząc 3 h mikro skurczy niebolesnych w domu) i wcale nie wspominam tego porodu źle, nie mam traumy, mam za to piękne wspomnienia, czułam się zaopiekowana i bezpieczna, ból też wiadomo pamiętam. No ale moje ciało miało czas się na to wszystko przygotować przez ten czas. A tutaj drugi poród i 2-3 h ??? Masakra. Przeraziłam się takim tempem. I to nie są odpodobnione przypadki.... Mówią, że drugi poród jest szybszy i chyba coś w tym jednak jest....

A ja mam wrażenie, że jakoś drugiego zaczynam się bać bardziej niż pierwszego. Za pierwszym razem była mega ekscytacja, podniecenie, że za chwilkę zobaczę moje dziecko, nie wiedziałam co mnie czeka dokładnie. Teraz - wiem dokładnie jak to boli, jak bolą bóle krzyżowe i skurcze do pełnego rozwarcia, jaka moja szyjka była oporna na rozwieranie, jak główka Maksa zrotowała się w kanale rodnym... Wszystko pamiętam i boje się tym razem chyba bardziej. I znów też ten strach przed powikłaniami porodu i o zdrowie malutkiej ) choć na pierwszym razem nic złego się nie stało..) Ech taki ze mnie dziwny człowiek....uciekam po synka do przedszkola ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2020, 17:09

17tc + 1d
Wczoraj miałam doła. Dziś jest nowy dzień, nowe nadzieje, kolejny dzień do przodu. Jest lepiej. Jeszcze nie czuję naszej dziewczynki, żeby kopała, to pewnie przez łożysko. Mikołajek już wyraźnie kopał, a dwa tyg później nawet Szymon mógł poczuć. No nic, czekamy :)

Edit: magia! Dziś wieczorem wyraźnie poczułam 3 kopniaczki. W końcu! 🥰


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2020, 22:59

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 30 czerwca 2020, 06:20

18 cykl starań - czas start!

Mało mnie było tu ostatnio, musiałam trochę odpocząć i się noe nakręcać.

Brak jakichkolwiek objawów zbliżającego okresu jednak i tak zrodził gdzieś tam daleko z tylu głowy myśl „a może...”.
Ale spokojnie temperatura zaczęła spadać i frruu... kolejny raz nadzieja odleciała, no może bardziej popłynęła 😉
Co czuję?
Coraz częściej towarzyszy mi smutek, niechęć... Ciężej walczy się o te pozytywne dni bez pozytywnych testów...

Ale zaczynamy „zabawę” od nowa.

W tym cyklu czas na badanie drożności... a ja w tym temacie jesteM ZIELONA (jak się przygotować, kiedy robić, czy to boli?)

amaniii Czekam, może się doczekam (: 30 czerwca 2020, 13:15

6 dc

2020 r prężnie nie daje o sobie zapomnieć, czekam jeszcze na apokalipsę i atak zombie i będzie cacuszko, miód i malina.. Oczywiście z przymrużeniem oka... Ten cykl dajemy spokój, mąż po lekkim przeziębieniu co nie znaczy, że nie obeszło sie bez gripex'ów i innych paracetamoli, które zjada garściami.. chociaż i tak mam to pod kontrolą, także bacznie pilnuje i sie przyglądam hyhy :D
Od następnego cyklu wprowadzimy troszkę supli i zobaczymy co z tego wyjdzie..
Ogólnie mam wrażenie, że z moją owu jest chyba coś nie tak i moje pms zniknęło w pewnym stopniu, co może i lepiej, owulacja jakby daje o sobie znać, ale nie na tyle co kiedyś jak pamiętam, że jajniki potrafiły mnie na prawdę boleć i wiedziałąm kiedy ta owu jest.. poza tym w tedy okres był jak w zegarku co 28 dni a teraz co 31/32 dni czasem dłużej.. Wczoraj nagle złapał mnie okropny ból prawego jajca jak nigdy, jakby mi ktoś szpile wbił. Czyżby owulacja szybciej w tym cyklu miała sie pojawic ? Mam wrażenie jakby w każdym cyklu owu była w innym czasie.. a do tego przed okresem żadnych bóli piersi nie mam, za to częściej głowa mnie w tedy boli i wiadomo jakiś tam ból w podbrzuszu jak zawsze przed @.. ale za to pryszcze urządzają sobie istna sieste w tym czasie + moja Łuszczyca, która wychodzi na twarzy głównie, daje o sobie nieźle znać.. plama na plamie.. ale te piersi czemu nie bolą wcale ? I don't know .

Ogólne prywatnie nie jest źle, ale boje się, że gdy wrócimy do Polski rozpęta się wichura.. Oby wszystko szło dobrze.. boję się, bardzo, ale mam nadzieje, że zaraz wyjdzie słońce..


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2020, 13:18

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 12 października 2020, 08:55

Byliśmy w sobotę na wizycie u androloga.
Stary dobrze reaguje na stymulację (aż za dobrze). Lekarz powiedział, że komunikacja przysadka - jądra działa dobrze.
Dostał inną stymulację "słabszą".
CLO 1/2 tabletki
Z racji tego, że w posiewie znowu wyszła ta sama bakteria co ostatnio (mimo wysikania się i dokładnego umycia przed badaniem) to dostał antybiotyk i jakieś przeciwzapalne.
Jeżeli ta opcja stymulacji i wyleczenia bakterii nie pomoże to czeka go operacja (jeśli się w ogóle na to zgodzi).
Na usg w prostacie w czerwcu wyszło jakieś zwapnienie, możliwe, że to pozostałość o jakiejś infekcji. Zarówno urolog który robił usg jak i Wolski powiedział, że nie powinno mieć to wpływu na wyniki nasienia. Istnieje jednak możliwość, że trochę to blokuje nasieniowody (bo jest też mała objętość nasienia).

Jakoś nie widzę, tej nowej stymulacji.
Był na Clo od końca stycznia przez 3 miesiące i nie dało to rezultatu. Fakt, że nie robił badań w trakcie stymulacji.

A i jeszcze śmiesznie. Lekarz pytał starego czy widzi u siebie jakieś zmiany (pewnie chodziło mu przez ten wysoki testosteron). Stary powiedział, że nie. Lekarz z deka się zdziwił. W samochodzie stary pyta czy lekarzowi mogło chodzić o to, że teraz więcej mu się "chce". Powiedziałam, że prawdopodobnie chodziło mu właśnie o libido(ja nie chciałam się wtrącać w rozmowę). To ten powiedział, że myślał początkowo, że chodziło o negatywne skutki i o tym libido pomyślał ale nie umiał znaleźć słowa. To ja się zaczełam śmiać, ze lekarz też człowiek i jakby mu powiedział, że mu się częściej chce bzykać to przecież by się nie zgorszył :P

Teraz powtórka badań za 6 tygodni: fsh, lh, testosteron, badanie nasienia i posiew. Wtedy znów wizyta.
Lekarz na koniec wizyty się uśmiechnął i życzył aby następne wyniki wyszły w końcu lepiej.
To moje największe marzenie teraz. Bez tego nic nie zdziałamy :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2020, 08:59

Stefffcia88 Tu i teraz! 29 czerwca 2020, 18:21

Dzisiejszy dzień był mentalnie dla mnie ciężki. Bałam się spotkania z porażka. Bałam się wszystkiego, począwszy od tego czy napewno zarodek się prawidłowo rozmrozi, potem czy napewno transfer przejdzie bezproblemowo bo może będą przeszkadzać moje ukochane zrosty wewnątrz maciczne... i zdałam sobie sprawę ze potencjalna ciąża to początek lęku, początek wielkiej góry na która zaczynamy wchodzić.. bo każdego dnia możemy się o coś martwić - czy beta wyjdzie dodatnia, czy będą prawidłowe przyrostu, czy usłyszy się prawidłowe bicie serca... i tak conajmniej do 18 roku życia :)))
Dawno nie nosiłam swojego pierścionka zaręczynowego, który jest po ŚP. Teściowej... ona tak bardzo czekała na nasze szczęście, stwierdziłam ze dzisiaj symbolicznie musi mnie wspierać...
Wiec... zarodek pięknie się rozmroził, transfer trwał kilka minut.
Lekarz co prawda nie kazał mi dzisiaj badać progesteronu, ale zbadałam.. i wyszło 6,19 ng/ml
Wydaje mi się to zdecydowanie za nisko :(
Co prawda nie przyznałam się lekarzowi ze ze swej nadgorliwości pojechałam przed transferem na badania ;p ale chyba trzeba coś z tym zrobić... :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2020, 18:24

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 30 czerwca 2020, 18:55

Dziękuję dziewczyny za wpisy. Ja dzisiaj się przemoglam i poszłam do mojego szefa powiedzieć, że będę miała kilka wizyt u lekarza, których niestety nie mogę zaplanować z wyprzedzeniem i zapytałam czy godziny pracy mogę dostosować do wizyt. Zgodził się nie pytając o szczegóły (on ogólnie mało interesuje się problemów innych) i powiedziałam jeszcze, że w związku z tym iż znowu nie dostanę urlopu w lipcu, będę potrzebowała dwa dni (punkcja i transfer) na zabiegi, ale o terminach też dowiem się z niewielkim wyprzedzenieniem. Tutaj już był mniej optymistycznie nastawiony, że względu na moje projekty (jeden pieprzy się jak na złość) ale powiedział, z skoro będzie taka potrzeba to ok. Chociaż jak go znam to do końca miesiąca może zapomnieć,że się zgodził 🙄 no cóż, staram się nie wybiegać za bardzo w przyszłośc, chociaż marnie mi to idzie.
Teraz mecze małża codziennie pytaniem czy jest zdrowy, czy nie bierze go jakieś przeziębienie bo ostatnio coś pociąga nosem, żeby zadziałać wcześniej profilaktycznie, i żeby do punkcji był zdrow jak ryba (w sumie ogólnie chce żeby był zdrowy, ale w razie czego później może brać jakieś leki, a do pobrania nasienia wolałabym żeby jednak nie brał 🙈). Ja mam chyba wysoka odporność, bo nie pamiętam kiedy brało mnie jakieś przeziębienie, ale może to zasługa witamin, które łykam. 🤷
Jeszcze tydzień i dowiem się o wynikach ostatnich badań, zakładam że będą ok i odstawiam antyki 🎉🎊 co mnie bardzo cieszy bo chyba po nich czuje się jak dziurawa dętka, zero życia, energii.
Na weekend małż zaplanował wyjazd ze znajomymi, to mnie trochę odciągnie od rozmyślan o ivf (chociaż nie dużo, bo niestety taka moja natura). Jak pojawia się coś co jest dla mnie ważne, co mnie w jakis sposób wciąga to czytam, szukam wszystkiego co jest na dany temat. Nawet ostatnio przyjaciółka, której koleżanka podchodziła do ivf i się nie udało, jak jej strzeliłam wykład, to stwierdziła że powinnam ograniczyć internet i przestać o tym czytac bo wiem już wszystko. No, nie wiem wszystkiego ale chyba nie chciałabym tego przechodzic zdając się całkowicie tylko i wyłącznie na moją gin, nie sprawdzając różnych rzeczy i nie czytając, a później zadając jej pytania. Oczywiście, robię tak jak ona mówi, ale np dla swojego spokoju zrobiłam kilka badań o których ona nawet nie wspomniała, czy biorę suple, do czego ona wogóle nie przywiązywala wagi. A wiem, że są dziewczyny, które podchodzą do ivf bez jakiegokolwiek zgłębiania tematu, z jeden strony to może o dobrze, nie mają sieczki w głowie jaką mam ją, a z drugiej, to razie niepowodzenia ciężko stwierdzić gdzie został popełniony błąd.
Ja mam dużo obaw, dużo więcej niż w marcu kiedy zaczynalam stymulacje, wtedy byłam podekscytowana, a teraz chyba już został mi tylko strach przed tym co będzie i jak będzie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2020, 18:58

- 4cs - 15dc - 2 dpo -
Tak obstawiam, że owulka była w poniedziałek, czułam mocne kłucie, głównie z prawej strony, we wtorek wzrost temperatury. Dziś monitoring: płyn widoczny, na lewym jajniku cisza, na prawym 2 pęknięte pęcherzyki + torbiel 26mm, przez którą kolejny cykl będzie musiał być naturalny :( Ponoć przy okresie takie rzeczy lubią się wchłaniać, ale Clo mogłoby zastymulować tą torbiel więc nie możemy go użyć dopóki nie potwierdzimy, że zniknęła. Do tego mojej lekarki nie będzie i muszę iść gdzieś indziej w okolicach właśnie 15 dc. Dupka mam brać od dzisiejszego wieczoru aż do 13.07, kiedy to mam iść na bętę. Jak pozytywna, to brać dalej, jak negatywna, to odstawić. Generalnie wydźwięk tej wizyty był taki, że kurde mamy realne szanse na to, żeby się udało. Odbierałam to trochę tak jakby bardziej mnie instruowała co mam robić jak jej nie będzie a okaże się, że jestem w ciąży, niż na wypadek kolejnego cyklu - w sensie kiedy monitoring, kiedy przyjść po receptę na Clo itp. Zresztą na początku wizyty od razu mnie zapytała "I jak Pani Sylwiu?" i wyglądała jakby oczekiwała raczej radosnej nowiny. Tak to odczułam. Aż przykro mi było mówić, że niestety przyszłam na zwykły monitoring. Zobaczymy... Trochę mnie martwi ten naturalny cykl, obawiam się marnotrawstwa czasu, ale co ma być to będzie. Przeznaczenia nie zmienię. Walczę na tyle, na ile mogę, ale szarpać się przecież gorączkowo nie będę. Widać, że reaguję na leki. Owulacja zachodzi co cykl. W ciąży już też przecież byłam. Mąż też się przebadał i wszystko jest ok, wyniki ma bardzo podobne do tych sprzed 2 lat i to do tych "poprawionych" suplementacją, z odpowiednim ruchem postępowym. Tak się pocieszam, że może wcale nie mam takiego złego tego AMH, ponoć powinno się badać na samiutkim początku cyklu, najlepiej jeszcze podczas krwawienia. I ma to jakieś potwierdzenie w moich wynikach, kiedy to poziom wzrósł dwukrotnie w przeciągu bodajże miesiąca czasu, tylko dlatego, że zbadałam poziom w fazie folikularnej zamiast w lutealnej. I może po ciąży też poziom był taki marny, bo po ciąży chwilowo jest niższy. Znalazłam amerykańskie badania, które to potwierdziły. Poza tym to bardzo delikatny hormon, łatwo o jego złe oznaczenie. Dlatego nie mam zamiaru o tym zbytnio myśleć. Jest ok. Nasza kolejna ciąża jest już za rogiem. Może jeszcze nie teraz, ale już niedługo. Wiem to. Poza tym w tym cyklu mamy podwójną szansę :)

tc: 23+0, waga 62,1 kg.

Czekamynadzidzie - masz rację. Poczarowałam i piękne słońce jest :)

"Znajdź sobie położną na czas ciąży" - mówili. "Znajdź sobie położną" - nalegali. "Nie zapisuj się do szkoły rodzenia, to strata kasy" - mówili.

Dobra. Dziś byłam już na etapie szanownemu Bratu oddać słuchawkę, żeby mnie umówił z jakąś położną.

Oczywiście, że nie wiedziałam o tym, że w trakcie ciąży od około 21-22 tc, przysługuje mi na NFZ 1 tygodniowo spotkanie z położną, mające na celu przygotowanie do porodu. Dowiedziałam się przypadkiem. 2,5 tygodnia wisiałam na słuchawce telefonicznej. Nie odbierali. Albo jak odebrali - "A Pani jest naszą pacjentką? Bo to tylko dla naszych pacjentów jest" - "Nieprawda, lekarza mogę mieć gdzie indziej, położną gdzie indziej" - "Myli się Pani, przepis jasno mówi, że..." - "A proszę mi podać ten przepis, to go sobie przeczytam" - "Do widzenia" i rzucenie słuchawką. Albo odbierali "Nie, ja to nie mam podpisanej umowy z NFZ na takie coś" - "Ale pracuje Pani w przychodni, która jest przychodnią na NFZ" - "Ale ja powinnam mieć odrębną umowę z NFZ na to". Albo "Nie, w trakcie koronawirusa to nie prowadzę takich zajęć". Albo "Jest koronawirus, te spotkania odbywają się w formie teleporady" - "Jak zamierza mnie Pani przygotować do porodu telefonicznie? Jak zamierza mnie Pani przygotować do opieki nad noworodkiem telefonicznie?".

Dziś się udało. Ufff. Ponad 200 - tysięczne miasto. Dziś rano dałam sobie i położnym ostatnią szansę. Ostatnią. Mam remont na głowie, wymianę auta (grat się rozleciał, najpóźniej we wrześniu chcemy coś kupić), wyprawkę dla Maliny (mamy kilka ciuszków - Wilga przybij piątkę!), listę wyprawkową dla Maliny, imię dla Maliny (na to na szczęście nie musimy czekać na dostawę kilka tygodni, albo być uzależnieni od terminów fachowców) i nie miałam ochoty tracić czasu na wiszenie na słuchawce. Pani powiedziała, że będzie się kontaktować w dniu jutrzejszym, że jeśli się nie obawiam korony, to mogę do niej przychodzić do przychodni, albo ona do mnie do mieszkania. Tak się cieszę!!! Oczywiście, szkoła rodzenia nie była głupim pomysłem. Ale z powodu korony w moim mieście działa jedna szkoła. I prowadzi jedynie zajęcia indywidualne. Nie możemy więc poznać zapatrywania innych rodziców na jakieś kwestie. Nie możemy też poznać zdania innych położnych na konkretne tematy.

Podliczyłam też całkowity koszt naszego leczenia niepłodności. Czyli do momentu transferu. Od tamtej pory mamy ciążę - jej nie będę (na razie, a może już nigdy) podliczać. Wyszło 73.453,18 zł. Samochód prosto z salonu, albo remont w opcji na full wypas (dla nas oczywiście, bo wiadomo, że w mieszkanie czy dom, to można wpakować każde pieniądze). To razem z refleksologią, akupunkturą, tonami supli, leków, lekami do stymulacji, wizytami u różnych ginów, urologów, depozytami nasienia, zabiegami, książkami, dietami oraz dwoma procedurami in vitro. Nie wchodzi w to koszt paliwa, ani utraconego zarobku (z powodu L4 czy braku wykonywania działalności u Mężusia). To w ramach zaspokojenia ciekawości - gdyby ktoś poszukiwał informacji.

Dla odmiany kilka kwestii fajnych:

Od 1 lipca 2020 roku wchodzi program "Ciąża+". Nawet mój lekarz nie wie, o co chodzi. Jeszcze nie przeczytałam dokładnie, ale część leków ma być darmowa, a część w jeszcze większej refundacji. Znając nasze szczęście - z pewnością będzie jakiś wyjąteczek magiczny, że Krąsi, Mężuś i Malina się na to nie łapią.

Hafija.pl - merytoryczny portal o karmieniu piersią. W każdym artykule wiele odnośników do materiałów źródłowych. Może się przydać Rodzicom.

Yoami.pl - szkoła rodzenia na youtube. Dla mnie laska prowadzi to naprawdę sensownie. Może ma przydługie wstępy, ale warto sobie przynajmniej przeklikać.

Jestem strasznie głupia. Leże na sofie, udaję, że oglądam mecz z mężem, tak na prawdę połykam łzy. Smutku, wzruszenia, nadziei. Wszystkiego. Przeczytałam parę wzruszających i dających nadzieję i siłę do walki historii na ig. Przeczytałam wasze komentarze.

Dziękuję za wsparcie ❤️ Bardzo bardzo Wam dziękuję. I choć nie jestem jeszcze na siłach, żeby wrócić na forum to ogromnie wiele dla mnie znaczy, że o mnie nie zapomniałyście i że trzymacie za mnie kciuki tak mocno.

Wiem, że ten prg to żaden wyznacznik. Wiem, że dziewczyny ze znacznie wyższym kończyły bez ciąży. Wiem, że u niektórych to był ten dobry początek. Wiem, że nie powinnam się nastawiać. Wiem, że to zupełnie nic nie przesądza. Ale wiem też, że nie mogę zabronić sobie wierzyć i marzyć. Wiem, że u mnie prg po owulacji na luteinie 200 wynosił koło 29. A tu bez luteiny niewiele mniej. To pozwala mi wierzyć. Bo jeśli nie ja, to kto ma uwierzyć w tego kropka?

Wiem, że dam radę niezależnie od wyniku. Wiem, że wiele we mnie strachu, niepewności, nadziei. Wiem, że sobie poradzę. Wiem, że mam siłę, żeby walczyć.

Takasobiedziewczyna Kiedy będziesz.. 6 lipca 2020, 20:20

Chyba oszaleje.
Miesiaczka zawsze pojawia sie co 29dni, ewentualnie 30 - dzis 33dc
Cały czas boli mnie podbrzusze jakbym miala dostac okres, testy negatywne, beta tez nic nie pokazala. Od czwartku plamienie, dzis popoludniu ustalo..
Na wizycie lekarskiej piekne endometrium.
Owulacje mialam w 23 dniu cyklu.

Niech los nie robi sobie żartów 😪 nie nawidze takiej nieświadomości.. 😪

- 4cs - 15dc - 2 dpo -
Tak obstawiam, że owulka była w poniedziałek, czułam mocne kłucie, głównie z prawej strony, we wtorek wzrost temperatury. Dziś monitoring: płyn widoczny, na lewym jajniku cisza, na prawym 2 pęknięte pęcherzyki + torbiel 26mm, przez którą kolejny cykl będzie musiał być naturalny :( Ponoć przy okresie takie rzeczy lubią się wchłaniać, ale Clo mogłoby zastymulować tą torbiel więc nie możemy go użyć dopóki nie potwierdzimy, że zniknęła. Do tego mojej lekarki nie będzie i muszę iść gdzieś indziej w okolicach właśnie 15 dc. Dupka mam brać od dzisiejszego wieczoru aż do 13.07, kiedy to mam iść na bętę. Jak pozytywna, to brać dalej, jak negatywna, to odstawić. Generalnie wydźwięk tej wizyty był taki, że kurde mamy realne szanse na to, żeby się udało. Odbierałam to trochę tak jakby bardziej mnie instruowała co mam robić jak jej nie będzie a okaże się, że jestem w ciąży, niż na wypadek kolejnego cyklu - w sensie kiedy monitoring, kiedy przyjść po receptę na Clo itp. Zresztą na początku wizyty od razu mnie zapytała "I jak Pani Sylwiu?" i wyglądała jakby oczekiwała raczej radosnej nowiny. Tak to odczułam. Aż przykro mi było mówić, że niestety przyszłam na zwykły monitoring. Zobaczymy... Trochę mnie martwi ten naturalny cykl, obawiam się marnotrawstwa czasu, ale co ma być to będzie. Przeznaczenia nie zmienię. Walczę na tyle, na ile mogę, ale szarpać się przecież gorączkowo nie będę. Widać, że reaguję na leki. Owulacja zachodzi co cykl. W ciąży już też przecież byłam. Mąż też się przebadał i wszystko jest ok, wyniki ma bardzo podobne do tych sprzed 2 lat i to do tych "poprawionych" suplementacją, z odpowiednim ruchem postępowym. Tak się pocieszam, że może wcale nie mam takiego złego tego AMH, ponoć powinno się badać na samiutkim początku cyklu, najlepiej jeszcze podczas krwawienia. I ma to jakieś potwierdzenie w moich wynikach, kiedy to poziom wzrósł dwukrotnie w przeciągu bodajże miesiąca czasu, tylko dlatego, że zbadałam poziom w fazie folikularnej zamiast w lutealnej. I może po ciąży też poziom był taki marny, bo po ciąży chwilowo jest niższy. Znalazłam amerykańskie badania, które to potwierdziły. Poza tym to bardzo delikatny hormon, łatwo o jego złe oznaczenie. Dlatego nie mam zamiaru o tym zbytnio myśleć. Jest ok. Nasza kolejna ciąża jest już za rogiem. Może jeszcze nie teraz, ale już niedługo. Wiem to. Poza tym w tym cyklu mamy podwójną szansę :)

Psychika mi siada. Wiedziałam że będzie ciężko ale nie sądziłam że aż tak...każdy dzień jest udręką. Próbuję kompletować wyprawkę, staram się na wszystkie sposoby nie myśleć ale to pomaga na chwilę. Próbowałam dostać się do psychologa ale w dobie covid jest to wnet nierealne..mogłabym mieć ewentualnie teleporadę ale ja tak nie umię, nie chcę...będę szukała kogoś kto się ze mną spotka.. codziennie ledwo co otworzę oczy a już myślę o tym aby dzień minął i aby nic złego się nie stało...odliczam dni do piątku - wizyta u ginekologa...gdyby ten dzieciak chociaż chciał współpracować i dał się zmierzyć...ostatnia wizyta to był niewypał..wydałam 300zl za to aby się tylko dowiedzieć że serduszko bije i to wszystko...maluch skulił się w kłębek i tyle go widzieli..gdybym się dowiedziała że waga odpowiada mniej więcej tygodniowi ciąży, że z wodami i blizną wszystko ok to może choć na chwilę bym się uspokoiła...mój M non stop mi gada że mam się uspokoić bo wszystko będzie dobrze ale ja wiem że tak mówi a w rzeczywistości też się trzęsie..udaje twardego a pod tym względem jest miękki jak gąbka..
Połowa za mną..jeszcze tylko kolejne tyle i będzie dobrze. Będzie dobrze. BĘDZIE DOBRZE.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)