Jutro moje 5 minut... wizyta w COI. Jestem przerażona, że usłyszę - odstawić kp, chemioterapia... i takie tam😱😶
Ale będę dzielna...
Marynia dziś była mega dzielna!
Poszłyśmy na pobranie krwi. Oczywiście moje dziecko, po mamusi pewnie, nie ma widocznych żył 😖 Pani pielęgniarka wkuła się i tak jakby wierciła igła w rączce Marysi szukając żyły....aż mnie ciarki przeszły, nie wiem co bym czuła gdyby mi coś takiego robiła (mimo że ja zwierzę szpitalne jestem i pobieranie krwi mi nie straszne) brrr....a moje dziecię - śmiało się do pani pielęgniarki 🙈🤣 Dopiero jak już krew poleciała i trochę długo to już trwało to zaczęła troszkę płakać i "gadać" po swojemu ale pani jej powiedziała, że może ją ochrzaniać bo i tak nie rozumie co Marysia "mówi" 🤷♀️🙈
Po pobraniu wyszlysmy i już żadnego płaczu nie było. Cudowne dziecko mam 😊
Marysia zaczyna pełzać powoli. Nieporadnie jeszcze ale coraz lepiej jej idzie. Dzisiaj na balkonie zaczęła "maszerować" w kierunku moich herbatników leżących na kocu🙈 a jak się zorientowałam i je zabrałam to się rozpłakała 🙊🤨 Znak, że zaczyna powoli być świadoma otaczającej rzeczywistości. A i zauważyłam że zaczyna też pokazywać/szukać cyca. Coraz więcej ogarnia 😊❤️
36 tydzień ciąży (35+1)
13 dni do ciąży donoszonej
34 dni do terminu porodu
Po konsultacji z kardiologiem u mnie wszystko wyszło ok. Synek też już ma tętno w porządku, skurcze zerowe. Nie liczę, że dzisiaj wyjdę, ale mam nadzieję, że czwartek-piątek maksymalnie. Nie śpię od 5..3 razy wstawałam siku. Chcę do domu do Aluni i Kamila.
Urodziny bez męża w realu, ale dobrze, że jest Skype. Na prezent niespodziewane lody w zamrażarce na poprawę humoru i indyjskie kadzidełka antystresowe
kocham, kocham, kocham :*
Kupiłam olej z wiesiołka w kapsułkach - może trochę poprawi florę i ponawilża tu i ówdzie... Trochę nadziei u progu trzeciej dekady nie zaszkodzi:)
2 lata...
26 dc
Objawów zbliżającej się miesiączki brak. Jest mi mokro jak w połowie cyklu. Piersi nie bolą są tylko pełniejsze.
Dziś piękny letni dzień.
Czekam dalej co przyniesie los.
Miłego dnia dla Was dziewczyny 😘
15 ms starań, 12 cs, 21 dc
Ja już nie mam siły. Czuje się bezradna. Mam dość brania hormonów i czekania na cud. Bo to byłby cud w naszym przypadku.
Mam dość wydawania koszmarnych ilości pieniędzy na procent nadzieji na ten cud. Mam dość stresowania się, denerwowania, martwienia, smutku, płaczu. Mam dość seksu na zawołanie, tłumaczeniu mężowi zawiłości leczenia i cudu zapłodnienia.
Ja po prostu nie mam siły. I nie wiem czy chce odpuścić, zostawić leki na jakiś czas. Czy może iść już do kliniki i zająć się ivf. Wiem, że to żadna gwarancja, że się uda. Ale szanse są jednak większe niż naturalne.
Umówiłam się na wizytę w klinice na 12 listopada. Mąż mnie namówił. Posłuchałam. Powiedział „po co mamy czekać do marca i tracić 3 miesiące”. Idę zapytać co oni proponują, co możemy zrobić. Idę po inny punkt widzenia, po drugą opinie. Mój lekarz jest ze mna od roku. Ale on jest zachowawczy i wiem, że zaraz też zderzy się ze ścianą.
Na prawdę nie wiem co bym chciała. Nie chce jeszcze iść w ivf. Nie chce robić przerwy. Nie chce brać dalej zastrzyków i starać się naturalnie. To czego ja chce? Ciężko mi. Tak cholernie, po ludzku ciężko. Czuję się przegrywem.
Równo rok temu wychodziłam ze szpitala po usunięciu cp. Byłam załamana, ale też dzwinym sposobem pełna nadzieji. Skoro tak szybko sie udało to za rok o tej porze już na pewno będę w ciąży. Otóż nie jestem. I w międzyczasie nie byłam. A na przyszłość się nie zapowiada.
Może chciałabym już podejść do ivf. Ale boję się, że traktuję to jako „drogę na skróty”. Ale najbardziej boję się czegoś innego. Bo ivf to już ostatnia deska ratunku. Boję się, że ivf też się nie uda. A wtedy zostanę z niczym. Już nawet bez nadzieji.
20 dc / 40 cs - 2 criotranf.
Standardowe bóle brzucha i podbrzusza wróciły. Nie są to to bóle miesiączkowe, kompletnie inny rodzaj bólu. Mam je odkąd zaczęłam się starać i bardziej obserwować swoje ciało. Zawsze w 2 połowie cyklu, zawsze kilka dni po owu. Nawet na cyklach stymulowanych, po poprzednim kriotransfer że na cyklu naturalnym też się pojawiły. Teraz cykl sztuczny z obstawą z Atosibanu, też są. Nie mam pojęcia co to jest. Tj dziwny ból, ciężkości, rozpierania, uogólnienia napiecia jamy brzucha i podbrzusza. Źle mi się kojarzą, bo zawsze jak występują to i jest okres. W sumie nic dziwnego... Bo nigdy nie byłam w ciąży, więc nie wiem jak to jest ich nie mieć i być w ciąży, albo mieć i mimo wszystko być w ciąży... Tak czy owak uczucie bólowe kiepskie...
Leki, które biorę na ewentualne skurcze:
- Scopolan, magnez, no spa - te niemalże biorę jak cukierki od 4 do 5 x dziennie.
- dodatkowo przyjmuje w sumie 1900 mg progesteronu, w różnej postaci tzn prolutex, luteina i dopochwowo cyklogest.
+ witaminy
Jejku, niech te bóle nic nie oznaczają... A bynajmniej niech to nie ma związku z pomyślnością transferu 🥺
16 dc
18cs
Entuzjazm nie porywa, ale zaczynam „czuć” zbliżająca się owulacje. Ten cykl przeżywam dość „beznamiętnie” - chyba ostatnie dwa wyczerpały mocno moje baterie.
Jutro mam wizytę u mojego ginekologa i mam nadzieję, że pomoże mi „wyprostować” kilka kwestii i uda mi się w końcu zbadać ta drożność.
18tc + 3
Wczoraj byłam na usg. Stres jak zwykle czy dziecko żyje i ma się dobrze. Czy kiedykolwiek odetchnę?
Klara ma się dobrze i jest na 100% Klarą
Widziałam jej nóżkę i stópkę, idealne! Ale długie - i noga i stopa. Ja mam rozmiary stopy 41, moja mama 42, kuzyn 47, a mąż 46. Klara ewidentnie będzie miała duże stopy, a tak chciałam jej tego zaoszczędzić. Teraz co prawda nie jest to problem kupić buty w dużym rozmiarze. Zawsze jednak te najładniejsze buty są w mniejszych rozmiarach i zawsze trzeba słyszeć głupie komentarze koleżanek: ale ty masz dużą stopę!
No cóż, są gorsze rzeczy, nie przeczę jednak, że przez wiele lat był to mój kompleks. Natomiast zawsze podobało mi się to, że jestem wysoka (175) i wysocy mężczyźni podobają mi się również - mężulek ma 195 cm. Według wszystkich znaków na niebie i ziemi, Klara tez wysoką będzie:)
Klara waży 250 g. Komentarz męża: jak paczka chipsów! - tyle w temacie...
Połówkowe za 2 tygodnie. Nareszcie! Czy wtedy odetchnę?
Samopoczucie różnie. Ostatni raz zwróciłam śniadanie w niedzielę. Mam częste migreny i zdecydowanie muszę iść na masaż kręgów do fizjo. Często czuję się bardzo słabo. Nie , to jeszcze nie jest etap, że mogę powiedzieć: czuję się dobrze.
Brzuszek powoli rośnie, ale ruchów jeszcze chyba długo nie poczuję, bo mam łożysko nisko i przednie (tak to się mówi?) Ważę 63 kg, czyli nareszcie waga ruszyła. 4 do przodu.
Co mnie ostatnio zdziwiło: będąc ostatnio u znajomych w okolicach Beskidów, przeszliśmy się kawałek szlakiem na Kudłacze. Czułam się świetnie, górskie powietrze było mi potrzebne. Zapytałam lekarza czy mogę chodzić po górach, tzn. po niewielkich szczytach. Spojrzał na mnie jak na dziwo: oczywiście, jak najbardziej!
No i już mamy w planach wycieczkę w niedzielę. Ach jak tęsknię za górami!
💗 🤰36t6d🤰 💗
Wczorajsza wizyta była cudowna. Kruszynka pięknie nadrobiła przez ostatnie tygodnie z wagą i ma teraz +/- 2760 gram (28 percentyl) Brzuszek o który się martwiłam ma 30,64 cm, główka 32,16 cm a nózka 7,36 cm. Wszystko ok, córcia zdrowa. Przepływy moje i malutkiej dobre, łożysko nadal dobre, płyn owodniowy też ok. Liwka pięknie wyglądała na usg, taka pucata i podobna do mojego synka 💗💗 Zakochana jestem w niej, tak jak byłam zakochana od początku w Maksie 💗💗
Lekarka zbadała mnie, szyjki praktycznie już nie mam, skróciła się całkiem, ujście zew. otwarte na opuszek, a wew. zamknięte. Póki co oznak porodu brak. Jednak dr. uprzedza, że wcale nie muszą być wszystkie oznaki po kolei, może pójśc wszystko szybko, dużo szybciej niż za pierwszym razem. Dostałam skierowanie do szpitala w razie czego. Leki na podtrzymanie mam już wszystkie odstawione.
Zostały witaminy i ewentualnie no spa.
Mam swój własny TENS na bóle porodowe. Pokładam w nim spore nadzieje, ma super opinie, wielu kobietom pomogło to cudo złagodzić ból przy skórczach, szczególnie krzyżowych, a ja miałam taki z Maksem. Dziś wieczorem zrobimy próbę na moich ostatnio obolałych plecach, obczaimy jak działa to maleśtwo 😅 Poszukałam tez sobie aplikacji liczączej skórcze na tel- z Maksem świetnie sprawdziła się Czas na Bobasa, teraz znalazłam podobną, prostą w obsłudze " Skurcze" wygląda zacnie i prosto się obsługuje.
Wszystko gotowe na przyjście córci. Łóżeczko złożone,fotelik i wózek czekają w pogotowiu, wanienka i przewijak też, ciuszki, kombinezonik letni w razie jakby pogoda sie popsuła, dekoracje do pokoiku dotarły - pompony i drewniane cuda. Jeszcze przytulaczek szmatka z Little Dutch do nas ma dotrzeć. Ostatnio buszowałam tez w Kapphalu na wyprzedażach i kupiłam przecudny komplecik z NewBie. Zawsze o takim marzyłam dla córci 🤱
Kolejne dni oczekiwania przed wielkim finałem staram się skupić na sobie, i na dogadzaniu sobie 😜 Dużo odpoczywam, poleguję, oglądam seriale historyczne na Netfixie o różnych monarchiach ( rosyjskiej carów, angielskiej czy hiszpańskiej koronie) - uwielbiam je. Ale co i rusz wyszukuję sobie nowe rzeczy do robienia. Jestem zadaniowcem, nie potrafię długo usiedzieć na tyłku
Wcinam truskawki, arbuzy, agrest, czeresnie, tonę słodyczy 🙈a teraz właśnie ogóry malosolne 🥒🥒 Mam straszny apetyt. 16 kg na plusie. Z Maksem przytyłam 17. Ostatnio wyczaiłam też białe winko bezalkoholowe z lidla - powiem Wam pychota. Słodzone i dodatkiem owocków jest cudowne w smaku. Jak nigdy, w tej ciąży mam chcicę na alkohol, na zimne trunki. Wiec szukałam, szukałam i znalazłam 🥂🥂🍾 Cheers
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2020, 16:04
Tyle się działo, że nawet wpisu nie zrobiłam żadnego już po tak po przemyśleniu wszystkiego. Dziś jestem już 6 dni po laparo-histeroskopii i moje przemyślenia:
1. Dobrze, że nie obawiałam się samego zabiegu, nie przeżyłam go jakoś źle, tutaj pozytywne nastawienie u mnie było jak najbardziej właściwe. Byłam w najlepszych rękach mojej Pani Doktor, więc wszystko poszło dobrze. Sam pobyt w szpitalu, pomimo iż bez Męża, też wspominam dobrze, może poza tym, że z narkozy niestety zrobiło mi się niedobrze i zaliczyłam wymioty... Generalnie sama wstałam do łazienki już kilka godzin po operacji i cały czas byłam skupiona na tym że na noc już będę w swoim domu i to mnie jakoś mobilizowało.
2. Nie martw się na zapas, jak facet musi to się mobilizuje i robi co musi. Najbardziej bałam się dwóch rzeczy, po pierwsze diagnozy- dałabym sobie rękę uciąć, że mam endometriozę, ale niespodzianka nie ma
a druga rzecz, to że mój Mąż sobie nie poradzi ... po pierwsze z opieką nade mną a po drugie z ogarnianiem domu.. to typ słomianego zapału .. I ku mojemu zdziwieniu poradził sobie w miarę, bo po pierwsze nawet pierwszego dnia po byłam w stanie sama siebie ogarnąć, jedynie co robił mi śniadania, zresztą nie czułam się źle, jedynie przy siadaniu/ wstawaniu, rany ciągnęły i bolały, ale do wytrzymania, gorzej się czuję jak mam pierwszy dzień okresu. Niestety drugiego dnia już była kłótnia z Mężem o pierdołę i finał był taki, że pojechałam do sklepu samochodem na mini zakupy, a dzień później odkurzyłam dom... A miałam się oszczędzać... Z jedzeniem też sobie nie oszczędzałam, bo skoro się dobrze czuję... no i w niedzielę wieczorem zaczął się armagedon.... ból brzucha, cała noc nieprzespana, przed 4 nad ranem Męża posłałam do apteki do miasta obok... od rana wymioty i to takie albo żółte albo zielone... totalnie mnie odcięło... musiałam się czymś zatruć... Także teraz już grzecznie znowu siedzę na tyłku... Oczywiście jestem zła na siebie,że tak sobie pofolgowałam i za szybko uznałam, że już jest wszystko dobrze, a cały zabieg to przecież nic.... Ale na Męża trochę też, bo mógł mnie bardziej wspierać a czułam, że już oczekuje żebym więcej w domu robiła... ale człowiek mądry po fakcie... Niestety wycierpiałam się dużo ... ale na szczęście już za mną... Także warto się oszczędzać i być egoistą jeśli chodzi o zdrowie.
Teraz czekam na zielone światło od Pani Doktor żeby ten cykl jeszcze naturalnie wykorzystać jak tam coś rośnie, a co tam! może taki naturalsik niespodzianka skoro już moja macica jest naprawiona. Trzymajcie kciuki!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca 2020, 13:07
20t + 5d
Połowa ciazy za mną! Nawet nie wiem kiedy to zleciało. Brzuch rośnie i rośnie, zdaniem znajomego, z którym zobaczyłam się po miesiącu, urósł sporo od tamtego czasu.
Jesteśmy na wakacjach w górach, ostatni tydzień spędziliśmy ze znajomymi z synem w wieku Fifiego, wiec dzieciaki miały frajdę, szalały razem, dając rodzicom odrobine wolności
Codziennie urządzamy sobie spacery, takie „łatwe” bo nie wzięliśmy wózka, wiec na tyle na ile Fifi potrafi przejść. Ja czuje się dobrze, choć brzuch ciągnie trochę i stawia się w miarę codziennie po kilka razy. Dzis jestem trochę osłabiona, przejście się pod górkę spowodowało zadyszkę, walenie serca i osłabienie, wiec staram się odpoczywać.
Od dłuższego czasu baaardzo małe libido. Teraz jesteśmy na wakacjach, Fifi śpi z nami w sypialni, od początku pobytu kogoś gościmy, wiec mamy mało intymności, co chyba na przekór spowodowało, ze teraz mam wielka ochotę na amory 😌 Nie mogę się wręcz doczekać, kiedy zostaniemy znów w trójkę i będziemy mogli wykorzystać drzemki Fifiego i wolne pokoje 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2020, 15:41
16 dc, 4 dpo
W piątek byłam na wizycie w klinice. Mój gin narobił mi znowu nadziei na ciążę, w dodatku bliźniaczą. Zobaczył 2 równe pęcherzyki 20mm, po jednym w każdym jajniku. Przepisał ovitrelle i luteinę od 15.07.
Postanowiliśmy, że spędzimy weekend poza domem. Mąż zrobił mi zastrzyk w hotelu. Wieczorem pojechaliśmy do mojego kuzyna, z którym nie widzieliśmy się kilka lat. Doznałam szoku kiedy okazało się, że mieszka z ... chłopakiem! Bałam się reakcji męża, bo kiedyś nie zareagował zbyt optymistycznie i przyjaźnie widząc gejów trzymających się za ręce, ale tym razem było całkiem inaczej. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, żartowaliśmy, było bardzo miło.
Sobotę poświęciliśmy na zwiedzanie. Byliśmy w Biskupinie. Przejechaliśmy się kolejką wąskotorową, pochodziliśmy, porobiliśmy zdjęcia, aktywnie odpoczęliśmy.
W niedzielę pojechaliśmy na wybory i do mojej mamy na grilla. Nawet się nie pokłóciłyśmy więc dzień uznaje za równie udany jak poprzednie.
8cs 10dc
Mąż był u androloga. Otrzymał w informacje , że bakterii które ma nie trzeba leczyć..lekarz mówi że nie są to bakterie lekooporne (są wrażliwe na antybiotyki taka info jest w powiewie) i nie mają znaczenia jeśli chodzi o wyniki. Jestem trochę zszokowana. Zalecił suplementy i powtórkę badań za 3 mc. Nie wiem sama co o tym myśleć..
Znalazłam artykuł gdzie jest napisane że bezobjawowa bakteriospermia nie wymaga leczenia: http://parens.pl/artykul/bakteriospermia/
Mój monitoring cyklu: pęcherzyk 16mm endometrium 7mm (lewy jajnik) więc póki co wydaje się wszystko ok
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2020, 08:03
30 dc
Temp. wysoka, ale spada, czyli będzie @ .
Edit. Mała przyszła. Zaczyna 8 cykl starań.
1 dc
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2020, 11:25
Udało się! Czwarty, ostatni transfer. Dr stwierdził że moja praca i ciągłe stresy nie mają związku z problemem z zagnieżdżeniem się komórki. Ale ja stwierdziłam, że nikt nie wie ile ja się stresuję i przez co przechodzę. I nie zaszkodzi jak powiem sobie: dość, czas pomyśleć o sobie! Pojechałam na Mazury na tydzień, jakoś przed transferem. Potem po transferze spakowałam się, pożegnałam mojego mężczyznę i pojechałam nad morze do siostry na 10dniowe piżama party. Książka, spanie, drzemki, lekki spacerek, pełen relaks. I któregoś dnia okazało się że nie wysypiam się w mojej ulubionej pozycji,w ogole nie mogę w niej leżeć bo mnie brzuch jakoś uwiera. Zrobiłam test i pierwszy raz w życiu - po chwili - 2 kreski!!!!!! Druga bledsza ale widoczna. Teraz jestem w 6 tygodniu i trzymam kciuki żeby wszystko szło dobrze. Na razie widziałam czarne kółeczko na USG, podobno za 2 tygodnie mogę zobaczyć serduszko. Myślałam że będę się cieszyć i tylko latać szczęśliwa ale martwię się że coś pójdzie nie tak. Podobno jak już będzie widać serduszko to będzie w miarę silna fasolka , być może wtedy opuści mnie ten niepokój. Oczywiście cieszę się strasznie że taka wspaniałość mnie spotkała i dostałam szansę być mamą. Trzymajcie kciuki a ja trzymam za Was.
20dc
Musimy powtórzyć badanie nasienia. Boję się że wyjdą źle. Nie wiem co moglibyśmy jeszcze zmienić. Mąż był na usg i u androloga. No możemy jeszcze te DNA porobić ale co to zmieni oprócz tego że da wiedzę? Nic. Je witaminy, zmienił dietę, te wszystkie czarnuszki oleje lniane soki pomidorowe już mu bokiem wychodzą, dalej jest zmarzluchem ale już mniejszym, nie pije, nie palił nigdy, rusza się. Nie wiem co jeszcze.
Czasem mnie wkurza bo nie można mu z niczym zwrócić uwagi. Jego zmiany są po najmniejszej lini oporu tak, żeby przypadkiem nie wyjść poza swoją strefę komfortu. O wszystkim muszę przypominać. A jak mu mówię żeby się ogarnął i zaczął sam coś zmieniać to się oburza, że przecież on robi wszystko jak trzeba.
Jestem zmęczona i sfrustrowana tym wszystkim. Wiem że powinnam wyluzować, odpuścić bla bla ale ja już mam 34 lata i 1,5 roku w dupę, ile można? To nie chodzi o jakiś wyścig ja się po prostu boje czasu. Chce ruszyć z czymś do przodu. Chcemy zmienić mieszkanie na większe ale aktualnie jest „ale po co”, dwa pokoje są wystarczające dla dwójki, prace? Nie teraz bo przecież jak będzie dziecko to ciężko będzie w nowej...i tak cały czas...
Marzę o wakacjach...
65cs
8dc
byłam wczoraj u gina
z wyników hormonów się ucieszył. Powiedział, że dobre. Mówił, że estradiol lepiej wyższy niż niższy ale to też trzeba patrzeć na normy. Wyższy wynik świadczy o tym, że produkują się pęcherzyki (?) nie umiem dokładnie powtórzyć, bo ja byłam w stresie na tej wizycie.
Polipa jednak nie ma. Dalej jest jakaś krzywa kreska na usg ale to na pewno nie jest polip. Może to być zawinięta śluzówka.
i teraz najlepsze: byłam w 7dc i mam pęcherzyk już 18mm ! whaaaaat ? co tak wcześnie
szykuje się szybka owulka. I możliwe, że dlatego estradiol był 100 bo ten pęcherzyk już tak szybko rósł. Wydaje mi się, że to zasługa mioinozytolu. W zeszłym cyklu nie brałam i owulkę miałam później niż zwykle.
Dostałam skierowanie na hsg. Mam do niego dzwonić jak będzie mi się kończyła @.
Zrobiłam jeszcze posiew i cytologię, mimo, że posiew robiłam w marcu i był jałowy. W zeszłym cyklu była jakaś infekcja i chcę sprawdzić przed hsg. Cytologii też już spory czas nie robiłam (na nfz bym się jeszcze nie załapała, bo refundują co 3 lata
)
i tak pękło wczoraj 300zł
Wizyta w COI mnie zaskoczyła.
Myślałam, że mam wyznaczoną godzinę, wejdę i wyjdę, planowany pobyt 15min, no może 40 jak będzie opóźnienie, a tu...wyszło ponad 3h😶
Siadam przed czasem pod gabinetem, 3 pacjentów przede mną, myślę - luz, wieki to nie potrwa. Po chwili czekania wychodzi pani dr i na korytarzu pyta czy karmię -tak. No to tu mam skierowanie na badanie krwi i RTG klatki piersiowej, a po RTG mam odciągnąć pokarm, żeby dziecka tym nie karmić, a jak wykonam badania to mam wrócić pod gabinet...
Tak, badania mam wykonać TERAZ.
(Ale że co? Jak to odciągnąć pokarm? Czym? Ręcznie chyba? Pod szpitalem Marysia z mężem czekają...ile to potrwa, czym ja ją nakarmię?😱😱😱😭😭😭 Mamy ze sobą i słoiczek Gerber i Infantrini i bidon z wodą, ale przecież to tylko dodatki, ostateczność i mało prawdopodobne że coś z tego zje, tym bardziej że b.boxa na razie nie pije tylko wciąga wodę i ja od razu wypluwa🙈...)
Robię badanie krwi i lecę pod szpital nakarmić chociaż trochę Marysię. Coś tam zjadła, uff, lecę do pracowni RTG w międzyczasie pisze pytanie na niezawodnej grupie na FB co z tym karmieniem po RTG? Dziewczyny odpisują, że spoko, że mogę od razu po karmić. Ufff. Ostatecznie nie odciągam mleka po badaniu.
Wracam pod gabinet. Akurat wychodzi pielęgniarka, więc mówię, że już jestem a ona - ok ale my jeszcze nie mamy pani wyników, proszę czekać...zonk, ale jak to??? to ja teraz mam czekać na moje wyniki i dopiero będzie wizyta? Dzisiaj? No to czekam 🤷♀️ Na dole na szczęście mąż świetnie radzi sobie z Marysią. Wchodzą kolejni pacjenci, w końcu ja - wyniki krwi są b. dobre, RTG ok, założyli mi kartę DILO, na 27 lipca mam tomografię i od niej zależy co dalej robimy. Szykuje się wizytę w 2 połowie sierpnia (w środku naszego planowanego urlopu, może da się przesunąć wizytę na wrzesień, już tyle zwlekałam z tym chłoniakiem, że jeszcze chyba może poczekać🤭).
Po wizycie biegnę do Marysi, karmię ją (Marysia po karmieniu nie świeci, więc chyba jest ok. 😉🙃) w samochodzie (oczywiście Panek, bo przecież NAM auto nie jest potrzebne🙄) i startujemy do domu pełni obaw, bo dotychczas Marysia bez płaczu wytrzymywała max 20 min w foteliku, a tu godzina 16, szczyt, a nas czeka przeprawa przez Warszawę na drugi brzeg Wisły plus Vat😱 Dziecko niespodzianka - wyspana i najedzona przez 55 minut podróży śmiała się w głos do maskotek które wyciągnęłam z jej karuzeli z łóżka🤗🤣Podróż z dzieckiem marzenie😊
Aha, mąż mówił, że jak byłam w COI to Marysia była super grzeczna cały czas no i miała nawet 2 drzemki podczas których - chrapała...on to powiedział z uśmiechem, a wręcz dumą🙈🙈🙈...mina mu zrzedła, jak wytłumaczyłam 37 letniemu barankowi, że to znaczy że dziecko miało utrudnione oddychanie, pewnie jej głową zwisała, co wpływało na drożność dróg oddechowych. Mąż obiecał że już zapamięta że to nie takie dobre to chrapanie...🙈🙈🙈🙈
Na marginesie czasami przeraża mnie, że jak są "nowe" sytuacje (tj. z tym chrapaniem) z Marysią, to on nie potrafi wielu rzeczy przewidzieć, przyjmuje na klatę to co się dzieje, a później jak mnie już szlag trafia (no przecież to oczywiste że coś tam się robi, albo czegoś tam się nie robi, bo niebezpieczne, niezdrowe itp....) to on mówi, że nie wiedziała, bo jeszcze go taka sytuacja nie spotkała. No przecież takich niespotykanych sytuacji będzie pierdyliony przy dziecku i co? Każda tak będzie tłumaczył? A jak małej się coś stanie to powie, że to był jego pierwszy raz? Saper myli się raz, a przy dziecku nietrudno o takie saperskie sytuacje🤯😲🙄
No to się wyżaliłam przy okazji, ale muszę przyznać, że nieraz zdarza się też, że ja o czymś nie pomyślę, a mąż to zrobi, przewodzi, zaskoczy mnie pozytywnie. Na pewno jest najlepszym tatą❤️ dla Marysi, a że ja czasami mam dwoje dzieci na pokładzie....🤦🤷♀️
O poprzedniej ciąży dowiedziałam się w 4 tygodniu. Dziś jestem już 4+1 a wiem prawie od tygodnia. 4 miesiące temu dany nam był cudowny tydzień pełen szczęścia i telefonów, że się udało. Tydzień pełen planów, rozmów, marzeń i zastanawiania się jak to będzie. Zaczęłam już nawet spisywać listę imion. Dla mnie to miała być nasza Elen..💔 Niestety po tygodniu nastało krwawienie.. A po 2 już było po wszystkim. Wyrwano mi serce..
Teraz przeżyliśmy już prawie tydzień z wiedzą o ciąży, ale nie pojawił się nawet najmniejszy plan. Wiemy tylko my i od 2 dni moja mama, która nie śpi przez to po nocach. Nie chcemy chwalić się nikomu, bo może znowu nie ma o czym?
Dzisiaj rano płakałam, płakałam jak szalona. Ja wiem, że nie przeżyje tego drugi raz. Jeżeli to szczęście znów okaże się tylko głupią przynętą, na którą my naiwni się złapaliśmy. Rozwiązania? Znowu wycinka jajowodu i niepłodność? Czy w najlepszym wypadku mtx, późniejsze siedzenie na bombie uszkodzonego jajowodu i odłożenie starań na 6 miesięcy? Oba rozstrzaskają mi serce.
Tak chcę żeby się udało. Zwracam uwagę na każde nawet najmniejsze ukłucie w ciele. Każdy jeden objaw, który może wskazywać najgorsze. Dziś stwierdziłam, że wolę się nastawiać negatywnie i ewentualnie dostać wielkie szczęście niż znowu zacząć się cieszyć i tak boleśnie rozczarować. Ale nie mogę, nie potrafię zgasić tej iskierki nadziei, która dla mnie ma już imię. Którą już tak mocno pokochałam, która już jest moim życiem. Rośnie we mnie to życie, czuję je, jest moją częścią i niech tak pozostanie.
Błagam Boże nie zabierz mi tego. Nie kolejny raz. Nie wiem czy dam radę się po tym pozbierać. Mam już 2 aniołki w niebie. To dostatecznie okrutne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2023, 20:45
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.