Jesteśmy po wizycie mała troszkę urosła ale dalej kruszynka 1280 g grunt ze nie stanęła z waga mam mieć w razie czego przygotowaną torbę do szpitala juz nie marze o tych 2 kg chciałabym żebyśmy dobili chociaż 1500 matka będzie słonica bo jem naprawdę dużo waga mi poszła do przodu a dziecko drobinką....
W tym tygodniu musze przeczytać tez książkę wyedukować się na youtobie szkoła rodzenia hmmm plany planami ale nie było mi dane.
Niby mam wszystko a zero przygotowania jeśli chodzi o wrześniaka brakuje pieluch brakuje najmniejszych ubranek i teraz nie wiem co zrobić zamawiać czy czekać
👶 2 Tygodnie i 2 dni Liwkowe 👶
Przedwczoraj mieliśmy drugą wizytę położnej. Malutka ważyła 2900 gram, czyli od najniższej wagi spadkowej 2630g. w 6 dobie przybrała 270 g/33g. srednio na dobę, czyli w normie. Powolutku dobija do wagi urodzeniowej. Uprzedziła mnie że będąc na piersi potrwa dłużej niz na butli.
Kupilam sobie ostatnio mleko bez laktozy, zjadłam z nim platki a mała wieczorem znów śluzowa kupa i mega dużo ulewania....czyli historia się powtarza, tak samo jak z Maksem uczula ją nie laktoza a całe białko z mleka. Zadzwoniłam do pediatry, poradziłam się co robić no i mam odstawić wszelki nabiał, dawać małej przed każdym karmieniem taki zageszczacz Nutriton i probiotyk. I za tydzien zobaczymy....
A żeby tego było mało, Maks nam się zagilował. Chyba pierwszy raz od stycznia. Wzystkiemu winny basen. Ja nie wiem co on za zatoki ma, no nie może chodzić na basen. Na dworze ukrop 30 st a ten się podziębia na basenie mimo suszenia, suchych uszu itp...Poki co leczymy domowymi sposobami i pilnujemy by nie całował małej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2020, 16:39
12 dc
Po wizycie, jeden jajnik się zregenerowal a drugi jeszcze nie do końca. Jest pęcherzyk 13 mm, kolejna wizyta 01.09, kriotransfer pewnie pod koniec września po kolejnym okresie, wszystko zależy od cyklu a u mnie to różnie z długością cyklu bywa. Z tego co zrozumiałam to na cyklu naturalnym, chociaż do końca nie wiem co to znaczy.Gin powiedziała, że byliśmy ,, pewniakami,, że się uda, kazała szukać przyczyn w immunologii, co ciekawe pytała jak się czułam po transferze, nie wiem czy tutaj to pisałam, ale wg mnie organizm ,, zachowywal,, się jakby chciał zwalczyć chorobę, strasznie się pocilam, dosłownie oblewały mnie poty (wtedy testy wychodziły pozytywne), powiedziałam to gin i ona mówiła że możliwe że organizm ,,walczył,, z zarodkiem. Dała mi namiar na immunologia, o którym już słyszałam i wiem ile czeka się do niego na wizyte. Dzwonilam więc do rejestracji z nastawieniem że pewnie wizyta, jak dobrze pójdzie to będzie be drugiej połowie września, a okazało się że ktoś właśnie zrezygnowal z wizyty i jadę w sobotę 😍 myślałam że będę już miała na wizytę wyniki kir swoje i hlac małża, ale dopiero we wtorek dotarły do labo i czeka się dwa tygodnie na wynik, miałam też zrobić kilka badań przed wizytą na własną rękę żeby już z czymś jechać, ale już nie zdążę. Może to i dobrze, immunolog sam zleci co trzeba zrobić. Żeby tylko zdązyc z wdrożeniem leczenia jak wyjdzie coś nie tak przed kolejnym transferem.
Jak pisałam wcześniej urlopu znowu teraz nie dostanę, więc małż wymyślił że pojedziemy że znajomymi w góry na 2-3 dni ( tyle może uda mi się wyprosić urlopu). Wszystko zaplanowali, a teraz okazało bsie że kolejna wizyta wypada dokładnie w drugim dniu wyjazdu 😁 naszym priorytetem jest bobas, więc małż obdzwonił wszystkich, że przyjedziemy popołudniu po wizycie, a ja właśnie dowiedziałam sie ze w tym dniu, muszę przyjść na popołudnie do pracy. 😁 I już popołudniu nie wyjedziemy. Ale będę jeszcze coś kombinować z zastępstwem, może się uda. Ale czasami mam wrażenie, że wszystko przeciwko mnie. Naprawdę, tak się wszystko układa żeby nie było za prosto, za łatwo.
Ale cieszę się że znowu coś będziemy działać w stronę zajścia w ciążę. Oby w końcu skutecznie. 🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2020, 14:51
Dziś 14 dc. Nie kontroluję owulacji. Jestem już po antybiotykoterapii. Brałam metronidazol 21 dni, augumentin 14 dni i doxycylinę 10 dni. W tym czasie jeszcze olejek z oregano (w kapsułkach), napar z nagietka (dla mnie w porządku smak), lactovaginal dopochwowo, provag wymiennie z endoover doustnie. Do tego sanprobi barierr oraz vivomix 112. Aktualnie kontynuuję provag, sanprobi barier i lactovaginal.
Cukier w okresie świątecznym wchodził, może nie aż tak, "że aż miło", ale wchodził. Teraz już z nim stopuję. Jestem około 14 dni po zakończonej antybiotykoterapii. Cykle mam po 3 dni.
Dziś rozmawiałam z lekarzem z kliniki, żeby ustalić termin histero diagnostycznej. Ona wolałaby w nowym cyklu. Trudno, poddaję się temu, bo i nie ma sensu walczyć. Biorę koenzym q10 w tej lepiej wchłanialnej formie, kwasy omega 3. Postaram się od weekendu dorzucić pełną suplementację (zwykle przy antybiotykach nic więcej mi nie wchodzi po prostu). Także tak. Ah, no i stwierdziła, że przy takich krótkich cyklach mogły się odnowić zrosty
Ehhhhh.
Wszystkim - szczęśliwego Nowego Roku!!! Mnóstwo Dzidziusiów i łatwej drogi po nie.
13 ms starań, 9 cs, 33 dc
20 dni od podania ovitrelle.
Test negatywny. Owulacji musiało nie być. Mimo pełnej stymulacji clo i zastrzyku ovitrelle.
Nie wierze, że kiedykolwiek sie uda.
Because fuck you, that’s why.
Kurtyna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2020, 08:40
Na wczorajszej wizycie usłyszeliśmy serduszko
Biło 160 razy na minutę
Pasożyt też przez te dwa tygodnie urósł - teraz ma całe 3,6 cm 
Wszystko przebiega prawidłowo, więc stwierdziliśmy że poinformujemy o wszystkim rodziców. Na razie tylko ich, reszta rodziny dowie się jak się pierwszy trymestr skończy 
Rubi - dziękuję Ci za te słowa. Myśmy też nie mogli uwierzyć
Ale tak jak pisałam wcześniej, jesteśmy pewni że tym razem się uda. Po prostu wszystko przebiega jak trzeba 
Samopoczucie na dziś - oczywiście dalej szczęśliwa, a do tego senna, zmęczona, obolała na piersiach, no i coraz silniejsze mdłości mam (na razie same mdłości bez zwracania zawartości żołądka).
1dc
Cóż zrobić... Trzeba walczyć dalej...
Rok temu we wrześniu zaszłam w drugą ciążę. Przez głowę mi wtedy nie przeszło, że coś mogłoby pójść nie tak. A poszło wszystko "nie tak".
No ale nic. Zaczynam mierzenie temp. i czekam na owulację.
Drogi pamiętniczku!
Mam nadzieję, że nasza wspólna podróż nie będzie trwała wieki. Może to właśnie TEN cykl będzie szczęśliwy. Dziś 4DC, miesiączka się już kończy, więc szansa jest. Zaopatrzona w tony suplementów żyję nadzieją, że to właśnie może teraz uda się NATURALNIE. No właśnie... Czy natura będzie mi sprzyjać, czy wręcz przeciwnie.
W sumie ostatni mój cykl trwający 50 dni był w całości na ziołach ojca sroki nr 3, inofemie i metformaxie. Owulacja prawdopodobnie wystąpiła mimo braku ewidentnych dowodów, bo 36 DC progesteron wynosił3,29ng/mL, a następnie po 12 dniach w 48 DC progesteron wzrósł do 8,22ng/mL. Na szczęście po dwóch dniach przyszła miesiączka, bo i tak cykl stracony. Testy ciążowe wykonałam jak wróciłam z wakacji. Ja naprawdę nie oczekiwałam pięknych dwóch grubych kresek, liczyłam tak naprawdę na jakiś cień cienia drugiej kreski, której niestety mimo różnych kątów dostrzec nie było sposób.
A miało być tak pięknie... Słoneczna Chorwacja, luz, wakacje. No nic. Nie pozostaje nic innego jak wiara w to, że nie potrzeba mi AŻ TAKIEGO luzu, by móc mieć ten szczęśliwy cykl...
Cały czas biję się z myślami, czy nie zadzwonić znów do kliniki w której się stymulowałam i nie wybłagać ich by mnie przyjęli... Albo czy nie poszukać jakiegoś nowego lekarza, który przyjmuje mimo tej całej "epidemii".
Nawet nie wiesz jak bardzo pękło mi serce jak w marcu dowiedziałam się, że od teraz klinika zaleca "wstrzymanie się ze staraniami do czasu ustania epidemii". No ale jak to? Ja już miałam cały plan... W maju podpisuje umowę na czas nieokreślony jestem w ciąży i po 3 miesiącach idę na L4 i moja noga już tam więcej nie postanie... Niestety los zadrwił ze mnie i z mojego niecnego planu.
Co dziś?
Kupiliśmy nową ogromną lodówkę dla naszej wielkiej aż 2 osobowej rodziny. Ufam, że nie będziemy jedynymi mieszkańcami ją użytkującymi.
Co zamierzam zrobić innego w tym cyklu? Kupiłam borowinę do kąpieli z Tołpy, bo podobno pomaga w pracy jajników. Więc obiecuje sobie, że te kąpiele będą 2 razy w tygodniu. Dodatkowo więcej sportu takiego małowysiłkowego. Uważam, że to właśnie dzięki 20km dziennym chodzeniu przez 3 dni, dostałam ten okres. Czyli jakaś magia jest w tej teorii, że pracuje intensywniej ciało, więc jajniki się pobudzają.
Boże dopomóż!
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2020, 17:49
24+1
Jestem po krzywej cukrowej, morfologii i moczu. Oraz już po wizycie u profesor z tym wszystkim. Morfologia i mocz super, ale krzywa standardowo hipoglikemia. 73-107-54. Przed wizytą u profesor się już podłamałam, zestresowałam i popłakałam, ale kazała się tym bardzo nie martwić. Najważniejsze, że nie ma cukrzycy. Mam po prostu zwiększyć liczbę posiłków i jeść później kolację, trzymać niski IG, bo też możliwe że cukier poleciał tak w dół po glukozie. Na codzień nie jem słodyczy. Uspokoiłam się, ale i tak na poniedziałek jestem zapisana do dietetyka, żeby mi podpowiedziała jak to lepiej wyregulować.
Ogólnie profesor zadowolona. Przyrost wagi też spowolniłam i powiedziała, że jest w normie oraz racjonalny 🤓
Poród. Przed ciążą i w sumie aż do teraz byłam święcie przekonana, że tylko CC, bo boję się komplikacji. Nie wiem czy działają hormony ciążowe, czy po prostu więcej poczytałam o możliwych komplikacjach po CC (szczególnie przy mojej macicy, całej w mięśniakach, z łożyskiem z przodu), ale jeśli Mała będzie dobrze ułożona i nie będzie innych wskazań do CC typowo medycznych, to chcę próbować naturalnie. Nie wierzę, ale napisałam już do położnej, z którą ostatnia rodziła moja koleżanka. Pozycję wertykalne, ochrona krocza (leciutko pękła i obtarta), wanna, wszystko na czym mi zależy. Do tej decyzji przyczyniły się też zajęcia Aktywna Ciąża z fizjoterapeutką. Jestem tam najstarsza, a serio chyba najbardziej sprawna… Poza tym jestem zadaniowcem, więc może dam radę ? Chciałabym po porodzie szybko wrócić do biegania, do ćwiczeń z dużymi ciężarami. Po SN to jednak dużo szybciej byłoby możliwe.
Na poniedziałek umówiłam się też do uro- fizjo na indywidualne konsultacje.
Na ten moment plan jest taki: jak wszystko będzie w porządku to rodzę z dedykowaną położna w Szpitalu Południowym, nastawiając się na wygibasy i ochronę krocza co by hardcorowo nie pęknąć
Jak Mała będzie ułożona miednicowo, będzie szacowana na bardzo dużą (na razie nie jest, jest tylko długa), itp wskazania do planowanego CC - w 30-32 tc idę na kwalifikacje do CC do IMIDu i tam cesarka (bo wiem, że robią dobrze i robią trudne). I jakoś ten plan do mnie przemawia, bo wygenerowałam go sama na podstawie zebranych info, intuicji, przekonań i przeczuć. Najgorzej jak wszyscy wokół mi truli „tylko cc, mojej koleżance pękł odbyt”.
W planowanym CC nie podoba mi się to, że robią je totalnie na zimno, bez rozpoczęcia akcji porodowej. Ja sama jestem z CC, ale u mojej mamy normalnie zaczął się poród, a więc ruszyła też cała kaskada hormonów. A tu ciach i wyciągają tego Maluszka z otchłani brzucha.
Nie wiem tylko jeszcze co na to wszystko Mąż, bo on ogólnie przerażony i jak zawsze niedoinformowany. Myślał że CC to takie hop siup i jest dziecko na świecie.
Wyprawka i remont. Mój Tata mam dużo urlopu i spore kombi, więc w drugiej połowie marca przyjeżdża do nas, kupi ze mną meble i zrobią mały remont - malowanie, nowe listwy, mniejszy i okrągły stół, duża szafa, nowe łóżko, szafka w łazience co by kapsułki do prania nie stały na podłodze (małe rączki prędzej czy później by tam dosięgły), wymiana pralki na pralko - suszarkę. Jak to wszystko będzie gotowe to mogę myśleć o poważnych zakupach wyprawkowych, typu dostawka, półka na lampkę nocną, akcesoria i ciuszki. W kwietniu chce mieć wszystko mniej więcej kupione, poprane, poprasowane, tak aby maj przeznaczyć dla SIEBIE, na wyciszenie się i spokój dla głowy.
Ja. Staram się nie zapominać o sobie w tym wszystkim. Byłam u fryzjera, nie wyglądam już jak miotła
kupiłam dwie sukienki w Zarze, które pomieszczą i brzuszek i potem pociążowe kilogramy, a jednocześnie wyglądają całkiem fajnie. W przyszłym tygodniu, jak dostaniemy finalne zielone światło od lekarza, lecimy na (chyba) ostatnie krótkie wakacje tylko we dwoje. Lazurowe Wybrzeże 🩵 Upałów nie będzie, ale będzie słońce, spacery, knajpki. No tak w naszym stylu, bo z Małą formuła wakacyjna na pewno się zmieni. Cieszę się, tylko jak zawsze mam lekki stres, że się nie wyrabiam przed wyjazdem z niczym.
Praca. 10 dni roboczych do ciążowego L4. Co oznacza zamykanie tematów, przygotowanie ich do przekazanie, trochę trupów z szafy
ale dam radę. Koleżanka hiena, która chciała „przejąć” moje stanowisko w niczym nie pomaga, a wręcz utrudnia i stara się komplikować mi życie. Ale mam to w d***e.
Mąż. Mąż mnie trochę wkurza. Mam wrażenie, że przez to, że ja się w miarę dobrze czuję i jestem cały czas aktywna, on bagatelizuje mój stan. No ok, daje radę, ale naprawdę jest inaczej niż przed ciążą. Jak nie dośpię, to już nie dam rady w ciągu dnia, nie wypiję 5 kaw. Jak chodzę na zajęcia z fizjo, to też bez zrozumienia PO CO. Chyba oczekiwałam więcej troski z jego strony, mimo że wcześniej nigdy jej nie potrzebowałam/ nie lubiłam/ związałam się z nim wiedząc, że nie jest typem super opiekuńczym i mi to odpowiadało. W kwietniu zapisałam nas na szkołę rodzenia, głównie po to aby jego w to wszystko bardziej zaangażować. Zobaczymy jak mu pójdzie.
Ostatnia rzecz, o której chce napisać to emocje. Dalej to wszystko do mnie nie dociera. Jestem w wirze przygotowań, ale emocjonalnie nadal z dystansem. Momenty euforii to są dosłownie sekundy, po których natychmiast ustawiam się do pionu. Uwierzę w to wszystko tak z serca, chyba jak Ją bezpiecznie sprowadzę na świat i przytulę.
No i nie zapomniałam o tym, co mnie spotkało rok temu. 3 marca rocznica absolutnie najgorszego dnia mojego życia. Jestem po 2 poważnych rozstaniach związkowych, kilku odejściach bardzo bliskich ukochanych osób z rodziny, ale nic, ale to nic nie może się równać z bólem po stracie Dziecka. Nawet takiego kilku tygodniowego w brzuszku. Przerobiłam to, pogodziłam się z tym, nie żyje przeszłością, na codzień nie myślę o tym za często, nie płaczę, ale coś na zawsze we mnie zgasło.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2024, 07:53
27dc
Ovu brak
Ten cykl wpisałam już na straty.
Dzisiaj jednak łudzę się ze jest do uratowania . Libido szczytuje , śluz jakiś taki płodny , temp niby do góry ale w późniejszych godzinach mierzona i po delikatnym alko wiec tym się nie sugeruje . Czy to możliwe w tym dniu cyklu ?
Wczoraj po ❤️ kłucie raz lewego raz prawego jajnika . Dzisiaj takie ciągniecie delikatne w podbrzuszu ...
albo sobie wymyślam albo mój organizm robi ze mnie wariatkę 🤣 albo jest na tyle bezczelny by na ovu kazał tyle czekać .
Nie robię sobie nadziei ... ale .. no właśnie !
🙏🏼💚
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2020, 14:31
Piątek 10dc / 37 cs - cykl in vitro
Znowu wizyta w klinice. Mam wrażenie, że już znam wszystkie położne. Zresztą wszystkie bardzo miłe i życzliwe. Dziś ostatnia z wizyt tzw stymulacyjnych. Mimo najmniejszej dawki, norma w produkcji 200%. Dziś naliczyłysmy w sumie 28 pęcherzyków, połowa z nich jest mniejszych ok. 13 mm ale nie są spisane na straty. Druga połowa fajne wymiarowo 15-16 mm. Generalnie pani dr robiąc usg wydała z siebie głośne "wow" po czym zapytała jak ja się czuję. W sumie to tak średnio, ale staram się nie narzekać. Dzielnie buzia na kłódkę i liczę, że niedogodności zostaną nagrodzone.
Myślałam że dziś ostatnie zastrzyki a tu dupa... Ostatni - wyzwalający jutro wieczorem, a rano 2 znane mi już. Mam jutro po południu dostać esa z kliniki z przypomnieniem. Serio zdarza sie komuś zapomnieć go wykonać?? Punkcja w poniedziałek rano. Oby wszystko było dobrze. Proszę o wartościowe, zdrowe komórki jajowe, zdolne do podziału. Transferu świeżego nie będzie, więc musimy mrozić. Zgodnie z Waszym sugestiami i bardzo nie fajną historią czekamynadzidzie porozmawiałam dziś o szansach na podhodowanie kilku albo choć jednego zarodka do blastocysty. Pani dr powiedziała że przy pierwszym in vitro tego nie robią, że ufają embiologom, ale mamy wrócić do tematu w dniu punkcji. Może więc się uda wyprosić. Wtedy zawsze to jakaś wiedza. Niby nie każdy zarodek taki sam, ale można już coś tam przypuszczać i zakładać.
Weekend pewnie upłynie na wyczekiwaniu. Poniedziałek i wtorek wzięłam wolny. Chcę na spokojnie wrócić do sprawności psycho-fizycznej.
I takie pytanie do dziewczyn w trakcie stymulacji. Piłyście alkohol? Zalecenia są o nie spożywanie i nie doprowadzaniu się do upojenia alkoholowego - to chyba logiczne nawet. Ja nigdy nie byłam pijana - nawet w zwariowanych czasach studenckich na Uniwersytecie medycznym 🤣Ale przyznam się że podczas stymulacji 3 razy sięgnęłam po 2 kieliszki ( małe 150 ml) wina 11%. Nie mam wyrzutów ale znaki zapytania są. Hm... Piłyście coś?
Czy wy też tak macie, że denerwują was notoryczne pytania znajomych bądź krewnych o to kiedy będziecie mieli dziecko. Ja już mam czasami ochotę coś na to odpowiedzieć pytania kiedy będziecie mieli dziecko już tyle lat jesteście razem to chyba czas najwyższy na dziecko bo później to będzie za późno. No k... znawcy się znaleźli a jeszcze najlepsze jak na taki temat wypowie się panna albo kawaler 40-50+, poważnie czasami mam ochotę komuś odpowiedzieć coś takiego żeby więcej nie pytał ale odpuszczam sobie. Irytują mnie takie osoby bo dziecko to pewnie tak łatwo jest mieć takie hmm dziś chce zajść w ciążę i zachodzę. No gdyby to było takie łatwe to napewno wszystkie pary które się starają już dawno by miały dzieci. A jeszcze lepsze jest niektórych twierdzenie że dziecko to duży wydatek, przecież człowiek w życiu po coś pracuje żeby go było stać na dom, na dziecko, na nowy samochód i na swoje wydatki.... Nie bo znajdą się znawcy co zajrzą Ci do portfela i będą twierdzić że Cie nie stać bo za duże wydatki i według takich ludzi to nawet jakby człowiek zarabiał miesięcznie 30 czy 50 tys to i tak powiedzą że to mało bo wydatki, ale zamiast popatrzeć na siebie i to co sami w życiu mają i że żałują na swoje dzieci pieniędzy to już tego nie widzą. Ostatnio byłam na zakupach, mówię fajna pogoda przejdę się do sklepu.. robię zakupy i idę do kasy a przede mną babeczka z mężem i dzieckiem ja wiem ok. 30 lat i dziewczynka miała może ze 4 latka i tak stoją rozmawiają ze sobą i ta mała chciała lizaka i batonika a oni do niej "co Ty myślisz że my nie mamy na co pieniążków wydawać, a poza tym nie mamy pieniążków na to tylko na nasze najpotrzebniejsze zakupy" oczywiście dziecko w płacz ale mamusia i tatuś po dwie paczki najdroższych papierosów to bez wahania poprosili. Żal mi się zrobiło tej małej i sama jej kupiłam tego lizaka i batona i dałam jej to sklepowa skomentowała że takich rodziców jest jej żal to wyszli obrażeni ze sklepu...
PIĄTEK
7dpt mialam juz odstawiać leki, ale dziewczyny mnie namowily żeby jeszcze poczekac i powtorzyc 9dpt bete. Wiec powtórzyłam... Wyszlo 2! I nagle szok i nadzieja poziom max... 😁 Pół wieczora sie wczoraj modlilam żeby dzis beta byla chociaz w okolicach 10, żeby to była jakas pozna implantacja czy cokolwiek... Tak wiec... Dziś wynik beta 3,16... 🤷♀️ Samo życie. Lubi sobie z nas drwić...
Na szczęście jest plan B! Czekamy na immunologa 😉
Za godzinę jadę na morfologie i glukoze do powtórki bo tydz temu wyszła mi 98.
Miałam zrobić jeszcze tsh ale zapomniałam się i zjadłam euthyroks, no trudno zrobię za tydzień. Kusił mnie jeszcze progesteron ale wyniki za 3 dni więc nie wkem czy się nie pokuszę i zrobię jutro w klinice. Zobaczymy czy zajedziemy wczensiej bez korków i będzie czas przed wizytą.
Oczywiście panicznie boję się iść laboratorium. Tydzień temu jak z niego wyszłam to dostałam krwotoku. Masakra jak człowiek zaczyna świrować...
Wczoraj wieczorem znowu zobaczyłam trochę różowego i cholernie się boję.
Edit.
Morfologia piękna jak nigdy, leukocyty tylko 12 tys... Jakimś cudem 5 dni temu miałam 63 tys.
Oczywiście za dużo źle, a za mało to się martwię, że acofil nie działa 🤦♀️
Glukoza 98, tydzień temu też 98. To chyba za dużo. Tym razem pilnowałam się żeby cały dzień nie jesc nic słodkiego i zjeść lekka kolacje do 18.
Ciekawe co na to doktor. Mam nadzieję, że pomoże.
Oboje moich rodziców mają cukrzycę więc jestem niejako obciążona...
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2020, 13:23
Dzisiaj się czuje fatalnie wiedziałam, że upał mnie dobije, przeżyć jeszcze jutro od poniedziałku temperatury niższe. Jakbym miała opisać swój stan to czuje jakbym miała jedzenie w przelyku ni to na dół nie idzie ni do góry
najgorzej pod wieczór a ponoć mdłosci sa zazwyczaj rano . Znalazlam sposoby na zgage jest ich kilka : pierwsza to guma do żucia, migdały, mleko, landrynki i nowe odkrycie ogórki kiszone, które bardzo lubie.
Musze się zabrać za pisanie mojej 2 pracy magisterskiej ale nie mam weny do tego nie umiem przebrnąć przez początek cieżko mi się porozumieć z promotorem mam nadzieje, że jednak się to zmieni bo jednak chciałabym ukończyć pisanie szczególnie, że temat jest bliski mojemu sercu i staraczkom. Za staraczki bardzo mocno trzymam kciuki nie zapomniałam co to ból rozczarowania a potem nowe nadzieje i znowu to samo.
Pytanie czy jest tutaj osoba która się zna na szydełkowaniu może mi poleci jakąś strone gdzie kupić najlpiej taki zestaw itp ? Nie wiem czy ja w ogóle takie rzeczy potrafie ogarnąć
3 dc
Czuje się bardzo samotna, niezrozumiana i ogólnie bardzo źle. Jestem w psychicznym dołku
Wczoraj wieczorem znowu zaczęłam plamić... Dziś jest tego jeszcze więcej. Póki co brąz. Ale cholernie się boję.
Ach już nie wiem jaka decyzja będzie dobra w naszej sprawie... Myślalam ze ja znam... Ze skorzystamy z dawcy... Ale wczoraj podczas kłótni mąż wypomniał mi że ja jestem normalna a on nawet dzieci nie może mieć... Kur**..... No a co jeśli nie raz będzie sytuacja potem że będzie o tym mówił, że to nie jego dziecko??? ☹️ Chyba się pogubiłam trochę... Niby z jednej strony był zdecydowany, a wczoraj z takim tekstem wyleciał 😐
27.07.2018
Chcę aby ten pamiętnik był swego rodzaju autoterapią i pomocą w moich zmaganiach w dotarciu do upragnionego celu. Może będzie mi dzięki temu łatwiej znieść przeciwności losu.
Tak więc zaczynam ten wpis po roku starań, konkretnie jest to 13 cykl starań, z czego to jest 5ty cykl z potwierdzoną owulacją (czy aby na pewno to okaże się w przyszłym tygodniu). Jak się czuję? - raz lepiej, raz gorzej, raz ciężej, raz sie mega nakręcam, raz jestem bardzo spokojna... Czasem od razu wiem, ze nic z tego nie będzie, czasem już jestem w ciąży (urojonej), bo np. bolały mnie cycki w jednym cyklu, a wcześniej nie (to na pewno znak!), ostatnio bolało mnie podbrzusze od tygodnia to tez już miałam nadzieję
no i za każdym razem skończyło się tak samo. A już nawet też podejrzewałam, że testy zwyczajnie mnie okłamują i powinny pokazać drugą kreskę a tam nic 
Umówiliśmy się na wizytę do Kliniki Leczenia Niepłodności w Katowicach, wyczytałam wiele dobrych opinii na temat Pani Dr Paligi (piszę, może komuś się przyda ta wiedza), ja przetrzepałam cały internet wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu kto jest dobry no i idę do niej. mamy wizytę w październiku. Będziemy dojeżdzać (mamy trochę km), ale z tego co sie naczytałam to zdecydowanie warto. Może coś ruszy w dobrym kierunku. Może jeszcze jakieś dodatkowe badania mi zrobi? (chociaż zrobiłam już ich naprawdę sporo!). Może zrobi wymaz na chlamydię? (aczkolwiek i tak chcę zrobić już teraz, żeby się znowu nie okazało, że pociskamy tyle czasu na marne!). Zobaczymy. W przyszłym tygodniu znowu monitoring.
Znalazłam przypadkiem bardzo poruszający filmik. Osobiście popłakałam się na nim.
https://www.youtube.com/watch?v=yCmI7jqqhcw
29+5 waga 57
Wczoraj miałam ostatnie USG połówkowe.
Pomiary wyszły bardzo dobre. Mały ładnie przybrała na wadze bo miesiąc temu był chudzinka waży już 1500g.
Szyjka dość długa 4,7. A spinający brzuch mam od tego że jestem szczupła i on naprawi się stawiać. Ponoć osoby grubsze lepiej to wszystko przechodzą. Lekarz mi pokazywał włoski jakie mu urosły, więc łysy nie będzie.
Więc wg lekarza jak nic się złego nie zadzieje poród powinien być w terminie.
Po USG pojechaliśmy na zakupy. Kupiłam organizery w Ikea, upatrzyliśmy fotel do karmienia. Kupimy go we wrześniu. Szkoda że wszystko takie drogie.
Kupiliśmy 2 pajace w Sinsay i body. I mogę powiedzieć że wyprawka dla małego ubraniowa będzie kompletna.
Wczoraj dzwonił do mnie kierownik, chciał abym się określiła kiedy wrócę do pracy.
Ale mu powiedziałam że dokładną datę powiem mu w dniu porodu bo tak nie wiem czy urodzę wcześniej czy później.
Chcą wziasc na moje miejsce zastępstwo. I pewnie chcą dokładnie się wszczepić by nie płacić potem za 2 pracowników.
Do tego powiedział to co wiedziałam od dawna że gdybym nie miała umowy na czas nieokreślony to bym wylądowała na bezrobociu. Pewnie ten dyrektor generalny się wściekł, bo ten go prosil we wrześniu aby dać mi umowę wcześniej. Bo inaczej dopiero w styczniu 2022 bym ją dostała. I pewnie zjoby od niego dostał. Wcale mu się nie dziwię. A tym bardziej że firma nie chce zatrudniać, wolą mieć jak najmniej aby nie płacić tyle kasy. Dlatego chcą by na poszczególnych rejonach były po 2 osoby. Więc wiem że muszę wracać szybko by dobrej pracy nie stracić, tym bardziej że mój nie może znaleźć super pracy . A teraz przez koronę oferty są takie że można tylko płakać. A stawki nawet niższe niż najniższa krajowa.
Ostatnio nawet tęskni mi się za pracą. Za znajomymi może za długo na wolnym jestem.
Ale jak mały się urodzi to na nudy narzekać nie będę.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.