Niech ktoś zrobi za mnie betę w czwartek- ja nie dam rady. Jestem prawie pewna, że się nie udało, nie czuje kompletnie nic, brzuch się zmniejszył. Gdybym była w ciąży hiperka by wróciła a ja czuję się już zdecydowanie lepiej. Klinika kazała zrobić betę w czwartek, rozważam poczekanie do soboty rana, zrobienie sikacze i wtedy będę miała cały weekend na wypłakanie się.

Mała Mi 2020 Ciągłe staranie 30 listopada 2020, 00:14

Czasami zastanawiam się czy nie udaje nam się zajść dlatego że tak bardzo chcemy mieć maleństwo i zostać rodzicami czy po prostu nie jest nam narazie pisane nimi być. Nawet czasem się śmieje do swojego M że nasze maleństwo czeka na moment w którym zrobi wielkie wejście. A czasem nawet płaczę że może już mi się nie uda zajść, że może jednak ze mną jest coś nie tak. Lekarz mówił że wszystko jest dobrze i że potrzebujemy czasu a napewno się uda. Nawet niektórym kobietom które nie potrafią być matkami i mają gdzieś swoje dzieci zazdroszczę że im się udaje a mi nie...

4 cs; 31dc; 10-11 dpo
Uczciwie mogę przyznać, że ten cykl mniej się spinam. Nawet faza lutealna jest spokojniejsza, nie doszukuję na siłę objawów. Nadzieję oczywiście mam, że może to ten cykl... że może mój organizm już doszedł do równowagi po ciąży...
Do wczoraj praktycznie nie miałam objawów. Poprzednie cykle już dużo wcześniej bolał mnie brzuch i czułam się okresowo. W tym od kilku dni męczyły mnie popołudniowe wzdęcia i to wszystko.
Dzisiaj od rana dopiero przyszły inne objawy zwiastujące @. Czekamy dalej i nie testujemy aż do poniedziałku.
Już tyle pieniędzy straciłam na robione za wcześnie testy, w tym miesiącu test kupię dopiero jak w poniedzialek czyli 13/14dpo nie będzie @.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 24 stycznia 2021, 13:49

Dziś 2 miesiące Dudu 🥰
Z tej okazji prezent dla mamy w postaci całej nocy przespanej w swoim łóżeczku 🥳 oczywiście z 2 przerwami na karmienie, ale to jest krok milowy. Mam nadzieje, ze to nie był wyjątek. Na dodatek spał dzis do 8:45. W pierwszych dniach swojego życia, a w zasadzie wtedy kiedy spał jeszcze sam w łóżeczku, wstawał codziennie o 9:30-10:00. Dopiero kiedy zaczął spać w moich ramionach, budził się razem ze mną. Także być może nastaną nareszcie czasy, kiedy będę budzić się w miarę wyspana.

Jak miło znów móc zasnąć w ramionach męża. Mam nadzieje, ze to już czas kiedy nasze życie intymne powróci. Kiedy nie będę już tylko i wyłącznie mamą, ale tez żoną.

No i po połówkowych :)
Nasz syn ma się bardzo dobrze i waży już całe 350 gram :) Wszystkie pozostałe pomiary prawidłowe, poza jednym - przepływ krwi pępowinowej. Znaczy wyniki są w normie, ale przy jej dolnej granicy. Trzeba to obserwować i tyle. A i mam ciśnienie regularnie dalej mierzyć, bo jest za niskie. Rano po wstaniu 93/51 wieczorem potrafi do 100 lub nawet 115 na 80 dobić, ale to zależy od dnia. Wczoraj wieczorem było 101/56. No nic, będę mierzyć dalej i zobaczymy.

A i mąż ma nową ksywę dla pasożyta - Voldemort. Na USG 3D wyglądał jak Voldemort z ostatniej części Pottera :P

Co do mojego samopoczucia, to sama nie wiem. Może to kwestia szalejących hormonów, albo nawału pracy, albo niewyspania (średnio co godzinę się ostatnio budzę w nocy). Ale jakoś tak mam mega doła. Jest mi po prostu smutno, chodź nie mam najmniejszych powodów do smutku. Mam nadzieję, że to przejściowe.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2020, 15:47

7 cs, 32dc, 13 dpo
Ponawiam tradycje:) zrobię tu wpis i wywołam tym @!!! A może nie ? To wydaje się w tym cyklu nieracjonalne. Zdarzylo się tyle rzeczy w czasie owulacyjnym że nie było czasu ani siły na wielkie starania. Dodatkowo złe samopoczucie w tym czasie.
Ostatnie dni są dla mnie ciężkie. Wszystko wyprowadza mnie z równowagi, złoszczę się, płaczę, jestem bezsilna.
@ przychodź i zabierz ten stan ode mnie !!!

Anuśla Musisz dać życiu szansę 30 listopada 2020, 13:37

38 tc + 1

Gin wreszcie odpisał, że 7.12 rano mam się stawić na przyjęcie do szpitala, 8.12 będzie cięcie. W piątek prawdopodobnie wymaz na covid. Paradoksalnie tego wymazu bardziej się boję niż cc, ale tak jak radziłyście poproszę o wymaz z gardła.

Czy doczekamy? Nie czuję na razie żadnych skurczy ani bóli podbrzusza, więc uważam to za dobrą monetę. Coraz częściej jednak mam wrażenie jakby rozwierała mi się szyjka macicy, czy to normalne? Nie wiem, czop na razie nie odszedł, a przynajmniej ja go nie widziałam.

Mąż mi zamówił ostatnią książkę Agnieszki Maciąg - to będzie moja ostatnia lektura do... no właśnie, do kiedy?:D

Z okazji black weekendu trochę poszaleliśmy. Zamówiłam 4 pieluchy wielorazowe - niechybnie pójdę z torbami. 3 są we wzory z Harrym Potterem. Co jest fajne w pieluchowaniu wielorazowym - ta nieprzyjemna czynność wywołuje u mnie dreszcze emocji, wzory są takie piękne, no i poczucie tej misji, że nie owijam dziecka w pampersową chemię i zmniejszam liczbę śmieci na planecie. Jestem mocno zdeterminowana na wielopieluchowanie.

Oprócz pieluch kupiliśmy dużą walizkę. Nie do szpitala. Jestem chyba jedyną dziewczyną, która bierze do szpitala kabinówkę. Mogłabym się specjalizować w doradztwie podróżniczym - jak spakować dosłowne minimum i mieć wszystko:) Ale duża walizka tak czy siak teraz będzie nam potrzebna. Walizki były przecenione aż o 70 %! Kupiliśmy fajny model za 100 zł zamiast 300 zł. Myślę, że na te ceny wpływa też obecna sytuacja covidowa, więc to dobra okazja.
Poza tym, w naszym mieszkaniu jest strasznie wilgotno. Niestety, mąż popełnił błąd przy kupnie mieszkania. Jeszcze się wtedy nie znaliśmy, był singlem, mieszkał w Polsce zaledwie od kilku lat (mąż to Polak ale wychowany za granicą). Otóż, kupił 40 m na poddaszu, nie zapytał tylko o ocieplenie dachu. Ale kto by myślał, że ktokolwiek buduje blok bez ocieplenia? Okazało się, że nasz blok jest jedynym blokiem na osiedlu bez ocieplenia dachu i bez własnej kotłowni. Skutkiem tego czekamy minutę zanim pod prysznicem poleje się ciepła woda, w kranie trzeba czekać kilka min... Kiedy nadchodzi zima i temperatury są niskie, nasza sypialnia, która jest pod skosami, dosłownie płacze: na ścianach ciekną kropelki wody, okna zaparowane, ze zbierającą się wodą. Trzeba to codziennie osuszać, bo inaczej wdaje się grzyb. No i co z tego, że mieszkanie jest w najlepszej dzielnicy Krk, skoro ktoś zrobił taką fuszerkę. Wilgotność sięga czasami 75%, co jest zdecydowanie przekroczeniem normy i mając dziecko nie możemy sobie na to pozwolić. Kupiliśmy elektroniczny osuszacz, mam nadzieję, że będzie lepiej. Planujemy jeszcze 2 lata tu pomieszkać, więc jakoś trzeba sobie radzić.
Do tego zepsuł się nam odkurzacz! Na to też ratunkiem okazał się black weekend. A wy co kupiłyście ciekawego? Skusiłyście się? Można się, za przeproszeniem, zesrać, od tych black fridayowych reklam, ale czasami to jednak dobry deal.


28.12 jesteśmy zapisani na sesję noworodkową. Szczęśliwie znalazłam fotografkę rzut beretem od nas, ze zdjęciami które trafiają w mój gust. Nie podobają mi się te wszystkie wymyślne zdjęcia dzieci w gniazdkach, koszykach, jakichś dziwnych ubrankach, koralach. To dzieci, nie zwierzątka. Chciałabym taką naturalną sesję.
Oprócz tego, słyszałam, że wszystkie zajęcia baby swim są bardzo obłożone, trzeba się zapisywać na nie będąc jeszcze w ciąży. Niestety, w szkole która nas interesuje jeszcze nie ma terminów na przyszły rok. Ja sama nie mogę się doczekać basenu, basen i sauna to dwie rzeczy których mi najbardziej w ciąży brakuje.

Zaczyna do nas dochodzić, że za tydzień nasze życie zmieni się o 180 stopni, spadnie na nas odpowiedzialność za drugiego człowieka. Wow. Za tydzień nasze potrzeby staną się drugoplanowe, jak to będzie??? Oglądam po raz enty filmiki o przewijaniu i ubieraniu dziecka i dalej mam wrażenie, że nic nie wiem.

The final countdown...


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2020, 14:17

Joan Pamiętnik bez tytułu.... 30 listopada 2020, 09:28

Widzę, że nie pisałam o hormonach ale one też się poprawiły
FSH i LH wzrosło
a testosteron trochę spadł, ale to dobrze, bo ostatnio przekroczył a teraz tuż pod górną granicą normy

w sobotę byliśmy u androloga
w sumie spodziewałam się wiwatów a on pyta to co robimy dalej
no jak to co ? to on lekarz nie ja
miałam wrażenie, że spodziewał się lepszej poprawy i pyta czy w ogóle idziemy dalej w temacie
no heloł......
nastała krępująca cisza
w końcu powiedziałam, że chyba kontynuujemy leczenie, bo jest PIERWSZA jakakolwiek poprawa. I, że zdaję sobie sprawę, że kolorowo nie jest ale w porównaniu do wyniku z października jest niebo a ziemia, tym bardziej, że minęło tylko 6 tygodni a pełen obraz uzyskamy po 3 miesiącach.
Zgodził się ze mną.
Morfologię coś pomruczał pod nosem.
Chyba nie chciał nas dołować, nie wiem.
Weszłam na wizytę zadowolona i podekscytowana a wyszłam zmieszana z myślą, że nie wiem co mam teraz sądzić. Trochę mnie zgasił.

no ale nic.
ma brać dalej połówkę CLO i powtórzyć wszystkie badania za 3 miesiące czyli w drugiej połowie lutego.

Rany, tyle czekać !
myślałam, że karze zrobić za 6 tygodni :p
trudno
trzeba jak zwykle się uzbroić w cierpliwość


Polecam Wam dziewczyny podcasty Akademii płodności. Ściągałam sobie na komórkę i słuchałam w drodze do Wawy.
Zdarzało mi się poryczeć. Są to rozmowy ze staraczkami albo z byłymi staraczkami (niekoniecznie dzieciatymi).
ale pokazują trochę jak przetrwać ten trudny okres starań
poukładały mi trochę w głowie
https://akademiaplodnosci.pl/blog/
cytaty:
"Nie zakładajmy niemożliwego, skupmy się na tym, żeby niemyślenie o niej to były wyrywki, oddechy, wypłynięcia spod wody i zaczerpnięcie tlenu, żeby trochę pożyć. Chodzi o to, żeby nie być ciągle w dole. Bo dług tlenowy może trwać.

Przepraszam, że to powiem, ale muszę być takim głosem rozsądku, chociaż moje serce każdemu z Was życzy, żeby koniec tej drogi był tuż za zakrętem i żeby się okazało, że to, gdzie teraz jesteście, to ostatni oddech, na którym osiągacie największy sukces. Ale może tak być, że tych zakrętów macie przed sobą do pokonania jeszcze kilka, kilkanaście. Bardzo nie chcę, żeby tak u Was było, ale musicie to założyć. Musicie sobie zdawać sprawę, że tak jest. Im dłużej będziecie cisnąć życie na długu tlenowym, tym bardziej się wyeksploatujecie. Wiecie, to te ostatnie oddechy. Wierzymy w to, że za chwilę koniec, bo kurczę, to miały być dwa tygodnie, jeszcze ten jeden cykl, no bo już podchodzimy do in vitro i ma zaraz wyjść, a nie wychodzi… Budzimy się po czymś takim i okazuje się: „Matko kochana, gdzie są ostatnie dwa, trzy lata mojego życia? Co ja robiłam w życiu oprócz starań? Gdzie są moi przyjaciele? Kiedy ostatnio byłam u fryzjera? Kiedy pojechałam na wycieczkę, o której marzę od lat? Matko, chciałam zrobić kurs fotografii – a tu nie ma nic, tylko starania”. To jest właśnie zachłanność niepłodności. Trzeba jej to wyrwać. Chciałabym, żebyście to mieli koniecznie na uwadze. Koniecznie."



Z: Z jednej strony szarpanina, z drugiej strony widzę taką Kinię, która jest po prostu tak maksymalnie skupiona na osiągnięciu celu i na zrobieniu wszystkiego. Na złożeniu nawet tych takich najmniejszych puzelków, które mogą, a może ten pół procent szansy powiększyć. Ja widzę tutaj zaangażowaną kobietę, która od strony takiej fizyczno-wszelakiej jest w stanie zrobić dużo. Tak to widzę. Tak było? Trzymałaś dietę, zaczełaś uprawiać sport?
K: Tak. Ja robiłam po prostu wszystko co mogłam. Joga, dieta, zioła. Po prostu spektrum, wszystko.
Z: A Twoje serduszko wtedy?
K: Co?
Z: Twoje serduszko.. no właśnie. Twoje serduszko na ostatnim oddechu.
K: No właśnie.. Tak moje serduszko było na ostatnim oddechu. Ja te starania po prostu odchorowałam i też ten czas, który upłynął. Bo ja po prostu… No ja się po prostu zajechałam. Także doszłam już do takiego momentu, że już była wyciśnięta jak ta cytrynka do ostatniej kropli. Musiałam się zatrzymać i odpowiedzieć sobie na pytanie, ile jeszcze jestem w stanie z siebie wykrzesać. Czy moim celem jest ciąża – tak jak tego środkowego Pana doktora. Czy moim celem jest bycie mamą. Czy jak ja się zajadę dla tej ciąży, całą swoją energią i całe swoje życie temu podporządkuje, to czy starczy mnie jeszcze dla tego dziecka, które by się ewentualnie urodziło. Czy po prostu ja się już tak do cna wypalę i już nic nie zostanie. Musiałam się też mocno zastanowić nad tym co ja chcę przekazać temu mojemu dziecku.


Są osoby, którym się udało, bo – jak mówią – „ja wyłączyłam myślenie”. No dobra, ale powiedz mi, gdzie jest ten magiczny guzik. Na pewno znacie historię z magicznym guzikiem – dajcie radę, jak wyłączyć ten magiczny guzik z głowie, ten, który wyłącza myślenie. Nie ma czegoś takiego, nie ma i nigdy nie będzie! Ale myślę, że jest coś takiego jak mgła: stoimy w lesie, mamy przed sobą mgłę i albo będziemy tam stali i mgła nas będzie otaczała, albo pójdziemy ścieżką przez mgłę i rozgonimy ją powoli, robiąc różne rzeczy: życie codzienne, sport, hobby, coś dla siebie, kąpiel, zakupy, wyjście z koleżankami, kawa. I powoli, powoli, powoli wyjdziemy z tej mgły. Przestaliśmy myśleć. Gdzieś ta mgła zostaje, bo te myśli będą w nas krążyć do końca życia. Tak jak mówiłyście ostatnio – nawet jak dziecko już będzie. Ale gdy wyjdę z tej mgły, pomyślę sobie: „Aha, ona tam jeszcze jest, ale ja idę dalej, do przodu, w tym kierunku”. I tak to trzeba robić, samemu się wyciągnąć z tej mgły. Bo guzika niestety nie ma. Jakby był, to każdy by go stosował.


Z: Niepłodność, wiecie, potrafi wciągnąć w otchłań. Tyle, na ile jej pozwolimy. Potrafi nas omamić i ogłuszyć, a my nie zauważamy tego, co ona zabiera po troszeczku. I jedziemy na długu tlenowym, który trwa cykl, dwa, pięć i potem z tego robi się rok, dwa albo i pięć. Budzimy się potem i jak otwieramy oczy, to przecieramy je ze zdumienia, bo to wszystko, co było dookoła, jest w zgliszczach. Leżą relacje z partnerem, z bliskimi, dbanie o samą siebie, o swoje hobby, o swoje ciało, o swojego ducha. Wszystko leży. Bo przecież za chwilę miałam być w ciąży. Bardzo Akademią wspieramy takie celebrowanie życia, skupianie się na małych rzeczach. To jest czasami bardzo trudne, bo w momencie, kiedy jest nam ciężko, głupio jest mi myśleć, że pójdę sobie do kina i będę się śmiać frywolnie na komedii. Ale trzeba szukać takich małych chwil na oddech. My to nazywamy wyrywaniem się ze szponów niepłodności. Kino ze starym, kurs szycia, o którym zawsze marzyłyście, albo jakaś dawno odkładana wycieczka. Wcale nie musi być daleko, może być do parku, tak jak mówiła Justyna. Tam może spotkacie wiewiórkę, która przebiegnie Wam drogę i rozchmurzy Wam dzień. Także projekt „Żyćko” afirmujemy i stawiamy znak jakości: Akademia Płodności.

J: Każda osoba, która jest w takim dole, może sobie powiedzieć, do którego momentu to ma trwać. Tak jak Wam powiedziałam – ustalamy, że to trwa dzień, pięć godzin czy tydzień, ale musisz sama wyznaczyć koniec, bo jak tego nie zrobisz, to po prostu będziesz w tym tkwić. Samemu powolutku trzeba wychodzić z tego. Bo nikt inny za nas tego nie zrobi. Nawet jak pójdziemy do terapeuty, to póki my tego nie będziemy chciały, ona nas nie wyciągnie. To my musimy się otworzyć i zacząć, chociażby od gorącej kąpieli, filiżanki herbaty. Usiądę i biorę się w garść, muszę z tego wyjść. Jak nie potrafię sama, to dopiero wtedy szukam. Ale chcę sama, a nie, że ktoś nam to robi na siłę. Musimy pamiętać przede wszystkim, że to nie jest nasza wina. To nie jest nasza wina, że jesteśmy niepłodne. To jest zwykły zbieg okoliczności. Ktoś ma brak owulacji czy niedrożne jajowody, cokolwiek – ale to i tak nie jest nasza wina. To nie jest nasza wina. To trzeba sobie zapamiętać. I trzeba podkreślić, że ludzie nas akceptują takie, jakimi jesteśmy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 listopada 2020, 09:32

Wszystkie planowe operacje są odwołane i nie wiadomo kiedy szpital wróci do normalnej działalności - dziś dostałam taką informację i trochę mnie to przybiło. Nie wierzę, że zajde w ciążę w najbliższym czasie. Gdyby podczas badania okazało się od razu, że jeden jajowód jest drożny to moooże wciąż mogłabym się łudzić. Jednak doktor stwierdziła, że lewy jest drożny na sam koniec badania i jakoś mnie to nie przekonuje. Od tamtej pory moje libido wynosi -100. Jakoś tak... Nie będę kłamać, wcześniej wszystko kręciło się wokół konkretnych dni. Teraz gdy i tak nic z tego nie będzie jakoś straciłam wszelką ochotę. Czasami nawet zastanawiam się czy chce mieć dziecko. Jest mi teraz wygodnie. Ale są dni kiedy przypominam sobie jacy szczęśliwi byliśmy gdy zobaczyłam te dwie kreseczki, ile szczęścia dałam najbliższym chociaż przez chwilę. Brakuje mi tego uczucia. Tym bardziej ze lada chwila miną dwa lata. Nie wiem kiedy to zleciało. Niby tak długi czas,a ja wciąż się wzruszam gdy coś mi o tym przypomni...

No cóż, laparoskopia czeka mnie w przyszłym roku. Mam nadzieję, że w styczniu lub lutym,bo chce mieć to za sobą. M nie będzie pół roku. Nie jestem w stanie powiedzieć, że po tym czasie od razu będziemy chcieli zacząć działać. Czas pokaże.

Będę pisać rzadziej, bo w sumie nic się u mnie nie zmieni. Jednak zaglądam tu dosłownie dzień w dzień. Kibicuje dziewczynom, które są w ciąży, jestem ciekawa każdej historii. Kibicuje dziewczynom, które są oczywiście w trakcie starań.. Ale jest mi też bardzo przykro gdy przeczytam o komplikacjach... Przykre notatki sprawiają, że jestem smutna przez resztę dnia. Wtedy jeszcze częściej odświeżam stronę żeby zobaczyć notatke, że jest jednak dobrze lub chociaż stabilnie. Świat jest taki okrutny...


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2020, 00:37

Dziękuje Dziewczyny za wszystkie gratulacje i rady 🙂 dzisiaj zaczynamy 6ty tydzień, już 5 tygodni za nami a jutro będzie 2 tygodnie odkąd wiemy, ze Maluszek jest z nami 😍😍
Powoli przymierzam się żeby powiedzieć w pracy mojej Pani Kierownik, chce to zrobić przed świetami z zaznaczeniem, ze po świętach mam wizytę i wtedy będę wiedzieć czy mogę dalej pracować czy nie... nie chce tez tak żeby dowiedziała sie z samego zwolnienia lekarskiego... sytuacja w moim zespole jest średnia, bo jesteśmy we dwie i Pani Kierownik... kiedyś byłyśmy 3 ale Koleżanka jest na macierzyńskim... no cóż... nie moja wina, ze ktoś chytry wpadł na pomysł, ze my dwie jesteśmy niezniszczalne i będziemy chodzić do pracy az tamta wróci... no sorry... roboty dla dwóch osób jest duzo.. dla jednej - ja sobie tego nie wyobrażam, chociaż przeżyłam korpo obozik pracy i podziękuje... bo niby w imię czego szkodzić sobie na zdrowiu pracując ponad swoje siły... gdybym się uparła to bym była w stanie jeszcze pracować, ale po pierwsze obawiam się wirusów, chorób itd. Jednak to jest praca gdzie stykam się z ludzmi... po drugie obecnie mój dzień wyglada tak: wstaje rano, praca, dom - obiad, chwile jestem w stanie pogadać z Mężem, potem padam do łóżka... także na dłuższa metę tak po prostu nie chce... chce zacząć chodzić na spacery, gdy będę mogła np zacząć ćwiczenia w ciąży, żeby się jednak całkowicie nie stać „kanapowcem”. A poza tym zawsze w ciąży chciałam wrócić do oglądania mojego ulubionego serialu „Seks w wielkim mieście”, wiec ... trzeba iść odpoczywać! Pomijam fakt, ze zwyczajnie tez finansowo się to bardziej opłaca. Nie dosyć ze zaoszczędze na kosztach dojazdu to jeszcze będę miała zwiększone wynagrodzenie o dodatkowe rzeczy, które byłby mi wypłacane w ostatnich 12tu miesiącach. Jeszcze teraz staram się jak najwiecej zrobić żeby nie zostawiać, czegoś co mogę jeszcze zrobić, chociaż wiem, ze równie dobrze mogłabym już nic nie robić.. taka decyzja jest w zgodzie ze mną i jest jak dla mnie wyważona 🙂 także 23go grudnia ide ostatni raz do pracy (a potem miejmy nadzieje wracam w 2022r.- najwcześniej).
Czuje jakoś, ze będzie chłopczyk - zapisuje to tutaj żeby można było zweryfikować za jakiś czas 😉 z takich moich ciążowych dziwactw to słodycze u mnie zostały całkowicie wyparte przez śledzie 😂 nie wierzyłam, ze tak może być, bo generalnie uwielbiam słodycze, a tu proszę! Może to i lepiej, bo zdrowiej. Generalnie staram się jeść duzo warzyw, owoców, mięso, jaja, pije duzo wody i 1 filiżankę kawy, pozwalam sobie, bo bym była o samej wodzie, herbat się boje, wiec nie kombinuje, w pracy wypijam kawę inkę.
Aaaa i właśnie wczoraj zadzwonił do mnie sam Docent P. Byłam w niezłym szoku! Napisałam do Niego maila o intralipid (mój złoty płyn!) a w odpowiedzi do mnie zadzwonił z gratulacjami, co za wspaniały człowiek! Tak bardzo miło mi się zrobiło 🙂 byłam u Niego na jednej zwykłej wizycie i jednej telewizycie, wiec nie uważam się za stała pacjentkę... powiedział żebym „nie szalała i uważała na siebie”. Ciążowe hormony zadziałały i prawie się popłakałam z tego wzruszenia.
Drugi wczorajszy moment wzruszenia to życzenia świąteczne mojej Pani Dyrektor, kupiła nam po takiej figurce aniołku i do mnie „Żeby się Pani takiego małego aniołka doczekała” (swoją droga to życzenia nie na miejscu i jeszcze rok temu ogarnął by mnie smutek), w tym roku się wzruszyłam (pomyślałam „mówisz - masz”). Potem jednak moja głowa przetworzyla słowo „aniołek” i się przeraziłam... Mama Aniolka... nie!!!!! Ja chce być Mama zdrowego Dzidziusia! Niesamowite jak niepłodność działa...
żeby jednak nie było smutno na koniec to wczoraj totalnie się zrelaksowalam u fryzjera 🙂
Nieustannie trzymam za każda Staraczke kciuki!!! Dołączajcie do mnie 💪💪

Anuśla Musisz dać życiu szansę 10 lutego 2021, 10:37

Wczoraj Klara skończyła 2 miesiące, dziś kończy 9 tygodni.

Jest cudowna. Gdyby nie kolki i moje problemy z koscmi to poczatek macierzyństwa byłby sielanką. Jednak kolki skutecznie zepsuly nam ten czas. Jest to koszmarnie przykre i trudne i dla dziecka i dla rodziców. Koleżanka mi ostatnio mówi: nie przyzwyczajaj do spania z wami bo sie nauczy. Pytam czy jej dziecko miało kolki. Nie. No właśnie, no to pogadane. Samo położenie dziecka na swoim brzuchu już przynosi ulge. Tak wiec ja śpię w salonie z nią, mąż w sypialni. Od kilku dni jesteśmy u moich rodziców, podaje jej krople sab simplex z Niemiec i jest dużo lepiej. W nocy jedno lub 2 karmienia, a czuwaja przy niej moja mama lub tata. Tak że sie wysypiam. Mama nauczyła ja spać z powrotem w łóżeczku. Mamy też u rodziców kolyske, w której była kolysana już moja babcia. Tata znalazl ja na strychu i odnowil. Ma ok 100 lat! Klara ja bardzo lubi, oglada spojenia drewna w środku i zasypia w niej. Żałuję że nie możemy jej wziąć do naszego małego mieszkania.

Od kilku dni obserwujemy u malutkiej skok rozwojowy. Jest super aktywna i energiczna, interesuje ja otoczenie, zwlaszcza lubi ogladac obrazy na ścianach, aż wykreca głowę żeby obraz zobaczyc. Poza tym lubi bajeczki kontrastowe, uśmiecha sie na widok mamy, taty, babci, dziadka. Dziadkowie stracili dla niej głowy, i jedni i drudzy. Mąż ja przyzwyczail do noszenia, więc moj tata ja nosil wczoraj 2 godziny, bo co odkładal to wrzask. Oj nawarzylismy sobie😂

Uwielbia kąpiele, robi wtedy takie duże oczy i wycisza się. Na przewijaku znów jest wrzask. Nie znosi zmiany pieluchy i ubierania. Wiele razy nam sie zaniosla, dobrze ze wiemy co wtedy robić, bo jest to olbrzymi stres.

Z mężem dużo się kłócimy, zawodzi mnie w tym okresie. Tzn mała opiekuje sie wspaniale i ma fioła na jej punkcie, może dlatego czasami mówi rzeczy które mnie bolą. Mam wrażenie że cały czas mu się nie podoba coś co robię, gdzieś szpilke zawsze wetknie. Choć on twierdzi, że sama to sobie wmawiam... No, nie układa sie między nami najlepiej.

A ja... No cóż, czuje sie zaniedbana, zmęczona. Chciałabym pójść do fryzjera, kosmetyczki. W sumie mogłabym, ale już tak przylgnelam do roli mamy, że jestem tylko mamą. Już nie kobietą, nie żona, tylko mamą. A to też nie jest dobre. Pewnego dnia mała była caly dzien marudna, kiedy mąż skonczyl prace zostawilam mu butle i poszlam do centrum naszej dzielnicy. Spacer przez park, kupiłam sobie goraca czekolade na wynos, zrobilam zakupy, wrocilam do domu pełna energii. Od tej pory robię tak kilka razy w tygodniu.
Ostatnio miałam rtg i żebra jeszcze sie nie zrosly... Jeszcze ok 2-3tygodnie mam sie oszczedzac ale mała już zaczęłam nosic. I co? Siadly mi ledzwia. Nie bylam w stanie sie obrócić w łóżku. Miałam rehabilitacje i tejpy, troche pomoglo, ale nadal dokucza. Jak nie urok to sraczka, taki lajf.

Nasze mieszkanie, dla dwójki idealne, z dzieckiem robi sie już bardzo ciasne. Wiedzieliśmy o tym, ale starania pochlonely wiele pieniedzy. Nie chcemy mieszkania sprzedawać, lecz wynajmowac wiec musimy uzbierac przez 2 lata wklad wlasny na nowe. Czy sie uda? Czy wytrwamy w tej ciasnocie? Nie wiem, życie pokaże, i tak los ma swój własny scenariusz, więc plyne z nim. Brakuje mi medytacji, w ciąży chodzilam na joge dla ciężarnych. Musze do tego wrócić.

Czekam na lato. Marzę o słońcu i parku z mała. Na razie jednak ciesze się chwila, ona jest już tak kontaktowa, tak slodka, że brak słów. Jutro mamy szczepienie, po wielu debatach zdecydowalismy ze zaszczepimy ja na rotawirusy. Boje sie ze bedzie miala rozwolnienie po tym szczepieniu, bo ona robi sporą kupe po każdym karmieniu. Tak to jest, wiecznie sie o coś martwimy my staraczki, my ciężarówki, my mamy. Ale jeden uśmiech Klarci wynagradza mi wszystko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2021, 09:55

Patt1002 Czekamy na Aniołka 15 lutego 2021, 11:28

Hej... Dawno.mnie tutaj nie bylo... Mam praktyki studenckie, mój dziadek jest poważnie chory :/ napisze o tym wiecej, jak tylko znajdę trochę czasu... Tęskno... Juz ponad 3 miesiące...

21 tc
Dawno mnie nie było jesli myślicie że teraz tryskam energia bo jest 2 trymestr to jesteście w błędzie wymioty się trochę wyciszyły ale nie jest tak ze czuje się rewelacyjnie jest jeden dzień dobry i 3 dni do kitu. Nie przytyłam też za dużo i nie wiem czy będę grubaską chyba ze kolejne miesiące nagromadze kg.
Zaczelam pomału myśleć o wyprawce i rzeczach do szpitala przeraża mnie to bardzo.
Narazie mam 4 koszule ( jedna dostałam w prezencie od siostry taka lepsza niesamowity materiał) i walizkę na kółkach (tak będzie lepiej przy pandemii choć mam nadzieje ze do kwiet ia wiele się zmieni).
Idą coraz bliżej święta w domu nic nie zrobione :/ mam mało siły na cokolwiek choć staram się chodzić na spacery i do sklepu pieszo aby tej siły mięśniowej jakoś mi przybyło. Wiem też że dla niektórych będą to smutne święta myślę tutaj o staraczkach i myślę że nie powinnyście myśleć w ten sposób jestem przekonana że ta droga niepłodnosci kończy się i tak sukcesem juz jestem tutaj 4 lata i nie takie moje oczy widziały i lepiej się skupić na wesołym przeżywaniu świat bycie optymista zawsze wynagradza ja w tamtym roku skupiłam się na prezentach na potrawach i była to dla mnie radocha poza tym ja juz miałam małego maluszka pieska w domu niesamowita radość do dzisiaj jest ;) Te zajęcia przedświąteczne sprzątanie gotowanie w cale nie muszą być smutne a kto wie może to właśnie świata Was zaskoczą często tak bywa że jak skupiamy się na czymś innym to przy okazji może się coś innego wykluć ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2020, 17:14

Jeszcze tydzień... za 7 dni będzie wszystko jasne... ech ech... ciężko się czeka... to najgorszy czas w całym cyklu chyba dla każdego... my Staraczki lubimy działać, bo wtedy czujemy moc, czujemy, ze coś od nas zależy, ze możemy coś zrobić, mamy tez swoje mniejsze lub większe sukcesy... a potem nie możemy zrobić nic tylko czekać... staram się zachowywać spokój i nie myśleć jaki może być wynik... skupiam się jak mogę na tym co tu i teraz. Jestem po 2 wizytach u Pani Psycholog - jaka to była wspaniała decyzja! Jedna chyba z lepszych w życiu! Tyle mądrych słów, tyle wartościowych wniosków i teraz wdrażam plan żeby życie pomimo choroby i cierpienia z nią związanym żyło się lepiej, żeby nie dokładać sobie cierpienia, żeby zaakceptować, ze dajemy z siebie ile tyko możemy, ale nie wszystko od nas zależy i trzeba tez to akceptować.
Czekam tez na święta żeby złapać oddech... chciałabym bardzo żeby było już możliwe podróżowanie, bo takie wakacje by nam się bardzo przydały, żeby złapać oddech...

25 dc - 6 dzień po criotransferze


Pisze szybko, na świeżo, bo w pracy jestem.

Jestem w szoku. Taka różnica w progesteronu przez 3 dni, mimo brania tych samych dawek leków?? W Novum w piątek miałam 142 ng prog, dziś w innym labie prywatnym - nie sieciowym, wyszło mi 18 ng...

Kurcze możliwe to?? Zbadałam też bete wynik 0,19 - negatyw, że aż w oczy kole....

Zgodnie z obietnicą wróciliśmy po mrozaka i się udało ♥️ 24 grudnia pierwsze USG.
Jestem teraz 15dpt i w końcu dopadły mnie mdłości. A już myślałam,że się bez nich obejdzie. W weekend mamy gości i mam nadzieję, że nikt się nie domyśli 🙊 na USG liczę na serduszko lub chociaż zobaczyć zarodek, żeby móc w święta powiedzieć najbliższym ♥️

Patt1002 Czekamy na Aniołka 17 grudnia 2020, 13:27

Coraz bliżej święta.... Ten rok jest totalnie zakręcony. Za pare dni mam 27 urodziny. Na 30 planowałam oddać włosy na fundacje. Jednak zmieniłam zdanie... Zrobię to teraz... W moje urodziny idę oddać włosy. Moze dla niektórych to tylko włosy... Ja przeżywam to bardzo, lubie je, kocham moje długie warkocze, kocham... Ale pragnę, by ktoś tez mógł jak ja pogłaskać sie po włosach... Dlatego mam ogromna motywację... :) moze do 30 oddam drugi raz :D

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 17 grudnia 2020, 20:02

Na froncie ciążowym cisza. Jesien/Zima nie sprzyjają amorom. Ale jesteśmy zdrowi i to najważniejsze. Praca. Dom. Odpoczynek. Zabawa z synkiem. Wieczorem serial, Książka etc. Jest dobrze. Tak sobie myślę, że raczej nic nie wyjdzie z dzidziusia nr 2. Chyba już za stara jestem.

Leżę sobie w zabiegowym pod kroplówką.
Dostalam już przeciwbólowe teraz leci mi Tetraspan rozkurczowo.
Miałam podwójne usg zbiera się płyn ale jest ok do tego jakieś tam jajeczka są ale jak to powiedziała Pani dr jeśli to hiperka to bardzo mała. Pobralo mi krew na morfologie, kreatyninę i białko. Czekamy na wyniki.


Właśnie a wyniki, hematokryt ok w piątek powrót na usg i kroplówkę.

Olivia.C Przygotowania do starań. 22 listopada 2020, 21:46

22.11.2020 / 21 dc
Od dzisiaj zaczęłam kontrolować mój cykl. Chcę się jak najlepiej przygotować do pojawienia się malutkiej fasolki w moim brzuszku.
Mam nadzieje, że kontrolowanie temperatury, przyjmowanie suplementów i zdrowy tryb życia, stanie się moja codziennością.
Jutro (23.11.2020) mam pierwszą wizytę u ginekologa. Pierwszy raz odwiedzę tę klinikę i mam nadzieje, że trafię na przyjemnego i dobrego w swym fachu lekarza.
Pierwszą miesiączkę dostałam 06.12.2013r. Miałam wtedy 13 lat. Mój okres hmm...cieżko powiedzieć, że jest regularny. Bywają miesiące kiedy mój cykl trwa 30 dni, a czasem wręcz ponad 40.
W Lipcu tego roku mój okres pojawił się w formie plamień. Był bardzo słaby i trwał troszke dłużej niż zwykle. W sierpniu przez 2 dni miałam dziwne krawienia w nocy. Były one widoczne tylko na papierku, gdy się podcierałam i trwały może 5 minut.
I właśnie to był moment, w którym zaczęłam martwić się, że w moim organizmie dzieje się coś nie dobrego. Udałam się wiec do ginekologa, który po zbadaniu mnie, zalecił mi brać Dhupaston przez 10 dni. Niestety nie dotrwałam do końca, ponieważ pojawił się okres. Sierpniowy okres był już taki jak każdy inny. Choć wszystko wydaje się już być w porządku to martwi mnie długość moich cykli. Nie potrafie wyliczyć moich dni płodnych, co jak wiadomo jest bardzo potrzebne w założeniu rodziny.
Mam nadzieję, że dowiem się czegoś jutro i że porobią mi wszystkie potrzebne badania. Już nie mogę się doczekać, aż znowu będe mogla być spokojna i za miesiąc bedę mogła spokojnie starać się wraz z moim narzeczonym o nasze największe marzenie.



UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)