Po wizycie w poradni osteoporozy (250zl) dowiedzialam się, że nie moge zażywać leków na osteoporoze bo uwalniają się z opóźnieniem w organiźmie i mogą jeszcze długo szkodzić dziecku, jeśli planuję ciaże. Lekarz powiedział, że jedyne co to zaleca suplementacje witaminy D, a mój wiek jest na plus i zmiany powinny się cofnąć po wycięciu nadaktywnej przytarczycy.
Świetnie, zaczęłam brać witaminę D w dawcę 2000 - czyli w sumie tak normalnie, cały tydzień źle się czułam, poszłam dziś do laboratorium i ten cholerny wapń, który przez 2 miesiące spadał na lekach za 1600zl ( tak razem 3200) w tydzień podskoczył do wyniku sprzed 2 mies. Załamka. Coś jest nie tak.
Jedyny plus - jutro wizyta w Instytucie Onkologii, w poradni endokrynologicznej oby coś poszło do przodu i zlecili od razu jakieś badania, bo czekać to już nie będę..
25 dc
Zaczynam plamić okresowo, napisałam do lekarki czy mogłaby wypisać mi receptę na lamettę, bo jesteśmy na wakacjach i nie wzięłam opakowania. Miałam przyjmować duphaston 2x1 15-32 dc a tu taki zonk tydzień wcześniej 😞 nie wzięłam nawet kubeczka menstruacyjnego, wiec zaraz czeka mnie wyprawa do rossmanna 😞
Z cyklu „rodzicielstwo nie jest łatwe”
Zaczęliśmy odpieluchowanie u Fifiego. Na początku sadzałam go na nocniku codziennie po obiedzie przed drzemka zachęcając, by zrobił kupkę (siku robi od kilku miesięcy) i potem zakładaliśmy pieluszkę z powrotem. Przez tydzień kupa była codziennie, aż pewnego dnia nie było, zachęcałam, by posiedział dłużej, ale nie było i juz. Następnego dnia kupy po obiedzie tez nie było, za to zrobił do pieluszki na spacerze. Bardzo się tym zmartwił, chyba był rozczarowany, albo pomyślał, ze mnie rozczarował.. Kilka dni temu zakupiliśmy slipy i pieluszkę zakładamy tylko do spania. Siku robi pięknie do nocnika, kupki nie chce, wstrzymuje się. Aż zrobił do majtek, był przerażony, teraz cały czas się wstrzymuje. Po przeczytaniu wszystkich porad i artykułów, już wiem ze popełniłam kilka błędów. Dziś np odmówiłam założenia pieluszki, kiedy o nią prosił (czuł ze musi zrobić kupkę).
Jedno wiem, trzeba wyluzować, nie narzucać presji, czekać, aż sam się przekona. Ale sam fakt, ze pisze o tym tutaj pokazuje, jakie to jest trudne dla mnie! A pomyśleć, jakie trudne to musi być dla Fifiego...
Plan mam taki:
• nie pytać pierdylion razy, czy chce usiąść na nocniku, by zrobić kupkę (jakie to trudne!)
• gdy zrobi kupkę do majtek, robic tak, jakby była to najnaturalniejsza rzecz, przebrać, po czym rozmawiać i tłumaczyć, ze dobrze by było, by jednak następnym razem wylądowała w nocniku (tak postępuję na ten moment)
• kiedy poprosi o pieluszkę, założyć mu ją (mam sobie za złe, ze dziś odmówiłam!!), po czym jeśli zrobi do pieluszki, rozmawiać i tłumaczyć
• i co jest najtrudniejsze: uspokoić się! Jeśli Fifi wyczuwa, ze to jest dla mnie takie stresujące, to sam się tez stresuje.
8dc wtorek
Dawno mnie tu nie było. Od poronienia z bliźniaczkami musiałam mieć przerwe.
Wróciłam do pamiętnika, aby zostawić ślad po tym co aktualnie robimy.
Rozpoczeliśmy drugą próbe do in vitro. Protokół ultrakrótki, metoda IMSI - z calej puli plemniczków małża wybiorą odpowiednio przeselekcjonowane jednostki.
Stymulacja rozpoczęla sie 20.10 dostałam mocniejsze leki na wywołanie większej ilości pęcherzyków.
Dzisiaj byłam na pierwszej wizycie, doktorek znalazł ok 20-22 dorodnych pecherzykow ok 10-12mm, endometrium bardzo ladne 11mm.
Kolejna wizyta w sobote 30.10, punkcja zaplanowana na 02.11 wtorek. Do tego czasu kłuje sie w brzuch.
Trochę czasu minęło od mojego ostatniego wpisu (chociaż myślałam ze więcej niż 2.5 miesiąca...). Zapisałam się na pole dance, co pozwala mi zając głowę i skupić się na czymś innym.. a przy okazji trochę poprawić wygląd ciała, co nie powiem jest super fajne.. myslalam ze przez ten czas wyluzowalam, pogodziłam się (czy to wgl możliwe ?) z tym ze narazie Nas nie idzie. Może nie Nas czas ? Przy okazji zaczęliśmy załatwić kredyt na większe mieszkanie.. teraz w kawalerce byłoby nam jednak trochę ciasno...
i dziś siedząc na sorze (nic poważnego, nieszczęśliwy wypadek w domu i rozcięta warga... jestem mega ciamajdą) zdałam sobie sprawę ze rusza mnie to bardzo. Nie wiem czy wszędzie tak jest, ale tutaj przez SOR jest wejście również na porodówkę... w ciągu godziny 3 kobiety...
7+2
Jestem po wizycie i przyznam się, że ta wizyta nie była planowana. Miałam iść dopiero 20.05 ale spanikowałam. Przestałam czuć cokolwiek, piersi, nudności, zmęczenie, wszystko minęło jak ręką odjąć. W poprzednich ciążach gdy przestawałam czuć piersi, zwiastowało to najgorsze. Na weekend nie wytrzymałam i poplakałam się mężowi w rękaw. Możecie się domyślić z jakim nastawieniem szłam dzisiaj na usg.
Jednak pozytywnie się zaskoczyłam 😀
Dzidzia urosła, ma już 1,39cm i serduszko nadal bije ❤
Kamień spadł mi z serca.
Jedyne czym się martwię teraz to moje bolące gardło, kaszel i katar. Znacie jakieś domowe sposoby na przeziębienie/grypę ?
![]()
Jak ten czas szybko leci coraz bardziej zakochuje się w swojej córeczce i choć nie ma kolorowo to te oczka jak na mnie spojrzą wszystko wynagradzają moja mała kruszynka życzę tego każdej staraczce nie wygladam zbyt seksi ale kocham ja i ciesze się że to córcia juz nie mogę się doczekać kiedy podrośnie a jednocześnie chce żeby była małym człowieczkiem cały czas 
Dalej czekam na ten uśmiech narazie mala się uśmiecha albo do taty tak mówi przynajmniej mąż albo do piersi. Dzisiaj mamy lekarza usg bioderek i denerwuje się bo godzina do kitu kolo 17 ona wtedy ma jazdy:/
16dc, 2dpo, 8cs
Nadchodzi najgorszy czas cyklu, czas czekania. Do 9 maja juz nic wiecej nie mogę zrobić, wiec czekam.
28 DC .
Owulacja prawdopodobnie była w 23 temperatura też dzisiaj ładnie podskoczyła co mnie cieszy 🤗, w piątek idę na proga ☺️ liczę że tym razem byla. Jeśli jednak to fałszywy alarm od maja zaczynam znowu stymulację CLO no i na początku cyklu chce zbadać testosteron, 17ohprogesteron i dheaso4 zamierzam też zrobić krzywe .wczoraj również dostałam wyniki badań
Homocysteina 3,35
Ferretyna 89,3
Kwas foliowy 22,7
Żelazo 58
Wit B12 485
Glukoza 89
Insulina 18,5
35dc
Wczorajsza beta - 2934 🥰
Progesteron - 28,14
Nadal nie mogę uwierzyć, naprawdę 😅. Beta rośnie, progesteron też, mam objawy, ale jakoś to jeszcze do mnie nie dociera 😅.
Może dotrze po piątkowej wizycie u lekarza 😉
33 lat o matko kiedy mi to zleciało a czuje się na 26 
Wczoraj dostałam piękny prezent od męża naszyjnik a na nim napis mama nie spodziewałam się tego ale będzie mi przypominał jak ciężko było dojść do tego momentu.
Nie wytrzymałam skontaktowałam się dzisiaj z lekarzem ciesze się ze covid przyniósł tez inne rzeczy jak teleporady wysłałam zdjecie i lekarz przepisała maść powiedziałam tez co stosowaliśmy i clotrominazol za słaby a tormentiolum nie kupiliśmy w końcu i dobrze bo nie długo mogłabym aptekę otwierać. Nie mam pomysłu jak sprzedać cala butelkę sab simplex moja koleżanka mi.sprzedała myslalam ze nam pomoże bo mielismy połowę od kuzynki ale nie było poprawy i zostałam z 2 butelkami
Dziś pierwsza weryfikacja. Wyniki krwi już dostałam, telewizytę mam o 18.
Wróciłam właśnie że spaceru. Tak się trochę zastanawiam, czy robię wszystko prawidłowo. Chodzę na zakupy i dużo spaceruje i dopiero dziś się zastanawiam czy nie przesadzam za bardzo. Może lepiej się bardziej oszczędzać? Nie wiem, zapytam dziś lekarza.
Coraz więcej myśli kotłuje mi się w głowie... Czy się uda, czy to już? Czy dałabym radę podjąć kolejną próbę?
Ok, póki co nadal wierzę.
Nowy Rok.
45dc,
10 dni po 14dniowym wzroście temperatury który nie oznaczał nic (progesteron 0,2, cienkie endo, brak pęcherzykow czy śladów po owu), tydzień po chorobie.
Śluz znowu się ze mnie leje, rozciąga się. Owulaki znowu minimalnie ciemniejsze. I co z tego? Całe 40 dni co rusz tak mam, z przerwami po dzien-dwa-trzy. Nie ważne.
Jak minął mi ten rok?
Różnie. Kompletnie nie schudłam a wręcz przytyłam, nie wprowadziliśmy się na budowę, straciłam źrebaka od jednej klaczy.
Kilkukrotnie dumałam nad sprzedażą koni i myślałam, jak to by wyglądało gdybym przekreśliła połowę swojego życia.
Bujam się z jednego epizodu depresyjnego do drugiego. Zagryzam zęby żeby żyć w zgodzie, próbuję się starać aby wszystko było dobrze ale wychodzi jak zawsze - a dobrymi chęciami to ponoć piekło jest wybrukowane.
W sprawie zdrowia dalej nie ma jasnej i konkretnej diagnozy długich cykli i niepowodzeń. Coś tam nie gra z TSH, może minimalna niedoczynność, coś tam nie gra z AMH i obrazem jajników, cykle leżą i płaczą. Wykresy rozjechane, coraz bardziej wyglądają dwucyklowo będąc jednym cyklem, a ja nie wiem czy brnąć dalej w te suplementację, którą sobie zaplanowałam. Niby owu wypada przez to coraz później, ale jak wspominałam: cykle wyglądają coraz bardziej jak dwa cykle w jednym. Czy ta teoria w ogóle ma jakiś sens...
Wkręciłam się za to w planszówki. Mąż ostatnio ze mną chce grać, a ja nie wiem czy chce faktycznie i mu się to podoba, czy gra przez wzgląd na mnie. Ale cieszę się. 🙈 Ogólnie to chyba chcą mnie pożreć za to że się tak odpaliłam w tym zakresie i męczę bułę.
Plan na przyszły rok?
Schudnąć. Wprowadzić się. Bardzo chciałabym częściej odwiedzać mamę... I chciałabym zebrać w sobie zdecydowanie więcej chęci i czasu, aby szczerze pracować z konmi, jak kiedyś.
Kiedyś miałam pełno planów, marzeń i nadziei. Byłam ambitna. Chciałam zdawać wszystkie trzy odznaki jeździeckie. Trenowałam pod to, najpierw z trenerem, potem sama ze sobą i dawałam nawet radę! Blokował mnie tylko brak funduszy na wyjazd (a teraz jak sobie pomyślę to jednak je miałam...).
Chciałam jeździć na zawody, szkolenia, treningi...
A teraz? Gdzie jestem? W jakim miejscu? Gdzie stoję? Nigdzie.
9 miesięcy 27 dni, 42 tydzień waga 9370 77 cm
Półtora tygodnia temu zaraziłam Piotrusia jelitowka. W nocy z niedzieli na poniedziałek strasznie wymiotował. Jedynie co mogliśmy to kupiliśmy elektrolity i mu oddawałam strzykawka bo inaczej nie chciał. Na drugi dzień zadzwoniłam do lekarza. Dostał leki na biegunkę co nie pomagały. Zalecono picie wody i jedzenie marchewki. Oczywiście wody nie chciał pić, za to pil elektrolity i mleko. Oczywiście marchew i kleik jedź sama nie chciał jeść. Istny horror. Najważniejsze że po tygodniu się wyleczył i uniknęliśmy szpitala. Za to spadek na wadze był aż O,5 kg teraz nadrabiamy.
Młody przyzwyczail się spać w luzku. Kładkę go w łuzeczku a koło 2 płacze i go przenoszę i tak do rana. Ehhh te nocne pobudki to wszystko zrobiły.
Zapisałam się na badania immuno.na 15.09. 2 tys poleci z kieszeni.
Coraz mniej na koncie oby tylko starczyło do procedury.
12.10 wizyta u Pasnika i od niego zależeć będzie kiedy startujemy.
Od minionego cyklu pilnuje owulacji bo muszę się z badaniem NK wbić w 2 fazę blisko okresu. Jakoś człowiek z wprawy wyszedł. Kiedyś mierzyłam temperature robiłam testy a teraz jakoś mi się nie chce.
A tak naprawdę. Już mamy sierpień. Jak ten czas leci. Młody rośnie wkrótce rok, zaraz kolejne podejście ehhh. Jak ten czas leci. A za rogiem powrót do pracy a co tam się dzieje to szkoda gadać, oby burdel tam się skończył do mojego powrotu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2021, 19:04
25 dc / 46 cs
"Jestem od Ciebie uzależniony i jestem pantoflarzem. Już nie chce nigdzie wyjeżdżać sam" - słowa mojego męża jak wrócił z męskiego weekendu od swojego kumpla....😁 Za to mój samotny weekend był cudowny 🥳 🙊Cisza, spokój, w końcu sama ze swoimi myślami. Chodziłam codziennie na spacery, w końcu bez słuchania rad "kierownika" ogarnęłam po swojemu mieszkanie, wyciszyłam się, pouczyłam, obejrzałam głupie komedyjki na netflixie. Ja nie dzwoniłam do mojego męża, to On kilkukrotnie w ciągu dnia zdawał mi relację co robią. Kocham go bardzo, ale potrafi być jak dziecko - jest momentami słodko upierdliwy i trzeba się odizolować, aby nie zwariować 😉 Kiedyś usłyszałam od doświadczonej w życiu miłosnym kobiety "związek jest i będzie udany jak to mężczyzna będzie kochał bardziej. Ty masz kochać, wspierać i się starać, ale to On ma Cię ciągle gonić ". To na prawdę działa... Zwłaszcza jak rozejrzę się po szczęśliwych malzenstwach.
Muszę w końcu ogarnąć te Nasze kariotypy. Klinika je robi 3 x w tygodniu i jakoś tak nie mogliśmy zgrać się razem terminami. Może jutro się uda.
Typowy ból podbrzusza od niedzieli i poszarzała cera wskazują, że miesiączka będzie jak zwykle w terminie. Razem z kariotypami oznaczę bete+progesteron i odstawie zastrzyki z prolutexu+heparyny. Przy endo 6,5 mm jak by się udało to byłby cud... No ale ja mimo wszystko z nadzieją dziecka wierzę w niego od blisko 4 lat. Przód głowy wierzy a tył głowy jest przekonany o tym, że nie będziemy mieć dzieci. Wojna trwa.
Po wizycie w Instytucie Onkologii, oczywiście się popłakałam. Po pierwsze wizyta była co najmniej dziwna, po tak długim oczekiwaniu w końcu ktoś mnie zawołał. Przeprowadził wywiad, zrobił usg szyi i kazał zaczekać na zewnątrz na zalecenia. AHA SUPER. Dostałam zalecenia - wydane przez inną panią, która nie była w stanie odpowiedzieć na moje pytania. Ja nie mogłam zapytać o nic lekarza, bo był tam już kolejny pacjent, a to czego nie wiedziała Pani to znów czekałam aż zapyta lekarza i dostanę odpowiedz. Nie brzmiała najlepiej bo zapisał mi leki, których inny lekarz nie pozwolił mi brać bo wpływają w późniejszym czasie na płód. On natomiast powiedział brać za miesiąc zobaczymy, a starania przesunął by o pół roku. No ciekawe.. ja pi*tfole. Nie mogłam ani zapytać jak ma wyglądać leczenie, czy za miesiąc z pobranej krwi będzie już coś wiadomo? Czy znów będę miesiąc czekać na kolejne badanie..? Tyle pytań a zero odpowiedzi. Znów odliczanie do wizyty.. w dzień dziecka 🥲
Po drugie widziałam na łóżku jak wieźli dziecko ewidentnie po chemioterapii..biedne ☹️gdzie ta sprawiedliwość na tym świecie ..?
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2021, 12:43
Wczoraj coś się posypało... Cały weekend był jakiś napięty, ale wieczorem... Z niczego kłótnia... Przecież my jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nasze kłótnie trwają 30 sekund. Wczoraj wydarzo się coś, co między nami nigdy nie miało miejsca. 2godzinna kłótnia z krzykami, wzajemne obwiniane się... Każdy powiedział za dużo. Nie wiem, co bardziej mnie boli, słowa które wypowiedział, czy te, które usłyszałam. Wiadomo, żyjemy w napięciu, ale dlaczego stajemy się wrogami? Spałam w salonie... Mimo próśb męża, żebym przyszła do łóżka. Dziś pewnie będę w łóżku. Ale mimo, że rozmawiamy ze sobą, nie jest jak wcześniej...
Jadę jutro na AMH. Miałam dobry wynik. Rok temu prawie 4. Ale teraz się obawiam... Trzymajcie kciuki...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia 2021, 20:41
Nawet nie wiem gdzie ostanie pare dni ucieklo. Wrocilam do UK i do pracy, ktora dala mi tak popalic przez ostatnie trzy dni, ze codziennie siedzielam po 12h w biurze. Jednak powoli nadrabiam zaleglosci, bo w koncu sie nazbieralo przez 5 tygodni, mimo ze pracowalam jak w bylam w Polsce.
W poniedzialek czekalam z niecierpliwoscia na telefon od embriologa, oczywiscie zadzwonila jak bylam w pomieszczeniu pelnym ludzi. W pospiechu szukalam cichego miejsca i prawie sie rozlaczylam przez przypadek. Po formalnosciach przekazala mi, ze udalo im sie zamrozic 4 zarodki, 2 z piatej doby (BL 5.2.2 oba) i 2 z szostej doby (BL5.1.1). Gdy przekazalam mi wiadomosc, ze sa cztery lzy mi poplynely mimo, ze mialam troszke nadzieje, ze bedzie 5 i oczami wyobrazni widzialam 7 
Ach ta nadzieja to jest matka glupich 
Musze powiedziec, ze rozmowa z pania embriolog byla bardzo przyjemna, sprawila wrazenie osoby bardzo empatycznej i poprostu milej. Teraz pozostaje nam kolejna kwestia diagnostyka zarodkow. Material genetyczny zostal pobrany i tylko musimy wyslac zlecenie na badanie i oczywiscie pokryc koszt. W glebi duszy chcialabym przebadac zarodki, ale z drugiej boje sie, ze jezeli wszystkie odpadna? Przeraza mnie ta mysl. Z drugiej strony podejsc do transferu i moze w koncu z pomoca Pasnika beta ruszy a na prenetalnych okaze sie, ze ma wade genetyczna? Wiem, ze sama sobie lubie problemy stwarzac i rozstrzasac wiele spraw dlugo zamiast isc za ciosem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2021, 22:55
33+0
Wczoraj mieliśmy wizytę. W końcu u mojego lekarza prowadzącego. 🙂 Młody dalej jest ułożony główkowo. 💪 Szyjka 4,2 cm. 💪 Waga młodego 1871 g, czyli wzrost o niemal 450 g! 💪💪💪 Nadal jest pod 50 centylem, ale jest lepiej, niż było. Teraz z brzuszkiem zrównała się noga, głowa jest do przodu. Wychodzi na to, że Młody będzie mały i grubiutki, bo na USG widoczne liczne fałdki. 🤣 Lekarz się śmiał, że wygląda jak ludzik Michelin i liczył te fałdki czy może się na sześciopak załapie. 😁
Kolejna wizyta 14.10. to będzie już 35 tydzień, więc czeka nas wymaz na gbs.
Zdjęcia tym razem ładnego nie ma. Ciężko już było złapać dobre ujęcie. Mąż nagrał filmiki, ale udało mi się złapać zrzut, na którym Młody nie wygląda jak czarownica. 🤣
![]()
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2021, 01:30
Zrobiłam już dzisiaj bete i progesteron. W nocy wybudził mnie okropny ból podbrzusza, dawno nie czułam aż takiego bólu. Po chwili puściło, ale było na prawdę kiepsko, w pewnym momencie mi się słabo zrobiło i zimne poty mnie oblały. Mam nadzieje ze to nie powtórka z rozrywki 😢 nie wiem czy to czasem nie bylo przez żelazo, bo wczoraj zaczęłam suplementację, wstrzymam się jeszcze z dalszym braniem tych tabletek. Progesteron ładnie poszedł w górę 29,88 beta 26,20. Poranny test z moczu tez oczywiście był, kreska troszkę ciemniejsza niż wczorajsza. Mam nadzieje ze pomimo tego bólu podbrzusza wszystko będzie dobrze i w poniedziałek będzie ładny przyrost bety🤞🏼🙏🏼. Już bym chciała się tą ciąża zacząć cieszyć, a najlepiej wyprzeć z głowy czarne scenariusze.
Miłej soboty 🍀
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2021, 16:40
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.