27 dc / 46 cs

Od kilku dni mam nieodpartą ochotę na wino 🙂 To już kolejny znak, że się nie udało. Wypatrzyliśmy z mężem niedaleko Nas sklep z importowanymi, oryginalnymi produktami włoskimi. Wszystko co najlepsze pod jednym dachem! Mmmmm... nie przeszliśmy obojętnie. Kupiliśmy trochę serów, pepperoni i oczywiście wino z nalewaka! 🍷😋

Bajka. Wypilam dwa kieliszki o pojemności 150 ml, na żadnym etapie mnie nie odrzuciło - kolejny punkt dla "brak ciąży".

Wczoraj miałam też spotkanie w sprawie rozszerzenia działalności w innym gabinecie. Potoczyło się fajnie, chyba nawiążemy współpracę. Czekają na moją decyzję.

A kariotypów nie zrobiliśmy... Dzwoniłam we wtorek do kliniki, aby się zapytać czy można zrobić - uzyskałam odpowiedź twierdzącą. Wczoraj rano pojechaliśmy, a tu Pani "ale my teraz tego nie robimy. Zaczniemy dopiero za 2 tygodnie. Ktoś źle Państwa poinformował" 😠 Super.... Dobrze że do kliniki względnie blisko... Aby nie wyjść z niczym oznaczyłam progesteron - wynik 18 ng, i beta - wynik 0, i tu główny, niepodważalny dowód na brak odmiennego stanu 🧐. Niestety twardy zestaw intralipid+prolutex+luteina+heparyna tego nie udźwignęły. I na prawdę moje kochane... Nie ma cudownych, sprawdzonych sposobów ani na ciążę, ani na cokolwiek. To, że innym coś pomogło wcale, a wcale nie oznacza, że i dla Was to będzie najlepsze. Pozostaje się mimo wszystko leczyć i wierzyć, że natura w końcu zdecyduje, że to "ten czas".

Czwartek u mnie - Warszawa pelna słońca ☀️ Miłego dnia i równie miłego weekendu majowego Piękne!

P. S. Okazało się że moje medyczne skierowanie na szczepienie jest aktualne, więc 8 maja idę się zaszczepić. Mój rocznik będzie mógł się 4 maja zapisywać. Zawsze to kilka dni jestem do przodu. A że obecnie bez leków i przerwa od leków immuno to w zasadzie nie ma przeciwwskazań.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2021, 12:40

Kasiak89 Oczekiwanie 12 marca 2022, 07:10

Chyba jednak owulacja była, tak przynajmniej twierdzi gin. Więc biorę 2x200. Bo 2x100 nie pociągnęło fazy lutealnej.
Jedyny minus- cały czas mi 'mokro'. Organizm chce wypłukiwać te tabletki i produkuję strasznie dużo wody... No chyba, że to ciąża, ale wątpię :p

Ech i jakby brzuch pobolewa. Ale nie doszukuję się niczego, to raczej skutek uboczny luteiny..

Dziś nawet nie umiem wyobrazić sobie, że test wychodzi pozytywny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2022, 23:07

Patt1002 Czekamy na Aniołka 2 maja 2021, 23:52

Nasz synek jest z nami w domku juz prawie tydzień. Jest cudny <3 maleńki <3 NASZ <3
Kochamy go nad życie!
Synku, nosiłam Cię w sercu od pięciu lat. Nie wiedziałam wtedy jaki jesteś cudowny, jak wyglądasz, ani kiedy Cie zobaczę. Dziś moje serce jest tak radosne, że nie potrafię wyrazić tego słowami. Każdego dnia patrzę na Ciebie, tulę, całuję i.... Płaczę... Płaczę ze szczęścia... Bo nie mogę uwierzyć, ze to nam przydarzył sie tak wielki cud <3 Kocham Cię!

Isiozwierz Pamiętnik bez nazwy 5 maja 2021, 16:16

Rano trzymalam juz w rece test ciazowy. Powstrzymalam sie, to za wczesnie, nawet jesli cos by faktycznie z tego bylo. Od wczoraj mam przerozne objawy, ktore oczywiscie sobie prawdopodobnie wyolbrzymiam. Ale co tam - przynajmniej kilka dni w miesiacu wierze, ze sie udalo i moj mozg jest w ciazy ;)
Tym razem mam dosc duzo do przypisywania, bo wczoraj zlapal mnie taki dziwny dyskomfort w brzuchu, raz jeden, raz drugi jajnik, raz srodek, i tak od 16 do wieczora. Teraz zapchany nos, swedzi gardlo, usypiam, raz goraco, raz zimno, temperatura o 15 37.39, z pistoletu 36,9, widzialam chyba kropke(!) krwi na papierze (wow!)z Rownie dobrze moze to byc progesteron I zblizajaca sie @. Ale co tam, pozyje marzeniami hehe ;) mam dobry humor, bedzie dobrze, musi byc :)
A teraz wskakuje w auto i jade do Gamety na moja randke z doktorem ;) wierze, ze jest dobrze :)

Pierwszy transfer 21.04.2021 - beta w 7dpt i 13 dpt <0,2 💔
Nasz pierwszy maluch nie został z nami i najgorsze ze nie można sie dowiedzieć dlaczego 😢

Kasia q **Nic a zdrowi ** 5 maja 2021, 22:04

Hym dawno mnie tu niebhylo ale ja na chwilę
Dziś zaopserwowalam śluz aż się przestraszyłam bo po wyciągnięciu palca z.... Wyciek przezroczysty rozciągliwy ale to bardzo rozciągliwy śluz, miejscami białawy 🙉 po podtwrciu miałam to rozciagiete na całym palcu środkowym 😳
Nie wiem czy to dobrze 🙈

Dzisiaj 2dc.
Procedurę ICSI zaczynam jednak w czerwcu. Mam już wszelkie dokumenty, muszę tylko usiąść i powypełniać.
W przyszłym tygodniu jadę zrobić wymazy i cytologie a 1 czerwca mamy wizytę startową. 😱
Czuję stres.😱😱😱

Kasia q **Nic a zdrowi ** 10 maja 2021, 08:50

Żadnych objawow nawet cyce mnie nie bola jak przed okresem, brzuch nie boli... nic 🙉🤷

Smuzka Czekam na ciążę 🥰 7 czerwca 2022, 12:28

24:DC. Dziś okropna pogoda. Taka duchota. Od 19 DC czuję podbrzusz kucie ciągnie itp.
Wczoraj byłam na budowie u szwagrów i zachciało mi się pomóc nosić pustaki po schodach na górę. Nie były ciężke. Ale za to dziś ma mega zakwas i brzuch mnie boli. Tak no dole. Piersi zrobiły mi pełne ciutke bolą sutki trochę wrażliwe. Więc czekamy

12. doba życia Malinki.

Wpis powstaje od 4. doby życia Malinki.

Nowy etap naszej przygody zwanej Rodzicielstwem. Po etapie niepłodności, po etapie ciąży, teraz widzimy się na żywo. Abstrakcja. Czysta abstrakcja. Dostałam najlepszy prezent urodzinowy. 26.10.2020 r. skończyłam 33 lata. I się zastanawiam, kiedy zdążyłam do tego dorosnąć, przecież dalej jestem młoda i jakoś tak postrzegam się jak 25-latkę 🤦♀️

Urodziła się 24.10.2020 roku (tc: 39+4), godz. 3:30, SN, 57 cm, 3400 gm, 10 punktów na 10. Malineczka Calineczka Blondyneczka. Taki Drobiażdżek Tyci Tyci. (Wybaczcie słownictwo, kalafior ciążowy przekształcił się w kalafior pociążowy, mogę sobie poszaleć troszeczkę).

Podróż Życia Mojej Córeczki:

Środa 21 październik: mam biegunkę. Mam pobudzony apetyt, Malina szaleje w brzuchu - o mamo, ona się przygotowuje, ja też się przygotowuję. Nie odchodziłam od talerza. Przeczucie, że się rozpakujemy do końca tygodnia.

Czwartek 22 październik: dalej zwiększony apetyt i biegunka, brzuch ewidentnie się obniżył.

Piątek 23 październik rano: brzuch obniżył się jeszcze bardziej, na KTG zapisały się skurcze, nieregularne. Położna podpinająca pod KTG stwierdziła, że zobaczymy się po weekendzie na kolejnym zapisie, lekarz stwierdził, że raczej się nie zobaczymy już i sprawa się rozwiąże do końca weekendu, bo szyjka zrobiła się miękka i delikatnie otwarta. Wkurzają mnie jakiekolwiek telefony do mnie czy do Mężusia, ale to strasznie mnie wkurzają! Plus w jelitach chyba nic nie mam, bo cały czas jestem w toalecie.

Piątek 23 październik popołudnie, wieczór oraz noc:
O 16:00 pojawiły się skurcze. Z krzyża. Nieregularne. Próbowaliśmy oglądać film, ale jak nadchodził skurcz, Mężuś pomaga mi go rozchodzić, rozmasowywał plecy, rozgrzewał je. W opisach porodu było napisane gdzieś, że na początku porodu, to w sumie rodzące szukają pozycji aktywnych, chodzenie, spacery, przy drabinkach, a tak pod koniec porodu szukają pozycji przy ziemi, klęk, kucanie. Cóż, u mnie było od razu klęczenie i kucanie. Napieprzało równo. Od 17:00 skurcze zaczęły być regularne. Co 5 minut, po 40 sekund. Mężuś mówi – „Ej, ale to nie tak miało być, przecież miały być narastające, co 20-30 minut, a my chyba do szpitala musimy jechać?” No chyba. Wzięłam prysznic, umyłam włosy, Mężuś nas zapakował, wysuszył mi włosy. Nie chciałam jechać za wcześnie, żeby mnie nie położyli na patologii, ale na pewno nie chciałam jechać za późno. O 19:30 wylądowaliśmy w szpitalu. Dalej skurcze co 5 minut po 40 sekund, dalej z krzyża. W drodze do szpitala miałam kilka skurczy z brzucha. W mojej ocenie – przy skurczach z brzucha to można i drużynę piłkarską urodzić, znacznie mniej odczuwalne, przy tych skurczach można sobie stosować wszelkiego rodzaju techniki oddechowe, kołysanie biodrami. Ale przy tych z krzyża, człowiek zamienia się w zwierzę.

Przy wejściu na izbę przyjęć domofon. Mężuś przeprowadza taką oto rozmowę (początek rozmowy to początek mojego skurczu):
- Dobry wieczór, można wejść?
- A w jakiej sprawie?
- Rodzącą przywiozłem.
- …
- Halo, może nas Pani wpuścić?
- Najpierw proszę opowiedzieć jak wygląda sytuacja.
- Yyyy, no rodzi, skurcze ma (w międzyczasie odstawia walizkę i pomaga mi w skurczu, drze się do domofonu z pozycji klęczącej, żeby go było słychać).
- A czy są Państwo zdrowi? Czy mają Państwo jakieś objawy infekcji?
- Nie jesteśmy chorzy, nie byliśmy za granicą, od 3 tygodni rodzice robią nam zakupy, a my nigdzie nie wychodzimy, żeby nic nie złapać, czy teraz może nas Pani wpuścić?
- Samą rodzącą.
- A walizki?
- No niech będzie, do drugich drzwi może Pan podejść.

Przechodzimy do drugich drzwi, skurcz. I ładuję ręką w ścianę. Mężuś wie, że jak mnie coś boli, lubię sobie pozderzać ręką w udo, ręką w ścianę, ręką w cokolwiek, bo wtedy odwracam uwagę od tego bólu, a zajmuję się tym, że ręka mnie boli. Mężuś pomaga, rozmasowuje, mówi, jak świetnie nam idzie. Ok, skurcz minął. Idziemy. Babeczka odbiera moje walizki, mam iść na fotel, oni patrzą na dokumenty. Sprawdzają rozwarcie. Szalony 1 cm. Przy takich skurczach byłam przekonana, że mamy z 5 cm. Załamało mnie to strasznie. Podłączyli pod KTG. Potem kazali przejść do lekarza. A i wypełnić stos dokumentów. Wypełniałam dokumenty (RODO, korona wirus, uczulenia na leki, przyjmowane leki – i tak codziennie byłam pytana, jakie leki przyjmuję i z jakiego powodu, to przepraszam po kija ja to wypełniałam?) oczywiście mając skurcze. Znowu kucnęłam. Położna mówi, że powinna mi opaskę założyć. Odwarknęłam jej, że dziękuję za opaskę, za to jakby miała ciepły kompres na plecy, to chętnie skorzystam. Jak się skurcz skończył przeprosiłam za obcesowość, powiedziałam, że mnie boli w trakcie i że już idę po opaskę (święta sprawa w szpitalu). Lekarz zrobił usg, waga szacowana 3600 g, błąd pomiaru 500 g. Zrobił mi wymaz w kierunku korony. Pobranie z dwóch dziurek nosa, głęboko. Do tej pory nie mam wyniku. Stwierdzili, że gdyby był negatyw, to szybko byśmy wiedzieli. Na usg musiałam usiąść, bo jak Ci wali z pleców, to naprawdę ostatnie, co chcesz robić, to leżeć. Potem Położna powiedziała, że może ona powypełnia te dokumenty, bo zanim ja je wypełnię, to urodzę na izbie przyjęć. Przebrałam się, Mężuś wszedł, zabrał kurtkę, buty i wyszedł, a mnie zawieźli na porodową. Mężuś mógł wejść dopiero przy 3-4 cm rozwarcia – nie bardzo ogarniam dlaczego. Na porodowej sprawdzili – rozwarcie dalej około 1 cm. Maskę kazali założyć – delikatnie dałam do zrozumienia, że pie.dolę i mogą mi sami zakładać na siłę. Położna (taka główna w porodzie) stwierdziła, że w sumie to nie jest pytanie czy będziemy mieć koronę, ale pytanie kiedy. Dalej chodziłam po ścianach, na poziomie parteru w sumie. Miałam oczywiście wszystkie szpargały polecane na szkołach rodzenia – piłeczkę jeżyka, żelik do rozgrzewania, olejki zapachowe, płyn do płukania jamy ustnej. Srutututu. Dzięki Bogu za Mężusia, który władował mi do torby ogrzewacze chemiczne. Nie miał mi kto zagrzać żeliku, ale ogrzewacz chemiczny przełamałam i w trakcie skurczy przykładałam sobie do krzyża – było lepiej. Zabawa była też z zakładaniem wenflonu. Wszedł za trzecim razem. W rozmiarze dziecięcym, oczywiście jest to wina moich „zastawkowych żył”. Położna kazała iść pod prysznic. Pod prysznicem 3 skurcze spoko, kolejne 3 bolesne tak samo jak bez prysznica. Przyszła do mnie i się pyta, co się dzieje. A ja się popłakałam. Nie z bólu, raczej ze słabości własnego ciała. Sprawdziła rozwarcie, było 4 cm, mogli mi podać znieczulenie. Przyszedł anestezjolog. Anestezjolog – filozof. Pielęgniarka anestetyczna mnie ułożyła, on coś tam pitolił o znieczuleniu. A ja czułam skurcz. Mega. Zerwałam z siebie pulsykometr i ciśnieniomierz, bo ja na leżąco (nawet na boku) nie będę mieć skurczy, o nie. Na co anestezjolog stwierdził, że jak ja tak agresywnie reaguję, to on mi nie założy znieczulenia. Po skurczu powiedziałam mu, żeby zakładał między skurczami po prostu. W ogóle w międzyczasie pier.olił trzy po trzy, że przyjechałam ze strefy z taaaakąąąą ilością zakażeń. No. Z żółtej strefy do czerwonej przyjechałam. Taaa. Przy jednym skurczu poprosiłam pielęgniarkę anestetyczną, żeby mi podała rękę – mam tak, że potrzebuję bliskości innej osoby. Po prostu. Mężusia jeszcze przy mnie nie było. A ona na to: „Ja tymi rękoma to do rana będę pracować”. No i? Że tak się zapytam – w szpitalu mydła nie ma? Płynów dezynfekcyjnych? Anestezjolog dalej coś pitolił o koronie. A mi waliło z krzyża. I musiałam siedzieć bez ruchu. Pomagało mi rozmawianie z Maliną, mówienie jej, że świetnie sobie radzi, albo wywoływanie na głos Mężusia. Pierwszy skurcz na znieczuleniu i można oddychać, można pochodzić pionowo. No jaka różnica. Wow. Mężuś wszedł i aż się popłakałam. Wiem, że ta faza do momentu podania znieczulenia przebiegałaby inaczej, gdyby on mógł mi towarzyszyć i uśmierzać ból. Wszedł z plikiem dokumentów do wypełnienia, część z nich się powtarzała z tymi z izby. Jak uzyskaliśmy 8 cm rozwarcia to wody puściły. Takim chluśnięciem amerykańskim, położna zalana – przepraszam najmocniej. Potem jakoś rozwarcie stanęło na tych 8 cm, dlatego około 2:00 podali mi minimalną dawkę oxy. O 3:00 mieliśmy pełne 10 cm. Jak wcześniej potrzebowałam uderzać w ścianę, tak teraz zamknęłam się w sobie i w ciszy parłam. Jedyne, co powiedziałam, to, że jest mi gorąco. Mężuś mnie rozebrał (a takie rozeznanie zrobiłam w sprawie koszul porodowych!) i się rodziłyśmy nago. W pewnym momencie usłyszałam od położnej „Zaraz Ci powiem, jaki ma kolor włosków” – „Jest blondynką” – „Daj mi na chwilę rękę”. I położyła moją rękę na wyłaniającej się główce Malinki. Aż się popłakałam. Powiedziała mi też, że krocze elastyczne i będziemy chronić. Za chwilę Malina była na świecie, na naszym świecie, a ja, w zasadzie my, popłakaliśmy się. Położyli mi ją na brzuchu, taką długą, umazianą, wrzeszczącą, czerwoną, z pępowiną i z bujną blond czupryną. Krocza nie udało się ochronić, ale stwierdziła, że pękłam mniej niż przy nacięciu. Pękłam, bo Malinka przyszła na świat z rączką przy twarzy. Do tego mam otarcie, które krwawiło bardziej niż pęknięcie i z tego powodu je zszyli. I jeden hemoroid. Najbardziej dotkliwy jest hemoroid.

Skóra do skóry, ssanie małego Niuchacza też było. Po 2 godzinach Mężuś zabrał mnie pod prysznic przy słowach salowej „proszę sobie założyć podkład, bo nam Pani czerwoną ścieżkę zrobi” (3 metry czerwonej ścieżki na Sali porodowej, no losie, kto by pomyślał?), Malinę zważyli, zmierzyli. Po wyjściu z prysznica, salowa powiedziała do mnie: „zalała Pani poduszkę krwią”. Olałam, udałam, że nie słyszę. Dobrze funkcjonowałam, to chyba ta adrenalina, że zaraz zostanę sama, bez Mężusia. On potem pozabierał zbędne szpargały, a nas przewieźli na poporodową.

Aaaa. Pozwalali mi pić wodę, niekoniecznie pozwalali jeść. Ale. Zrobiłam koktajl białkowy (mleko kokosowe, białko dla sportowców, kakao, zmiksowane maliny) do kubka termicznego. Jak nikogo z personelu nie było na sali, to sobie popijałam, żeby nie opaść z sił.

Karmienie piersią.
Zaraz pierwsza położna, jaka przyszła po zgłoszeniu bólu powiedziała mi, że jeden – dwa dni mają boleć, a potem przejdzie. No dobra. Z tym przeświadczeniem starałam się przetrwać pierwszy dzień i pierwszą noc. Pierwszej nocy Malina była przy piersi prawie 5 godzin z 10-minutowymi przerwami. I patrzyła na mnie tymi swoimi głębokimi oczami, nie zapomnę ich do końca życia, jak jeziora. Potem się zorientowałam, że to oznaka głodu była. Zdesperowana po około 8:00 poszłam do położnych z kapturkami na piersi. Oczytana hafiją i wrózką cycuszką wiedziałam, że użycie kapturków należy skonsultować. A w nocy sobie powtarzałam, że chcę do domu, do Męża, ja chcę wyjść i frustrować się we własnych czterech ścianach, nie była za ciekawa ta noc. Pojawiła się myśl, że może ją (Malinę) zostawię w dyżurce na trochę, a sama się prześpię. Trzymały mnie przy życiu smsy od Mężusia „Pamiętaj, najpierw laktator i podanie Twojego, potem bank mleka kobiecego, potem znowu laktator, potem możesz próbować modyfikowane”, „Wierzę w Ciebie, niedługo będę Twoimi dodatkowymi rękoma” itd. Położna Michalina (love you forever) przyszła do mnie, sprawdziła, czy jest mleko (jest), jaka jest budowa piersi, jakie jest wędzidełko. Super. Wszystko super. „Aż tak Panią boli?” – „No, wczoraj usłyszałam, że pierwsze doby ma boleć” – „No tak, ale mamy ból fizjologiczny i ból patologiczny, jeśli ktoś syczy, płacze lub krzyczy z bólu, to jest to ból patologiczny”. Powiedziała, że źle ją przystawiałam. Z powodu dużych brodawek i dużych otoczek Malina nie potrafiła złapać całości, tylko fragment i zmiażdżyła mi brodawki. Do tego stopnia, że sama lanolina nie wystarczyła. Kapturki byłyby dodatkową przeszkodą, bo musiałaby łapać jeszcze więcej. Najpierw położna pokazała mi, jak ją przystawiać i tego dnia za każdym razem przychodziła i przystawiała mi ją do piersi. Sama miałam wrażenie, że do tego całego karmienia piersią to trzeba trzeciej, czwartej, piątej, a także i szóstej ręki, bo tu spłaszczyć, włożyć, tu trzymać dziecko, tu jeszcze masować pierś w kierunku wypływu pokarmu, żeby nie dopuścić do zastoju. Znalazła mi też próbki kompresów Multi Mam. Super sprawa na poranione brodawki. Pod koniec zmiany przyszła sprawdzić jak nam idzie. To było 12 godzin różnicy, a ja nie ryczałam nad córką z bólu. Owszem ranki były, ale już w fazie leczenia. W nocy zaglądała kolejna położna. Ale już nie na każde karmienie. A jak udało mi się Malinę przystawić 3 razy z rzędu bez bólu – byłam z siebie taaaakaaaa dumna!!! A następnego dnia okazało się (tu dzięki salowej), że w poniedziałki, środy i piątki na oddziale jest doradca laktacyjny. Choć to był dzień wypisu, stwierdziłam, że skorzystam, może powie coś jeszcze. Dodała, że Malina jest w takim wieku, że rośnie, a jak rośnie, to usteczka też jej urosną i łatwiej jej będzie chwytać całość. Pokazała jak pionizować po jedzeniu, jakie są oznaki przełykania. No i też, co ważne pokazała, jak trzymać główkę dziecka – niemowlęta nie lubią dotyku punktowego, dlatego obejmujemy palcami, ale opuszki nie dotykają główki dziecka. Zaprezentowała to na mnie i faktycznie – włącza się agresja przy punktowym chwycie za głowę i kark. W szpitalu pojawił się też nawał. Od razu zostałam poratowana okładami chłodzącymi oraz próbą z laktatorem. Szpitalnym. Końcówki sterylne, wydawane bezpłatnie w razie konieczności. Przy pierwszym podejściu (i jedynym szpitalnym) zebrało się 8 ml z obu piersi. Po tej próbie zyskałam również przekonanie, że wróżka cycuszka ma rację, że nie każdy laktator jest dla każdego. Szpitalna medela jedną pierś objęła, drugiej niestety nie.

Co mi się przydało, a co się nie przydało:

Sala porodowa:
Nieprzydatne: piłeczka jeżyk, płyn do płukania jamy ustnej, żelik chłodzący, mały ręcznik, mentosy, olejki zapachowe, skarpetki bawełniane.
Przydatne: duży ręcznik, ogrzewacz chemiczny, klapki pod prysznic, ciapy, koszula porodowa, cienki szlafrok, woda, koktajl białkowy, termos z herbatą.

Pobyt w szpitalu:
Miałam dwie koszule na sam pobyt w szpitalu, z uwagi na wzmożoną potliwość przydałaby się trzecia. Ale sąsiadka z sali miała tylko jedną, także, kto, co lubi. Zapomniałam spakować podkładów higienicznych na łóżko – położne dawały. Miałam dwa ręczniki kąpielowe, o jeden za dużo. Wykorzystałam 4 pary majtek siateczkowych, a spakowałam znacznie więcej. Od razu założyłam, że w szpitalu nie będę ich prać. Lanolina w próbkach. Super sprawa, bo wykorzystałam szybko i od razu opakowanie szło do kosza. Próbki wkładek laktacyjnych. Wykorzystałam tylko 2 pary, dlatego nie było sensu zabierać całego opakowania (w domu mam wielorazowe z wełny meryno, które są zalanolinowane i są super mięciutkie i delikatne dla skóry piersi). Spakowałam 2 staniki do karmienia, przydał się jeden. Skarpetki przydały mi się tylko na wyjście, w trakcie pobytu nie korzystałam z nich. Spakowałam 3 komplety ubrań dla Malinki oraz kilka zapasowych sztuk. Faktycznie z tych zapasowych skorzystaliśmy, bo tu się ulało, to się posrało, tu nie potrafiłam pieluchy zmienić, tu mnie zaskoczyła smółka, że to nie tylko jedna pielucha (!!!). Nie miałam poduszki do karmienia, bo nie wiedziałam, w jakich pozycjach będziemy się karmić. Najczęściej wjeżdża pozycja spod pachy lub klasyczna, dlatego zaraz po przyjeździe do domku zamówiłam rogala do karmienia.

Jedzenie szpitalne było sensowne, ciepłe i było go sporo, niemniej bardzo się cieszę z własnej aprowizacji (małe opakowanie miodu, mały słoik dżemu, serek kozi do smarowania, kilka torebek rooibos, rzodkiewki, jabłka, banany, domowa granola, domowe batoniki śniadaniowe (niezastąpione tuż po porodzie, a przed śniadaniem szpitalnym), woda kokosowa (podobno lepiej nawadnia niż woda mineralna), muszynianka, woda mineralna. Zostały mi tylko czekolady, reszta została zjedzona.

A tu moja Princeska, w zasadzie jej cudne włoski z naszymi okularkami:
https://naforum.zapodaj.net/7bc528f54964.jpg.html

Wszystkim Staraczkom życzę tak szczęśliwego zakończenia ich własnych historii.

10 dc

Od kwietnia bez suplementów. Pół roku od rzucenia papierosów Morfologia na poziomie 3%. Uważam że to kiepski wynik. Liczyłam na efekt wow. Najwidoczniej te papierosy nie są aż tak szkodliwe na plemniki jak wszyscy mówią. To ostatnie statystyki mojego męża bo powiedział że więcej już na to badanie nie pójdzie. I ja to szanuje. W następnym tygodniu laparoskopia. Niby się cieszę ale jednak boję samego pobytu w szpitalu. Mam nadzieję że szybko zleci i raz dwa dojdę do siebie. Ciekawa jestem jak to wpłynie na mój cykl. Czy coś się przestawi, czy następna @bedzie w terminie?

Efekt - puste jajo...

aster Plan B. 27 lutego 2021, 20:18

9 dc, 34 cs.
Dzisiaj przy okazji porządków wygrzebałam swój stary pamiętnik. Przeczytalam do chyba pierwszy raz od kiedy zostal napisany. Teraz żałuję, że tak krótko go pisałam, bo niesamowicie jest spotkać kilkunastoletnią siebie.

Lato 2007.
Pierwszy wpis w dniu moich 16-tych urodzin. Jestem zwyczajną, nieśmiałą dziewczyną, która właśnie skonczyla gimnazjum, którego nie cierpiała, ma wielkie nadzieje co do nowej szkoły i długo wyczekiwanych wakacji. I czeka... (W czekaniu zawsze byłam dobra😛) Jak każda nastolatka czeka na wielką miłość. Przy czytaniu szeroko uśmiechałam się do siebie. Byłam głupiutka i naiwna, ale była w tym szczerość. Wyobraziłam sobie, że mówię do siebie sprzed lat: Kochana, doczekasz się ❤️ A będzie to tak: za 2 lata przeżyjesz pierwszą miłość. Krótką jak mgnienie oka, ale zapamiętasz ją na całe życie. Potem będziesz odważniejsza, nie będziesz tylko czekać, będziesz szukać. Przewinie się w Twoim życiu kilku mężczyzn, których imion nie warto zapamiętywać, a za 5 lat stworzysz prawdziwy związek. Będziesz myślała, że to miłość Twojego życia, jednak okaże się największym rozczarowaniem. W końcu, kiedy będziesz już myślała, że pisana Ci jest samotność, poznasz człowieka, który zmieni wszystko. I chociaż nie będzie tak, jak teraz sobie to wyobrażasz, to warto czekać. Wydarzy się to za 7 lat. A teraz żyj, baw się, bo ten czas już nie wróci.

Widzę pewne analogie do obecnej sytuacji. 😉Wierzę, że za kilka lat przeczytam ten obecny pamiętnik i powiem: Kochana, doczekasz się. Może nie będzie tak, jak sobie to teraz wyobrażam, może mnie czekac długa i wyboista droga, ale to czego tak pragnę, przyjdzie. W swoim czasie ❤️

Jutro zaczyna się maj... ten przeklęty dla mnie maj... co mnie spotka w tym roku? Znowu smutek i żal? A może dla odmiany los spłata mi figla i będzie jakaś miła niespodzianka? Tak bardzo chciałabym, aby ten miesiąc już minął... niby wszystko budzi się do życia, w powietrzu czuć miłość, a jednak nie dla wszystkich. Nigdy nie zrozumiem takiego zbiegu okoliczności, a może tak musiało być?
Z badań zrobiliśmy dotychczas chyba wszystko co możliwe...troche mnie to przytłacza, bo jak gdzieś chodziłam, jeździłam, szukałam to miałam tą świadomość, że działam, że próbuję nadal szukać przyczyny, a teraz? Teraz pozostaje tylko czekać na te piepszone II i wdrożyć leczenie... no i żeby nie było za pięknie to @ w tym miesiącu ma przyjść a dniu, w którym urodziny miała by moja J... 4 lata...moje pierwsze dziecko miałoby już 4 latka 😭 jadę dzisiaj odebrać dla niej kwiatki, które przywiozła mi znajoma z hurtowni kwiatów i sama chcę zrobić jej stroik i znicze..choć tak mogę dać jej coś od siebie.
Zapisałam się do psychologa. W sumie sama nie wiem po co, ale się zapisałam. Jestem osobą,która woli sama rozwiązywać swoje problemy, więc wątpię, aby psycholog mi pomógl,no ale niech będzie...pewnie ppwie to samo co mi powiedziała baba po śmierci P, że to żałoba i trzeba ją przejśc, no także tyle mi pomogła poprzednia psycholog jakbym sama tego nie wiedziała... dodatkowo wczoraj pożarłam się z M, a od wczoraj śluz płodny, więc tyle było ze starań.
Leki:
-euthyrox 50
-acard 75
-symformim xr 2x750
-prenatal uno
-medargin
-wit d dodatkowo

Marta9014 Nadzieja na lepsze jutro 10 maja 2021, 12:11

8dc
Zapisalam sie dzis na monitoring. Będzie to 15 dzień. Ciekawe czy bedzie przed czy po. A może wcale 🤔.
W tym cyklu zaczęłam brać NAC, ovarin i olej z wiesiolka. Zobaczymy czy coś pomoże. W sobote byliśmy na szczepieniu. Ręka juz prawie nie boli. Wczoraj miałam okropny ból głowy. A po spacerze tak mega oslablam. Dzis jest lepiej Ale jeszcze tak nie swojo się czuje. Dobrze ze ten tydzień mogę pracować w domu. ☺️
Starań przez szczepienie nie przerywamy. Szkoda marnować cyklu. Najwyżej kolejną dawkę przełożę jeśli się teraz uda🤭

rudaa95 Staranie o drugie dziecko 24 kwietnia 2025, 14:51

7 grudnia , 31 dc

37.39 - tyle pokazał termometr owulacyjny . Nigdy nie miałam takiej temperatury . Test ciążowy pokazał jakiś lekki cień ale obawiam się że jeżeli coś było to widocznie nie przetrwało ..
Dziś wychodzę że szpitala. Jestem okropnie obolała i osłabiona.
Nienawidzę być zależna od innych ..

rudaa95 Staranie o drugie dziecko 12 maja 2025, 14:06

12 maja 2025 , 17 dc

Puste kółko na clearblue , temperatura lekko w dół .

To dziś oficjalnie mój mąż kończy 30 lat.
Jeśli kiedyś coś się wydarzy i trafisz na ten pamiętnik , to wiedz że kocham Cię całym sercem i jestem ogromnie wdzięczna Bogu że jesteś obok mnie 🩵❤️

Rozmawiałam z ginekologiem na teleporadzie .. powiedziałam że zapomniał wypisać mi recepty. .
I zapytałam czy jest możliwość zmienienia na inny progesteron. A on że tylko na luteinę ale on ja odradza , że duphaston ma lepsze właściwości na początku ciąży itd itd.
Poddałam się , nie mam już sił go prosić o coś innego. Jeszcze dwa miesiące . Jeszcze tylko tyle i będę szukała kogoś innego bliżej nowego mieszkania .

Well, moja wiara w kobiecość wygasła.
Dzisiaj wiadomość: moja kuzynka jest w ciąży.
To miał być nasz rok.

Myślę, że niestety 2 lata starania byly o nic, pewnie większość cykli miałam bezowulacyjnych (luf)

Suplementacja trwa, czy plemniki się poprawią?

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 7 października 2021, 10:40

Hmm... Nie wiem czy nie zaczyna się jakieś plamienie. Póki co bardzo subtelne, więc ciężko stwierdzić. Jutro badanie krwi. Jeśli to ciąża i poronię albo jeśli się okaże, że to w ogóle nie ciąża tylko jakieś zaburzenia cyklu to OFICJALNY KONIEC ZE STARANIAMI JAKIMIKOLWIEK. I będę się cieszyć tym, co mam. Bo mam wiele.

milola86 "Mamo..." 26 listopada 2013, 17:34

Ciąża rozpoczęta 7 maja 2013

30/04/2021
Dziś przypomniałam sobie o ovu....i o moim pamiętniku....który tak został w pół słowa niedokończony.
No cóż nie będę się rozpisywać. Od ostatniego wpisu minęło prawie 8 lat... W tym czasie z milion razy usłyszałam „MAMO” skierowane do mnie :)
Wypowiadają je na przemian moje dwie córki :)
Pierwsza urodziła się z ciąży o której ostatnio tu pisałam, druga równe 3 lata po niej :) Między nimi miałam jeszcze jedna stratę... Ale najważniejsze, ze marzenia się spełniły. Jestem Mamą...i kocham ten stan... choć czasami dają mi popalić, te moje dwie Gwiazdeczki :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2021, 20:19

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)