8 dc
@ w koncu minęła. Dobrze, bo zaczynałam się powoli martwić. Teraz będę mogła z mężem na nowo rozpocząć starania. Czekam na owu z ogromną niecierpliwością. Tyle zdjęć u znajomych, którzy dodają fotki swoich małych dzkeciaczków, a ja przy tym ciągle zadaje sobie pytanie... dlaczego... dlaczego ja nie mogę? Mam ogromną wiarę i nadzieję, że w tym cyklu się uda.
20 dc, 7 doba
Dostałam protokół z mrożenia.
Mam 4 blastki 3x 4.2.2 i 1 x 4.1.2, czyli 2 nie przetrwały. Trochę mi smutno ale grunt, że nam 4 szanse.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2021, 18:30
Następnego ranka (Koło południa, bo rano to ja wróciłam z pracy) uświadomiłam sobie, ze to jednak nie był sen... że naprawdę może być źle...
Zdecydowałam się, nie wiem za co, ale muszę zrobic nifty, nie wytrzymam prawie miesiąca czekać na wyniki amniopunkcji...
Jest koniec września, czas na polowkowe, a ja na kwarantannie covidowej... nie, nie miałam covida, ale spędziliśmy tydzień w domu, bo koleżanka z pokoju w pracy miała, pracowałam zdalnie, test był negatywny, ale badanie trzeba było przełożyć...
19+5
Duża część rodziny już wie, że jestem w dwupadku i zaczynają dopadać mnie lęki. 🙈 Wszyscy się bardzo cieszą, bo tyle razem z nami czekali. Co jak coś znów pójdzie nie tak? ☹️ Chyba już do końca nie opuści mnie ten lęk. Cały czas czekam na wyraźne ruchy, żeby w końcu spuścić powietrze. 😪
🖤
Ostatnie dni były dla nas bardzo trudne.
Nasz kolega popełnił samobójstwo. Nie mogę w to uwierzyć. Przeglądam jego zdjęcia i nie wierzę, że już go nie ma. Że nie będzie wypadów na piwo, nad jezioro. Nie będzie spotkań, rozmów, śmiechu.
P, co Ty zrobiłeś !?💔😭
Wczoraj Go pochowaliśmy ale ja dalej nie wierzę.... 😢
Mam tylko nadzieję, że tam jest Mu lżej i z góry widzi dla ilu osób był ważny i ile osób Go kochało. ❤️ Nadal kocha. 😢
🖤
Zrobiłam to. Po 3 latach stania i czekania złożyłam wózek i schowałam do szafy. Szkoda mi go póki co sprzedawać,bo kupiliśmy nowy, a bym musiała go sprzedać pewnie za połowę jakby dobrze poszło. Jeśli mi się nie przyda, to dam go w prezencie przyjaciółce, jeśli urodzi dziecko. To duży postęp,bo ten wózek był dla mnie znakiem, że będę walczyła, że się uda. Teraz zwątpiłam, więc nie chcę go widzieć...może to głupie,ale codziennie gadałam do niego,że w końcu doczeka się właściciela..
Zycie nie byloby soba gdyby cos sie nie popieprzylo. Moj poprzedni post byl poukladany, z dokladnym planem dzialania itd.
We wtorek polski rzad postanowil mi pokrzyzowac plany wprowadzajac obowiazkowa kwarantanne (10 dni) dla tych przyjezdzajacych z UK chyba ze masz dwie dawki szczepionki i minely 2 tygodnie od drugiej dawki. Maz ma szczepionke we wtorek a ja dopiero w sierpniu. Niestety tutaj wszyscy wala drzwiami i oknami na szczepionke, wiec terminy odlegle. Od srody grzebalam w ustawach i rozporzedzeniach szukajac czegos co by mnie moglo zwolnic z kwarantanny na czas moich wizyt w klinice. Zadzwonilam na infolinie ( inspektorat cos tam) pan powiedzial,ze jak przylece mam sie zglosic do nich i oni napisza prosbe do sanepidu o zwolnienie, ale on niczego nie gwarantuje. Swietnie poprostu rewelacja. Juz widze poziom mojego stresu w drodze do Polski a potem uzeranie sie z urzednikami

Dzisiaj rano wstalam skoro swit i poszlam do punktu szczepien. Warunkiem aby otrzymac szczepionke z marszu to uplyw minimum 8 tygodni od pierwszej dawki. U mnie minely 5.5 tygodnia! Podchodze do ochroniarza i prosze o rozmowe pania manager ze wzgledu na wyjatkowe okolicznosci. Przychodzi kobietka. Zaczynam tlumaczyc a ona mi przerywa, ze musi byc minimum 8 tygodni i ona nie moze mi dac bo bedzie miala klopoty. Lzy mi naplywaja do oczu i mowie, ze rozumiem, ale pytam jednoczesnie czy moge gdzies zadzwonic, aby probowac dalej. Pani pyta o wiecej szczegolow, wiec mowie, ze wydajemy nasze oszczednosci, wszystko zaplacone i zalatwione z praca u mnie i meza! Kobieta mowi, ze pojdzie przejrzec wytyczne z ministerstwa czy jest tam zapisane, ze na bank musi minac 8 tygodni. Nic nie obiecuje. Siedze jak na szpilkach, spocona po 5 minutach jak pies. Wraca, patrze na nia a ona sie usmiecha i kiwa glowa na tak. Tlumaczy, ze nie ma tego wymogu w zaleceniach ale robia to ze wzgledu na to, zeby jak najwiecej osob dostala pierwsza dawke. Ide w kolejke a raczej frune nad podloga, bo jestem szczesliwa, ze ta pani poszla i sprawdzila wytyczne. Jestem po drugiej dawce Pfizera ( reka i glowa boli), ale usmiech nie schodzi mi z twarzy. Maz sie smial, ze mam sile przebicia i ide w zaparte! Nie ciesze sie jednak az tak bardzo, bo zycie mnie nauczylo, ze za chwile cos sie moze stac. Nie zapominajmy, ze pandemia trwa i trwac jeszcze bedzie dlugo.
Kolejny krok.... to wyslanie prosby o certifikaty Covidowe jak tylko maz dostanie druga dawke.
Dziewczyny trzymajcie kciuki, zeby udalo nam sie przyleciec do Polski i rozpoczac stymulacje.
Milej soboty 
15dc
Dzień transferu. Od rana byłam jakaś spokojna, wczoraj wieczorem jeszcze nerwy i stres a dzisiaj tylko spokój.
Ubrałam sukienkę, tę samą w której jechałam na transfer dokładnie 23 miesiące temu, kiedy zabraliśmy do domu Tadzia. Ta sama sukienka, te same buty. Na szczęście. Proszę, niech mi to przyniesie szczęście.
🙏🏻🙏🏻🙏🏻
16dc - 3 doba
Niestety transfer odroczony ze względu na powiększone jajniki i obecność jakiegoś płynu.
Ja czuję się dobrze i w zasadzie nic mnie już nie boli ale lekarz mi wyjaśnił, że ciąża i produkcja hcg nie pozwala jajnikom dojść do siebie a wręcz mogą jeszcze urosnąć. Dodatkowo może zebrać się więcej tego płynu ( nie ma go dużo ale jednak jest) i również może nieść ze sobą powikłania.
Trochę mnie to rozczarowało ale mój promyczek ma tam zamieszkać na dlugie 8 miesięcy i musi być mu tam wygodnie, ciepło i przytulnie więc poczekam cierpilwie na okres i po owu przyjmę mojego zucha. 🤰
Po USG znowu czułam ten kij w tyłku i jajniki też pobolewaly. Nie znam się i w sumie nie wiem czy to mocno dużo ale wiem, że moje jajniki mają po ok 7cm. Wydaje mi się, że normalnie mają ok 3?
Po USG zeszłam z lekarzem do chyba pracowni embriologicznej i pokazano mi na monitorze komputera 6 moich zarodków.
5 z nich bardzo dobrze rokuje i mimo, że są w 3 dobie to doganiają 4 dobę. Jeden jedyny jest w tyle ( odpowiada drugiej dobie) ale pani embriolog twierdzi, że ma szansę ruszyć i trzeba dać mu szansę. Zgodnie z lekarzem i kierownikiem laboratorium embriologicznego wszystkie zarodki hodujemy do 5 doby. Także czeka mnie telefon chyba w czwartek. 😊
Jak sobie przypomnę ich obraz i jak pani embriolog mówiła o nich tak dobrze to uśmiech sam mi się ciśnie na twarz. I prawdopodobnie nie wykorzystam ich wszystkich ale nie wyobrażam sobie, żeby któryś nie przetrwał. One są już w moim ❤️.
❤️In vitro jest cudem. ❤️
Chce mi się płakać że wzruszenia na myśl o moich promyczkach. 😭
Ja już kocham. ❤️❤️❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2021, 19:59
35 dc
Jestem tak strasznie zła że nie da się tego opisać. Chcę mi się płakać ze złości 😡 😭 dzwoniłam dziś do szpitala, mam się kontaktować z lekarzem, lekarz będzie w pon w przychodni do której chodzę, nie wiem na czym stoję, w pracy wprowadzili zastępstwo za moją osobę, zmienili grafik a ja nie wiem czy i kiedy idę do szpitala. Kilka lat okres zawsze na czas a teraz... 😡😡😡 Lekarz w przychodni zaczyna pracę o 15 30 a o 16 mam być w szpitalu na teście covid... 😢 Nie mam do lekarza numeru by się z nim skontaktować, pracuje też w szpitalu bo to on ma ta laparoskopie wykonać ale nie znam jego godzin pracy... KURWA! 😡😡😡
PS. Test ciążowy negatywny. Jestem jakieś 15-18 dni po owulacji.
25+0
Dziś znów wizyta. Maluch niestety malutki, ale to chyba znów wina pomiarów jak zwykle u tego lekarza. Kość udowa zmierzona na 22+6 sprawiła, że szacowana waga synka wynosi 603 gramy 💙
Niestety szyjka znów się skróciła na 2,9 cm 🥺 Okropnie się boję, jak wróciłam do domu to się popłakałam. Boję się, czy mój głupi organizm wytrzyma do w miarę bezpieczniejszego momentu.
Wizja 30+ tygodnia jawi się jak jakaś super odległa bajka. Tylko 3 tygodnie do 28 tc, tylko albo aż 5 tygodni do 30 tc.
Na najbliższe 3-5 tygodni mam tylko w planach leżenie, leżenie i leżenie. Jedynie będę musiała się przenieść do domu rodziców za miastem na 10 dni. Około godzina drogi ale mam nadzieję, że dam radę 🙏🏼
Ignasiu rośnij kochanie moje. Szyjko, trzymaj dalej.
Czas mijal, próbowałam pracować, a i tak chodziłam od lekarza do lekarza do lekarza... dopiero niedawno ktoś mi zasugerował, ze inny lekarz powiedział przy podobnych wynikach o preeklampsji, gestozie, nadciśnieniu ciążowym... ja nadciśnienie? Niemożliwe, wiedziałabym o tym...
Spojrzałam w kartę ciąży, jak miałam do 120, tak 2tygodnie przed śmiercią małej ponad 140...
Podobno z przepisami na etapie polowkowego małej nie dało się już pomoc -córeczko, wiesz że gdyby mamusia wiedziała ze może Ci w jakikolwiek sposób pomóc, zrobiłaby to...
Co dalej? Lekarze optymistycznie mówią ze heparyna, acard pomoże, jeżeli będę brac przed 12tc to sie sa...
Czy im wierzę? Nie wiem, tak cholernie boję się, ze już nigdy nie będę w ciąży, a co jeśli będę i...?
13 dc.
Choć w sumie nie ma to znaczenia. Mam w głowie tylko jedną myśl. A może nie powinniśmy być rodzicami.
Od miesiąca jesteśmy w Polsce. Wróciliśmy już na stałe. Kilka tygodni na odpoczynek nam się przyda po tych 10 latach. Trochę się boje zaczynać wszystkiego od nowa, ale wizja rodziny blisko mnie sprawia, ze bardziej się cieszę niż boję.
Sprawy urzędowo papierowe prawie pozamykane. Za kilka tygodni jedziemy nad morze. Nie mogę się doczekać.
Już nawet przestałem liczyć jaki to miesiąc starań ale wiem, że około 41 dzień cyklu….
Może tym razem nam się uda….. 😉
Ann xx
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2021, 08:46
1 cs, 3 dpo
Nie wierzę w to, co się ze mną dzieje a pewność będę mieć dopiero 6.10, kiedy zrobię test ciążowy. Mam w planie zrobić jeszcze progesteron, betę HCG i TSH...
Czuje się jak na okres, ten sam rodzaj bólu w podbrzuszu, dziś głównie po lewej stronie. Wczoraj miałam bóle jajników na zmianę i dodatkowo jeden, nagły bolesny zryw. Aż zgięło mnie w pół. Co dziwne - temperatura poszła wczoraj w dół, dziś troszkę wzrosła. Jestem ciekawa co będzie jutro, tak bym chciała mieć tendencję wzrostową. 🙏🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2021, 13:23
Jak mam odnaleźć sens w tym kurwa bezsensie?!
Dzisiaj się czuję jak wymemłana nic nie warta szmata... pusta w środku, zupełnie nic nie warta. Wiem, że ten dzień minie, złe myśli też...na wszystko tak jak zawsze potrzeba czasu... moj M mówi że na to co najpiękniejsze czeka się najdłużej ale później radość jest tak wielka że wnet nie do opisania. Więc czekam na to kur... juz tyle czasu... tak naprawde mialabym juz 5! 5!!!!! dzieci a tymczasem nie mam ani jednego, ile jeszcze?!?!?!?!
Teraz śmiało mogę powiedzieć że poraz pierwszy brak mi sił...ot tak.. po prostu.. wiem że stanę do kolejnej walki, wiem że będę walczyła kolejny raz zawalając przez to inne sfery swojego życia bo niestety tego pogodzić się nie da... gorzej jak czekając na dziecko życie mi minie a dzieciaka jak nie ma tak nie będzie.
Za kilka dni rozpoczynam procedurę i uświadomiłam sobie jak bardzo jestem nieprzygotowana i jaki jest brak zaangażowania z mojej strony. Tak mnie przeczochrały dotychczasowe kłopoty, tyle stresu mnie to kosztowało, że nie mam siły i nawet ochoty wdrażać się w to jakoś szczególnie. Pomyślałam, że pójdę na żywioł i będę poprostu robić to, co kazała dr. Nawet nie pomyślałam o podkoksowaniu jajeczek, diecie i skarpetkach w ananaski. Jakbym całkowicie olała to wszystko.
Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, bo to co robię, a raczej czego nie robię, może mieć wpływ na jakość i ilość jajeczek i zarodków. Później będzie płacz, że mogłam dać od siebie więcej. Przeraża mnie ta obojętność na zasadzie co ma być to będzie. Ale serio nie mam siły nawet o tym myśleć.
Urlop mojej dr jeszcze dołożył nerwów. Będą mnie przyjmować przypadkowi lekarze i punkcję też wykona ktoś, kto będzie mógł wcisnąć mnie w grafik.
Słabo to wszystko wygląda. Tyle czasu czekałam na rozpoczęcie procedury, a jak jestem o krok od niej, straciłam energię i zaangażowanie.
Edit. Właśnie się dowiedziałam, że APC będzie mieć przerwę wakacyjną więc szczepienia limfocytami przesuną się w czasie. Takim sposobem wrześniowy/październikowy transfer zrobił się listopadowo/grudniowym 🙁
A co do tego czasu jeszcze się wydarzy???
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2021, 18:33
Znaleźć część wspólna pomiędzy moim "po pracy" i godzinami pracy lekarzy to czasami trudne, na szczęście przenieśli mi te badania z piątku na poniedziałek.
Lekarz był wyjątkowo nie miły, kilka razy pytał czy na pewno nie mam covida, ale robił to w taki sposób, jakby chciał mi mówić ze na pewno mam i na pewno to ukrywam... wiem, jest pandemia, ale miałam negatywny test, mimo to kwarantanne...
Badanie było dziwne, najpierw lekarz mi mówił, ze mam dziwny kształt brzucha, ze takiego nigdy nie widział... że mała się dziwnie układa, że nie może zbadac i jak się potem okazało najważniejsze i decydujące, ze mam nieprawidłowe przepływy w tętnicach macicznych i serce małej pracuje nie mostów i, ale tak się czasami zdarza ... - pewnie już wiecie co to oznacza, ja w tamtym momencie jeszcze nie... pytam więc lekarza co z tego wynika, a on mi tylko powiedział, ze mam sie zgłosić do lekarza prowadzącego (to już nie jest ten aborcji) i zaleca echo serca małej.
Kolejne USG u mojej lekarki, ona twierdzi ze nie dzieje się nic złego, ale może mi dac namiary na jakiegoś świetnego specjalistę perinatologa... poszłam kilka dni później, wszystko w normie, przepływy nie są tragiczne, dobre tez nie, ale na tym etapie tak może być, więc nie mam powodów do niepokoju... to juz byl koniec października, najwyższy czas na L4, to juz w końcu 7 miesiąc ciąży, może jak trochę poleze w domu, odpocznę będzie lepiej ...
8 dc.
Ala_d chciałam odpisać Ci komentarzem na komentarz, ale zaczęłam pisać i stwierdziłam, że to za długi komentarz i co ważniejsze strasznie leży mi to na sercu.... i muszę to wyrzucić z siebie.
Zaczynając od początku. W czerwcu 2020 roku postanowiliśmy z mężem, że nie chcemy czekać więcej (mimo że było to 3 miesiące przed naszym ślubem) marzy nam się duża rodzina i pójdę do ginekologa sprawdzić czy wszystko ok. Tak też zrobiłam, okazało się że wszystko jest w porządku, mam małego mięśniaka i tyle. Wiedziałam, że to nie będzie mój lekarz prowadzący bo po prostu nie pasował mi. Do grudnia staraliśmy się na luzie. Pod koniec roku zaczęłam się stresować tą sytuacją. W styczniu udało mi się dostać do wybitnego lekarza, polecanego przez wiele osób. Przeprowadził trzy miesięczny monitoring. Szukał powodów niepowodzeń, co oczywiście kosztowało mnie wiele nerwów. Ostatecznie postanowił sprawdzić poziom progesteronu. Robiłam badanie progesteronu razem z monitoringiem. W momencie kiedy był najwyższy wynosił ok 10 ng/ml (9,2 czasami 9,6, 10,2) i estradiol 95 ng/ml. Po tym mój lekarz stwierdził że musi się skonsultować i będziemy kontaktować się smsowo.... Więc ja pisałam, cała swoją historię wizyt w smsach a lekarz odpisywał "sms po 20" jeżeli w ogóle odpisywał.... i tak w kółko, w końcu poddałam się, zrezygnowałam. Zmieniłam lekarza, nie jest może światowej klasy lekarzem, mimo że jest ordynatorem miejscowego szpitala, ale na wizycie oczywiście badanie wykazały, że nic tylko rodzić i przepisał dupshaston, żeby troszkę poprawić progesteron. Ten cykl będzie 3 z tym lekiem. Trochę martwią mnie wyniki męża, ale za miesiąc je powtórzymy zobaczymy co wyjdzie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.