Dziś 16dpo.
Wczoraj robiłam test, tak się stresowałam że od 2 w nocy już nie mogłam spać... Nigdy w życiu się tak nie denerwowałam mimo że podświadomie czułam że jest coś na rzeczy. Wczoraj był szalony dzień więc nawet nie miałam jak wejść żeby cokolwiek zapisać 😊
Dziękuję dziewczyny za wszystkie trzymane za mnie kciuki, po długich 3 latach w końcu się udało... JESTEM W CIAZY!!! tak się cieszę, jeszcze to do mnie nie dociera, boje się cieszyć jeszcze tak na maxa ale od czwartku mam straszne bóle piersi i mdłości że wierzę, że tym razem wszystko będzie dobrze 😍😍 wierzę w to ☺️ udało mi się jeszcze wczoraj po pracy pojechać zrobić betę i progesteron ale wyniki prawdopodobnie dopiero w poniedziałek, bo sie okazuje że w moim mieście nie robią akurat tych badań, tylko wysyłają gdzie indziej. Ale to nieważne, poczekam nawet do poniedziałku jak trzeba 😊
Dostałam prewencyjnie duphaston 2x1 i pierwsza wizyta 30.10 ☺️
Trzymajcie dziewczyny proszę dalej kciuki żeby wszystko było w porządku 🥰🥰
Dziękuję i mam nadzieję że każda z was spełni swoje marzenie.
Będzie żal post…chyba raz w miesiącu musi być, muszę to gdzieś wyrzucić bo się uduszę, moja głowa nie daje już rady. Ciągłe opóźnienia z procedurą a teraz doszły jeszcze kłótnie z mężem. On mnie totalnie nie rozumie a ja zaczynam czuć żal i złość do niego. Na wszystko, na to że musimy tyle czekać bo to był jego pomysł na to, że to na tą chwile problem jest teoretycznie po jego stronie a on sie nie stara i nic z tym nie robi. Nie jestem zła na to że ma złe nasienie (również i ja mogę mieć chujowe komórki) ale na to że nic z tym nie robi (jak nie przypomnę/jak nie podam). Jak słucham czasem opowieści facetów (np. na akademii płodnosci) o tym jak zmienili swoje życie, jak sami szukają pomysłu na zdrowe diety, jak poprawili tym nasienie to mam ochotę walić głową w ścianę. Nigdy ale to nigdy nie pomyślałam że nie mamy dzieci przez niego, jak dostał pierwsze wyniki badań to powiedział, że przeprasza mnie że tak jest, na co ja prawie dwa lata temu że nie mam pretensji i nigdy mieć nie będę bo taki los, ale będę mieć pretensje jeśli nic z tym nie zrobi, bo przecież tylu osobom udało sie poprawić parametry. I o to dwa lata po tym pojawiły sie i one. Siedząc z boku i patrząc na tą sytuacje, można pomyśleć, że jestem nienormalna bo co to za różnica miesiąc w tą miesiąc w tamtą ale mi się każdego dnia coraz bardziej chce wyć jak rano wstaje, zwłaszcza jak widze taką pogodę jak dzisiaj. Piękne słońce idealnie na spacer z wózkiem/brzuchem 🙈 i tak właśnie teraz spędzają czas moje koleżanki kiedy ja ogarniam in vitro, ba nawet go nie ogarniam JA CZEKAM…Brzmi to wszystko infantylnie ale nic nie poradzę że tak czuje 😭
14cs, 26dc, 11-12dpo
Chyba chce coś zostawić na pamiątkę,
Staram się wierzyć że po burzy wychodzi słońce chociaż jest to trudne, ciężkie dni zlaly się że już nie wiem kiedy zleciało tyle dni, czasem się gubię jaki mamy dzień, od prawie 2 tygodni jestem na lekach, na razie nie czuje się ani trochę lepiej..
Na pewno jeśli przyjdzie 🙊 a myślę że na pewno przyjdzie bo przecież tyle stresu i nerwów to jak miałoby wyjść tym razem, to planuje badania hormonów, 20 marca na pewno wizyta u gina na NFZ i poza tym umowie się prywatnie
Chyba trochę mam w sobie buntu i dość tych starań, czemu akurat teraz miałoby wyjść, czemu miałoby się udać 🤷🏼♀️
Uporczywe myśli, zobaczymy co dalej..
21+1
Wczoraj miałam badania połówkowe. Strasznie się stresowałam, nie wiem dlaczego, bo przecież na pewne rzeczy nie mam wpływu 🤷♀️ Młody bardzo nie współpracował, nie chciał się ułożyć, w końcu jednak udało się wszystko zbadać i wszystko jest dobrze, wszystkie narządy prawidłowe. Lekarka najdłużej badała serce, ale też wszystko w normie. Strasznie się cieszę 🥰 Dzidziuś waży już 422g i jest 3 dni do przodu. Połowa ciąży pełna stresu i niepokoju za nami, mam nadzieję, że druga połowa będzie mniej stresująca. Nie mogę się już doczekać zakupów dla maluszka ❤ Wróciłam też do pracy, dwa tygodnie zwolnienia pomogły i macica przestała się napinać, muszę podjąć decyzję do kiedy będę pracować, na razie czuję się dobrze, więc chyba jeszcze trochę popracuję.
14 dc (trzeci cykl stymulowany letrozolem)
Było tutaj tak pozytywnie ale przyszedł czas na trochę smutniejszy wpis.
Ostatnio dużo emocji negatywnych spowodowanych ciągłym bólem podbrzusza. Nie wiem co się dzieje, to już drugi cykl kiedy od 10 dc zaczynają się bóle w dole brzucha, mogę funkcjonować ale jest to taki ból, który powoduje dyskomfort, poza tym martwi mnie to. Chyba pójdę na wizytę do lekarza wcześniej niż w czerwcu - szkoda, że nie z powodu ciąży. 
Ostatni tydzień mija z poczuciem niesprawiedliwości i wkurzenia na to ciągłe zawieszenie i czekanie na okres albo na jego brak, na owulacje, na śluz, na objawy... dopadło mnie zmęczenie a potem sobie uzmysłowiłam, że mija rok od kiedy zdecydowaliśmy, że to już czas na powiększenie rodziny. Mało i dużo, dla mnie ciągnie się to i ciągnie...
Popłakuje sobie wieczorami, daje upust emocją, mąż trwa przy mnie - głaszcze, przytula, nie pyta, rozumie bez słów
mój kochany.
A może się uda w tym miesiącu? Szepnęła cicho nadzieja.
21tc+4
Dzisiaj dokładniejsza wizyta... z przeplywami , sa ok 😍 pierwsza magiczna granica 500g osiągnięta... za 2 tygodnie bedziesz miał więcej niz siostra... 😍 córeczko, czuwaj nad braciszkiem, wiesz ze i tak mi cholernie ciężko ze nie moge miec Was obu...
Synek, nie baw się więcej pepowina podczas badania, bo ci matka na zawal zejdzie... 😝, na szczęście ten to bada do skutku... jest dobrze, na tym etapie nie ma nic czym powinnam siw martwić.. moze poza moja tarczyca... jego Zdaniem to juz czas na leki 😱 musze umówić endokrynologa.
No i potwierdził ze w moim przypadku tylko cc i to zanim zacznie sie poród... czyli jakiś 37tc 😱 to za 15 tygodni, czas zaczac ogarniać rzeczy i papiery...
Rośnij duzy i zdrowy, jak ci codziennie powtarza tatus, a my zajmiemy się resztą 😍
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Jestem po punkcji.
Pobrali 8 kompleksów oocyt-kumulus.
Edit:
Dzwonili z kliniki.
4 z 8 dojrzałe.
Strasznie się boje, czy jakieś się zaplodnia...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2024, 14:18
Matko, niedługo zacznę tu 10 stronę pamiętnika. A pamietam jak wchodziłam w 3 i wydawało mi się, że to dużo.
Mam uderzenia gorąca po jakimś czasie od wzięcia leków, a w nocy budzę się zlana potem jak na diphelerine albo jak dzień przed @.
Jutro z rana idę na progesteron. Mam wrażenie, że pani dr będzie chciała zwiększyć, bo nie wydaje mi się, zebym miala teraz dużo. 3x1 luteina i 3x1 duphaston. Liczę może jeszcze na jakieś zastrzyki. Wiem, że duphaston z krwi i tak nie wyjdzie, ale zawsze jakaś orientacja jest.
Mąż jest wystraszony. Doszło do Niego, że ja mogę być w ciąży 😆 że niby tyle lat starań świadomych, że chce oczywiście, ale to oznacza całkowitą zmianę naszego życia. Że koniec "wygodnego" życia.
No i doczytał statystyczną skuteczność in vitro. I zawiedziony, że to wcale nie jest takie hop siup. No wreszcie dotarło, że ilość pęcherzyków, komórek czy zarodków wcale nie równa się ilość dzieci.
Jestem pernametnie głodna 🙄 pewnie przez ten progesteron?
23 dc. Paranoja plamienia nasila sie i nie umiem sie jej pozbyc. Jesli scenariusze z poprzednich miesiecy sie sprawdza jutro, najpozniej w sobote ujrze jego slady. Mam wrazenie, ze tym niekonczoncym sie kontrolowaniem i obsesyjna mysla, ze znow nadejdzie, jakos przyczyniam sie do tego, ze jednak sie pojawia:-) A ja potem moge miec satysfakcje - ha! a nie mowilam! Jestem jednak wadliwa:-)
Jeszcze pare tygodni takiej sytuacji i oprocz ginekologa tudziez speca od nieplodnosci bedzie mi potrzebny dobry psychiatra.
W kazdym razie jajniki ciagna i brzuch pobolewa jak na okres, co w sumie jest nowym doswiadczeniem, bo oprocz wzdec, nigdy nie mialam takich objawow zblizajacej sie miesiaczki, a juz na pewno nie na tydzien przed jej oczekiwanym pojawieniem sie. Moj organizm wariuje razem ze mna.
Dzis byc moze spotkamy sie ze znajomymi, w tym para, ktora spodziewa sie dzieciatka. No i znow z bolem serca i gula w gardle bede uroczo konwersowac z nia o ciazowych przypadlosciach i radosci z oczekiwania. Niech to szlag!!!!! Ja im naprawde dobrze zycze, ale boli mnie potwornie, ze sama nie moge poki co cieszyc sie zdrowa ciaza i szczesciem, ktore niesie... No nie fair:-((
20 d.c.
Pęcherzyk znowu był ze złej strony. Już nawet nie potrafię się denerwować. Czułam ból po tej lewej niedrożnej stronie i jadąc na wizytę wiedziałam co powie lekarz ale trochę liczyłam na to, że się mylę...następny cykl lekarz kazał mi odpocząć od stymulacji. Jeśli w tym cyklu nie wyjdzie to dostanę zastrzyki domięśniowe stymulujące pęcherzyki. Nie wybiegam za bardzo w przyszłość. Moje zapasy cierpliwości, energii i nadzieji co do niepłodności są na wyczerpaniu. Muszę je oszczędnie zużywać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2021, 18:00
31.01.2024
Poród... Planowałam go od niedawna, odkąd skończyłeś, magiczne w mojej głowie, 28 tygodni. Strach o Ciebie wreszcie złagodniał. To miał być wyjątkowy dzień, bez względu na to, jaką drogą pojawisz się na świecie. Wiedziałam, że dam z siebie wszystko, że Twój tata będzie blisko, że przytulimy Cię jako pierwsi.
Miałam usłyszeć Twój pierwszy krzyk i poczuć bicie serduszka tuż przy moim, a przywitałeś mnie ciszą i zamkniętymi, już na zawsze, oczkami. Tylko Twoje, ciepłe jeszcze, ciałko przypominało mi, że dwa dni wcześniej oboje cieszyliśmy się życiem.
Pamiętam każdą godzinę od odbierającej dech diagnozy, każdą położną i lekarzy pojawiających się przy mnie, żeby pomóc mi urodzić Cię. Cisi Aniołowie w całej tej tragedii pomagali ulżyć mi w bólu fizycznym, bo nic więcej już nie mogli zrobić.
Zasłoniłam wszystkie okna w sali, w której leżałam. Dla mnie zapadła noc. Nie było nadziei na szczęśliwy finał, choć w mojej głowie wciąż pojawiał się obraz Ciebie rodzącego się z pierwszym krzykiem na ustach. Głupia świadomość chciała cudu, który nie nadszedł...
W środę o 12.51 Twoje doskonałe ciałko opuściło moje. Razem z Twoim tatą, długo tuliliśmy Cię w ramionach, i wtedy, naprawdę, chciałam umrzeć razem z Tobą. Tak bardzo chciałam Cię poznać i chronić w świecie, którego jeszcze nie znam, a w którym Ty się znalazłeś.
Nie taka miała być kolejność! I choć nie zmienię już ani minuty, nie zobaczę jak dorastasz, to serce wyrywa się do Ciebie. Jestem zła na świat i tylko wiara w to, że jeszcze się spotkamy, sprawia, że nie chcę puścić go z dymem.
Tak łatwo było Cię kochać, Synku... Dodawałeś mi sił na każdym etapie ciąży. Coraz lepsze rokowania i pomyślne badania wlewały mi w serce morze nadziei.
Koniec stycznia 2024 , na zawsze pozostanie w mojej pamięci, bo stałam się innym człowiekiem, stałam się mamą Anioła.
Iskra, którą w sobie miałam, zgasła razem z Tobą...
Synku, tęsknię. Tak bardzo tęsknię. Przed oczami mam Twoją malutką dłoń oplecioną na moim palcu i lekko rozchylone czerwone usteczka, które całowałam jak najdroższy na świecie skarb. Modliłam się, by Twoja piąstka zacisnęła się i ukoiła ból. Tak się jednak nie wydarzyło. Nie wydarzy się już nic...
18dc
Normalnie już zesrana chodzę 🤣
Cały dzień czekałam na tel od embriologa, bo klinika mi powiedziała, że będą dzwonić 2dni przed, a okazało się, że dzwonią dzień przed... no nic czekam na jutrzejszy telefon.
Boję się cholernie niepowodzenia...
Najgorsze, że już sobie wyobrażam jak będzie pięknie, że rodzinie na święta prezent zrobimy... ale nie ma żadnej gwarancji, że się uda 
Boje się, że znowu spadnę na pysk.
Kiedyś będzie dobrze i pięknie ♥️
W poniedziałek idę do szpitala usunąć pęcherzyk żółciowy, co by mieć dziada z głowy. Trzymajcie kciuki, żeby to doszło do skutku, bo drugi tydzień jestem przeziębiona. Mam jeszcze trochę kataru i lekki kaszel. Covid wykluczony.
Jak wszystko pójdzie dobrze to od listopada zaczynamy się starać o rodzeństwo dla Czarka.
Chyba, że dotrze do nas, że to bez sensu 🤣. Czasami bywa ciężko i ciągle się jeszcze wahamy czy tego chcemy. Ale jak nie teraz to chyba już nigdy.
8 miesięcy 👼
4cs
Robie małe kroki.
Przyniosłam 'duperele' świąteczne, zrobiłam kilka ozdob.
Zdecydowane bardziej zainteresowana jestem robieniem zniczy czy stroików dla Kuby.
Choinka to temat Tabu. Moze będzie a może nie? U Kuby już jest...
Właśnie kończę Niezapominajkę dla aniolkowej mamy z tego forum. To już 26.
Cieszę się że odważyłam się na ten krok.
Często czytam łamiące serce historie ale poznaje też tyle wspaniałych ludzi, tyle ważnych rozmów...
Myślałam że tego nie dźwignę.
Widzcznie jestem silniejsza niż myślałam.
Fajnie.
Wiecie to przewrotne bo już czekałam na wątek styczniowy z myślą, że teraz się zapiszę już a tutaj bum! 😂
31.12 beta 52.64
01.01 zobaczyłam krew z śluzem. Od paru dni ból miesiączkowy.
02.02 ból trwał, brązowy śluz ale niewiele. Beta 203.32
U ginekologa nie widać niepokojących zmian ale jest dosyć wcześnie zlecenie powtórki bety i za tydzień usg żeby trzymać rękę na pulsie.
04.01 beta 584.08
Nie wierzę w to nadal ale rośnie we mnie bobas! To za piękne 🥹❤️
Ból jest lżejszy, plamień czy krwi od 02.01 brak. Powoli do mnie to dociera ale chyba uwierzę dopiero jak usłyszę serduszko.
Umówiłam się na wizytę usg 13.01. Później na 1 ciążową tam gdzie chce ją prowadzić początkiem lutego.
🙏🙏🙏
Rok , tydzień+3 dni waga 10,5 kg
Jak ten czas leci. Już prawie koniec października. Młodego coraz bardziej męczą zęby jak wyliczalam w listopadzie powinny wyjść. Nocki o niebo lepsze.
Mówi sie że bunt dziecka jest w wieku 2 lat. Mój ma teraz. Wali głową o krzesło. Jak czegoś nie chce krzyk wygina ciało, płacze histerycznie , po prostu wymusza. Uparty jak wół. Oby to się szybko poprawiło. Biedna kotka najbardziej ona obrywa ale i tak jest przy nim....coby nie było.
Za tydzień w czwartek idę do pracy 🙀🙀🙀
Jak mnie to wszystko przeraża. Dostałam skierowanie na badania kontrolne okresowe już w poniedziałek popsuli mi humor. Bo kontrolne robią okresowe nie. Potem zaczęłam kombinować. Zapisałam się na kontrolne na piątek. Potem kierownik wystawił na okresowo kontrolne to umówiłam się na infolinii. I co fajne mam twin na piątek o 9.40 i drugi termin 10.30 pójdę rano bo napewno dostanę opierdziel za 2 terminy. Ale dogadać się tam nie idzie. Nie miłą baba i tyle.
Dziś osbuiealam papiery w pracy, niektórzy zadowoleni że wracam. Kumpel się zapytał czy wracam na stałe czy robię kolejne dziecko. Co miałam powiedzieć wiesz nie wiem podchodzę do ivf jak się uda to pójdę na L4 jak nie to będę siedzieć na stałe. Co tam się będę tłumaczyć i rozczulać powiedziałam że na stałe a w myślach miałam co innego.
Jakby wszystko ułożyło się po mojej myśli w lutym mogę być w kolejnej ciąży. Gdyby oczywiście dopisało mi szczęście. Bo to loteria jak nic. Choć czyje że tym razem będzie córka takie mam przeczucie. Wtedy czułam że synek.
21 dc
Wizyta u dr Ch w klinice Artvimed w Krakowie.
Endometrium 4 mm 8 dpo także nic z tego…
Ogólnie hit! Okazało się, że moja macica nie ma anatomicznie rogów! Ma tak jakby pionowo odcięte rogi na obydwu końcach 🤯
Jajowód od lewego jajnika uwidoczniony na rekonstrukcji 3D na USG, natomiast prawego nie widać. Prawdopodobnie jest wrośnięty w inne organy i ma w sobie zrosty albo go po prostu nie ma 😬
czemu takich rzeczy żaden ze wcześniejszych lekarzy nie zauważył?
Powiedział również, że traktowanie przez dr Esti mojego prawego jajnika podwójnym zastrzykiem z ovitrelle w odstępie 2 dni jest bez sensu. Nie ma takiego protokołu postępowania i jest to nieskuteczne. Powinniśmy przytriggerować ten jajnik ovitrelle plus gonadotropiny. On chętnie się tego podejmie i chciałby poobserwować moje endometrium, bo jeżeli po lametcie będzie dalej się powtarzać historia z cienkim endo, to w ogóle zaleca stymulację gonadotropinami. Z tym, że po nich jest ryzyko ciąż mnogich, a z moją szyjką jest to nie zalecane i nie rekomendowane 😞
Ogólnie zaleca histeroskopię diagnostyczna ale histeroskop musi mieć max 6 mm średnicy i prawdopodobnie zrobimy ten zabieg po cyklu z prawego jajnika. Drożność powiedział, że możemy odwlec na za pół roku jak będzie 6-7 cykli z lewego jajnika bez ciąży.
Także brzmi sensownie.
Dodatkowo stwierdził, że w moim przypadku klinicznym nie zaleca się in vitro, bo będzie jeszcze mniejsza szansa na powodzenie niż cykle stymulowane i starania naturalne 🤷🏼♀️ Oprócz tego większe obciążenie organizmu fizyczne i psychiczne. Także muszę się z tym przespać.
8 dc
Jutro mam wizytę u lekarza i decyzje o IUI o ile coś urosło 🙂 jeśli będzie ok to plan był na czwartek albo piątek.
Strasznie mam wzdety brzuch, nie wiem czy to po stymulacji czy o co chodzi bo to nie tłuszczowy tylko taki na dole twardy, jakbym w 3 miesiącu ciąży była (oj jakbym chciała 😫). Ostatnio rozmawiałam z moją bardzo dobrą koleżanką, która miała kilka straconych ciąż i tez leczyła się w klinice leczenia niepłodności i teraz ma zdrowego synka kilkuletniego już i okazało się ze to ten sam lekarz jest „ojcem” jej synka do która i ja chodzę. Mam nadzieje że nam też pomorze 🙏 Tak bardzo chciałabym na święta być w ciąży, żeby trzeci rok z rzędu nie było tej pustki…tego poczucia beznadzieji. Lata tak szybko mijają a lata osób starających się i czekających tylko od owulacji do okresu tym bardziej. Mam wrażenie że tego czasu pomiędzy nie ma. Jak tak pomyślę to od dwóch lat jestem w zawieszeniu ciagle czekając. Mam nadzieje że teraz będę czekać ale już tylko na przyjemne rzeczy 🧚♀️🍀🍀
A miało być tak fajnie.
Młody wczoraj nie mógł zasnął udało mu się. Nie podobało mi się jego wiercenie. A po 24 mega płacz biorę go a on rozwalony. Lecę po paracentamol i picie. Kiedy gorączka zeszła zasnął taak do 1 się bawiliśmy. Spał do 7, ale o 10 gorączka wróciła znów paracetamol. Teraz pytanie od czego to. Czy znowu grypa czy to może zęby. Przecież dopiero 10 dni temu skończył antybiotyk. Tragedia.
Jutro zapisze go do lekarza bo w piątek będzie inna doktor ta co wcześniej nie pomogła . To przynajmniej sprawdzę płuca i gardło. Oby to były zęby. Bo ostatnio mocno go męczą. A jak to zawsze bywa nie chcą wyjść. Siostra mi powiedziała że kiedy wracała do pracy po macierzyńskim też jej syn się rozchorował. Może te pogody może spacery. Wczoraj stopy mu zmarzły mimo że miał rajstopy i ciepłe niechodki. Kocem nie okryty bo zwala ehhh. Trzeba będzie śpiworek założyć do wózka bo inaczej się nie da. Jak nie urok to sraczka, ....
minęło ponad 10 miesięcy od ostatniego wpisu....
Zacznę od początku 
wiosną na gospodarstwie pojawiło się sporo nowych mieszkańców, przynajmniej COŚ zapełniło ciszę i pustkę... na gospodarstwie zamieszkała koza, kaczki, gęsi... zaczął się ogrom pracy i mało czasu, codzienny rytuał poranny przy zwierzyńcu, codzienny wieczorny w między czasie praca z mężem na budowie, praca w polu, uprawa pod ziemniaki i zboża, sianokosy itd...
W tym czasie mało myślałam o staraniach... wiadomo gdzieś tam w głowie tliło się pytanie ile jeszcze, czy to już, ale podeszliśmy do tego z mężem na spokojnie.
Nadeszło upalne lato, mąż przestał zabierać mnie na budowę żeby mnie nie przemęczać, a poza tym miał zlecenia które potrafił zrealizować sam. Zostałam w domu i nasunęła się myśl "pójdę do pracy" nie żeby zarobić, ale żeby mieć kontakt z człowiekiem i nie siedzieć samej w domu. Długo szukałam miejsca idealnego. Po wielu latach w handlu na starcie w dorosłość, nie chciałam już do niego wracać ale jednego razu na zakupach poczułam taką fajną atmosferę, pracownicy tacy mili i weseli i chciałam tam pracować, właśnie tego szukałam i właśnie to znalazłam
Pracuję w biedronce z zaje**** zespołem. Zatrudniłam się w czerwcu i tak do września obyło się bez większych wydarzeń.
I stało się!!!!! zobaczyłam II tłuste krechy na teście!
Ale ta historia też wymaga opowiedzenia od początku do końca.....
31 lipiec kolejna miesiączka, kolejny raz się nie udało i stwierdzenie męża: "mamy okazję pofiglować jeszcze więcej" mały uśmieszek i żyjemy dalej.
7 września kolejna miesiączka średnie krwawienie nie wróżące nic złego....
10 września....krwawienie
12 września....krwawienie
15 września..... krwawienie i apteka..... kupiłam test.... coś nie tak z tym krwawieniem..... za mocno, za długo,
16 września... wolne w mojej pracy, miałam jechać na budowę pomóc mężowi z detalami (ja je uwielbiam, mąż ich nienawidzi) zrobiłam rano test dla pewności, że to tylko wydziwiana miesiączka.... mąż odbywał zwierzyniec, a ja ryczałam jak głupia. Zobaczyłam 2 kreseczki, 2 tłuste grube krechy. Pokazałam test mężowi, widziałam uśmieszek i panikę. I co teraz? Jedziemy do szpitala? Tak więc zapakowaliśmy tyłki w auto i szukamy pomocy.
Wizyta: przemiła pani doktor, spokojna, doświadczona, z perfekcyjnym podejściem do pacjentki. Wywiad, badanie, dłuuuuuugie badanie USG i diagnoza "ciąża pozamaciczna" skierowanie na oddział. Mąż w smutku i ze łzami ja zapłakana słowa nie mogłam wydusić, na oddział poszłam sama mąż nie mógł ze mną iść. Na izbie przyjęć badanie HCG wynik: 597
i zostałam położona na oddziale tam kolejna beta wynik 587.... spada.... obserwacja i przygotowanie do operacji usunięcia ciąży. Kolejna beta 455. Decyzja ordynatora, nie tniemy czekamy na rozwój wydarzeń, beta spada więc nie widzi konieczności operacji. JEDNO ALE! gdyby coś się nagle zadziało, od razu lecimy na blok!
Zawisłam w czasoprzestrzeni.... Oczy piekły od łez.... Nie miałam mojego ukochanego obok siebie.... Nie miałam się do kogo przytulić.... Chciałam wyć....
W szpitalu spędziłam 4 dni... bez operacji.... Beta ładnie spadała więc ciąża powinna się sama "wydalić"
Przyjechał po mnie mąż, w końcu mogłam się przytulić, nie pytał o nic, rozumiał, że z czasem mu powiem, wiedział że dopiero teraz emocje opadają, wiedział że MISIA już nie ma i została tylko ryska na sercu.
Wieczorem szczegółowo mu wszystko opowiedziałam, ba nawet wyrysowałam gdzie MIŚ się ulokował, jak to wszystko teraz będzie wyglądać i jakie mamy dalsze plany.
L4 do 3 października, 15 października kontrola, do czasu kontroli badania bety czy spadła do <5....
W pracy poruszenie, wszystkie dziewczyny do mnie dzwoniły, pocieszały i powtarzały "wszystko się ułoży, trzymaj się, czekamy na ciebie"
Wróciłam do pracy w stanie fizycznym dobrym, psychicznym 4/10, nikt nie wypytywał, nie poganiał wiedziały, że jestem po stracie dziecka i chciały mi pomóc jak mogą.
Wizyta kontrolna stan fizyczny: bardzo dobry, stan psychiczny 9/10 bo stres przed wizytą pożarł 1 pkt...
Zmieniłam lekarza prowadzącego na panią, która mnie przyjęła i zdiagnozowała ciążę pozamaciczną, skradła moje serce na tyle, że nie byłam w stanie zaufać już innemu lekarzowi. Po wywiadzie i badaniach jest diagnoza kolejna, zespół policystycznych jajników. I pytanie jaka decyzja.... Staramy się dalej, przerywamy, czy mnożymy że coś się zadzieje bez wysiłku.
Wiadomo decyzja mogła być tylko jedna! STARAMY SIĘ! Walczymy żeby MIŚ do nas wrócił.
Po 2 miesiącach mam wrócić po skierowanie na drożność jajowodów (okolice grudnia)
Dostałam skierowanie do kliniki endokrynologi ginekologicznej, w celu zdiagnozowania PCOS (termin na luty)
Zalecenia:
staramy się, prowadzimy kalendarzyk, mąż bada nasienie,
wspomagacze:
ja- olej z wiesiołka, pregna start DHA, Ovarin
mąż- olej z wiesiołka i supramen
Tak więc projekt MIŚ został odpalony częściowo niewypalony. Zaczynamy kolejne starcie....
Wnioski z ostatnich wydarzeń:
PLUSY:
+ jesteśmy płodni!
+ po 7 latach odzyskałam nadzieję
MINUSY:
- PCOS
- możliwość powtórki z ciąży pozamacicznej
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.