103 dzień cyklu 13+3 tc 33,6% za mną

Niech moc tych magicznych trójek przyniesie nam dziś szczęście. Za chwilę wsiadamy w samochód i jedziemy na usg prenatalne. 🫣 Boję się ale wierzę że wszystko będzie okej 👌🏻 🤰🏻

22dc - 4dpt
Byłam dzisiaj w lidlu... obok lidla rosmann... po co ja tam poszłam? :D kupiłam 2 sztuki facelle, które niby to można robić 4 dni przed terminem okresu :D kusi, żeby 6dpt zrobić pierwszy :| a z drugiej tak bardzo się boję tego testowania...
Czeka mnie poważna rozmowa z dyrektorem :| chce mi dołożyć obowiązków i to takich, na które absolutnie nie mogę się zgodzić, gdybym była w ciąży... nie chcę robić tego co wymyślił (zwłaszcza że jak zawsze, obowiązki nie idą w parze z kasą), a poza tym dla mnie priorytetem teraz jesteś Ty mój kropku, wierzę że dasz radę, że jesteś jeszcze ze mną.... najgorsze, że on czeka na mój telefon :|, a ja nie wiem co mam mu powiedzieć...
Chciałabym żeby te 6dpt cokolwiek się wyjaśniło... jak nic nie będzie, to raczej marne szanse, że cokolwiek się jeszcze zmieni... proszę Cię walcz... a Ty córeczko daj nam siłę...


101 dni mojego szczęścia !
14 dni w domu !
3kg i 200g miłości 😍
47 cm czułości !! ❤️‍🔥❤️‍🔥

Kocham ją, kocham ! 🥰 jesteśmy w domu ! Cieszymy się sobą, aaaa tyle między nami miłości ! Moje największe marzenia są przy mnie, jestem najszczęśliwszą kobietą na Ziemi ! Moja mała dzielna kluseczka przetrwała wszystko, wszystko zniosła. Jest piękna, taka malutka, tak pięknie pachnie, tak cudownie mruczy 🐈 ma delikatne malutkie rączki, stopki . Wróciła do domu bez tlenu co nie zdarza się tak wcześnie urodzonym dzieciom, miała zabieg na oczka, była usypiana.. czeka nas konsultacja z chirurgiem odnośnie noska bo od masek miała zepsuty.. jeszcze troszkę przed nami ale już jest, śpi obok mnie i jest cała moja !!

IMG-6480.jpg IMG-6742.jpg IMG-6620.jpg

Kocham Cię starszy cudowny Bracie!
Kocham Cię młodsza siostro !
Wasza mama ❤️‍🔥

Dawno mnie tu nie było...10 miesięcy starań za nami....w międzyczasie postawienie diagnozy u Męża- żylaki powrózka nasiennego III stopnia po lewej stronie...za 3 miesiące ponowna wizyta i ustalenie daty operacji męża.
Wszystko ładnie, pięknie,ale na USG jąder wyszło, że żylaki z prawej strony są dużo większe,a tu diagnostyka musi być rozszerzona 😢
Lekarz kazał wrócić Mężowi do gabinetu w lutym,ale po USG oboje uznaliśmy, że pójdziemy do niego wczensiej. Nie wiemy co robić. Może on pomoze ustalić co jest przyczyną żylaków z prawej strony...

Święta za rogiem, zawsze Bardzo lubiłam te święta....nadal je lubię, nie mniej jednak tegoroczne wyobrażałam sobie z maleństwem w brzuchu...no nic... może uda się w przyszłe spełnić ten cud ❤️

4 + 6
Pęcherzyk ciążowy widoczny w macicy 🥺💜
Endometrium 10 mm, czyli podrosło 🤞🏻
Powinnam cieszyć się jak wariatka, ale lekarz przypomniał mi jak było w ciąży z Florką.
Pytał czy to ostatnie nasze dziecko, czy mamy później jeszcze w planach.
Powiedział, że z moją niewydolnością szyjki, czeka mnie założenie szwu w ciąży 🥺
No i zamiast cieszyć się, to się martwię 🥲😮‍💨
Na mutacje MTHFR dostałam profilaktycznie neoparin w dawce 0,4 🧬


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2021, 18:57

29+0

Termin porodu: 77 dni

Ciąża donoszona: 56 dni

Po wczorajszej wizycie same dobre wieści ✊ Kacper waży już 1410g ❤️❤️ Szyjka 3,8cm, AFI w normie, łożysko 1 stopnia. Można spokojnie wejść w świąteczny czas 🎄🎄 Gin pozowali mi więcej się poruszać, jeżeli oczywiście czuję się na siłach. Noo i tu jest kiepsko, bo plecy, a właściwie kręgosłup znowu daj o sobie znać. Na szczęście w czwartek mam wizytę u fizjo uro-gin i mam nadzieję, że mnie poskłada - idealnie na Święta 🙂


==================

Wizyta u gina


03.01
17.01


23.12 fizjoterapeuta
30.12 kardiolog



===============


Betaloc zok 25mg 2x1
Letrox 100mg 1x1
Mama DHA Premium+ 2x1
Żuravit 1x1
Probiotyk 1x1
MagneB6 3x1
Aspargin 3x1

==================

Panie Boże czuwaj Nad Nami
Janie Pawle II módl się za Nami

Wiem. Jestem niecierpliwa.
Ale ogólnie stało się coś dziwnego. Nagle cykl skrócił mi się z 41 na 34 dni. Sama miesiączka która trwała zazwyczaj 8 dni nagle zeszła do 4 (dziś 4 dzień i plamienie). Cieszy mnie to ale oznacza, że trudniej będzie przewidzieć owulację ...

No ale nic. Lecimy z nowym cyklem 🥰 oby był szczęśliwy. A przy okazji biorę się za siebie... Każde kilo mniej to większe szanse na dziadziusia❤️

Jutro 9 dpt, nie zrobiłam żadnego testu do tej pory… wiec jest stresik. Jedziemy jutro z samego rana na betę do kliniki, wiec do południa powinno być wiadomo 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2022, 14:48

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 13 grudnia 2021, 17:43

18 dc,

dziwnie tak nie kontrolować cyklu, nie "starać" się na zawołanie. Inaczej po prostu.
Mamy zmartwienie, mężowi wyszły przeciwciała anty HCV powtarzalnie reaktywne... On chorował na WZW B jak był malutki - mam nadzieję że to wszystko jakoś jest powiązane. Co roku robi sobie próby wątrobowe i usg brzucha i wyniki z kwietnia były wzorowe. Mam nadzieję że to jakoś ogarniemy i na strachu się skończy.

Czy ktoś wie może po co kliniki wymagają tych badań na HCV? Jak to się ma do procedury?

AMH bardzo mi spadło, z 8,5 na 3,2... Jak to się ma teraz do mojego PCOS to nie mam pojęcia.
Na wyniki nasienia nadal czekamy... Mam nadzieję że się nie pogorszyły.
U mnie w badaniach wygląda wszystko ok
I jakoś ten czas płynie sobie. W piątek idę do ginekologa zobaczyć co się dzieje w tym cyklu, co by go nie przedłużać w nieskończoność.


edit. wyniki nasienia nadal są bardzo dobre. Nawet morfologia wzrosła z 5 na 6%.



Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2021, 14:46

21 dpt
Jutro pierwsza wizyta po transferze, ale nie w mojej klinice, bo tam chcą mnie widzieć dopiero za tydzień. Nie byłam w stanie tyle wytrzymać, więc umówiłam się wcześniej do innego lekarza. Od kilki dni paraliżuje mnie strach, boję się co zobaczę na usg i czy wszystko będzie dobrze. Nie potrafię o niczym innym myśleć, zwłaszcza, że ból brzucha mnie opuścił, zostało zmęczenie, senność i ból piersi, ale to może być wynik progesteronu, który biorę.
Kropku błagam Cię bądź w brzuszku mamusi i rozwijaj się prawidłowo 🍀

Wasze kciuki mają moc, bardzo dziękuję ❤
Wczoraj 9dpt beta - 220,94, przyrost w normie 😍
Odczuwam lekki ból jajnika, przeczesałam internet i to może oznaczać wszystko 😂
Przyrost sprawdzony, więc teraz robię przerwę weekendową, w poniedziałek mam sprawdzić betę dla kliniki. Swoją drogą strasznie późno to badanie dla kliniki, pewnie będę musiała dla nich w środę sprawdzić przyrost i znowu będzie stres. Mam już tak strasznie pokłute żyły i ręce pełne siniaków ☹ W weekend mam plan się nie stresować i myśleć pozytywnie.

13+2
Ostatnie tygodnie były ciężkie. Różnie się czułam, bałam się. W ciężko. Najgorsze jest że babcia w szpitalu. Nie dają nam praktycznie nadzei. ☹️ Jedynie cieszę się że zdążyłam z nią porozmawiać zanim straciła przytomność i dowiedziała się o mojej ciąży. Szkoda że już nie mam jej jak powiedzieć że będzie miała pierwsza prawnuczkę.
Dziś lekarz dawał 90% ma dziewczynkę więc chyba raczej się to nie zmieni. Najważniejsze że jest wszystko ok. Dokładnie ja zbadał. Przepływy, serce nerki, kręgosłup głową kończyny nos wszystko ok. Ma już 7,5cm. ❤️ Moja miłość mała.
Synek mówi że będzie Heidi. Jak jego ulubioną dziewczynka z bajki ale szczerze chyba jeszcze nie wiele rozumie. Z czasem może w końcu do niego to dojdzie.
Dalej mało mówi ale widzę że coraz więcej próbuje. Mimo że po swojemu to jednak próbuje. W żłobku się fajnie zaadaptował. Nie ma problemu z zostawianiem, jedzeniem czy spaniem. Jedynie co to mało bawi się z innymi dziećmi jest bardziej indywidualistą. Zobaczymy jak będzie. Myślę jak to zrobić żeby nauczyć go samego spać. Żeby spał w swoim pokoju bo jakoś tak nie wyobrażam sobie w tym momencie spania w 4 we jednym łóżku 😃

Ku pamięci - z dnia 9.12.2021
Wizyta, wg OM 8+3, wg USG 7+4. 🖤
Brak tętna, poronienie zatrzymane. 🖤

Strzał od życia w ryj, nie mogę tego inaczej napisać. Dziecko zatrzymało się w rozwoju tydzień temu, pan doktor na USG stwierdził, że serduszko przestało bić poniedziałek/wtorek (a we wtorek miałam przeszywający ból). Ponadto, zmiany w obrazie USG. Pierwsze pytanie:
"- Była Pani teraz szczepiona na covid?"
Nie, nie byłam w ogóle szczepiona doktorze.
"- Przechodziła Pani ostatnio covid?"
Nie, doktorze. Na bank przechodziłam przed Wielkanocą, choć wtedy wymaz i tak był negatywny.
"- Pani Justyno, mam dobre i złe wiadomości. Dobre to takie: Pani mąż ma plemniki zdolne do zapłodnienia - pomimo prawdopodobnej hemochromatozy, Pani ma komórki jajowe, bo do zapłodnienia doszło, czyli - jesteśmy w tym temacie do przodu. Ponadto, Okruszek urósł, więc pomimo zastopowania akcji serca jest to dla mnie sygnał, po pierwsze - że jest Pani zdolna zajść ponownie w ciążę oraz ją donosić, po drugie - że mogło dojść do zmian genetycznych, niezwiązanych z genami ojca. Mam tu na myśli zapłodnienie z drugiej komórki jajowej, one zazwyczaj są, choć nie muszą być w pełni zdrowe. Zawsze pęcherzyk dominujący jest silniejszy genetycznie, rozumie mnie Pani? Następnie - pytałem o covid, bo nie raz miałem pacjentki po covidzie i po szczepieniu, w podobnej sytuacji... Niech Pani się spakuje na 5 dni do szpitala. Będę jutro mieć dyżur, przyjmę Panią i wszystko jutro wytłumaczę."

Dobrze, że w domu, za teściową stał teściu. Na wieść o drugim poronieniu w ciągu tygodnia prawie zemdlała. Czy ktoś dopuszczał do siebie myśl, że w przyszłym roku, miesiąc po miesiącu będzie w rodzinie porodówka a następnie wspólne chrzciny? No pewnie, że ja... Całą drogę do domu przepłakałam, choć byłam jeszcze w stanie pójść do szwagierki i zapytać, co konkretnie wziąć na zabieg. Oboje z mężem, oczywiście w szoku, pojechaliśmy jeszcze na zakupy, by kupić mi jakąś normalną piżamę i pantofle. Po powrocie zostało mi się spakować i napisać do rodziców. 😭😭😭


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 08:52

Ku pamięci - z dnia 10.12.2021
O 7:20 wstawiłam się z mężem na ginekologicznej izbie przyjęć. Fakt, że jestem nieszczepiona opóźnił trochę moje przyjęcie, choć i tak o 8:15 byłam już w izolatce. Mój lekarz potraktował mnie priorytetowo. Z mężem pożegnałam się przed wejściem na oddział. Oboje nie spaliśmy całą noc, byliśmy zmęczeni, obolali, słabi. Dobrze, że szwagier, który przechodził wszystko tydzień temu zaproponował nam pomoc. Mąż był w takim stanie, że nie wróciłby o własnych siłach do domu. Bardzo mocno się o niego martwiłam.

O 9:30 pobrali mi wymaz na covid i krew do badań, lekarz co chwilę przychodził i pytał się o samopoczucie. Nie chciałam żadnych leków na uspokojenie, na spanie, nic. Jedyne potrzebowałam męża. 😭🥺 Zaczęło się kłucie - wenflon (ku*wa), antybiotyk, lek osłonowy i zastrzyk przeciwzakrzepowy w ramię.

Godzina 12:00 - wynik negatywny, lekarz załatwił mi leżenie w izolatce do wieczora, nie chce mi się jakoś specjalnie z nikim gadać 🤐. Moja psychika była wtedy w rozsypce a każdy nawiązany kontakt z położonymi (lub lekarzem) kończył się płaczem.

O 13:00 - aplikacja pierwszej dawki tabletek poronnych. Żyłka w lewej ręce mi pękła, wenflon został wkłuty do prawej. Już sama nie wiem czy płaczę z bólu fizycznego, czy psychicznego. Mam ochotę krzyczeć, choć tego nie robię. Doktor do mnie zagląda - nie, nie chce nic na spanie, chcę już być po a to dopiero początek.

Okolice 19:00 - początek plamienia, dosyć opornie to idzie. Doktor przyszedł (pożegnać się, skończył dyżur) z nowym lekarzem i mówił, że zostawia mnie w dobrych rękach. Jutro, przed prywatnymi wizytami u siebie w gabinecie, przyjdzie mi zrobić USG i wtedy zobaczymy co dalej. Pomógł mi się przenieść na inną salę - też załatwił mi leżenie samej, choć nie obiecywał, że będzie tak przez cały pobyt w szpitalu. Początek lekkiego plamienia.

O 20:30 zgłosiła się dziewczyna ale nie chce zostawać na noc, przyjdzie jutro rano lub po weekendzie. Ciąża zagrożona, konflikt serologiczny. Nadal lekko plamię.

21:30 - kolejna dawka antybiotyku i kłucie. Po tym próbuje zasnąć. Nie śpię, godzę się ze swoim losem. Kropku, mam nadzieję, że tam Ci lepiej. 😭 Jestem ciekawa, czy widzisz jak z tatą cierpimy. Jak tylko wrócisz z badań genetycznych godnie Cię pochowamy. Chcemy wiedzieć, czy jesteś słodką dziewczynką czy psotnym chłopcem. 🥰❤ Ciężko mi kontynuować Nowennę Pompejańską o zdrowie dziecka ale robię to. Położne co chwilę do mnie zaglądają. Proponowały mi rozmowę z psychologiem jutro rano, nie będzie mi to potrzebne. W szpitalu jest inaczej. Każdy wie, co mi jest. Nikt nie mówi mi, że "jesteśmy młodzi", że "mamy jeszcze czas", że "SIĘ ZDARZA". Tu wszyscy wiedzą, nie pytają, nie radzą, traktują mnie normalnie. Płacz nie jest niczym dziwnym, pozwalają mi płakać ile wlezie, dać sobie czas... Zasnęłam gdzieś przed północą.

Powtórzone wszystkie badania:
- morfologia - wzorowa,
- mocz - bez zmian,
- przeciwciała - bez zmian,
- konflikt serologiczny - wykluczony.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 09:00

Ku pamięci - z dnia 11.10.2021
Byłam o 5:00 w WC sprawdzić czy coś przez sen się zadziało - plamienie przez noc zerowe. Tyle ile było wczoraj - tyle zostało. Skurcze brzucha żadnych. Pani pielęgniarka zobaczyła mnie na kamerze idąca do toalety i zostałam jąna sali przy powrocie. Zapytała, czy coś się dzieje a później zaproponowała mi coś na spanie. Nie dziękuję, jest okej. Odczytałam wiadomość od męża, stwierdził, że aby nie myśleć idzie do pracy. Narzekał na złe samopoczucie.

O 8:30 - nowa zmiana, nowa pani doktor. Na USG nic nowego, Maleństwo nie chce mnie opuścić. Tętna brak, rozwarcie szyjki macicy prawie zerowe. 😑Zaaplikowała mi kolejną dawkę tabletek. Kazała leżeć i czekać. Przekazała, że był obecny mój lekarz prowadzący ale nie chciał mnie budzić. Słyszałam później, że rozmawia z nim przez telefon. Chłop się martwi. A ja? Czuję się naprawdę dobrze. Fakt, że co zmiana są inni lekarze i położne, i chcą się dowiedzieć o mojej sytuacji sprawia, że oswajam się z tematem. Nie mam ochoty płakać.

10:30 - 🍑, tabletki mi wypadły podczas siku 🤬, nawet się nie rozpuściły. Pani doktor mówiła, że jestem na nie oporna. Teraz dała mi jedną. Znów mam leżeć i czekać.

13:00 - mąż napisał mi, że źle się czuje i że ma temperaturę. Myślę, że rozchorował się przez tą całą sytuację. 🥺

20:00 - ech, znów mam zjazd 😭. Mąż mi przywiózł tofifi i inne, już bardziej zdrowe rzeczy (np. mandarynki). Czy możliwe, że człowiek w przeciągu dwóch dni tak chudnie na twarzy. 😳😥 Przestraszyłam się jego wyglądem. Pani położna pozwoliła mu wejść na 15 minut 🥰. Widziała słodycze i kazała schować przed obchodem 😂.

22:00 - antybiotyk, mam dość tych ukłuć. Mam ochotę uciec. Tym bardziej, że większość dnia jedna ze starszych pacjentek robi sobie spacerniak na korytarzu. Odgłos jadącej kroplówki jest taki sam jak odgłos wózka pielegniarki, która chodzi po pacjentkach i wkłuwa im lekarstwa. Uraz czas zacząć. Nadal lekkie plamienie, skurczy brak.

0:00 - nie mogę spać, płaczę jak bóbr. Ech. 🖤 Aniołku... 👼

Ku pamięci - z dnia 13.12.2021
Dzień zabiegu - można zacząć nowy cykl ale do sedna. 🤬

O 8:30 na USG zostało zauważone odklejenie się Okruszka. Nawet nie pamiętam, czy doktor dała mi tabletki - raczej nie. Czekamy na anestezjologa.

O 13:00 zaczęłam robić się głodna, tym bardziej, że śniadanie i teraz - obiad są nie ruszone. Zauważyłam mojego doktora i kuźwa, przyznam szczerze, że zarazem mało elegancko a bardzo pretensjonalne zapytalam się, kiedy do cholery będzie ten zabieg, bo zaczynam być głodna. 🤬 Bardzo rzadko tak wybucham ale ku*wa, od 6:00 myślałam tylko o tym jak będzie mi już dobrze po zabiegu. Nie będę się bać chodzić do WC i patrzeć na to, co aktualnie jest na podpasce, zbierać tego do pojemnika i pytać się położnych czy lekarza, czy TO JEST MOJE DZIECKO. Doktor stanął jak wryty i wiecie co? W ciągu 15 minut położna kazała mi się przebrać w taką papierową sukienkę, odbyło się szybkie USG w celu sprawdzenia położenia Okruszka, przyszła wiecznie zarobiona pani anastazjelog (tylko na nią czekaliśmy pół dnia) i prosto zabrano mnie na zabiegówkę. 😂 Tak, tak - to nie jest śmieszne, jednak cały komizm tej sytuacji polega na tym, że lepiej mi nie zabierać jedzenia, bo głodna nie ręczę za siebie. 😂

Na zabiegówce panika jak c*uj. Pierwszy w życiu zabieg pod ogólną narkozą. Błagałam w histerii panią doktor, by w miarę możliwości Okruszek był w całości. Ona zaczęła mi coś tłumaczyć o jaju płodowym i trofoblaście. Oczywiście głodna, zaczęłam do niej skakać, że dla mnie to żaden trofoblastu tylko DZIECKO i proszę o wykonanie zabiegu z szacunkiem. 😭 Nigdy nie miałam takiego ataku histerii, nie potrafię tego opisać. Na fotelu przywiązały mi nogi pasami a ja chciałam się obudzić z tego horroru. Pani doktor zaczęła mnie głaskać po włosach, twarzy i ramieniu. Po trzeciej dawce narkozy spojrzałam w okno i odelciałam.

Wybudziłam się jadąc na salę. Usłyszałam od położnej, że teraz, przez 2 godziny nie mogę nic jeść i pić. Pamiętam, że jedyne co powiedziałam, to "co, znowu bez jedzenia?" i zaczęłam wyć. Chwyciłam za telefon na sali i chciałam napisać jakąś wiadomość mężowi (później się okazało, że wysłałam nawet kilka - lecz sama nie wiem co autorka miała na myśli 😅 mąż zrozumiał tylko SMS-a z ciumkiem "o to chyba rozumiem, też Cię kocham" odpisał 🥰). Położna to zobaczyła i dała mi coś na spanie. Tym razem nie protestowałam.

Obudziłam się około 15:30, normalnie kac bez skutków ubocznych. Zanim wstałam trochę zajął mi powrót do realiów, szybko przypomniał mi o tym ból brzucha, brak bielizny między nogami i uczucie obfitego krwawienia. Po raz pierwszy poprosiłam o znieczulenie.

Przyszła pani doktor robiąca mi zabieg i lekarz prowadzący. Z płaczem przeprosiłam ich za swoje naganne zachowanie. Lekarz chwycił mnie za rękę i powiedział - pani horror już się skończył. Wraca Pani do zdrowia. 😭 Doktorka pokazała mi w pojemniczku jajo płodowe - całe, nie uszkodzone.

Boże, chcę do domu, do męża. 😭

Z optymistycznych wiadomości: przed końcem zmiany dostałam od lekarza prowadzącego następujące dokumenty - listę badań do zrobienia (ja + mąż, w tym dodatkowo musimy potwierdzić lub zanegować jego hemochromatozę), receptę na lekarstwa i wykaz suplementów dla nas oraz dietę od szpitalnego dietetyka na najbliższe 3 miesiące (też oboje). Dodatkowo zlecił powrót do mierzenia temp., by zobaczyć, czy będzie owulacja. Od lutego bierzemy się do roboty 😊, pomimo tej tragedii i teraz - kilka h po zabiegu, jesteśmy z mężem pełni optymizmu. Dziękuję Bogu za tutejszych lekarzy i za tą opiekę, jaką mam w szpitalu niezależnie od zmiany. ❤

Nowenny Pompejańskiej nie przerwałam, choć w czwartek (9.12.2021) miałam taką ochotę. Ufam, że swoją modlitwą uratuje inne dzieciątko. ☺


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 11:29

Kiedyś modliłam się do Matki Bożej o cud macierzyństwa - dostałam.
Później modliłam się o to bym mogła doświadczyć kp - dostałam o wiele więcej niż sobie wyobrażałam.
Teraz modliłam się o to bym nie musiała tego kp kończyć drastycznie....dostałam czas, ponad miesiąc....jak tu nie wierzyć, że Matka Boża czuwa nade mną i Marysia❤️

Chłoniak jest, leczyć trzeba, ale raczej jutro nie umrę 🤭.
Mam zacząć leczeni pod koniec stycznia, więc mamy z Marysią trochę czasu. I tak mało, ale mam nadzieję, że damy radę.
Doktor powiedziała, że jeszcze 23 grudnia mam tomograf i badania krwi, ale na razie nie ma planu na chemioterapię, a jakieś inne leczeniem. Immuno... coś tam. Rozmawiałyśmy chwilę przez telefon, a tego 23.12 mam poznać szczegóły.
No i na razie mogę wrócić do pracy. To też dobrze🤭😏

Tak sobie myślę, że na prawdę Maryja nad nami czuwa. Gdyby nie to zamieszanie z chłoniakiem, to chodziłabym do pracy. Byłby to dla nas wtedy mega bardzo trudny czas mając na uwadze, że Marysia nocami nie sypia, cały grudzień chorowała. Chyba dopiero powoli wraca do siebie. Leczymy infekcje intymną która się chyba po antybiotyku przyplątała. Leczymy katar. A i leczymy przewlekle wysiękowe zapalenie ucha 🙈 Chodzimy na spacery i budujemy na nowo odporność 💪 Do świąt już jej nie puszczamy do klubiku, by nic nie złapała i miała szansę na ostatnią dawkę szczepionki (5w1 może być do końca 2. rż.). W zasadzie moje L4 spadło nam dosłownie z nieba ❤️.
Pan Bóg jest wielki❤️.

Swoją drogą przez to siedzenie w domu to nigdy nie miałam tak umęczonych cycków. Pół nocy Marysi na mnie (dosłownie) śpi, i chociaż sama mówi przez sen że chce do swojego łóżeczka, odkładam ją, ona próbuje zasnąć, ale nie może i po 15-20 minutach już stoi w łóżeczku i woła mamaaa, mamaaa cyca cyca🙈🙈🙈🙈
Ogarnia mnie czarna rozpacz o tym zakończeniu kp. Muszę to przemyśleć i opracować jakiś plan na najbliższe tygodnie 🤷🧐🙄
Ale na razie idę robić ciasto na pierniczki. Pierwsze w moim życiu 🙈🙈🙈🙈 jeśli nie wyjdą, to może się uda z Marysią pobawić chociaż foremkami 🤣

Dawno nic nie pisałam boo No właśnie bo jesteśmy wiecznie chorzy pare dni pochodzi do zlobka i zaraz katar marudzenie nie przespane noce :/ czas mam wrażenie że się zatrzymał a jednocześnie w innych kwestiach zapiernicza .. za około tydzień jestem sama samiutenka na 2 tygodnie maz jedzie na ćwiczenia w zasadzie i tak wiecznie go w domu ale pomagał w kwestii robienia zakupów nie daj Boze xeby w tym czasie coś się że mna stało bo nawet nie mam do kogo zwrócić się o pomoc :(

WPIS ORGANIZACYJNY - co zabrać do szpitala w sytuacji wywołania poronienia?

Najpierw przytoczę słowa położnej, która opiekowała się ze mną cały piątek - w trakcie ciąży, nawet na tak wczesnym etapie, należy mieć spakowaną torbę. Trzeba zapamiętać na przyszłość.

Lista (nie po kolei):
1. SZTUĆCE
2. ŁADOWARKA do telefonu
3. PIŻAMA - jak komu wygodniej, na oddziale widziałam pacjentki w koszulach nocnych i chyba jako jedyna miałam spodenki z podkoszulką. Jakoś tak nie przepadam za koszulami. Muszę mieć spodenki albo długie spodnie (w nich może być za gorąco). 😅
4. PANTOFLE - mogą być zwykłe kapcie, mogą być typowe klapki pod prysznic. Akuratnie to zależy wszystko od szpitala i jego warunków. W izolatce miałam prywatną łazienkę, na sali ogólnej chodziłam do łazienki dla wszystkich pacjentek.
5. BIELIZNA (majtki + dodatkowe 2 szt., skarpetki miałam też + 2 ale średnio mi były potrzebne), ręcznik duży i mały.
6. Dodatkowy SWETEREK na ramiona.
7. Z rozrywek miałam wszystko: krzyżówki, książkę (nawet jej nie ruszyłam), szydełko (to już jakoś szło). Odnośnie telewizora - trzeba było mieć drobne, bo usługa płatna za 45 min 1 zł. 😅 GRUBY HAJS.
8. PODPASKI - najważniejsze a prawie na końcu. Szwagierka kazała kupić "dużo". Określenie iście inżynierskie - tak więc, kupiłam 3 opakowania po 14 szt. (moje ulubione Always Ultra, największy rozmiar jaki był dostępny). Zmieniałam je średnio co 7-8 h. Wszystko zależy od naszych organizmów - o tym następny post (i o samym wywołaniu poronienia, zabiegu łyżeczkowania, samo czyszczeniu się macicy, bo informacje w internecie są jakie są, na Ovu znalazłam stare wpisy). Dodatkowo wzięłam 20 opakowań chusteczek higienicznych (zużyłam całe 5 op.).
9. JEDZENIE - miałam kupione wafle ryżowe ale jakoś mi nie podeszły. W piątek jakoś przeżyłam z jedzeniem, byłam jeszcze w szoku i tak średnio ogarniałam. W sobotę już miałam wsparcie (mandarynki, moje ukochane tofifi, sok, woda, serek ziarnisty, plasterki szynki w opakowaniu, ogórek, pomidor). W niedzielę to już w ogóle rarytas ALE - każde wejście męża na oddział był uzgadniany z ordynatorem. Wiadomo, doba covida.
10. KOSMETYCZKA - żel pod prysznic, 2x maszynka do golenia + żel, pasta do mycia zębów + zwykła szczoteczka do zębów (soniczna jest zbędna), kremy do twarzy na dzień i na noc, do rąk, szampon do włosów...
11. KUBEK/SZKLANKA (oraz kawa, herbata, cukier) - u mnie na oddziale była mini kuchnia z możliwością podgrzania jedzenia w mikrofali, zrobienia sobie herbaty i kawy (położne proponowały mi kilka razy, że mi zrobią, kolejne pozytywne zaskoczenie), lodówka do przechowywania żywności.
12. KOC - w moim szpitalu na noc przykrywa się poszewką na kołdrę (łatwiejsza w praniu, hasło: covid) i kocem. Po pierwszej nocy wyjdzie, czy potrzebujecie dodatkowego wsparcia na zatrzymanie ciepła. 🙂

Jak coś mi się przypomni - będę edytować. 😉


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2021, 20:15

Kolejna procedura, tym razem dlugi protokol... W tych moich staraniach wszystko jest dlugie, tylko nie ciaze, ktore potracilam... Punkcja w okolicy 11.05. Troche juz brak mi wiary, ale nie poddaje sie, choc jesli teraz cos pojdzie nie tak, skorzystam z opcji adopcji zarodka. Jest to plan, dzieki ktoremu troche mi lzej, ale jednoczesnie to jedna z najtrudniejszych decyzji, jaka byc moze przyjdzie mi podjac. Mysle, ze nie kazdy te trudnosc rozumie, ale i rozumiec nie musi

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)