Ayayanee Hurricanes and Suns 21 kwietnia 2022, 20:17

Dziś nawet niebo płakało...

Bartulek to mały koksik, waży 2059g ❤
Dzisiaj profesor się na mnie spojrzała i mówi "co, w stosunku do córeczki to duży jest,no nie?" I się uśmiechnęła, a u niej to już znaczy wiele! ;) odpowiedziałam,że w stosunku do córeczki to mały nie jest duży,a gigant ;)
Ciśnienie podwyższone, leki zwiększone z 3x1 na 3x2...mało dają,ale byle dotrwać do wtorku,bo we wtorek 19.04 mam skierowanie do szpitala i będę tam już do porodu. Profesor nie powiedziała kiedy zrobi cc,wszystko zależy od wyników,ale podejrzewam,że będzie chciała mnie przetrzymać do tej majówce i zgodnie ze swoim planem po niej przywitam na świecie...cud..tak, uważam,że Bartek jest cudem. Wiecie co mnie boli najbardziej? Że niestety nie każdy ma taki zawzięty charakter jak ja i gdy usłyszy od lekarza "nigdy nie urodzi pani żywego dziecka", "nie powinna być pani nigdy więcej w ciąży", "pani organizm więcej nie wytrzyma" nie pomyśli sobie "a ja Ci kur...pokażę,że dam radę"..i wiele dziewczyn się załamuje, nie ma siły drążyć,szukać, walczyć...ale i też nie każdego na to wszystko niestety stać. Ja poświęciłam żeby mieć Bartka wszystko. Wydaliśmy wszystkie pieniądze,które mieliśmy na własne mieszkanie, ja musiałam zrezygnować z dobrej posady w banku na poczet stanowiska z najniższą krajową,ale tam miałam psychiczny spokój,który był niezbędny podczas całego procesu niepłodności..oboje z mężem zrezygnowaliśmy z naszych pasji,bo przecież każdy 1zł trzeba odłożyć,a i tak w pewnym momencie po prostu brakło...na szczęście wszystko wskazuje na to,że poświęcenie i statusu materialnego i życia towarzyskiego się opłacało,bo pieniądze zawsze można zarobić, przyjaciół bynajmniej poznaliśmy prawdziwych, a dziecko? Będzie dopełnieniem naszego życia ❤
Nie będę ukrywała, żw wraz z urodzeniem Bartka chciałam usunąć konto,ale....jest tu tyle wspaniałych osób,że nie jestem w stanie tego zrobić. Nie odejdę dopóki i im się nie uda, a wiem,że się uda!

35+6
Torba już spakowana i czekamy na naszego drugiego synka...

Synku już niedługo będziesz z nami ♥️

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 14 kwietnia 2022, 15:01

Łapię pierwszy oddech 💚

7.04 - 6dpt - beta 19,91
11.04 - 10 dpt - beta 180
14.04 - 13 dpt - beta 698

Za dwa tygodnie się zobaczymy😍

Ps. Boję się strasznie, chyba nigdy to nie minie... Ale staram się też siebie wyciszać.

Na razie nie ma radości, są kolejne oddech złapane w przerwie.

Połowa ciąży...
Tak się cieszę i wciąż do mnie nie dociera, że jesteśmy na tym etapie.
Od poniedziałku czuję Twoje ruchy, Księżniczko. Niesamowite. Czekałam na nie prawie 6 lat.
Twój Tato dziś delikatnie poczuł Twojego kopniaka. I odkąd wrócił z pracy, to ciągle zerka na nas i próbuje się do Ciebie przytulać.
Jesteś naszym darem, naszym cudem...
Rozwijaj się dalej i rośnij dalej dla siebie i dla nas ❤️
Kochamy Cię ❤️

Smuzka Czekam na ciążę 🥰 1 czerwca 2022, 16:34

18 dc. A libido dalej wysoko. Teraz tylko czekanie czy się uda czy nie. Nie nastawiam się na nic. Seks był w 15 DC i 17 dc i już sobię wkręcam że się nie uda bo za mało... Eh. Jak sobie pomyślę że z córką zaszłam w jednym cyklu. Ale wtedy miałam 19 lat...
Ma plan na kolejny cykl zastrzyk wziąsc bo już na luzie. Bo już nie ma komuni itp.
Dziś dzień dziecka córka szczęśliwa. Eh a ja sobie myślę jak by to było mieć swoje dzieci

Ayayanee Hurricanes and Suns 15 kwietnia 2022, 07:40

Powiedz jak mamy żyć bez Ciebie? Powiedz w którą części nieba mamy patrzeć gdy rozmawiam z Tobą?
Serca nam pękły... Nasz wymarzony maleńki synku.
Nie zapomnę jak wyglądałeś, nigdy... Bo patrzę na Twojego tatę i widzę Ciebie.
Trzymałam Cię w ramionach i błagałam żebyś zapłakał, błagałam o cud... Ale cuda nie są dla nas, prawda?..
Cała ciąże byłam czujna, cała ciąże bałam się... Pozwoliłam sobie na spokój w ostnich jej dniach... GŁUPIA...

Tylko czas nas dzieli... Jeszcze utulę Cię w ramionach...

Na pamiątkę :
9.08.21 - ⏸️10.08 Beta 31,94 mIU/ml - >12.08 beta 84,38 mIU/ml - > 16.08 beta 674,77 mIU/ml - >23.08 - ✨0.26cm kropki✨ - > 07.09 - 🍬1,57cm, 💓FHR 161 ->8.10 - 5,63cm 🌰->
✨I prenatralne - 6,65 cm 💙-> 18.11 - 250 g 🥭💙
✨Połówkowe - zdrowy Kubuś 🥞💙
💙23tc - 480g 🍼 - > 27tc- 970g 🐇💙-> 30tc- 1437g 🐨 💙->34tc - 2290g 🐆💙-> 37tc - 3000g 😯💙


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2022, 11:31

Historia przyjścia Naszego Dziecka na Świat

Najdłuższy ale i najważniejszy wpis w moim pamiętniku - część 1 - ostatnia prosta, szpital i poród 🩷 Robiłam go od ponad tygodnia, na raty oczywiście. Część 2 kończę, nie chcę o niczym zapomnieć i utrwalić te wspomnienia na zawsze.

Ostatnia prosta

Weekend przed wizytą, czyli 7-8.06 to już było apogeum zniecierpliwienia i stresu. Potem poniedziałek 9.06 kiedy Męża nie było a ja szalałam czy się nic wtedy nie zacznie. Przetrwałam dzięki HBO, obejrzałam mini serial „Sceny z życia małżeńskiego”, pochłonął mnie i jakoś czas przeleciał. Swoją drogą, bardzo polecam. Wtorek rano, 11.06 na luzie pojechałam do prowadzącego z kliniki. No może nie do końca na luzie, bo w głowie paranoja czy już Mała przebiła 4 kg czy nie. W każdym razie plan był na spokojnie w razie czego wybrać się do szpitala na indukcję, jakoś pewnie pod koniec tygodnia.
A tu zonk. W USG malowodzie. Mało już przybrała od ostatniej wizyty, szacowana na 3600, dr powiedział, że łożysko się starzeje, że mało wód, że „kończymy tą ciążę”. Pytam się jak to, co mamy robić ? „Pakujecie się i jedziecie do szpitala”. Takiego scenariusza się nie spodziewałam. Uprzedził mnie tylko że szyjka dalej za wysoko, twardo trzyma, niegotowa do porodu i może być coś takiego jak dystocja szyjkowa, przez co skończy się CC. Może puści, może nie. W sumie byłam już w takim amoku że mi było wszystko jedno. Dom, walizy, szpital (Południowy w Waw). Szybkie przejście przez SOR, IP ginekologiczna - może z 15 min zajęło. Szok pozytywny. Na IP potwierdzona diagnoza, malowodzie, przyjmują mnie na patologię ciąży i będziemy decydować co dalej, ale ciążę lepiej skończyć szybciej niż później. To był 38+5.

Pobyt na patologii ciąży

Dobę z 11 na 12 spędziłam na patologii ciąży i to było w sumie spoko, bo się uspokoiłam że jestem pod opieką, ktg kilka razy dziennie, zeszło mi ciśnienie. O tej indukcji już nawet nie myślałam, będzie to będzie. Cały czas byłam w kontakcie z moją położną i to też był duży komfort psychiczny. W nocy współlokatorka z pokoju zaczęła rodzić. 4 h skurczy, ale jakoś między nimi pakowała walizy i gadała ze mną, na skurczu cicho syczała ale obserwując to myślę „luz”. Po 4h okazało się że ma rozwarcie na 6 cm i zabierają ją na porodówkę. Tym bardziej myślę o co halo z tym porodem jak to tak sprawnie idzie 😅 O żesz ja naiwna.

Poród

Wyspana, bo sąsiadkę powieźli na porodówkę, najedzona talarkami w nocy (sąsiadka między skurczami mi dała paczkę), 12.06 czekam na lekarza. Fajna babka. Mówi że jestem dziewczyną z trudną historią, tych wód jest mało, Mała jest spora, więc co ja na to aby indukować poród. To mówię że jestem jak najbardziej za. Kończymy KTG i mam się stawić w zabiegowym dobrać metodę indukcji. Zbadała mnie, mówi to samo co Dziadecki, że szyjka niegotowa, zamknięta na siedem spustów i musimy dać balonik. No ok. Wkłada ten balonik, średnio przyjemne, a tu coś pociekło aż na podłogę. Wody zaczęły odchodzić … Jeszcze chcieli sprawdzić czy na pewno więc ze 20 min ten balonik miałam, ale okazało się, że wody na 100%, więc balonik do usunięcia. Fail już na starcie tej indukcji, myślę sobie. Ale czekam. Ok 16:00 odszedł mi czop śluzowy, zaczęłam plamić. Nadzieja, że jednak samo się ładnie rozkręci. Od 18 zaczęły się skurcze, do wytrzymania ale bolesne, nieregularne, bardziej mocny ból jak na okres. Ok 20:00 już regularne więc wzięli mnie na porodówkę, by były miejsca i przyjechała moja położna. Nooo i się zaczęło… Szyjka totalnie niegotowa, przebiła mi pęcherz płodowy żeby wody do końca zeszły, decyzja że podajemy małą dawkę oksytocyny. KTG przenośne cały czas miałam mieć. Dzięki Bogu 🙏 Warunki rewelacyjne - jednoosobowy pokój, fotel dla męża, światełka, łazienka z prysznicem, piłki, masa bajerow, no jak w prywatnej placówce. Ciężko uwierzyć, że to NFZ. Po oksy skurcze już konkret, stwierdziłam że jestem zmęczona to ja się przy nich położę. Błąd, bo jak się rozkręciło to na leżąco strasznie bolało i sama już nie wstałam. Mąż był ze mną od początku i od samego początku już pobladł. Jakoś po godzinie doszedł mi bardzo niefajny, straszny wręcz objaw w tym porodzie - wymioty. Na skurczu. Położna posadziła mnie na piłce, dała torebkę na wymioty i heja. Szyjka oczywiście nie współpracowała, skurcze bolesne i nieefektywne, rozwarcie może 1 cm. No to zwiększamy dawkę oksytocyny i z tą piłką pod prysznic. Lałam sobie ciepłą wodą po brzuchu, siedziałam umordowana na tej piłce ponad 2h, ale rzeczywiście ciepła woda trochę łagodziła to piekło. Ok 1:00 miałam już bardzo dużą dawkę oksy, skurcze fest (czułam i widziałam na ktg) i ból taki, jakiego nie znałam. Nicość. Nie wydawałam z siebie żadnych dźwięków, tylko zamykałam oczy, cała się spinałam, skurcz, rzyg, wdech i wydech i liczenie. Jakoś po doliczeniu do 6-7 wiedziałam że trochę odpuści. I w momencie skurczu jakby nic nie istniało. Amok totalny. Mąż przerażony. Widziałam też że coś się dzieje nie tak. Położna pobrała mi krew do badań, dziecku od jakiegoś czasu zaczęło bardzo skakać tętno (170-177), wody płodowe zielone. Resztki racjonalnego umysłu modliły się już o CC. Jak czekaliśmy na wyniki to podali mi znieczulenie, żebym się chociaż chwilę zdrzemnęła. Skurcze miałam tak częste już, na tej max dawce oksy, że właściwie nie było opcji podać między, więc podawali znieczulenie na skurczu. Byłam nago, mokra, na tym łóżku, wyginali mnie aby trafić w kręgosłup, to był moment jak zapalili mocne światło, że poprosiłam męża, żeby wyszedł na chwilę, żeby na to nie patrzył. Poprosiłam to dużo powiedziane 😂 To było raczej wysyczane „no i na co się patrzysz ?! Wyjdź stąd na chwilę”.
Znieczulenie podziałało cudownie, nie czułam prawie nic a skurcze pisały się super mocne. Położna kazała mężowi zdjąć mi łańcuszek więc już wiedziałam, że pewnie będzie cięcie (o które serio się już od północy modliłam). Zdrzemnęłam się z godzinkę i pobudka jakoś tuż po 3:00, położna po wynikach badań i rozkowie z lekarzem, że „Kasia jedziemy na CC, bo ja się boję o tego Waszego dzidziusia, wody zielone, a z krwi wyszła już infekcja wewnątrzmaciczna. „Mamy przed sobą jeszcze wiele godzin porodu, a chcę abyście mieli zdrowe dziecko”. Dla mnie to była informacja zbawienie, czułam całą sobą niepokój że ten poród idzie źle i jak po grudzie, że mała jest przerażona (stąd to tętno). Bałam się o nią. Zresztą nie miałam fiksacji na poród SN, chciałam spróbować ale bez ciśnienia, na początku ciąży chciałam CC, ale nie podobało mi się planowane na zimno.
Z emocji jednak mnie już trzęsło konkretnie. Przyszedł lekarz, wszystko mi wyjaśnił, podpisałam zgody. Zapytał czy mam jakieś pytania. A ja że nie, tylko prośby „pierwsza żeby moje dziecko przeżyło, żebym ja przeżyła i ostatnia żebyście nie usunęli mi macicy”. Roześmiał się i mówi że ok. O 3:30 zawieźli mnie na salę, mąż spakował nasz bajzel i miał się przygotować do kangurowania Małej. CC wspominam super, poza tym że telepało mną z adrenaliny, zmęczenia, leków. Znieczulenie poszło jak z płatka, ekipa super miła, każdy mi się przedstawił, pani neonatolog powiedziała że zaraz będziemy oglądać Małą, moja położna trzymała mnie cały czas za ramiona.
Coś tam zaczęło robić, lekkie kołysanie i słyszę „o jest”, że już ją wyciągają. Ja że „nie płacze”, to się zaśmiali że chwila, na razie różowa stopa jest. Wybiła 3:52 i mi ją pokazali nade mną, umazaną, płaczącą, jeszcze z pępowina. Płakałam, śmiałam się i trzęsłam z emocji jednocześnie. Kosmos uczucie. Potem ją wzięli na bok i tam ogarniali co trzeba, ale wszystko mogłam obserwować. Mnie zaszywali. Bałam się że natną mięśniaka, będzie krwotok o jakąś drama ale poszło naprawdę super. Przystawili mi Małą do twarzy na pocałunki i pojechała do Taty.
Byłam w szoku jaka jest długa i jak ona mi się w brzuchu mieściła. 58 cm, długaśne nogi. Na pierwszy rzut oka - cały mój Mąż 🩷 Tylko usteczka moje.
Przewieźli mnie na pooperacyjną, gdzie Mąż ją kangurował, czekając na mnie. Teraz powtarza, że on do końca życia nie zapomni tego uczucia jak mu ją położyli na klacie, jaka była gorąca, jak się przytuliła i jak spała. Narobił ze 20 selfiaków z tego kangurowania i porozsyłał do rodziców od razu. Ma na nich taką minę, taki jest dumny że wygląda jakby sam ją urodził 😂

Zaczęło świtać, położyli ją na mnie, od razu do cycka się przyssała, dostała siarę i tak już leżałyśmy przez 6 h do pionizacji. Mąż obok, pilnował żeby się nie przesunęła gdzieś, a ja mogłam trochę podrzemac. Zmęczeni, szczęśliwi, wzruszeni, nareszcie razem.

Dostałam sporo leków przeciwbólowych, pionizacja po nie całych 6h. Dla mnie luz. Od razu wstałam i poszłam po mału pod prysznic. Bolało, ale w porównaniu do skurczów porodowych to pestka.

No i jest na świecie od 10 dni a ja rozpływam się w miłości i szczęściu jakich nie znałam. W zmęczeniu i frustracjach również, ale o tym w drugiej części mojego wpisu „porodowego” ;-) Dla mnie to była magiczna noc, piękny poród, mimo że wszystko poszło nie tak, ale liczy się tylko to, że ona tu jest.

Zdrzemnę się może z godzinkę i o 3:00 pobudka na karmienie (jak Lenka będzie chętna) lub laktator (walka o laktację, stąd te frustracje …).


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2024, 02:08

aster Plan B. 22 kwietnia 2022, 14:37

10 dpt

Beta 5,71
Coś ewidentnie drgnelo, ale nie łudzę się, wynik słabiutki... Jeśli nie przyjdzie @ to powtórzę test w poniedziałek.
Nawet jeśli nic z tego nie będzie, to przynajmniej mam świadomość że przez krótką chwilę byłam w ciąży... Może więc kiedyś się uda...?


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 kwietnia 2022, 20:37

7+1
We wtorek pojechałam na USG, zauważyłam plamienie delikatne , do tego bóle okresowe.
USG wykazało że ciąża mniejsza o 4 dni jak ostatnio, serduszko widoczne, maluszek miał 0,5mm za to pojawił się krwiak.
Od razu zrobiłam się chora znów ten dziad mnie nawiedza.
Dziś w pracy zauważyłam pierw żywa krew a potem większe plamienie. Ekstra jeszcze mi brakowało krwi do szczęścia. Kolejne USG za tydzień będę pilnować krwiaka bo różnie może być. A tak miało być dobrze, a jednak......

19tc+3
Polowkowe 😱 matko to juz? 😱
Dobrze ze ciśnienia nie mierzyli bo by skali moglo zabraknąć...
Kto ustala 20minut na polowkowe? Każda siedzi 30-40 minut i zamiast o 11 weszliśmy koło 12:30...
Nie lubię lekarzy którzy się prawie nie odzywają podczas badan, a ja z każdym spojrzeniem w monitor prawie zawał...
W końcu powiedziała ze anatomicznie wszystko w porządku 😍, łożysko i wody ok 😍, przepływy mogłyby byc lepsze, ale sa znacznie lepsze niz z mała no i nadal w normie...
Synek ładnie rośnie na świątecznym jedzeniu, ma 330g, najpierw U usłyszałam zw to malo, ze w normie, ale bedziw drobniutki, ale... potem doczytałam ze wpisała mi termin z OM 20+5, a pomary wskazują 20+1, ale OM jest 19+3, czyli tak naprawde dalej dalej mamy te 5 dni do przodu...
Synku, walcz, rośnij 🙏


Błagam, niech ten cud trwa...

Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏

13 cs 13 dc
Monitoring cyklu około godziny 15:30 kolejna owulacja z lewego jajnika! Pecherzyk 20 mm jestem bardzo zadowolona. Dzisiaj owulak pokazywał migająca buźkę, wszystko by się zgadzało .
Kolejny monitoring w sobotę 🤞🤞🤞

Françoise ZM, oligomenorrhea 22 kwietnia 2022, 07:30

Myślę, że nic nie będzie w tym cyklu, ale chciałabym, żeby już chociaż przyszła ta miesiączka. Jutro idziemy na wesele i chciałabym się napisać. Jutro rano zrobię też test ciążowy, zobaczymy

Ciąża zakończona 14 października 2021

No to jesteśmy ❤️ tak jak z Emilą w 41+0 tc. 50 cm i 3200g, czyli wcale nie taka mała Antonina. Poród trwał jakieś 10 min i w sumie gdyby nie odeszły mi wody (na 4 raty!) to bym nie poznała, że to to. Ból jak w czasie gorszej miesiączki, jestem w szoku. W sumie to byłabym gotowa zwinąć mandżur ze szpitala i pójść na piechotkę do domu 😂 także poród wynagrodził mi wszystkie trudy ❤️ czuję ogromną wdzięczność i szczęście ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2021, 09:48

miska122 Tęcza po burzy :) 22 kwietnia 2022, 11:25

Znalazłam chwilę by napisać. Tzn mój syn śpi mi na ręce, więc i tak nic innego zrobić nie mogę.
Aluś jest już takim dużym chłopcem. Wszystko go interesuje, jak tylko coś usłyszy zaraz obraca głowę, żeby zbadać skąd ten dźwięk. Straszna gaduła z niego (po mamie) i śmieszek. 2 dni temu podjął próby obracania się, akurat byliśmy u fizjo, pokazała nam jak ćwiczyć by te obroty poprawnie wykonywał.
Karmię piersią, ale kiedy zostaje z kimś innym to je mm. Nie mam na tyle mleka żeby odciągnąć wystarczającą ilość. Nie spędza mi to jednak snu z powiek. Jest co prawda dalej w jakimś 10 centylu (czasem 8 czasem 11), ale jak to stwierdził pediatra "niczego mu nie brakuje". Nie jest grubiutki, co to, to nie, ale nie jest też chudy.
Nadal nie minął mi syndrom sprawdzania co chwilę czy oddycha. Często patrzę na niego i nie wierzę, że tak naprawdę tu jest i jest mój. Kocham go niesmawicie i jestem tak ogromnie wdzięczna, że go mam, że jest piękny i zdrowy, że mogę się cieszyć jego obecnością codzinnie. Że mogę patrzeć jak mój mąż jest tatą. Niepłodność nauczyła mnie być wdzięczną za to co mam. Nawet kiedy strasznie ciężko, kiedy mały ma skok, odrzuca pierś, krzyczy w nieboglosy, kiedy boli go brzuszek, albo nie chce spać od 4:30, zawsze wtedy przypominam sobie, że to nic, bo moje największe marzenie się spełniło.
Nie wiem jak kobiety potrafią mieć porządek, ugotowany obiad i czas na cokolwiek przy tak małym dziecku. Mój syn potrzebuje mnie praktycznie cały dzień. Drzemki też na mamie, w dostawce trwają zaledwie chwilę. Ale znowu staram się być wdzięczna za ten czas. Pranie nie zrobione? Naczynia nie umyte? Podłogi nie odkurzone? Ok, zrobi się w weekend, ale najważniejsze że mój syn ma obok mamę i jest szczęśliwy. Przecież nie ma nic ważniejszego od niego.
A ja? Tęsknię czasem za chwilą dla siebie, pomalowaniem paznokci czy wolnym nie spędzonym na pracy, ale bardzo dobrze wiem jak czas szybko leci. Ani się obejrzę, a on nie będzie już bobasem, coraz mniej będzie potrzebował mamy. Więc dzisiaj go poprzytulam, bo ani się obejrzę, a on nie bedzie już chętny na te przytulaski.

Nieciążowa W nadziei o lepsze jutro... 1 czerwca 2022, 18:36

5dpt
Biel

29 dc (czwarty cykl stymulowany letrozolem) - sobota 21.05.2022

Od początku, ustaliłam testowanie na sobotę rano więc ja - największy śpioch świata - obudziłam się o 5:30 i nie mogłam zasnąć bo chciało mi się siku i biłam się z myślami co zrobić. Chciałam, żeby mąż był obok, w razie gdyby było nie i w razie gdyby było tak - w obu sytuacjach był mi potrzebny mąż, który nie śpi. Myślę sobie jak go obudzę w sobotę o 6 to chłop dostanie zawału, więc leże i czekam, próbuje usnąć... ale no nie, nic z tego.

Więc w łazience, zdenerwowana jak nie wiem, robię ten test (jedyny, który mam w domu) i wychodzi jedna kreska, więc moje emocje już na dnie ale za chwilę patrzę, że to jest jedna kreska T a nie kontrolna, reszta się rozlała i wyszło jakieś zamazane całe pole - czyli test nie ważny, trzeba powtórzyć. A ja nie mam testu w domu... nie zasnęłam już. Mówię, kurcze jakiego trzeba mieć pecha. W życiu trochę już tych testów zrobiłam i nigdy coś takiego nie miało miejsca. Nie zasnęłam już. Czekałam aż K. się obudzi. Po paru godzinach na teście były dwie kreski ale wiadomo, że się nie liczy. Ale pierwszy pozytywny test w życiu zaliczony... a nadzieja znowu urosła.

Pojechaliśmy potem na zakupy, jeszcze skręciliśmy z psem do weterynarza a ja tylko czekałam aż wrócimy i zrobię te testy, które kupiłam po drodze.

K. został na podwórku a ja rzuciłam zakupy w drzwiach i od razu do łazienki. Od razu pojawiły się obie kreski... 😭😭 dwie wyraźne kreski, bez cienia wątpliwości. Pobiegłam do męża, rzuciłam mu się na szyje i zaczęłam płakać jak bóbr.

W niedziele rano powtórzyłam, kolejne dwie kreski bardzo wyraźne.

Do teraz nie wierzę... jakby to nie dotyczyło nas ale skaczę z radości pod sufit. Nie boję się, wiem, że wszystko będzie dobrze.
Dopiero w czwartek będę miała możliwość iść na betę i wtedy też napisze do lekarza kiedy się spotykamy.

🤗🤗🤗

Dziś byłam na kolejnym USG, jest 7 pęcherzyków na prawym jajniku i 4 na lewym. Dr nie zadowolony ze stymulacji kiepsko to idzie, dziś doszedł menopur- 3 zastrzyki rano masakra hehe. Zrobiłam USG piersi bo jeszcze tego nam brakowało do punkcji. Kolejna wizyta w sobotę.

aster Plan B. 15 kwietnia 2022, 15:25

3 d.p.t.
Dobre wieści na święta, dowiedziałam się, że mamy już jednego mrożaczka☺️. Blastka 2ab❤️ drugi zarodeczek jeszcze pozostaje w obserwacji i jutro mam dzwonić co z nim.
Dzisiaj czuję lekki ból w podbrzuszu, taki jak na @😣 Mam nadzieję, że maluszek jeszcze tam jest...

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 15 kwietnia 2022, 15:37

8 dc,
wizyta u immuno to niestety było wyrzucenie pieniędzy w błoto. Jedynie może plan na dalszą przyszłość - ale teraz nie będę robić nic wbrew swojej woli i nie będę wchodziła w to głębiej.

W piątek za tydzień wizyta u mojego nie-niepłodnościowego gina. Pobiorę cytologię, podejrzę jajniki. O dziwo od trzech dni czuję lewy jajnik. Nie pamiętam kiedy miałam z niego owulacje. Czy będzie teraz? to się okaże, może organizm obudził się ze snu po IVF.

Nie mówię już, że liczę na cud. Wiadomo, będziemy się starać, ale zdecydowanie teraz po prostu... odpoczywam.
Psychicznie jest lepiej, wiadomo każdego dnia zastanawiam się czy dobrze robię, w końcu został nam ostatni zarodek...
Ale powoli układam sobie plan w razie niepowodzenia. I tak dni lecą sobie swoim tempem.

Kolejne smutne święta, ile jeszcze takich przed nami?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)