Kil Home Made Kazoku~ 31 października 2022, 15:01

Kilka dni temu odwiedziła mnie na chwilę przyjaciółka (też się biedna stara tak jak i my) i śmieje się, że fajną wróżbę mi zrobi - z obrączki na włosku wróżyła mi ile (czy w ogóle xD) i jakiej płci będę miała dzieci xD Nie wierzę w takie rzeczy - ale mimo wszystko jak miło było usłyszeć, że najpierw będzie chłopczyk (mój mały Ignaś <3) a później dziewczynka (tak, dla dziewczynki nie mam imienia xDD i to nie dlatego, że dziewczynki nie chce! Chcę obojętnie które - po prostu imię kobiece jakoś trudniej mi przychodzi wybrać... dla chłopca mam 2!xD)

Tak samo na pielgrzymce jak jedna babeczka (pediatra) podeszła po drodze krzyżowej i powiedziała mi, że poczuła w jej trakcie, że niedługo będziemy w ciąży =) to była końcówka sierpnia - ale siły dodaje mi i dodawać będzie pewnie do końca roku xD

Sheelie Moje życie 30 stycznia 2023, 10:49

Cześć!

Nie wiem co o tym myśleć mam czasami bóle miesiączkowe ale dziwne bo bez promieniowania na kręgosłup. A zawsze mi promieniował bol tak samo jeśli chodzi o piersi ..gdy dotknę ich sutków to pobolewają mnie .. nie wiem co o tym myśleć... czy będę miała miesiączkę czy jednak ciąża .. mam neutralne myśli nie nastawiam się... sle cały czas nie daje mi spokoju ten ból co opisywałam w poprzednim wpisie. Tak więc koniec luteiny 1 lutego a testy będę robila 2 lutego rano 🍀🍀🍀🤞🤞🤞

Hmmm nie wiem co myśleć dziś mam 26 dzień cyklu i 10 dni po OVITRELU z ciekawości zrobiłam test... Tak wiem za wcześnie ale kupiłam jakiś czas temu super czuły i koło południa zrobiłam go a po chwiluni pojawił się bladzioch. czy to jest coś konkretnego czy OVITREL hmmm?? Zobaczymy za kilka dni o ile wytrzymam z testowaniem. A jak coś to wybiorę się na krew.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2022, 21:17

Bum bum 🧨🧨

Jutro pierwsza IUI 🚼🚼🚼
16.11 godz 14:30 🥚

Hej Dziewczyny!

Dzisiejszy dzień zapowiadał się fajnie. W pracy było okej, po pracy pojechaliśmy do Płocka na badanie nasienia. Czekamy na wyniki, ale ze względu na to, że jutro jest święto, to musimy czekać na środę.
W niedzielę mieliśmy sesje zdjęciową, taka na luzie. Kiedyś chciałam ją wykorzystać jako sesje brzuszkową, niestety się nie udało... Wiec stwierdziłam, że biorę męża pod pachę i idziemy sobie zrobić sesję "od tak". Wyszła bardzo fajnie, jesienny klimat. Tu muszę dodać, że zawsze byłam i jestem "pierdo*nięta" na punkcie swojej wagi, figury. Ostatnio z 49 przytylam na 52 kg. Ja oczywiście widzę ogromną różnice, ale staram się pokonywać te moje demony ze względu na to, żeby nie być zbyt chudą na ciążę. Na sesję założyłam obcisłą sukienkę. Po tym jak opublikowałam jedno zajawkowe zdjęcie, kumpela wysłała mi screen jak inna dziewczyna, z którą kiedyś pracowałyśmy pyta się jej czy wiedziała, że ja jestem w ciąży. Spytana dlaczego tak myśli, powiedziała "tak wygląda". Ja pierdo*le... Nie dość, że człowiek ma zaburzenia odżywiania, chce z tego jakoś wyjść, z tym walczyć, to jeszcze ludzi coś takiego napiszą... Jeszcze dodać do tego cały pierwotny zamysł sesji... Płakałam, oczywiście że tak... Usunęłam to zdjęcie i zamykam się znowu w sobie... Pewnie zaczną się powownie wyrzuty sumienia związane z jedzeniem i omijanie niektórych posiłków...

Moje trzy cudowne, małe Szczęścia mają już zrobiony grobik na jutro. M z rana zawiezie chryzantemki i latarenkę i będzie pięknie ❤
Mam tylko nadzieję że nikt mi do jutra nie ukradnie wiązanki ani latarenki z motylkami, a niestety juz nie raz przyszłam i było pusto :(
Bartulek na cmentarzu tak pięknie opowiadał dzisiaj jak sprzątałam że w myślach się zastanawiałam czy nie rozmawia z siostrzyczkami:) teraz już mały śpi a ja nadal nie dowierzam, że on jest...że śpi obok mnie, że żyje...miałam takie wielkie szczęście, że prof B była w odpowiednim momencie, w odpowiednim miejscu...że zgodziła się mnie poprowadzić i dała nadzieję..nigdy jej tego nie zapomnę i zawsze będę jej przeogromnie wdzięczna...

Kochane zapalam światełko dla każdego naszego Aniołka...nieważne czy straconego na początku ciąży, w połowie, pod koniec czy po porodzie..bo serce matki zawsze pamięta ❤ 🕯🕯🕯

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 15 października 2022, 10:16

Dziś 15.10 - dzień, który niesie dużo emocji

02.2021 - „Franio” 👼
05.2022 - Matylda 👼

Ale dziś jest jakby lżej - wczoraj po dwóch tyg. dostaliśmy wiadomość o wynikach badań genetycznych - zaroduś zdrowy 🥳 będzie transfer.

Wiem, ze to dopiero kolejny krok w tej długiej drodze, ale chcę iść w dobrą stronę ♥️

Kruszynko, jeszcze chwilka i się spotkamy 🙏


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2022, 00:08

11 cs.
Od wczoraj rozpoczął się 11 miesiąc starań o spełnienie największego marzenia. 🐒 przyszła nieproszona, o jeden dzień szybciej niż zwykle jakby nie mogła doczekać się ponownej wizyty.

10 miesięcy walki za mną. Za Nami.
Mąż próbuje rozładowywać presje rodzicielstwa i udaje, że przecież nic takiego się nie stało ale ja wiem jak bardzo zależy mu na dziecku. Z resztą czasami też przypadkiem wygada się i utwierdza mnie w przekonaniu, że czeka na II kreski tak samo mocno jak ja.

A ja? Czuję się zmęczona tym wszystkim. Czuję się pokrzywdzona, gorsza, niekompletna. Dzisiaj na cmentarzach widziałam odwiedzające groby rodziny z małymi dziećmi i walczyłam ze łzami. Mam wrażenie, że rodzicielstwo to jakaś gra, w której kompletnie nie rozumiem zasad. Coraz bliżej do przeoczenia tej "magicznej granicy" 12 miesięcy starań.. Chyba przestaje wierzyć, że Nam się uda.

W tym miesiącu wizyta w klinice. Już się jej nie boję, raczej chce mieć to już za sobą. Mam zamiar skupić się na drożności i badaniu nasienia.

Losie, skąd brać siłę 🙏🏻🤷🏻‍♀️

Zosis Pamiętnik starań Zosi 30 grudnia 2022, 19:06

20 dc, 4-5 dpo
Złego samopoczucia ciąg dalszy. Dzisiaj głowa już tak nie boli, ale... Jak w południe zrobiło mi się słabo to myślałam, że zemdleję. Nie byłam w stanie sama wrócić autem z pracy. Poprosiłam Asystenkę o podwózkę i wyszłam wcześniej mimo nawału pracy. Musiałam się położyć. Jutro odrobię, trudno.

Ja wierzę, że to oznacza pierwsze objawy ciąży. Wierzę, że jestem w ciąży. Wierzę, że to nasz cud. Wierzę, że Kropek się instaluje. Wierzę w nasze szczęście.

W tym cyklu jestem dziwnie spokojna. Wierzę, że to dobry znak. Chociaż na test ciążowy jest jeszcze o wiele za wcześnie. A i jakoś nie mam tym razem takiego ciśnienia na sikanie na ten patyk...

Będzie dobrze!

Zaczął się listopad...
Wszystkich Świętych było w nim zawsze, ale jakby takie "nie moje". W większości odwiedzalam groby bliskich osób, których tak naprawdę nigdy nie poznałam, np dziadków...
2 lata temu bylam jeszcze w ciąży, żyłam w przekonaniu że za niecałe 3 miesiące będę mieć w domu moja mała córeczkę... marzenie o żywym dziecku prysło w jednej chwili kilka dni...
Rok temu stanelam nad Twoim grobem z trwającym we mnie poczuciu beznadziejnosci, pustki... Tak bardzo chciałam wierzyć, że rok później stanę koło Ciebie z żywym dzieckiem...
Dzisiaj mimo ze nadal czuje pustkę, która zostanie ze mną już na zawsze było trochę łatwiej, kiedy mogliśmy stanąć koło Ciebie już we trójkę... on jest jeszcze taki malutki, ze nie będzie tego pamiętał, ale jak tylko będzie w stanie zrozumieć, powiem mu wszystko ... za jakiś czas sam do Ciebie przyjdzie...
Mimo że brakuje mi czasu zeby byc u Ciebie tak często jakbym chciała, pamiętam i kocham Cię córeczko 🕯i nigdy zapomnę...
To już 2 lata, a ja czasami myślę że to było wczoraj... czasami patrzę na młodego i nie wierzę, że po tym wszystkim mam żywe dziecko w domu...

Kil Home Made Kazoku~ 2 listopada 2022, 13:42

Znowu mnie zgrzali w pracy... Ogólnie wychodzę z założenia, że za mało mi płacą żeby się przejmować.
4038726.jpg
Ale mimo wszystko wnerwia mnie to wszystko czasami.

W końcu zrobiłam i dostałam wyniki LH/FSH wynik niestety nie jest najlepszy, a do wizyty u nowego gin zostało trochę czasu... 19.11. zostaje czekać i pić fertistim do tego czasu.
Byłam na "telekonsultacji" z endo i przepisała mi euthyrox n 25 1 x dziennie. Może chociaż moje ciągłe zmęczenie, senność, uczucie zimna odejdą w niepamięć?xD Albo chociaż będą mniejsze... Może też w końcu wrócę do swojej wagi w której się najlepiej czułam...? Miałam dzisiaj w związku z tym iść na siłownię (sama bo K. źle się czuje), ale po pracy do kościoła idziemy - zapomniałam. Może jak dzisiaj skończą mi się plamienia to jutro na basen skoczymy? Oby. Muszę zacząć się ruszać... 16.11 znowu diabetolog - ciekawe czy faktycznie z moimi wynikami stwierdzi IO. Wtedy zmiana diety też się będzie szykowała... Jak ja przeżyję bez sushi? Nie przeżyję - będę po prostu cheatować co jakiś czas... Narazie nie potrafię sobie wyobrazić, żeby lekarz stwierdził, że mam ograniczyć jedzenie (w sensie wyeliminować "szkodliwe").
Dobrze, że w domu wtulę się w ramiona K. - dokończymy 1 część Harrego Pottera (oglądamy co roku w okresie Bożonarodzeniowym), oby tylko nie wrócił z pracy z takim humorem jak ja xD

0 dzień 14 cyklu starań

Fujara ze mnie, namiętnie oszukuje rozpoczęcie okresu progesteronem, żeby przesunąć nowy cykl o 1 dzień 😂😂😂🤦🏼‍♀️

Mam plamienie dziś, ale na okres to jeszcze nie wyglada wiec może się uda i nadejdzie jednak jutro. Tak mnie ratuje ten jeden dzień, ze hej!

Nowy cykl ma być z inseminacja ♥️

Nowe rzeczy… trochę jest ekscytacja, trochę nadzieja, a trochę stres czy przez to wolne 11-13.11 w klinice uda się to wszystko ładnie zgrać w czasie. 🫣

🤞🏻🤞🏻🤞🏻

26+6 (92 dni do porodu)

Jestem już po krzywej - brak cukrzycy ciążowej. ☺️ Pomimo w miarę aktywnego stylu życia, spacerów, treningów 2x w tygodniu waga rośnie w dość szybkim tempie. I w sumie powoli już mam to w nosie, bede się martwić tym po porodzie. 😆 Zapisałam nas na sesję zdjęciową (400 zł za 10 zdjęć) na początek grudnia, muszę jeszcze umówić makijaż 💄 🙂

Chodzę też na szkole rodzenia, jest fajnie, położna jest bardzo sympatyczna i wesoła 😊 19 listopada będziemy mieć spacer po porodówce 😆

Ciąża jest dla mnie cudownym czasem, praktycznie brak dolegliwości (wczoraj jak na złość przy znajomych bardzo bolal mnie brzuch ale wcześniej zjadłam paczkę cukierków więc to pewnie dlatego), 2 trymestr zdecydowanie na plus a już za 8 dni zacznę 3!! 😲 Cudowny jest ten rok, jestem na maksa szczęśliwa, nawet jak coś mnie zdenerwuje to bardzo szybko złość mija.

Z małą widziałam się w poniedziałek 31 października. Mamy piękne zdjęcia usg, niestety młoda w dalszym ciągu się nie obróciła. Ruchy są od pewnego czasu zdecydowanie mocniejsze i częstsze. 🥰

Już nie mogę się doczekać tej małej dziewczynki, chciałabym mieć ja już przy sobie 😁

Dziękuję dziewczyny za kciuki, wszystkie miłe słowa.
Niestety nasz Dzidziuś nie dał rady się utrzymać. Tak bardzo w niego wierzyłam, ale wiem, że to nie jego wina, po prostu nie miał do tego warunków 😭
Beta hcg negatywna, poniżej 5 (nie podają dokładnych wyników). Tyle się dowiedziałam. Wg kliniki nic się nie zadziało. Ale dla mnie tak.. Tak bardzo wierzyłam w tę Dzidzię, że jest silna, a ja zrobię wszystko żeby jej pomóc...
Któraś z Was pisała kiedyś, że najważniejsze to znaleźć dobrego lekarza. I również dzięki którejś z Was na takiego trafiłam.. Pani Doktor, kiedy tylko się dowiedziała o pozytywnym teście, kazała mi leżeć, brać leki i przyjechać na usg w czasie jej przerwy. Że wciśnie mnie między pacjentkami i może uratujemy tę ciążę. Powiedziałam, że ta kreska jest bardzo słaba, ale ona stwierdziła, że najważniejsze, że jest. I że udało jej się pomóc niejednej dziewczynie, kiedy krwawiła nawet żywą krwią. Widzę, że liczy się dla niej człowiek, i walczy o każde życie, nie ważne jak małe. Po tej jednej wizycie czuję się dobrze, spokojnie, a na dodatek ta ciąża po wdrożeniu leków.. W ogóle się jej nie spodziewałam, myślałam, że mój organizm będzie potrzebował wielu miesięcy na przygotowanie się. Jestem pewna, że to dzięki pani doktor choć przez chwilę zobaczyłam ten promyczek nadziei. Co prawda nie na długo, ale ile mogą zdziałać leki brane od połowy cyklu.. Gdyby się udało to byłby cud.
Jak może niektóre z Was wiedzą nie mieszkam w Polsce, chodzę tu do kliniki z najlepszymi opiniami (przepisałam się z innej kliniki, w której było jeszcze gorzej) i czuję się tu totalnie do dupy. Doktor w ogóle mnie nie rozumie, wciska in vitro, nie zechciała nawet zauważyć co mi dolega. Na badania które zrobiłam dodatkowo krzywo spojrzała i jeszcze wyrzuciła mi, że nie wie kto mi to zlecił. Krzywej cukrowej mi żałuje, biorąc za to tyle pieniędzy.. Badania, które jest must have dla starających się o dziecko.. Ale wydaje mi się, że w Polsce leczenie niepłodności jest dużo bardziej rozwinięte. Tu patrzą na mnie wielkimi oczami, jak mówię o czymś, co wybiega poza ich schemat. Próbowałam się dostać tutaj do 6 immunologów i nawet ze skierowaniem nikt mnie nie przyjął. Dziewczyny, jeśli jeszcze Wam się nie udało to powiem Wam to samo co już tu wspomniane, znajdźcie dobrego lekarza, który zna się na rzeczy. U nas 17 cykli, w tym 2 ciąże biochemiczne. Plamienia przed okresem, poza tym wszystko super. Kurde, przez tak długi czas musiałoby dojść do zapłodnienia, prawda? Może warto poszukać przyczyny, dlaczego zarodek się nie zagnieżdża? Ale wg mojej kliniki in vitro to lek na całe zło.. Ale zostanę tu jeszcze, gdzieś muszę chodzić na monitoring..
Pani immunolog, po zebraniu wywiadu o chorobach w rodzinie, podejrzewa u mnie problem z krzepliwością krwi. Powiedziała, że zarodek w takich warunkach nie ma szans na zagnieżdżenie. Dowiedziałam się też, że mam insulinooporność (a to badanie krzywej cukrowej było przecież tak "niepotrzebne") i niedomogę lutealną. Stąd te plamienia, których nikt w wielkiej klinice za granicą nie umiał wytłumaczyć!! Progesteron w 2 fazie cyklu o wyniku 10 to śmiech na sali w moim wieku. To wcale nie dużo. A uwaga, wczoraj (chwilkę po zrobieniu testu z 2 kreską) pobrano mi krew by oznaczyć hcg i mój poziom progesteronu wynosił całe 3,3. W takich warunkach żaden zarodek nie ma szansy przetrwać..
Dowiedziałam się jeszcze ze moje jajniki wyglądają na policystyczne, ale muszę dopytać o co chodzi, bo oprócz trądziku nie mam żadnych objawów. Tak, tego też nikt nie zauważył.
Wg doktor nasienie jest w porządku, ale chce poszukać przyczyny niskiego testosteronu. Bo może to jest powód obniżonej ruchliwości. Jak fajnie, że ktoś szuka przyczyny, a nie drogi na skróty..
Jutro mam rozmowę (doktor chce mnie przyjąć nawet jeśli się nie udało), omówimy wyniki badań i popatrzymy co dalej. Ale wydaje się, że p. doktor ma na nas plan, i mam przeczucie, że nie jesteśmy żadnym nadzwyczajnym przypadkiem w jej karierze.. też mamy prawo zajść naturalnie w ciążę i ją utrzymać!!
Teraz leżę w wannie i czekam na rozkręcenie okresu. Z godzinę temu się zaczął. Spóźnił się prawie 3 dni. 3 testy ciążowe różnych firm z lekką kreską. Totalny brak bólu piersi (nadal nie zaczęły boleć) - taką sytuację miałam tylko podczas pierwszej ciąży biochemicznej. Boję się tego okresu. I ogólnie dziś jestem strasznie przybita. Odczułam, że straciłam coś bardzo ważnego. Ale nie pozostaje nic innego, jak zaufać mądrej osobie, dalej się leczyć i czekać...
Wysyłam Wam dużo całusów i nie obiecuję, że będę tu często zaglądać. Zauważyłam, że taka przerwa od forum dobrze mi zrobiła. Ale zobaczymy, może zmienię zdanie. A jeśli cokolwiek więcej się dowiem, to na pewno napiszę chociażby po to, aby dać Wam jakąś podpowiedź - może akurat którejś z Was to pomoże.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 listopada 2022, 18:59

Dziś odebrałam wynik bety i jest 316 ❤️❤️❤️ czyli w moim przypadku tylko podwójna dawka ovitrele działa cuda i aromek ❤️❤️❤️

Jestem po wizycie. Zdecydowaliśmy z lekarzem, ze w tym cyklu monitoring a jeżeli by się nie udało to stymulacja owulacji lametta. Mysle, ze można próbować.. jak jechałam do lekarza to przypomniało mi się jak jeździłam oglądać Synusia na usg 😍 czuje coś tam po kościach, ze może być tym razem jakoś szybciej No oby..

Hej Dziewczyny!

Jestem po wizycie. Według zaleceń staraliśmy się od czwartku do wczoraj włącznie 😅 Pani Doktor nie mogła dostrzec ciałka żółtego, ale jest za to resztka płynu w zatoce Douglasa. Czyli owulacja była 🤞 Okresu "powinnam" postać jakoś między 24 a 28.12 (oby nie 😅).
Gdy jednak się pokaże, mam zgłosić się i wtedy umówimy się na wizytę w celu oceny owulacji 👍
Mam nadzieję 🤞🤞🤞

Rok i 2 miesiące 👦🏻
8+0 🤰🏻

Czas przecieka mi przez palce. Rzeczywistość dalej mnie nie dogoniła, wciąż wszystko dopiero do mnie dociera choć odkąd powiedzieliśmy najbliższej rodzinie jakoś łatwiej mi się przyzwyczaić do tej myśli.

Dzidziutek jak to dzidziutek. Troche kochany aniołeczek, troche kraken z czeluści. W święta się rozchorował, wysoka gorączka i nagle rano bez temperatury zaczął się trząść, zsiniały mu rączki, stópki i usta. Byliśmy przerażeni, dzwoniłam na pogotowie, przyjechała karetka i karetką zabrali nas do szpitala. Epizod zasinienia najprawdopodobniej spowodowany centralizacją krążenia gdy nagle wywaliło mu wysoką gorączke. Po podaniu p.gorączkowego dzidziutek „zdrów jak ryba”. 6 h na sorze, badania fizykalne i krwi. Ostatecznie wyszedł adenowirus. Zagoraczkował jeszcze w nocy, a nastepnego dnia nic. I kolejnego też nic. I kolejnego. I tak od wtorku na sorze dzidziutek nagle ozdrowiał. Cieszę się, że jednak rozeszło się po kościach. Nic tak mnie nie stresuje jak choroba dziecka. 🥺 Ale to jak czułam się w ten wtorkowy poranek … Strach nie do opisania. Do tej pory jak sobie przypomnę mam łzy w oczach, a ze stresu robi mi się niedobrze. Staram sie skupić na tym, że już jest dobrze.

Dobrze do tego stopnia, że zaczął dziś już tak dokazywać w swoim krakeńskim nastroju, że po poludniu uciekłam do mamy bo potrzebowałam chwili ciszy i spokoju.

Dzidziutek 2 wysysa ze mnie jakiekolwiek resztki pokładów energii, które zostawia dzidziutek 1. Od tygodnia chodze jak zombie … zmęczona, słaba, śpiąca.

Poranki są tragiczne. Mdłości męczą mnie okropnie od paru dni i już zaliczone zostało pierwsze ciążowe 🤮 i to męczą mnie przez cały dzień, ale poranki są w tym najgorsze.

Dziś wg usg powinno być 8+0. Dopiero. A już wyskoczył mi brzuszek. 😳 chyba taki jak w 15 tc z Ignasiem 😅 jak tak dalej pójdzie to będę OGROMNA.

Tydzień temu zaczęłam plamić. I nagle cała ta surrealistyczna kwestia bycia w ciąży do mnie dotarła. Ogromnie się przestraszyłam. Zrozumiałam, że jakkolwiek niespodziewana ta ciąża nie jest, już kocham maluszka. I co, że nie ekscytuje się tak bardzo jak pierwszą ciążą? Co, że nie myślę o tym 24/7? Czy to umniejsza mojej miłości do fasolki? Nie wiem, nie wydaje mi się. Sytuacja jest inna o 180 stopni w porównaniu z pierwszą ciążą więc ciężko wymagać od siebie takich samych reakcji.

Po epizodzie plamienia na cito pojechałam na usg. I zobaczyłam. Fasolka równo tydzień starsza niż usg w poprzednim tygodniu. I serduszko. 126 ud/min. Rytmicznie pulsujący punkcik. Zero krwiaka, zero odklejania kosmówki, zero nieprawidłości. 🥹 Później już nie plamiłam. Luteina zwiększona do 2x100. I tyle.

Staram się oszczędzać, ale średnio mi to wychodzi. Przy Ignasiu się nie da, bo gdy tylko jestem w zasięgu wzroku to chce żebym była w 101% zajęta nim. A jest ruchliwy, nerowowy, zaborczy. Wymaga na prawdę ogromu uwagi. Odpoczynek? W ciągu dnia bardzo rzadko. Brakuje mi go najbardziej. Żeby usiąść na sofie, okryć się kocykiem i obejrzeć serial.

Trochę obawiam się jak to będzie dalej w las. Będę coraz większa, coraz bardziej zmęczona. A Ignaś będzie dalej potrzebował takiej samej mamy. 😞

Jutro ostatni dzień roku. Ten rok był niesamowity, nieprzewidywalny, niezapomniany. Ignaś z amebuśki zmienił się w małego chłopca. Nasze wspaniałe wakacje w Toskanii, kolejne święta we trójkę. I druga ciąża, zupełnie niespodziewana, która w nadchodzącym roku na nowo wywróci nasz świat do góry nogami.

2023 czy jestem gotowa? Nie wiem, chyba nie. Ale nie mam wyjścia. 2023 nadchodzisz i bezpowrotnie znów zmienisz nasze życie. I choć teraz mogę się bać, mogę się zastanawiać i martwić jak to będzie to wiem, że będzie dobrze. Tak miało być więc nie widzę innej opcji.

A Wam życzę spokoju ducha i siły. Bo ta szalona podróż musi mieć swój szczęśliwy koniec, co nie raz i nie dwa udowodniło to forum. A ja będę za Was mocno wierzyć, że ten szczęśliwy koniec będzie (lub zapoczątkuje się) właśnie w nadchodzącym roku. 🍀


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2022, 20:17

25 dc

Kolejna porażka. Znów ocieram łzy i zastanawiam się, co robię nie tak. Test w 13 dpo nie pozostawia złudzeń - znowu się nie udało.

Teoretycznie było wszystko - histeroskopia z usunięciem zrostów, przytulanki na czas, piękny pik, potwierdzona na usg owulacja, pełen zestaw leków, wakacje, totalne odciągnięcie myśli od starań. Przez dwa tygodnie prawie nie miałam czasu wyciągnąć telefonu. Imprezowałam, uprawiałam sporty wodne i starałam się nie rozmyślać o tym, czy mogę zaszkodzić ewentualnej implantacji. Tydzień po owulacji zaczęłam czuć spięcie w dole brzucha i kłucie jajników, urosły mi piersi i pierwszy raz od poronienia zaczęły boleć, zbadałam też progesteron (jak zalecone przez doktor) i w 9 dpo był wyższy niż w 7 dpo. Ogólnie wyglądał znacznie lepiej niż w zeszłym cyklu. To dało mi nadzieję, która upadła dziś, gdy odebrałam wyniki wczorajszego proga - spadł na łeb na szyję, co, tak samo jak negatywny test, potwierdza brak ciąży.

Kolejny raz.

3 miesiące z accofilem nie przyniosły zamierzonych skutków, więc teraz muszę pogodzić się z porażką i zrobić przerwę od tego leku. Na jak długo dowiem się w piątek - mam rozmawiać z moją panią doktor G.

Poza tym miałam dziś konsultację w klinice. Przyszły wyniki biopsji. Wykluczono przewlekłe zapalenie endometrium, endometriozę oraz zbyt dużą ilość macicznych komórek NK. Doktor rozłożyła ręce - nie pierwsza i nie ostatnia. Według niej in vitro może pomóc mi jedynie szybciej zajść w ciążę (bo zachodzę bardzo wolno - to jej słowa 😔 - bolesne, choć prawdziwe), ale nie da żadnej gwarancji, że znowu nie poronię. Nie próbowała nastrajać mnie pozytywnie. Powiedziała, że pierwszym etapem procedury jest badanie nasienia - jeśli wyjdzie źle, wtedy mąż dostanie skierowanie do androloga, który zdecyduje, czy lepsze będzie w naszym przypadku ivf czy icsi.

Pojawiła się myśl o czwartej IUI, bo skoro mąż i tak musi oddać nasienie, możemy je wykorzystać w najbliższym cyklu. Może da nam to poczucie, że "coś robimy"? Że wykorzystujemy ostatnie szanse przed ivf? Koszt to ok. 100€, w tym badanie nasienia, inseminacja, kilkukrotny monitoring. Kwestia do przemyślenia, choć po 3 nieudanych IUI moje nadzieje na powodzenie są bliskie zeru. Sama doktor przyznała, że nie jest to już raczej rozwiązanie dla nas, ale zrobimy jak chcemy.

Czuję bezradność dochodząc do tego etapu. Ciężko mi się z nim pogodzić. Może inaczej myślałabym, gdybym wiedziała, że moje jajowody nie są drożne, mam endometriozę lub że nasienie mojego męża jest bardzo słabej jakości. Ale tak nie jest. Jesteśmy niepłodni z nieznanych przyczyn. Od pewnego czasu dręczą mnie myśli, że może Bóg nie chce, bym została biologiczną mamą. Że stawia na naszej drodze niewidzialne przeszkody, by pokazać, że rola rodziców nie jest dla nas. A my za wszelką cenę chcemy te przeszkody ominąć i udowodnić, że jesteśmy mądrzejsi. Czy znacie jakieś podcasty, książki, czy po prostu możecie wspomóc mnie dobrym słowem i pokazać, że idę w dobrym kierunku? W głowie mam tysiące sprzecznych myśli..

Przed przystąpieniem do procedury chciałabym skonsultować się jeszcze z dobrym immunologiem, by upewnić się, że leki, które przyjmuję, są dla mnie odpowiednie. Czy w ogóle są potrzebne? Czy możecie polecić jakiegoś specjalistę z zachodniej części Polski lub prowadzącego konsultacje telefoniczne?

Znów czuję się zagubiona..

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 30 sierpnia 2023, 14:09

25+5 - 100dniówka.

Wczoraj byłam na powtórce badań połówkowych skontrolować ognisko hiperechogeniczne. Idąc na badanie myślałam sobie "przecież w większości przypadków to ognisko znika, idę tam pro forma". Tak jednak nie było.. Ognisko hiperechogeniczne jest nadal. Dodatkowo ujawnił sie ubytek w przegrodzie międzykomorowej. Lekarz zalecił wizytę u kardiologa płodowego.. Podejrzenie VSD.
Tak - wiem, ze wada moze zaniknac, ubytek sie zrosnac. Tak - wiem, ze wielu ludzi z tym po prostu zyje. Tak - wiem, ze to tylko 25% na poważniejsza wade genetyczna. Ale dla mnie te 25% to duzo..

W piątek mam wizytę w poradni patologii ciazy. To oni będą podejmowac dalsze decyzję, co do opieki nade mna i ciaza. Pozostaje czekać.. Obciążeń mam tyle, że pewnie tam zostanę. Moze to i lepiej? Metlik w głowie..

W pierwszej ciąży jezdzilam do poradni patologii ciazy w Krakowie. Tam byla to bardziej "dodatkowa kontrola". Tym razem kieruję sie do Katowic, tutaj jest inaczej. Jeśli lekarz z poradni uzna to za konieczne, poradnia przejmuje pacjentkę w całości, czyli.. zmieni mi sie prowadzący.
Z jednej strony sie o to nie martwię, bo znam chyba wszystkich lekarzy z tego szpitala przez moje poprzednie wizyty w tym szpitalu.
Z drugiej strony.. Jakos tak dziwnie, zmienic lekarza, miejsce. Tu, gdzie chodziłam teraz mialam blisko. Tam muszę dojechać samochodem. I choć odległość nie jest ogromna to ilość korków moze spowodować, ze bedzie to wyjazd na cały dzien.

Wracając jednak do pozytywnych aspektów.. Zostało maksymalnie 100 dni do poznania małej. Małej, która na ten moment waży 744g, jest w 21 percentylu. Malej, która kopie mame po pęcherzu i gdzie badz, dając o sobie ciągle znać.

Czy jestem gotowa? Zdecydowanie nie.. Organizacyjnie leze i nie mam ogarnięte nic. Nie czuje flow z przygotowaniami pokoju, czy innych rzeczy, które beda nam potrzebne. Ale.. Cokolwiek by sie nie dzialo, zdążę, bo przecież nie mam innego wyjscia.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)