Pauli A jeśli nigdy się nie uda? 22 listopada 2022, 07:37

Dawno nie pisałam. Minęło pięć miesięcy - i w tym czasie sporo się wydarzyło.

Za nami trzecia procedura IVF. Tym razem udało się uzyskać aż osiem komórek, co jest rewelacyjnym wynikiem - w moim przypadku oczywiście. Siedem z nich się zapłodniło, ostatecznie udało się uzyskać dwie blastocysty 4.1.1. <3

Dzisiaj jestem już siedem dni po transferze i Maluszek jest ze mną <3

Wczorajszy dzień był niesamowicie emocjonujący. Co prawda już w niedzielę rano, czyli 5 dpt, zrobiłam test i pokazał cień cienia cienia, ale wiadomo - człowiek przez tyle lat naoglądał się fałszywych cieni, że nie robi to wrażenia. A więc czekamy do 6 dpt.

Rano 6 dpt zrobiłam dwa testy - Super czuły PINK i żółty BOBO test. Na BOBO ładna kreska niemal od razu, na pinku - biel. Ok, ucieszyłam się, bo pinki jakie są, każdy wie. Pierwsza radość! Kreska na bobo teście! Po godzinie jednak stało się coś niesamowitego - cały test jakby zrobił się ciemny, a kreski się przesunęły. Ewidentnie coś było z nim nie tak. Pomyślałam więc, że pewnie uszkodzony test i pink jednak miał rację. No ale po krótkiej batalii z M., który kazał czekać z testami do 10 dpt, pojechałam na betę. W drodze powrotnej zaopatrzyłam się w inne testy i zrobiłam jeszcze Facelle paskowy. Pokazał ładną drugą kreseczkę, więc na betę czekałam spokojna.

Do czasu... Wyniki miały być koło 15,a koło 13 zaczęłam mieć bóle w klatce piersiowej z nerwów, że testy kłamią, że beta będzie negatywna itp.

Okazało się, że wynosi 12!!! Jestem w ciąży!

Nie wiem, czy beta 12 w 6 dpt jest ok. Chyba tak - dzisiaj test był już dużo ciemniejszy, niż wczoraj. No, może nie jakoś mega dużo, ale dla mnie różnica jest ogromna. Piękna, dobrze widoczna druga kreska, na którą czekałam tyle lat.

Trudno w to uwierzyć - niby człowiek wie, że transfer może się udać, ale po tyle latach starań, porażek itp. trudno w to uwierzyć.

Za nami cztery lata walki - równo cztery lata temu odstawiłam antykoncepcję. Na początku 2020 roku zaszłam w ciążę naturalnie, ale niestety straciliśmy ją w 10 tc. Później kolejne próby, inseminacje, trzy procedury... Człowiek po tylu przejściach nie cieszy się na wieść o ciąży, tylko robi się blady, zestresowany, przerażony - tak było u nas. Chyba jest to pewien rodzaj traumy, która zostanie na zawsze.

Dzisiaj Maluszek jest ze mną, pierwszy szok już minął. Według BellyBestFriend do końca ciąży zostały zaledwie 254 dni. Plan jest taki, aby powoli pokonywać każdy kolejny dzień - najpierw do etapu 10 tc. Myślę pozytywnie - wierzę, że na przełomie lipca i sierpnia będę już tulić Maluszka. Dzisiaj jestem szczęśliwa, a w moim brzuchu rozwija się tak bardzo wyczekiwane Dziecko <3

Dziś kolejny rekordowy pomiar wagi 65,5 :) To daje poprawny wynik BMI. Chętnie bym poszła na Tanitę, sprawdzić procent tłuszczu. Może wkrótce będzie jakaś darmowa okazja, muszę spytać w Calypso.

Wiki Czekając i żyjąc...żyjąc i czekając... 25 października 2022, 10:00

Wrzesień - doszczepienie
Październik - 6 transfer, blastocysta 4.1.2
Beta - negatywna, całe równe 0. Nawet nie drgnęła.
Moja nadzieja z doc Paśnikiem prysła.

Starania o dziecko od 2017 roku...pamiętnik na ovu od 2019 roku, to co na początku dawało mi wsparcie, ukojenie, obecnie przybija mi tylko kolejny gwóźdź do trumny. Wszystkie dziewczyny rozpoczęły swoją kolejną podróż - stały się matkami, niektóre po raz drugi. Zostałam SAMA. Już się w tym nie odnajduje, ponieważ mamy różne problemy... Pamiętniki dotyczące niepłodności, starań, ovufriend, stał się parentingowym takim właśnie bellyfriend. Cudownie, że niektórzy wygrywają ta nierówna i brutalna walkę, ale ja nie jestem w stanie ze spokojem czytać tego, komentować, zachwycać się.

Przede mną kolejny czarny czas, mam wrażenie że generalnie moje ostatnie 5,5 roku to tylko taki czas przerywany chwilami radości aby zachować jako taką równowagę. W 2023 roku kończę 37 lat. Mąż 41. Mam cały czas to z tyłu głowy. Młodsza nie będę.

Myślę, że tu zakończę. Z dniem dzisiejszym. Dziewczyny, wszystkiego dobrego. Spelniajcie się jako matki i nie zapominajcie że jesteście też kobietami.

"To co innego nie mieć dziecka z wyboru, a nie móc ich mieć "....


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2022, 10:43

Mijają kolejne miesiące i nic się nie zmienia. Przeraża mnie upływający czas, bo zbliżam się do wieku, w którym nic nie da się zrobić. Starania naturalne okazały się żenadą. Albo brak owulacji albo stymulacja zakończona torbielą. Znów kilka miesięcy w plecy.
Został ostatni zarodek. Niektórzy skreślają go na starcie ale i tak przygotuję się najlepiej jak mogę, żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia. Wypięłam się na dotychczasową dr prowadzącą, bo nasza "współpraca" polega na wiecznej walce ze sobą. W międzyczasie okazało się, że inni lekarze zalecają to, o co zabiegałam, a czego ona mi odmawiała.

Dziś śnił mi się maleńki chłopiec. Karmiłam go piersią i zmieniałam pieluszkę. Zawsze myślałam o dziewczynce, a nocą przychodzi do mnie chłopiec. Strasznie to przykre, że wymarzone chwile można przeżywać jedynie we śnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2022, 21:17

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 17 maja 2024, 12:17

Na końcu cyklu zawsze nadchodzi ten moment, że człowiek nie zdaje testu ciążowego. Zupełnie bez zaskoczenia.

Czasami patrzę przed siebie pełna nadziei...
Ale tam nie ma nadziei.
Nie widzę nic. Widzę pustkę. Zero.

I wtedy zastanawiam się: po co ja w ogóle idę przed siebie?
Do czego ja dążę skoro nic tam nie ma?
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafię sobie na to odpowiedzieć...
I właśnie patrzę przed siebie. Tym razem jednak bez nadziei.
I tam też nic nie ma...

IMG-20240515-211257.jpg

Lipcowa Jak nauczyć się oszukiwać samą siebie? 26 października 2022, 10:49

Od wczoraj wiem jak to jest unosić się ze szczęścia kilka centymetrów nad ziemią.
Podejrzewam, że po ujrzeniu dwóch kresek już całkiem wyrastają skrzydła i człowiek wręcz lata :)

Odebrałam wyniki proga i są piękne - najpiękniejsza owulka w tym roku <3
Zazwyczaj wyniki plasowały się na poziomie 3,9-4,5, raz jedyny raz pokazały 9 z hakiem, a wczoraj ponad 12 :D
Chociaż przed otwarciem dokumentu z wynikami zamknęłam oczy - tak bardzo bałam się zawodu to później zaszkliły się ze szczęścia :))
I chociaż staram się nie nastawiać, bo po prawie roku starań wiem, że owulacja to nie gwarancja sukcesu to jednak nieśmiało zaczynam marzyć, że może jednak tym razem uda się, że może w końcu mój organizm "zaskoczył" i teraz będzie już tylko lepiej?
Póki co zostawiam testowanie na niedzielny termin, Mąż wróci już z poligonu więc będzie przechodził ze mną przez to wszystko - niezależnie od wyniku.

I nawet jeśli znowu zobaczę tylko jedną kreskę to wiem, że w tym miesiącu i tak wygrałam.
Mimo, że październik przeczołgał mnie psychicznie konkretnie (najpierw zdrowie taty, później nawrót nerwicy mamy) to jednak będę wspominać go z pewną satysfakcją. :)

Teraz unoszę się nad ziemią, ostrożnie wyobrażam sobie, że może w tym miesiącu Kropek rozgości się na dobre to jednak staram się ostudzić swój zapał, nie wyolbrzymiać, nie doszukiwać się - tak aby później nie zaliczyć twardego lądowania.
Jednocześnie zastanawiam się czy jeśli niedzielne testowanie (12dpo) nie przyniesie dwóch kresek to może jednak 31.10 skoczyć na betę - sprawdzić czy może zadziało się coś magicznego tylko po prostu nie miało szans utrzymać się?
Jednocześnie przygotuje mnie to na miesiączkę 1.11.
Jak widać, nie umiem jeszcze odpuszczać :))

Aurore Wyboje mojego życia. 29 października 2022, 17:46

4 cykl - październik
9dc monitor zaczyna wołać o testy. Od razu z grubej rury wali wskazanie wysoki, a ja obawiam się, że kolejny cykl będzie bezowulacyjny, bo szybko wywala wynik wysokiego stężenia hormonów.
15dc wskazania są nadal wysokie, ale zaczynam obserwować po innych parametrach, że coś się szykuje i oczywiście myślę, czy ten komputerek pokryje się z tym co dzieje się z moim organizmem.
16dc szczyt! W sumie lekki szok, bo przy moich cyklach 34 dniowych owulacja wypadała w 20-22dc. Ale nie dyskutuję i przyjmuję do wiadomości. Dodatkowo śluz jak z obrazka, mały (ale zawsze) skok temperatury no i szyjka, którą się miło zdziwiłam, bo taka była fajniutka.
Zgodnie z instrukcją monitora kolejny dzień testowy 17dc również był oznaczony jako szczyt.
18dc kolejny dzień z testem również zgodnie z instrukcją, pojawia się informacja o wysokim poziomie. Nie ma żadnego zaskoczenia.
19dc (dzisiaj) jestem bardzo mile zaskoczona, bo monitor nie mryga pomarańczowym światłem z rana, co oznacza że wymagane jest testowanie. Od razu wskazał poziom niski. Ulżyło mi, bo myślałam że monitor zmusza do wykorzystania wszystkich testów z paczki, a tutaj taka miła niespodzianka.

Wykorzystałam 10 testów z 20 dostepnych. Dało to razem 8 dni z wysokim wskazaniem + 2 dni szczytowe.
Zostało 10 testów na kolejny cykl.

Czekam na dalszy rozwój wydarzeń, a myślami trochę odpływam. Mało krążę wokół dziecka. Bardziej skupiam się na rozwiązywaniu problemów, które napotykam w swojej firmie. Jestem sama sobie szefem i praca na własnej działalności jednak jest trochę inna niż etat. Jeszcze nie wiem co zrobię z pracą jak zajdę w ciążę. W końcu przyjmuję w tygodniu 46 Pacjentów i potrafię być wykończona.
Czasem bywają takie dni, że mam serdecznie dość, chociaż praca jest moją pasją i uwielbiam to jak można pracować z ludzkim ciałem. Wczoraj był taki dzień.
Ogromne wyrzuty sumienia, że nie mam tyle czasu dla męża, że mam w tygodniu roboczym tylko jeden względnie krótki dzień, który i tak muszę przeznaczyć na obowiązki domowe itd. Bolą mnie ręce i jeżeli nie zadbam o regularne urlopowe odpoczynki (co 8 tyg. są to 4-7dni wolne), to kiedyś już skończyło się zwolnieniem i wykluczeniem z pracy z powodu zapalenia na dwa tygodnie...
A i tak wczoraj usłyszałam od Pacjentki, że... Jestem leniwa... Bo co mi szkodzi przyjść pół godziny /godzinę szybciej i kogoś zrobić...
Tak...

Muszę wyhodować sobie twardą dupę, co w moim przypadku jest ciężkie. Odkąd pamiętam moje poczucie własnej wartości leży na poziomie podłogi. Przeżywałam koszmary będąc nastolatką ze względu na nadmierne owłosienie.
Chyba nikt, kto nie doświadczył docinek od strony rówieśników nie będzie wiedział o czym mówię.
Podmiewywanie się ze strony chłopców, wredne dziewczyny w szatni od wfu, wypisywanie anonimowych smsów...
Gwoździem do trumny był mój były partner, który pielęgnował na każdym kroku to abym nie poczuła się zbyt dobrze. Odchodząc usłyszałam tylko, że nikt nie będzie mnie chciał. Przez niego wiecznie mam poczucie, że ktoś mnie ciągle negatywnie ocenia.

Mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem. Takim z prawdziwego zdarzenia, który wspierał mnie w ciężkich chwilach, a najbardziej budował we mnie siłę żebym w końcu pozbyła się wszelkich toksyn ze swojego życia. Jest moim bardzo stabilnym murem. Cieszę się, że z nim świat wygląda inaczej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2022, 18:18

aster Plan B. 20 października 2022, 20:45

Ciąża rozpoczęta 17 września 2022

Zbadałam AMH. Bardzo sie balam, ze krazy juz gdzies w granicach zera, bo regularnie mi spada. No jestem 85’ w koncu i mam endomende, ktora przylepila sie m.in. do moich jajniczkow.
Modlilam sie zeby bylo 1. Ze jak bedzie 1 to jest dobrze. Wiem, ze to nie bylby szalowy wynik ale ja patrze realnie. Wiem tez, ze to nie jest az taki wyznacznik, jak nam sie wydaje. A jednak mi mocno siada na psychike.

Jest 1,07. Po laparoskopii :-) pierwszy raz od kilku tygodni poczulam dzis to cudowne cos zwane ulga :-)

Dawno mnie tu nie było....
Co się w tym czasie wydarzyło?

Badania beta-HCG po trzecim transferze genetycznie zbadanego zarodka
19.04.2022 beta = 0
23.04.2022 oczywiście dalej beta = 0

Pierwsza procedura zakonczona spektakularnymi wieloma ZERAMI w trzech transferach genetycznie prawidlowych zarodkow, pomimo zrobienia wielu badań, opieki immunologa - szczepień i tony leków, histerodkopii,biopsji endometrium i wielu innych.
Do mojego lekarza z Invimed wogole nie chce mi sie wracac. Nie wiem co robic dalej. Umawiam sie do niego, ale potem odwoluje wizyte.

Umawiam sie wiec na dodatkowe konsultacje:
1. Do innego njabradziej "ludzkiego" lekarza, ktory przyjmuje rowniez w mojej dotychczasowej klinice. Jest dużo młodszy, ale ma też bardzo dobre opinie a przede wszystkim mozna z nim szczerze porozmawiac, jest dosc empatyczny w odroznieniu od mojego -> wizyta w porzadku, kontakt bardzo dobry, ale zbyt wiele nie wnosi. Dowiaduje sie glownie ze albo to wady zarodkow ktorych i tak nie umiemy zbadac, albo tak bywa ze pomimo staran procedura sie nie udaje. Ze wlasciwie zrobilam juz wszystko i zbadalam wszystko co moglam zrobic. (orpocz kurczliwosci i receptywnosci) Lekarz watpi w badanie receptywnosci, gdy o to pytam.
2. Do lekarza ktory pracowal wczesniej w klinice nieplodnosci -> rowniez radzi skoncentrowac sie na procesurach okolotransferowych. Rowniez watpi w test receptywnosci,
3. Do Eurofertil w Czechach -> 04.10.2022
4. Do Reprofit w Czechach -> 02.06.2022

Ponadto:
Chyba 8.04 moja klinika startuje z programem dofinansowania do IVF od miasta. Wysylam zgloszenie 13.04, trafiam na liste rezerwowa. Po wielu dziwnych i irytujacych wiadomosciach z kliniki (przynanie, odwolanie, przyznanie, dyskwalifikacja, przyznanie - bo ciagle nie moga doczytac ze moje 3 pozostale zarodki sa nieprawidlowe, a nie czytaja dodatkowych notatek z informacjami), zostajemy zawalifikowani do dofinansowania. Ostatecznie decydujemy sie na Czechy i dobrowolnie z niego rezygnujemy.

Wczesniej prosze o ponowna konsultacje z embriologiem w mojej klinice. Twierdza ze skutecznosc transfery na badanych zarodkach siega 60-70%, skoro nie udaly mi sie 3 podejscia, cos musi byc nie tak przy implantacji. Jakis aspekt zwiazany ze mną a nie z samymi zarodkami.

c.d.n.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2022, 20:16

Cykl number 13, dziś 21 dc 😂🤦🏼‍♀️

Cykl na letrozolu 3-7dc 2x1 + Ovitrelle 12dc

Wystartowaliśmy z Invimedem Wrocław z Panią Doktor Kyzioł.

Pierwsza wizyta w 7 dniu cyklu -na badaniu kontrolnym brak pęcherzyka dominującego.

Zdecydowaliśmy o podjęciu prób z inseminacjami, myśle ze jakieś 4 IUI są realne, później to już chyba pieniążki w błoto.

W cyklu październikowym nie było szans na podejście do inseminacji, bo nie wyrobiliśmy się ze skompletowaniem wszystkich potrzebnych badań.

Przy pierwszej wizycie w klinice od razu zrobiliśmy większość potrzebnych badan w klinikowym labie, dużo już mieliśmy skompletowanych, ale wszystkie te serologie pod katem wirusów byly do zrobienia. Osobno USG piersi miałam jeszcze do odhaczenia.

Kolejna wizyta w 12 dc, był ładny pęcherzyk i endometrium. Doktor po wizycie kazała sb podać ovitrelle.

Od 17 dc przez 7 dni będę brać progesteron besins.

Cykl niby ładny, ale już wiem, ze się nic ciekawego w mojej macicy nie wydarzy. W tym miesiącu tez nici z bobasa… czuje się przenormalnie, nic ciekawego nie zauważyłam, żadnych rewelacji, a dziś 7 dpo 🫣🤦🏼‍♀️ Nawet głupio się doszukiwać bejbikowych sensacji, bo cisza i spokój 🥲

W listopadzie mamy startować z pierwsza IUI, ale wg kalendarza listopadowa owulacja będzie wypadać jakoś w ten okres wolnego 11-13.11, a wtedy klinika nie pracuje. Eh jak nie urok, to większa sraczka 😂

No nic najwyżej spróbujemy sam letrozol + ovitrelle, a w prezenty będziemy celować w grudniu.

Pozdrawiam!
♥️


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2022, 11:57

13 dc bojowo nastawieni ruszamy do działania.. pierwszy cykl po odstawieniu karmienia piersią. Jeszcze nam się chce.. znajome podekscytowanie początków.. ciekawe jak będzie tym razem.. jak to zawsze bywa serce mówi uda się szybko bo może coś się zmieniło po ciąży, rozum - wiesz jak boli rozczarowanie.: czas pokaże. Zobaczmy tez co powie lekarz.. tym razem chciałabym postarać się jakieś kilka cykli a gdyby nie wychodziło to może zmienić prace żeby tez nie tkwić w jednym miejscu bo mOze się uda.. czy za drugim razem jest inaczej -
Zdecydowanie bo już swoje Szczęście człowiek ma i jest taka nadzieja ze jak się udało raz to i drugi

Kil Home Made Kazoku~ 28 października 2022, 09:19

Siedzę w pracy, której od przeniesienia mnie do nowego działu delikatnie mówiąc "nie lubię"... Jutro miałam testować, ale już nie ma sensu. Przyszło plamienie wczoraj po południu, dzisiaj dalej... Zaraz @ się rozkręci. A miałam taką nadzieję...

Przynajmniej zacznę brać Fertistim, który kupiłam w połowie cyklu. Dzisiaj wleci pierwsza saszetka.
Kupiłam też NAC, ale boję się chyba łączyć oba bez zaleceń lekarza... Niech sobie jeszcze poleży i poczeka... a może?

Od jutra mierzę temp. (dzisiaj nie wyszło... za dużo porządnych przebudzeń w nocy) - chyba mega mnie stresuje to wstawanie na pomiar... Nie rozumiem dlaczego =|

Ciąża rozpoczęta 20 października 2022

Dostałam okres.
Czekałam na gnoja i jest. Przyszedł dość szybko, 3 tygodnie od zabiegu. Mam nadzieję, że teraz oczyszczę się ze wszystkiego i będzie już dobrze.
Cieszę się i smuce jednocześnie. Znowu jestem staraczką, znowu zaczynam walkę.

Rozdział 7 po stracie.

Czas zacząć pisać nową historie.

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 27 listopada 2022, 18:49

Trzy dni temu, dokładnie kilka minut przed północą, wędrując z budowy do koni aby standardowo nałożyć im siana i naszykować kolację (zboża, pasza, witaminy itd.), zastałam przy płocie rudą (Dracena). Okazało się, że poroniła.

Nie czułam nic, chyba tylko lekkie zaskoczenie.

Wzięłam sprawy w swoje ręce, chłodno do wszystkiego podchodząc. Zweryfikowałam czy płód z łożyskiem wyszedł w całości, czy srom i drogi rodne klaczy są całe. Zleciłam mężowi zrobienie zdjęć, bo mój aparat szwankuje, zbudziłam swoją weterynarz (niestety). Wyniosłam płód poza okólnik, a ruda nie odpuszczała mnie na krok. Byłaby dobrą matką, widziałam to wtedy po jej zachowaniu.
Na przykaz weterynaryjny rozcięłam łożysko, aby udało się nam zweryfikować, czy płód nie owinął się pępowiną, czy nie została ona skręcona niefortunnie. Od razu pozwoliłam sobie z ciekawości spojrzeć na małe zawiniątko i doszło do mnie, że to była mała, docelowo ruda klaczka o białych skarpetkach i białym pasku na łebku. Duża strata, taka klaczka by z nami została...

Potem zawiozłam płód do weterynarz, ponieważ miałam możliwość wysłać tkanki na Uniwersytet do badań, praktycznie za darmo (koszty odczynników jedynie pokrywam). Zrobiłyśmy małą sekcję, pobierając co należy.

Jak to przetrwałam? Nie wiem. Wiem, że rozkleiłam się zupełnie dopiero jak zostałam sama, w samochodzie.
Czy to mnie boli? Owszem, moje konie to członkowie mojej rodziny.
Czy są poważniejsze tragedie? Owszem. Wiem, że z perspektywy kobiet, które doświadczyły tego samego, poronienie u konia ma dużo mniejszą wagę i ja to szanuję. Dlatego też pozbierałam się dość szybko do kupy i zajęłam rudą - niedoszłą matką.

Ruda na szczęście ma się dobrze. Nie występuje żadna infekcja, temperatura jest w normie. Nie potrzeba na ten moment żadnej interwencji weterynaryjnej.

To zdarzenie zweryfikowało wiele rzeczy, w tym plany na najbliższy sezon hodowlany. Wiem, że teraz mam idealny czas, by zając się rudą, a siwej zrobić przerwę. Chciałabym całą sobą zapewnić rudej w kolejnym sezonie i kolejnej ciąży jak najlepsze samopoczucie psychiczne i fizyczne, więc wrócimy do stałej pracy.
Mam też wybranych potencjalnych kawalerów. Zaczniemy sezon jak najwcześniej, ponieważ konieczne będzie pobranie wymazów z pochwy i wdrożenie leczenia.

Siwa dostanie przerwę po porodzie i skupimy się na wycięciu czerniaka (niezłośliwego guza siwych koni).

Mąż bardzo mnie wspierał po wszystkim. Sprawdzał jak się czuję, czy mocno przeżywam stratę (niestety - to mroczna strona hodowli, tu trzeba być twardym, nie "miętkim") i uświadomił jedną ważną rzecz.
Mogło być dużo gorzej, a tak straciliśmy tylko dość wcześnie płód. Mogła poronić za kilka miesięcy, a wtedy prawdopodobnie byłoby sporo komplikacji (i nie moglibyśmy tak szybko zacząć sezonu jednak). Mogła paść podczas porodu wraz ze źrebakiem (kilka lat temu zdarzyło się to u sąsiada, robili wszystko by pomóc, jednak nie udało się nikogo uratować...).
A tak? Mam wciąż zdrową, silną, młodą klacz i stracony "tylko" jeden sezon hodowlany. Ale tu koń jest dla mnie najważniejszy, nie "produkcja" źrebiąt. :)

Sheelie Moje życie 28 listopada 2022, 13:14

Cześć wam !

Jestem po szpitalu . Mam pełno badań zrobionych i z moich wnikiwych analiz wynika że mam PCOS . Ale to tylko moje przepuszczenia ponieważ konsultacje dopiero mam z 3 tygodnie .

Aagonia Poronilam 28 listopada 2022, 17:40

Czy to normalne że biorąc dopochwowo lek mam mokre od wody majtki?

Nieciążowa W nadziei o lepsze jutro... 29 listopada 2022, 11:48

1dc
Oj dawno mnie tu nie było .. pomimo wielu przeciwności udało się... od jutra wjeżdża estrofem!
1 transfer beta 0
2 transfer beta 20.40 niestety się nie utrzymało
3 transfer - nadchodzi - oby to był ten szczęśliwy ❤️

Dziękuję dziewczyny za Wasze komentarze. Zawsze bardzo mi miło jak je czytam. Fajnie tworzyć taką społeczność i wiedzieć, że można na kogoś liczyć, podpytać się w razie niepewności czy po prostu wygadać.

Jestem taka spokojna w ostatnim czasie. Tak po prostu żyję sobie z dnia na dzień i za dużo nie rozmyślam. Czuję ulgę po zabiegu i światełko nadziei po ostatniej ciąży. Mimo, że okropnie żałuję, że się nie udało. W dniu owulacji patrzyłam z ciekawości na termin porodu i pokazał on dokładnie dzień, w którym świętowalibyśmy 2 rocznicę naszego ślubu. Gdzieś wewnętrznie czułam, że to nie przypadek i wysłałam nawet screena przyjaciółce mówiąc, że to jakiś znak z nieba. I to się naprawdę stało, byłam w ciąży, jednak Bóg miał dla nas inny plan.

Wierzę, że wszystko się poukłada, że leki nam pomogą, że pani doktor będzie trzymała rękę na pulsie.

Jak zadzwoniłam na recepcję i powiedziałam, że widzę dwie kreski, pani doktor oddzwoniła do mnie w kilkanaście minut podając swój numer prywatny. To takie wspierające wiedzieć, że ktoś naprawdę chce Ci pomóc. I że dla niego nie jest to tylko cień kreski, a prawdziwe dziecko.

Po histeroskopii i informacji o zrostach czuję się, jakbyśmy niedługo mogli zacząć starania od początku. Przecież te 1,5 roku to była nierówna walka. Ja naprawdę nie mogłam zajść w ciążę. Zastanawia mnie tylko, skąd się wzięły te zrosty. Nigdy w życiu nie miałam operacji w tamtych rejonach. Żadnego łyżeczkowania. Raz tylko, pewnie ze 3 lata temu, przez własną głupotę nabawiłam się poważnej infekcji i to jest naprawdę jedyna rzecz, jaka przychodzi mi na myśl. Krótko mówiąc zapomniałam o tamponie. To głupie, to obrzydliwe, ale naprawdę dziewczyny o nim zapomniałam. Do tej pory nie wiem jak mogło się to stać, ale czasu nie cofnę. Dobrze, że nie dostałam wstrząsu toksycznego.

Około 15 grudnia mają przyjść wyniki biopsji, boję się strasznie żeby nie wyszła tam jakaś złośliwa zmiana albo endometrioza. Nie miewam bardzo bolesnych okresów, rzadko kiedy biorę tabletkę przeciwbólową, ale nigdy nie wiadomo.

Po ostatnim razie nauczyłam się, aby nie skreślać cyklu do pojawienia się miesiączki. Skreśliłam go po 11 dniach od owulacji, po negatywnym teście, z okropnym pmsem. Odstawiłam cyclogest, bo chcialam, aby ten okres jak najszybciej przyszedł. I nie przychodził..
Mój cykl z pierwszą ciążą biochemiczną też skreśliłam, kiedy zobaczyłam różowy sluz. Również wtedy miałam koszmarny pms. Wiedziałam, że się nie udało i z tej okazji skusiłam się na aperola do kolacji. A okresu nie dostałam jeszcze przez 4 kolejne dni, testy wychodziły pozytywne.. I tak, nie mogłam sobie wybaczyć tego aperola.

Także jest dużo prawdy w stwierdzeniu, że póki małpki nie ma, piłka w grze. U mnie pierwsze oznaki ciąży to właśnie oznaki nadchodzącego okresu.

Czasami denerwuje mnie myśl, że moje ciało wie już, czy jest w ciąży czy nie, ale ja muszę 2 kolejne tygodnie żyć w niewiedzy. Mało tego, przy zapłodnieniu definiowane jest całe DNA, płeć, wygląd, cechy dziecka, a można nigdy się nie dowiedzieć, jakim byłoby człowiekiem, gdyby miało szansę się urodzić.. 💔

W tym cyklu robimy przerwę. Ja nadal plamię po histeroskopii. Biorę tylko witaminy, glucophage (ponoć poprawia jakość komórek jajowych, a wysoka insulina wpływa na nie bardzo źle) i po owulacji włączam duphaston. Większą artylerię wyciągniemy (mam nadzieję) od przyszłego cyklu. Oby tylko wyniki biopsji były ok...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)