22 dpt
Byłam na usg. Jest pęcherzyk w macicy, jest ciałko żółte. Nie ma jeszcze serduszka. Trzeba czekać. Nie ma krwiaka.
Nie wiadomo skąd było tamte krwawienie.... I skąd jest kolejne... Bo tak... Wróciłam od lekarza i chlusneło znowu krwią...
Boże czemu to się musi tak źle dziać ☹️☹️☹️
16 VII 2023
19 cs 5 dc 4 dzień stymulacji.
@ spóźniła się o 5 dni, tym samym krzyżując mi idealnie wyliczoną pod urlop procedurę. Ale tym będę martwiła się później. Podejrzewam, że spóźnienie spowodowane było po prostu stresem. Niby nie stresowałam się ale podświadomie siedziało to głęboko. Do tego momentu, że kilka dni przed rozpoczęciem procedury miałam straszne koszmary. Dzień przed pierwszą wizytą w nocy nie mogłam zasnąć - przekręcałam się z boku na bok próbując zmusić się do snu. Czułam, że Mąż również kręci się w łóżku jednak nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Chyba sami przed sobą baliśmy się przyznać, że to aż tak przeraża. Rano on zwalił to na zbyt wysoką temperaturę w sypialni, ja na drzemkę w dzień.
Wizyta u gina była szybka i konkretna - badanie USG, ustalenie leków i wyznaczenie daty kolejnej wizyty. Chcieliśmy omówić dodatki i ilu dniowy transfer ma w planach ale stwierdził, że to zbyt szybko na takie rozmowy - że nie ma jednego schematu dla każdego i wszytko wyklaruje się na dniach. Ufam mu - w sumie nie mam innego wyjścia.
4 zatrzyki już za mną - oprócz małych siniaków nic mi nie dolega. Pierwsze dwa dni stymulacji czułam mocniej jajniki (ale nie wiem czy to po prostu nie od trwającego okresu), teraz już nie czuję nic. Jedynie widzę, że cera zaczyna mi się psuć 🙄 zatrzyki robi mi Mąż - angażuje Go w co tylko się da, nie chcę być w tym sama. Tłumaczę, że nie dam rady zrobić sobie zatrzykow, bo instynkt samozachowawczy nie pozwala mi dzgac się w brzuch 😉 Mąż przewraca oczami ale dzielnie robi - przeżywa i panikuje gorzej ode mnie 😉 więc póki co jestem dzielna, nie poddaję się, idę powoli do celu. 🍀🍀
***
Rozpoczęłam swoją wędrówkę. Przed oczami mam pierwszą bazę pt. wytworzyć jak najwięcej wartościowych jajek do punkcji. To póki co jest mój number one. Staram się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość - wyniki o pierwszym etapie będę miała pewnie czwartek /piątek. (podgląd już we wtorek więc da jakiś zarys sytuacji 🤞🏻). Tymczasem krok za kroczkiem do przodu. Póki co w wędrówce towarzyszą mi Puregon i Orgalutran - polubiłam się nawet z nimi - raz, że dali ogarnąć się na refundację więc zamiast prawie tysiaka w aptece zostawiliśmy ponad stówkę i dwa - zostawiają tylko mini siniaki bez skutków ubocznych (odpukać w niepomalowane! 🤞🏻).
***
Moja mama miała dzisiaj piękny sen. Nie wie, że podchodzimy teraz do in vitro, a zadzwoniła i powiedziała mi, że śniło jej się, że miałam urodziny i dostałam od przyjaciółek pokrojone ciasto - w śnie mówiły, że ile jest kawałków tyle będę miała dzieci - naliczyli ich 19! 😁 Mama mówiła, że w tym śnie była przerażona, bo gdzie tyle dzieci, a ja biorę to za dobrą wróżbę 🍀🤞🏻😁
***
Teraz napiszę dwie niezbyt miłe, wręcz brutalne rzeczy ale chcę żebyś miała świadomość, że nie jesteś w tym sama.
Pierwsza - starania to samotna droga i tak właśnie możesz się czuć. Samotna, pogubiona i niezrozumiała. Mimo, że mam wsparcie Męża wiem, że in vitro to proces przez który muszę przejść tak naprawdę sama - to moje ciało poddawane jest stymulacji końskimi dawkami hormonów, później pod narkozą wybiorą mi komórki aby za kilka dni wpuścić je do organizmu znowu. Tak od strony praktycznej wygląda in vitro - to nie droga usłana różami, więc ja też nie będę czarować. Wczoraj zaczęłam kopać się z koniem - byłam wściekła na cały świat za sytuację, w której teraz jestem. Byłam wściekła na to ilu rzeczy muszę sobie odmawiać albo ustalać konkretnie pod cykl by uzyskać coś co dla wielu jest banalnie proste. Przy moim boku jest Mąż, wspaniała mama, przyjaciółki i dziewczyny z forum - jestem za to wdzięczna ale i tak samotnie idę drogą do macierzyństwa - czuję się mentalnie samotna. I wiedz, że to normalne.
Druga - in vitro to cholerna próba dla związku. Mimo, że dopiero rozpoczęliśmy procedurę to widzę, że oddziałowuje na Nas, to co się dzieje nie pozostanie bez śladu w Naszym małżeństwie. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego jeszcze silniejsi. Prawdą jest to, że ja w chwilach stresu zamykam się w sobie - robię się bardziej milcząca i nerwowa. Mąż ucieka w pracę - szuka sobie zajęcia na siłę aby zająć czymś myśli. Boimy się. Staramy się jeszcze bardziej dbać o Naszą relacje ale emocjonalnie siedzimy na tykającej bombie. I mam nadzieję, że eskalacja będzie w wyniku euforii po ujrzeniu "pozytywnej bety". 🤞🏻
***
Jestem na szlaku - idę. Póki co równym krokiem - nie zatrzymuje się na przystankach, nie słucham opowieści o niepowodzeniach, wystawiam twarz do słońca i ładuje akumulatory. Czasami z oczu znika mi Mąż - wtedy nie jestem pewna które z Nas idzie zbyt szybko. Ale odnajdujemy się. I cały czas wierzymy, że widok z góry będzie warty każdego przebytego miesiącokilometra 🤞🏻
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca 2023, 20:05
Ciąża zakończona 18 lipca 2023
Wizyta u lekarza prowadzącego 7.06.23
Jakoś mi nie po drodze ostatnio z wpisami do pamiętnika, sama nie wiem czemu.. i w sumie nawet trochę mi szkoda, bo nie wszystko już pamiętam.
Ale jakoś mam już tak w tej ciąży, że przychodzą okresy, gdy wszystko mam w nosie i wszystko mi obojętne i takie gdy w jeden dzień przychodzi power i nadrabiam wszystkie zaległości.
Czas od ostatniego wpisu do wizyty - intensywny - nie ma nudy na L4. Po drodze dzień matki (jakże inny w tym roku niż te ostatnie
), czytanie bajek w przedszkolu, dzień dziecka, czytanie książeczek o bobasie, występ pierworodnej, pikniki, dużo zabaw w domu i wreszcie - odpakowywanie wózka ! Który od początku czerwca sobie grzecznie czeka w salonie, co jakiś czas wietrzony na balkonie 
Wizyta - tym razem bez starszej, ale zrobiliśmy dl niej nagranie 
Na wizycie wszystko w porządku. Kontynuacja leków, łącznie z żelazem. Szyjka długa - 4cm.
AFI: 11
Wg OM: 28t5d
Wg USG: 1320g - 28t6d
Wszystkie parametry ok - brzuszek/główka/kość udowa w miarę rowno, różnica kilku dni.
Zalecenie szczepienia na krztusiec, na covid też warto.
Wynik cytologii - ok
Zalecenie USG 3 trymestru.
CMV - i tutaj zaczęła się dla mnie nowość (w sumie juz w 1trym) - w poprzedniej ciąży nie wykonywałam badania na przeciwciała CMV (nie ma ich w karcie ciąży). Tym razem zrobiłam je za zleceniem gina w 1 trymestrze - wyszło, że nie mam aktywnego zakażenia, ale mam przeciwciała - więc musiałam kiedyś na to chorować (dla dzieci/dorosłych to zwykłe przeziębienie ale w ciąży i dla noworodków jest to groźne). Wtedy gin zlecił zrobić dodatkowo awidność. Jakoś nie mogłam zdobyć skierowania z luxmedu, w końcu sie udało - przyszedł wynik - awidność wysoka czyli zakażenie było więcej niż 4 miesiące temu. Gin powiedział, że wszystko ok. A ja - zupełnie przez przypdek - trafiłam na FB na Fundację CMV kobiet w ciąży i zaczęłam czytać i zamarłam.
Nie zdawałam sobie sprawy, że CMV może być tak groźne dla ciężarnej i dla malucha w brzuchu, powodując poważne choroby/wady rozwojowe. Zaczęłam panikować czytając kolejne wpisy merytoryczne i historie tam opisywane. Zaczęłam mieć wyrzuty, że tak długo zwlekałam z tym badaniem awidności (powinnam była zrobić je od razu w 1 trymestrze, bo robiąc je w 28tyg nie mam pewności 100%, że zakażenie faktycznie było przed ciążą). Po kilku dniach, też po przeczesaniu całej strony grupy fundacji panika i ciśnienie odeszło. Choć przez jakiś czas miałam poczucie, że coś pominęłam, że mogłam zaszkodzić własnemu dziecku przez lenistwo/niewiedzę ? Że jak to ja mogłam coś pominąć skoro "kontroluję" wszystko co się da ?
Ostatecznie odpuściłam. Zapisałam sobie by powtórzyć CMV IGM (sprawdzenie czy jest aktywne zakażenie) przed kolejną wizytą.
Z objawów - maj/ pierwsza połowa czerwca raczej wypełniły się w wiekszości dniami ze sporą ilością energii (fizycznie), choć brzuszek powoli już zaczął ciążyć, pojawiło się szybkie męczenie - jeden spacer/zakupy w ciągu dnia i byłam dętka.
Pod koniec czerwca zaczęło się pojawiać niskie ciśnienie, szum/zatykanie ucha, nagłe momenty niemocy totalnej (z brakiem siły by mówić), momenty gdzie musiałam już teraz położyć się i pospać 15 minut.
Umówiłam połówkowe na za 2.5tyg (nie u swojego lekarza, bo u niego był termin za późno) i tak czekałam do wizyty.
Czas ten - po początkowej panice z CMV - wypełnił dziwny niepokój/strach o Malutką, wszystko dlatego, że zbliżał się dzień, w którym straciłam rok temu naszą Kruszynkę
W głowie co chwile pojawiały się różne czarne myśli, że coś jest nie tak albo że znów coś się wydarzy nagle albo że niby wszystko jest ok a coś wydarzy się na dalszym etapie albo przy porodzie.
Wszystko to potęgował z jednej strony zbliżający się przedszkolny dzień rodziny (który odbywał się w tym samym miejscu gdzie rok temu i który był wtedy ostatnim szczęśliwym czasem i po którym wyrzucałam sobie, że może się przeforsowałam, podskoczyłam za bardzo itd.) + zbieg okoliczności z czytaniem smutnych historii ciężarnych z 3 trymestru
(wiem, nie powinnam była czytać). Te wszystkie smutne historie bardzo mnie dobijały - mnóstwo myśli - że o ja głupia myslę, że wszystko jest ok a coś złego na pewno się zdarzy w 3 trymestrze. Jak i wspominienia wydarzeń zeszłego roku, znów zaczęło się wypominanie.. oczywiście małż jak to małż nawet nic nie zauważył.. swoją drogą - smutne, że ani razu nie doczekałam się pytania - "jak się czujesz dziś?", ale ja tu nie o tym.
I tak jednego dnia tryskałam energią a innego odburkiwałam wszystkim spod nosa.. W międzyczasie starałam się na siebie uważać jeszcze bardziej, choć szczerze mówiąc nie dało się.. czerwiec u Starszej był bardzo intensywny - kajaki w weekend (ja tylko trawka), wypady na plac zabaw, w między czasie zakupy (ruszaliśmy powoli z wyprawką), odwiedziny u dziadków.
Pozwoliłam sobie nawet na firmowe wyjście pracowe i wyjazd do innego miasta ze Starszą (całodzienny, 3.5h w aucie w jedną stronę - to nie był dobry pomysł). Potem miły akcent - sesja ciążowa - no i na koniec Dzień Rodziny. To było intensywne 1.5tygodnia. Zdążyłąm się tez oczywiście pokłócić z mężem o zaplanowany urlop nad morzem - niestety po tym całodziennym wyjeździe byłam pewna, że nie dam rady wytrzymać trasy nad morze w aucie i pobytu tam z moimi nagłymi spadkami energii.
Dzień Rodziny przebiegł dobrze - robiłam wszystko co mogłam by się nie forsować -unikałam tego, na co pozwoliłam sobie rok temu i przetrwałam - starając się by Strasza nie zauważyła, że coś jest nie tak tylko bawiła się świetnie - udało się !
Na szczęście dla mojego spokoju ducha i spokoju mojej głowy 4 dni później mieliśmy USG 3 trymestru.
USG 3 trymestru
U innej lekarki (z polecenia prowadzącego) ale jak się okazało bardzo miłej i pomocnej. Uspokoiłam się od razu jak się okazało, że wszystko jest w porządku. Dodatkowo poprosiłam o krótkie nagrania + zdjęcia 3d dla Straszej - lekarka cierpliwie szukała najlepszego ujęcia i fajnego nagrania. I tak dzięki temu mamy kolejne ładne zdjęcia + filmik w 4d i w normalnym widoku jak Malutka sobie pije wody płodowe 
Wg OM: 30t+6d
Wg USG: 30t4d
Waga: 1614g
wszystkie wymiary w normie z różnicą kilku dni
AFI: 10
Pani doktor sprawdziła wszystko dokładnie - wszystkie narzady - wszystko w porządku.
Zdecydowanie się uspokoiłam.
Teraz pozostało czekać do kolejnej wizyty u prowadzącego 2 tyg.
Powiem szczerze, że trochę ciążył mi ten czerwiec brakiem cotygodniowych USG (które miałam dzięki pomiarom czasu AV), one jakoś mnie uspokajały.. a tutaj musiałam czekać - choć i tak tylko 2 tygodnie / 2.5 tygodnia.
Jak pisałam moje samopoczucie było różne - ale mimo natłoku wielu złych myśli (którymi z nikim się nie dzieliłam), kłótni z mężem - udało się w czerwcu ruszyć wyprawkowo, porobić porządki w szafach i miło spędzić czas ze Starszą.
Miłość siostrzana vel miłość Starszej do brzucha - cały czas się intensyfikowała - miliony przytulasów, zabaw z brzuchem, gadania z brzuchem, opiekowanie się mną, duże zrozumienie dla moich ograniczeń. Kochane i mądre to moje dziecko 
Oby miłość pozostała po porodzie również 
Nawiązując do ostatniego wpisu - moja głowa jakby wciąż nie mogła uwierzyć, że to się dzieje i tym razem będzie dobrze..
i pewnie stąd - Maleńka wciąż nie ma wybranego imienia - mieszkanie nie jest przeorganizowane - a wyprawka niegotowa..
Za to kocham, każdy kopniak, wiercenie się i dyskotekę w brzuchu, nawet wtedy gdy próbuję zasnąć 
Kruszynko - rośnij zdrowo - czekamy na Ciebie 
(wpis z kolejnej wizyty z początku lipca - soon
)
14 dc
Ostatnio mniej mnie tutaj, choć w mojej głowie dzieje się wiele. Jednak przez "zbyt wiele" ciężko ubrać myśli w słowa. Powoli to sobie porządkuję, więc pewnie powoli pojawią się zapiski. Bo one pomagają.
***
Miałam tutaj o tym nie pisać, bo to miejsce "staraczkowe", a nie "rodzicielskie", ale muszę. Jak to mówią: muszę, bo się uduszę.
Mój Mąż ma córkę z poprzedniego związku. Kiedy się poznaliśmy, prawie nie mieli kontaktu. Nie dlatego, że On nie chciał. Tylko dlatego, że "mamusia" Mu ten kontakt utrudniała. Później się okazało, że nie tylko utrudniała, ale wręcz nastawiała dzieciaka przeciwko. Tak, to ważne w tej historii. Nie zapomnę twarzy mojego (jeszcze wówczas nie) Męża, kiedy Młoda kiedyś powiedziała, że "Tata z nimi nie mieszka, bo już mnie i mamy nie kocha" - jakby ktoś Mu w twarz strzelił. Ile było tłumaczenia, walki o relację z Młodą... Na przestrzeni lat, mój Mąż wywalczył sobie ten kontakt z Młodą, w pewnym momencie ten kontakt był całkiem spoko, nawiązali całkiem fajną relację ojciec-córka, mimo utrudnień. Jakieś 2-3 lata temu było wręcz idealnie. Młoda jakiś czas wręcz z nami mieszkała. Ze mną dogadywała się nawet lepiej niż z ojcem, nie mówiąc już o "mamusi". To ja z nią rozmawiałam o pierwszym okresie, kupowałam z nią pierwsze podpaski, bo "mamusia" twierdziła, że "z tym dzieckiem nie da się rozmawiać". Przed naszym ślubem rozmawialiśmy z Młodą, co ona o tym myśli - na początku była skołowana, ale ostatecznie się ucieszyła. Więcej... Młoda jeździła ze mną wybierać suknię ślubną, jechała z nami jednym autem do Kościoła i... Prowadziła ojca do ołtarza. Tak, chciała być z nami w tym dniu, a my chcieliśmy jej pokazać, że jest dla nas bardzo ważna . Coś pękło w ubiegłe wakacje. Młoda jest już nastolatką i zaczęła pokazywać rogi, zaczęła się stawiać w niebezpiecznych sytuacjach. Oczywiście, u mamusi. Mąż zareagował. No i Młoda się obraziła. Długo nie chciała nawet przyjechać do nas. Od jakiegoś czasu znowu się odzywa. Na początku bardzo nas to cieszyło, ale... Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że traktuje ojca jak "bankomat" (nie, żebym jej czegoś żałowała, ale... telefon za ponad 4 tys. zł? buty za 800 zł? no bez jaj...). Mąż się nie ugina pod jej zachciankami, ale jakieś tam dodatkowe pieniądze na zakupy wyłożył. W końcu to Jego córka... No ale "do brzegu"... Do ojca Młoda zaczęła się odzywać tylko "jak czegoś chce". Spoko. Jest już w takim wieku, że On jej do niczego nie zmusi, aczkolwiek próbuje jej pokazać, że tak to nie powinno wyglądać. Walczy. Znowu walczy o relację ojciec-córka, choć, mam takie wrażenie, to jest trudniejsza walka niż ta sprzed kilku lat. Widzę, ile to Go kosztuje. Staram się Go w tym wspierać. Wczoraj jednak poczułam się jakbym sama dostała w twarz. Niby drobiazg, ale... Wczoraj zorientowałam się, że Młoda usunęła mnie ze znajomych na Facebook-u. Dotąd myślałam, że naprawdę zbudowałyśmy fajną relację. Ja wiem, że to "tylko" nastolatka i "tylko" social media, ale poczułam się niefajnie. Poczułam, że zawiodłam, gdzieś zrobiłam coś źle. Tylko nie wiem gdzie i co... Mąż poprosił Młodą, żeby się ze mną skontaktowała w jednej sprawie. Ciekawa jestem, czy się odezwie... Akurat zawzięta jest po ojcu.
C.D 22.11
Po 2 tyg choroby Szymon wrócił do żłobka na dwa dni (a raczej na 1h i 3h bo odbywały się tam Dantejskie sceny). 3 dnia 40stopni goraczki: latanina po lekarzach. Ostre zapalenie ucha po raz drugi. Znów skierowanie na oddział szpitalny. W całym mieście brak miejsc, decyzja o antybiotyku ostatniej szansy, jeśli w 2 dni nie pomoże to wtedy szpital i antybiotyk dożylny. Na szczęście pomogło, ale finalnie Szymon będzie na antybiotyku 21dni. Nigdzie nie możemy wyjść do końca listopada.
Kurtyna.
Czy tylko ja przewidziałam 2.5mc na adataptacje w żłobku, która nie ma szans na powodzenie?
Jestem w dupie. Czarnej dupie.
I tak sobie mija kolejny dzień...
Za chwilę znowu będzie Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie i kolejny Nowy Rok...
Nie ogarniam czasu...
Nie ogarniam życia...
Nie ogarniam chyba niczego...
Przeczytałam swój pamiętnik od początku...przykre to moje życie...
Oczywiście że Bartuś jeste moją najwspanialszą Iskierką która mi je rozświetla ale ta myśl że tak naprawdę przegrałam już życie jest przykra...
Mam 36 lat. Mam 3 dzieci na cmentarzu. Mam cudownego synka. Nie mam pracy. Nie mam swojego mieszkania. Nie wiem jaki jest stan mojego zdrowia. Żałosne.. tak żałosne jak cały ten pamiętnik. Niezła dramo-komedia by z tego była.
Znowu nie widzę plusów a więcej minusów. Znowu przerasta mnie życie choć wiem że inni mają jeszcze gorzej. Tak naprawdę nie powinnam narzekać. Nie powinnam marudzić. Powinnam się cieszyć. Powinnam żyć teraźniejszością i przyszłością. Żyję. Żyję z dnia na dzień i czasami myślę że jestem zła matką..a Bartuś zasługuje na mamę o wiele lepszą,inną. Taką,która zapewni mu wszystko co potrzebne a nie taką która nie potrafi znowu w siebie uwierzyć i nie potrafi się podnieść,odbudować swoją pewność siebie.
A Bartuś ? Jest przecudowny ❤ wchodzi wszędzie, zaczął się przytulać, jesy coraz bardziej świadomy i coraz mądrzejszy ❤ zmienił się od urodzenia niesamowicie ale nadal jest ślicznym chłopcem z loczkami ❤ kolor włosków mu się zmienił z czarnych na ciemny blond
ma 14 miesięcy, rozmiar 86,waga 10.300kg, 8 zębów. Nadal sam nie chodzi (przy meblach jak najbardziej i zaczyna sam dłużej stawać bez trzymania się czegokolwiek). Uwielbia nektarynki i wszystko co jadalne :p przesypia już całe noce (w końcu!) I śpi oczywiście z matką większość nocy :p (ma tak że się przebudzi tylko po to aby przelożyć go do mnie do łózka i od razu śpi dalej). Mm nadal pije przed snem (ale to ja chce aby pił mleko). Wysypkę póki co ma tylko po serku homogenizowanym waniliowym, wszystko inne go nie uczula (tzn to co już próbował). Uwielbia samochody a widok i jazda traktorem opierwała taką ekscytacją że pierwszy raz widziałam u niego aż taką euforię
kocham go bardzo mocno ❤
6dc
Właśnie wróciłam z biegania. Mimo że ćwiczę regularnie od półtora roku to ciągle ciężko jest mi biegać. Jak byłam młodsza trenowałam nawet 6 razy w tygodniu. Potrafiłam bez trudu przebiec 8km na rozgrzewkę. Biegałam przez płotki, brałam udział w zawodach. A teraz ledwo 4km biegnę 😂
Biegam razem z mężem, choć wiem że go spowalniam. Wolę jak zaczynamy razem. A potem się rozdzielamy, on biegnie szybciej, trochę do przodu, potem się cofa do mnie, trochę znowu razem. Wtedy biegnę sobie swoim tempem. A jak ciągle biegniemy razem to czuję presję że muszę biec szybciej, bo przecież on może i pewnie chce szybciej. Tak czy siak jest kochany, wczoraj jak wróciliśmy z biegania mówił, że jest dumny ze mnie że dałam radę i to pod taki wiatr.
Nie wiem jak Wam dziewczyny, ale mi o wiele lepiej jest w pierwszej połowie cyklu. Nie stresuję się tak, nie doszukuję objawów, nie wyczekuję kiedy zrobić test. Po prostu żyję, staramy się z mężem co drugi dzień i tak mijają spokojnie dni. Teraz odliczam dni do wizyty u ginekologa, w sumie za 2 tygodnie
Dopiero od wczoraj zaczęłam mierzyć temperaturę, oby w tym cyklu w końcu temperatura poszła do góry 🤞
Jestem po monitoringu.. owulacja była.. teraz nasze ulubione czekanie… hahaha już kombinuje ile dni po owulacji teścik zrobić.. z jednej strony czuje, ze się udało, a z drugiej tak mysle czemu akurat tym razem miało pójść tak w miarę szybko… na szczęście czas z Małym Bobasem w domu biegnie duzo szybciej, wiec ten czas oczekiwania nie będzie tak się ciągnął… w czwartek będę miała mysle 7 dni po owulacji..
A gdyby nie to mamy cykl z lametta.. także plan B jest!
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2022, 20:46
12 dc monitoring i co? Pęcherzyków jest duzo (Lekarz mówi, ze wygląda Mu to jakby to był cykl stymulowany), z takich obiecujących pęcherzyków to są dwa jeden 15 mm i drugi 13 mm.. No zobaczymy.. kolejny monitoring za tydzień.. miałam tez robione amh wyszło mi 3,58 tak w środku skali… ale znowu tak patrząc na to ze mam 34 lata to jednak wysoko… wiem, ze nic nie wiem… chciałoby się wierzyć, ze wśród tych pęcherzyków jest nasz Bobas.. I wcale jakoś tak nie idzie nam to łatwiej za drugim razem, chociaż emocje są zupełnie inne, bo jednak już mamy swoje Szczęście. Nie powiem liczyłam ze tak po prostu się dowiemy, ze jest ciąża a nie znowu walka… pozytywne jest to, ze to nasza ostatnia walka jeżeli zakończy się szczęśliwe.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2022, 20:50
5+0
W macicy pęcherzyk ciążowy 9mm.
Widać też żółtkowy, zalążek ale nie ma wątpliwości.
Na usg widać niestety jakiś malutki naciek/płyn - być może od tego plamiłam na początku. Ale mam brać duphaston i się nie przejmować, bo to maleństwo.
Niestety wczoraj zdarzyła się okrutna sytuacja. Pies pociągnął mnie na dworze do innego psa, wyrżnęłam do tyłu na samym środku osiedlowego skrzyżowania. Przywaliłam tyłkiem, plecami i rąbnęłam głową o lód. Matko - ile paniki, ile strachu...
Nie miałam na szczęście zawrotów głowy, mdłości, zaburzeń ruchu czy widzenia... Dzisiaj boli mnie cała szyja, kark, mięśnie brzucha - wszystko pewnie ponapinałam.
Nie mogłam się uspokoić bo raz, że zrobiłam coś kropkowi, dwa że coś mi się stanie z głową, a przecież nie pojadę na tomografię... I trzy, tak okrzyczałam psa, taka byłam dla niego okrutna, że nie mogłam sobie wybaczyć. Oczywiście go nie uderzyłam, ale jednak zareagowałam bardzo emocjonalnie...
No a hormony dodatkowo zrobiły swoje.
Mam nadzieję, że nie będzie miało to wpływu na kropka - dla uspokojenia głowy zrobiłam jeszcze jedną betę dzisiaj.
Kolejna wizyta 27 grudnia, w moje urodziny.
Mam nadzieję, że serduszko będzie pięknie pikać.
Proszę, zostań z nami.
🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2022, 19:50
Uwaga! Dołączamy do teamu słabe HBA!
HBA- 49% 😵
Fragmentacja - 11% (czyli chyba bardzo pięknie).
Plany? Dorzucać będę resveratrol, więcej witaminy e. Może przekonam go do picia oleju z czarnuszki? Wywalę szafran i macę (chociaż macę to nie wiem, tania jest a dobra).
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2023, 17:45
Pisze z telefonu, wiec będzie chaotycznie.
Jestem po laparo, juz w domu, obolala i skolowana diagnoza.
To nie byl jednak wodniak a moje nowe zmartwienie.. endometrioza. To co widniało jako wodniak to torbiel endometrialna.
Jajowod i jajnik mi zostawili, ale podobno sporo tam tego mialam w brzuszku. O tym jak przebiegla laparo (koszmar, nigdy wiecej nfz), napisze jak dojde do siebie. Moja lekarz powiedziala ze ivf, zeby nie tracic juz czasu. Jestem zielona w temacie, tych klinik jest mnostwo 🤯🤯🤯 na razie mam pobrac jakis lek vissane na wyciczenie tego cholerstwa, badania od pasnika (nie wiem czy na tym leku beda miarodajne), podejsc do ivf. W warszawie podobno roznie z tym bywa. Mam taki metlik w glowie, jestem obolala i straumatyzowana wymiotowaniem po narkozie i nie mam dziś chyba na to sily.
Przynajmniej kropki polaczyly sie w calosc. Tyle lat chodziłam po lekarzach i nikt na to nie wpadl ?!
Pierwsza wizyta w klinice, plan jest następujący:
- w pierwszej kolejności ogarnąć sprawę z guzkiem piersi (potrzebuję wyniku hispat) ⏩ 29.12.22
- bo usunięciu guzka zrobić na świeżo zalecone badania krwi
- pójść na HSG (znieczulenie ogólne, ze względu na omdlenia wazowagalne), koszt w klinice: 1000-hsg, około 1500 znieczulenie ogólne z konsultacja anestezjologa, czyli razem około 2500
- w połowie grudnia powtórka badań nasienia u męża, żeby sprawdzić, czy tamoxifen działa na jakość nasienia, na szczęście są to podstawowe badania nasienia z morfologią więc koszt to troszkę ponad 200 zł (zazwyczaj płaciliśmy ponad tysiąc, więc super, że chociaż na tym troszkę zaoszczędzimy)
- jeśli po hsg okaże się, że mam drożne jajowody i nasienie męża się znacznie poprawi to przez następnych kilka miesięcy będziemy się starali naturalnie na obecnych lekach
- jeśli moje hsg nie wyjdzie dobrze, to będę miała laparoskopię
- jeśli moje hsg wyjdzie dobrze, a nasienie męża wyjdzie źle, to zaczniemy inseminację ( max 3 podejścia do inseminacji, potem pozostanie tylko in vitro)
- odnośnie moich wyników krzywej insuliny to potwierdziła inulinoopornosc, a więc zmiana diety + metformina + ćwiczenia
- dr na aktualnym etapie odradziła immunologa, stwierdziła, że mamy na co kasę wydawać, wrócimy do tego jak już będziemy rozważali in vitro
Dr która z nami rozmawiała w klinice spodobała się zarówno mi jak i mężowi 👍
Aktualny cykl:
Pęcherzyk nie pękł, teraz ma 25 mm, jeśli owulacjii nie będzie dzisiaj to nie będzie jej wcale, czuje się już troszkę przedokresowo, a więc pozostaje mi tylko czekać na 🐒
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 listopada 2022, 21:51
2dpt
Wczoraj popołudniu miałam 3h drzemkę 
Poza tym mam zero jakichkolwiek dolegliwości a co za tym idzie, pesymistyczne myśli mnie dopadły. Jest deszczowo i chciałabym cały ten czas spędzić pod kocem. Mam zero energii
Koszty criotransferu:
Post będę aktualizować na bieżąco.
Narazie przedstawia się to następująco:
Wizyty: 220
Badania: 780
Apteka: 300
W planie powtórka wymazów za 145, wizyta. 220
Crio 2100
Zobaczymy finalnie ile wyjdzie ale tanio nie jest.
Dziś byłam na wirusowkach, mam nadzieję, że wszystkie będą na wizytę. W sobotę czeka mnie jeszcze badanie proga, wynik chyba doślę mailem, u mnie w mieście długo się czeka. Raczej na wizytę nie wskoczy. No i te wymazy, mam nadzieję, że wyjdą dobrze. Powtórka 28.11.
17 tc + 3 dni. 2 trymestr.
Szybko czas leci . Ledwo się dowiedziałam że jestem w ciąży. A tu już 4 miesiąc:) zaniedługo pół metek za nami.
Brzuszek rośnie jak i mała także jedyny problem to nie problem mi się wydaje
bo nie wiemy jeszcze czy to napewno jest dziewczynka.
Dzisiaj byłam na wizycie i tak się schowala w rogu że nawet nie potrafił lekarz zrobić jej ładnego zdjęcia:)
Ale ważny 180 g i mierzy 15 cm
.
Myślę że to dziewczynka już od początku ciąży mam takie przypuszczenia a także znaki od życia.
Z badań krwi wynika że mam o jeden stopień mniej żelaza w organizmie niż miałam tak wec lekarz zaproponował aby do diety wprowadziła więcej żelaza .. to jest najlepsze że to co ma żelazo to ja jem .. chude mięso, szpinak, brokuł itd. Tak więc aż tak potrzebuje tego żelaza ?
Może to jest przyczyna że moje tabletki z kwasem foliowym Prenga plus ( w składzie żelazo ) zamieniłam na Pueria uno ? No nie wiem ale porządnie nastawiam się nad powrotem do Pregna plus .
Czasami już czuje ruchy małej ale czasami .. są dni że jest więcej aktywna a są dni kiedy myślę że jest tam cichutko . Ale po przyłozeniu detektora wiem że buszuje i fikuje w moim brzuszku bo to jest słychać . Ostatnio ją przyłapałam na czkawce .
Ja już taka przerażona bo co to za dźwiek oprócz serduszka .. a tu takie ihh ihh .. 3 minuty i później przestało jej się czekać tak wiec to musiała być czkawka .
Zerkam sobie na wyprawkowe rzeczy.. czasami zapisuje co mi się podoba .. I się zastanawiam jaki mam rozmiar ubrań kupić? Doradzi mi ktoś?
Na internecie krąży opcja wyprawkowa z 2 rozmiarami .. M.in 58 i 62 aby kupować po 5 szt z każdego ubrania.
Napisałam do mojej bliskiej koleżanki ona ma 3 je dzieci. Aby mi doradziła : napisała żeby kupić rozmiar 62 i kilka sztuk rozmiaru 68b , koniecznie spioszki i body + skarpetki , abym się nie pchała do Pajacyków .. bo później dziecko jak macha nóżkami to wypada z nagawki. No i że dla mnie to ułatwienie bo będę początkująca z przebieraniem dziecka. A jak powie mi na końcu że dziecko jest małe to zawsze mogę jechać do sklepu i kupić małe ubranka . Tak więc tak to wygląda.
Wizje pokoju już mam.
We wrześniu bede kupowała dla mnie nowe auto .
Tzn z mężem ale ja sama na nie odłożyłam ( jestem z siebie dumna ) bo to nie mała kwota .
A od października ruszamy z mężem z odkładaniem pieniędzy na wyprawkę i rzeczy dla naszego brzdąca . Tak więc coś czuję że szybko to wszystko upłynie:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2023, 18:49
No i nie było co gdybać, okres jest, tylko o czasie a nie wcześniej jak zazwyczaj.
Ale mam takie podejrzenie, że tym razem coś się zaczęło dziać. Tylko równie szybko skończyło. No bo skąd śluz płodny w połowie II fazy, nigdy tego nie było. I piersi czasem bolały, owszem, ale przy zakładaniu stanika to nie.
Chcę poprosić rodzinnego o skierowanie do poradni genetycznej, podobno tak można... Zobaczymy co wyjdzie
Dzień doberek!
Temperatura wzrosła, więc pewnie żadnego bobo w tym cyklu. Ale już wkrótce testowanie pływaków, nie mogę się doczekać!!
Jakbym była moim mężem, to bym robiła wszystko by mieć poprawę. Ale ten człowiek ma dużą siłę nawyków/własnego widzimisię stety-niestety. Cieszę się, że przynajmniej część rzeczy udało mi się wdrożyć.
Zimowa aura jest trochę wyzwaniem dla sportu, przyznam. Już nie biegamy na zewnątrz. Dobrze, że spacery też się liczą. Bardzo mi się podoba określenie hiking/trekking
Robi ze spacerków coś bardziej pro.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2022, 10:18
Ta piżamka i nie mówienie Mężowi o dniach płodnych to był strzał w dziesiątkę. Oderwać się ode mnie nie może. 🤣 Chociaż wczoraj i dzisiaj nad ranem miałam plamienie (krwawienie wręcz) owulacyjne. Wczoraj to normalnie żywoczerwona krew. Więc chwilowo zostałam "odstawiona", bo mój Mąż strasznie delikatny jest w tej kwestii i jak jest krew to nie ma seksu. 😔 Ale wieczorem planuję Go jeszcze dopaść. Mam nadzieję, że się uda. 🤩
***
Wg apki owu dzisiaj. Seksy ❤️ były w środę i czwartek. Jakby się udało dzisiaj i jutro rano poprawić to timeing powinien być dobry. 🤞🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2022, 12:30
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.