Dopada mnie coraz większy stres przed kolejnym usg. Jutro wizyta w klinice. Myślę, że dostanę wytyczne co do schodzenia z leków. Strasznie dużo to wszystko kosztuje, praktycznie co 3 dni w aptece zostawiam ponad 300 zł. Już ledwo ciągniemy.
Poza tym cholernie boje się, że po tej całej euforii i doznaniu cudu coś się wydarzyło i usłyszę złe wieści albo, że dziecko się źle rozwija. Jednak 3 krwotoki, że się lało gorzej jak w okres to nie przelewki. Boję się...
Cały dzień też boli mnie brzuch, lędźwie.
Może to znowu na tle stresowym?
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2023, 21:19
Emocje powoli opadają, miliony pytań i przemyśleń zaczynają się powolutku układać, zaczynają się plany związane z organizacją naszego życia (na razie tylko plany)
Jest strach, każda wizyta w toalecie to przyśpieszone bicie serca i sprawdzanie czy przypadkowo nie ma krwi... Stało się to rutyną z którą nie potrafię walczyć. Instynkt robi swoje.
Powoli uczymy się z kłaczkami, że pojawi się maleństwo, że są strefy bez kłaczka, że nie wolno skakać na malutkie człowieki, że nie wolno podgryzać wszystkiego co się rusza i że nie każda rzecz leżąca na podłodze jest do zabawy.
Pojawienie się szczeniaka w domu wprowadziło zamieszanie ale dało mi masę czasu aby nauczyć się organizacji i zapinania na ostatni guzik, teraz zostaje kilka miesięcy żeby szczeniaka nauczyć że nastąpią zmiany i mimo że pojawi się maleństwo wcale nasze zabawy i rytuały nie pójdą w zapomnienie....
Ciążowe zmiany?
Hmmmm nie spodziewałam się, że ulubione dżinsy tak szybko staną się ciasne, niby się zapinam ale... czuję mega dyskomfort. W nocy pobudki na siku, wracanie do łóżka i co? Nie mogę zasnąć i żołądek się domaga żeby coś wpałaszować więc wstaję biorę owocka i czekam aż organizm postanowi się zmęczyć i zasnąć...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2023, 13:50
Miesiąc 15.
Kilkanaście dni temu Szymon zrobił niespodziankę życia- przespał całą noc. Nie mogłam uwierzyć, że taki dzień w końcu przyszedł.. oczywiście był to jednorazowy incydent, ale i tak było miło.
Wróciłam do pracy, mąż na tacierzynskim. Od poniedziałku przyjedzie na tydzień moja mama, potem zwolnienie.. w pracy na szczęście mam w miarę łagodny powrót, czekam na rozpoczęcie projektu.. zmienił się mój szef i prawie cały zespół.. zdecydowanie stwierdzam, że praca zadowowa to pikuś vs opieka nad dzieckiem w domu..
Wczoraj na kontroli u laryngolog nie było dobrych wieści- płyn w uszach dalej jest.. a płyn w uszach= brak możliwość posłania do żłobka.. kurde, gdyby on mógł wrócić to życie by się jakos moze zaczęło układać..a tak.. niewiadoma i niepewność. Bardzo to wszystko skomplikowane.. jak zwykle los dal mi ciężki orzech do zgryzienia. Kolejna kontrola uszu w drugiej połowie lutego.. niech stanie się cud. Proszę
Hej Dziewczyny! 🤍
10 tyg + 3d
Zatłuc męża to mało... 🙄
Ustaliliśmy, że za tydzień mówimy najbliższym o Bobo. Wszystko szło super, nawet ja w pewnym momencie jak mówiłam, że już bym chciała powiedzieć, to on mnie hamował...
Wczoraj były urodziny jego kumpla. Siedzieli w 3 u niego w mieszkaniu. Dodam, że na początku 2022 roku jeden z kolegów dowiedział się, że wpadli i powiedział od razu temu towarzystwu, że spodziewają sie dziecka. No to mój mąż pod wplywem emocji i pewnie alkoholu wygadał się o nas... Co najgorsze nie przyznał mi się, tylko jak po niego pojechałam, juz szykowaliśmy się do spania, dostalam wiadomość od koleżanki (dziewczyny jednego z chłopaków), z życzeniami i gratulacjami. Ogólnie się nie kłócimy i nie mamy jakiś wielkich dyskusji, ale jak to zobaczyłam to wpadlam w taki szał... No mnie ograniczał z tą wiadomością, a sam się wypaplał. Zawsze wiedziałam, ze faceci to większe paple niż kobiety 😂
Jestem zła, bo nie chce, żeby wydało się to zanim sami nie powiemy np rodzicom... Jakby to wyglądało jakby o ciąży dowiedzieli się od sąsiadów... A tam wszyscy się znają.. I to już nawet nie o to chodzi, że oni to plotkarze, tylko nawet w radości mogą to komuś powiedzieć, wiecie jak jest.
Przetrawiłam to już, ale trzymam kciuki za tą naszą tajemnicę! Jeszcze tydzień i zacznie się ogłaszanie 🤞
Hej Dziewczyny! ❤️
Dziś jestem w lepszym humorze niż zwykle 🤗 Mam teraz w pracy wolną chwilę, żeby napisać co u mnie. Za to lubię swoją pracę 😅
Dziś jest 14 dc. 12 dc robiłam test owulacyjny - negatywny. 13 dc planowo powinna wystąpić owulacja - już widzę, że z niej nici... Śluz niestety nie taki jak przy owulacji, ale zrobię dzis może test owulacyjny 🤞
Dziś wysyłam materiał na badania pasożytnicze i helicobacter pyroli. Dietetyk powiedziała, że spadający pomimo suplementacji poziom żelaza może być spowodowany przez pasozyty. Kolejne badania, kolejne wydane pieniądze 😅 Jakby tak policzyć ile wydatków poszło na leczenie dermatologiczne i wszystkie badania poboczne to uuu... Myślę, że meble kuchenne miałabym ładne 🤦♂️ Ale czego się nie robi dla zdrowia, dla marzenia 🤍
Mogłam wcześniej odstawić tabletki, wtedy na spokojnie miałabym czas na ustabilizowanie organizmu. Polak mądry po szkodzie 🤭
Fajnie byłoby, gdyby się udało w tym miesiącu, idealnie byłoby powiedzieć rodzinie przy kolacji wigilijnej 🤩 Ale nie nastawiam się, nie ta okazja, to następna.
Plusem całej sytuacji jest to, że mam dopiero (?) 25 lat i starania się niedawno zaczęły. Nie mam aż takiego parcia. Wiadomo, pragnienie jest ogromne, ale chyba nauczyłam się kontrolować, ponieważ już od dawna myślałam o baby. Chociaż zawsze w głowie miałam, że uda się od razu 🙄
Wczoraj wieczorem spytałam się Męża "jak myślisz? Kiedy nam się uda?". On że swoim spokojem powiedział, żebym się nie martwiła. Po dłuższej rozmowie i gdybaniach stwierdził hipotetycznie, że jakbyśmy mieli się długo starać, to chyba wolałby adoptować jakiegoś bobasa, niż tracić życie na starania i wszystko temu podporządkowywać (EDIT:wiem, że to bardzo ciężka procedura i mnóstwo pracy. Wiem, że byłoby ciężko. Chcę tu podkreślić wsparcie że strony męża) Ma dużo racji. Ja też nie byłabym w stanie myśleć tylko o tym... Moja 5 letnia chrześniaczka jest z adopcji. Super dziewczynka, kocham ją bardzo. Nie miałabym żadnego problemu, żeby pokochać takie dziecko 🤍
Wiadomo jednak, że chciałabym przeżyć ciążę, (może niekoniecznie poród 😅), karmienie, pierwsze noce itd.
No cóż.. Zobaczymy. Dziś mam dobry humor i nie zamierzam sobie go psuć!
Wczoraj zrobiłam sobie SPA night! Polecam Dziewczyny! Zadbajcie o siebie ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2022, 15:26
Dzisiaj jestem w iście PMSowskim nastroju. Robię miny i jestem czepialska. Hormony.
Drugi podgląd:
Prawy jajnik: 2 x 16 mm, 21 mm i 25 mm
Lewy jajnik: 1x 17 mm, 1x 18 mm, 2 x 14 mm i jakieś drobne.
Endometrium: 9,5 mm
W środę kolejny podgląd, akupuntura (idę tam bo babka u której teraz byłam kilka razy nie raczy mi odpisać na smsa od piątku), punkcja pewnie w piątek 20/01.
Seria rzeczy i wydarzeń, które mnie dziś zirytowały:
1) Ludzie agresywnie perfumujący się na podróż w transporcie publicznym;
2) Próba umówienia konsultacji anestazjologicznej - lekarz kazał dziś się umówić. Wchodze do położnych na krew i umówić tę konsultacje. Jedna młoda bardzo fajna i miła, druga starsza - klimat szpitala powiatowego. I ta starsza z fochem, że nie ma opcji w tym tygodniu, że "trzeba było wcześniej się umawiać". Krótka pauza i moje ostre "ale co wcześniej ?! Lekarz mnie dzisiaj poinformował więc co wcześniej ?! W piątek mam mieć punkcje a pani mi mówi że w tym tygodniu z anestazjologiem się na chwilę nie można spotkać ?!" W tym momencie interweniowała ta młodsza miła i załagodziła, że znajdą coś na czwartek i jutro będą dzwonić. Ale co to w ogóle jest za tekst że "trzeba było wcześniej". Tacy ludzie nie powinni pracować w takich miejscach bo raz nie przychodzimy tu po bułki tylko nabuzowane walczymy jak o życie, a dwa - słono za to płacimy.
3) Skończył mi się Rekovelle (tzn ostatnią dawkę mam dzisiaj). Idę do polecanej apteki Medicoveru a tam lalunia technik farmacji "Nie ma, skończył się, wszyscy z TEJ kliniki tu przychodzą i wykupują. W hurtowniach też nie ma, więc ma pani problem. Może się gdzieś w jakiejś aptece uchował". Pytam czy nie może tego jakoś sprawdzić. Nie, nie może. Wyszłam z trzęsącymi się rękami i zaczęłam dzwonić do pobliskich aptek - oczywiście nigdzie nie ma. Głowa się jednak sięodblokowała i przypomniała mi się wspaniała strona Ktomalek.pl. W 2 godziny później kilka kilometrów dalej ten Rekovelle ogarnęłam.
Boli mnie głowa. Zjadłam byle co na mieście (tzn niby lunch ale ja nie cierpię jadać na mieście), bo było już po 12:00 a ja na czczo.
Czekam na wyniki estradiolu, LH i progra.
W międzyczasie w ramach irytacji i wyżywania się napisałam do Męża monolog, że jak się to nie uda, to ja się kolejny raz na to nie piszę bo nie mam do tego nerwów ani zdrowia i widocznie coś w tym jest, że nie nadaję się na cierpiącą poświęcającą się matkę Polkę. No i że jestem już za stara. Że puchnę i czuję się gruba. Coś w tym stylu. Nie odpisał. Bo on oczywiście jest teraz super zajęty pracą.
Mały update.
Dziękuję za dobre słowa. Ciężko było wytrzymać - zrobiłam jeszcze 3 inne testy.

Nie mogę w to uwierzyć.
Pani doktor mi odpisała. Kazała leżeć i przyjechać w poniedziałek na badanie i kroplówkę. Czyli prawdopodobnie dostanę intralipid. Czytałam, że jest bezpieczny i bardzo pomaga - jeśli to tylko konieczne, zrobię wszystko. Nawet ten wenflon przeżyję, choć nie mogę o nim myśleć.
Zmieniło się też dawkowanie niektórych leków:
encorton 3x1, progesteron 2x1 + prograf 2x1. Tego ostatniego niestety nie mam i będę mogła wykupić go dopiero w poniedziałek w Polsce.
Do tego "neoparin 1x0,04" - chyba tu jest pomyłka z jednym zerem, do tej pory brałam 1x0,2, więc prawdopodobnie chodzi o dawkę 0,4? W ciąży zwiększa się dawka, a nie zmniejsza? Czy mogę sobie po prostu zrobić dwa zastrzyki zamiast kupować nowe opakowanie? Nie chcę już zawracać głowy pani doktor o tej godzinie.
Powiedziałam mężowi. Potrzebuję jego wsparcia psychicznego i pomocy z przygotowaniem posiłków, podjechaniem do apteki. Obiecałam sobie, że mimo tej całej otoczki niepewności i strachu zrobię to tak, jak kiedyś sobie wymarzyłam. Co prawda chciałam go zaskoczyć "dziwną paczką z amazona", ale nie miałam pod ręką żadnego kartonu po starych przesyłkach. Dałam mu więc pudełeczko ze śpioszkami, smoczkiem i testami. Zapytał łamiącym się głosem: Jesteś w ciąży? Naprawdę? - I mnie przytulił. Popłakałam się.
To bardzo wcześnie, ale potrzebuję go teraz ogromnie. Ustaliliśmy, że nie cieszymy się na zapas. Wszystko się może wydarzyć. Ale mam jakiś spokój w sobie.. Pierwszy raz test mi wyszedł przed terminem miesiączki. Kreska z któregoś z kolei moczu jest dość mocna jak na mnie. Mamy czas wcześnie zareagować, jesteśmy w dobrych rękach.
Czuję się inaczej. Ciągną mnie jajniki i odczuwam takie spięcie w dole brzucha. Nie wiem, czy nie powinnam wziąć nospy. I mam taką kulę w żołądku.. ale to chyba ze stresu.
Mam taką ochotę z kimś pogadać. Ale nie mogę nikomu powiedzieć. Mąż musiał pojechać do pracy, więc jestem sama z moimi myślami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2023, 23:04
ostatnia procedura...
Bardzo sobie życzę by to była ostatnia procedura, która da nam zdrowy zarodek, a potem dziecko.
Ostatnio ciąglę śnię o ivf, testowaniu i ciąży. Pewnie przez to nie mam ochoty iść dalej bo nawet w nocy temat do mnie wraca.
Boję się co będzie jak okaże się, że mamy jednak tam zdrowe zarodki, czy zdenerwuję się na poprzednie 6 transferów, bo biochemy nie były wynikem chorych zarodków, a odrzucenia przez organizm??
Mam w sobie nadto złości, wegetacja życiowa mnie rozczarowuje, od dzieciaka byłam osobą, która lubi marzyć i planować, zakłada sobie cele i śmiało po nie idzie. Wiem miałam łatwiej, bo będąc młodą dziewczyną temat in vitro nie był mi obcy, ale też od zawsze powtarzałam, że czuję ten problem nie będzie mi obcy.. Gdy poznałam męża postanowiliśmy, że będziemy mieć jedno dziecko, ale regularnie mu przypominałam, że mam przeczucie, że nasza droga nie będzie prosta i naturalnie nam się nie uda. W sumie tak też się stało, nigdy się nie zabezpieczaliśmy, i jestem w punkcie zwątpienia.
Bardzo liczę, że wynik badań teściów pokaże, że też mają translokację i mamy szansę na dziecko, ale z drugiej strony wiele osob z translokacją zachodzi w ciążę i ją traci, a my ? Nigdy.. Biochem po invitro to max co osiągneliśmy..
Cieszę się, że mam pracę jaką mam i nie muszę widywać ludzi, ani dzielić się z nimi swoim życiem przy kawce w trakcie przerwy, ale wiem że jest mi ciężko zaplanować swoją przyszłość bo ciągle czekam, aż będę w ciąży.
Każdy transfer mnie próbował złamać i mam wrażenie, że w końcu złamał. Nie mówię tego na głos, ale chyba on to czuje. Robię to dla niego i by nie żałować, że nie wyczerpaliśmy możliwości, a z tyłu głowy ktoś mnie opiernicza, że inni ludzie mają gorzej i nie mogę się nad sobą rozczulać. Hej takie jest życie, nie można mieć wszystkiego.... ;/
cieszę się, że ostatnim czasem nauczyłam się nie obwiniać innych, że nie czują tego co ja i nie rozumieją, nie oni nie będą rozumieć co przeżywamy, tak jak ja nie potrafię czuć ich bólu i problemów.
26 dc, 10 dpo
Wiem, że jest jeszcze wcześnie, ale ostatnio czułam się jak nie ja... Głowa zaczęła podpowiadać, że może to jest właśnie TO... Więc siknęłam dzisiaj na test... ⚪ Bielsze nie mogło być... 😟
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2023, 06:34
2dc
W tym cyklu okres przyjęłam z dużym spokojem. Wręcz go wyczekiwałam, bo spóźnił się dwa dni, a zawsze był jak w zegarku. Test zrobiony 13dpo pozbawił mnie nadziei, więc spóźniający się okres nie zrobił na mnie wrażenia. Ostatnie dni były przepełnione zajęciami, sprawami do załatwienia, więc było we mnie mnóstwo pozytywnej energii. Dzisiejszy dzień jest baaardzo leniwy i coś we mnie pękło. Czuję okropną pustkę. Zauważyłam, że coraz lepiej znoszę te comiesięczne "porażki", jednakże emocjonalne dołki mi się zdarzają i nie ma w tym nic złego, muszę to wypłakać i podnieść się do kolejnej walki.
Przejrzałam właśnie kalendarzyk - odkąd się staramy cykle mam raczej krótsze niż dłuższe i właśnie się zorientowałam, że rozpoczęliśmy 10 cykl bez zabezpieczenia. Nie wiem czy mogę to nazwać dziesiątym cyklem starań, bo nie w każdym cyklu daliśmy z siebie 100%. Jednak budzi to we mnie już lekkie przerażenie i zastanawiam się co dalej. Czy rozglądać się za kliniką, czy dać sobie jeszcze trochę czasu? Mam w głowie natłok myśli. Czarne scenariusze. Boję się, że problem leży gdzieś głębiej, że czekają nas lata starań. Czy za chwilę dołączę do staraczek - weteranek, które podczytuję i podziwiam za ich determinację? Przecież dopiero co dołączyłam do forum, rozpoczynając czwarty cykl starań, łudząc się, że już zaraz się uda. Zawsze myślałam (i pewnie wiele nieświadomych osób dalej tak myśli), że in vitro to taki pewniak i złoty lek na niepłodność. Dopiero forum uświadomiło mi jak bardzo malutcy jesteśmy w tych staraniach i jak niewiele zależy od nas. To dla mnie strasznie ciężki czas, ponieważ jestem typowym control freakiem i pierwszy raz w życiu nie mam nad czymś kontroli.
5 dc
Poszłam dzisiaj do fizjoterapeuty z tą moją łydką, bo nie dawała mi już spokoju. Zresztą Mąż i Asystentka trochę mnie nastraszyli przechodzoną chorobą czy zapaleniem jakimś. No i poszłam. Szczęście w nieszczęściu to najpewniej napięcie mięśniowe. Prawdopodobnie bardzo pechowy skurcz. Dostałam ćwiczenia, zakaz szpilek przynajmniej przez jakiś czas i nakaz obserwacji bez jakiegoś oszczędzania tej nogi, bo łydka ma zacząć normalnie pracować. Babeczka dodatkowo wymasowała mi tę łydkę porządnie (tak że w jednym momencie to normalnie myślałam, że mi łzy pójdą z bólu 😅) i mam się stawić za jakieś 2-3 tygodnie na kontrolę. Magnez nie zaszkodzi.
***
Poza tym przyjechaliśmy do moich Rodziców. Mąż grzebał od rana przy samochodzie, a ja odpoczywam. Cudowny dzień. Taki leniwy. 🙈 Zrobiłam dzisiaj totalnie nic. I wiecie co? Nie pamiętam, kiedy miałam taki dzień. Kiedykolwiek?
Wieczorem przyjechała moja K. z Mężem. Boże! Jak Ona pięknie wygląda w tej ciąży! 🤩 Tęskniłam za taką naszą relacją. Dzisiaj to już tak naprawdę cieszyłam się z Nią. Nawet jak tak siedziałyśmy razem i rozmawiałyśmy, a młody zacząć się wiercić, kazała mi dotknąć swojego brzucha. Cudowne uczucie! 🤩 Nasi Mężowi wypili sobie dzisiaj %. A kiedy mój odpadł i poszedł spać, a K. Mąż ciągle miał jeszcze ochotę, wzięłam likier i zaczęłam Mu towarzyszyć. I wtedy On: to Zosis, za Waszego dzidziulka teraz, oby się udało. 🥺 I wiecie co? Nie czułam złości. Poczułam... Że nie jesteśmy sami, że w gorszy dzień mamy na kogo liczyć, że nie muszę wszystkiego dusić w sobie, bo tak jak razem możemy się cieszyć, tak też razem możemy się smucić, a nawet walczyć. To się nazywa przyjaźń. 💚
***
Mam w sobie siłę, by dostać to, o czym marzę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2023, 23:43
Wyszły nam wczoraj kiepskie badania nasienia. Przeorganizowuję suplementację, mam już plan. Sprzedam Fertilman Plus i od razu kupuję nowy pakiet.
Będziemy iść w: witaminę C, witaminę D+K, selen + E, cynk, astaksantynę, l-karnitynę, koenzym Q10, być może jeszcze NAC, olej lniany do sałatek i orzechy do dziubania.
Mąż się ogólnie mocno załamał. Próbuję go wspierać całą sobą.
Zapewne będzie konieczne wizyta u androloga i badania krwi.
Istnieje duże prawdopodobieństwo, że infekcja górnych dróg oddechowych przebyta miesiąc temu ostro przetrzebiła populację żołnierzyków. Niby minimalny czas nawet po zażywaniu antybiotyków to 2 tygodnie, ale proces spermatogenezy trwa 3 miesiące. Aktualnie 3 miesiące bez jakiejkolwiek infekcji przy chacie pełnej ludzi to coś nieprawdopodobnego.
Wierzę, że kolejne badania będą dużo lepsze.
Postaram się też zmienić mu trochę życiowe nawyki (ograniczenie gorących pryszniców i grzanie jajek, zwiększenie zdrowej żywności w diecie). Ruchu chłop akurat ma. Alkoholu trochę ograniczymy, ja i tak nie piję prawie więc sam też nie będzie.
Czekamy jeszcze na wyniki morfologii.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2023, 09:23
Dziś już lepiej. Przejrzałam mój zeszyt z notatkami z forum i analizą danych (jest wątek z danymi ile komórek, ile się zapłodniło, ile dotrwało do 3 i 5 doby i ile z tego ciąż) i to nie są jakieś wartości odbiegające od norm. Ok nie rośnie 15 jajeczek, ale ważniejsza od ilości jest jakość. A o tej nic nie można powiedzieć na ten moment. Nie wiadomo czy wogóle finalnie jajeczka dojrzeją, ile ich będzie i tak dalej więc to bez sensu się zamartwiać. Z tym zeszytem, to tak, wiem, jestem psychiczna że to analizowałam i przeliczałam na procenty ale nic nie poradzę - mam umysł analityczny i mnie takie rozkminki uspokajają.
Wczoraj podali mi już Orgalutran i od dziś przyjmuję go sama. Estradiol oczywiście wysoko - 789. Zmniejszyli mi dawkę Rekovelle na 9.66 (z 12 mcg). Nie zaskakuje mnie to. Spodziewałam się. Moja teoria laicka jest taka, że rezerwa jest pomniejszona przez endomendę więc hormony robią wszystko żeby to nadrobić. Oby tylko nie było hiperki
Może jakoś dotrwam jeszcze kilka dni.
Byłam wczoraj na spacerze nad Wisłą z moim Przyjacielem i bratną duszą jednocześnie. Zrobiliśmy 10km, pogadaliśmy o życiu, pracy, filozofii, powspominaliśmy wspólne wyjazdy. Było super. Zero szczegółowej gadki o staraniach, zastrzykach, ivf, bo jakby to ująć - jego tematy kobiet i dzieci nie interesują, więc nie chciałam strzępić języka. Natomiast o kwestii posiadania dzieci i dojrzałości do rodzicielstwa rozmawialiśmy. Że najlepsze podejście to takie, że nie że chcesz dziecko, bo czujesz w życiu pustkę, którą chcesz zapełnić, tylko gdy czujesz przesyt i nadmiar wszystkiego. Chcesz dać komuś dobre życie, pokazać mu/jej świat, przekazać swoje wartości, dać miłość. To ja tak mam. Na koniec poszliśmy do sklepu czarodziejskiego, a potem ja do rybnego po śledzie i halibuta.
Wieczorem zrobiłam dla siebie i Męża romantyczną kolację, zjedliśmy, pogadaliśmy (znowu bez paranoi związaną z ivf) i finalnie był to całkiem dobry dzień.
Jutro o 9:30 kolejny podgląd, następny pewnie w środę. Punkcja pewnie w piątek/sobotę. Miłej niedzieli 
Boże.. to znowu się dzieje.
Mamy 19 cykl starań, 31 dc, dzień przed planowaną miesiączką.
Oglądam ten test co sekundę. To już drugi, który dziś zrobiłam. Oba pozytywne.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, odwołałam wszystkie zajęcia z dzisiaj i leżę w łóżku. Nie ruszam się stąd. Dobrze, że dziś sobota, choć z drugiej strony przez to nigdzie nie zbadam bety. Muszę poczekać do poniedziałku.
Napisałam do Pani doktor, ale muszę się liczyć z brakiem odpowiedzi, bo ona nie pracuje w weekendy.
Mężowi nic nie mówiłam. Chcę mieć pewność. Takie kreski już widziałam niestety w swoim życiu.
Proszę.. oby tym razem się udało. Mamy dobre warunki. Pozbyliśmy się zrostów. Biorę całą apteczkę leków. Tylko nie ustalałyśmy z Panią doktor, co mam robić w przypadku ciąży.
1. Witamina C 1x1
2. Witamina D 1x1
3. Prenatal Uno 1x1
4. Sorbifer 1x1
5. Sulfasalazin 1x1
6. Encorton 5mg 1x1
7. Neoparin 1x1
8. Progesterone Besins 1x1
9. Glucophage 500 mg 1x1
10. Acard 75 mg 1x1
11. Duphaston 1x1
12. Omega 3 1x1

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2023, 23:03
Cześć.
Wczoraj wzięłam ostatnią tabletkę clostilbegyt..
Jak wczoraj i we wszystkie dni czułam jajniki tak dzisiaj nic nie czuje ..delikatny ból podbrzusza tyle. . Dzisiaj będą drugie przytulanki z mężem (chociaż o tym nie wie ) 😊😊🤭🤭
W środę jadę do ginekologa..proszę oby była owulka 🤞🤞🙏🙏
2 tydzień nie jem słodyczy.
Przerzucilam się na zdrowe jedzenie a także co 2 dzień ćwiczę interwały przez 20 minut ..głównie to Mel b .. wiem że to mało trochę minut na ćwiczenia ale przyjdzie pora gdy zwieksze moja aktywność.
Mam pytanie czy ktoś kto zazywal clostilbegyt to miał takie uczucia jak ja w sensie bol jajników a później totalna cisza?
4dc
Im dłużej szperam w forum, czytam pamiętniki, tym bardziej analizuję swoje ciało i namiętnie szukam nieprawidłowości, zastanawiając się, czy u mnie też będą problemy. Jakie problemy? Ile będą trwać? Czy nam się w ogóle uda? Jak się będę czuć, jeśli nam się nie będzie udawać? Przecież nigdy nie chciałam dzieci, więc co mnie tak nagle opętało? Nie czuję instynktu macierzyńskiego, chyba... Choć moje nastawienie do dzieci mocno się zmieniło! Naprawdę, nie poznaję siebie samej. Ale nie przeraża mnie to już.
Po pierwszym miesiącu starań zastanawiam się teraz, czy na pewno chcę dziecko. Może to jeszcze nie jest dobry moment? Tak, jakby kiedykolwiek miał być idealny moment 😅 Jak bardzo zmieni się moje życie? Och, nie mam złudzeń, że będzie jak u mam z insta... Ciepła kawusia, zrobione pazurki, rzeski, umalowane i super się czujące... Tak jakby to było najważniejsze. Choć to pewnie też nie jest źle. Sama nie wiem, może będzie mi dane przekonać się, jak ten czas będzie wyglądać u nas.
Po pierwszym miesiącu starań nachodzą mnie wątpliwości. Czy będę dobrą mamą? Jaką w ogóle mamą będę? Czy moje małżeństwo się nie popsuje? Czy będziemy potrafili na tyle podzielić się rolami w rodzicielstwie, żebym nie była przemęczona, zła, wściekła na siebie, męża i bobo? Czy oboje odnajdziemy się w nowych rolach, nie zapominając o tym, że jesteśmy też dla siebie przyjaciółmi i kochankami?
Tak wiele pytań. A ja nadal tak optymistycznie nastawiona. Tak wiele kobiet ma tutaj problemy, że aż głupio pisać o swoich własnych przemyśleniach, które wręcz wydają się niczym.
Kupiłam dziś testy owulki, żeby sprawdzić, czy w ogóle u mnie są. Niby śluz bywa prawidłowy, ale do tej pory jak nie interesowałam się swoją płodnością. Bo po co...?
W grudniu byłam w ogóle u giną na wizycie, żeby sprawdzić, czy że mną okej. Lekarz stwierdził, że przez pół roku mamy się w ogóle nie zastanawiać, tylko działać. Nie badać się, nie szukać problemów, nie analizować. Wypić dobre winko, zjeść kolację i pójść do łóżka 🥂👌🤣 Plan wcieliliśmy w życie i choć się nie udało, to z drugiej strony myślę sobie, że samo staranje jest takie przyjemne 🥰😇
W ogóle gdzieś natknęłam się na informację, że kobieta w ciągu roku ma tylko jakby 2 jajeczka, które umożliwiają jej zajście w ciążę. Nie wiem, na ile jest w tym prawdy. Zobaczymy.
Jestem dobrej myśli.
7 tydzień ciąży (6+2)
Zrobiłam betę i progesteron czekam na wyniki jak na szpilkach.
Wszystko dzieje się tak szybko, że chyba nie potrafię tego ogarnąć.... Zwlekałam troszkę z tymi badaniami, bałam się ich jak ognia, ale dzisiaj podeszłam do nich z podniesioną głową, że przecież musi być w końcu dobrze 
Mąż zaczął się interesować co za badania na co czekamy co w nich ma wyjść lub nie wyjść, no i jak dzisiaj się kułam to co mam jutro
i moje tłumaczenie 
beta to nasz maluszek w liczbach, poziom bety pokazuje jak duży już jest maluch a powtórzona po 48h daje nam informację czy maluszek dobrze się rozwija bo jest jakiś tam przyrost a progesteron to taki hormon który podtrzymuje ciążę jak jest niski to jest ryzyko poronienia itd a jutro mam USG żeby podglądnąć malucha 
Mąż zrobił wielkie oczy i powiedział "to czekamy na wysokie wyniki" 
Zaczynam powolutku się cieszyć naszym malutkim kropeczkiem, mam tylko nadzieję, że nie za szybko 
Wyniki:
beta: 2286,0 mIU/ml
progesteron: 9,87 ng/ml
Jest dramat.....
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2023, 16:01
Dziś obudziłam się o 3 w nocy i już nie mogłam zasnąć. Położyłam się na kanapę w salonie i płakałam, płakałam.. ze szczęścia, wdzięczności i ze strachu.
Rano z szybko bijącym sercem zrobiłam dwa testy. Oba ciemniejsze niż dzień wcześniej, test owulacyjny pozytywny. Jest dobrze, pomyślałam. Czuję się świetnie, odczuwam tylko bolące piersi i to, że strasznie chce mi się pić. Pojechałam na betę i później ruszyliśmy z mężem w drogę do Polski. W samochodzie zaczęły mnie pobolewać trochę plecy i co chwilę sprawdzałam czy nie plamię..
O 14 dostałam telefon z kliniki z gratulacjami. "Jest Pani w ciąży". Ale te wyniki zbiły mnie z nóg...
Progesteron piękny, powyżej 40.
Ale beta tylko 57...
Dziś okres spóźnia się 2 dzień, wg moich obliczeń jest 14 dpo.
Czy ta beta nie jest za niska?
Pani doktor na usg dojrzała jedynie bardzo grube endometrium i miejsce, w którym może utworzyć się pęcherzyk. Ale nic więcej nie widać przy tak niskiej becie. Myślę że w środę wszystko się wyjaśni.. Strasznie się boję.
Właśnie leżę podpięta do kroplówki z intralipidu i modlę się, żeby wszystko było dobrze.. Choć nie wiem, czy jest sens się łudzić...
Edit 16:20: boli mnie brzuch okresowo 😔
Pani doktor jest dobrej myśli, mówi że takie bóle okresowe są normalne jak Dzidziuś się implantuje. I że dobrze, że szybko zareagowaliśmy, a intralipid to najlepsze co mogłam dostać. Jakby coś się działo to mam pisać. Zrobiła krzyżyk na brzuchu i mnie przytuliła. Kazała mi leżeć, dostałam L4 na 2 tygodnie, w środę wszystko będzie jasne.. Proszę, trzymajcie kciuki..
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2023, 16:37
Cześć wam.
Właśnie wróciłam z wizyty u lekarza .
Mam wyhodowany pęcherzyk 16 mm przez CLO .Powiedział że pecherzyki pękają przy 18 mm czyli te 2 mm to jest kilka godzin nim prawdopodobnie pęknie. Bo tego nie wiadomo
Kazał przyjść w poniedziałek po owulacji aby zobaczyć czy sam pęknie . tak więc jestem pełna nadzieji 😁😁😁 muszę jutro przytulanki koniecznie z mężem poczynić hihi 😈😈😈 i nie tylko jutro xd pozdrawiam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2023, 18:12
Cześć!
Nie wiem co o tym myśleć mam czasami bóle miesiączkowe ale dziwne bo bez promieniowania na kręgosłup. A zawsze mi promieniował bol tak samo jeśli chodzi o piersi ..gdy dotknę ich sutków to pobolewają mnie .. nie wiem co o tym myśleć... czy będę miała miesiączkę czy jednak ciąża .. mam neutralne myśli nie nastawiam się... sle cały czas nie daje mi spokoju ten ból co opisywałam w poprzednim wpisie. Tak więc koniec luteiny 1 lutego a testy będę robila 2 lutego rano 🍀🍀🍀🤞🤞🤞
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.