Sheelie Moje życie 14 marca 2023, 22:31

Chyba ten cykl stracony będzie... jestem chora tzn choróbsko mnie dopadło.. całe nadbrzusze mnie boli , nie mogę jeść dzisiaj od 4:50 zjadłam 1 bułkę i jabłko tyle .. odbija mi sie pustym powietrzem , zbiera mnie na wymioty a co gorsze glowa mi chce pęknąć, wszystko mnie boli łącznie z palcami w dłoniach.. mam światlo wstręt, podobnie się czułam będąc w pierwszej ciąży , później poroniłam.. napewno to też jest powodem dlaczego cie tu nie ma [*].

Rok i 5 miesięcy 👦🏻
19+3 🤰🏻

Czas leci bez opamiętania. Jest zupełnie inaczej niż w pierwszej ciąży. Różnica o 180 stopni. W ciągu jednego dnia potrafię tyle przejść, przenieść, posprzątać ile nie nie zrobiłam w ciągu pierwszej ciąży. Nie ma nerwowego odliczania, te tygodnie lecą przez palce. Świat leci bez opamiętania do przodu, a ja wplątana w ten wir wraz z nim. Ani się obejrzałam a jestem właśnie po połówkowych.

Z dzidzią wszystko w porządku. 🥰 Maluszek jest zdrowy, wyniki i pomiary prawidłowe. Waży już 300 gram 🥰 Ze mną też okej. Krwiaków brak, szyjka trzyma, łożysko na tylnej ścianie nisko, ale ze wzrostem macicy się podniesie.

No i pewne jest, że w moim brzuszku mieszka drugi chłopiec 💙 Nie będę ukrywać, że po cichu marzyłam o córeczce, pewnie jak wiele kobiet. Nie będę ukrywać, że przez ułamek sekundy zrobiło mi się odrobinę przykro. Ale to było mgnienke oka. Potem zobaczyłam oczami wyobraźni tą niepowtarzalną więź jaką będą mieli jako bracia. Będą mogli zbudować relacje, która prawie nie zdarza się między bratem a siostrą. To zupełnie inna więź. Nie żałuję, że nasz drugi cud jest chłopcem. Cieszę się 😍 A córcia? No cóż, jeśli przeżyjemy z dwójką szogunów może spróbujemy szarpnąć się na córeczkę 🤣

Od paru tygodni czuję już ruchy. 🥰 Najpierw delikatne puknięcia, teraz już wyraźne wiercenie się i mikro kopniaczki. Choć ruchy dalej są nieregularne i nieczęste ale wprowadziło mnie to na kolejny etap tej ciąży. Zaczął się magiczny okres, czuję, że zaczynam budować więź z drugim synkiem i już kocham go nad życie. Da się w ogóle kochać dwójkę tak samo mocno? 🥹

Ignacy jest całym moim światem, kocham go jak niv na świecie, a tu niebawem ma pojawić się druga istotka, która będzie potrzebowała tyle samo miłości. Jakim cudem serce matki może tak się podzielić? 🥹

Ignaś mnie rozczula … na pytanie kto mieszka w brzuszku mamy mówi „dzidzia”, przytula się do dzidzi i daje jej buzi gdy go poprosze 🥹🥰 to najsłodsze na świecie. Na pytanie czy kochasz braciszka odpowiada „tak tak” ale on na wszystko tak odpowiada 😅😍

Mamy lepsze i gorsze momenty. Ignaś jest absorbujący, wymagający. Jest atencjuszem i ma absolutną mamozę. W perspektywie czasu martwi mnie to, co to będzie po porodzie. Ale mamy jeszcze prawie 5 miesięcy. On też będzie starszy.

Prawie codziennie zaskakuje mnie czymś nowym. Powolutku łapie nowe słowa lub raczej dźwięki, ma już swoje fascynacje i ulubione zabawki. Jest 200% chłopcem bo autka to żyćko 🤣

Bywa wiele ciężkich momentów i tak samo jak milion razy dziennie mam ochote wyjść bo zaraz wyjde z siebie tak samo milion razy rozpływam się z czułości i wzruszenia 🥹

Macierzyństwo to istny rollercoaster, a niedługo zacznie pędzić ze zdwojoną mocą. 🙈

Dopadło mnie jakies zmęczenie przychodzę z pravy to myśle tylko o spaniu więc klade się razem z córką juz koło 20 i ciągle myśle ok to wcześniej wstane cos zrobie w domu albo ze sobą i co guzik przestawiam budzik i pózniej już nie ma czasu :/ nie wiem co jest grane bo normalnie mam siebie dosyc i przestawiania budzika codziennie jak się zmotywować do pracy mam ostatnio strasznego lenia na świeta mawet okien nie umyłam robiłam minimum z minimum.

Wróciłam do pracy i trochę w nia uciekam.
Ale przynajmniej nadrabiam zaległości i chociaż trochę zajmuje głowę. No i w sytuacji, w której jesteśmy jedna z najbardziej potrzebnych aktualnie rzeczy są pieniądze…

Druga forma ucieczki to różne fitnessy. Bez wielkich szaleństw, bo jednak fizycznie dochodzę do siebie, ale umiarkowany ruch również mi pomaga poczuć się lepiej.

Mój Maz dzisiaj na spontanie znalazł i kupił jakieś tanie bilety do Chorwacji, wiec lecimy na pare dni w kwietniu. Trochę słońca, zmiana otoczenia. Mamy tam takie swoje jedno miejsce, w którym kiedyś spędziliśmy fajny czas. Czy się ciesze ? Nie, ale liczę ze jednak naładujemy trochę baterie, wrócimy i zaczniemy nowy rozdział.
Przed wyjazdem chcemy iść na cmentarz niedaleko nas, na którym jest Grób Dzieci Utraconych, zapalić tam znicz, polozyc kwiaty i chociaż tak spróbować się pożegnać z Naszym Dzieckiem. Wysyłka paczki do laboratorium, to dla mnie jednak za mało.

Przed wyjazdem tez pewnie poznamy plec i juz czuje, ze to bedzie cios. Ale chcemy wiedziec.

Nie myślałam, ze ten mój Pamiętnik będzie taki smutny… Oby się tu kiedyś trochę rozweseliło, bo az samej siebie mi jest zal 🥺

KateM Ostatnia prosta.. 14 marca 2023, 10:18

Ciągle myśle, dlaczego tyle spada na nas, czuje sie jak jedna męcząca buła, które nie potrafi się pogodzić, a przecież powinnam się cieszyć. Mogłabym mieć amh 0 i nie mieć szansy na własne zarodki.. Ale tak nie jest i dalej nie umiem się cieszyć z tego co mam, bo czy faktycznie jestem szczęściarą?? :(

8 pięknych blastek i co?? Okazało się ze 5 jest chorych, ma translokację niezrównoważoną i trisomie 22 chromosomu to już jest więcej niż Genetyk mówił 51%... Jeden ma trisomie 17 choromosomu
Zostały nam 2 zarodki, które są zdrowe genetycznie, ale obciążone kariotypem zrównoważonym jak mąż..

nie ma ani jednego zarodka w 100% nie obciążonego ..
Nie mamy zarodków do próbowania bez immunoglobulin bo jak się nie uda zostaje nam jeden zarodek, nie możemy podać 2ch na raz, bo stracimy oba.. Nie mam siły, staram sie iść do przodu planować. Jedziemy pod granicę z Ukrainą jak uda się kupić lek, ale tak czuję w środku, że mimo tych środków i tak się nie uda..

Miałam wrócić na 2, 3 cykle a zostałam na prawie rok!. Chęć posiadania w naszym mniemaniu pełnej rodziny 2+2 widać jest silniejsza niż rozsądek. 35 lat to dużo jak na 2 dziecko (moim zdaniem, dla mnie) ale nadal podejmujemy walkę.
Jest mi ciężko, ciężko z tymi ciągłymi porażkami. Najbardziej bolą te z samą sobą, brak chęci, odwagi. Ciężko mi w pracy, nie lubie jej, ale starania to nie jest czas na zmiane pracy...
Dziś 30dc okres powinien przyść wczoraj, może przyjdzie dzisiaj może jutro. Brzuch boli jak na @ ale nie ma jeszcze plamienia, spodziewam sie go wieczorem.

Punkt 1 kolonoskopia zaliczony.

Nie było źle, samo badanie całkiem spoko ale dostałam jakieś lekkie znieczulenie bo miałam dużo zrostów.
No i właśnie są te zrosty. Może od endimeteiozy a może po cięciu cesarskim. Poza tym był jeden polip, który został usunięty.
Sama błona śluzowa wygląda dobrze, Lekarka mówiła, że nie wygląda na Leśniowskiego czy stan zapalny. Oczywiście wynik histopatologiczny powie więcej ale jak na oko nic złego nie widać to liczę na dobre wieści 🙂
Nie ma też jakoś guzów w środku, a mam nacieki endo na jelitach (widoczne w laparo) ale w środku na szczęście nic nie urosło.

Lekarka mówiła żeby zrobić badania w kierunku celiaki bo w gastroskopii nie zawsze są zaniki kosmków, a można mieć objawy. Także wyciągnę na to skierowanie albo zrobię sama badania tylko w sumie nie wiem co badać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2023, 10:49

8dc
Dzięki, dziewczyny, za wiadomości. Zawsze to lepiej poradzić się bardziej doświadczonych :) Ja zobaczyłam bladą kreskę i już złapałam skurcz, że kurdę, ale jak to. A tak przynajmniej jestem mądrzejsza.

Dziś mam wizytę u gina. Robimy badanie na cytologię. Przy okazji powiem mu o tych moich podejrzeniach i objawach na niedobór progesteronu. Pewnie wyśle mnie na badania krwi. Sama bym poszła, ale nie wiem w której fazie cyklu się je robi.
No nic, zobaczymy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2023, 12:05

JK Co przyniesie los 15 marca 2023, 19:29

Dawno nie pisałam, chociaż było o czym. Nie mogłam się zebrać.
Otóż, poszłam do tego nowego lekarza z polecenia koleżanki i to był strzał w 10! Poświęcił mi tyle czasu, ile potrzebowałam, interesował się każdym wynikiem i wszystkim, co mówiłam. Przede wszystkim, jako pierwszy lekarz zaczął wywiad przygotowujący w ogóle do zajścia w ciążę i zajrzał nawet w moją książeczkę zdrowia z dzieciństwa w kontekście szczepień i chorób zakaźnych. Zadał mi trochę pracy domowej i pogrzebałam w różnych archiwalnych dokumentach takich jak szczepienie przeciw HPV, te choroby zakaźne itp. Przy okazji namówił mnie na wyrobienie sobie karty grupy krwi, bo już miałam kiedyś raz robioną grupę krwi, więc zrobiłam drugi raz i będę miała tę kartę.

Byłam na 2 wizytach, wydałam sporo pieniędzy na diagnostykę u niego, co mnie z deczka wbiło w fotel, ale w sumie albo się w to bawię, albo udaję że się w to bawię. I generalnie mam naprawdę dobre wyniki z krwi, nie miał się do czego przyczepić. Na razie jedyne braki to: wyższy androstendion (to jeszcze wyniki sprzed wizyt u niego) i dzisiejszy progesteron w 21 dc na poziomie 0,368 nmol/l. Progesteron jeszcze nie został skomentowany, bo dopiero wczoraj mierzyłam, a dzisiaj wysłałam mu wyniki, ale sama widzę, że nie wskazuje na obecność owulacji. W tym cyklu odstawiłam (po konsultacji z nim) duphaston właśnie, żeby zmierzyć prawdziwy progesteron bez wspomagaczy.
Poza tym, właśnie dzisiaj do mnie dzwonił z info, że mam ureoplasmę. Na szczęście czytam, że to w 100% do wyleczenia i tym bardziej się cieszę, że mnie pod tym kątem zbadał, bo to nie dość, że obniżać może płodność to jeszcze stanowić zagrożenie dla ciąży. Czuję się zaopiekowana wreszcie. W przeciwieństwie do ginekolog Beatki, która wprawdzie bardzo elegancka, miła i empatyczna ograniczała się jedynie do jakichś ogólników. Nawet nie zainteresowała się tymi chorobami zakaźnymi.

A w moim przypadku nie było wiadomo, czy miałam różyczkę i ospę. W książeczce brak wpisów o szczepieniach, czy zachorowaniu na te choroby. Zrobiłam przeciwciała i na szczęście okazało się, że mam przeciwciała do obu!

I wiecie co? Przestałam mieć schizę i lęki o ciążę. Myślę, że to kwestia właśnie tego, że ktoś się mną zaopiekował i analizuje co tam mi dolega. Znacznie lepiej mi się żyje w tym miesiącu/cyklu. Wiem, że ta bakteria znowu oddali starania, ale nie jest mi smutno z tego powodu. Poza tym, jeszcze nie wiem co on wymyśli na ten zerowy progesteron, może znowu wrócę do Duphaston.

Antybiotyki pewnie dostaniemy razem z Lubym i chyba wtedy jeszcze jego wezmę w obroty, żeby się przebadał. Nie ma już 25 lat, a niestety różne dolegliwości miewa chociaż głównie takie powiedziałabym bólowe związane ze stawami czy tymi typowo fizycznymi tematami.

Poza tematami medycznymi, czuję że potrzebuję ludzi. Dziwne to jest, bo ostatnie 2 lata byłam niezmiernie szczęśliwa unikając wszystkich, których unikać się dało! Pandemia to było zbawienie dla mojej introwertycznej części osobowości. Niemniej, dzisiaj widzę, że wcale nie jestem taka introwertyczna, jak sądziłam. Wręcz widzę, że dobrze czuję się w towarzystwie i jestem też lubiana, a często kontakt z ludźmi mnie doładowuje energetycznie. Coś musiało się albo zmienić, albo może już (po tych 2 latach istotnego odosobnienia) odpoczęłam od przebodźcowania, w którym żyłam wcześniej.
Dzięki przyjaciółce zmotywowałam się, żeby wybrać się na mani, pedi i zabieg na twarz - trochę ruszyć z miejsca, a nie ciągle coś odkładać, bo może zajdę w ciążę. Nie chcę tak ciągle myśleć, bo czuję, że się zwijam do środka. Miałam też w rodzinie pogrzeb niedawno i w związku z tym wydarzeniem, dużo zadziało się w mojej głowie. Niemal każdy tydzień przynosi mi jakiś rodzaj nauki samej siebie i świata, przerabiam różne rzeczy jakbym chodziła na terapię. A może to wiosna i jej zbawienny wpływ? ;)

Ciężko mi z moimi uczuciami i myślami teraz. 😞
I czuje się w tym wszystkim bardzo samotna. Tylko tu znajduje prawdziwe zrozumienie i wsparcie.

Nigdy nie dowiem się co się stało. I naprawdę nie wiem co dalej robić… Nie śpię po nocach przez to, ale już nie mam siły dalej grzebać i analizować.
Mogę dalej iść w badania i środki typu biopsja endometrium, immunoglobuliny, ale czy jest sens? Czy mam na to sile ? Nie mam.
Prof J - już mam stresa, jak przed klasówka z chemii w liceum, czy się przyznawać ze brałam Encorton i czemu nie przyszłam przed ivf.
Docent P - jak leki były zle dobrane i to ich wina to straciłam zaufanie. A może nic nie zmieni bo to nie wina immunologii. Wiec czego ? 🤯

Czekam teraz na okres, mam wykupiona już od tygodnia receptę na Estrofem. Ale bardzo się boje kolejnego transferu i kolejnej ciąży. Bo jak widać to utrzymanie ciąży a nie zajście jest moim największym problemem. Nie wiem czy wbrew temu co zalecają lekarze nie wycofać się z tej imprezy na jakiś czas. „Malo czasu”, „50% to już wady genetyczne w tym wieku”, „może się uda uzyskać chociaż jeden zarodek”. A g***o prawda.

Miałam dzisiaj sesję z psychologiem. Poprosiła mnie abym opowiedziała swoją historię.. to opowiedziałam tak właściwie od 2015 r. (czyli od poprzedniego związku, potem ciąża z 2019 r. i potem zmagania ostatnich lat, zakończone póki co jak zakończone). Nie myślałam, że to będzie takie trudne. Spłakałam się strasznie. Ale psycholog super. Zostawię to tu sobie co dzisiaj usłyszałam najwazniejszego: że jestem bardzo dzielna, że mam wsparcie w Mężu (że może nie idealne ale się stara po swojemu), że teraz jest czas dla mnie i ja jestem najważniejsza, że nie jest to w tym momencie czas na podejmowanie decyzji co dalej i dodatkowe stresowanie się tym. Obiecała mi, że z czasem te obrazy, które mam w głowie nie będą takie ostre i bolesne.
Powiedziała abym odpoczęła po sesji, zrobiła coś miłego dla siebie. Odcięło mnie na godzinę, tak głęboko zasnęłam.
Myslę, że to najlepsze co teraz mogę dla siebie zrobić - rozmawiać z psychologiem, być dla siebie wyrozumiałą i dobrą, odpocząć.

Co nie daje mi też spokoju, co mnie martwi i o czym rozmawiałam długo z Katarzyba (dziękuję !!!!) to endometrioza. Mam wrażenie, że stymulacja mogła tam zrobić niezłą masakrę. Boję się zachodzić w kolejną ciążę, próbować zachodzić, jeżeli tam się to rozhulało. A sprawdzić to można właściwie w 2 miejscach w Pl (Medicover i Medicus) - terminy kosmos :( 4 mce, 8mcy, rok, listy rezerwowe. A ja nie mam miesięcy i nie wiem jak dalej postępować. Na totalnej rezygnacji zadzwoniłam dzisiaj do Medicusa we Wro i cud - zwolniło się miejsce na 21/03. Wycieczka więc. Płakać mi się chcę na samą myśl, ale niech zrobią to specjalistyczne USG i zobaczą co to się tam teraz podziało.

24dc, 11dpo, 3 dni do okresu

Miałam dziś takie apogeum złego samopoczucia, że nie wytrzymałam i zrobiłam przed chwilą test. Oczywiście, negatywny. Innego wyniku się nie spodziewałam, bo jeszcze za wcześnie i zrobiłam popołudniu, a nie rano, ale jednak po cichu liczyłam, że coś się tam już pokaże.

Miałam dziś mdłości, jak tylko zgłodniałam. A głodniałam szybko. Z Na Masę zamawiamy raz w tygodniu takie kotleciki i do nich zawsze dodają sałatki, które zawsze zostawiam, bo nie lubię, a raz - jestem pełna po tych kotletach. Dziś nie dość że było mi mało tych kotletów, to jeszcze zeżarłam ze smakiem te sałatki. 🙈 Mrowią mnie sutki i bolą piersi, boli mnie brzuch jak na okres i mam takie wzdęcia i gazy, że ohoho.

Nie smuci mnie ten negatywny, ale tylko dlatego, bo cały czas mam nadzieję, że za parę dni wskoczą dwie kreski.
No, muszą, no.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2023, 17:24

I choćby zapomniał cały świat, serce matki zawsze pamięta...💔💔💔

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 4 kwietnia 2023, 09:10

5tyg0dni
Coś mnie podkusilo rano i zaczęłam czytać o ryzyku trisomii itp. po co po co po co po co...

30 dc

Zgrzeszyliśmy trochę.. Nie słuchaliśmy się zaleceń.
Kiedy zobaczyłam tę piękną owulację przepadłam, poprawił mi się humor, pojawił cień nadziei.
Nigdy w życiu nie miałam takiego śluzu, przy każdej wizycie w toalecie rozciągał się na 10-15 cm. Cały tydzień. Ach te opisy.. Ale wiem, że tutaj mogę. Kto mnie lepiej zrozumie jak nie wy, że można zachwycać się takimi rzeczami.

Od 4 dpo miałam bóle okresowe, których nie mogłam pomylić z czymś innym. Pojawiały się również wtedy, gdy zupełnie o nich nie myślałam, np. podczas rozmowy z kimś. Dwa razy śniła mi się ciąża i to były długie, wielowątkowe sny, które pamiętam do teraz.
7 i 8 dpo miałam napady gorąca - nagle wydawało mi się, że zaraz zemdleję, robiło mi się niedobrze, a serce zaczynało kołatać. Musiałam usiąść i przeczekać. Co ciekawe, w ciąży miałam identyczny objaw - to było naprawdę coś dziwnego.

W styczniu - było to jakieś 9 dpo - próbowałam zasnąć. I nagle poczułam, jakby miliony myśli próbowały wcisnąć się do mojej głowy, zrobiło mi się duszno, słabo, gorąco. To było takie przerażające, nigdy w życiu nie doświadczyłam czegoś podobnego. Taka nerwica myśli? Nie wiem, czy jest takie określenie. Kolejnego dnia w pracy pojawiło się podobne odczucie, rozmawiałam z kolegą - mówił do mnie, a ja tylko wewnętrznie błagałam, aby przestał, bo zaraz osunę się na ziemię. W tym cyklu było bardzo podobnie. Albo to gwałtowne wahania hormonów, albo zmiana ciśnienia krwi, tak myślę.

Wracając do tego cyklu - 8-9 dpo zrobiłam test i od początku widziałam, że coś tam prześwituje. Cień cienia cienia cienia. Pokażę Wam ten podejrzany test:

https://zapodaj.net/b19257e781a7b.jpg.html

Dziś, ok. 11 dpo, test jest bez wątpienia negatywny, więc odstawiam duphaston i czekam na okres.
Czy coś się zadziało, tego nie wiem. Może nic, a może mój układ immunologiczny (lub coś innego) z powodzeniem odrzuca każdą ciążę.
Dobrze mi zrobiło ponowne wejście do gry, obserwowanie organizmu, robienie testów owulacyjnych. No i przede wszystkim zajęcie trochę mojej staraczkowej głowy.
W nowy cykl wchodzimy z antybiotykiem na ecoli i - mam nadzieję, że całkiem niedługo - nowym planem. Wyniki badania genetycznego mają przyjść do czwartku. Przez te święta wydłużyli nam termin realizacji. Jak tylko będą, to wysyłam wiadomość do pani doktor i czekam na telefon.

A co do świąt.. To jak to święta, minęły tak szybko, że ledwo co zdążyłam się obejrzeć. Obiecałam sobie, że kompletnie odcinam się od facebooka i insta. Jeśli ominęło mnie choć jedno zdjęcie uśmiechniętej koleżanki z klasy z wielkim ciążowym brzuchem, to warto było.
W niedzielę poszliśmy z teściami na mszę, wszyscy w świetnym nastroju. I nagle każde zdanie brzmiało „Radujmy się i weselmy, Pan Bóg wygrał ze śmiercią”, „Dziękujemy Ci Boże za dar życia”, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”… a mi mimowolnie zaczęły spływać łzy po policzkach. Jedna po drugiej.. Nie chciałam, by ktokolwiek to zobaczył, więc opuściłam głowę i wycierałam łzy w rękaw. Rozmazany tusz zaczął szczypać mnie w oczy, a ja coraz bardziej nie miałam czym oddychać. Słychać już było jak ciągam nosem, choć starałam się opanować i przeczekać. Nie chciałam robić histerii, ale po kolejnym zdaniu o zwycięstwie życia nad śmiercią nie mogłam już wytrzymać, przeprosiłam teściową i wyszłam z kościoła. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi, to wybuchłam takim płaczem, że ledwo doszłam do samochodu. Było mi tak przykro. Nie potrafię dziękować Bogu. Nie umiem zrozumieć, dlaczego mi to zrobił. W moim przypadku to śmierć wygrała nad życiem.
To była moja pierwsza msza po poronieniu - zdecydowanie za wcześnie, zbyt dużo bliskich wokół, przy których było mi wstyd płakać..
Teściowie przez całe 3 dni obchodzili się ze mną ciepło i delikatnie. Zważali na słowa i nigdy bezpośrednio nie zaczęli tematu (co skutkowałoby w 100% moim płaczem, a tego z pewnością nie chcieli). Kilkukrotnie tylko wspomnieli, że trzeba mocno wierzyć, że nasze wszystkie marzenia się spełnią. W niedzielę wieczorem mama mojego męża przyniosła nam pudełeczko z najcenniejszą rodzinną pamiątką i powiedziała, że jeśli chcemy, to możemy pojechać sami, albo wszyscy razem na Jasną Górę i złożyć tę pamiątkę w ofierze Matce Boskiej. Że jak wszyscy będziemy się za to modlić, to nasze prośby zostaną wysłuchane.. Teściowie chcą z nami na kolanach przejść wokół obrazu, aby modlić się za nasze Dziecko.. Ja po prostu wymiękłam. Wiecie, tu nawet nie chodzi o religię. Poczułam, że nie jesteśmy sami. Że komuś równie mocno zależy na naszym szczęściu, na naszej rodzinie. Że dziecko to nie jest tylko mój wymysł, a członek rodziny, którego oni pragną tak samo, jak i my. Myślę, że również się martwią i przeżywają nasze niepowodzenia, a gdy zobaczyli, jak bardzo psychicznie ciężko było mi podczas tej mszy, zdecydowali się jakoś pomóc. To było piękne i symboliczne.

Teraz do głowy przyszło mi takie porównanie - starania są jak pływanie na środku morza. Czasem twoja głowa wpada pod wodę, nie możesz oddychać. Walczysz, ale czujesz, że już nie dasz rady. I wtedy ktoś wyciąga Cię na powierzchnię, a ty możesz zaczerpnąć powietrza, złapać trochę nadziei. Gdy już czujesz, że dasz radę, ten ktoś znowu Cię puszcza i zaczynasz się topić.. I tak w kółko, dopóki nie wypłyniesz na brzeg. Tym brzegiem może być wiele rzeczy, zależy, jak do tego podejdziesz i jak dużo przeżyłaś. Każda chciałaby wypłynąć na piękną plażę i pójść osuszyć się do ciepłego domu. I prawdopodobnie ta nagroda przyjdzie do większości z nas. A czasami trzeba się będzie zadowolić czymś dużo mniejszym i może nie tym, co zakładałyśmy na początku.
Takie jest życie. Ciągle góra, dół, góra, dół.

4dpt
Przez 4 dni miałam jakieś bóle/skurcze i byłam na nospa max dziś już na luzie (całe szczęście bo i tabletki się skończyły 😅).
Przez pierwsze dni byłam mega wypluta, zmęczona i spałabym całe dnie.
Dopiero dziś się zaczynam teoche zastanawiać czy się udało czy nie..
06.03 miałam overtille jutro będzie 10 dzień po wzięciu więc może skuszę się na test i zobaczymy czy coś się pokazuje. Ogólnie w planach betę mam w sobotę (7dpt) i w poniedziałek (9dpt), natomiast 10dpt mamy wizytę niezależnie od wyniku. Jeśli się nie uda to prawdopodobnie odpuszczany na dłuższy czas bo wtedy mam w planach zmienić pracę. W aktualniej dłużej nie wytrzymam...
Tylko szkoda mi, że stracimy program 2+1 bo jak pamiętam jest na dwa lata a rok już jakos mija ...
😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2023, 19:33

Byłam u ginekologa, na NFZ, takiego co pracuje w szpitalu. Dziś 2 dzień cyklu, drugi cykl po zabiegu łyżeczkowania.

Gościu oprócz totalnie chujowego endometrium mówi, że mam tam jakieś masy wskazujące jeszcze na pozostałości po poronieniu 😯😯😯😯.
Przepisał leki powodujące skurcze macicy na 5 dni, później kontrola ale kazał się przyszykować na histeroskopie...
Ja pierdole jak to jest możliwe??? . Dlaczego akurat mi zjebali tak prostą rzecz, dlaczego to się wciąż ciągnie? 😔😔😔

Zaczynam mieć tego wszystkiego dość. Ostatnio drżą mi ręce i już się dygam, że nadczynność mi wróciła. Muszę iść zribic badania.

No i czekam na wizytę do psychologa. Dotarłam i czekam właśnie pod drzwiami.

Niestety nie przysługuje mi okolicznościowy na pogrzeb synka więc chyba wrócę na 1 dzień do pracy, a na pogrzeb wezmę na żądanie.

25dc, 12dpo, 2 dni do okresu

Czuję zbliżającą się miesiączkę. Nie wiem, mam tak beznadziejny nastrój, a w sumie to jego wahania, że jak do wczoraj byłam pewna, że pykło, tak dziś zaczynam się z wolna godzić z tym, że jednak nie. :(

No, trudno. Zacznę pić ziółka, wydepiluję sobie laserem nogi (bo w ciąży nie można) i będziemy się starać od nowa. W tym miesiącu chyba jednak odpuszczę, bo mi się nie chce już bawić w te statystyki, liczenie, obserwowanie objawów… Kurczę, ja jestem w stanie wszystko teraz przypisać do ciąży. Wystarczy, że puszczę bąka i już „o, chyba jestem w ciąży!”. To jest chore.
Myślę, że starania w następnym cyklu wezmę na luzie i na takie odniechcenia. Jak będzie to będzie.
Jak nie, to kolejny miesiąc.
A potem kolejny.
I kolejny.
Ja pierdolę.

Dużo się ostatnio u mnie działo! Dlatego pędzę z nowym wpisem.

Muszę przyznać, że od kilku tygodni 24godzinna doba przestała mi wystarczać. Siedzę do wieczora w pracy, a w weekendy staram się korzystać z chwil spędzonych z mężem. Dlatego tak mało mnie tu w ostatnim czasie.
 
Na początku września miałam teleporadę u naszej kochanej pani doktor. I pierwszy raz poczułam, że nie ma na nas pomysłu. Poleciła ostatni raz spróbować z accofilem i wspomniała coś o przerwie. Gdy to usłyszałam, poczułam, jakby ten wielki plecak napełniony kamieniami z powrotem wylądował na moich plecach. Skoro osoba, której zawdzięczam dwie ciąże, nie wie co dalej z nami zrobić, to kto będzie wiedział?
Nie przeżywałam tego jednak długo. Dzięki Waszemu wsparciu zrozumiałam, że to sygnał, by ruszyć dalej.

W międzyczasie postanowiłam umówić termin u polecanego dr Sydora, chociażby po to, by skonsultować przyjmowane przeze mnie dawki leków immunosupresyjnych. Kolejne badania wychodziły dobrze, a ja dostawałam z niewiadomego powodu coraz większe ich porcje. Całe lato zmuszona byłam ukrywać się przed promieniami słonecznymi ze względu na prograf. Wakacje spędziłam w bluzce z długim rękawem i z obowiązkowym filtrem przeciwsłonecznym w torebce. Musiałam też zrezygnować z moich ulubonych hybryd, co w duecie z nasilonym trądzikiem po prografie sprawiło, że po prostu beznadziejnie się czułam. Wiecie, takie małe rzeczy, ale połączone z próbami "normalnego życia" i jednocześnie comiesięczną bielą na testach mnie dobijały.
 
Jakież było moje zdziwienie, gdy po którymś z kolei telefonie na recepcję okazało się, że zwolnił się jeden termin do doktora S. na kolejny dzień! Niewiele myśląc poprosiłam o wpisanie mojego nazwiska. Dopiero później dotarło do mnie, że będzie to długa i kosztowna podróż.
 
Po 4 nad ranem wyruszyłam w drogę. A na miejscu zrobiłam coś szalonego. Spotkałam się z jedną z dziewczyn z ovu. Tak, ONE NAPRAWDĘ ISTNIEJĄ! 😀 Wspaniale było spotkać osobę, która przez ostatnie miesiące była tak bliska mojemu sercu ❤️

Spędziłyśmy cudowny dzień. Zjadłyśmy pyszne, polskie jedzonko, po czym wybrałyśmy się na spacer po Krakowie. Zostałam oprowadzona po najpiękniejszych zabytkach tego miasta. Na naszym forum krąży legenda, że aby zajść w ciążę, należy udać się do Krakowa i wypić % w pobliżu starego miasta. Robiły to przynajmniej cztery dziewczyny, którym udało się zajść w ciążę w sierpniu. Takim sposobem przed wizytą u doktora wypiłam kufel piwa (mam nadzieję, że nie poczuł 😂) i aby zwiększyć swoje szanse wrzuciłam pieniążek do jednej ze skarbonek mieszczących się na rynku. Ponoć spełnia marzenia, więc nie zaszkodziło spróbować 😊
 
Pod wieczór udałyśmy się do dr Sydora. Czas w poczekalni szybko zleciał w takim miłym towarzystwie. Doktor bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był sympatyczny, konkretny, empatyczny. Zadawał trafne pytania i wszystko skrzętnie notował.
Moje badania immunologiczne wyszły do tej pory następująco:
NK z krwi 13%, NK maciczne 30/mm2, CD138 ujemny, ANA-ENA ujemne, subpopulacje limfocytów - wszystko w normie lub poniżej, no i niestety ten kir AA.
Patrząc na dokumentację powiedział, że nie widzi powodu, dla którego miałabym przyjmować tak mocne leki immunosupresyjne. Interesowała go biopsja endometrium i liczba komórek NK, która była w normie. Stwierdził także, że w przypadku grupy krwi Rh 0 acard może powodować krwotoki, szczególnie w połączeniu z heparyną. Pamiętacie moją historię z krwotokami w ciąży? No właśnie. Wspomniał, że na podstawie zrobionych badań nie ma u mnie wskazań do podania immunoglobulin (tu niestety nie wiem na jakie badania patrzył), a accofil mogę wstrzykiwać na spokojnie od pozytywnego testu ciążowego. Kazał testować wcześnie i w przypadku dwóch kresek włączyć accofil, encorton oraz heparynę. Aprobująco wypowiadał się także o intralipidzie - jego zdaniem dobrze wpływa na proces implantacji zarodka i pomaga utrzymać ciążę, więc w przypadku sukcesu zaleca kroplówkę co 3 tygodnie. Wypisał mi trzy badania, których do tej pory nie zrobiłam, tj. profil cytokin, allo mlr oraz cross match. Nie nalegał jednak na ich wykonanie, tak jakby niewiele wskazywało na problemy immunologiczne. Powiedział, że zrosty mogły mieć duży wpływ na brak ciąży, skoro udało się zajść od razu po ich usunięciu. Zasugerował powtórzenie drożności przed ewentualną inseminacją, ponieważ po poronieniach i łyżeczkowaniach jajowody ,,lubią się” przytkać. Wysoką homocysteiną kazał się aż tak bardzo nie przejmować. Czułam spokój w jego głosie – wychodził z założenia, że następną ciążę powinno udać się podtrzymać accofilem. Tylko tak ciężko w nią zajść!
 
Kilka dni później pojechałam do kliniki na umówione usg przed czwartą IUI. Postanowiliśmy do niej podejść już jakiś czas temu, wszystko było dograne. Nie nastawiałam się na żaden sukces, bardziej cieszyło mnie poczucie "robienia czegoś". Ciekawiły mnie też wyniki badania nasienia, bo ostatni seminogram mamy sprzed prawie roku, a mąż już długo się suplementuje.

Niestety na miejscu okazało się, że nasze pozwolenie z kasy chorych się przedawniło, o czym nikt nas nie poinformował. Owulacja za rogiem, a ja zostałam odesłana do domu z kwitkiem. Odmówiono mi także ponownego badania drożności. Doktor przejrzała moją dokumentację i stwierdziła, że sierpniowa histeroskopia wykazała drożne ujścia jajowodów od strony macicy, a jeśli miałyby się przytkać po łyżeczkowaniu, to właśnie tam. Wyszłam stamtąd dosłownie z niczym. Przyznam, że w drodze powrotnej popłakałam się z bezradności. Już nie pierwszy raz ta klinika mnie zawiodła.

Ten dzień był okropny. Poszłam jednak za radą naszej kochanej Aurore ❤️ i poprosiłam męża, by znalazł nam nową klinikę. Nie miałam siły tego dnia o tym myśleć, więc postanowiłam go zaangażować. Zrobił to ku mojemu zaskoczeniu bez mrugnięcia okiem (także to działa, dziewczyny).

W międzyczasie dużo rozmawialiśmy. Ten wypad do Krakowa jeszcze bardziej uświadomił mi, że robię, co tylko mogę. Za nami dziesiątki badań, litry oddanej krwi, kilka pobytów w szpitalu, parę operacji i zabiegów, tysiące kilometrów pokonanych w celu szukania pomocy. Nie mamy już siły na szukanie dziury w całym. Stwierdziliśmy zgodnie, że ta czwarta inseminacja po prostu nie była nam pisana. W naszej głowie dojrzała myśl, że trzeba zrobić krok dalej. Dojrzewała ona kilka dobrych miesięcy i kosztowała mnie wiele nieprzespanych nocy.

Zapisaliśmy się do nowej kliniki na 9 października. Wybraliśmy lekarza - mężczyznę, który jest dyrektorem tego miejsca. Czytaliśmy o nim mnóstwo dobrych opinii.
 
Tak więc – jesteśmy gotowi. Maluszku, idziemy po Ciebie. Wierzę, że już niewiele nas dzieli. Pokażę Ci życie od najpiękniejszej strony, obiecuję.

Dostałam jakiegoś zapalenia jamy ustnej. Zaczęło się od aft na języku, ale to nie afty, tylko co rano budzę się z większymi obszarami mikro ran przy dziąsłach. Czuję jakby ktoś mi je potarł czymś szorstkim od wewnątrz😔 Leczyć nie ma jak. Był bezpieczny żel Solcoseryl, ale wyszedł z hurtowni. Znalazłam jedynie Dentosept A mini jakoby bezpieczny w ciąży. Sama moja lekarz rodzinna przeglądając pteparaty "śmiała" się - no tak skonsultować się z lekarzem co do ciąży🙈🤦

Szałwia nie pomaga. Spróbuję dzisiaj rumianek plus ten Dentosept. Boję się żeby to się nie rozwinęło, a na razie co dzień to gorzej 😭 nie mogę jeść, boli, jak żyć....😭🙈

Caly czas się zastanawiam czy Kropek tam w środku rośnie i się się rozwija. Brzuch nie daje o sobie znać, ale kurczę...
- cały czas mam dreszcze i zimno mi jak w gorączce ( nie mam podwyższonej temp.)
- bolą mnie od kilku dni plecy i to bardzo (wyczytałam że to też może być objaw wczesnej ciąży, a nie tylko 2-3 trym).
- permanentne zmęczenie i senność.

Ciężko funkcjonować, ale jeśli tylko Kropek jest w środku to ja s radością to zniosę.
Do wtorku jeszcze tak daleko 😔


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2023, 09:23

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)