Ala ma już ponad 8 miesięcy.
Niesamowite jak ten czas płynie.
Rok temu pomału zaczynałam szykować ubranka, wyprawkę.
Już wtedy wiedziałam, że Dzień Mamy nie jest tylko dniem Mojej, cudownej, Mamy, ale i mój.
Dziś, jest nasz Pierwszy Dzień Mamy po drugiej stronie brzuszka.
Fantastycznie, że mogą ją dotknąć, pocałować i przytulić. Fantastycznie, że mogę odwzajemnić jej uśmiech, a ona mój. Fantastycznie, że napełnia mój świat codziennie od nowa swoim pięknem.
A dziś... Ala pierwszy raz złożyła dwie sylaby w jedną całość: ma-ma. ❤️
Niczego dziś więcej mi nie trzeba ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2023, 18:32
26 maj - Dzień Matki 💐
Zawsze gdzieś w serduszku wiedziałam że to będzie kiedyś moje święto nie myslalam jednak że wyleje tyle łez zanim tak się stanie. Dziś moje marzenie się spełniło i świętowałam ten dzień z córeczką w ramionach. Kiedy patrzę w jej oczka zresztą takie same jak moje nadal nie wierzę że jest ze mną. Każdego dnia kocham ją bardziej i każdej z Was życzę w tym szczególnym dniu takiej miłości ❤️
Ciąża zakończona 12 grudnia 2022
Tobiasz urodził się 12 grudnia o 16.36 przez nagłe cc. Ważył 2030 g, mierzył 43 cm. Jest ślicznym, zdrowym chłopcem ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2023, 15:21
Ciąża zakończona 2 czerwca 2023
Wczoraj późno wróciłam z wyjazdu służbowego. Kiedyś nawet lubiłam, teraz to dla mnie koszmar. Udawanie, brak chwili dla siebie, naruszenie mojej rutyny i gimnastykowanie się z suplami, żarcie po knajpach. Jutro wyjeżdzamy już na nasze wakacje więc mam reisefieber w zenicie. Sprzątam, piorę, robię listę rzeczy, które muszę zrobić. Na pierwszym miejscu jest apteka: leki do transferu i suplementy, które zamówiłam (zaraz o tym). Potem jeszcze praca (z winy koleżanki, która olała jeden ważny temat, więc jestem wściekła za to), pakowanie, trening wieczorem.
Sytuacja wygląda tak, że mam 15 dc. O tym jak czasowo wygląda transfer pisałam - jeśli małpa przyjdzie 14 lub 15 lipca to są duże szanse na transfer w tym nadchodzącym cyklu. Jeśli wcześniej - nie ma opcji, bo 1 lub 2 dc musze być w klinice sprawdzić jajnik oraz 2 dc muszę wziąć Accofil. Tak czy siak mam mało czasu, więc muszę się spiąć i mimo wyjazdu na wakacjach z zaleceniami stosować się 100%. Co mi powiedziała J na poniedziałkowej wizycie? O dziwo była miła i omówiła każde zalecenie (!). Nie jakoś super zrozumiale, ale omówiła. Przyznaję się, że nie dopytywałam, bo dalej mam to wypalenio-bunt, które sprawia, że robi mi się niedobrze na myśl o dociekaniu i analizowaniu co, jak dlaczego, po co, na co. Ale do brzegu, przynajmniej tego, który zdołałam przyswoić i zapamiętać:
Wyniki:
Kortyzol 9.23 - graniczny, pilnować higieny snu
Ferrytyna 23 - za niska. Do podniesienia. Iron deficiency without anemia.
Kwas foliowy 14 - do podniesienia, szczególnie przy metforminie.
B12 376 - do podniesienia, jak wyżej - metformina.
OGTT 75 g - 77 -82 - 45 - hipoglikemia reaktywna.
Insulina 4 - 35 - 6,5.
E2 373 ("wysoki estradiol, może to być marker blokowania progesteronu"), FSH 6,68, LH 5,21 (tu nie komentowała).
Cytokiny - podniesiona IL6 - stan zapalny.
Nadmiar Se, Asm Cu
Prolaktyna - w normie ale przy górnej granicy.
Zalecenia:
• Utrzymać glukozę poniżej 90, insulinę poniżej 10 (również w ciąży)
• Dieta o niskim IG, DASH, śródziemnomorska, SIRT - tu wygrzebałam zalecenia Senczyny, nie ma problemu, uwielbiam tak jeść. Boję się wakacji jak to rozegrać. Nie jedziemy na żadne all inclusive, ale jednak hotele. Pójdę chyba jednak w sałatki i ryby i z Polski wezmę owsianki instant i orzechy.
• Aktywność fizyczna 150 min na tydzień - 2 x trening siłowy bicepsu i tricepsu. Ja się ruszam duuużo więcej niż te 150 min ale ten biceps i triceps sobie dołożę. Na wakację biorę gumy, bo ciężarki jednak parę kg by mi zabrały. Takie rozmieszczenie tkanki tłuszczowej ma jakiś wpływ na stan zapalny (o ile dobrze pamiętam).
Z supli mam: DHEA do transferu (na niskie AMH), Wit C do transferu (na równoważenie nadmiaru pierwsiastków metali ciężkich w organiźmie), Miositogyn po śniadaniu, Resvega, Sulphoraphane, Konezym Q10 200 mg, Laktorefyna i floradix, kwas foliowy 5 mg (to mnie przeraża ale mówiła, że przy metforminie taki ma być), Miovelia NAC 3-7 dc, Recovery natural nation (nie ma w sklepach ale sprawdziłam skład: Ashwaganda, GABA i melisa – więc sama to sobie skompletowałam), Witamina E 2 x 200mg, Medagrin 1-15 dc (tu kupiłam inną l-argininę), Prenatal Uno.
Większość tych supli powiazana jest z mutacjami, endometriozą i stanem zapalnym (IL 6).
Leki: Acard 75 mg, Clexane 40 mg od transferu, Berberyna 2x 500 mg po śniadaniu i obiedzie (wiem, że nie lek ale piszę tu) – na hipoglikemie, Prograf 0,5 od 16 dc – cytokiny, Accofil 2 dc i 2 dni przed transferem - na brak kilku specyficzności w KIRach (podskórnie, tylko 2 dawki). Po każdej dawce mam oczywiście skontrolować leukocyty, ale jak wyjdą złe to już nie wiem co dalej.
Do rozważenia mam konsultacje psychiatry, ale nie dlatego że jestem psycholką (to też trochę
ale ona o tym nie wie), tylko lek, który psychiatra może dać - escitalopram, również działa wyciszająca na stan zapalny, który wywołuje endomenda.
Już mnie kusiło coś kombinować po swojemu, szczególnie z kwasem foliowym, ale nie. Próbuję na tych zaleceniach bo po prostu nie mam siły. W dość dobrym nastroju wyszłam z gabinetu. Cieszę się, że zalecenia są inne niż w poprzedniej ciąży, bo z tymi samymi miałabym koszmarną paranoję. Tym bardziej, że ja naprawdę miałam dziwne wrażenie, że mój organizm jakoś walczył z tą ciążą - plamienia, skurcze, bóle brzucha, krwotok. Może to moja głowa i wymysły, a może dobrze czuję, że immunologia i inne czynniki i miałam po prostu źle dobrane leki.
Niepokojów i pytań wewnętrznych mam milion. "Co jeśli". Co jeśli tylko tamten Zarodek był zdrowy, co jeśli mimo dobrych leków z kolejnej ciąży nic nie będzie lub wogóle jej nie będzie z innych względów, co jeśli pozostałe transfery nie dadzą ciąży. Oraz największy - jak się nie udało, gdy byłam w dobrym stanie psychicznym i lepszym fizycznie niż teraz, to jak ma się udać teraz? Mogłabym tak długo. I w sumie nie walczę z tym. Może na wakacjach uda mi się trochę wyciszyć głowę, pomedytować, pobiegać.
Robię sobie przerwę od forum na ten czas, właśnie w celu porządnego wyciszenia. No i zobaczymy... może jeszcze kiedyś będę w ciąży. Może dobrnę dalej niż dotychczas. Może zobaczę kiedyś duży ciążowy brzuch, małego człowieka na USG. Może urodzę dziecko, w sumie nieważne już jak.
Kiedyś kiedyś, jak nie wiedziałam, że to będzie wszystko takie trudne i nie miałam pojęcia co mnie spotka, zarzekałam się, że jak tak bardzo boję się bólu, że nie ma opcji, żebym rodziła naturalnie. No to los pięknie ze mnie zadrwił. Po tym wszystkim co przechodzę, licząc poronienie samemu w domu, to zniosę wszystko z wdzięcznością.
26+4
Końcówka 6 miesiąca ciąży i zarazem końcówka II trymestru. 🥺 Rodzę najdalej w 8 miesiącu. Plan jest, żeby dotrwać do 36tc.
Z początku ten czas wlókł się niemiłosiernie, marzyłam, żeby był już wrzesień. I jest. 🥺
A jak się z tym czuję?
Z jednej strony się cieszę, bo każdy dzień przybliża nas do spotkania z chłopcami a z drugiej... Z drugiej strony trochę mi szkoda przemijającego czasu. Wiem, że ciąża kiedyś minie. Te lato było cudowne, inne, magiczne, wyjątkowe. Żadne inne już takie nie będzie.
Wszystko się zmieni. Nie chcę, żeby zabrzmiało, że czegoś żałuję. Absolutnie to nie o to chodzi!
Jestem w miejscu o którym marzyłam latami, to się dzieje. I wiem, że to dopiero początek.
Jestem za to ogromnie wdzięczna i czasami jeszcze niedowierzam, bo były momenty, że poprostu traciłam siłę i wiarę w sens tych starań.
A one teraz tam są, we dwójkę. Czuję się jakbym wygrała na loterii, bo mimio, że wiem, że ciąża mnoga jest ciążą trudną (a jednokosmówkowa szczególnie) to po cichu zawsze gdzieś tam marzyłam o bliźniakach. I mam, mam swoje bliźniaki w brzuszku.
Mimio tylu zagrożeń związanych z ciążą mnogą jednokosmówkową, chłopcy rozwijają się bez zarzutu. Nie mam póki co cukrzycy ciążowej ani nadciśnienia, na które w ciążach mnogich jesteśmy narażeni bardziej.
Ciąża nie wykazuje żadnych zespołów przetoczeń ani innych czyhających zagrożeń związanych z rodzajem ciąży w jakiej jestem.
Szyjka dzielnie trzyma na prawie 5cm.
Chłopcy ważą razem prawie 2kg. 😱
Mimo braku sił, bolących pleców, bezsennych nocy, zawrotów głowy nigdy nie zamieniłabym tego stanu.
Jest cudownie i ogromnie jestem wdzięczna za to gdzie teraz jestem.
Boję się ale jestem szczęśliwa.
Kocham moich chłopców. 💙💙
Od poniedziałku zaczynam 7. tydzień.
Mdłości zaczęły męczyć mnie okropnie, że pomagają tylko lody i Karmi.
Nie mam w ogóle energii. Budzę się o 5 wyspana, a potem o 12 mam taki kryzys, że zasypiam na stojąco, żeby potem iść spać o 20.
Dobrze, że 1. trymestr trwa tylko 3 miesiące…
Pracuję już nad kanałem na YT dla staraczek głównie, ale też i ciężarnych. Na razie mam już założonego instagrama (@mama.projekt). Kanał ruszy dopiero w lipcu, bo dopiero nagrywam filmy, ale myślę, że na Instagramie zacznę być już aktywna. Mam masę pomysłów i czuję, że to będzie coś fajnego. Na ciążowym L4 będę miała trochę czasu, żeby się tym zajmować.
Będę bardzo wdzięczna za zgodę na wrzucanie anonimowo fragmentów Waszych pamiętników
Głównie emocji, bez szczegółów.
Powoli się oswajam z myślą o in vitro. Układamy z mężem plan działania. Jeszcze w poradni idę na monitoring, ale do swojego giną też już się umówiłam po tym monitoringu. Te dwa tygodnie chcę oddechu.
W ogóle mam wrażenie, że mój okres po drożności jest inny. Przede wszystkim nie zdychałam pierwszego dnia jak zawsze (mega mnie boli brzuch w pierwszy dzień i ogólnie jest mi slabo), do tego tuż przed mam atak migreny, tym razem brak. Do tego mocno krwawię już trzeci dzień, a zazwyczaj tylko pierwszego dnia mam mocne krwawienie, trzeci dzień to zwykle końcówka. A teraz mam trzy dni jak zwykle pierwszy. Ciekawa jestem, jak to się dalej potoczy. Dziewczyny po drożności, też widziałyście różnicę?
🙂 Nawet nie wiem jak zacząć 🤭😋
Lada moment nasza córeczka skończy 4 miesiące i naprawdę nie wiem kiedy to zleciało 🤭 u nas bywa różnie ale to raczej że mną bo dziecko trafiło się nam na medal 🥰
Zasypia ok 21, wstaje na mleczko ok 4-5 rano i śpi do 9 🤭 i tak było od kiedy skończyła 4 tygodnie 😍 bóle brzuszka lekko nas przeorały ale i tak nie uważam żeby było jakoś tragicznie. Paczatkowo Misia chodziła spać ok 24 co było dla mnie paranoja i bywałam zmęczona ale po zmianie czasu przesunęła się najpierw na 22 a kilka dni później na 21 i tak już zostało 😁
Aktualnie karmimy się MM + KPI i to niestety z nastawieniem na MM. Ale sytuacja tak się potoczyła że i tak sukces że udaje mi się dwie butelki dla małej odciągnąć. Końcem kwietnia zaliczyłam rwe kulszowa, wjechały leki - MORFOLOGIA zakaz karmienia 5 dni. Odciągałam 6x na dobę jakieś żenujące ilości mleka laktatorem na jedną pierś ale mówię dam radę, jakoś to będzie. Wróciłam do karmienia piersią na 5 dni i dopadł mnie taki ból kręgosłupa że chciałam umrzeć. Pogotowie zbierało mnie do kupy 2x, za drugim zabrali mnie na szpital, tomograf - wypadnięcie dusku, przepuklina na kregoslupie plus inne cuda na kiju. Zastrzyki, leki, problemy z poruszaniem, promieniujący ból do pośladka, i oczywiście po raz kolejny zakaz karmienia. Odciągałam i wylewałam do zlewu, nie byłam w stanie robić 8-12 sesji na dobę, wychodziło jakieś 5. Po dwóch tygodniach dostałam zielone światło, tylko wytłumacz dziecku zeby wróciło do piersi, nam się nie udało. Chociaż poczułam trochę ulgę bo jakoś KP nie było moja mocna stroną. Z butelki jakby nie patrzeć wiem ile córka zjadła. No i w ten oto sposób dwa razy dziennie (rano i na nocne spanko) Misia dostaje mleczko mamy. W dalszym ciągu lecę na pojedyńczym laktatorze ale już niebawem przesiądę się na podwójny. Zobaczymy czy zyskam tylko czas czy też ilości.
Mialam też kryzys gdy moje dziecko pokochało smoczek, no bo jak?! Pogodziłam się z tym po jakiś dwóch tygodniach. Teraz mam z tym luz.
Teściowa chciała mi "porwać" dziecko na spacer. W sensie iść sama, bez mojej lub męża asysty. Byłam na nie do momentu aż przez plecy nie mogłam podnieść córki i wziąć na rece. Trzeba było odpuścić i pozwolić sobie pomóc. Tak samo nocka w szpitalu. Mąż zajął się mała, nakarmił ją w nocy, wróciłam rano dziecko żyło. Czyli jednak nie jestem niezastąpiona? Teraz chodzę na rehabilitację, pomaga mi teściowa. Bierze córkę na spacer a ja stawiam się na nogi. I nie mam z tym problemu, wiadomo lekko mnie wkurza jak to teściowa ale mam z tym większy luz.
Z mężem ostatnio bywa różnie, ostatni miesiąc wręcz masakra ale to przez ten kręgosłup. Wciąż boli, jestem już tym zmęczona 😒 teściowa nawet wyjechała że mam depresję poporodowa... 🤨 Nie, nie mam depresji. Zajebiście bolały mnie plecy, i dlatego nie miałam ochoty skakać pod sam sufit. Oczywiście ona mi da super sposób na spalenie pokarmu, HALO! A może ja nie chce? Dla niej to moje ściąganie to paranoja. Lepiej przejść na MM i mieć z głowy.
Na szczęście uśmiech bombelka wynagradza wiele, trafił się nam idealny egzemplarz, brakuje mi doby by nacieszyć się nasza córka. Jestem szczęśliwa i nie raz płaczę w ciągu dnia, patrząc na nią. Cudownie jest ja mieć. ♥️
Na razie to tyle. Skończyłam pompowac, Misia wstała dziś o 3 na mleczko i wsunęła aż 250 ml 😳 od kilku dni mamy regres snu.
Aktualnie waży w okolicach 5600 g.
Nasze kochane Bobo ❤️
16 cs, 5 dc
Hejka.
Cudu nie było. Nie będzie ciążowej niespodzianki na powrót męża...
Tak też zaczęłam się martwić złym wynikiem testy wrogości śluzu...tutaj wchodzimy w męskie rejony...W każdym razie tak sądzę, ale ostatecznie odpowiedź będę miała na wizycie 5.06...
1 dc zastał mnie w pracy, mając jeszcze nadzieję, że @ nie przyjdzie...ale przyszła...popłakałam się. To było silniejsze ode mnie...W pracy kierowniczka zapytała co się stało. Odpowiedziałam, że @ przyszla i bardzo źle się czuję...Co zresztą było prawdą...
I czułam się naprawdę tragicznie....4 godziny czekałam aż leki zaczną działać...
Dziś już jest 5 dzień cyklu...czy mi lżej? Nie bardzo...
W weekend byłam na urodzinach babci mojego męża (z racji tego że wraca dopiero 31.05). Pogadałam ze szwagierką i szwagrem, poprzytulałam, ponosiłam ich synka. Maluszek wkrótce skończy pół roku...jak ten czas leci...
Patrząc na nich...nie czułam zazdrości...bardziej dumę, że tak sobie radzą, że są taką zgraną drużyną...
Ale wróciłam do domu, poczytałam Wasze pamiętniki...sama w domu (tylko z kotkiem)...I popłynęły mi łzy...ot tak...przypomniałam sobie, jak super było potrzymać śmiejące się dzieciątko i poczułam, że jestem gotowa na własne...ale czy i kiedy będzie mi to dane ?
Mąż wróci to będę musiała w końcu go przypilnować, aby zrobił badanie nasienia...tak naprawdę tylko tego nam brakuje do obrazu naszego problemu...już 2 razy przekładał, bo coś innego wypadło... Byłam na niego bardzo zła, bo ja robię milion badań, chodzę na wizyty...a on ma problem, aby jedno badanie zrobić...mam nadzieję, że gdy wróci to w końcu się uda...I wtedy będziemy wiedzieć na czym stoimy...
14.06 idę na wizytę do poradni na NFZ...wtedy też postaram się o skierowanie na HSG i jeżeli się w tym cyklu nie uda to w następnym będę chciała zrobić to badanie...chyba najwyższy czas...
W tej chwili nic więcej, co mogłabym zrobić nie przychodzi mi do głowy. Bez badań nasienia i HSG nie ruszymy dalej...
Miłego wieczoru
Dawno tu nie pisałam, ten czas szybko leci, od lutego dużo się zmieniło.
Może w ogóle zacznę od początku, ja zaraz 29 lat, Narzeczony 30. Od prawie dwóch lat staramy się o nasze małe szczęście. Standardowy rok starań bez lekarzy, po roku od razu wizyta u mojego ginekologa. Myślę, że w wieku 20 lat zdiagnozowano PCOS, na podstawie obrazu USG i badań hormonalny. Mam cały książkowy pakiet tego wszystkiego 
Narzeczony nie pijący, nie palący, sport to jego wielkie hobby, które realizuje od paru dobrych lat.
Od dawna zdawałam sobie sprawę, że może mi być trudno zajść w ciąże. Od niecałego roku brałam fertistim. W międzyczasie po roku zapisałam się na monitoringi owulacji. Ku mojemu zaskoczeniu przez te 3 miesiące kontrolowania tego, owulacje były, dość późno, ale pęcherzyk rósł, pękał i wszystko wskazywało na to, że występuje. Pamiętam jak dzisiaj, jak czekałam po pierwszym monitoringu czy ten okres przyjdzie. Kurczę, no przecież wiadomo kiedy owulacja, nie było po omacku, wszystko było pięknie. Ale okres przyszedł 
Kolejne monitoringi brałam już na spokojniej. M dostał skierowanie na seminogram. Zawsze zakładałam, że to z mojej strony będzie problem. Okazało się, że wyniki nie są tak kolorowe jak mi się wydawało. Aczkolwiek nie są tragiczne. Lekarz patrząc na nie, stwierdził, że są do dupy, że raczej nic z tego nie wyjdzie i jak się nie poprawią to klinika niepłodności. No szok..
M brał fertistim dla facetów, kolejny seminogram. Wyniki się poprawiły po około 4 miesiącach. Ale jednak dla lekarza dalej nie były zadowalające. Zaproponował inseminacje. Klinika w innym mieście, bo u nas niestety nie ma. Nie zdecydowaliśmy się ze względu na dość duże koszty, a małe szanse powodzenia. Jak to było u Was?
Po drodze w marcu tego roku mieliśmy wizytę u androloga. Przecudowna Pani doktor, oby było więcej takich lekarzy z powołania. Zobaczyła wyniki M, powiedziała, że one są dobre, zwłaszcza, że była poprawa w stosunku do tych pierwszych. Brak żylaków powrózka nasiennego, wszystko prawidłowe i w normach. Więc pytanie skąd takie średnie wyniki?
W pewnym momencie zafiksowałam się na to wszystko. Były nerwy, płacz, czułam samotność, mimo, że M mnie wspiera. Może na początku tego nie robił, ale z czasem widział, jakie to ciężkie dla mnie. Zawsze powtarza, że jesteśmy w tym razem i co się nie wydarzy to mamy siebie.
Obecnie od dwóch miesięcy się nie staramy. M zaczął brać leki od dermatologa. Izotek. Niby nie wpływa on na plemniki. Tylko gdy kobieta go stosuje to powinna się zabezpieczać. Stwierdziliśmy, że przeczekamy to. I to będzie moment dla nas, żeby oderwać się od tego wszystkiego, a przygotować się do ślubu, który już za niecałe 4 miesiące 
Na początku trudno mi było to przyjąć, że jak to przecież czas ucieka, że nie jestem 20latką
Ale uważam, że wszystko dzieje się po coś. Chyba sami byśmy się nie zdecydowali na taki krok, żeby po prostu dać sobie spokój psychiczny, a bardziej ja
A teraz myślę, że było mi to potrzebne jak cholera!
Człowiek nie może żyć tylko tą jedną rzeczą. Moje życie to było mierzenie rano temperatury, witaminki i suplementy regularnie, seks konieczny w odpowiednich dniach (i nie tylko oczywiście)
i płacz, gdy któraś koleżanka wstawiała zdjęcie z brzuszkiem. To już nie było zdrowe staranie. Tylko jeżeli komuś na czymś zależy to jak ma odpuścić? Nie mogłam tego zrozumieć.
Jestem na etapie „Czy nasze wspólne życie potrzebuje dziecka do szczęścia?” Na ten moment nie wyobrażam sobie być mamą. Przez to wszystko, że to tak dużo kosztuje. I nie chodzi mi o pieniądze i ewentualne in vitro. Tylko o zdrowie psychiczne. Nasza historia nie jest jakąś tragiczną historią, ale jednak dała mi do myślenia po tych dwóch latach.
Ciężko mi było pisać to wszystko. Mimo, że dzisiaj się uśmiecham, skaczę, jestem szczęśliwa to jednak ten temat wywołuje we mnie dużo emocji. Na co dzień nie zwracam uwagi na koleżanki, które zachodzą w 3 ciążę, nie zadaję sobie pytań „czemu nie ja?”. Widocznie ten moment to jeszcze nie jest nasz moment.
Trzymam za Was kciuki najbardziej jak się da!
Przytulam wszystkie, które tego potrzebują!
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2023, 13:21
Przyszłam sobie ponarzekać 😞 Mogę? 😔
Czuję się samotna. Czuję się samotna, mając tylu ludzi wokół. Czuję się niezrozumiana w temacie, dookoła którego kręci się właśnie moje życie.
Mój mąż to człowiek twardo stąpający po ziemi. Nie jest typem myśliciela, nie rozkłada rzeczy na czynniki pierwsze. Jak jest coś do zrobienia to działa. Uważa, że w każdej trudnej sytuacji jest jakieś rozwiązanie. Swojego czasu (w dobrej wierze) zawsze mi powtarzał, że jestem silna i że muszę walczyć. To były słowa, które denerwowały mnie jak nic innego. A co ja robię? Czy ja nie walczę? Przecież nie ma chwili, w której się poddaję. Nie ma dnia, w którym nie czytam, nie informuję się, co jeszcze mogłabym zrobić. Ja potrzebuję po prostu czasem popłakać. Potrzebuję się nad sobą poużalać. Potrzebuję wykrzyczeć, że to wszystko jest tak cholernie niesprawiedliwe. Ale rozmawiamy o tym i on wie jak się czuję. Czasami potrafimy przegadać kilka godzin przed zaśnięciem. Ale to już tylko wtedy, kiedy jest naprawdę źle i potrzebuję mu o wszystkim powiedzieć. Na co dzień go tym nie obarczam. Sama staram się mierzyć z tym problemem.
Poza tym niewiele osób wie. Na bieżąco - raz mniej, raz więcej rozmawiam o tym z moimi dwoma przyjaciółkami. Są zawsze dla mnie. Zawsze próbują wesprzeć, pocieszyć. Tylko jedna rzecz nas dzieli - one nigdy nie były w takiej sytuacji.. Jedna z nich urodziła dwójkę dzieci i mimo to nie orientuje się w temacie, jak prawidłowo powinna rosnąć beta lub kiedy dokładnie następuje owulacja. Powiedziałam jej, że jest szczęściarą..
Co jakiś czas moja inna dobra koleżanka podpytuje, jak się sprawy mają. Ale gdy odpowiem jej prosto z serca co czuję, w odpowiedzi słyszę "będzie dobrze" lub "no to trzymam za Was kciuki". W sumie co ma więcej powiedzieć? Ale wiecie.. 15 linijek tekstu kontra trzy słowa..
Kiedyś wspomniałam o naszej sytuacji jeszcze jednej koleżance, która obecnie przygotowuje się do ślubu. Jesteśmy na całkiem innym etapie. Ona myśli o tym, jakie kwiaty wybrać na stół i że życie stoi przed nią otworem. Ślub zaplanowany 3 lata wcześniej. Nie spieszy się. Ja jestem po tej drugiej stronie i tkwię w jakimś czarnym, smutnym punkcie. Rozmawiałyśmy chwilę parę miesięcy temu i powiedziałam, że biorę teraz takie mocne leki i że jak wrócę do domu to musimy podziałać. I że w tym wszystkim niestety czasem trzeba się kochać na zawołanie. A ona odpowiedziała "Czyli co? Teraz się macie"tentegować" jak króliki? Przecież to przyjemność!"
Także tak. Więcej nie poruszyłam z nią tego tematu. Może nie chciała źle.. Ale dało mi to tylko do zrozumienia, jak ten temat może być postrzegany przez kogoś, kto nigdy tego nie doświadczył.
Dziś jest mi źle. Czuję skutki uboczne zarzio. Mam objawy grypopodobne - takie rozbicie, zapchany nos, osłabienie, zmęczenie.. Mogłabym ciągle spać. Wczoraj dostałam kroplówkę z intralipidu po której bardzo zaczęło mi się kręcić w głowie. Mam pokłute obie ręce i siniaki na brzuchu. Chce mi się płakać. Ale, jeśli trzeba, będę to robić do skutku.. Dla Ciebie, Maluszku.
"Migdały, morele, śledzie, lampka czerwonego wina".
Takie miałam myśli wracając dzisiaj z kliniki 
Jedna torbiel wyparowała, druga jeszcze jest ale troszkę zmalała. Mój lekarz wrócił z urlopu (nareszczcie !) i mówi że by zaryzykował. Bujamy się już z tymi torbielami od miesięcy, ewidentnie mam do nich tendencje, a przecież nie będzie mi operował (znowu) jajnika. Zamienam dziś dienogest na estrofem i zobaczymy, najwyżej przerwiemy 
Najważniejsze aby endometrium teraz urosło, bo obecnie 4 mm. No i ten jajnik...
Piję olej z wiesiołka, chodzę na jogę Iyengara i tam rzeczywiście mi się dzieją "po" jakieś rzeczy w biodrach (dziękuję Krąsi za polecenie i zmotywowanie do powrotu), staram się dbać o sen (ciężko). Robię tyle ile moge i na ile mam siłę.
26.09 kolejna wizyta.
Pytałam o wyjazd służbowy w połowie października, który być może wypadnie po transferze. Mój dr mówi aby nie odkładać transferu, nie rezygnować z wyjazdu. To nie jest długi lot, lecę biznesem, trzeba żyć normalnie. Prawidłowo rozwijającej się ciąży takie rzeczy nie zagrażają.
W sumie.. w tej ostatniej chuchałam, dmuchałam, zakupów nie przyniosłam do domu, ledwo spacer i jak wyszło?
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2023, 08:54
23t+6d
Dawno mnie tutaj nie było. Porwał mnie szał codzienności i świadomości, że już niedługo Tomira będzie z nami i niewiele zostało czasu na ogarnięcie wszystkiego 
Myszko moja maleńka jeszcze 3 miesiące i możesz już wychodzić. Już niewiele zostało, żeby tulić to maleńkie szczęście na które czekaliśmy tyle lat 
Kilka razy dziennie czuję, że brzuszek staje się dla Ciebie ciasny, że masz coraz mniej miejsca i nie raz wyraźnie czuć gdzie masz główkę, gdzie nóżki i nawet tatuś już potrafi cię wyczuć
kopiesz, wiercisz się i obracasz, uwielbiam jak to robisz, rozpływam się i wyczekuję każdego kolejnego kopniaczka
Tatuś też już nie może się doczekać aż cię przytuli
Już kupił ci bodziaki i jest w nie zapatrzony jak w obrazek a na bodziakach jest napis "mała góraleczka"
Mamy już skompletowaną większą część wyprawki. Zostało kupić kosmetyki i artykuły higieniczne i kilka jeszcze pierdółek które nie są niezbędne.
Już wiem, że nic nie będzie jak dawniej, wiem że przewrócisz nasze życie do góry nogami, wiem że czeka nas ciężki okres gdy przyjdziesz już na świat, ale czekam z niecierpliwością, Odliczam dni do tego dnia, żeby w końcu móc cię przytulić
11 dpo 27 dzień cyklu
Czy dwa testy zrobione dzień po dniu mogą się mylić? Nie wiem zobaczymy jak dostanę wyniki bety . Tak poszłam na betę zachęcona testem który wykonałam dzisiaj . Paseczek jest bardziej różowy niż na wczorajszym teście .
![]()
Fasoleczko proszę bądź w brzucholu u mamusi , pieknie się rozgość a ja ci obiecuje że zrobię co w mojej mocy abyś nie odszedł , zobaczył mamę i tate na własne oczy .
Czekam na bete powinna być po 15 nastej . Trzymam kciuki za siebie .🤞🤞🙈
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2023, 10:32
Jedna z najprzyjemniejszych chwil mojej zwykłej codzienności to wieczorny bieg podczas ciepłego zmroku, kiedy otula mnie zewsząd zapach suszonego na łąkach siana a w słuchawkach na pełnej głośności leci audiobook Sagi o Ludziach Lodu.
Urzekła mnie ta wczorajsza chwila i dodała sił. Tak ogólnie, do życia. Oraz chwilowo: do biegu.
18 dc, 3 dpo (przyjmijmy moje liczenie)
Na wczorajszym monicie wszystko OK. Pęcherzyk pękł. Endo ładne (znowu nie zapytałam, ile mm, ale skoro ładne wg Doktorka to ja Mu ufam). Owu prawdopodobnie zgodnie jednak z moim odczuciem. Teraz najgorszy czas - oczekiwanie. Ale podsumuję tak, jak mój Doktorek: z Mężem zrobiliście, co trzeba, ja też zrobiłem co mogłem, teraz niech się dzieje.
Dzisiaj w końcu odebrałam ze szpitala opis HSG. Tak, jak mówił Doktorek, wszystko jest OK. W opisie zaniepokoiła mnie jedna informacja tylko: "prawy jajowód napełnił się z niewielkim opóźnieniem, najprawdopodobniej na tle drobnych zrostów". To pewnie ten jeden moment gdzie "dopychali" mi kontrast, ale wczoraj Doktorek mówił, że wynik HSG jest naprawdę dobry i nie ma czym się martwić. Ufam Mu.
Plan na kolejne cykle to brak planu. Mamy po prostu cieszyć się sobą i korzystać z ostatnich chwil wolności przed dzieckiem. Doktorek podkreślił, że HSG nie jest zabiegiem, zwiększającym płodność, tylko badaniem, ale... Statystycznie do 6 cykli po HSG kończy się większą liczbą ciąż. Także dajemy sobie kolejne 3 cykle na naturalne starania. Korzystamy z otwartej autostrady. Wierzę, że się uda.
A jeżeli nie... Mamy plan "B". Po wakacjach w razie czego startujemy z inseminacją. Oczywiscie, nie byłabym sobą, gdybym od razu nie sprawdziła cen i kalendarza. Kalendarz spoko, ogarniemy. Koszt pierwszej procedury wraz z badaniami 3 100 zł, o ile nie wyjdą jakieś dodatkowe rzeczy do zbadania przy kwalifikacji. Także ten... I teraz jeszcze myślę, że nie policzyłam cytologii, bo założyłam, że zrobię na NFZ i chyba nie policzyłam badania czystości, bo chyba też jest potrzebne to kolejne 50 zł. Niech mi nikt nie mówi, że ten kraj ma jakąś politykę tfu prorodzinną.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2023, 21:10
19 dc, 4 dpo
No nikt mnie nie potrafi tak wkurzyć 🤬i rozczulić 🥺 i to jednocześnie, jak mój szanowny Małżonek.
Ja wiem, że Wasi Panowie to często/gęsto ogarnięci ludzie, którzy wiedzą, kiedy owulacja, dbają o dietę i suplementy. U nas, niestety, tak nie jest. Mój Mąż to taki "prosty chłopak z ulicy", jak to mówi. Dla niego te tematy to często czarna magia i muszę sama wszystkiego pilnować. I jak pamiętacie albo nie, jakiś czas temu mieliśmy burzę o suplementację i dietę, bo ja już miałam dość sama wszystkiego pilnować. No, ale pilnuję. Daję Mu codziennie Jego suple, a On grzecznie łyka. A dzisiaj nagle... Wraca z pracy, ogarniamy jakieś tam rzeczy i patrzę, że w Jego rzeczach z pracy są jakieś tabletki musujące, więc pytam co to. A Ten mi na to coś w stylu: "no bo narzekałaś, że piję tyle tych słodkich napojów, to zacząłem w robocie pić wodę, ale wiesz, że ja nie lubię takiej samej wody, to wrzucam te tabletki musujące, żeby toto miało smak". Aha. Ile? No tak 2-3 na butelkę wody. Dawka dzienna? 1 tabletka na dzień. Patrzę na skład, a tam - witaminy E, C, B2, B6, B12, kwas foliowy, tiamina, kwas pantotenowy, biotyna - wszystko RWS 100% w jednej tabletce. Większość w Fertilman-ie w dawkach RWS powyżej 100%, którym Go karmię codziennie. 😯
I teraz siedzę i dumam o tych wszystkich musujących mutiwitaminach dostępnych w marketach. Ma to jakąś wartość? Martwić się, że przedawkuję Mu witaminy, modyfikować coś? Czy zostawić, jak jest i nie ma co w to wnikać, bo to shit?
Ciąża rozpoczęta 3 grudnia 2022
10 stycznia -> dziwny ból w piersiach i tak jakoś dziwnie mi w środku, kierunek apteka kupiłam test ciążowy a że był pakiet 2 w 1 to kupiłam 2 testy w cenie jednego 
sikanie, test zanurzony i zostawiony do przebarwienia a ja wracam robić obiado-kolację, wraca mąż idzie do łazienki i krzyczy że bardzo się cieszy..... już wiedziałam że jest tam.... że w końcu na teście pojawiła się 2 kreseczka....
Przeanalizowałam cały swój listopad, grudzień i styczeń.... Miałam totalnie wywalone na starania... chciałam odpocząć i zacząć leczenie, przecież bez pomocy miało się nie udać więc na nic nie mnożyłam. Plan był że po nowym roku zaczynamy walkę o projekt MIŚ.
Polało się sporo wina (naszego, domowego, czerwonego z jeżyn ) z sąsiadami też nie próżnowałam, tutaj jakieś piwko, tutaj jakaś naleweczka lub drineczek.... Masa chipsów, kebabów i pizzy całe myśli o dziecku przeszły na dalszy plan. Kolejna miesiączka i kolejna, z czasem już przestałam je liczyć i nawet na nie czekać....
W między czasie pojawił się w naszym życiu szczeniak.... Skoro nie mamy dzieci a zawsze chcieliśmy żeby dziecko wychowywało się z psiakiem to czemu by nie kupić chociaż szczeniaka? I tak pojawiła się w naszym domu 3 miesięczna Atuśka (border colie ) wariat jakich mało, wymagająca i w ciągłym ruchu, mądra bestia i częściowo wypełniająca pustkę....
Połączyłam fakty..... okazało się, że sprowadzenie do domu szczeniaka dobrze wpłynęło na mnie i na męża, więcej ruchu, więcej przebywania w ogrodzie, myśli odciągnięte od MISIA bo cała uwaga spadła na szkolenie psiaka.... Po 2 miesiącach od pojawienia się Atusi stało się i czekamy na ludzkie rodzeństwo do naszego pępka świata
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2023, 12:39
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.