26 dc, 11 dpo (choć apka się ciągle upiera, że 12 dpo)
Dzisiaj temperatura skoczyła w dół niczym ze spadochronem. Ostudziła tym samym moje emocje i cycki. Wydaje się, że ciało znowu mnie oszukało. Znowu wysłało dwuznaczny sygnał, który zinterpretowałam po swojemu, życzeniowo. Wiem, że jest jeszcze wcześnie, za wcześnie, żeby cokolwiek przesądzać. Niemniej jednak emocje ostudzone. Czekam na rozwój sytuacji. Co ma być, to będzie. Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby faktycznie te wakacje "odpuścić", przestać analizować. Nie wiem, czy potrafię. Miałam poczekać do ewentualnej 🐒, ale już dzisiaj pozamawiałam, kończące się suple. Jeśli jednak księżniczka nie przyjdzie najwyżej podzielę się z tymi, które będą ich potrzebować. A jeśli księżniczka jednak czeka tylko na odpowiedni moment, to będę już je miała w zanadrzu. Myślałam o NAC, ale ostatecznie stwierdziłam, że sobie daruję. Wszystkie wyniki są OK, więc po co dodatkowo pakować to w siebie. Może jeszcze mi się zmieni, jest jeszcze czas, zobaczymy.
Ehh te zęby...Bartuś za każdym razem jest chory, aż żal patrzeć
zaczeło się od temp przez kilka dni, odpuściła i już myślałam, że będzie ok a tu wczoraj juz był niemrawy a dzisiaj "dowaliło do ognia".. katar mega wodnisty że nie mogę sobie z tym poradzić
w dodatku mały nie chce dawać wycierać noska i o..
kaszel sporadycznie chyba leki zaczynają działać i może choć tutaj go choroba oszczędzi. Dzisiaj od rana śpiący..20 minut zabawy, coś przekąsi i śpi..na szczęście sporo pije także nie jest źle. Byle wytrwać pierwsze 3 dni a później będzie z górki. Dobrze że zaczęło się dzisiaj bo 18.06 wyjeżdżamy na pierwsze wspólne małe wakacje. Odwiedzimy ciocię Iseko i wujka M ❤ a później Karwia ❤
25+6
99 dni do porodu
Jaśmina waży już 900 gram
nie było mnie tu prawie 5 miesięcy, chyba głównie dlatego, że trafiła mi się wspierająca grupa miesięczna na forum i tam na bieżąco wymieniamy się myślami z dziewczynami. ale chcę spisać tu trochę wspomnień i przemyśleń - dla przyszłej mnie 
przebieg ciąży - samopoczucie:
pierwsze 3-4 miesiące były dramatyczne. moje jedyne wspomnienia to kanapa, piżama, miska i niemoc. miałam dość. byłam nieustannie zmęczona, było mi niedobrze, ciągłe odruchy wymiotne. i z tym wszystkim czułam się fatalnie psychicznie. no bo jak to, masz tą wyczekaną, wyśnioną, wymarzoną ciąże i zamiast się cieszyć, chcesz tylko, żeby to wszystko minęło? do tego zupełna bezczynność, zwolnienie lekarskie praktycznie od samego początku i mogłam zapomnieć o jakiejkolwiek produktywności, nadrabianiu książowych zaległości. moimi jedynymi towarzyszami było scrollowanie głupot w telefonie i patrzenie się w sufit.
po 4 miesiącu, gdzieś koło maja - tak można żyć! mdłości przeszły, stopniowo coraz więcej siły, początkowo niepewnie zaczęłam wracać na siłownie, do aktywności, wyjść z domu, gotowania. wiadomo, to nie była przemiana przez noc. ale z czasem wróciłam do "prawdziwej mnie" - załatwianie spraw mniejszych i większych (kupiliśmy działkę!), spacery z psem (już nie wymiotuję na widok jego kupy), spotkania ze znajomymi, czytanie książek (nie tylko tych ciążowych, ileż można), zajęcia na siłowni (żeby możliwie przygotować się do porodu). Jest dobrze, fizycznie i emocjonalnie (z małymi przerwami na niepokojące diagnozy).
przebieg ciąży - medycznie:
od początku ciąża na heparynie, acardzie, luteinie (odstawiona koło 16 tygodnia). na pierwszych prenetalnych wyszło pośrednie ryzyko trisomii 21. zalał mnie stres, mimo racjonalności i zrozumienia statystyki. pobiegłam na NIFTY i jak bardzo ciągnęły się te dwa tygodnie oczekiwania na wyniki. wszystkie ryzyka niskie i potwierdzona dziewczynka. oddech ulgi.
drugie badania prenatalne - torbiel w prawej komorze mózgu. i kolejna fala stresu i bezsenności. badania powtórzone po tygodniu u innego lekarza, ten widzi już trzy torbiele, w obu komorach. i kieruje na pogłębioną diagnostykę do szpitala o 3 stopniu referencyjności. skierowania, telefony, szukanie specjalisty, próby najlepszego zapisania się. to mi pokazuje, jak będę walczyła o swoje dziecko, tu nie ma dyskusji. i ciągły, powracający stres, "a co jeśli będzie źle?". po miesięcu wyczekana wizyta u najlepszego specjalisty w najlepszym szpitalu. on już nie widzi żadnych torbieli, każe zapisać "płód prawidłowy" i przestać się martwić. ulga. tego samego dnia wyniki obciążenia glukozą - prawidłowe (pomimo insulinooporności przed ciążą). lekka anemia. poza tym jest dobrze. DO-BRZE. niech tak zostanie 
przemyślenia:
na początku bardzo bałam się porodu. ale zadziałał mój mechanizm - im więcej o czymś wiem, tym bardziej oswajam temat. kilka książek, kilka webinarów, szkoła rodzenia. teraz myślę sobie, że będzie dobrze. wstępnie wybrałam szpital do porodu. mam wstępną wizję, jak chcę, by ten poród wyglądał (w wodzie, bez znieczulenia, może?). będzie dobrze. coraz więcej rzeczy też mam zgromadzonych. trochę ciąży mi myśl, że trzeba wszystko posprzątać, poukładać, przygotować (jak ja tego nie lubię!), ale damy radę. upały mocne, ale znoszę lepiej niż myślałam. uwielbiam chwile leżenia na hamaku na działce w cieniu. większość ważnych tematów przegadanych z mężem, co do zasady raczej się zgadzamy. wiem, że będzie zangażowany i pomocny. zaplanował urlop na kilka tygodni po urodzeniu Jaśminy i już teraz robi większość rzeczy w domu. jest dobrze. od czasu starań mam terapię, teraz głównie wokół tematów jaką mamą chciałabym być i dlaczego nie taką, jak moja mama. dołączyłam też do ciążowej grupy wsparcia tu gdzie mieszkam, dobrze mieć inne kobiety na podobnym etapie wokół siebie.
a teraz prysznic i siłownia na zajęcia "aktywna ciąża". i tak wygląda końcówka 2 trymestru. zobaczymy co dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2024, 09:45
10cs 21dc
Czas okołoowulacyjny.
Kolejna sobota, kolejna kawka, słuchawki na uszach i nadrabianie zaległości w Waszych historiach i wiadomościach.
Po sonoHSG zaliczyłam upadek, który okazał się bardzo potrzebny.
Wszystko dlatego, że poczułam się cholernie zmęczona, przytłoczona bólem i poczuciem niesprawiedliwości. Po wszystkim nabieram dystansu i przestaję się przejmować.
Czuję, że te łzy prawdziwie mnie oczyściły (a może wypłukały już resztkę uczuć, które mi zostały). Zrobiły to tak porządnie, że nie miałam obaw rozmawiać o wszystkim z mamą czy z przyjaciółkami, czego do tej pory nie robiłam tak swobodnie. Cała ta sytuacja przestała chwytać mnie za gardło przy próbach rozmowy. Stał się to dla mnie całkiem normalny i znośny temat.
Oczywiście wszyscy w moim otoczeniu czują potrzebę doradzania lub pocieszania historiami o trudnościach innych, odpuszczaniu itp. Nie mam im tego za złe. To naturalny ludzki odruch, którym chcą okazać wsparcie. Przecież ta sytuacja jest dużą życiową przeszkodą taką jak rozwód, utrata pracy czy śmierć bliskiej osoby. Ciesze się, że komentarze czy złote rady nie wywołują już we mnie w sumie niczego.
Przykładem są przyjaciółki, które potrafiły powtarzać w rozmowie, że za bardzo chcemy. Moją odpowiedzią jest tylko pytanie czy samymi chęciami uda im się spłacić kredyty i czy jak odpuszczą odkładanie pieniędzy i przejmowanie się tym to czy problem zniknie?
Wpadło nam również wesele, które oczywiście było zaplanowane wcześniej.
Co robił mój głupi umysł jakieś pół roku temu? Oglądał suknie wieczorowe dla ciężarnych. Jeszcze przed dniem badania było mi bardzo przykro jak sobie o tym pomyślałam. Teraz dostałam takiego kopniaka, że już niczego nie planuję i tylko uśmiecham się do tych myśli. No może oprócz planowania urlopu z mężem i rozpoczęcia najcięższego, dwuletniego kursu, który jest moim marzeniem od kilku lat.
Na weselu siedziałam dokładnie naprzeciwko ciężarnej przy okrągłym stole. Nie brałam tego do siebie, bo po co? Co mi to da. Naprzeciwko mnie siedział też jej mąż, ale i inna kobieta, która w ciąży nie była. Wszystkich odebrałam jednakowo. Skąd ludzie mają wiedzieć o moich uczuciach, staraniach i trudnościach skoro o tym nie mówię? Z drugiej strony świat nie może chodzić na paluszkach z mojego powodu, bo mi może zrobić się smutno.
Jak to przy imprezach rodzinnych padało pytanie o potomka, wiele razy. Odpowiadałam szczerze, zgodnie z prawdą i samą sobą, że jest trudniej niż się spodziewaliśmy, ale będziemy się cieszyć, gdy ta chwila nadejdzie. Tyle wystarczyło.
Odczuwam dużą poprawę w swoim samopoczuciu i w tym jak postrzegam świat i starania.
Mam też ogromne poczucie wdzięczności za to, że mój mąż nie jest egoistą i, o dziwo, rozumie mnie bez słów.
Bardzo obawiałam się momentu zbliżenia po badaniu.
Kurcze to naprawdę bolało, więc myśl o ponownym wciskaniu mi czegoś do pochwy napawała mnie co najmniej niepokojem. Ale mężu postanowił zabrać mnie na weekend do wypaśnego hotelu, gdzie w spokoju mogliśmy odpocząć, wypluskać tyłki w basenie i spokojnie nacieszyć się sobą. Seks okazał się ogromnie przyjemny i nawet pozbawiony lekkiego dyskomfortu, który odczuwałam wcześniej ale ignorowałam zawsze to uczucie będąc przekonana, że raczej tak to wygląda u każdego.
Poza okresem alergicznym, który wykańcza mnie fizycznie (i na cały czerwiec muszę wykluczyć treningi, żeby nie ryzykować astmą czy nadmiernym obciążaniem serca) to widzę same pozytywy.
___
Wasza mądrość i wsparcie jako tych, które widzą i czują ciężar starań jest dla mnie nieoceniona. Każda swoją historią, spojrzeniem na świat i radą daje mi niesamowitą lekcję. Dziękuję 🤍
Dawno nie pisałam, bo i nie było o czym. W sumie nadal za bardzo nie ma, bo nie ma starań. Jest za to gonitwa myśli. Bo zbliża się deadline, który sama sobie wyznaczyłam. A ja mentalnie nie jestem ani o krok bliżej podjęcia decyzji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, żeby dać sobie spokój, i gdybym miała kierować się rozumem to powiedziałabym pas. Ale serce, jest jeszcze serce i ono ciągle jest na tak.
Nie wiem co mam robić... Zła jestem na los, że jest dla mnie taki okrutny. Że odarł mnie z beztroski i spontaniczności. Że zmusza mnie do podejmowania takich cholernie trudnych decyzji, których większość nie musi podejmować, ba, większości społeczeństwa nawet przez myśl nie przychodzą te myśli i rozterki z którymi ja się borykam. Dziś jestem zła i rozżalona.
18 cs 5dc
Za mną słodko - gorzki długi weekend.
Czwartek i piątek spędziliśmy w gronie znajomych nad jeziorem - wspólne ogniska, pływanie żaglówkami i spanie pod namiotami ❤️ i tylko chwilami złapałam się na dziwnej melancholii, że oddałabym wszystko aby w tym czasie kołysać sowje dziecko do snu zamiast śpiewać piosenki przy ognisku. Uważaj czego pragniesz? Od kiku dni negocjuje z Bogiem dziecko. Oby dał mi chociaż jedno, a o nic więcej nie poproszę. Tym bardziej, że dzisiejszy dzień upłynął w charakterze iście anielskiej - ztesknieni rodzice zrobili grilla tym razem z dziećmi. Byliśmy jedną parą bez potomka. Chyba nie musza pisać jak się czuliśmy..
***
Mąż mówi, że zgadza się na jedną procedurę in vitro. Jeśli ona nie uda się w tym wieku to uważa, że kolejne próby nie mają sensu. Ja mam zamiar próbować do bólu, do upadłego. Chyba nie muszę wspominać, że tak rodzi się wojna?
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2023, 22:38
Ciąża rozpoczęta 3 stycznia 2015
05.05.2022r na świecie pojawił się CUD ❤ 10/10 2540g 50cm...śpi i je...daje mi odsapnąć z bolącym brzuchem. Jak będę w domu i dojdę do siebie napiszę więcej.
Dziękuję za każde dobre słowo!
WYGRAŁAM TĘ WOJNĘ! 💪🍾🍾🍾🍾🍾
Dużo się dzieje u mnie. Robię ostatnie badania (krzywe powtarzam, kortyzol i ferrytyna) i 26.06 z wynikami do profesor.
Cytokin nie potrafię odczytać, bo robiłam w Alab i o ile z APC już mniej więcej wiem jak interpretować to tu jest dziwnie. Na pewno IL-6 podwyższona (stan zapalny). Ale mało zaprzątam sobie tym głowę, mało siedzę na forum, mało czytam. Chyba mam przesyt, straciłam motywację, zdam się na lekarza.
W pracy do urlopu zostało mi kilka dni roboczych i mam przed sobą takie zadanie, że mi się płakać chce. Ale ogarnę. Muszę się tylko wyspać i porządnie do tego przysiąść, jak już adrenalina skoczy pod sufit. Potem wyjazd taki babski weekendowy, potem urlop na sprawy własne, potem wyjazd firmowy i potem 2 tygodnie urlopu.
Co do pracy to już kiedyś pisałam chyba, że z obecnej jestem średnio zadowolona. Długo by opowiadać, ale generalnie siedzę w niej ze względu na dobry "pakiet ciążowy". I tak siędzę, trzeci rok już leci, moja frustracja wzrasta, ciąży brak.
Mąż podesłał mi ofertę pracy takiej top pode mnie. Bardziej prestiżowa, duża odpowiedzialność, zarobki pewnie z raz większe (!). Postanowiłam, że wyślę CV. W ciąży mogę być za 2 miesiące, mogę być za 2 lata, mogę być w niej jeszcze 3 razy lub zero. Mieć troje dzieci lub zero. Życie mi pokazało, że akurat w tym temacie NICZEGO nie jestem w stanie zaplanować. A odmawiam sobie od 2 lat praktycznie wszystkiego - wyjazdów na narty, imprez, kariery, kursów, rozwoju. "Bo przecież zaraz będę w ciąży". Nie chcę tak dłużej żyć. Niech już się dzieje co chce, ale ja chcę chociaż próbować innych rzeczy.
Z mini zmartwień - pobolewa mnie prawy jajnik, cykle dalej skrócone. Boję się, że znowu endomenda się obudziła i atakuje. Albo jakaś torbiel czynnościowa. Nawet nie mam czasu (i ochoty) iść na USG.
A w ogole zapomnialam napisac, ze 11.07 bylam tez u gina (ale nie mojego tylko pierwszego lepszego z łapanki, bo chcialam tylko zwolnienie). Denerwowalam sie, bo faceta nie znalam w ogole (czy bedzie delikatny etc) ale okazal sie spoko i zbadal mnie porzadnie. Zmierzyl dzidzie i ocenil, ze waży 300gr („dużo ale nie patologicznie dużo” - ubawilo mnie to).
Hranolku 💜 Nie jestes leniuszkiem, a wojownikiem, bo wiem, ze nie jest latwo wygrac z moim organizmem! Walcz, malutki, a ja przez cala ciaze bede puszczac Ci bajki, nosic pod sercem i nawet naucze sie gotowac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:49
Byłam dzisiaj u swojego gina z wynikami z poradni diagnostyki. Tchnął we mnie trochę nadziei. Ze AMH faktycznie poniżej normy, ale troszkę. Ze mógł ten gin z poradni diagnostyki nie widzieć owulacji, bo to różne czynniki o niej świadczą. Ale generalnie on też widzi raczej in vitro, jeden jajowód niedrożny, a drugi może nie spełniać swojej funkcji z uwagi na jego budowę. Polecił mi klinikę leczenia niepłodności w Katowicach. Miałam opory przed innym miastem, bo nie chciałam na każdą wizytę jeździć z Opola czy to do Kato czy Wro, ale wytrącił mi ten argument z ręki, że mogę u niego robić wszystkie konieczne wizyty i badania, jakich chce klinika. Ma do niej zaufanie, współpracują wiele lat, ponoć dużą skuteczność. Będę na pewno jeszcze szukać o niej informacji. Chodzi o InviMed. Także trochę taka podbudowana od niego wyszłam. Powiedział mi, że powinnam podejść zadaniowo do tego, bo inaczej zwariuję. Teraz- umówić się na wizytę do kliniki. Potem na nią czekać. Potem na nią jechać. I tak dalej i tak dalej. I myślę, że jest dużo racji w tym, co mówi. Dzisiaj jestem nawet z nadzieją 😁
16 cs, 26 dc, 14 dpo
Hejka.
Od wczoraj testuje.
I wczoraj i dziś rano nic.
Od przedwczoraj trochę plamię.
Coś mnie podkusiło i o 13:25 postanowiłam zrobić kolejny Test.
Zobaczyłam cień cienia.
Myślałam, że mam zwidy, więc spytałam męża czy on też to widzi.
Widział.
Nie wiadomo w sumie, czy coś z tego będzie.
Jutro powtórzę Test, może będzie wyraźniejszy i w tym tygodniu pójdę na krew....
Na razie nie umiem się cieszyć, trochę jestem skołowana, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy...o 8 nic a o 13:25 coś....
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 czerwca 2023, 13:54
W czwartek miną dwa lata odkąd widziałam Cię po raz ostatni. Kiedy po raz ostatni tuliłam Cię w swoich ramionach, trzymałam w swojej dłoni twoją malutką rączkę. Dwa lata odkąd moje serce pękło. To dokładnie 730 dni cholernej tęsknoty. Każdego dnia zastanawiałam się jakbyś wyglądała. Jakby wyglądało nasze życie gdybyś była obok. Czasami mam wrażenie, że minęła cała wieczność. Czasami, że to wszystko wydarzyło się wczoraj. Bo tak dokładnie pamiętam, jak ostatni raz całowałam twoją już zimną twarz. Jak wychodziłam z sali, odwracając się po to, żeby ostatni raz Cię zobaczyć. Jak wróciłam do domu bez Ciebie. Jak tata rozkręcał twoje łóżeczko, które na Ciebie czekało. Jak pakowałam do kartonu twoje ciuchy, które czekały już w komodzie. Pamiętam jak upadłam na ziemię, kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że umierasz. Ale pamiętam też każde twoje spojrzenie. Każdy twój dotyk. Twój każdy uśmiech i płacz. I będę pamiętać zawsze. Tak samo jak zawsze będę Cię kochać. I tęsknić. Tak po prostu. Maju, Majeczko, Majciu, Majusiu. Mama całym swoim sercem przytula Cię jeszcze raz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 czerwca 2023, 22:31
16 ds, 27 dc, 15 dpo
Jest druga kreska.
Bledsza od kontrolnej, ale ciemniejsza niż wczoraj.
Dzieje się.
Na popołudnie umówiłam teleporadę z ginekolog z luxmedu, poproszę o skierowanie na betę i progesteron...muszę też oznaczyć tsh, ft4 oraz glukozę I insulinę na czczo.
Nadal to do mnie nie dociera.
Boję się trochę jak to będzie, czy wszystko będzie ok. Wiem, że na tym etapie może być różnie.
Trzeba się uspokoić i zadbać o siebie i fasolkę. ❤️
Pora na aktualizacje.
Dawno sie nie odzywałam nic nie pisałam nawet na forum ale po prostu musiałam odpoczać od tego wszystkiego od starań od tej cholejnej su** niepłodności...
dzisiaj mam 17 dc jest ogolnie to cykl prawdopodobnie z owulacja w 15 czy sie ciesze? oczywiście nie ważne ze nie ma sgtarań każda poprawa w moim organizmie cieszy bo ostatnio owulacje miałam we wrześniu 2022 r...
miałam silny ból jajnika właśnie tego 15 cały wieczór a dzisiaj temperaturka skoczyła 
najlepsze jest to że owulacja sie pojawiła wtedy kiedy tak naprawde szanse byly zerowe na nią bo w piątek ostro popiłam bo byłam na 18-stce.
ostatnio robilamj też badania z jednego wyniku bardzo sie ucieszyłam była to insulina ktora wynosiła poniżej 10 w końcu sie udało ją zbić no ale niestety glukoza wysoka ponad 100.. mimo wszystko homa wyklucza narazie insulinooporność 
co do konsultacji z dietetykiem to wrazenia bardzo pozytywne zlecila dodatkowe badania no ale narazie nie udało mi sie ich zrobić nie chce popadać znowu aż tak w temat starań jest mi dobrze tak jak jest teraz , niestety w związku też kłopoty. ale zobaczymy jak to sie potoczy .
tyle w skrócie co u mnie pewnie co jakiś czas bede aktualizować co u mnie na forum nie wracam jak narazie.
widziałam ze z tymi ktorymi byłam blisko sie udało wiec gratulaacje 
no i dla reszty dużo siły powodzenia nie zatracajcie sie!
buziakii.
19.06 pierwsza wizyta przed zabiegiem, co będę miała robione ? :
- histeroskopie diagnostyczną
- histeroskopie chirurgiczną
- laparoskopię
A co będą sprawdzać ? Tak jak pisałam
- macice od wewnątrz i zewnątrz
- drożność jajowodów
- stan jajników
- obejrzą i usuną torbiel która się pojawiła i nie znika
- komórki NK i plazmatyczne maciczne
- biopsja endometrium
Czy się boje ?
Bardzo…
Ale czego się nie robi.
Zabieg czeka mnie najprawdopodobniej w sierpniu, bo w lipcu w terminie w którym mam sie wstawić lekarz na urlop. Z wyliczeń wypada, że w męża urodziny, wiec niespodzianka będzie tydzień wcześniej ☺️
Mąż jest po wizycie u androlo-urologa
- jajuszka w porządku
- prostata w porządku
- bakteri w moczu brak
- posiew nasienia zrobiony - czekamy na wyniki. Maja być do 5 dni.
Jestem na wakacjach. Mialam zrobic sobie detox 100% od forum, ale troszke zagladam 
Wahalam sie z tym wyjazdem, bo spory wydatek, a leczenie nieplodnosci to kazdy tu wie - studnia bez dna poki co.
Ale jest to podroz warta kazdej zlotowki !!! Nie mysle prawie w ogole o stracie ciazy, nie zamarwtiam sie co bedzie. Laduje sie sloncem, plywam w morzu, zachwycam miejscem. Czuje sie szczesliwa ! Tak naprawde szczesliwa i radosna 🩵 Moze nie tak, jak w ciazy, ale sie usmiecham i jestem pelna dobrych mysli.
Poza worem supli, lekow, tona badan, naprawde warto czasem zrobic cos DLA SIEBIE. I dla zwiazku oczywiscie, bo tu tez fajnie 🩷
7 dc
Kurcze! Jak ludzie są bezmyślni! 🤦 Spotykam w Biedrze znajomą ze szkoły językowej. Nie widziałyśmy się kupę czasu. Cześć. Cześć. Co tam u Ciebie? Na zakupy wpadłam szybkie. A tak w ogóle to budujemy dom. Za mąż wyszłam. Taaak, taka to znajomość, że właśnie informuję o ślubie, który był prawie dwa lata temu. I wtem pada pytanie... Dzieci planujecie? Nosz ku$&a! Kobieto! Stoimy na środku marketu, serio mam Ci teraz opowiadać o moich prokreacyjnych planach? No miałam ochotę w rewanżu zapytać, jak często uprawia seks z obecnym partnerem. Byłoby podobnie niezręcznie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2023, 21:29
5 VII 2023
18 cs 30 dc
Do terminu spodziewanej @ zostały 2 dni. W tym magicznym lipcu testuję z dziewczynami, które "znam" i szczerze nie mogę doczekać się tego dnia. Nie mam zamiaru testować szybciej, dzisiaj cały dzień czuję jak pobolewa mnie podbrzusze i dwa jajniki. Temperaturę mam strasznie dziwną w tym cyklu i gdyby nie monitoring byłabym niemal pewna, że cykl był bezowulacyjny. Zawsze polegałam na temperaturze, a tu takie niespodzianki 🤷🏻♀️
***
Już się chyba nie boję. Przynajmniej nie tak żeby strach paraliżował. Wiem, że mam prawo się bać. Wychodzę ze swojej strefy komfortu i idę w nieznane - drogą, w której nikt nie może mi towarzyszyć. Muszę przejść przez to sama i przy okazji nie zwariować.
Podzieliłam in vitro na etapy - małe sukcesy, na których będę się koncentrowała. Na ten moment skupiam się tylko na stymulacji i pobraniu dużej ilości jajek. To będzie mój pierwszy sukces. Kolejnym będzie rozwój komórek nadających się do transferu. Kolejnym udany transfer. Małymi kroczkami do celu. Teraz w staraniach już nie biegnę - wspinam się na szczyt. I właśnie tak teraz widzę swoją drogę do macierzyństwa - mijając 18 zakręt widziałam potężny szczyt w oddali. Wydawał mi się nieosiągalny, brutalny, tajemniczy. I chociaż wiedziałam, że zaraz za 19 zakrętem ukaże mi się w swojej okazałości ciągle miałam nadzieję, że odnajdę jakąś drogę na skróty i będę mogła ominąć go w drodze do macierzyństwa. Jestem coraz bliżej podnóża szczytu i póki co zadzierając głowę wysoko nie widzę jak wysoki jest - tam wysoko spowija go mgła przyszłości. Jeszcze kilka dni temu bałam się tej wspinaczki. Teraz jestem na nią gotowa. Małymi kroczkami do celu, etapami w drodze na sam szczyt. Przygotowałam plecak na ten etap wędrówki. Spakowałam wyciszenie, dużo snu, zdrowej diety, zwiększonego ruchu i nadziei. Nie wiem co czeka po drodze ale już się nie boję.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.